Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Przystań

Go down 
AutorWiadomość
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Przystań Empty
PisanieTemat: Przystań   Przystań I_icon_minitime16.01.20 20:15

wrzesień 1949 r.

Gdy się pali statek nasz - Wypij za mnie łyk.
Gdy kadłub zacznie wodę brać - Wypij za mnie łyk.
Gdy po desce zsunę się - Wypij za mnie łyk.
Kiedy będę już na dnie - Wypij za mnie łyk.


Głos rozrywał głos, pieść za pięścią wznosiła się ku dachom, ku gwiazdom – ku chwale. Gęsto wypełnione ławy wygrzewały się od rozentuzjazmowanych pirackich tyłków, a piana ciurkiem spływała po brodach, przez kołnierz aż po bujne loki wyrastające dumnie na piersiach. Gitara gryzła się z gitarą, a na lepkiej podłodze tańcowało już kilku śmiałków. Gorąco. Było tak gorąco. Pootwierane okna nieśmiało przepuszczały świeże powietrze, ale to rozpływało się natychmiast w parszywej duchocie. Krzyki Penelopy słyszała jednak dobrze.
One jedne potrafiły otrzeźwić pogubionego ducha, pociąganego jednocześnie w zbyt wiele kierunków, by mógł uporządkować chaos. Tu rum, tam gin, zaraz wódka, dalej gorąca kiełbacha, a potem znów rum, i kremowe i jeszcze czystej. A potem znów i znów. Wciąż przekrzykiwali się, domagając wypełnienia pustych kieliszków. Zauważyła, jak bezczelnie świdrują ją spojrzeniem. Odpowiadała wielkim okiem, niezbyt pewnym, otwartym szeroko, ale umykającym po chwili. Pierwsze dni były trudne, ale ten wyjątkowo chciał dopiec całej ekipie – w tym kilkunastoletniej barmance uczącej się dopiero rozróżniać gin od rumu, niepotrafiącej przejść z gracją z tacą pełną ciężkiego szkła. O grację tu jednak nikt nie prosił. Chcieli, by odpowiadała, kiedy mówili, by uśmiechała się do nich i dała czarować. Wreszcie – potrzebowali wysłuchania, potrzebowali, aby znalazła się jakaś piękna dziewczyna, która pozwoli pomacać się po fartuszku. Annie Scott była nowa w porcie, wyłapali ją od razu. Czuła, jak obgadujące mordy ślinią się znad kufla do nieznajomej kelnereczki – tak drobnej, że masywne łapasko zgniotłoby ją w ułamku sekundy. Powtarzała sobie, że to nic, ze zna te pyski i sobie poradzi, że to tylko banda głośnych pijaków. Z dnia na dzień odkrywała, że nie wolno myśleć o ludziach portu w ten sposób.
W zeszłym tygodniu któryś podniósł ją, kiedy nie mogła dosięgnąć do rdzawego żyrandola, innym razem któryś wtoczył do piwnicy ciężkie beczki z winem, wiedząc, że ta fatyga zostanie wynagrodzona jedynie niezbyt pewnym uśmiechem. Wczoraj obserwowała, jak brutal przystawiający się do Penelopy ląduje w ulicznej kupie gnoju wyrzucony przez rozgorączkowaną bandę. Barmanka tłumaczyła jej wtedy, że więcej tu przyjaciół niż wrogów, że istnieją zasady, które każdy szanuje – nawet jeśli sprawia wrażenie najpodlejszego oprycha tak na lądzie jak i na morzach. Musiała przestać się ich bać. Odpowiadała więc zaczepką na zaczepkę, wznosiła brew z dumą, reagując na kolejny nieco troglodyci komplement. Szło jej różnie, czasami widać było, że się zmusza, a pobyt tu jest jedynie przykrym obowiązkiem. Gdy jednak przestała mylić alkohole i nauczyła się, kto jest kim, poczuła się pewniej, a każdy dzień wiązał się z jeszcze mniejszymi obawami. Zaczynała powoli wierzyć w to, że przetrwa. Mimo to wciąż zdarzały się potężne chwile zawahania, gdy wycierała mokre dłonie w gnijącą ścierę, marząc o ucieczce, gdy czyjeś obleśne łapsko poza jej kontrolą zderzyło się z wyczulonym ciałem. Niekiedy wydawało się, że nie ma różnicy – tutaj czy na ulicy. Pogarda i zło siały spustoszenie, pożerając tych najsłabszych. Annie nie chciała się temu poddać.
Już nie wyglądała jak nędzarka. Skromna, ale czysta i wygładzona sukienka wędrowała aż do kolana, pozwalając, by dalej błyszczały już tylko chude nogi obleczone przyjemną pończochą. Przy kołnierzyku rozpięty guzik, wokół niego spływające, miłe w dotyku brązowe fale i te końcówki raz po raz topiące się w kieliszku, ale tutaj już nikogo to nie ruszało. Twarz wreszcie zadbana, ozdobiona makijażem, a skóra pachnąca, choć rozmywała się woń pożyczonych od pani Boyle perfum, kiedy zapach zderzał się z tak potężnym portowym smrodem. Coraz rzadziej tłukła szklanki, coraz mniej czystego alkoholu lała do drinków, ucząc się, że nie każdy z tych dryblasów zasługiwał na prawdziwe fajerwerki. Wciąż kręciła głową, kiedy wołali, by pośpiewała z nimi, wciąż żadnemu nie pozwoliła porwać się na przeciążony podest. Gdy umykała na zaplecze, mięśnie zaczęły się rozluźniać. Gdy spoglądała w pomazane tłustymi paluchami lusterko, nie wiedziała, kogo w nim widzi.
Żeglarska ballada gromadziła wokół mniej lub bardziej swoich przybyszów. Zaprawione w bojach dziewczęta pani Boyle chętnie przysiadały na ławie i wsłuchiwały się w te morskie opowieści. W tym czasie Annie starała się spamiętać wszystkie wykrzykiwane zamówienia. Choć przyszła tu z ulicy, wydawało jej się, że jest tą, która najczęściej czyści dłonie. Już nikomu się nie chciało. Wszyscy woleli śpiewać.
W obcej sukience, w obcym miejscu i pod opieką nieoswojonych spojrzeń zaczynała czuć, że Annie odchodzi, że tutaj staje się inną osobą.
Głos Penelopy przeciął jej rozważania. Cztery rumy i jedno wino – jakiekolwiek.
Znów sięgnęła po butelkę. Ten dzień nie chciał się skończyć.


Powrót do góry Go down
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Zawód : szef zdelegalizowanego biura aurorów
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 45
UROKI : 28
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Przystań Kl7tyVE

Przystań Empty
PisanieTemat: Re: Przystań   Przystań I_icon_minitime26.01.20 23:31

Ignorował wesołe trajkotanie kompana, dla własnego spokoju przytakując mu co chwila gardłowym pomrukiem odnośnie jesiennej aury wyczuwalnej nawet w wodach Tamizy, gdy myślami pozostawał przy ich zadaniu. Jego krok był ciężki, lecz wciąż dynamiczny, jakby sam siebie poganiał. Tak właśnie było, chciał wizytę w portowej dzielnicy mieć jak najszybciej za sobą, by w spokoju udać się wreszcie do swojego domu. Nie darzył sympatią tej części Londynu, być może dlatego, że i same doki zdawały się żywić ogromną niechęć do jego osoby z racji wykonywanego zawodu. W tym miejscu nikt nie ceni aurorów, każdy woli, aby ministerialne służby trzymały się z dala od portowych spraw, zwłaszcza od tych interesów będących na bakier z prawem. Ale to właśnie przez szemrane działania zjawiali się tu i zaczynali węszyć. Gdyby nie pojawiły się w ostatnich dniach kolejne pogłoski o przemycie zaklętych artefaktów drogą morską, nawet nie pomyśleliby o złożeniu wizyty w Parszywym Pasażerze.
Zbyt głośno. To była pierwsza myśl, która zrodziła się w głowie Rinehearta zaraz po przekroczeniu progu mało ekskluzywnego lokalu. Wysokie natężenie hałasu miało swoje źródło w tłuszczy. Poczuł uderzenie gorąca i towarzyszącą mu mieszaninę zapachów – alkoholu, potu, palonego tytoniu. Był pod wrażeniem, że kobiecy głos przebijał się jednak przez cały ten harmider, gdy trzeba było wołać o rum i wino. To miejsce nie było całkowicie podłe, mimo to Kieran zawsze zachowywał w nim należyty dystans. Szkoda tylko, że jego towarzysz nie miał żadnych oporów przed swobodnym wtapianiem się w zabawową scenerię. Attenberry ruszył dalej, rozpychając sobie drogę łokciami, aby tylko znaleźć się przed obliczem najlepiej znanej mu kelnerki, która czarującym uśmiechem bawiła rozśpiewanych gości przybytku, jednego bijąc po łapie, gdy próbował chwycić ją zbyt zuchwale. Jednak niebieskie spojrzenie oderwało się od towarzysza i mimowolnie prześlizgnęło dalej, kiedy między stolikami mignęła szara sukienka z białym kołnierzykiem. Wiele było podobnych, to nie musiała być ta sama, co przyszła mu na myśl jako pierwsza, ale zbyt podobną zawinął papierem i przewiązał sznurkiem. Dalsze obserwacje przerwał powrót Herberta, po chwili przy wejściu pojawiła się też poszukiwana przez nich kelnerka.
Szukacie kłopotów? Nie widzicie ile dziś ludzi nalazło? Nie mam czasu, aby znów po was sprzątać – wyrzuciła z siebie kolejne wyrzuty, być może rzeczywiście bardzo zapracowana przy takim tłumie goszczącym w pubie tego wieczoru.
Penny, mówisz tak, jakbyśmy nigdy nie wyświadczyli Parszywemu żadnej przysługi.
Kilka przysług ma wynagrodzić te wszystkie burdy wywołane przez samą waszą obecność tutaj?
Zdarzało się, że ich przybycie do Parszywego wywoływało u niektórych rozpitych marynarzy spore emocje, przez co w porywie gwałtowności decydowali się rzucić kuflem czy krzesłem, w najgorszym razie zaklęciem. Głupia brawura jednego osobnika porywała na równe nogi kolejnych, ponieważ solidarność pomiędzy portową bracią przeważała nad rozsądkiem. Tak, dwójka kręcących się po pubie aurorów mogła być źródłem problemów, ale bywali pożyteczni, gdy dobierali się do skóry szemranym typom, co śmiali dopraszać się o haracz czy próbowali rozszerzać niebezpieczną działalność na pobliskim obszarze. W zamian prosili czasem o informacje. Coś za coś.
Chcemy zadać tylko kilka pytań. Może słyszałaś coś o szmuglowaniu zaklętych przedmiotów? Na pewno słyszałaś, zawsze jesteś najlepiej zorientowana.
Kieran nie potrafił czarować innych podobnymi pochlebstwami, ale tym razem nie przysłuchiwał się rozmowie zbyt uważnie, kiedy wzrokiem udawała się w głąb sali, próbując raz jeszcze dostrzec znajomą sukienkę. Może się pomylił, przewidziało mu się? Absurdalne podejrzenie nie chciało go jednak opuścić. Odczekał chwilę nim sam zadał pytanie, które dziwnym trafem nic nie miało wspólnego ze śledztwem.
Boyle przyjęła nową kelnerkę?
Czarownica spojrzała na Kierana z mieszaniną zaskoczenia i pogardy, nie za bardzo wiedząc, do czego prowadzi to pytanie ze strony bardziej zgorzkniałego w tym duecie aurora. Podczas nie aż tak częstych wizyt, które jej zdaniem mogłyby być jeszcze rzadsze, zdążył przyzwyczaić ją do srogiego milczenia lub donośnych wrzasków, kiedy już dochodziło do awantury. Zazwyczaj się nie odzywał, gromił jedynie spojrzeniem, chcąc wymusić  Dobrze robił, że rozmowy pozostawiał swojemu koledze, Herbie przynajmniej nie unikał żartów.
A od kiedy interesują was nasze nowe nabytki? – spytała podejrzliwie, odpowiedzi szukając na twarzy bardziej przyjaznego aurora, lecz ten również wydawał się zdziwiony. – W kącie siedzi jeden typ, co pomagał ostatnio przy kilku rozładunkach, ale nie wiem, czy coś wie w waszej sprawie.
To już jakaś wskazówka. Siądziemy gdzieś obok, to podaj nam dwa kufle piwa, co?
Rineheart zmarszczył mocniej brwi i zaraz ruszył w stronę wskazanego kąta, odsuniętego najdalej od sceny, gdzie przy stoliku siedziało dwóch mężczyzn w ciemnych płaszczach. Przysiadł dwa stoliki dalej, na pierwszym wolnym krześle, jakie znalazł, Attenberry spoczął obok niego.




(

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

)
Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Przystań Empty
PisanieTemat: Re: Przystań   Przystań I_icon_minitime02.02.20 16:25

Odgłos stawianych niepewnie na drewnianej desce szklanych spodków zniknął w hałaśliwym zamieszaniu. Refren żeglarskiej piosenki obijał się o ściany, drażniąc nieoswojone uszy Annie Scott. Słyszała szumy, ale najpewniej wrażenie to niewiele miało wspólnego z morskimi falami. Wypluwane pod wąsem rechoty zaczepiały co rusz świeżynkę mknącą niezbyt odważnie między stolikami. Postawiła rum i odburknęła coś pod nosem na kolejne pijackie zagajenie. Obróciła się szybko, byleby uniknąć napastliwego spojrzenia. Wydawało jej się, że poczuła na udzie muśnięcie. Nie odważyła się łypnąć na winowajcę tak ostro, jak zrobiłaby to Penelopa. Wycofała się szybko, pamiętając długą litanię zamówień. Szara sukienka zafalowała, ocierając się o kant jakiejś ławy.  Nastolatka przyspieszyła kroku, ale ledwie dwa metry przed barem ujrzała koleżankę rozmawiającą z jakimiś typami. Mówiła śmiało, nie wychodząc ze swojej zaprawionej w portowych bojach roli. Nie drżał jej głos i nie płaszczyła się przed niewiadomym klientem. To było dziwne. Nie wyglądali na tutejszych. Przeszła na około, po drodze zbierając jeszcze kolejne zamówienie. Ktoś złapał ją za dłoń i próbował posadzić sobie na kolanach, ale wyrwała się, nie budząc jednak zainteresowania żadnej z pochłoniętych robotą barmanek. Poza zasięgiem wzroku wspomnianej trójki przemknęła do bocznego korytarzyka, w którym znajdowały się kible, drzwi do piwnicy i schodki na piętro. Z podstawionych tam w kącie skrzyń wyjęła dwie flaszki, które – jak jej się wydawało – będą potrzebne. W tym czasie mężczyźni odeszli od Penny, a Scott nieco mniej lękliwie wróciła za bar i wytarła ścierką zakurzone szkła. Czujnie, choć i nie kryjąc zdezorientowania, popatrzyła na barmankę.
– Co to za jedni? – podpytała, rozlewając alkohol do szklanek. Postawiła ciężko wciąż pełną butelkę i w dłoni zgniotła zagubioną na blacie łyżkę. Byli dziwni, byli obcy. Zdążyła to wyczuć nawet jak na kogoś, kto dopiero uczył się parszywych tradycji. – Węszą – rzuciła najpierw Penelopa, wycierając mokre dłonie o fartuch przewiązany w pasie. – Nie są nasi. Nie mów im za wiele. I zanieś piwo – mruknęła dziwnie oschle. Nim jednak jej głos zdążył ucichnąć, do kontuaru dopchał się barczysty robol, domagając się dużej porcji prosiaka i najlepiej całej beczki wina. A może od razu ktoś wlałby ją mu do pyska? Annie nie miała pojęcia, jakim cudem potrafili to wszystko wypić i nie paść trupem. Wielki mężczyzna pochłaniał równie dużo uwagi Penelopy. Nie było czasu na dłuższe pogawędki. Musiała się zając zadaniem. Chwyciła mocno przygotowane przez nią kufle i popatrzyła w ten kąt, gdzie chyba musieli się udać. Między gąszczem stolików, sylwetek i zakrętów widziała jedynie zarysy spoczywających sylwetek. Ruszyła jednak, pamiętając każdą z cennych wskazówek. Jeszcze stu takich, jeszcze kilkaset błyszczących spojrzeń starych perwersów i dorośnie, rozkwitnie, zapuści korzenie, przeciśnie się przez betonowy syf tego rynsztoka. Przez tę chwilę jednak to wszystko wydało jej się niemożliwe. Wcale nie była gotowa, wcale… Mignęła jej twarz. Chude palce mocniej zacisnęły się na przezroczystych uchach naczynia. Stanęła w połowie kroku, a potem szybko okręciła się, by skryć ciało za drewnianą podporą. Kolumna najpewniej nie mogła przysłonić całej postaci barmanki, ale miała nadzieję, że jej nie widział. Niepewnie wychyliła głowę zza swej nędznej kryjówki. Kilka kropel piwa pociekło po zewnętrznych ściankach kufli, ale zignorowała wilgoć. Ciemne oko popatrzyło na jednego z mężczyzn, z którymi przed chwilą rozmawiała Penelopa.
Nie. To niemożliwe. Nie chciała go tutaj widzieć. Typ z ulicy, cholerny zbawiciel. Przyszedł za nią aż tutaj?! Obserwowała jego profil, ale gdy w pewnej chwili obrócił głowę, krzyżując z nią spojrzenie, natychmiast cofnęła się, uciekając przed możliwym rozpoznaniem. Wiedziała, że ją dostrzegł. Mogła jedynie wierzyć, że nie rozpoznał twarzy – dziś tak innej, tak czystej i ślicznej, przyozdobionej gęstwiną długich falowanych włosów, kuszącej obfitymi plamami czerwieni zawstydzającymi dziewczęcą duszę. Przymknęła oczy, gdy stopy nakazały uciekać, gdy nie chciały za nic w świecie obrócić jej ku oczekującym na swój trunek typkom. Piwem poplamiła sukienkę. Jasny gwint! Zrobi to. Będzie udawała, że on jest nikim, że wcale nie rozpoznaje tej sylwetki, że obce są te oczy, że nigdy dotąd się nie spotkali. Czy wraz z nową pracą nie wyobrażała sobie, że staje się kimś innym? Zaciągnęła się gęstym, duszącym powietrzem. Łomot w klatce wywołał ciepło rozchodzące się aż po koniuszki palców. Odważyła się wychylić znów, ale wtedy musiała już iść. Wznieciła więc w sobie falę odwagi, obiecując bezgłośnie, że to nic, że to tylko drobny moment. Zastygła zaraz znów trzy kroki przed ich stolikiem. Szkło wypadło jej z rąk, rozbijając się z trzaskiem pod dziewczęcymi bucikami. Piwna powódź chętnie przelała się przez szpary w kruszącej się podłodze. Parszywy zamarł, kilkanaście gęb obróciło się w stronę barmanki, węsząc jakąś sensację. A może i kolejną zadymę? Szeroko otwarte oczy patrzyły. Na niego.
Tak bardzo chciała uciec.


Powrót do góry Go down
 

Przystań

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20