Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Dolce far niente - Sycylia, 1952

Go down 
AutorWiadomość
Francesca Borgia
Francesca Borgia

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Zawód : dostawca, kupiec, handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know I’m bad news, I saved it all for you
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitime20.01.20 17:45

Nigdy nie mogła nadziwić się pięknem swojego kraju, za każdym razem odkrywając je powtórnie. Na nowo podziwiała piękne drzewka pomarańczowe, które podobno dzięki krwistoczerwonym w środku owocom były jedyne w swoim rodzaju, ale też całą faunę i florę wyciągającą się w stronę niesłabnących promieni słońca. Niewielki ogród, w którym siedzieli prawie całą rodziną, zajmował podnóże góry za domem a ogromne rozłożyste drzewo, ocieniając prawie cały teren dawało chwilę wytchnienia. Z miejsca, gdzie stały stoły i krzesła, rozpościerał się widok na zatokę – wszystko rozmywała delikatna mgiełka unosząca się nad wodą i lekki wietrzyk, który ostrożnie skubał liście usianych gęsto drzewek. Okolica była cicha i spokojna, jakby czas się zatrzymał i to ceniła sobie chyba najmocniej w miejscach, które wedle rodzinnej tradycji jeszcze odwiedzali. Cisza, której potrzebowała, spokój, który koił jej nerwy szargane podczas nauki w podróży u boku ojca i patrzącej na nią z góry załogi, wystarczyły, by zapomniała o wszystkim dookoła. Oglądając ten sielankowy krajobraz osnuty ciepłym sierpniowym słońcem, zaledwie na kilka sekund Borgia przypomniała sobie, że w Anglii, do której za jakiś czas miała wrócić, panowała pewnie słota i szaruga – choć nie miała żadnej pewności. Odkąd pamiętała, nigdy nie spędzała zbyt wiele czasu na angielskiej ziemi, tym bardziej w wakacje, a przynajmniej nie zwracała uwagi na panującą tam pogodę; urodzona wprawdzie w Anglii nigdy nie uważała i nie zamierzała uważać siebie za tamtejszą skoro jej serce należało do włoskiej kultury wypadającej tak barwnie przy tej drugiej, w której przebywała od urodzenia.
Gdziekolwiek by nie była we Włoszech, w każdym miejscu miała co najmniej jedno ulubione miejsce, do którego wracała zawsze wtedy, gdy wizyta się powtarzała. I tutaj, na Sycylii, miała kilka takich miejsc, a wśród nich budkę, gdzie sprzedawali najlepsze na świecie lody. Chociaż zawsze była zdania – zadzierając przy tym nosa, rzecz jasna – że włoskie jedzenie było najlepsze i ciężko by jej było wybrać potrawę, którą lubiła najmniej, w kwestii tego słodkiego przysmaku była bardzo wybredna. By tradycji stało się zadość, wyślizgnęła się niezauważona z małej posiadłości na krótki, samotny spacer.
Na głównym placu nad zatoką znalazła się zaledwie po kilku minutach powolnego marszu, a po kolejnych kilku zadowolona z zakupu dwóch dużych porcji udała się w stronę ławek na promenadzie. Zamroczona przyjemną pogodą i słodkim lenistwem straciła całkowicie czujność, prawie w ogóle nie zwracając uwagi na gdzie stawia kroki. I tak tym sposobem wystarczyła chwila moment, by Borgia zagapiła się wciągając głęboko w płuca świeże, morskie powietrze, z impetem wpadając w czyjeś plecy.
Mi perdoni signore! – wykrzyknęła orientując się, że wszystko to, co zaraz miało zadowolić jej żołądek znalazło się właśnie na koszuli nieznajomego i częściowo na jej czerwonej zwiewnej sukience. I zamiast poprzestać na przeprosinach, zaproponować, że przecież wypierze te koszulę a potem odeśle, z niewyjaśnionych dla siebie przyczyn jęła się próby wycierania roztopionej masy na lnianym materiale. Gospodyni była jednak z niej żadna, więc nie wzięła pod uwagę faktu na jak kapryśny materiał trafiła i oczywistym było, że jasna koszula mieniła się teraz ciemnymi plamami. Przytykając dłoń do warg, przeniosła wzrok to na plamy to na twarz wyraźnie skonsternowanego chłopaka i jedynym co wpadło jej z ust było zwykłe, ale niepewne:
Mi dispiace... – wątpiła, że dla koszuli był jeszcze jakiś ratunek, bardziej zmartwił Włoszkę fakt, że stali się widowiskiem a dziwnie złowrogi spokój nieznajomego lekko wyprowadził ją z równowagi. Nie chciała problemów, zwłaszcza tu, w tak pogodne popołudnie.




My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me



Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Piekło jest puste
wszystkie diabły są
TU
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Re: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitime23.01.20 13:49

Mógłby pozostać tu na zawsze. Ciepłe promienie czerwcowego słońca, ogrzewały bladą przestrzeń rozmarzonej twarzy. Docierały do rosłych ramion, pleców, ukrytych pod beżową, cienką, lnianą koszulą. Bezchmurne niebo zachwycało intensywnym błękitem. Powietrze pachniało rozgrzaną ziemią, słodyczą cytrusów oraz otrzeźwiającą solą. Subtelny wiatr równoważył zbyt wysoką temperaturę. Było południe. Sielankowa atmosfera pochłaniała niemalże całkowicie. Przyjaźni mieszkańcy pozdrawiali obcego, częstując wyśmienitymi specjałami. – Grazie! – krzyczał ochoczo, konsumując najsoczystszy owoc wzięty z pobliskiego stoiska. Uwielbiał tereny, tak różne od tych, które zamieszkiwał przed wyjazdem. Kontrast podstawowych elementów ukazywał się na pierwszy rzut oka. Atmosfera, zupełnie inne, lekkie podejście do życia, warunki pogodowe, lokalne specjały oraz typowe rozrywki. Człowiek zatracał się w zagranicznym folklorze, a on był tego najlepszym przykładem. Wraz z pozostałą ekipą współpracującą przy kolejnej eskapadzie, z niecierpliwością wyczekiwali codziennej przerwy. Momentu, w którym porzucą skomplikowane obowiązki, zatrważające troski - oddadzą niewinnym przyjemnościom. Starał się być powściągliwy. Niezmiernie zależało mu na pracy, zdobywaniu nowych umiejętności i poszerzaniu wiedzy. Chciał, aby przewodniczący mógł na nim polegać. Angażować w nowatorskie działania, zdradzać kolejne kroki. Awansować jako najbliższego, oddanego współpracownika. Realizował plan, wcielał wytyczne, które przedstawił mu jego surowy mentor. Działał. Zdecydowanie bardziej zależało mu na walorach poznawczych, odkrywczych, eksplorujących. Odwiedzał lokalne muzea i galerie sztuki. Zachwycał orientalnym, niespotykanym stylem budowniczym. Przesiadywał w rosłych świątyniach, na rozległych, obszernych placach. Rozmyślał nad mądrością ów przodków, wykorzystujących naturę jako idealny akompaniament piękna. Wyłapywał najdrobniejsze szczegóły najokazalszych rzeźb, obrazów, a przede wszystkim cudów tutejszej literatury. Zgłębiał opasłe tomy typowo włoskich opowieści. Wynajdywał te tłumaczone na język angielski; szlifował również włoskie podstawy. Tak jak teraz, gdy powolnie kroczył piaszczystą alejką. Zmierzał ku głównemu placu, aby zająć jedno z środkowych, ulubionych miejsc, gdzieś u szczytu rosłego konaru. Wiatr rozwiewał ciemnobrązowe włosy, a wzrok skupiał na drobnych literach układanych w poruszającą, magnetyczną poezję. Cały świat zamierał, znikał, przestawał istnieć.
Włochy okazały się przyjemną oazą. W okresie letnim zdawały się wyglądać najkorzystniej; podróże po niewielkich mieścinach nie były dla poszukiwaczy aż tak uciążliwe. Znajdowali czas na podziwianie i korzystanie z przepięknych walorów. Mogli bez problemu zagłębiać się w dziedzictwie kultury; obcować z tutejszą ludnością, tradycjami, zwyczajami. Zwycięskie wieczory były najowocniejsze – świętowali niemalże do rana kosztując regionalnego alkoholu, najlepszych potraw. Lubił momenty przepełnione swobodą, relaksem i brakiem nerwów. Odkąd przestał być świeżym, niedocenianym i przepychanym pracownikiem, otaczający świat odwrócił się do góry nogami. Zyskał reputacje, zmieniła się jego pozycja. Zaprzyjaźnił się z pojedynczymi jednostkami, mogąc zaprezentować talent, jak i umiejętności. Mimo dość młodego wieku, zaszedł naprawdę daleko. Nie miał ograniczeń, nikomu nie podlegał, był wolny.
Nie spodziewał się, że tego dnia, coś zakłuci błogi spokój. Nieprzewidziany, niechciany incydent, zabierze całą uwagę. Miasto wrzało od gromkich rozmów rozbawionych Włochów. Ten głośny naród korzystał z każdej, możliwej okazji, aby opowiedzieć dotychczasowe historie. Dlatego też nie zanotował momentu, w którym kobieca postać, prawdopodobnie idąca tuż za nim, traci kontrolę – z wymownym impetem wywraca się na zasłonięte plecy. Oczy rozszerzają się w zaskoczeniu, sylwetka chwieje niebezpiecznie, a czytana książka wypada na uklepane podłoże. Coś nieprzyjemnie zimnego drażni skórę przez zbyt cienki materiał. Co się właśnie wydarzyło? Jak do tego doszło? Czy wszyscy są cali? Odkręcił się zaszokowany. Mina wskazywała całkowitą dezorientację, zdumienie oraz niezrozumienie. Chciał wyrzucić pierwsze, krytyczne słowo, gdy przyjazny profil uprzedził w pośpiechu. Odpowiedział: – Non importa, non importa. – niezgrabnie, niepewnie, nie pamiętając czy układ słów wyrażał jego zamiary. Westchnął ciężko, kiwając głową z niedowierzaniem. Oprawczyni wyglądała na przerażoną i zatrwożoną, lecz zdeterminowaną, aby pozbyć się skutków spowodowanego wypadku. Mężczyzna zaśmiał się przeciągle, kiedy jej dłonie próbowały zetrzeć rozmazane, brunatne plamy. Sytuacja była absurdalna, nad wyraz zabawna. – Nie kłopocz się. Nic się nie stało. – stwierdził tym razem po angielsku. Czy była w stanie go zrozumieć? Uspokoił ją. Odwrócił się delikatnie, skonfrontował błękit tęczówek z jaśniejącą zielenią. Wyglądała niewinnie i uroczo. Słońce rozgościło się na brązowych falach, a czerwona sukienka powiewała na wietrze w swym własnym, autorskim rytmie. Wyglądała młodo, czyżby spieszyła się do domu, aby zanieść porcje pyszności dla swojej rodziny? A może to on zawinił? Zapatrzył się. Na wyraźne, nietypowe rysy, nie będące tutejszą reprezentacją. Zarumienioną twarz, wyrażającą to zadośćuczynne zakłopotanie. Czyżby nie pochodziła stąd? Zmarszczył brwi widocznie zaintrygowany. Gdy dłonie ponownie wyciągnęły się w jego stronę w celu rozprawienia się z plamą, ciemnowłosy zatrzymał je i delikatnie odsunął od siebie. Nie musiała przecież nic robić. Podniósł leżącą książkę i zdmuchnął z niej resztki drobnego piasku. Ponownie ulokował swoje spojrzenie z dezorientowanej aparycji i uśmiechając się nonszalancko, tajemniczo, odrzekł: – Chodźmy! – wyprzedził ją i ruszył przed siebie. Nie zdradził niecnych zamiarów. Podświadomość podpowiadała mu, iż zachowuje się właściwe. Chciał poznać nieznajomą mieszkankę, skosztować konkretnej wymiany zdań, rozkoszować się resztą dnia w odpowiednim towarzystwie. Zmierzał do budki z lodami. Zapragnął kupić nowe porcje, przekonać się do ich niebiańskiego smaku. Kto wie, może po drodze uda mu się odnaleźć stragan z jakimiś koszulami? Ludzie przyglądali się z zaciekawieniem, wykrzykując gromkie, nieznane słowa. Czyżby kibicowali? Nie zwracał na nich uwagi. Miał plan i musiał go zrealizować.




Where do you go when the
whole world falls on your shoulders?
Powrót do góry Go down
Francesca Borgia
Francesca Borgia

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Zawód : dostawca, kupiec, handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know I’m bad news, I saved it all for you
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Re: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitime23.01.20 23:33

Widziała jak na nią spoglądał; jak przez moment zawiesił wzrok na jej zarumienionej z zażenowania twarzy, ale ona odpłaciła się tym samym, nie składając broni w bitwie na spojrzenia. Milczała, dopóki chłopak nie odezwał się do niej po angielsku.
Wyglądasz jak nieszczęście – uznała szybciej, niż pomyślała, z lekko wyczuwalnym włoskim akcentem. Była stuprocentową Włoszką, chociaż wychowywała się od urodzenia na angielskich ziemiach, ale mimo tego z wyglądu rzeczywiście różniła się od standardowej urody, którą można było oglądać na ulicach włoskich miast. Była stosunkowo drobna i niska, z wyrazistymi rysami, w dodatku głęboka zieleń tęczówek przełamywała ciepłą tonację skóry. Jednak zgodnie z prośbą Vincenta, zaniechała dalszych prób ratowania sytuacji. Odsunęła się nieco, pół kroku do tyłu, i zerknęła na swoje lepiące się od stopionych lodów dłonie; sama nie wyglądała lepiej, ale z tej dwójki przynajmniej miała czyste ubranie.
Dla młodej Borgii ta sytuacja nie była ani absurdalna ani tym bardziej nie zszokowało jej porwanie przez znajomego ze środka częściowo pustej ulicy. Sama przecież nie była osobą dostosowaną do przyjętych odgórnie norm społecznych, które niejednokrotnie naginała jak cienkie struny cierpliwości swojej matki i nie przejmowała się na razie konsekwencjami swoich czynów. Wychodząc z prostego założenia, że dopóki nikomu – jeszcze – nie zrobiła krzywdy, nikogo nie zabiła – przynajmniej nie własnymi rękoma – i od jej czynów nie zależało czyjeś istnienie, dopóty nie musiała brać poprawki na swoje zachowanie. Bywało kontrowersyjne, ale to było wiadomo nie od dziś; już za czasów szkolnych zbierała wokół siebie wrogów, wrogów i sporadycznie osoby nastawione neutralnie, a z biegiem czasu, w miarę dojrzewania, jej charakter wcale się nie utemperował; wręcz przeciwnie. Nosiła w sobie znamiona urzeczywistnionego koszmaru.
Nie było więc nic dziwnego w tym, że Francesca szybko zapomniała o wypadku i gapiach, i rzucając tylko krótkie:
Dokąd? – pokierowała się za nieznajomym. Z jej perspektywy nie wyglądał na człowieka groźnego lub takiego, który mógł zrobić jej krzywdę, przynajmniej w podróżach widywała gorszych. Z jednej strony znała tę okolicę jak własną kieszeń. Nie podejrzewała zatem, że pokazałby jej miejsce, którego wcześniej nie widziała. Kierowała nią ciekawość, zwykła kobieca pokusa i poniekąd drobny wyrzut sumienia z powodu zabrudzonej koszuli a przy okazji chęć przerwania wakacyjnego letargu, tak nie podobnego do niej, w którym wisiała już od co najmniej kilku dni. Skoro rozrywka sama wepchała się jej pod nogi, to dlaczego miała z niej nie skorzystać? Z drugiej strony, nie miała pojęcia czy człowiek, który kroczył tuż przed był zwykłym turystą mugolem, czy może kiedyś miała okazję go ujrzeć wśród murów Hogwartu – ale i tym jak na razie się nie zamartwiała. Wiedziała, że ich drogi skrzyżowały się zapewne tylko teraz, tutaj, na Sycylii, i nie splotą się ponownie.
Kiedy tylko zrównała się krokiem z nieznajomym mężczyzną, zerknęła na jego profil. Nie umknęło jej uwadze, że był człowiekiem przystojnym, z pewnością nie pochodzącym z żadnego rejonu słonecznych Włoch, o czym świadczyła nie tyle jego uroda, co karnacja; trochę blada, trochę zaczerwieniona miejscami od natarczywych promieni słońca i przede wszystkim: jego reakcja. Nie ulegało wątpliwościom, że Włosi byli ludźmi temperamentnymi, energicznymi i takimi, którzy nieszczególnie lubili nieprzewidziane sytuacje, wypadki, kiedy coś nie szło po ich myśli. Denerwowali się i zdenerwowanie manifestowali stosunkowo otwarcie, niezależnie od tego czy prowodyrem zamieszania była kobieta czy mężczyzna. W tym przypadku spotkała się z zupełnie czymś odwrotnym – spokojem i zaskakująco szybkim machnięciem ręką na zniszczenie drogocennego lnu.
Czy to twoje standardowe zachowanie? – odezwała się nagle, choć w jej tonie głosu dało się wyłapać żartobliwe nuty. – Rzadko kiedy, nawet tutaj, mężczyzna kradnie nieznajomą kobietę z ulicy – wciąż przecież nie wiedziała gdzie idą ani po co, ale dreszczyk emocji idealnie komponował się z wakacyjnymi nastrojami. Uśmiechnęła się nawet, zwalniając nieco kroku.




My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me



Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Piekło jest puste
wszystkie diabły są
TU
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Re: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitime03.02.20 12:17

Rzadko uczestniczył w tak nietypowych sytuacjach. Zazwyczaj uważnie kontrolował otoczenie, pilnował kroku, zwracał uwagę na niepasujące elementy. W tym momencie stracił całkowite skupienie zagłębiony w pasjonujących frazesach pierwszego tomu „Baśni Włoskich”. Zatrwożył się gdy nieznajoma jednostka z impetem naruszyła jego przestrzeń osobistą. Spoglądając na zaplamioną koszulę, przeniósł wzrok na uroczy profil włoskiej towarzyszki. Nie był zdenerwowany; specyficzna atmosfera sycylijskiego klimatu odganiała wszelkie, plugawe troski. Na lekko opaloną, ozdobioną trzydniowym zarostem twarz, wkradł się niewinny, delikatny grymas rozbawienia. Niebieskie tęczówki prześlizgiwały się po atrakcyjnej aparycji powolnie, stopniowo, rejestrując każdy, najdrobniejszy wyróżnik. Tutejsza uroda działała na niego nazbyt pobudzająco. Słowa skłoniły do natychmiastowej, zaczepnej odpowiedzi: – Miło mi słyszeć tak zacne wyrazy uznania wobec mojego wyglądu. – pochylił głowę w geście ukłonu. Prostując postawę postanowił zająć się ubrudzonym materiałem. Książkę odłożył na brzeg ławki. Sięgając do kieszeni wyciągnął pomięty skrawek materiału, którym starał się usunąć nadmiar lepkiej i słodkiej substancji. Pocierał łapczywie chcąc doprowadzić ubranie do akceptowalnego porządku. Westchnął ciężko gdy podjęta akcja okazała się zbyteczna. Zgniótł chusteczkę w szorstkich dłoniach i wyrzucił krótkie stwierdzenie: – Nie do zdarcia. – zanotował niepewny krok. Zauważył skupienie na lepkich dłoniach trzymających pozostałość letniego przysmaku. Analizował niefortunne wydarzenie, rozkładał przypadkowe zrządzanie losu, które przytrafiło mu się właśnie teraz. Czy podświadomość dawała mu jakieś znaki? Nie zawahał się, aby przejąć inicjatywę. Nie zwrócił uwagi, iż propozycja, którą wystosował mogła okazać się niestosowna, niemoralna, nietutejsza. Kobieta wyglądała na odważną, zaintrygowaną, odrobinę zadziwioną. Czego się spodziewała? Gwałtownej, niekontrolowanej kłótni, która przykuje wzrok ciekawskich, szukających sensacji tubylców? Gromkiego krzyku, parszywych wyrzutów, pretensji? Widząc cień niepewności, natychmiast zrehabilitował zachłanność: – Idziemy odkupić twoje słodycze. – uzupełnił dość swobodnie, niewymuszenie, posyłając  wymowny, lekki cień rozbawienia.
W ostatnim czasie stał się nieco bardziej otwarty. Z o wiele większą swobodą nawiązywał nowe znajomości. A może tutejsza otwartość, serdeczność i swoboda przyciągała tak intensywnie? Nieznajome osobistości zaczepiały nietutejszy profil, zadawały pytania, zachęcały do interakcji. Wrodzony introwertyzm odchodził na odległy, drugi plan. Z biegiem długich, słonecznych dni, on sam podłapał te wybitną atmosferę. Zarażał dobrą energią, pozdrawiał przechodniów, dzielił głębokimi przemyśleniami i towarzyskimi zwrotami. Był zdeterminowany, zdolny do reakcji, które w tym momencie prezentowały się przed zaskoczoną Włoszką. Czyżby uznała go za niepoczytalnego i niezrównoważonego? Stawiając powolne, ociągające kroki, czekał aż ruszy za nim. Nie musiała tego robić, pozostawił jej wolny wybór. – Skąd tak dobrze znasz angielski? – pytanie zawisło między nimi, gdy głowa odwróciła się w kierunku towarzyszki. W żadnym wypadku nie przypuszczał, iż usłyszy macierzyste wersety. Obawiał się, że niespodziewana konfrontacja odbędzie się w nieco bardziej niezręcznej atmosferze; z udziałem wymaganego tłumacza. Angielski nie był popularnym jeżykiem. Tutejsi mieszkańcy przywiązani do tradycji, niezbyt ochoczo inwestowali w poszerzanie dialektu. Mimo intensywnego rozwoju biznesu turystycznego, znajomość podstaw włoskiego była wręcz wymagana. – Idziesz? – naciskał, gdyż odległość między nimi wzrastała z każdą sekundą. Był uprzejmy, lecz nie przepadał za trwonieniem cennego czasu. Gdy po chwili milczenia zmniejszyła odległość i wyrównała krok, mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie, czując wewnętrzną wygraną. Czy mogłaby się go obawiać? Było to pojęcie nader względne. Nie należał do osób agresywnych, mających złe zamiary wobec urodziwych mieszkanek intrygującego miasta. Potrafił postawić na swoim, ukazać zawziętość, upartość, dumę pomieszaną z ciężką butą. Przez długi czas buntował się przeciwko narzuconej wyższości, wykorzystywał i odnajdywał słabe punkty. Był waleczny, cierpliwy i zdeterminowany. Rzadko się uśmiechał, jednakże ów wydarzenie wprowadziło pewien powiew świeżości – rewolucję. – To ty musisz mi powiedzieć dokąd, nie mam pojęcia gdzie serwują tak niesforne i niezdyscyplinowane smakołyki. – wyrzucił pewnie z nutą niewymuszonego żartu, lecz specjalnie zachował dość poważną minę. Wskazał ukradkiem część odzienia wierzchniego, podkreślając wcześniejszą wypowiedź. Oddawał inicjatywę, aranżując kolejny krok. Patrzył przed siebie podziwiając leniwe widoki. Raczył czystą taflą niebiańskiego błękitu, połączoną z nieco ciemniejszym odcieniem falującej wody. Widział podłużne kształty transportowych statków, beztroskich ludzi, wygrzewających kości na żółtym piasku zagęszczonej plaży. Wyczuwał zapach rozgrzanej słońcem ziemi, który tak niebiańsko rozchodził się po ciele. Zachowywał złudne przeświadczenie tajemnicy, lekkiej intrygi, niepoznania. Zaufała mu, a może przestraszyła konsekwencji? Podjęła niewypowiedziane wyzwanie z rąk nieznajomego turysty. Czy była kimś wyjątkowym? Skąd pochodziła, jakie były jej personalia, czy znała świat magii, czym się zajmowała? Wyczuł, iż przyglądała mu się nieco bardziej intensywnie. Nie odwracał wzorku, pozwolił na rozeznanie, zbadanie podłoża. Na jej pytanie, uniósł brew ku górze w geście lekkiego zdziwienia, aby po chwili odpowiedzieć z nieustępującym, subtelnym rozbawieniem: – Jak to, a nie robicie tego na co dzień? – w tym momencie dźwięczny śmiech wydobył się z jego ust. Ręka powędrowała w stronę włosów, aby poprawić ich rozsypaną, nieporządną strukturę. Zerknął na nią kątem oka i dodał: – No cóż, trochę zmienimy te wasze obyczaje. – wzruszył ramionami. Zachowanie nie wydawało mu się niemoralne, nieporządne, a tym bardziej nieodpowiednie. Wyglądali jak para spacerujących, korzystających z pięknego dnia ludzi. Nie wzbudzali podejrzeń, ani sensacji. Otoczenie przyjęło niezmienny, codzienny rytm. Przemierzając odległość zapytał jeszcze: – To może dodatkowo, zupełnie beziteresownie zdradzisz swoje imię? – dopiero teraz zorientował się, że od kilkunastu minut konfrontacji, nie mają pojęcia o swoich personaliach. Czyż to nie intrygujące?




Where do you go when the
whole world falls on your shoulders?
Powrót do góry Go down
Francesca Borgia
Francesca Borgia

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Zawód : dostawca, kupiec, handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know I’m bad news, I saved it all for you
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Re: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitime11.02.20 21:51

W chwilowej zadumie ciemnowłosa czarownica przyglądała się nieznajomemu mężczyźnie i w myślach próbowała przypasować go do konkretnej nacji. To, że nie był Włochem wiedziała na pewno od pierwszych chwil i sam zresztą przed momentem to potwierdził kalecząc piękny śpiewny język jakim był włoski; to, że nie przypominał w niczym człowieka z krajów, które zdołała do tej pory odwiedzić również wyczuła – zwyczajnie do nich nie pasował. W pierwszym odruchu niemal uznała po akcencie, że był Anglikiem, ale z ów myśli szybko się wycofała; znała przecież naród ludzi, których biaława skóra była nieskalana słońcem, ludzi, którzy byli dość zachowawczy i odkąd tylko zaczęła uczęszczać wraz z nimi do szkoły widziała więcej różnic i punktów zapalnych niż możliwości wspólnego porozumienia. Wątpiła więc, że kiedykolwiek zobaczy jakiegokolwiek angielskiego obywatela w równie szalonej sytuacji, a tymczasem zaciekawienie Włoszki jedynie wzrastało proporcjonalnie do prowadzonej konwersacji i odkrywania kolejnych kart. Z zadziwiającą łatwością dała się wciągnąć w tę dziwną dyskusję, którą w innym przypadku i okolicznościach zbyłaby pobłażliwym uśmiechem, a potem majestatycznym machnięciem włosami poprzedzającymi odejście w przeciwnym kierunku.
Uśmiechnęła się jeszcze raz w lekkim rozbawieniu – nie odpowiedziała jednak ani na jego podziękowania ani na ukłon niczym więcej niż żartobliwym machnięciem dłonią na znak udawanej skromności i bardziej skupiła się na kolejnej lawinie słów, za którymi przez wakacyjne rozleniwienie zwyczajnie nie nadążała. Do tego stopnia, że nawet zatrzymała się w miejscu i pokręciła głową.
To nie w tym kierunku – odparła najpierw, dodając po stosownej pauzie – i już jest zamknięte, w tym miejscu szybko wyprzedają to, co mają – zasugerowała mu tym samym, że może faktycznie lepiej będzie zająć się zabrudzonym materiałem, choć nie wiedziała czy jej intencja w ogóle została dostrzeżona. I nie czekając na reakcję nieznajomego, ruszyła do przodu, w stronę niewielkiej zatoczki otoczonej skałami z widokiem na otwarte morze. Kiedy ponownie zrównali się krokiem, zwolniła tempa i skrzyżowała ręce za plecami.
Mam kontakt z językiem od urodzenia – wróciła kolejno do jego pytań – moi rodzice emigrowali z Włoch do Anglii, chodziłam do szkoły, w której nie używano innego języka, aktualnie odwiedzam wujostwo i dziadków – zastanawiała się, w którym momencie rodzina zauważy jej zniknięcie, ale wątpiła, że ktokolwiek będzie się tym interesować dłużej niż pięć minut; cechowała się chodzeniem po własnych ścieżkach, tym, że nie umiała długo wytrzymać w miejscu a tym bardziej w nic nie robieniu. Kolejny dzień zaprzeczania codziennym zwyczajom mógłby być dla niej zabójczy – a na imię mi Francesca – tym razem to ona ukłoniła się teatralnie i nim jej towarzysz zdołał zareagować wyprzedziła go zwracając się przodem do niego, tyłem zaś do drogi i postępując powoli po kamiennej ścieżce, postanowiła odpłacić się pięknym za nadobne.
Ty też nie jesteś stąd, co już zauważyłam, nie przebywasz tu z nikim, inaczej byś nie szedł teraz z nieznajomą porwaną ze środka ulicy lub właśnie próbujesz podstępem zwabić mnie w odludne miejsce co przypłacę życiem – zaczęła spokojnie – zakładam jednak, że po prostu się nudzisz; porywacz raczej próbuje wzbudzić zaufanie niż okazywać swoje intencje jak na dłoni – posłała mu nieco podejrzliwe spojrzenie, które równie szybko zniknęło – masz angielski akcent i nie interesuje cię, że droga lniana koszula właśnie zostanie wyrzucona do śmieci, bo jest dość mocno zabrudzona a do tego zbyt spokojnie i miło zareagowałeś na ten wypadek co pozwala mi myśleć, że zamieszkujemy ten sam kraj, ale... – nim przeszła dalej, odwróciła się z powrotem przodem do obranego kierunku ledwie w ostatnim momencie podnosząc do góry zagradzającą drogę gałąź. Kiedy Vincent zbliżył się by równie swobodnie ominąć przeszkodę, Borgia zagrodziła mu drogę – ale Anglicy są zbyt poważni i zachowawczy, przy tym z pewnością żaden nie odwiedziłby tak słonecznego kraju ze swoją bladą skórą, o ile nie jest masochistą – wskazała palcem na zaczerwienioną delikatną skórę nieznajomego, która wprost błagała o pomstę do nieba; szczerze mu współczuła, choć nie umiała odnaleźć żadnego znajomego porównania, by wiedzieć jaki ból sprawiało oparzenie słoneczne.
Na ten moment, jesteś dla mnie małą sprzecznością – wzruszyła ramieniem i pomaszerowała dalej wydeptaną ścieżką powoli wkraczając w lasek gęsto usiany drzewkami. Odetchnęła nawet głębiej, wciągając w płuca świeże powietrze, ale tylko po to, by przez krótką chwilę skupić się na drodze. Bo zawsze, ale to zawsze, zapominała prostej, nieszkodliwej trasy nad tę przeklętą zatokę. Z drugiej strony, gdziekolwiek by nie poszli, to przecież i tak do niej dotrą. Prawdopodobnie.




My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me



Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, pośrednik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Piekło jest puste
wszystkie diabły są
TU
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Re: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitime14.02.20 23:54

Nietypowa sytuacja, w którą wtargnął nieświadomie, robiła się coraz bardziej interesująca. Dzisiejszą przerwę zamierzał w pełni wykorzystać na beztroskie przechadzki po malowniczych terenach miasta; zaczytywaniu i zagłębianiu pożółkłych stronic włoskiej powieści. Słońce przyjemnie rozgrzewało skórę, mimo zbyt intensywnych, krzywdzących promieni. Czuł je na twarzy, karku, ukrytych ramionach. Gorejąca kula nie pozostawała dłużna – rozbielała ciemne kosmyki, wyrzucała drobne znamiona, parzyła jasne płótno całego ciała. Przymknął powieki, nieznacznie zwalniając krok. Umysł zamienił się w analityczną batalię. Próbował rozszyfrować tożsamość napotkanej towarzyszki, która w chwili obecnej przyglądała mu się tak intensywnie i badawczo. Co takiego chciała wyczytać z rys twarzy, rosłej sylwetki, powolnych ruchów? Czyżby tak jak on, zastanawiała się nad pochodzeniem, przynależnością, wyjątkowością? Czy jest możliwe, aby posiadała zdolności magiczne? Czy w dość niespodziewany sposób, przyciągnął do siebie ciekawską, odważną i zaczepną mugolkę? Podświadomość podpowiadała i potwierdzała podobieństwo. Istota magiczna, niemalże od razu rozpozna swojego współbratymca. Jednakże nie wychodził z inicjatywą, nieśmiałym pytaniem. Zaintrygowany, czekał na dalszy rozwój wydarzeń, który dzisiejszego, wczesnego popołudnia miał zaskoczyć niejednokrotnie. Nie był rodowitym Anglikiem. W jego żyłach płynęła gorąca, gwałtowna krew irlandzka. Mimo dość spokojnego, rozsądnego usposobienia, prawdziwe korzenie przejmowały kontrolę; sterowały całym, poddanym profilem. Dlatego z tak łatwością, lekkością, swobodą, zaaranżował niezwykłą aurę ów chwili. Niejednokrotnie powtarzał, że rozgrzana, przyjemna, włoska ziemia wydobywała z niego to co najlepsze, a zazwyczaj ukryte.
Spojrzał w jej stronę z ukosa. Na usta wpełzał nietypowy, zawadiacki cień uśmiechu. Zapominając o niedawnej, niefortunnej sytuacji, dłonie powędrowały do kieszeni jasnych, cienkich spodni. Wyglądał teraz dość nonszalancko, zaczepnie. Słowa wyrzucone na świetlistą powierzchnię, zdawały się nie mieć końca. Wydawał się nader pobudzony, zadowolony, pełen wigoru oraz energii. Czy utracone lody nie miały w sobie jakiegoś tajemniczego, odurzającego środka? Gdy kobieta wykonała niewinny gest, zaśmiał się pod nosem krótko, chwilowo, urwanie. Jednakże wymowne zdanie, spowodowało nagłe zmarszczenie brwi; gwałtowne zatrzymanie na samym środki brukowej uliczki. O mały włos nie zderzył się z nieświadomym przechodniem, szepczącym niezrozumiałe, urwane słowa: – Jak to nie w tą stronę? – wypalił zawiedziony, zaskoczony i niepogodzony. Nastawiony na wykonanie skomplikowanej i skrupulatnie przemyślanej misji, westchnął ciężko, wyrażając dobitne niezadowolenie. – I właśnie to mnie u was zadziwia. Nie dość, że wszystko zamykacie tak wcześnie, to jeszcze robicie tak wyśmienite jedzenie. – odkąd przebywali w samym środku południowego miasta, prawie nigdy nie narzekał na wybitność serwowanych posiłków. Wszystko wydawało się tak soczyste, natchnione, świeże. Smakowało starannością, pasją i zamiłowaniem do wykonywanego zawodu. Włochy rozkochiwały w sobie z dnia na dzień. Ciebie też, droga towarzyszko? – No dobrze, w takim razie… – zatrzymał, aby móc w sposób przeciągły, lecz subtelny, zawiesić błękit tęczówek na opalonej twarzy, rozwianych kosmykach i falującej sukience. Czy właśnie w tej chwili zapomniał dalszej części zdania? Odchrząknął uporczywie. – W takim razie prowadź. – nie wiedział dokąd prowadzi zmieniona trasa, nie zamierzał dociekać. Widoki prezentowane podczas powolnej przechadzki, zadowalały równie intensywnie. Miał wrażenie, że zapach powietrza uległ zmianie. Było bardziej ostre, solne, jednakże zdecydowanie świeższe i chłodniejsze. Zmarszczył powieki, aby lepiej zarejestrować otaczającą rzeczywistość; schronić przed dokuczliwym światłem. Drobiny powietrza drgały niewinnie, a odgłos zabaw oraz beztroski, mieszał się z dźwięcznym nawoływaniem tutejszej fauny. Zaabsorbowany urokiem przelotnego momentu, dopiero po przerwie zdołał skomentować odpowiedź na pytanie: – Czyli jednak coś nas łączy. – wąska linia ust, uformowała delikatny uśmiech, lecz głowa kierowała się przed siebie. Znała realia zupełnie innego kraju, zamieszkiwała konkretne miasto. Prawdopodobnie przechadzała się tymi samymi uliczkami. A może mieli sposobność, aby kiedyś spotkać się w tym samym miejscu? – Że też los, konfrontuje nas, dopiero teraz. – dorzucił w trochę dwuznacznie. W tym momencie zdobył się na spojrzenie w jej stronę. – Francesca... - powtórzył niezgrabnie, ponownie kalecząc akcent. Głoski smakowały orientalnie, zagraniczne, nietypowo. Język układał się w dziwnej pozycji. Niesamowite, prawda? Zaśmiał się urwanie i pokręcił głową rozbawiony czynnością, którą po nim powtórzyła. Rozanielony, odrzucił ubarwionym resztkami śmiechu tonem – Jestem Vincent. - gdy zmieniła pozycję, zwolnił nieznacznie, aby nie doprowadzić do kolizji. Brwi zmarszczyły się sceptycznie, wyszukując chwilowego podstępu. Czyżby chciała go zaskoczyć? On też splótł dłonie gdzieś za plecami. Mimika twarzy wyrażała ciekawość, zachęcała do przejęcia inicjatywy. Ruchy, które wykonywał były płynne, taneczne, dopasowane do rytmu, który sama wyznaczała: - Mhmm, świetnie Ci idzie, kontynuuj. – wdarł wypowiedź w ogromną salwę wydedukowanych stwierdzeń. Wyciągnął dłoń, aby zaakcentować wyrazy. Dziewczyna była nieugięta; przepowiadała własną, wyimaginowaną historię, doprowadzając do wewnętrznej wesołości. To co na zewnątrz pozostawało statyczne, zadziwiało udawaną powagą, skinieniem głowy, ustami złożonymi jakby do gwizdu. Jedno było pewne, nie można było zaprzeczyć, iż zaskakiwała kreatywnością. - Niesamowite, ale teraz powiem ci jak jest naprawdę. – zatrzymał, przechodził teraz z nogi na nogę, dobierając odpowiednie słowa. – Owszem, nie jestem stąd. Na co dzień można powiedzieć, że mieszkam w Anglii, lecz nie byłam tam już od… – spojrzał w prawo na jedną ze skał, aby przypomnieć sobie upływające lata. – Od sześciu lat. Nie mam stałego miejsca zamieszkania. - jestem podróżnikiem, zwiedzam świat. - Co tam było dalej, ach, czy jestem tu sam? Otóż nie do końca. Właśnie zajmujesz moje cenne godziny, które wykorzystuję jako przerwę od mojej ciężkiej i wymagającej pracy. – wypowiedź była niewinna, zadziorna, miała wywołać pewne emocje. I jak się z tym czujesz moja droga? – A tak naprawdę to jestem seryjnym mordercą, który słynie z wabienia ofiary poprzez swoją nieodłączną niezdarność. Bardzo mi przykro, ale to twoje ostatnie minuty. – rozłożył ręce; nic nie dało się zrobić. Lecz ona kontynuowała, wybijając go z rytmu: – Zamierzałem czytać książkę do samego końca przerwy, uważasz, że mógłbym się nudzić? – uwielbiał książki, dlatego też taka forma rozrywki była jak najbardziej na miejscu. Niejednokrotnie zarywał noce, wkręcony w malowniczą opowieść. Zagłębiał opasłe tomy teorii, przystosowanej do nowej umiejętności. Potrafił niemalże narkotycznie zaczytywać wydrukowane wersy, czując wypukłość pod smukłymi placami. On również odwzajemnił podejrzliwość. Była wnikliwa, bystra, szybko oceniała doczesność; wyłapywała specyficzne wyróżniki. – Nie przejmuj się koszulą. Nie była droga. – machnął ręką. Nie przykładał wagi do rzeczy iście materialnych. – Nie jestem Anglikiem, o to ciekawe. To powiedź mi, na kogo wyglądam, hmm? – na te słowa, obrócił się profilem. Następnie wykonał barwny obrót wokół własnej osi. Przejechał po włosach oraz fałdach zabrudzonej koszuli. Czy zagrasz w moją grę? Nie skupił się na drobnych czynnościach, które wykonywała. Maszerował w zaparte, co jakiś czas wyłapując zbyt intrygujący szczegół. Gdy odezwała się po raz kolejny, powrócił do niej gwałtownie, lecz sylwetka znajdowała się zbyt blisko. Zatrzymał się, a dzielące milimetry zatrwożyły, przyspieszyły bieg serca. Oczy otworzyły się nieznacznie; zbyt szybko powróciła do wcześniejszej pozycji. Zamrugał kilkukrotnie, zamarł, wrócił do wcześniej narzuconego rytmu. – Małą? Od zawsze wydawało mi się, że jestem za wysoki. – otoczenie zmieniło ubarwienie. Wkroczyli w niewielki, zacieniony lasek, kojący wcześniejsze skutki codziennych upałów. Mężczyzna westchnął dziękczynnie, gdyż widoczne oparzenia nie dawały mu spokoju. Idąc wzdłuż trawiastego brzegu, zauważył drobne, fioletowe kwiaty rosnące w gęstym klombie. Czyżby lawenda? Bez słowa zerwał jeden z kwiatków. Doganiając nic nie świadomą towarzyszkę, szarmancko podsunął jej pod nos wonny kwiat i zapytał: – Czym się zajmujesz? – i kiedy dojdziemy do celu?




Where do you go when the
whole world falls on your shoulders?
Powrót do góry Go down
Francesca Borgia
Francesca Borgia

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Zawód : dostawca, kupiec, handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know I’m bad news, I saved it all for you
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Dolce far niente - Sycylia, 1952 Empty
PisanieTemat: Re: Dolce far niente - Sycylia, 1952   Dolce far niente - Sycylia, 1952 I_icon_minitimeToday at 0:20

Niemal wniosła oczy do nieba, niemalże westchnęła cierpiętniczo słysząc wymierzony w jej naród zarzut. Z jednej strony może rzeczywiście przerwa w pracy w środku dnia mogła wydawać się dziwna, z drugiej zaś strony dla niej to było zwyczajne poszanowanie do siebie i swojego czasu.
Turyści – prychnęła więc, celowo po angielsku, by mógł zrozumieć jej zniesmaczenie – powinniście się tego od nas nauczyć; to tradycja, to część powolnego trybu życia i zachowania dobrego zdrowia, a nie lenistwo, jak niektórzy zwykle próbują to określać – nie była zła, nie była nawet złośliwa, choć jej ton głosu mógł tak brzmieć, ale wątpiła, by tymi słowami zraziła do siebie chłopaka. Skoro jeszcze kroczył u jej boku wykazując się niezwykłym uporem, to nie sądziła, by tak łatwo dał się spławić. Na razie jednak nie planowała się go w żaden sposób pozbywać ze swojego otoczenia; był miłym urozmaiceniem dnia, ciekawym towarzyszem, który powoli zaczynał grać w jej grę – lub ona w jego, w zależności od punktu widzenia – i tego zamierzała się trzymać.
Jego życzenie stało się rozkazem, poprowadziła ich w międzyczasie snując swoją opowieść a potem w milczeniu wysłuchała odpowiedzi na wynurzenia, którymi go uraczyła. Coś ich łączyło? Uśmiechnęła się zdawkowo, w głębi duszy szczerze powątpiewając w to stwierdzenie, również nie powiedziała tego na głos, zdecydowanie bardziej skupiając swoją uwagę na solennych zapewnieniach, że jest mordercą. Zaśmiała się nawet perliście wyraźnie rozbawiona tą uwagą.
Póki co kiepsko ci idzie – wtrąciła zaczepnie, choć w istocie morderca na zlecenie byłby z niego marny. I tę myśl zachowała dla siebie, bo cóż, warto było marzyć, prawda? – Czytanie to piękna czynność – ułożyła ręce w geście obronnym – jednak w takich okolicznościach, w takim miejscu z takim krajobrazem nieskromnie stwierdzę, że książka może poczekać – dłonią zaprezentowała rozpościerający się przed nimi widok; interesującą faunę i barwną florę, która wpływała na człowieka niezwykle kojąco. Tutaj nawet podczas deszczu było pięknie, choć nudno, ale na szczęście dni deszczowych nie mieli zbyt wiele w perspektywie roku. I za tym tęskniła chyba najmocniej, bo doprawdy nie cierpiała deszczu w Anglii, ponurych dni, szarych widoków i smutnych ludzi; deszczu nie lubiła też w podróży, na wodzie i zaczynała podejrzewać, że ten faktycznie nie przeszkadzał jej tylko tutaj, we Włoszech. Naturalnie rozumiała, że nie każdy lubił zachwycanie się widokami. Przez moment nawet podejrzewała, że właśnie trafiła na taki przypadek – ale zamierzała go sprawdzić. Od celu dzieliło ich już tylko kilka minut. Gdy Vincent się zbliżył, otworzyła usta, by coś powiedzieć, jednak zaniechała swojego zamiaru, spoglądając na jego twarz. Dostrzegła wyraźnie zakreślone rysy, nieco krzywy, ale dodający uroku nos, a zaraz z niego przesunęła wzrok na szare oczy poświęcając im dłuższą chwilę. Była niższa, zdecydowanie niższa, sięgając głową mniej więcej do linii męskiego ramienia, ale nie przeszkodziło jej to; coś w tej sytuacji powodowało, że po raz kolejny na ustach ciemnowłosej pojawił się lekki, naturalny uśmiech. Taki, którym nie darzyła zbyt wielu osób w swoim otoczeniu, o ile w ogóle kogoś poza swoimi bliskimi.
Cóż... – odchrząknęła wreszcie i przerywała niepokojącą ciszę pomiędzy nimi, gdy poczuła jak jej policzki oblewa rumieniec, bynajmniej niespowodowany słońcem – masz specyficzny akcent, szkocki albo irlandzki – zerknęła na pełne usta, potem na samotny pieprzyk zdobiący męską brodę i nie zrobiła nic, czego potem mogłaby żałować. Zwróciła mu prywatną przestrzeń, obierając ostatecznie kierunek drogi. Improwizowała.
Handluję, podróżujęzarządzam statkiemw niedalekiej przyszłości zostanę jubilerką – chociaż była przekonana, że drogi z nieznajomym miały się już nigdy nie skrzyżować, wolała pozostać ostrożna w swoich wyznaniach i zdradzaniu szczegółów, dzięki którym mógłby ją zidentyfikować po rychłym powrocie na angielską ziemię. Dbała o dobro swojej rodziny. – A ty? Czymże jest ta ciężka i wymagająca praca? – odbiła zaciekawiona pytanie, dziękując za drobny kwiat i wsuwając go wraz z puklem ciemnych włosów za ucho. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu metrach, ponownie zatrzymała się i swojego towarzysza.
Zamknij oczy i podaj mi dłoń, niestety obawiam się, że musisz mi zaufać – zarządziła tonem nieznoszącym sprzeciwu i kiedy Vincent wykonał jej polecenie, kolejną wyboistą ścieżkę pokonali powoli, we dwoje. – Nie podglądaj – uradowana, że mimo powątpiewania ostatecznie trafiła tam, gdzie planowała, zatrzymała ich na niewysokim wzniesieniu, z którego nad zatoczkę prowadziła już tylko krótka wydeptana na łące ścieżka.
Tutaj na pewno nie byłeś – jednocześnie w tym samym momencie zabrała chłodną dłoń i stanęła obok chłopaka, będąc ciekawa jego reakcji. A było czym się zachwycać; w mało którym miejscu z lasku wychodziło się nad zatoczkę otoczoną skałkami, za którymi z kolei nie było już nic poza otwartym morzem. Również ucichł gwar miasteczka, które oddzielały od nich teraz drzewa, szum wody i rześkiego wiatru. – Zdradź mi o czym myślisz. – poprosiła cicho, przyjemnym szeptem.




My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me



Powrót do góry Go down
 

Dolce far niente - Sycylia, 1952

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20