Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Calder Borgin

Go down 
AutorWiadomość
Calder Borgin
Calder Borgin

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
comfortable with violence.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.

Calder Borgin Empty
PisanieTemat: Calder Borgin   Calder Borgin I_icon_minitime07.02.20 18:02


Calder Borgin

Data urodzenia: 30 X '32
Nazwisko matki: Zabini
Miejsce zamieszkania: piwnica spijająca krew Nokturnu, tuż pod sklepem wuja
Czystość krwi: czysta
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: zaklinam przedmioty i klnę pod nosem na klientów pojawiających się w nieskromnych progach Borgina i Burkesa
Wzrost: 173 centymetrów
Waga: 66 kilogramów
Kolor włosów: rdzawy blond
Kolor oczu: zimna stal
Znaki szczególne:
stygmaty blizn po klątwach; ciężki, skandynawski akcent; pedantycznie ułożone włosy (misterna konstrukcja odwzorowująca przypadkową, nonszalancką niedbałość); gdzieniegdzie odbarwiona od pigmentów eliksirów skóra na dłoniach; piętno zmęczenia i nadmiaru nieprzespanych nocy w postaci ciemnych smug pod oczami; zawsze ma zegarek kieszonkowy; dodaje sobie powagi, nakładając pince-nez (w okrągłych, drucianych oprawkach), bez których niewiele widzi; przyodziewa się w czerń niezłamaną wypłowiałą szarością, a buty pastuje na błysk; wyszukane standardy elegancji wyglądają karykaturalnie na ulicach Nokturnu.


ᛚ ᚢ ᚾ ᚷ
'40

Kolejny wieczór rozgryzam norweskie słowa, ojciec prowadzi mnie przez tekst za rękę, poprawia w najtwardszych do zgryzienia fragmentach zagwozdek językowych, nie rozmawia ze mną po angielsku; może również dlatego, że nie wychodzi mu to najlepiej - po tych wszystkich latach spędzonych na obczyźnie brytyjskiej ziemi wciąż ledwie potrafi ułożyć wypowiedź noszącą znamiona składnej – odrzuca angielską kulturę z premedytacją, uczy mnie swojej własnej. Jeszcze nie wiem, że za kilka lat sam będę wypowiadał słowa z przyciężkawym akcentem, a w myślach nie nazwę się nigdy Brytyjczykiem. Tak jak on żyć będę w Londynie, tęskniąc za wyidealizowaną Północą. Jemu jednak dane było poznać norweskie życie nie tylko w trakcie pobierania nauk w szkole - po kontrowersyjnym rozwodzie rodziców jego brat został z ojcem w Londynie, a on przeniósł się wraz z matką do jej rodzinnej miejscowości, nieopodal Troms. Miał trzy lata, kiedy opuszczali Wyspy; wrócił do Anglii dopiero jako trzydziestolatek - na prośbę brata, któremu zaczął pomagać przy zdobywaniu czarnomagicznych artefaktów. Z początku jedynie pośredniczył pomiędzy przedstawicielami ze Skandynawii, jednocześnie kolekcjonując doświadczenie jako klątwołamacz, z czasem jednak okazał się niezbędny na miejscu - na Nokturnie. Waśń pomiędzy rodzicami nie wpłynęła na braterskie relacje. Łącząca ich krew była ważniejsza niż przedawnione spory, które przecież nawet ich nie dotyczyły. Nosili to samo nazwisko. Borginowie mogą sobie skakać do gardeł, lecz gdy przyjdzie na to pora, gdy zajdzie taka potrzeba, na czas starcia ze wspólnym problemem stać będą ramię w ramię.

Mama stoi tuż obok nas, wciąż milczy. W końcu dostrzegam smukły naszyjnik krwistej czerwieni zaplatającej się wokół jej szyi. Przekrzywionej pod nienaturalnym kątem.
Chwilę później dowiaduję się (ponownie, pierwszy raz wyparłem z pamięci, nie pamiętam pochmurnego pogrzebu ani różdżek wzniesionych ku górze, honorujących przedwcześnie zmarłą) - za niecały tydzień obchodzić ma rocznicę swojej śmierci. Tak naprawdę jej tu nie ma.
Brakuje mi powietrza.
W kolebce płuc bezdech miażdży mnie od środka.
Klątwa Tanatosa to drugi prezent od mej rodzicielki, którą ojciec zostawił dla zamordowanej przez nią dekadę później kobiety - tej, która mnie wychowała. Którą nazwałem matką.
Jeszcze nie znam ich historii. Kiedyś dowiem się, że tata związał się z Zabini z powodu jej czystej krwi, nie poznawszy jej wcześniej zbyt dobrze. Parali się tym samym zawodem, na tej płaszczyźnie doskonale się rozumieli, na każdej innej dzieliła ich przepaść. On był zimny jak lód, ona spalała się w furii emocji - szaleństwo nosiła w sercu, pod nim, natomiast, już mnie. Ten jeden, jedyny raz przyzna mi się później, że wiedział, iż nie wytrzymają ze sobą zbyt długo. Bał się tego, że ona pewnego dnia zniknie z jego życia, zabierając mnie ze sobą - tak, jak zrobiła to z nim matka. Jestem krwią z jego krwi, pierworodnym, jedynym synem - chciał mieć mnie przy sobie, chciał mnie wychować, by słaba kobieca płeć nie zmąciła mojego umysłu, formując mnie w karykaturalny sposób - na swój wzór.
Odebrał Zabini wszystkie prawa do mnie. Jako mężczyzna mógł wszystko. Przeklęła go wtedy; przekląć miała i mnie.
Moja mama nosiła powłóczyste sukienki do ziemi, broszki przypinała do mankietów płaszcza, a dłoń miała ciepłą - szukałem tego ciepła tą moją; odgarniałem jej z twarzy zbłąkane kosmyki wymykające się z reżimu ciasnych koków, słuchając melodyjnego głosu. Nie pasowała do Nokturnu - z perspektywy czasu zrozumiem jednak, co ojciec w niej widział. Dystyngowaną kobiecość, chłodne piękno, czułą duszę - żyła tylko dla nas, rezygnując niemal całkowicie z czasu poświęcanego na warzenie alchemicznych cudów. To ona nauczyła mnie, by zawsze dbać o najmniejsze nawet detale; że ważne jest także to, by kołnierz był prosty, a buty nieskazitelnie czyste - nawet gdy przemyka się pośród brudów Nokturnu.
Tamtej kobiecie, nigdy matką nienazwanej, mnie odebrano – uznała więc, zaćmiona szaleńczym okrucieństwem, że nikt nie będzie miał do mnie żadnych praw. Poza śmiercią.
Pierwszym darem była Klątwa Złego Oka, wysysająca ze mnie każdy pierwiastek życia. Kropla - nieprzelanej jeszcze krwi - po kropli. Wykryto ją u mnie, kiedy skończyłem cztery lata; wtedy dopiero nasiliły się objawy.
Z jedną i drugą klątwą poradził sobie ojciec, przyrzekając, że gdy Zabini urodzi swoje kolejne dziecko, naznaczy jego żywot podobnym piekłem. Dopiero później zabije ją samą. Akt łaski, stać go przecież i na coś takiego.
(Ona jednak nigdy nie zajdzie już w ciążę - wciąż będą ze sobą tańczyć, splatając się w nienawiści; pozostanę tego biernym obserwatorem, zastanawiając się, które z nich w końcu zada wieńczący te wszystkie lata cios.)
Pierwszej klątwy nie pamiętam, echo drugiej – a raczej jej braku – naznaczyło mnie pustką. Mama mnie opuściła. Tym razem już na zawsze. Chyba zacząłem tęsknić za jej milczącą obecnością. Nieobecnością?

ᛖ ᛃ ᛖ
'49

To ma być mój ostatni rok w Durmstrangu.
Zziębnięte ciała w uczniowskim korowodzie zmierzają do swych sal. Dźwięczy cicho imitacja szczerości, słowa, w których wybrzmiewa kłamstwo; wszędzie dopatruję się ukrytych motywów, nie potrafię zrozumieć otaczających mnie ludzi. Nie rozróżniam, czym tak naprawdę ma być prowadzona z nimi (lecz jakby obok nich) rozmowa – co ma na celu (wszystko musi mieć przecież jakiś cel, prawda?).
Ale nie po to tu jestem.
Ostrzem zaklęcia wycinam runiczne znaki na wygładzonych kamykach rozsianych na drewnianej ławie, układam z symboli kolejne znaczenia; z podobnym zaangażowaniem pochylam się nad numerologicznymi zagadkami, co nad czarnomagicznymi arkanami wiedzy na norweskiej wyspie z tajemności odartej - najintensywniejszej, najmroczniejszej magii naucza się tu z należnym jej szacunkiem, z pasją wykutą w ogniu zahartowanym północnym lodem. Przyswajam wszystko, na co kładzie się w Durmstrangu szczególny nacisk, lecz prawidła rządzące rytmem pojedynków rozmywają się w niejasnościach – rozpraszam się z łatwością, choć przecież zazwyczaj jestem ostoją skupienia. Jednak nie wtedy, gdy przychodzi mi zmierzyć się z kimś w tańcu świetlistych zaklęć. Przytłacza mnie mnogość atakujących mnie bodźców.
Oko jakby zaćmione, wzrok nieostry. Spóźniona reakcja, niewyczulone zmysły.
Zawsze tak było – nie widzę świata takim, jaki jest. Patrzę, lecz nie dostrzegam prawdy, a jedynie jej przeinaczoną wersję. Zdeformowaną, inną, rewers rzeczywistości.
Szydzę z samego siebie, że jak Odyn swe oko poświęciłem, by napić się ze studni wiedzy.

ᚺ ᛖ ᚨ ᚱ ᛏ
'57

Schodzę do piwnicy pod sklepem, tymczasowego lokum, które zamieniło się w miejsce stałego zamieszkania (wuj oficjalnie zatrudnił mnie do pomocy w sklepie ledwie tylko skończyłem Durmstrang, wplatając mnie w siatkę swoich licznych znajomości i zapoznając z osobami, które pomogły mi się rozwinąć);
do mojej krainy cieni, czarnej, posępnej, skąpanej w ciszy.
Na środku pomieszczenia stoi masywny stół, na nim króluje jeszcze ciepłe ciało, odpadek z rynsztoku zaułka. Poprawiam binokle, nim pochylę się nad kobiecą symetrią wklęsłości i wypukłości, nim ze zdobytą przez lata wprawą rozetnę pergamin skóry, ledwie muskając go koniuszkiem różdżki.
Krew jak kwiat rozwija czerwone płatki, coraz szersze i ciemniejsze, wiją się niczym łodygi, rozkładają liście. To jej kwiat. Niezwykły, wyjątkowy - zakwitnąć mógłby wszędzie.
Ona nie ma imienia, więc i on pozostaje bezimienny.
Upuszczam krew, nie marnuję ani kropli - tak, jak uczył mnie ojciec. O klątwach opowiadał mi po norwesku, jak o sztuce, z pasją i zafascynowaniem, które trudno było z niego zazwyczaj wykrzesać. W trakcie wakacji spędzanych w mglistym Londynie asystowałem mu, pomagając przy tych prostszych czynnościach, które należało wykonać jeszcze przed samym rzuceniem klątwy. Potrzebne do nich eliksiry warzyłem z coraz większą wprawą.
Gałkę oczną zabezpieczam magią, by zachowała swój kształt. Szpik wydobywam z trudem. Na sam koniec zostawiam sobie serce, z niezachwianą precyzją dłoni rozbieram je na włókna, najcenniejszy składnik przeznaczam na wyjątkowy cel.
Ten kwiat nie został zerwany na próżno.
Żaden nie był zerwany na próżno - zdążyłem już ułożyć cały bukiet żyć z istnień dogasających na bruku Nokturnu. Najróżniejsze ciała były dla mnie mechanizmem, który rozbierałem na najmniejsze części, te cenniejsze wkładając do formaliny bądź zabezpieczając magią - anatomii nie nauczyłem się wyłącznie z książek, przez kilka ostatnich lat studiowałem ją w mniej ortodoksyjny sposób; bez wątpienia efektywny. Pozwalający z łatwością zobrazować działanie każdego z trybików ludzkiej machiny.
Posępny mrok podziemi rezonuje ciszą. Zaszywam się w nim często. Niknę w głębinach ziemi, szukam w niej spokoju. Ostoi. Przywykłem do wilgoci i odoru stęchlizny.
Serce dudni głucho, gdy pochylam się nad bulgoczącą miksturą; zgodnie z ojcowską recepturą na bazie włókna tworzę niezgodę. Tu, w Anglii, nazywa się to klątwą Eris, ja posługuję się nordyckim odpowiednikiem, chaos niesiony przez Walkirie bardziej obrazowo przedstawia to, co dzieje się z ludźmi naznaczonymi tą magią.
Wrzucam do kotła ciernie róży, kaleczące moje dłonie, później także - psychikę tych, którzy poddani są ich działaniu. Którzy kąsają się nienawiścią, atakują agresją. Przyjaciele stają się swoimi wrogami.
Przelewam zawartość do butelki z ciemnego szkła, opisując ją enigmatyczną sygnaturą, zgrabiałe palce zatykają flakonik korkiem.
Jutro wypróbuję jego zawartość. Również na sobie; piętno każdej z klątw wykorzystanych przeze mnie do celów różnorodnych odciskam najpierw na sobie, smakuję ich działanie, uczę się tego, czym są - ponownie - empirycznie, a nie z suchych opisów czarnomagicznych ksiąg, przechowywanych w schowku w moim klaustrofobicznym, nietymczasowym lokum. Mój nauczyciel nie pochwala tych metod, od trzech lat przekazuje mi wszystko, co wie, a ja unikam opowiadania, co z tą wiedzą robię. Nie jestem tak naprawdę pewien, czy wciąż jeszcze go potrzebuję - przez dwa lata nauczył mnie wszystkiego, co wie o czarnej magii, a o samych klątwach nie dowiem się od niego nic ponad to, co znaleźć mogę w tomiszczach. Łapię się na tym, że coraz częściej to z ojcem pogrążam się w rozmowach na te tematy - im starszy się staję, tym bardziej zaciera się różnica naszych charakterów; znaleźliśmy coś, co nas spaja.
Mija kolejny tydzień. Początek lutego.
W sklepie zabijam czas, dłubiąc przy pojedynczych przedmiotach, które ozdobić mogę wyjątkowym darem, zaklinając w nich magię. Uczę się też rozmawiać z ludźmi - przy klientach noszę beznamiętny wyraz twarzy, raczę ich nieprzesadnie skwapliwą uprzejmością. Wiem już, o co pytać i jak pytać (przyswoiłem wyuczone formułki na każdą okazję); coraz rzadziej zapada z mojej winy nieręczna cisza. Poznałem schematy, po które sięgam z większą wprawą; nie wiem jednak, na ile zgaduję, co oznaczają ich spojrzenia, a na ile tak naprawdę to rozszyfrowuję.
Mija tydzień. Nic się nie zmienia.
Nadzieje na wyrwanie się z londyńskiego piekła krzepną coraz wolniej, rany jątrzą się, myśli przestają goić.
Wtedy właśnie kuzynka opowiada mi o kimś, w kim drzemie potencjał bezkresu mocy; o kimś, kto jest niczym cielesne naczynie czarnej magii. Włada nią bez trudu; potrafi ją okiełznać jak nikt inny. Staje się na oczach swoich popleczników prawdziwą potęgą.
Fascynuje mnie to. On mnie fascynuje - jak tka pajęczynę swych kontaktów; jak szybko Ministerstwo stało się mu podległe. Niemal nie czytam gazet, relacje spisane beznamiętnym drukiem jeszcze trudniejsze są do interpretacji niż słowa osiadłe na ludzkiej twarzy, okraszone emocjami. Słucham tylko relacji, strzępków rozmów tych, którzy zaangażowani są w pomoc Rycerzom - bądź osób, które interesują się wyłącznie sobą, lecz nie w smak im panoszenie się brudnokrwistych. Nie wiem, czy przesiąkam opiniami innych, czy wyrabiam sobie swoje własne - efekt, jednak, jest wciąż ten sam. Wierzę w to, że magia nie jest dla każdego, lecz wyłącznie dla wybrańców; jest dziedzictwem czarodziejów, którym nie powinni się dzielić z osobami funkcjonującymi w świecie diametralnie różnym od tego należącego wyłącznie do magów. Niektórzy ponoć nazywają taką selekcję szaleństwem, a jest ona przecież czymś naturalnym, potrzebnym, by zachować porządek. Tak właściwie odebranie mugolakom możliwości czarowania może być z korzyścią dla nich samych - podejrzewam, że gdyby podejść do tego naukowo, okazałoby się, iż rejony mózgu potencjalnie odpowiadające za zdolność do myślenia abstrakcyjnego i panowania nad magią nie są u nich wystarczająco dobrze wykształcone. Korzystanie z niej zagrażać może im samym, a także osobom z ich otoczenia. Jak dzieci niekontrolujące jeszcze energii magicznej, mugolaki najpewniej również nie są do tego w pełni zdolne - być może anomalie były tego przejawem.
Choć poglądy mam słuszne, bywam jednak skostniale niezmienny w swych życiowych płaszczyznach i wychylenie nosa zza sklepowej witryny wymaga ode mnie chwili czasu. Muszę wszystko sobie przemyśleć; rozważyć, czy widzę się w masce narzuconej mi roli, w szwach milczenia o rycerskich tajemnicach (zwykłem wybierać je nieustannie, z własnej woli, to wymuszone mogłoby się stać problematyczne).
Wiem, że od tej decyzji nie ma odwrotu.
Ale mija kolejny tydzień. Tylko jeden. Kończy się luty.
A ja staję się jednym z nich. Sojusznikiem.


Patronus: nigdy nie udało mu się go wyczarować.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
opcm: 5 +2 (różdżka)
zaklęcia i uroki: 0 Brak
czarna magia: 20 +3 (różdżka)
magia lecznicza: 0 Brak
transmutacja: 0 Brak
eliksiry: 10 Brak
sprawność: 2 Brak
zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
język ojczysty: angielski II0
język norweskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
anatomiaIII25
astronomiaII10
historia magiiI2
numerologiaI2
retorykaI2
starożytne runyIII25
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
literatura (wiedza)I½
wytwórstwo magicznych przedmiotówI½
Reszta: 1

Wyposażenie

różdżka.






i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Powrót do góry Go down
 

Calder Borgin

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20