Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie
AutorWiadomość
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]10.02.20 12:54

Londyn, wiosna 2017 roku

Dzisiejsze zajęcia na uczelni dobiegły końca. Charlie z ulgą opuściła budynek, zamierzając odetchnąć świeżym powietrzem, ale to miejskie nie było tak cudowne jak w jej rodzinnej Kornwalii. W takich chwilach dopadało ją ukłucie tęsknoty za domem, tym prawdziwym, do którego miała zamiar powrócić na czas wakacji i nie mogła się tego doczekać. Życie w mieście, choć tak bardzo kuszące, kiedy miała te osiemnaście lat i marzyła o dalszej nauce, z biegiem czasu okazało się rozczarowujące. Wychowana w malutkiej, nadmorskiej wiosce dziewczyna nie potrafiła nadążyć za miejskim życiem i za rówieśnikami z Londynu, którzy czasem za plecami wyśmiewali się z niej. „Wiejska gęś” było jednym z łagodniejszych określeń, jakie zdarzało jej się słyszeć. Ale taka była prawda, Charlene wyraźnie odstawała, nie tylko pod względem mentalności i pewnej życiowej naiwności, ale nawet wyglądu, który uchodził za niemodny. Niewiele dziewczyn gustowało w długich sukienkach i spódnicach, w dodatku Charlie była zapóźniona również z innymi nowinkami i niespecjalnie starała się, by być taka jak koledzy z miasta. Zamiast chodzić na imprezy wolała czytać książki i uczyć się. Była jedną z najlepszych studentek na roku i miała ambicje, by coś osiągnąć.
Ale żeby móc się kształcić musiała tu przyjechać. Ona i jej rok starsza siostra były pierwszymi osobami w rodzinie, które wyjechały na studia zamiast zadowolić się skromnym życiem w Kornwalii. Ich rodzice hodowali zwierzęta i rośliny, ale one, jako przedstawicielki młodszego pokolenia, marzyły o nieco innym życiu. Zamieszkały razem w mieszkaniu, które niegdyś należało do ich odległej krewnej i próbowały zbudować sobie tu namiastkę życia, jednak Charlie wydawało się, że Londyn nie był miejscem, w którym chciałaby osiąść na zawsze, chyba że na zupełnych przedmieściach.
Zatrzymała się na przystanku; by dostać się w okolice mieszkania musiała podjechać autobusem. Jej i Very nie stać było na mieszkanie w ścisłym centrum, w końcu pochodziły z raczej ubogiej rodziny, w każdym razie jak na londyńskie standardy. Poprawiła długi, gruby warkocz barwy letniej pszenicy; była jedną z nielicznych dziewczyn, które nie farbowały włosów ani nie stroiły ich w wymyślne fryzury i ozdoby. Prosty, pszeniczny warkocz sięgający pasa był tym, co lubiła najbardziej. Jej jasna twarz była też całkowicie wolna od makijażu, przez co wyglądała na kilka lat młodszą od większości swoich koleżanek. Przez jej ramię była przewieszona sfatygowana torba ciężka od książek, które w niej nosiła.
Autobus w końcu podjechał i wkrótce potem Charlie wysiadła w swojej dzielnicy. Resztę drogi musiała pokonać pieszo, co stwarzało okazję, by po drodze wstąpić do sklepu i kupić trochę jedzenia dla siebie i siostry, a także karmę dla czterech kotów-przybłęd, które przygarnęła na przestrzeni tych kilku lat życia w mieście. Była tak zajęta upychaniem puszek z kocią karmą w przepełnionej torbie, że nieco bezwiednie wyszła na ulicę, zapominając przez moment, że przecież nie była w kornwalijskiej wiosce, gdzie zobaczenie na ulicy samochodu było rzadkością, a w Londynie, nawet jeśli w jednej ze spokojniejszych dzielnic. Dopiero błysk zbliżających się świateł uzmysłowił ją, że popełniła głupstwo, więc rzuciła się do tyłu, potykając się na wytartym ze znoszenia obcasiku swoich nie pierwszej nowości lakierek. Upadła na chodnik, a puszki z kocią karmą wypadły z torby, tocząc się powoli po kostce brukowej.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]11.02.20 4:13
Życie w cywilu miało być szare i nudne, ale wciąż rozbłyskiwało wspomnieniami z Afganistanu. Głośne odgłosy urastały w głowie Michaela do rangi wybuchów, zbyt jaskrawe światło przypominało widok bomb, a jasne słońce przywoływało wspomnienia z pustyni. Na szczęście, w Londynie przeważnie padało i było pochmurno.
Wrócił do kraju przedwcześnie, przed zdeklarowanym zakończeniem służby. Wstąpił do wojska, licząc na medale, przygodę i hojną przedwczesną emeryturę. Dostał, a raczej dostanie, tylko to ostatnie. Codzienność wojny okazała się zadziwiająco nudna i monotonna, trochę podobna do angielskiej biurokracji, od której tak starał się uciec. Całymi dniami patrolowali okolicę, znosili upał i burze piaskowe, grali w karty... Podczas tej rutyny, koledzy z wojska stali się przyjaciółmi, a także braćmi - równie bliskimi, co własne rodzeństwo. Po pierwszym powrocie do kraju nie mógł odnaleźć się w chaotycznej strukturze codzienności i zauważył nagły dystans pomiędzy nim, a rodziną. Myśleli, że przeżył, co chciał i że wreszcie osiądzie na jednym miejscu. Ale on mamił ich słówkami o tym, że za drugi wyjazd dostanie podwójną pensję, a może i order. Afgańskie słońce uzależniało, podobnie jak te chwile adrenaliny, gdy wychodzili na akcję, wyrwani z wojennej nudy.
Na drugą misję wrócił już jako major i miał dowodzić własnym oddziałem. Planował wtedy nawet kolejne wyjazdy, chcąc związać przyszłość z wojskiem na stałe. Ale druga misja skończyła się przedwcześnie, a trzecia nigdy nie nadejdzie. Wprowadził swoich ludzi w zasadzkę, biedny Peter stanął na minie, a spanikowana Alice otworzyła ogień do cywili.
Nigdy sobie tego nie zapomni.
Wyszedł z tego upokorzony, ale cały. Wrócił do domu, nie musiał na razie szukać pracy, żyjąc z hojnej wypłaty (niby czegoś szukał, ale bez entuzjazmu), pomieszkiwał u brata i z początku nawet nie dostrzegał, że coś jest bardzo nie tak. Codzienność nie była już tak nieuporządkowana, nudna i irytująca, jak po pierwszym powrocie.
Była przerażająca. Sylwestrowe fajerwerki wywołały w nim panikę, nocami powracały koszmary o rozerwanym na strzępy Peterze, za dnia stawały mu przed oczyma twarze tamtych cywilów, a poczucie mobilizacji i nadziei całkowicie wyparowało. Nie miał ochoty ani szukać pracy, ani dostosowywać się do życia w cywilu, ani pojechać na coroczny zjazd weteranów, ani nic. Dopiero matka i siostra uświadomiły mu, że to nie jest normalne, że powinien skorzystać z usług wojskowego psychologa. Właściwie, zaciągnęły go tam siłą.
Zespół stresu pourazowego, dobre sobie. To żaden zespół, to po prostu wspomnienia i poczucie winy. Podszedł do diagnozy z dużym sceptycyzmem, ale terapia zaczęła w końcu działać. Nawet klaksony samochodów nie wzbudzały w nim już takiego paraliżującego lęku jak wcześniej i w końcu mógł odważyć się wyjechać do centrum w godzinach szczytu. W końcu zrozumiał też, że nie może wiecznie pomieszkiwać u Gabriela i znalazł własne mieszkanie.
Wracał właśnie z IKEI, z bagażnikiem obładowanym garnkami i drobnymi meblami, gdy wprost pod maskę wypadła mu jakaś dziewczyna. Garnki zaklekotały, a on za późno nacisnął pedał hamulca - był Londyńczykiem z krwi i kości, przejętym jazdą w stresujących warunkach i przeprowadzką, w jego rzeczywistości ludzie nie wybiegali mu na ulicę. Szybki refleks obojga uratował jasnowłosą nieznajomą - cofnęła się, Michael wyhamowywał, i w końcu auto tylko leciutko pchnęło ją na chodnik - albo upadła sama.
Michael zaklął i wybiegł z auta.
-Cholera jasna, matka cię nie uczyła jak przechodzić przez ulicę?! - warknął, podchodząc do sprawy po wojskowemu. W armii okazywali troskę tylko w szorstki sposób. Głupie pomyłki nie wzbudzały w nikim litości, a złość - mogły sporo kosztować cały batalion.
Ale pod koniec to on sam popełnił głupią pomyłkę.
Pod jego nogi potoczyła się puszka z kocim jedzeniem. Zamrugał, próbując ustabilizować swój oddech, tak jak mu polecił psychiatra. Raz... dwa... trzy... jesteś w domu, a nie w Afganistanie.
-Nic ci nie jest? - zapytał łagodniej, nachylając się aby podać rękę dziewczynie. Lewą dłonią sięgnął do kieszeni po komórkę, gotów wezwać karetkę.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]11.02.20 12:30
Za bardzo odfrunęła myślami. Próbowała upchnąć puszki w torbie, a jednocześnie myślała o zajęciach, o czekających niedługo egzaminach, a także o tym, czy Vera wróciła już do domu, czy może zjawi się dopiero wieczorem. Choć nie mieszkała w Londynie od wczoraj, to nadal miała pewne problemy z przystosowaniem i zdecydowanie nie mogłaby nazwać się mieszczuchem. Nieważne, ile lat by tu mieszkała, nadal czuła się wiejską gąską z Kornwalii i za taką uważali ją ludzie. Głupia wieśniaczka, która zamiast pomagać rodzicom w gospodarstwie i młodo wyjść za mąż za syna sąsiadów próbowała szukać szczęścia w stolicy i marzyła o pracy naukowej.
Wystraszyła się, zdając sobie sprawę, że ulica, na którą w zamyśleniu wkroczyła, wcale nie jest pusta. Udało jej się uniknąć bliskiego spotkania z samochodem, ale nie uniknęła wywrócenia się na chodnik. Na szczęście nic jej się nie stało, skończy się pewnie na paru siniakach i pobrudzonej spódnicy. Na niebieskim materiale w groszki dostrzegła też niewielkie rozdarcie, które będzie musiała zacerować w domu. Mama na szczęście nauczyła ją takich podstawowych sztuczek, które powinna umieć samotna kobieta. Podczas gdy dziewczyny z Londynu co chwilę kupowały sobie sterty nowych ubrań, ona była nauczona szanować swój skromny dobytek.
Mężczyzna siedzący za kierownicą po chwili wysiadł, krzycząc na nią, przez co Charlie skuliła się w sobie, wystraszona i przepełniona poczuciem winy. Bo przecież to jej wina, że nie popatrzyła jak chodzi i nie rozejrzała się, tylko jak gdyby nigdy nic wyszła na jezdnię. W Kornwalii było inaczej, bo w jej okolicy było raptem parę domów i można było chodzić jak się chciało. W miejscu, gdzie mieścił się jej rodzinny domek, nie było nawet asfaltu, jedynie rzadko uczęszczana gruntowa droga wiodąca ku domostwu położonemu w sąsiedztwie wybrzeża, gdzie z okien jej pokoju widać było morze.
- Ja... bardzo p-przepraszam – wydukała drżącym z przejęcia głosikiem, w którym przebrzmiewał kornwalijski akcent. – Zamyśliłam się... To moja wina. Jeszcze raz przepraszam – dodała, podnosząc się z ziemi i otrzepując spódnicę. – Nic mi nie jest, wszystko w porządku. Tylko... się p-potknęłam – zapewniła. Nic jej się nie stało, miała więcej szczęścia niż rozumu. Siniaki za parę dni znikną, a spódnicę się wypierze i zeszyje niewielkie rozdarcie.
Gdy w końcu nieśmiało podniosła wzrok, zdała sobie sprawę... że znała tego mężczyznę, że niedawno minęła go na klatce schodowej kamienicy, w której mieszkała z Verą. Musiał wprowadzić się niedawno, bo wcześniej go nie widywała. A może tylko tam kogoś odwiedzał? W każdym razie, nie widziała go pierwszy raz, choć wcześniej nigdy nie miała okazji z nim rozmawiać. Nic o nim nie wiedziała, ale teraz trochę ją wystraszył i bała się, że był na nią zły. W końcu to on miałby kłopoty, gdyby ją przejechał, nic dziwnego, że się złościł.
- Ja chyba pana już widziałam – powiedziała cichutko i nieśmiało, a jej policzki zarumieniły się z zażenowania całą sytuacją. Żeby mieć pretekst do unikania kontaktu wzrokowego, pochyliła się i zaczęła zbierać rozsypane puszki z kocim jedzeniem. Na szczęście żadna nie pękła, więc wystarczyło je podnieść i znowu upchnąć w przepełnionej książkami torbie.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]15.02.20 18:35
Strach zmieniał się w złość, niepokój w agresję, niepewność w motywację - tego nauczyło go wojsko, choć nawet tam nie był to zdrowy sposób na życie. Tak zareagował też teraz, automatycznie przekształacając swoje emocje w gniew (wbrew zaleceniom terapeuty) i wyżywając się na dziewczynie, choć była przecież ofiarą tego zdarzenia. Owszem, nieodpowiedzialnie wpadła mu prawie pod koła, ale wciąż była przewróconą i młodziutką kobietą, w zderzeniu z wściekłym weteranem i ciężkim samochodem.
Dopiero gdy przeprosiła, czerwień ustąpiła mu sprzed oczu, gorąco odfrunęło z głowy. Wziął głęboki oddech, a odliczanie w myślach pomogło. Raz, dwa, trzy...
-To ja przepraszam. - wykrztusił, choć przyznawanie się do błędu nigdy nie przychodziło mu łatwo. -Mogłem jechać uważniej. - dodał cicho, bardziej do samego siebie.
Przyjrzał się uważniej nieznajomej, dostrzegając jej nieco niemodne ubranie, skromną fryzurę i nieśmiałość. Nie wyglądała na tutejszą, zdecydowanie nie. Stolica zmieniała ludzi, nawet z potulnych słoików czyniąc pewne siebie imprezowiczki.
-Uważaj na przyszłość, to Londyn, wszyscy patrzą na drogę, a nie na chodnik. - pouczył łagodniej, dumny ze sposobu, w jaki zapanował nad głosem i własnymi nerwami. Tylko się potknęła. Sama. To nie jego auto ją uderzyło, choć mało brakowało.
Mało brakowało, a miałby kolejną ofiarę na sumieniu. Głęboki wdech. Raz, dwa, trzy...
Przydałoby mu się zadanie, aby mógł przelać emocje w czyn. Puszki, tak, puszki. Spadły mu jak z nieba. Zaczął je gorliwie zbierać, szybciej od samej poszkodowanej, która tymczasem okazała się bardziej spostrzegawcza od niego. Poderwał głowę, wyraźnie zmieszany. Widziała, gdzie? W gazecie, jako skompromitowanego pułkownika? Jakiś tabloid namówił na wywiad matkę Jimmy'ego, który zginął pod jego dowództwem, jeju... Raz, dwa, trzy, pilnuj oddechu...
Przyjrzał się dziewczynie uważniej, usiłując dostrzec ślady odrazy na jej twarzy - co o nim słyszała, skąd go znała? Aż, z ulgą, uświadomił sobie, że on też ją kojarzy. Zmarszczył brwi, a potem uśmiechnął się blado, przywołując wspomnienie klatki schodowej.
-Ach, um... ze schodów? Właśnie się wprowadzam... - zgadł, mając nadzieję, że to o to chodzi. -Mieszkasz tam gdzie ja? Jeśli tak, to podwiozę cię, nie powinnaś chodzić po takim... urazie i z tymi puszkami i w ogóle. Zadzwońmy po lekarza, możesz mieć wstrząs mózgu.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]16.02.20 12:10
Charlie była nietypowa. Choć mieszkała w mieście już parę lat, nadal nie zatraciła swojej delikatnej, naiwnej i wrażliwej natury. Nie szła też z duchem czasu i nie podążała za modą, mimo drwin rówieśników nadal nosząc się skromnie i dziewczęco. Często słuchała uwag, że ubiera się jak zakonnica i że powinna bardziej przejmować się modą i porzucić swoje grzeczne sweterki, długie spódnice i sukienki na rzecz garderoby, w jakiej chadzały inne londyńskie dziewczęta. Problemem był dla niektórych też jej charakter, któremu daleko było do przebojowości. Charlie, choć była bardzo zdolna i mądra, była nieśmiała, zahukana i brakowało jej pewności siebie.
Także teraz zachowywała się potulnie i grzecznie, choć gdyby miała bardziej krewki temperament, mogłaby nakrzyczeć na tego faceta, który nie patrzył jak jedzie. Ale nie leżałoby to w naturze Charlie, która niezwykle rzadko się złościła i podnosiła głos. Trochę bała się jego gniewu i zdawała sobie sprawę, że sama też powinna patrzeć jak chodzi i pamiętać, że nie była w Kornwalii.
- Będę uważać – zapewniła, kiwając głową. Z ulgą przyjęła to, że mężczyzna już się nie pieklił; przejmowała się tym, że zrobiła mu kłopot swoim chodzeniem z głową w chmurach i zapominaniem o tym, jak niebezpieczne są ulice Londynu. Nie chciała więcej takich niezręcznych sytuacji i stresów, więc tak, musiała być bardziej uważna.
Mężczyzna, najwyraźniej również czując się nieswojo, pomógł jej w zbieraniu puszek z kocią karmą. Trochę tego było, bo Charlie miała tendencję do przygarniania kotów i miała ich już kilka, a Vera dzielnie je tolerowała, choć to głównie na młodszej z sióstr spoczywał obowiązek dbania o nie. Taki zapas jedzenie powinien wystarczyć jej sierściuchom na jakieś dwa tygodnie.
Nie znała burzliwej historii mężczyzny. Nie interesowała się tym, co mówiły tabloidy. Niektórzy czasem żartowali, że żyła w szafie i nie była świadoma wielu rzeczy, które działy się w świecie. Zajęta nauką nie miała czasu na interesowanie się bzdetami. Kojarzyła go, bo po prostu minęła go kiedyś na schodach w kamienicy, ale nie miała okazji się z nim zapoznać. Cóż, wyglądało na to, że przyszło jej poznać nowego sąsiada w nieco dziwnych i niezręcznych okolicznościach. Na jej buzi nie było odrazy, a raczej zaciekawienie i wciąż widoczna nieśmiałość i zawstydzenie.
- Tak... – potwierdziła cicho. – Mieszkam razem ze starszą siostrą, chyba piętro wyżej niż pan. – Tak jej się przynajmniej wydawało. – I naprawdę nic mi nie jest, jedyne co ucierpiało, to moja spódnica... i te nieszczęsne puszki, ale mam nadzieję, że moje koty nie będą mieć mi tego za złe.
Pokazała mu małe rozdarcie i plamy z ulicznego pyłu, główne „ofiary” jej potknięcia się, i próbowała się nieco niepewnie uśmiechnąć, ale spłonęła rumieńcem i spuściła wzrok. Pozbierali wszystkie puszki. Charlie nadstawiła otwartą torbę, by mężczyzna wrzucił do niej te, które podniósł.
- Chcę wrócić do domu. Może mnie pan podwieźć, jeśli to ma ukoić pańskie sumienie, został jeszcze kawałek drogi, moja torba jest bardzo ciężka, a skoro i tak jedzie pan w tym samym kierunku...
Jak przystało na wiejską gąskę, była naiwna i ufna. Bardziej doświadczona w miejskim świecie dziewczyna pewnie miałaby większe opory, jeśli chodzi o wsiadanie do samochodu z obcym facetem. W dodatku takim, który o mały włos by ją przejechał. Ale Charlie to... no cóż, Charlie. Sama miała serce na dłoni i pragnęła wierzyć w to, że inni ludzie też są dobrzy i mają dobre intencje.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]23.02.20 1:25
Emocje opadały wraz z niego z każdą zebraną puszką - sprzątanie bałaganu było doskonałym ujściem dla nagromadzonego stresu. Wolał nie myśleć, jak mogłaby się skończyć ta sytuacja, gdyby nie wyhamował i gdyby dziewczyna nie wykazała się sporym refleksem. Cofnęła się, potknęła, auto nie zdążyło w nią uderzyć. Ale przecież tak mało brakowało.
Kilka miesięcy pracował z terapeutą nad tym, aby znowu wsiąść za kółko i nie zaciskać panicznie oczu na dźwięk klaksonów. Wyglądało na to, że jego wysiłki mogą lec w gruzach, ale na razie nie miał czasu o tym myśleć. Dziewczyna chciała wracać do domu, a on mógł pomóc - skupić się na niej, a nie na własnym lęku. Wrzucił puszki do wora (trzask, trzask) i uśmiechnął się blado. W założeniu pokrzepiająco, ale on też potrzebował teraz pocieszenia.
-Jestem na drugim piętrze. - przytaknął. Sąsiadka, co za zbieg okoliczności. Dobrze mieć kogoś znajomego w budynku, inaczej nieśmiałość pchnęłaby go do pozostania za murem anonimowości. Szkoda, że poznali się akurat w taki stresujący sposób, ale miał nadzieję, że nie będzie mu miała tego za złe. Może wnoszenie tych ciężkich puszek po schodach odkupi jego winy?
-Chętnie pomogę. - zapewnił. Otworzył bagażnik aby dziewczyna mogła tam schować torbę, a potem otworzył dla niej drzwi samochodu. Od dawna nie chodził na randki ani nie woził znajomych po mieście, ale pamiętał przecież, jak być gentlemanem.
Raz, dwa, trzy... To tylko pięć minut drogi, będzie prowadził ostrożnie. Ten wypadek nie znaczy, że jest złym kierowcą. Przymknął na sekundę oczy, znajdując w sobie odwagę, by znowu zasiąść za kółkiem. Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszyli. Zapadła niezręczna cisza, oboje byli najwyraźniej nieco skrępowani albo oszołomieni wcześniejszą adrenaliną.
-Od dawna mieszkasz w tym budynku? Podoba ci się okolica? - zagaił, desperacko szukając jakiegoś wspólnego tematu. Mieszkał w wielu miejscach w Londynie, ale nigdy w tej dzielnicy - nie wiedział jeszcze, jakie kawiarnie mają tu najlepszą kawę i gdzie warto chodzić po spożywcze zakupy.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]23.02.20 14:01
Wszystko było w porządku. Charlie mogła się więc uspokoić, w końcu nic się nie stało, choć mogło. Miała szczęście, udało jej się odskoczyć, skończyło się tylko na dziurze w spódnicy, odrobinie brudu i siniakach, które pewnie wykwitną na skórze za parę godzin. Ale to nic, czym warto byłoby się przejmować. Charlie w tym momencie bardziej martwiła się o to, co myślał o niej mężczyzna, zwłaszcza gdy okazało się, że mieszkali w tej samej kamienicy. Nie chciała, by postrzegał ją jako skończoną ofiarę losu. Cóż, nie był to najbardziej fortunny początek znajomości.
Podziękowała mu za pomoc w zbieraniu puszek i zgodziła się na podwiezienie, skoro to miało ukoić jego poczucie winy.
- Ja na trzecim, ostatnim – odpowiedziała z uśmiechem. Mieszkały z Verą na samej górze, nad nimi było tylko zagracone poddasze. Gdy otworzył bagażnik, wrzuciła tam ciężką torbę pełną książek i puszek z kocim jedzeniem. Potem wsiadła do samochodu i przyjrzała się mężczyźnie, spoglądając na niego nieśmiało. W przeciwieństwie do wielu swoich koleżanek nie miała zielonego pojęcia o obchodzeniu się z mężczyznami. – Coś nie w porządku? – zapytała, mając wrażenie, że był nieco niespokojny. Zmartwiła się, mimo że nie tak dawno to ona o mały włos nie wpadłaby pod jego samochód.
Mężczyzna najwyraźniej postanowił przerwać ciszę i ją zagadać.
- Och, od paru lat. Studiuję w Londynie, więc zamieszkałam z moją siostrą, która wyjechała tu wcześniej – wyjaśniła. – Ale jak widać, nadal nie do końca przyzwyczaiłam się do miasta. Pochodzę z Kornwalii, z malutkiej wioski na wybrzeżu. Tam było... zupełnie inaczej niż tutaj. Pod każdym możliwym względem.
Znowu się zarumieniła i odwróciła wzrok, nieco bezwiednie bawiąc się końcówką swojego długiego, grubego warkocza.
- Pan też jest przyjezdny? – zapytała nagle. Bo w końcu mieszkał w tym samym budynku od niedawna, więc mógł pochodzić z każdej innej części kraju i także zdecydować się szukać szczęścia w wielkim mieście, gdzie pod wieloma względami było łatwiej niż gdzie indziej, ale pod innymi... Cóż, to może kwestia mentalności, że Charlie jednak lepiej czuła się w spokojniejszych miejscach, bliżej natury. Ale tam nie zdobyłaby wykształcenia, a była osóbką inteligentną, bystrą, której umysł potrzebował stymulacji i oddanie się pracy w gospodarstwie nie zaspokajałoby w pełni jej możliwości intelektualnych. Dlatego właśnie pragnęła kształcić się dalej. Jej siostra natomiast miała silniejszy od niej charakter, była pewna siebie i swojego życiowego celu, więc to ona przecierała szlaki, a nieśmiała Charlie po prostu ufnie podążała za nią. Gdyby nie namowy Very, to pewnie nie odważyłaby się na zamieszkanie w Londynie. Nie samotnie. Z siostrą było dużo raźniej, bo mogła liczyć na jej wsparcie, szczególnie cenne na samym początku. To dzięki niej łatwiej znosiła przestawienie się na nowy tryb życia i drwiny rówieśników, choć zazdrościła siostrze tego, że ona kompletnie nie przejmowała się tym, co myślą o niej inni. Charlie się przejmowała. Już odrobinę mniej niż na początku, ale nadal, dlatego wciąż absorbowało ją zastanawianie się nad tym, co też myślał o niej ten mężczyzna, którego imienia nawet nie znała.
- Jestem Charlie – przedstawiła się cichutko, licząc, że on też zdradzi swoje imię.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]28.02.20 8:18
Uśmiechnął się blado, choć z lekkim przymusem. Wolałby poznać nową sąsiadkę w przyjemniejszych okolicznościach. Przedstawić się, gdy będzie wyspany, spokojny i po solidnej dawce leków antydepresyjnych. Tymczasem nie tylko zagroził życiu dziewczyny, ale też niesprawiedliwie na nią nakrzyczał, nie umiejąc powściągnąć własnych emocji. Nawet jeśli teraz była potulna, spokojna i zestresowana, to co pomyśli sobie o nim, gdy adrenalina opadnie? Co pomyśli jej siostra? Przygryzł lekko wargę, usiłując odegnać pesymistyczne wizje.
-Bardzo mi miło. - skłamał, bo byłoby mu miło poznać ją jakoś... inaczej. Ale mleko się rozlało i czekała ich teraz droga do domu. Serce biło mu jak oszalałe, gdy znów położył dłonie na kierownicy, ale zmusił się do spokoju dla dobra swojej pasażerki.
-Wszystko już w porządku, po prostu się o ciebie...panią... zmartwiłem. Może mówmy sobie na ty, tak będzie prościej? - kłamanie przychodziło mu najwyraźniej jak z nut, ale kto wie, może wmówi samemu sobie, że ma się dobrze. Uświadomił sobie też, że zwracał się do dziewczyny na "ty", jak do nastolatki, choć przecież była dorosła. Nie był pewien, kto powinien proponować przejście na "ty" (kobieta czy ktoś starszy?) nie znał się na etykiecie w takich sytuacjach, więc przejął inicjatywę.
-Zawsze chciałem mieszkać nad morzem. - mruknął pod nosem, uśmiechając się mimowolnie. -Pewnie tęsknisz za Kornwalią? - nieco osobiste pytanie samo wyrwało mu się z ust.
-Cóż, Londyn to metropolia. Nawet jeśli mieszkańcy tej dzielnicy jeżdżą ostrożnie, to zawsze ktoś może się rozkojarzyć jak ja... albo, co gorsza, jakiś wariat z gorszej okolicy wjedzie tu z prędkością kilkudziesięciu mil na godzinę. - ograniczenie wynosiło w końcu tylko trzydzieści i całe szczęście, że Michael się do niego zastosował.
Przyjezdny? Uśmiechnął się z rozbawieniem, myśląc, że lata w wojsku wypleniły w nim londyński akcent.
-Nie nie, moi rodzice i rodzeństwo mieszkają w Londynie. Po prostu się przeprowadzam, szukałem jakiejś spokojniejszej okolicy. - opowiedział, choć od dawna nie oferował tylu faktów o sobie komuś niemal nieznajomemu.
-Michael. - dodał cieplej, podświadomie wdzięczny, że nie zapytała o nazwisko. Podświadomie czuł się nieswojo z myślą, że ktokolwiek może wyszukać jego dane w Internecie i poczytać o tamtej nieudanej misji, o martwych cywilach. Chciał pozostać blisko rodziny, ale gdyby nie miał nikogo w Londynie, to pewnie wyjechałby do jakiejś małej wioski, takiej, z której pochodziła Charlie.
-Myślisz, że zostaniesz w Londynie na stałe? - zagaił z ciekawości. Tak działo się z wieloma przyjezdnymi, tak postąpiła jego mama. Przyjeżdżali na studia i miasto ich urzekało, albo znajdowali tutaj miłość. Charlie brzmiała jednak jakby tęskniła za sielskim życiem w swojej wiosce - nie mógł jej się dziwić.
Zajechali na parking pod blokiem, a Michael wyskoczył z auta by otworzyć drzwi Charlie i pomóc jej wyładować te wszystkie puszki.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]29.02.20 20:08
Też wolałaby poznać go inaczej. Tak pewnie byłoby lepiej i milej, gdyby po prostu porozmawiali na klatce schodowej czy przed budynkiem, bez całej tej niezręcznej otoczki spowodowanej jej niezdarnością. Ale widocznie tak miało być, że mieli się poznać właśnie w taki sposób.
Charlie łatwo się stresowała, bo nie należała do najbardziej śmiałych osób. Należała raczej do tych cichych, nieśmiałych i niepewnych siebie dziewczyn, które niespecjalnie potrafią walczyć o swoje.
Nie wyczuła w jego tonie kłamstwa, była w końcu raczej ufna i prostolinijna.
- Tak, w porządku – zgodziła się na swobodniejszą formę, w końcu nie była tak stara, by mówić do niej na „pani”. Nadal była młodą dziewczyną, a wyglądała na jeszcze mniej lat, niż w rzeczywistości miała. Jej rysy były delikatne i dziewczęce, pełne naturalności. Jej uroda nie potrzebowała makijażu ani innych sposobów jej poprawiania.
- Po prostu mam nauczkę, by następnym razem bardziej uważać i pamiętać, gdzie jestem. Odleciałam myślami zbyt daleko – odezwała się, wciąż bawiąc się swoim pszenicznym warkoczem. Czasem rzeczywiście miała tendencję do odfruwania myślami i absorbowania umysłu sprawami zupełnie innymi niż patrzenie na drogę.
- Bardzo tęsknię – zapewniła, a w jej głosie zabrzmiała nostalgia. To tam był w końcu jej dom. W Kornwalii, nie w Londynie. Tutaj wciąż opornie jej szło znajdowanie swojego miejsca. Mogła tu studiować, a po studiach pracować, możliwości były dużo większe, tylko jej mentalność nie taka, choć z drugiej strony, czy chciałaby być taka, jak niektóre jej rówieśniczki? Chyba nie. Dla niej bardziej liczyło się wnętrze niż pogoń za wyglądem i modą. – Często tam jeżdżę, oczywiście, ale to nie do końca to samo.
Vera wydawała się bardziej zakorzeniona w tym nowym życiu, choć zarazem i ona odstawała od wielu tutejszych dziewcząt, także nie przykładając wagi do wyglądu ani do przypodobywania się towarzystwu. Vera żyła w zgodzie z własnymi zasadami, nie przejmując się tym, co mogli myśleć o niej inni.
- Do pewnych rzeczy chyba jeszcze długo nie przywyknę, ciężko wyplenić pewne przyzwyczajenia – pokiwała głową; z jednej strony chciała się dostosować, z drugiej... no cóż, nie chciała zatracić swojej prawdziwej natury, tego kornwalijskiego ducha. Na pewno musiała być bardziej ostrożna w tych momentach, kiedy chodziła po mieście. – Właściwie to kiedy tu przyjeżdżałam, byłam bardzo podekscytowana tym, że będę mieszkać w wielkim mieście i poznam smak innego życia, ale potem okazało się, że tata miał rację, mówiąc, że wszędzie jest dobrze, kiedy nas tam nie ma. I rzeczywistość okazała się mniej bajkowa niż wyobrażenia, które snułam wcześniej.
Pokiwała głową na jego wyjaśnienia.
- Rozumiem. Czyli tobie to miasto jest dobrze znane i po prostu chciałeś znaleźć własny kąt? – zapytała. Dziwne, że tak sobie rozmawiali po tym, co się wydarzyło, ale może był to jakiś sposób na zapomnienie o tym. Rozmawiać jak gdyby nigdy nic, jak normalni, poznający się nowi sąsiedzi, chcący się dowiedzieć, skąd to drugie wzięło się pod tym samym dachem. – Miło poznać, Michaelu.
A czy zostanie na stałe? Przygryzła wargę, bo nie była tego pewna. Z jednej strony chciałaby wrócić w rodzinne strony, z drugiej – jakie życie miałaby tam młoda dziewczyna pragnąca rozwijać się naukowo? Choć z drugiej strony, chciała także mieć męża i dzieci. Ale póki nie miała nawet chłopaka (i nie zanosiło się na znalezienie go, choć podobał jej się pewien mężczyzna będący niestety poza jej zasięgiem z powodu ogromnej przepaści materialnej, jaka ich dzieliła i tego, że miał już narzeczoną), to nie musiała jeszcze się zastanawiać, jak pogodzić swoje aspiracje zawodowo-naukowe z pragnieniem posiadania rodziny, czego domagała się ta tradycjonalistyczna, wiejska część jej natury, nie wyobrażająca sobie tego, że kobieta może nie mieć męża i dzieci.
- Jeszcze nie wiem. Możliwe, że tak, w moich rodzinnych stronach nie ma zbyt wiele... perspektyw. Póki co pragnę skończyć studia, a potem zobaczę, co dalej – odpowiedziała po chwili zawahania. Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, miała jeszcze trochę czasu do końca studiów, a przecież po nich planowała zostać na uczelni, co oznaczało jeszcze co najmniej kilka lat w Londynie i dużo czasu na zastanawianie się nad przyszłością.
Gdy się zatrzymali, wysiadła z auta, poprawiając materiał spódnicy i czekając na to, aż mężczyzna otworzy bagażnik, by mogła wziąć swoją torbę.
- Masz może kota? Albo inne zwierzę? – spytała z ciekawością.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]07.03.20 1:54
Niegdyś był nieustraszony, brawurowy, wręcz uzależniony od adrenaliny. Traumatyczne przejścia zepchnęły go w nieznane sobie wcześniej rejony nieśmiałości i poruszał się na tym nowym terytorium dużo bardziej niezdarnie niż Charlie. Ona była w końcu nieśmiała całe życie, rys skromności był wpisany w jej charakter. On... czuł się, jakby został uwięziony w nowej, krępującej codzienności, w której zastanawiał się nad każdym krokiem. Kiedyś stąpał w życiu na ślepo, spontanicznie, a teraz każda sytuacja wymuszała na nim ostrożność i kwestionowanie własnych działań. Nawet jazda samochodem przez własne osiedle. Terapeuta twierdził, że to minie, że trzeba cierpliwości - ale tej zawsze Tonksowi brakowało.
-Jesteś... bardzo wyrozumiała. - spojrzał na Charlie nieco zaintrygowany. Przyznała się do błędu tak szybko, tak pokornie, tak po prostu. On tak nie potrafił.
-Dziękuję, że się nie gniewasz. Też powinienem uważać, jako kierowca. - przyznał, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy. Gdy wreszcie dojechali pod budynek, wyraźnie mu ulżyło.
Spojrzał na Charlie nieco smutno. Czy on jeszcze za czymś tęsknił i zatęskni? Nieco zazdrościł jej tej niewinnej nostalgii, wspomnień radości - niegdyś nosiło go do zagranicznych misji, niegdyś tęsknił za gorącym piaskiem i żarzącym słońcem, ale teraz tamte miejsca były zbrukane krwią jego kolegów.
-Pewnie znajdziesz tam dobrą pracę, z wykształceniem stąd. - zapewnił, próbując (nieudolnie) pocieszyć dziewczynę. Pamiętał, że jego kolega z wojska pochodził z małej miejscowości i opowiadał mu, że niewiele osób decyduje się tam na wyższe wykształcenie - a co dopiero wyjazd do Londynu. Profesjonalne umiejętności nabyte w stolicy musiały być chyba pożądane w całym kraju?
-Dlaczego jest tutaj mniej bajkowo? Za czym najbardziej tęsknisz, albo...co w Londynie cię najbardziej drażni? - zagaił, szczerze ciekaw jej spostrzeżeń. Samemu trudno mu było się w czuć w mentalność kogoś z małej wioski, spędził w stolicy zbyt wiele lat. Poza tym, z Charlene rozmawiało mu się zadziwiająco miło - jej spokój i łagodny ton koiły jego zszargane nerwy.
-Chodziłem tutaj do podstawówki, do liceum... potem wyjechałem na kilka lat i wróciłem. - uśmiechnął się blado. Wbrew pozorom, to z wojska, a nie z Londynu miał najbarwniejsze wspomnienia. Ale tam nie było już powrotu, na nowo musiał uczynić stolicę swoim domem.
-Ciebie też miło poznać, Charlene. No, i teraz znasz już swojego sąsiada - znam się trochę na majsterkowaniu i elektryce, więc daj mi znać jakbyście z siostrą potrzebowały kiedyś pomocy. - zapewnił, otwierając bagażnik i biorąc do rąk ciężkie tobołki z karmą dla kotów. Właściciel wynajętego mieszkania ostrzegał go, że czasem wywala tutaj korki - zastanawiał się, czy Charlie już zmierzyła się z tym problemem. Nie wybrali w końcu luksusowego nowego budynku, a w starym londyńskim budownictwie dużo rzeczy lubiło się psuć.
Zamknął samochód i ruszył po schodach, oglądając się przez ramię na Charlie - chętnie wniesie rzeczy pod jej mieszkanie.
-Nie, nie mam... ale może najwyższy czas, bym sprawił sobie psa? - uśmiechnął się blado. Jako mały chłopiec, zawsze marzył o wilczurze, a psycholog powiedział mu niedawno, że obecność zwierząt ma dobre działanie terapeutyczne.
Gdy doszli pod drzwi mieszkania Charlie, przyjrzał się jej jeszcze raz, uważnie.
-Gdybyś później poczuła się słabo, zadzwoń do lekarza - nawet prywatnego, pokryję rachunki. Dobrze? Ze wstrząśnieniami mózgu nie ma żartów, nawet jeśli nie uderzyłaś się w głowę. - poprosił, nadal targany wyrzutami sumienia po prawie-wypadku.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: [Sen] Gdybym żyła w innym świecie [odnośnik]09.03.20 23:08
Charlie nigdy nie należała do śmiałych i pewnych siebie. Urodziła się jako trzecia z czwórki rodzeństwa, zawsze w cieniu pozostałych, zarówno dwójki starszych, jak i młodszej siostry, oczka w głowie rodziców. Niestety mała Helen była poważnie chora i kilka lat temu zmarła, tuż przed wyjazdem Charlie na studia, a depresyjna atmosfera w domu była dodatkowym powodem, dla którego postanowiła dołączyć do Very w Londynie. Choć dorastała w szczęśliwym, kochającym się domu, wychowano ją w skromności i prostocie, i nie miała wielu rzeczy, które mieli jej londyńscy rówieśnicy.
Była też wyrozumiała, bo zawsze uczono ją, że trzeba być dobrym, miłym i mieć w sobie empatię dla innych. Choć może to nie tylko kwestia wychowania, ale i jej wrodzonego charakteru? Taka już była, zawsze grzeczna wobec każdego i unikająca konfrontacji. Czasem wręcz była aż za bardzo ustępliwa, wręcz uległa, a Vera zachęcała ją do tego, by nauczyła się bardziej walczyć o swoje.
Była niewinna i nieskalana trudami życia, nie licząc śmierci młodszej siostry. On natomiast zdawał się nosić w sobie pewien smutek; czyżby miał za sobą jakieś nieprzyjemne doświadczenia? Emanująca od niego aura zamiast odstraszyć Charlie, jeszcze bardziej ją zaciekawiła. Cóż, chyba ciągnęło ją do ludzi z problemami.
- Nie sądzę. Jedyne, co mogłabym tam robić, to pracować w gospodarstwie lub w jedynym w wiosce sklepie – powiedziała. Jeśli wróci do Kornwalii, do rodzinnej wioski, to jedyną perspektywą byłoby szybkie znalezienie męża. Tam nie liczyło się wykształcenie, bo i tak nie byłoby gdzie go użyć, skoro ludzie w jej stronach trudnili się głównie hodowlą zwierząt i roślin uprawnych. Rodzice ją wspierali, ale wiedzieli, że jeśli będzie chciała rozwijać się naukowo, już nie wróci do Kornwalii, w każdym razie nie na stałe. No chyba że na emeryturze. Z jednej strony chcieli, by miała męża i dzieci, ale z drugiej pragnęli, by miała lepsze życie niż oni.
- Tutaj jest... za dużo betonu, a stanowczo za mało natury – to była pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy, największa wada Londynu. Wszystko zabudowane, zieleń tylko w parkach. W powietrzu czuć było spaliny, a nie świeżą morską bryzę. – Londyn ma też pewne zalety, jak dostęp do miejsc związanych z nauką i kulturą, ale... tęsknię za spacerami na łonie natury. I za morzem. Za spokojem i samotnością, bo tu jest tak dużo ludzi, pełno samochodów, hałasu i życie jest o wiele zbyt szybkie, nie pozwalające na rozkoszowanie się pięknem drobnych rzeczy.
Powiedziała sporo jak na nią i jej nieśmiałość. Ale naprawdę tak myślała. Brakowało jej nawet takich drobnych rzeczy, jak możliwość zanurzenia stóp w wilgotnym piasku na plaży, pachnącego morzem wietrzyku wwiewającego do oczu zbłąkane kosmyki, oglądania nocnego nieba leżąc na kocu rozłożonym na wydmie, czy zasypiania słysząc szum fal. Tutaj nie było gwiazd na niebie, bo było zbyt rozświetlone. Za oknami nigdy nie było cicho, bo nawet w tej okolicy jeździły samochody. No i to tempo życia, zbyt szybkie jak na jej gust przyzwyczajony do tego, że życie toczyło się bardziej naturalnym rytmem i można było przystanąć i zachwycić się pięknem jakiejś małej rzeczy, nieznaczącej z punktu widzenia miejskiego gnania wciąż do przodu. Była tu, bo zależało jej na studiach i zdobywaniu wiedzy, ale jak długo da radę znosić to inne, obce miejsce, początkowo tak fascynujące, potem odsłaniające coraz więcej wad? Czy może nadejdzie dzień, kiedy przestanie tęsknić za domem i nauczy się tu żyć?
- Jasne, myślę że na pewno kiedyś się to przyda. Ja nie za bardzo radzę sobie z takimi rzeczami – przyznała. Takie rzeczy jawiły jej się jako zajęcia typowo męskie, ale czasem żałowała, że nigdy nie obserwowała, jak tata majsterkuje, woląc uczyć się różnych rzeczy od mamy. Nigdy nie miała zadatków na chłopczycę. A poza tym, dobrze było poznać nowego sąsiada i nawiązać z nim pozytywne relacje, by życie pod tym dachem było przyjemniejsze.
- To dobry pomysł, zwierzę w domu wnosi w życie wiele radości – pochwaliła jego pomysł. Zwierzęta to odpowiedzialność, ale także towarzystwo nieocenione zwłaszcza dla osób samotnych, a wydawało jej się, że z Michaelem nikt nie mieszkał.
Weszli na górę, pod drzwi jej mieszkania. Michael był tak wspaniałomyślny, że wniósł jej torbę na górę.
- Dziękuję. I naprawdę czuję się dobrze – zapewniła, nie chcąc by się zamartwiał, skoro nic jej się nie stało. – Ale... może chciałbyś wstąpić na herbatkę?
Zarumieniła się. Sama nie wiedziała, dlaczego to zaproponowała. Ale czuła się trochę samotna, bo poza siostrą, która po całych dniach pracowała, nie miała tu w okolicy towarzystwa. Nie miała wielu znajomych i kiedy akurat nie była na uczelni, to zwykle siedziała w mieszkaniu i się uczyła, lub udawała się do najbliższego parku bądź biblioteki. Było to też z jej strony bardzo ufne, tak zapraszać do mieszkania obcego faceta tylko dlatego, że wydawał się miły i miał w sobie ten przyciągający ją podświadomie smutek.
Otworzyła drzwi, jednocześnie zerkając na niego. Przyjmie zaproszenie, czy wróci do siebie? Gdyby chciał wejść, starałaby się go jakoś ugościć w skromnych (dosłownie) progach. Zaraz po otwarciu drzwi jeden z jej kotów już zaczął wysuwać się ciekawsko na korytarz, więc leciutko przesunęła go stopą, by nie czmychnął ani żeby przez przypadek nie przytrzasnęła mu łapki lub ogona drzwiami.
- Większość moich kotów było znalezionymi na ulicy przybłędami, prócz jednego, który kiedyś należał do mojej drugiej siostry – wyznała. Jeden z jej kotów rzeczywiście był własnością Helen, ale gdy ta zmarła, Charlie postanowiła wziąć go ze sobą do Londynu i tym sposobem został z nią.
Porozmawiali jeszcze trochę i było naprawdę miło. Wydawało jej się, że mogła Michaela polubić i cieszyła się, że go poznała, nawet jeśli początek był tak niefortunny.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
[Sen] Gdybym żyła w innym świecie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach