Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Jaskinie
AutorWiadomość
Jaskinie [odnośnik]13.02.20 18:59
First topic message reminder :

Jaskinie

Wśród popękanych skał tworzących wyspę, na której kiedyś stał Azkaban można znaleźć wiele miejsc, w których szczeliny nie są tylko powierzchowne. Siatki jaskiń ciągną się pod całą Oazą, odkrywając przed tymi, którzy zdecydują się w nie zapuścić inną definicję tętnienia życiem. Magia, którą Zakon wyzwolił w chwili pokonania anomalii-matki wsiąknęła głęboko w grunt, promieniując na wszystko dookoła. Pod ziemią wciąż widać, jak wyspa żyje, jak jej energia krąży pomiędzy każdym zakątkiem tej zagubionej na Morzu Północnym wyspy. Wilgotne i ciepłe ściany podziemnych ścieżek raz po raz mrugają blaskiem, rozświetlając mrok jaskiń. Nikt do końca nie zbadał tego, co kryje się pod ziemią: jaskinie zdają się rozciągać dalej niż granice wyspy, a praktycznie niemożliwe do rozróżnienia kręte korytarze grożą zagubieniem drogi w rozświetlanych magią ciemnościach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jaskinie - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jaskinie [odnośnik]30.11.20 21:38
Miała niewyobrażalny strach w oczach. Panu Królikowskiemu groziło wpadnięcie do dziury. Pomimo podrapanych kolan i dłoni, próbowała się skradać do swojego wełnianego towarzysza powolutku. Każde wahanie pluszaka sprawiało, że serce niemiłosiernie mocno biło w jej małej piersi. Wstrzymała nawet oddech, jak gdyby miało to jakieś znaczenie dla bezpieczeństwa maskotki! Nie przestawała nawoływać pomocy, mając nadzieję, że ktoś znajdzie się w pobliżu i z całą pewnością będzie szybszy i skuteczniejszy dzięki czarom niż ona.
POMOCY! – Zawołała raz jeszcze, dość głośno. Czy uda jej się pomóc pluszakowi? Wciąż łkała, a miejsca, które zamortyzowały jej upadek wciąż piekły i bolały.
Na całe szczęście, jak się jej zdawało, pojawił się bohater. Szkoda, że nie miał białego konia niczym książę z tej bajki, którą kiedyś opowiadała jej mama! To znaczy… nie słyszała kopyt, więc pewnie nie miał pięknego rumaka na którym podróżował. Odwróciła się na chwilę, żeby spojrzeć na swojego wybawcę. Gdyby nie ból i strach, pewnie zapatrzyłaby się w niego jak w obrazek z ulubionej bajki! Jak na dziecko wyglądała okropnie, była podrapana, krew ciekła jej z kolana. Jej starannie ułożona przez ciocię fryzura zupełnie się rozsypała. To nie wygląd ją martwił, tylko przyszłość swojego przyjaciela.
P-pan Królikowski! – krzyknęła w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Nie wyjaśniało to wiele, ale musieli działać szybko! Musiała zwrócić jego uwagę na królika! Natychmiast!
Jej bohater jednak bardziej martwił się o nią niż o jej przyjaciela. Nie potrafiła tego zrozumieć! Była oburzona, zła i zrozpaczona! Przecież pan Królikowski mógł za chwilę zniknąć na zawsze! Jej najlepszy przyjaciel i powiernik wszystkich tajemnic! Fala bezradnego płaczu ponownie zabrzmiała w okolicy.
P-p-p-proszę rato-o-o-wać pa-a-n-na Kró-li-i-kowskiego! – Wybąkała przez łzy i wskazała palcem na cel. Nie ona była ważna! Nie ona, tylko on!!
Kolana i rączki nie przestawały ją boleć. Wciąż skradała się niepewnie w stronę pluszaka, gotowa poświęcić wszystko, żeby go ocalić, nawet gdyby miało być to jej własne życie! Pan Królikowski był przecież jedyną pamiątką od babci, którą wzięła ze sobą do Oazy! Musiała mu pomóc! Choćby sama miała wpaść do tej dziury… ale wtedy wpadłaby razem z panem Królikowskim! Albo uda jej się go wyciągnąć, albo wpaść tam razem z nim!
Była już prawie przy nim, już prawie uchwyciła jego ucho, ale jej przyjaciel znowu zaczął balansować na krawędzi i zwyczajnie bała się go złapać. Co jeżeli by chybiła i wtedy jej towarzysz wpadłby do dziury?
P-proszę! – Wyłkała rozpaczliwie. Jeżeli jej pomoże, to odpowie na każde jego pytanie.
Amelia Moore
Zawód : sprzątam, zamiatam i pomagam
Wiek : 6
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Pan Królikowski wie wszystko
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8990-amelia-moore https://www.morsmordre.net/t8993-pani-krolikowska#270437 https://www.morsmordre.net/f181-oaza-skamielina https://www.morsmordre.net/t8997-a-moore#270523
Re: Jaskinie [odnośnik]09.12.20 13:30
Co prawda bliżej mu do księcia żebraków niż tego, co to sobie w błyszczącej zbroi na białym aetonanie damy z opresji ratuje, lecz bez wątpienia jej skojarzenie mile połechtałoby jego łase na pochlebstwa ego; za takie porównanie zdecydowanie by się nie pogniewał.
Kiedy znalazł się tuż obok, opadł na kolana, żeby spojrzeć na dziewczynkę mniej więcej z tego samego poziomu. Właściwie pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to to, że można w niej teraz było czytać jak w otwartej księdze, pełnej wersów strachu i rozpaczy. Ona się autentycznie bała. Nie miał bladego pojęcia, jak ją uspokoić, a przecież najważniejsze w tym wszystkim było to, żeby udało mu się dowiedzieć, co wyzwoliło w niej te wszystkie emocje.
Zagadka pod tytułem "pan Królikowski" rozwiązała się jednak stosunkowo szybko, kiedy powiódł wzrokiem za palcem Amelki, wskazującym... pluszaka. Białego królika, chyboczącego się na skraju skały; to w jego stronę Moore czołgała się ostrożnie, próbując zbliżyć się do niego tak, jakby jeden tylko błędny ruch mógł sprawić, iż pan Królikowski wpadnie do głębokiej szczeliny, z której wydostanie go stanowiłoby spory problem.
Nigdy wcześniej tak właściwie nie zastanawiał się nad tym, po czym stąpają; Oaza powstała na skale, lecz pod powierzchnią znajdowały się jaskinie - jak liczne, tego nie wiedział; nie miał też pojęcia, iż część z nich ciągnie się nawet za obszar wyspy, kryjąc w sobie tajemnice, których najpewniej nigdy nie przyjdzie oazowiczom odkryć. Chyba że te upomną się o ich uwagę same.
- Nie bój się, kiedy... e... pan Królikowski teraz się poruszy, przesunę go za pomocą zaklęcia, które sprawia, że przedmioty mogą się unosić w powietrzu... obiecuję, że nic mu się nie stanie, jeden ruch różdżką i będzie już bezpieczny, obok nas - w ostatniej chwili przypomniał sobie, że dobrze byłoby jej wytłumaczyć, co się zaraz stanie, bo widząc poruszającą się zabawkę może dojść do różnych wniosków, które z prawdą nie mają zupełnie nic wspólnego - Wingardium Leviosa - różdżkę miał już w dłoni wcześniej, teraz po prostu skierował ją na pluszowego sprawcę tego dramatycznego zamieszania, a maskotka poderwała się do góry i przez chwilę zawisła w powietrzu, by zaraz potem, kierowana ruchem dłoni Keata, popłynąć w ich stronę i ostatecznie znaleźć się na wyciągnięcie dziecięcej ręki.
- Musisz chyba mocno go przytulić, pewnie najadł się strachu nie mniej niż ty - zachęcił ją, żeby sięgnęła po pluszaka, dla którego była w stanie zrobić... naprawdę wiele. Czy to była ta jedna, najważniejsza zabawka, dzieląca z nią wszystkie smutki i radości? Przyjaciel na dobrą i złą noc? Zgarniający z jej policzków każdą, najmniejszą nawet, łzę?
Właściwie poczuł ulgę; jej krzyk wciąż jeszcze wibrował na membranie jego uszu, zwiastując najgorsze. Obawiał się tego, że to człowiek potrzebował pomocy, takiej, której nie potrafiłby udzielić równie sprawnie i szybko.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Jaskinie [odnośnik]16.12.20 12:14
Była skupiona na tym, żeby złapać pana Królikowskiego w odpowiednim momencie. Jej książę, jak się wydawało, wcale nie był tak szybki na jakiego wyglądał. Bała się o swoją maskotkę! Spędziła z nią tyle czasu, powiedziała jej tyle tajemnic! Nie mogła pozwolić na to, żeby tak po prostu… zniknęła! Ale co zrobić, żeby nie zrobić żadnego złego ruchu? Nie wiedziała i czuła się z tą myślą wyjątkowo bezradnie. Zacisnęła usta, była gotowa do ściśnięcia ucha w każdym momencie! Dosłownie! Już miała to zrobić, kiedy mężczyzna ponownie przemówił.
Jego głos sprawił, że znowu się przeraziła. Przestała płakać, choć ból był dla niej przytłaczający. Nie wiedziała jak zamierzał przesunąć jej maskotkę. Wiedziała tylko tyle, że prawdopodobnie tak samo jak jej tata był czarodziejem. Nie wiedziała czy powinna wierzyć w jego słowa. A co jeżeli tylko próbował ją uspokoić? Był obcy i z początku zamiast pomóc panu Królikowskiemu chciał pomóc jej. Czy rozumiał jak bardzo ważny był jej pluszak? Oby! Kiwnęła mu głową na zgodę, ostatecznie decydując się, żeby mu uwierzyć, ale jej spojrzenie jak gdyby groziło, żeby to, co mówił było prawdą. Nie lubiła kłamstw!
Widok różdżki w dłoni mężczyzny sprawił, że jej oczy zabłyszczały niczym dwa świetliki. To ten patyk do czarowania!, krzyczała do samej siebie w głowie. Ile by dała, żeby taki posiadać! Tata mówił, że jeszcze była za mała! Ale gdyby go posiadała, to byłaby w stanie obronić i tatę, i dziadków, i pana Królikowskiego, i pana Dearnborna, i ciocię Lydię, i ciocię Hanię! Każdego z Oazy! Jak zaczarowana spoglądała na wiszącego w powietrzu wełnianego zająca. Uratował go! I to tak prosto!
Ścisnęła mocno swojego małego przyjaciela i wycałowała mu uszy. Poprawiła też odpadające powoli oko, żeby nie wyglądał na kogoś, kto ma się zaraz rozsypać. Strzepała z niego kurz.
Martwiłam się! – Rzuciła natychmiast w stronę maskotki. Pan Królikowski próbował jej wytłumaczyć, że wcale się nie bał, tylko chciał zobaczyć co było na dole. Nie wierzyła mu! Powoli wstała, choć ból kolan i rączek sprawiał, że się krzywiła i ledwo panowała nad tym, żeby znowu się nie rozpłakać. – D-dziękuję! – Zwróciła się od razu w stronę nieznanego mężczyzny i wyraźnie się zaczerwieniła. Była mu bardzo wdzięczna za to, co uczynił.
Miała wiele powodów do wstydu. Pewnie wyglądała okropnie i niegodnie na dziewczynkę! Tata pewnie znowu się zmartwi… och! Dostanie zakaz na przechadzki po Oazie! Ile by dała, żeby doprowadzić swoje ubranie i fryzurę do porządku! I jak gdyby na zawołanie – tak się stało! Jej sukienka nagle wyglądała na wyprasowaną i nie była pobrudzona od ziemi. Z kolei włosy same ułożyły się w schludny warkocz. Wyglądała niewinnie i wyjątkowo grzecznie, pomijając krwawiące kolana i dłonie.
Jest pan jak książę z bajki – dodała, zasłaniając część swojej twarzy pluszakiem. Naprawdę się wstydziła, szczególnie kiedy nie wiedziała jak miał zareagować na jej słowa. – Mam na imię Amelka – przedstawiła się, bo przecież wcześniej o to pytał. – I… i… mój tata to William, nie Billy. Pan Królikowski mówi, że przeprasza za problem i że nie powinnam tak głośno krzyczeć – dodała, nie mogąc powstrzymać się przed poprawieniem wcześniejszych słów swojego księcia, ale i przed przeproszeniem go za kłopot. – A pan? Jak ma pan na imię?
Amelia Moore
Zawód : sprzątam, zamiatam i pomagam
Wiek : 6
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Pan Królikowski wie wszystko
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8990-amelia-moore https://www.morsmordre.net/t8993-pani-krolikowska#270437 https://www.morsmordre.net/f181-oaza-skamielina https://www.morsmordre.net/t8997-a-moore#270523
Re: Jaskinie [odnośnik]20.01.21 23:09
Patyk do czarowania bywał przydatny, problem polegał na tym, że ci drudzy, ci, przed którymi chciałaby ochronić wszystkich swoich bliskich, niestety również mieli różdżki. Co gorsza, byli pośród nich czarodzieje piekielnie zdolni, a przede wszystkim niemający problemów z sięganiem po tę najbardziej plugawą magię, która służyła im tak wiernie, jak wiernie oni sami służyli najniebezpieczniejszemu czarnoksiężnikowi niesionemu przez ziemię.
- Obiecasz mi coś? Zadbasz o to, żeby pan... - wciąż jeszcze nie oswoił się z tą nazwą, wypowiadanie tej kombinacji brzmiało co najmniej dziwnie - Królikowski nigdy już nie znalazł się w takim niebezpieczeństwie? Powstrzymasz go przed odwiedzaniem tego miejsca, gdyby w przyszłości chciał się tu ponownie wybrać? - nie miał najmniejszego pojęcia, czy ta narracja w ogóle coś da, i czy do czegokolwiek jest w stanie przekonać dziewczynkę, ale z tego, w jaką czułością przytuliła się do pluszowej zabawki, wnioskował, że traktuje go ją jak przyjaciela, i bez wątpienia zależy jej na tym, żeby nic mu się nie stało; być może - dla niego - zacznie unikać okolic jaskiń, chroniąc przy okazji samą siebie. Nietrudno tu o wypadek, powinni coś z tym zrobić.
- Znasz Lizzie? Uzdrowicielkę? Leczy ludzi, twojego... przyjaciela też by chyba potrafiła, mogłaby uleczyć jego oko - igłą i nitką, przeprowadzenie operacji pewnie nie trwałoby przesadnie długo, i byłoby znacznie mniej skomplikowane niż to, czym zazwyczaj zajmuje się Liz. - Jak się poznaliście? - chciał ją zagadać, sprawić, by zapomniała o tym, co wydarzyło się przed chwilą; by sięgnęła po radośniejsze wspomnienia, błędnie zakładał bowiem, że żadne przykre wydarzenie z jej życia nie jest ściśle związane z tym, iż towarzystwa dotrzymuje Amelce właśnie ta zabawka.
Przez chwilę w zdumieniu przypatrywał się temu, co zadziało się wokół niej; magia sprawiła, iż najdrobniejszy nawet pył na jej ubraniu zniknął, a ona wyglądała tak schludnie, jakby właśnie włożyła na siebie świeżo wyprane i wyprasowane rzeczy. Jego dziecięca magia związana była z innymi emocjami, objawiała się zupełnie inaczej, dlatego dopiero po chwili zorientował się, co się właściwie stało.
- Musiałbym mieć białego aetonana, albo przynajmniej jakąś porządną zbroję, kiepski ze mnie książę - roześmiał się tylko, choć w gruncie rzeczy, gdzieś tam w środku, poczuł się po prostu miło; od zawsze brakowało mu tego poczucia, że on też może się do czegoś przydać; brakowało mu słów pochwały. Matka, jeśli zwracała na niego uwagę, odrywając się od swojego świata, sięgała wyłącznie po przygany. Dorastał, utwierdzając się tylko w przekonaniu, że czegokolwiek nie zrobi, zawsze będzie to niewystarczające - dlatego tak łasy był na proste słowa wyrażające wdzięczność. - Znam taką bajkę o dziewczynce, która wskoczyła za królikiem do nory... wylądowali razem w krainie czarów - odkrył tę książkę w jednym z mieszkań, zagruzowanych po bombardowaniu; żyła w nim niegdyś jego koleżanka ze szkoły, ale tamtego dnia był w nim tylko pył wdzierający się do oczu, do gardła; bajka spadła z półki, wystarczyło przetrzeć dłonią kartki, by umożliwić sobie powolne odczytanie każdej z liter. Nie zastanawiał się wtedy, czemu jego mama nigdy mu tego nie czytała; ani czemu nie opowiadała o świecie magii, o smoku, który przewijał się w fabule. Znał tylko mechaniczne skrzydła, plujące ogniem zniszczenia. Ale tamtego dnia siedział w pustym mieszkaniu tak długo, aż nie przeczytał całej historii; gdy mu się to udało, świat magii zdał mu się czymś, do czego mógłby uciekać częściej - ale w tamtej jaskini nic nie ma, kraina czarów jest tutaj, wokół nas - ani ona, ani jej pluszak nie powinni szukać niczego w miejscu, którego nikt jeszcze nie zbadał. Nie chciał zostawiać jej tutaj samej, powinna znaleźć się gdzieś, gdzie będzie po prostu bezpieczniej. - Zaprowadzisz mnie do swojego taty? - do Williama; odnotował w głowie, iż z jakiegoś powodu Amelka nieszczególnie przepada za zdrobnieniem, którym posługiwali się chyba wszyscy Zakonnicy. - Nie musi przepraszać, niech po prostu na siebie uważa - starał się zachować powagę, wciąż mówiąc o maskotce tak, jakby była, cóż, człowiekiem.
- Keat - rzucił lekkim tonem; miał ochotę dodać, że właściwie żaden pan, ale z jej perspektywy...



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Jaskinie [odnośnik]11.04.21 15:59
Obietnica, jakiej wymagał od niej nieznajomy brzmiała z pozoru prosto. Miała zadbać o swojego przyjaciela i starać się, żeby nie znalazł się w niebezpieczeństwie… ale… jak miała powstrzymać pana Królikowskiego? Był od niej mądrzejszy… i… o nie! To ona była winna całemu temu zamieszaniu! Teraz to zrozumiała! Ona i jej nogi, i sznurówki! Gdyby tylko nauczyła się je wiązać! Wszystko to stało się przez nią! Prawie straciła swojego towarzysza! Z własnej winy! Zaczerwieniła się ze wstydu i nagłego przypływu przytłaczającego poczucia winy. Spuściła głowę tak, jak gdyby zamiast prośby otrzymała naganę. Ścisnęła usta w wąską linię i unikała przez pewien czas spojrzenia w stronę swojego rycerza–wybawcy, który pomógł jej ocalić ukochanego wełnianego przyjaciela.
T-t-tak – zająknęła się z zawstydzenia i pokiwała nieśmiało głową na zgodę. – Obie…cuję – pociągnęła nosem, bo choć przestała płakać, to efekty po jej upadku i przeżytym strachu wciąż były widoczne na jej twarzy.
Otarła łezkę, która w opóźnieniu jeszcze spłynęła po jej policzku. Nie mogła wyjść na beksę. Musiała czym prędzej zapanować nad swoimi emocjami. Tata by się zmartwił, a nie chciała go martwić, bo miał przecież świat do uratowania. Wierzyła w to, że każdy problem, który pojawił się z jej winy mógł komuś zagrozić. Marcel powiedział, że tata był naprawdę dzielny i mu pomógł! Ścisnęła mocniej pana Królikowskiego, nieświadomie licząc na to, że poprawi jej to humor.
Ciocia Lizzie? Mieszka niedaleko nas, proszę pana – odpowiedziała wyraźnie zaskoczona wspomnieniem pani Dearborn. W tym czasie odważyła się przyjrzeć złamanemu nosie swojego rycerza, który wydawał się jej wyjątkowo atrakcyjny. – Tata powiedział, że mam się starać nie zawracać cioci głowy, bo musi pomagać innym. Chyba, że akurat nic nie robi – wyjaśniła. – Chciałabym jej pomóc, ale tata mówi, że jestem za mała – znowu posmutniała. Być może nie interesowało to mężczyzny, ale musiała podzielić się z nim tą uwagą.
Jednak kolejne pytanie sprawiło, że jej humor nagle się zmienił. Uwielbiała opowiadać o swojej przytulance i traktowała go jak żywego człowieka. Naprawdę pytał ją o niego? Natychmiast podniosła głowę, jakby dumniej. Tylko czy aby nieznajomy był na to gotów?
Babcia… Babcia powiedziała, że pan Królikowski musiał do nas przyjść. Pracował z mamą jako lekarz! Mama musiała chodzić do pracy i zostawiała mnie u babci! Pan Królikowski powiedział, że się mną zao… – jak się to mówiło? – …piekuje w zamian za mamę! – zaczęła entuzjastycznie. – Ale potem to ja się nim zao… zao… pieko… wałam! – uśmiechnęła się szeroko.
Tym szczęśliwsza wydawała się, kiedy magia zadbała o jej brudne kolanka. Tata nic nie będzie w stanie zauważyć! Podskoczyła radośnie i obróciła się wokół własnej osi. Rzadko kiedy zdarzało się jej coś podobnego!!! Ale uwielbiała, kiedy magia ją zaskakiwała!
Aetonana? – Zapytała zaskoczona i zainteresowana nowym słowem wypowiedzianym przez mężczyznę, bo nie wiedziała czym był aetonan. Uwielbiała przyswajać nową wiedzę, a w szczególności nowe nazwy. – Co to aetonan? – No i jak śmiał zaburzać jej wizję idealnego księcia! Ona po prostu widziała go w takiej roli i tyle! Nadęła policzki i wyglądała na odrobinę na zezłoszczoną. – Nieprawda! – Zakrzyknęła natychmiast, kiedy stwierdził, że byłby kiepski! – Pomógł pan panu Królikowskiemu! Rycerze z bajek tak robią! – Dodała natychmiast, wyraźnie przejęta negacją z jego strony.
Ale złość szybko jej przeszła. Bajka o dziewczynce, która wskoczyła za królikiem do nory wydawała jej się znajoma… ale nie pamiętała tytułu!
Naprawdę? – Zapytała natychmiast zaintrygowana. – Mama mi kiedyś opowiadała coś podobnego! Ale… ale… już nie pamiętam! – westchnęła ciężko i przytuliła mocniej swojego przyjaciela. – Jak to nic nie ma? – Dodała kolejne pytanie po chwili i zerknęła w stronę jaskini.
Natychmiast przytaknęła, kiedy mężczyzna poprosił o zaprowadzenie go do taty. Lubiła pomagać! Jeżeli ktoś o coś ją prosił, chętnie to robiła! A na przedstawienie się zareagowała dygnięciem, który nauczyła ją mama i babcia.
Dobrze, panie Keacie! – Odpowiedziała jak na rozkaz i wyciągnęła malutką dłoń w jego stronę. – Tylko… tylko… proszę nie mówić tacie o tym, co zrobił pan Królikowski! – poprosiła go błagalnie i zaświeciła swoimi oczętami niczym mały słodki kotek.

| Kokieteria na I shame
Amelia Moore
Zawód : sprzątam, zamiatam i pomagam
Wiek : 6
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Pan Królikowski wie wszystko
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8990-amelia-moore https://www.morsmordre.net/t8993-pani-krolikowska#270437 https://www.morsmordre.net/f181-oaza-skamielina https://www.morsmordre.net/t8997-a-moore#270523
Re: Jaskinie [odnośnik]02.08.21 17:47
Zdawała się zastanawiać nad jego słowami dłużej niż powinna; najpewniej nie zorientowałby się, że powiedział coś nie tak, gdyby nie dziecięce usta, które wykrzywiły się w smętną podkówkę.
- Ej, ej, ej, skąd ta mina, co? Wszystko dobrze się skończyło, to powód do uśmiechu, nie smutku - w gruncie rzeczy naprawdę nic się nie stało; na szczęście też powstrzymał się w porę przed entuzjastycznym dodaniem optymistycznego zawsze mogło być gorzej. Choć prawdziwe, to chyba nie były słowa, które powinna teraz usłyszeć.
Łzy emocji skrzyły się wciąż na twarzy dziewczynki, a ona sama pozostawała w lekkim szoku; chciał zająć jej myśli czymkolwiek innym - czymś, co odciągnęłoby jej uwagę od pogrzebanych, niezaistniałych najczarniejszych scenariuszy.
- Myślę, że jeśli ją poprosisz, to znajdzie dla ciebie chwilę i chętnie pomoże Panu Królikowskiego - w przypadku Lizzie czekanie na to, aż kobieta skończy zajmować się swoimi obowiązkami wydawało się zgoła bezcelowe - Dearborn była mistrzynią brania na swoje przeciążone barki wszystkich możliwych zadań, próbowała bowiem za wszelką cenę odciążyć innych - głównie kosztem samej siebie. - A sam fakt, że tak bardzo chcesz pomagać, dobrze o tobie świadczy - coś takiego chyba powinien powiedzieć? Wyrażając aprobatę, tym samym zachęcał ją do tego, żeby próbowała działać tak, jak może. Najlepiej w zakresie akceptowanym przez jej tatę, ale o tym akurat nie pomyślał - jest wiele osób, które w Oazie potrzebują pomocy, nie tylko Liz przydadzą się dwie pary dodatkowych rąk - dwie, bo był przecież także sprawca dzisiejszego zamieszania, z którym Amelka zdawała się nie rozstawać.
- Wyłącznie jako lekarz, czy czasem też jako uzdrowiciel? - ciągnął ten temat, jednocześnie odciągając małą jak najdalej od felernych jaskiń. I wszystkiego, co się w nich kryło. Bądź nie. - Zna się dobrze na magii? - bombardowanie pytaniami zadziałało - chyba koncentrowała się już wyłącznie na opowieści o swym króliczym druhu. - Tak dobrze, jak ty? - dodał jeszcze, z lekko uniesioną brwią przypatrując się, jak za sprawą dziecięcego czaru brudne kolana stają się czyste, a po upadku nie ma już ani śladu na jej ciele. Zdążył zapomnieć, jak bardzo wyjątkowa jest dziecięca magia.
- To koń, tyle że magiczny, ze skrzydłami... mogłabyś na nim wzbić się gdzieś bardzo wysoko, może nawet aż do samych chmur... nie bałabyś się? - rzucił przekornie, czekając na równie oburzoną deklarację, że wcale nie byłaby przestraszona. - Aż do nieba, tak jak na miotle - jako córka Billa musiała chyba sporo wiedzieć o Quidditchu.
- Nie znam się na tej robocie, ale brzmi całkiem poważnie. Zdradzisz mi, co taki książę musi jeszcze robić? Poza ratowaniem pana Królikowskiego? - oczywiście. - On mi zresztą nie wygląda na takiego, co często wpada w tarapaty... no i przecież ty się nim opiekujesz, nie nudziłbym się za bardzo? - nie był pewien, czy mała złapie kolejny haczyk, ale pozwolił sobie na te pytania; powoli zbliżali się już do chatki.
- Miała na imię Alicja... - niewiele więcej pamiętał - gdybyś chciała poznać jej historię, to przyjdź któregoś dnia do lad... pani Jordan, wiesz, która to? Zawsze ubiera się na fioletowo i nosi taki śmieszny kapelusz, a wysławia się jak królowa - ostatnie słowa karykaturalnie zaakcentował w Posh English, z lekkim uśmiechem. - Ona ma mnóstwo książek dla dzieci, sporo twoich rówieśników do niej przychodzi, czasem proszą o to, żeby coś im opowiedziała, a czasem chcą, żeby przeczytała im choć kilka stron. Może zgodzi się, żeby następnym razem przeczytać właśnie tę bajkę.
Nieco zaniepokoiło go to, że jej uwagę na powrót przyciągnęła jaskinia, i właściwie nie był wcale taki pewien, czy lepiej byłoby udawać, że to takie zwykłe, nudne miejsce, czy może powinien - znowu - ostrzec Amelię przed tym, jak bardzo było tam niebezpiecznie. A przynajmniej, jak bardzo niebezpiecznie mogło się stać, gdyby nie tylko jej pluszak uznał, że czas sobie pozwiedzać tajemnicze wnętrza. - To tylko skały, dziura w ziemi, ale lepiej wokół niej nie krążyć, żeby pan Królikowski przypadkiem tam nie wpadł - nie za łagodnie? Ostrzejsze słowa bardziej oddziaływały na wyobraźnię, aczkolwiek... Merlinie, takie rozmowy są bardziej wyczerpujące niż bezpośrednia walka.
- A może pan Królikowski sam mu o tym opowie? - podsunął po chwili, z lekkim, starannie ukrywanym rozbawieniem przyglądając się jej próbom powstrzymania go od powiedzenia czegokolwiek Williamowi.

pozwalam się kokietować Jaskinie - Page 2 3510499220



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Jaskinie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach