Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Elkstone
AutorWiadomość
Elkstone [odnośnik]13.02.20 19:38
First topic message reminder :

Elkstone

Elkstone - jeszcze do niedawna - było niewielką wioską położoną w Gloucestershire, liczącą jedynie dwustu mieszkańców. Wieś sama w sobie nie odznaczała się niczym specjalnym, będąc do cna mugolską; wokół nie rozrastała się magiczna roślinność, trudno było też spotkać tu jakieś magiczne stworzenia. Czarodzieje nie zatrzymywali się w tym miejscu na dłużej, nie tyle omijając je szerokim łukiem, co zwyczajnie nie mając powodu, by zainteresować się jego historią. Tego sentymentu nie podzieliły jednak anomalie - magiczny kataklizm, który w ubiegłym roku dotknął Wielką Brytanię, odcisnął swoje piętno również na Elkstone. Wioska została przez mieszkańców okrzyknięta przeklętą, a uciekający przed wybuchami magii mugole opuścili ją całkowicie - by nigdy już nie powrócić. Budynki zostały pozostawione same sobie, strasząc pustką okien, a wszelkie życie - nie licząc panoszącej się coraz śmielej, zdziczałej roślinności - na zawsze zdawało się opuścić to miejsce.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Elkstone [odnośnik]28.03.22 1:47
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]28.03.22 23:14
Zaklęcie Williama okazało się skuteczne, powietrze wokół czarodzieja drgnęło charakterystyczną silną aurą - silniejszą, niż powinno, perfekcyjnie złożona wiązka została rzucona z niezwykłą precyzją, nie pozostawiając żadnych wątpliwości względem swojej skuteczności. I rzeczywiście - kurz, który przed momentem okrywał regały, zniknął w paru miejscach. Nie wszędzie, wciąż okrywał porozrzucane narzędzia i stare słoje, lecz niektóre z nich nagle wydały się znacznie świeższe, nabrały żywszych kolorów, a czarodziej mógł dostrzec przez szkła piklowane warzywa. Ktoś zadał sobie sporo trudu, by ukryć tu zapasy jedzenia, nawet jeśli nie były bardzo imponujące. Kurz zniknął również z jednego z bocznych regałów, na którym znajdowały się głównie kuchenne naczynia i żeliwny kociołek, powód musiał być jednak inny: zaklęcie Steffena przesunęło regał na bok, odsłaniając przejście - w niewielkim schowku na miotły dało się dostrzec drabinę prowadzącą w górę. Klapa na górze była otwarta, prowadziła na parter budynku. Nic więcej się nie wydarzyło, szkatuła pozostała pusta, Steffen nie dostrzegł w niej żadnego dodatkowego wieka, jednak gdy przyglądał się jej wnętrzu, dostrzegał delikatne rysy pozostawione przez cos ostrego, a dymione szkło od wewnątrz okrywały w niektórych miejscach osmolone ślady.

Dziewczyna odwróciła się gwałtownie w kierunku Volansa na dźwięk imienia Dorothy, czarodziej mógł spojrzeć jej w oczy: piegowata okrągła twarz, rumiana od zimna , a może i zmęczenia, jednak większą uwagę zwracały jej jasne zielononiebieskie oczy, otwarte tak szeroko, jak gdyby ujrzała właśnie ducha; Volans mógł być pewien, że nie spodziewała się usłyszeć imienia czarownicy - i mógł być tego pewien równie mocno, jak tego, że imię to nie było jej obojętne. Wysoko uniesiona ruda brew mogła zdradzać zarówno zaskoczenie, jak i strach. Mina jednak zaraz stała się zaciekła, zaciśnięte usta zaszły gniewnym wyrazem, gdy z ust Volansa wydobyła się inkantacją zaklęcia, dziewczyna wysunęła różdżkę przed siebie, krzycząc:
- Protego! - Choć niepewna sylwetka, podobnie jak niezborne ruchy, zdradzały, że nie miała w walce dużego doświadczenia. Odnalazła w sobie jednak wystarczająco dużo determinacji, by osłonić się przed urokiem: srebrzysta starcza wchłonęła wiązkę zaklęcia, a ona odsunęła różdżkę na bok, teraz już z wyraźnym przerażeniem rozchylając usta - i pognała za zakręt. Dystans między Volansem a dziewczyną skrócił się jednak znacząco - kiedy znalazł się za rogiem, dzieliły go od niej nie więcej, niż trzy metry. Rzucenie zaklęcia kosztowało ją więcej skupienia, niż bardziej doświadczonego Moore'a.

Energia magiczna:
Volans: 40/50
Billy: 40/50
Steffen: 42/50

rzut na protego: tutaj
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]29.03.22 17:16
Rozglądał się na boki intensywnie, wyczuwając charakterystyczne drżenie otaczającej go przestrzeni i zdając sobie sprawę z tego, co oznaczało: magia musiała go usłuchać, a wypełniająca umysł determinacja – odegnać początkowe rozkojarzenie. Zacisnął mocniej palce na różdżce, raz jeszcze przesuwając wzrokiem po regałach, w pierwszej chwili nie dostrzegając w ich rozstawieniu żadnej różnicy – dopóki jego spojrzenie nie zahaczyło o jeden ze słoików. Zmarszczył brwi, podchodząc do niego, żeby przyjrzeć mu się bliżej, niemal stuprocentowo pewien, że jeszcze sekundę wcześniej pokrywała go warstwa kurzu na tyle gruba, że niemożliwym było odgadnięcie zawartości. Teraz widział ją wyraźnie, piklowane warzywa upchnięte w zalewie, oceniając po śladach na drewnie – przesuwane stosunkowo niedawno, może nawet dzisiaj. Cofnął się o krok, żeby przenieść wzrok na inne półki, z każdym oddechem dostrzegając coraz więcej oznak czyjejś bytności. Cicha nadzieja rozlała się za jego mostkiem, gdy uświadomił sobie, że ktoś jeszcze – oprócz Dorothy i jej synów – mógł przeżyć wydarzenia, jakie rozegrały się w wiosce. – Kurz na regałach t-t-też jest iluzją, Steffen – odezwał się, odwracając się przez ramię w stronę kuzyna, uprzednio uważnie wysłuchując jego słów. Marszcząc brwi, nadal próbował wysnuć z tego wszystkiego jakiś sens; odgadnąć, z czym – lub z kim – mieli tak naprawdę do czynienia. – Na p-p-półkach stoją słoiki z zapasami, ktoś schodzi po nie regularnie. A skoro okno było zabite d-d-deskamito musi istnieć inna droga, chciał powiedzieć, nim jednak zdążyłby wypowiedzieć zdanie do końca, regał przesunął się na bok, odsłaniając drabinę. – Dobra robota – rzucił krótko, przed ruszeniem w stronę wyjścia rzucając raz jeszcze okiem na szkatułę: pozostawała jednak całkowicie i niezaprzeczalnie pusta. – P-p-pójdę pierwszy – zadecydował, bardziej podbiegając niż podchodząc do drabiny; nie miał pojęcia, ile dokładnie czasu stracili w piwnicy, ale musieli odnaleźć Volansa oraz człowieka, za którym pobiegł. – Myślę nad tym, co p-p-powiedziałeś – że klątwy mogły nałożyć dwie różne osoby – podjął, nie zatrzymując się jednak ani na moment; wraz z każdym słowem pokonując kolejne szczeble drabiny. – Może te p-p-pułapki w ogóle nie były przeznaczone dla nas, tylko właśnie dla ludzi, którzy nałożyli p-p-pierwszą klątwę. Może – ciągnął, docierając na samą górę przejścia i opierając dłonie na krawędzi podłogi, żeby się podciągnąć – mieszkańcy m-m-myślą, że Dorothy wpadła w ich ręce, nie w nasze. I p-p-przygotowali się na to, że tu wrócą. Po kamień – albo po nich. – Może zakapturzona postać zwyczajnie przyszła sprawdzić, kto wpadł w zasadzkę – nie zdając sobie sprawy, że intruzi nie zdążyli jeszcze zejść do piwnicy. Huk, którego narobiło uderzające w ogrodzenie wiadro mógł z większej odległości brzmieć jak zaciskające się wnyki. – Dasz radę? – rzucił, gdy udało mu się już stanąć na własnych nogach na parterze budynku; rozejrzał się uważnie, starając się dostrzec wyjście, najlepiej to prowadzące na tyły – w kierunku, w którym pobiegł jego brat. Ruszył przed siebie od razu, na tyle szybko, na ile pozwalała mu ograniczona przestrzeń, popychając każde drzwi lewą dłonią; prawą – zaciśniętą na różdżce – unosząc przed siebie. – Homenum revelio – wypowiedział, nie po to, by odszukać ewentualnych mieszkańców domu – a żeby sprawdzić, gdzie aktualnie mógł znajdować się Volans, wyznaczyć w ten sposób kierunek; nie zatrzymywał się przy tym, wiedząc, że Steffen nie potrzebował jego pomocy.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Elkstone [odnośnik]29.03.22 17:16
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 19
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]29.03.22 20:15
-Tutaj coś było. Na dnie są ostre rysy, jakby pozostawione przez kryształ lub kamień i... wydaje się osmolone? Dorothy nie mówiła nic, by ten kamień był... niebezpieczny? - zmarszczył brwi, przełykając ślinę. Może osmolone ślady nie wzbudziłyby podobnego niepokoju w kimś innym, ale Steffen nie mógł odpędzić sprzed oczu makabrycznego (dla animaga) obrazu osmalonych szczurzych kości, które widział w domu. -Widziałem osmalone szczurze kości, tam na górze. Niedaleko przejścia na strych. Nie wiem, co mogło się stać, samo miejsce nie wyglądało na spalone. Potem wróciłem do was i nie rozglądałem się już dalej. - przyznał, odkładając szkatułę.
Zmrużył lekko oczy, odruchowo spoglądając na półki. Kurz wciąż był dla niego realistyczną iluzją, ale wierzył słowom Billy'ego - wiedział, jak działało zaklęcie, które właśnie rzucił kuzyn. Mógłby przyjrzeć się półkom jeszcze uważniej, próbując przełamać iluzję, ale Billy opisał wszystko precyzyjnie, nie było co tracić czasu.
-Myśilsz, że to Prastigiatio? - zastanowił się, myśli odruchowo pomknęły w kierunku transmutacji. Jeśli tak, to ten ktoś - albo grupa ludzi - umiał nakładać proste klątwy, znał więcej niż podstawy transmutacji (Prastigiatio było przecież stosunkowo proste, ale nie banalne, wymagało zrozumienia tej dziedziny magii) i... zabezpieczył dom sidłami na garborogi, a niczym, co wykazałoby Carpiene? Wszystko to wydawało się bardzo pośpieszne, bardzo chaotyczne. Choć do nakładania nawet podstawowych pułapek potrzeba było dość zaawansowanej znajomości magii, to przecież czarna magia i runy to też nie przelewki - myślał, podążając za kuzynem do znalezionego zaklęciem przejścia, słuchając jego teorii i pokonując za nim szczeble drabiny. Przez myśl przeszło mu, że chyba włożył w Dissendium odrobinę za mało energii - czy przejście było ukryte na tyle nieudolnie, by otworzyć się nawet wobec słabego przepływu magii? To wszystko faktycznie nie zgadzało się z klątwą Stosu, ale...
-...sam nie wiem, Billy. - westchnął. -Ufasz... ufasz tej Dorothy? Bo gdyby tutaj były same sidła, pułapka, iluzja, zgodziłbym się z tobą - że ktoś chce się ochronić. Ale ta klątwa, choć nałożona nieudolnie, wciąż była klątwą. Musiał nałożyć ją ktoś, kto zna czarną magię. - tłumaczył trochę gorączkowo, wspinając się za kuzynem. Czy rozumiał...? Może nigdy nie musiał myśleć o sprawach, które zajmowały głowę ambitnego łamacza klątw - o tym, że wystarczy przekroczyć granicę, nałożyć się samych podstaw i... Rozumując tym tokiem można dojść do wniosku, że nie każda klątwa jest bezsprzecznie zła, że można wysłać Morganie Selwyn list obłożony klątwą Srebrnej Nici i zrujnować jej fryzurę, runę Fehu wplatając w pozdrowienia od lorda Archibalda (ciekawe, czy by się zgodził...), a potem posunąć się jeszcze do paru psikusów i...
Dlatego nigdy nie przekroczył tej granicy. Czarna magia to czarna magia. Zła. Plugawa. Uzależniająca. Musiał o tym pamiętać i musiał w to wierzyć, by nigdy nie dać się pociągnąć wrodzonej ciekawości (i złośliwości). -Nie ufam czarnoksiężnikom. - wymamrotał niepewnie, nie wiedząc nawet, że być może poznał już w życiu osoby znające same podstawy tej zakazanej dziedziny. Nie był aurorem ani policjantem, nie rzucał Festivo na prawo i lewo, do niedawna nie wierzył nawet, że kiedykolwiek stanie z czarnoksiężnikiem oko w oko - a potem jeden, chłopak w jego wieku, próbował rzucić w niego Crucio. Potem cholerny Alphard Black próbował zabić Hannah. Wtedy zniknęły odcienie szarości, a Steff zaczął się bać, że nikt używający czarnej magii, nawet ci szkolący się w jej podstawach jedynie dla chorej ciekawości, nie był i nigdy nie będzie dobry. -A ta klątwa - jeśli dobrze odczytałem runy, to owocowałaby niekończącym zmęczeniem. Nie zabiłaby nikogo, ale to okrutne.
-Dam. - mruknął, choć zasapał się nieco ze względu na sam monolog. Wierzył, że Billy rzucił Homenum Revelio bezbłędnie - szczególnie, że przed chwilą rzucał bardziej skomplikowane Veritas Claro. Samemu zaczął się rozglądać, ale wzrok zawiesił na kuzynie - gdzie jest Volans, czy wszystko w porządku? Jeśli któryś z ich dwójki miał szanse szybciej wybiec przed dom, to Billy - był silniejszy, szybszy.
-Pomogę ci trochę, dobrze? Cito. - mruknął, kierując różdżkę na kuzyna. Nie wiedział, na ile Moore przywykł do bycia pod działaniem transmutacji (samemu już się do tego przyzwyczaił), więc zdecydował się na najłagodniejszą wersję wariantu zaklęcia - nie chciał go dodatkowo skołować zbyt wielkim przyśpieszeniem ruchów, a jedynie ułatwić mu przeszukiwanie domu.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Elkstone [odnośnik]29.03.22 20:15
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 13
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]30.03.22 2:55
To, że dziewczyna odwróciła się w jego kierunku, dało mu do zrozumienia, że ona wiedziała, kim jest Dorothy, najpewniej przez przebywanie razem w tej przeklętej wiosce, w tym domu bądź przez wspólne zaangażowanie w ochronę zawartości skrzyni po którą tu przyszli. Wszystko po trochu.
Jestem z Zakonu Feniksa! Znalazłem Dorothy razem chłopcami, pomogłem im znaleźć bezpieczne schronienie i znalazłem dla nich uzdrowiciela! Jesteśmy tu dla niej! — Zawołał za nią, pomiędzy ciężkimi oddechami. Trochę już biegał za tym dziewczęciem, będąc ubranym stosownie do obecnej pory roku. Czyli za ciepło na szaleńczą bieganinę wokół tego domu. Żaden z niego maratończyk.
Zobowiązał się do tego, że nie zaatakuje. Rzucone zaklęcie nie czyniło nikomu fizycznej krzywdy. Nawet, jeśli obroniła się zaklęciem tarczy, rzucone przez niego zaklęcie nie okazało się bezużyteczne, gdyż dziewczyna zwolniła i był w stanie skrócić dzielący ich dystans do trzech metrów.
Chcę tylko porozmawiać! Pewnie będę tego żałować... Ascendio! — Zakrzyknął. Postanowił też wykorzystać magię, jeszcze bardziej chcąc zmniejszyć dystans między nimi i zagrodzić jej drogę. W tym celu znów wymierzył różdżką w ślad za nią, przesuwając ją nieco w prawo tak by nie wpaść na nią tylko zagrozić jej drogę. Oby było warto.

Rzucam k100 na Ascendio (ST 55)
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Elkstone [odnośnik]30.03.22 2:55
The member 'Volans Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 85
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]02.04.22 0:07
William przywołał zaklęcie wykrywające obecność, lecz nie wyczuł magii, a brak sygnalizacji obecności nawet znajdującego się w pobliżu Steffena zdradzał, że czar nie odniósł oczekiwanego efektu. Być może to wspomnienie pustej szkatuły wciąż dekoncentrowało obu czarodziejów - Steffen bowiem, usiłując przyśpieszyć ruchy Williama, również poniósł porażkę. Wiązka rozproszyła się w powietrzu i nie przywołała oczekiwanego efektu. Być może jednak wyczucie obecności Volansa nie było wam aż tak potrzebne - w tej samej chwili dostrzegliście jego sylwetkę prześlizgującą się za dwuskrzydłowym oknem tuż przed wami i mogliście też usłyszeć część wypowiedzianych przez niego słów. Zwracał się w lewą stronę - tam musiało znajdować się wasze towarzystwo. Okno było brudne i poszarzale, drewniane witryny wyszczerbione, ale nie przeszkadzało w obserwacji widoku, otworzenie go mogło kosztować odrobinę siły, ale nie było wyzwaniem. Mogliście dołączyć do Volansa - i ujrzeć odsłoniętą zarumienioną drobną buzię dotychczas zakapturzonej postaci.

Uciekająca dziewczyna obejrzała się przez ramię prosto na Volansa, kiedy wspomniał o Zakonie Feniksa, otworzyła szerzej oczy, a w jej źrenicach odbijało się głównie zagubienie. Może któreś z wypowiedzianych przez niego słów wzbudziło jej niepokój, a być może nie uwierzyła w żadne z nich, ale jej jedyną reakcją było zaciśnięcie drobnych ust i rzucenie się w dalszy szaleńczy bieg. Volans wiedział, że jeśli nic nie zrobi, straci ją bezpowrotnie - ale nie pozwolił na to, jego reakcja była szybka. Zdecydował się na ryzykowny krok. Wypowiedział inkantację ascendio, wiązka zaklęcia błysnęła w powietrzu jasnym błękitem i w jednej chwili starszy z braci Moore poczuł, jak niewidzialna moc ciągnie go w przód w przeraźliwie szybkim tempie, moc urwała się nagle, a Volans potrzebował chwili, by odnaleźć równowagę po gwałtownym ruchu. Dopiero po wzięciu paru oddechów mógł się zorientować, co zadziało się w tym czasie wokół niego: wyprzedził dziewczynę, która - zszokowana - stanęła w miejscu, spoglądając na niego szeroko otwartymi oczyma i cofając się niepewnym krokiem. Volans nie zaszedł jej drogi, zaklęcie zostało wycelowane po skosie, tak, by w nią nie uderzył - przeciągnęło go jednak w pewnej odległości od niej, pozwalając ją osaczyć. To najwyraźniej wystarczyło, żeby ją zatrzymać. Przyprószone opadającym śniegiem rude włosy kontrastowały z zabiedzonym płaszczem, dziewczyna przecząco pokręciła głową.
- Chłopcy - szepnęła, chyba bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego. Jej drobna dłoń nieustępliwie zaciskała się na rękojeści trzymanej różdżce, lecz w gestach dało się poznać niepewność. Była przestraszona, nie wyglądała na niebezpieczną. - Co mówiła Dorothy? - zapytała po chwili, w jej oczach błysnął promień nadziei. Nie dostrzegała czarodziejów pozostających po drugiej stronie okna, musiała ich nie usłyszeć, jednak oni zarówno widzieli, jak słyszeli dziewczynę.

Energia magiczna:
Volans: 40/50
Billy: 38/50
Steffen: 39/50
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]02.04.22 14:35
Nie – odparł od razu w odpowiedzi na pytanie Steffena, ale zanim jeszcze głoski zdążyłyby na dobre ucichnąć, zalały go wątpliwości. Zmarszczył brwi, usiłując sobie przypomnieć, co dokładnie na temat kamienia mówiła Dorothy, lecz im mocniej próbował, tym więcej szczegółów mu uciekało, rozmywając się w pośpiechu kolejno następujących po sobie wydarzeń. – N-n-nie wiem. Chyba nie. Była bardzo zdenerwowała, m-m-mówiła chaotycznie – wyjaśnił. Chociaż przez moment miał wrażenie, że historia zbudowana wokół tajemniczego kamienia zaczyna składać się w całość, to kolejne podsuwane przez kuzyna elementy nijak nie pasowały do tej układanki. Z osmalonych śladów na wnętrzu szkatuły nie był w stanie wysnuć żadnego sensu, podobnie jak ze spopielonych szczurzych kości; podejrzewał, że w pewnym sensie mogło mieć to związek ze wspomnianą przez Steffena klątwą, która powodowała, że wszystko stawało w płomieniach, ale zbyt słabo rozumiał jej działanie, by potwierdzić bądź zaprzeczyć tej teorii. Zresztą: dlaczego ogniem zająć miałby się wyłącznie kamień, podczas gdy wszystko dookoła wyglądało na nienaruszone?
Spytany o naturę zaklęcia, wzruszył ramionami. – Chyba tak – odparł; nie zastanawiał się zbyt długo nad tym, jak powstała mamiąca wzrok iluzja, wystarczyła mu sama świadomość jej istnienia. Nie odzywał się przez chwilę, skupiony na przedostaniu się na górę, odzywając się dopiero, gdy udało mu się oprzeć nogi o górny podest. – Nie wiem, Steffen – odpowiedział na wydechu, wypuszczając powietrze z płuc. – Widziałem ją t-t-tylko raz, dzisiaj – ale jej słowa wydały mi się szczere. Nie wierzę, że chciała wpędzić nas w p-p-pułapkę, ona… – Pokręcił głową, gubiąc myśl; w pamięci wciąż miał błagalny wzrok kobiety, dłoń zaciśniętą na przedramieniu, cichnący stopniowo głos; chciała pomóc synom, nie zależało jej na zemście – był tego niemal pewien. Przełknął ślinę. – Może ktoś p-p-pomagał tym ludziom, może zaufali niewłaściwej osobie. Może byli zdesperowani. Może… – zaczął – ale urwał, nie odpowiadając już na ostatnie słowa Steffena, bo przebiegający tuż za oknem cień skutecznie odwrócił jego uwagę. Magia, która miała wskazać mu Volansa, rozpierzchła się, ale wyglądało na to, że wcale jej nie potrzebował – bo gdy przyspieszonym krokiem zbliżył się do brudnej szyby, jego spojrzenie zatrzymało się na dwóch sylwetkach, z których jedna była znacznie drobniejsza i niższa.
Rzucił kuzynowi porozumiewawcze spojrzenie, upewniając się, że on również widział – a później dając sobie dokładnie pięć sekund na ocenę sytuacji. Przez szkło docierały do niego słowa, ciche, stłumione, mimo to: możliwe do rozróżnienia: Dorothy, chłopcy – zatrzymał wzrok na dziewczynie, zdania wypowiadane przez Volansa wydawały się nie być dla niej bez znaczenia – i chociaż w innych okolicznościach wzbudziłoby to jego niepokój, to niemal wszystko w aparycji nieznajomej – od rudego warkocza, przez wysłużony płaszcz, po dźwięczące w głosie emocje – sprawiało, że nie był w stanie dostrzegać w niej wroga. Czy to było możliwe, by wydarzenia w wiosce przetrwało więcej osób – ludzi, których Zakon Feniksa przeoczył? – Wyjdźmy p-p-pojedyczo, nie chcę jej przestraszyć – powiedział cicho do Steffena, jednocześnie wkładając różdżkę we wszyty po wewnętrznej stronie kurtki uchwyt. Okno wyglądało na nieotwierane od dawna, potrzebował obu rąk do pchnięcia okiennic, poza tym – mieli przed sobą po prostu młodą dziewczynę.
Siłowanie się z zaśniedziałym mechanizmem zabrało mu chwilę, w końcu jednak klamka zgrzytnęła i obróciła się, a popchnięte drugą ręką skrzydło odskoczyło, otwierając się na oścież. Nie czekał na reakcję, od razu opierając obie dłonie na parapecie i podciągając się na niego, żeby przełożyć nogi na drugą stronę i miękko na nich wylądować. – Nie bój się – odezwał się szybko, zapobiegawczo unosząc w górę ręce, żeby pokazać nieznajomej, że nie trzymał w nich broni. – Nazywam się William Moore, w środku jest jeszcze nasz k-k-kuzyn. Przyszliśmy tutaj na p-p-prośbę Dorothy – powiedział, niejako potwierdzając słowa Volansa. Obserwował twarz dziewczyny uważnie, starając się odszukać w niej jakąkolwiek zapowiedź planowanej ucieczki, robiąc ostrożny krok do przodu. – Ona i chłopcy są bezpieczni. Wskazała nam to m-m-miejsce, żebyśmy odnaleźli srebrny kamień – z tego, co rozumiem, p-p-potrzebuje go dla syna? – wyjaśnił, choć na ostatnich głoskach zatańczyło pytanie; spojrzał pytająco na rudowłosą, jakby spodziewał się potwierdzenia. – W piwnicy znaleźliśmy szkatułę, ale p-p-pustą. Czy wiesz, co stało się z tym, co było w środku? – zapytał, póki co nie wspominając o wnykach ani klątwie. Zrobił jeszcze jeden krok do przodu, gdy kolejna myśl uderzyła go w tył głowy. – Myśleliśmy, że nikt więcej nie p-p-przeżył – przyznał. – Jak masz na imię? – Być może od tego powinien był zacząć. – Jak wielu was jest? P-p-potrzebujecie pomocy? – dopytywał, pozwalając, by głoski zabarwiła troska, nie potrafiąc oprzeć się wrażeniu, że na miejscu nieznajomej mogłaby równie dobrze stać ich młodsza siostra. Czy musiała się ukrywać? Zgromadzone w piwnicy zapasy były skromne, z pewnością nie miały wystarczyć na długo.


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Elkstone [odnośnik]02.04.22 20:09
Pokiwał głową, nie ciągnąć już Billy'ego za język, skoro ten wiedział niewiele więcej. Kuzyn wydawał się przeświadczony o dobroci i niewinności ukrywających się tu ludzi, a Steffen pragnął mu wierzyć i też cisnęło mu się na usta, że być może mieszkańcy zaufali niewłaściwej osobie - ale nie mówił już nic więcej, bo jedynie zaczną sami wątpić i panikować. Miejsce i tak wydawało się dziwnie groźne, a to nie ułatwiało skupienia, nie chciał dodatkowo nakręcać własnej wyobraźni i się stresować. I tak musiał się zestresować, skoro nie zdołał się skupić nawet na banalnym Cito.
Gdy Billy siłował się z oknem, Steffen omiótł uważnym spojrzeniem dziewczynę. Faktycznie nie wydawała się groźna, ale... miał kilka sekund, dziwnie mu było stać bezczynnie i chciał odwdzięczyć się kuzynom za magiczne wsparcie, które umożliwiło mu zdjęcie klątwy. Wyjdzie z okna pojedynczo, zaraz po Billym, a na razie wymamrotał pod nosem:
-Magicus Extremos. - chcąc wesprzeć Volansa i Williama, na wszelki wypadek. Stał za Billym, różdżkę miał opuszczoną, by nie wydawało się, że celuje w dziewczynę. Teraz przezornie zaciskał na niej palce, ale schowa ją gdy będzie wychodził przez okno.

przepraszamzadługość


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Elkstone [odnośnik]02.04.22 20:09
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 44

--------------------------------

#2 'k8' : 8, 4, 3, 3, 3, 5, 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]02.04.22 22:26
Gonitwa za tą dziewczyną zdawała się nie mieć końca, jednak nie zamierzał się poddać. Wypowiedziane przez niego słowa okazały się nad wyraz trafne. Nie sposób było się przygotować się na coś takiego. Podczas pokonywania dzielącego ich dystansu w przeraźliwie szybkim tempie miał wrażenie, że żołądek podszedł mu do gardła. Utrzymanie równowagi nie było takie proste. Po tej bieganinie i po tej szalonej przejażdżce nie miałby nic przeciwko choć krótkiemu odpoczynku. Nie był na to czas i miejsce na spoczęcie na laurach. Zatrzymanie dziewczyny było połową sukcesu.
Dopiero w tym momencie miał możliwość przyjrzenia się rudowłosej. Na pewno przydałby się jej nowy płaszcz. Przez myśl mu przeszło, że musiała przebywać tutaj jakiś czas. Jak sobie radziła? Czy była tutaj wcześniej – w dniu, w którym odnaleźli Dorothy i chłopców? To był zaledwie ułamek pytań, które powinien jej zadać.
Odwrócił głowę w stronę domu, w którym przebywali jego brat i kuzyn. Tym bardziej, że usłyszał jak ten pierwszy zaczyna się siłować z mechanizmem okna. W końcu opuścili ten budynek i stanęli obok niego. Docenił to, że Steffen wsparł ich tym zaklęciem.
Proszę, nie miej mi za złe tego, że cię goniłem oraz użyłem zaklęcia spowalniającego — Zwrócił się do dziewczyny, gdy nieco odsapnął i zorientował się w opanowanej dopiero co sytuacji. Trudna sytuacja, w którą byli wszyscy zamieszani, nie zwalniała go z okazywania uprzejmości i odpowiedniego zachowania. Może to pomoże przełamać pierwsze lody. Dostrzegał, że była przerażona. W żaden sposób nie zamierzał jej skrzywdzić. — A ja Volans Moore — Dodał tuż po tym, jak Billy przedstawił się tej dziewczynie. Jego brat zadawał bardzo stosowne pytania. Sam chciał poznać na nie odpowiedzi.
Wiesz może, do czego dokładnie służy ten kamień? Od Dorothy nie otrzymaliśmy zbyt wiele informacji na ten temat — Poruszył temat właściwości tego kamienia. Informacje przekazywane przez matkę chłopców nie były szczególnie precyzyjne. Uzyskanie odpowiedzi na to pytanie mogło nadać sensu ich działaniom oraz wyjaśnić fakt użycia tych wszystkich zabezpieczeń, w tym klątwy.
Dorothy wspominała o Benie, Alice, Paulu, Olgierdzie, Monie... ta ostatnia mieszkała z Dorothy i dziećmi — Powtórzył po chwili zasłyszane na Wrzosowisku imiona. Liczył, że mają do czynienia z Alice albo Moną. Miał nadzieję, że pozostali ludzie, których wymienił z imienia żyją i będą mogli im pomóc. Pokiwał głową zgadzając się ze słowami brata. — Jak możemy wam pomóc? — Dopytał również z troską. Sama nieznajoma z pewnością potrzebowała porządnego i gorącego posiłku. Przynajmniej na początek.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Elkstone [odnośnik]03.04.22 21:59
Wpierw odezwał się William, czarodziej bez trudu otworzył okno i lekkim ruchem znalazł się po drugiej stronie, dziewczyna nie wydawała się zaskoczona - wiedzieliście, że widziała was już wcześniej - ale z pewnością była nieco spłoszona waszą liczną przewagą, cofnęła się pół kroku i uniosła wyżej różdżkę, jej rumiana od zimna buzia pobladła mocniej, a zaciśnięte usta stworzyły wąską kreskę. Ale nie uciekła - słuchała. Otworzyła szerzej oczy i cofnęła się kolejne pół kroku, gdy z wnętrza budynku, przez otwarte okno, dobiegła ją werbalna inkantacja zaklęcia, William i Volans w tej samej chwili odczuli wzmocnienie: szybko zorientowali się też, że zbrojenie się przy wystraszonej dziewczynie nie było rozsądne. Obaj bracia doskonale dostrzegali emocje wypisane na jej twarzy - przypominała spłoszoną sarnę, w każdej chwili gotową do ucieczki. Słuchała dalej, przenosząc wzrok na Volansa. Bezwiednie rozchyliła usta, kiedy zaczął wymieniać imiona.
- Ona... ona nie wie nawet... - zaczęła bez przekonania, kręcąc głową, mówiąc chyba bardziej do siebie, niż do swoich towarzyszy. Jej dłoń z różdżką opadła, oplotła ciało ramionami, w zamyśleniu pochylając głowę. - Ja... my nie wiedzieliśmy, myśleliśmy że... że ona nie żyje... że chłopcy... - Pokręciła głową raz jeszcze, zbierając myśli, na krótki moment utkwiła wzrok gdzieś na odsłoniętym horyzoncie. Spojrzała na was ponownie dopiero po chwili. - Była noc, kiedy przyszli. - Jej głos drżał, ale w tonie jej głosu wybrzmiewał głównie gniew. Musiało minąć już dość czasu, by dziewczyna pogodziła się z tymi zdarzeniami. - Paul zginął pierwszy, sprzeciwił się otwarcie. Mona stanęła u jego boku, odeszli razem. Olgierd... to mój tata... próbował wziąć odwet i... - Zacisnęła usta mocniej, zeszklone oczy ukrywały łzy. - Bena i Alice obezwładnili. Zabrali ich... zabrali ich razem z kamieniem, uznali, że pomogą im... - Zawahała się, jakieś słowa cisnęły jej się na usta, lecz zatrzymała je w pół dźwięku. - Szkatuła... W środku był kamień, którego szukacie. Ukradli go. Tak po prostu go zabrali. Nie od razu, na budynku była potężna klątwa - ale ktoś ją ściągnął. Wrócili po łupy, byłam z nimi i... drzwi do budynku były otwarte... i wtedy go zabrali... Nie wiem... nie wiem o nim za dużo. Bena i Alice trzymają w niewoli, razem z paroma osobami z wioski. Traktują nas jak swoją... służbę. - Cień w źrenicy zdradzał mroczną stronę tej niewoli. - Jestem Myrtle. Dorothy... Dorothy przysłała was po kamień? Przyjdziecie po niego? Musicie wejść do obozowiska, ale.... ale to szaleństwo. Ja... ja mogę wam pomóc, wprowadzę was tam. Kamień... on nie może u nich zostać, musi wrócić do Dorothy. Co jakiś czas wysyłają mnie po zapasy, wiedzą, że wrócę, bo... - Ściągnęła brew, o tym nie chciała mówić. - Nigdy nie straciłam nadziei. Zawsze wtedy zachodzę na chwilę tutaj, miałam nadzieję, że spotkam tu Dorothy, że nam pomoże... Ale spotkałam tylko was. Kończy mi się czas, muszę wracać. Ale następnym razem, błagam, wszystko przygotuję, podprowadzę was pod obóz albo... albo przygotuję mapę... nie wiem... - Przetarła dłonią skroń, cokolwiek się tutaj wydarzyło, była na to za młoda, tak jak za młoda była na tę rozmowę. Ciężar odpowiedzialności zaczynał ją wyraźnie przerastać. - Powiedzcie tylko, gdzie... gdzie was znajdę, gdzie mam szukać? - Szeroko otwarte oczy wydawały się teraz bardziej ufne, pełne nadziei - dziewczyna sprawiała wrażenie, jak gdyby nie miała już nic do stracenia.

Energia magiczna:
Volans: 40/50
Billy: 38/50
Steffen: 37/50

Magicus extremos 1/3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]03.04.22 23:42
Zatrzymał się w miejscu od razu, instynktownie reagując na nerwowe wycofanie się dziewczyny; dostrzegał jej przerażenie, lęk odbijający się w otwartych szeroko oczach, pogłębiający się jedynie, gdy zza okna dobiegła inkantacja zaklęcia. – Proszę – powiedział cicho, przez cały czas nie opuszczając uniesionych rąk, dłonie obracając wnętrzem do przodu – chcąc dać jej poczucie, że nic nie groziło jej z jego strony. Trzymała w ręku różdżkę, on swoje miał puste. – Volly – różdżka chyba nie będzie ci p-p-potrzebna – zasugerował, rzucając krótkie spojrzenie bratu. Jeśli chcieli zdobyć zaufanie dziewczyny, musieli najpierw udzielić jej kredytu na własne.
A później już tylko słuchał – rozluźniając mięśnie chwilę po tym, jak zaciskana w drobnych palcach różdżka skierowała się w stronę ziemi. Coś ścisnęło się za jego mostkiem na widok znajomego gestu: stojąc tam przed nimi, z ramionami oplatającymi ciasno klatkę piersiową, dziewczyna w jakiś trudny do opisania sposób kojarzyła mu się z jego córką – w tych zdarzających się od czasu do czasu chwilach, w których budziła się w środku nocy z sennego koszmaru. Miał ochotę ją pocieszyć, powiedzieć, że wszystko będzie w porządku, i że ją stąd zabiorą – ale im dłużej jej słuchał, tym mocniej rozumiał, że byłyby to puste obietnice. – K-k-kim są oni? Wiesz może? – zapytał, próbując otrząsnąć się z historii o wrogach przychodzących tu w środku nocy, zabijających ojców, córki, siostry; gniew dźwięczący w głosie rudowłosej zdawał się rezonować gdzieś w jego własnej klatce piersiowej, mimo że teoretycznie nic z tego, co mówiła, nie było dla niego nowością. Wojna trwała już zbyt długo, zbyt wiele już wszyscy widzieli – obojętniejąc z dnia na dzień na rzeczy, które powinny budzić w nich furię. – Jak wielu ich jest? – Czy mierzyli się z grupą kilku osób, czy zorganizowaną szajką? Mroczny cień odbijający się w spojrzeniu dziewczyny sprawił, że coś wywróciło mu się w żołądku; co jej tam robili, co czego ją zmuszali? – Myrtle – odezwał się, robiąc krok do przodu – powoli, wciąż nie próbując nawet sięgnąć po różdżkę. Chciał dowiedzieć się więcej, na usta cisnęła mu się co najmniej setka pytań – ale po raz kolejny tego dnia nie mieli czasu; nie chciał jej narażać, przedłużająca się nieobecność z pewnością miała zwrócić uwagę ludzi, którzy ją uwięzili. – P-p-posłuchaj – poprosił, gorączkowo myśląc nad planem; podanie jej adresu domu w Irlandii nie miało sensu, nigdy nie dotarłaby tam tak szybko, by wrócić do obozowiska na czas. – Zostawimy szkatułę w p-p-piwnicy. Nikt nie wie, że klątwa została zdjęta, nikt inny nie p-p-powinien więc próbować jej otworzyć. Posłuży nam za skrzynkę k-k-kontaktową. Za kilka dni zostawię w niej p-p-pergamin i ołówek, następnym razem, kiedy wyślą cię po zapasy – spisz na nim w-w-wszystko, co wiesz. Wszystko, co mogłoby nam ułatwić zap-p-planowanie odbicia was i kamienia z obozowiska: gdzie was t-t-trzymają, jak wyglądają, gdzie w-w-wystawiają straże. W ten sam sposób p-p-podam ci datę spotkania, postaram się też o inną pomoc. Kiedy wracasz do w-w-wioski – przeszukują cię? Jesteś w stanie wnieść tam d-d-drobny przedmiot, przedmioty? – pytał, przez cały czas walcząc ze sobą, żeby zwyczajnie jej stąd nie zabrać. Wysyłanie jej z powrotem do obozowiska – do oprawców, do ludzi, którzy zabili jej ojca i wywlekli ją z własnego domu w środku nocy – wydawało mu się nieludzkie; gdy o tym myślał, robiło mu się niedobrze – ale wiedział, że jeśli mieli szansę ocalić więcej istnień, to musieli z niej skorzystać. – Dzisiaj nie mam wiele – przyznał, jednocześnie sięgając dłonią do wewnętrznej kieszeni kurtki, żeby wyłuskać z niej jedną z trzech tkwiących tam fiolek; zerknął przelotnie na etykietę, zanim ułożył flakonik na dłoni, robiąc kolejny krok w stronę Myrtle i wyciągając u niej rękę. – To eliksir k-k-kameleona. Jeśli coś poszłoby nie tak – jeśli p-p-poczułabyś, że coś ci grozi, wypij to i uciekaj. Na k-k-kilka chwil staniesz się niewidzialna – powiedział, żałując jednocześnie, że póki co mógł jej dać tylko tyle. Miksturę – i obietnicę, że Zakon Feniksa nie zostawi ich samym sobie.

| przekazuję Marcie eliksir: kameleon (1 porcja, stat. 46) ze swojego ekwipunku


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Elkstone
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach