Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Elkstone
AutorWiadomość
Elkstone [odnośnik]13.02.20 19:38
First topic message reminder :

Elkstone

Elkstone - jeszcze do niedawna - było niewielką wioską położoną w Gloucestershire, liczącą jedynie dwustu mieszkańców. Wieś sama w sobie nie odznaczała się niczym specjalnym, będąc do cna mugolską; wokół nie rozrastała się magiczna roślinność, trudno było też spotkać tu jakieś magiczne stworzenia. Czarodzieje nie zatrzymywali się w tym miejscu na dłużej, nie tyle omijając je szerokim łukiem, co zwyczajnie nie mając powodu, by zainteresować się jego historią. Tego sentymentu nie podzieliły jednak anomalie - magiczny kataklizm, który w ubiegłym roku dotknął Wielką Brytanię, odcisnął swoje piętno również na Elkstone. Wioska została przez mieszkańców okrzyknięta przeklętą, a uciekający przed wybuchami magii mugole opuścili ją całkowicie - by nigdy już nie powrócić. Budynki zostały pozostawione same sobie, strasząc pustką okien, a wszelkie życie - nie licząc panoszącej się coraz śmielej, zdziczałej roślinności - na zawsze zdawało się opuścić to miejsce.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Elkstone [odnośnik]02.06.21 15:28
Przemierzałam Anglię na miotle przez grudniowe popołudnie, które doskwierało mi zimnem. Czarny płaszcz ze skóry był już nieco zniszczony przez lata, ale dobrze chronił przed zimnem. Podszewka przedarła się jakiś czas temu w okolicach biodra, ale nie miałam jeszcze czasu, aby dać to do zszycia. Zresztą, w niczym to nie przeszkadzało. Pochyliłam się do przodu, aby miotła przyspieszyła. Uwielbiałam ten wiatr we włosach, chociaż te były teraz związane w ciasny kok i nie odstawały na boki. Podmuchy mroźnego powietrza wpadały mi do nosa, pod powieki i do uszu, ale nic nie wskazywało na to, abym miała się przeziębić. Poza tym zawsze mogłam lecieć do Cassandry po jakieś eliksiry. Na ten moment nie potrzebowałam ich jednak. Wtem mignęła mi rdza w powietrzu. Kolor, którego nie spodziewałam się tam dostrzec. Czy to były czyjeś włosy? Z daleko nie mogłam nic dostrzec, ale byłam ciekawa... Wylądowałam swobodnie przy jakimś opuszczonym miasteczku. Wydawało się być kompletnie puste, ale słyszałam przecież czyjeś kroki. To nie musiał być wróg, nie musiał być przyjaciel, ale przebywanie w takich miejscach, jak to nie było czymś klasycznym i typowym. Rozejrzałam się jeszcze na boki i wtedy go dostrzegłam. Zmrużyłam jeszcze oczy, wypatrując, co zrobi ten mężczyzna. Na pierwszy rzut oka nie przypominał mi nikogo, chociaż rude włosy nie kojarzy mi się dobrze. - Mico - mruknęłam do siebie, kierując różdżkę na swoje ciało, na wszelki wypadek. Byłam cicho, zawsze byłam cicho. Obserwowałam. Ta wioska aż śmierdziała mugolskimi uchodźcami, miałam wrażenie, że była już zupełnie pusta, ale na pewno tu byli. Spojrzałam w bok, tam leżał jakiś dziwny garnek, potem w drugi bok, sprzęt do wyświetlania obrazów, jaki widziałam już wcześniej w Londynie. Tak, na pewno tu byli. Czy tam, kilkanaście metrów przede mną stał mój przyjaciel, czy mój wróg? I co tu robił? Miotłę trzymałam mocno w lewej ręce, a różdżkę w prawej. Wpatrywałam się w człowieka, który wskazywał różdżką w budynek i chyba mruczał coś pod nosem.

idziemy do szafki


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Elkstone [odnośnik]02.06.21 15:28
The member 'Rita Runcorn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 36
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]08.06.21 16:47
| stąd |

Niespodziewane przyszło szybko i nierównomiernie w czasie odchodziło, pozostawiając go w głuchej ciszy i ciemności. Jedynie chłód ziemi nienagrzanej dostatecznie zimowym, krótkim słońcem sprawiało, że przypominał sobie o życiu. Rwący, pulsujący, kłujący ból obejmował całe ciało, w każdym miejscu dokazując inaczej. Miał tego szczerze dość, jednak zgwałcony umysł i zdarte od zimnego powietrza gardło robiło swoje. Nie wiedział nawet, ile czasu minęło od pierwszych mocniejszych drgawek, które zaczęły nasilać się w bezsensownym tańcu. Jakby naprawdę nie mogły go zostawić do zdechnięcia tak po prostu. Próbował sobie przypomnieć, jak wyglądała trawa, nawet ta jałowa, jak tutaj. Nie był w stanie sobie tego zobrazować. Kolejny jęk wyrwał się zza zaciśniętych zębów. Była tylko ciemność, a jego ciało zaczęło nawet reagować na więcej.
Gardło zaczęło przeforsowywać o wiele więcej powietrza w szybkim tempie, a niezrozumiałe wcześniej zrywy mięśniowe uspokoiły się na rzecz mocnych skurczów. Cholera, bał się jak nigdy. Reakcja przypominała jakiś atak, którego nie był w stanie rozpoznać, a co gorsza, nawet przestawał kontaktować, nie myśląc ani sekundę o bólu spowodowanym pętającymi go linami. Zęby zacisnęły się mocno, jakby miał co najmniej, jakby miał zaraz sobie przebić je na drugą stronę czaszki lub szczęki. Ani myślał o różdżce wyrzuconej gdzieś w trawie, bo przecież i tak nie zdołałby tego zauważyć. Leżał tak na prawym boku, próbując zwyczajnie przetrwać, chociaż czy był jeszcze jakikolwiek sens? Przecież i tak nikt by go tutaj nie znalazł. Mógł tak leżeć, aż ból przejmie całą jego postać, choć wydawało się, że nie zostało już nic więcej poza zimnem i przerażającą ciemnością. Bezsilny próbował szarpnąć się gdzieś na bok jednak rany, a szczególnie noga dokuczały na tyle, że ledwo był w stanie wytrzymać choćby w jednej pozycji, co dopiero przy jakimkolwiek ruchu!
Może właśnie w ten sposób należało przyjąć swój koniec? Przestać walczyć i zwyczajnie poddać się temu, co obejmowało leżącą postać? Zbyt roztrzęsiony, by myśleć o czymkolwiek więcej, pozwalał potowi spływać do miejsca, gdzie stykał się z ziemią, nawet nie czuł tego chłodu.
Nierówny oddech zaczynał powoli ciążyć, tak samo, jak powieki. Zostawiła go w męczarniach. Nie potrafił zrozumieć, skąd znalazło się w niej tyle nienawiści, a co gorsza... tych przeraźliwych zdolności gwałcenia umysłu. Głowa pulsowała nienaturalnie, doprowadzając jego umysł do bezsensownej papki.

| Żywotność: 69/254 (- 70 psychiczne; -50 szarpane; -20 tłuczonych; -45 kąsane; - 20 do zwinności; -50 kości), ślepota, Incarcerous, atak epilepsji
[bylobrzydkobedzieladnie]


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję



Ostatnio zmieniony przez Reggie Weasley dnia 15.07.21 17:25, w całości zmieniany 1 raz
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Elkstone [odnośnik]08.06.21 17:43
Niedługo później (dłuuuugo po odlocie Rity, w trakcie ataku Reggiego)

Wracał z mało owocnego patrolu w lasach Gloucestershire, zbaczając nieco z trasy. Zamiast teleportować się prosto do Doliny, chciał poświęcić ostatnie chwile na obejrzenie ziem hrabstwa z miotły, z lotu ptaka i może... może mógłby zerknąć na Kłębek, dom Howellów. A nawet powinien.
W kieszeni płaszcza, jak zwykle, miał fałszoskop, a w lewej dłoni ściskał magiczny kompas. Nagle, gdzieś nad Elkstone, kompas zaczął wariować. Tak, jakby było bezpiecznie, ale... nie do końca? Ustrojstwo czasem zachowywało się dziwnie, ewidentnie nie było dostosowane do czasów wojny. Będzie musiał poprosić Becketta o pomoc.
Zwolnił na miotle, wsunął kompas do kieszeni i sięgnął po różdżkę. Sprawdzi to.
Homenum Revelio. - mruknął i zmrużył oczy. Magia rozświetliła okolicę kilkoma zarysami ptaków, kropkami w miejscu szczurów i wokół zdawało się nie być żywego ducha, oprócz...
...ludzkiej sylwetki. Leżącej, w dziwny sposób. Nawet trzęsła się nienaturalnie, choć z daleka Michael nie potrafił określić, czy ktoś ma dreszcze czy to magia wariuje. Zmarszczył brwi i zniżył się do lotu, z różdżką w pogotowiu.
Gdy działanie zaklęcia ustało, w jasnej poświecie zobaczył...
...-Reggie?! - wyrwało mu się z wyraźną grozą, ze śladem strachu, bo ostatnim kogo spodziewał się ujrzeć w takim stanie, tutaj, był najlepszy przyjaciel.
Reggie dygotał przerażająco, Tonks dostrzegł liny, kto mu to zrobił, ale po mgnieniu sekundy wahania zadaniowość aurora wygrała nad strachem przyjaciela i wilczym gniewem.
-To ja, zabiorę cię w bezpieczne miejsce... - wypalił, nieświadom, że Reggie go nie widzi, bo tak należało. Rozejrzał się panicznie, a potem mocno chwycił Reggiego i wsunął mu między zęby znaleziony kawałek gałęzi - cała scena wyglądała jak atak padaczki, a w mugolskich książkach to właśnie robiło się w takim przypadku.
-Trzymaj się, trzymaj się Reggie... - czekając aż atak się skończy, spoglądał z niepokojem to na niego, to na okolicę, to na krępujące go liny.
W tym stanie Weasley nie usiedzi na miotle, ale...
-Diffindo. - wymamrotał, gdy dreszcze zaczęły ustawać, a zaklęcie przecięło krępującą Wealeya linę. Tonks błyskawicznie go wyswobodził, ale nie całkowicie - wykorzystał wyczarowane przez kogoś sznury, aby przywiązać nieszczęśnika do własnej miotły. A potem, upewniając się, że Reggie się trzyma i podtrzymując go samemu, pognał ku Dolinie Godryka, ile sił w miotle. Leciał z Londynu do Szkocji z dzieckiem pocałowanym bez dementora, da radę.


anatomia I, latanie na miotle II, diffindo bez rzutu (mam szczęście & statystyki wyższe niż 25) zt x 2 Tutaj


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Elkstone - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Elkstone [odnośnik]09.06.21 0:00
Nie spodziewał się nikogo.
Opuszczony, pozostawiony sam ze sobą ledwo wytrzymywał ze świadomością, że jego umysł nie był samotny, że strach miał pewne źródło, które z każdą sekundą rozrastało się w pewność - tak miało być, na to zasługiwał, inaczej już nie wiedział jak, bo przecież wciąż był ślepy. Na dodatek wszystkiego umysł odciął się od ciała pogrążonego w bólu, pozwalając mu na rozwinięcie pełni drgawek, które na szczęście zważywszy na boczne ustawienie ciała względem podłoża - nie pozwalało na uderzanie głową o zimną ziemię. Z pewnością jedyne co zdołałoby się tam wbić, to same mądrości, bo przecież już głupszy być nie mógł. W rzeczywistości, kiedy pozwalał mrocznym myślom, obejmować własną postać mówił sobie, że gorzej być nie może. Wtedy jeszcze nie wiedział, co oznacza nie widzieć. Rita zapewniła mu wiele wrażeń... kobieta... ostatnia kobieta, którą spostrzegł w swoim życiu... jakie to było żałosne, bo żałował, że to nie były piwne, znajome tęczówki.
Skulił się mimowolnie na własne imię, jakby oczekiwał kolejnego uderzenia zaklęciem. Już nie miał siły walczyć. Nie chciał. Zgwałcony umysł miał już dość. Szczątki świadomości zaczęły powracać, a wraz z nią uczucie czegoś twardego w zębach. Wróciła... chce się jeszcze zabawić moim kosztem. Pomyślał przelotnie, pozwalając jękowi przedrzeć się przez gardło, bo przecież cóż innego mógł oznaczać ten przedmiot? Faktycznie potraktowała go jak tego psa, o którym mówił wcześniej. Na swoje nieszczęście nie był w stanie nawet na chwilę skojarzyć tych dwóch faktów, dopiero po chwili rozumiejąc dopiero, że głos był męski - nie damski. Coś chyba się nie zgadzało, a jednak uczucie kołysania odebrało mu sprawność przemęczonego umysłu.
- Staem sie - próbował wydyszeć, choć prędzej coś wycharczał, zmuszając samego siebie do wysiłku, poczuł, jak liny ciasno zawiązują się wokół deski. Nie było to w żadnym wypadku wygodne, a jednak poddał się uczuciu i prowadzeniu, bo też innego wyjście nie widział. - Zoaw mie. Pozsta, pozsta. - kolejny raz fiasko, może tak zamknąć oczy? Chociaż hej, czy one tak cały czas nie były przymknięte? Jakoś nie bardzo miał siłę się szamotać, jedynie wydawał z siebie dziwaczne dźwięki, kiedy liny zaciskały się na prawej nodze. Zaczęli lecieć. Już Tower? Druga runda... dzie Rita? Majaki zdawały się nasilać z każdą sekundą, a może taka już była rzeczywistość?

| Żywotność: 69/254 (- 70 psychiczne; -50 szarpane; -20 tłuczonych; -45 kąsane; - 20 do zwinności; -50 kości), ślepota, Incarcerous, atak epilepsji
| muszę - zt - tutaj  awsome


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Elkstone [odnośnik]27.06.21 18:48

23 XII 1957

Widząc wczorajszego wieczoru znajomą sowę na parapecie, nie bardzo wiedziała, czego znów się spodziewać. Mimo że ptaszysko nic jej nie zrobiło, tak z lekką nieufnością sięgała po list i przegoniła Avari dość szybko. Czyżby nadeszła druga runda spięcia i gorzkich słów, które padały odważnie na papierze, lecz w bezpośredniej konfrontacji pozostawały stonowane. Wolałaby nie, ale ostatnio wszystkiego spodziewała się po nim.
Tym razem było tylko miejsce i czas, nic więcej, nic mniej.
Rzadko opuszczała Londyn, mając dość zajmujących ją zajęć w stolicy i często zwyczajnie nie mogła sobie na to pozwolić. Dziś jednak był ten moment, gdy musiała dotrzeć do granicy miasta, mijając po drodze kilku funkcjonariuszy magicznej policji. Nikt jej nie zaczepił, nikt nie doprowadził do straty paru cennych minut, które odebrane przełożyłyby się na spóźnienie, nieakceptowalne przez nią samą. Z charakterystycznym dźwiękiem teleportacji pojawiła się niedaleko zabudowań, odpowiednio daleko, aby mieć w zasięgu wzroku większość, wydawałoby się opustoszałych budynków, lecz samej nie rzucać się w oczy nikomu, kto mógłby kryć się tam. Wiedziała, że ten martwy spokój dziś zakłócą, lecz nie próbowała gdybać, jak bardzo. Nie wiedziała, co planował jej towarzysz, co siedziało mu w głowie. Cokolwiek chciał tu znaleźć, była pewna, że osiągną cel i musiała w tym pomóc. Jedna porażka wystarczyła, teraz nie miała wyboru, musiała naprawiać swoje błędy. Krok po kroku. Cofnęła się, kryjąc w cieniu jednego z kilku dużych drzew i naciągając głęboki kaptur mocniej na głowę, który nieco chronił przed zimnem. Ciepły czarny płaszcz otulał sylwetkę, łatwiej zlewając ją z otoczeniem, a tym samym pozwalając, aby umknęła nieuważnym spojrzeniom.
Zerknęła w bok, kiedy w polu widzenia pojawiły się kłęby czarnego dymu, z których następnie wyłonił się Drew. Nie budziło to ciekawości, nie tak, jak za pierwszym czy drugim razem, nawet jeśli nadal uważała, że to wyjątkowo interesująca umiejętność, bez wątpienia przydatna i ułatwiająca przemieszczanie. Zsuwając z głowy kaptur, skupiła ciemne tęczówki na mężczyźnie, próbując odgadnąć jego humor dzisiejszego dnia.- Wszystko w porządku? - spytała, najbardziej neutralnym tonem na jaki było ją stać.- Powiesz coś więcej? Czemu tutaj? W liście nie byłeś zbyt wylewny w szczegóły.- podjęła spokojnie, dając do zrozumienia, by nie poruszali tematu tego, co stało się parę dni wcześniej. Na to przyjdzie jeszcze kiedyś pora, a teraz coś innego zaprzątało jej myśli i było zdecydowanie ważniejsze, lecz informacje posiadał tylko on.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Elkstone [odnośnik]03.07.21 15:13
Po wybuchu anomalii większość domostw została zrównana z ziemią, uprawy spłonęły podobnie jak wszelkie zapasy i tym samym Elkstone wyludniało, bez żadnej nadziei na poprawę swej sytuacji. Ludzie unikali jej, uznali jako przeklętą ziemię, lecz wraz z rozprzestrzeniającymi się wpływami Rycerzy Walpurgii oraz polityki obecnego Ministerstwa, to właśnie w takich miejscach mugole odnajdowali kryjówki. Niczym szczury zalęgali się w piwniczych schronach i opuszczali je tylko w ciągu nocy na polowania oraz zbieranie pożywienia roślinnego pochodzenia. Rebelianci z pewnością mieli ich na swej liście, albowiem nie byłem skory uwierzyć, że zbiedzy radzili sobie sami. Było to dla nich wygodne i względnie bezpieczne, gdyż ruiny nie miały w sobie nic przyciągającego magiczną społeczność.
Pierwszy raz dowiedziałem się o tym miejscu poprzez zlecenie, którego początkowo nie przyjąłem, z uwagi na nader małe wynagrodzenie. Dopiero podczas przypadkowych rozmów, kiedy przyszło mi się spotkać kilkukrotnie z nazwą wioski, doszedłem do wniosku, iż warto było to sprawdzić. Jeśli doniesienia potwierdziłyby się, to nie tylko zarobiłbym parę groszy, ale i wyplewił kolejną gromadę paskudnego szlamu. Pułapki pod postacią klątw unieszkodliwiłyby wroga i osłabiły jego szeregi, a przecież to było naszym priorytetem.
Posłałem sowę do Belviny licząc, że uda się do Elkstone wraz ze mną. Ostatnia wpadka przy powierzonym zadaniu obciążyła jej barki negatywną opinią i wówczas musiała udowodnić, że była to jednorazowa plama na honorze. Znalazła się w szeregach za moją sprawą, dlatego niepowodzenie przyjąłem jako własną porażkę i nie wyobrażałem sobie zignorować kolejnych działań. Wiedziałem, że poświęcała wiele swej pracy, jednakże im dłużej wojna trwała, tym szybciej zmieniały się ludzkie priorytety.
-Oczywiście- odparłem zaraz po tym, jak wyłoniłem się z kłębów czarnej mgły. Preferowałem ten sposób przemieszczania się i Belvina najwyraźniej zdążyła do tego przywyknąć. Cieszył mnie jej widok, albowiem oznaczało to, że wzięła sobie moje słowa do serca. Wiedziałem, że miała wiele pytań o ostatnie wydarzenia, jednakże nie był to odpowiedni czas na tłumaczenia. Ostatnie miesiące wyjątkowo dały mi się we znaki, coraz trudniej było mi odnaleźć siebie w sobie, lecz dziś czułem się naprawdę dobrze. Miałem werwę do działania, pragnąłem poczuć satysfakcję małego zwycięstwa, które choć na moment mogło zagłuszyć wyrzuty spowodowane atakiem na Irinę oraz Elvirę. Tłumaczyłem sobie to brakiem wykonania rozkazu, jaki jasno i wyraźnie padł z mych ust, ale podświadomie wiedziałem, iż kara była nader wielka. Straciłem kontrolę i po raz kolejny pozwoliłem przełamać bariery własnego umysłu. Nie zapanowałem nad własną agresją, nad wonią krwi, jakiej tak bardzo wtem pragnąłem.
-Podobno mugole mają gdzieś tutaj kryjówkę- odparłem bez zastanowienia. Musiała wiedzieć, że nie miałem wobec nich litości. -Rebelianci z pewnością wspomagają ich, dlatego należy zabezpieczyć to miejsce i są na to dwa sposoby- kontynuowałem rozglądając się po zgliszczach wioski. -Możemy ich odnaleźć wymierzając sprawiedliwość i założyć pułapki lub upewnić się, że nikt nie opuści tego miejsca żywy- sprecyzowałem myśl. Ciekaw byłem jak zareaguje na otwarty mord, ale na wycofanie się było już zbyt późno. Ruszywszy przed siebie analizowałem w głowie strategię i starałem się odnaleźć jakiekolwiek ślady wskazujące na obecność innych ludzi. -Więc?- rzuciłem nie odwracając się za siebie. Chciałem poznać jej zdanie.
Nim jednak to się stało mych uszu doszedł krzyk. Momentalnie zerknąłem w tamtym kierunku i uniosłem wężowe drewno. Dłonią wskazałem drogę z nadzieją, że nie muszę jej mówić, aby trzymała się blisko mnie.

| mam przy sobie bazy pod klątwy




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Elkstone [odnośnik]03.07.21 15:18
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]07.07.21 2:07
Spoglądając na Elkstone z pewnego dystansu, nie potrafiła wyobrazić sobie, że to miejsce jeszcze jakiś czas temu było najnormalniejszą wioską. Anomalie jednak uprzykrzyły życie nawet tutaj, czyniąc wieś opuszczoną i widmową. Czekając cierpliwie, czuła się nieco nieswojo, obserwując spowite mrokiem budynki, które przetrwały wybuch anomalii i czas, gdy pozostały same sobie. Miejsce pozornie idealne, aby ukryć się przed nieprzyjaznym światem, jednak czego jeszcze nie wiedziała, zbyt oczywiste.
Kiedy zjawił się obok, odpowiadając na rzucone w pierwszej kolejności pytanie, skomentowała to ciszą. Wolała takie momenty, sytuacje, gdy obie strony postanawiały zachować się, jak gdyby nigdy nic. Tak było łatwiej, a ją w jakiś sposób uspokajało, że dziś najwyraźniej nie chciał zaskoczyć ją niczym.
Odepchnęła się lekko od drzewa, by zrobić krok i kolejny w kierunku mężczyzny, lecz spojrzenie ponownie miała utkwione w lichych zabudowaniach.- Całkiem dobre miejsce, szkoda, że przewidywalne.- rzuciła pod nosem. Nie zastanawiała się nad tym, jak wielka jest niechęć Drew i jak łatwo zakrawała o wzgardę, bo dobrze o tym wiedziała. Słuchała go z uwagą, kiedy dzielił się kolejnymi informacjami, bardziej konkretnymi i odpowiadającymi na niezadane pytanie, co stanie się dzisiejszej nocy. Chyba się tego spodziewała, dlatego milczała dłuższą chwilę.
Spojrzała na niego, gdy postawił przed nią jawny wybór, czego już nie przewidziała. Jeszcze pół roku temu, może nieco więcej, nie podjęłaby decyzji, cofając się przed skutkami tego, co zamierzała powiedzieć. Dziś miała świadomość popełnionego błędu, przegranej i potrzebę naprawienia tego. Ambicja nie pozwalała pogodzić się z sierpniową porażką. Podążyła za nim powoli, zrównując na moment krok, gdy ponaglił ją o odpowiedź.
- I tak nie pożyją długo, jeśli nie zginą dziś to kolejnego dnia.- podjęła cicho, odwracając wzrok od Macnaira. Przez moment nie poznawała własnego głosu, podszytego jedynie cieniem niezadowolenia. Słowa nie pasujące do niej, były jednak przejawem racjonalnego podejścia.- Ale pułapki wydają się lepszą opcją. W końcu istnieje szansa, że złapie się w nie więcej osób, które poszukają tu schronienia. Zwłaszcza gdy nie ma pewności, że ktokolwiek tu jest... – urwała, gdy dotarł do nich krzyk.- Więc jednak.- mruknęła cicho, ledwie słyszalnie nawet dla samej siebie. Trzymała się blisko, nie chcąc, aby ktoś ich dostrzegł, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Mimo panującej ciemności zauważyła w oddali drobną sylwetkę, odcinająca się na ciemnym tle zbyt mocno. Było i źródło krzyku, przyciskające zaciśniętą w pięść dłoń do siebie. Cokolwiek się stało, musiało boleć. Złapała Drew za przedramię, chcąc zwrócić jego uwagę, gdy z drugiej strony zauważyła ruch. Skinieniem wskazała kierunek, kolejną osobę i tym razem zdecydowanie nie była to drobna kobieta. Pozostawało pytanie, ile znajdowało się tu osób czy tylko ta dwójka.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Elkstone [odnośnik]12.07.21 3:29
|zamykam wątek, mnie tu nie ma, nie przeszkadzajcie sobie

- Właśnie to robię - zauważył sucho odnosząc się, jakżeby inaczej, do dzielenia przestrzeni i zadania wraz z nią. Było to poświęcenie. Czasu, cierpliwości, niespożytego nadmiaru energii i naprawdę nie potrzebował by musiał to przypieczętowywać czymś jeszcze. Szczegóły zachował jednak już dla siebie. Nie potrzeba było dolewać oliwy do ognia. Kto wie ile czasu jeszcze dziś ze sobą spędzą...? Wyprostował się w siodle starając się skupić na otoczeniu, na tym co zamierzali zrobić, lecz czarownica była absorbująca. A może próba znalezienia skrawka wspólnego gruntu czy jakiegoś klucza do porozumienia była trudna. Łączył ich tylko Zakon, a i tak mógłby się założyć, że ich motywacja by do niego przynależeć była różna. Zdawał sobie też sprawę z tego, że Wright coś próbuje w sobie zmienić. Świadomość tego sprawiała, że wyceniał ją surowiej. Bo tak - wyceniał ją. Każde słowo, każdą reakcję.
- Bo napisałaś właśnie do mnie - Wysłała list właśnie do niego, a nie kogokolwiek innego. Po raz kolejny był tu bo tego chciała - I tak, dokładnie to - uciął zwięźle i jak najbardziej poważnie. Naturalnym było dla niego, że jako ktoś starszy, bardziej doświadczony mógł od niej wymagać oraz oczekiwać podporządkowania. Nie byli tu jako koledzy, przyjaciele. Nie byli równi.  Więc tak. Oczekiwał tego wszystkiego o czym mówiła - Pokaż mi że nie muszę bo jak na razie tego nie widzę, Wright - wycedził brutalnie, beznamiętnie i kompletnie szczerze. Widział w niej miotający się chaos. To co chciała, co mówiła i co robiła to były trzy różne rzeczy. Nie mógł jej odmówić zaparcia w chęci popracowania nad sobą jednak nie mógł być ślepy na to jaka była w tym momencie i nie wyobrażał sobie by komuś takiemu pozwolono na jakakolwiek swobodę na polu walki. Chciałby móc wyłożyć to w sposób który zrozumie, który pozwoli im uniknąć niepotrzebnej werbalnej szarpaniny ale nie potrafił.
Po wypracowaniu (bo przecież nie dojściu...) porozumienia, ustaleniu zasad oraz planu działania ruszyli w poszukiwania zdając sobie sprawę, że przez całe zamieszanie udali się bardziej na zachód. Nic jednak nie powiedział. To w zasadzie nie miało większego znaczenia. Najwyżej zaczną obszukiwać okolicę od wschodu w kierunku zachodu. Tak też zrobili.
Skamander prowadził wierzchowca nisko. Kiedy natrafiali na niewielkie, okoliczne miasteczka przeglądali uważniej ich okolicę. Tam gdzie korony drzew gęściej skrywały to co znajdowało się pod nimi, przeczesywali po wylądowaniu. Czas leciał. Mieli za sobą już dwa postoje. Znaleźli ślady palenisk, lecz tak właściwie trudno było powiedzieć, czy korzystał z nich zbieg, ministrany pies czy mugol. Poruszali się dalej dalej metodycznie sprawdzając teren. Powietrze straciło już kilka stopni. Zaczynało robić się szaro, lecz widoczność wciąż była całkiem niezła.
Skamander odwrócił się za siebie, odnosząc wrażenie, że jest obserwowany albo słyszy za plecami coś więcej niż świst wiatru przeciskający się między konarami drzew. Nie robił tego po raz pierwszy tego dnia, jednak nie wiedział, że tym razem podświadomość skieruje jego uwagę nie tam, gdzie powinna. W rzeczywistości niebezpieczeństwo nadciągało od boku. Mknąca ku niemu struga czarodziejskich iskier momentalnie wyłoniła się zza drzewa. Auror rozpoznał w niej zaklęcie bombardy, jednak czy był w stanie zareagować odpowiednio szybko...?
- Protego maxima...![bylobrzydkobedzieladnie]


Find your wings




Ostatnio zmieniony przez Anthony Skamander dnia 13.07.21 2:02, w całości zmieniany 1 raz
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Elkstone [odnośnik]12.07.21 3:29
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 0:30
| mnie też tu wcale nie ma

Chciała tego. Jego. W pewnym sensie. Budził, lub wywłaszczał sobie siłą (chcąc nie chcąc) jej szacunek chociaż tylko w sprawach walki, działań wojennych, Zakonu. Nie miała do niego za grosz szacunku jako mężczyzny, ale przecież to ułatwiało zupełnie sprawę. Był nauczycielem — surowym, znienawidzonym. Takim, który stał nad nią z batem i zamiast ją motywować, surowo krytykował każdą jej najmniejszą przewinę. Wzmagał w niej czujność. Zmuszał do koncentracji, wzmożonego wysiłku, sposobu myślenia, do którego nie przywykła — taktycznego, analitycznego. Zmuszał do zachowania ostrożności tak, jakby leciała w towarzystwie wroga, a przynajmniej kogoś, komu nie należało ufać. Jego słowa sprawiały, że miała ochotę odszczeknąć, a jednocześnie strofując ją stawiał do pionu. Zamierzała mu udowodnić, że jest warta znacznie więcej niż sądził, chociaż nie wiedziała, skąd płynęło to przekonanie i ta potrzeba. Kiedyś ignorowała nawet jego istnienie. Dziś nie tylko się z nim pogodziła, ale jeszcze zamierzała respektować jego decyzje i wykonywać polecenia. Na wojnie nie było miejsca na prywatne niesnaski i dopiero teraz zaczynała to pojmować. Wojna nie miała litości dla nikogo.
W końcu oboje znaleźli się na ziemi. Wylądowała obok niego, poruszając się początkowo u jego boku. Nie zwróciła w ogóle uwagi na to, że byli obserwowani — a może nawet śledzeni. Przeczesywała teren w poszukiwaniu ruchu, licząc na to, ze jeśli to szmalcownicy to po prostu wyjdą im naprzeciw. Jeśli potrzebujący, to szczęśliwym trafem rozpoznają w nich sojuszników i poproszą o pomoc. Była naiwna, nieprzerwanie i wciąż za mało uważna. Nie usłyszała — czego, kroków? Łamania gałęzi, szurania o bruk? A może po prostu nie miała tego zmysłu, który posiadał Skamander. Różdżkę ściskała mocno w jednej dłoni, w drugiej nie puszczając miotły ani na moment. Skamander zrozumiał pierwszy, to było oczywiste. Ale jej reakcja nie była wcale wolniejsza. W momencie, w którym obrócił się, by wyczarować tarczę, zrobiła to samo, w szybkim zwrocie wyciągając różdżkę przed siebie. — Protego maxima!— powiedziała ułamki sekund po nim, w ostatniej chwili decydując się na rozszerzenie tarczy na ich dwoje. Nie wiedziała, czy to konieczne. Tknęło ją przeczucie. Pamiętała ich ostatni wspólny trening — był słabszy w magii defensywnej. Może to kobieca intuicja pchnęła ją do tego,  by osłonić ich oboje świetlistą tarczą przed mknącymi zaklęciami. Jasne, przyjemne światło ocaliło ich oboje. Nie chciała zwlekać. Wiedziała, że nie była w stanie ich zatrzymać. To byli szmalcownicy, to byli ludzie, których próbowali wytropić. Musieli się ich pozbyć.— Perturbo!— krzyknęła, mierząc w pierwszego z nich. Nie wiedziała, dlaczego właściwie przyszło jej to na myśl, ale za chwilę powtórzyła to jeszcze raz, celując w kolejnego. I jeszcze raz. To Skamander miał szansę ich powstrzymać, pokonać, zabić. Potrzebował jedynie czasu, możliwości reakcji. Musiała zrobić wszystko, by nie próbowali ich atakować, obronić ich. Może ten podział był niewłaściwy. Może powinna uderzyć na nich zaklęciami, które pamiętała. Czuła jak włosy jej się jeżą na karku, jak oddech się traci, a krew zaczyna szumieć w głowie.


| udana maxima


Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 0:30
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67, 41, 71
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 3:02
Spędzili po stronie gloucestetshire już kilka godzin i jak na razie nie dopatrzyli się niczego co mogłoby ich zaniepokoić. Sprawdzali teraz naziemną okolicę przy ostatnim z wysuniętych na wschód miasteczek przy których mogliby się natknąć na poszukiwanych czarodziei. Przy najbliższej polanie czy bardziej przerzedzonej połaci lasu wzbiliby się w powietrze. Wszystko jednak się skomplikowało.
Cudzy głos, syk mknącego zaklęcia. Krew zawrzała kiedy sięgnął po różdżkę. Wypowiedziana inkantacja nie była jednak wstanie nadążyć z pośpiesznym ruchem nadgarstka. Jego obrona zawiodła, a jednak - urok rozbił się na tarczy jego towarzyszki. Na wydechu, nie tracąc chwili wyskoczył z siodła wykorzystując ten cenny czas jaki Hannah dla nich wykupiła udanymi inkantacjami - prostymi, a jednak na tyle kłopotliwymi, że na pewno wróg spróbuje wznieść obronną tarczę. To była szansa dla niego by zrobić dwa kroki w przód i wyzbyć się oszołomienia pozwalającego namierzyć wrogie sylwetki - Lamino Glacio - wypowiedział kierując bezlitosny promień zaklęcia w dalszego czarodzieja. Nie mógł ryzykować, że spróbuje uciec. Być może to była jedyna taka okazja - Drętwota! - obrócił nadgarstek obierając za cel bliższego oponenta. Jeżeli miał możliwość zdecydowanie chciał móc pochwycić jednego żywcem i niespodziewanie magia odpowiedziała na jego zamiar niezwykle potężną reakcją. Nie mógł przed tym uciec - Sprawdź czy w okolicy jest ktoś jeszcze. Trzymaj się blisko - wypowiedział nie oglądając się na nią. Zaczął podchodzić w stronę dwójki atakujących nie spuszczając z nich różdżki. Oczekiwał, ze Wright będzie dotrzymywała mu kroku i zweryfikuje czy w okolicy jest ktoś więcej. Mogli poruszać się dwójkami, trójkami, czwórkami... - I otocz hexą - jeżeli to była część zasadzki to byli wystawieni. Anthony zagwizdał nawołująco by jego wielki, kopytny nieco zdezorientowany (lecz nie spłoszony) czwonoróg podszedł i nie utrudniał zadania Hannah. Skamander zaś znalazł się przy rażonym drętwotą czarodzieju - Esposas wyczarował po tym jak pochylił się i zabrał z jego sparaliżowanej dłoni różdżkę - Silencio


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 3:02
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 48, 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 11 Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next

Elkstone
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach