Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Elkstone
AutorWiadomość
Elkstone [odnośnik]13.02.20 19:38
First topic message reminder :

Elkstone

Elkstone - jeszcze do niedawna - było niewielką wioską położoną w Gloucestershire, liczącą jedynie dwustu mieszkańców. Wieś sama w sobie nie odznaczała się niczym specjalnym, będąc do cna mugolską; wokół nie rozrastała się magiczna roślinność, trudno było też spotkać tu jakieś magiczne stworzenia. Czarodzieje nie zatrzymywali się w tym miejscu na dłużej, nie tyle omijając je szerokim łukiem, co zwyczajnie nie mając powodu, by zainteresować się jego historią. Tego sentymentu nie podzieliły jednak anomalie - magiczny kataklizm, który w ubiegłym roku dotknął Wielką Brytanię, odcisnął swoje piętno również na Elkstone. Wioska została przez mieszkańców okrzyknięta przeklętą, a uciekający przed wybuchami magii mugole opuścili ją całkowicie - by nigdy już nie powrócić. Budynki zostały pozostawione same sobie, strasząc pustką okien, a wszelkie życie - nie licząc panoszącej się coraz śmielej, zdziczałej roślinności - na zawsze zdawało się opuścić to miejsce.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 14:00
Serce zadudniło jej w piersi jak szalone — w mgnieniu oka zapomniała o wszystkich nieprzyjemnościach i wątpliwościach względem Skamandera. Widząc ich — zarośniętych czarodziejów, w ciemnych, poszarpanych szatach cieszyła się, że jest tutaj właśnie z nim, chociaż nie miała zbyt wiele czasu, by to przemyśleć, przeanalizować sytuację. Spódnica jej załomotała na wietrze podczas szybkiego obrotu, odskoczyła w bok, kiedy Skamander zszedł z konia i zareagował w kierunku wrogów. Kątem oka tylko spojrzała na stworzenie, nie chcąc być stratowana, gdy podczas walki zwierzę postanowi się wycofać. Zaklęcia posypały się w obie strony. Silny urok poleciał w stronę szmalcowników. Widziała, jak to zrobił i zaparło jej dech w piersi. Nie byli w stanie przed tym umknąć, wiedziała, że Anthony był na tyle silny, że potrafił ich po prostu powstrzymać. Skinęła mu głowa od razu, obracając się dookoła.
— Salvio hexa! Salvio hexa! Salvio hexa! — wypowiadała raz za razem, z drżącym sercem, próbując zamknąć ich w trójkącie, czujnym, uważnym spojrzeniem zaraz po tym przeszukując najbliższą okolicę. Nie widziała nigdzie żadnego ruchu, nikt nie wyszedł im naprzeciw, a teraz, raczej nie zaszedł ich od tyłu, ale nie miała czasu przypatrzeć się wszystkiemu dokładniej. Zdawało się, że tylko z tamtej jednej strony nadchodzą. Coś rzuciło jej się w oczy — w jednym ze zniszczonych budynków ujrzała zabarykadowane od zewnątrz drzwi, wokół nich coś dziwnego — stery drewna, przypominające stos. To one od razu przyciągnęły jej uwagę. Coś w niej drgnęło. Nie była pewna — ale co jeśli?
— Wokół nie ma nikogo. — Wieś wyglądała na opuszczoną, nie było w niej żywego ducha poza szmalcownikami, którzy musieli wcześniej zwęszyć ich trop i za nimi podążyć dołem. Nie mieli ich za plecami, nie widziała ich też w oknach zrujnowanych domostw.— Ale w jednym ze zniszczonych domów drzwi są zabarykadowane, wygląda tak, jakby ktoś go zamknął z zewnątrz i próbował spalić. — mówiła w pośpiechu, szybko, częściowo plątały jej się słowa. Wciąż byli zagrożeni. Ruina, której przyjrzała się dłużej, częściowo zawalona, okna zabite dechami, dach zapadnięty, gdzieniegdzie walał się gruz. Ale co jeśli w środku ktoś był zamknięty? — Homenum Revelio...

| rzuty w tym 100; rzucam na barierę


Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 14:00
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16, 2, 22
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 18:33
Cisza zwykle potęgowała ilość nasuwających się pytań, lecz zdawałem sobie sprawę, że wydarzenia z domu pogrzebowego wymagały wyjaśnień innych, jak oszczędnych i to w trakcie wojennego zadania. Być może liczyła na sowę, prawdopodobnie miała nadzieję na strzępki informacji, ale tak naprawdę nie wiedziałem od czego właściwie zacząć. Wyjaśniać podobne sytuacje w liście nie było wyjściem dobrym, choć z pewnością o wiele prostszym niżeli prosto w oczy. Zasłużyła jednak na to, albowiem w końcu udzieliła niezwłocznej pomocy i uchroniła obie kobiety przed wykrwawieniem. Pamiętałem wszystko doskonale, mogłem opowiedzieć to w detalach, szczegółach tak okrutnych, że nawet mnie mierzwiło w trzewiach. Gdzieś z tyłu głowy przeczuwałem, że Belvina już dawno zauważyła problem, prawdopodobnie go nie rozgryzła, ale zrozumiała, iż często nie byłem sobą.
-Ujmujące i słuszne spostrzeżenie- zaśmiałem się pod nosem zerkając na nią z ukosa. Czyżby zrozumiała pewne fakty? Wzięła do siebie treść listu, a przede wszystkim całą sytuację w Londynie? Miałem w pamięci rozmowę nad brzegiem Tamizy, gdzie nie przejawiała równie skrajnych poglądów i cieszył mnie fakt, że najwyraźniej sporo się od tamtego momentu zmieniło. -Jakie zabezpieczenia jesteś w stanie nałożyć?- spytałem tuż przed tym, jak mych uszu doszedł krzyk, na który zareagowałem instynktownie. Mógł to być każdy – wróg, sojusznik tudzież mugol, jaki zauważywszy naszą obecność chciał zaalarmować resztę.
Zmrużyłem wzrok przykucając w wysokiej trawie i wyciągnąłem rękę w bok, dając tym samym Belvinie do zrozumienia, aby zatrzymała się w tym samym miejscu. Nie mieliśmy żadnych informacji, naszych uszu nie dobiegły też inkantacje zaklęć, więc ciężko było cokolwiek wywnioskować. Drobna sylwetka, zaciskająca dłonie w okolicach klatki piersiowej, przez moment snuła się na nogach, po czym upadła znikając z pola widzenia. Prawdopodobnie gruchnęła na ziemię, choć nie dementowałem szansy, że zdążyła się deportować. Drugi z intruzów ruszył w jej kierunku, a w jego dłoniach znajdowała się różdżka, którą dostrzegłem dopiero gdy wysunął ją wyraźnie przed siebie. Z każdą chwilą nabierałem pewności, iż nasza obecność pozostawała tajemnicą, co dawało nam jakiekolwiek pole manewru.
- Petrificus Totalus- wypowiedziałem w swej głowie, kiedy tylko stanął do nas plecami, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wcześniej znajdowała się kobieta. Wyglądał, jakby czemuś się przyglądał, dlatego znalazłem w tym szansę na wyprowadzenie pierwszego ciosu, ataku mającego zapewnić nam przewagę, lecz nie niosącego śmierci, albowiem wciąż nie znaliśmy tożsamości napastnika. Kto wie może był tutaj w tym samym celu, co my? Pragnął pozbyć się zgrai mugoli, a ona wyszła mu naprzeciw?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 18:33
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 77

--------------------------------

#2 'k8' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]13.07.21 18:33
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k8' : 1, 3, 2, 4, 8, 6, 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]14.07.21 3:22
Gdyby był tu sam prawdopodobnie wszystko to nie przebiegło by tak szczęśliwie. Nie obroniłby się przed bombardą, zostałby już na samym początku zepchnięty do ciężkiej defensywy, a jednak towarzystwo Wright pozwoliło mu na przeprowadzenie otwartej, wygodnej ofensywy. Nie tracił jednak na czujności. Raz niemalże dał się zaskoczyć. Mniej lub bardziej zdrowe paranoiczne przeczucie kazało mu myśleć. Czy to był przypadek, że trafili na nich właśnie tutaj? Czy mieli być tu tylko we dwójkę? Przesuwał spojrzeniem po szaro-ponurej okolicy dusząc w sobie nerwowość. Krew wciąż szumiała mu w uszach od tej burzliwej akcji, lecz musiał się uspokoić.
- Esposas, silencio - wypowiedział raz jeszcze. Tym razem magia spętała usztywnione kończyny czarodzieja. Co prawda zaklęcie uciszające ponownie nie wyszło, lecz słysząc zapewnienie Hannah co do tego, że najbliższa okolica była pusta postanowił nie być nadgorliwym. Na razie zostawił leżącego na wznak na ziemi skrępowanego czarodzieja i ruszył upewnić się, że drugi jest na pewno martwy. Wiedząc to podniósł się do pionu i pokiwał potakująco głową - W porządku. Zgodnie z tym co sprawdzałaś jesteśmy w okolicy sami, nic się nie pali więc przyjrzyjmy się temu jak należy - nie było powodów do impulsywnego działania. Mogli złapać oddech - Nie nastawiaj się, że są żywi ludzie, czy w ogóle ludzie. Nie słyszałaś by ktoś się z wewnątrz awanturował, prawda? - Przestrzegł by ostudzić rozżarzone myśli kobiety. On nie słyszał. Założył że ona również - w innym wypadku wspomniałaby o budynku z zabarykadowanymi wewnątrz ludźmi, a nie samej budowli. W środku mogła być żywność z okolic, martwi, ranni, niezdolni już do chociażby do skomlenia o życie czy też nakarmieni strachem tak wielkim, że pozbawił ich głosu. Pomieszczenie mogło być jednak również wyciszone - Podejdźmy, sprawdźmy i potem ruszymy w drogę. Niedługo zapadnie zmrok, a na pewno tego co przeżył zabieramy ze sobą. Może wiedzieć coś więcej - droga powrotna do jakiejkolwiek bezpiecznego dla nich punktu noclegowego miała się wydłużyć - Carpiene - wypowiedział kiedy znalazł się przy wspomnianym budynku.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Elkstone [odnośnik]14.07.21 3:22
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Elkstone [odnośnik]14.07.21 7:59
Nie naciskała, aby odpowiadał na nurtujące ją pytania, które mimo że nie padły ani razu, były zwyczajnie oczywiste. Nigdy nie nastawiała się na nic, dzięki czemu unikała rozczarowań palących mocniej niż milczenie. Nie widziała sensu w naciskaniu na wyjaśnienia, a przynajmniej nie tutaj i nie teraz. Kiedy wrócą do Londynu, może wtedy przerwie ciszę, któreś musiało to zrobić, by ta kwestia nie wisiała w powietrzu, tak uciążliwie. Oczywiście, że widziała zmiany w jego zachowaniu, miała swoje teorie, ale nic, co było wnioskiem zwyczajnie pewnym. Wolała nie snuć domysłów, nie zmieniać je w fakt, gdy mógł być błędny.
Spojrzała na niego krótko z cieniem uśmiechu na ustach, gdy padł komentarz względem jej słów. Dziwnie było mówić coś podobnego w jego towarzystwie, lecz czy nie był idealną osobą do tego, aby słuchać podobnych wniosków? Jednak wbrew temu, co powiedziała chwilę wcześniej, nadal między ich poglądami istniała pewna przepaść. Nawet jeśli teraz najpewniej zgadzali się w kwestiach, które nie podlegały dyskusji czy wątpliwości.
- Zaskoczony?- mogła to zbyć milczeniem, ale nie byłaby sobą chyba. Czasami jakieś wady charakteru wychodziły na pierwszy plan, iście bezsensownie.
Powiodła wzrokiem po otoczeniu, ciemne tęczówki zawieszając na zrujnowanych zabudowaniach.- Żadnych. Wybacz, ale to nie było nigdy... – umilkła, patrząc za źródłem krzyku, gdy się powtórzył. Naprawdę sądził, że jest inaczej? Wiedział przecież, w czym wiodła prym, czemu poświęciła swój czas. Nie była z tego zadowolona, nawet jeśli wcześniej nie uważała, aby podobne umiejętności były je potrzebne. Tak nowa rzeczywistość Anglii, do której mogła się już przyzwyczaić, wymagała więcej.- Muszę to nadrobić.- dodała ledwie szeptem. Zamierzała później, gdy skończą tutaj poprosić go o pomoc w tej kwestii, ale teraz zwyczajnie darowała sobie.
Przystając w miejscu, gdzie pozostawała niewidoczna, skupiła wzrok na obu sylwetkach. Drobniejsza zniknęła z pola widzenia, ale nie wątpiła, że była tam nadal. Z tej odległości nie widziała krwi, lecz zachowanie kobiety zdawało się zdradzać poważniejsze rany. W podobnym stanie teleportacja, była ryzykiem o wiele za dużym, nawet jeśli tylko pozornie miała się powieść. Wiedziała to z punktu widzenia uzdrowiciela, oglądając zbyt wiele ran po podobnych zrywach głupoty oraz ciał, tych, którzy mieli mniej szczęścia. Mogła jej pomóc, jeśli okaże się warta tego, lecz z działaniem musiała jeszcze poczekać. Potrzebowała pewności, kto był kim.
Zerknęła na Drew, kiedy wiązka zaklęcia sięgnęła celu, trafiając nieznajomego mężczyznę w plecy i skutecznie posyłając na ziemię, czego musiał nie spodziewać się. Zapadła cisza, znów tak samo przeszywająca, jak wcześniej.
- Wyłaź.- głos nieznajomej kobiety, mimo że nie miała siły podnieść się z ziemi, zdawał się być hardy. Jakby nadal nie miała dość mimo swego położenia i wiedząc już o czyimś towarzystwie.- Mugololubne śmiecie.- warknęła nieznajoma, siadając powoli.
Zamknęła palce na barku Macnaira, decydując się zaryzykować, lecz woląc go o tym uprzedzić, nawet jeśli nie powiedziała ani słowa. Wyprostowała się, robiąc kilka kroków w kierunku kobiety. Dopiero teraz zauważyła krew na ubraniu, plama rozlewała się pod żebrami i na rękawie ręki, którą przyciskała do ciała. Zacisnęła nieco mocniej palce na trzymanej w dłoni różdżce.
- To wygląda paskudnie.- podjęła spokojnie.- Pomogę Ci, ale mów kim jesteś i kim jest On.- dodała, skinięciem wskazując na powalonego mężczyznę. Na ile kłamała, miało się zaraz okazać.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Elkstone [odnośnik]14.07.21 13:36
Nie była pewna, czy zaklęcia osłaniające wyszły — powietrze wokół zadrżało, ale nie była w stanie ze swojego miejsca ocenić, czy byli niewidoczni dla wrogów. Jedynie świadomość, że rzucała zaklęcia szybko, gwałtownie, w pośpiechu, zastanawiała ją na tyle, że postanowiła nie ufać swojej magii. Ta bywała kapryśna i chociaż defensywa zawsze wychodziła jej znacznie lepiej, nigdy nie zakładała niczego pewnego. W przeciwieństwie do Skamandera, trudno jej było zachować zimną krew. Z jednej strony właśnie tego się spodziewali i na to liczyli — że znają szmalcowników i będą mogli się z nimi rozprawić, oczyszczając okoliczne tereny i chroniąc w ten sposób ludzi. A jednak myśl, że byli zauważeni z ziemi i śledzeni aż tutaj, do Elkstone, nieco ją przeraziła. Dłoń zadrżała, ale w takich chwilach jak ta wciąż czasem dawały o sobie znać wspomnienia z Tower, wspomnienia dementora, który wisiał nad nią, aby złożyć ostatni pocałunek. Kiedy szmalcownicy zostali unieruchomieni, spojrzała przez swoje ramię do tyłu, na nich, a potem na Anthony'ego, biorąc głęboki wdech. Patrzyła na jego twarz, próbując odczytać jakieś emocje — jeśli był zdenerwowany to wcale tego nie okazał. Jeśli cokolwiek czuł, nie było po nim tego widać. Rysy twarzy pozostawały nieskazitelne, jakby twarz wyszła spod dłuta wprawnego rzeźbiarza ciosającego jego podobiznę w marmurze. Chłodny, opanowany ze skupionym i skoncentrowanym na celu wzrokiem. Bez impulsywnego działania, powtórzyła sobie w myślach, próbując przekonać samą siebie, że akcja zaczęła się i zakończyła dość szybko.
— Będziesz go przesłuchiwał? — Zerknęła na tego, który padł ofiarą potężnej drętwoty. Możliwe, że nie. Nie chodziło o przesłuchanie a o coś o czym nie chciała myśleć. Ale to była konieczność. Dzięki temu mógł wydobyć od niego informacje o tym, gdzie znajdowali się pozostali, jaki był ich cel i plan. Nie wyjdzie z tej rozmowy żywy, była o tym przekonana. Ale właśnie tak musiało się stać.
Spojrzała na Skamandera, a jej entuzjazm zaczął opadać, podobnie jak niezdrowa ekscytacja. Miał rację. Nie słyszała nic. Jeśli ktokolwiek tam był, z pewnością był martwy. Właśnie dlatego rzuciła zaklęcie, trzymając się resztkami wiary, że może się mylił. Ale ono nic nie wykazało. Było na tyle silne, że rozlało się znacznie dalej, po okolicy. Ale wokół nie było żywego ducha.
Przeleciał ją po plecach dreszcz. Było w tym wszystkim coś przerażającego. Ta pustka, zniszczenie, wszechobecna śmierć. Skinęła Skamanderowi głową, po czym ruszyła przed siebie, w stronę budynku. Kiedy on ogarniał szmalcownika, by przerzucić go przez kłąb konia, stanęła przed drzwiami, odgarnęła deski na bok, a później podwinęła spódnicę i spróbowała kopnąć w skrzydło, licząc na to, że otworzy się bez większych zniszczeń. Niestety. Deski były mocno przybite, skrzypnęły pod wpływem jej kopniaka, ale nie ustąpiły. —  Porta Creare— wycelowała różdżką w nie, z powodzeniem tworząc sobie przejście na drugą stronę. Trzymając w dłoni materiał weszła do środka, ale zgodnie z przypuszczeniami Skamandera nie było tu nic. Na pierwszy rzut oka. Smród wydostawał się ze środka paskudny, bezlitosny. Zemdliło ją od razu. Przysłoniła usta dłonią, przechodząc dalej. Zepsuta żywność walała się po podłodze w zrujnowanym pomieszczeniu, które niegdyś było kuchnią. Strop zawalił się zupełnie, meble były częściowo zagruzowane. Pod nimi wystawały ludzkie kości — to musiało się stać dawno temu, z pewnością nie było efektem działań szmalcowników. — Jest tu kto?— krzyknęła, ale echo jej głosu poniosło się po ścianach, nie niosąc za to żadnej odpowiedzi. — Ktokolwiek?!— Nic. Przeszła po kamieniach, ale w zrujnowanym domu nie było nic, co mogłoby im pomóc.
Po chwili zawróciła, w ostatnim momencie przechodząc przez wyczarowane przejście w zabitych dechami drzwiach. Otrzepując spódnicę z kurzu i brudu ruszyła do Skamandera.
— Nic tam nie ma miałeś rację; nie przeszło jej to przez gardło. SPojrzała na niego jednak, uchwyciła jego spojrzenie. Elskstone mieli zostawić za sobą, miasto duchów. Podniosła z ziemi miotłę i jej dosiadła, kiedy były auror był już gotów do drogi. Spełnili swoje zadanie - przynajmniej na razie, Ten, który pozostał żywy z pewnością zdradzi im więcej, doprowadzi ich do pozostałych — pomoże oczyścić te tereny z posłuch i bezdusznych popleczników Voldemorta.

| zaklęcie


Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Elkstone - Page 3 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Elkstone [odnośnik]15.07.21 0:01
Jak na razie można było uznać, że mieli sytuację pod kontrolą. Dwójka czarodziei nie stanowiła już zagrożenia, w chwili obecnej zaklęcia nie wykrywały nikogo w okolicy. Mieli jeszcze do sprawdzenia tajemniczy budynek. Potem najlepiej będzie jeżeli sprawnie się wycofają. Walka była szybka, krótka. Udało nie narobić się im nadmiernego rumoru. Działało to na ich korzyść.
- Mhm. Ale nie tu - przytaknął dając do zrozumienia jednocześnie, że nie będzie tego światkiem. Poprawił nieporęczne, zesztywniałe ciało mężczyzny które przerzucił nie bez wysiłku przez koński kłąb. Nie musiał też czytać w myślach by wiedzieć co prawdopodobnie chodziło jej po głowie kiedy miała przed sobą legilimentę wspominającego o przesłuchaniu. Tak samo nie musiał się domyślać jakie zapewnienie sprawi że poczuje się lepiej. Bo poczuła, prawda...?
Nie był pesymistą. Raczej podczas każdej misji starał się nie zachłysnąć się wyobrażeniem, oczekiwaniami. Jako auror miał okazję po prostu przepracować różne ponure scenariusze i wiedział, że najlepiej było przyjmować rzeczywistość taką, jaką była. Z otwartymi ramiona mi. Pozwalało to zachować trzeźwość myśli, łatwiej poradzić sobie z sytuacjami na które nie miało się wpływu, zachować spokój - bo to tylko on mógł nieraz uratować z najgorszej możliwej opresji. Nauka postrzegania tak świata zajęła lata. Dziś był doświadczony. Nie zamierzał jednak prawić na ten temat ogólnych prawd Hannah. Brzmiałyby dobrze, wyniośle i wprawiałoby to ją jedynie w irytację. Niech więc chłonie doświadczenia świadomego polowania i gorzkich rozczarowań z tym związanych. czy stanie się dzięki temu taką, jaką chciała...?
Ruszyli w stronę budynku o którym wspomniała Wright. Zaklęcia nic nie wykryły. Anthony przystaną przed budynkiem zapewniając ochronę kiedy to ona sprawdzała jego wnętrze. W jednej ręce trzymał różdżkę, drugą podciągnął wodze. Koń poruszył niespokojnie kopytami będąc wyraźnie niezadowolony z dodatkowego obciążenia.
Były sytuacje w których nie zawsze był szczęśliwy z tego, że jego przypuszczenia się spełniały. Wytrzymał jednak spojrzenie Wright w milczeniu. Jeżeli była to ta chwila w której miałby ją pocieszyć, że następnym razem uda im się może kogoś uratować, a nie tylko skazać na śmierć to jednak nie był tak perfidny, by o tym ją zapewnić.
- Jest już późno, wracajmy. Dopóki nie znajdziemy się w Sommerset co kwadrans na zmianę rzucamy homenum - zarządził bo mimo iż udało im się zrobić to co mieli to jednak misja się nie skończyła dopóki oni sami nie znaleźli się w bezpiecznym miejscu. A nawet jak Skamander do tego dotrze to jego obowiązki się nie skończą - musiał jeszcze poświęcić czas jeńcowi.

|zt x2


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Elkstone [odnośnik]15.07.21 14:25
-Sądziłem, że będzie musiało minąć więcej czasu nim przyznasz mi rację- odparłem z przekonaniem w głosie. Nawet jeśli nie była w pełni przekonana do wypowiadanych przez siebie słów, to i tak uczyniła znaczny progres w porównaniu do tego, co przyszło mi słyszeć wcześniej. Udzieliłaby każdemu pomoc? Zadbała o rany robiąc wszystko, aby nie pozwolić otrzeć się pacjentowi o śmierć? Powinna działać wybiórczo, upewniać się komu niesie ratunek, a nie marnować swój czas oraz potencjał na mugolskie ścierwo.
Nie zdążyłem już odpowiedzieć Belvinie, albowiem obecność osób trzecich przyciągnęła naszą pełną uwagę. Musieliśmy poznać tożsamość intruzów i dowiedzieć się, co tutaj robili, albowiem w innym przypadku istniała szansa wyciągnięcia różdżki przeciw swoim. Pojedynek jasno wskazywał na to, że nie byli wobec siebie przychylnie nastawieni i w naszej gestii zostało poznanie prawdy.
-Kiedyś znajdziemy na to czas- odparłem szeptem, po czym spetryfikowałem napastnika. Widziałem o wiele mniejsze zagrożenie w rannej kobiecie, dlatego to w pierwszej kolejności od niej wolałem usłyszeć wyjaśnienia. Sama nie wiedziała kim byliśmy w rzeczywistości, więc nie mogła z premedytacją kłamać, aby tylko utrzymać się przy życiu. -Powoli- rzuciłem czując ucisk na ramieniu, niepotrzebnie równie szybko się wychyliła. Mogliśmy wyczekać jeszcze moment, posłuchać co panna miała do powiedzenia poza rozkazem i niskolotnym komentarzem. Mimo wszystko uczyniłem to samo, ruszyłem przed siebie i asekuracyjnie wysunąłem różdżkę starają się osłaniać Belvinę. Wiedziałem, że była gotów ją uleczyć i być może był to dobry plan, albowiem będzie nam dłużna przysługę.
-Co tu robisz?- dodałem zaraz po pytaniu uzdrowicielki. Nim jednak przyszło nam usłyszeć odpowiedź kobieta zmierzyła nas wzrokiem od góry do dołu i zdawała się odetchnąć z ulgą.
-Poluję na mugoli, którzy gdzieś tutaj mają swój kryjówkę. Ten gość-[i] wskazała głową spetryfikowanego czarodzieja [i]-chronił te tereny. Zaklęcia były trudne do przełamania, ale w końcu mi się udało. Żałuję, że nie trafiliście tutaj chwilę wcześniej- dodała pewnym tonem.
Szukałem w mimice jej twarzy oraz mimowolnych gestach dowodów na kłamstwo, lecz takowych nie znalazłem. To był dobry znak – naprawdę mogła być z nami szczera. -Zajmij się nią, ja zwiedzę ruiny- rzuciłem do Belviny, po czym na mych ustach zagościła niewybaczalna klątwa. Pozbyłem się spetryfikowanego mężczyzny.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Elkstone [odnośnik]15.07.21 18:09
- Też tak myślałam.- przyznała odrobinę niechętnie, ale taka była prawda. Nie przypuszczała, że nastąpi to tak szybko, że przytaknie mu, ale również temu, czemu sprzeciwiała się długo. Może to była zwykła przekora wobec rodziny, która miała konkretne i twarde poglądy. Przestawała w to wnikać, dostosowując się do zmian, jakie zachodziły. Gdyby nie to jak wyglądał teraz Londyn, najpewniej nadal byłaby przeciwna selekcjonowaniu ludzi, którzy trafiali do niej. Czuła w tym stratę czasu i niepokojące ryzyko śmierci tych, którzy nie powinni.
Nie odpowiedziała nic w reakcji na jego słowa, wiedząc już, że mogła na niego liczyć w tej kwestii. Była gotowa uczyć się i rozwijać nadal, by takie sytuacje jak teraz nie wyciągały jej braków. Dotąd może i wystarczyło jej umiejętności, ale ten czas mijał. Na razie jednak skupiała się na tym, co mieli przed sobą. Dwie osoby o nieznanych motywach.
Wiedziała, że szybkie wychylenie się z ukrycia może być błędem, ale to ryzyko nie zniechęcało. Poza tym, jeśli mężczyzna został unieruchomiony, a kobieta była ranna, wolała spojrzeć, jak bardzo. Chciała uniknąć sytuacji, gdy okaże się, że ta straciła za dużo krwi i nic im już nie powie. W tej chwili tylko ona była w stanie dać odpowiedzi.
Słyszała, że Drew ruszył za nią, ale nie obejrzała się na niego, woląc mieć w zasięgu wzroku ranną, mimo że nie miała w rękach różdżki. Oferta pomocy była najrozsądniejszym, co teraz mogła zaproponować, aby w zamian usłyszeć cokolwiek przydatnego. Nieznajoma nie miała zbyt wielkiego pola manewru, mogła współpracować albo się wykrwawić. Na szczęście wybrała to pierwsze i oszczędziła czasu sobie oraz im.
Nie wydawała się kłamać, co potwierdziło zaraz polecenie z ust Drew. Przyklęknęła przy niej, spoglądając z uwagą na ranę na klatce piersiowej. Nie była głęboka, ale mocno krwawiła.- Curatio Vulnera Maxima.- wypowiedziała, wytyczając powoli ścieżkę wzdłuż rany.- Curatio Vulnera Maxima.- powtórzyła, lecz tym razem nie przyniosło to skutku. Wiązka zaklęcia leczniczego nawet nie dosięgła rany nim znikła. Spróbowała ponownie, ale tym razem też popełniła błąd. Powstrzymała grymas, który cisnął się na usta, gdy ręka omsknęła jej się w ostatniej chwili. Przyjrzała się ranie, która w większości zamknęła się po jedynym udanym zaklęciu, a krew przestawała płynąć. Tyle dobrego. Spojrzała na jej rękę, podciągając powoli rękaw, ale krew stamtąd pochodziła z dopiero co zasklepionej rany.
- Był tu ktoś jeszcze poza Nim? – spytała po chwili ciszy, zerkając na martwego już mężczyznę. Nieznajoma również spojrzała w jego kierunku, chociaż na jej ustach pojawił się pełen satysfakcji uśmiech.
- Nie, tylko on z tych, którzy chcieli walczyć. Inni pewnie chowają się, jak tchórze, ale na pewno są w okolicy i wrócą, gdy będzie spokój.- odparła, próbując się podnieść, ale zrezygnowała zaraz. Dopiero parę minut później z pomocą Blythe stanęła na nogi.
- Niech wracają i pożałują tego.- wobec tego, co planowali jeszcze przed zbliżeniem się do zrujnowanej wsi, powrót dla mugoli miał być przykrą niespodzianką.
Uniosła spojrzenie na Drew, gdy wrócił.
- Znalazłeś coś? – ciężko było powiedzieć, co mogło kryć się w sypiących budynkach i tych, które już dawno zawaliły się.

rzuty i k1 (szczęście I)



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Elkstone [odnośnik]15.07.21 22:52
Doskonale wiedziałem, co pragnąłem uczynić, kiedy oddaliłem się od Belviny oraz kobiety, która była po naszej stronie. Przyszła tutaj sama, chciała zapewne sprawdzić teren, lecz mężczyzna pokrzyżował jej plany. Zignorowałem pytania o powód samotności, w końcu zawsze bezpieczniej było działać w większej grupie, szczególnie że było to dość rozległa i otwarta przestrzeń, więc nieprzyjaciel mógł nadciągnąć z każdej ze stron. Dodatkowo same zgliszcza sugerowały, że mógł tutaj ukrywać się ktoś więcej, być może zgodnie z informacjami mugole, jacy przyzwyczaili nas do niepoddawania się bez walki. Nie znaliśmy w pełni ich technik, broń z jakiej korzystali była nam obca, dlatego rozsądniej było dmuchać na zimne.
Zatrzymałem się w jednym ze spalonych domów próbując odnaleźć ślady obecności innych osób. Być może skrywali się w piwnicach, a zaalarmowani obecnością czarownicy zamilkli i zabarykadowali. Nie zamierzałem ich szukać, wolałem wykorzystać ogromną moc klątw, które zapewnią im prawdziwe piekło, kiedy tylko wejdą w jej obręb. Mugole o wiele gorzej znosili czarodziejskie praktyki, wiele zaklęć było dla nich zabójczych, a szczególnie czarna magia, która była fundamentem przekleństw nakładanych za pomocą runicznych znaków. Uznałem, że to miejsce będzie idealne, dlatego wyjąłem ze skórzanej sakwy miksturę na bazie ludzkiej krwi i odkorkowałem szklany pojemnik. Zanurzywszy kraniec wężowego drewna w gęstym, czarnym płynie rozpocząłem kreślenie obszaru pomieszczenia, w którym się znajdowałem, aby skutecznie nałożyć klątwę stosu. Dopilnowałem, aby runy były zapisane dokładnie, bez żadnych pomyłek, albowiem ta najmniejsza potrafiła przynieść istną katastrofę. Wiedziałem, z jak wielkim ryzykiem igrałem, jednakże nigdy nie ogarniał mnie strach. Czułem się w tym pewny, niezwykle silny – w końcu starożytna sztuka była mi najbliższą.
Zakończywszy tworzenie okręgu udałem się na jego środek, gdzie w pozycji odwróconej nakreśliłem runę Dagaz i tym samym zwieńczyłem nakładanie przekleństwa. Pozostało je uaktywnić, co uczyniłem zaraz po tym jak opuściłem utworzony obszar. Przykładając różdżkę do granicznego puntu wypowiedziałem zaklęcie Ordior i w tym samym momencie poczułem, jak ta zadrżała w mej dłoni. Znaki rozbłysnęły, a zaraz po tym zbladły stając się praktycznie niezauważalne szczególnie dla osób, które o ich znaczeniu nie miały żadnego pojęcia. Uśmiechnąłem się pod nosem, schowałem pustą fiolkę i powróciłem do Belviny, która najwyraźniej też odniosła sukces. -Nie, ale upewniłem się, że każdy kto stanie w tamtym budynku spłonie- rzuciłem z wyraźną satysfakcją. -Jak rokowania?- spytałem wskazując głową ranną kobietę.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Elkstone [odnośnik]15.07.21 23:23
Rozglądała się ze spokojem po otoczeniu, co jakiś czas wracając wzrokiem do napotkanej kobiety. Ta usilnie starała się utrzymać na nogach, z czym nie próbowała dyskutować, tylko raz poradziła, aby usiadła i odpoczęła jeszcze chwilę. Jednak jedyne co osiągnęła to, fakt, że nieznajoma oparła się o ścianę, jedyny fragment budynku, który jakimś cudem stał stabilnie. Nie rozmawiały, wiedząc, że dźwięk może przyciągnąć osoby, które zwykle ukrywały się w ruinach. Blythe ostatnie czego chciała to dać się zaskoczyć w takim miejscu. Zaciśnięte na ohii, smukłe palce były gotowe do spięcia i uniesienia różdżki w razie potrzeby. Lepiej niż w ofensywie, radziła sobie w defensywie, pamiętając większy zakres zaklęć. Odwróciła głowę w kierunku Macnaira, a zadane pytanie zawisło na moment w powietrzu.
Kąciki jej ust uniosły się lekko, gdy usłyszała satysfakcję w jego głosie. Przywykła już, że cieszyła go każda dobrze nałożona klątwa, nawet znając ich przeznaczenie i nie dziwiła mu się, był w tym dobry, ale sukcesy zawsze poprawiały humor.
Zerknęła na kobietę, zanim określiła jej stan. Było dobrze, rana, która wcześniej zwróciła uwagę, okazała się więcej krwawić, niż być groźna.- Nic jej nie będzie, rozcięcie było płytkie, ale zaklęcie uderzyło idealnie w żebra, więc na moment utrudniło oddychanie.- wyjaśniła, również ją informując, co tak naprawdę się stało, a raczej dookreślając to, co mówiła wcześniej.
Skinieniem zachęciła go, aby odeszli kawałek. Sama nie wiedziała do końca, dlaczego nie chciała rozmawiać przy kobiecie, ale odzywała się chyba wypracowana latami nieufność.
- Z tego, co mówiła, niechcianych mieszkańców jest tutaj sporo. Męcząc się z tamtym, przegoniła wszystkich, ale chyba warto tu wrócić innego dnia.- dziś niewiele tu zastali, ale kiedy nikt nie namiesza wcześniej, możne można było trafić na kogoś.- Chociaż jak uważasz.- dodała zaraz, bo to on był tu pierwszym, który mógł chcieć wytłuc chowających się. Klątwa i pułapki bez wątpienia zrobią swoje, lecz nie przegonią wszystkich z okolicy, ale to był tylko jej wniosek.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Elkstone [odnośnik]15.07.21 23:29
-Jeśli jej się udało, to dobra informacja- odparłem, choć nie byłem, co do tego przekonany. Cieszył jednak fakt, że ludzie brali sprawę na poważnie i samodzielnie dążyli do sprawiedliwości.
-Daj mi jeszcze trochę czasu, upewnię się, że jednak nie będziemy musieli tu szybko wracać- rzuciłem, a następnie oddaliłem się od Belviny.
Chciałem mieć pewność, że wróg trafiając w to miejsce będzie mieć znacznie większy problem, niżeli tylko klątwa, dlatego postanowiłem nałożyć jeszcze jedno zabezpieczenie. Zawierucha bywała wyjątkowo upierdliwa, latające z każdej strony czary skutecznie obniżały zdolność koncentracji, a tym bardziej upatrzenie właściwego wroga, dlatego wydawała mi się idealna. Pułapki nie były mi równie bliskie, co przekleństwa, jednakże podstawowa wiedza umożliwiała mi jej założenie.
Podszedłem do spalonego płotu i wskazałem różdżką ziemię tuż przy jego krańcu, po czym zacząłem wypowiadać kolejne inkantacje obserwując, jak drobinki magii zaczynały się unosić. Obszar nie mógł być duży, dlatego zdecydowałem się zgliszcza centralnego punktu wioski. Jeśli ktoś miałby się w niej znaleźć, to nie będzie możliwości, aby go pominął. Wolnym krokiem przemieszczałem się w prawo, a następnie wykonałem kilka kroków w bok znajdując ograniczenie w niewielkim, kamiennym murku. Dochodząc do jego krańca ponownie przeniosłem wężowe drewno na przeciwległy płotek i pokonałem odległość mniej więcej równą do tej wcześniejszej. Tym samym utworzyłem prostokątny obszar, który po ostatnich inkantacjach stał się swoistą pułapką.
Wróciwszy do Belviny skinąłem jej głową na znak gotowości. Była cierpliwa, w końcu nie zajęło mi to jedynie chwili, a kilka kwadransów. Wiedziała jednak, że naszym zadaniem było zabezpieczenie tych terenów, nawet jeśli nie znaleźliśmy na nim większej ilości wroga.
-Myślę, że to wystarczy, przynajmniej na razie. Jestem pewien, że po niego wrócą- rzuciłem wskazując głową truchło czarodzieja opowiadającego się za poglądami przeciwników. Wobec takich nie miałem litości i liczyłem, że czym prędzej wybijemy ich – jednego po drugim. -Wracajmy, nic tu po nas- dodałem, po czym upewniając się, że kobieta o własnych siłach dotrze do domu, ruszyliśmy w kierunku Londynu.

/ztx2




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Strona 3 z 11 Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Elkstone
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach