Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Most bez celu
AutorWiadomość
Most bez celu [odnośnik]13.02.20 19:43
First topic message reminder :

Most bez celu

Nikt nie wie, dokąd tak naprawdę prowadzi, albo prowadzić miał most. Faktem pozostaje jedno - sam w sobie od wielu lat nie posiada żadnego celu. Woda jest w tym miejscu zbyt płytka, by latem można było skoczyć z niego bez obaw o złamanie karku. Mawia się jednak, że jeśli zna się odpowiednie słowa, można odnaleźć łódkę prowadzącą do skrytej pod wodą krainy. Te jednak zostały zapomniane na przestrzeni czasu i nikt dotąd nie był w stanie ich odnaleźć. Wielu śmiałków próbowało dotrzeć do podwodnej krainy w inny sposób, lecz bezskutecznie - magicznie ukryta, pozostaje niewidoczna dla tych, którzy spróbują dostać się do niej bez znajomości właściwego hasła.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Most bez celu [odnośnik]12.07.21 18:20
Z jednej strony przychylność obcych dla wielu była czymś pozytywnym - z drugiej jednak Thomas nie powinien spędzać z obcymi tyle czasu, ile zazwyczaj spędzał. Mimo, że nie wychowywał się od urodzenia w taborze, jego rodzeństwo było zawsze mniej ufne i bardziej podejrzliwe względem innych. On za to jak ostatni kretyn z uśmiechem wychodził w kierunku każdej nowo napotkanej osoby, a w czasach wojny nie było to ani rozważne, ani dobrze widziane. Choć może rzeczywiście przez ostatnie kilka lat nieco się zmienił pod tym względem? Tym bardziej, że musiał znacznie bardziej uważać odkąd był sam. Nikt by mu nie pomógł, nikt by go nie obronił przecież.
- To brzmi ciekawie… Chociaż pewnie i stworzenia morskie by mnie prędzej zjadły niż dały się ze mną porozumieć - zaśmiał się cicho pod nosem, bo rzeczywiście mimo wychowania z końmi, wszelkie żywe stworzenia wydawały się mieć dość ciężki moment na to, aby zaprzyjaźnić się z Thomasem. Chociaż kto wiedział, może potwory z morskich głębin byłyby bardziej wyrozumiałe dla tego cygana?
Dopijali spokojnie kawę, rozmawiając jeszcze nieco na temat oceanów czy widoków.
- Muszę spróbować wybrać się gdzieś, tak za morze czy ocean… Chociaż to w czasach wojny może być nieco bardziej problematyczne - stwierdził, co nie było w końcu niczym odkrywczym. Wszystkie takie było za czasów wojny. Podróż, spacer… Nawet sami tego dzisiaj doznali, spotykając na swojej drodze dementora! Jak można było tego uniknąć, jak można było do takich rzeczy przywyknąć? Chociaż chyba musieli to zrobić. W końcu… w końcu taka była ich szara codzienność, prawda? Nie mogli wiele zdziałać czy zmienić, mogli uciekać choć przez ostatnie kilka lat to było jedyne co Tomek robił i nie okazywało się przynosić większych skutków. A przynajmniej nie tych zamierzonych.
Z czasem siedząc przy ognisku, ogryzali się. Wypili niezbyt wysublimowany napój i w końcu przyszedł czas, żeby oboje się rozeszli. Każde w swoją stronę. Dziewczyna mogła się zastanawiać czy kiedykolwiek spotka jeszcze chłopaka, który wyraźnie cały swój niewielki dobytek nosił po prostu ze sobą w plecaku, a on mógł się zastanawiać skąd kobieta z dobrego domu znalazła się w środku lasu sama.

Zt x2



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Most bez celu [odnośnik]21.01.22 20:59
06.03.
Ostatnim razem skończyło się nienajlepiej. Człowiek umarł na ich oczach, a Septimus wciąż nie wierzył że tamten głupiec odszedł wystraszony na zabój.
Stojąc na pomoście, trzymał dłonie na biodrach. Wpatrywał się w powierzchnię tafli lodu, pokrywającego cały zbiornik wody. Dzisiejszy dzień był słoneczny, ciepły jak na standardy wczesnomarcowe, dający nadzieję na szybką odwilż. Włosy Septimusa rozwiał wiatr, a czerwony szal który miał obecnie za sobie - zmierzwił się i nastroszył. Poły płaszcza wydawały na wietrze odgłosy cichych strzałów, zderzając się ze sobą, a spojrzenie blondyna wystrzeliło w kierunku stojącego tuż obok przyjaciela. O czym właściwie rozmawiali? Zanim się zapatrzył, oczywiście, jak to miał w zwyczaju - nie kontaktować wtedy, kiedy tego od niego wymagano, być nadaktywnym wtedy, kiedy powinien milczeć.
Ach, sprawa Sackville. Masz namiary. Amelia wspominała mi o tym… że byliście razem na małej wycieczce - … odłamek zazdrości? Niemożliwe. O przyjaciela? O Amelię? O wspólne przygody? Znowu, czemu ponownie czuł kiełkującą w sobie zazdrość? Uczucie tak podłe i tak nie na miejscu? Wiedział, że Cornelius mógłby wyczuć jego emocje gdyby tylko chciał, powiązać to z jego słowami i zaśmiać się. Eberhart i Sallow byli zbyt podobni - pedantyczni służbiści, z wielkimi pasjami i jeszcze większymi ambicjami. Septimus też miał ambicje, ale ambicje takich jak on nazywane były raczej fanaberiami, seriami dzikiego widzimisię z doklejoną na siłę łatką planów na przyszłość. – Spotkaliśmy potem kolejnego o tym nazwisku - wymachnął ręką na bok w niedbałym geście, a potem powrócił spojrzeniem do Corneliusa. – Dokonał cholernego napadu na transport żywności dla ludności Shropshire, dałbyś wiarę? On i dwoje innych. Chyba zupełnym przypadkiem rzuciłem czarnomagiczne zaklęcie przy Amelii.
Teraz wręcz teatralnie oparł dłoń na szczęce, głaszcząc swój kilkunastodniowy zarost. Niedługo wyjeżdżać miał na koncert w Manchesterze, będzie musiał ogolić się, odwiedzić fryzjera i zażyć kąpieli - przebywanie w czterech ścianach domu Vanity sprawiało, że wyglądał coraz bardziej swojsko, a mniej światowo, przez co ledwo mógł patrzeć w lustro. Potrzebował nowych ubrań, nowych doznań, oddechu świeżości. Potrzebował kontaktu z inspirującymi mężczyznami, innymi od Corneliusa, który bez wątpienia pozostawał wciąż najważniejszym doradcą jego życia. Potrzebował jednak czegoś innego. Cielesnego. Pamięcią umknął ku największej inspiracji swego nędznego istnienia, zataczając okręgi myślowe wokół sylwetki Stefana. Stefana sprzed kilkunastu lat, tego którego dobrze pamiętał. Możliwość przebywania z nim lub chociaż powspominania wspólnych chwil była dla Septimusa inspirująca. Przymknął oczy. Potem zacisnął je mocno i palcami przemknął po brwiach, powiekach, wzdłuż nosa… Dlaczego o tym myślał? Dlaczego kilka dni po tym, kiedy Eberhart prawie zgodziła się na bycie jego narzeczoną, on rozmyślał o swoim dawnym kochanku i chęci upuszczenia nieco krwi swoim niepoprawnym żądzom. Przy Cornelu, cholernym Cornelu który jako jedyny żyjący i na wolności znał największy sekret jego życia.
Może nie tylko jedno. Ale wydaje mi się, że nikomu nie wykapuje… - wymamrotał i zerknął ku przyjacielowi kątem oka, z pewnym zawahaniem. Jakby szukał w jego spojrzeniu czegoś, co potwierdzi założoną tezę. Zmarszczki w okolicy oczu Septimusa pogłębiły się tak, jakby ten faktycznie intensywnie nad czymś rozmyślał.


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Most bez celu [odnośnik]21.01.22 21:42
10.03 jednak

Cornelius był niewyspany. Normalnie lubił wstawać rano i od razu brać się do pracy, ale dzisiaj zostałby przy Valerie jak najdłużej, gdyby nie fakt, że umówił się dzisiaj z jej bratem. W południe, by dać czas Septimusowi na wyspanie się - Sallow nie zakładał w końcu, że niewinny wieczór z Valerie przerodzi się w całą noc, że zbliży się do siostry przyjaciela bardziej niż się spodziewał, że zdradzi jej swój największy sekret i hańbę. Że zamiast wstrętu lub przerażenia, znajdzie w jej oczach zrozumienie, a w ramionach - ukojenie. Przez moment rozważał, jak spojrzy w oczy jej brata - obiecał w końcu, że będzie dbał o jej bezpieczeństwo i honor - ale szybko rozwiał te wątpliwości. Robił w życiu gorsze rzeczy i tkał poważniejsze kłamstwa, zresztą niedomówienie to nie kłamstwo.
Zmarszczył lekko brwi, widząc przyjaciela i jego upiornie czerwony szalik. W powiewającym na wietrze karmazynie, odcinającym się od marcowej szarości Shropshire, było coś… wulgarnego. Może w Berlinie muzycy tak się nosili, ale do Anglii wracała konserwatywna moda, do cholery.
-Przywiozłeś to z Berlina? - burknął na powitanie, bo łatwiej przypisać przyjacielowi winę za ohydny szal niż sobie za zhańbienie jego młodszej siostry. Zauważył, że Septimus miał włosy w tym samym odcieniu, co Valerie. Nie chciał zauważać takich rzeczy.
Vanity odpowiedział, strategicznie zmieniając temat. Cornelius zacisnął lekko usta.
-Tak. Zdobyliśmy adres rodziny pewnej szlamy. Liczyłem, że wrócą się po jej zwłoki, ale nadal są tam, gdzie je umieściłem - przylepione do drzewa, zmrożone, już nie do rozpoznania. Zasadzka szmalcowników nie odniosła skutku, mieli czas wynieść się z hrabstwa - jeśli tego nie zrobili, złożymy im wizytę. - zaproponował. Nie przejmowałby się tak losem jednej rodziny, gdyby nie fakt, że Septimus również się na nich natknął. -Czyli to czarodzieje, nie mugole. - uniósł brwi, gdy Vanity zaczął mówić o czarnej magii. Dziwnym tonem. On też wstał dziś lewą nogą? Cornelius zbudził się w wyśmienitym humorze, zepsuł go dopiero fakt, że zamiast leżeć przy Valerie musi spędzić dzień w mokrym Shropshire.
-Przypadkiem, tak jak przypadkiem zabiłeś tamtego czarodzieja? - zacisnął lekko usta. -To prawda, co mówią o czarnej magii? Że uzależnia? - wtrącił, łagodniej. -Legilimencja tak. - przyznał cicho. -Ale to słodkie uzależnienie. Potęga na wyciągnięcie palców. - ale Septimus chyba go nie słuchał, znowu. Czyżby oboje byli dziś rozkojarzeni?
-Wykapuje? Naprawdę myślisz, że miałaby komu? Użyłem legilimencji na nastolatku w porcie, publicznie, przy komendancie policji. Trzy-czwarte naszych sił zna teraz czarną magię i nie waha się jej używać. Świat się zmienia, Septimusie. Anglia jest nowa, wspaniała, nie dusimy już naszych talentów, nie ma potrzeby… - uspokajał przyjaciela, ale ton był daleki od spokojnego. Pobrzmiewał w nim zachwyt, a w oczach skrzyła się nieco chorobliwa pasja. Może i obojętny był mu los mugoli - mogli żyć, nie żyć, wszystko jedno - ale nie znosił tłumienia talentów i zdolności, cenzury na legilimencję i inne zakazane umiejętności. Mury wreszcie runęły, konsekwencje stały się nieistotne.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Most bez celu [odnośnik]21.01.22 21:42
The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Most bez celu - Page 2 WTGWXQS
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Most bez celu [odnośnik]24.01.22 9:57
Na pytanie o szalik tylko uniósł jedną brew. O co chodziło? Czemu ten kawałek wełnianej szmatki przyprawił Corneliusa o tak nieprzyjemny ton? Gdyby Septimus wiedział o możliwie niekorzystnych konotacjach z nim związanych, pewnie nie nosiłby się tak przy przyjacielu – miał w końcu chociaż kilka innych opcji – bardziej neutralnych, szarych, czarnych, brązowych, kremowych, beżowych… Ale nie lubił ich tak bardzo, jak lubił ten szal, będąc związanym z nim więzią raczej emocjonalną, nie faktycznie estetyczną.
- Nie, Valerie mi przywiozła – odpowiedział, ale bez cienia złośliwości. Nie chciał dać po sobie poznać, że zauważył niezadowolenie Sallowa. Ten miewał już swoje humorki, które Septimus zdążył już nawet polubić, przyzwyczaić się do nich, zaakceptować… Sam też nie był w najlepszym nastroju. Nie miał ochoty na koncerty. Miał ochotę spędzić czas z kimś bliższym niż członkowie jego orkiestry, zwykle dużo młodsi niż on, chociaż psychicznie niewiele niedojrzali od niego. Cieszył się na spotkanie z Corneliusem, jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że nie powinni spotkać się w innych warunkach – nie w szczerym polu, wilgoci, brudzie, roztapiającym się śniegu…
- Autentycznie umarł wtedy przypadkiem… – powiedział od razu, obracając się frontem ku Cornelowi i wskazując na niego otwartą dłonią. Twarz Septimusa wyrażała szczere zmieszanie. Rzecznik nigdy nie musiał silić się na wyczuwanie emocji Vanity – ten sam obnażał je przed nim bez najmniejszego zawahania. – To nie było zaklęcie, które miało go zabić, przysięgam. Z ręką na sercu. Widocznie… Nie wytrzymał psychicznie? O, może serce stanęło mu ze strachu? – pokiwał głową na linii góra-dół. Wiedział jak idiotycznie to brzmiało, jednak słowa te były szczere. Sam niegdyś oberwał tego typu zaklęciem w trakcie typowej wymiany zaklęć – było niegroźne dla ciała, za to rujnujące dla ducha – od tego czasu nigdy już bowiem nie zanurzył się w żadnym otwartym zbiorniku wodnym, a i zresztą – nie umiał nawet pływać. – Tak, uzależnia. Nie sądziłem, że daje często taką satysfakcję… – nie wierzył w to co mówił, chociaż mówił to dość szczerze. Septimus nie był psychopatą, wciąż wiele rzeczy go poruszało – ale poruszenie płynące z cierpienia też odnosiło efekt. Inspirowało. Efekt był może nawet lepszy, niż przyjemne uniesienia. – Dała mi poczuć, że moje zdolności jej imponowały, kto wie – może kłamała. Ale wiesz? To dziwne, nigdy jeszcze, poza tobą i nią, nie spotkałem się z aż takim podejściem. Ja zanim nauczyłem się tego, czułem potworne obawy. Musi być potwornie silna, silniejsza niż myślałem albo… Albo nieważne. Wiesz co, zapomnij, że o czymkolwiek mówiłem… – nie zapomni, to był Cornelius Sallow, pamiętał wszystko. Co jednak wywołało w Septimusie taką, a nie inną reakcję, szybkie odejście od rozgrzebywanego tematu, to fakt zauważenia ciemnego dymu umykającego spośród ogołoconych z liści drzew. Przed oczami przemknęło mu wspomnienie Sackvilla dławiącego się podobnymi tumanami umykającymi z płuc. Mrugnięcie wystarczyło, by wizja odeszła na powrót do umysłu – Septimus w końcu bardzo szybko porzucał myśli.
- Cornel, pożar… – zaniepokoił się Vanity. Czy był gotowy pomóc komuś, kto obecnie znajdował się wewnątrz? Tak, raczej tak, na pewno nie kosztem swojego życia i zdrowia, ale gdyby istniała szansa – pomógłby… Oczy przebiegły ku przyjacielowi, by w powiewie pomyślunku rozważyć jego stan – Cornelius nie lubił ognia, dyrygent był tego świadomy. Gdyby nagle jego psychika okazała się nieco kapryśna i zmusiła go do przywoływania nieprzyjemnych, cudzych wspomnień, musiałby wyciągnąć ku niemu pomocną dłoń. – Dasz radę podejść bliżej? – wiedział, że pytanie to mogło wyzwolić gniew, jednak nie przejmował się tym – wolał niekiedy zaryzykować byciem okrzyczanym i postawionym do pionu niż wyjść na nieczułego wobec potrzeb przyjaciela durnia. – Kurwa, widzisz tych dwóch tam? – podchodząc kilka kroków w kierunku domu zauważył dwójkę mężczyzn umykającą od drzwi płonącego domostwa. Zaplanowana akcja, nie wypadek, zaplanowana akcja, nie wypadek, zaplanowana akcja, nie wypadek… - Trzeba ich zatrzymać… – powiedział, łapiąc się nerwowo za głowę, a dopiero spoglądając ku Corneliusowi, widząc emocje na jego twarzy… Zmarszczył brwi. Wiedział o tym?


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Most bez celu [odnośnik]25.01.22 18:18
-A, chyba, że tak. - mruknął, nieco zbity z tropu. Spojrzał na szalik z nieco większą tolerancją, w prezencie od siostry nie było nic złego, a narzeczona faktycznie często ubierała się w ponętne karminy. Zadziwiające, że kolor, który tak dobrze leżał na Valerie, tak gryzł się z urodą Septimusa. Cornelius był konserwatywny jeśli chodzi o męską modę - jaskrawe kolory nie przystawały mężczyznom, szczególnie poważnym mężczyznom, szczególnie w szarym Shropshire. Przełknął ślinę, myśląc sobie, że musi jakoś przełknąć szal, za który jeszcze w Hogwarcie wlepiłby minus pięć punktów jako prefekt naczelny. No, każdemu poza Septimusem. Już wtedy przymykał oko na jego wyskoki, modowe i wszystkie.
Mimowolnie uśmiechnął się łagodnie, gdy Vanity zaczął się tłumaczyć i peszyć. W jego zmieszaniu było coś uroczo niewinnego. Sallow chciałby móc zabijać ludzi i podchodzić do tego z podobnym wytłumaczeniem - do niedawna zresztą mu się udawało. Doszedł do prawdziwej wprawy w usprawiedliwianiu każdego swojego czynu, dopóki nie zdarzył się ze ścianą. Chyba wtedy, gdy stracił rodzinę, a raczej jej namiastkę.
-Może. - przyznał bezbarwnie. -Jak działa to zaklęcie? Aqua...co? Jak brzmi ta inkantacja, trudno je rzucić? Gdyby nie umarł - zmusiłoby go do mówienia? - dopytywał rzeczowo, nieskrępowany skrępowaniem Septimusa. Brakowało mu jeszcze śmiałości, by sięgnąć po czarną magię w praktyce, ale chciał poznać przynajmniej teorię. Wbił w Septimusa przenikliwe spojrzenie, uważnie słuchając jak ten mówi o uzależnieniu, o nauce, o Amelii... No tak, mógł się przywyczaić do tego, że myśli Vanity biegły specyficznym torem.
-Albo co? - dociekł, bo "nie mówmy o tym" nigdy na niego nie działało. Uniósł lekko brwi. -Myślisz, że... Amelia może znać czarną magię? - o to chodziło, dlatego tak się speszył?
Zanim zdążył docisnąć Septimusa, fasada Corneliusowego opanowania pękła nagle. Zamrugał, gdy oczy go zapiekły, a gryzący dym zaczął drażnić nos. Stali w bezpiecznej odległości, ale dostrzegł płomienie - wybuchły nagle jasną pożogą, choć Cornelius i Septimus nie widzieli ich chwilę wcześniej. Płonąca chata musiała być drewniana, łatwo zająć się ogniem. Przełknął ślinę przez zaciśnięte gardło, mimowolnie przypominając sobie, jak płomieniami zajęły się szaty jego brata.
-...wiesz, że... Solas też zaczął płonąć tak szybko...? - wymamrotał, zakręciło mu się w głowie. Septimus wiedział, wiedział, że Cornelius to widział w głowie własnej szwagierki.
Przez chwilę dał się poddać lękowi i traumatycznym wspomnieniom, ale na szczęście Septimus myślał trzeźwo i rozglądał się po okolicy. Trzeba ich zatrzymać - Sallow powrócił do rzeczywistości, spojrzał w stronę stojących nieopodal podpalaczy, a potem zerknął na płonącą chatę.
Kąciki ust drgnęły, gdy spojrzał prosto w oczy jednego z młodych piromanów.
-No proszę. - starał się oddychać ustami, skupić się na dobru Shropshire, nie na płomieniach. -To przecież adres Sackville'ów, Septimusie, ten, który mieliśmy sprawdzić. A jeden z nich - to pan Morgan, mój... znajomy. Poprosiłem go, by złożył tej rodzinie wizytę, choć nie byłem pewny, czy mnie posłucha. - wyjaśnił prędko, wspominając spotkanie w ogrodach Preen Manor. -Mieli czas uciec, Septimusie. Wiedzieli o śmierci swojej krewnej, dostali klarowne ostrzeżenie, a i tak okradali nasze hrabstwo. - opanował drżenie głosu, w którym zabrzmiała zimna, zgrzytliwa nuta.
Zmusił się do zerknięcia w stronę płonącego domu. Ktoś był w środku, usiłował rozbić okno.
-Prohinaraneo. - parsknął, celując w witrynę.
Mieli czas uciec. Już za późno.



I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Most bez celu [odnośnik]25.01.22 18:18
The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 42
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Most bez celu [odnośnik]29.01.22 10:51
- A q u a s s u s – uzupełnił od razu, będąc świadomym, że każda inkantacja to słowo raczej nietypowe, nieużywane, gdyby było inaczej – kto wie czy zaklęć nie rzucanoby przypadkiem? – Ofiara czuję się tak, jak podczas tonięcia, gdy faktycznie nic nie wypełnia ani jej ust, ani jej nosa, ni jej płuc… – wymieniał, przy okazji odginając kolejne palce swojej dłoni. – Boi się, że utonie, gdy faktycznie nic jej nie grozi. Pojmujesz? Jeżeli znasz działanie tego zaklęcia, nie będziesz bał się już tak samo, wiesz o czym mówię? Wiesz, że nie utopi cię nagle… – oczywiście, uczucie wciąż pozostawało paskudne, psychicznie rujnujące i traumatyzujące, jednak przesłuchiwanych najskuteczniej motywowała wizja śmierci, a nie wizja cierpienia. Zresztą – najpilniej strzeżone sekrety niekiedy zabierano nawet do grobu… Utykając dłonie w kieszeniach, spojrzał na Corneliusa bez zrozumienia.
- Co? – szczerze zdziwił się i spojrzał na Corneliusa niczym na gadające pudełko zapałek – coś dziwnego i nieistniejącego bez wpływu odpowiednich środków odurzających. – Przestań, nie zna czarnej magii albo dobrze udaje. Ale nie, nie zna – po tym wszystkim co powiedziała, mam wrażenie po prostu, że imponuje jej to i że z umysłem jej samej… Coś może być nie tak, rozumiesz? Mi mówili w szkole, że jestem dziwny i nieprzystosowany, zresztą sam wiesz jak było. Ona wydaje się… Kreować sobie normy pod siebie, naginać zasady. Była gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za krzywdę, którą zadałem. Tak. Rozumiesz?
Amelia była jak Cornelius, poniekąd. Obydwoje wybaczali Septimusowi jego występki i byli gotowi poukładać życie za niego, jeżeli taka potrzeba pojawiłaby się na horyzoncie – rozpłatany wspomnieniami czarnej magii umysł dyrygenta uzdrowić miała Eberhart, gdy przeszłość splamioną obecnością Stefana – wyprać Cornelius. Czym byłby bez nich? Czy w ogóle mógłby mówić o swoim psychicznym zdrowiu, gdyby nie obecność silnych charakterem jednostek w otoczeniu? Zresztą – widać było to po kolejnej fali jego zachowań. Płonące domostwo popchnęło Vanity do zastanawiania się nad tym, ile był w stanie poświęcić dla odratowania żałośnie zawodzących w ogniu jednostek. Dusili się dymem, odczuwali pewnie przejmujące, wręcz drażniące ciepło. Takie, które odczuwać musiał też Solas…
- Cornel – powiedział ciepłym głosem, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela, kiedy ten wyraził tonem swojego głosu wątpliwości. Nie mogli teraz stać i przypatrywać się cierpieniom bez… - To nie może być prawda. Cornel, dlaczego kazałeś im spalić czyiś dom? Ty, z nich wszystkich? – przeraził się. W głębi serca miał nadzieję, że Sallow nie wydał konkretnego polecenia, że nie zmusiłby nikogo do cierpienia w takich warunkach, w jakich cierpiał jego brat. Septimus był współczujący, nie wobec wszystkich, jednak na pewno wobec przyjaciela, którego traktował niczym najukochańszego brata. Razem z nim przeżywał ból straty Solasa, wysłuchiwał wszystkich jego gorzkich i przejętych słów, ofiarował mu ciepło i pomagał pogodzić się ze śmiercią na wszelkie możliwe sposoby. Skrzywił się, zerkając ku tym, którzy dopuścili się tego, jak się okazało, jednak nie samosądu. Działali z rozkazu Rycerza. Z rozkazu Corneliusa. – Zapomnij… Zapomnij, że to powiedziałem… – wiedział, że Sallow nie zapomni. – Masz rację. Wiedzieli o jej śmierci, o zniknięciu swojego brata, kuzyna, kogokolwiek… Poza tym to szlamy.
Septimus nie chciał jednak dokładać nic więcej do wysłuchiwanych cierpliwie krzyków ciał połykanych przez płomienie. Nie umieli czarować, gdyby potrafili, ryzykowaliby nawet niekompletna teleportacją by ratować swoje życie. Mugole, cholerni mugole… Nie czuł z nimi żadnej, nawet absolutnie najmniejszej więzi emocjonalnej, uświadamiając to sobie – poczuł się lepiej tym co widział.
- Robią to… Charytatywnie? – zapytał jeszcze raz, patrząc ku zmierzającym ku nim mężczyznom, którzy wyraźnie postanowili złożyć Corneliusowi wyjaśnienia lub po prostu rozkoszować się widokiem cierpienia i odgłosami skwierczących ścian, strzech, ciał…


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Most bez celu [odnośnik]01.02.22 4:42
-Aqua-ss-us czy Aq-ua-ssus? - upewnił się, powtarzając słowa powoli, z namaszczeniem. Gdy Septimus wyjaśniał działanie zaklęcia, Cornelius nie patrzył na wyginane nerwowo palce, kolejny tik zestresowanego przyjaciela. Założył dłonie za plecy i wpił chciwe spojrzenie prosto w oczy Septimusa. W zielonych tęczówkach zabłysły iskry ciekawości, doskonale znane już Vanity'emu. Sallow miał taki sam wyraz twarzy, gdy pierwszy raz opowiadał mu o legilimencji i o wywiadzie udzielonym "Walczącemu Magowi."
-Wpływa na psychikę, rozumiem. - podsumował, wyginając usta w nieco upiornym uśmiechu. Fascynowało go wszystko, co z nią związane - czarna magia stała się nagle o wiele ciekawsza, niezwiązana jedynie z brutalną siłą. Wiedział, że jej potęga potrafi wpływać na ludzki umysł, ale słyszał tylko o Crucio i Imperiusie, Zaklęciach Niewybaczalnych znanym mistrzom. Tymczasem Septimus opowiadał mu o zaklęciu - chyba stosunkowo nieskomplikowanym - które leżało w jego zasięgu. Rzucił je płynnie, bezbłędnie. -Jak długo się tego uczyłeś? - zapytał, w myślach obiecując sobie, że skróci podany czas o połowę. Zawsze chwytał wszystko szybciej od przyjaciela...
-Jakie jeszcze zaklęcia tak działają, jakich powinienem być świadom? - dodał z naciskiem. Był ważnym politykiem, wątpił, by ktokolwiek zaatakował go czarną magią - używaną głównie przez jego stronę wojny, nie rebeliantów - ale nie spodziewał się też, że ktokolwiek odważy się zamienić go w krzesło i w złotą gęś. Życie bywało pełne nieprzyjemnych niespodzianek, a on chciał być gotowy na wszystko. Szczególnie, jeśli sama świadomość działania danego zaklęcia wystarczyła, by w jakiś sposób się przed nim obronić.
-Co ty mi właśnie o niej sugerujesz? - zmarszczył lekko brwi, słuchając nerwowego potoku słów na temat Amelii. Amelii, w której Septimus był przecież zakochany, a w interesie Corneliusa było, by tak pozostało. Potrzebował u swojego boku przyjaciela i sojusznika - dumnego, szanowanego, z poukładanym życiem osobistym. Może i Eberhart była już starą panną, nieco ekscentryczną, ale nie ma przecież ludzi bez wad. Wolał, by Septimus był z nią szczęśliwy, niż by nuda w aranżowanym małżeństwie prowokowała jego niecierpliwość. Znudzony Septimus bywał trudny do kontrolowania, a jego skłonności do zachowań zgoła nieodpowiedzialnych musiały przecież zostać stłumione, raz na zawsze. -Że jest wariatką? Socjopatką? - prowokował, świadomie, chcąc wzbudzić w nim wstyd. Jak mógł tak o niej mówić, mieć jej to za złe? -Też kreuję normy pod siebie, coś w tym złego? - dodał, chyba szczerze zaniepokojony. Musiał mieć Septimusa po swojej stronie, polegać na jego zrozumieniu w każdej sprawie. Jak miał na to liczyć, skoro Vanity miał wątpliwości nawet wobec kobiety, na której punkcie miał obsesję?
-Bierzemy odpowiedzialność za czyny ludzi, których kochamy. - wytknął, piorunując Septimusa wzrokiem. Miłością romantyczną, braterską, rodzinną. Wziął na siebie ciężar grzechów Septimusa, okrutnej tajemnicy zatajonej przed Valerie, odpowiedzialność za jego sekrety. Coś cięższego i trudniejszego niż torturowanie jednego sojusznika szlam czarną magią.
Krytyka Amelii wzburzyła lekko Corneliusa - a późniejsze wątpliwości jedynie pogorszyły sytuację. Wzdrygnął się gwałtownie, strząsając rękę przyjaciela ze swojego ramienia. Starał się nie patrzeć na ogień, ale płomienie odbijały się w oczach Septimusa - w które spoglądał teraz, szczerze rozżalony.
-Sept, za kogo ty mnie masz? Za potwora? - syknął, wyginając usta w bolesnym grymasie. Że świat, to wiem - ale ty? Nozdrza lekko mu zadrżały, w niebieskich oczach przyjaciela dostrzegł nagle cień naiwnej dobroci. Prostej i niewinnej, kojarzącej mu się ze spojrzeniem własnego syna, gdy kłócił się z nim o wyjazd z Anglii.
Po raz pierwszy uświadomił sobie, że Septimus i Marcelius są odrobinę podobni (tylko odrobinę, Cornelius zlekceważył talent artystyczny, nadpobudliwość i romantyzm) i cofnął się z przestrachem.
-Jest wojna. Ludzie, którzy się wahają, kończą martwi. - wytknął Septimusowi, a podbródek lekko mu zadrżał. Martwi, jak mój syn.
-Nie kazałem im spalić domu. Ten, który przed chwilą kiwał mi głową, próbował okraść mnie i Valerie. Kazałem mu zrobić coś, co wykaże jego lojalność wobec Shropshire i uśmierzy moją irytację - pamiętałem adres tych mugoli, znaleźliśmy z Amelią niewysłany list. Podałem mu dane i dałem mu wolną rękę. Ja mam upodobanie do legilimencji, ty do duszenia ludzi czarną magią, on najwyraźniej do piromanii. - wyjaśnił prędko, zbyt prędko, nie wiedząc czemu właściwie mu się tłumaczy. Nie tłumaczyłby się nikomu innemu, ale Septimus był jego najlepszym przyjacielem i patrzył na niego... w ten sposób.
Odetchnął głęboko, gdy Septimus zmiękł. Zrozumiał...?
-Tak, mam rację. - szepnął, chcąc mu wierzyć, sobie wierzyć.
Niechętnie zerknął w stronę domu, wyczarowana przez niego pajęczyna uniemożliwiła mugolowi wyjście przez rozbite okno - próbował się z nią siłować, czy zdąży...?
Dostrzegł, jak szmalcownicy - zamiast odejść - z niepokojem zerkają w stronę chaty. Jeden z nich, Morgan poznany w Preen Manor, machał do niego ręką.
-Szefie! Coś za mało się jara! Pomożecie?! - krzyknął, przekrzykując hałas.
Cornelius znów skierował różdżkę na dom, musiał dać tym ludziom przykład. Morgan się uśmiechał - wydawał się wierzyć, że zgodnie z zapewnieniami Sallowa, za zabijanie mugoli w Shropshire nie spotka go żadna kara. Wydawał się zdolny, był młody, miał na twarzy wyraz właściwy sadystom - trzeba go zachęcić, może potem rozwinie skrzydła w innych, promugolskich hrabstwach.
Dłoń lekko mu drgnęła. Pomimo szczerej chęci, dwoiło mu się przed oczyma, nie mógł wykrzesać z siebie zaklęcia opartego na ogniu. Solas...
-Ulmus Aratrio! - opanował się i zdecydował na inne zaklęcie - takie, które uniemożliwi mugolom ucieczkę spod domu, nawet jeśli zdołają wydostać się przez okno. Rów, który miał się rozciągnąć równolegle do ściany, odetnie ich od wolności, a płomienie dopadną ich prędzej czy później.
Zerknął na Septimusa, zimno, wyczekująco.
-Septimusie. Płomienie dogasają. Pomożesz panom? - brzmiał bezbarwnie, jak nie on, jak nie brat Solasa, nie ktoś, kto z trudem patrzył nawet na ogień w kominku. Vanity mógł się jedynie domyślać, dlaczego sam nie rzuci zaklęcia - bał się, bał się ognia, ale to najlepszego przyjaciela prosił o jego podsycenie.



I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Most bez celu [odnośnik]01.02.22 4:42
The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 23

--------------------------------

#2 'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Most bez celu [odnośnik]02.02.22 22:03
Bierzemy odpowiedzialność za czyny ludzi, których kochamy – słowa te nieprzyjemnie odbiły się po czaszce, gdy Septimus musiał mierzyć się z kolejną falą krytyki Corneliusa. Sallowa, cholernego Sallowa, który zawsze musiał mieć rację – gdyby nie miał, świat Vanity mógłby zachwiać się w posadach i nigdy nie pozbierać. Nie mógł kwestionować jego słów, musiał wierzyć im bezgranicznie i wybijać sobie z głowy jakiekolwiek wątpliwości. Skrzywił się, gdy przyjaciel strącił jego dłoń z ramienia, poczuł się niemal zdradzony, chociaż to właściwie on powinien być uznany za zdradzającego, wątpiąc w ideały propagandzisty.
- Nie wariatką, nie… Ale… Specyficzna? – powiedział w powiewie zupełnej szczerości. Amelia z pewnością była… Inna. Mniej nadwrażliwa, nawet pomimo początkowej niechęci, nie zniosła widoku śmierci tak źle, jak mógł się spodziewać. Nie spanikowała, nie skuliła się pod drzewem, nie zaczęła płakać, wyć, krzyczeć, piszczeć… Była dorosła, pewnie nie raz widziała już śmierć, jednak to ona powiedziała mu kiedy powinien przestać. Była tak opanowana, by Septimus… Zwątpił na chwilę w jej dobre sumienie. Czyżby po wszystkim tym czego dopuścił się w Berlinie i na rodzimych ziemiach wciąż posiadał psychikę bardziej wrażliwą od tej kobiecej? Nie mógł przestać myśleć o swojej słabości. Potrzeba było mu pewnie kogoś takiego jak ona – bardziej zdecydowanego i pociągającego za sznurki. Gdyby Amelia nie zgodziła się przyjąć tej roli – wciąż miał u boku Corneliusa. – Nie… Cornel, nie mów tak, nie jesteś potworem. Jesteś najbardziej zaufaną osobą w moim życiu… Ufam ci, przepraszam.. – nie odnosił się już do jego poprzednich słów, spuścił po prostu nos na kwintę i miał zamiar wykonywać kolejne polecenia bez zbędnego marudzenia. Zauważył mężczyznę o którym wspominali, skrzywił się brzydko na myśl, że mógł on okraść jego siostrę. Był wdzięczny Corneliusowi za powstrzymanie go od tego czynu, jednak sympatia wobec kiwającego głową jedynie zmalała. Może jego też powinni spalić po wszystkim?
Widział, że Cornelius pomimo próśb swojego nowego kolegi, nie decydował się na rzucenie zaklęcia przywołującego płomienie. Vanity nie był może najlepszym taktykiem, jednak był spostrzegawczy, umiał czytać emocje nawet jeżeli nie posiadał tak skutecznych narzędzi jak legilimencja. Czasami dopowiedział sobie coś zgodnego ze swoją intuicją i o dziwo – udawało mu się. Znał Corneliusa, ten bał się ognia i nawet próbując przekonywać go do tego, że akceptuje wybór tego rodzaju kaźni dla mugoli… Cóż, dyrygent na dnie umysłu sądził, że Sallow wolałby tego nie widzieć.
- Pomogę panom, ale odsuń się… – powiedział Vanity. Sam wystąpił kilka kroków do przodu w kierunku domostwa. Wyciągnął różdżkę i wykonując odpowiedni ruch nadgarstkiem, zdecydował się na inkantację.  – Ignitio… – powiedział, jednak odgłos pękającego szkła i nagle pojawiający się krzyk znajdującej się wewnątrz kobiety sprawił, że zaklęcie nie zostało przepuszczone przez różdżkę. Nadgarstek zadrżał, czar nie powiódł się.
- Ha, fajczą się, widzi Szef? – wykrzyknął mężczyzna ku Corneliusowi. – Więcej, więcej, co tak słabo… – popędził Septimusa, na co dyrygent tylko spojrzał ku niemu spod opuszczonych brwi. Kolejne zaklęcie miało uderzyć już z większym zdecydowaniem i mocą. Vanity godził się na słuchanie poleceń Corneliusa, cenił sobie jego i zrobiłby dla niego wiele, jeżeli nie wszystko – co jednak mógł znaczyć dla niego tak marny pył, który dodatkowo chciał okraść jego siostrę? Ogień miał uderzyć w domostwo, chociaż Vanity wyobrażał sobie, że celuje nim w poganiacza…
Ignitio!

Rzuty kością + szlachetna k100 na drugie zaklęcie


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Most bez celu [odnośnik]05.02.22 19:16
Niepowodzenie pierwszego czaru mogło zwiastować porażkę, ale również - paradoksalnie - podbudować Septimusa do tego, by włożyć w zaklęcie więcej czającej się pod skórą mocy. Istotnie, doświadczony mag nie pozwolił zdominować się wątpliwościom i kolejna inkantacja wzbudziła niemal natychmiastowy efekt destrukcji. Sfera pulsującego ognia pomknęła w kierunku domu mugoli z sykiem i trzaskiem, trafiając w podpory dachu, ale nie zatrzymała się tam; wybiła dziurę w dachówkach, wpełzła do środka i tam nabrzmiała niczym gwiazda na moment przed wybuchem.
Septimus i Cornelius mieli zaledwie kilka chwil na wyczarowanie zaklęcia tarczy nim ogłuszający wybuch zmienił posiadłość w pogorzelisko. Wśród topiącego się szkła i podmuchów iskier dało się wciąż dojrzeć wędrujące na czworakach postacie mugoli, czarne, spopielone, zbyt słabe, by wydać z siebie najlżejszy dźwięk. Nie pozostawiało wątpliwości, że żaden z nich nie przeżyje wybuchu.

Interwencja Mistrza Gry w związku z wyrzuceniem krytycznego sukcesu. Cornelius i Septimus, wasze zaklęcia tarczy są z góry uznane za udane, nie musicie na nie rzucać. Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki.
Elvira Multon

[bylobrzydkobedzieladnie]
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Most bez celu [odnośnik]08.02.22 6:22
-Przecież to oczywiste, że jest specyficzna. - zmarszczył lekko brwi, nie wierząc, że Septimus jest tym zaskoczony. Eberhart zawsze była inna, jak oni dwaj, Sallow ocenił to na pierwszy rzut oka. Vanity nie myślą chyba, że Cornelius ot tak, tolerował każdego gryzipiórka w Ministerstwie, że z każdym polowałby na jakieś durne kołkogonki. -Inaczej nie zwróciłbyś na nią uwagi, gdyby była jak wszystkie inne. - wytknął Septimusowi, wzruszając ramionami. Przyjaciel nie ożenił się przez tyle lat i choć teraz Sallow znał już prawdziwą, rozdzierającą mu serce przyczynę tego stanu rzeczy, to do zabójstwa Kruegera święcie wierzył, że Septimus - romantyk, wariat, artysta - po prostu czeka na tą jedyną. Wyjątkową.
Kajanie się Vanity'ego nieco go uspokoiło. Zaciśnięte usta złagodniały, źrenice odszukały rozbiegane spojrzenie przyjaciela.
-Wiem, Septimus, wiem. Też ci ufam. - westchnął, choć jakoś wymownie. Nawet po tym wszystkim - czymże jest spalenie żywcem człowieka w obliczu dwóch dekad podwójnego życia?
Nie, żeby sam nie prowadził podwójnego życia - ale tylko przez jakąś dekadę, więc to nie ten kaliber. Poza tym, mugolki są mimo wszystko mniej odrażające niż Niemcy.
Uśmiechnął się z przymusem do Morgana, który - na szczęście zbyt podniecony pożarem by wnikać w mimikę Rzecznika Ministerstwa Magii - skupił uwagę na Septimusie. Cornelius z ulgą odwrócił wzrok, starając się oddychać przez usta. Chociaż może to nie był taki dobry pomysł, czuł na języku gorzki posmak dymu. Czy tak czuł się Solas, chwilę przed śmiercią...?
Usłyszał inktantancje zaklęć, nie patrzył już, aż...
...poczuł na twarzy żar. Huk wybuchu. Błysk tarczy. Morgan osłonił go swoją, Septimus przywołał Protego obok.
-Ło szefie....! A to szef pojechał....! Jara się jak mugolskie stosy w Ludlow! - zarechotał Vidcund Morgan z wyraźnym podziwem, opuszczając różdżkę i przypatrując się Septimusowi z wyraźnym podziwem. -Hola, ja też szefa skądś znam? - zdał sobie sprawę. Znał skądś twarz Septimusa, ale w operze nie bywał - może z rodzinnego Shropshire?
-To brat kobiety, którą chciałeś okraść. - warknął Cornelius, ocierając spocone czoło rękawem. -Cieszę się, że stanął pan po właściwej stronie, panie Morgan. Że spaliliśmy tą chatę razem. - podkreślił, pamiętając, jak Morgan martwił się o kary za łamanie prawa, o to, czy Ministerstwo poprze podobnie zbrodnicze czyny. -To prawdziwe szczęście, że mieliśmy okazję porozmawiać zanim połakomił się pan na sakiewkę jakiejkolwiek damy ze Shropshire - jak pan widzi, mój zezłoszczony przyjaciel jeszcze by pana spopielił. - zażartował ponuro, chcąc uzyskać pewne zapewnienie...
-No co pan, panie szefie, panie Rzeczniku! Już nigdy nikogo nie okradnę, to - to o wiele lepsza zabawa! - zaprotestował żarliwie Morgan, a Cornelius uśmiechnąłby się z satysfakcją, gdyby kątem oka nie dojrzał ruchu wśród płomieni.
Zwęglony człowiek. Na czworakach. Jeszcze żył, ale nie było już dla niego szans.
Merlinie, inni... inni też wciąż się ruszali.
Solas...
Gwałtownie wciągnął powietrze nosem, pamiętając jak to jest, na własnej skórze. Przeżył to we wspomnieniach Jade, żar płomieni, dym wdzierający się do nosa, widok zwęglonej postaci na kolanach. Teraz... teraz przeżywał to od nowa. Zacisnął mocno usta, czując bolesne szarpnięcie w okolicy mostka. Musi... musi wytrzymać. Odgrodzić się od bólu, swojego i ich. Od wspomnień. Przecież potrafił, potrafił nad sobą zapanować w każdej sytuacji, teraz też się uda i powstrzyma falę mdłości cisnącą się do gardła, był poważnym politykiem, na Merlina...


wytrzymałość psychiczna (+30?)
0-70 rzygam
70+ nie rzygam


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Most bez celu [odnośnik]08.02.22 6:22
The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 75
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most bez celu - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Most bez celu [odnośnik]08.02.22 13:54
Cofnął się po pół kroku i cicho, pod samym nosem przywołał na siebie:
- Protego – które chociaż obroniło go przed falą ognia, rzucone nieco zbyt niechlujnie – zmusiło do przymknięcia oczu. Uderzający w nie gorąc popchnął na policzki pojedyncze łzy, które musiał obetrzeć dopiero wtedy, kiedy zachwycony działaniami iście terrorystycznymi Morgan wyraził aprobatę. Teraz i Vanity był więc szefem? Septimus schował różdżkę, kiedy spojrzenie odszukało Corneliusa.
Po wszystkim?
Nie, to co stało się z domostwem przeszło jego najszczersze oczekiwania i pozwalało wierzyć, że posiadał w swoich dłoniach potężne zdolności magiczne. Nigdy nie był taki, w szkole pozostawał nieudolnym trzepunem, dzieciakiem o niskich zdolnościach – nie przez brak talentu być może, a brak konsekwencji, koncentracji i chęci. Może z wiekiem poważniał nieco? Albo wreszcie zwalczył niepewność, którą pchano mu do głowy od początku szkolnego funkcjonowania?
To nieważne. Septimus nie spoglądał już w kierunku budynku, którego belki stropowe opadały właśnie na podłogę z niemałym łomotem. Pożerane przez chciwe i głodne płomienie kawałki drewna, wybite w skutek eksplozji okna… Odwrócił się tyłem. Nie chciał nawet patrzeć w twarz Morgana, kiedy ten określił to zabawą.
- Zabawa, kurwa mać, zaraz zdzielę cię przez łeb – warknął ku Vidcundowi, widocznie wciąż mając w pamięci to, że ten chciał okraść jego siostrę. Okraść siostrę. Valerie, cholerną Valerie którą los pokarał już decyzjami jej pieprzonego brata, którym był on sam. – To nie jest zabawa, to zadawanie śmierci. Nie robisz tego dla frajdy tylko dla przyszłości naszego Hrabstwa – czuł, że głos zadrżał mu. Pewnie wieczorem popłacze się na wspomnienie widoku pokrytej cieniem niepewności twarzy Corneliusa. Miał gdzieś skwierczące ciała mugoli, miał gdzieś nawet psychiczne zdrowie Morgana – nie będzie miał jednak gdzieś dobrego samopoczucia Sallowa. – Albo dla pieniędzy, własnego bezpieczeństwa – gówno mnie to obchodzi. Ale nie mów, że robisz to dla zabawy. JA. PIERDOLĘ.
Oparł dłoń na czole, przymykając oczy. Poczuł jak płuca zawężają swoją objętość, poczuł, że może oddychać tylko płytko – jak w stresie czy irytacji. Sam nie miał ochoty na dalszą rozmowę z Vidcundem. Wyżył się na nim, być może kosztem swojej reputacji w jego oczach, trudno. Mówi się trudno, prawda? Nikt nie wspomni tego zdarzenia, o ile ogień nie przeniesie się dalej. Niedługo wszyscy zapomną, zapomną…
- Cornel, przeniosę nas do domu… – zaproponował. Oczywiście plan nie uwzględniał Morgana – on niech marznie tutaj albo płonie sobie z mugolami. – Muszę ci o czymś… Powiedzieć – zasugerował, chociaż była to tylko wygodna wymówka. Nie musiał być najbardziej spostrzegawczą w świecie osobą, by rozpoznać emocje kogoś znanego mu ponad trzydzieści długich lat. Nawet ludzi tak silnych jak Sallow czasami coś przerastało…


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Most bez celu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach