Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Las szepczących liści

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las szepczących liści Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Las szepczących liści Empty
PisanieTemat: Las szepczących liści [odnośnikLas szepczących liści I_icon_minitime13.02.20 19:49

Las szepczących liści

Zielone, żywe miejsce, którego obszar rzadko kiedy naruszany jest przez ludzki dotyk. Powodów tego może być wiele, ale okoliczni mieszkańcy przestrzegają wszystkich, by wchodząc do lasu uważać, czemu się ufa. Mawia się, że szepty, od których nazwę zyskał las, należą do zbłąkanych dusz, które prowadzą nieszczęśników ku zgubie. Słowa z początku są niewyraźne, giną wśród świstu wiatru, ale wraz z zgłębianiem się w las, rośnie ich siła. Mamią i mącą w głowie, niewielu jest w stanie im się oprzeć. Ponoć wśród szeptów można usłyszeć obietnice, zdolne spełnić największe pragnienia tęsknego serca.

Wchodząc do lasu, należy rzucić kością k100, a wynik zinterpretować zgodnie z rozpiską:

1-33 - Kompletnie nie jesteś w stanie oprzeć się zapraszającym dalej głosom. Wędrujesz, zgodnie z ich przykazaniem, jesteś w amoku, i to on prowadzi cię przed siebie. Nim się orientujesz, jest już za późno. Spadasz, pod sobą widzisz jedynie ciemność. By uniknąć złamań, musisz rzucić w odpowiedniej chwili Lento. W innym wypadku łamiesz nogę. Złamanie powinien obejrzeć uzdrowiciel.
34-80 - Musisz walczyć ze sobą, by nie dać się omamić szeptom, które dochodzą ze wszystkich stron. By tego dokonać, musisz wykonać rzut na odporność magiczną - ST jest równe 50. Jeśli nie uda ci się osiągnąć wymaganego ST, dotyka cię sytuacja z kości powyżej. Jeśli nie jesteś w lesie sam, twój towarzysz - o ile sam osiągnął ST - może spróbować uchronić cię przed omamieniem, wybudzając cię z amoku.
80-100 - Słyszysz szepty, ale jesteś ich świadom, nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo.

Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Las szepczących liści Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Las szepczących liści Empty
PisanieTemat: Re: Las szepczących liści [odnośnikLas szepczących liści I_icon_minitime27.01.21 17:11

/11 września

Sporo czasu minęło od jej ostatnich poszukiwań artefaktów. Dawniej był to jej sposób na funkcjonowanie, nie znała innego życia. Teraz cała jej uwaga skierowana była w stronę Londynu i wojny, w której brała czynny udział. Nie miała ani czasu, ani ochoty na przeglądanie manuskryptów, mitów i podań. Była zbyt zestresowana, za bardzo pogrążona w rozmyślaniach o tym co może się wydarzyć. Wiedziała jednak, że stan w jakim aktualnie się znajduje nie może trwać w nieskończoność. Nie mogła ulegać wojnie w pełni, nie mogła jej podporządkować całego swojego życia. Kto wiedział ile jeszcze to wszystko potrwa? Kto mógł przewidzieć jaki finał będzie miała ta wojna? Jedyne czego czarownica była w tej chwili pewna to to, że dłużej sama tego nie udźwignie. Nie w taki sposób i nie w takim stanie. Dlatego postanowiła wrócić do starych nawyków. Zająć głowę czymś co tak dobrze zna.
Szkocja zawsze była dla niej zbyt odległa. Nie miała okazji zapuścić się tu na dłużej i nawet jeśli w ręce wpadały jej manuskrypty opowiadające o artefaktach ukrytych w tym obszarze, to nigdy nie było to coś co pragnęła zgłębić. Zawsze była zbyt ambitna, pragnęła więcej. Teraz nie zależało jej na zdobyczach. Marzyła jedynie o tym by poczuć znajomą jej adrenalinę, a Szkocja stała się dla niej domem i nie widziała już powodów by ten fakt ignorować.
Aby znaleźć mapę prowadzącą do skrytego w okolicy szepczącego lasu artefaktu musiała się naprawdę natrudzić. Niemal całą noc przeszukiwała stare manuskrypty i własne zapiski. Był to powrót do sentymentalnych przeżyć, którego prawdopodobnie potrzebowała. Po wielu godzinach spędzonych nad poplamionymi kartkami, w końcu udało jej się znaleźć odpowiednią wzmiankę i mapę. Samo podanie było zbiorem relacji świadków. Wszyscy widzieli mężczyznę zmierzającego w stronę szumiącego lasu. Niestety mężczyzna nigdy z lasu już nie wyszedł, a wszystkie przedmioty, które miał ze sobą zniknęły razem z nim. Jak się później okazało zaginiony czarodziej był poszukiwaczem, którego zniknięcie odbiło się echem wśród innych trudzących się tym zawodem. Blondynka nie znała finału tej historii, nie wiedziała też czy pójście do lasu przyniesie jej coś więcej niżeli oderwanie myśli. Nawet mapa, którą posiadała zdawała się być mało konkretna. Miała jednak zamiar zaryzykować. Wiedziała, że wiele osób zapłaci jej za te artefakty, a ona sama tego potrzebowała. Wyruszenie na jakąś bardziej ekstremalną wyprawę odpadało. Nawet jeśli chciałaby zniknąć to była tu za bardzo potrzebna.
Kiedy dotarła na skraj Lasu Szepczących Liści, zrozumiała skąd wzięła się nazwa tego miejsca. Już od samego wejścia można było wyczuć tu czyjąś obecność. Wzrok czarownicy nikogo nie dostrzegał, a jednak miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Kroczy za nią. Nie chcąc popadać w paranoje, blondynka wkroczyła do lasu pewnym krokiem. W dłoniach wciąż trzymała mapę, która podpowiadała jej, że powinna kierować się na północ. Jeżeli zaginiony poszukiwacz poruszał się tą samą trasą, to Lucinda prędzej czy później trafi na jakiś ślad, nawet jeśli mężczyzna nie dotarł do wyznaczonego sobie celu. W takich sytuacjach w jej głowie pojawiały się różne myśli. Starała się nie analizować powodów, przez które mężczyzna do celu swojej podróży nie dotarł. Miejsce to budziło w niej wszystkie obronne mechanizmy, sprawiało, że chciała poruszać się ciszej, nie ściągać na siebie uwagi. Dla innych mogło się to wydawać całkowicie naturalne, w końcu była to specyfika jej pracy. Zwykle jednak robiła to celowo, intencjonalnie. Teraz takie zachowanie dyktował jej instynkt, przed którym nie mogła uciec.
Trzymając w dłoni mapę i magiczny ujawniacz kierowała się wciąż na północ. Drzewa uginały się pod wpływem wiatru choć ten był wyjątkowo ciepły. Nagle do jej uszu dotarł czyjś głos, a raczej szept. Obróciła się by stanąć twarzą w twarz z prześladowcą. Nikogo jednak nie ujrzała, a szept wcale nie ucichł. Wręcz przeciwnie. Stał się wyraźniejszy i głośniejszy. Natarczywe głosy zmuszały ją do obrania innego kierunku wędrówki. Blondynka ze wszystkich sił starała się je ignorować. Nie widziała w tym przecież sensu. Jak unoszące się wraz z wiatrem szepty mogą zmuszać ją do czegokolwiek? Im bardziej się tym szeptom opierała tym głośniejsze było ich wołanie. Skronie zaczęły jej pulsować, a w głowie rozbrzmiewały już tylko jedne słowa. Chcąc wyrzucić z głowy nasilające się z czasem szepty postanowiła im ulec. Tak naprawdę nie widziała innej możliwości. Musiała za nimi iść, musiała ich posłuchać. Nie wiedziała czy świat się zawali jeśli tego nie zrobi, nie wiedziała czy umrze jeśli nie ulegnie. Nie chciała nawet próbować. Zmieniła kurs zgodnie z tym co podpowiadały jej szepty. Poszła na wschód.
Czarownica miała nadzieje, że jeśli ulegnie szeptom te przestaną być tak głośne i natarczywe. Niestety jej przepuszczenia się nie sprawiły. Choć przyśpieszyła kroku i niemal już biegła, to nie była w stanie uciec przed szeptami. Słyszała obietnice i prośby. Głosy, które wydawały jej się być znajome. Lucinda tak bardzo się w nich zatraciła, że nie zauważyła, że ścieżka kończy się, a za nią jest już tylko skarpa, przepaść.
Dopiero, gdy zaczęła spadać odzyskała świadomość. Szepty ucichły, a ona zdała sobie sprawę z tego w jak głębokim bagnie się znajduje. Dała się zwieść jakiejś okrutnej magii. Niesfornym duchom. Nie potrafiła inaczej tego wytłumaczyć. Czarownica szybko sięgnęła po różdżkę i wyrzuciła z siebie – Lento – miała nadzieje, że magia ochroni ją przed upadkiem z tak dużej wysokości. Na jej szczęście właśnie tak się stało. Blondynka wylądowała z trudem na nierównym podłożu. Miała wrażenie, że nagle na dworze zrobiło się o wiele ciemniej. Szepty ucichły, a ona mogła w skupieniu rozejrzeć się po okolicy, by zrozumieć w jak wielkim gównie się znajduje.
Hensley po raz kolejny sięgnęła po zgniecioną w dłoniach mapę. Nie była w stanie powiedzieć, w której części lasu się znajduje, ale wiedziała, że jeśli będzie kierować się na zachód to dotrze do miejsca zaznaczonego na mapie. Nie wiedziała tylko czy chce tak ryzykować. Czarownica cofnęła się parę kroków by rozejrzeć się po okolicy. Jej oględziny nie trwały długo. Parę metrów od miejsca, w którym wylądowała szlachcianka leżał plecak podróżny, roztrzaskane w drobny mak szkło o ciemnozielonym kolorze i bransoleta, która pod wpływem zmieniającej się tu pogody oblazła rdzą i brudem. Blondynka ze skupieniem przyjrzała się plecakowi. Było widać, że leży już tu od dłuższego czasu. Kobieta miała niemal pewność, że nie został porzucony przez właściciela dobrowolnie. Coś się tu wydarzyło i nie było to nic dobrego. Nie chciała analizować całej sytuacji, nie miała na to czasu. Intuicja podpowiadała jej jednak, że nie może wziąć plecaka ot tak. Wiedziona życiowym doświadczeniem rzuciła – Hexa Revelio – zaklęcie wydobyło się z jej różdżki, ale nie znajdując po drodze żadnego przedmiotu obłożonego klątwą rozpłynęło się w powietrzu.
Lucinda sięgnęła po plecak i otworzyła go by sprawdzić zawartość. Na samej górze znajdowały się mapy i pergaminy. Przesiąknięte i zleżałe rozeszły się jej w dłoniach. Na samym dnie plecaka znajdowała się szkatułka. Hensley nie musiała zastanawiać się dłużej nad tym co się tutaj wydarzyło. Już z relacji świadków wiedziała, że mężczyzna, który zniknął w lesie miał ze sobą plecak, a o szkatułce dowiedziała się dużo później od jednego z poszukujących go ludzi. Nie miała pojęcia dlaczego szepty ją tutaj zaprowadziły, nie wiedziała w jaki sposób odczytały jej zamiary. Wiedziała za to, że dzięki nim znalazła to czego szukała choć ryzykowała przez to życiem. Blondynka postanowiła zabrać ze sobą plecak i zardzewiałą bransoletę.
Powrót do domu był łatwiejszy. Wciąż odczuwała przenikającą do szpiku kości obecność, ale szepty ucichły. Nie zmuszały już jej do obrania konkretnej drogi, nie męczyły. Pomimo tego, że nie była przez nikogo goniona postanowiła przyśpieszyć kroku. Plecak był dość ciężki, a ona zwyczajnie chciała już wrócić do domu. Miała wystarczająco adrenaliny i ryzyka jak na jeden dzień.
Po powrocie do domu, czarownica otworzyła zawartość szkatułki i obejrzała znajdujący się w niej artefakt. Doskonale wiedziała jak wiele osób go szuka i jak wiele może za niego dostać. Blondynka od zawsze jednak rozumiała wagę sentymentu, dlatego pierwsze co zrobiła to napisała list do poszukiwacza, który kiedyś ów mężczyzny szukał, podając w liście bransoletę, jako dowód. Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Mężczyzna zgodził się odkupić od Hensley znaleziony artefakt. Prawdopodobnie był więcej wart niż mu czarownica zaproponowała, bo zgodził się bez kręcenia nosem, a to w tym zawodzie raczej się nie zdarza.

rzuty: na szepty, na lento

z.t




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Las szepczących liści

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21