Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zagajnik

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime13.02.20 19:53

First topic message reminder :

Zagajnik

Jedna z leśnych ścieżek, prowadząca między drzewami prowadzi prosto do zagajnika. To właśnie tutaj zobaczyć można rzadkie okazy zarówno roślin jak i zwierząt, emitujące błękitną, białą magią, zdaje się bić od nich dobra energia, tak podobna do mocy patronusów. Niesamowite zjawiska można zaobserwować ledwie przez ułamki sekundy i jedynie kątem oka, jakby nie miały śmiałości pokazać się światu w całej krasie. Cierpliwość i spokój wynagradzana jest pięknymi, zachwycającymi widokami, od których ciężko oderwać spojrzenie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Zawód : ex auror, ex więzień, buntownik
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 3 Tumblr_n8nvdsuqMo1qluhwyo2_500

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime28.01.21 21:35

W zasadzie, Skamander żył wojną. Miał ją we krwi, wpisana była w rodową scenerię. Działali w imię wymierzanej sprawiedliwości. I natury nie dało się oszukać. Ta, budziła się, niby z letargu, trącając coraz silniej uśpione struny powinności. Nawet fakt, jaką ścieżką podążył, jako auror, wpisywała się przejrzystym stereotypem - kim był. I do czego był powołany także teraz. Ścieżka, którą podążył także brat Lizzie - I wysłuchałem jej - skwitował lakonicznie. Nie musiał się ze wszystkim zgadzać. Odpowiadał za własne wybory ze wszystkimi konsekwencjami. Ale towarzyszy do rozmów, które miały coś zmienić, wolał wybierać sam. Nie krytykował tego, jak radzili sobie z problemami inni - mógł zignorować. Działał po swojemu. Miał na nie inne metody, odsuwając podsuwane, prawdopodobnie z uzdrowicielskiej troski, rady.
Był wystarczająco zmęczony, by nie chcieć przeciągać rozmowy gnającej w dość drażliwe rejony. Ucięcie miało urwać całość, bez niepotrzebnie ostrych słów. Potrafił porwać się na podobne działanie, mając też świadomość, że szybko mógłby zrazić do siebie czarownicę. Nie chciał tego robić już na początku swego powrotu do żywych. Wystarczająco wiele podobnych dokonań zrobił daleko przed zniknięciem. Świadomie i dobrowolnie. Wszystko w imię wyznaczonych celów i wpojonych wartości.
Odchylił głowę ponownie, szorując potylicą po twardej korze drzewa. Czarne pasma wysunęły się z upiętego rzemienia, ale nie zwrócił na nie najmniejszej uwagi. Przymknął powieki. Wrócił do ciszy, która dawała mu namiastkę spokoju. Wdzięczny też uzdrowicielce, że nie starała się ciągnąć podjętego wcześniej tematu i na siłę przekonywać do swoich racji. zakończyłoby się raczej nieprzyjemnie. Odetchnął więc cicho, żałując przy okazji, że nie wziął ze sobą papierosa. Zdecydowanie, przydałoby mu się zapalić, ale i o tym nie wspomniał towarzyszce, nie będąc pewnym, czy zrozumie taką zachciankę - Miał inne problemy na głowie - odezwał się po chwili - ale ciebie kilka razy widziałem - mówił wciąż nie otwierając oczu. Cicha obecność w niemal niezauważalny sposób działała odprężająco. Po prostu była - Dobrze - chciałby powiedzieć, że rozluźnił się wystarczająco, by odpuścić. Nie było tak. Być może za wcześnie, a może zwyczajnie przekuwając zaistniałe okoliczności w coś, co miało go umocnić w czujności. Nie mógł zasnąć, ale dostał szansę na odpoczynek.

| zt





Oh you fool, there are rules,
I am coming for you.

Darkness brings evil things
 
oh the reckoning begins.
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime01.02.21 14:06

| 08.11

Charlie łatwo przystała na prośbę Billy’ego dotyczącą zebrania kwiatów. Była gotowa mu pomóc, tym bardziej, że interesowała się roślinami i wciąż była na etapie szlifowania swej zielarskiej wiedzy. Roślinność Oazy była niezwykła i niespotykana w innych miejscach, więc każda okazja do przyjrzenia się im bliżej była cenna i pouczająca. Tym bardziej niezwykłe było to, że mimo nadejścia listopada i znacznego pogorszenia się aury wciąż można było znaleźć w Oazie kwiaty. Zapewne działała na nie magia przenikająca to miejsce; poza Oazą większość roślin kwiatowych zdążyła już przekwitnąć i naprawdę trudno byłoby teraz znaleźć coś ładnego i świeżego na ślub Alexandra i Idy.
A Charlie, pomimo swoich wszystkich lęków związanych z opuszczaniem Oazy, chciała im w tym wyjątkowym dniu towarzyszyć. Bo choć czasy były straszne, wszyscy tego potrzebowali – świadomości, że oprócz wojny, bólu i śmierci wciąż była też na świecie miłość, dobro i nadzieja.
Otulona materiałem płaszcza z kapturem opuściła swoją chatkę, przy okazji wypuszczając koty, by mogły wybrać się na poszukiwanie myszy; ostatnio nie miała dla nich karmy, więc pozostawało łapanie myszy i skromne resztki z jej stołu. Akurat nie padało, choć powietrze było wilgotne, a niebo ciężkie od ołowianoszarych chmur, co zwiastowało, że opady i tak wkrótce nadejdą. Naprawdę współczuła tym wszystkim ludziom, którzy jeszcze nie uzyskali własnych chat. Oaza była przepełniona, co oznaczało braki w wielu aspektach, zarówno godziwych miejsc zamieszkania, jak i jedzenia. Charlie także zajrzało w oczy widmo głodowania, bo jedzenia miała niewiele i musiała bardzo rozsądnie nim gospodarować. Było po niej widać, że zmizerniała; ubrania wisiały na niej jak na wieszaku, ręce i nogi przypominały kościste patyki, schudła nawet jej twarz, a pod oczami rysowały się cienie, przez co wyglądała na zmarniałą i niemal chorą. Ale kto w Oazie teraz tak nie wyglądał? Nie tylko głód był tego przyczyną, ale i trudne przeżycia i strach przed przyszłością, co było udziałem większości tutejszych mieszkańców.
Na miarę możliwości starała się pomagać. Rzucała zaklęcia podnoszące temperaturę na zbyt słabo zabezpieczone przed zimnem siedziby, zwłaszcza te należące do mugoli, którzy nie mogli sami dogrzać się magią. Gdy tylko przybywał jakiś transport ingrediencji, warzyła proste wywary lecznicze, by przeciwdziałać skutkom wyziębienia i głodu u ludzi. Przy okazji coraz lepiej uczyła się również dawkowania medykamentów, by nie zrzucać wszystkiego na głowę i tak niedużej liczbie uzdrowicieli. To, że miała co robić, sprawiało że mimo bycia bezrobotnym alchemikiem znów znalazła w swoim życiu jakiś cel, choć nadal niczego nie pragnęła równie mocno, jak końca wojny i możliwości powrotu do normalnego życia.
Billy’ego jeszcze nie było, więc czekając na niego zaczęła się rozglądać za roślinami i kiedy dostrzegła kwiat, który ją zainteresował, przykucnęła obok, uważnie i z niezwykłą delikatnością badając roślinę. Kwiat odrobinę przypominał ciemiernika, ale zdawał się emanować subtelną magią, trudną jednak do jednoznacznego uchwycenia i zdefiniowania, bo kiedy podeszła bliżej, blask jakby przygasł. Mogła wyczuć, że to miejsce i te rośliny były dobre. Nigdy nie czuła niczego podobnego podczas pracy z normalnymi kwiatami czy ingrediencjami roślinnymi, a jako alchemiczka siłą rzeczy musiała mieć dużo do czynienia z zielarstwem i była to wiedza bardzo dla niej ciekawa. Ciekawe było też to, w jaki sposób te rośliny w ogóle się w Oazie pojawiły, skoro wcześniej znajdowało się tu tak przerażające, złe i z pewnością pozbawione roślinności miejsce.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
William Moore
William Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f181-oaza-chata-nr-27 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : buntownik; złota rączka
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime28.02.21 13:34

Zdawał sobie sprawę, że był spóźniony, dlatego mostek przerzucony ponad skalistymi brzegami wypływającego ze Źródła strumienia przebył lekkim truchtem, zwalniając dopiero, kiedy jego nogi zanurzyły się po kostki w wilgotnej, kołyszącej się lekko trawie. Ostatni sztorm, który nadciągnął nad Oazę, pozostawił po sobie wiele uszkodzonych dachów, ostatnie dni spędzał więc głównie w wiosce, zajmując się najpilniejszymi naprawami. Robiło się coraz zimniej, chłodne, niesione wiatrem powietrze zbyt łatwo wciskało się we wszelkie szczeliny, a gromadzony opał musiał im wystarczyć do późnej wiosny; nie mogli pozwolić, żeby chaty pozostały bez ochrony – zwłaszcza że ta zapewniana przez magię miała tylko charakter tymczasowy.
Dzisiejsze przedpołudnie również spędził na naprawach, tracąc przy tym poczucie czasu – gdy więc przypomniał sobie o zaplanowanym spotkaniu na łące z Charlene, słońce już dawno zdążyło powędrować na drugą stronę nieba. Nie wstąpił do siebie, żeby się przebrać, upewniając się jedynie, że w jego kieszeni, zawinięta w miękką tkaninę, bezpiecznie spoczywała fiolka z eliksirem – po czym ruszył na miejsce, mając nadzieję, że czarownica nie zdążyła jeszcze zniechęcić się i wrócić do chaty.
Wyglądało na to, że nie – dostrzegł ją z daleka, pochylającą się nad czymś ukrytym w wysokiej trawie, co dla niego samego póki co pozostawało niewidoczne. – Hej, Charlie – zawołał, zanim jeszcze podszedł bliżej, nie chcąc wystraszyć jej nagłym pojawieniem się; wydawała się skupiona, zatopiona we własnych myślach, podejrzewał więc, że mogła nie zwracać uwagi na otoczenie. W Oazie było o to całkiem łatwo; chociaż mieszkał na wyspie już od przeszło pół roku, wciąż jeszcze nie przywykł do jej niezwykłości: do lśniącej szmaragdowym blaskiem wody w stawie przy mokradle, drobinek białej magii unoszącej się ponad zatoką, spokoju bijącego od wypływającego spod powierzchni źródła, roślinności żywiącej się wydobywającą się z ziemi energią. Tak mu się przynajmniej wydawało, jeśli przyłożyło się do niej dłoń, czuć było w końcu ciepło: dobre, kojące, łagodne. – P-p-przepraszam cię, że musiałaś czekać, p-p-pani Vause poprosiła mnie o pomoc z dachem. M-m-myślałem, że załatwię to raz-dwa, ale okazało się, że k-k-krokwie tak popękały, że były do niczego i t-t-trzeba było… – Odchrząknął. – W każdym razie, k-k-kompletnie straciłem poczucie czasu – podsumował przepraszająco, zatrzymując się tuż obok i przykucając ostrożnie, żeby sprawdzić, czemu się tak przyglądała. W pierwszej chwili nie spojrzał jednak na trawę, tylko na nią, zastanawiając się, kiedy widzieli się po raz ostatni. Wydawało mu się, że jeszcze przed wyprawą do Azkabanu, pod pomnikiem pamięci; zdziwił się, uświadamiając sobie, że od tamtego dnia minął zaledwie miesiąc – bo miał wrażenie, jakby od czasów przed oddzielały go całe lata; jakby wszystko, co stało się wcześniej, miało miejsce w jakiejś innej rzeczywistości, pozbawionej duszących go co noc koszmarów, widziadeł kryjących się wśród długich cieni, wspomnień niesionej na rękach Sarah – chudej, wiotkiej, odległej; martwej. – Jak się czujesz? – zapytał po chwili, zatrzymując spojrzenie na jej twarzy. Wydawała mu się jeszcze drobniejsza niż na wybrzeżu, które po wyłowieniu morskiego węża próbowali zabezpieczyć; może była to kwestia pogody, w miękkim, z trudem przedzierającym się przez szare chmury świetle, wszystko wydawało się odrobinę pozbawione kolorów – ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że cienie na policzkach nie były jedynie wynikiem surowego klimatu i braków w dostawach. Z tym radzić sobie musieli wszyscy. – Myślisz, że uda nam się nazbierać w-wy-wystarczająco chociaż na kilka wiązanek? – Rozejrzał się dookoła; niewiele wiedział na ten temat, trudno mu było też ocenić, ile dokładnie drobnych kwiatów było potrzeba, żeby zrobić nawet niewielki bukiet; wiedział jednak, że Charlene miała zdecydowanie lepszą rękę do roślin.




but I will hold as long as you like

just promise me we'll be alright
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime02.03.21 13:20

Obserwowanie nietypowych roślin tak bardzo pochłonęło Charlie, że straciła poczucie czasu i prawie nie zauważyła że Billy się spóźnił. Zresztą w Oazie praktycznie nie mierzyła czasu, nie musiała, skoro już nie pracowała na etacie w Mungu i nie musiała stawiać się w pracy o konkretnej godzinie. Mogła warzyć eliksiry kiedy chciała (i kiedy miała potrzebne do tego składniki), mogła też robić w Oazie inne rzeczy na miarę swoich możliwości, na przykład udzielać korepetycji z eliksirów, astronomii, zielarstwa i transmutacji dzieciom z pobliskich chatek na prośbę ich rodziców, co dawało jej samej trochę odskoczni od depresji i smutków, oraz możliwość do pielęgnowania wiedzy i umiejętności, szczególnie tej z zakresu transmutacji, w której chciała się rozwinąć, a demonstrowanie dzieciakom czarów dawało do tego niezłą sposobność. Może i niektóre z nich nie miały jeszcze własnych różdżek, ale lubiły oglądać magię w wykonaniu dorosłych, a zwłaszcza animagię.
- Cześć – odpowiedziała na powitanie, podnosząc głowę, by zlustrować wzrokiem nadchodzącego mężczyznę, którego pewnie nie od razu by dostrzegła gdyby się nie odezwał. – W porządku, rozumiem że masz dużo zajęć, przez tą pogodę na pewno wiele chatek wymaga napraw – pokiwała głową, nie mając do niego żalu. Wiedziała, że jego umiejętności bardzo przydają się mieszkańcom, chatki regularnie potrzebowały konserwacji, zwłaszcza po ostatnich wichurach, bo latem wszystko było jakieś spokojniejsze z tą pogodą. – Zresztą nie nudziłam się czekając na ciebie, te rośliny są naprawdę fascynujące, nigdy wcześniej przed trafieniem do Oazy takich nie widziałam.
Oaza, choć w bardziej depresyjnych momentach kojarzyła się trochę z więzieniem, coraz bardziej ciasnym i przepełnionym (ostatecznie Charlie, jako poszukiwana, była skazana na ukrywanie się, podobnie jak wielu innych ludzi tutaj, którzy musieli całkowicie porzucić swoje życie i uciec), miała też swoje piękne miejsca. To było niesamowite, jak magia ukształtowała tutejszą roślinność, tak różną od tej, którą znała ze świata na zewnątrz. Dla każdego pasjonata zielarstwa miejsce takie jak to, w którym byli teraz, stanowiłoby nie lada gratkę. Mogłaby godzinami tu siedzieć i obserwować te rośliny.
Pamiętała tamten dzień, w którym Zakonnicy wyruszali do Azkabanu. Mogło jej w Zakonie nie być, ale jako mieszkanka Oazy w dalszym ciągu miała możliwość pomagania, do warzenia mikstur nie potrzebowała być oficjalnym członkiem organizacji. Poza tym od marca cierpiała na depresję i choć jej najgłębszy etap już minął, to czuła, że nie byłaby zbyt pomocna, poza tym była poszukiwana i jej umiejętności obrony pozostawiały zbyt wiele do życzenia, dlatego bezpieczniej dla niej i dla innych, by jak najmniej wiedziała o wojennych planach.
- Chyba trochę lepiej. W każdym razie, lepiej niż na początku. Mieszkam tu już prawie pół roku, do wielu rzeczy zdążyłam się już przyzwyczaić, i choć wciąż tęsknię za dawnym życiem, za normalnością i wolnością, to nie chcę powracać do stanu całkowitej stagnacji z maja i czerwca, i szukam sobie zajęć w Oazie – przyznała; wtedy, na początku, nawet zwykłe wstanie z łózka kosztowało ją ogromną ilość energii, i przez pierwsze tygodnie właściwie w ogóle nie opuszczała chatki, w samotności opłakując straconą wolność. Kiedyś wiodła przecież tak normalne, poukładane życie, miała pełną rodzinę, dom i pracę, którą kochała, a teraz była uciekinierką ukrywającą się przed ludźmi, którzy chcieli ją zabić. Dopiero po przygodzie z wężem mackowym zaczęła się wybudzać z marazmu, dochodząc do wniosku, że nie może tak dłużej i że opcje są dwie: może od razu rzucić się do morza i zakończyć swój żywot, albo na przekór wszystkiemu spróbować żyć dalej i odnaleźć sobie nowe powołanie tu, w Oazie, bo nie wiadomo kiedy możliwy będzie powrót do normy. Wtedy, dzięki wężowi, uświadomiła sobie, że jej wiedza i umiejętności mogą być potrzebne, i że może przynieść innym dobro dzieląc się tym, co potrafi. Nie musiała być w Zakonie ani walczyć. Warzenie prostych mikstur leczniczych czy dawanie korepetycji dzieciom Oazy też było cenne na swój sposób, mieszkańcy Oazy tkwili w tym wszystkim razem i musieli sobie pomagać. – A ty? Jak ty się czujesz? – zapytała z troską, zdając sobie sprawę, że na pewno wiele przeżył. W końcu on walczył, był też w Azkabanie, co z pewnością musiało się na nim odbić, chyba nikt nie wrócił stamtąd w takim stanie jak wyruszył, każdy był na swój sposób odmieniony. – Myślę, że znajdziemy trochę kwiatów, możemy też udekorować wiązanki dużymi liśćmi. Patrząc na nie aż mi żal ich zrywać, wiesz? Ale Ida i Alex powinni mieć piękny ślub, a rośliny, miejmy nadzieję, odrosną. Musimy tylko zrywać kwiaty tak, żeby nie uszkodzić pędów i żeby rośliny mogły wypuścić świeże. Pokażę ci jak to robić.
Mogli przejść w stronę łąki, gdzie kwiatów było więcej, na tyle dużo, że zerwanie części z nich nie powinno znacząco oszpecić tego miejsca ani uszczuplić zasobów jego flory.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
William Moore
William Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f181-oaza-chata-nr-27 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : buntownik; złota rączka
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime02.04.21 14:30

Kiwnął głową, potwierdzając jej słowa, kiedy wspomniała o pogodzie; chociaż otaczająca wyspę magia wiele rzeczy czyniła łatwiejszymi, to jednocześnie nie przed wszystkim ich chroniła – wilgotne, morskie powietrze sprawiało, że drewno butwiało szybciej, framugi okien trzeba było dodatkowo zabezpieczać przed silnym wiatrem, a sztormy i gwałtowne deszcze przychodziły nagle i bez zapowiedzi. Myślał nad tym coraz częściej; im więcej czasu mijało i im odleglejsza stawała się wizja szybkiego zakończenia wojny, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że nadszedł czas, by Oazę przestać traktować jako tymczasowe schronienie, a zacząć poważniej patrzeć w przyszłość, sięgając po rozwiązania, które wcześniej wydawały się zbyt czasochłonne czy skomplikowane. – To p-p-prawda – przytaknął, zatrzymując się obok Charlene. – Na twoją nie trzeba sp-p-pojrzeć? Jest w dobrym stanie? – upewnił się, posyłając czarownicy pytające spojrzenie. Wraz z każdym upływającym tygodniem robiło się coraz zimniej – więc jakiekolwiek prowadzone na zewnątrz prace stawały się trudniejsze. – Myślałem nad tym, czy by w ogóle nie zacząć ich rem-m-montować, wzmocnić magią, żeby były odp-p-porniejsze. Mam w Devon wujka, który zajmuje się m-m-magicznym budownictwem, ale wolałbym nie angażować go osobiście. – Był poszukiwany, a zarówno on, jak i jego rodzeństwo, pozostawali blisko związani z Zakonem Feniksa; nie chciał ściągać zbytniej uwagi na resztę rodziny, póki ta jeszcze pozostawała względnie bezpieczna. – Miałaś z tym kiedyś do czynienia? Z m-m-magią budowlaną? Z tego, co wiem, jest dosyć blisko p-po-powiązana z transmutacją – zagaił z nadzieją, do końca niwelując dystans i przykucając tuż przy Charlie. Dopiero teraz oderwał też spojrzenie od jej twarzy, żeby sprawdzić, na co patrzyła – bez trudu dostrzegając skrytą w trawie roślinę. Niestety – nie mając pojęcia, czym właściwie była.
Nachylił się lekko. – To jakiś niesp-p-potykany gatunek? – zapytał, czując się trochę głupio z własną niewiedzą; zerknął na alchemiczkę z ukosa, na jej twarzy szukając jakichkolwiek oznak rozbawienia, ale dopatrując się głównie zmęczenia – podobnego do tego, które dostrzegał czasami w przenośnym lusterku; potęgowanego przez samotność, niepewność, strach – i wszystko to, co znajdowało się pomiędzy. Westchnął bezgłośnie, opuszczając na moment wzrok; palcami bezwiednie przemykając po pojedynczych źdźbłach trawy. Nawet w nich zdawało się kryć coś kojącego – tak różnego, od lodowatej, pokrytej smugami posadzki niekończących się korytarzy więzienia, którymi niezmiennie uciekał w lepiących się od wspomnień koszmarach – metr po metrze, nieskończenie długa minuta po nieskończenie długiej minucie. – Zajęć ci tu raczej nie zab-b-braknie – zauważył, praca w Oazie nigdy się nie kończyła; chociaż wiele już udało im się osiągnąć, wciąż nie było widać końca – potrzebowali organizacji, zapasów, rąk do pracy. A Charlene była uzdolniona – nie tylko w alchemii, posiadała wiedzę, umiejętności; mogła zrobić sporą różnicę. – Słyszałem, że p-p-pomagasz dzieciakom? – Zagadnął. Wieści w wiosce wędrowały szybko, a z mieszkającymi w niej dziećmi sam spędzał sporo czasu, organizując dla nich zajęcia na świeżym powietrzu; póki co – jeszcze bez boiska z prawdziwego zdarzenia, ale radziły sobie bez niego już wcześniej – większość z nich potrzebowała jedynie kawałka wolnego terenu i latającej miotły. Podziwiał je – za tę wytrwałość i upór, za parcie do przodu pomimo przeciwności.
Zawahał się przez moment, nim odpowiedział na zawieszone w powietrzu pytanie. – Raz lep-p-piej, raz gorzej – przyznał szczerze, nie widząc powodu, by ją okłamywać – ale jednocześnie nie chcąc wyciągać na wierzch dręczących go obaw, w ciągu dnia i w towarzystwie zazwyczaj szczelnie zamkniętych za postawioną w umyśle barierą. – Twoje eliksiry pomagają – dodał po chwili z wdzięcznością. Halucynacje rzeczywiście dręczyły go coraz rzadziej, choć póki co nie wierzył jeszcze, że odeszły na dobre; minęło zbyt mało czasu, by przestał oglądać się nerwowo za siebie, czy z lękiem spoglądać w stronę głębokich cieni – w uzasadnionej poniekąd obawie, że dostrzeże tam zarys kobiecej sylwetki albo drobnego, wychudzonego ciała. Ze snem było gorzej, tam trudniej było mu kontrolować własne myśli, przekonywać samego siebie, że to, co widział, nie było prawdziwe. Uśmiechnął się słabo, chcąc przekonać Charlene – i siebie – że wszystko było w porządku. – Możemy m-ma-magicznie je powielić? – zapytał, podnosząc się i wyciągając do czarownicy rękę, żeby również pomóc jej podnieść się z kucek. Ruszył powoli w stronę łąki, bez problemu dostrzegając pierwsze, mieniące się jasno płatki. – Nie musielibyśmy zrywać wt-t-tedy tak wielu – zasugerował. O transmutacji wiedział niewiele, jedynie tyle, że taki efekt byłby tymczasowy – to chyba nie powinno jednak stanowić przeszkody; jeśli bukiety znikną po uroczystości, oszczędzi im to konieczności późniejszego ich wyrzucenia. – Te wydają się w p-p-porządku – zauważył, wskazując w stronę jednej z gęstszych kępek kwiatów. – Zaczniesz pierwsza? – Nie miał pojęcia, że zrywając kwiaty, można było zbyt mocno je uszkodzić – jeśli istniała więc na to specjalna technika, chciał najpierw się jej nauczyć. Oaza była ich domem, musieli o niego dbać; nawet jeśli tym razem chodziło tylko o rosnące na wyspie rośliny.




but I will hold as long as you like

just promise me we'll be alright
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
Charlene Leighton

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : mieszkanka Oazy, alchemiczka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ELIKSIRY : 46
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Zagajnik - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Zagajnik [odnośnikZagajnik - Page 3 I_icon_minitime07.04.21 13:17

Życie w Oazie nie było idealne. Miejsce to dawało namiastkę bezpieczeństwa, którego nie mogliby mieć w Anglii, ale nie dało się zapomnieć o pewnych wadach takiego rozwiązania, choćby o tym, że niewielka wyspa oferowała ograniczoną przestrzeń, że pogoda była tu kapryśna, a dostawy z zewnątrz uzależnione od Zakonników, zaś bez nich stłoczeni tu ludzie po prostu pomarliby z głodu. Także miała nadzieję, że jej ukrywanie się tu będzie tymczasowe, ale wyglądało na to, że Oaza stanie się jej domem na dłużej. Na jak długo, tego nie wiedział nikt.
- Samuel ostatnio pomógł mi z pewną drobną usterką, ale jeśli będziesz mieć czas to i tak będę wdzięczna, jak spojrzysz i sprawdzisz, czy nie trzeba zreperować jeszcze czegoś. Ja się na tym kompletnie nie znam – przyznała, a wolałaby, żeby przed zimą jej domek nie miał usterek. – Na magii budowlanej też nie, nikt mnie nigdy tego nie uczył, a klasyczna transmutacja nie wnika w te kwestie aż tak głęboko, choć niewątpliwie jej znajomość potrafi ułatwić życie, choćby to, że mogę sobie dogrzewać chatkę odpowiednim zaklęciem i nie marznę aż tak w zimne wieczory i poranki.
Charlie była dobra w transmutacji, w ostatnich tygodniach starała się możliwie często ją ćwiczyć, choćby właśnie przez rzucanie różnych użytecznych zaklęć ułatwiających egzystencję w Oazie, ale ani w szkole, ani po niej nie miała styczności z magicznym (ani nawet zwykłym) budownictwem, bo nigdy nie myślała, że taka wiedza (kojarząca się jako męska) mogłaby jej się przydać. Potrafiła robić różne sztuczki z transmutacją, jak właśnie zmienianie temperatury, powiększanie czegoś lub zwiększanie ilości jakichś obiektów, ale wszystko to czyniła w już gotowych przestrzeniach.
- Musiałabym sprawdzić w którejś z książek o transmutacji, czy nie ma tam czegoś więcej o wykorzystaniu jej w magicznym budownictwie. Kiedy niedawno Anthony zabrał mnie do Kornwalii, pozabierałam z dawnego domu trochę książek, w tym te o transmutacji… Tu w Oazie przydaje się jej znajomość, więc odkurzam swoje umiejętności. – Zaniedbane w depresji, czego nie powiedziała głośno, bo było jej wstyd za swoje załamanie z maja, czerwca i lipca. – Jeśli znalazłabym coś ciekawego, to mogę ci pożyczyć taką książkę.
Spojrzała znowu na roślinę, która wcześniej tak ją zaciekawiła.
- W świecie na zewnątrz nigdy nie spotykałam takich kwiatów. Nie wiem, czy gdzieś na świecie takie istnieją, czy może to magia Oazy wywołała mutacje niespotykane nigdzie indziej, przez co powstały tu nowe gatunki. – Niestety Charlie nie poznała zbyt wiele świata, całe życie spędziła w Anglii, więc nie miała pojęcia, czy taki przypadek jak w Oazie jest odosobniony, czy może jeszcze gdzieś pod wpływem silnej magii narodziły się podobne rośliny. W zwykłych angielskich lasach na pewno takich nie widywała. Ani w żadnej ze swoich zielarskich książek.
- Masz rację, nie brakuje ich – przytaknęła. Mogła nie mieć normalnej pracy jak w dawnym życiu, ale wciąż mogła warzyć eliksiry. – I rzeczywiście pomagam dzieciom. Na razie tylko z kilku rodzin mieszkających blisko mnie, ale kto wie, może z czasem będą przychodzić kolejni rodzice chcący, żeby ich dzieci usłyszały coś o eliksirach, astronomii, transmutacji czy zielarstwie. – Dzieciaki potrzebowały zajęcia, potrzebowały też wiedzy. Nie mogły iść do Hogwartu, choć niektóre były w wieku, kiedy powinny się w nim znaleźć. Rodzice nie chcieli, żeby ich życie w Oazie upłynęło na bezproduktywnym czekaniu na koniec wojny, która mogła potrwać jeszcze całymi latami. Wiele dzieci mogło nigdy nie doczekać prawdziwej czarodziejskiej edukacji, więc tu w Oazie należało korzystać z zasobów, jakim byli mieszkańcy posiadający wiedzę z różnych dziedzin. Było to rozwiązanie prowizoryczne, ale lepsze niż całkowite zaniedbanie. – Jeśli twoja córka kiedyś wyrazi taką chęć, też mogę jej coś pokazać, oczywiście w sposób odpowiedni dla jej wieku.
Wiedziała, że Billy miał małą córeczkę, podziwiała go za to, że podjął się trudu wychowania jej, a w takich czasach na pewno było mu ciężko. Zwłaszcza że był Zakonnikiem, opuszczał Oazę i ryzykował.
- Cieszę się, że pomagają. Sama też powinnam je brać, ale cóż… Jak mam składniki, to częściej wolę odstąpić uwarzone lekarstwa tym, którzy potrzebują ich bardziej.
Z tego powodu czasem zaniedbywała własne leczenie, bo ci którzy wrócili z Azkabanu potrzebowali go bardziej.
- Możemy spróbować. Zazwyczaj używam zaklęcia powielającego do pomnażania nieożywionych przedmiotów, ale może uda się zrobić tak, by zachować właściwości kwiatów. Przynajmniej na tyle, żeby przetrwały wesele. Choć może lepiej powinniśmy to zrobić już jutro, teraz po prostu zbierzmy prawdziwe kwiaty – zgodziła się. Pozwoliła, by pomógł jej się podnieść i razem ruszyli w stronę łąki, gdzie mimo pory roku wciąż kwitła roślinność. – Jasne. – Pochyliła się nad kępą białych kwiatów, ostrożnie odgarniając liście i łodyżki, szukając takiego miejsca, gdzie mogłaby je zerwać nie uszkadzając ważnych struktur niezbędnych roślinie do przetrwania i wypuszczenia świeżych pędów. – W tym miejscu chyba będzie dobrze, spójrz – powiedziała, wskazując odpowiednie miejsce na łodydze i instruując, jak ją przerwać w sposób jak najmniej szkodzący roślinie.






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
 

Zagajnik

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Mniejsze wyspy :: Oaza Harolda-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21