Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Łąka białych kwiatów
AutorWiadomość
Łąka białych kwiatów [odnośnik]13.02.20 18:53
First topic message reminder :

Łąka białych kwiatów

Przyjemnie miejsce, dostępne jedynie dla niewielu, za dnia niewyróżniające się niczym, poza sporym zagęszczeniem kwiatów o bielących się płatkach. Dopiero nocą, gdy nieśmiałe światło księżyca pada na nie, zyskuje swój prawowity urok. Łąka zdaje się pełna niewinności i czystości, dobroci, której echa dostrzec można było już za dnia. Wokół roznosi się przyjemny zapach kwiatów. W powietrzu czuć spokój, któremu chce się naprawdę uwierzyć i pozwolić sobie na chwilę odpoczynku.  
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 16:06
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 100

--------------------------------

#2 'k100' : 14

--------------------------------

#3 'k100' : 61
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 18:07
Na głową zaczęły jej się gromadzić gęste, czarne chmury. Nigdy czegoś podobnego nie widziała. Nie było w tym nic naturalnego, normalnego. Chmury przemieszczały się ekstremalnie szybko, nagle zerwał się silny wiatr, wicher, który mógłby prawdopodobnie łamać drzewa. Kolejne podmuchy utwierdzały ją tylko w przekonaniu, że nie będzie w stanie ustać na nogach. Rzut. Upadła na ziemię z impetem modląc się w duchu by nic sobie nie połamać. Próbowała wstać, ale w tym samym momencie ziemia po jej nogami ponownie zadrżała. Dlatego nawet nie podniosła się z ziemi czekając aż wstrząs minie. Był o wiele silniejszy od poprzedniego. Dodatkowo nad ich głowami rozpoczynał się prawdziwy spektakl. Piorun za piorunem uderzał w szczelinę, a huk, który temu towarzyszył sprawił, że Lucinda uniosła ręce do uszu. Nie było czasu na podjęcie żadnego innego działania. Blondynka próbowała się podnieść, stanąć pewnie na nogi (1 akcja). Ziemia rozstąpiła się ponownie, a z otworów zaczęła wypływać woda. Blondynka uniosła różdżkę i rzuciła – Protego – (2 akcja) nie chcąc dać się ponownie zaskoczyć. Nie mogli wiedzieć jakie skutki będzie miał kontakt wody z ciałem. Magia, z którą próbowali walczyć nie była przyjaźnie do nich nastawiona. Wolała nie myśleć o tym z czym jeszcze przyjdzie im się zmierzyć.
Blondynka próbowała zrozumieć naturę tego zjawiska. Wszystko co widzieli, czego doświadczyli dotyczyło szczeliny i magii w jej wnętrzu. Posiadała wiedzę z zakresu geomancji choć była ona raczej niewielka. Nie podejrzewała by teren objęty był jakąś klątwą. Bardziej przypominało jej to z czym walczyli w Azkabanie, anomalię, której działań nie mogli przewidzieć. Chciała, żeby to się skończyło. Chciała mieć chwile by pomyśleć. Wyciągnęła przed siebie różdżkę i rzuciła to co chodziło jej po głowie nie mając pojęcia czy to w ogóle zadziała. Finite Incantatem. (3 akcja). Dodatkowo w głowie starała się prześledzić to czego byli świadkiem, wykorzystać wiedzę i umiejętności, które przecież posiadała (4 akcja).

1. k100 - sprawność, podniesienie się z ziemi.
2. k100 - protego.
3. k100 - finite.
4. k100 - rzucam na geomancje (II poziom)
5. k100 - na piorun


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 18:07
The member 'Lucinda Hensley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 62

--------------------------------

#2 'k100' : 94

--------------------------------

#3 'k100' : 40

--------------------------------

#4 'k100' : 23

--------------------------------

#5 'k100' : 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 19:09
Droga od szczeliny do stojącego na uboczu drzewa wydawała mu się niemożliwie wręcz długa; William przesuwał się powoli, metr po metrze, ani na sekundę nie wypuszczając z palców ramienia lewitującej ponad ziemią kobiety, a gdy wreszcie udało mu się dźwignąć na własne nogi – z trudem, chwiejnie – zmęczone mięśnie drżały niekontrolowanie. Zaparł się jednak stopami o grunt, wyciągając dłoń, żeby pomóc wstać również kobiecie – i całe szczęście, że to zrobił, bo w innym wypadku z pewnością straciłby równowagę. Impet, z jakim się go uchwyciła, zmusił go do zrobienia kroku w tył i rozłożenia rąk na boki, zaraz potem jednak znów zacisnął palce na jej ramionach tuż ponad łokciami – stabilizując ją w miejscu, zwracając na siebie uwagę. Słysząc słowa podziękowania odchylił nieco głowę do tyłu, próbując uchwycić jej spojrzenie; była tak blisko, że dostrzegał ślady łez odbite w błotnych smugach na jasnej twarzy, i gdyby sytuacja była inna, prawdopodobnie pomyślałby, że była bardzo ładna – ale serce biło mu zbyt szybko, a krążąca w żyłach adrenalina przypominała, że musiał się spieszyć. Oaza – jego Oaza, jego pierwszy dom, który odnalazł po powrocie do kraju; mieszkańcy, którzy opowiadali mu historie w trakcie remontów; dzieciaki z boiska; jego przyjaciele – wszystko to było w niebezpieczeństwie. – Uciekaj. P-pomóż ludziom w wiosce – powtórzył szybko, nagląco; powiódł za nią spojrzeniem, kiedy rzuciła się biegiem w stronę skraju polany (tej samej, na której kiedyś – wydawało się, że całe wieki temu – zbierał z Charlene kwiaty na ślub Alexandra), ale nie czekał, aż zniknie między drzewami, bo nagle kilka rzeczy zaczęło dziać się jednocześnie.
Było prawie jak wtedy, gdy magiczne wyładowania ściągnęły nad Anglię anomalie; zadarł głowę do góry, z szeroko otwartymi oczami wpatrując się w kłębiące się ponad wyspą chmury, z nienaturalną prędkością zasłaniające całe niebo – odcinające ich od światła słonecznego, sprawiające, że dookoła zrobiło się ciemno, że otoczył ich półmrok: ciemności rozjaśniane jedynie krótkotrwałym światłem błyskawic. Czy zawsze byli na to skazani? Igrali z losem, wznosząc wioskę na gruzach zatopionego Azkabanu? Wierzył, że nie, że ochraniająca to miejsce magia nie miała ich zawieść; że to, czego dokonał tutaj Zakon Feniksa, było trwałe i nienaruszalne – ale kiedy jak zahipnotyzowany obserwował gęstniejący, szaro-czarny, skłębiony wir, nie potrafił odegnać od siebie paraliżującego strachu. Bał się – magii, której nie rozumiał, żywiołu, nad którym nie miał kompletnie żadnej kontroli; jak mieli walczyć z drżącą pod stopami ziemią? Z grzmotami piorunów? Ściskana w dłoni różdżka wydała mu się nagle dziwnie bezużyteczna, a on sam poczuł bezsilność – ciążącą mu tak, jakby przygniotły go te wszystkie ołowiane chmury.
Gwałtowny podmuch wyrwał go z transu, targając włosami i ubraniem to w jedną, to w drugą stronę; zacisnął powieki, mając wrażenie, że wiatr wciska się prosto w gałki oczne, a uderzony falą powietrza w plecy, zakołysał się, lecz nie upadł – zamiast tego robiąc krok do przodu, a później przyklękając na jednym kolanie, dłońmi szukając podparcia na zmarzniętej ziemi. Rozłożywszy palce płasko, wyraźniej czuł nawarstwiające się drgania, Steffen miał rację – dzieliły ich sekundy od kolejnego trzęsienia.
I rzeczywiście – trzask rozlegający się w szczelinie przeszył go do kości, a kiedy ułamek sekundy później wszystko bez zapowiedzi zamarło – łącznie z drobinkami magii – przez moment był przekonany, że ogłuchł. Wstrzymał oddech, przerażony tym bezruchem, rozejrzał się po polanie – nie zdążył jednak dostrzec nic, bo jego pole widzenia zalała jasność. Trzask pioruna był ogłuszający, a widok – zapierający dech w piersiach, to musiał być koniec; musieli zrobić coś, co ściągnęło na nich tę katastrofę; co, jeśli wyspa pęknie na pół – i zatonie, pochłonięta przez fale? Uniósł jedną dłoń do oczu, osłaniając je przed rozbłyskami kolejnych wyładowań, ale to nie był koniec: potężne gruchnięcie rozległo się gdzieś pod ziemią, a później ze szczeliny wytrysnęła woda – wylewając się jak krew z szarpanej rany.
Wciąż klęcząc na ziemi, uniósł różdżkę ponad głowę odruchowo. – Caelum! – wykrzyknął, starając się stworzyć z bariery coś na kształt parasola, który osłoniłby go przed przypominającymi ulewny deszcz kroplami; nie chciał pozwolić sobie na zmoknięcie, bijący od szczeliny chłód błyskawicznie zmroziłby wilgoć – a jeśli miał zrobić to, co zrobić zamierzał, musiał podejść na samą krawędź (nie był pewien, w którym momencie o tym zadecydował; może jeszcze wtedy, kiedy próbując wyciągnąć na powierzchnię kobietę, spojrzał w kierunku czeluści).
Pękająca ziemia znów zmusiła go do oparcia dłoni o grunt, w ten sposób odszukiwał utraconą równowagę – nie zważając na to, czy udało mu się uniknąć wody czy nie. Wiatr rozwiał buchającą z wyrw parę, oczyszczając nieco jego pole widzenia; podniósł wzrok, koncentrując się na szczelinie, ale zanim dźwignąłby się na nogi, donośny grzmot przetoczył się ponad nim raz jeszcze – a rozdzierający przestrzeń piorun uderzył dokładnie w to samo drzewo, wokół którego jeszcze parę minut wcześniej owijało się magiczne lasso. Chyba krzyknął, z jego ust wydarł się niewyraźny wulgaryzm; trzask błyskawicy zamienił się w trzask ognia, obrócił się, siadając na ziemi – i spoglądając w górę. Korona zajęła się płomieniami, sprawiając, że serce zabiło Williamowi mocniej; przy tak silnym wietrze pożar mógł łatwo ponieść się dalej. – Nebula exstiguere! – rzucił, dźwigając się wreszcie na nogi i kierując różdżkę w stronę drzewa – podchodząc tak blisko, jak był w stanie, próbując zdusić rozpełzający się po gałęziach ogień.
Potem odwrócił się – pochylony nisko, ruszył w stronę największej wyrwy (choć instynkt przetrwania darł się wewnątrz jego czaszki, namawiając go, żeby uciekł od niej jak najdalej), gnany niemożliwym do wyjaśnienia przekonaniem, że to właśnie tam, w głębinach, znajdowało się źródło szalejącego nad Oazą cyklonu. Próbując przeciwstawiać się podmuchom wiatru, przesuwał się metr po metrze, przed przejściem ostatnich znów opadając na kolana, kawałek przechodząc na czworaka, a później – pamiętając, jak krucha była ziemia tuż nad szczeliną – położył się na brzuchu, ciężar ciała opierając na łokciach. Kilkadziesiąt centymetrów pokonał czołgając się, aż znalazł się tuż ponad wyrwą – zanim jednak spojrzałby w jej głąb, po raz trzeci uniósł różdżkę. – Accio miotła! – wykrzyknął, wykonując krótki ruch nadgarstkiem – a myślami sięgając do własnej miotły, którą pozostawił przed wejściem do ratusza. Nie była daleko, w normalnych warunkach przebycie takiej odległości nie powinno sprawić jej problemu, nie miał jednak pewności, jak poradzi sobie z wiatrem. Uniósł spojrzenie, przez moment czekając – i właśnie wtedy zauważył coś, czego w pierwszej chwili nie rozpoznał: szarą, zmierzającą w stronę wyspy masę. Zrozumienie, że była to fala, zajęło mu trzy przerażająco długie sekundy – lecz pomimo potęgującej się za mostkiem grozy oraz odbierającej oddech świadomości, że to właśnie tam był jego najstarszy brat, nie rzucił się w stronę wybrzeża. Nie mógł stawić czoła takiej potędze – i mimo że sytuacja była beznadziejna, pozostawało mu mieć nadzieję, że członkowie Zakonu Feniksa zdołają zrobić więcej.
Chodź do mnie.
Przeszywający szept zmusił go do chwilowego zapomnienia o fali, o trzaskających piorunach, i o pękającej ziemi, a więc Aidan miał rację; wstrzymując oddech i odpychając od siebie strach, kneblując wspomnienia o szeptach niosących się korytarzami tamtego Azkabanu, wyjrzał ponad krawędź, po raz pierwszy poświęcając dłuższą chwilę na przyjrzenie się wnętrzu szczeliny – obserwując kształty, jakie tworzyła osiadająca na pionowych ścianach magia, w ich jednolitej bryle szukając nierówności, półek lub czegoś przynajmniej mgliście przypominającego ścieżkę, którą można by zejść niżej. Zaglądając głębiej, próbował dojrzeć, co kryło się na dnie – o ile dno w ogóle istniało.

| 1. akcja - caelum; 2. akcja - gaszenie drzewa; 3. akcja - aeris; 4. akcja - spostrzegawczość;
(posiadam umiejętności dające +5 do rzutów na spostrzegawczość (sokole oko) i niwelujące karę za niekorzystne warunki o 10 (pewna ręka) - o ile ma to znaczenie)




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 19:09
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64, 23, 41, 59
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 19:36
Z ulgą obserwował jak jego słowa i usilne szarpanie ramienia mężczyzny pomogły mu wyrwać się z transu. Co gdyby to nie pomogło? Gdyby nie daj Merlinowi chciał zejść, a raczej wskoczyć do szczeliny? Mężczyzna nie potrzebował dużo czasu na zreflektowanie się. Od razu pomógł Aidanowi w ujęciu pod ramiona tego drugiego, leżącego, aby móc go stąd zabrać. Nie zdążyli jednak. Zaskoczony okrzyk wyrwał się z jego gardła, gdy ziemia pod ich stopami pękła, aby następnie wypiętrzyć się do góry odpychając całą ich trójkę do tyłu i przewracając. Nagle wszystko pociemniało, chmury nad ich głowami zgęstniały krążąc nad ich głowami i zwiastując to co miało zaraz nadejść. Zagrzmiało, a chmury przecięła pierwsza błyskawica. Jego oczy rozwarły się w przerażeniu, gdy obserwował jak na niebie zaczyna kształtować się cyklon. Poza tym nie widział dobrze co się działo. Ziemisty mur wszystko mu skutecznie zasłaniał. Usiadł próbując następnie wstać wtedy jednak w końcu i on poczuł silny wiatr, wichurę, która chciała ponownie przewrócić go na ziemie. Udało mu się jednak ustać na nogach odnajdując równowagę mimo targającego jego włosami i ubraniami wiatru. To jednak nie było wszystko. Ziemia znów się zatrzęsła tym razem, jak mu się wydawało, bardziej niż ostatnim. - Nie wstawajcie! - Zawołał do towarzyszących mu w niedoli mężczyzn samemu ostatecznie tracąc grunt pod stopami, przez co znów runął jak długi na ziemię, na której pozostał dopóki wszystko nie ustało. I faktycznie moment ten w końcu nadszedł. Wszystko ucichło. Hałas, wiatr, wstrząsy. Korzystając z okazji wstał chwytając w końcu za różdżkę i czekając na najgorsze. Bo to nie był koniec, prawda? Niestety miał rację. - Zostańcie za okopem. - Tyle zdążył powiedzieć zanim świat zaczął kończyć się od nowa. Piorun, który trafił prosto w głąb szczeliny rozniósł się po wyspie przeszywającym na wskroś hukiem, a za nim poszły w ślad inne wyładowania. Ze szczeliny chlusnęła woda, zanim ta zdążyła opaść na ziemię Aidan uniósł różdżkę w górę z pierwszą inkarnacją, która przyszła mu do głowy, już na ustach. - Protego Maxima! - Rzucił zaklęciem próbując osłonić od wody nie tylko siebie, ale i mężczyzn obok z nadzieją, że przyniesie to jakikolwiek efekt. Ziemia pękała, wydobywała się z niej gorąca para, ale dla kontrastu brzegi szczeliny zaczęły pokrywać się zmarzliną. Na dodatek burza, która wydawała się nie tracić na sile, a wręcz przeciwnie. Wszędzie panował chaos, a w jego głowie jeden wielki mętlik i brak pomysłu na to jak mógłby z tej sytuacji wyciągnąć siebie, czy innych. Chodź do mnie. Znów rozbrzmiało echem z dna szczeliny, a jego ogarnął zimny dreszcz. Z zimna? Ze strachu? Pewnie z tego i z tego. - Caelum. - Rzucił kolejne zaklęcie z myślą uchronienia siebie i towarzyszące mu osoby, chociaż od części zjawisk, które miały tu miejsce.

1. Protego Maxima
2. Caelum
3. Burza


The power of touch, a smile, a kind word, a listening ear, an honest compliment or the smallest act of caring, all of which have the potential to
turn the life around
Aidan Moore
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The only way to deal with
an unfree world is to become
so absolutely free that your very existence is an act of rebellion.
OPCM : 8 +2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9575-aidan-moore#291411 https://www.morsmordre.net/t9693-bazyl#294574 https://www.morsmordre.net/t9692-zabie-udko#294568 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9923-skrytka-bankowa-nr-2197#299908 https://www.morsmordre.net/t9696-aidan-moore#294585
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 19:36
The member 'Aidan Moore' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 49

--------------------------------

#2 'k100' : 97

--------------------------------

#3 'k100' : 60
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 19:50
dorzucam na piorun, bo zapomniałem




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]02.08.22 19:50
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 86
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]06.08.22 16:50
Wiatr dmuchał mocno, targając drzewami na skraju polany. Te kładły się niczym zboże podczas porannego lekkiego wiatru. Silne uderzenia żywiołu utrudniały czarowanie, ale także utrzymanie się na nogach. Uciekający ludzie potykali się o własne nogi, ale usłuchawszy zakonników ewakuowali się z polany. Steffen wyciągnął przed siebie różdżkę i bez wahania utworzył osłonę, która ochroniła go przed działaniem porywistego wiatru, zaś William przykucnął na ziemi, świadom, że im bliżej niej tym trudniej będzie pokonać go żywiołom. Lucinda padła na kolana od razu, rzucona wiatrem o ziemię z dużą siłą. Promieniujący ból rozlał się od kolan na uda; czarownica poczuła go doskonale, wiedziała, że będzie poruszać się z trudem, ale nie dała za wygraną. Ziemia drżała, a trzęsienie było na tyle silne, że Steffen runął na nią, obijając sobie bok. Nie wiedział jeszcze, że jeśli przeżyje, w miejscu upadku pojawi się wielki ciemny krwiak.Hensley przeczekała ten moment i dopiero później wyciągnęła różdżkę nad siebie, by świetlistą tarczą uchronić się przed tryskającą wodą, podobnie jak Moore. Aidan, choć nie podniósł się podczas walki z wiatrem, mogą uchronić przed jego siłą, nie zaczekał. Ruszającą się ziemia sprowadziła go na parter. Upadł na łokieć, który zapieklił go bólem, ale zaraz po tym szlachetnie spróbował ocalić świetlistą tarczą siebie i mężczyzn za sobą. Dłoń mu zadrżała, a błękitna mgiełka, która wydostała się z jego różdżki rozmyła się w chwili opadającej wody. Cała trójka była przemoczona. To jednak nie złamało ducha młodego zakonnika. Chcąc chronić ludzi, wyciągnął przed siebie różdżkę. Jego zaklęcie osłoniło mężczyzn, zapewniając i jemu i im bezpieczeństwo przed koszmarem, który się rozpętał. Kiedy pioruny uderzyły w ziemię, Cattermole spróbował zbliżyć się do szczeliny, ale poza ziejąca ze środka czernią, mimo najgłębszego pragnienia nie mógł nic zobaczyć. Fascynacja zjawiskiem sprawiła, że czarodziej, zamiast zająć się kwestiami najbardziej palącymi i dramatem, jaki rozgrywał się dookoła, nie zdołał nawet wyczarować tarczy. Woda chlusnęła na niego, mocząc go całkowicie, a była lodowata. Nieprzyjemny dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Rzucone przez niego zaklęcie zaraz po tym sprawiło, że wokół zrobiło się cieplej, a zlodowacenia powstałe w wyniku wydostającego się z dołu chłodu stopniały, zmieniając ziemię w nieprzyjemną pluchę. Steffen choć zmókł, ochlapany wodą, momentalnie wyschnął. Stanięcie na skraju szczeliny było ryzykowne, zważywszy na intensywność wyładowań prosto do niej jeszcze kilka chwil wcześniej. Uderzające wokół pioruny wywołały popłoch, podobnie jak płonące drzewo. Silny wiatr w kilka sekund mógł przenieść ogień na pozostałe drzewa, lecz lotnik zareagował w porę, kierując prosto w palącą się niczym pochodnia koronę fioletową chmurę. Dym zgasił ogień, choć szybko został rozwiany przez wiatr, który nie pozostawił po kolorowych kłębach ani śladu w mgnieniu oka.
Wszystko wokół działo się szybko, ale szybko reagowali także Zakonnicy. Billy przeczołgawszy się na krawędź szczeliny, czuł, jak grząska ziemia się pod nim ugina. Za sprawką jednego zaklęcia miotła poszybowała od samego ratusza, podlatując przed Williama, tuż nad wyrwę. Chwiała się, porywana wiatrem wydawała się niestabilna, ale jednocześnie nie była niczym zaskakującym dla doświadczonego lotnika i byłego gracza quidditcha.
Steffan nie wyczuł żadnego pulsowania magii, nic nie wskazywało, by miało nastąpić kolejne trzęsienie ziemi. Żadne rozwiązanie dotyczące szczeliny nie spadło także z nieba. Pozostała tak samo tajemnicza jak wcześniej — wokół za to powstał istny chaos, żywioły mieszały się ze sobą i zdawało się, że z taką potęgą pozostają całkowicie poza kontrolą czarodziejów. Hensley spróbowała zatrzymać to wszystko, co się działo, ale jej próba spełzła na niczym — nie wiedziała jednak czy jej trop był błędny. Jej spostrzeżenia mogły się okazać jednak trafne. Lucinda wiedziała, że anomalia została zniszczona, ale to co zostało w dawnym Azkabanie pozostawało tajemnicą dla wielu, a może nawet dla wszystkich. Nie zdążyła jednak podzielić się swoimi myślami z resztą drużyny. Wtedy właśnie prosto z nieba pomknęła błyskawica. Wiązka elektryczna uderzyła w czarownicę. Mięśnie kobiety napięły się tak mocno, że z oczu popłynęły jej łzy. Rozpalił ją gorąc, czuła się przez chwilę tak, jakby znalazła się w płomieniach, jednocześnie nie mogąc się poruszyć, drgnąć ani jednym mięśniem. I choć zdawało jej się, że trwało to wieczność, zaledwie po sekundzie oczy przysłoniła jej ciemność. Wiotkie ciało czarownicy osunęło się na ziemię. Jej ubranie było niemalże doszczętnie spalone, ciało osmolone, włosy przypalone. Swąd palonej skóry uniósł się w powietrzu.
Nie poczuł go jednak William. Kiedy tylko spojrzał w głąb szczeliny, wpierw widział tylko ciemność, ale kiedy przyjrzał się głębiej ujrzał jak migocące drobiny oblepiające jej ściany tworzą coś na kształt run, ale także obrazów, stworzonych ze światła sylwetek ludzi. Wyglądali jakby wspinali się po ścianach w górę. Nieruchomo trwali w ciemności. Były to tylko sylwetki; płaskie imitacje. Głęboko na dole od jaśniejącej magii odbijała się woda. Bulgotała delikatnie, a tuż pod jej powłoką jaśniało jakieś światło, przedmiot? Nim jednak zdołał zorientować się czym był, z wody wynurzył się mężczyzna. Roderick.


Data wątku zostaje zmieniona na 31 maja. Czas na odpis mija we wtorek, 9 sierpnia o 22:00. Przypominam, że jeśli postać nie odnotowała tego w pierwszym poście wątku z mistrzem gry i nie posiada odpowiednich dodatków (szaty/talizmany) w swoim stałym ekwipunku oznacza to, że nie jest on uwzględniany w rozgrywce. Możecie dokonać 3 akcji w tej kolejce.

William przed podjęciem własnej akcji rzucasz na odporność magiczną, ST wynosi 50. Jeśli przy tym zamierzasz zlecieć w głąb, czekasz na uzupełniający post Mistrza Gry.

Aidan, twoje zaklęcie trwa tak długo, jak długo je będziesz podtrzymywał.

Obrażenia:
Lucinda: 0/160
tłuczone -10 (stłuczone kolana)
elektryczne - 150 (uderzenie pioruna)
William: 321/321
Steffen: 195/205
tłuczone -10 (stłuczone biodro)
Aidan: 222/232
tłuczone -10

Energia magiczna:
Lucinda: 46/50
William: 47/50
Steffen: 42/50
Aidan: 47/50


Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]06.08.22 18:48
Wszystko wydawało się dziać nienaturalnie wręcz szybko: chmura fioletowego dymu rozwiewająca się w koronie giętego przez wiatr drzewa, miękkie błoto uginające się pod łokciami i kolanami, chłód lodowatego powietrza bijącego od szczeliny – a później świst, cudownie znajomy, który zapowiedział pojawienie się jego miotły. Dostrzegł ją na sekundę zanim zawisła tuż przed nim, targana potężnymi podmuchami, ale w jakiś sposób utrzymująca się w miejscu pomimo trudnych warunków. Znał jej możliwości, jako łącznik przeleciał na niej setki mil – i wiedział, że jeśli tylko zdoła po nią sięgnąć, poradzi sobie z wichurą. Uniósł się na łokciach wyżej, prawie już wyciągał przed siebie rękę – jednak zanim zdążyłby to zrobić, coś innego odwróciło jego uwagę – i nie był to rozrywający przestrzeń grzmot uderzającej gdzieś blisko błyskawicy.
Zapatrzył się w czerń, pustkę ziejącej tuż przez nim wyrwy; mrużąc oczy i przyglądając się pionowym ścianom, początkowo nie dostrzegał nic; kształty utkane z lśniących drobinek magii wyłaniały się z nicości stopniowo, podciągnął się odrobinę bliżej – starając się wysnuć sens z subtelnych figur. Widok runicznych znaków sprawił, że w jego żołądku rozlało się coś lodowatego; chociaż nie był w stanie odczytać symboli pochodzących ze starożytnych języków, to miał wrażenie, że już je kiedyś widział – w podziemnym Azkabanie, na posadzce, otaczającym labirynt kręgu, ponad więziennymi celami; po plecach przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz, wstrzymał oddech – ale to nie było wszystko. Poniżej run, na stromych powierzchniach, biała magia układała się w ludzkie sylwetki, z ciałami ułożonymi tak, jakby zastygły próbując wspiąć się na górę. Co to oznaczało – i czy oznaczało cokolwiek? Czy wyobraźnia i wzrok płatały mu figle, tak jak wcześniej Aidanowi – czy naprawdę oglądał zapisany w skale obraz, echo wydarzeń, które miały tu kiedyś miejsce? Znał historię powstania Oazy, nie miał jednak pojęcia, co właściwie się stało, kiedy wyspa obróciła się górą do dołu; czy w środku byli ludzie, czy próbowali uciekać?
Chyba niepotrzebnie o tym myślał.
Z trudem oderwał spojrzenie od ścian, spoglądając niżej – i w bladym świetle drobinek dostrzegając wodę. Jej obecność go nie zdziwiła, rzeka przepływająca przez Oazę musiała gdzieś mieć swoje źródło – ale nie miał pojęcia, skąd brało się bulgotanie, ani od czego pochodziło majaczące tuż pod powierzchnią światło. Bo było tam – prawda? Uchwycił się krawędzi, szukając w niej dodatkowego oparcia, a głowę pochylając niżej, wytężając wzrok, żeby wychwycić, czym był niewyraźny, rozmywany przez zmarszczoną wodę kształt…
…zaledwie ułamek sekundy później zapominając o nim całkowicie.
To nie mogło dziać się naprawdę.
Wypuścił ze świstem wstrzymywane powietrze, czując się tak, jakby osunął się prosto w szczelinę – i spadał, spadał z dużą prędkością, za moment mając boleśnie uderzyć w skalne dno. Zacisnął powieki, tak mocno, że zobaczył pod nimi kolorowe iskierki, ale gdy otworzył je ponownie, Roderick Smith wciąż tam stał – z ciałem do połowy zanurzonym w wodzie, z mokrymi włosami przyklejonymi do czoła i karku, z głową zadartą do góry i z twarzą oświetloną łuną bijącą od przyklejonych do ścian drobinek – z twarzą o rysach tak znajomych, jak gdyby widzieli się zaledwie wczoraj.
William otworzył usta, czując, jak serce łomocze mu w klatce piersiowej; w pierwszej chwili wydawało mu się, że z zaskoczenia – ale później gdzieś pomiędzy pogmatwanymi emocjami rozpoznał też radość. Naiwną, irracjonalną; zacisnął z powrotem wargi, chciał do niego krzyknąć – ale przecież Rodericka tam nie było. Był martwy – został ścięty przez ludzi Malfoya, przez paskudnych, plugawych Rycerzy Walpurgii; jego krew rozlała się na Connaught Square i miała już zawsze wsiąkać w brukową kostkę.
Ale czy na pewno?
Nagła myśl uderzyła go w tył czaszki, nie widział przecież ciała przyjaciela; jego śmierć ogłosił Walczący Mag – tak samo, jak zaledwie dwa miesiące wcześniej ogłosił śmierć jego samego. Co, jeśli tamte informacje, wieści, które wtedy wziął za pewnik, również były wierutnymi kłamstwami – fałszem tkanym po to, żeby złamać ducha buntowników? Zaschło mu w ustach; co, jeśli przez cały ten czas opłakiwał kogoś, kto wciąż żył?

| no to rzucam na odporność magiczną (+37,5)




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]06.08.22 18:48
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 77
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]07.08.22 6:19
Roderick patrzył na niego z dołu. Milczący, nieobecny, a jednak dostrzegający go tam na górze. William, mimo wszystkich uczuć jakie żywił względem niego myślał trzeźwo, wiedział, że on był martwy. Wiedział, że został stracony podczas egzekucji ku uciesze zgromadzonych gości. Skazany w procesie niesprawiedliwym i szybkim, nic przecież nie zrobił. To, co znajdowało się na dole to mara, która nie była pierwszą. Jego pobyt w Azkabanie odcisnął na nim swoje piętno, a wspomnienia tamtych chwil powróciły, podobnie jak strach i niechęć. To, co czaiło się tam na dole było lub mogło być tym, przez co już przechodził i co pragnął zostawić daleko za sobą. Runy, które widział wyglądały dokładnie jak te, które pamiętał z londyńskiego Azkabanu. Oznaczenia sal, wskazówki, zapiski, ale także zaklęcia. Oaza zbudowana na Azkabanie była miejscem szczególnej magii, ale zbudowano ją na zgliszczach czegoś innego, a to, co lotnik miał przed sobą wyglądało niczym...przejście.
Historia zdawała się powtarzać w sposób, którego nie mógł przewidzieć.
Roderick nie był prawdziwy, uświadomił to sobie, patrząc jak w milczeniu zanurza się w wodzie, z jedną ręką wyciągniętą w górę, jakby chciał, aby William ją chwycił. Ale czarodziej wiedział, że cokolwiek uczyni, to tam czaiły się najbardziej ponure demony, które będą go zwodzić, a niebezpieczeństwo było tak samo olbrzymie tu, na powierzchni, jak i tam, pod ziemią.

To tylko post uzupełniający, kolejka toczy się dalej.
Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]07.08.22 13:07
Nie pamiętał, kiedy po raz ostatni chciał czegoś tak bardzo, jak tego, żeby wzrok i wyobraźnia go nie okłamywały – żeby to, na co patrzył, okazało się prawdą; wpatrywał się w twarz Rodericka jeszcze przez sekundę, targające nim wątpliwości jednak w końcu się rozproszyły – gnąc się pod naporem zdrowego rozsądku. To nie był on, spoglądająca w jego stronę iluzja nie była prawdziwa – tak samo, jak nieprawdziwe były mary, które nawiedzały go w Azkabanie i po nim. Potrząsnął głową, przepraszam Rod, chciał powiedzieć – zamiast tego po prostu patrząc, jak oświetlona słabo sylwetka zanurza się ponownie w zmarszczonej wodzie, znikając niemal zupełnie – nie licząc wyciągniętej w górę ręki.
Zawahał się.
Nie chciał tam lecieć. Wszystkie instynkty mówiły mu, żeby się wycofać, odsunąć od wyrwy jak najdalej; już raz zasmakował czającej się tam magii, nie tej samej, ale bliźniaczej, gęstniejącej na korytarzach podziemnego więzienia. Azkaban był dla niego koszmarem – horrorem powracającym na jawie i w snach, wspomnieniem, z którego ledwie się otrząsnął; myśl o zderzeniu się z widziadłami ponownie sprawiała, że paraliżował go strach, podsuwając tchórzliwe myśli o ucieczce – ale przecież nie mógł, nie chciał ani stracić Oazy, ani zrzucić tej odpowiedzialności na kogoś innego. Chociaż nie miał pojęcia, co spowodowało pęknięcie, to nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że prowadzące na drugą stronę przejście nie mogło pozostać otwarte; błyskawice, trzęsienie ziemi, potężne fale – wszystko to nie miało w sobie nic z naturalności, kataklizm musiała wywołać ta magia; magia, która teraz wylewała się swobodnie na wyspę, ich wyspę – zagrażając schronieniu, do którego sprowadzili bezbronnych, uciekających przed wojną ludzi. Nie mogli zawieść ich zaufania, on nie mógł tego zrobić; nie wybaczyłby sobie tego, nigdy więcej nie byłby w stanie spojrzeć sobie w oczy. Sama perspektywa zmierzenia się z tym poczuciem winy wywołała u niego falę mdłości – potęgującą się jedynie, gdy pomyślał o Płazach.
Zaczekaj na mnie – powiedział cicho, zachrypniętym głosem, nie wiedząc, do kogo właściwie się zwraca; opierając się na łokciach i kolanach, odczołgał się od krawędzi, dźwigając się na nogi dopiero, gdy poczuł pod stopami stabilny grunt. Rozejrzał się po panującym na polanie pobojowisku, mocniej zaciskając w palcach różdżkę i próbując desperacko ułożyć jakiś plan działania – dokładnie w tym momencie dostrzegając leżącą na ziemi Lucindę.
W pierwszej chwili jej nie rozpoznał, zwęglone ubrania i osmalona twarz nie mogły przecież należeć do kobiety, która jeszcze przed chwilą stała tuż obok; zrobił krok do przodu, czując się tak, jakby serce wpadło mu do żołądka – a później przyklękając przy niej. Żyła? Nie potrafił stwierdzić, skóra nie miała naturalnego koloru, nie widział unoszenia się klatki piersiowej; przełknął z trudem ślinę, smakowała goryczą – i unoszącym się w powietrzu swądem spalenizny. – Aidan – odezwał się, odszukując spojrzeniem brata; podniósł się, przenosząc wzrok wyżej – ponad jego ramieniem dostrzegając czoło potężnej fali, wciąż sunącej prosto na Oazę. Fakt, że nadal tam była, groźna i niewzruszona, musiał oznaczać, że Zakonnicy nie byli w stanie sobie z nią poradzić; potrzebowali pomocy, różdżek – więcej niż ich trójki, być może więcej nawet, niż znajdowało się na całej wyspie. Ale jaki mieli wybór? – Trzeba zabrać stąd Lucy – dodał. Miał obok siebie dwóch mężczyzn, mogli mu pomóc. – Jesteście w stanie donieść ją do portalu? – Ten znajdujący się na plaży można było otworzyć tylko patronusem, ale lampion zaklęty przez lorda Longbottoma wciąż znajdował się na Ołtarzu Światła – wystarczyło go dotknąć. To również tam przebywał często Fawkes, a jeżeli czegoś potrzebowali teraz szczególnie mocno – to była to nadzieja. I czas. – Ja p-polecę do szczeliny – oznajmił, samemu nie wierząc, że wypowiada to na głos. – Postaram się – nie wiem, zablokować tę magię. Na dole jest przejście. – Brzmiało to jak szaleństwo. Zdawał sobie z tego sprawę, a jednak: wiedział, czuł, że musiał przynajmniej spróbować. – Steff, czy tę falę da się zat-t-trzymać? – Steffen był młody, ale był też utalentowanym czarodziejem – ufał jego ocenie. – Aidan, jeśli nie wrócę, p-powiedz Hannah, że... – zaczął, ale urwał; potrząsnął głową. Przecież wiedziała. – Uważajcie na siebie – dokończył – i wciąż myśląc o Hannah, sięgając pamięcią do tamtego styczniowego wieczoru: do lekkiego zapachu korzennych przypraw, rumieńców barwiących policzki, dotyku palców na skórze; do nieba majaczącego za oknem tuż nad nimi, splątanej pościeli, gorąca zmieszanych ze sobą oddechów – uniósł różdżkę. – Expecto patronum – wypowiedział, czując jak dobra energia spływa mu z nadgarstka, kształtując się w sylwetkę świetlistego psa. – Znajdź Barty'ego McKinnona – polecił, zwracając się do bernardyna – na myśli mając chłopca, jednego z Płazów, najstarszego z nich wszystkich. Wiedział, że go posłucha – oraz że Barty'ego posłuchają pozostali, był ich liderem, kapitanem dziecięcej drużyny. William znał wszystkich doskonale, przez wiele miesięcy widywali się niemal codziennie, trenowali razem; ufali mu. Miał nadzieję, że nie zawiedzie tego zaufania.
Dostrzegając, że patronus skierował na niego spojrzenie, przysiadając na tylnych łapach i czekając, odchrząknął. – Barty – kontynuował, zaczynając wiadomość – musicie uciekać. Znajdź Tima, Elliego i Hugh; zg-garnijcie też Henry'ego, Sally i Gabi, weźcie swoje miotły – i lećcie wszyscy do lampionu przy Ołtarzu Światła. – Pokazywał Barty'emu jak go użyć; powinien sobie poradzić. – Po d-d-drodze przekażcie wszystkim czarodziejom, których spotkacie, żeby pobiegli pomóc na wybrzeżu. Czarownice niech zabiorą dzieci i niemagicznych do portalu. Ci, którzy nie zdążą, niech biegną do Źródła. – To był najwyższy punkt na wyspie – jeśli istniało miejsce, którego fala nie sięgnie, to było nim właśnie Źródło. – Jeśli na p-polanie rozładunkowej spotkacie Marcela, słuchajcie się go. – Dzieciaki wiedziały, kim był Marcel – zdążyli go poznać, kiedy przez kilka tygodni mieszkał z nim z Skamielinie. – Jak się p-p-przeniesiecie, schowajcie się i poczekajcie na Zakon – zabierzemy was stamtąd – dokończył, kiwając głową i dając bernardynowi znak, by ruszył w drogę, a później obejrzał się za siebie. Ile czasu mu pozostało?

| tu rzut na patronusa; w poście rzucam na inicjatywę; będę jeszcze pisać




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Łąka białych kwiatów [odnośnik]07.08.22 13:07
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 9
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łąka białych kwiatów - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Łąka białych kwiatów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach