Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zatoka świetlików

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zatoka świetlików - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zatoka świetlików - Page 2 Empty
PisanieTemat: Zatoka świetlików [odnośnikZatoka świetlików - Page 2 I_icon_minitime13.02.20 19:54

First topic message reminder :

Zatoka świetlików

Choć ta niewielka zatoczka za dnia wygląda zwyczajnie i niepozornie, to przycupnąwszy na jej brzegu po zapadnięciu zmroku - o ile ma się odrobinę cierpliwości i szczyptę szczęścia - można obejrzeć widowisko, od którego Zatoka Świetlików otrzymała swoją nazwę. Przy bezwietrznej, ciepłej pogodzie, nad gładką powierzchnią wody zaczynają pojawiać się migoczące światełka: najpierw jedno, jakby zapraszające na spektakl, później reszta, dziesiątki, setki; drżące świetliki lśnią ciepłym, jasnym światłem, tańcząc ponad nieistniejącymi falami i układając się w najróżniejsze kształty, czasami na ciemnym horyzoncie kreśląc zapomniane historie - czasami zwyczajnie kołysząc obserwatorów do snu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Zatoka świetlików - Page 2 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Zatoka świetlików - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zatoka świetlików [odnośnikZatoka świetlików - Page 2 I_icon_minitime04.11.20 22:55

1-21 lipca

To aż dziwne, że jednym z pierwszych budynków, które zbudowano w Oazie, nie była lecznica. W pierwszej kolejności skupiono się na tym, aby powstało jak najwięcej niewielkich chatek, gdzie niemagiczni, mugolacy i wszyscy prześladowani przez zbrodniczy reżim Lorda Voldemorta mogli odnaleźć bezpieczne schronienie. Byłem tu od maja i zauważyłem, że dotychczas uzdrowiciele udzielali pomocy w chatkach - ale nie wszyscy zdecydowali się przenieść do Oazy, aby nie zajmować miejsca potrzebującym, podczas gdy mieli gdzie indziej swój bezpieczny kąt, a niekiedy trafiali właśnie tutaj w stanie krytycznym. Koniecznym było powstanie miejsca, gdzie mogliby dochodzić do siebie. Niewielki szpital, choćby i złożony z jednej dużej sali, magazynu i kilkunastu łóżek. Nic wielkiego, lecz niezbędnego.
Kiedy doszły mnie słuchy, że lord Archibald Prewett poszukuje chętnych do pomocy przy budowie takiej lecznicy zgłosiłem się bez wahania. Chciałem przyłożyć swoją rękę do odbudowy tego miejsca, poniekąd odwdzięczyć się za schronienie dla matki i siostry, zająć czas. Usłyszałem o tym już gdzieś w okolicach połowy czerwca, lecz nie od razu wzięliśmy się do pracy. Najpierw musieliśmy zgromadzić materiały i zaczekać na Thomasa, czarodzieja mugolskiego pochodzenia, który był odpowiedzialny za inne projekty w Oazie. Miał sporządzić rysunki i projekt prostego, budynku, tak, abyśmy mogli sobie z tym wszystkim poradzić. Brakowało nam tutaj profesjonalistów, ludzi zajmujących się architekturą i budownictwem zawodowo, lecz przecież nie mogliśmy tu ich sprowadzić. Skoro jednak udało się zbudować niewielkie chaty, które służyły dobrze mieszkańcom, to byłem pewien, że i z lecznicą sobie poradzimy - jeśli tylko Thomas zgodzi się sprawować nad tym pieczę i kontrolę, pilnować, czy wszystko idzie zgodnie z planem i instruować laików. Takich jak ja. Ciężkiej pracy się nie bałem, jedynie tego, że mógłbym coś sknocić, nie miałem doświadczenia w tego typu robocie - dlatego też słuchałem uważnie, nie wymądrzałem się i słuchałem poleceń Thomasa.
Pierwszy etap był najprostszy, a zarazem najcięższy i najmniej przyjemny. Trzeba było kopać i kopać... Pierwszy lipca przyniósł niesprzyjającą takiej robocie pogodę. Na niebie próżno szukałem wzrokiem chmur, niepotrzebnie czekałem na tchnienie wiatru, choćby najlżejsze... Wydawało mi się, że jest gorącej, niż w rzeczywistości, gdy wymachiwałem łopatą raz za razem robiąc miejsce na fundamenty. Miejsce na lecznicę wyznaczono nieopodal wioski, lecz w pewnym oddaleniu, aby wokół panowała cisza i spokój, niezbędne dla regeneracji i odpoczynku chorych. Całkiem niedaleko było stąd do zatoki świetlików. W południe próżno było jednak szukać tam świecących w ciemnościach owadów, Szczerze mówiąc marzyłem już o zmierzchu i chwili wytchnienia w tamtym miejscu.
Uparcie jednak wbijałem łopatę w ziemię, czując, że to dobra metoda, aby wyładować złość. Złość na to, że ten rudy oprych miał tutaj wstęp. Kto w ogóle wpadł na to, że to dobry pomysł, aby wtajemniczać w działalność Zakonu Feniksa byłego truciciela? Wpatrywałem się niechętnie w tę rudą, parszywą gębę, nawet nie starając się tego ukryć.
- Tam wyrzucaj ziemię, a nie wszędzie naokoło - pouczyłem go suchym tonem, wskazując ręką na prawo, gdzie rosła z każdą chwilach góra ziemi.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Asbjorn Ingisson
Asbjorn Ingisson

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 36
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Zatoka świetlików - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zatoka świetlików [odnośnikZatoka świetlików - Page 2 I_icon_minitime10.11.20 23:59

Nawet Ingisson musiał czasem opuścić cztery ściany jednej czy drugiej pracowni alchemicznej, w której przebywał na co dzień. Poza warzeniem eliksirów życie Norwega pozostawało zaskakująco puste: samotnik na obczyźnie, w której pomimo zadomowienia się wciąż nie potrafił współgrać z jej rytmem. Żył jakby w oderwaniu od pędu przesiąkniętego złem miasta, z którym nie chciał mieć za wiele wspólnego. Jego dniom rytmu nadawała praca. Alchemia dla szpitala, alchemia dla Zakonu. Badania naukowe, długie godziny samotności, w czasie których czytał uczone księgi. Czasem wymykał się na spacer.
Zdarzało się jednak, ze w planach Norwega pojawiało się zdarzenie wyłamujące się z tej naukowej rutyny. Kiedy brała go tęsknota za domem. W takich chwilach nie był w stanie wysiedzieć w miejscu, potrzebował ruszyć się, wyciszyć myśli, zająć umysł czymś prostym i nieskomplikowanym. Wysiłek fizyczny dobrze się w te założenia wpisywał. Znał się też z Archibaldem i gdy usłyszał, że potrzeba było rąk do pracy Norweg nie wahał się długo. Zaoferował swoją pomoc, lecz nie sądził, że przyjęcie jego propozycji będzie wiązało się ze ścisła współpracą z tym służbistą Dearbornem.
To nie tak, że Norweg traktował przebywanie z aurorem jakoś osobiście. Zdążył przywyknąć do tego, że osoby zamieszane w pilnowanie prawa niezbyt za nim przepadały. To była reguła. Tak jak to, że woda zamarzała w określonej temperaturze, tak aurorzy nie lubili Ingissona. W lepszym wypadku podchodzili do niego z zakrawającą o chorobliwą nieufność. Czasami zdarzały się wyjątki, jak Fox, które decydowały się dać mu szansę. Dearborn był temu bardzo, bardzo, bardzo, ale to naprawdę bardzo daleki.
Większość pracy pod dyrygenturą Thomasa mijało im milcząco. Nie stanowiło to wady dla małomównego alchemika, wręcz przeciwnie. I tak porozumiewał się w dużej mierze mruknięciami aprobaty i zamyślenia, bo sprzeciwu nie uskuteczniał. Nie było sensu. Jego zdanie i tak się mało dla co niektórych obecnych w towarzystwie liczyło, więc nie zamierzał strzępić ryja.
Choć warunki pogodowe panujące na wyspie różniły się od tych na stałym lądzie to wciąż dało się odczuć w Oazie, że było lato. Spoceni i nieco zasapani, a w przypadku Åsa także i czerwoni na ponadprzeciętnie bladej twarzy, machali rytmicznie łopatami. Robili wykop pod fundamenty, trzymając się wytyczonych sznurkami i pachołkami ram. Wokół nich furczały też zaczarowane łopaty, jednak pozbawione własnego rozumu narzędzia nie mogły równać się z czynnością wykonywaną przez myślące osoby. Nawet, jeżeli uwaga Dearborna sugerowała Ingissonowi, że nie myślał. I nie potrafi przerzucać ziemi.
Yhm – mruknął pod nosem, po raz kolejny wbijając łopatę w ziemię. Posuwali się z pracą wytrwale do przodu, choć wiadomym było, że dzisiaj raczej nie skończą kopać. Pewnie też nie jutro. Łypnął z ukosa na Dearborna, patrząc jak facet przerzuca kolejną porcję ziemi do piętrzącej się już sterty. Norweg uniósł więc szpadeli przerzucił jeszcze jedną szuflę w miejsce wyznaczone przez Cedrica, tym razem robiąc to jednak dość niedelikatnie. Wilgotna masa zderzyła się z tworzącą się górą, a drobinki gleby wystrzeliły w powietrze, nieco przyozdabiając lepką od potu twarz aurora.
Sorry – powiedział Norweg, choć nie do końca było w tym znać skruchę. Ponownie wbił łopatę w ziemię i naparł na nią stopą. – A jak będziemy ciągle tam to się nie...? – oderwał rękę od wyrobionego od wielu dłoni trzonka łopaty i wykonał gest uzupełniający wypowiedź, sugerujący, że Ingisson miał na myśli zsuwanie się ziemi z powrotem do wykopu.




Hvem skal synge meg
i daudsvevna slynge meg
når eg på Helvegen går
og dei spora eg trår
er kalda
så kalda






Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Zatoka świetlików - Page 2 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Zatoka świetlików - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zatoka świetlików [odnośnikZatoka świetlików - Page 2 I_icon_minitime29.11.20 20:33

Usłyszawszy o tym, że Asbjorn Ingisson jest członkiem Zakonu Feniksa zakrztusiłem się gorącą kawą, którą akurat wtedy piłem i poparzyłem sobie język. Niech mnie galopujące hipogryfy stratują, kto jednak pomyślał, że wprowadzenie do tej organizacji truciciela, który sprzedał swoich byłych przyjaciół za immunitet przed konsekwencjami łamania prawa za dobry pomysł? Dość długo udawało mi się trzymać od niego z daleka, lecz gdy zgłosił się do pomocy przy budowie lecznicy jakże mógłbym zaprotestować? Potrzebne były każde ręce do pracy. Swoją niechęć musiałem trzymać głęboko w sobie. Przynajmniej starałem się i do pewnego momentu naprawdę dobrze mi to wychodziło. Byłem wszak człowiekiem opanowanym i spokojnym.
Brałem akurat głębszy oddech, gdy cała łopata nieco wilgotnej ziemi wylądowała na mojej twarzy i w ustach. Przypadek? Nie sądzę. Wyplułem obrzydliwą ziemię i dłonią starłem grudki, które przylepiły się do mokrej od potu skóry.
- Umiesz patrzeć, czy kierunki to wciąż dla ciebie problem? Wyobraź sobie, że Nokturn jest tam, a nie na mojej twarzy - wycedziłem cierpko i sucho, mierząc go zimnym, pełnym niechęci spojrzeniem. Jego pytanie zabrzmiało głupio. - Jak się zacznie przesypywać, to rzucaj tuż obok - odpowiedziałem takim tonem, jakby była to najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Podobno był niezłym alchemikiem i potrafił uwarzyć naprawdę trudne mikstury, a nawet ja, całkowity laik w dziedzinie alchemii, wiedziałem, że jest to sztuka trudna i bardzo złożona. Wymagająca myślenia i bystrości umysłu. Tymczasem Norweg zachowywał się tak jakby całkowicie mu tej umiejętności brakowało, a może robił to specjalnie, żeby mnie podirytować. Rude było zazwyczaj zwyczajnie wredne.
Nie wdawałem się z nim w dalsze sprzeczki. Złość, którą wzbudzało we mnie jego towarzystwo skupiłem na łopacie. Wymachiwałem nią tak zajadle, jakbym wbijał ją w jego twarz, a nie wilgotną ziemię. Aż Thomas pod koniec dnia przyszedł nas oderwać od roboty, mówiąc, że to całkowicie wystarczy, nie musiało być wykopane aż tak głęboko. Nie powiem, ucieszyło mnie to szczerze, bo mięśnie ramion i barki miałem już całkiem zdrętwiałe i z ulgą przyjąłem koniec kopania. Później przelewitowaliśmy wykopaną ziemię dalej, aby nie przeszkadzała. Przez rozejściem się jednak Thomas przedstawił nam plany na kolejne dni.
- Jutro zajmiemy się stawianiem szkieletu. Belek nośnych, które będą ramami dla ścian - tłumaczył czarodziej, starając się jak najbardziej uprościć cały proces, wiedząc, że ma do czynienia z amatorami jeśli chodziło o budownictwo. Specjalistów od architektury jednak nie miał, więc musiał zadowolić się ochotnikami do pracy.
- Będziemy z samego rana - oznajmiłem za wszystkich. Norwega nie zamierzałem pytać o zdanie. Jeśli się nie stawi, to potwierdzi jedynie, że nie można było mu ufać.
Wróciłem do swojej chaty, nie oglądając się za siebie, aby zmyć z siebie pod zimną wodą brud, pot i irytację z całego dnia. Padłem na posłanie wykończony i zasnąłem od razu. Zazwyczaj zrywanie się skoro świt nie było problemem, ale następnego ranka szczególnie bolały mnie barki. Mimo to zmusiłem się do szybkiego śniadania i kubka gorącej kawy, aby powrócić na miejsce budowy lecznicy, gdzie czekał już Thomas i kilku czarodziejów. Nadzorujący budowę czarodziej zaczął tłumaczyć nam jak i gdzie umiejscowić nośne belki, o których wspominał wczorajszego wieczora.
Wyglądało na to, że czekało nas dzisiaj sporo dźwigania.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Asbjorn Ingisson
Asbjorn Ingisson

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 36
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Zatoka świetlików - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zatoka świetlików [odnośnikZatoka świetlików - Page 2 I_icon_minitime26.12.20 15:43

Na agresję – chociaż nie do końca zamierzoną – odpowiedziano mu agresją. I nie było w tym czemu się dziwić. W końcu doskonale wiedział kim był człowiek z którym dziś pracował, a i ten drugi swoje zdanie o Norwegu i generalnie całej sytuacji wokół jego osoby miał. Wywrócił więc oczami na werbalny atak i wzruszył ramionami. Znał kierunki, oczywiście, że znał. Czy dbał o to, aby posługiwać się nimi dostatecznie dobrze by nie ucierpiała przy tym godność Cedrica? To było już inne pytanie. Ingisson czuł się niezręcznie w tym towarzystwie i musiał z tym sobie jakoś radzić, nawet jeżeli jego działania nie zaskarbiały sobie sympatii. O ile w ogóle było sobie co u Dearborna zaskarbiać, w co wątpił.
Niechcący – mruknął tylko. Przecież przeprosił. Poniekąd.
Irytowanie Dearborna sprawiało jednak, że alchemikowi łatwiej było radzić sobie w tej sytuacji. Po aurorze spodziewał się, że będzie wobec niego wrogo nastawiony, więc kiedy ten był w mniemaniu Åsbjørna za mało niechętny, budziło w nim to niepokój. Tak już było, że niektóre rzeczyw jego świecie były poustawiane na konkretnych miejscach i w konkretny sposób. Zaburzenie porządku wywoływało w nim potrzebę przywrócenia stanu rzeczy do stanu pierwotnego. Niełatwo i nieprędko akceptował zmiany, proces oswajania się zawsze wymagał czasu i energii. O wiele prościej było na znanym gruncie.
Nie próbował jakkolwiek walczyć o przywództwo w ich dwuosobowej gromadzie, mijało się to z jakimkolwiek sensem. W milczeniu więc przyjmował to co mówił Cedric, tak samo postępował wobec Thomasa – który to dla alchemika miał zdecydowanie więcej autorytetu niż Dearborn. Nie zmierzał jednak dać swojej niechęci wygrać całkowicie: facet w końcu przyszedł i kopał razem z nim, przez co robota szła szybciej. Na tyle szybko, że nie zauważyli kiedy popołudnie zaczęło zmieniać się w wieczór, a oni praktycznie zagalopowali się ze swoim kopaniem dołków. Ingisson z wdzięcznością skinął architektowi, wyrzucając wpierw z wykopu łopatę a później wygrzebując się z niego samemu. Wbił szpadel na sztorc w ziemię i spojrzał na Dearborna, który dyrygował już jego życiem. ingisson nieco powściągliwie skinął głową. – Popołudniu muszę być w szpitalu – powiedział tylko, po czym skinął wszystkim głową i odwrócił się, ruszając w stronę portalu. Wczesne stawienie się w Oazie nie było dla niego problemem, był w końcu kimś uchodzącym za rannego ptaszka. Pójdzie zmęczony do pracy, ale to nic. I tak już ciągnęły go mięśnie ramion i pleców, ale to dobrze. To znaczyło, że jeszcze żył. Jakby po takiej robocie go nic nie bolało to byłby czas żeby zacząć się martwić.
Powrót do domu zajął mu chwilę, lecz ledwo dotarł na Hare Lane End to prędko umył się i poszedł spać: ledwo jego głowa uderzyła w poduszkę, a alchemik już spał. Poranna pobudka nie była wyjątkowo miła, bo chociaż się wyspał to sztywność w ramionach wymogła na nim intensywne rozciągnięcie się. Zjadł śniadanie, wypił kawę i przebrał się w robocze ubrania. Drogę do Oazy miał już wyrytą w pamięci przez wycieczki do Zakazanego Lasu wraz z Ulyssesem, wciąż jednak potrzebował pomocy z dostaniem się do środka. To przed portalem spędził okropnie dużo czasu, bo poprawne rzucenie patronusa przychodziło mu z trudem, nie mówiąc o tym, że ten nigdy jeszcze nie przybrał zwierzęcej postaci. Na całe szczęście w końcu ktoś przechodził przez portal i wpuścił Norwega do środka. Zdążył akurat: z przeciwnej strony niż Ingisson na plac budowy wszedł Dearborn. Przynajmniej komentarzy o spóźnieniu się dziś nie nasłucha.
Alchemik uważnie słuchał architekta, który tłumaczył im na czym będzie polegał kolejny etap prac. Wychodziło na to, ze dziś przyda się dużo kooperacji: belki mieli wpierw unosić, a następnie utrzymać razem w miejscu po to, aby można było je odpowiednio osadzić w wykopanych dołach. Później mieli unosić kolejne belki, które miały zostać przybite do tych już wstawionych w ziemię, na dole i na górze, a później tak samo z dachem. Trzeba było pilnować, aby unoszone belki nie uderzyły w te już wkopane i nie przesunęły ich. Robota miała być precyzyjna, toteż z lekkim niepokojem Ingisson spojrzał na Cedrica. Ich brak wzajemnej sympatii nie mógł dziś wejść im w plany. Na szczęście najpierw mieli wykonać na belkach zacioski: polegało to na tym, że mieli siekierami wykonać serie nie za głębokich, pasujących do siebie nacięć w belkach, które miały ułatwić ich dopasowanie. Po wydaniu poleceń Thomas nakazał początek pracy, więc Norweg od razu złapał za siekierkę i zaczął wyrąbywać w belkach odpowiednie kształty według rysunków, które objaśnił im architekt. Wióry i drzazgi latały w powietrzu, a Ås zerkał od czasu do czasu na pracującego nieopodal Cedrica, ciekaw, czy coś dzisiaj ich animozje pokrzyżują.




Hvem skal synge meg
i daudsvevna slynge meg
når eg på Helvegen går
og dei spora eg trår
er kalda
så kalda






Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Zatoka świetlików - Page 2 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Zatoka świetlików - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zatoka świetlików [odnośnikZatoka świetlików - Page 2 I_icon_minitime09.01.21 19:41

Na mrukliwie niechcący, które padło z ust Norwega, odpowiedziałem jedynie skrzywieniem ust, w pierwotnym zamiarze mającym być kpiącym uśmiechem. Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć. Nie uważałem go za totalnego przygłupa, nie zdającego sobie sprawę z tego co robi, nikt kto uchodził za mistrza eliksirów i pracował teraz w zawodzie w szpitalu świętego Munga przygłupem nie był - choć ja nie miałem o alchemii zielonego pojęcia, to zdawałem sobie sprawę z tego, że to trudna i złożona sztuka magiczna. Tym bardziej jednak byłem na niego cięty - przypuszczałem, że jego mroczna natura nie pozwalała odpuszczać sobie drobnych złośliwości, bo wiedział doskonale jakie miałem do niego podejście. Nigdy się z nim nie kryłem. Nie ufałem Ingissonowi i traktowałem z dużą podejrzliwością. Tacy jak on się nie zmieniają. Kto raz zaczął brodzić w mroku i czarnej magii, już się z tego nie wygrzebie. Niektórych błędów nie można było wymazać.
Mimo to nie chciałem jednak wdawać się z nim w sprzeczki, czy dyskusje, które mogłyby przeszkodzić w budowie lecznicy. Tym bardziej, że nie byliśmy tu sami i pozwolenie, aby wszyscy ochotnicy pomagający w tym przedsięwzięciu stali się świadkami konfliktów przeszłości nie było w moim stylu. Obiecałem sobie trzymać nerwy na wodzy. Może następnego dnia będzie to nawet prostsze, skoro Ingisson zapowiedział, że popołudniu musi być w szpitalu. Poradzimy sobie i bez niego, choć Thomas doceniał każdą chętną parę rąk.
Pojawiwszy się na placu budowy z samego rana, rozbudzony kubkiem mocnej, czarnej kawy, stanąłem koło nadzorującego tę budowę architekta i słuchałem z uwagą, kiedy opowiadał o tym jak należało układać belki nośne i w jaki sposób przybijać je do tych, które zostały już wstawione w ziemię. Brzmiało to na coś, z czym amatorzy mogli sobie poradzić, by odpowiedniej kooperacji i pod okiem kogoś, kto się na tym znał - zwłaszcza, że w Oazie nie było miejsca na sztukę architektoniczną, a trzeba było wybierać proste i praktyczne rozwiązania.
Było nas na placu kilku, toteż zignorowałem zaniepokojone spojrzenie Ingissona, które nie umknęło mojej uwadze, bo miałem nadzieję, że Thomas zdecyduje się nas podzielić inaczej. Z lekką niepewnością wziąłem w dłoń jedną z siekier, którymi mieliśmy wyrąbywać w belkach odpowiednie kształty, które Thomas nazywał zacioskami. Pozwoliłem sobie zająć mu chwilę, by upewnić się, że dobrze zrozumiałem rysunki i nie okaleczę tych belek - nie mogliśmy sobie pozwolić na stracenie materiału, a ja nie byłem aż taki arogancki, czy dumny, by nie umieć prosić o pomoc. Upewniwszy się, że robię to w odpowiedni sposób zabrałem się do pracy, wyrąbując te zacioski i skupiając się tylko na nich. Robota fizyczna była dobra na oderwanie myśli. Chyba nawet tego potrzebowałem. Nie miałem czasu i siły na rozmyślania o Londynie, o przeszłości, o Lydii. Tylko o tych przeklętych belkach i wiórach lecących do oczu.
Nie zauważyłem nawet upływu czasu - nagle odkryłem, że wszystkie potrzebne belki są przygotowane i trzeba było się zabrać za to, aby odpowiednio je ustawić do wcześniej wykopanych dołków. Zgodnie z prawem mówiącym o tym, że jeśli coś ma pójść nie tak, to pójdzie - Thomas przydzielił mnie do Ingissona. Zdusiłem westchnienie i schyliłem się po belę, która okazała się cięższa niż myślałem, by podnieść ją do pionu i przenieść do wskazanego dołka. Thomas na naszym przykładzie instruował przy okazji wszystkich, tłumacząc jak to ma być zrobione jeszcze raz, tym razem oglądając to w praktyce. Następne mieliśmy już ustawiać sami. Na początku szło nam nieźle. Starałem się współpracować z Ingissonem, mówić o tym co zamierzam zrobić spokojnym tonem, ale w pewnym momencie nie zgraliśmy się, gdy unosiliśmy kolejną belkę, by przybić ją do tych wbitych w ziemię - a należało uważać, by ich nie naruszyć.
- Patrz co robisz - pouczyłem Norwega chłodnym tonem, starając się ułożyć ją we właściwym miejscu.





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
 

Zatoka świetlików

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Mniejsze wyspy :: Oaza Harolda-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21