Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Connaught Square
AutorWiadomość
Connaught Square [odnośnik]13.02.20 20:18
First topic message reminder :

Connaught Square

To na tym placu znajdującym się w centralnym Londynie przez przeszło 500 lat dokonywano publicznych egzekucji na wrogach państwa, zdrajcach i niewinnych. Szubienicy, która stanowiła główne narzędzie władzy, już nie ma, a plac stanowi tylko ślad na mapie turystycznej, ale wciąż wysłany jest brukiem i obsadzony liczną zielenią, dzięki czemu wielu mieszkańców Londynu wybiera go jako miejsce dla licznych spacerów. Wieczorami, gdy w latarniach zapala się jasne światło, na uliczkach można dostrzec ducha włoskiej tancerki, Marii Taglioni, która Connaught Square niegdyś nazywała swoim domem. Po okolicy krąży plotka, że jest ona tylko iluzją wyczarowaną przez jej zdolnego, angielskiego kochanka.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Connaught Square - Page 31 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Connaught Square [odnośnik]13.08.21 1:06
Słowa pieśni Finley jeszcze niosły się echem przez chwilę, zmienione słowa piosenki rozbrzmiewały wykorzystując nie tylko wzmocniony zaklęciem głos, ale wyjątkowa akustykę tego miejsca. Ludzie się podzielili — część wciąż tkwiła przy arystokratach, część próbowała się ewakuować, ale drogę z jednej i drugiej strony zasłoniły patrole. Z dachu widział to wciąż dobrze. Zamęt. Chaos był blisko. Tylko o to mu chodziło, tylko tego teraz chciał. jego brat znalazł się w porządku — ktoś celował w niego różdżką i chociaż nie mógł wiedzieć, co miesza nimi zaszło i jak to mogło się skończyć, nie mógł pozwolić na to, by Thomas utknął tam, zatrzymany. Za co? Za nic; nie robił przecież nic złego. Szybko przemknął spojrzeniem po tłumie, w mig odnajdując sylwetkę brata, który rzucał się do ucieczki. Dalej, Thomas, rób to, co umiesz robić najlepiej. Uciekaj stamtąd. Potrzebował tylko trochę pomocy, wsparcia. Stąd nie mógł zrobić za wiele — ale wciąż miał ze sobą coś, co mogło wytrącić ich z równowagi, chociaż na chwilę. Trzymając w prawej dłoni delikatny przedmiot, jakby bał się, że zaraz wymsknie mu się z dłoni, rozbije między nogami, stał nieruchomo. Tym razem patrzył w drugą stronę, w kierunku swojego brata. No dalej, Thomas. Zrobił zamach i rzucił przed siebie, próbując wycelować w mężczyznę, któremu towarzyszyły dwa psy. Zaraz potem odsunął się od krawędzi dachu i nabrał powietrza w płuca.
— KRWAWA LADY SPŁYNIE KRWIĄ!— krzyknął z całych sił, próbując przebić się przez te wszystkie głosy, zwrócić częściowo uwagę na kamienice, na tą na której stał — z dala od Finley, miał nadzieję, z dala od Marcela, który ruszył w budynku obok w dół. Niech będą ostrożni, niech będą czujni. Nie mieli pojęcia, co zamierzali i na co było ich jeszcze stać — co chwili osiągnąć, osiągnęli. A on potrzebował chaosu. Jego brat potrzebował chaosu, by uciec. To wszystko. Tyle musiał osiągnąć jeszcze. Wycofał się z końca dachu i wtedy zobaczył tego chłopaka na budynku obok. Znał go — typ z parszywego. Ten, którego potrącił, wypychając Marcela przez okno. Dziś nie zamierzał go popychać, a już na pewno nie planował strącić z dachu. Zawałam się — ale usłyszał krzyk Marcela, musiał wiedzieć, co robi. Spojrzał w stronę placu, na brata, a potem ruszył w kierunku chłopaka. Szybko stawiał kroki, patrząc pod nogi, odnajdując słabe punkty i omijając śliskie miejsca. Nie miał równowagi Marcela, nie był akrobatą, ale wędrówki po dachach, drzewach, były dla niego dawną codziennością; cale życie spędził na krawędzi. Spieszył się w stronę, za nimi. Musiał uciekać — wierzył tez przyjacielowi, że pomogą Thomasowi. Stąd już nie mogli, musieli się ewakuować.

| korzystam z ostatniego elementu w ekwipunku


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Connaught Square [odnośnik]13.08.21 1:06
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Connaught Square - Page 31 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Connaught Square [odnośnik]15.08.21 15:40
Zaklęcie rzucone przez Hannibala przecięło ze świstem powietrze, zwracając uwagę nie tylko Thomasa, ale też najbliżej znajdujących się ludzi - poruszających się coraz bardziej chaotycznie, zdezorientowanych zarówno obecnością magicznej policji, jak i faktem, że w tłumie zaczynały padać inkantacje. Thomas nie zdecydował się na sięgnięcie po różdżkę, jedynie starając się uskoczyć - ale uszkodzone w trakcie ostatniego pobytu w więzieniu kolano zaprotestowało boleśnie, sprawiając, że się zachwiał; wiązka zaklęcia uderzyła go w bark, a w następnej sekundzie na jego nadgarstkach i kostkach zacisnęły się magiczne kajdany - krępując ruchy, uniemożliwiając szybką ucieczkę. Jego głos bez problemu dotarł zarówno do Forsythii, jak i Hannibala, a w wypowiadanych przez niego słowach żadne z nich nie mogło doszukać się kłamstwa; pobrzmiewało tam za to zaskoczenie, narastająca panika, dezorientacja - wydawało się, że Thomas naprawdę nie wiedział, dlaczego został zatrzymany, a zęby, które znalazł w zupie, zaskoczyły go tak samo, jak innych. - On nic nie zrobił! - rozległo się gdzieś za plecami Hannibala; rozgrywająca się przy wyjściu z placu scena zwróciła uwagę co najmniej kilkunastu osób, a atak przeprowadzony na jednym z mieszkańców, który wszystkim dookoła jawił się jako niewinny, zdawał się poddawać w wątpliwość wygłaszane głośno zapewnienia organizatorów. - W jego zupie naprawdę były zęby, sam widziałem! - krzyknął ktoś inny. Przesuwający się ku ulicy tłum gęstniał, tłocząc się przy wyjściu z placu coraz mocniej - i lada moment miał połknąć wszystkich, którzy stali mu na drodze.

Zlata zdecydowała się zostać w tyle, jeszcze nie ratując się ucieczką - a zamiast tego wychylając się przez okno, spojrzeniem mogąc wreszcie objąć wszystko, co działo się na placu. Eliksir, który otrzymała od jednego z chłopców, sprawił, że po jej ciele rozniósł się przyjemny chłód - a ciało po chwili całkowicie zlało się z otoczeniem, sprawiając, że półgoblinka stała się całkowicie niewidzialna. Stojąc w oknie, była w stanie wycelować w wóz, potrzebowała jednak nieco więcej czasu na skupienie się na zaklęciu.

Lśniący czerwienią napis zniknął, rozmywając się po rzuconym przez Wren przeciwzaklęciu, zdawało się jednak, że ostrzeżenie zdążyło dotrzeć do tych, do których było skierowane. Pojedyncze sylwetki wciąż migały na dachach, ale uwagę wszystkich zwróciło coś innego: krzyk Jamesa rozniósł się po placu donośnie, wypełniając ciszę po zakończonej piosence; wszyscy, którzy zwrócili głowy w tamtym kierunku, mogli dostrzec, jak z krawędzi kamienicy wylatuje kolejny przedmiot - również brązowawy i okrągły, tym razem z dużą prędkością mknąc w stronę Hannibala.

To tylko post uzupełniający dotyczący sytuacji mającej miejsce wokół Thomasa i Hannibala - wszystkie akcje podjęte w tej turze zostaną podsumowane w poście kończącym. Postacie, które nie podjęły jeszcze akcji w tej turze, mają na to dodatkowe 24 godziny - jeśli wyrobicie się wcześniej, mistrz gry również postara się podsumować turę wcześniej.

Zaklęcie Zlaty, ze względu na to, że było drugą akcją podjętą w poście, zostało uznane za niebyłe.

W Hannibala leci niezidentyfikowany przedmiot, rzucony z mocą 132 oczek.

Działające zaklęcia i eliksiry:

Oculus (Craig) - 3/3 tury, 10/10 PŻ
Sonorus (Finley) - 2/3 tury
Esposas (Thomas)
Kameleon, eliksir (Zlata) - 1/3 tury
Kameleon, zaklęcie (Marcelius, James, Finley) - 4/5 tury
Wężowe usta, eliksir (Thomas) - 4/5 tury

Mistrz gry uprzejmie przypomina również o oddzielaniu wiedzy graczy od wiedzy postaci.

W razie pytań zapraszam.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Connaught Square - Page 31 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Connaught Square [odnośnik]15.08.21 18:49
Przypatrywała się Thomasowi, słuchając jego opowieści, rozumiejąc absolutnie potrzebę, która przywiodła go na plac. Oczywiste było, że ludzie chcieli zjeść ciepły posiłek, nawet jeśli rozdawanie jedzenia miało zaledwie mieć krótkotrwały skutek. Bo kiedy jeszcze tym ludziom dane będzie spożyć cokolwiek? Owszem, pamiętała słowa kuzynki spisane na pergaminie – miał być to cykl, a dziś zaledwie nastąpiła inauguracja, tylko… jak wiele sensu miało rozdawanie ciepłych i ugotowanych potraw zamiast faktycznych zapasów, które ludzie mogliby wykorzystać później - w domach, gdzie każdy wiedziałby z czego gotowany był posiłek? Jednak jej przemyślenia nie mogły wnieść wiele, nic nie znaczyły, podobnie, jak ona sama; była jedną z tłumu, zaledwie lepiej ubraną. Chciała zabrać głos, pocieszyć Thomasa i uspokoić, spróbować rozwikłać sprawę, aby nie musiał dalej się bać – przecież sama ofiarowała jedzenie na zbiórkę, jak mogły znaleźć się tam zęby? Ludzkie, zęby, niepodobne do zwierzęcego, ani innej istoty. Czy Aquila, Primrose i Evandra mogłyby pokusić się o faktyczne użycie jakiejkolwiek ludzkiej części ciała w potrawach? Wykorzystać to mięso straceńców? Trzewia przekręciły się na myśl o zębie pływającym w zupie, jednak musiała wziąć się w garść i najpewniej spróbowałaby uspokoić Thomasa, gdyby nie głos Rookwooda, jaki zabrzmiał twardo tuż obok. Gdy jeszcze była stażystką, zetknęła się z Hannibalem w departamencie, niejako miała się od niego uczyć, a także służyć za pomoc. Nie był jej ojcem, nie był też wujem – był innym rodzajem potwora, tym, który bez wahania zadawał ból i skazywał magiczne stworzenia na śmierć, bez dawania im szansy. A ona? Ona zawsze chciała dać szansę. Jednak obecność Rookwooda paraliżowała, dopiero gdy zaklęcie uderzyło w Thomasa, zdała sobie sprawę, co właściwie się stało. Wzburzone spojrzenie wbiła najpierw w Hannibala, a usta zadrżały, chcą krzyknąć to, co za chwilę rozległo się za plecami. Wzdrygnęła się, patrząc na kajdany, a zaraz zwróciła się do panikującego młodzieńca, przytrzymując go za ramię.Spokojnie. Nie płacz, proszę, nie płacz, zaraz wszystko się ułoży, na pewno – próbowała przebić się przez krzyki, jakie wyrywały się gdzieś w oddali. – Zaraz to wszystko rozwiążemy, spokojnie. – Panika nie była wskazana w żadnym wypadku. Zagryzła wargi, czując, jak serce powoli zaczynało przyspieszać z każdym kolejnym człowiekiem rozlewającym się w tłumie. Coraz bliżej i bliżej, gęstnieli niczym przelewana ciecz. Bali się tak, jak Thomas? Nic dziwnego, jeśli groziło wszystkim skucie. – Te zęby – spojrzała na Rookwooda, który określał słowa Doe farmazonami. – Niezaprzeczalnie są ludzkie, ale to… to niemożliwe, żeby trafiły tam w kuchni Blacków. Sama odjęłam sobie od ust, by oddać jedzenie na tę zbiórkę. Ci ludzie, tak jak Tom, przyszli tu głodni, wycieńczeni, wystraszeni. Chcieli tylko zjeść, prawda? Tak, jak Thomas powiedział, to wszystko w porcie to absurdy i bzdury! – skierowała się do tłumu zgromadzonego wokół. Musiała to powiedzieć, niezależnie od personalnych niesnasek, dobro zgromadzonych było ważniejsze. Ich puste żołądki, ich głód. Długo rozważała czy powinna w ogóle przeznaczyć jedzenie na tę akcję, ale skoro już to zrobiła, to nie chciała go zmarnować. – Trzeba dowiedzieć się, jak te zęby tam się znalazły. Ludzie nie mogą bać się jeść, po to przecież to wszystko, żeby im pomóc, a tak… wszystko pójdzie na zmarnowanie, tak wiele jedzenia… – westchnęła, wracając zrezygnowanym spojrzeniem na Doe. Nie wiedziała, jak mu pomóc, chociaż chciała – otwarta walka z Rycerzem nie wchodziła jednak w grę, ani nawet sięganie przy nim po różdżkę. Jedynym co przyszło jej do głowy, były próby wybielenia Thomasa w świetle oczu Rookwooda, więc zdecydowała się zadać pytania. – Spokojnie, naprawdę, to ja pytam nie on i nie jego psy, Tom. Widziałeś cokolwiek? Kogokolwiek, kto mógł… – urwała, gdy rozległ się krzyk, jakiego zignorować już nie mogła. Wzrok popędził za dźwiękiem, a wyobrażenie Aquili, Prim i Evandry ociekających krwią – bynajmniej mugolską, a tą, którą płynęła w szlachetnych żyłach dam – spowiło myśli czarownicy. Nikt nie powinien ginąć, a agresja rodziła agresję. Tak jak teraz, dokładnie jak w tej chwili. Czemu ktoś to robił? A może ten krzykacz był winny całemu zamieszaniu? Nie widziała na dachu jednak nikogo. – Może to on?! Może winowajca jest gdzieś na dachu? – spojrzała pobieżnie na Thomasa, a potem zaś na Hannibala, a potem na nadlatujący przedmiot. Czy naprawdę ktoś, kto odpowiadał za coś takiego, mógł wciąż znajdować się w tłumie? Szczerze w to wątpiła, a skąd byłby lepszy widok na wykreowane przez siebie widowisko, jeśli nie z góry? W jej oczach Thomas był niewinny – wystraszony i zdezorientowany nie zasługiwał na takie traktowanie, na pewno nie on; winny był ten, kto ich atakował, ten kto odebrał jedzenie od ust tych ludzi, ten kto pozbawił Thomasa posiłku.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Connaught Square [odnośnik]16.08.21 1:23
Obserwował w ciszy rozwój wydarzeń, z twarzą przepełnioną gniewem, usiłując wyłapać ze słów chłopaka choćby cień sensu. Thomas brzmiał wiarygodnie, ale przecież niemożliwym było, aby Blackowie karmili biedotę ludźmi! Dzieciak sprawiał wrażenie istnie przerażonego, jego słowotok na chwilę przyćmił brodacza, psy nie ustępowały, swym warkotem odganiając wzburzonych ludzi, którzy wstawili się za prowodyrem zamieszania. Gdy prawie się rozpłakał i gubił w zeznaniach, jak gdyby gotów był powiedzieć wszystko, aby tylko Hannibal puścił go wolno, ten w konsternacji nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. Czy podjął właściwy ruch, krępując go magicznymi kajdanami? Cóż, najpewniej jedyny racjonalny, aby wysłuchać, co ma do powiedzenia bez obawy, że niepostrzeżenie usunie się z placu, gubiąc we wzburzonym tłumie. Jednego był pewien: ten gówniarz, czegokolwiek by nie widział w tej misce, stał za podburzeniem pozostałych ludzi. Jeśli rzeczywiście widział w tej cholernej misce zęby, opcje były dwie: albo ktoś mu je podłożył i mógł być nieświadomym świadkiem tego zdarzenia, albo współpracował z tą osobą. W tę drugą opcję ciężko było jednak uwierzyć, toteż Hannibal wykazał się dozą zrozumienia, zwracając do Thomasa hardym i ochrypniętym, acz motywującym głosem.
- Patriotą, kurwa, więcej wiedzieć nie musisz. - odparł na pytanie, kim właściwie jest. - Posłuchaj mnie, dziecino. Ktoś robi nas wszystkich w chuja i zamierzam dojść do tego, kto za tym stoi. Zrobiłeś tak kurewskie zamieszanie, że odkrycie prawdziwego sprawcy będzie graniczyło z cudem. Widziałeś w misce zęby, gdzie jebana miska? Gdzie te zęby? Przekażę Cię ministerialnym i pomożesz nam dotrzeć do prawdy. - zalał go serią pytań i kolejny raz usłyszał zza pleców krzyki podburzonych, postanowił je stłamsić. - Zamknąć mordy i nie zbliżać się choćby na krok, bo zaraz Wy staniecie się pożywką - dla moich kundli. Czy Was wszystkich pojebało do reszty?! Za kogo Wy nas macie, dupki! Gardzicie dobrodziejstwem tych szlachetnych dam, powinniście się przed nimi kurwa kajać! Żebyście pozdychali z głodu za te oszczerstwa. Słyszycie dzieciaka, już w porcie o tym gadali, ktoś to spreparował, kurwa! Ta kobieta - wskazał na Forsythię - zaręcza, że sama dokładała ze swojej spiżarni, żebyście mogli się napchać, a przecież stoi po Waszej stronie, niewdzięcznicy! - wydarł się, próbując ściągnąć uwagę wszystkich w pobliżu i przemówić im do rozsądku. Niestety nie potrafił wyperswadować im tych głupot inaczej, niżeli strachem.
- Forsythia, jeżeli naprawdę chcesz pomóc dzieciakowi... - już miał kontynuować, gdy nieznajomy głos rozległ się z oddali, snując groźby wobec Krwawej Lady. W całym amoku nie usłyszał już obarczających winą słów Crabbe, zagłuszył je bowiem krzykiem. - Protego! - w tej chwili widział już tylko lecący w jego kierunku przedmiot. Nie wiedział, z czym się mierzy; instynktownie spróbował się przed tym obronić najprostszym z możliwych sposobów.

Rzucam na Protego, aby obronić się przed lecącym obiektem, zastraszam tłum (I), aby mi nie zagrażali - chcę ich odgonić, jednocześnie racjonalizując zęby w zupie jako spisek
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Connaught Square [odnośnik]16.08.21 1:23
The member 'Hannibal Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 87
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Connaught Square - Page 31 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Connaught Square [odnośnik]16.08.21 9:36
Atmosfera na placu gęstniała z każdą minutą, stając się już wybitnie ciężkostrawną. Być może powinni byli to przewidzieć właśnie w tym miejscu, jednak aż taki opór ze strony wygłodzonej biedoty wydawał się być nienaturalny i podejrzany - muzyka, śpiew, lecące z okien ulotki i w końcu płomienisty napis i krzyki o zupie z trupa, wszystko to było potwierdzeniem, że w trakcie, gdy szlachetne damy skrzętnie planowały akcję charytatywną, ktoś równie skrzętnie pracował nad tym, by im zaszkodzić, a całe wzniosłe wydarzenie obrócić przeciwko nim. Nie mogli na to pozwolić. Szczęśliwie dowódca oddziału wykazał się odpowiednim stopniem zdrowego rozsądku i usłuchania, wydał odpowiednie dyrektywy, a funkcjonariusze podzielili się obowiązkami. Było ich mało, za mało, ale musiało im to wystarczyć - z tą myślą Bulstrode wciąż tkwił nieopodal dowódcy i wyjścia z placu, uważnie obserwując wydarzenia rozgrywające się w zasięgu jego wzroku, gotów reagować na nie w razie potrzeby.
I potrzebę taką dostrzegł parę kroków przed sobą, gdzie rozgrywał się teatrzyk przestraszonego chłopca (Thomasa) zakutego w kajdany przez Hannibala, który interweniował do spółki z panną Crabbe, przy akompaniamentach tłuszczy krzyczącej o niewinności młodziana. Maghnus skierował tam swe kroki, by już po chwili dostrzec osobę znajdującą się w centrum tego zamieszania i rozpoznać w niej obdartusa, którego nie tak dawno temu sam nakłaniał do odstąpienia w bok po odebraniu zupy i odsunięciu się od Primrose; wychwalał wtedy akcję z emfazą, odbiegając od reszty oczekujących na strawę, którzy odbierali miski w ciszy i znikali w tłumie, a teraz po raz kolejny zwracał na siebie uwagę wszystkich naokoło, podburzając ludność cywilną przeciwko organizatorom. - Młody człowieku, chyba sam nie wierzysz w to, że szlachetne damy umieściły w jedzeniu cokolwiek innego oprócz składników najwyższej jakości? Wiele rodów znacząco uszczupliło swe zapasy, by wspomóc cierpiących londyńczyków, czy nazywasz nasz wszystkich kłamcami? - zwrócił się do chłopaka na tyle głośno, by bulwersujący się naokoło ludzie słyszeli dokładnie każde jego słowo wybrzmiewające z pełnym przekonaniem. - Odbierając zupę od lady Burke, sam mówiłeś o prawdziwym grudniowym cudzie i zachwycałeś się czystym szczęściem jakie na ciebie dziś spłynęło, co się zmieniło w tak krótkim czasie? - nawiązał do jego własnych słów, wciąż donośnie, chcąc, by słyszeli ich wszyscy naokoło i zaczęli wątpić w tę absurdalną tezę o ludzkich szczątkach w zupie. - Niemniej jednak, sprawę trzeba należycie wyjaśnić - zawyrokował, by odwrócić się szybkim ruchem i zrobić krok w stronę dowódcy oddziału, z którym ponownie nawiązał kontakt wzrokowy, licząc na to, że mężczyzna wciąż będzie równie skory do współpracy. - Zabierzcie chłopaka do wyjaśnienia sprawy - nakazał, nim jego uszu dobiegł krzyk Krwawa Lady spłynie krwią, a kątem oka dostrzegł jakiś przedmiot lecący w stronę Hannibala. Dlaczego akurat w niego? I czy był to czysty przypadek, gdy na placu było wiele innych osób, mogących stać się kuszącymi celami, czy miało to jednak związek z tym, że pojmał obdartusa? - Czy krzyk nie dobiegał z góry? Widział pan skąd wykonywany był rzut? - zwracał się wciąż do dowódcy, pragnąc zawęzić obszar ich poszukiwań sprawców, skoro do dyspozycji mieli niewystarczające siły, a margines błędu był wyjątkowo wąski. Odtworzył spojrzeniem trajektorię lotu przedmiotu, by zawiesić piwne tęczówki gdzieś w okolicach dachu; dlaczego nie pomyśleli wcześniej o dachach? - Pojmijcie podżegacza lub przynajmniej chrońcie ludzi, których obrał sobie na cel - zawyrokował ostatecznie. Tym razem dostrzegli przedmiot i podjęli próbę obrony przed nim, następnym razem mogli nie mieć tak dużo szczęścia.


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Connaught Square [odnośnik]16.08.21 23:55
Za późno już było na uspokojenie zgromadzonych na placu ludzi i opanowanie narastającej paniki: wykrzyczane z dachów ostrzeżenia, zawieszony w powietrzu napis – nawet jeśli szybko zgaszony – i pojawienie się magicznej policji wystarczyło, by bulgoczące w tłumie emocje wykipiały, sprawiając, że na dalszy plan zszedł rozsądek, a na bliższy – potrzeba znalezienia się w bezpiecznym miejscu. Connaught Square jako takie się nie jawiło – ponura historia placu, na którym regularnie odbywały się krwawe egzekucje, przez ostatnie miesiące zdążyła zakorzenić się w świadomości mieszkańców Londynu, rozbudzona dodatkowo falą ulotek i plakatów, które w ostatnich dniach krążyły po mieście. Kruche zaufanie zbudowane przez organizatorki zbiórki żywności pękało, a chociaż one same wciąż starały się ratować sytuację, docierając do części ludności, to wśród przedstawicieli arystokracji oraz towarzyszących im Rycerzy Walpurgii zabrakło jednego głosu, a główny cel, który miał przyświecać dzisiejszej akcji – a którym było zjednanie sobie serc londyńczyków – zdawał się gdzieś zagubić, rozproszony, być może, rozbrzmiewającą na placu piosenką i deszczem spadających na ziemię ulotek. Szorstkie, wykrzykiwane przez Hannibala słowa z pewnością nie pomagały w złagodzeniu nastrojów – nie robiły tego też kajdany zaciśnięte na nadgarstkach i kostkach wystraszonego Thomasa, ani wydany przez Maghnusa rozkaz aresztowania go, pomimo że wszystkim dookoła jawił się jako ofiara zaistniałej sytuacji – nie winowajca. Ludzie zresztą przestali słuchać – gdy w powietrzu rozległy się inkantacje, gdy magiczna policja zaczęła przeszukiwać tłum w celu ujęcia tych, na których ustach jeszcze przed momentem rozbrzmiewały słowa piosenki – nie zważając na groźby Hannibala ruszyli w stronę wyjścia z placu, depcząc po drodze pozostałości rozbitej miski, wgniatając zęby w śnieg i błoto, popychając stojących im na drodze czarodziejów. Członkowie patrolu egzekucyjnego, którzy ustawili się wzdłuż przejścia, spróbowali ich zatrzymać, ale była ich zaledwie garstka, większość zajęta była przeszukiwaniem kamienic – bez użycia potężnych zaklęć nie mieli szans na wyłapanie wszystkich, a te, rzucone w tłum, mogłyby mieć fatalne skutki zarówno dla postronnych mieszkańców, jak i organizatorów zbiórki.

Wyrzucone z dachu przedmioty wprowadziły dodatkowy chaos, pierwszy z nich pomknął w stronę podestu i tam miał też uderzyć; Cygnus, nie wiedząc, z czym miał do czynienia, zdecydował się na bohaterski gest osłonięcia przed atakiem Aquili, która z kolei zasłoniła sobą dziewczynkę. Gdyby uderzenie wywołało wybuch, z pewnością żadne z nich nie uniknęłoby dotkliwych obrażeń, ale ten nie nastąpił – zamiast tego Cygnus poczuł na plecach lekkie uderzenie, któremu towarzyszył mokry odgłos plaśnięcia – a później nie stało się nic. Na podest pod stopami arystokratów spadły krople wodnistego miąższu w brunatno-czerwonym kolorze, w którym pływały pojedyncze pestki i jaśniejsze kawałki pleśni – a bliższe oględziny pozwoliłyby stwierdzić, że to, co uderzyło w Cygnusa, było w istocie bardzo starym i nienadającym się już do spożycia pomidorem.

Drugi, identyczny pocisk, z nieco większą siłą i precyzją pomknął w stronę Hannibala, który zareagował błyskawicznie, wznosząc przed sobą potężną tarczę – dzięki czemu mógł obserwować, jak nieco nadpleśniały i nadgnity pomidor pęka w zetknięciu z półprzezroczystą barierą, a jego kawałki opryskują najbliżej stojących mieszkańców, łącznie z dowódcą oddziału magicznej policji.

Z minuty na minutę plac pustoszał, biegnący w stronę wyjść ludzie znikali z zasięgu wzroku, rozpierzchając się pomiędzy uliczkami; na pokrytym wydeptanym śniegiem bruku pozostały jedynie jednostki, ci, którzy przewrócili się w trakcie chaosu, a później nie dali rady się już podnieść – oraz grupa mieszkańców, głównie kobiet i dzieci, którzy – zachęceni przez arystokrację – schronili się w pobliżu wozów. Ci spoglądali na pobojowisko z niepewnością i przestrachem, czekając na jakiś sygnał ze strony organizatorów, nie wiedząc, co miało wydarzyć się później.

Marcelius nie zdołał ukryć pod zaklęciem niewidzialności worka z ulotkami, być może płynąca w żyłach adrenalina nie pozwoliła mu wystarczająco się skupić – ale dźwięk grubo podbitych butów rozlegający się na piętrze tuż pod nim jasno świadczył o tym, że nie było czasu na powtórkę. Naglące spojrzenie Hugh, nieco rozmyte ze względu na niemożliwość skupienia go na pozostającym pod wpływem kameleona Marceliusie, również to potwierdzało. – No już – pospieszył go, a później poleciał w górę – po schodach i przez klapę na dach, w odpowiedzi na słowa akrobaty jedynie kiwając głową. Znalazłszy się na otwartej przestrzeni zgiął się w pół, w przeciwieństwie do pozostałej trójki czarodziejów, był widoczny – i niemal natychmiast powietrze wokół niego przecięły wiązki zaklęć. Zaklął pod nosem, odbijając w stronę przeciwległego gzymsu i biegnąc w stronę jednego z wyjść z placu. Krzyk Marceliusa zwrócił uwagę Finley i Jamesa, a chociaż nie byli w stanie dostrzec samego przyjaciela, to bez trudu zauważyli biegnącego po dachu, chudego grajka; poruszał się szybko, ale dzięki wprawie byli w stanie za nim nadążyć, przeskakując pomiędzy przerwami oddzielającymi dwie sąsiednie kamienice, żeby finalnie dotrzeć do przerdzewiałej, biegnącej w dół drabiny. Nie sięgała do samego dachu, trzeba było do niej zeskoczyć, ale gdy się już to udało, prowadziła na wąską uliczkę kończącą się ślepym, odciętym przez murowaną ścianę zaułkiem. To właśnie tam przestał działać ukrywający czarodziejów eliksir i wszyscy troje stali się widoczni. – Muszę znaleźć swoich – odezwał się Hugh, stając między nimi i łapiąc oddech; pochylił się wpół, dłonią wskazując na murowaną ścianę. – Jak przez nią przeskoczycie i przejdziecie między budynkami, to wyjdziecie na Kapryśnego – wyjaśnił, po czym podniósł się, zatrzymując wzrok na Marceliusie. – Znowu ci wiszę, Carrington – powiedział. Przez moment wydawało się, że miał ochotę zrobić coś jeszcze, podejść, może wykonać krok w stronę akrobaty, ale ostatecznie tylko wzruszył ramionami. – Nie dajcie się zabić. – Za moment już go nie było.

Zlata nie zdążyła zrobić nic więcej – pozostawiona sama sobie, sekundę po próbie zaczarowania wozu usłyszała, jak drzwi za nią otwierają się z trzaskiem, gdy do środka wpadło dwóch funkcjonariuszy magicznej policji. W pierwszej chwili mogła pomyśleć, że za moment ją aresztują, ale ich spojrzenie nie zatrzymało się na niej – ukryta pod działaniem eliksiru, pozostawała całkowicie niewidzialna. – Byli tu – odezwał się jeden z mężczyzn, wskazując na worek; przeszedł przez pokój, otworzył go, a potem zaklął. – Psidwacza mać, zwiali już. Nie dogonimy ich, latają po tych dachach jak cholerne małpy – rzucił do swojego towarzysza, zabierając worek, a potem obaj zniknęli. Zlata słyszała, jak biegną na górę, a później się wracają; drzwi wejściowe do kamienicy trzasnęły i się zamknęły, a wewnątrz budynku zapadła cisza – ale na samym placu jeszcze przez wiele godzin można było dostrzec migające sylwetki przeszukującej teren policji. Eliksir, który wypiła Zlata, przestał działać na długo przed ich zniknięciem, nim więc mogła bezpiecznie opuścić budynek, było już całkiem ciemno. Wychodząc na plac, w cieniu rzucanym przez kamienicę dostrzegła znajomy kształt pozostawionych tu wcześniej garnków; zupa i inne potrawy, które zgarnęła ze stołów, były już całkiem zimne, ale po podgrzaniu z pewnością nadawały się do zjedzenia.

Gdy tylko minęło pierwsze zamieszanie, dowódca oddziału, zgodnie ze słowami Maghnusa, podszedł do skutego Thomasa. Odprowadzony przez patrol magicznej policji, został przetransportowany do Tower of London, gdzie po przedstawieniu dokumentu potwierdzającego rejestrację różdżki, spotkał się z paroma trudnymi do odgadnięcia spojrzeniami, po czym zaprowadzono go do jednej z sal przesłuchań, gdzie po długim oczekiwaniu stanął wreszcie w oko z oko ze strażnikiem, który przesłuchiwał go w trakcie ostatniego aresztowania. Mężczyzna na widok Doe westchnął przeciągle, oprócz serii pytań o sytuację na placu zagadując również o to, jak miało się jego kolano – po czym odprowadził go do zimnej, przesiąkniętej zapachem zgnilizny celi. Tym razem Thomas spędził tam jedynie jedną noc, po której wypuszczono go na wolność – przypominając o wyznaczonym terminie stawienia się na miejscu z informacjami.

Przeszukującym plac patrolom magicznej policji nie udało się pojmać sprawców zamieszania – ostrzeżeni wystarczająco szybko, zdołali zbiec. Kilku mieszkańców, których aresztowano pod zarzutem przyłączenia się do zakazanej piosenki, nie wniosło do sprawy żadnych dodatkowych informacji – wiedzieli jedynie, że po mieście krążyły ulotki ostrzegające wszystkich przed zbiórką żywności i informujące, że potrawy przygotowane zostały z ciał straconych na Connaught Square skazańców. Ulotki znaleziono również w kamienicach, a oprócz nich w ręce policji trafił także zwinięty w rulon plakat oraz parę pojedynczych stron Proroka Codziennego z wydrukowanym w nim artykułem.

Perseus, który opuścił plac wcześniej, został przez kobietę zaprowadzony do niewielkiego mieszkania, gdzie rzeczywiście zastał obłożnie chorego mężczyznę. Wstawiennictwo lorda Blacka pozwoliło mu na otrzymanie pełnej opieki w Szpitalu Świętego Munga, gdzie zaczął powoli dochodzić do siebie – za co Perseus zyskał wdzięczność małżeństwa oraz dorobił się kilku uprzejmie zdumionych spojrzeń ze strony uzdrowicieli, nikt nie ośmielił się jednak zwrócić mu uwagi na raczej kontrowersyjny fakt sprowadzenia do szpitala pacjenta nieposiadającego zarejestrowanej różdżki.

Mistrz gry dziękuje wszystkim za wspólną rozgrywkę i jej nie kontynuuje. Jeśli chcecie (nie musicie), możecie dodać w tym temacie posty końcowe, możecie też swobodnie kontynuować grę w temacie.

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, wątek został rozliczony w ramach trzeciego podsumowania Spokojnie jak na wojnie, w zależności od zaangażowania i podjętych w trakcie rozgrywki działań. Ilość punktów w podsumowaniu została zaktualizowana, aktualizacja pojawiła się również w Waszych kartach postaci.

Za udział w wydarzeniu wszystkie postacie otrzymały specjalne osiągnięcie. Dodatkowo mistrz gry postanowił przyznać Zlacie osiągnięcie Honestas.

Zużyte eliksiry zostały odpisane z Waszych ekwipunków. Mistrz gry prosi Jamesa o samodzielne odpisanie z zaopatrzenia pomidorów.

Organizatorzy akcji mogą - jeśli chcą - rozliczyć ten wątek jako pracę w skrytce, jako uzasadnienie linkując powyższy post mistrza gry. Czas na dokonanie takiego rozliczenia macie do niedzieli (22.08) włącznie.

W razie pytań - zapraszam.

Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Connaught Square - Page 31 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Connaught Square [odnośnik]17.08.21 8:54
Nie tak to zaplanowały. Nie przewidziały, że ktoś może uznać głodzenie mieszkańców Londynu za słuszne postępowanie. Jakim należy się cechować okrucieństwem, by w dobie trwającej wojny, kiedy głód zagląda w oczy odmawiać ludziom ciepłego posiłku?
Lecące zgniłe warzywa w stronę Aquili i Cygnusa, płonące napisy, buntownicza piosenka i po co? W imię jakich wartości? Strachu przed mugolami, wiecznego ukrywania się, pilnowania każdego kroku aby jakiś mugol nie zobaczył czarów? Jeżeli buntownicy chcieli tak żyć, ale nie sprawią, że reszta społeczeństwa magicznego będzie drżeć przed mugolami. Wystarczy tej retoryki, zmiany nadchodzą i choć nie ze wszystkimi decyzjami się zgadzała i osobiście potępiała wojnę to wszystko co do tej pory się działo prowadziło właśnie do niej. Lecieli po równi pochyłej, rebelianci właśnie ukazywali swoją prawdziwą twarz. Chcieli zagłodzić Londyn!
Ludzie uciekali, bali się, panika narastała i czuła jak całe powietrze wibruje od emocji jakie się nagromadziły. Aquila chciała aby plac nie był postrzegany jako miejsce kaźni, ale się nie udało. Primrose zacisnęła mocniej dłonie w pięści czując jak wbija paznokcie w miękką część dłoni. Jeżeli buntownicy myśleli, że ją zniechęcili, to byli w wielkim błędzie. Za taką akcję im się odpłaci dwukrotnie, im bardziej będą starali się zakrzyczeć pracę jej i przyjaciółek tym większy upór w niej narastał.
Podeszła szybko do człowieka, który upadł na ziemię.
-Proszę, pomogę panu. – Zwróciła się do niego i podała swoją dłoń by mógł wstać. Rozejrzała się aby wypatrzeć w tłumie Evandrę, Aquila była bezpieczna na podeście. Gdy dojrzała przyjaciółkę odetchnęła z ulgą, że jest cała i bezpieczna. Podeszła do podwyższenia. –Myślę, że akcja właśnie się zakończyła. Zostało dużo jedzenia. – Wskazała na wozy, nie chciała aby się zmarnowało. –Może przekażmy je do tutejszych pubów, gdzie będzie trzymane w cieple i dalej wydawane. Resztę można przekazać do Świętego Munga.
Ludziom nadal należało się jedzenie i być może do lokalnych pubów przyjdą chętniej i będą jeść niż na placu okrytym złą sławą. Patrzyła jak ten pustoszeje, a ulotki tworzą propagandowy całun, który miał im zaszkodzić. Być może dziś przegrały bitwę, ale wojna nadal się toczyła, a ona nie miała zamiaru oddać jej walkowerem.

|Dziękuję wam za grę.
zt dla Prim




May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Connaught Square - Page 31 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Connaught Square [odnośnik]23.08.21 23:04
Od samego początku nie sądził, aby wybór tego miejsca był dobrym pomysłem. Mimo wszystko miejsce to okryło się bardzo złą sławą. Próby ocieplenia jego wizerunku w momencie, kiedy nadal byli w środku wojny i wciąż zdarzało im się przeprowadzać egzekucje, musiały spełznąć na niczym. Nie spodziewał się jednak, że cała akcja okaże się aż taką katastrofą. Jak można się było spodziewać po buntownikach, te bezlitosne kreatury nie miały żadnej litości dla mieszkańców Londynu. Ludzie mieli okazję porządnie się najeść, tymczasem rebelianci postanowili im tę szansę odebrać. Spoglądając na pobojowisko oraz setki ulotek leżących na ulicy, Craig zastanawiał się, czy te przebrzydłe szkodniki są z siebie dumne. Przyklasnąłby im nawet, gdyby tylko członkom tego bezużytecznego patrolu udało się dorwać kogoś, spośród grupy która narobiła takiego szumu, ukrywając się niczym szczury w kamienicach. Dziś Londyn - i to ta biedna, ponoć uciśniona część, najbardziej poszkodowana w tym konflikcie - szła spać głodna. Po raz kolejny.
Kilka szybkich kroków i Burke również znalazł się przy podwyższeniu. Musiał przyznać, że to było odważne, chociaż także nieco lekkomyślne, nie sięgać po magię w obliczu nadlatującego pocisku. Krótki rzut oka na ubrudzony płaszcz Cygnusa powiedział mu jednak, że mężczyźnie nic nie jest - tak samo jak samej Aquili oraz osłoniętej przez nią dziewczynce. Nie skupiając się za bardzo na dziecku, Craig wspiął się na stopnie, aby sprawdzić jak czuje się lady Black. Całe to przedsięwzięcie, a także chaos jaki zapanował, musiały okropnie wpłynąć na jej osobę. Rebelianci jednak w końcu dostaną za swoje, był tego pewien - posłał więc kobiecie słaby, pocieszający uśmiech. - Cygnusie, zadbaj proszę o swoją siostrę. Zostawiam ją w twoich rękach - uścisnął jeszcze dłoń Blacka, następnie zstępując z podwyższenia. Primrose miała rację, jedzenie nie mogło się zmarnować. Nadal mogło trafić do potrzebujących. Nadal mogli pomóc ludziom, choć nie będzie miało to tak otwartej wiadomości - że pomoc ta nadeszła od szlachty. Craig ruszył do wozów z jedzeniem, szybko wydając służącym odpowiednie rozkazy. Ci, spośród ludzi, którzy nadal zostali na placu, mogli posilić się i zabrać ze sobą tyle jedzenia, ile byli w stanie udźwignąć. Dzięki temu przynajmniej niektórzy mogli cieszyć się strawą we własnych czterech ścianach. Reszta posiłków miała zostać dostarczona do okolicznych, nadal otwartych lokali. Przez kilka dni znów będą przepełnione i gwarne. Może pełne brzuchy pozwolą ludziom na uśmiech i odrobinę beztroski. Szpital również otrzyma swoją część, aby zarówno dzielni uzdrowiciele, jak i pacjenci posilili się czymś lepszym, niż resztki, którym zwykle ich karmiono.
Upewniwszy się że jego polecenia zostały usłyszane przez wszystkich służących i powoli są wprowadzane w życie, Burke podążył śladem Primrose. Musiał się upewnić, że dotrze bezpiecznie do domu. Służył jej także, gdyby pragnęła wyrzucić z siebie to, co zalegało jej na sercu - choć znając kuzynkę i wnioskując po jej wyrazie twarzy, spodziewał się że rzuci się raczej w wir pracy.

zt


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Strona 31 z 31 Previous  1 ... 17 ... 29, 30, 31

Connaught Square
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach