Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Roratio Prewett

Go down 
AutorWiadomość
Roratio Prewett
Roratio Prewett

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
jak kometa na niebie miga nam świat
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Roratio Prewett Empty
PisanieTemat: Roratio Prewett   Roratio Prewett I_icon_minitime14.02.20 1:43


Roratio William Prewett

Data urodzenia: 15.04.1935
Nazwisko matki: Selwyn
Miejsce zamieszkania: siedziba rodu w Weymouth
Czystość krwi: czysta szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: uzdrowiciel w trakcie specjalizacji z zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wzrost: 187 centymetrów
Waga: 77 kilogramów
Kolor włosów: jasnorude
Kolor oczu: brązowo-zielone
Znaki szczególne: burza nieokiełznanych włosów, liczne pieprzyki na ciele


Cień straty.
Kontrolowali każdy krok, skakali dookoła, panikowali, gdy znikał na dłużej, niż pięć minut z oczu. Matka przyglądała się z bólem maleńkiej istotce, wciąż w sercu trzymając stratę, jakiej doświadczyła ich rodzina. Nie potrafiła obdarzyć najmłodszego syna takim uczuciem, jakim obdarzyła z miejsca resztę swoich potomków, nie z początku. Przypominał swoim istnieniem o tragedii, o utracie najstarszego syna. Jego narodziny nie były długo wyczekiwane, nie przyniosły tyle szczęścia, ile powinny. Mimo to rodzice starali się, by nie odczuł na sobie tego, co działo się w ich sercach, bowiem niczym sobie na to nie zasłużył. Zasługiwał na szczęśliwe dzieciństwo – i to próbowali mu dać.



Mżawka.
Płaczu matki doświadczył pierwszy raz dopiero, gdy miał cztery latka. Nie mógł wtedy spać – kręcił się po łóżku, odkrywał i zakrywał, by wreszcie zerwać się i wybiec z pokoju, kierując się prosto do tego, w którym spali jego rodzice. Już przed drzwiami usłyszał szloch, czego z początku zupełnie nie zrozumiał; zmarszczył wtedy brewki, wszedł ostrożnie do pokoju, a dźwięk ustał. I ujrzał po chwili zapłakaną matkę, na co jego serce zabiło mocniej, umysł połączył fakty. Rorato momentalnie ogarnął nie tylko smutek, ale i sam strach. Zapomniał z miejsca o tym, że nie mógł spać. Nie minęła chwila, a rozpłakał się i on, kompletnie nie rozumiejąc całej sytuacji, jak i tego, czemu jego matka była smutna. Emocje z łatwością nim targały, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, szczególnie w tamtym okresie. Chciał, by matka była szczęśliwa – i to postanowienie już z nim zostało, chociaż z czasem wspomnienie tej chwili wyleciało z jego głowy, niekiedy jedynie przypominane przez matkę.
Był nieco nieokrzesanym dzieckiem. Z jednej strony rozczulającym, ze swoim uśmiechem i burzą rudych włosów; przynosił matce kwiaty, chwalił się swoimi odkryciami. Z drugiej niezbyt grzecznym -  krzywił się na prywatne lekcje, często jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał słowa nauczyciela. Czuł dużo. I mocniej, o wiele mocniej, niż inne osoby w jego wieku. Cieszył się bardziej, smucił jeszcze mocniej, nudził tak, że nie potrafił tego zdzierżyć. Rodzice niekiedy załamywali nad nim ręce, choć jednocześnie powoli okazywało się, że w pełni zasłużył na swoje imię. Przyniósł ukojenie dla serc rodziny, był swoistą mżawką, deszczem, który nastąpił po długim czasie nieurodzaju. Wciskał wszędzie swój ciekawski nos, pytał, dużo pytał, już wtedy pokazując, że wolał uczyć się na własną rękę, samemu poznawać świat, niż podczas lekcji. Nie zdawał sobie sprawy, że momentami rodzina miała już dość jego pytań, jednak nikt nie potrafił się na niego wściekać. Był tym, czego ten dom, po utracie Lacusa, potrzebował.
Uwielbiał przyrodę. Rośliny, zwierzęta – wszystko. Swoje zainteresowanie i pasję okazywał już od najmłodszych lat, kiedy otwierał szeroko oczy z zachwytu nad opowieściami o magicznych stworzeniach; kiedy szczęśliwy uczył się jeździć konno. I wreszcie - kiedy razem z mamą wybierał się do zielarni, by pomagać jej w czym tylko mógł. Wtedy też pokazał światu swoją magię, kiedy dostał pierwszą roślinkę do opieki. Dbał o nią, doglądał, ale i to nie powstrzymało jej obumarcia. Jego smutek był tak silny, że nim się obejrzał, roślina zaczęła odżywać. Matka często przechwalała się całym wydarzeniem; opowiadała z dumą, jak magia syna nie tylko sprawiła, że roślina ożyła, ale i pobudziła do wzrostu inne znajdujące się w szklarni.



Wytchnienie.
Nie pamiętał, kiedy usłyszał pierwszy raz o Lacusie. Czuł się jakby był odizolowany od całej tragedii, jakby nie dotyczyła ona jego osoby. Nie przeżył tego na własnej skórze, urodził się już po fakcie, nigdy nie poznał najstarszego brata. Nie pytał też o niego dużo, doskonale widząc, jaki ból wywoływało wspomnienie jeziora. Omijał temat, chociaż w głębi czuł swego rodzaju presję, jakoby winien był rodzicom wynagrodzić stratę, powinien zastąpić Lacusa, chociaż... Nie wiedział czy potrafił. Nie zwierzał się. Odrzucał od siebie dołujące myśli, myśli o bracie, o tragedii.
Hogwart stał się swego rodzaju wytchnieniem, miejscem, w którym powoli układał własne myśli. Tiara nie miała żadnych wątpliwości, dokąd powinien trafić. Gryffindor. Wrzaski radości, powitania, duma. Poczucie przynależności, które uderzyło w niego niemalże od razu, gdy zasiadł wśród Gryfonów. Tam odnalazł się całkowicie, tam poznał osoby, z którymi w późniejszym czasie „umilał” życie wszystkim dookoła. Psotnik, rozrabiaka. Zdarzało mu się broić, nie było w nim zbyt wiele zainteresowania nauką. Przez długi czas nie miał pojęcia, co powinien w przyszłości robić, co przeniosło się też na jego chęci do uczenia się. Zresztą – nigdy nie był osobą, która na rozkaz siadała do książek; musiał mieć ku temu własne pobudki, o czym nauczyciele szybko się przekonali. Zdolny, ale leniwy, jak to mawiają. Swoją uwagę, przez pierwsze lata szkoły, przeniósł na ludzi, na uczniów. Wtedy też okazało się, jak uczuciową osobą był. Niemalże co tydzień zmieniał swój obiekt zainteresowania, swoją wybrankę serca, w każdej, zdawałoby się, zakochując się bez opamiętania. Wszystko przeżywał mocniej, nawet takie drobnostki, jak zwykłe zauroczenia. Jego emocje zaczęły uspokajać się dopiero w momencie, kiedy wreszcie odnalazł to, co chciał w życiu robić. Z początku chciał być smokologiem, kiedy na zajęciach usłyszał o tych wspaniałych stworzeniach; w domu nie mówiło się o nich zbyt wiele. Czytał o nich, zasypywał nauczyciela pytaniami, acz wszystko rozpłynęło się w momencie, gdy w rozmowie z matką, niedługo przed rozpoczęciem piątej klasy, przyznał się do swojego pragnienia. Jej reakcja, jej przerażenie szybko sprawiły, że porzucił ten plan. Z bólem serca, jednakże dobro matki było dla niego ważniejsze. Pragnienie zostania uzdrowicielem przyszło do niego niedługo później, a wraz z nim – postanowienia. Pełno postanowień, które musiał z dnia na dzień wprowadzić w swoje życie. Wreszcie przyłożył się do nauki, zaskakując nie tylko nauczycieli, ale i własnych przyjaciół. Wtedy wreszcie pokazał, że naprawdę potrafił, jeśli tylko chciał. Eliksiry od zawsze szły mu dobrze, podobnie jak zielarstwo i opieka nad magicznymi zwierzętami – z nimi nie miał praktycznie żadnego problemu (co później wpłynęło także na wybór specjalizacji). Zaklęcia i transmutacja były nieco większym problemem, acz nie było to coś, z czym nie mógł podołać, choć nie obyło się bez poświęceń. Mało spał, zaczął stresować się – chyba pierwszy raz w swoim życiu. Powoli się zmieniał. Z rozemocjonowanego łobuza w bardziej stonowanego (lecz wciąż przeżywającego wszystko w środku) nastolatka, prawie młodego mężczyznę, który faktycznie miał przed sobą cel. To go napędzało.



Oczekiwania.
Skończył szkołę, zdał wszystko najlepiej, jak potrafił. Choć ostatnie lata nauki przypłacił stresem, ostatecznie udało mu się spełnić nie tylko własne oczekiwania, ale i oczekiwania rodziców (w szczególności ojca), którzy dowiedzieli się o jego planach. Chwilowa duma, by zaraz przyszły kolejne wymagania, kolejna presja. Zdanie egzaminów było tylko początkiem i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Pierwszy sabat nie był dla niego szczególnie stresujący, choć przed nim zdążył nasłuchać się od rodziców o tym, że powinien ukazać się z jak najlepszej strony. Nie bał się. Potrafił lawirować między ludźmi, czuł się dobrze w kontaktach z innymi, aczkolwiek zdecydowanie bardziej preferował luźne rozmowy, mniej oficjalne. Czarował uśmiechem, słowami, spojrzeniem, choć myśli uciekały w inną stronę – w stronę własnej kariery. Przejęty wizją kursów, które zbliżały się nieubłaganie, ledwo spamiętał wszystkie nowe twarze. Całe wydarzenie nie zapadło mu szczególnie w pamięć, bo i zaraz po nim wrócił do swojej nowej codzienności. Nauki. Całkowicie wciągnął się w uzdrowicielskie kursy, chłonąc podawaną mu wiedzę. Diagnozowanie, leczenie, dni mieszały mu się w jedno, świat biegł własnym tempem, gdzieś obok niego. Czuł presję ze strony ojca, a także z własnej – ze strony własnych ambicji. Chciał dorównać bratu, ojcu, chciał być dobry. Miewał niekiedy momenty, gdzie stres przytłaczał go na tyle, że zastanawiał się czy dobrze wybrał. Czy może jednak nie powinien wybrać czegoś innego. Parę razy nawet był o krok od zrezygnowania, jednak zaraz pojawiała się wizja zawodu rodziny, własnego zawodu, poczucia, że nie podołał, nie spełnił oczekiwań. Nie zrezygnował. Pomimo własnych obaw, pomimo stresu, wszystko to sprawiało mu przyjemność, jednak to dopiero po wyborze specjalizacji, jaką były zatrucia eliksiralne i roślinne (zupełnie tak, jak Fluvius), wszystko się ustabilizowało i nabrał całkowitej pewności, że to właśnie to, co powinien robić.
Nawet wtedy, gdy świat zaczął się zmieniać, niekoniecznie na dobre, powoli pogrążając się w chaosie. I on w tym chaosie trwał, jakby nietknięty żadnymi tragediami.

Patronus: Wydry symbolizują pogodę ducha, pomysłowość, komunikatywność, ale też intelekt - wszystko to, czym cechuje się także Roratio. Ponadto, podobnie jak wydry odnajdują się zarówno w wodnym, jak i lądowym środowisku, tak samo i młody Prewett potrafi odnaleźć w różnych życiowych sytuacjach. Gdy próbuje przywołać swojego patronusa, przywołuje do siebie wspomnienie pierwszego dnia w szkole, momentu, gdy Tiara Przydziału wykrzyczała swoją decyzję; krzyki i szczęście, radość, która wybuchła w jego sercu, gdy cały Gryffindor zawrzał, witając go w swoich szeregach.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 +2 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 5 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 15 +3 (różdżka)
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 5 Brak
Sprawność: 5 +4 (waga)
Zwinność: 4 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
FrancuskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIII25
AstronomiaI2
Historia magiiI2
NumerologiaI2
Opieka nad magicznymi stworzeniamiII10
RetorykaI2
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5
SzczęścieI5
Szlachecka etykietaII0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I½
Muzyka (wiedza)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
JeździectwoI½
Latanie na miotleI½
PływanieI½
Taniec balowyI½
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 0

Wyposażenie

Różdżka, sowa



Powrót do góry Go down
 

Roratio Prewett

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20