Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Po drugiej stronie lustra

Go down 
AutorWiadomość
Yana Dolohov
Yana Dolohov

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7237-yana-dolohov#194477 https://www.morsmordre.net/t7240-hieronim https://www.morsmordre.net/t7239-kiedys-o-mnie-uslysza#194529 https://www.morsmordre.net/f274-smiertelny-nokturn-2 https://www.morsmordre.net/t7794-skrytka-bankowa-nr-1773#217747 https://www.morsmordre.net/t7714-yana-dolohov
Zawód : badaczka, numerolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

ty mi ciągle
z dna pamięci
wypływasz jak

t o p i e l e c

OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Po drugiej stronie lustra Empty
PisanieTemat: Po drugiej stronie lustra   Po drugiej stronie lustra I_icon_minitime23.02.20 19:35

W domu na drewniane podłogę powoli opadała cisza. Była miękka i ciepła, gdy drobne dziewczęce stopy przyjęły odpowiedni kąt, by mogła dostrzec unoszące się w ukośnych promieniach słońca drobiny kurzu; była też ciężka i szara, gdy dotarło się do kuchni i dostrzegło porcelanową zastawę skrytą między prostymi ściankami ciężkich szafek i blatów stworzonych z wysokich, ciemnych dębów rosnących dawniej w niedalekim lesie. Jasne włosy delikatnie zafalowały razem z wprawionym w ruch powietrzem, by zaraz popłynąć ze swoją właścicielką w poszukiwaniu kolejnego pomieszczenia. Gabinet ojca był dziwnie przytulny, choć matka wciąż powtarzała, że chętnie ucięłaby jego surowość i wprowadziła nieco bieli w prostych zasłonach. Dolohov upierał się, że nie ma zamiaru jej na to pozwalać i powinna zająć się własnymi sprawami. Na podłodze, podobnie ciężkiej i ciemnej jak ta, która zdobiła kuchnię, znajdowały się wieże ułożone z książek. Niektóre z nich były całkiem szczuplutkie, inne grube i opasłe; zdarzały się okładki miękkie i twarde, skórzane i jakby lniane; strony były pożółkłe, a inne całkiem białe i świeże, wciąż pachnące tuszem drukarskim i ciężką ludzką dłonią. Poruszyła nosem kilka razy i kichnęła, drżąc na całym ciele przez krótką chwilę.
Kurz. Słyszysz, Cal? – spojrzała n lusterko, które miała w dłoni. Pustka. Próbowała dostrzec coś po drugiej stronie, jak myszkujący gryzoń szukała w kanciastych kształtach znajomej twarzy, ducha osadzonego w owalnym więzieniu, najpiękniejszej ze wszystkich celi świata. Na razie go tam nie było, ale tykający głośno w salonie zegar wyraźnie podpowiadał młodej, niemal dziesięcioletniej dziewczynce o imieniu Yana, że blisko było już do spotkania z przyjacielem. Uśmiechnęła się pod nosem, lekko i pogodnie, idąc dalej, szukając drogi w niewielkim domu na drugim końcu świata.
Przekonana była, że rodzina zostawiła ją w domu samą – Graham był w szkole, zapewne siedział teraz na jednej z lekcji w starym, szkockim zamczysku, ojciec „poleciał w interesach” na swojej starej miotle, a matka zniknęła nagle, bez zapowiedzi, ale Yana przekonana była, że niedługo wróci, że poszła tylko do starej zielarki po te pachnące miętą i różami specyfiki na sen.
Drewno zaskrzypiało pod uważnymi krokami, zdradziło słabość w tym jednym miejscu, zaalarmowało ospałą ciszę, by wyraziła swoje obrzydzenie, ale świat nie zareagował, trwał dalej, jakby nic się nie stało. Otaczające ją ze wszystkim stron książki, których nie pozwolono jej dotykać, również nie dały żadnego znaku życia, nie przejęły się ostrzeżeniem posłanym przez intruza. Uklęknęła przy wysokiej, przeszklonej gablotce, przy której kolejne fortyfikacje wznosiły się wysoko ponad jej głową, grożąc w każdej chwili zawaleniem. Jedna z nich, malutka wieża strażnicza stanowiąca zapewne dopiero plac budowy, upatrzona została na cel drobnych dłoni dziewczynki. Bez żadnego słowa ujęła najwyżej położoną cegłę i rozwarła ją na dwoje, kartkując zawartość z ciekawością godną małej złodziejki. Wyrywała z białych pergaminów pojedyncze słowa, na szybko próbując ułożyć z nich zdanie, ale tym razem wyszedł tylko niezrozumiany bełkot. Niezmierny, leviosa, bagnisty, mierzi, osobami.
Cal? – okładka opadła na szczupły, zgrabny palec otoczony jasną skórą i głowa pochyliła się w stronę podłogi, na której leżało otoczone miedzianą ramką lusterko. Magiczne, pokazujące po drugiej stronie zawsze świat, który wydawał się zupełnie inny, wyrwany z dawnych historii i klechd. Świat, który mieścił w swej maleńkości jednego chłopca.




we're all killers
we've all killed parts of ourselves

to survive

Powrót do góry Go down
Calder Borgin
Calder Borgin

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
comfortable with violence.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.

Po drugiej stronie lustra Empty
PisanieTemat: Re: Po drugiej stronie lustra   Po drugiej stronie lustra I_icon_minitime26.05.20 19:39

Kiedy ją otula emanujące z drewna ciepło, jego koi chłód kamiennej faktury. Przywiera do niej drobne ciało, schowane za biblioteczką ojca, w oddali mnogości kroków od łóżka, w którym powinien był już się znaleźć według narzuconego rytmu dnia. Ojcowskie książki tkwią w szklanym więzieniu, nie może sięgnąć po nie bez zgody, wzrok snuje się po tytułach, czasem zbyt abstrakcyjnych, by był w stanie cokolwiek sobie wyobrazić, czasem naszpikowanych skomplikowanym brzmieniem obcych słów (wciąż nie wie, które są bliższe jego sercu, te wyciosane w północnym lodzie, czy powstałe na wyspach ich wygnania) - z rzadka na tyle konkretne, by mógł bez zawahania stwierdzić, co kryje się w skrzydłach okładek. Jak ptaki przysiadają na żerdziach półek, czekając cierpliwie na moment lotu; chciałby, by się do niego poderwały, rozwijając w końcu te różnobarwne skrzydła, ale magiczna klatka naznaczona jest klątwą, nieszkodliwą, lecz przeszywającą bólem - tylko ten, kto sam ją zdejmie, będzie mógł sięgnąć po skrytą w meblach wiedzę.
To była ojcowska pułapka. Zachęta do przyglądania mu się w trakcie milczących rytuałów, do nauczenia się najprostszych znaków. Poznał je w końcu. Ale wydawało mu się to zbyt proste, więzienie książek musiało być zabezpieczone również w inny sposób, znał ojca na tyle, by wiedzieć, że to, co znajduje się na widoku, ostre linie run wyrytych na drewnie, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Kiedyś miał się przekonać, że była też druga klątwa, ta niewidoczna. Na razie jedynie to podejrzewał, krążąc wokół gabloty, za którą kryły się najciekawsze tytuły.
Nie był pewien, czy chce sparzyć się porażką.
Póki nie nauczy się, jak po nie sięgnąć, pozostanie dla niego sterta z najniższej półki, upchnięta gdzieś za wystawką z kilku zakurzonych przedmiotów. Przesuwając szklaną figurkę, dziecięca dłoń dostała się do wytartego, materiałowego grzbietu. Pozornie niechcianego. Nic innego mu nie zostało, ale nie przeszkadzało mu to zupełnie.
Skulony na podłodze zaczął czytać mitologię swych przodków; niewiele rozumiał w gąszczu mglistych metafor, tekst ponownie zaczął go nużyć.
Kurtyny powiek opadły; śnił mu się jej szept, może jej głos wdarł się do jej snu, a może sen był jej głosem, jednostajna melodia snuła się leniwie, wirowała jak drobinki kurzu.
Kurz. Słyszysz, Cal?
Słyszysz kurz?, o co ona pytała? Jedna powieka podniosła się, druga wciąż jeszcze zakotwiczona była w marzeniach.
Jeśli można usłyszeć kurz, to brzmiał tak, niczym zlepek piasku i żwiru, przesypującego się przez palce jak wtedy, gdy siadali z matką na brzegu Tamizy, chłonąc ciszę.
- Hmm? - odparł tylko, leniwie; przewrócił się na drugi bok i podłożył sobie pod głowę którąś z najgrubszych książek; jasne kosmyki rozsypały się wokół jego twarzy jak świetlista aureola. Spoglądała na niego z lusterka, widział tylko skrawek jej twarzy, jeden fragment, ale znał je już wszystkie, potrafił zszyć w głowie ją całą.





i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Powrót do góry Go down
 

Po drugiej stronie lustra

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20