Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zaplecze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaplecze - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime23.02.20 23:06

First topic message reminder :

Zaplecze

Zaplecze mieści się na strychu chatki, a dostęp do niego mają jedynie pracownicy lecznicy. Jedną ścianę zajmuje tu regał zastawiony słoikami i fiolkami, które zawierają różne zioła i medykamenty; w pomieszczeniu znajduje się też fotel i niezbyt szerokie, nie do końca wygodne łóżko, które jednak w zupełności wystarcza do tego, aby zdrzemnąć się pomiędzy wizytami kolejnych pacjentów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Zaplecze - Page 2 Just6

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime12.11.20 0:17

Jej noga rytmicznie unosiła się i opadała, kiedy tęczówki przesuwały się po czytanym tekście. Kiedy miała wolną chwilę spędzała ją w lecznicy przejmując kilka obowiązków. Nie była orłem z magii leczniczej, ale była w stanie pomóc, kiedy zachodziła taka potrzeba gdzieś na miejscu w Dolinie Godryka. Gdziekolwiek by teraz nie była, robiłaby dokładnie to samo. Czytała dalej, zgłębiała kolejny tom, dowiadywała się więcej. Bo jeszcze nie wiedziała wszystkiego. Lubiła momenty spokoju. Cóż, pozornego, bo wiedza o tym, co działo się tak całkiem niedaleko skutecznie tą wizję psuła. Ale lubiła te momenty w których na kilka chwil łapała oddech. W których robiła to, co właściwie lubiła. Poznawała nowe rzeczy. Czekała, na kolejne zadania. Zawsze znalazła sobie zajęcie. Czasem było nim po prostu swobodne siedzenie z lekko przymkniętymi powiekami. Kiedy w progu pomieszczenia zamajaczyła sylwetka, którą kojarzyła zamknęła opasły ton i zmieniła swoją pozycję, ściągając nogi z oparcia. Lubiła tak siedzieć, chociaż nadal wyraźnie pamiętała, jak mama na jej widok zawsze marszczyła - podobnie do niej - nos w niezadowoleniu i głośno wyrażała swoją opinię. Tęskniła za nią. Tęskniła codziennie, najmocniej w niedziele, kiedy łapała się na myśli, że niedługo powinna zbierać się na obiad. Nikt już jednak nie przygotowywał tych obiadów. Przesunęła dłonią po grzbiecie książki, uwagę skupiając w całości na Roselyn. Skrzyżowała z nią spojrzenie, opierając się wygodniej o krzesło. Wysłuchała w ciszy padających z jej ust słów. Potrafiła zrozumieć zrodzoną w sercu potrzebę. Zwłaszcza, kiedy chodziło o niewielkie ludzkie istnienie. Uniosła prawą rękę, żeby palcem wskazującym podrapać się po prawej stronie nosa.
- Usiądź. - poprosiła - a może poleciła? - najpierw, głową wskazując drugie z pustych krzeseł, które stały upchnięte na zapleczu. - A to, to bez problemu. - wystosowała pierwszą z myśli odnosząc się do kwestii pomocy, odłożyła książkę na ziemię, obok siedziska. Zsunęła prawy but i podciągnęła nogę na krzesło, na kolanie opierając brodę. - Nie mam problemu, żeby ci pomóc. Ale, jakby… - zastanowiła się unosząc do góry spojrzenie w poszukiwaniu odpowiednich słów. Uniosła ręce, żeby założyć za uszy kosmyki jasnych włosów. - ...pierwsze pytanie chyba powinno paść, czy myślisz o ogóle, czy szczególe. Bo cel masz. - zastanowiła się znów chwilę. Przenosząc jedną z rąk na kark, zastanawiając się i wydymając lekko usta. - A najlepiej, to w ogóle poza szczegółem, ogól stworzyć. Przemyśleć to, co może stać się najgorsze, co zapewni, że poczujesz się pewniej. Już nie tylko w kwestii własnej magii - ale swojego otoczenia. - zawyrokowała spokojnie. - Masz zabezpieczony dom? Świstoklik na najczarniejszą godzinę? - zapytała wracając spojrzeniem do kobiety. Tylko przez krótką chwilę musiała myśleć o innej małej jednostce. Chociaż teraz, miała obok siostrę, która była bezbronna wobec magii. Sama kwestii świstoklika jeszcze nie załatwiła, na razie, licząc na umiejętności swoje, jak i swojego brata. - Jest trochę zaklęć w białej magii, które mogą ci pomóc, kiedy decydujesz się na ucieczkę. Mogę opowiedzieć ci na początek na o nich. - zaproponowała swobodnie, zaraz jednak jej twarz stężała na chwilę. - Bo rozmawiamy o białej magii w tym kontekście? - upewniła się jeszcze. Rosa nie wyglądała na kobietę, która zamiast próbować uciec przed oprawcą, wybierze walkę z nim. Ale wolała wiedzieć. Tak na wszelki wypadek. Gdyby było konieczne nieco… wyjaśnić jej tą kwestię.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime15.01.21 1:02

Ciemne oczy skupiły się na twarzy gwardzistki, mimowolnie badając rysy jej twarzy. Te, które przecież znała całkiem dobrze, obserwując ją co najmniej kilka razy w tygodniu, wymieniając krótkie uwagi, dzieląc się obowiązkami. Teraz z nosem w książce, nogami założonymi na krzesło wydawała się być tak bardzo… młoda? Z pewnością kilka lat młodsza od niej, jednak odczuwała tą nienamacalną różnicę mówiąc o Melanie. Mimo to, swoją prośbę skierowała właśnie do niej. Była świadoma jej umiejętności, ale również czuła, że potrzebuje porady, kierownictwa kogoś z kim nie odczuwała głębokiej więzi. Kogoś kto był w stanie być w stosunku do niej obiektywny i wprawnym okiem wskazać uchybienia. Może właśnie dlatego czuła, że lepiej będzie zasięgnąć rady u niej. Kogoś doświadczonego, przychylnego, a jednak na tyle zdystansowanego by nie wiązać z osobą Roselyn większych emocji.
Widok znajomego tytułu książki wygiął blade wargi, w krótkim, sentymentalnym uśmiechu, ale uważne spojrzenie szybko odnalazło te Justine i skupiło uwagę wyłącznie na jej słowach.
Rozklekotane łóżko polowe przyprawiało o niemiłosierne skurcze, nadwyrężyło przemęczone mięśnie, a jednak niosło ze sobą odrobinę ulgi, której potrzebowali w czasie długich często całonocnych dyżurów. Przysiadła na nim, pozwalając sobie na chwilę ciszy zanim odpowiedziała na pytanie Tonks. - Aktualnie opiekuje się domem Jaydena, męża Pomony - spojrzenie na chwilę uciekło; Jayden wspominał o tym, że kontaktował się z Justine i że jest świadoma wydarzeń z początku lipca. - Jest w pełni zabezpieczony. Czuję się tam bezpiecznie - powiedziała, a z jej gardła wydobyło się ciche chrząknięcie. Bezpieczeństwo stało się trudnym do zdefiniowania konceptem. Bezpieczna nie czuła się od bardzo wielu miesięcy, ale w Killarney miała chociaż namiastkę tego. Być może tylko iluzję, jednak aktualnie poza Oazą było to najbezpieczniejsze miejsce w jakim mogła się znaleźć. - I Jayden również je wykonuje. Te prostsze, ale jego kuzynka zajmuje się tymi bardziej skomplikowanymi. W razie potrzeby pomoże mi się z nią skontaktować. Pod tym względem jestem w stanie przygotować się samodzielnie.
W jej czarnych oczach na chwilę rozbłysło wahanie.
Nie możesz wiecznie uciekać, Rose.
- Tak, mówimy o białej magii. Chcę przygotować się na to co może się stać, znać i umieć zastosować zaklęcia, dzięki którym nie będę tylko łatwym celem.  - powiedziała intensywnie skupiając spojrzenie na oczach Tonks - Wiem, że nie jestem wojowniczką. I wiem, że czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy, ale potrzebuje umieć się obronić. Nie chcę być bezbronna i zdaje sobie sprawę z tego, że nie zawsze będę miała szansę wydostać się z ciężkiej sytuacji. Chcę umieć się obronić, być w stanie odeprzeć atak. Ćwiczenia nie odzwierciedlają tego co naprawdę dzieje się w takich sytuacjach, jestem tego świadoma. Ale jestem w stanie ćwiczyć na własną rękę, zapoznam się z każdą pozycją, która mi przekażesz, ale czuje że powoli zaczynam już wyczerpywać temat. Potrzebuję praktyki, kierunku. Sama nawet nie wiem jak to kontynuować, a rzucanie zaklęcia tarczy gdy faktycznie nic mi nie zagraża, gdy nie muszę odeprzeć zaklęcia, na dłuższą metę wydaje mi się po prostu bezcelowe. - rozłożyła ręce w wyrazie bezsilności. Nauka anatomia była surową dziedziną opartą na zapamiętywaniu, zrozumieniu zależności, ciągłym powracaniu do tych informacji i ich analizie. Magia lecznicza wymagała precyzji, skupienia, specyficznego podejścia i bardzo szerokiej wiedzy zarówno tej związanej z budową organizmu człowieka jak i ze specyfiką zaklęcia, konsekwencjami, działaniem. Potrafiła się jej uczyć, poznawać ją i rozszerzać spektrum własnych możliwości. Biała magia była jednak dziedziną nieodkrytą. Wymagała interakcji, proaktywności, nie dało jej się poznać samodzielnie analizując jej arkana w domowej bibliotece, samodzielnie. Przynajmniej takie zawsze odnosiła wrażenie. Natomiast zachowanie zimnej krwi w ciężkich sytuacjach wymagało przecież niezachwianej pewności własnych umiejętności. Czuła to za każdym razem, gdy w krytycznej sytuacji ratowała życie. Była pewna własnych umiejętności, wiedziała co robić, opanowała swoją dziedzinę na tyle, aby się w niej sprawnie poruszać z biegłością. Tego właśnie szukała. Cząstkowego odwzorowania tej sytuacji. Mieć wiedzę, umieć ją zastosować i potrafić zareagować w trudnej sytuacji. To oddzielało skupienia, od szalonej paniki, która mogłaby wpędzić ją do grobu.




jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Zaplecze - Page 2 Just6

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime16.01.21 0:05

Patrzyła ze spokojem, przenosząc się do innej pozycji. Takiej, może nie tyle co bardziej naturalnej, ale bardziej… normalnie? Skupiła swoją uwagę na Roselyn, która widocznie wydawała się czymś strapiona. Zamknęła książkę, odkładając ją na bok, tak by nie zerkać na czytaną wcześniej stronę. Oddawała się czynnościom, których się podejmowała tylko w dwóch wariantach, po łebkach, albo z całkowitym zaangażowaniem. Roselyn chciała oddać to drugie. Kiedy ta odezwała się, zmarszczyła na krótko brwi w zastanowieniu. Nie kiedy wspominała Jaydena, a kiedy wspominała pełność zabezpieczeń. Z uwagą przyjrzała się twarzy stojącej przed nią kobiety, by powoli skinąć głową.
- Możesz zaproponować Jaydenowi, że jeśli będzie chciał mogę nałożyć na jego - wasz-  dom Fideliusa. - odezwała się po krótkiej chwili, kiedy kobieta wypowiedziała już wszystkie słowa. Nie kwestionowała mocy zabezpieczeń, które już posiadali, ale niewiele było takich, których sposobu na przełamanie nie znano - a przynajmniej ona o żadnym nie wiedziała. - To spokojny sen, mój własny dom jest nim obłożony. Wejść mogą jedynie ci, którym informacje o nim zdradził Strażnik Tajemnicy. To propozycja - darmowa rzecz jasna - dzieci to nasza przyszłość. A wy ich trochę macie pod dachem. - uśmiechnęła się do niej krótko. Tak sądziła. Walczyła o lepszy świat, żeby właśnie one nie musiały przeżywać tego, co oni teraz. Niepokoju, bólu, strachu, czasem zwyczajnie bezsilności. Do tego za samą Pomoną wystawiony został list, fakt jej zniknięcia nie sprawiał, że jej rodzina stawała się... bezpieczniejsza. Nakładanie tego zabezpieczenia było wyczerpujące psychicznie i fizycznie, ale była w stanie to zrobić. Przez jakiś czas zastanawiała się, czy nie zacząć robić tego odpłatnie. Ale pojawiał się dylemat, nad którym nie umiałaby przejść - czy się nie zastanowić. Co, jeśli skryłaby kogoś zwyczajnie złe? Podle okrutnego? Co jeśli ten ktoś w tym miejscu robiły straszne rzeczy, a ona przyłożyłaby rękę nakładając niezdejmowalne zabezpieczenie. Zwyczajnie nie mogła. Nie, by się wzbogacić.
Wysłuchała kolejnych słów, jasne tęczówki zawieszając na widocznie zmotywowanej i pewnej twarzy. Na oczach, które spoglądały z intensywnością w jej kierunku pokazując, jak mocno jej zależało. Poniekąd rozumiała to wszystko. Te uczucia, potrzebę bycia odpowiedzialnym za samego siebie. Nie odczuwania tak wielkiej bezsilności. Wydęła odrobinę usta, a brwi ponownie zeszły się ze sobą kiedy widocznie nad czymś się zastanawiała.
- Walka - czy nawet sama obrona - nie ogranicza się tylko do rzucania zaklęć i wywoływania protego. To drugie jest oczywiście dobrą reakcją w obliczu zbliżającego się zagrożenia. I też nie złą praktyką. - podniosła spojrzenie znad własnej ręki w którą wpatrywała się od dłużej chwili by zawiesić tęczówki znów na Rosie znajdującej się nieopodal. Jej dłoń uniosła się, a palec wskazujący uderzył kilka razy o skroń. - Czasem więcej wygrywa się taktyką, pomysłem, sposobem. - odchyliła się, opierając plecy o krzesło na którym siedziała. Splotła dłonie na piersi przesuwając wzrok, zastanawiając się nad tym jaki kierunek powinny obrać. Sama potrafiła uczyć się dalej, poznawać więcej, ale przekazywanie wiedzy innym, wiązało się też z pewną odpowiedzialnością. - Z tego co mówisz, zdajesz się potrzebować pewności. Wiary w to, co umiesz i co wiesz. Mam kilka pomysłów i kilka sposobów, które mnie samej pomogły. Mogę polecić ci też odpowiednie księgi, ale do tego, będziemy musiały sprawdzić na jakim poziomie obecnie jesteś. - zawyrokowała ostatecznie chcąc usłyszeć czy w tych konkretnych kwestiach nie pojawiły się u niej jakieś wątpliwości.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime03.02.21 23:09

- Jego - poprawiła ją machinalnie. Killarney należało do jego rodziny od pokoleń, Killarney miała być domem dla jego nowej rodziny. Nie dla niej i chociaż czuła się tam bezpiecznie, chociaż miała miejsce, do którego mogła wrócić. Wiedziała, że to nie jest jej dom. Jej dom był na Pokątnej i został jej odebrany. Ten rodzinny stał odłogiem w Szkocji. Nie potrafiła powiedzieć mój, nasz, bo mijałoby się to z faktycznym stanem rzeczy. - Porozmawiam z nim o tym - dodała po chwili. Nie znała tego zaklęcie. Jayden zapewnił ją, że dom jest zabezpieczony, mówił o zaklęciach jakie na niego nałożył i w tej kwestii mu ufała. Jeśli on był pewien zabezpieczeń, ona również była. Jednak miała pewność, że jeśli w przyszłości będzie potrzebować kogoś kto pomógłby jej w zabezpieczeniu swojego nowego miejsca zamieszkania, z pewnością zwróci się do gwardzistki.
Uwaga skupiła się na twarzy Tonks, chłonąc jej kolejne słowa. Pozwoliła by na chwilę zapadła między nimi cisza, krótka. Wystarczająca by zebrać myśli w słowa. - Masz rację. Tak naprawdę nie wiem co umiem. Ćwiczę sama, uczę się sama. Nie wiem do czego jestem zdolna, co mnie ogranicza, jakie błędy popełniam. Nie chcę sobie pozwolić na tą niepewność w sytuacji, gdy faktycznie muszę reagować na to co się dzieje wokół mnie. Nigdy nie zaniedbywałam obrony przed czarną magią, ale też nie zagłębiałam się w jej tajników - odpowiedziała - Więc właśnie z tym do ciebie przychodzą, chcę zacząć poznawać tą stronę, bym mogła pewnie poczuć się z tym co już umiem i nauczyć czegoś co pomoże mi, jeśli będę przyparta do muru - zakończyła, wyciągając notes z kieszeni sukienki. - Zapiszę sobie te pozycję. Poszukam ich w biblioteczce Jaydena, a jeśli nie to coś wymyślę - uśmiechnęła się krótko.
Chciała wymagać od siebie więcej. To co przyswoiła do tej pory, nie dawało jej żadnej pewności, że w sytuacji zagrożenia będzie potrafiła ochronić siebie i Melanie, a w tym momencie to było dla niej najważniejsze. To było minimum, które chciała osiągnąć, jednocześnie… to było tak wiele dla osoby, która nie znała praw wojny, dla osoby, która parała się zupełnie inną dziedziną magii. Zdawała sobie sprawę z tego, że te rządziły się zupełnie innymi prawami, że nie dało się otworzyć ich w suchych warunkach laboratoryjnych. Gdzie nie było emocji, gdzie trzeba było myśleć skutecznie, szybko, a za najmniejszy błąd można było zapłacić najwyższą cenę. Wiedziała, ale i tak musiała zrobić wszystko co w jej mocy, by nadrobić zaległości, rozwinąć się w tym kierunku, bo nie miała luksusu bycia damą w opałach. Chciała móc liczyć na samą siebie, nie na innych.




jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Zaplecze - Page 2 Just6

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime21.02.21 2:35

Kiedy Rose odezwała się podkreślając kogo był dom skinęła jedynie krótko głową unosząc łagodnie usta w uśmiechu.
- Jego. - zgodziła się swobodnie. Nie wnikała dalej. Wystosowała jedynie propozycję. Posiadła na tyle wysokie umiejętności białej magii by być w stanie rzucać tak potężne zaklęcia jak Fidelius. Miał dzieci z Pomoną, która tak jak ona była poszukiwana. Walczyła razem z nimi, on zaś musiał zadbać o młode życia, które stały się jego odpowiedzialnością. - Porozmawiaj. - przytaknęła do wypowiedzianych słów. Jak sądziła Jayden z pewnością zabezpieczył już w jakiś sposób swój dom, ale nic nie było na tyle pewne, na tyle potężne, co proponowane przez nią zabezpieczenie. Oczywiście, nie miał obowiązku wykorzystywać jej propozycje, ale mógł ją rozważyć.
W końcu zaczęła mówić, widocznie się zastanawiając, próbując określić co dokładnie powinny zrobić i jak podejść do tematu. Chciała jej pomóc, nie tylko dlatego, że Rose o to poprosiła. Ale dlatego, że widocznie jej na tym zależało. Nie na własnej sile, a na własnej pewności co do tego, że może zapewnić ochronę nie tylko sobie, ale też swojej własnej córce.
- Książki to nie problem, większość z nich mam u siebie w domu. Jeśli Jayden jakiś nie będzie posiadał napisz mi list, wyślę ci Baronem pozostałe. - powiedziała podnosząc się, żeby odnaleźć sięgnąć po kawałek pergaminu i pióro, na którym spisała kilka tytułów. Przez chwilę lustrowała je spojrzeniem. Lektura dla nie całkiem początkujących, ale też nie ta dla widocznie zawansowanych. Zbierała księgi o białej magii od dawna, żeby zdobyć niektóre naprawdę musiała się napocić. Stare woluminy były trudno dostępne, zwłaszcza te najbardziej zaawansowane uchodziły za rzadkość. Nic też dziwnego, niewielu rozwijało się aż do takiego stopnia co ona. -  Ta pewność… - zaczęła, przesuwając spojrzeniem jeszcze raz po papierze. Upewniwszy się, że zapisała wszystko, co chciała podała ją Rosie. - ...nie rodzi się z dnia na dzień. Nie budzisz się pewnego dnia i nie odkrywasz, że właśnie dziś ją odnalazłeś. - zastrzegła od razu unosząc jasne tęczówki na twarz kobiety, by ją uważnie zlustrować. - Będziemy musiały ją zbudować. - zastrzegła ją zasiadając znów na zajmowanym wcześniej krześle. - Zacznij od przeczytania pierwszej i drugiej pozycji. - wyjaśniła podciągając jedną z nóg na krzesło, by zaraz ją ściągnąć i wstać. Wyciągnęła z kieszeni różdżkę. Skupiła się na wspomnienia na śnie, który był wyznacznikiem jej nowej drogi. Na feniksie, na melodii, swoistym hymnie nadziei, który zapewniał jej wolę walki. - Expecto Patronum. - wypowiedziała, przywołując swojego świetlistego obrońcę. Sylwetka koziorożca zatańczyła wokół niej, i pobiegła do wyjścia znikając. - To kształt mojego patronusa, zaraz wyjaśnię ci, dlaczego ci go pokazałam. - usiadła ponownie na krześle. -  Powiedz mi, które protego potrafisz przywołać. - jedna z niewielu skali, która miała pozwolić jej ją choć odrobinę sklasyfikować.  Każde protego, miała inną trudność wywołania, inkantacji, tworzenia. A te wyznaczniki dało się odnieść do innych czarów z dziedziny białej magii. Tęczówki znów odnalazły jej twarz, a ręce obracały w dłoniach białą różdżkę.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime15.03.21 20:57

Miała już dość zależności. Zdawała sobie sprawę z tego, że nauka, której się podejmuje to kwestia zapoznania się z kilkoma pozycjami poświęconymi białej magii, ani też nie chodziło o przećwiczenia określonej liczby zaklęć i opanowania ich na zadowalającym poziomie. Trzeba było umieć reagować, działać, podejmować szybkie, rozsądne decyzje, bo nie było drugich szans, ani czasu na zastanowienie. Dlatego też nie chciała sięgać po arkana białej magii w samotności, a czerpać z wiedzy i doświadczenia kogoś znacznie bardziej biegłego w tym niż ona. Wiedziała, że początki będą trudne. Że to nie będzie kwestia kilku dni czy tygodni, ale wiedziała, że musiała.
Miała dość bycia zależną. Nie chciała być bezbronna, po części nawet nie mogła pozwolić sobie na luksus bycia damą w opałach, która potrzebuje być ciągle ratowana z opresji. Chciała w końcu pozbyć się strachu. Nie było szans by całkowicie o nim zapomnieć, ale pragnęła mieć chociaż to - świadomość własnej siły. Możliwość. Chciała móc zapewnić bezpieczeństwo dla siebie, dla Melanie, dla tych którzy byli jej blisko. I nie być ciężarem, kimś kogo trzeba ciągle chronić. Dlatego zdecydowała się działać w tej kwestii, zasięgnąć porady, zdobyć się na kolejny krok i pogłębiać swoją wiedzę na tematy do tej pory tak jej odległe.
- Zdaje sobie z tego sprawę, Justine. Nie liczę, że jutro obudzę się bogatsza o kilka lat doświadczenia. Chcę się uczyć i ćwiczyć, wiem że to długodystansowy bieg, nie kwestia kilku godzin ćwiczeń - odpowiedziała jej rzeczowo.
Uwaga uzdrowicielki skupiła się na pozycjach przedstawionych przez Tonks. Brwi uniosły się w krótkim geście zadowolenia - Tą książkę dostałam jakiś czas temu od Jaydena, już zapoznałam się z tą pozycją, ale z chęcią powrócę do wskazanych przez ciebie rozdziałów. Z pewnością coś mogło mi umknąć - odpowiedziała jej, wyginając usta w krótkim uśmiechu. - Drugiej nie znam i nie wydaje mi się, żebym spotkała się z nią wcześniej. Pożyczyłabyś mi ją? Oddam jak tylko skończę.
Z końca różdżki Justine wydobyła się mgiełka, formująca się w kształt koziorożca. Przez chwilę podziwiała efekt zaklęcia, które nie dane było jej widzieć na co dzień. - Znam to zaklęcia, niestety sama jak do tej pory miałam spore problemy z wyczarowaniem go - przyznała niechętnie.
Magia była kontrolą. Potrafiła panować nad inkatacjami, które rozumiała, opartymi na szczegółowej wiedzy, którą posiadała. Skupienie pozytywnych emocji, przychodziło z trudem. Pozytywne wspomnienia mieszały się z wydarzeniami, które niszczyły ich szczęśliwy wydźwięk. Dusiły zaklęcie w oparach jasnej mgły. Zdawała sobie jednak sprawę, że to nie kwestia jej usposobienia, a tego że nie potrafiła się kontrolować. Że nie potrafiła skupić się na tym co najważniejsze.
- Protego i Protego Maxima. Te drugie jednak nie z taką łatwością jakbym chciała. Nie próbowałam trudniejszej jego formy, jak dotąd próbowałam skupić się na tych dwóch, aby opanować je wystarczająco - wyjaśniła.




jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Zawód : partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Zaplecze - Page 2 Just6

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime27.03.21 1:45

Rozumiała ją. Frustracje, która rosła niezmiennie. Chęć, a może możliwość zadania o samą siebie, ochrony, kiedy ta będzie konieczna. Nawet nie tylko i nie tyle o samą siebie ale jej własne dziecko. O dziwo, rozumiała to przez Próbę, choć nigdy nie została matką. Pamiętała jednak uczucie, jakie rozlewało się w niej całej, świadomość i emjocje bycia w ciąży. Niezmiennie czuła obezwładniającą, przekraczającą wszelkie zrozumienie, miłość do dzieci, istot, które nawet nie istniały poza dziwacznym światem Próby. Mimo to wiedziała. Dlatego tym bardziej chciała pomóc Rose w prośbie, którą w jej stronę wypowiedziała.
Sama kiedyś była w ty miejscu. W miejscu w którym chciała nauczyć się więcej, wiedzieć lepiej, móc odpowiadać za siebie samą – a co najważniejsze, nie tylko obronić siebie ale i wszystkich tych, którzy tego potrzebowali. Porzuciła Pogotowie i wybrała kurs aurorski co zapewniło jej niezmienny wzrost umiejętności. Ale ona sama nigdy nie była przywiązana do uzdrowicielstwa. Było jednym z wielu kroków na drodze, nie czuła odpowiedniego… powołania? Przystanęła tam, szukając swojego miejsca nieprzerwanie będąc w drodze.
- Wolałam się upewnić. - powiedziała, unosząc wargi w krótkim uśmiechu. Sama czasem w niektórych sytuacjach nie potrafiła odnaleźć potrzebnej cierpliwości. Czasem szarpała się jak ptak w klatce na uwięzi, nie mogąc otrzymać od razu tego, co chciała. Ale to zawsze zależało od sytuacji. Od tego, o co konkretnie chodziło, bo pewne rzeczy były warte czekania. Ze spokojem obserwowała jak przesuwa spojrzeniem po spisanych pozycjach. - Przyniosę ją jutro. - zapewniła spokojnie, skinając krótko głową. Wydęła usta, przez chwilę się zastanawiając. - Zerknij w rozdział 9 i 10 jeszcze raz.- poprosiła unosząc różdżkę, żeby wyczarować patronusa. Kiedy Roselyn się odezwała wysłuchała jej, po czym skinęła głową. Wyczarowanie patronusa nie było łatwą rzeczą.
- Dojdziemy i do tego. Na razie zapamiętaj jego kształt. - poprosiła, zadając kolejne pytanie, mające jej pomóc w oszacowaniu umiejętności Roselyn. Słuchała wypowiadanych słów pozwalając, by brwi zeszły jej się odrobinę. Skupiona, widocznie jednocześnie nad czymś się zastanawiająca. - Nie zawsze będę obok, żeby powiedzieć ci, żebyś uniosła różdżkę i postawiła tarczę. Bo od nich zaczniemy. Czasem więc przyślę patronusa, albo Barona - mojego jastrzębia. Chodzi o reakcje, oddziaływanie na to, co obok. Kiedy go zobaczysz, rzuć tarcze, najpierw zwykłe protego - póki nie pojawi się pewnie przed tobą, zaraz potem maxima. - wypowiedziała unosząc spojrzenie na nią. - Odpowiada ci taka forma? - upewniła się, jeśli Roselyn chciała rzeczywiście, Justine sądziła, że to pośrednio dobra forma, na zbudowanie nawyku reakcji, nie tylko pustych inkantacji. - Możemy zacząć też od razu. Rzuć obie, powiem ci o niuansach. - zaproponowała unosząc kąciki ust ku górze. O niuansach, niewielkich, małych, pozornie nic nie znaczących, ale tak naprawdę znaczących wszystko. Wiedziała to dokładnie, czasem poderwanie różdżki o ułamek sekundy za szybko, albo za późno, machnięcie wyprowadzone za daleko, mogło znacząco wpłynąć na siłę czy moc - nie tylko samej tarczy, ale właściwie każdego z zaklęć.





And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Powrót do góry Go down
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Zawód : uzdrawiam w Leśnej Lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?

Zaplecze - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Zaplecze [odnośnikZaplecze - Page 2 I_icon_minitime08.06.21 23:17

Nigdy nie czuła jakby dokonała złego wyboru. Właściwie ten dotyczący obranego niegdyś kierunku był jedną z niewielu decyzji, których nie kwestionowała. Podjęcie kursu uzdrowicielskiego było czymś tak bardzo naturalnym; było kolejnym krokiem, którego była po prostu pewna. Dzieciństwo przesycone było zapachem ziół i medykamentów, ciepłym wspomnieniem matki krzątającej się w oparach eliksirów, szepczącej inkantacje, które dla kilkuletniej Rose nosiły miano cudów. Bez większego wysiłku potrafiła wyobrazić tam siebie. Potem jej zabrakło - stara lecznica opustoszała, dusza wypełniająca ją życiem odeszła z tego świata, a unosząca się w szpitalu woń medykamentów w pewien sposób wypełniała pustkę; tęsknotę i ból obracała w sumienność i wytrwałość. Kiedyś gdy jeszcze tak wiele dróg stało przed nią otworem fantazjowała o tym, aby spędzić lata później młodości na podróżach, służąc różdżką w trakcie poszukiwań smoków czy prastarych artefaktów. Być może wtedy zabrakło jej odwagi na tak brawurowy krok. Życie potoczyło się w inny sposób. Pod jej sercem, w jej ciele zaczęło bić te drugie. Pojawienie się na świecie Melanie całkowicie wyprało ją z fantazji. Wyborem zaczęły być dyktowane rozsądkiem. Szpital Świętego Munga dawał stabilizacje i wcale nie czuła się tam jak ptak zamknięty w klatce. Uczyła się od wybitnych uzdrowicieli przez lata chłonąc ich doświadczenie i wiedzę. Nie porzuciła pracy, aby wychowywać córkę. I tej decyzji również nie żałowała. Być może już wtedy pod skórą wibrował lęk przed przyszłością u boku Anthony’ego. Lęk, brak zaufania, bo chociaż na jej palcu błyszczał pierścionek zaręczynowy, ich życie w żaden sposób nie przypominało tego czego mogłaby oczekiwać młoda kobieta od ojca swojego dziecka. Obawy nabrały rzeczywistych kształtów, przerodziły się w pustkę opuszczonego łóżka, ciężar odpowiedzialności za dziecko. Pragnienie samowystarczalności nie uczyniło jej jedną z tych kobiet - upadłych, zależnych, gubiących dumę w imię przetrwania.
To nie tak jednak, że tylko to nią kierowało. Ambicje już utraciły dawne barwy. Otuliła je potrzeba bycia odpowiedzialną, nie tylko za siebie, ale też za Melanie. Mimo wszystko zawsze jednak była jedną z tych osób, tą która chce wiedzieć więcej, móc więcej. Bezsilność obdzierała ją z wiary w samą siebie. Tak wiele razy była po prostu sama - chociaż otaczali ją ludzie, najbliżsi; ci, którym najbardziej ufała. Jednak przez życie szła sama. Bycie uzdrowicielem, kobietą… To nie była żadna wymówka by nie dzierżyć w dłoni różdżki i potrafić zadbać o samą siebie, móc ochronić to co kochała najbardziej.
- Tak, zrobię - energicznie pokiwała głową, krzyżując spojrzenie z błękitem tęczówek Justine. Wskazanie drogi mobilizowało siły, błądziła po omacku była tego świadoma - wszakże jak samodzielnie dało sie opanować zasady magii, które wymagały interakcji. Justine pod tym względem zdawała się być znacznie bliższa, wszakże kilka lat temu, postanowiła zgłębiać tajniki wiedzy, które niewiele miały wspólnego z medycyną, a jednak teraz - kilka długich lat później, potrafiła tak wiele. Wiedziała, że nauka wymagała cierpliwości, samokontroli i nic nie przychodziło ot tak. Tonks była jednak żywym przykładem tego, że pragnienie Rose nie były tak bardzo odległe, nie na wyciągnięcie ręki.
Słuchając słów kobiety, nie spuszczała z niej wzroku. - To bardzo by mi pomogło, Justine. Naprawdę. Postaram się nie zmarnować twojego czasu - kącik ust wygiął się w krótkim uśmiechu - Jak ty zaczynałaś? Gdy zdecydowałaś, że jednak nie czujesz się na miejscu jako uzdrowiciel? - zapytała, a czarnych oczach zalśniło zainteresowanie.
Dłoń sięgnęła po różdżkę, nieco niepewnie zacisnęła palce na magnoliowym drewnie. Uczucie dyskomfortu rozlało się po zmęczonych miejscach. Zupełnie jak kilka lat temu, gdy na żądanie musiała udowodnić swoje umiejętności; presja nie miała znaczenia wtedy, nie powinna mieć go również i teraz. Znała to zaklęcie, potrafiła wyczarować tarczę i chciała udowodnić to przede wszystkim sobie. Nadgarstek drgnął w dobrze znanym ruchu, nabierając pewności - Protego - srebrzysta poświata rozjaśniła kraniec różdżki, by po chwili jej blask uformował ochronną taflę.
Protego Maxima przychodziło z większym trudem. Nadgarstek drgnął w tym samym ruchu, a z ust uciekła dobrze znana inkantacja. Tym razem jednak różdżka błysnęła słabym światłem, a wątła tarcza opadła zanim zdążyła złapać oddech. Zerknęła na Justine z krótkim wahaniem - Tak jak wspominałam, nie z taką łatwością jakbym chciała.




jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Powrót do góry Go down
 

Zaplecze

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Somerset :: Leśna lecznica-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21