Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]10.03.20 22:05

kuchnia


Tutaj łóżko a tam szafa,
tutaj dzieje się zabawa
Kilka słów i zdanek kilka
i opisu jest linijka
nie bądź gałgan dodaj opis,
Daj nam wyobraźni popis
 


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]27.03.20 18:32
20.04?

Nie umiem ostatnio spać. Gniecie mnie zastana rzeczywistość i obca poduszka wżynająca się w obolały kark. Denerwują mnie zapachy nienależące do mojego domu, teraz opustoszałego na obrzeżach Londynu. Wkurza mnie brak ukochanego stawu oraz tarasu, na którym można odpłynąć w inną rzeczywistość. Złości mnie panujący wszędzie chaos i zniszczenie, prześladowania, panoszenie się idiotów po stolicy - nic mi nie daje spać. Nie ma niczego. Ani odrobiny dobra, namiastki jakiejś, zwykłej serdeczności. W kółko tylko przemoc, nienawiść i inne ohydztwa; nie dając nic w zamian. Nie istnieje ani jeden powód, dla którego mógłbym tak po prostu zmrużyć oczy, odpłynąć w złote piaski Morfeusza. Ani jednej przyjemnej myśli, idealnej do przywołania na kojący sen. Jestem więc rozedrgany, zalegający na bratowej kanapie - niepamiętającej mojego kształtu, więc z miejsca niewygodnej. Staram się jednak nie być niewdzięcznym sukinkotem, nie mówię nic. Ani jedno groźne warknięcie nie wydobywa się spomiędzy ust, chociaż tak uwielbiam narzekać. Na wszystko, na zbyt twarde bułki w sklepie i zbyt zieloną pościel. Na zbędne bibeloty szpecące (tymczasowe?) lokum. Jestem więc gniewny, smutny i zbyt wypłowiały. Jak wszyscy wokół. To nie jest dobry czas dla nikogo - i Merlin raczy wiedzieć jak długo będzie trwał w tej swojej beznadziei. Ile jeszcze ludzkich istnień przyjdzie nam pochować nim sytuacja się ustabilizuje? Czy kiedykolwiek będzie już normalnie? Wątpliwe. Ludzie na tym padole są tak cholernie popaprani, że to kwestia czasu, aż kolejnym odbije. Już zawsze będziemy walczyć - o siebie, o innych. Z idiotami, z samym sobą, ze światem. Z nową sytuacją oraz poczuciem wyobcowania w miejscu, które powinno być mi bliskie. Kiedyś było, ale potem między mną a Lyallem powstała niezrozumiała przepaść; jestem winowajcą.
Kiedyś na pewno odpokutuję za wszystkie grzechy.
Na razie ich ciężar przyciska mnie do ziemi. Bolą mnie od nich plecy, bo serca już od dawna przecież nie mam. Zamknąłem ten miękki, wyjątkowo niewygodny teren. Facetowi nie wypada przeżywać na okrągło tę samą, łzawą historię. Powinienem wreszcie pogodzić się z tym, że umarła. Nie wróci już. Nigdy. To brzmi tak ostatecznie, tak cholernie długo. Tęsknię każdego dnia, ale zamiatam te tęsknoty pod dywan codzienności. Kawa, trening, kawa, czasem coś zjem od niechcenia. Czy Marcela ma teraz podobnie? Na pewno tak. Wojna odciska swe parszywe piętno na wszystkich.
Nie wiem dlaczego wysyłam ten list. Cześć, jesteś w domu? Ja też. Znaczy, w twoim domu. Znaczy, pod nim. Znaczy, pod drzwiami. Na pewno nie chcesz, żeby się zniszczyły więc wpuść mnie, dobrze?
Brzmi głupio, nie mylę się? Wszystko ostatnio w moim wydaniu brzmi idiotycznie. Przestałem się tym już przejmować. - Cześć - rzucam więc, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Jakbyśmy żyli w normalności. - Pięknie wyglądasz - dodaję, wiedząc, że to dziwny komplement patrząc na stan byłej już policjantki. Jednak jestem mistrzem przedzierania się przez powierzchnię, aż do wnętrza. Czy raczej to sobie wmawiam. - Zrobiłem pierniczki. I kupiłem trochę wina jakbyśmy chcieli się znieczulić - objaśniam istotę papierowych toreb lądujących na stole w kuchni. Zupełnie, jakbym mieszkał tu od dawna. - Wiem, że jest źle, ale chciałem upewnić się, że sobie radzisz. Znaczy, nie wątpię, że sobie radzisz, ale wiesz jak jest. Czasem lepiej sobie radzić w towarzystwie. Zwłaszcza tak olśniewającym jak ja - bredzę sobie w najlepsze, dopiero po dłuższej chwili nabierając powagi oraz uważnego spojrzenia lustrującego figgową twarz. To chyba zmartwienie.


I don't know
how to deal with serious emotions
without turning them
into a fucking joke

Randall Lupin
Zawód : były policjant, kurs aurorski zawieszony
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
OPCM : 23
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7038-randall-lupin#185370 https://www.morsmordre.net/t7047-horatio#185742 https://www.morsmordre.net/t7049-randy-los-superktos#185745 https://www.morsmordre.net/f259-hawley-s-corner-67 https://www.morsmordre.net/t7051-skrytka-bankowa-nr-1738#185748 https://www.morsmordre.net/t7050-randall-lupin#185746
Re: Kuchnia [odnośnik]21.05.20 22:19
Czasami po prostu bywa głupio. Nie umiała tego wytłumaczyć, głupota po prostu przychodziła, zalewała cały świat, zmieniała go w coś, czego nie chciała zaakceptować. Z każdym dniem było coraz gorzej. Gorzej było w rozmowach z ludźmi. Nic się nie zgadzało.
Zrywała kontakty z rodziną, by nie musieli gubić się razem z nią. To była jej walka - i właściwie ona przynosiła jej namiastkę chęci do tego, by coś nadal robić ze swoim życiem. W jednej chwili sypało się wszystko. Wiedziała, że będzie poszukiwana, więc odcięła się od brata i sióstr. Nie miała już pracy. Znaczy miała, ale już nie tak jak kiedyś. I chociaż pieniędzy pewnie zaraz zacznie brakować, osiedliła się daleko od wszystkiego.
Tutaj na drewnianym ganku słychać było szum morza. Cichy, stary dom otulał jak miękkie futro. Ale nie było ucieczki. Nawet tutaj dopadała ją rzeczywistość, nawet tutaj popełniała głupie błędy, ponownie zamykając się w głupim, błędnym kole. Naprawdę chciałaby już zapomnieć o problemach, ale one nie odpuszczały. Nie pozwalały o sobie zapomnieć. Ostatnio przytłaczały coraz bardziej, nie pozwalając jej zapomnieć, że nie jest idealną wersją siebie. Nie, jest pięknie nieidealna. Chociaż czy piękno w tej formie jest w ogóle odpowiednie?
Nie chciała nikogo dzisiaj widzieć. Wciąż czuła na ciele dotyk, który palił. Był taki dziwny. Niechciany, choć w tamtym momencie głowę miała zalaną tylko jednym tematem. Nim. Nim jednym, facetem, którego imię ledwo znała. Znała już ten stan, nie sądziła jednak, że ktoś może zaatakować ją nim w taki sposób. Jednak czuła się jak upita, słodko upita, przez kilka godzin pozwalając by wszystko zniknęło. Wojna, strach, cierpienie. Ale teraz miała kaca. Potężnego, morderczego kaca. List był zaskakujący i sprawił, że z irytacją przymknęła oczy. Nie chciała nikogo widzieć...
Ani dzisiaj ani jutro.
Cieszyła się, że chwilowo mieszkała sama.
Otworzyło mu nieszczęście. Rozczochrana grzywka tworzyła niemal koguci straszak na samym środku głowy, zaś całość byłej policjantki stała się otulonym kocem burrito. Przynajmniej nie śmierdziała, bo od paru dni codziennie próbowała zszorować z siebie palący wstyd swoich głupich poczynań. - Co Ty tu robisz. - To nie jest dobra odpowiedź na komplement. Ale miała rację - nie powinno go tu być. Nie spytał jej czy w ogóle ma ochotę się z nim spotkać. Mogła go spokojnie nie wpuścić, ale z drugiej strony jak chciał rozwalić drzwi... To co? Mogła go potraktować Commotio po pośladkach najwyżej, bo policji nie wezwie.
Zabawne.
- Ty pieczesz? - spytała, unosząc brew. Zastanawiała się czy pod stwierdzeniem zrobiłem pierniczki nie ma przypadkiem kupienia ich w Miodowym Królestwie. - I jak przeszedłeś przez zabezpieczenia w ogóle... - Jej głos był zmęczony. I choć wcale tak nie było, brzmiała jakby wybudził ją z głębokiego snu. Za to wyglądała jakby nie spała cztery dni. - Słuchaj... - Zatrzymała się. Wzięła głęboki oddech. To koniec z udawaniem, że wszystko jest pięknie i słodko, Marcy. Była zmęczona tym wszystkim. Chciała się przytulić do swoich nowych zwierzaków i po prostu zasnąć. Taki był humor tego wieczora. Spać też nie mogła. Jak na złość. - Naprawdę nie mam nastroju. Jest do dupy. I nie mam ochoty się z tego zwierzać. - Chyba pierwszy raz przy nim nie ukryła swojego złego humoru pod dogryzaniem i uśmiechem.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]29.05.20 22:38
Wszystko jest nie takie, jakie powinno być. Sprawiedliwość przepadła, nikt jej nie widział i nie wiedział dokąd poszła, los kopał mocno po kostkach i nie tylko tam - nie przejmował się zatem absolutnie niczym, żadnym złamanym sercem ani pokiereszowaną dumą. Jest więc beznadziejnie, szaro i ponuro pomimo świecącego, wiosennego słońca; w dodatku brakuje upragnionych elementów swobody. Możliwości oparcia się o coś, co nam znane i drogie, co wywołałoby jeszcze uśmiech na twarzach. Trochę jakby minione wydarzenia przeniosły nas do innej rzeczywistości - tej z krzywego zwierciadła, gdzie uschnięte drzewa straszą nagimi gałęziami, zaś tajemnicza, gęsta mgła wiruje wokół nóg. Jakże mrocznie, jakże poetycko. Szkoda, że w ponurym świecie brakuje romantyzmu, został jedynie chłód wspinający się dreszczem po skórze. Mógłbym ją przecież zmienić, stać się kimś innym - to nic, że w kłamstwie nigdy nie byłem dobry. Może jakimś cudem potrafiłbym zacząć życie całkiem od nowa. Tylko… po co? Dla kogo i dla czego? Wszystko konsekwentnie znika, każda przyjazna twarz, bliska osoba. Część odpychamy świadomie, część ucieka sama, ale konsekwencja pozostaje ta sama. Samotność, poczucie wyobcowania. Wreszcie nadchodzi również poczucie winy, konieczność przewijania w kółko tych samych taśm, żeby odnaleźć powód. Popełniony błąd. Przecież nie lubimy żyć bez celu. Każde działanie musi mieć jakiś motyw, żeby nikt nie uznał, że to całkowicie bez sensu. Zatem działamy, wpadamy w pułapki oraz sidła własnych potrzeb. To nigdy nie może skończyć się dobrze.
Tak jak nasza brawura, chęć niesienia pomocy lub nawet bardziej egoistycznie - chęć zapomnienia na ułamek sekundy. Nie wiem co może trapić Marcelę, ale gdybym wiedział, przyznałbym, że to nic złego. Może rzeczywiście niezbyt mądrego, może niekoniecznie wartego pochwały, ale czy to ma jakieś znaczenie? Czy w tej rzeczywistości powinniśmy rozgraniczać swoje działania na wypada i nie wypada? Granice między powinnościami, a zachciankami, zacierają się coraz wyraźniej. Każdy chwyta się czego może, żeby uśpić wewnętrzny niepokój. Zlęknionego potwora z wielkimi oczami, lubującego się w straszeniu - już nie tylko w nocy podczas potrzeby zmrużenia powiek. Nie powinniśmy oceniać siebie nawzajem; nie, kiedy robią to za nas inni. Szufladkując oraz decydując czy jesteśmy wartościowi czy wręcz przeciwnie.
- Stoję - odpowiadam po prostu, z niesłabnącym jak dotąd uśmiechem. - Wiesz, byłem w okolicy to pomyślałem, że umilę ci dzień. - Kłamstwo. Nie, żebym nie umilał dnia, skądże znowu… dobrze, to kłamstwo całkowite, całościowe, niech będzie. - Tak, piekę czasem. To znaczy, żaden ze mnie ekspert, ale są zjadliwe. Nie, żebym je upiekł specjalnie dla ciebie, skąd… - Oto jak szybko prawda sama wychodzi na jaw. Wywracam oczami na samego siebie. Nawet języka nie umiem trzymać za zębami. To cud, że jeszcze żyję. - Oczarowałem je moją nieskazitelną aparycją - wyznaję żartobliwym tonem, bo tak, jeszcze chwilę pozwalam sobie na sztucznie wesołą atmosferę. Do czasu, aż opieram się o blat poważniejąc. Przyglądając się nadciągającym chmurom. W ostateczności wzruszam jednak ramionami. - Świetnie, żadnych zwierzeń - przytakuję. Odpowiednia notatka odnajduje drogę do mojego umysłu. Zapamiętać. - Ale pierniczków spróbuj, naprawdę są niezłe. Patrz, specjalnie dla ciebie polukrowałem je w kształcie gwiazdy szeryfa - paplam więc, otwierając pudełeczko, którym delikatnie potrząsam. No, już, Figg, weź. Odrobinkę tylko. - Chyba, że mam cię nakarmić? - rzucam z głupkowatym uśmiechem. Mam nadzieję, że mnie nie zabije za te marne próby poprawy humoru. To tylko tak na chwilę, tak troszeczkę tylko. Żebyśmy obydwoje nie zwariowali już całkiem.


I don't know
how to deal with serious emotions
without turning them
into a fucking joke

Randall Lupin
Zawód : były policjant, kurs aurorski zawieszony
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
Don't get attached.
OPCM : 23
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7038-randall-lupin#185370 https://www.morsmordre.net/t7047-horatio#185742 https://www.morsmordre.net/t7049-randy-los-superktos#185745 https://www.morsmordre.net/f259-hawley-s-corner-67 https://www.morsmordre.net/t7051-skrytka-bankowa-nr-1738#185748 https://www.morsmordre.net/t7050-randall-lupin#185746
Re: Kuchnia [odnośnik]04.02.21 13:19
| 20.10.1957

Wiecie, lubię Szkocję. Zimna i niegościnna kraina, gdzie lato bywa krótkie, a zima długa oraz mroźna. Kraj wiatru, wzgórz oraz zapomnianych legend. John o'Groats przycupnęło na samym krańcu wyspy, jakby chciało wyrwać się gdzieś chen na północ, z dala od tego wszystkiego, pognać wraz morskimi prądami ku odległym krańcom świata. Czego tu nie kochać?
Na tej ziemi jednak był mały punkcik, niegdyś zauważalnie cieplejszy od innych - Kres, gdzie mieszkała Marcella Figg. Oczywiście wojna odcisnęła piętno i tutaj, a sama właścicielka była zbyt zaangażowana w całą sprawę, by można było o tym wszystkim zapomnieć. Gdzieś uleciała dawna lekkość, radość przesłonił smutek... nadal to jednak było dobre miejsce. Dalekie od parszywego Londynu, Rycerzy, Lorda Voldemorta i innych ślepców, którzy wyłupili sobie oczy w imię nienawiści.
Wiedziałem jednak dobrze, że cała ta sytuacja odciskała na nas bardzo prozaiczne piętno - brakowało żywności. Podejrzewałem, że Marcella mogłaby nie przyjąć pomocy zaoferowanej wprost, wiedziałem po sobie jak delikatna potrafiła być duma. Poza tym, i tak wiele już przeszła, nie chciałem aby myślała, iż ktoś się nad nią lituje. Tak więc uknułem iście ślizgoński plan, na którym oczywiście miałem skorzystać. Poprosiłem, aby Marcella nauczyła mnie gotować, samemu zapewniając na to składniki. Poza okazją na zjedzenie czegoś dobrego, w końcu kuchnia panny Figg była ponoć niezrównana, miałem nadzieję opanować podstawy tej praktycznej umiejętności.
Przybyłem więc z paczką, której "główną atrakcją" był oprawiony królik, choć znalazło się tam kilka innych wartych wymienienia dodatków - butelka oliwy, słoik musztardy, pół kilo pomidorków cherry. Miałem nadzieję, że zabrałem przydatne do zrobienia konkretnego obiadu rzeczy, w końcu jeszcze się na tym nie znałem.
Po krótkim powitaniu od razu przeszliśmy do kuchni, wolałem nie zostawać na ganku. Nazwiecie mnie paranoikiem, ja to nazwę zdrowym rozsądkiem podczas wojny. Kuchnia była przyjemnym wnętrzem, rozejrzałem się po niej zaciekawiony, odruchowo szukając drogi ucieczki. Moja poprzednia wizyta w kuchni jakiejś panny była... skomplikowana.
- Gdzie to odłożyć? - spytałem, ciągle niosąc paczkę. - Jak się czujesz na tym krańcu świata? - zagadnąłem na dobry początek rozmowy.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Kuchnia [odnośnik]09.02.21 9:03
Bardzo lubiła jak odległy był świat jej małego domu od angielskiej zawieruchy. Choć nigdy w jej rodzinnym domu nie poruszało się typowo stereotypowego gorszego traktowania angoli (nawet jej matka przecież nie była szkotką), to ona najlepiej jednak czuła się we własnym mroźnym sosie. Co swoją drogą również było trochę przekłamane, choć to o wietrze w tym momencie już w ogóle. Zimna bryza zawsze otulała chatkę na samym końcu Wielkiej Brytanii. A jej jedyną towarzyszką niedoli była stara, murowana latarnia morska. I może jeszcze dwie czarownice zamieszkujące Kres. I to, że nie była tutaj zupełnie sama naprawdę jej pomagało to wszystko przetrwać. Lucinda była jak lek na przytłaczającą samotność. Najchętniej przyjęłaby tu jeszcze więcej ludzi, dlatego w okolicy był również obóz dla uchodźców z Anglii. Mnóstwo zmęczonych ludzi, potrzebujących pomocy.
- Postaw to na blacie. - powiedziała w momencie, gdy zawiązywała sobie biały fartuch w talii. Gdy zaś całe jedzenie wylądowało na blacie, zaczęła przyglądać się temu, co tam znalazła. Była naprawdę... Zaskoczona. - Lubisz stawiać sobie wysoko poprzeczkę? - Spytała. Żaden z tych produktów nie był prosty do przyrządzenia. - Ile razy gotowałeś w życiu?
Zawiązała jeszcze opaskę ze złożonej chusty na głowie. Królik, musztarda, pomidory. Pokrojenie pomidorów to nie będzie problem, ale królik to bardzo szlachetne mięso, bardzo trudne do przyrządzenia i przede wszystkim potrzebna była do niego odpowiednia marynata. A ona jej raczej ze swoich marnych kilku bochenków chleba nie zrobi. Z resztą byłoby jej chyba głupio posiadać więcej niż tego potrzebowała w momencie, gdy w niedalekiej wiosce ludzie nie mieli co jeść. Choć w Szkocji nie było jeszcze tak trudno o zapasy jak w niektórych hrabstwach Anglii.
- Nie musisz się martwić tym miejscem. Zabezpieczeń jest tutaj więcej niż w Tower of London za mojej kadencji. Nikt Cię nie zastrzeli z huśtawki. - Powiedziała z rozbawieniem. Dla mieszkania dwóch poszukiwanych listem gończym czarownic to był priorytet - bezpieczeństwo. - Idealnie się tu czuję. Zawsze chciałam być na końcu świata. A nad tymi klifami lata się niesamowicie.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]14.02.21 19:34
Zgodnie z poleceniem mojej kuchennej mistrzyni, postawiłem wszystko na blacie. Dostrzegłem, że Marcella zakładała biały fartuch. No tak, gotowanie było niebezpieczną robotą.
- Też mam założyć? - zapytałem. Magia pozwalała uporać się z większością zabrudzeń, ale to nie oznaczało, że czarodzieje powinni być flejami. - Naprawdę? - zdziwiłem się, nie bardzo zdając sobie sprawę, czym była w gotowaniu "wysoko postawiona poprzeczka". Raz widziałem w tym rzecz błahą, innym razem tajemną sztukę równą warzeniu najtrudniejszych eliksirów. Ostatecznie wzruszyłem ramionami i postawiłem na rozbrajający uśmiech. - Kanapki się liczą?
Zerknąłem na królika, logicznie wnioskując, że będzie potrzebny do niego nóż. Sięgnąłem największy jaki zobaczyłem i czekałem na dalsze instrukcje Marcelli "Władczyni Kuchni" Figg, gotów wypełniać jej wolę. Mając w ręku nóż poczułem się pewniej, prawie jakbym wiedział co robię.
Nieświadomy rozważań Marcysi myślałem nad tym jak wspaniałe owoce może wydać nasza współpraca. Oczywiście ja tu mogłem co najwyżej przeszkadzać, ale moja mistrzyni była kucharką niezrównaną, więc mogła zrekompensować mój brak doświadczenia.
- Dobrze słyszeć. Może powinniśmy tu zrobić siedzibę Zakonu, jeśli to tak dobrze zabezpieczone miejsce - podzielałem dobry humor panny Figg. - Poza tym, nie boję już broni mugoli, trochę się na jej temat dowiedziałem. Wystarczy, że założę kamizelkę, one czynią kuloodpornym - powtórzyłem zasłyszane brednie, tak głupie, że nie zdołałem zachować powagi. Jak niby kamizelki mają być kuloodporne, to jest zwykły materiał! - Dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyła sobie Marcella... - chciałem zażartować, ale mój ton okazał się niespodziewanie ciepły. Naprawdę robiłem się miękki i sentymentalny. - Brzmi niesamowicie, taki lot na końcu świata... - stwierdziłem, zerkając za okno, prosto w niebo. - Wiem, że to chyba nadmiar optymizmu, ale w tak obficie zabezpieczonym domu to chyba nie dziwi... myślałaś co zrobisz po wojnie? Kiedy uporamy się... z tym wszystkim... - zapytałem, wracając spojrzeniem na towarzyszkę broni.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Kuchnia [odnośnik]10.03.21 11:34
- Nie nie musisz... - Czy to była niebezpieczna robota? Nie. Po prostu łatwiej było otrzeć ręce o fartuch i później wyczyścić go zaklęciem po skończonej robocie, niż robić to za każdym razem. A wycieranie rąk o koszulkę lub spodnie jest uważane za niekulturalne po prostu, a w fartuch to nawet ma się przyzwolenie. Podobno to w ogóle jest oznaka dobrego kucharza - czyste rękawy i brudny fartuch.
- Tak, oczywiście. Królik to bardzo delikatne, szlachetne mięso, wymaga czasu i dobrego przygotowania, inaczej będzie twarde i nieprzyjemne. Mogłeś jeszcze przynieść piwo, bo trochę sobie poczekamy. - Podchodziła do zadania dosyć pragmatycznie. Bardzo długo nie jadła wiele poza zupą rybną i bardzo kombinowanymi potrawami, żeby choć trochę nie zwariować od jedzenia ciągle tego samego, a królik... To mięso było drogie jeszcze przed wojną... Artur musiał mieć dojścia w naprawdę wielu miejscach. A ona ostatnio była świadkiem naprawdę strasznej biedy.
Aż przykro patrzeć, że nazwisko upoważnia do tego, że nie będziesz chodzić głodny.
Parsknęła cichym śmiechem, słysząc jego propozycję. Jej dom nie był nawet trochę podobnie zabezpieczony jak Stara Chata, ale doceniała żart. Nie bez powodu starała się, by to miejsce było tak bardzo bezpieczne. W końcu mieszkała tutaj jej ukochana siostra, przynajmniej do niedawna, a ona potrzebowała dużo opieki. Zwłaszcza, że nie była też kotem ani puffkiem, którego zamknie się w domu i wie, że jeśli się niczego nie spieprzyło to nie wyjdzie. Nie, ona wychodziła. A Marcy nie mogła jej pilnować cały czas. - Musimy sprasować czosnek, dodać do tego oliwę i zioła, a następnie natrzeć mięso z królika. - Podała mu miseczkę i dokładnie wskazywała jak ma mieszać łyżeczką składniki, by były odpowiednio przygotowane. Dodatkowo z pomocą różdżki uniosła i rozniotła czosnek, który dodała do mikstury i wrzuciła do niej też porcję suszonych ziół - głównie liści. - Musisz wziąć to na ręce i porządnie wetrzeć w mięso... Poradzisz sobie, prawda? - Uśmiechnęła się. W końcu to ona go miała uczyć, a nie wyręczać.
Uparła się plecami o kuchenny blat i skrzyżowała ręce na piersi. Przez chwilę wyglądała na bardzo zamyśloną, ale trudno było wywnioskować, w którą stronę płyną jej myśli. - Nie.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Kuchnia [odnośnik]13.06.21 16:21
- Królik jest taki mały... dlaczego się długo robi? Nie jest też tłusty, nie powinien się robić jak, bo ja wiem, kurczak? - zapytałem niepewnie, świadom, że zapewne teraz się nieźle wygłupiam w oczach Marcelli. - Tego błędu nie mogę sobie wybaczyć - przyznałem rozbawiony na uwagę o piwie. - Właśnie, odnośnie używek, dobrze pamiętam, że palisz? Czasem trafia mi się tytoń, a ja z niego nie korzystam, szkoda żeby się zmarnowało... - zacząłem swobodnie, jednak za moimi słowami kryła się ostrożność.
Nie chciałem, żeby Marcella to źle odebrała, nie była to żadna forma jałmużny, ot logiczna sprawa między znajomymi, w końcu średnio podczas wojny coś wyrzucać, kiedy komuś może się przydać. Byłem szlachcicem, ale mimo wszystko w moim rodzie nie przepadano za marnotrawstwem.
Nazwisko miało w naszym świecie moc, czy tego chcieliśmy czy nie. Od wartości wyznawanych przez daną osobę, po to czy może sobie ktoś pozwolić na królika. Niezbyt mi ten stan rzeczy odpowiadał, jednak ze swojej definicji świat był niesprawiedliwym miejscem... wolałbym jednak, aby czyjeś przywileje wynikały z zasług, nie drzewa genealogicznego.
- Jasne, w ten sposób mięso przejdzie tym smakiem? - dopytałem, ukrywając jednak, że sprasowanie skojarzyło mi się w pierwszej chwili z żelazkiem i rozważałem zapytanie o prasowanie czosnku jak ubrania. To jednak pozostanie moją tajemnicą.
Zgodnie z instrukcjami zacząłem mieszać składniki, starannie przykuwając uwagę do odpowiedniego ich wymieszania. - Często korzystasz z magii przy gotowaniu? - zagadnąłem, widząc jak z jej pomocą rozgniatała czosnek. - Jasne - zgodziłem się i wziąłem za robotę, w końcu rzeczywiście nie miała mnie wyręczać.
Przez chwilę milczałem, nieco zaskoczony odpowiedzią Marcelli. Zająłem się pracą, ale w końcu nie wytrzymałem:
- Naprawdę? Kompletnie nic? - dopytywałem zdziwiony. - Brzmi to trochę, jakbyś nie spodziewała się szczęśliwego zakończenia... - rzuciłem lekko, choć sam się zastanawiałem na ile rozsądnym jest zakładać, że nam się uda.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach