Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Okrągły korytarz
AutorWiadomość
Okrągły korytarz [odnośnik]12.03.20 14:38
First topic message reminder :

Okrągły korytarz

Znajdujący się w smoczej wieży okrągły korytarz może poszczycić się prawdziwym bogactwem historii. Ściany w całości zostały pokryte licznymi portretami nie tylko członków rodziny, ale także innymi, ważnymi dla Greengrassów osobistościami. Część z nich jest ruchoma, część nie, acz każda pozostawia jakiś przekaz. Najtragiczniejszy należy do Anny, protoplastki rodu; opowiada o niej jej przyjaciel, Ulysses Alesgood. Nie tylko zresztą o niej, o Georgu, synu Anny, również wyśpiewuje prawdziwe peany. Jednak oprócz tych obu rodzin można zauważyć także portrety kilku ministrów magii, zagranicznych polityków, wybitnych smokologów czy nawet największych gwiazd Quidditcha. Zwyczajowo, nad kominkiem w centralnej części korytarza, wisi portret aktualnie żyjącego nestora wraz z najbliższą rodziną.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Okrągły korytarz - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Okrągły korytarz [odnośnik]12.04.22 0:41
Serce sercem, a obowiązek obowiązkiem - te kilka słów stanowiło przez ostatni rok drogowskaz dla zgubionego w świecie postawionym na głowie młodzieńca. Roratio miał tendencję do poddawania się porywom serca, targany emocjami pchał się w ramiona często niepotrzebnego zagrożenia. Balansował z gracją baletnicy na granicy między odwagą a głupotą. Jednakże nawet Rory musiał dorosnąć - jak każdy z nich stawał przed trudnymi wyborami, prawdziwymi egzaminami z dojrzałości, wobec których te, które przechodzili w trakcie szkoły były błahostką. Wydawało mu się, że jeden z pierwszych takich sprawdzianów zdał, gdy chwycił za pióro w momencie, kiedy młodzieńczy ogień pchał go do działania w terenie. Przez ostatni rok zbudował naprawdę kruchy spokój, jakąś wersję siebie, która mogła funkcjonować w okolicznościach jakie go zastały. To wszystko po części było efektem pokory, która zakiełkowała, kiedy powiedziano mu stanowcze nie, kategoryczne, niszczące marzenie, niemożliwe do złagodzenia zaraźliwym uśmiechem. Wtedy też - tak naprawdę - zdał sobie sprawę z tego jakiego świata jest częścią i, że chociaż od najmłodszych lat przyglądał się małżeństwom będącym owocem prawdziwej miłości to liczył się z tym, że szczęście rodziny Prewett kiedyś musi się skończyć. Dlatego może nie poświęcał myśli małżeństwu? Bo wiedział, że może być ono dla niego obowiązkiem, a nie wyrazem miłości, szczerą przysięgą łączącą dwoje ludzi przed obliczem najbliższych. A może po prostu nie spotkał jeszcze damy, która wystarczająco długo zachowałaby jego serce. I nie umiał przyznać przed samym sobą, że i ten temat wśród wielu myśli, pojawiał się coraz częściej w rozmyślaniach Roratio.
- Tak, to prawda - odparł po dłuższej chwili, walcząc z piekącym w policzki uczuciem powracającej złości. Nie na Delilah, nie do końca też na Elroya, nie całkowicie. Nie do końca dziwiło go też, że Lilah dowiedziała się o wymianie zdań między lordami - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że podobne wieści nie zostają w ukryciu nazbyt długo, a ciekawskie spojrzenia i nadstawiające się uszy można spotkać na każdym zakręcie i bynajmniej nie była to jedynie przywara służby w posiadłości Greengrassów. Chciałby jej powiedzieć, jednakże obawiał się, że jeszcze świeże odczucia mogłyby przynieść na język słowa, których w obecności lady Delilah nie chciałby powiedzieć. Co rusz otwierał usta, to znowu zaciskał je w wąską linię. - Nie mogę zaprzeczyć, historia ciotki Leokadii wydaje się naprawdę intrygującą postacią - rzucił na początek, przywołując na twarz ciepły uśmiech. Za chwilę jednak spoważniał, jak tylko chaotyczne myśli zaczęły formować się w zdania. Oparł łokieć o podłokietnik i wsparł brodę na własnej dłoni. W końcu wziął głęboki wdech i wraz z wypuszczanym powoli powietrzem wypadły pierwsze słowa. - Nic się nie stało, proszę się nie kłopotać, tylko, że... - zawiesił głos na chwilę, zerkając na jej profil. - Po prostu czasem to, czego chciałoby serce nie idzie w parze z tym, co nakazuje honor i obowiązek wobec rodziny - wyrzucił z siebie przyciszonym tonem, jakby nie chciał, aby nawet postaci z obrazów były świadkiem wypowiadanej słabości. Poruszył się niespokojnie w swoim krześle, jakby nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Jako młody, wyjątkowo dumny lord nie chciał w oczach pięknej damy wyglądać na kogoś, komu ciąży obowiązek, którym przecież każde z nich było spętane od dnia narodzin.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Okrągły korytarz [odnośnik]26.04.22 18:35
Ton jego głosu sprawił, że na krótką chwilę pożałowała swego wyboru o poruszeniu z nim tego tematu. Wyszła na wścibską? Elroy miał zawsze dobre chęci w sercu, ale potrafił być czasami zbyt... bezpośredni. Martwiła się, że mógł jakoś urazić lorda Prewett. Nie chciała, aby między nimi pojawiła się jakakolwiek kość niezgody. Uśmiechnęła się krótko na kolejną wzmiankę o ciotce Leokadii czując krótką ulgę. Poczuła jego wzrok na sobie, poruszenie w fotelu obok. Nie uważała go za kogoś słabego, czy za kogoś kto od swego obowiązku ucieka. Wręcz przeciwnie. Chwila zwątpienia, czy rozmyślanie nad ważną decyzją świadczyły o intelekcie, o odpowiedzialności. Zamilkła na dłuższą chwilę zastanawiając się nad tym co mu powiedzieć, jak uzewnętrznić swe myśli. - Słyszałam tu wiele historii o takich wyborach. - Ciotka Leokadia akurat nie stanęła przed żadnym z nich, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Historia jednak mogła stanowić przykład, być wskazówką. - Anna Boleyn wybrała serce przed obowiązkiem w ten sposób ratując syna, a samej tracąc własne życie. Nie żałowała jednak. - Dzielna kobieta. Gdyby nie ona ród Greengrass nigdy by nie powstał. - Jej syn, George Greengrass przed wszystkim innym stawiał obowiązek. O ironio, zmarł na niewydolność serca. - Zaśmiała się dźwięcznie szybko jednak poważniejąc, aby nie zgubić toku swych myśli. Nie wiedziała czy jej słowa cokolwiek zmienią, czy jakkolwiek mu pomogą, ale chciała spróbować.- A Aenghus? Udało mu się, ale co gdyby nie rozpoznał swej wybranki? Co zrobiłby wtedy, gdyby jego ojciec nie pozwoliłby mu powziąć Caer za żonę? - Sięgnęła do historii jego rodu zawsze znajdując opowieść o tej dwójce za inspirującą i wielce romantyczną.
Odwróciła się na krześle w jego kierunku, aby zwrócić się tym razem bezpośrednio do niego, aby podkreślić wagę i znaczenie swych słów, aby być choćby o kilka milimetrów bliżej. - Żaden wybór między sercem, a obowiązkiem nie jest prosty, czy oczywisty. Szczególnie gdy związany jest z kimś innym. Z kimś na kim ci zależy, z kimś kto na ciebie liczy. - Rodzina. Mieli wobec nich swoje oczekiwania, które jako dobrzy synowie i córki mieli za zadanie spełniać. Co gdy pragnęli jednak czegoś innego. Kuzyn Percival odwrócił się od rodziny, od swego obowiązku wobec niej, aby stanąć po stronie swych ideałów, tego co dyktowało mu serce. Żałował? Nigdy go o to nie spytała.- Chciałabym powiedzieć ci, abyś podążał za swym sercem, ale oboje wiemy w jakiej rzeczywistości dane jest nam żyć. - Nie byli panami swego losu. Nie do końca. Posiadali tak samo wiele przywilejów co obowiązków. To co było dobre dla nich, to czego pragnęli, nie zawsze łączyło się z wolą rodu. - Jedyne czego pragnę, na co mogę mieć nadzieję, to abyś uniknął bólu, smutku, czy rozczarowania przez decyzję, którą podejmiesz. - Bo wybory serca też mogły takie za sobą nieść. - Aby była zgodna z tym w co wierzysz i co czujesz. Żebyś nigdy jej nie żałował. - Nieważne czym będzie się kierować, tak długo dopóki swój wybór będzie uznawać za słuszny. Nie dla wyłącznie innych jednak, ale przede wszystkim dla siebie. Chciałaby, aby mógł być samolubny, ale tylko on wie jaki koszt przyjdzie mu za to zapłacić. - Cokolwiek cię trapi, przed jakimkolwiek wyborem teraz stoisz, masz moje wsparcie. Jeśli cokolwiek jest ono warte. - Uśmiechnęła się lekko jakby na potwierdzenie swych słów jeszcze mocnej zaciskając dłoń na materiale trzymanej na kolanach rękawiczki powstrzymując ją przed wyciągnięciem jej w jego kierunku. Mogła zaoferować mu radę, ale to nie do niej należał wybór. Wsparcie w podjętej przez niego decyzji było więc czymś co faktycznie mogła zrobić. Czymś w czym chciała mu usłużyć w czasie próby. Obecnością, słowem, czy gestem. Z chęcią odebrałaby od niego choćby część ciężaru z jego ramion, tak jak on zrobił to dla niej ostatnim razem.



Butterflies can't see their wings
Delilah Greengrass
Zawód : Arystokratka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Blindness is an unfortunate
handicap but true vision
does not require the eyes
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10999-delilah-greengrass#336117 https://www.morsmordre.net/t11050-galatea#338890 https://www.morsmordre.net/t11051-lilah#338896 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t11049-skrytka-nr-2402#338883 https://www.morsmordre.net/t11048-delilah-greengrass#338880
Re: Okrągły korytarz [odnośnik]16.05.22 21:07
Głowa jakby przeciążona myślami, które z nasiona rzuconego przez Elroya podczas ich starcia teraz zakiełkowały i urosły już do imponujących rozmiarów, przechyliła się na jedną ze stron, jakby szukając wsparcia we własnym ramieniu. Złość wciąż żywym ogniem trawiła honor Roratio, wyciągając ze słów Elroya jedynie to, co uważał w przypływie negatywnych emocji, które podczas rozmowy uznał za narażania dumy i dobrego imienia Prewettów.
Słowa Delilah i brzmienie jej delikatnego głosu były niczym balsam na jeszcze świeże rany. W milczeniu wsłuchiwał się w historię, którą zaczęła snuć lady Greengrass, nie mając śmiałości jej przerwać. Jedynie w jego mimice można było odnaleźć oznaki aktywnego zaangażowania w jej monolog. Uśmiechnął się z sentymentalnym zabarwieniem, gdy sięgnęła do historii rodowej Prewettów. Historii, która corocznie wygłaszana była podczas Festiwalu Lata przez głowę rodziny.
Gdy zwróciła się w jego stronę i on poczuł obowiązek zwrócenia spojrzenia w jej kierunku. Zdawał sobie sprawę z tego, że oczy Delilah nie mogły dosięgnąć jego twarzy, a jednak miał wrażenie, że przeszywające spojrzenie jasnych oczu w połączeniu z wypowiadanymi przez nią słowami, dosięgało jego myśli, jego duszy i jego serca. Nie zamierzał pytać skąd wiedziała - postanowił zaakceptować tę mistyczność roztaczającą się nad akuratnością jej wypowiedzi. Może właśnie to wrażenie, które ogarnęło Roratio sprawiło, że pozwolił słowom Delilah płynąć, słowom, które zmącone były jedynie przyjemnym, niemalże kojącym strzelaniem w kominku.
- Dziękuję, Lilah - powiedział jakby pod oddechem. Te słowa wypadły z jego ust zanim zdążył je powstrzymać za szczelnie zaciśniętymi brwiami. Po negatywnych odczuciach, które narosły w jego myślach po spotkaniu z Elroyem, teraz przyszło niespodziewane ukojenie i zrozumienie zaoferowane mu przez Delilah. Nie powinien być zaskoczony. Lady Greengrass oferowała mu swe wsparcie nie tylko w pustych zapewnieniach, ale także w słowach, które teraz wypełniły przestrzeń między nimi. Zrozumienie zdawało się być słowem klucz w tej sprawie. Zarówno jego szwagier, jak i Archibald reprezentowali dwa skrajne końce spektrum na jakim mógł manewrować Roratio. Delilah stała najbliżej niego, rozumiejąc rozedrganie duszy i niepokój młodzieńczego serca. - Za zrozumienie - dodał po chwili zawieszenia w ciszy, która wcale mu nie przeszkadzała. Kącik ust uniósł się ku górze, wyginając je w delikatnym uśmiechu. - Po prostu - zaczął z nutą zawahania, zanim kontynuował swoją wypowiedź. - Po prostu czasem łatwo zaplątać się w oczekiwaniach innych, kiedy serce jeszcze szuka swojej drogi - nie chciał wtajemniczać Delilah w szczegóły swojej zagwozdki - i bez tych szczegółów zdawała się doskonale wiedzieć jaką drogą biegły jego myśli, jaki rytm wybija jego serce. - Twe słowa naprawdę wiele dla mnie znaczą - chciał, aby wiedziała, że doceniał jej wsparcie, chociaż nie umiał ubrać tej wdzięczności w słowa. Miał jedynie nadzieję, że gdy ona spotka na swojej drodze jakieś przeciwności, on będzie gotów jej wysłuchać. Odetchnął jednak, jakby z ulgą. - Jak intrygujące jednak zdaje się dyskutowanie na temat pragnień serca i obowiązku wobec rodziny, muszę się do czegoś przyznać - odparł, a jego głos diametralnie zmienił zabarwienie. Na jego słowach tańczyła figlarna nuta, która była słyszalna niemalże od razu. Pochylił się delikatnie w jej kierunku, jakby miał jej właśnie zdradzić największą tajemnicę znaną czarodziejskiej społeczności. - Naprawdę intryguje mnie historia ciotki Leokadii - odparł po chwili. A może robił to jedynie, aby znowu usłyszeć jej głos niezmącony jego słowem?
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Okrągły korytarz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach