Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

stół przed chatą
AutorWiadomość
stół przed chatą [odnośnik]12.03.20 15:38

stół przed chatą

tak duży stół zająłby połowę przestrzeni w chacie, więc wystawiono go na zewnątrz, przygotowując też siedziska z uciętych drewnianych bali; do wspólnego posiłku zasiąść tam może spokojnie tuzin osób. sterta pozostawionych talerzy i kubków z niedopitymi herbatami leży na stole albo gdzieś na ziemi, tuż obok małego piecyka, w którym w chłodniejsze dni pali się magicznie podtrzymywany ogień. Susie dba o to, żeby w wazonie z butelki Ognistej zawsze był bukiet świeżych polnych kwiatków.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: stół przed chatą [odnośnik]16.04.20 13:39
9. kwietnia
Zorganizowanie szkolenia wedle początkowej sugestii - nazajutrz, w dzień po spotkaniu Zakonników - nie było pomysłem możliwym do zrealizowania nie tylko ze względu na zaplanowane zajęcia niektórych chętnych, ale również przez plany samego Ollivandera. Poza własnymi sprawami pozostawała kwestia przygotowania materiału, który chciał przedstawić sprawnie i logicznie, unikając niepotrzebnego chaosu. Nie zamierzał podawać się za mistrza świstoklików i choć ich aktywacja oraz ogólne podstawy numerologii nie były dla niego wyzwaniem, nie dzielił się wiedzą często, zawsze stawiał bardziej na swój rozwój niż wprowadzanie innych w temat. Jako człowiek lubiący organizację, zaplanował przebieg spotkania i przygotował wszelkie potrzebne sprzęty, z którymi zjawił się w wyznaczonym miejscu, zaproponowanym przez pana Burroughsa - nie oponował, sądząc, że w Oazie z lekcji skorzystają także sojusznicy, nie mający wstępu do Starej Chaty. Wieść rozesłał listownie, nie afiszując się za bardzo ze swoim nazwiskiem w podpisie; zaszyfrował też pergaminy zaklęciem, o którym Alexander wspominał na zebraniu i dla pewności zostawił notkę na organizacyjnej tablicy ogłoszeń żeby nikt nie zarzucił mu, że ukrył przed kimś informację.
Do Oazy zawitał sporo wcześniej, większość dodatkowego czasu spędzając na samotnej przechadzce. Nie bywał tu za często, za każdym razem było więc co oglądać - domy, te mniej i bardziej prowizoryczne, mnożyły się, przyroda także nie zostawała w tyle, doskonale korzystając z kwietniowego słońca. Odnalazł odpowiednią chatę bez trudu, podążając za wskazówkami Keatona i zgodnie z obietnicą, zapukał do jego drzwi jakiś czas przed zaplanowanym rozpoczęciem.
- Dzień dobry - rzucił spokojnie, gdy gospodarz ukazał się jego oczom. - Pan Burroughs, dobrze pamiętam? - upewnił się, podając młodemu mężczyźnie rękę, by przypieczętować powitanie wyraźnym uściskiem, zanim przeszli do drewnianego stołu, jeszcze pustego. Trudno było ominąć wzrokiem osobliwą ozdobę w butelce od whisky. - Będę wdzięczny, jeśli uda się załatwić wszystkim kawę - ile razy słyszał od Benjamina, jak nudna musi być numerologia - nawet nie próbował zliczyć. - Swoją drogą, jak wygląda życie w Oazie? Jest spokojnie? - zapytał z czystej ciekawości, nie drążąc za bardzo tematu samego Keatona. Był tu, by zawsze pozostawać na miejscu i pomagać, czy zmusiły go do tego okoliczności?
Ollivander nie potrzebował wielu czasu na przygotowania, wyłożył czyste pergaminy, pióra i kałamarze, by każdy miał możliwość notowania - wybór co do sporządzania notatek pozostawiał zainteresowanym, gdyż to oni decydowali, jak skorzystają z wiedzy. Swoje rzeczy rozmieścił u szczytu stołu. Pozostawało czekać, aż wszyscy się zjawią.

| uczymy się podstaw numerologii; mile widziani są Zakonnicy oraz sojusznicy, realnie zbieramy się do poniedziałku 20.04 włącznie - mój właściwy post pojawi się we wtorek. Do tego czasu możecie sobie swobodnie gawędzić, jeżeli macie taką ochotę. Termin odpisu po każdej kolejce będzie wynosił 72h, kolejek będzie pięć lub sześć.


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: stół przed chatą [odnośnik]17.04.20 0:22
Myślała o tym od dawna jednak zawsze były sprawy istotniejsze niż to, plany o zgłębieniu tej sztuki odkładała więc w nieskończoność, wierząc, że kiedyś stanie się odpowiedniejsze niż teraz. A jednak wizja krwawej wojny urzeczywistniała się z każdym dniem, stając coraz bardziej bezlitosną masakrą, w której otwarty opór wiązał się z rychłą śmiercią. Nagle owo kiedyś stało się obowiązkiem teraz. Mogło pomóc w budowaniu barier ochronnych w miejscach, które były znaczące, a także uratować życie, kiedy wszystko inne zawodziło.
Będąc nieopodal, przy jednej z nowopowstających chat, mogła pozwolić sobie na dotarcie na miejsce o właściwej porze, a może nawet przed czasem, skoro na miejscu nie było wciąż nikogo prócz lorda i gospodarza. Nie zwalniając kroku otrzepała kraciastą spódnicę z zalegających jeszcze na jej krańcach kilku wirów trocin i rozplątała włosy z warkocza, pociągając za cienki rzemień, który od razu zaplotła sobie wokół nadgarstka. Im bliżej celu, tym chętniej rozglądała się wokół. W tych wszystkich prostych miejscach, które najpiękniej udekorowała sama przyroda, kryła się wyjątkowa magia. Nie tylko ta biała, magia oazy, ale także zwyczajna; magia tych kawałków tego świata, w których chciało się zostać możliwie jak najdłużej, a nawet na zawsze. Uśmiechnęła się, docierając w końcu do miejsca przyszłego zgromadzenia.
— Lordzie Ollivander. — Skinęła mu uprzejmie głową, a kąciki ust uniosły się lekko. — Keat. — Zawiesiła na nim spojrzenie czekoladowych oczu, nim przystanęła przy stole, dotykając krawędzi drewnianego blatu opuszkami palców w niemym zachwycie. Przesunęła po nim wzdłuż, badając jego fakturę mimowolnie, z przyzwyczajenia i westchnęła cicho, rozglądając się wokół. Chciała oswoić się z tym środowiskiem, by nie rozpraszać nim później, w trakcie nauki. Usłyszawszy słowa Ulysessa, śmiało zaproponowała: — Zajmę się kawą. — Nie sądziła, by Burroughs miał coś przeciwko, lecz zerknęła na niego kontrolnie, z niewypowiedzianym pytaniem wymalowanym na twarzy. To był w końcu jego własny kawałek świata, nowy kąt, którego porządku nie zamierzała mu na złość zakłócać. Zebrała ze stołu i podłogi szklanki i kubki, które ktoś tu zostawił przed nimi i przyciskając zbudowaną z nich wieżę do piersi ruszyła do środka, bez trudu docierając do zlewu w niewielkim aneksie. Nim zabrała się za ich umycie, sięgnęła dłonią do wiszących obok ziół, których aromat poczuła od razu. Zmięła je między palcami i przyłożyła do nosa, zaciągając się ich surową wonią powoli. Suszone w ten sposób przypominały zapach własnego domu w Szkocji i mamy, która wieszała je przy oknie latem w podobny sposób. Wpadający przez uchylone okno wiatr szeleścił nimi cicho, roznosząc aromat po całej kuchni. Dom. Tak pachniał dom.
Kiedy kubki błysnęły czystością rozejrzała się za kawą, a znalezienie wśród tych wszystkich wyjątkowych szpargałów miało okazać się wyczynem.


Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: stół przed chatą [odnośnik]17.04.20 13:28
Jamie nigdy nie miała talentu do naukowych dziedzin. W Hogwarcie, kiedy na trzecim roku trzeba było wybrać dodatkowe przedmioty, nawet przez sekundę nie brała pod uwagę wyboru numerologii. Książkami (innymi niż powieści przygodowe) i naukowymi terminami można ją było wygonić. Jej sumy i owutemy z większości przedmiotów były dość przeciętne, bo zawsze wolała spędzać czas bardziej aktywnie niż nad podręcznikami.
Ale teraz rozumiała, że te braki mogą się na niej zemścić. Że nawet taka nudna numerologia może okazać się bardzo przydatna, o czym przekonała się w Zakazanym Lesie, gdzie z ich grupy tylko jedno potrafiło aktywować świstoklik. A co, gdyby nie potrafił tego nikt? Ona nie potrafiła, więc w jej rękach świstoklik byłby całkowicie bezużyteczny. Dlatego postanowiła skorzystać z lekcji, którą gotowy był dać Zakonnikom ten spośród nich, który był biegły w tej sztuce. Może uda jej się nauczyć czegoś nowego, co pewnego dnia mogło uratować życie jej lub komuś innemu.
Pojawiła się wyznaczonego dnia w Oazie, ubrana w ciemne spodnie i bordowy sweter, na co narzucony miała płaszcz, bo początek kwietnia wciąż był dość chłodny. Jej włosy były takie, jak lubiła najbardziej, czyli sięgające linii żuchwy i wystrzępione na końcach. Przybyła dużo wcześniej, by jeszcze pomóc trochę przy budowie jednej z chat, gdzie akurat potrzebne były dodatkowe, silne ręce do pracy. Przerwała na tyle wcześnie, by zdążyć dotrzeć na miejsce spotkania na czas.
Mieli się spotkać przy domku Keata, który najwyraźniej już się tam sprowadził. Pewnie spędzał tu tak dużo czasu, że wygodniej mu było zamieszkać na miejscu. Dzięki temu, że bywała w Oazie regularnie w celu pomocy przy budowie Jamie udało się jakoś zlokalizować odpowiednią chatę, gdzie jeszcze nie było wiele osób.
- Dzień dobry – przywitała pana Ollivandera, nie wiedząc, jak właściwie powinna się do niego zwracać. Widok kogoś szlachetnego statusu w takim miejscu był dość dziwaczny, ale pozostawało się cieszyć, że ktoś o takiej wiedzy na temat różdżek i numerologii popierał sprawę Zakonu. Bo jak inaczej dowiedzieliby się o tym, co ministerstwo robiło z różdżkami? Pan Ollivander na pewno był bardzo cennym sprzymierzeńcem. – Cześć – rzuciła do Hannah i Keata. Ich akurat znała, więc mogła zwrócić się do nich w bardziej poufały sposób.
Usiadła przy stole. Była ciekawa, kto jeszcze się pojawi i czy w ogóle uda jej się coś zrozumieć z zawiłości numerologii. Może to, że teraz miała szczere chęci i potrzebę sprawią, że przyswoi wiedzę łatwiej niż w szkole, kiedy zwyczajnie jej się nie chciało uczyć takich spraw jak na przykład historia magii czy eliksiry?






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: stół przed chatą [odnośnik]17.04.20 21:58
Oaza miała w sobie coś niezwykłego. Oczywiście ciągle wiele jej brakowało, a Zakonnicy i tak starali się najlepiej jak potrafili. Nie było tu zbyt wielu doświadczonych w budownictwie. Nawet pozyskiwanie materiałów nie było takie proste i gdyby nie Hannah czy Ben niewiele mogliby zdziałać. A jednak miała w sobie coś magicznego. Nie chodziło już nawet o pracujące w pocie czoła zaklęcia, które stawiały gotowe elementy jeden po drugim. Nawet nie o zapach paleniska spod kociołka. Lucinda czuła w Oazie to czego nie można było poczuć poza nią – wolność. Mogły być to jedynie pozory i jej własne wyobrażenia, ale za każdym razem, gdy wkraczała do Oazy czuła ulgę tak wielką jakby kamień nagle spadł jej z serca., a nie czuła tego już od wielu miesięcy.
Gdzieś w głębi siebie miała nadzieje, że nie jest jedyną osobą, która tak postrzega tak miejsce. Blondynka zdawała sobie sprawę z tego, że dla wielu nie był to wybór. Przez wprowadzone w Londynie restrykcje ludzie byli zmuszeni opuścić swoje domy i znaleźć schronienie. Wielu dotarło właśnie do Oazy. Mogła sobie wyobrazić, że tak trudna sytuacja nie sprzyjała szukaniu magii w takim miejscu jak to. Lucinda choć postanowiła chociaż na razie pozostać w swoim mieszkaniu na Pokątnej wcale nie czułaby się pokrzywdzona zajęciem jednej z chat ich azylu. Wdzięczność zawsze przychodzi po czasie. Najpierw jest gniew, zaprzeczanie, gdzieś po drodze akceptacja, ale wdzięczność przychodzi ostatnia.
Zmierzając do chaty Keata zgubiła się po drodze jakieś trzy razy. Nie dlatego, że Oaza była taka duża, ale dlatego, że większość chat wyglądało bardzo podobnie. Kiedy w końcu udało jej się zlokalizować tą odpowiednią uśmiechnęła się pod nosem. Wyglądało na to, że mężczyzna zdążył się już tutaj zadomowić. To był dobry znak. Nie dla wszystkich Oaza była ostatnią deską ratunku. Po czasie zmieniała się w dom. – Drogie panie, drodzy panowie – zaczęła unosząc kącik ust w uśmiechu i zajęła miejsce przy stole. Kątem oka widziała wchodzącą do chaty Hanie choć nie była pewna czy ta ją usłyszała. – Myślałam, że jak zwykle się spóźnię, ale chyba reszta też gdzieś zabłądziła. – naprawdę cieszyła się na te nauki. Zdawała sobie sprawę z własnych słabości i nie chciała by te wpływały na jej późniejsze działanie. Zwykle nie chodziło jedynie o nią. Jej błędy były błędami całego Zakonu. – Hania pomóc ci z kawą? – zawołała widząc, że okno od kuchni jest uchylone. Chyba każdy będzie potrzebował kawy by się odpowiednio skupić tym bardziej, że głowy zaprzątały też inne sprawy.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: stół przed chatą [odnośnik]18.04.20 0:40
Alexander na spotkaniu nie był w stanie zdecydować, czy udać się na szkolenie prowadzone przez Ollivandera, czy też nie. Na swojej ostatniej misji na własne oczy przekonał się, jak kluczowe potrafiły być świstokliki: gdyby nie potrafiący je obsługiwać Bertie to najprawdopodobniej nikogo by tamtego dnia nie uratowali. Jedyna rzecz, która powstrzymywała go przed stawieniem się w Oazie o określonej porze konkretnego dnia była bardzo trywialna. Selwyn nie przepadał za pokazywaniem przy kimś, że nie umie czegoś zrobić. Czuł się całkowicie sfrustrowany, gdy ktoś był świadkiem jego porażki na jakimś polu wiedzy. było to absurdalne, bo przecież jak można było być dobrym w czymś, czego się nie znało? Dodatkowo Alexander wiedział, że robienie błędów to element nauki, ale po prostu miał na tym punkcie jakąś wewnętrzną blokadę. Dlatego zastanawiał się aż za długo. Dzień wcześniej doszły do jednak słuchy, że Skamander jednak zamierza się tam wybrać, toteż Farley w końcu zadecydował, że uda się na poranny dyżur w lecznicy w Oazie, później zaliczy szkolenie u Ollivandera i po nim wraz z Gwen udadzą się na umówione spotkanie, też w Oazie. Czekał go więc cały dzień z dala od obrażonej Idy, ze Skamanderem na oku, za granicami własnej strefy komfortu oraz pod znakiem jeszcze bardziej skręconych niż zwykle włosów, a to za sprawą ponadprzeciętnej wilgotności powietrza na ukrytej wyspie.
Alexander z Anthony'm wyruszyli więc z Kurnika o świcie, stawiając się wpierw w Szkocji. Wciąż z niemałą fascynacją Alex adorował fakt, że był tak blisko Hogwartu; niektóre wspomnienia z Beauxbatons wracały do niego dzięki malinowym cukierkom zakupionym hurtowo na Festiwalu Lata, ale w głębi duszy czuł jakąś zadrę i żal, że nie uczył się w angielskiej szkole. Z westchnieniem na ustach przeprowadził aurora przez portal, kolejny oddech biorąc już w całkiem innym miejscu. Zrzucił z siebie błękitny płaszcz z wyhaftowanym herbem francuskiej akademii magii i przerzuciwszy go przez ramię skierował swe kroki ku lecznicy. Tam prędko podwinął rękawy czarnej koszuli i zabrał się do pracy przy segregowaniu fiolek z eliksirami i pomaganiu każdemu, kto zajrzał do budynku w poszukiwaniu pomocy uzdrowicielskiej. Czuł na sobie od czasu do czasu uważne spojrzenie Anthony'go, lecz nie pozwalał mu się tym rozproszyć. Kiedy pojawiła się jego zmiana na kolejny dyżur to zebrał manatki i udali się z Zakonnikiem w umówione miejsce. Obeszli chatę dookoła, zatrzymując się w końcu na rogu budynku. Uśmiechnął się spod wyjątkowo poskręcanych loków.
Dzień dobry wszystkim – przywitał się, po czym rozejrzał się po najbliższym otoczeniu. Znalazł czego szukał: podszedł do obiecująco wyglądającej gałęzi drzewa i odwiesił nań swój niebieski płaszcz, prostując go kiedy już wisiał aby nie zagnieść materiału. Oparł się następnie o pień rzeczonego drzewa i jak czarny cień z nieznacznym uśmiechem majaczącym na ustach obserwował krzątaninę wokół kawy. Oaza była miejscem, gdzie nic im nie groziło i choćby przez kilka chwil mogli poudawać, że ich życia były normalne. Bardziej uważnym spojrzeniem obrzucił tylko odpalonego przez Antka papierosa, pilnując, czy auror nie próbuje się aby zaciągnąć.
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Alexander Farley dnia 19.04.20 20:16, w całości zmieniany 1 raz
Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 52
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 37
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
stół przed chatą 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: stół przed chatą [odnośnik]18.04.20 15:59
Nie żywił do Ulyssesa Ollivandera miłością, ale go nie nienawidził. Czarodziej zwyczajnie zaszedł mu za skórę z wiadomych względów, ale łączył ich wspólny cel i Anthony zwyczajnie brał to pod uwagę. Nie wypadało mieć coś przeciwko osobie, która była po tej samej stronie. I z taką też myślą przewodnią pojawił się na tym instruktażu. List, który otrzymał był zaszyfrowany, ale całe szczęście, że zapamiętał jak należało go odszyfrować. Chciał nauczyć się czegoś nie tylko dla samego siebie, ale też i dla dobra innych. Numerologia kiedyś mogła mu się po prostu przydać. Taką miał nadzieję i czegoś takiego oczekiwał. A miał też nadzieję, że Ollivander nie zamierzał ich uśpić.
Oazę poznawał (powiedzmy, że) dobrze, biorąc pod uwagę wcześniejszą pomoc Bertiemu przy budowie niektórych schronów. Nie spodziewał się jednak zobaczyć po tym czasie takiego skupiska domków. Mimowolnie zagubił się, próbując obejrzeć niektóre konstrukcje. Lubił taki typ budowli, bo przypominał mu o nie tak dawnych podróżach w mniej lub bardziej dostępnych miejscach. Szybko jednak odnalazł drogę.
Pierwszą osobą na którą zwrócił uwagę był właśnie lord Ollivander. Swoją dziwnie oschłą postawą budził podziw… Niesnaski jednak podkopywały ten podziw. Były też dziewczyny i sam Alexander.
Sir – przywitał się krótko, jak gdyby w ogóle nie przywiązując uwagi do samego tytułu, nawet pomimo tego, że wypowiedział go dość głośno. Macmillan miał to nieszczęście, że wychowała go kobieta, która przywiązywała uwagę do grzeczności. Chcąc czy nie chcąc, nie potrafił zwyczajnie zignorować mężczyzny, nawet pomimo tego, co zrobił lady Prewett. – Drogie damy – zawołał radośniej, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ściągnął przy tym swój kapelusz, chcąc oddać szacunek do płci piękniejszej. – I dzień dobry – dodał, zwracając się w stronę (byłego) Selwyna i Keatona.
Usiadł na jednym z wolnych miejsc przy stole. Jego spojrzenie pomknęło w stronę butelki ognistej, która pełniła funkcję prowizorycznego wazonu na kwiaty. Obracał nią przez chwilę próbując odczytać rodzaj i rocznik dawno już wypitego alkoholu. Szybko zostawił ją w spokoju. Sprawdził czy miał w kieszeni garnituru swoją ukochaną piersiówkę.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: stół przed chatą [odnośnik]19.04.20 19:20
Zabawne, że dzień wcześniej rozmawiał z Alexandrem o tym, jak poronionym pomysłem było jego wszędobylstwo i to, że nie powinien zapuszczać się poza obręb Doliny, a dziś, w tym momencie przebył cały kraj na wskroś po to by następnie za pomocą magii zniknąć z jego granic pojawiając się w Oazie. Podróż nie była prosta, lekka dla kogoś w jego stanie co dotkliwie odczuwał każdą cząstką osłabionego, ściskającego boleścią ciała. Przybył więc trochę wcześniej szukając odpoczynku w punkcie medycznym w którym to leżąc zbierał siły niespecjalnie walcząc ze znużeniem - to go dopiero czekało, musiał oszczędzać siły.
W chwili w której godzina zero była bliższa wybicia zebrał się w sobie i powoli ruszył w kierunku mieszkania jednego z mieszkających tu Zakonników. Rozglądał się po okolicy powłócząc nogami w nieśpiesznym kroku. Zielone tęczówki przesuwały się po drobnej, w wielu miejscach prowizorycznej zabudowie nie mogąc się powstrzymać od porównywania do stanu sprzed kolonizacji. Mimo wszystko nie zaglądał tu od czasu pamiętnej misji, a wszystko wokół się zmieniało zmuszając go kilkukrotnie do zatrzymania i zastanowienia się czy aby przypadkiem właśnie się nie zgubił. Kilka przecinających wydeptaną ścieżkę sylwetek, a następnie stłumiony dźwięk znajomych głosów utwierdziły go w przekonaniu, że jest blisko. Kilka kolejnych kroków i znalazł się na podwórku u Keata, przy wielkim stole z osiadłymi dookoła niego czekającymi już na nauki czarodziejów. Skinął im głową na powitanie nie odzywając się jednak. Wczoraj znów nie mógł usiedzieć cicho. Cały ranek rozmawiał z Tange, a następnie całą noc z Alexem. To było trochę za dużo dla wciąż leczącej się krtani. W ciszy podszedł do jednego z wolnych miejsc pozwalając sobie spocząć, rozluźnić mięśnie trzymające go na baczność. Zarzucił nogę na nogę. Sięgną po skromną, porysowaną już od użytkowania metalową papierośnicę. Wyciągnął z niej stibbonsa, którego odpalił potarciem kciuka, lecz którym się już nie zaciągnął. Pozwalał by po prostu leżał między palcami podpartej o blat reki i tlił się dogorywając.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: stół przed chatą [odnośnik]19.04.20 23:03
Wciąż plułem sobie w brodę, że ominąłem ostatnie spotkanie Zakonu Feniksa przez głupie zatrucie pokarmowe. Merlin pokarał mnie za obżarstwo, już nigdy więcej nie zjem byle czego. Mdłości przeszły mi już po dwóch dniach, ale i tak miałem wrażenie, że zmarnowałem pół swojego życia w łóżku. Musiałem jakoś to nadrobić – wtedy dowiedziałem się o kursie obsługi świstoklików. To było dokładnie to, czego w tej chwili potrzebowałem: spotkania ze swoimi przyjaciółmi z Zakonu i nauki rzeczy, która faktycznie okaże się przydatna. Na razie świstokliki są dla mnie niezbadaną tajemnicą. Wiem tylko tyle, że trzeba ich dotknąć, a one potem robią świst i ciche klik, przenosząc nas do umówionego miejsca. Aż chce się rzec: magia! Co prawda od jakiegoś czasu pracowałem nad swoimi umiejętnościami teleportacji łącznej, ale w obecnej sytuacji dobrze było opanować uciekanie na wiele sposobów. Nigdy nie wiadomo kto kiedy będzie potrzebował pomocy, ani co akurat będzie pod ręką.
Już wróciłem do siebie po ostatnich wydarzeniach. Pogodziłem się z utratą wychuchanego mieszkanka i ukochanej lodziarni, przynajmniej po części. To wszystko dzięki ludziom, którzy podali mi pomocną dłoń, kiedy tego potrzebowałem. Dzięki nim dość szybko udało się doprowadzić zrujnowany lokal do względnego porządku – naprawdę potrzeba było jedynie niewielkich poprawek, żeby znowu tętniło tam życiem. To pomagało mi wierzyć, że jak już wszystko się uspokoi, to wszystko wróci do normy. Nie mogłem się doczekać tego dnia. A spotkanie takie jak dzisiejsze miało przyspieszyć jego nadejście.
Pojawiłem się przed domem Keata z lekka spóźniony, ale jakoś zawsze miałem problem z dotarciem gdziekolwiek na czas. Zapukałem, wszedłem do środka, zdziwiłem się na widok tylu znajomych twarzy. - O, sporo nas tutaj - stwierdziłem, spoglądając na każdego po kolei. To dobrze, to znaczy, że im zależy. - Czy czuję kawę? - Dodałem po chwili, wyciągając szyję jak pies w stronę pachnącej kiełbasy. Napiłbym się kawy.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: stół przed chatą [odnośnik]20.04.20 7:46
Sam chyba nie podjąłby się nauczania tylu osób jednocześnie, nie miałby pojęcia, jak w ogóle się za to zabrać, ale lord Ollivander wyglądał na tak uporządkowanego, że pewnie byłby w stanie ogarnąć każdy chaos.
Trudno było przewidzieć, ile osób ostatecznie pojawi się na spotkaniu, więc zdecydował się na przygotowanie piętnastu kubków i filiżanek, tworzących różnorodną mozaikę, którą zebrał z zakamarków chaty. Nalewał akurat wody do trzech czajników, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Wytarł dłonie o koszulę, ruszając w stronę gościa.
- Dzień dobry... tak, tak - pan Burroughs po krótkiej chwili zawahania ostatecznie po prostu również uścisnął Ulyssesowi dłoń, zastanawiając się, czy w szlacheckim świecie nie powinno towarzyszyć temu coś jeszcze, jakaś rozwlekła formułka naszpikowana słowami, których nie byłby w stanie powtórzyć, chociażby, ale ostatecznie uznał, że Ollivander jakoś będzie musiał przeżyć jego brak obycia. - Zaraz postawię wodę, kawa zdecydowanie się przyda - odparł, dopiero po chwili orientując się, że to zabrzmiało co najmniej tak, jakby naprawdę szykował się na śmierć w męczarniach nudy... - ciśnienie jakieś niskie dzisiaj - dodał pospiesznie, wciskając dłonie do kieszeni spodni i przybierając dziwnie przygarbioną pozę, jakby chciał się nieco skulić, ale ostatecznie po prostu wysunął ręce, opierając je sztywnie na udach, bo chyba ktoś mu kiedyś mówił, że łapy w kieszeniach to rasowy pokaz braku kultury. Merlinie, zaczyna się przy nim stresować. - Idealnie spokojnie, nie licząc tego, że połowa oazowiczów przeżywa załamanie nerwowe, a od czasu do czasu pojawiają się nowi w takim stanie, że cudem jest, że w ogóle tu dotarli... wie pan... lord, spokojnie jak na wojnie - roześmiał się szczekliwie, mniej więcej w połowie wywodu orientując się, że powinien był zamknąć się po 'idealnie spokojnie'. - Kawa! - oznajmił więc tylko, kiedy na horyzoncie pojawiły się Hannah, Jamie i Lucy, z którymi przywitał się najpierw, a potem ruszył w stronę chatki za brunetką, ewakuując się pospiesznie i tłumacząc się przed samym sobą w myślach, że mógł już chyba zostawić gościa z dwiema towarzyszkami rozmowy (mógł?). Przystanął jeszcze w progu, posyłając powitalny uśmiech Alexowi, Anthonemu oraz... w sumie to dwóm Anthonym oraz Floreanowi, i dopiero po tym wsunął się do środka, przez chwilę w ciszy przyglądając się Wright, która rozcierała zioła palcami, kradnąc zapach domu. - Chcesz poeksperymentować i dodać tego do kawy? - odezwał się dopiero, kiedy wyrwała się już z zamyślenia i zaczęła czegoś szukać. Niespiesznie ruszył w jej stronę, po czym oparł się rękami o blat, skanując wzrokiem wszystko, co znajdowało się na blacie. - Maureen, charłaczka, która ma chyba ze sto lat, ta w czerwonym kapeluszu, sadzi zioła przed każdą z chat, jej wnuczka jakoś magicznie je zabezpiecza, przyspiesza ich wzrost i... mamy świeżych pod dostatkiem - wiedziała o tym? To były takie drobnostki, które łatwo przegapić, jeśli nie jest się stale na miejscu, lecz wpada co jakiś czas. Powoli zaczyna się tworzyć tutaj społeczność, każdy robi to, co może, żeby zachować namiastkę normalnego życia. Otworzył różdżką jedną z szafek, ale kiedy przywołane opakowanie po kawie zawiniętej w płócienny woreczek okazało się puste, podszedł bliżej, kucając i nurkując głową w jednej z bezdennych półek. Po chwili wyłonił się z niej tryumfalny uśmiech, po serii niepokojących dźwięków wydawanych przez osuwające się i przestawiane rzeczy. W prawej dłoni trzymał jakieś opakowanie po ciastkach. Z zawartością zdecydowanie nieodpowiadającą temu, co znajdowało się w środku. - Szybko schodzi, ale ukryłem trochę na czarną godzinę, powinno wystarczyć - podniósł wieczko i położył pudełko na blacie, okręcając się wokół siebie w poszukiwaniu łyżeczki, ale były gdzieś za Wright, musiałby się przecisnąć pomiędzy nią a blatem, więc po prostu zaczął odsypywać granulki na oko. - Tylko ostrzegam, że to się nadaje tylko na lurę, jeśli uda ci się z tego zrobić coś, co będzie się dało wypić bez wykrzywiania twarzy, to osobiście przyznam ci Order Merlina pierwszej klasy.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: stół przed chatą [odnośnik]20.04.20 21:56
Słyszała, że wszyscy zbierali się powoli przy stole. Bez trudu mogła rozpoznać schodzących się Zakonników. Głos Lucindy dotarł i do niewielkiej kuchni. Pochyliła się w kierunku okna, by spróbować ją dojrzeć.
— Postaram się sprostać temu wyzwaniu! — odpowiedziała na jej prośbę pomocy i uśmiechnęła się pod nosem, powracając do poszukiwań kawy. Pytanie Keatona skłoniło ją do ponownego zerknięcia na aromatyczne zioła. Z łatwością mogła rozróżnić dwie gałązki, reszta pozostawała przyjemnie pachnącą zagadką.— Kawa z pietruszką? Na taką innowacje świat chyba wciąż nie jest gotowy. A na pewno nie oni — czekający na dobrą, mocną kawę, której nie mogła nigdzie znaleźć. Zatrzymała się jednak na moment, kiedy i on przystanął obok i spojrzała na jego profil. W jego słowach było coś swojego, coś dobrze znanego. Zawsze zaskakiwał podobnymi historiami. Codziennymi historiami o ludziach pozornie dla świata nieistotnych, mijanych przez dziesiątki innych czarodziejów jakby byli niewidoczni. On ich zauważał. Kąciki ust wygięły się nieznacznie. Nie wiedziała. — To miłe.— Spojrzała jeszcze na zioła, a później na blat. — Ostatnio kręcił się przy niej jakiś zagubiony chłopiec. Miał może z dziesięć lat, mniej więcej. Chudy blondynek. Wymachiwał grabkami.— Nie zastanawiała się wtedy, do czego mu były potrzebne, ale może właśnie wtedy jej pomagał coś gdzieś posiać.  – Myślałam, że jest starsza — mruknęła pod nosem, marszcząc brwi. Dałaby jej jakiś tysiąc, ale opinię pozostawiła sobie, nie wchodząc mu już w słowo. Zrobiła mu nieco miejsca, by mógł przeszukać szafki i znaleźć to, czego ona mogła szukać do końca dzisiejszego spotkania. Uniosła brew, widząc ukrytą w pudełku po ciastkach kawę. — Nikomu nie powiem, że trzymasz kawę na kaca w tym pudełku — dodała konspiracyjnym szeptem, gromadząc bliżej siebie wszystkie przygotowane kubki. Utkwiła w nim wzrok, próbując tym samym uchwycić jego przelotne spojrzenie. Słowa brzmiały jak wyzwanie, a ona nie była cudotwórcą, z lury nie dało się zrobić już nic. Nawet zapach po zaparzeniu nie będzie tak intensywny. Uniosła jedną brew, a zaraz po niej obie dłonie i poruszała palcami w magicznym geście, odwracając się w poszukiwaniu równie magicznych specyfików, które mogły uratować sprawę. Idąc śladem jego kryjówek, w jednej z puszek odnalazła cukier (upewniła się, wkładając do środka palec i kosztując). Ognistej nie musiała nawet szukać, stała wyeksponowana, czekając aż ktoś zlituje się i weźmie ją i skończy, niewiele jej tam zostało.
— Pijasz szkocką kawę?— zagadnęła, sięgając po kubek, dzięki któremu odmierzyła trzy porcje whisky, akurat na trzy dzbanki. Dosypała do niej nieco cukru i czystą łyżeczką wymieszała. — Wlej to do kawy.— Postawiła to przed nim, gdy omierzał ziarenka kawy i chcąc jak najdelikatniej przemknąć obok niego, nie trącając go przy tym (każde ziarenko było na wagę goblineckiego złota), przesunęła się za nim powoli. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie przerażający dźwięk, który rozpoznała od razu, jeszcze zanim poczuła, że coś szarpnęło jej spódnicą. — Szlag! — zaklęła cicho, sięgając dłonią za siebie i pociągając za materiał. Wiedziała, że gdzieś się o coś zahaczył, gdzieś się rozerwał. Spojrzała w kierunku drzwi, wszyscy czekali na kawę, a spotkanie miało się zaraz rozpocząć. — Chodźmy już.

| Jak kawa nie wyjdzie to nie moja wina Sad


Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: stół przed chatą [odnośnik]21.04.20 9:55
Spojrzał po zgromadzonych, gdy sam zjawił się na ostatnią chwilę, jednak same zajęcia o numerologii jeszcze się nie rozpoczęły; nie słyszał żadnego początku wykładu, jaki miał zostać poprowadzony. Właściwie zebrana grupa zdawała się być jeszcze rozproszona. Sam przeczesał palcami brodę, czując się w lekkiej rozsypce, gdy tak spoglądał na to młode towarzystwo. Zawsze podczas takich spotkań czuł się jak piąte koło u wozu, a podobne uczucie potęgował obecnie brak obecności Jackie. Też dziwnie było mu z myślą, ze na stare lata musi uczyć się o dziedzinach kompletnie mu obcych. Kilka miesięcy temu ledwo pojął czym są starożytne runy i jak je łączyć, a teraz miał zrozumieć chociaż odrobinę numerologię. Nigdy nie ciągnęło go do nauki, w szkole uwagę przykładał tylko do tych przedmiotów, które musiał zdać, aby dostać się na kurs aurorski. Miał szczęście, że na eliksirach siedział w tej samej ławce z Gryfonką, która miały naturalny talent do ważenia nawet bardzo złożonych mikstur. Nie miał pewności czy zdoła się w ogóle skupić na wysłuchaniu jakichkolwiek merytorycznych treści, bo w głowie miał ciągle mapę całego Londynu i rozrysowane na niej linie tworzące podział dla trzech grup operacyjnych, które miały działać w ramach tego, co zostało z Biura Aurorów.
Mógłby stanąć z boku i spoglądać z góry na tych, co to zasiedli już przy długim, drewnianym stole, jednak nawet jemu nie wydawało się to najlepszym posunięciem. Dość łatwo zapominał o tym, że w większych skupiskach ludzi powinien tworzyć przynajmniej pozory jakiejś serdeczności czy też przyjaznego nastawienia. Wybrał jedną z przyciętych bali i zasiadł przy rogu stołu z posępną miną. Przyjrzał się Jamie, potem zerknął na Hanię. I ona nie miała żadnych wieści o Jackie. Mocniej zacisnął usta i dla spokoju ducha zerknął na Skamandera, w ten sposób jakoś regulując poziom własnej frustracji. Jakoś łatwiej było mu trzymać fason, gdy miał świadomość, że czyjeś czujne spojrzenie natychmiast dostrzeże jakikolwiek błąd z jego strony.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 47
UROKI : 28
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: stół przed chatą [odnośnik]21.04.20 10:14
- Przetestuję i dam ci znać, z pietruszką to może niekoniecznie, ale... nie wiem, z bazylią? - czy on w ogóle znał jeszcze jakieś inne nazwy ziół? Właściwie nigdy z nich nie korzystał, aż do teraz, ale robił to po prostu na wyczucie, kierując się węchem, metodą prób i błędów (zdecydowanie częściej błędów).
Nie musiał na nią patrzeć, by wiedzieć, że uśmiechnęła się lekko, kiedy wspomniał o tamtym duecie, zrobił to jednak, łowiąc tylko kątem oka jej uniesione kąciki ust. - Jerry? Albo... Perry? - nie pamiętał już, choć zgodnie z ustaleniami po spotkaniu Zakonu zabrał się za wywiad środowiskowy (spis brzmiał... dziwnie, jakby chodziło tylko o statystykę, unikał tego określenia, choć było najwłaściwsze), lecz imion do zapamiętania było po prostu za dużo. - Chce chyba zostać jakimś owadologiem, czy jak to się tam nazywa, w każdym razie wie o owadach absolutnie wszystko, ostatnio zaproponował mi maść z mrówek, którą sam zrobił, w sensie, wiesz, upolował naście mrówek i roztarł je, tworząc papkę, którą natarł sobie ręce i odsłonięte kostki - urocze, co nie? - bo ponoć niektóre ptaki... nie pamiętam... chyba kruki? nacierają się mrówkami, żeby odstraszać inne owady, więc zaczął testować, czy to zadziała, kiedy sam będzie wysmarowany mrówkami; mówię ci, ten mały zostanie jeszcze jakimś naukowcem, jak tylko... - się to skończy, urwał, nie chcąc schodzić na temat wojny; przez chwilę w jej obecności zdążył zapomnieć, z czym się muszą mierzyć. - Wszędzie go pełno, ma za dużo pomysłów i energii - a grabki w jego rękach były raczej narzędziem destrukcji dla tych roślin - trzeba mu wymyślić jakieś zajęcie - może mógłby pomagać przy budowie? Przenosić coś pomiędzy chatkami? Żeby trochę go zmęczyć.
- Nie wiem, czy nie będę musiał cię zaavadować, skoro już poznałaś mój mroczny sekret - nie dał rady powiedzieć tego z poważną miną, roześmiał się cicho, w milczeniu przypatrując się, jak podejmuje jego wyzwanie. Nie miał pojęcia, co dało się zrobić, żeby jakoś to uratować, ale mógł chyba przewidzieć, że ona nie ograniczy się do wzruszenia ramionami. Zawsze była chorobliwie ambitna, nawet w przypadku takich drobnostek. - Macie coś takiego jak szkocka kawa? - poważnie? Czy to już megalomania? - Szkocka herbata też jest? Wystarczy dolać Ognistej, żeby tak ją nazwać? - mało brakowało, a prychnąłby poirytowany, od razu przypomniała mu się Marc z tym jej przeświadczeniem, że wszystko, co szkockie, musi być milion razy lepsze.
Nie zamierzał sprzeciwiać się kobiecie w kuchni, dodał wymierzone porcje i chciał już zapytać, czy tyle na pewno wystarczy, kiedy rozległ się dźwięk drącego się materiału; obrócił się jakoś w tej ciasnej przestrzeni, rzucając Wright pytające spojrzenie i o kilka sekund przeciągając moment, gdy stali naprzeciwko siebie. - Rozcięcia nie są w modzie? - rzucił w końcu, siląc się na lekki ton, i przesunął się w lewo, żeby mogła swobodnie wydostać się zza blatu. - Chodźmy - przytaknął, przez okno zerkając na zgromadzonych; różdżką uniósł dzbanki, kubki i filiżanki, po czym ruszył w ślad za Hannah. - Chyba mam coś, co może ci się przydać, ale musi to najpierw zobaczyć lord Ollivander - dodał jeszcze półszeptem, już po przekroczeniu progu. - Zostań chwilę, jeśli możesz.
Skinął głową Kieranowi, po czym ostrożnie opuścił kawę na drewniany stół.

jest super jednak, magia :>

szkocka kawa z cukrem (i Ognistą) znajduje się w trzech dzbankach, na stole wylądowało też kilkanaście kubków i filiżanek, bierzcie i pijcie z tego wszyscy



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: stół przed chatą [odnośnik]22.04.20 15:19
Ollivander odpowiadał uprzejmie na wszystkie powitania, parę słów więcej zamieniając jedynie z Keatem i Hannah. - Wspaniale, dziękuję ci - odezwał się do panny Wright, nim podjął rozmowę z młodym mężczyzną. Widział jego zakłopotanie i choć wywoływało lekkie rozbawienie, kryte bardzo umiejętnie, lord przywykł do podobnych sytuacji, do niezręczności ze strony niższych klas. Osobiście uważał to za niepotrzebne, im bardziej powstrzymywali się przed byciem sobą, tym bardziej sprawiali wrażenie ludzi, którzy mają coś do ukrycia albo wstydzą się siebie. Rozmyślał o tym często, nic nie mogło równać się analizowaniu natury ludzkiej, ta zaś za nic miała sobie status i niezależnie od niego potrafiła prawdziwie zaskakiwać. Usta drgnęły w rozbawieniu, lecz komentarz padał już w tonie absolutnie spokojnym, jakby zupełnie nic nie zaszło. - W istocie, potwornie niskie - mimo pogody zbyt idealnej na niskie ciśnienie. Kolejnej odpowiedzi słuchał już z powagą, kiwając tylko głową ze zrozumieniem. Przyprowadził trójkę mugoli pod koniec marca, poznał więc namiastkę owego opisu, który wcale nie był zaskoczeniem. Pytał raczej o tych, którzy powoli się zaaklimatyzowali - Oaza żyła, rozwijała się i mimo trudów, widać było w niej także podnoszące się z kolan życie. Nie odpowiedział, pozwalając Keatonowi na sprawną ewakuację - powoli pojawiali się inni. Zerkał na oczekujących, niespiesznie wyjmując z eleganckiej walizki średniej wielkości pudełko oraz parę zwiniętych zwojów. Constantine i Naenia pomogli mu w przygotowaniu materiałów, użyczając swoich ponadprzeciętnych artystycznych zdolności, dzięki nim mógł zobrazować zagadnienia i uczynić je bardziej przystępnymi.
- Zaczynamy - oznajmił w miarę głośno, żywo, krótko po tym, jak kawa dotarła na stół, lecz nie nalewał jej sobie - miał wodę; odczekał cierpliwie, aż wszyscy zajmą miejsca i kiwnął głową, w podziękowaniu za sprawne zebranie się. Krótkie machnięcie różdżką rozesłało czyste pergaminy i pióra do wszystkich obecnych. - Prowadzenie notatek zostawiam w gestii każdego z was, nie musicie tego robić, jeśli nie czujecie takiej potrzeby - do poznania podstaw numerologii nie będą wam potrzebne żadne skomplikowane wzory ani obliczenia, dziś nie o tym, choć dla zainteresowanych uzupełnię naukę o wzory i fachową terminologię - powiedział, uderzając różdżką w jeden ze zwojów, który rozwinął się i prowadzony przez Ollivandera zatrzymał się za jego prawym ramieniem. - Będą pojawiały się tutaj. Jeżeli którekolwiek z moich słów będą dla was niejasne albo niezrozumiałe, proszę o podniesienie ręki w trakcie, jeżeli zaś będziecie mieli pytania, sugeruję poczekać - będę robił przerwy po każdej części, wtedy najlepiej je zadać - mogli notować pytania na pergaminach, by ich nie zapomnieć. Przy tylu osobach bardzo chciał zachować porządek, gdyby co chwila padało pytanie, trudno byłoby wracać do przerwanych wątków i prowadzić spójny wykład - nie był ani urodzonym mówcą, ani nauczycielem, a ambicję miał wcale nie tak prostą. Sprawić, by opuścili spotkanie zainteresowani, nie zanudzeni. Na szczęście lubił wyzwania. Przed sobą miał tylko hasłowy plan, ot, parę punktów, by nie pogubić kolejności i sensu, nie pominąć kluczowej kwestii.
- Numerologia powszechnie jest kojarzona z rzędami skomplikowanych obliczeń i tajemniczych wzorów o równie zagadkowych składowych - nie będę udawał, że jest to dalekie od prawdy, są bardzo przydatne przy bardziej zaawansowanych procesach, lecz trafniejszym skojarzeniem jest zwyczajnie nauka o magii, także praktyczna, odnosząca się do zmysłów. Magię można wyczuć i poddać swojej woli, można nią operować i badać niemalże namacalnie, lecz trzeba robić to świadomie i z należytym wyczuciem, pamiętając o granicach, które również istnieją. Jednym z najlepszych przykładów są różdżki, każdy z nas ją posiada - weźcie je teraz do rąk - poprosił, robiąc krótką pauzę. - Ich moc można wyczuć bez trudu, znacie je tak dobrze, że nie jest to dla was wyzwaniem; są złączone z właścicielami na dobre i na złe, stanowią bardzo silny przekaźnik - kumulują moc czarodzieja oraz otoczenia, dopasowują się do waszych umiejętności, nie dokonają więcej niż sami umiemy i to my sprawiamy, że działają tak, jak chcemy, by działały. Na przestrzeni wieków stworzyliśmy mnóstwo zaklęć, nauczyliśmy się formować magię, kształtować ją i wywoływać w ten sposób zamierzony efekt, zaklęliśmy słowa i gesty. Różdżka jest więc oczywistym, choć nadal nieco wyjątkowym przykładem i dowodem na to, że można modyfikować magię przedmiotu, aby ją wykorzystać. Nauka rzucania zaklęcia to nic innego, jak nauka odpowiedniego ukształtowania mocy, skoncentrowania jej i kontrolowania. Magia jest wszędzie - w przyrodzie, w obiektach, w ludziach, w zjawiskach - jednak nie wszędzie jest taka sama, jest jej więcej lub mniej, czasem jest silniejsza, czasem nawet neutralna, może odnosić się do danej dziedziny, chociażby transmutacji, może łączyć ich kilka albo wciąż pozostawać neutralna i gotowa do modyfikacji. To, że nie widzimy jej gołym okiem ani nie wyczuwamy mimowolnie, nie sprawia, że jej nie ma - tak, jak sam fakt, że płynie w naszych żyłach nie determinuje umiejętności dostrzegania jej skupisk, tego trzeba się nauczyć. Jest to łatwiejsze, gdy mamy do czynienia z silnym źródłem, co pewnie zaobserwowaliście w trakcie anomalii - zasugerował, odnosząc się do przykładu, który wszyscy powinni doskonale pamiętać. Wziął łyk wody zanim stuknął różdżką w kolejny pergamin, który uniósł się nad drugie ramię i rozwinął, ukazując wszystkim rysunek lawowany tuszem. Przedstawiał proste pomieszczenie, w którym przedmioty lewitowały w chaotyczny sposób, iskrząc od czasu do czasu. - Sami wiecie, jak silna była magia podczas tych paru miesięcy - była doskonale wyczuwalna i wpływała na otoczenie, niekiedy czyniąc je niebezpiecznym. Pojawiała się niespodziewanie i siała spustoszenie, ale znaleźliście sposób na okiełznanie jej, uspokajaliście i przywracaliście dawny ład, rozpraszaliście tę moc - końcem różdżki dotknął skraju pergaminu, na co przedmioty stopniowo zaczęły się uspakajać i wracać na swoje miejsce, aż obrazek stał się całkowicie nieruchomy. - To kolejna wskazówka, dowód na to, że mogliście mieć do czynienia z magią w czystej postaci, wiedzieliście o jej obecności i zmusiliście ją do posłuszeństwa - wykorzystaliście wtedy praktyczną stronę numerologii - przyznał spokojnie, rozglądając się po twarzach, by zbadać, czy nikt mu przypadkiem nie zasnął. To byłaby największa możliwa porażka. - Właśnie na to zamierzam was nakierować - na wrażliwość na magię, dzięki której będziecie mogli ją wykorzystać albo kontrolować, w przypadku świstoklika, uruchomić. Są też pewne zaklęcia, które można wykorzystać dzięki tej wiedzy. Czy na ten moment są jakieś pytania? - zapytał, zerkając przelotnie na pergamin nad swoim prawym ramieniem. Pojawiło się na nim parę pojęć, wypisanych za pomocą samopiszącego pióra, głównie symboli opisujących źródło magii oraz inne zmienne. Były wystarczająco duże, by mogli je dostrzec również ci siedzący najdalej.

| przepraszam za obsuwę, następnym razem powinnam być już na czas! termin odpisu wynosi 72h i mija 25.05 o godz. 15:00


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: stół przed chatą [odnośnik]22.04.20 19:40
Cały czas rozglądał się wokół siebie, próbując wyłapać jak najwięcej ciekawych elementów tutejszego wystroju. Podobała mu się ta… surowość, naprawdę. Ciekawe czy i inni mieli podobne zdanie.
Zbierały się kolejne osoby, na których także zawieszał wzrok. Każdą z nich witał serdecznie. Pytanie Floreana dotyczące kawy uznał za całkiem trafne. I on czuł zapach i szczerze powiedziawszy nie mógł się doczekać gorącego kubeczka. Uwielbiał jedzenie i picie, które nie były przyrządzone przez skrzaty (choć przeciwko jedzeniu przygotowanemu przez te stworzenia nie miał nic przeciwko!) Było coś magicznego w ręcznie zrobionym paszteciku i rosole! Nie mówiąc właśnie o kawie! Och! Przypomniała mu się ta parzona na Bałkanach! Gorzka jak diabli, bo nie było cukru, ale jednak dobra! I przyrządzona z jak największą dozą gościnności! Z niecierpliwością czekał na postawienie kubków, nawet gdyby były zarośnięte pajęczyną lub były w niej gumochłony. Cokolwiek było przygotowane przez Hannę, zapewne było dobre…
I wcale się nie pomylił. Gdy tylko dorwał się do pustego kubka i jednego z trzech dzbanków, nalał kawy i jej spróbował, okazało się, że była wspaniała! No, prawie. Brakowało mu jedynie większej dawki alkoholu, ale i na to potrafił znaleźć rozwiązanie. Wyciągnął ukradkiem swoją piersiówkę i dolał sobie więcej ognistej. Rozejrzał się jeszcze dla pewności, mając nadzieję, że nikt nie przyłapie go na gorącym (dosłownie) uczynku. Teraz była idealna, a z całą pewnością poprawiała koncentrację na lekcji, która się rozpoczęła.
Gdy Ollivander się odezwał, Anthony natychmiast sięgnął po swój dziennik, który zapełniony był różnymi notatkami, starymi listami, rysunkami (kupionymi w trakcie swojej podróży), pocztówkami i wycinkami z gazet. Odnalazł jedną z pustych stron, wyciągnął małe, zamykane pudełeczko z atramentem i pióro. Nie zamierzał spisywać wykładu czarodzieja słowo w słowo. Nie lubił takiej metody. Posługiwał się raczej hasłami… i liczył na to, że jednak coś zapamięta. W duchu przytaknął, gdy tylko usłyszał sformułowanie, że będą mogli zadawać pytania.
Ulysses zmusił go bardzo szybko do rozmyślania nad własną różdżką… którą Anthony natychmiast wyciągnął. Nie zauważył dotychczas (dosłownie nigdy!), że moc różdżki dało się tak po prostu wyczuć. Wydawało mu się to czymś zupełnie naturalnym. Co gorsza, Ollivander zmusił go do ponownego rozmyślania nad anomaliami. I tak po dłuższym rozmyślaniu Anthony zapisał pierwszy myślnik „kształtowanie magii”, a następnie zrobił krótką strzałkę od tego zdania by napisać „świstoklik”. Nie miał żadnych pytań, a nawet gdyby je miał to pewnie wstydziłby się je zadać, zdając sobie sprawę, że chyba był najgłupszą osobą w obecnym gronie. Popił za to kawę, która mu strasznie zasmakowała.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

stół przed chatą
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach