Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
stół przed chatą
AutorWiadomość
stół przed chatą [odnośnik]12.03.20 15:38
First topic message reminder :

stół przed chatą

tak duży stół zająłby połowę przestrzeni w chacie, więc wystawiono go na zewnątrz, przygotowując też siedziska z uciętych drewnianych bali; do wspólnego posiłku zasiąść tam może spokojnie tuzin osób. sterta pozostawionych talerzy i kubków z niedopitymi herbatami leży na stole albo gdzieś na ziemi, tuż obok małego piecyka, w którym w chłodniejsze dni pali się magicznie podtrzymywany ogień. Susie dba o to, żeby w wazonie z butelki Ognistej zawsze był bukiet świeżych polnych kwiatków.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Re: stół przed chatą [odnośnik]06.05.20 11:42
Był trochę podirytowany. To nie tak, że był niewdzięczny za przekazywanie nauki! Po prostu był zły na samego siebie, że nie potrafił tak łatwo zrobić czegoś, co przecież brzmiało jak bułka z masłem, kiedy mówił o tym Ulysses. Nie mniej, wciąż koncentrował się na figurce, bo przecież chciał być pewien, że to co poczuł przed chwilą nie było jego dziwnym złudzeniem wywołanym skutkami tego, co się działo kilka miesięcy temu.
Ze skoncentrowania wybudził go śmiech Floreana. Natychmiast zaczął rozglądać się po twarzach pozostałych Zakonników, żeby zrozumieć co było tak zabawnego. A właściwie – czy czasem on sam nie był ofiarą śmiechu? Nie wyglądało na to, żeby on zrobił coś dziwnego. Dopiero uwaga Hanny i Ulyssesa sprawiła, że natychmiast zrozumiał co się działo. Alexander się wygłupiał! Zerknął na siedzącego obok Zakonnika i ledwo powstrzymał swoje parsknięcie. Natychmiast postarał się ukryć swoje rozbawienie. Przecież Hannah była mu droga niczym siostra! Nie mógł tak się śmiać! No i pomyśleć, że kiedy on dolewał sobie odrobinę(!!!) alkoholu do kawy, to wszyscy dziwnie na niego patrzeli, jakby kogoś zamordował!! Chociaż… to było całkiem spore wyolbrzymienie. W każdym razie – na pewno się zdekoncentrował i na chwilę zapomniał o tym, że przecież powinien się dalej starać.
Na całe szczęście, Ullysses ponownie zaczął wyjaśniać kolejne kwestie, a on miał znowu okazję na czymś się skupić. Wsłuchiwał się odpowiedź dotyczącą przypadku figurki Skamandera. Westchnął cicho wpatrując się w swoją figurkę, jak gdyby prosząc ją o to, żeby nie próbowała kopnąć i jego. Słysząc kolejne polecenie miał ochotę westchnąć tym głośniej. Wszystko brzmiało prosto, być może i było proste, ale wydawało mu się dziwnie ciężkie!! Miał skoncentrować się, wyczuć moment i zatrzymać ten impuls w przedmiocie, ale co jak mu się nie uda? Nie chciał wyjść na idiotę! Sięgnął po kawę z… „prądem” (o ironio!) Liczył, że alkohol pomoże mu w zapanowaniu nad swoim wstydem i niepewnością.
Znowu wpatrywał się w figurkę i próbował zastosować się do zaleceń Ollivandera. Miał, jak to zostało powiedziane, skupić się na zatrzymaniu impulsu na przedmiocie – i to powtarzał sobie non-stop w myślach. Figurka niespodziewanie zadrżała mu w dłoniach, a on jedynie pytał siebie czy aby na pewno dobrze zrobił. Chyba tak, podpowiadał sobie po chwili, bo przecież przynajmniej jakoś zareagowała na jego starania! Uśmiechnął się skromnie i triumfalnie dopił swoją kawę.

| 64!!!


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: stół przed chatą [odnośnik]06.05.20 23:30
Jamie wyobrażała sobie właśnie miotłę. Nową, przed tym pierwszym kontaktem z użytkującym ją czarodziejem. Gdyby zamknęła oczy i bardzo się skupiła, mogłaby sobie wyobrazić, że wygładzone drewno pod jej palcami to fragment trzonka miotły, której magię próbowała wyczuć i okiełznać.
W pewnym momencie rozproszył ją jednak widok, jaki zafundował im wszystkim Alexander, upodabniając swoją twarz do tej Hannah. I przez moment widziała dwie Wright, choć tylko jedna miała oryginalne, ciemne oczy. To przypominało jej o tym, czego sama jeszcze nie potrafiła, a także o czasach, kiedy jej rodzina była w komplecie, i jej metamorfozy były stałym elementem rozrywek przy stole. Ćwiczyła się wtedy, przybierając rysy twarzy i fryzury braci lub siostry, albo zmieniając kolor włosów na różne, szalone barwy takie jak niebieskie czy zielone, uczyła się panować nad swoim darem. Zainspirowana pokazem Alexa także podjęła próbę przemiany, ale nie w żadną z otaczających ich osób, bo to kosztowałoby ją więcej energii i rozkojarzyło ją, a jedynie sprawiła, że krótkie, nastroszone włosy zaczęły się wydłużać, sięgając do ramion, a po chwili do łopatek i opadły na plecy, skręcając się w lekkich falach, bo większy ciężar nie pozwalał już końcówkom sterczeć na wszystkie strony świata. Po chwili znowu zaczęły się skracać, a ona próbowała wychwycić, czy czuła przy tym jakąś magię, coś podobnego temu, co opisywał Ulysses. Kiedyś nie zwracała na to uwagi, teraz chciała sprawdzić, czy rzeczywiście przemianom, nawet tak prostym jak wydłużenie włosów, co przychodziło jej już właściwie naturalnie i instynktownie, towarzyszyło coś nietypowego. Niewątpliwie przez kolejne dni będzie często przemieniać się przed lustrem i starać się wyczuć nietypowe doznania, może to pomoże jej uchwycić istotę numerologii? To, że nawet metamorfomagia mogła mieć jakieś powiązania z numerologią, zaciekawiło ją i dawało nadzieję, że jej własny dar będzie pomocny w zdobywaniu nowej wiedzy nie tylko o magii, ale i o samej sobie i własnych możliwościach magicznych.
Potem znowu skupiła się na przedmiocie. Wcześniej miała wrażenie, że na moment drgnął, chciała poczuć to znowu. Musiała wyczuć magię, a potem ją utrzymać, by nie wymknęła się tak szybko. Odetchnęła głęboko, wolną dłonią przeczesała włosy, które znów kończyły się równo z linią żuchwy i były niesforne, a potem wbiła wzrok w figurkę. No dalej, przenieś się, mamrotała w myślach, szukając ponownie tej iskry magii. Czy też fali, jak mówił Ollivander. Miotła, myśl o miotle, powtarzała sobie. Nic już nie mówiła, jedynie starała się aktywować próbny świstoklik. Inni też wydawali się bardzo skupieni. Nagle znowu poczuła podobny impuls jak wcześniej, figurka leciutko drgnęła, ale pozostała w jej dłoni, nie przenosząc się do woreczka. Ale nawet to było lepsze niż całkowity brak reakcji. Może za którymś razem się wreszcie uda, po lekcji z Ollivanderem przynajmniej zyskała jakieś wyobrażenie tego, jak powinno się obsługiwać świstoklik. Może po wszystkim nawet pożyczy od brata jakąś mądrą książkę i skusi się na odrobinę teorii, co było do niej niepodobne, ale konieczność nauczenia się czegoś potrzebnego wymuszała pewne poświęcenia.

37






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: stół przed chatą [odnośnik]07.05.20 0:09
Działał intuicyjnie, próbując wymusić na figurze szachowej współpracę. Odrębne źródło magii, dość niewielkie, a więc i niezbyt groźne, pulsowało w dużej dłoni, przedmiot grzał grube palce. Łatwo było wyczuć skupisko mocy, jeśli nie było ono w żaden sposób zakamuflowane i znajdowało się tak blisko, nie tyle na wyciągnięcie ręki, co w samej ręce, trzymane w solidnym uścisku. Przepływy magii można było maskować. Czarodzieje przez wiele wieków tworzyli nowe sposoby na to, jak ukryć dowody na istnienie magii przed mugolami, ale równie dobrze można było znaleźć dla tych metod inne zastosowanie. Nawet podczas dzisiejszej nauki Ollivander wspomniał im, że znalezienie czyjegoś świstoklika wcale nie jest takie proste, a skorzystanie z niego może być niemożliwe, jeśli nie jest się świadomym wszystkich zabezpieczeń nałożonych na przedmiot umożliwiający przeniesienie się w inne miejsce. Takie detale skłaniały Rinehearta do tego, aby w domowym zaciszu złapać za jakąś książkę i poczytać o świstoklikach. Usystematyzowanie nowej wiedzy było konieczne także przy starożytnych runach, ale w końcu zrozumiał ich znaczenie i zapamiętał podstawowe symbole.
Jego starania nie przyniosły żadnego rezultatu. Doświadczenie jednak mu nie pomogło w poruszeniu drewnianej wieży, ta wciąż znajdowała się w aurorskim uścisku. Może okrywanie śladów czarnej magii w najbliższym otoczeniu było specyficzną formą wyczuwania przepływów magii? Pomyślał nawet o tym, żeby o to zapytać, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu i powrócił do ćwiczenia. Kolejna porażka sprawiła, że bardzo uważnie wysłuchał wykładowcy, próbując z jego pomocą na nowo zrozumieć sens ćwiczenia, które w sposób przystępny miało im wszystkim zobrazować sposób działania świstoklików. Nie spodziewał się, że lord Ollivander zdoła ubrać w słowa to, co wyczuwał podczas pierwszych prób pokierowania drewnianą wieżą, aby znów znalazła się w woreczku, z którego została wyjęta.
Dwie wiązki magiczne musiały spleść się ze sobą, ta tkwiąca w przedmiocie najpierw powinna zostać pobudzona magią użytkownika. Nawiązanie połączenia to nie wszystko, musi ono zostać utrzymane i być stabilne. Rineheart jednak nieco sceptycznie przyjrzał się swojej wieży, próbując oszacować jak dużą falę mocy powinien przesłać i czy w ogóle uda mu się jako uregulować ten proces. Zaraz podjął się kolejnej próby. Zacisnął palce na figurze szachowej i spróbował pokierować swoją magią tak, aby tchnąć jej odrobinę w trzymany przedmiot.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: stół przed chatą [odnośnik]07.05.20 0:09
The member 'Kieran Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 38
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: stół przed chatą [odnośnik]07.05.20 10:37
Całkiem ciekawa ta numerologia! W szkole uciekałem przed nią drzwiami i oknami, bo te rozbudowane wykresy i schematy mnie przerażały, ale teraz zaczynałem zmieniać zdanie. Magia to coś niesamowicie ważnego w naszym życiu, chyba każdy czarodziej powinien przejść podobną lekcję, żeby lepiej zrozumieć jej naturę. Figurka naprawdę drgnęła w mojej dłoni, ba, nawet mnie poparzyła! Zrobiłem to samym sobą bez pomocy różdżki, to naprawdę niezwykłe. Nie mogłem wyjść z podziwu. - Jak trudno jest opanować magię bezróżdżkową? - Co prawda pytanie nie było związane z tematem, ale musiałem je zadać, żeby zaspokoić swoją ciekawość. A kogo miałem zapytać, jeżeli nie mistrza różdżkarstwa? Rzucanie czarów bez różdżki było takie... czaderskie, tak, to był po prostu czad! Jak bohaterowie bajek z dzieciństwa. Chciałem się poczuć jak bohater bajek z dzieciństwa.
Weszliśmy na kolejny poziom wtajemniczenia. Słuchałem lorda Ollivandera uważniej niż wcześniej, bo coraz bardziej mi się to wszystko podobało. Co i rusz spoglądałem na swoją figurkę, jakbym chciał się upewnić, że wciąż tam jest i czeka aż spróbuję czegoś nowego. Miałem wrażenie, że rzuca mi też nieme wyzwanie, ale ja tutaj nie przyszedłem z nikim walczyć. Westchnąłem cicho, kiedy nadeszła kolej na łapanie tej całej fali i przenoszenie figurki do woreczka. Wziąłem gońca do ręki i spróbowałem jeszcze raz zmusić go do reakcji. Wcześniej mnie poparzył, może teraz zrobi coś innego? Tym razem nie rozglądałem się na boki, naprawdę chciałem się skupić na zadaniu. Żarty żartami, ale to naprawdę przydatna i potrzebna wiedza. Muszę wiedzieć jak działają świstokliki, żeby w razie jakiejkolwiek napiętej sytuacji móc się z niej uratować. Chyba ta nagła powaga mi pomogła, bo figurka znowu mnie poparzyła, a choć ręka mnie piekła aż do łokcia, próbowałem jakoś zapanować nad tym nieprzyjemnym uczuciem. Miałem wrażenie, że przestrzeń dookoła figurki energicznie drży, a po chwili drgania zamieniają się w jednostajną spokojną linię. To chyba ten moment, o którym wspominał Ollivander. Spróbowałem jakoś intuicyjnie złapać ten moment, ścisnąłem mocniej palce na figurce gońca, a ten nagle zniknął. Spoglądałem z ciekawością i zdziwieniem na swoją pustą dłoń. Przed chwilą tu był, a teraz go nie było! - Niesamowite - mruknąłem, bo naprawdę byłem pod wrażeniem świstoklików i w ogóle tego wszystkie co tu się działo! Woreczek wyraźnie się wybrzuszył, ale i tak musiałem do niego zajrzeć, żeby na własne oczy się przekonać, że naprawdę jest tam moja figurka.
Szach mat, gońcu.

95


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą - Page 4 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: stół przed chatą [odnośnik]07.05.20 12:33
Może jednak nie powinien traktować świstoklika w ten sam sposób co różdżki... tak sobie przynajmniej pomyślał, kiedy mała figurka zareagowała w dość ofensywny sposób w momencie w którym to Skamander próbował nawiązać z nią współpracę. A może bardziej nieumiejętnie ją wymusić. jasne brwi naciągnęły się ku sobie w geście zamyślenia by ostatecznie spróbować zasięgnąć rady Olivandera co do tego całego zajścia będąc przeświadczonym, że jego ćwiczebny rekwizyt był uszkodzony. Jak się zaraz jednak okazało - mylnie.
Przekrzywił głowę spoglądając na szachową figurki inaczej. Zbyt dużej mocy... Wychodziło więc na to, że nie powinien pobudzić drzemiącej w niej magii za pomocy magii uroków. Najwyraźniej ta była dla niej zbyt intensywna. Nie zamierzał jednak od razu rezygnować z obranej taktyki, a nieco ją zmodyfikować. Biorąc pod uwagę nowe informacje, jakie przekazywał Ollivander mające na celu pomóc im z wizualizować cały proces aktywowania świstoklików potrafił znaleźć podobieństwo do tego, jak wyglądała teleportacja za pomocą zaklęcia abesio. By jej użyć musiał też znać miejsce, musiał się skupić. Nie próbował jednak odtworzyć sytuacji w typowy sposób bo jednak miał przenieść tylko figurkę, informacja o przeniesieniu znajdowała się zaś w jej wnętrzu do którego musiał sięgnąć za pomocą magii. Tym razem próbował zwizualizować sobie wiązkę białej magii w której był mniej biegły a więc istniało też mniejsze prawdopodobieństwo na to, że zbyt szybko osiągnie dopuszczalny jej przepływ. Przypomniał sobie te wszystkie momenty w których przelewał ją w czasie napraw anomalii. Kontrolowanie jej, wypuszczanie z siebie nie było czymś nowym, czymś czego powinien się obawiać dlatego też będąc szybko z rozmyśleń przeszedł do czynów. Powoli, stopniowo przechylał magiczną, niewidzialną szalę w przedmiocie do momentu w którym ten zadrżał w dłoni, a następnie wraz ze zrywem magii przeniósł się do woreczka widocznie go wybrzuszając. Anthony jeszcze przez chwilę spoglądał na własną, pustą już dłoń starając się wyryć w pamięci uczucie towarzyszące mu w chwili teleportacji tak by mógł je powtórzyć.

73


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: stół przed chatą [odnośnik]07.05.20 14:32
Słuchając Ulyssesa Alexander miał wrażenie, że wszystko rozumie. Przecież udało mu się w końcu sprowokować figurkę do odpowiedzi i miał wrażenie, że do aktywacji świstoklika jest już tuż-tuż. No, może nie aż tak blisko, ale że przynajmniej był na dobrej po temu drodze. Życie jednak postanowiło zweryfikować jego twierdzenia.
Wyczucie magii, złapanie jej, utrzymanie, koncentracja. Niby były działaniami instynktownymi, nieświadomie robili to każdego dnia przy czarowaniu, jednak ludzie potrafili też całkiem ładnie śpiewać, jednocześnie przez całe życie nie będąc świadomymi, że gdyby zdecydowali się zacząć rozwijać tę umiejętność to okazałoby się, że niektóre z nawyków ich ciała są niezwykle zdradzieckie. Magię w pewnym stopniu można było nazwać więc kolejnym narządem, organem, który choć wykonywał swoją pracę, mógłby robić to bardziej efektownie. Jak mięśnie, które zyskiwały siłę, jeżeli regularnie je ćwiczyć. Początki nierzadko były toporne, trzeba było wbić się w rytm nowych czynności i oswoić się z nimi: tak właśnie były szlachcic oswajał się z piękną figurką szachowego króla, która tkwiła w jego dłoni.
Fala. Zdecydowanie bliżej było mu do iskier i płomieni niż fali, jednak to nie miało w tej chwili znaczenia. Tym razem, zamiast tylko dotknąć świstoklika zdecydował się wziąć go do ręki – jak gdyby większa powierzchnia kontaktu skóry z drewnem miała cokolwiek zmienić. Ponownie spróbował aktywować świstoklik, lecz w pierwszym podejściu znów spotkał się z brakiem reakcji ze strony artefaktu. Spróbował po raz drugi, lecz figurka drgnęła tylko raz, równie dobrze mogła i nic nie zrobić, a tylko mu się wydawało, że coś poczuł. W kolejną próbę włożył więc zdecydowanie więcej serca, co okazało się dużym błędem. Sięgnął wgłąb figurki przy pomocy własnej magii, napotykając zaklętą w przedmiocie moc, lecz te zamiast zlać się i połączyć, to zderzyły się ze sobą jak dwa pędzące na czołówkę garborogi.
W jednym susie figurka wyrwała się z dłoni Farleya, a choć ten od razu spróbował ją złapać – może wtedy nikt by nie zauważył tej wpadki, a Alex mógłby udać, że po prostu figurkę upuścił – to szachowy król trzepnął uzdrowiciela swoim berłem po palcach z takim impetem, że z ust Gwardzisty wyrwało się nawet ciche "ała". Nie poddawał się jednak i raz jeszcze spróbował złapać króla, tym razem z sukcesem. Sukces ten jednak był wybitnie krótkotrwały: ledwie dwie sekundy później przed chatą rozległ się cichy wybuch, a małe dzieło sztuki stało się tylko smętnymi, zwęglonymi drzazgami.
Alexander zamarł i pobladł momentalnie, przez chwilę wpatrując się w swoje osmalone palce. Nie było szans, że ktokolwiek przeoczył te fajerwerki, które zafundował im były Selwyn. Może i byłby z tego zażartował gdyby nie fakt, że po ostatnim spotkaniu stracił większą część poczucia humoru – i nie zapowiadało się, aby ta miała powrócić do niego w najbliższym czasie. Po prostu było mu nie do śmiechu. Taki wstyd. Wysadzenie świstoklika w połączeniu z fiasko sprzed kilku dni zaczęło zbliżać Alexa do konkluzji, że raczej już nie był w stanie jeszcze bardziej się ośmieszyć i skompromitować w oczach Zakonników.
W tym konkretnym momencie, życząc sobie aby znaleźć się daleko, daleko od stołu przed chatą postanowił, że już nigdy, ale to nigdy w życiu nie będzie uczyć się czegoś nowego w grupie. Swoje porażki w nauce nowych umiejętności był w stanie akceptować tylko sam na sam, ewentualnie z kimś w roli nauczyciela – ale na pewno nie przed tyloma osobami.

| :'')


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
stół przed chatą - Page 4 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: stół przed chatą [odnośnik]08.05.20 9:55
Ulysses był dobrym nauczycielem. Przede wszystkim rozumiała to co próbował im wytłumaczyć. Jeszcze za czasów szkolnych narzekała na nauczycieli, że nie potrafią przekazać jej wiedzy, a ona nic nie potrafi z tego zrozumieć. Oczywiście czasy się zmieniły i prawdopodobnie ona w końcu zaczęła słuchać tego co się do niej mówi. W końcu zaczęło jej zależeć na nauce czegoś więcej niż zaklęć ochronnych czy runów. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to nie leżało w gestii nauczyciela czy ona chce się uczyć czy nie. Bez dwóch zdań jednak Ollivander wykonał naprawdę dobrą pracę. Oczywiste jest, że musiał się do niej przygotować. Coś innego uczyć się dla siebie, a coś innego uczyć zgraję czarodziejów, którym ciężko nawet o drżenie figurki szachowej. Wiedziała jednak, że z każdą lekcją będzie lepiej. Grunt to znać źródło, podstawy tej konkretnej magii. Potem musiało być już z górki.
Lucinda rozejrzała się po innych przejętych zadaniem Zakonnikach. Jednym ta magia się udawała, inni potrzebowali jeszcze paru prób. Najgorzej trafił Alex, bo jego figurka dosłownie rozpadła się mu w rękach. Blondynka zszokowana patrzyła jak szczątki figurki przesypują mu się przez dłonie. Ciekawiło ją czy Uly będzie wiedział co się stało z figurką jej kuzyna i czy to samo kiedykolwiek może spotkać świstoklik? – Sięgnąłeś po protu do złych skojarzeń. To tylko figurka, a nie Mulciber – odparła uśmiechając się szeroko do kuzyna. Zdawała sobie sprawę z tego, że magia lubi zaskakiwać. Czasami zbyt duża moc może nas zniszczyć i Alex bardzo dobrze to zaprezentował. Zdecydowanie nie powinien się zadręczać tego typu rzeczami. Każdy dzisiejszego dnia po prostu się uczył.
Blondynka spróbowała skupić się na swojej figurce. Na początku nic się nie działo i tak jak poprzednio chciała już odpuścić. Dopiero po dłuższym skupieniu figurka zaczęła drżeć i zanim szlachcianka zdążyła poczuć mocniejsze drżenie magii jej figurka znikła pojawiając się ponownie w woreczku. To było naprawdę dziwne, ale zarazem wspaniałe uczucie. Lucinda uśmiechnęła się dumna z siebie i odłożyła woreczek z figurką na stół. – Mogę jeszcze kawy? – zapytała nie będąc pewna czy powinna się tak cieszyć z własnych rezultatów. Szczęście początkującego. Potem może być trochę gorzej.

97


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą - Page 4 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: stół przed chatą [odnośnik]08.05.20 21:51
Ulysses pokręcił ostrożnie głową, słysząc pytanie Keatona - musiał odpowiednio złożyć słowa, by odpowiedź okazała się jasna. Przenoszenie się za pomocą świstoklików było naprawdę pewną opcją, Ollivander nie chciał, by wstrzymywał ich przed tym niepotrzebny lęk. - Magia poniekąd wiąże nas z przedmiotem, wciąż jednak trzeba ją utrzymywać w ryzach - nie jest to trudne, wystarczy poznać na własnej skórze, jak świstokliki działają, w jaki sposób przepływa przez nie magia i poddać się jej, zaufać. Praktyka ma kluczowe znaczenie, a pierwsza udana aktywacja daje bardzo szeroki obraz tego, jak działać, proces zaczyna wchodzić nam w nawyk. Przypadki, o których pan wspomina są na tyle rzadkie, że raczej się o nich nie słyszy. Da się przerwać połączenie, lecz gdy przedmiot jest aktywny wymaga to więcej wysiłku niż kontynuowanie uruchomionych procesów - powinniśmy się skupiać na utrzymaniu przedmiotu, oczywiście, ale sam z siebie nie będzie wyślizgiwał się z rąk - wyjaśnił, mając nadzieję, że wyczerpał temat. Trudno było poruszyć wszystkie kwestie bez pytań, był więc zadowolony, że się pojawiały. Zerknął na Floreana, który zastanawiał się nad innym tematem.
- Nie mogę wiele powiedzieć na ten temat, nie próbowałem opanować magii bezróżdżkowej, ale, cóż, w istocie - bardzo trudno - stwierdził, jeszcze szukając odpowiedniego porównania. - Trzeba ogromnej wytrwałości żeby zmusić własną magię do działania, różdżka jest trochę jak drzwi - bez nich musielibyśmy przebić się przez ścianę własnymi rękoma - stwierdził, uznawszy, że to może oddać obraz pracy, jaki należało włożyć w studiowanie tak trudnej sztuki.
Ollivander nie przestawał obserwować Zakonników, z ciekawością śledząc ich reakcje - zdawało się, że idzie im coraz lepiej, parę odruchów zwróciło jego uwagę - zauważył chociażby, jak Jamie idzie śladem Alexandra, próbując przeanalizować umiejętności metamorfomagiczne. Niedługo potem mogli też zaobserwować pierwszy sukces w wydaniu Floreana - mężczyzna kiwnął mu głową z uznaniem. - Świetnie, teraz będzie tylko prościej - zapowiedział. Niedługo później jego śladem poszedł Skamander, który bardzo szybko musiał zastosować się do wcześniejszych komentarzy, gdyż i jego egzemplarz wrócił do woreczka. Skinął do mężczyźnie na znak pochwały, już prowadząc wzrok dalej, gdy przyciągnęła go kompletnie niespodziewana sytuacja. Uniósł brwi, z zaskoczeniem obserwując skocznego, drewnianego króla, ale kiedy ten postanowił wybuchnąć w dłoniach Alexandra, Zakonnicy przez chwilę mogli dostrzec prawdziwe i dosłowne zdumienie na twarzy zwykle niewzruszonego Ollivandera. Zaczął się nawet zastanawiać, czy sam nie popełnił jakiegoś błędu w konstrukcji, ale wszystkie figury były pod tym względem jednakie - upewniał się parokrotnie.
- Nie wiem, jak tego dokonałeś, ale musiałeś mieć okropnego pecha. Ciekawe, nigdy nie spotkałem się z... - urwał z zastanowieniem, zgiętym palcem gładząc się po skroni, nim wrócił do rzeczywistości i wskazał lekkim ruchem dłoni na pudełko - posłał je krótkim ruchem różdżki ku Farleyowi. - Możliwe, że włożyłeś w to zbyt wiele mocy. Nie przejmuj się i weź kolejną figurę - poprosił, mając szczerą nadzieję, że chłopak nie zrazi się tym incydentem i spokojnie dojdzie do wniosków i sukcesów w swoim czasie. - Nie powinniście się martwić, to najpewniej bardzo niefortunny zbieg okoliczności - przyznał spokojnie. Niedługo później mieli kolejną udaną próbę. Ulysses zerknął na Lucindę. - Brawo - pochwalił krótko - dał ćwiczącym jeszcze chwilę, nim odezwał się ponownie.
- Skoro mamy parę udanych prób, sądzę, że powoli możemy zbliżać się do końca. Zostanę jeszcze chwilę, śmiało możecie ćwiczyć albo kontaktować się ze mną listownie w razie wątpliwości czy komplikacji. Ćwiczcie na figurkach w domu, kiedy wyczerpiecie je z właściwości magicznych nie powinniście mieć żadnego problemu z aktywacją świstoklika - podpowiedział, sięgając do niedużego stosu pergaminów. - Jeżeli macie ochotę, możecie zabrać ze sobą spis podstawowej literatury - materiały przydadzą się do utrwalenia wiedzy i poszerzania jej, jeśli tylko będziecie mieli taki kaprys. Są tu też wskazówki co do świstoklików - skomentował, pozwalając wszystkim chętnym zabrać przygotowaną listę z pomocnymi komentarzami.

| Dziękuję bardzo za sprawną grę! Jeżeli macie ochotę napisać post kończący, śmiało możecie to zrobić - możecie przyjąć, że zostaliście jeszcze po oficjalnym zakończeniu szkolenia, aż do momentu, w którym poczyniliście satysfakcjonujące postępy (już bez rzucania kością). Możecie wspomnieć w innych wątkach, że ćwiczycie na figurkach - kiedy ich moc się wyczerpie, na pewno będziecie już na tyle wprawieni, by to zauważyć.

Jeżeli macie indywidualne pytania do Ulka, można też do niego podejść i je zadać, na pewno został do ostatniej osoby.

| jeżeli ktoś chce mnie jeszcze zaczepić, ma na to 72h - do 11.05, godz. 22

| zt dla wszystkich


psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Ulysses Ollivander
Zawód : mistrz różdżkarstwa, numerolog
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą - Page 4 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Re: stół przed chatą [odnośnik]09.05.20 16:26
Alexander wciąż wbijał lekko nieobecne spojrzenie w swoje palce, które zacisnął raz, niepewnie, jak gdyby testując czy w ogóle były w stanie zrobić coś tak jak należało. Nie zdobył się na podniesienie wzroku aż do chwili, w której odezwała się Lucinda. Spojrzał wtedy na kuzynkę i w uznaniu dla jej żartu wysilił się na uśmiech, choć ten był wyjątkowo krzywy i nieprzekonywujący. Wizja rozbicia Mulcibera w stertę spopielonych drzazg była naprawdę bardzo kusząca, jednak chyba nie miał aż na tyle zdolności, by tego dokonać. A na pewno nie aktualnie, musiał jeszcze sporo poćwiczyć... tak samo jak ze świstoklikami. Chyba wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, również Ulysses, który odezwał się jako następny. Farley przeniósł na niego tęczówki z nadzieją, że to co mu się przydarzyło nie było czymś całkowicie niezwykłym, lecz słowa różdżkarza odarły go również i z tej nadziei. Popatrzył więc tylko smętnie za pudełkiem z figurkami, które zaczęło sunąć w jego stronę. Na płonący stos Wendeliny, przedostatnim na co miał teraz ochotę było wzięcie kolejnego świstoklika. Ostatnie było bowiem okazanie niewdzięczności względem Ollivandera. Przygotowanie dla nich nauki numerologii musiało być okropnie pracochłonne: obmyślenie tych wszystkich wykresów, zaklęcie figur, ułożenie wyjaśnień tak, by były wystarczająco zrozumiałe dla całej zgrai osób, które wcześniej z tą trudną dziedziną nie miały żadnej styczności. Ociągał się więc tylko chwilę, ostatecznie otrzepując dłonie z popiołu i sięgając po kolejny woreczek. Nie otworzył go jednak, zamiast tego chowając świstoklik, spisane notatki i swoją różdżkę, po czym wstał od stołu i przypatrywał się reszcie z boku, do końca zajęć popalając z wolna papierosa za papierosem. Nie miał ochoty dalej błaźnić się przed resztą, ale musiał poczekać na Skamandera, więc tylko dlatego nie opuścił Oazy wcześniej. Musiał sobie jeszcze przemyśleć czy na pewno powinien zabierać się za numerologię, a nie lepiej pozostać przy składaniu kości i ciskaniu petryficusów w szumowiny spod ciemnej gwiazdy.
Kiedy Ollivander ogłosił koniec Farley wypuścił dym z delikatną ulgą. Wygasił niedopałek i zarzucił na ramiona płaszcz, po czym podziękował Ulyssesowi i cicho pożegnał się z resztą nim wraz z Anthonym nie udał się do portalu, a dalej do Doliny. Chyba będzie musiał odwołać dzisiejsze spotkanie z Gwen – całkowicie nie miał ochoty na towarzystwo. Jedyne czego chciał to w samotności okopać się w lecznicy i przygotowywać ją do otwarcia progów na potrzebujących.

| zt


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
stół przed chatą - Page 4 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: stół przed chatą [odnośnik]09.05.20 16:30
Poczuł drgnięcie, podejrzewał więc, że zdołał instynktownie zainicjować przepływ magii. Był pewien tego, że zdołał zidentyfikować niewielkie źródło magii, które było obecne w niewielkim przedmiocie, który znajdował się w uścisku jego prawej dłoni. Czuł tę inną energię. Spokojnie we własnych myślach starał się pogodzić teorię z praktyką, przede wszystkim pojąć istotę dość skomplikowanych procesów, co tak naprawdę były elementem szarej codzienności. Nawet zaczęło mu się wydawać, że pojął podstawy i uda mu się dokończyć proste ćwiczenie, jednak wykonana z jasnego drewna wieża zaraz znieruchomiała i dalej pozostawała w jego dłoni. Zmarszczył brwi, okazując jawnie swoje niezadowolenie, bo oczekiwał jednak lepszego efektu. Ale przynajmniej jego figura szachowa nie odstawiła żadnego przedstawienia, wyrywając się spod kontroli, jak przydarzyło się Alexandrowi. Mimowolnie zaczął przyglądać się dokonaniom pozostałych osób, przyjmując z ulgą, że nie tylko jemu się nie powiodło. Z drugiej strony zaczął się zastanawiać, co zrobił inaczej od tych osób, którym w końcu udało się przenieść swoją figurkę do woreczka. Czy coś opacznie zrozumiał? Był kiepskim uczniem na stare lata? Włożył za mało własnej magii w przedmiot?
Zdecydował się nie próbować dalej, przynajmniej nie teraz i na oczach wszystkich, również pod bacznym spojrzeniem nauczyciela. Winą za swoje niepowodzenie nie obarczał Ollivandera, problemem był on sam, który nie potrafił w pełni wykorzystać możliwości czerpania z wiedzy kogoś bardziej obeznanego. Ewidentnie odcinał się od reszty zgromadzenia, z tyłu głowy mając wiele innych dylematów. W Londynie panował chaos, wciąż nie miał żadnych wieści od Jackie, Oaza dalej była w budowie, a jej mieszkańcy potrzebowali różnorakiego wsparcia, a zadania wyznaczone na ostatnim spotkaniu Zakonu były jeszcze w powijakach, dodatkowo musiał na nowo zorganizować pracę zdelegalizowanego Biura Aurorów. Nie wszystko było tylko na jego głowie, ale czuł się w obowiązku dopomóc ze wszystkim. Ciężar odpowiedzialności rósł i Kieran uparcie nie dawał mu się przygnieść. Dlatego, gdy odzyska względny spokój, podejmie kolejne próby już we własnym domu, być może nawet sobie co nieco doczyta na temat numerologii i świstoklików. Podniósł się z miejsca i sięgnął po listę z cennymi komentarzami. Mimowolnie zerknął na wymienioną literaturę, przewidując, że w starych rzeczach Vincenta z lat szkolnych na pewno znajdzie jakąś książkę na temat numerologii. Nigdy nie wyrzucił jego rzeczy, zdecydował się nawet przenieść wszystkie do nowego domu. Sam nie wiedział skąd ten sentyment, ale tak właśnie zrobił, dając się pokierować uczuciu. – Dzięki – rzucił w stronę Ollivandera i zaraz skierował się w stronę tych domów, co wciąż były w budowie, aby rzucić okiem na postęp prac. Dziś już jednak nie czuł się na siłach, aby zaangażować się w prace budowlane.

| z tematu



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: stół przed chatą [odnośnik]27.05.20 13:13
Podejrzewała, że nie opanuje tego od razu. Nie była szczególnie uzdolniona, zawsze musiała wkładać w naukę sporo wysiłku, nic nie przychodziło łatwo, ale była wytrwała — wiedziała, że w końcu się uda, a dzięki dzisiejszej lekcji z lordem Ollivanderem mogła ćwiczyć w wolnej chwili. Figurka konia, którą trzymała w dłoni nie chciała wrócić do woreczka, ale w końcu wróci. Może nie w tej chwili, może innego dnia, kiedy jej myśli przestaną hulać w głowie jak wiatr w przeciągu. Ukryła szachową figurkę w nim sama, a woreczek wsunęła do kieszeni podartej spódnicy. Nie obserwowała pozostałych dookoła, choć bacznie śledziła poczynania czarodzieja obok siebie, kątem oka zerkając na niego. Wybuchu Alexandra nie dało się przeoczyć. Drgnęła, odruchowo spoglądając w jego stronę, przyglądając się jego osmolonym palcom.
— Jakbyś się napił, poszłoby ci znacznie lepiej — mruknęła do uzdrowiciela pokrzepiająco i odprowadziła go wzrokiem z uśmiechem, niedługo po nim sama też wstała, wygładzając materiał na biodrach i udach. Ketaon chciał o czymś porozmawiać, nie mogła więc odejść, ale korzystając z faktu, że lord Ollivander był już wolny, a część Zakonników zbierała się ze stołu, podeszła do niego.
— Lordzie Ollivander, mogłabym zająć chwilę?— spytała, nie będąc do końca pewną, czy nie popełnia w tej chwili żadnego fos pax, czy jak to ci arystokraci mówili na głupie wpadki. — Nie daje mi spokoju kwestia namiaru, o którym pan wspomniał na spotkaniu. Tego na mojej różdżce. Wiem, że ministerstwo śledzi zaklęcia, których używam, wie jakie i gdzie zostały rzucone, ale...— zawahała się, marszcząc brwi. — Oaza powstała z potężnej magii ochronnej. Czy jest szansa, że używając magii tu, nie wiedzą o tym? Albo przynajmniej, czy nie mogliby tu trafić przez to? Nie wiem, czy rzucając zaklęcia tu, nie sprowadziłąbym niebezpieczeństwa na nas wszystkich.— Spuściła głowę, chmurniejąc. — Nie wiem, dlaczego poszłam do rejestracji. Znaczy, wiem, ale nie sądziłam, że to może mieć takie skutki. A teraz nie chcę nikogo narażać.— Westchnęła głośno. Potrzebowała możliwości swobodnego przemieszczania się po Londynie, by móc prowadzić sklep, jeszcze przynajmniej przez jakiś czas, póki nie spłaci swojego długu. Ale teraz wzięcie udział w rejestracji wydał jej się totalną głupotą. — Mówił pan, że jest szansa, by to zdjąć. Czy mógłby to lord zrobić?— Uniosła na niego spojrzenie.

| zt



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be



Ostatnio zmieniony przez Hannah Wright dnia 05.10.20 9:24, w całości zmieniany 1 raz
Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
stół przed chatą - Page 4 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: stół przed chatą [odnośnik]03.06.20 20:57
Z zafascynowaniem przyglądał się temu, co zadziało się z figurką Alexa; cóż, wygląda na to, że mogło być znacznie gorzej, jego po prostu uparcie tkwiła w miejscu, aczkolwiek Burroughs był absolutnie pewien, że jeśli tylko poświęci chwilę na to, żeby przeanalizować wskazówki Ollivandera na spokojnie, nieco później, już bez różnego rodzaju rozpraszaczy, to uda mu się aktywować świstoklika. Po prostu potrzebował więcej czasu, żeby zrozumieć zależności i mechanizm działania tego tałatajstwa.
Aczkolwiek aż tak szalony nie był, by sięgać po dodatkową literaturę, wystarczy mu praktyka. Niemrawo zebrał się, by wstać od stołu, odprowadzając Hannah wzrokiem; ociągał się specjalnie, żeby dać jej chwilę na swobodną rozmowę z lordem, aczkolwiek kwestia, o której chciał jej powiedzieć, była bezpośrednio związana z twórcą różdżek. Uznał więc, że nie ma sensu dłużej pozostawać jedynie gdzieś w tle i zgarnął do tylnej kieszeni spodni czarny woreczek, już z figurką w środku, natomiast ze skórzanej kurtki wyciągnął dwie różdżki, które w niczym nie przypominały tej jeszcze przed chwilą trzymanej przez niego w rękach.
Złapał kontakt wzrokowy z Ollivanderem, upewniając się, że nie przeszkodzi im swoją obecnością i podszedł bliżej. - Tak właściwie też mam sprawę związaną z Namiarem, walczyliśmy wczoraj z Tonks w dokach i zgarnąłem różdżki od pokonanych przeciwników. Dwójka z nich to służbiści z Ministerstwa, bez wątpienia ich różdżki są zarejestrowane, ale natknęliśmy się również na szemrany duet pilnujący wejścia do kanałów, nie wyglądali mi na osoby, które pospieszyły pierwszego kwietnia, żeby wypełnić swój obywatelski obowiązek... czy mógłbym prosić o sprawdzenie tych dwóch różdżek? Jeśli nie mają na sobie Namiaru, mogłyby służyć komuś, kto zarejestrował już swoją, a nie chciałby korzystać z niej w Oazie albo Starej Chacie - kątem oka zerknął na Hannah, ale pewien był, że osób w podobnej sytuacji znajdzie się więcej; mogliby sobie przekazywać te awaryjne różdżki, zanim nie zdobędą ich więcej - pewnie nie będą się słuchały tak, jak właściciela, ale zawsze to jakaś alternatywa, zanim... czegoś z tym nie zrobimy - co wcale nie będzie takie łatwe. Nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.
Wyciągnął dłoń z różdżkami, żeby przekazać je Ollivanderowi, jeśli tylko lord wykazał chęć przyjrzenia się im.

Po krótkiej rozmowie ruszył do chatki ze stosem naczyń do posprzątania.

w dwóch ostatnich postach odbieram przeciwnikom różdżki; przeciwnicy zostali opisani w poście Mistrza Gry tutaj; wątek związany z przejmowaniem lokacji


zt



from underneath the rubble,
sing the rebel song


Ostatnio zmieniony przez Keat Burroughs dnia 05.12.20 13:32, w całości zmieniany 1 raz
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: stół przed chatą [odnośnik]26.08.20 0:21
3.07

Mijały miesiące, a Florence coraz bardziej uczyła się kochać Oazę. To miejsce było naprawdę niesamowite - spokój zagajników oraz szumiących strumyków sprawiał, że i ona potrafiła znaleźć wyciszenie. Zapomnieć na kilka chwil o beznadziei i bólu. Udało jej się uniknąć zastoju, przepełnionego beznadzieją marazmu, który ogarnął ją kiedy musieli osiąść w Ruderze. To miejsce, rodzina oraz przyjaciele dali jej siłę. Stąd też cały swój wolny czas Florence poświęcała na naukę. Rzadko można ją było zobaczyć bez książki, nawet gdy gdzieś wędrowała, nos zawsze schowany miała między stronami. Studiowanie teorii było proste - a że z nauką szło jej całkiem nieźle, to i dziś nie miała większego problemu z zapamiętywaniem poszczególnych elementów anatomii ludzkiej oraz urazów, które mogą przydarzyć się członkom zakonu. Gdy miała jakieś wątpliwości, szła z nimi do lorda Prewetta lub Alexa. Nie chciała im jednak nigdy zabierać zbyt wiele czasu, dlatego też zawsze zanim zdecydowała się do nich zwrócić, sama próbowała rozszyfrować swój problem. Ograniczał ją oczywiście dostęp do dzieł, które mogłyby zawierać kolejne tajniki sztuki uzdrowicielstwa - stąd też Florence kuła na blachę wszystko to, co jednak trafiło w jej ręce. Wiadomo jednak, że nie przekładało się to na wiedzę praktyczną. Tę mogła ćwiczyć tylko wtedy, gdy pod jej różdżkę trafił ktoś ranny bądź chory. Ostatnie tygodnie  były zaś odrobinę spokojniejsze - lub może po prostu potrzebujący trafiali do innych uzdrowicieli i ona nic o tym nie wiedziała. Trochę była zawiedziona, że nie może potrenować bezbliznowego zasklepiania ran, ale z drugiej strony - powinna się cieszyć, czego była świadoma. Idealnie byłoby wręcz przecież, gdyby żaden z mieszkańców Oazy nie wymagał specjalistycznej, uzdrowicielskiej pomocy. Póki co jednak niestety byli potrzebni. A ona mogła póki co jedynie zrobić sobie powtórki ze znajomości budowy i nazw mięśni w ciele człowieka i kuć nazwy zaklęć leczniczych.
Gdy tak tkwiła z nosem w książce, gdzieś z tyłu głowy zawsze tkwiła jej w pamięci prośba Michaela. Minęło sporo czasu, zanim mężczyzna faktycznie dał jej znać, że ma czas się spotkać na naukę. Nie dziwiła się, ani nie miała mu tego też za złe. Był przecież aurorem, ryzykowanie własnego życia dla innych było jego chlebem powszednim. Na pewno miał mnóstwo na głowie. Gdy już jednak zapadła decyzja o terminie lekcji, Florence dołożyła wszelkich starań, aby przekazać mężczyźnie swoją wiedzę w sposób jasny i przystępny. Nie mogła mu po prostu objaśnić jak duże dawki konkretnych eliksirów mógł w siebie wlać, niestety musiał posłuchać także o kilku anatomicznych zagadnieniach. Wszystko jednak powinno być proste i przejrzyste.
Kiedy Florence szykowała się do wizyty swojego ucznia, przez jej głowę przemknęła śmieszna myśl - czy to mogłoby być kolejne z jej powołań? Nauczycielka? Jej matka była świetna w przekazywaniu wiedzy. Florence zabawnie się poczuła, przygotowując na stole przed Jamą (tu będą mieli najwięcej miejsca na ćwiczenia!) te wszystkie fiolki - niemalże jak pomoce naukowe. Choć nie powinna zanadto wybiegać przed orkiestrę, przecież jeszcze nawet nie zaczęła swojego wykładu!


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
stół przed chatą - Page 4 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: stół przed chatą [odnośnik]31.08.20 6:28
3.07

Michael denerwował się jeszcze bardziej, niż przed kursem starożytnych run w Ministerstwie. Po wymagającym kursie na aurora na dobre odechciało mu się egzaminów. Po hucznym świętowaniu ukończenia kursu, zdążył też zapomnieć, że istniały dziedziny, w których wcale nie był ani wybitny, ani zdolny, ani nawet przeciętny. Wykład panny Hagrid w Biurze Aurorów uświadomił mu, jak wiele zapomniał z dziedziny starożytnych run. Chociaż teraz był jej za niego wdzięczny - teraz pojmował już chociaz podstawy - to pamiętał wstyd, jaki odczuwał siedząc na lekcji jak jakiś nieprzygotowany uczniak. Ku swojemu zdziwieniu, podobne zażenowanie zaczął odczuwać przed udaniem się do Florence. Sam poprosił o te lekcje, nie powinien więc się martwić - szczególnie, że panna Fortescue wejdzie dla niego w rolę prywatnej nauczycielki. Tyle, że... to chyba jeszcze bardziej stresujące! W Ministerstwie mógł skryć swoją ignorancję w tłumie równie zafrapowanych aurorów, a tutaj będzie ze zdolną uzdrowicielką (bo za taką miał Flo) całkowicie sam, obnażając całkowicie swoją ignorancję i brak zrozumienia dla podstaw dawkowania eliksirów. Jeszcze Florence zacznie się zastanawiać, dlaczego dotychczas nie przedawkował wywaru uspokajającego, albo - co gorsza - o niego martwić! Żadny mężczyzna nie lubił chyba nic nie wiedzieć, a co dopiero auror, wyszkolony na bohaterskiego dowódcę.
No nic. Wziął głęboki wdech przed chatką i postanowił odważnie stawić czoła swoim naukowym lękom. I dać z siebie wszystko. Nie wątpił w dyskrecję Florence, ale tylko tego brakowało, by Keat lub Florean weszli do chatki w połowie lekcji i przyłapali go na jakiejś żenującej blokadzie intelektualnej. Przybrał więc na twarz inteligentną minę, postanawiając dać z siebie wszystko!
-Mam trochę książek, z Londynu. Nie są zbyt grube, ale może się przydadzą... - przywitał się uśmiechem i prezentem, wyciągając zza pleców dwa średniej wielkości tomiki. Nic obszerniejszego nie mógł przemycić ze stolicy, ale i tak cieszył się, że zdołał dostać się do miasta, zdobyć dla Florence naukowe nowości i przy okazji nie zginąć. Nie był na tyle lekkomyślny, by nadstawiać karku tylko dla tomiszczy, ale w połowie czerwca zabezpieczał Dziurawy Kocioł i w drodze powrotnej mógł wstąpić do znajomego, sprzyjającego mugolakom księgarza.
-Dziękuję, że zgodziłaś się na spotkanie. Od... czego powinniśmy zacząć? - zagaił dyplomatycznie, nie przyznając się Florence, że wie mniej niż zero.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
stół przed chatą - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

stół przed chatą
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach