Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Rosja, 1954

Go down 
AutorWiadomość
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 37
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Rosja, 1954 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime13.03.20 0:17

Poszukiwania artefaktów nigdy nie należały do najprostszych. To nie był miły i bezpieczny zawód chociaż wolała myśleć o jego pozytywnych stronach niżeli rozpatrywać o ryzyku, którego i tak nie mogła ominąć. Dotarcie do tego miejsca wiele ją kosztowało. I nie mówiła tu tylko o zimnych wschodnich ziemiach, ale przede wszystkim o kierunku w jakim zmierzało jej życie. Jeszcze w szkole wysłuchując historii swojego wuja o zagranicznych podróżach wiedziała, że chce te wszystkie miejsca zobaczyć. I to nie jako szlachcianka znakomitego rodu. Pasjonowało ją życie, które dla niej od samego początku było niedostępne. Nie wiedziała jeszcze, że tego typu wybory towarzyszyć jej będą zawsze, a nie tylko przy wyborze tego czym chce się zajmować. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego to kim będzie ma być zależne od tego gdzie się urodziła. To walka wewnętrzna, która w tamtym czasie nadal była w niej żywa.
Przez ostatnie dwa lata Lucinda zwiedziła wiele miejsc. Do Londynu wracała jedynie w ważnych sprawach wiedząc, że każda wizyta w domu równała się szlacheckim obowiązkom, które musiała spełniać. To wszystko łączyło się z ogromnymi wyrzutami sumienia, które finalnie dopadały ją nawet wtedy kiedy była szczęśliwa.
Nie bała się nowych miejsc, nie bała się nawet najtrudniejszych zleceń. Czasami wszystko szło jak po maśle, czasami jedynie fartem uchodziła z życiem. Potrafiła godzić się z porażką choć ta miała niesamowicie gorzki smak i wcale nie motywowała. Rosja była prawdopodobnie oznaką jej wewnętrznego szaleństwa. Kto inny rzuciłby się z przysłowiową motyką na słońce? Nie miała kompletnie pojęcia o tym co może ją tam spotkać. Zlecenie jednak okazało się być zbyt kuszące by je zignorować.
Pierwsze dni na obcych ziemiach były dla niej wyzwaniem. Nakręcona na rezultaty nie przejmowała się niesamowitą zmianą klimatu. Było przecież straszliwie zimno, wietrznie i ponuro. Nawet jeśli spodziewała się, że zadanie będzie problematyczne to nie spodziewała się, że aż tak. Bez znajomości języka nie mogła się z nikim porozumieć, a czarodzieje nie byli zbytnio przyjaźnie nastawieni do kobiety wypytującej o ich ojczyste tajemnice. Błądziła po omacku analizując wszystko co udało jej się dowiedzieć jeszcze na Wyspach. Przełom nastąpił dopiero gdy udało jej się znaleźć informatora chętnego do współpracy za niewyobrażalne wynagrodzenie.
Kiedy szlachciance udało się w końcu skonstruować mapę prowadzącą do ukrytego artefaktu nie czekała ani dnia dłużej. Może to przez zbyt długie tkwienie w jednym miejscu, a może wewnętrznie czuła, że ktoś depcze jej po piętach, ale nie miała zamiaru czekać nawet na poprawę pogody. Ignorując silny deszcz i wiatr ruszyła śladem odkrytej mapy. Wszystko czego się dowiedziała prowadziło ją do znajdującej się daleko od jakiejkolwiek cywilizacji jaskini. Takich tutaj było pełno i dlatego tak ciężko było się jej odnaleźć w samotności.
Selwyn dotarła do przepływającej tuż przy jaskini rzeki. Szła brzegiem dopóki ten nie zrobił się tak stromy, że musiała się wycofać. Jedyna droga, która mogła zaprowadzić ją do jaskini znajdowała się po drugiej stronie rzeki. Lucinda teleportowała się tam niefortunnie lądując na śliskich kamieniach. – Szlag – mruknęła pod nosem i szybko przeskoczyła na kolejny kamień chroniąc się przed upadkiem do wody. Zanim zdążyła dotrzeć przed wejście jaskini była zziębnięta i przemoczona. Jej upór jednak nie pozwolił jej się poddać. Lumos. Rozpaliła różdżkę i weszła do środka. Coś jednak jej nie pasowało.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime21.03.20 19:59

Wschodnie ziemie kryły w swym zasięgu wiele tajemnic, nieodkrytych miejsc, a co za tym szło pozostałości po przodkach, które każdy podobny szatynowi pragnął zdobyć. Zwykle działał na zlecenie, generował z tego stały zysk, jednakże czasem zdarzało mu się podążyć za uzyskanym tropem i przejąć pożądany przedmiot na późniejszą sprzedaż. Przeklęte cacka chodziły wyjątkowo dobrze – rosyjski nielegalny rynek miał się o wiele lepiej, jak ten w Londynie, chociażby z uwagi na fakt, że czarna magia była na tych ziemiach czymś na porządku dziennym. Ludzie nie prawili o niej jak o sztuce podłej, a potężnej, z której pełnych zasobów mogli korzystać tylko nieliczni, dobrze wyszkoleni i zdający sobie sprawę z jej siły czarodzieje. Szatyn do tej pory pamiętał swe początki – mozolne dni, w których próbował najprostszych czarów. Te nieustannie wysysały z niego moc, karmiły się jego energią dając jasny sygnał, iż wciąż nie był gotów, aby zagłębić się bardziej w niebezpieczne tajniki. Z czasem jednak przebrnął przez najgorsze, zaczął stawiać pewniejsze kroki i umiejętnie władać różdżką, która posłusznie posyłała kolejne magiczne wiązki w kierunku prowizorycznego celu. Doskonale wiedział komu to zawdzięczał, zdawał sobie sprawę, iż gdyby ów czarownica nie pojawiła się w jego życiu, to nawet nie byłby w stanie powiedzieć, gdzie podziewałby się dziś, gdzie by mieszkał, pracował i jakim cudem odkładał co tydzień kilka galeonów na podróże za artefaktami. Rozumiała jego decyzje, wspierała go, ważyła eliksiry i zajmowała się co rusz nowymi ranami – czy mógł trafić lepiej? Z pewnością nie, miał naprawdę wyjątkowy fart.
Praca w barze, której właścicielką była wspomniana kobieta, zapewniała mu wbrew pozorom wyjątkowo szeroki dostęp do informacji. Pijani klienci gadali jak opętani – mówili tak naprawdę to, co szatyn chciał usłyszeć, a kiedy temat dostatecznie go zainteresował pytań sobie nie szczędził. Tym razem było podobnie – szlachetny kamień okraszony runami stanowiącymi szyfr do tajemnej skrzyni, gość majaczył, wyglądał na kompletnie sprutego, jednakże o tej sprawie mówił na tyle z sensem, że szatyn mu uwierzył. Ponadto przekazana mapa z zaznaczonym punktem tylko umocniła w nim nadzieję, że skarb może okazać się wartościowy, a on może przytulić pełną sakiewkę za oddanie go we właściwe ręce. Kto wie? Może zawartość drewnianej skrzyni okaże się na tyle atrakcyjna, że nie będzie już dłużej zmuszony koczować na tym wypiździewie?
Zignorował paskudne warunki pogodowe, kiedy to dopinając swą skórzaną torbę postanowił przeteleportować się w miejsce nieopodal punktu docelowego.  Znane mu były tamte rejony, paskudnie chłodne i niebezpieczne, lecz nieustannie lubił w nie powracać. Rzadko trafiał tam na obecność innych ludzi, znacznie częściej magicznych, niekoniecznie przyjaznych zwierząt, dlatego trzeba było mieć się na baczności. Chwila nieuwagi mogło nader dużo kosztować.
Dostając się do jaskini rozejrzał po jej wnętrzu z wyraźną dezaprobatą – czyżby istniał choć cień szansy, aby zostało tutaj cokolwiek ukryte? Szczelina w skale nie była wielkich rozmiarów, właściwie była jedną z najmniejszych, które widział, dlatego początkowo zwątpił w słuszność poświęcania czasu owym doniesieniom. Zacisnął jednak zęby zabierając się za poszukiwania, musiał przeczesać wszystko do cna nim uda się z powrotem do domu – nie chciał później pluć sobie w brodę, iż cokolwiek umknęło jego uwadze.
Momentalnie jego uszu doszedł kobiecy głos. Początkowo przeszło mu przez myśl, iż przesłyszał się, jednakże akurat w nic nie wierzył równie mocno jak w swe zmysły. Zacisnąwszy wężowe drewno skierował je wprost na wejście do jaskini i zmrużywszy oczy oczekiwał niechcianego towarzystwa. Czyżby kogoś ubiegł?






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 37
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Rosja, 1954 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime28.03.20 21:35

Od zawsze wolała pracować w pojedynkę. Współpraca niosła ze sobą niepotrzebne ryzyko. Zaczynało się przyjemnie. Wspólne analizowanie map, planowanie poszukiwań, docieranie do odpowiednich informacji. W trakcie poszukiwań działy się jednak różne rzeczy. Ludzie nie lubili dzielić się tym co mogą zdobyć nawet jeśli to nigdy nie należało do nich. Finalnie to nie kończyło się dobrze dla nikogo, a ona nie lubiła rozczarowań. Wolała więc unikać ludzi na szlaku, wybierać własne indywidualne wyjścia i nie musieć skłaniać się do zaufania, bo prawdę mówiąc poszukiwacze nigdy nie byli ludźmi godnymi zaufania.
Samotność miała też wiele minusów. Będąc tak daleko od znajomego terenu czuła się zagubiona. Rosja była zimna, ludzie nieprzyjemni, a brak kontaktu z kimkolwiek jej znanym działał na jej zmysły. Wiedziała jednak, że nie przyjechała tu na wakacje. To nie była wyprawa dla przyjemności, a praca, którą wykonać nie tylko musiała, ale chciała. Determinacja zawsze stanowiła u szlachcianki najważniejszą wartość. Jeżeli ktoś nie wiedział jak wielką siłą była wewnętrzna determinacja każdego człowieka to wiele tracił.
Wbrew wszystkiemu blondynka miała już dość tego miejsca i w głębi siebie liczyła, że dzisiaj skończy się jej zimowa przeprawa. Miała nadzieje, że wróci z artefaktem w dłoni, bo w końcu poświęciła temu miejscu wystarczająco dużo czasu.
Im bliżej wejścia do jaskini się znajdowała tym miała większe poczucie, że coś jest nie w porządku. Intuicja rzadko ją zawodziła choć starała się nie brać jej za priorytet zwiadowczy. Nie miała jednak zamiaru zawrócić. W końcu była pewna, że zaklęty kamień znajduje się właśnie w tej grocie.
Jedyne co podobało jej się w Rosji to to, że była tak niesamowicie dzika. W Anglii ludzi można było spotkać wszędzie. Nawet odludne miejsca, które odwiedzać powinien jedynie zachodni wiatr w ostatnim czasie przepełnione było ludźmi chcącymi przemierzać szlaki. Tu nie było nikogo. Wszystko żyło własnym życiem bez ingerencji ludzi.
Przekraczając wejście do jaskini od razu skierowała różdżkę na jedną ze ścian. Zawsze sobie powtarzała, że jeśli nie zna się otoczenia najlepiej trzymać się na uboczu. Tak też zrobiła i tym razem. Przyklejona niemal do ściany weszła w głąb jaskini. Starała rozglądać się po ścianach w poszukiwaniu runy, która miała zaprowadzić ją do kamienia. Ta jednak musiała znajdować się głęboko w jaskini.
Runy nie znalazła, ale jej oczom ukazało się coś innego. Samotna sylwetka mężczyzny zaskoczyła ją tak samo jak wymierzona w jej stronę różdżka. Zatrzymała się szybko analizując swoją beznadzieją sytuację. Nie widziała jeszcze dobrze twarzy mężczyzny, a nawet jeśli to czy naprawdę byłaby ją w stanie dopasować do osoby z dawnych szkolnych lat? Pierwsze o czym pomyślała to fakt, że czarodziej w ogóle nie zrozumie co ona będzie chciała mu powiedzieć. Druga myśl jaka się pojawiła dotyczyła tego kim mężczyzna może być. Jeśli był poszukiwaczem to jaka była szansa, że jeszcze nie dotarł do kamienia? -Я добрый день .Я не знаю как. - zaczęła szybko przypominając sobie jakiś zlepek słów, którego nauczyła się przez ostatni czas. Język ten był na tyle trudny, że to znaczyło coś pomiędzy "dzień dobry" a "nie znam drogi". Nie liczyła przecież, że mężczyzna będzie znał angielski i uwierzy w jej słowa. Ona na pewno by nie uwierzyła. Unosząc różdżkę delikatnie w pokojowym geście zrobiła krok do przodu ciągle gotowa by w odpowiednim momencie obronić się przed zaklęciem. - Co za przeklęty naród - mruknęła. Już zaczęła ich przecież chwalić, a tu taka niespodzianka. Wcale nie zdziwiłaby się gdyby stojący mężczyzna tu mieszkał. Skoro potrafią trzymać niedźwiedzie w budach to dlaczego mieliby nie mieszkać w jaskiniach?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime11.04.20 15:52

Trwając w bojowej pozycji początkowo nie spostrzegł żadnego intruza. Dziewczyna przekleiwszy się do ściany była praktycznie niewidoczna i dzięki temu uniknęła otwartego ataku z jego strony. Nie miał czasu na zbędne dyskusje, gierki i rozeznanie przeciwnika, a przede wszystkim ryzyko, że ten okaże się od niego sprytniejszy. Był pewien swych umiejętności, jednakże nie przywykł do ignorowania możliwości drugiej strony wszak to kojarzyło mu się ze zwykłą ignorancją oraz niezdrowym egoizmem, które mogły nader wiele kosztować. Wystawiłyby się na pośmiewisko, gdyby pozwolił komukolwiek wyjąć z dłoni to co jako pierwszy zdołał odnaleźć.
Nie odpuszczając rozglądał się czujnym wzrokiem po jaskini i już po chwili mógł skupić spojrzenie na kobiecej sylwetce. Wyraźnie zdezorientowana mina oraz wyciągnięta ku górze różdżka świadczyły o fakcie, iż nie mniej od niego była zdziwiona obecnością osoby trzeciej. Przygotowując się do wyprawy wziął pod uwagę ryzyko pojedynku, jednakże z uwagi na rejon oraz rzekomo tajemną mapę, uplasował ów niebezpieczeństwo wyjątkowo nisko. Znacznie bardziej obawiał się trującej flory lub groźnej fauny, czy zabezpieczenia w postaci klątwy.
Przechyliwszy głowę nie odrywał od niej wzroku pozwalając na wykonanie pierwszego ruchu. Czuł, że miała ogon, cholerne towarzystwo, albowiem nie przywykł widywać kobiet, które w samotności przemierzały trudne tereny w poszukiwaniu przygód. Obawy wzmógł wygląd – nie przypominała tutejszych pań – więc musiała przemierzyć wiele mil nim udało jej się dotrzeć do ów miejsca. Czyżby zapowiadało się na poważne problemy? W każdej chwili mógł zadecydować o teleportacji, lecz nim to uczyni chciał upewnić się, że naprawdę wpadł w tarapaty i ucieczka stanowiła jedyne rozsądne wyjście.
Kiedy wystawiła na wyżyny swój beznadziejny i nieskładny rosyjski uniósł nieznacznie brew z dość sceptycznym wyrazem twarzy. Nie mogło go to dziwić, w końcu znajdowali się na wschodnich ziemiach, gdzie w przewadze korzystało się z tego języka, jednakże zabrzmiała na tyle zabawnie, że w ostatniej chwili powstrzymał uśmiech. -Nie mniej przeklęty jak Twój rosyjski, księżniczko.- rzucił nie widząc powodu do wcielania się w rolę tutejszego. Z pewnością czuł się jednym z nich, bowiem spędzone tu lata zakorzeniły w nim przywiązanie do lokalnych zwyczajów, picia wódki na śniadanie i pewnych wartości, lecz nie zmieniało to jego prawdziwego pochodzenia. Był Anglikiem z krwi i kości, z ojca ostatniego kretyna, i matki wariatki, której biadolenia nie mógł słuchać. Wariant picia alkoholu od białego rana miał swe korzyści, a mianowicie Ci o wyjątkowo słabej głowie nie otwierali już gęby przez cały dzień – z chęcią poleciłby to przyzwyczajenie własnej rodzicielce.
-Zgubiłaś się? Urwałaś tacie ze smyczy?- spytał wykrzywiając wargi w ironicznym wyrazie. Wszystko wskazywało na jej samotne przybycie, jednakże wciąż pozostawała możliwość, że jej towarzysz usłyszał odbijające się echem głosy i postanowił wejść dopiero w chwili, gdy zacznie się robić gorąco. Element zaskoczenia zawsze miał wielką wagę strategiczną, podobnie jak as w rękawie.
-Oculus.- wypowiedział obserwując jak promień uchodzący z jego różdżki przybiera kształt magicznego, trzeciego oka. Skoro sam nie mógł udać się na skraj jaskini i upewnić, że przypadkowo wpadł na randkę w ciemno, był zmuszony posłać tam swego nowego druha – co też właściwie od razu uczynił.
-Co tutaj robisz?- nie zaprzestawał swych prób dowiedzenia się prawdy odnośnie jej obecności. Jaki był procent szansy, że szukała dokładnie tego co on? Pogoda nie rozpieszczała, chłód mocno dawał w kość, więc odpadała opcja długiego spaceru, podobnie jak hucznego biwakowania. Czy naprawdę się zgubiła? Wątpił, nie wyglądała na nieprzygotowaną.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 37
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Rosja, 1954 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime14.04.20 22:54

Zwykle lubimy tylko to co znamy. Ludziom z dużym trudem przychodzi akceptowanie czegoś co jest nowe i im obce. W końcu to zawsze wiąże się z zaangażowaniem, wysiłkiem, koniecznością przewartościowania swoich możliwości, a czasem nawet zmierzeniem się oko w oko z własnym strachem. Nikt nie lubi testować własnej odwagi. Najlepiej o niej mówić - głośno by każdy usłyszał. W tych chorych czasach odwaga stała się towarem deficytowym, często przerysowanym, wykreowanym po to by cieszyć ludzi. Byłaby hipokrytką twierdząc, że polubiła ten dziki kraj pełen dzikich ludzi. W końcu nie było tu znajomych jej ścieżek, lasów, które już niczym jej nie zaskoczą, nie było ludzi, przy których nie trzeba wyginać się w tańcu słów chcąc zamówić jedynie piwo. Wszystko było obce, wszystko było nowe.
Wybierając kierunek podróży nie sugerowała się opowieściami innych ludzi. Zdawała sobie sprawę z tego, że każdy poszukiwacz artefaktów ma swój własny sposób na przedstawienie się w jak najlepszym świetle. Ten, któremu się nie powiodło powie, że to miejsce, w którym jedzą dzieci na śniadanie, a ten, który poznał prawdziwy potencjał nigdy się nim nie podzieli. Wszyscy jej towarzysze to oszuści, bajkopisarze, hipokryci i co gorsza… mężczyźni. Zaciąganie języka u nich byłoby jej najgorszym błędem.
Przyjeżdżając tutaj oczekiwała wiele. Nikt nie rzuca się w podróż życia myśląc, że nie spotka go nic ciekawego. Merlin jej świadkiem, że starała się docenić to co tu dostała, ale chyba brakowało jej kogoś kto by jej te wszystkie piękne rzeczy pokazał. Coś więcej niż pluskwy panoszące się w pokoju obok czy dywany na ścianach. Kiedy w końcu natknęła się na ślad kamienia poczuła ulgę. To miała być jej ostatnia noc na wschodnich ziemiach. I do diabła nawet by poszła to uczcić.
Prawdopodobnie tak by się stało, gdyby nie mężczyzna, który wyprzedził ją o krok. Tak przynajmniej podejrzewała. Jeśli spotkała zwykłego turystę to ten skończy podziwiać skały i sobie pójdzie, ale jeśli nieznajomy był poszukiwaczem tak jak ona to mógł być to problem nie do przeskoczenia. Jedynym plusem tego wszystkiego było to, że mówił po angielsku. I to wcale nie tak jak po angielsku mówią Rosjanie. Zdezorientowana uniosła pytająco brew. Musiała uważać na słowa, bo odzwyczaiła się już, że ktokolwiek ją tu rozumie. – Za zdarowie wychodzi mi całkiem dobrze – odpowiedziała ze wzruszeniem ramion ignorując jego dodatek w postaci królewskiego przydomka. Nic dziwnego, że to słowo tak dobrze zapamiętała. Tutaj słychać je o każdej porze dnia i nocy. W każdym miejscu.
Przeczuwała, że ta wymiana zdań nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Może gdyby potrafiła się zamknąć w odpowiednim momencie. – Trzymacie tu dzieci na smyczy? Zastanawiałam się właśnie co was tu wszystkich tak do podłogi ciągnie – dodała nawiązując do odgłosów „za zdarowie” na każdym kroku. Bary, puby, nawet budki w środku miasta były tu przepełnione. Ludzie mieli tu zdrowie.
Słysząc wypowiadane przez mężczyznę zaklęcie domyśliła się, że ten chce sprawdzić czy kobieta przyszła sama. Dla niej lepsze by było, gdyby jednak oczekiwał, że ktoś się tu zaraz pojawi. Nie zawsze granie odważnej wychodziło na zdrowie. Czasami wystarczyło skulić ogon i dopasować się do swojej wizualnej postawy. Na pytanie szatyna uniosła kącik ust w uśmiechu. Nie zdążyła nawet odpowiedzieć, bo ziemia pod jej nogami zatrzęsła się. Blondynka zachwiała się tracąc na chwile równowagę. Wcale nie była zaskoczona takim obrotem sprawy. To nie był kamień, który chowa się w doniczce w ogrodzie. Swoją paplaniną uruchomili szereg pułapek i Merlin wie jeden co jeszcze. Kamienne bryły zaczęły osuwać się ze ścian groty tym samym zmuszając ich do ruchu. Jeśli tego nie zrobią to niedługo nie będą mieli którędy wrócić, a to niespodziewane spotkanie zmieni się w zbiorową mogiłę. – W lewo, widziałam tam korytarz – oczywiście jedynie na mapie i nie mogła być pewna, że ten nadal się tam znajduje, ale chyba nie miała innego wyjścia. Dojść tak daleko i wyjść stąd bez kamienia? Bez szansy na jego odnalezienie? Niedoczekanie.
Szlachcianka rzuciła się biegiem w stronę korytarza zaciskając w dłoni mocniej różdżkę. Nie wiedziała czy mężczyzna pójdzie za nią czy zdecyduje się wycofać do wyjścia skoro miał na to jeszcze okazję. Szczerze mówiąc wolałaby, żeby wybrał drugą opcję.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime20.04.20 19:42

Jeżeli powszechnym było, iż ludzie lubowali się jedynie w tym co im znane, to szatyn z pewnością wychodził przed szereg, a nawet stał po przeciwległej stronie osób opowiadających się za nieprzekraczaniem granicy komfortu. Odkąd pamiętał był żądny przygód, uwielbiał tajemnice, wyzwania oraz adrenalinę silnie buzującą w żyłach w chwili, gdy jego plan sypał się i tym samym musiał stawiać wszystko na jedną kartę. Beształ się za nieprzewidzenie pewnych sytuacji, jednakże oszukiwałby sam siebie twierdząc, że gdzieś w głębi duszy go to nie kręciło, nie motywowało do dalszych eksploatacji i wrażeń. Za dzieciaka nie pojmował owej pasji, ryzyka oraz nierzadkiej konieczności mozolnego poszukiwania najmniejszej wskazówki, która finalnie doprowadzała jedynie do zawodu i straty czasu. Być może kierowała nim złość wobec wyjazdów ojca, a właściwie braku jego powrotów, kiedy to kolejny rok pozostawało mu użerać się z matką i jej humorami? Czy jednak stała za tym nieznajomość towarzyszących temu emocji, nieświadomość bogactwa kultur, świata i czających się za rogiem możliwości? Nie zastanawiał się nigdy nad ów tematem, albowiem z biegiem lat duch przygody sam rozpalił w nim płomień i wtem, jeszcze za murami Hogwartu, nie mógł być pewien co przyniesie mu przyszłość, ale był przekonany, że wybrał właściwą drogę.
Zapuszczenie korzeni na wschodnich ziemiach nie kojarzyło mu się w żaden sposób ze stagnacją. Rzecz jasna wcześniej wyobrażał sobie zmieniać swe miejsce zamieszkania możliwie szybko, jednakże rzeczywistość odbiła mu się czkawką uświadamiając, że poszukiwania to znacznie dłuższy i wymagający proces. Mimo zachwiań entuzjazmu nigdy nie stracił wiary, iż przyjdzie mu w końcu odkryć coś znacznie wartościowszego, pożądanego przez wielu podobnych jemu i poszerzającego horyzonty na tyle, by nie musieć zastanawiać się nad ciężkością przymocowanej do pasa sakwy. Żyjąc z napiwków i drobnych usług nie mógł pozwolić sobie na zbyt wiele, a więc narzędzia, którymi się posługiwał pozostawiały wiele do życzenia. Skarbnice wiedzy – trudno dostępne księgi i runiczne manuskrypty – również wymagały solidnej zapłaty, podobnie jak cenne informacje. Nikt nie działał tylko z dobroci serca, a dla własnych korzyści.
Trzecie oko czarodzieja opuściło jaskinię i tym samym szatyn upewnił się, że dziewczyna pozostawała sama – odważna sztuka. Nie odwracając wzroku od jej sylwetki zaczął analizować inne możliwości; może była pod wpływem jakiś eliksirów? Nigdy nie był dobry w ów dziedzinie, więc nie znał kresu możliwości magicznych płynów, choć obiło mu się o uszy, iż istniał wielosokowy ponoć działający jak jego geny, tyle że w znacznie krótszym czasie i mniejszym zakresie. Zaraz po tym przyszła mu na myśl sama metamorfomagia – może również potrafiła kształtować swe ciało w zależności od potrzeb oraz chęci? Jednak czym dłużej się jej przyglądał tym intensywniej atakowało go wspomnienie, jakoby miał już z nią kiedyś styczność, jakby miał okazję przyjrzeć się jej twarzy. Istniał choć cień szansy, aby przypadek sprowadził na tą samą, rosyjską drogę absolwentów jednej szkoły?
-Czyli nie wylewa księżniczka za kołnierz? Intrygujące.-… a tak naprawdę niezbyt bardzo, bowiem na tych ziemiach kobiety wcale nie odstawały od mężczyzn w kwestii alkoholu. Posiadały inne obowiązki, rzadziej wychodziły z domu, ale nie utrudniało im to codziennej dawki przezroczystego trunku. Wódka pomagała przetrwać, mimo że sam preferował złocistą ognistą.
Uniósł brew na jej słowa nie kryjąc przy tym kpiącego uśmiechu, które leniwie wpełznął na jego twarz. -Tak, trzymamy. Podobnie z resztą jak pyskate piękności.- odparł kręcąc głową na jej tupet. Naprawdę miała takowego solidne pokłady i z pewnością drażniło to wiele osób, choć on miał z tego całkiem niezły ubaw. Ciężko było go urazić, czy wytrącić z równowagi, ale z pewnością częściej mogła się uśmiechać, jak otwierać buźkę.
Momentalnie poczuł pod stopami drgania, a huk uderzającego o kamienne podłoże głazu wypełnił jego uszy. Ściągnąwszy brwi rozejrzał się po wnętrzu jaskini próbując odnaleźć przyczynę nietypowego zjawiska, lecz nim odkrył co za takowym stało trzęsienie przybrało na sile. Wpierw zignorował słowa dziewczyny starając się odszukać inne przejście, jednakże żadne nie rzuciło mu się w oczy i był zmuszony ruszyć wprost za nią. Nie miał w zwyczaju podążać czyimiś śladami, jednakże nie przypuścił, iż ktoś tak skrupulatnie zabezpieczył owe miejsce – nie dawał wiary, że gwałtowne zapadnięcie się drogi wyjścia było przypadkiem.
-Szybciej!- krzyknął biegnąc, tuż za plecami dziewczyny, wąskim korytarzem, który… zaczął się zwężać? Próbował odrzucić od siebie ów myśl i potraktować ją jako złudzenie, lecz oczy go nie myliły – nie mieli wiele czasu. -Słońce ja rozumiem, że masz krótkie, choć niezwykle zgrabne nóżki, ale czy możesz nimi przebierać szybciej?- rzucił nie mogąc już nawet rozłożyć rąk na boki.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 37
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Rosja, 1954 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime11.05.20 17:42

Zwykle w towarzystwie obcych osób nie była tak rozmowna. Nie przywykła też do tego by od razu sięgać do ironii czy kpiny. To nie było do niej podobne. Wiedziała jednak, że stała na straconej pozycji. Wyciągając ręce w geście kapitulacji nie zdążyła przemyśleć swoich opcji ucieczki. Mogła podnieść różdżkę i wypowiedzieć mu pojedynek, ale znała swoje możliwości i wiedziała, że jej szczęście lubi często być przekorne. Wchodząc do jaskini pozbyła się też drogi ucieczki. Pochwycenie tematu było czymś w rodzaju grania na czas i doskonale wiedziała, że czarodziej robi to samo. Szukał jej towarzyszy, analizował to kim mogła być i co tutaj robiła. Chyba nikt nie spodziewał się w takim miejscu tłumów. A skoro do jednego kamienia chcą ręce wyciągnąć we dwójkę to ktoś musiał być stratny. Miała zamiar zrobić wszystko by nie znaleźć się na przegranej pozycji. Na stu skaczących goblinów nie po to przeszła przez to wszystko by teraz wrócić do Londynu z pustymi rękami. Tak naprawdę nie chciała głośno kpić z przewrotności losu, ale jakie było prawdopodobieństwo, że na swojej drodze spotka rodaka? Tak przynajmniej jej się wydawało. Mężczyzna choć posiadał delikatny akcent to jednak mówił po angielsku zbyt płynnie i poprawnie by być obcokrajowcem. To było łatwe do rozpoznania. Nawet jeśli znałby język idealny to nie byłby w stanie rzucać skrótowo poszczególnych słów bez wcześniejszego funkcjonowania w brytyjskim społeczeństwie. Tak czy inaczej nie podejrzewała, żeby spotkali się wcześniej na szlaku. Nie mógł być jednym z jej rodowych poszukiwaczy.
Rozmyślanie na podobne tematy wcale nie poprawiało jej sytuacji. Mężczyźnie widocznie przypadły do gustu jej głupie żarty, bo nie wydawał się być nimi urażony. Ktoś na tych ziemiach z poczuciem humoru i tak przyjemną aparycją? To musiała być pułapka. – Tak to szalenie wyjątkowy widok – dodała i uniosła kącik ust w delikatnym uśmiechu. Wzrok utkwiła w ścianie znajdującej się za mężczyzną. Jaskinia nie wyglądała na całkowicie naturalną i to by pasowało to tego co udało jej się znaleźć w manuskryptach. Gorzej jeśli naprawdę się spóźniła. Tylko z drugiej strony czy mężczyzna nadal by tu tkwił celując w nią różdżką? Gdyby dostał to czego szukał już dawno by go tu nie było.
Na kolejne słowa mężczyzny blondynka pokiwała głową, a potem gestem zamknęła sobie usta na klucz. Zdecydowanie nie było powodu do drażnienia losu. Granie w dwuznaczności z kimś żyjącym w tej dziczy było ciekawe, ale niezbyt bezpieczne. Wcale nie zdziwiłaby się, gdyby naprawdę zamykali kobiety w budach.
Kiedy jaskinia zaczęła się walić zrobiła to co zwykle w tego typu sytuacjach. Zamiast odpuścić i uchronić się przed zagrzebaniem żywcem postanowiła pobiec w sam środek gruzów. Nie posądziłaby mężczyzny o podobne szaleństwo, ale jego ciężkie kroki prawdopodobnie dało się usłyszeć aż w Moskwie. Kroczył za nią, a ona naprawdę nie miała siły biec szybciej. Jego komentarz stał się negatywną motywacją do tego by wykrzesać z siebie jeszcze trochę. – Trzeba było odpuścić sobie dokładkę na obiad – warknęła w jego kierunku. Skąd mogła wiedzieć, że prócz walącego się im na głowy gruzu przyjdzie im też bronić się przed spłaszczeniem. Choć jego komentarz wcale jej się nie podobał to jednak wiedziała, że ma rację. Musieli biec szybciej. – Tam – krzyknęła pokazując mu wiązkę światła. Znajdowali się już blisko wyjścia – lub wejścia. Nie miała pojęcia dokąd biegną. Kiedy w końcu udało im się dotrzeć do końca korytarza Lucinda z impetem zatrzymała się na małym murku wzbijając w powietrze kłęby kurzu. Zaraz po tym jak mężczyzna wybiegł z korytarza ściana za nimi zamknęła się, a razem z nią ich droga powrotna. Blondynka zakaszlała głośno próbując złapać oddech. Paliło ją w piersiach. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej się załapać na maraton. – Uratowałam ci życie – odparła pewna siebie. – Zrób coś dla mnie i powiedz w końcu co tu robisz. – mogli bawić się w kotka i myszkę, ale nie o to tutaj chodziło. Nie było już odwrotu, a pomieszczenie, do którego trafili było prawdopodobnie tym, którego szukali. Jeśli tak to chciała mieć pewność, że nie musi mu patrzeć na ręce. Chciała mieć pewność, że się wycofa.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime10.06.20 21:37

Jeśli istniał choć cień prawdopodobieństwa, że zjawiła się tutaj z tego samego powodu co on mogła od razu złożyć różdżkę i udać się do wyjścia. Artefakt spędzał mu sen z powiek, był dla niego nader ważny, a przede wszystkim cenny, dlatego bez zawahania gotów był zdobyć go siłą. Szkoda było tak zgrabnego ciałka oraz ciętego języka, więc gdzieś z tyłu głowy żywił nadzieję, że trafiła tu zupełnym przypadkiem i bez żadnego konkretnego celu. Zważywszy na sytuację był to jednak zgubny optymizm – niebezpieczne rejony, zamknięci na obcych ludzie oraz wiele czyhających, magicznych istot nie zachęcały nawet poszukiwaczy przygód.
Wiedział, że choć zwodziła go całkiem zabawnymi komentarzami, to w jej głowie odbywała się podobna analiza. Z pewnością zdążyła wyłapać charakterystyczny akcent i wysunąć wniosek, że ze wschodnią Europą mógł mieć wiele wspólnego, lecz mimo wszystko nie był to jego prawdziwy dom. On sam daleki był od podobnego stwierdzenia, gdyż powrót do Anglii był ostatnim o czym wówczas myślał i gdyby nie korzenia nie czułby żadnego przywiązania. Dopiero Tara, choć miała być krótkim przystankiem w długiej podróży, stała się miejscem oferującym mu wszystko czego oczekiwał; dom, pracę, nowe umiejętności, wiedzę, a przede wszystkim niezwykle korzystny, biznesowy punkt zaczepienia. Potrzebował czasu, aby zaaklimatyzować się, niezbędne były mu spore pokłady  cierpliwości na pokonanie przyzwyczajenia do indywidualności, które zaburzała Rosjanka – choć liczył tylko i wyłącznie na płynące z tego korzyści – ale finalnie był zadowolony ze swej decyzji. Nie dało się ukryć, że poszukiwaczom artefaktów niezbędne były spore pokłady galeonów oraz wyrozumiałości szefa przy ewentualnym zatrudnieniu i on miał te dwa aspekty zapewnione, co pozwalało mu znacznie częściej eksploatować tajemnicze rejony.
-Wyjątkowy jak księżniczka już leży, czy jeszcze słania się na nogach? Liczę, że kiedyś przyjdzie mi to zobaczyć.- zaśmiał się kpiąco pod nosem nie spuszczając wzroku z twarzy dziewczyny. Nieustannie zastanawiał się jaki był prawdziwy cel jej wizyty w jaskini i dlaczego jeszcze nie postanowiła udać się z powrotem do wyjścia. Rzeczywiście przyjdzie im ścigać się o zaklęty kamień? Walczyć o niego? Radziłby odpuścić, lecz obserwując zachowanie, podejście oraz sam fakt celowania w jego kierunku różdżką wiedział, że nie zrezygnuje z celu po jednej, prostej rozmowie.
Pokręcił głową obserwując jej teatralne zachowanie, a tym samym istny pokaz pewności siebie w obliczu zagrożenia. Nie mogła wiedzieć kim był, co tutaj robił i tym bardziej jakie w jego głowie kłębiły się zamiary, a mimo to nie spanikowała wciąż utrzymując ironiczny ton. -Widzę, że już Cię tego nauczono.- rzucił nim jaskinia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i wypłoszyć ich nim sami zdecydują się ją opuścić. Czyżby tylko ją nie bawiły ich żarty? Istniało takie podejrzenie.
Pędząc wzdłuż zwężającego się korytarza zacisnął znacznie mocniej różdżkę w ręku na wypadek, gdyby nie pozostało mu nic innego jak przetestowanie własnego szczęścia. Nie był biegły w urokach, podobnie jak obronie przed czarną magią, dlatego trudniejsze zaklęcia stanowiły dla niego nie lada wyzwanie – nierzadko niemożliwe do wykonania. Irytowała go własna niemoc, co nie przynosiło żadnych pozytywnych efektów, a wręcz przeciwnie, bowiem budziło stres i niepotrzebną złość, które jeszcze bardziej utrudniały sprawę. -Dzisiejszy obiad właśnie gonię.- krzyknął w odwecie mając w pamięci wyobrażenie kobiety o nietypowych – jej zdaniem – rosyjskich przyzwyczajeniach.
Biegnąc jak najszybciej potrafił skierował swój wzrok na wskazywaną wiązkę światła. Byli w potrzasku, nie miał powodu, aby jej nie ufać, dlatego bez chwili zastanowienia ruszył w tamtą stronę. Finalnie wypadł z impetem z korytarza i zaraz po tym jego uszu doszedł huk zatrzaskujących się ścian. Opierając dłonie o kolana pochylił się starając złapać głębszy oddech.  Nie był wysportowany, jego kondycja nie nadawała się nawet do dłuższej, pieszej wędrówki, więc i tak był pozytywnie zaskoczony, że nie została z niego jedynie plama krwi. -Jasne. Mało brakowało, a byś mnie zabiła.- wyrzucił z siebie ochrypłym głosem. Serce dudniło mu w piersi co było znakiem, że naprawdę musiał się napić. Sięgnąwszy dłonią do wewnętrznej kieszeni szaty wyciągnął piersiówkę, którą otworzył i przechylił tuż nad ustami pozwalając, aby kojący płyn przyjemnie zapiekł go w gardle. -Jestem na pierwszej, wymarzonej randce, nie widać?- rzucił, po czym oparł się o chłodną ścianę musząc choć chwilę odpocząć.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 37
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Rosja, 1954 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime03.07.20 19:04

Kalkulując ryzyko musisz zdawać sobie sprawę z tego, że nie wszystko może pójść po twojej myśli. W ich fachu zdarzało się to nad wyraz często dlatego starała się przygotowywać na wszelkie niespodzianki. Wpatrując się w mężczyznę doszła do wniosku, że wolałaby już zmagać się z pułapkami czy przekorną magią. Ludzie zawsze stanowili problem i niejednokrotnie już się o tym przekonała. Dodatkowo znajdowała się w kraju pełnym sprzeczności i absurdów. Nie do końca wiedziała czego może się od czarodzieja spodziewać, a z jego twarzy mogła bardzo szybko wyczytać, że on także kalkuluje to do czego kobieta będzie się w stanie posunąć. Może właśnie dlatego przeciągała to wszystko sięgając do chwiejnych manier i krzywego humoru. Doświadczenie nauczyło ją, że o wiele lepiej jest mówić to co ślina na język przyniesie niżeli uprzejmie klepać po plecach. Jako kobieta w przepełnionym przez mężczyzn zawodzie bardzo szybko musiała zmienić sposób myślenia. Patrząc na siebie widziała miękką gąbkę, która nawet teraz kalkulowała czy aby na pewno wyjdzie z tego żywo. Nie chodziło jednak o to co widziała w sobie, a to co spostrzegali w niej inni, a sama głośno nie przyznałaby się do krępacji jaką zwykła czuć właśnie w takich sytuacjach. Chyba naprawdę wolałaby trafić na niedźwiedzia w budzie niż na kolejnego poszukiwacza.
- Spokojnie, jutro nie będziesz już pamiętał mojej twarzy – odparła nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego jak bardzo się myli w swoich słowach. Na swojej drodze poznawała wielu ludzi. Niektórzy zapadali jej w pamięć, z niektórymi utrzymywała kontakt nawet po tym, gdy ich ścieżki się rozeszły. Wielu jednak stanowiło jedynie twarze, których prawdopodobnie na ulicy by nie dostrzegła. Choć mężczyzna nie wyglądał na kogoś kto daje się zapomnieć to jednak nie myślała o tym by ich ścieżki ponownie się połączyły.
Blondynka nie miała wątpliwości co do tego, że gdyby chciał to bez problemu by ją dogonił. Miał rację. Krótkie nogi nie pomagały w tak ekstremalnych sytuacjach. Wolała zganiać to na brak kondycji niż choćby myśleć o konsekwencjach własnych problemów zdrowotnych. Choroba była tematem tabu, którego nie poruszała nawet we własnych myślach. Na komentarz mężczyzny przewróciła oczami choć nie mógł tego zauważyć. Ciekawiło ją to co mężczyzna właściwie robił na ziemiach wschodnich skoro stąd nie pochodził. Zdawała sobie sprawę z potencjału tego wielkiego kraju, ale czy naprawdę dało się tutaj żyć? Czy wybrał Rosję świadomie czy może przed czymś się krył? Czy da się dostrzec urok w tym szalonym miejscu?
Wpadając do zrujnowanej przez czas sali nie potrafiła złapać oddechu. Nie był to pierwszy raz kiedy od śmierci dzieliły ją sekundy i wcale jej to nie przerażało. Właśnie w takich sytuacjach czuła, że żyje. Bez gorsetów, sztucznych uśmiechu, wielkich balów i ludzi mówiących jej jak powinna się czuć, co mówić i jak wyglądać. Adrenalina, która płynęła właśnie w jej żyłach była powodem, dla którego bez przeszkód sięgała po kolejne ryzyko tak jak miliony ludzi przed nią i miliony po niej.
Nie spodziewała się, że się im uda, dlatego kiedy mężczyzna wspomniał o tym, że prawie go zabiła roześmiała się głośno. Przepełniona adrenaliną nie panowała nad własnymi osądami. Była zwyczajnie szczęśliwa, że jednak nie zginęła choć do końca zadania była jeszcze długa droga. – Na przyszłość… – zaczęła siadając na ziemi by poprawić poluzowane sznurówki - … kiedy kobieta przed tobą ucieka to raczej nie chce byś za nią gonił. – odparła wzruszając ramionami. Nie umknęło jej uwadze, że mężczyzna sięgnął po piersiówkę. W tym przypadku wcale mu się nie dziwiła.
Kiedy mężczyzna wspomniał o randce, blondynka pokręciła głową. Jej serce nadal próbowało wyskoczyć z piersi, ale wiedziała, że nie może dłużej siedzieć. Musiała znaleźć artefakt i wyjście z tego bagna. Naprawdę miała nadzieje, że zabezpieczenie, na które trafili przy samym wejściu będzie jedynym i sufit zaraz nie zawali jej się na głowę. – Dobrze, w takim razie zapalaj świeczki, rozsypuj kwiatki czy co tam masz w zamiarze, a ja mam parę rzeczy do zrobienia. – odparła wstając z ziemi. Blondynka rozejrzała się po pomieszczeniu. Na początku myślała, że znajdują się w jakiejś pogrzebanej świątyni, ale zmieniła zdanie podchodząc do pękniętego na pół grobowca, na którym widniał krzyż z ośmioma końcami. Podejrzewała, że wcześniej musiał tutaj znajdować się jakiś stary, rodzinny grobowiec. Nie mogła być jednak tego pewna.
Chcąc lepiej rozejrzeć się po okolicy podeszła do murka, który kiedyś musiał stanowić element ścianki działowej. Wspięła na murek bo z wysokości o wiele łatwiej było jej ocenić całą sytuację. Prawie od razu dostrzegła wąski korytarz po lewej stronie. Trochę jej ulżyło na myśl, że nie są całkowicie zamknięci w tym przeklętym miejscu. – Po lewo jest jakiś korytarz – powiedziała spoglądając na mężczyznę i w duchu prosząc by z tego wyjścia teraz skorzystał. Nie chciała zaczynać poszukiwań mając za plecami kogoś kto może tylko liczyć, że jej się uda. – Carpiene – rzuciła przed zejściem z murka. Jeśli miały być kolejne niespodzianki to wolała być na nie gotowa. Tym bardziej, że runy mogły być ukryte wszędzie, a kamień mógł spoczywać, w którymś z tych przeklętych grobowców. Na bezczeszczenie zwłok się nie pisała.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Rosja, 1954 Empty
PisanieTemat: Re: Rosja, 1954   Rosja, 1954 I_icon_minitime08.09.20 23:20

Słysząc jej słowa wpierw uśmiechnął się szelmowsko, uniósł wymownie brwi, a następnie ponownie pociągnął łyka alkoholu ze srebrnej piersiówki. -Nie zapominam twarzy osób, które zapragnęły wycisnąć ze mnie ostatni dech i pochować żywcem w jaskini- zaśmiał się pod nosem zerkając w jej kierunku. -Dodatkowo na panienki korzyść działa ten czarujący uśmiech- rzucił przykładając palec do swych warg, na których narysował wygięty ku górze łuk. Mógł powiedzieć o niej wszystko; była szalona, nieodpowiedzialna, nader pewna siebie i łamiąca stereotypy, jednakże z tych przypuszczeń tylko kwestia niezwykłej i wręcz powalającej urody mogła zostać uznana za pewnik. W całej swej szaleńczej gonitwie za starożytnymi, potężnymi reliktami był bezlitosny wobec osób stających na jego drodze, lecz nie sprawiało to, iż przestawał być mężczyzną, który dostrzegał kobiece wdzięki.
Serce niezmiennie dudniło w jego piersi dając jasny znak, że daleki był od wysokiej formy. Krótka przebieżka, co prawda w niecodziennej sytuacji, okazała się nader wymagająca, dlatego zamiast poszukiwać wyjścia postanowił zsunąć się na kamienną posadzkę i odpocząć przed następnym wymarszem. Przeczuwał, że jaskinia skrywała jeszcze wiele podobnych pułapek – może i nawet znacznie bardziej wymagających – dlatego nie chciał się spieszyć. Ściągnąwszy przepasaną, skórzaną torbę uchylił jej wieko, a następnie chwycił znajdującą się tam butelkę. Ilość trunku w piersiówce nie była zadowalająca, zatem zamierzał ją uzupełnić i przy okazji ponownie pociągnąć łyk prosto ze szklanego naczynia. -Napijesz się, czy jednak te krótkie nóżki tak cię świerzbią, że nie usiedzisz w miejscu?- rzucił licząc, że nie była na tyle szalona by ruszać dalej bez krótkiego przystanku. Nie nalegał w końcu na rozbicie obozu, a jedynie złapanie oddechu. Kto wie może dalej czekali na niego zaklęci strażnicy? Magiczne istotny? Jeśli miał dziś zginąć to na pewno nie na trzeźwo.
Zaśmiał się na jej kolejną cierpką uwagę, po czym wysunął zawinięte w skórę suszone kawałki mięsa. Chwyciwszy jeden z nich zaczął zajadać się ignorując przy tym jej żwawe poszukiwania wyjścia. Nie kwapił się do pomocy, bowiem jak widać mogła zrobić to za niego.
-Jak widać źle zrozumiałem przekaz. Musisz mnie jeszcze wiele nauczyć- zaśmiał się pod nosem obserwując poczynania nowo poznanej czarownicy. Skakanie na murek, rozglądanie się, tropienie pułapek; naprawdę miała jasny cel i chciała go czym prędzej osiągnąć. Byłby głupcem, gdyby nadal oszukiwał się, że byli tutaj z różnych powodów – zbyt bardzo jej zależało. -Może nader często towarzyszą mi te niedźwiedzie? Właściwie w chwilach, gdy przed nimi uciekałem też wolałem, aby pozostały w miejscu, a mimo to jakoś nieszczególnie ich to obchodziło- dodał wykrzywiając wargi w kpiącym wyrazie. Ze wspomnianymi zwierzętami nie miał zbyt wiele do czynienia, jednakże skoro tak lubiła o nich słuchać oraz wierzyła w te wszystkie zasłyszane frazesy, to zdecydował właśnie do nich nawiązać. Kto wie, może dzięki temu uzna go za godnego przeciwnika i odpuści nim będzie za późno? Próżne były to nadzieje, lecz mimo wszystko wolał uniknąć finalnego pościgu oraz rozlewu krwi, który z pewnością, jeśli jedna ze stron nie odpuści, nastąpi.
-Kwiatki?- burknął niezadowolony. -Myślałem o czymś bardziej kreatywnym jak zapadający się tunel, czy walka z zaklętą kreaturą chroniącą skarbu- wzruszył ramionami, po czym sięgnął po kolejny kawałek mięsa. -Na pierwszy rzut oka widać, że na badyla nie zaciągnę Cię do łóżka- dodał bez cienia skrępowania, a wręcz przeciwnie – na jego twarzy ponownie zagościł ironiczny uśmieszek. -No ale skoro marzą ci się świeczki to zaraz wezwę swego lokaja i nakażę mu przygotować tę zacną komnatę- pokiwał wolno głową wskazując dłonią miejsce, w którym ugrzęzli.
Informacja o korytarzu na moment odciągnęła jego uwagę od żartów. Wędrując spojrzeniem we wskazanym przez dziewczynę kierunku starał się dostrzec jakikolwiek jasny punkt, który sugerowałby, iż droga nie okaże się stratą czasu na skutek ślepego zaułka. Niewątpliwie było ich w tym miejscu wyjątkowo wiele. -Wykryłaś coś?- spytał odnośnie zaklęcia dźwigając się niechętnie na nogi. -Jest na tyle wąski, że istnieje ryzyko powtórki z rozrywki- rzucił zaraz po tym jak zbliżył się do odkrytego przejścia. Coś jednak mu nie pasowało, bowiem korytarz wydawał mu się zbyt krótki, a wyczarowana kula światła zamiast zawisnąć we wskazanym przez niego miejscu to zatrzymała się tuż przed granicą odsuniętych od siebie, skalnych ścian. Ściągnąwszy brwi zaczął rozglądać się w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek, obecności magii tudzież klątw. Czy ktoś naprawdę włożyłby tyle trudu w ukryciu artefaktu? Momentalnie jego wzrok przykuły nietypowe wgłębienia. -Spójrz- zawołał gestem dziewczynę, po czym kucnął tuż przed wejściem i potarł dłonią kamienną posadzkę, w celu usunięcia pyłu, odkrywając starożytne znaki. Był biegły w tej dziedzinie, potrafił bez trudu rozszyfrować większość run, jednakże te były mu kompletnie obce i bardziej przypominały szyfr niżeli prawdziwy język.
Unosząc wzrok ponownie przed siebie – w kierunku końca korytarza – wysunął rękę i przekroczył nią wspomnianą granicę. Na efekty nie musiał długo czekać, bowiem w tej samej chwili z przeciwległych ścian wystrzeliły ostrza, a gdy mimowolnie zabrał dłoń te zawisły w powietrzu jakoby czekały na swą ofiarę.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Rosja, 1954

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20