Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ganek
AutorWiadomość
Ganek [odnośnik]18.03.20 22:14

Ganek


Tutaj łóżko a tam szafa,
tutaj dzieje się zabawa
Kilka słów i zdanek kilka
i opisu jest linijka
nie bądź gałgan dodaj opis,
Daj nam wyobraźni popis


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]19.03.20 9:34
18 maja

Przez okno wpadał zabłąkany promień słońca, wiatr poruszał firanką łagodnie, niósł za sobą słodki zapach młodych liści, kwiatów, pykłów. Słyszało się szuranie wiatru w trawie, w gałęziach krzewów i drzew. Wiosna - pomyślisz.
Jesień - pomyśli Figg, gdy w dumnej pozycji na brązowej, nieco zniszczonej kanapie, przyniesionej prosto z giełdy starych mebli, siedząc przegląda gazetę, a tam, cóż, niezwykle dobre ujęcie jej falujących na wietrze włosów. Nawet nos nie wyglądał na tak piegowaty jak w rzeczywistości. Niesamowicie korzystna fotografia, a zaraz pod nią propozycja niezłej kasy za jej nieszczęsną głowę. Zbliża się więc jesień naszego życia. Zmiana, która sprawi, że wszystko zmieni swoje kolory - wyszarzeje jak krajobraz początku zimy aż w końcu obumrze. I nawet listopadowe burze nie wywołały takiego ogromu zniszczeń ich świata jak ludzie. Więc może właśnie taka jest prawda. Że to nie magia jest prawdziwym zagrożeniem, a potwory, które drzemią w tych wszystkich ludziach z niepoprawnymi wartościami. Zaślepionych obłudą. Zaślepionych tym, że jeden człowiek mógłby poprowadzić wszystkich ku zwycięstwu nad resztą.
Wszystko nagle stało się takie skomplikowane. Nagle jej kompletowanie całego wyposażenia domu stało się o wiele bardziej priorytetowe niż jeszcze parę dni temu. Wiedziała, że będzie miała nowego lokatora, na pewno Ellę, którą trzeba było ukryć gdzieś bardzo głęboko pod ziemią, żeby nie miały żadnych problemów. I jeszcze odezwała się Lucinda. Widziała ją na liście gończym i podejrzewała, że kobieta chce ukryć kogoś, kto jest dla niej ważny. W końcu sama zaznaczyła, że chodzi o koleżankę nieszlacheckiego pochodzenia. Gdy zaś Marcella wyczuła, że zaklęcie dało jej znać, że ktoś pojawił się na jej posesji, była właściwie zaskoczona, że wyczuła tylko jedną osobę. Odstawiła Biszkopcika na kanapę, który dotąd zajmował ciepłe miejsce na jej kolanach i wstała, by wyjść na ganek. By spotkać tam przyjaciółkę, której widok momentalnie sprawił, że Marcella spojrzała na nią ni to z rozczuleniem ni to ze współczuciem. Od razu dostrzegła torby, które kobieta miała ze sobą. - Brakuje Ci kąta do spania? - spytała łagodnie, by na koniec uśmiechnąć się lekko.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]23.03.20 13:24
Prawdopodobnie jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłaby tym wszystkim niesamowicie zaskoczona. Jej zdjęcie w gazecie okraszone nagrodą za schwytanie jej żywej, ale niekoniecznie i list od jej ukochanej ciotki Morgany, która jako nestor rodu Selwyn postanowiła w końcu pozbyć się ciężaru jakim była Lucinda i jej nieszlacheckie występki. Mogłaby wymieniać w nieskończoność te wszystkie rzeczy będące jej ciężarem w ostatnim czasie, ale prawdą jest, że wcale już go nie odczuwała. Może to efekt choroby cywilizacyjnej nazywanej potocznie społeczną znieczulicą, a może po prostu czara goryczy, która w końcu się przelała zamiast zasypywać ją kolejnymi odmianami furii pozwoliła jej odczuć ulgę. Wysłanie listu z odpowiedzią do Morgany było niezwykle zadawalające. Nadal Lucinda zastanawiała się na co tak naprawdę jej ciotka liczyła składając jej taką propozycje. Owszem, blondynka do najświętszych osób nie należała. Popełniła wiele błędów w ostatnim czasie, ale jak miałaby zdradzić swoich przyjaciół i jedyną rodzinę, która jej pozostała? Dla tytułu? Dla pieniędzy? Jak smutnym i przestraszonym człowiekiem trzeba było być by chociażby pomyśleć, że Lucinda może się na coś podobnego zgodzić.
Choć mogłoby się wydawać, że tego wieczora utraciła wszystko to co znała to czuła spokój. Dziwny i trochę przerażający spokój. Straciła nazwisko, straciła mieszkanie. Wiedziała jednak, że ma przyjaciół na których może liczyć i choć Lucinda nie wiedziała kogo Marcy spodziewa się zobaczyć pod swoimi drzwiami to zdawała sobie sprawę z tego, że w tym małym bojowym ciałku znajdzie się wystarczająco dużo miłości i wsparcia dla każdego. Nawet dla Lucindy bez nazwiska, pieniędzy i dachu nad głową.
Spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy nie trwało długo. Zostawiła w mieszkaniu niemalże wszystko. Zabrała swoje mapy, urządzenia potrzebne jej do pracy, niektóre artefakty mające dla niej znaczenia głównie sentymentalne, ubrania i kosmetyki, których używała na co dzień. Reszta została w mieszkaniu, które w końcu nie należało do niej i nie przez nią zostało urządzone. Tylko przez jej rodziców. Jakie przykre było to, że oni nie odezwali się do niej ani słowem. Od zawsze wiedziała, że nie popierają jej stylu życia, patrzyła jak z ciężarem machają ręką na jej poczynania wiedząc, że albo się zgodzą albo ją stracą. Na pewno swoją osobą przysporzyła im wielu nerwów i cierpienia, ale przecież nadal była ich córką. Miała nadzieje, że to zrozumieją. Tak się nie stało. Ani jej rodzice, ani jej rodzeństwo. Decyzja zapadła a wraz z nią zapadła cisza w eterze.
Blondynka pojawiła się przed domem Marcy późnym wieczorem. Wbrew wszystkiemu przedarcie się z mieszkania na Pokątnej poza Londyn wcale nie należało w obecnej chwili do najprostszych. Wiedziała jednak, że tu będzie bezpieczna. Będzie mogła odetchnąć. Widząc przyjaciółkę w drzwiach zrozumiała, że od razu powinna objaśnić sytuację, ale pisanie tego w liście nie należało do najprostszych. Taka była. Bała się współczucia. To ona pomagała ludziom, a nie oni jej.
Słysząc pytanie przyjaciółki uśmiechnęła się delikatnie i sięgając do wpółotwartej torby wyciągnęła małą podusie, którą ze sobą zabrała. – Do spania, do życia – odparła ze wzruszeniem ramion. – Lucinda już nie Selwyn  się kłania – dodała rzeczywiście delikatnie się kłaniając. Nie potrzebowała chyba mówić już nic więcej.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ganek Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ganek [odnośnik]04.04.20 12:33
Wczoraj jej rodzina zrobiła jej okropną awanturę. Ale rozumiała ich, mieli prawo nie wiedzieć, nie akceptować tego co się stało. Ona była przygotowana na wszystko co ma się stać. Od grubo ponad miesiąca wiedziała, że w końcu po nią przyjdą. Zakon doprowadził do momentu, gdy właściwie w każdej chwili mogła zostać wrogiem publicznym, z jednego lub drugiego powodu. Było ich za dużo, by w końcu ktoś nie zwrócił na to uwagi. I choć tłumaczyła się różnymi sposobami, wszystkie akcje, które podjęła przez ostatni miesiąc były spowodowane właśnie tym - przygotowaniem do ukrywania. Nie tylko siebie, ale również swoich bliskich. Ten dom... Był idealny. Właściwie nikt nie potrafił trafić do niego z zewnątrz, inaczej niż przez świstoklik, Marcella nikomu nigdy nie powiedziała w jakiej dokładnie lokalizacji się znajduje. Osoby pojawiające się w Kresie mogły wyczuć tylko jedno - zapach słonej bryzy i chłodny powiew morskiego wiatru. Niedługo to miejsce stanie się przyjazną ostoją. I to, że Lucinda miała się tutaj zjawić, to był początek.
Słońce zaszło, a ganek rozświetlało światełko zamknięte w specjalnej pułapce. Było zupełnie ciemno, do tego stopnia, że trudno było dostrzec z płot, który wyznaczał granice posesji. Gdzieś niedaleko majaczył tylko lekki zarys kamiennej szopy.
Marcella zrobiła wszystko co mogła, by to miejsce stało się jak najbardziej przyjazne dla przejezdnych. Zebrała wszystkie stare, zniszczone pościele, które gdzieś na dnie swoich szaf przechowywały jej ciotki i wujkowie. Z niewielką pomocą magii naprawiła je, odświeżyła, dzięki czemu mogła przyjąć naprawdę masę gości właściwie z miejsca. Część oddała też do Oazy, by ludzie mieli się na czym położyć. Część z nich straciła wszystko i potrzebowali każdej najmniejszej pomocy.
- Miło mi Cię poznać. - W końcu powiedziała, nie bardzo wiedząc jak odnaleźć się w tej rozmowie. To musiała być okropna sytuacja, zostać odrzuconym przez rodzinę, przez tych, którzy przecież zawsze powinni być po naszej stronie, nieważne jak bardzo zbłądziliśmy, gdzie poprowadziła nas nasza ścieżka. Lucinda jednak stała tutaj teraz zupełnie odarta z tego - z nazwiska, z przynależności do czegoś, co czego należała od dziecka. Na co teraz zdała się nauka historii rodu, herbów, dziedzictwa? Na co ono się w ogóle zdawało, gdy dziecko szło własną drogą?
W końcu rudowłosa zbliżyła się i szybkim ruchem objęła ramionami Lucindę. Nie współczuła jej, bo spodziewała się, że ta już dawno przewidywała taki rozwój wydarzeń. Bardziej chciała okazać jej wsparcie - podarować to, z czego panna już-nie Selwyn została obdarta. - Witaj w domu.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]10.04.20 7:29
Choć Lucinda podejrzewała, że prędzej czy później to się stanie to jednak po tym wszystkim co w ostatnich miesiącach się wydarzyło ciężko jej było ustać na nogach. To tak jakby ten cały magazynowany stres i strach znalazły ujście właśnie dzisiaj i właśnie w tym miejscu. Blondynka była osobą, która raczej nie poddaje się emocjom. Łatwo było je tłumić, gdy na zewnątrz szalała wojna. Zawsze było coś ważniejszego, zawsze mogła gdzieś uciec bez wyrzutów sumienia. Dziś choć w końcu ogarnęła ją ulga to doskonale wiedziała jak wiele straciła. Nigdy nie chodziło jej o majątek czy szlacheckie pochodzenie. Pierwszy raz od chyba od zawsze czuła, że została sama. Spaliła za sobą wszystkie mosty zmuszona do tego by zacząć od początku. Nie miała rodziców, nie miała siostry czy brata. W historii jej rodu pozostanie jedynie wypalona plama świadcząca o tym, że był ktoś kto oparł się systemowi. Nie było to wcale takie złe zakończenie, ale zawsze zakończenie. Już o błędach sercowych nie chciała wspominać, bo za każdym razem gdy poruszała ten temat choćby w myślach czuła się mała. Mówi się, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga musisz mu opowiedzieć swoje plany na życie. Jeśli kiedykolwiek pomyślała o szczęśliwym zakończeniu to musieli mieć tam na górze prawdziwy kabaret.  
I to wcale nie jest tak, że nie potrafiła docenić tego co ma. Nie było przecież osoby na świecie, na którą mogłaby liczyć bardziej niż na Marcy. Choć czasem różniły się jak ogień i woda to bez względu na sytuacje potrafiły być ze sobą szczere, a przynajmniej tak było wcześniej. Bez presji, bez nacisku. Tylko jeśli, któraś ze stron tego chciała. Wojna zweryfikowała wiele choć tego nie zmieniła. Lucinda naprawdę chciałaby z siebie wiele wyrzucić. Zamknięta sama z własnymi myślami i tajemnicami walczyła próbując zwyczajnie nie zwariować. Po Azkabanie i po tym wszystkim co wydarzyło się później. Merlin jeden wiedział skąd ona brała na to wszystko siłę. Może nie brała tylko pozwalała samej sobie rozpadać się od środka.
Lucinda nie chciała widzieć w oczach przyjaciółki współczucia i na szczęście ta doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Właściwie chyba sama nie wiedziała jak się zachować. Od młodości była samodzielna, od ośmiu lat z nikim nie mieszkała. Dziś stała w progu jej nowego domu, jej własnej oazy. Gdy Marcy przytuliła ją do siebie ta przez sekundę stała nie będąc w stanie się poruszyć. Nie mogła płakać, nie mogła się wściekać. Wiedziała, że jedyne co mogła w tej sytuacji zrobić było wyrażenie zgody. Dla samej siebie. Po chwili blondynka oparła policzek o ramię przyjaciółki i przytuliła się do niej tak jakby ta była jej kotwicą. Każdy swojej potrzebował. – Jestem beznadziejną współlokatorką Marcy, ale czy możemy już wejść do salonu, napić się wina i sprawić, że będę potrzebować magicznego przewodnika by dojść do sypialni? – zapytała licząc, że przyjaciółka nie będzie mogła jej odmówić. Właściwie może mieszkanie ze swoją kotwicą nie było takie złe. Przynajmniej wiedziała, że nie odpłynie.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ganek Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ganek [odnośnik]17.04.20 22:58
Były zupełnie różne. I choć Marcella była jak glina - z początku delikatna i miękka, pod wpływem ognia stawała się twardsza, często poddawała się swoim okropnie burzliwym uczuciom. Chciała nauczyć się to powtrzymywać, jednak czasem łzy po prostu zbyt mocno cisnęły pod powieki, były zbyt silne i zbyt natarczywe. A ona zbyt nostalgiczna. Świat zmieniał się tak szybko i ona się tak szybko zmieniała. Wszystko wokół było jak plastelina - nie twardniało gdy przychodził ogień, lecz topiło się w jego płomieniach, zupełnie zmieniając swoją formę. I teraz była obrzydliwa, strawiona płomieniami, niepewna przyszłość rysowała przed nimi swoje niepełne oblicze. Teraz tym bardziej musieli się wspierać, jednak zgadzała się, że to nie czas na współczucie. Musieli być silni, ale blisko siebie. Jak nigdy musieli na siebie liczyć. Nie mrugnęłaby okiem, by przyjąć swoją przyjaciółkę do siebie, skoro tylko miała problem. A jej problem musiał być duży. Nie wyobrażała sobie jak okropne musiało być wyparcie przez całą rodzinę... Tak po prostu, odejście wszystkiego w ciągu jednej chwili. Rodzina, rodzice, rodzeństwo, momentalnie odwracało się od człowieka tylko w imię idei. Ale przecież oni wszyscy teraz tracili coś w imię pewnej idei.
- Tak, możemy. - Uległa jej od razu. Wiedziała, że dzisiaj też będą tego potrzebować. A Marcella przygotowała się najlepiej jak mogła, by to miejsce było dla wszystkich, którzy postawią tu swoją nogę bezpieczną przystanią, do której nikt nie będzie miał dostępu. Nikt nie będzie w stanie już ich skrzywdzić. - Ale najpierw pokażę Ci, gdzie będziesz spać, okej? I zostawimy Twoją poduszkę. - Na ustach Marcelli pojawił się lekki uśmiech, jednak wtulona w nią przyjaciółka nie mogła tego zobaczyć. Na pewno będzie czuła się bezpieczniej, mając ją obok, a w świetle ostatnich wydarzeń, przyznać trzeba, mogła się o nią martwić i nikt nie mógł jej zarzucić, że przesadza. O nie, dzisiaj nie przesadzała, zwłaszcza, że na roślinkach nie znała się w ogóle. - I chyba nie mam wina. Ale mam jakąś nalewkę.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]21.04.20 10:32
Lucinda nie wątpiła nawet przez chwile w to, że może liczyć na swoją przyjaciółkę. Na początku dziwnie się czuła z myślą, że jej rodziną stał się Zakon. Oczywiście nadal nie znała dobrze wszystkich, a sojusznicy pojawiali się i znikali, ale na tych, których znała dobrze zawsze mogła liczyć i zawsze mogła im ufać. Gdyby nawet poleciały jej dzisiaj łzy to chyba nie nad ludźmi, których zostawiła, a nad tym jak niewiele znaczą więzy krwi w arystokratycznych rodach. Tak łatwo pozbyć się problemu. Pozbawić go wszystkiego w imię tak wielkich okropieństw jakie aktualnie dzieją się w ich magicznej społeczności. To bolało choć chyba nie tak bardzo jak podejrzewała. W końcu przygotowywała się do tego większość część życia. Rozgrywała różne scenariusze i na głowę Merlina nie spodziewała się, że którykolwiek będzie mógł nieść ze sobą ulgę. A ona naprawdę ją czuła. Minie wiele godzin zanim ją doceni, ale wiedziała, że tam jest.
Widzące na ulicach Londynu listy gończe przysporzyły wielu problemów i to nie tylko jej. Kiedy mogli ukrywać to kim są i to co robią to nie musieli się przed nikim tłumaczyć. Wtedy ich rodziny były bezpieczne. Teraz gdy wszystko wyszło na jaw, a oni stali się najbardziej poszukiwanymi czarodziejami w Anglii wyszło znacznie gorzej. Stali się kłamcami, za których głowy przewidziana jest wysoka nagroda. Wiedziała co to oznacza dla wielu bliskich jej osób. Skonfrontowanie się twarzą w twarz z rodziną i próba wyjaśnienia tego co się robiło przez ostatnie miesiące, a nawet lata nie mogła być prosta. Teraz to nie brak wiedzy ratował życie, to oni musieli to zrobić.
- Kto by się spodziewał, że skończymy pod jednym dachem – zaczęła zaczepnie uśmiechając się przy tym. Z Marcelą łatwiej jej było być po prostu sobą. Kiedy chciały to po prostu wyrzucały wszystko z siebie nawet jeśli były to największe brudy. Potrafiły też po prostu milczeć bez krępacji, bo po prostu obie takie właśnie były. – Wiesz, zdałam sobie sprawę z tego, że większość moich rzeczy wcale nie należy do mnie. Ta podusia, kilka ciuchów i torba artefaktów. Nie sądziłam, że jestem poszukiwaczem prosto wyjętym z dowcipów. – mieszkając na Pokątnej myślała, że to jest jej dom więc wszystko co znajdowało się w mieszkaniu należało do niej. Kiedy zaczęła się pakować zdała sobie sprawę z tego jak niewiele ma i jak niewiele potrzebuje.
O nalewce nie powiedziała ani słowa. Figg doskonale wiedziała, że było jej to wszystko jedno. A nawet i lepiej. Wino mogło dzisiejszego wieczoru sobie nie poradzić. – A ty? – zapytała przyjaciółkę wiedząc, że obecna sytuacja i dla niej musi być trudna. – Co na to wszystko twoje rodzeństwo? Cała rodzina? – dodała mając nadzieje, że ona będzie miała lepsze wieści. Chociaż kiedy twoja twarz wisi na murach w całym Londynie to czy naprawdę można oczekiwać, że nadejdą lepsze wieści?


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ganek Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ganek [odnośnik]15.05.20 23:44
Ona się trochę tego spodziewała. Kiedy w Walczącym Magu i na plakatach pojawiła się podobizna Lucindy, a tak drastycznie zmieniły się poglądy jej rodziny, można było się spodziewać, że tak się stanie. Nawet jeśli w oczach Marcelli, dorastającej w rodzinie, w której wartość najbliższych była na pierwszym miejscu, trudno było to sobie wyobrazić. Jak rodzice mogli dopuścić by ich dziecko zostało samo. Zupełnie porzucone, samotne. Zdane na łaskę ludzi, którzy nie byli rodziną. Ale byli nią w innym znaczeniu. Bo tak naprawdę Zakon dla wielu stał się tymi najbliższymi. Najważniejszymi osobami, na które zawsze można było liczyć.
- Trudno mi to przyznać, ale trochę mi ulżyło. - Przyznała. Nie znała bezpieczniejszego miejsca poza jej domem w tej chwili. Chyba tylko Oaza mogła z nim konkurować. Ale zadbała, by to była jej ostoja - przyciągająca niezaprzeczalnym ciepłem odcięcia od tego całego bałaganu, który panował na zewnątrz. Tutaj było dobrze. Tutaj było bezpiecznie. - Nie szkodzi. Niedługo znajdziemy Ci nowe rzeczy. Mogę pożyczać Ci sukienki, jeśli chcesz. - powiedziała, pokrzepiająco trochę. - Może w końcu będziesz miała naprawdę niesamowity styl. - Zaśmiała się, próbując rozładować napięcie żartem. Wiedziała, że przy niej może sobie pozwolić na takie zaczepki.
Zabrała od Lucindy jedną z toreb (najwyraźniej z artefaktami, bo była dosyć ciężka) i poprowadziła ją na piętro, do wolnego pokoju. Widać było, że przygotowała się na wizytę kogoś na dłużej - pokoje w jej domu były nieduże i skromne, ale miały wszystko to, co było potrzebne, by w nim po prostu mieszkać. Połatane pościele zebrane od dalszej rodziny jako skromne co łaska, wystarczająco ciepłe, choć mało ekstrawaganckie. - Przygotowywałam się do tego. Po ostatniej misji wiedziałam, że będą mnie ścigać. - Przyznała całkiem spokojnie. Nie czuła już nic w związku z ostatnimi wydarzeniami - nie czuła ani złości ani zaskoczenia. Chyba pogodziła się z tym, że jej życie wywróci się do góry nogami - wiedziała to od dawna. - Byli trochę źli. Ale szybko przyjęli to na klatę. Dlatego będziemy mieszkać z moją siostrą. Poznacie się pewnie jutro... Mam nadzieje, że się polubicie. Ale... - Wzięła głęboki oddech. Jeśli Lucinda miała tu mieszkać, musiała wiedzieć. - Ella jest charłakiem. Więc będziecie musiały się dotrzeć. Ona nie zawsze wie, jak działa... magia.
I na pewno Lucy nie wiedziała jak działają mugolskie sprzęty. Zapewne początki będą trudne.
Pozwoliła sobie zostawić na chwilę Lucindę, by mogła odłożyć swoje rzeczy już tam, gdzie chciała. Sama zaś udała się do kuchni, by przygotować dla nich coś do picia. Na początek herbata, ale z dodatkiem słodkiej nalewki z czereśni. I stary, wełniany koc. Z takim zestawem mogła wrócić na ganek, by poczekać na przyjaciółkę. Mogły po prostu usiąść i porozmawiać. Przy okazji dołączył się do niej Markiz i Biszkopcik, otaczając swoją panią słodką, puchatą miłością.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]25.05.20 19:38
To nie było tak, że Lucinda nie spodziewała się ataku ze strony prasy czy innych źródeł. Doskonale wiedziała jak działały media. Manipulowanie ludźmi za pomocą ich codziennych rytuałów było najprostsze. Włożenie Zakonników do wora z napisem „niebezpieczeństwo” działało na postrzeganie ludzi, a już w szczególności, gdy mogli na tym zarobić. Znała ludzi na tyle dobrze by wiedzieć, że są przekupni i bardzo łatwo na nich wpłynąć. To było przykre, ale prawdziwe. Widząc swoją twarz na plakatach w całym mieście zaczęła się zastanawiać co tak naprawdę robili źle. Przecież to oni walczyli o lepsze jutro dla tych wszystkich ludzi. To oni stali po dobrej stronie tego konfliktu. Byli tymi dobrymi. Może taki właśnie był los ludzi, którzy chcieli czegoś lepszego. Musieli radzić sobie nie tylko z oprawcą, ale także z ludźmi, którym chcieli finalnie pomóc. Co za cholerne zrządzenie losu.
Na uwagę o jej strojach uśmiechnęła się pod nosem. – Może razem zaczniemy ubierać się bardziej stylowo? – zaproponowała odgryzając się przyjaciółce. Lucinda doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jest trochę staromodna. Pomimo tego, że walczyła ze stereotypem szlachcianki to nie mogła nic poradzić na to, że w jej głowie nadal nią pozostawała. Minie dużo czasu zanim się tego pozbędzie. Minie dużo czasu zanim przyzwyczai się do tego, że jest już kimś innym. Nie Lucindą Selwyn.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, kiedy Marcy wzięła od niej jedną z toreb i ruszyła za nią na piętro. Pokój, który dla niej przygotowała różnił się od tego, który miała na Pokątnej. W pozytywnym znaczeniu tego słowa. W całym domu czuło się rozchodzące się ciepło. Tego nie mogła powiedzieć o białych ścianach swojego mieszkania. Nigdy nie starała się zbytnio by jej kąt przypominał dom. Tutaj nawet słońce wdzierające się przez okna grzało zlodowaciałą skórę. – Martwią się o ciebie. To zrozumiałe – zaczęła kładąc torbę przy łóżku. – Każdy z nas musiał podjąć w końcu jakąś decyzję. Stanąć po odpowiedniej stronie. Wierze, że to zrozumieją. – dodała uśmiechając się promiennie do przyjaciółki. Tak naprawdę było to pocieszenie dla Figg, ale też dla niej. Chciałaby wierzyć, że najważniejszych ludzi ma obok siebie i nie potrzebuje rodziny, która jej nie chce. Nie było to jednak takie proste. – Na pewno się polubimy. Może to moja szansa by nauczyć się czegoś nowego? Nie musisz się martwić, że ją czymś urażę – dodała. Doskonale wiedziała, że będzie musiała nauczyć się życia z innymi ludźmi, a oni z nią. Nie była pewna ile czasu będzie to trwało, ale zdawała sobie sprawę z tego, że nie mogła trafić lepiej.
Kiedy Marcy wyszła Lucinda usiadła na chwile na łóżku próbując zebrać myśli. Nie było to łatwe. Tak wiele zmieniło się w ostatnim czasie. Z tak wieloma rzeczami musiała sobie radzić i choć zawsze uważała się za silną kobietę to jednak czuła ciężar tych wszystkich zdarzeń na własnych ramionach. Westchnęła i w końcu wyszła z pokoju dołączając do Marcy na ganku. – Pięknie tu – zaczęła. Nie pamiętała kiedy ostatnio była w Szkocji. – Odkuję się szybko, Marc i poszukam sobie czegoś. Nie chce też siedzieć ci na głowie. – dodała choć chyba znała już odpowiedź kobiety.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ganek Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ganek [odnośnik]31.05.20 23:00
Właściwie w zależności od strony mogli być tymi złymi, jak i tymi dobrymi. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, nie da się zaprzeczyć, że pewne fakty można przekręcić, jeśli się tylko da. Biorąc sytuację typowo hipotetycznie, mogli teraz wypaść bardzo źle w oczach rodziny Selwyn - właśnie te ideały zabrały rodzicom ich córkę. Oczywiście, że wcale nie przestarzałe i zwyczajnie głupie w oczach Marcelli poglądy. Wiedziała, że to potrwa nim przyjaciółka przyzwyczai się do mieszkania tutaj. Do swojego nowego życia. Ale to wyjdzie jej na dobre ostatecznie, jeśli będzie chciała ruszyć wprzód.
Zaśmiała się pod nosem tylko. Zrozumiała żart, ale przecież ubierała się naprawdę ładnie, więc nic nie można jej zarzucić, dobra. Ale sądziła, że Lucinda będzie narzekać na jej styl, kiedy sama miała ogromne tyły w wiedzy o modzie. Może one obie powinny się oddać w ręce Elli?
- Mój brat ma nas wesprzeć. - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Była zaskoczona, że Bernie postanowił ich wesprzeć. To coś nietypowego, zazwyczaj nie dostawała od niego takiego wsparcia. - Pewnie jego też niedługo poznasz. My jesteśmy właściwie transakcją wiązaną. - Zażartowała. Figgi trzymały się razem nieważne co się działo - tak się jej wydawało. - Nie przejmuj się i bądź sobą. Pewnie obie się czegoś od siebie nauczycie.
Pozwoliła Lucindzie na chwilę zastanowienia. Wiedziała, że przyjaciółka bedzie potrzebowała wsparcia, ale przyda jej się również zwyczajne przemyślenie wszystkich spraw. Nowa rodzina, nowy dom, zupełnie nowa rzeczywistość. Siedząc przykryta kocykiem, powoli upijała sobie ciepłego naparu z nalewką. Idealnie równoważył chłód nadmorskiego powietrza. - Jutro pokażę Ci okolicę.
Przesunęła się trochę na starym tapczanie, który ze względu na swój stan znalazł miejsce właśnie na ganku. Pozwoliła Lucy usiąść obok, by mogła się w pełni rozgościć, a następnie nawet podała jej kawałek swojego koca. Była dzisiaj jakaś aż dziwnie podzielna.
- I ze swoją twarzą, która jest pokazana w całym Londynie jako twarz kryminalistki i zdrajczyni krwi, będziesz szukała mieszkania do kupienia wśród pośredników? Nie bądź niemądra. Wystarczy, że raz na jakiś czas pomożesz w ogrodzie i w zabezpieczeniach. Dobrze, że tutaj jesteś. Będę się czuła spokojniej niż gdybyś miała mieszkać sama. To teraz nie jest najlepszy pomysł. - Właściwie było jej bardzo na rękę, że Lucinda tu była. W razie wypadków, nie tylko Marcella mogła ochronić Arabellę, ale również jej przyjaciółka.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]10.06.20 21:21
Lucinda była typem indywidualistki. Nie lubiła być od nikogo zależna choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że czasami nie było innego wyboru. Tak jak teraz – mogła przecież na siłę szukać własnego kąta. Może jakiegoś mieszkania daleko od Londynu, ale wszystko w ich społeczeństwie było tak niepewne, że bałaby się tego na kogo trafi. Ludziom nie można było już ufać choć tak naprawdę walczyli tylko o nich i w ich imieniu. Nie wszyscy potrafili tego docenić i nie potrafili sprzeciwić się tym wszystkim okropnościom, które działy się w ich świecie. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nie ryzykowała tylko własną skórą. Ryzykowała wszystkim co miała, ryzykowała swoją wiedzą, która mogłaby zrobić krzywdę jej najbliższym i wszystkim Zakonnikom. Przyjście do Figg było tym co było bezpieczne nie tylko w jej postrzeganiu, ale także we wszystkich innych aspektach i nawet jeśli jej indywidualizm w tym momencie cierpiał to wiedziała, że tak będzie najlepiej dla wszystkich.
- Domyśliłam się, że biorę was w pakiecie – zaśmiała się będąc zazdrosną o ich relacje. Nie wiedziała czy zawsze tak między nimi było czy może dopiero wojna zweryfikowała ich rodzinną hierarchię. Tak czy tak zazdrościła im tego, że mogą się wspierać i być przy sobie, gdy naprawdę tego potrzebują. To sprawiło, że Lucinda zaczęła zastanawiać się nad swoimi relacjami z rodzeństwem. Nie chciała mówić tego nawet głośno, bo siostra, która pragnie twojej śmierci nie jest czymś czym powinno się chwalić. Z bratem także nie miała prawie żadnego kontaktu. To było przykre, ale prawdziwe. Nawet jeśli kiedyś potrafili ze sobą rozmawiać to ten czas minął. – Cieszę się, że mieszkacie razem tym bardziej, gdy robi się naprawdę niebezpiecznie. Nawet jeśli wydaje ci się, że swoją obecnością bardziej ją narażasz to z drugiej strony masz okazję ją chronić. – dodała nie wiedząc do końca jakie odczucia względem tego ma jej przyjaciółka. Ona prawdopodobnie wolałaby chronić swoich bliskich odsuwając się od nich, ale czas pokazał jej też, że to wcale tak nie działa. Jeśli ktoś będzie chciał ich zranić to i tak to zrobi, a ona nie mogłaby sobie później wybaczyć tego, że nic nie zrobiła.
Blondynka usiadła obok Marcy i przykryła się delikatnie kocem. Chyba naprawdę tego potrzebowała. – Wiem – odpowiedziała szybko na jej uwagę dotyczącą ich wspólnego mieszkania.  – Nie będę ryzykować dopóki to wszystko choć trochę się nie uspokoi. I tak muszę poczekać na kila zleceń zanim cokolwiek znajdę, ale nie chce też was niepotrzebnie narażać. – dodała ze wzruszeniem ramion. Wiedziała co to dla nich wszystkich oznacza. Kolejne zagrożenie. – Nie rozmawiajmy już o tym. Koc, nalewka, piękne miejsce. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego domu. – odparła uśmiechając się do blondynki z wdzięcznością.

z.t x2


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ganek Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Ganek [odnośnik]10.10.20 22:46
2 lipca


Życie to paradoks. Z jednej strony siadam nad szklaneczką z whisky i mówię innym, że powinni się rozluźnić, przecież wcale nie będzie tak źle. Przecież tego potrzebujemy. Chwili uśmiechu, oddechu, chwili zapomnienia, że przyszło nam najważniejsze lata swojego życia spędzać w kraju zniszczonym ideologią, wojną i niszczycielską przemocą. Gdy byłam z ludźmi, próbowałam myśleć pozytywnie, za nich, bo w innych trudno było znaleźć dobre myśli. Trudno było zapomnieć o wojnie. Ja bym chciała chociaż przez chwilę nie pamiętać. Przejść przez noc bez koszmarów. Próba zabezpieczenia jedynego, co mi zostało spędzała mi sen z powiek. Czasami zastanawiałam się czy to nie kwestia moich wyrzutów sumienia. Od początku naszego małego, wspólnego istnienia czułam, jakbym ograbiła Ellę z czegoś, co nigdy nie powinno należeć do Marcy. Zabrała z jej życia magię, choć powinny móc się nią podzielić. Życie nie jest sprawiedliwe, jest cholernie skomplikowane i czasami zwyczajnie drwi wszystkim w twarz. A ja chciałam tylko spokojnie przeżyć swoje. A co z tego mam? Kłótnię we własnej głowie czy to co robię w ogóle jest słuszne. Czy nie powinnam po prostu zlać się z szarym tłumem, próbując odnaleźć się w rzeczywistości, jaka ona by nie była. Mieć męża i dwójkę dzieci z moimi oczami. Problem w tym, że prowadzona powinnością i przypadkiem już dawno porzuciłam tę ścieżkę. I nie będę mogła przestać, póki świat nie wróci do normy. Póki nie będzie bezpieczny dla mojej siostry i dla osób, które będą częścią mojego życia. Tak chciałam. Tylko coraz rzadziej myślałam, że to możliwe. W ciszy przesiadując na ganku, patrzyłam w gdzieś w stronę miejsca, gdzie powinny znajdować się klify, ale przysłaniały mi je drzewa. Przez ich korony przebijały promienie słońca. Ganek pachniał dymem papierosa, lekkim zapachem czarnej kawy, odrobiną bardzo gorzkiego rumu, który kiedyś zostawił mi Keat. Ponoć to niezdrowe, ale lubiłam wypić wieczorem. I z tym wspomaganiem trudno mi było zasnąć. Starałam się skupić na przyjemnych rzeczach. Na ciepłym wietrze tego dnia. Na kanapie, która pomimo starości była całkiem miękka.
Przeszedł mnie lekki dreszcz w okolicy karku. Tylko jedno z zabezpieczeń zareagowało na nową obecność, najwyraźniej moja magia uznawała ją za niewrogą. Poczułam jednak, że ktoś się pojawił. I podejrzewałam kto to był. Nalałam sobie kieliszek rumu i wypiłam duszkiem, siadając głęboko w kanapie. Kolejna rozmowa, którą spieprzę.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]11.10.20 1:13
Tej nocy nie zmrużyłem oka. Nie wiem czy to przez zmęczenie misją czy wyjec od Marceli. A może tak ogólnie ze zmęczenia, przecież ostatnio tyle się dzieje. Zaczynam tracić siły na tę walkę, każda kolejna porażka coraz bardziej mnie podkopuje. To już za długo trwa. Za dużo poświęciłem. Coraz częściej nawiedzają mnie czarne myśli i nie pozwalają spać ani skupić się na niczym w dzień. Wiele rzeczy zaczynam robić mechanicznie. Staram się uśmiechać i być normalnym sobą, ale mam wrażenie, że to wymuszone zachowanie. Ostatnio stałem się bardziej małomówny i wycofany. Zauważyłem jednak, że stałem się też bardziej stanowczy i pewny siebie, polubiłem tę cechę. Wcześniej brakowało mi tej siły do podejmowania trudnych decyzji. Może dlatego postanowiłem nie odkładać rozmowy z Marcelą na później, bo wiedziałem, że tak czy siak wreszcie ją przeprowadzimy. Najpierw jednak zająłem się swoimi codziennymi obowiązkami w Oazie, które zaniedbałem poprzedniego dnia przez podróż do Warwickshire. Coraz więcej osób liczyło na moją pomoc przy obróbce jedzenia, którego zresztą wcale nie było tak dużo jak bym chciał. Musiałem zacząć wykazywać się kreatywnością, żeby nie podawać mieszkańcom Oazy codziennie tego samego. To też mnie martwiło, chociaż powinienem się cieszyć, że w ogóle mamy co włożyć do żołądka.
Nastał zmierzch, kiedy wreszcie wróciłem do chatki. Przemyłem zmęczoną i lekko okaleczoną twarz zimną wodą i przebrałem się w świeże ubrania, bo tamte wybrudziłem olejem. Zwykłe ciemne spodnie i szara koszula – już jakiś czas temu zrezygnowałem z kolorów, po części będąc do tego zmuszonym, bo większość moich ubrań została w Ruderze. Włożyłem do kieszeni świstoklik i przeniosłem się daleko na północ.
Lubiłem dom Figgów. Był malowniczo położony nad brzegiem klifu, gdzie mógłbym stać godzinami i wpatrywać się w morze. Biła też od niego przyjemna rodzinna atmosfera, choć dzisiaj nie odczuwałem jej tak silnie jak zwykle. Wokół tego miejsca panowała również kojąca cisza, jakby nic nie mogło zachwiać tego spokoju. Może z wyjątkiem zdenerwowanej Marceli. Na pewno wiedziała, że przyszedłem; ten dom musiał być strzeżony zaklęciami jak forteca.
Była, czekała, tak jak myślałem. Stanąłem naprzeciw niej, dosłownie i w przenośni. Wyjąłem z kieszeni świstoklik i bez słowa postawiłem go na stoliku. Breloczek w kształcie miotły, w innej sytuacji pewnie bym się roześmiał, bo przecież od razu przywodził ją na myśl. - Nie żałuję, że tam z nią poszedłem - chyba tylko tyle chciałem jej powiedzieć. Nie życzyła sobie żadnych tłumaczeń i faktycznie nie było sensu ich dawać. Nic nie zmieni tego co się wydarzyło tydzień temu. Za to ja przynajmniej raz miałem czyste sumienie.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ganek E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Ganek [odnośnik]11.10.20 11:12
Chyba powinnam wstać i się poprawić. Powinnam czuć się zawstydzona. Problem w tym, że niewiele już mnie zawstydzało. Kiedyś chciałam, by ludzie widzieli mnie trzymającą fason. To nie tak, że dzisiaj tego nie chciałam, ale przeszłam przez tyle skrajnych sytuacji. Związana łańcuchami i krzycząca z bólu, rozdrapująca skórę do krwi, z rozdartymi plecami i rozdartym ubraniem. Ludzie widzieli mnie już tak często, gdy nie pamiętałam o trzymaniu fasonu, że w tej chwili było mi już naprawdę wszystko jedno. Nawet jeśli nadal lubiłam pokazać się w nowych ubraniach i z jakiegoś powodu czułam nieokreśloną radość, nie przejmowałam się już, że ktoś pomyśli dziwne rzeczy, odkrywając, że zdarza mi się pić w samotności. Z resztą, niejedna osoba z Zakonu tak robiła na o wiele większą skalę niż ja. Wiem, że to żadne wytłumaczenie, ale dawało mi chwilowe poczucie, że nie jest ze mną źle. Powinnam przestać się nad sobą użalać.
Wcale nie jest ze mną tak źle.
Rodzinnej atmosfery się już nie uświadczy. Ella wyjechała, nawet ja teraz nie wiedziałam gdzie dokładnie jest, na wszelki wypadek. Wiedziałam tylko w jakim kraju. I kiedy to wszystko się skończy, sprowadzę ją tutaj z powrotem. Byłam tutaj tylko ja i Lucinda... Może tak było lepiej? Na pewno spokojniej. To nie tak, że dziewczyny się nie lubiły, w sumie się dogadywały. To ja byłam spokojniejsza.
Wsunęłam filtr papierosa w usta i zaciągnęłam się dymem, który zaraz wypuściłam z ust, następnie zgasiłam właściwie pół niedopałka w szklanej popielniczce, koło której zaraz wylądował breloczek z małą miotełką. Jeszcze przez chwilę żar tlił się, wypuszczając w powietrze dziwnie prostą nitkę dymu. W końcu spojrzałam w jego stronę. Czułam się mniej wściekła niż wczoraj, jednak nadal zła. Wstałam z miejsca powoli, poprawiając brązową spódnicę. To jak się ubierałam z kolei od lat się nie zmieniło. Zawsze był to styl prosty, skąpany w beżach i brązach, po kolory sięgałam tylko na specjalne okazje. Jedyną zauważalną zmianą był fakt, że już nie nosiłam latem koszulek bez rękawów, zamieniając je na lniane lub bawełniane koszule.
I stanęłam naprzeciwko niego, ale w oczach nie miałam ani oskarżania ani złości. Może bardziej znudzenie, bo spodziewałam się, że powie coś takiego. Tylko po co? Na swoją obronę? Doskonale wiedziałam, że to był pomysł Arabelli. - Przedni pomysł, wspieranie jej w takich pomysłach. - Wypaliłam w końcu, z nieukrywaną złością w głosie. - Naprawdę nie potrafiliście wyobrazić sobie co może się stać? Ona mogła tam zginąć, a Ty, stwierdziłeś, że jako kolejna osoba z plakatów w świetny sposób ją ochronisz, tak? I to wcale nie tak, że na tropie dwójki terrorystów zaraz pojawi się oddział Magicznej Policji! - Ironia się ze mnie wylewała wiadrami. A z nerwów aż drżały mi dłonie. Dlaczego wszyscy wokół podejmowali takie decyzje? Ja nie mogłam myśleć za wszystkich, sama nie jestem w tym dobra. - A Ella jest bezsilna wobec magii i nie mogła Cię wesprzeć w żaden sposób. Czy wy w ogóle mieliście jakiś plan? Cokolwiek? Przebłysk myślenia? - Czuję, że nerwy mi puszczają. I patrzę prosto w jego twarz tak bezczelnie. Kiedyś nie potrafiłabym z takim oskarżeniem spojrzeć na nikogo... Chyba przesłuchania tak mnie przyzwyczaiły.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Ganek [odnośnik]12.10.20 17:13
Mogłem wieczorem spokojnie usiąść przy stole i napisać do niej list, w którym wytłumaczyłbym pokrótce dlaczego podjąłem taką decyzję. Może nawet przeprosiłbym ją, nie tyle za swoje zachowanie, co za zrobienie tego wszystkiego za jej plecami. Treść tego listu na pewno byłaby przemyślana, bez żadnych zbędnych słów. Napisałbym, że oddam jej świstoklik przy najbliższej możliwej okazji – może podczas spotkania Zakonu. Wiedziałem, że to było lepsze rozwiązanie niż ta niezapowiedziana wizyta. Od tygodnia nie zmrużyłem oka, byłem zmęczony i rozdrażniony. Nie lubiłem brać udziału w żadnych konfliktach, zawsze starałem się ich unikać, dlatego w normalnej sytuacji na pewno zdecydowałbym się na list. Tylko już dawno przestało być normalnie, a ja chyba nie dałbym rady skupić się na pisaniu.
Poza tym wydaje mi się, że wyjątkowo chciałem się pokłócić. Nie miałem już siły na chowanie urazów i udawanie, że wszystko jest w porządku. Nic nie było w porządku. Dlatego, sam nie mogłem w to uwierzyć, ale zawiodłem się, kiedy nie ujrzałem w oczach Marcy żadnej złości. Breloczek lekko stuknął o szklaną popielniczkę i na moment zapadła cisza. Już miałem się odwrócić i po prostu teleportować się z powrotem do Oazy, pokonany tym brakiem reakcji, zażenowany własnym zachowaniem. Wtedy jednak Marcela nie wytrzymała, a ja dostałem to, na co podświadomie czekałem. Stałem tak przez chwilę, słuchając jej oskarżeń, cierpliwie i spokojnie, jak miałem w zwyczaju. Był to jednak tylko pozór, bo tak naprawdę gotowałem się złości, co mogło być widoczne w coraz mocniej zaciśniętej szczęce. - Nie widziałaś w jakim była stanie - zacząłem, przypominając sobie tamten felerny dzień. Ella była cała roztrzęsiona, ale naprawdę zmotywowana, żeby udać się na ten statek. - Marcela, ona i tak by tam poszła. Znalazłaby jakiś sposób. Wiem o tym - tak sobie wmawiałem, ale widząc determinację, bijącą z jej twarzy, łatwo było w to uwierzyć. - Sama, rozumiesz? Do Londynu! Co miałem zrobić, życzyć jej powodzenia? - Powiedziałem z przekąsem, unosząc głos. - Tak, właśnie tak, stwierdziłem, że ją ochronię! Na pewno lepiej niż ona sama - charłak w Londynie prosił się o kłopoty. Może nie byłem aurorem i nie pracowałem nigdy w Magicznej Policji tak jak Marcela, nie znałem się też na walce tak jakbym chciał, ale i tak wiedziałem, że jestem w stanie zapewnić jej bezpieczeństwo. - Naprawdę uważasz mnie za skończonego idiotę? Oczywiście, że mieliśmy plan! Myślisz, że co, że poszliśmy sobie do Londynu bez przygotowania, charłak i wróg rządu?! - Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem krzyczeć, ale musiałem to z siebie w końcu wyrzucić. Ella była bezpieczna, udało jej się uciec, to ja spędziłem w Tower kilka okropnych, dłużących się w nieskończoność dni.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ganek E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Ganek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach