Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Haverlock Travers
AutorWiadomość
Haverlock Travers [odnośnik]19.03.20 13:43

Haverlock Travers

Data urodzenia: 10 Lipca  1927 roku
Nazwisko matki: Carrow
Miejsce zamieszkania: Norfolk, Corbenic Castle
Czystość krwi: Czysta szlachetna
Status majątkowy: Bogaty
Zawód: Pan i władca handlu morskiego w Cormer, kapitan Lucy Lou II
Wzrost: 177
Waga: 76
Kolor włosów: jasny brąz
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: Codziennie inne.


Haverlock Travers przyszedł na świat na pokładzie Jolly Jelly II. Wielkiego, bogato zdobionego okrętu będącego chlubą rodu, na którym przebywali właśnie jego rodzice — Balthazar Travers oraz piękna Lady Travers z domu Carrow. Do tej pory w rodzie krąży opowieść o tym, jak to Haverlock spieszył się na świat, zaskakując rodziców na wodach gdzieś między Wielką Brytanią a Holandią. W rodzie Króla Rybaka oraz Cliodny potomek przychodzący na świat pośród morskiej toni został odebrany za znak i z pewnością Haverlock Travers należy do tych, wyjątkowych przedstawicieli swojego rodu.
Zawsze był problemem. Zawsze wchodził tam, gdzie nie powinien, naprzykrzał się członkom rodu, uparcie dając znać o swoim istnieniu. Respekt za czasów dziecięcych czuł jedynie przed dziadkiem, który jako jedyny potrafił przywołać go do porządku. Jego wyjątkowość dała o sobie znać już w wieku pięciu lat, gdy jego oczy oraz włosy przybrały czerwony kolor, podczas gdy guwernantka próbowała przekonać chłopca do jedzenia szpinaku. Rodzina była zachwycona faktem, że chłopiec wyjawia zdolności metamorfomagiczne, a Haverlock do tej pory nienawidzi szpinaku.
To właśnie tamto wydarzenie było punktem, w którym Traversowie uznali, iż najwyższa pora, aby chłopiec zaczął się uczyć tego, co było istotne dla jego rodu. Z racji tego, że jego dziadek również potrafił zmieniać swoje, ciało uczył chłopca transmutacji, objaśniał, czym są jego zdolności oraz w jaki sposób powinien z nich korzystać. Młody Travers uczył się również podstaw astronomii, historii magii, retoryki w późniejszym czasie pobierając również lekcje niezmiernie dla niego nudnego tańca balowego oraz oczywiście żeglarstwa. Matka za to dbała, aby jej pociecha posiadała chociaż niewielkie zdolności w tym, co było bliskie rodowi, z którego pochodziła. Co jakiś czas zabierała więc syna do Sandal Castle, by tam pod okiem nauczycieli uczył się jazdy na aetoanach oraz szermierki. Haverlock zawsze lubił wycieczki do rodziny matki, odnajdując w ich zamku wiele ciekawych rzeczy, skrytek oraz tajemnych przejść. Balthazar nie miał nic przeciw, ciesząc się, że jego syn przejawia większość cech rodu Traversów — byli czarodziejami czynu, przez co nikogo nie dziwiło, że Haverlock woli biegać z szablą, zwiedzać statki (zawsze, płynęli do Carrowów statkiem) czy biegać między kopytami aetoanów niż siedzieć w miejscu.



⚓⚓⚓

Różdżkę kupili u Gregorowicza. W niczym nie przypominała zdobnych różdżek Ollivanderów. Była prosta, wręcz surowa wykonana z drewna wyrzuconego przez morskie fale z rdzeniem w postaci sierści mantykory. Balthazar twierdził, że doskonale pasuje do jego syna, któremu przecież pisane były wielkie czyny. Zapewne dlatego (oraz przez fakt, że z wiekiem syn coraz mocniej dawał się we znaki) wraz z nestorem rodu podjęli decyzję o posłaniu Haverlocka do Durmstrangu.
Nawet ta surowa i wymagająca szkoła, zdawała się nie złamać hardego ducha, jaki tkwił w młodym lordzie. Nikogo nie zaskoczył fakt, że gdy tylko pojawiła się taka możliwość, chłopiec dołączył do Akademii Morskiej Durmstrangu, zapewne zapewniając sobie w niej miejsce samym nazwiskiem, chętniej spędzając czas na deskach szkolnego statku bądź rozległych zielonych terenach niż w szkolnych ławkach. Zawsze był bystry, a presja, jaką wywierała na nim rodzina, sprawiała, że zawsze jakoś wywijał się złym ocenom, nie chcąc zawieść rodziny. Dobrze radził sobie z transmutacją, obroną przed czarną magią oraz samą czarną magią, której nie uczono w innych szkołach.
Nawet pozornie zakazane sztuki nie pomogły w ocenie szkoły w oczach młodego lorda, który miał wrażenie, że Durmstrang wraz ze swoimi sztywnymi zasadami był po prostu nudny. To też pchnęło go do dalszego rozwijania swoich metamorfomagicznych umiejętności oraz nauki panowania nad emocjami, jakże chętnie zdradzanymi przez jego dar. Zmieniał twarz, zwykle podszywając się pod któregoś z kolegów będących półkrwi bądź tych, którzy zaszli mu czymś za skórę, by pod osłoną nocy zwiedzać zakamarki zamku bądź płatać psikusy innym uczniom. A gdy go złapali... Cóż, było to poświęcenie, na które był gotów. Kara nigdy nie dosięgnęła lorda Traversa. Szkoła przestała wydawać mu się nudna, dopiero wtedy, kiedy poznał większość jej zakamarków.  
A gdy przychodziły wakacje, wracał w rodzinne strony, by znów dawać się we znaki rodzinie, zwłaszcza w okresie nastoletnim. Ścigał się na hipokampach (czego opanowanie ułatwiła mu umiejętność jazdy na aetoanie), pływał w zimnych, przypałacowych wodach i wymykał się z zamku, by zmieniając swoją postać udawać zwykłego, młodego czarodzieja. Szybko odkrył, że ludzie zdają się wyjątkowo podejrzliwi, gdy ich znajomi zachowują się w inny sposób, Haverlock zaczął więc szkolić się w arkanach kłamstwa, które nie raz ani nie dwa uratowało mu skórę. Podczas wakacji nie zapominano również o edukacji młodego lorda z tych, najmniej interesujących go dziedzin jak chociażby sztywna, cholernie nudna szlachecka etykieta. Balthazar dbał również o rozwijanie umiejętności żeglarskich syna.
Haverlock Travers opierał się przed nudnymi, sztywnymi zasadami Instytutu Magii Durmstrang, mimo to jednak nauka w tej szkole magii miała spory wpływ na poglądy młodego lorda. To właśnie Durmstrang uświadomił mu, jak wysoki status społeczny posiada; jak wiele może znaczyć szlachetna krew płynąca w jego żyłach. I mimo iż etykieta wydawała mu się nudna oraz przestarzała, zaczął przykładać większą uwagę do historii magii, oraz tego, co działo się w politycznym świecie. Durmstrang zaszczepił w nim również specyficzne poglądy, dotyczące mugoli oraz mugolaków. Jego ród zdawał się im przyjazny, Haverlock miał jednak wrażenie, że jest to jedynie kwestią czasu; ciszą i płaską taflą wody przed wielkim sztormem. To w szkole przekonał się, że niemagiczni przedstawiciele tego świata, znajdują się na samym dole drabiny społeczeństwa. Póki trwała cisza, nie wdawał się w dyskusję mało istotnych dla niego mugoli, przed którymi ukrywali największe perły Norfolk.



⚓⚓⚓

Szkołę ukończył w 1944 roku, z zaskoczeniem odkrywając, że będzie mu brakować surowych murów Instytutu Magii oraz przyjaciół, z którymi uprzykrzali się nauczycielom, i uczniom półkrwi.
To nie było jednak najgorsze. Koniec szkoły wiązał się z czymś, do czego młody lord z pewnością się nie palił — debiutu na salonach. Lubił wszelkie plusy, jakie wynikały ze szlacheckiego życia, nadal jednak nie potrafił przekonać się do tej całej etykiety i sztywnych zasad, panujących w szlacheckim świecie. Potrafił być uprzejmy oraz czarujący, jeśli tylko chciał, nigdy jednak nie lubił się nudzić, a to właśnie z nudą kojarzyły mu się sabaty, stając się czymś, ciężkim do zniesienia. Głęboko zakorzeniło się w nim przekonanie, że Traversowie są czarodziejami czynu. To właśnie działanie wydawało się Haverickowi czymś, czego brakowało magicznej arystokracji. Podczas pierwszego sabatu, gdy kroczył ramię w ramię ze swoim ze swoim ojcem, nie potrafił pojąć, jak młodzi lordowie potrafią być tak... Nudni, zastali, wręcz skostniali. Przypominali bardziej woskowe figury, dziwne statuetki niż potomków najznamienitszych rodów magicznego świata.
Haverick Travers z pewnością taki nie był.
W sercu młodego lorda panował sztorm, którego nie można było uspokoić siedzeniem na miękkich, puchowych poduchach. Jego ciało rwało się do ruchu oraz działania, co Balthazar zdawał się doskonale rozumieć, wprowadzając syna w tajniki rodzinnego biznesu. A było w co go wprowadzać. Począwszy od tajników handlu morskiego, przez zarządzanie statkiem aż po rozległą sieć kontaktów w innych, nawet bardzo dalekich krajach. Każdego dnia, Haverick wychodził do portu znajdującego się przy rodzinnej posiadłości. Każdego dnia zapatrując się w fale oraz horyzont wyczekując momentu by, jak przodkowie móc w końcu wypłynąć na głębokie morze.
Lucy Lou I była dobrą łajbą. Klasyczny, trzymasztowy pełnorejowiec z żaglami zdobionymi rodowym herbem, dziobem rzeźbionym w kształt syreny owiniętej mackami wielkiej, potężnej ośmiornicy ze zdobieniami w rodowych barwach. Słodka Lucy Lou była prezentem od ojca na dwudzieste urodziny oraz znakiem, że oto może wypłynąć na dalekie wody.
Na morzu spędził dziewięć wspaniałych lat, upajając się wolnością. To od niego zależało, gdzie popłynie, do którego portu zawinie oraz jak pójdą interesy. W handlu odznaczał się bezwzględnością, jeśli nie udało mu się przekonać kogoś po dobroci, sięgał po czarnomagiczne zaklęcia, jakie wyniósł z Durmstrangu. A gdy one nie działały, zmieniał postać dzięki darowi metamorfomagii, wyszukiwał w porcie odpowiednich wiadomości, by kilka dni później uciec się do szantażu i podpisać korzystną dla rodu umowę przyczyniając się do powiększenia zasobów rodowej skrytki. Metamorfomagia przydawała mu się również nie tylko w momencie, gdy potrzebował wsłuchać się w portowe plotki. Po zmroku, zmieniając swoją twarz (wszak lordowi nie wypada) wychodził ze statku, by zaznać uciech życia. Spędzał czas w objęciach miękkich, kobiecych ramion, pił, grał w karty oraz wdawał się w bójki, nie raz wplątując kogoś w problemy. Poznawał życie z punktu, który do tej pory nie był mu znany. Dziewięć lat zdobywał cenne doświadczenie nie tylko to zawodowe, ale i życiowe. Rzadko bywał wtedy w Anglii, a gdy już zawijał do rodzinnego portu na kilka dni, zawsze znajdował czas, by odwiedzić Sandal Castle. Więzy krwi zawsze były dla niego istotne, starał się więc zawsze wygospodarować dzień bądź dwa, aby odwiedzić kuzynkę zasypując ją prezentami zza dalekich wód oraz długimi opowieściami o swoich przygodach.
Przez te lata przyklejono mu łatkę ekscentryka, która niewiele mija się z rzeczywistością. Haverick nigdy nie przywiązywał wielkiej wagi do szlacheckiej etykiety, większość czasu spędza aktywnie, brakuje mu zarozumiałości, jaką często odznaczają się arystokraci. To wolny duch, uwielbiający ryzyko i szeroko pojętą wolność, jaką zapewnia mu ukochana łajba. Chętnie opowiada o swoich przygodach, w czym bywa uciążliwy. Potrzebuje również stałej dawki adrenaliny. Mimo to nestor zdaje się przymykać oko na potencjalne wady swojego krewnego, dostrzegając w nim samego siebie z młodych lat. W końcu, Traversowie są czarodziejami czynu... A ten czarodziej, potrzebował czasu, aby zrozumieć swoją rolę.



⚓⚓⚓

Ostatni rok nie był w pełni pomyślny, dla młodego lorda. We wrześniu kapitan Travers wypłynął w podróż do Nowego Yorku, mając nawiązać współpracę z tamtejszym portem, mając nadzieję na zwiększenie znaczenia Traversów w świcie magicznego handlu morskiego. Z początku droga przebiegała spokojnie. Gdyby po czasie zapytać o to Havericka z pewnością stwierdziłby, że wody były w tamtym czasie zbyt spokojne przypominając ciszę, przed wielką burzą. Marynarze rozleniwili się. Przy idealnej pogodzie i braku większych kłopotów większość czasu spędzali na grze w karty, szachy bądź strzelając zaklęciami do mew czy ryb, w ten sposób urządzając swego rodzaju polowania, by znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie mieli większych problemów, aby dotrzeć do Nowego Yorku, w którym zabawili przez ponad dwa tygodnie. Haverlock dobijał interesów, nie potrafił jednak odmówić sobie zwiedzenia nawet niewielkiego kawałeczka tajemniczej Ameryki.
Wszystko skomplikowało się w drodze powrotnej, gdy morze zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Ledwie kilka dni po wypłynięciu z portu rozpętał się okrutny sztorm. Na Merlina sztorm, jakiego jeszcze nigdy Haverock Travers nie widział! Przez dziewięć lat pływania po najróżniejszych morzach oraz oceanach nigdy nie przeszedł przez coś takiego. Fale zdawały się przewyższać nawet wielkie maszty słodkiej Lucy Lou. Zniosło ich na mieliznę u wybrzeży kanadyjskiej Nowej Szkocji, o którą roztrzaskało się drewno statku. Kilku marynarzy straciło życie, Haverick na szczęście wytrwał tę noc, razem z większą częścią ładunku, zabezpieczonego czarodziejskimi zaklęciami. Do Norfolk wrócił dopiero pod koniec października, omijając szczyt w Stonehenge i zaskakując ojca tym, że był w stanie wrócić na tak sponiewieranej łajbie. Ostatnie dni października wiązały się jednak nie tylko z pożegnaniem słodkiej Lucy Lou I ale i zmianą frontu.
Z początku nie był pewien, co powinien myśleć o nagłej zmianie rodowej polityki. Do tej pory, jego krewni zdawali się nie mieć nic przeciwko niemagicznym oraz czarodziejom, wywodzącym się z ich rodzin. Nagły brak poparcia zdawał się mu być zaskakujący, nie mógł jednak powiedzieć, że nie ucieszyły go te decyzje, nawet jeśli sam lord Travers nigdy w pełni nie podzielał toku myślenia reszty arystokracji. Haverick bowiem uważa, że nie powinno zabijać się mugoli, a wykorzystać ich istnienie. Przydzielić ich naukowcom by mogli prowadzić na nich swoje badania, wykorzystać, do której pracy nie da się wykonać magią. Stworzyć z nich niewolników posłusznych za sprawą Imperiusa bądź eliksiru, który naginałby ich wolę. Młody lord przede wszystkim uważa, że arystokracja powinna wyjść z dworów i upomnieć się o swoją władzę, zaprowadzając nowy, stały porządek w magicznym świecie.
Wrócił na morze, lecz jedynie połowicznie. Haverick miał świadomość, że teraz potrzebny jest w domu, by zjednoczyć rozbity decyzją ród i zadbać o interesy. Mężczyzna skupił się na kontroli handlu morskiego w porcie w Cormer, czasem wybierając się na trochę krótsze rejsy na pokładzie nowego statku, cały czas dbając o to, aby wpływy oraz współprace, jakie nawiązał, nadal obowiązywały w świecie magicznego handlu wodnego.
Wieści o otwartej wojnie z mugolami dotarły do niego z kilkudniowym opóźnieniem. Nie podoba mi się to, co Ministerstwo robi ze stolicą ich kraju, uważając ich działania za nieprzemyślane oraz źle zaplanowane pod względem logistycznym. W jego oczach Ministerstwo jest jak podziurawiony statek i wymaga wymiany.
Sam Haverick, po długich naradach z ojcem oraz nestorem rodu, zaczął zaprowadzać porządki na rodowych ziemiach. Rozpoczęli od poświęcenia jego kuzyna, otwarcie sprzeciwiającego się Koronosowi. Zrzędliwy Travers podczas jednego z rejsów do portu w północnej Norwegii wypadł ze statku. Bez swojej różdżki. Oczywiście, oficjalnie wydarzenie to pozostało przykrym przypadkiem, a ród pogrążył się w żałobie dokładnie przez tyle dni, ile powinien.
Haverlock Travers oficjalnie nie opowiedział się po żadnej ze stron konfliktu, mimo popierania polityki antymugolskiej. Skupiony na swoich ziemiach snuje w głowie plan, który okazałby się najbardziej korzystny dla jego rodu, będąc pewnym, że nikt o nic nie podejrzewałby ekscentryka z zamku Corbenic.
Pozostawało jeszcze znaleźć żonę z odpowiedniego rodu, przy której nie umrze z nudów.




Patronus: Patronusem Haverlocka jest narwal - ssak nazywany morskim jednorożcem. Travers od zawsze wiedział, że jego patronus przyjmie formę zwierzęcia wodnego. W końcu należał do rodu, będącego panami tutejszych wód. Narwal dziwny w swoim wyglądzie idealnie oddaje dziwność, jaką cechuje się Haverlock na tle reszty szlacheckiego świata. Gdy pierwszy raz wyczarował patronusa był zdziwiony stworzeniem, jakie mu się ukazało. Mimo to, doskonale wiedział, jak to stworzenie się nazywa. Narwale miał okazję obserowować podczas pierwszego, długodystansowego rejsu, na który ojciec zabrał go podczas wakacji między pierwszym a drugim rokiem nauki w Durmstrangu. To zwierzę, jakże podobne w dziwności do niego samego, przywodzi mu na myśl pierwsze kroki, stawiane w karierze kapitana, a sam Haverlock czasem spływał z kursu, by móc zobaczyć te stworzenia na wolności.
Podczas wyczarowywania patronusa mężczyzna przypomina sobie pierwszy raz, gdy miał okazję stanąć za sterem statku. Miało to miejsce dwa lata przed rozpoczęciem jego nauki w Durmstrangu, pod osłoną nocy wymknął się z zamku by wkraść się na statek, którym pływał jego ojciec. Załoga Traversów znalazła go godzinę, może dwie po odbiciu od brzegu. Ojciec Haverlocka najpierw go zrugał, by w końcu postawić zaciekawionego chłopca przy sobie, pokazując mu jak steruje się statkiem. Wszystko w tamtej chwili wzbudziło zachwyt młodego Lorda - od  słonawego zapachu morza, przez wiatr targający jego włosy, aż po melodię, jaką wyśpiewywał statek sunący po gładkiej tafli wody. Jedynie tam, na pełnym morzu, lord Travers czuje się w pełni szczęśliwy.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 100
Zaklęcia i uroki:00
Czarna magia:50
Magia lecznicza:00
Transmutacja:205 (rożdżka)
Eliksiry:00
Sprawność:11Brak
Zwinność:3Brak
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
NorweskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI2
Historia MagiiI2
KłamstwoII10
RetorykaI2
SpostrzegawczośćII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaII10
Wytrzymałość FizycznaII5
Szlachecka EtykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
PływanieII7
Taniec balowyI0.5
SzermierkaI0.5
Jeździectwo (Hipokampy, aetoany)I0.5
Walka wręczI0.5
ŻeglarstwoII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Metamorfomag-10 (+20)
Reszta: 2

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Haverlock Travers dnia 26.03.20 4:41, w całości zmieniany 4 razy
Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Haverlock Travers [odnośnik]21.05.20 15:50

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzała: Justine Tonks
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Haverlock Travers Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Haverlock Travers [odnośnik]21.05.20 15:51


KOMPONENTY piołun, bezoar, kryształ

[02.04.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[12.08.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)

BIEGŁOŚCI[07.06.20] Wsiąkiewka (kwiecień/maj/czerwiec): +2 PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[27.03.20] Karta postaci
[13.04.20] Wykonywanie zawodu (kwiecień-czerwiec): +50 PD
[23.05.20] Osiągnięcie (Do wyboru, do koloru): +30 PD
[07.06.20] Wsiąkiewka (kwiecień/maj/czerwiec): +90 PD
[04.07.20] Zakup: ptak wyszkolony do przenoszenia listów, -100 PD
[28.07.20] Osiągnięcie (Człowiek bez twarzy): +50 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Haverlock Travers Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Haverlock Travers
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach