Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Veronica Findlay
AutorWiadomość
Veronica Findlay [odnośnik]22.03.20 13:01

Veronica Findlay (z d. Elliott)

Data urodzenia:19.07.1919
Nazwisko matki: Bones
Miejsce zamieszkania: Anglia
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: Ex Wiedźmia straż
Wzrost: 163
Waga:53
Kolor włosów: ciemny brąz
Kolor oczu: zielone
Znaki szczególne: brak



To był dobry czas. Słowa ciche, ale pewne. Sięgające przeszłości. Drepczące wokół wspomnień, jak małe dziecko obok rodzica. Tak lekkie, że wystarczy gest ramienia, by objąć. By przypomnieć jego ciepło. Takie było dzieciństwo Veroniki. I nic prócz niecnego zaklęcia, nie miało prawa odebrać prawdy. I nikt, nie mógł zmienić. Prócz jej własnego kłamstwa.


Rodzice niemal stereotypowo, wpisywali się ramy statecznego małżeństwa. Młodo pobrani, tylko częściowo z własnego wyboru. Żyli jeszcze w czasach, gdy aranżacje mariażu, nawet poza szlachecką warstwą, było czymś „oczekiwanym”. Oboje krwi czystej, znacznego majątku, ale przyzwoleniem na zmiany. Ale Felix Elliott, drugi syn rodziny prawniczej i panna Alice Bones, zdążyli poznać się wcześniej. I ostatecznie, zgodnie przystąpić do małżeńskiego obowiązku.
Veronica, ku pierwotnemu zawodowi ojca – nie była upragnionym synem. I mimo początkowych niesnasek, mała dziewczynka skradła serce ojca, stając w centrum jestestwa jego oraz młodej matki. Mała nie miała powodów do smutku. Rozpieszczana, rosła w przekonaniu o własnej wyjątkowości, chociaż zadbano również, by nie zapominała o rozsądku. Co ciekawe, zgarnęła w puli genów i analityczny umysł ojca i rezolutną ciekawość świata matki. Nabywając przy okazji i listę wad, do których żadne z rodziców nie przyznawało się głośno. O tym, wyraźniej przekonano się, gdy po raz pierwszy i definitywnie udowodniła, że w jej żyłach płynie krew czarodziejów.


Miała niecałe 4 lata, gdy po raz kolejny testując cierpliwość i nerwy opiekunki, wprawiła w ruch kuchenne noże. W nieregularnym tańcu zawirowały na środku pomieszczenia, by w końcu wbić się w ściany. Co prawda, kolejne przypadki nie były już tak spektakularne, ale zadbano, by w pobliżu nie znajdowało się zbyt wiele ostrych przedmiotów.
Kultura słowa szeroko pojętego, była nauką, którą wpajano dziewczynce od lat najmłodszych i wystarczająco realnych, by była skłonna je przyjąć. Nie bez powodu przysłuchiwała się ojcowskim wywodom – nawet, jeśli nie rozumiała większości przekazu. Zaczytywała się w podsuwanych jej księgach, chłonąc wiedzę, niczym gąbka. Chociaż tę w równym stopniu otrzymywała od samych czarodziejów. I przez słowo mówione i to ukryte w gestach.
Lekcję, którą wyciągała i w coraz większych dawkach przyswajała – była moc słowa. A jego najbardziej ostrym narzędziem – okazało się kłamstwo.
Początkowo niewinne kłamstewka, niedopowiedzenia, z czasem przerodziły się w naturalną fasadę, którą otaczała się Veronica. Z mniej prostej obserwacji wyciągała wnioski, po wielokroć ucząc się na własnych błędach i karach, jakie otrzymywała – przyłapywana.
Ale słowo miało wiele znaczeń... i języków. I to jeden z nich postanowiono zaoferować Veronice, razem z kulturą Francji, za którą tak przepadała jej matka. Jeszcze nim rozpoczęła naukę w szkole, nauczyła się podstaw, by potem szlifować jego ramy do perfekcji.


Wbrew pozorom, nie tylko edukacja słowem zajmowała czas dziewczynki. Jak na ruchliwe dziecko przystało – nie mogła długo usiedzieć w miejscu. Domek, na obrzeżach Londynu, nie był wystarczający dla zabaw, toteż zadbano, by pod opieką – zdobyła praktyczną wiedzę choćby w pływaniu (zaliczając pierwsza kąpiel w jeziorze), czy jazdę konną, a skończywszy na lataniu na dziecięcej miotełce. A matka zadbała, by dziewczynka zapoznała się z praktyczną formą muzyki - interesując gra na fortepianie, chociaż ta - nigdy nie stała się talentem.
Nie mogła doczekać się obiecanego listu z Hogwartu w równym stopniu, co... obiecanego brata, który – jak się okazało, miał powitać świat już we wrześniu, gdy Veronica siedziała na stołku z Tiarą wykrzykującą przydział w domu Kruka. Ale ani sama zainteresowana, ani powiadomieni w liście rodzice – nie dziwili się decyzji.


Veronica miała do dyspozycji szerokie spektrum możliwości zdobywania wiedzy, z których – skrupulatnie korzystała. Jak wielu jej podobnych, większość czasu spędzała w bibliotece, zanurzając nos w pachnących starością księgach, od czasu do czasu kichając od ilości zbieranego na okładkach kurzu. Ale biblioteczne pomieszczenia, wbrew pozorom służyły pannie Findlay czemuś więcej. Obserwowała. Najpierw samych zebranych, skupionych na czytaniu, potem i na samych spacerowiczach, którzy zaglądali w progi tylko z konieczności. Zdobywane informacje potrafiła wykorzystać. Ktoś potrzebował pomocy z nauką? Chętnie, przy okazji wyciągając kolejne drobnostki. Tam podsuwając małe kłamstewko, tam otrzymując niemal nic nie znacząca informację. Lubiła świadomość, że po prostu wie. Wykorzystywała przy tym już zdobytą wiedzę lub umiejętności, nawet próbując wcielać się w rolę prawdziwej Francuzki.
Nawet, jeśli większość dotyczyły drobiazgów, które na szeroką skalę – nie znaczyły wiele. Jedni, dzięki temu ja lubili, inni ignorowali. Status krwi, jaki posiadała – pomagał. Szlacheckie spojrzenia butnych pannic i młodzianów było przychylniejsze i nie raziło tych o „słabszym” statusie. Samej – dostrzegając raczej korzyści „uprzywilejowanej” warstwy i krzywiąc się na widok szykany mugolaków. Nie uważała, by status – był w stanie powiedzieć, że ktokolwiek był lepszy, bądź gorszy. Miało to swoje przywileje, ale nigdy nie oceniała ludzi na podstawie ich krwi.


Była cichą wodą. Nie wybijała się nigdy w towarzystwie. Nie błyszczała w towarzystwie chłopców, chociaż nigdy nie narzekała na powodzenia. Pasowała jej rola, jaką ubrała, ucząc się „płynąć”. Przynajmniej, na miarę bycia nastolatką. Tym bardziej, gdy zaciskała zęby urażoną dumą nieudanych wysiłków nad alchemicznym kociołkiem, czy słabszej praktyce zaklęć i uroków. Nadrabiała wybitnymi ocenami z transmutacji, chociaż pod kuratelą ich nauczyciela – nie było to dziwne. Veronica do dni współczesnych była wdzięczna rzeczywistości za możliwość spotkania kogoś tak wybitnego jak Dumbledore. I to jego pytania, zainteresowały ją po raz pierwszy – animagią. Początkowo, zgłębiając jej tajniki tylko – na kartkach papieru.
Wieść, że jego scheda wpadła w skrajnie nieodpowiedzialne ręce, skręcało grymasem złości. Grindewald dyrektorem. Kto słyszał o równie absurdalnym wyborze?
Poza lekcyjnymi salami i szeregiem dziedzin, które wpajano jej do głowy, zainteresowała się Quidditchem. Nigdy nie udało jej się dostać do szkolnej drużyny, ale odczuwała przyjemność w obserwacji powietrznych akrobacji na boisku, samej nie zaniedbując nauki latania na miotle, czy też wiedzy – co właściwie działo się podczas meczów. Gdzieś pod drodze nauk, udało jej się nabyć całkiem przyjemnej umiejętności tańca, poznając jego meandry w towarzystwie poznanych przyjaciół.
Końcowe egzaminy zbliżały się nieubłaganie, ale wizja przyszłości – nie klarowała się w żaden sposób. Miała wiele pomysłów na wykorzystanie zdobytej wiedzy, ale kolejne plany rozsypywały się, pozostawiając jej umysł otwarty. Być może to dlatego, gdy otrzymywała gratulacje za oceny, zgodziła się na propozycję ojca i staż administracyjny w Ministerstwie. Już po pół roku wiedziała, że praca wyłącznie za biurkiem, nie była jej pisana. Tym bardziej, gdy miała okazję podpatrzeć kursantów Biura Aurorskiego. Z fascynacją przyglądała się niektórym zmaganiom, a w głowie, kiełkowała nowa myśl i pomysł. I chociaż ciężko było jej się przyznać. To nie był jedyny powód, który kazał jej zatrzymywać wzrok na jednym z kursantów ostatniego – wtedy roku. Anthony Findlay miał w przyszłości okazać się kimś wiele więcej, niż przypuszczała.


Próba dostania się na kurs aurorski – z oczywistych względów spełzł na niczym. Chociaż – jako krukonka - w teorii nie mogła mieć sobie równych, poległa przy pierwszych testach sprawnościowych. Chociaż wykazywała się zwinnością, brakowało jej siły. A ze swoją drobną budową i niepozornym wyglądem, ostatecznie musiał przyznać sama, nie nadawała się.
Staż w Ministerstwie pozwolił jej zgłębić właściwą wiedzę historyczną magii, zaznajomiła się nawet z treściami anatomii, chociaż tę przede wszystkim w formie pierwszej pomocy.
Ale to nauka animagii zajęła jej czas i umysł na dobre. Była świadoma swoich braków teoretycznych, dlatego nie dziwnym było, że zdecydowała się poszukać – mentora. Początkowo sama, korzystając z nabytych już zdolności zdobywania informacji, czy manipulacji słowem, korzystając także z językowej biegłości francuskiego, czy też mniej... cenzuralnych zwrotów, tak widocznych w półświatku przestępczym. Zdecydowała się na pomoc rodziców. Ale tym razem, to jej matka okazała się sprawczynią sukcesu prosząc o przysługę dawną znajomą, która – jak się miało również okazać – miała w przysłudze więcej własnych interesów.
To pod okiem starszej kobiety, Veronica rozpoczęła faktyczną przygodę z animagią. I nie był to jedyny profit, jaki wyciągała z nauki. Kobieta – Irene, podsunęła nieoczekiwaną myśl. Wiedźmia straż. Przyszłość pokazała, że jej nauczycielka, jako jedna z jego przedstawicielek, dostrzegając zalążek talentu, zdecydowała się pociągnąć zainteresowanie dalej.
Nie poświęciła kolejnego roku na siedzenia za biurkiem i wertowanie przepisanych dokumentów. A przynajmniej – nie w dotychczasowej formie. Z ocenami, jakie posiadała, dostała się na kurs bez większych problemów. Chociaż musiała w duchu podziękować za rady swej nauczycielki. A te – nie zakończyły się po zdaniu egzaminów. Veronica, przejść miała jeszcze długą drogę, by osiągnąć właściwy cel. W pełni poświęcając się licznym zajęciom, treningom i nowym umiejętnościom, których wymagano na kursie. I to jeszcze w czasie jego trwania, po raz pierwszy udało jej się dokonać animagicznej przemiany.
Niewielki ptak. Wytrzymały, ale niepozorny. Przyzwyczajony do długich lotów, a tym samym osiągania długofalowych celów. Jerzyk.


W trakcie szkolenia uczyła się wielu nowych umiejętności. Wśród nich - skutecznego maskowania się, czy opanowania nawet w najgorszych sytuacjach. Najlepiej czuła się jednak, wcielając się w różne role. I to magia kłamstwa stała się jej głównym atutem, z czasem zacierając inne. Jednocześnie, nie zaniedbywała ciągłej nauki animiagii. Szlifowała przy tym  dziedzinę transmutacji, uznając jej niezwykłe możliwości za najbardziej skuteczne w jej przyszłej pracy.
Nie poprzestała na 3-letnim kursie. Równolegle z pierwszym otrzymanym stanowiskiem, kontynuowała naukę. Nie starała się wybijać ponad szereg. Pracowała we własnym rytmie wykonując kolejne, przydzielane jej błahe zadania. Z czasem jednak, nabierając śmiałości i doświadczenia. Poznając cienisty świat doków, czy zakamarki Nokturnowych kamienic. Chociaż te - niejednokrotnie przypominały, jak bardzo niebezpieczne być potrafią. Unikała otwartych starć. Lubiła działać w cieniu, zdobywając pierwsze kontakty i nawiązując szereg znajomości z rozmaitych kręgów. I nie spodziewała się, że podczas jednej z powierzonych jej misji, przyjdzie jej działać z aurorem. Tym samy, który kilka lat wcześniej kończył kurs.
Nie umiała stwierdzić, co właściwie przyciągnęło ich do siebie. Tym bardziej, że ich pierwsze spotkania były kalejdoskopem iskrzących nieporozumień. Widziała też, że wokół Findlay’a kręciło się kilka kobiet. Wygrała ona. Czy to przez własny charakter, czy przez długo wymieniane listy. I w ciągu kolejnego roku - byli małżeństwem.


Nie zawsze prostym było oddzielenie życia prywatnego od pracy. Obie sfery przenikały się, szczególnie, że oboje prowadzili intensywny tryb życia, na pierwszym miejscu stawiając podejmowane działania. Nie byli idealni. Ścierali się ze sobą, aby połączyć na nowo. A tuż przed momentem ukończenia przez Veronicę kursu, okazała się być w ciąży.
Syn urodził się zdrowy, wprowadzając nietuzinkową rodzinę w stan wzmożonego napięcia.Ale i nowa sytuacja nie pozwoliła wybić się z prowadzonego rytmu. Wróciła do pracy z jeszcze większa dawką energii, wciąż pamiętając i dziękując rzeczywistości, że mogła pracować “z cienia”, choć ze świadomością, że zagrożenie potrafiło się czaić wszędzie. I to ono kreowało i budowało jej dalszą naukę - bo tej, nie zaprzestała nigdy.
Oddech znajdowała w niektórych aktywnościach. I jeśli tylko miała możliwość - pływała. Chociaż to powietrze zdawało się bardziej wpisywać w jej naturę, odnajdowała dziwną przyjemność w wodnym zanurzeniu. Nigdy nie znudziło jej się, wyrywając nieliczne chwile ciszy dla siebie. Woda - w końcu potrafiła oddzielić ją od wszystkiego. Nawet kłamstwa.
Częściej wysłana na misję, częściej wprowadzane w bardziej zawiłe kwestie zdobywanych informacji i ich skutecznego wykorzystywania - już w praktyce. Zainteresowała się światkiem przestępczym, poszukując nowych źródeł wiedzy i właściwej selekcji informacji. Nabyta zdolność animagii pomagała jej przeniknąć tam, gdzie jako człowiek zawodziła. I nie raz ratowała się ucieczką. Popełniała błędy i płaciła za nie. I wciąż, pozostając w stałym kontakcie ze swoją długoletnią nauczycielką Irene, która od czasu do czasu - sama zlecała jej misje. Niekoniecznie związane z władzą Ministerstwa.
Rzeczywistość dzieliła pomiędzy rodzinę, pracę, a coraz silniej przenikającą ją filozofię kłamstwa. Te (kłamstwa) stały się z czasem tak naturalne, jak oddychanie. Z pewną przyjemnością wcielając się w kolejne role. Dostrzegając też sieć, która zaciskała się przez to nie tylko wokół niej.
Wykonywane w pracy działania, nie zawsze wpisywały się w ustalony gdzieś przez lata, osobisty kodeks moralny. Rosnące napięcia w świecie czarodziejów, nasilające się represje na tle czystości krwi w ramach działalności znienawidzonego coraz mocniej Grindewalda, a w końcu anomalie, których źródeł nigdy nie dane jej było poznać.  Przyszłość wciąż szykowała więcej. Więcej, niż spodziewała się - i chciała - doświadczyć, rozbijając zlepione do tej pory postrzeganie wartości działań na rzecz Ministerstwa.


Pierwszy, najbardziej bolesny cios otrzymała, gdy powiadomiono ją o śmierci męża. Z oficjalnych doniesień wynikało, że zginął na służbie, podczas jednej z trudniejszych akcji rozbijania pseudo-czarnoksięskiego ugrupowania. Ale wyzbyta z naiwności, drążyła. Skatowane ciało, które udało jej się zobaczyć nadało bolesnej pewności, że prawda była inna.
Nigdy nie przyznała się, że znała prawdę. Zdusiła emocje, ubrała czerń żałoby, wkładając maskę zrezygnowania. Została sama, a wciąż miała na wychowaniu syna, który ledwie dołączył do grona uczniów Hogwartu. I nie musiała długo czekać, by patrzeć jak świat wywraca się kilka kolejnych razów. Widmo wojny, które początkowo szczerzyło zęby nad Londynem, w niedługim czasie przewrotowych zmian, rzuciło się do walki.
Wykorzystała śmierć męża, by wycofać się z czynnej pracy jeszcze zanim samozwańczy Malfoy został Ministrem. Oficjalnie, pomagała w pracy biurowej podstarzałemu ojcu, znawcy prawa. Nieoficjalnie, wciąż podejmowała się zleceń swojej dawnej nauczycielki, która z racji wieku i stażu jaki przepracowała w Wiedźmiej straży, mogła zostać zwolniona z pełnionych obowiązków. W tym czasie Irene zdążyła założyć własną działalność, prowadząc prywatne biuro detektywistyczne, tworząc osobistą siatkę informatorów. Wśród nich, znajdowała się Veronica


Imię Tego, którego imienia nie chciała wymawiać, ciążyło jak trucizna, a szaleństwo śmierci i okrucieństwa, które się rozpoczęło, jak uderzenie kazało jej decydować. Czy chciała i mogła uczestniczyć w śmiertelnych chaosie? Czy jako jedna z marionetek, miała zawisnąć na nitkach terroru władzy?




Patronus: Jerzyk, to niewielki, bardzo niepozorny ptak, który potrafi zniknąć na niebie, niedostrzeżony przez innych. jego główną cechą jest wytrzymałość i zdolność do bardzo długich lotów, pokonując niebywałe odległości bez przystanku. Osiąga długodystansowe cele.
Każda z cech wpisuje się też w charakter Veroniki. Chociaż niepozorna z wyglądu, drobna, wydawałoby się nawet - słaba, potrafi pokonać szereg przeszkód by osiągnąć upatrzony cel. Jest wytrwała w jego zdobywaniu, zachowując przy tym opanowanie i nie dając sobie wmówić, że może być inaczej.
Przywołując zaklęcie patronusa, myśli Veroniki wędrują do dzieciństwa, tego własnego i jej syna. Do beztroski, opowiadań ojca, cichego śpiewu matki, pływania w jeziorze i momentu pojawienia się jej pierworodnego dziecka.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 (+2 różdżka)
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 25 (+3 różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 4 Brak
Zwinność: 11 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język francuskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
SpostrzegawczośćII10
KłamstwoIV40
Historia magiiI2
RetorykaI2
AnatomiaI2
KokieteriaI2
SkradanieI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Nazwa  biegłościzależnezależne
Nazwa  biegłościzależnezależne
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I½
Muzyka (fortepian)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieII7
Jazda konnaI½
Walka wręczI½
Latanie na miotleI½
Taniec współczesnyI½
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka: brak-0
Reszta: 0,5

Wyposażenie

Sowa, animagia



As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play



Ostatnio zmieniony przez Veronica Findlay dnia 28.03.20 0:26, w całości zmieniany 4 razy
Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Re: Veronica Findlay [odnośnik]21.05.20 19:19

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Animagia (jerzyk)

Kartę sprawdzała: Justine Tonks
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Veronica Findlay Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Veronica Findlay [odnośnik]21.05.20 19:19


KOMPONENTYkrew reema, proszek fiuu

[28.03.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[21.08.20] Kryształ (lipiec/wrzesień)
[22.02.21] Komponenty (październik/grudzień)

BIEGŁOŚCI
[18.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +2 PB
[28.01.21] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): + 0,5 PB

HISTORIA ROZWOJU[25.03.20] Karta postaci, -650 PD
[28.03.20] Rejestracja różdżki
[11.06.20] Wykonywanie zawodu (kwiecień maj czerwiec): +50 PD
[18.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +90 PD
[21.01.21] Aktualizacja postaci
[28.01.21] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): + 30 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Veronica Findlay Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Veronica Findlay
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach