Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 złap mnie, jeśli potrafisz

Go down 
AutorWiadomość
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime24.03.20 16:40

Mając nawet sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, czyli więcej niż przeciętna szlachcianka, a nawet po prostu każda inna kobieta, nie potrafiła dosięgnąć upatrzonej książki. Znajdującej się na najwyżej półce w ogromnej, rodowej bibliotece Greengrassów - tyle razy prosiła, żeby tomy o smokach odkładać na niższe segmenty! Zwykle nie musiała kłopotać się z wydostaniem upragnionego podręcznika, ponieważ informacje o prastarych gadach wciąż pozostawały najpoczytniejszymi ze wszystkich egzemplarzy znajdujących się w pomieszczeniu, przez co stały zdecydowanie niżej, ale dzisiaj świat sprzysiągł się przeciwko Eunice. Zaczęło się niewinnie - od zsiadłego mleka omyłkowo dodanego do porannej kawy, przez rozwiązaną sznurówkę w wyjściowych trzewikach, której zaplątanie się pod nogami spowodowało bolesny upadek na ogrodową trawę (choć mogła zgodnie z poradą panny Weatherly nie biegać po podwórzu w celu złapania uciekających motyli), aż do tego tragicznego w skutkach przejęzyczenia się podczas rozmowy z zagranicznym dyplomatą. Biedny lord Timothy, musiał tuszować paskudną pomyłkę rozkojarzonej córki oraz świecić za nią oczami przed zdziwionym czarodziejem. Widocznie nieskończone pasmo udręk miało trwać pomimo dość późnej pory, nie pozwalając tym samym na odpoczynek od przykrych wydarzeń.
Jakby zastanowić się nad sytuacją arystokratki, odpowiedź byłaby niezwykle celna w swej prostocie - wystarczyło przecież sięgnąć po różdżkę oraz wykonać uważny ruch nadgarstkiem, żeby dostać rzeczoną książkę w swoje ręce. Co zrobiła Nice? Położyła magiczne drewno na jednym z sosnowych stolików, zdecydowane kroki kierując w stronę strzelistych regałów. Stukot obcasów uderzających o kamienną posadzkę niósł się po całej bibliotece, ale kobieta znajdowała się w niej sama. Po przystanięciu przed docelowym segmentem dookoła zaległa cisza. Przejmująca, niemal przeszywająca cienką skórę na wskroś. Lady Greengrass uśmiechnęła się do siebie, z rozbawieniem potrząsając głową na pojawiające się w niej katastroficzne wizje. Mogła nie czytać tylu horrorów w ostatnich tygodniach - nie bałaby się wtedy demonów wyskakujących zza rogu pustych alejek.
Po przekonaniu samej siebie kilkoma sensownymi argumentami, machnęła ręką w celu przywołania magicznej drabinki mającej pozwolić szlachciance na dostanie się do samej góry regału. Mocnym uściskiem chwyciła za metalową konstrukcję, natomiast jedna z nóg uważnie badała pierwszy stopień. Uderzywszy w niego kilka razy wydała opinię - przedmiot wydawał się stabilny. Stąd rozpoczęła wspinaczkę, pewnie stawiając kroki na każdym ze szczebli. Znalazłszy się u szczytu popełniła jednak błąd - obróciwszy głowę przez ramię spojrzała w dół; dostrzegłszy niemalże kilkanaście metrów możliwego spadania w dół Eunice przełknęła ślinę. - Roweno, miej mnie w swej opiece - mruknęła pod nosem, nim jeszcze odszukała wzrokiem interesujący egzemplarz. Po krótkim zawahaniu odchyliła się w jego kierunku, wyciągając ku niemu rękę. To było ekscytujące, serce zatłukło się o klatkę z żeber, uśmiech zatańczył na jasnej twarzy. Już, już, jeszcze tylko kilka milimetrów. Wreszcie palce musnęły chropowaty grzbiet skórzanej okładki, acz wtedy wszystko potoczyło się całkowicie źle. Drabinka zatrzęsła się, zmuszając Greengrassównę do złapania się pękającej od ciężaru książek półki - obiema rękoma. W tej sekundzie, jakby na zawołanie, jedyne źródło podtrzymania odsunęło się na kilka metrów bok, zostawiając czarownicę samą sobie. Zwisającą z cholernego regału. - Hej, wracaj tu! - krzyknęła za metalową konstrukcją, w tym samym czasie usiłując nie patrzeć w dół. Czy ona… usłyszała chichot? Nie, to niemożliwe, przedmioty z pewnością nie chichoczą. To musiał być wytwór zdziwionego umysłu, zdecydowanie. Nice potrząsnęła głową, po czym wbiła zdenerwowane spojrzenie we wciąż oddalającą się platformę. - Ja, lady Eunice Valerie Greengrass, pogromczyni smoków, władczyni ognia oraz poskromicielka chińskiej kąsającej kapusty, nakazuję ci wrócić tu w tej chwili! Wtedy w swej wspaniałomyślności wybaczę ci twą przewinę i zapomnę o tej potwornej potwarzy! - krzyknęła z butą oraz dumą, naiwnie wierząc, że złośliwość rzeczy martwych skończy się tu i teraz, spełniając władcze żądania szatynki. Niestety, drabinka ani drgnęła, wciąż znajdując się na drugim końcu bibliotekarskiej alejki.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
złap mnie, jeśli potrafisz 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime24.03.20 19:17

Wzgórza mimowolnie rozpościerały się przed oczyma, gdy tylko jasnoniebieskie spojrzenie kryło się pod powiekami - krajobraz wymalowany zielonymi smugami przecięły szare wstęgi ścieżek, niebo przeglądało się w taflach wody, a czarne sylwety ptaków płynęły spokojnie na tle obłoków. Po zachwycającym Peak District wędrował od paru dni, stopniowo zapuszczając się coraz bardziej na północ Gór Pennińskich i tym samym oddalając od świeżo utworzonego rezerwatu - z tego kierunku napływały dziś ciężkie chmury o barwie stali, iskrzące groźnymi rozbłyskami na horyzoncie. Kiedy stało się jasne, że nie zboczą ze szlaku, Ulysses postanowił usunąć im się z drogi, przezornie teleportując się do Derby, nim burza rozszaleje się na dobre.
Tutaj chmury nie zdołały jeszcze dotrzeć, majacząc jedynie daleko, na krańcach horyzontu. Dwór Greengrassów przywitał go znajomym zapachem sosnowego drewna, sprawnie przedzierającego się przez barierę osłabionego zmysłu powonienia - to za sprawą tego leśnego wspomnienia czuł się w Derbyshire dosyć swobodnie, choć nic nie mogło zastąpić ukochanego Silverdale, naznaczonego absolutnym spokojem. Nuta tęsknoty za domem nie była zbyt ciężka ani długa, lecz to ona skierowała Ollivandera do biblioteki, w której do tej pory nie miał okazji gościć dłużej niż marną chwilę, mimo iż gościnności Greengrassów zaznawał od dobrych paru dni. Całodzienne wędrówki były wyczerpujące, po powrocie zmęczenie w mgnieniu oka przeistaczało się w sen, nie dając zbyt wielu okazji na socjalizację z mieszkańcami ani chowanie się za książką. Krótki odpoczynek (zrezygnował z niego, po kilku dniach ruchu nie potrafiąc usiedzieć w miejscu), kąpiel i posiłek oddzieliły wyprawę od wizyty w bibliotece.
Zaskakująco cichej i pustej. Przyzwyczajony do rodowego księgozbioru, w którym można było zastać towarzystwo o każdej porze dnia i nocy, z niewyrażonym zaskoczeniem zatrzymał się w progu, nasłuchując najmniejszego dźwięku - i usłyszał. Stukot obcasów niósł się z oddali, energiczny i pewny, sugestywny, znajomy. Półuśmiech rozjaśnił lordowskie lico, gdy zwymyślał się bezgłośnie za przypuszczenia niepoparte jasnymi dowodami - poza palącym zwoje przeczuciem, że dźwięk wydobywa się spod zgrabnych bucików urodziwej mieszkanki dworu, lady Eunice, nie miał żadnych argumentów przemawiających za tym faktem. Prowadzony ciekawością - wmawiając sobie solennie, iż to tylko sprawdzanie intuicji! - ruszył pomiędzy regały, nasłuchując uważniej, nie spiesząc się zanadto. Podejrzany dźwięk dotarł do czujnych uszu, brwi zbiegły się nieznacznie - chyba nie wspinała się na regał, u licha? - i właśnie wtedy spojrzenie wyłapało porzuconą na sosnowym stoliku różdżkę. Znajomą. Walcząc z własną ciekawością - dlaczego? Skąd mogło brać się tak silne zainteresowanie? - powtarzał w myślach, że może zwyczajnie minąć dzieło, ot tak, po prostu przejść obok, lecz ostatecznie poniósł klęskę. Otulił palcami wiśniowe drewno, za sprawą krótkiego dotyku poznając dlaczego.
Ciepła iskra przedostała się przez skórę, przyjemnym dreszczem przebrnęła po całym ramieniu, drażniąc się z nerwami - zniknęła dopiero w okolicy karku, zdoławszy już posłać bodziec i sprowokować serce do paru szybszych uderzeń. Czuł wyraźnie, że za pomocą wiśniowej różdżki nie ziści żadnego zaklęcia, a mimo otwartej walki charakterów, wydawała się bliska. Zbyt bliska. Z krótkiego zamyślenia wyrwał go dźwięk, wciąż zdeterminowany, lecz tym razem bardziej regularny. Metalowy?
Wychylił się zza regału, natychmiast unosząc brwi na widok wspinającej się po drabince szlachcianki. Trzeba było przyznać, z niesprzyjającą suknią radziła sobie świetnie, wreszcie docierając na szczyt konstrukcji. Milczał, jej różdżkę chowając do kieszeni marynarki, przy okazji dobywając własnej - na wszelki wypadek. Nie powstrzymywał kącika ust, pozwalając mu uciec nieco wyżej niż zazwyczaj. W myślach kalkulował odległości, kiedy szczupłe palce sięgały solidnego grzbietu upragnionej księgi, a oczy na jej widok pobłyskiwały ekscytacją. Nie dawał szatynce zbyt wielkich szans - różnica wyznaczana przez milimetry była w tym wypadku przepastna, choć nie podejrzewał, że tak dosłownie. W jednym momencie - wraz z trzęsącą się drabinką - Ollivander oderwał się od regału, o który stał wsparty ramieniem. Interwencja okazała się zbędna i może dlatego nie powstrzymał krótkiego śmiechu, złożonego z rozbawienia i przerażenia równocześnie. Zerknął na dłonie, kurczowo trzymające się półki. I wciąż była sobą - wygłaszając dumne zdania, uwieszona na regale z drżącym sercem. Odsunął się o krok. Na tyle, by zdążyć oraz na tyle, by złapać spojrzenie, póki wcale zdążać nie musiał.
- Na stos - odezwał się, chcąc zwrócić na siebie uwagę lady Greengrass, do której właśnie zadzierał głowę. Słowa rzucone ze spokojem zabrzmiały trochę karykaturalnie, ale sugestywnie uniesiona brew nadała im charakteru, choć prawdopodobnie dziewczę miało problem, by mimikę z tej wysokości dostrzec. Drabinkę na stos, proszę państwa, nie kapustę albo co gorsza - samą ognistą księżniczkę. - Dlaczego wyrzekłaś się magii, pogromczyni? Czymże zawiniła? - pytał prawie teatralnie, ale nie chciał wcale przedłużać chwili do momentu oderwania się kobiety od półki. - Przyjmiesz od niej pomoc, czy zaufasz sile własnej woli? - mięśni, tak właściwie. - Ewentualnie możesz puścić - podał alternatywne rozwiązanie - tylko i wyłącznie przez pewność, że zdoła złapać ją w czas, gdyż prawdopodobnie i do skoku byłaby zdolna. Może skoro dostała się tam bez magii, bez niej powinna postawić stopy na posadzce? Z małą pomocą, absolutnie nie chcieli tu wykręconych kostek.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees

Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime24.03.20 19:25

Powoli zapadał zmierzch, choć ten moment było trudno uchwycić przed nadciągające chmury; szarość spowijała letnie sklepienie, wpuszczając tym samym do biblioteki niewielkie smugi światła. Przecież stan ducha pogody nie mógł być żadnym dowodem na niewłaściwość chwili, prawda? Powinna siedzieć grzecznie w swoich komnatach zaczytana w książce lub tuląca struny harfy do wrażliwych palców, ale zew przygody okazał się silniejszy - ignorując wszelkie znaki na niebie i ziemi, nieszczęsne mleko, upadek oraz polityczną wtopę, Eunice z jakiegoś powodu postanowiła brnąć zaciekle losowi naprzeciw. Zignorowawszy złote rady dobrodusznego losu zrobiła to, co uważała w danym momencie za słuszne. Co powiedziałaby panna Weatherly? Skarciłaby podopieczną za nieroztropną impulsywność, skrzyczałaby, a krzyk ten promieniowałby aż do nieszczęsnych pięt młodej lady. Co za niewysłowione szczęście, że kobieta spoczęła pogrążona we śnie w pokoju muzycznym; fakt prowadzonego wcześniej harfowego recitalu przez samą Greengrassównę oczywiście pozostawał nigdy niezamierzonym przypadkiem! Nie ośmieliłaby się przecież zaprowadzić starszej czarownicy w ramiona Morfeusza swą spokojną, usypiającą melodią, sączoną z takim uwielbieniem, czyż nie? Nosiłoby to przecież znamiona premedytacji, perfidii niemalże! Dobrze, że nie istniał żaden świadek dokonanej zbrodni, dlatego co za tym idzie, żaden paluch sprawiedliwości nie wskazywał na pinokiowy nos niewinnej w swoim przekonaniu damy. Co również można nazwać niewysłowioną pomyślnością opatrzności, ponieważ cioteczka Abbott z pewnością wtrąciłaby w sytuację własne trzy knuty. Nie obyłoby się bez mrożących krew w żyłach oskarżeń prokuratora oraz szybkiego, bolesnego wyroku - naprawdę, cóż za uśmiech fortuny spotkał wojowniczkę popołudniowej nudy. Czyż nie mogła odnieść wrażenia, że cały niefart bieżącego dnia został wyczerpany i w związku z tym nie powinna liczyć na odmianę przeznaczenia? W końcu wyciągnęła najlogiczniejsze wnioski z możliwych, stąd jakże to tak, że logika zawiodła, doprowadzając szatynkę na skraj najokrutniejszej przepaści? Czy to żart psotliwego fatum? Och, to oznaczałoby przecież, że stała się ofiarą, nie sprawcą całego zamieszania!
Eunice trzymała się tej pocieszającej myśli nie mniej niż stabilnej półki, jaka dzieliła ją od upadku na ziemię. Drobny błąd mógłby kosztować arystokratkę życie - już obliczyła sobie, że przecież na pewno skręciłaby sobie kark, gdyby nie jej niesamowity refleks oraz godne pozazdroszczenia mięśnie. Nie, to kolejne nieprawdy spychane ze świadomości, ponieważ nie istniała żadna realna szansa na wyhodowanie silnego uchwytu kobiecych ramion. Nie ćwiczyła ich, tak prezentowała się smutna prawda, teraz przykryta subtelną zasłoną milczenia. Posmutniała, gdy ta informacja zagnieździła się w umyśle. Zginę jakże tragiczną, bezsensowną śmiercią! - lamentowała w duchu, będąc na skraju zarówno zniesmaczenia jak i rozczarowania. Przecież lady Greengrass zaplanowała dzień własnej zagłady w specyficznych detalach; miała zostać strawiona przez smoczy ogień w ukochanym, rodzinnym rezerwacie, wcześniej ratując smoka z opresji. Powinna zostać rodzinną bohaterką, nie głuptasem zwisającym z regału.
Kiedy wydawało się już, że gorzej być nie może, nadleciał złośliwy los z poprawką - mogło. Usłyszawszy początkowo niezidentyfikowany śmiech gdzieś na dole, kobieta wzdrygnęła się, tym samym luzując uchwyt jednej z dłoni. - Whoa! - zakrzyknęła przestraszona, szybko nanosząc poprawkę i dzięki temu nie zleciała szybkim pędem na kamienną posadzkę. Z zawężonymi od złości oczami spojrzała w dół, szukając wzrokiem winnego za odczucie mrożącego oddechu zagłady na zasłoniętym włosami karku. Znalazła. Oczywiście, że to był on. Ze wszystkich osób w całej rezydencji, które mogły wejść do biblioteki akurat w tym momencie, opatrzność musiała przysłać do niej Ulyssesa. Człowieka, przed którym instynktownie pragnęła roztoczyć jak najlepsze wrażenie - kobieca intuicja podpowiadała jej, że obecnie znajduje się od tego planu najdalej jak jest to tylko możliwe. Zaklęłaby szpetnie pod nosem, ale damy nie przeklinają. Zmarszczyła go więc jedynie, udając, że nie czuje pojawiających się na bladym licu palącego szkarłatu zawstydzenia. Merlinie, za co ta kara? Powinien zobaczyć ją w wojowniczej pozie, gdy zmagała się z kolejną, trudną sprawą dotyczącą rezerwatu, powinien dostrzec pomarszczone od intensywnego myślenia czoło, aż wreszcie być świadkiem wiekopomnego odkrycia, które wprawiłoby go w szczery podziw dla zaciętej w boju pogromczyni problemów. Cały misterny plan runął w gruzach, gdy zamiast pełnej godności sytuacji, ona… Roweno, cały czas zwisała z półki. Nad jego głową. Czy istniało coś bardziej upokarzającego? Teraz weźmie ją za głupią gąskę, nie interesującą damę z pasją, co za nieszczęście! Dlaczego jednak jej to przeszkadzało? - Mój panie, nie uczono cię, żeby nie zakradać się do walczących o życie niewiast, gdy ich istnienie, dość dosłownie, wisiało na włosku? - spytała tonem, jakby wymyślony na prędko przedmiot nauk był jak najbardziej realny i wykładano go lordom ze wszystkich rodów. - Na stos? - powtórzyła krótko potem. - Stos czego? Stos złośliwych drabinek, stos obowiązków, plecionych bzdur? - drążyła nieistotny temat, po czym wierzgnęła desperacko nogami, szukając dla nich podpórki. Znalazła ją, aczkolwiek wymagała ona pewnych aranżacji, niemożliwych do wykonania, gdy lord Ollivander znajdował się tak blisko regału. Byłoby przykro, gdyby nieświadomie poświęcił własne życie dla ocalenia tego należącego do niej. Zwłaszcza, że pogrążyłaby się w potwornym smutku z tego powodu. - Niczym, ale czyż to nie nudne, ciągle gromić magią? Prawdziwi poskramiacze niebezpieczeństwa toczą swe walki oko w oko z zagrożeniem, przy użyciu własnych rąk - obwieściła dumnie, usiłując bronić irracjonalnego wytłumaczenia, dla którego znalazła się w tej sytuacji. Choć nie zgadzała się sama ze sobą; trzeba było machnąć różdżką zamiast urozmaicać sobie pechowy przecież dzień. Oszczędziłaby sobie wstydu, natomiast urokliwy szlachcic mógłby spojrzeć na nią przychylniejszym okiem. - Nie zaufam jej już dzisiaj - westchnęła, oceniając czas w jakim spadałaby w dół, gdyby teraz puściłaby półkę. - Chcesz, żebym spadła, umierając za mój akt odwagi? Nie spodziewałam się tego po tobie, Ulyssesie - wyrzekła trochę smutno, nie biorąc pod uwagę możliwości, że mężczyzna rycersko zaoferował się do złapania drobnej czarownicy podczas lotu. Dlaczego miałby zrobić dla niej tak heroiczną rzecz? Nie rozumiała. - Jeśli odsuniesz się na znaczną odległość, mogę nogami strącić książki i zejść bezpiecznie na ziemię - zauważyła, trącając czubkiem butów o pierwsze tomy, nie wdrażając póki co tego planu; na razie ryzyko było zbyt duże. Poza tym troch szkoda było jej tych wszystkich zapierających dech w piersiach egzemplarzy, które mogłyby poturbować się z powodu upadku z tak dużej wysokości. Niemal poczuła ból we wrażliwym sercu.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
złap mnie, jeśli potrafisz 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime24.03.20 19:46

Rozproszone światło z okrutną bezwzględnością ukazywało pannę Greengrass w niewygodnej sytuacji, wściubiając swój nos przez wysokie okna, rozpostarte tuż za plecami kobiety. Nietrudno było zauważyć, z jaką zgrabnością światłocień zarysowywał smukłą sylwetkę, elegancko prześlizgując się po talii, zgrabnie przeplatając się z rozpuszczonymi włosami, lecz im dłużej Eunice trzymała się drewnianej półki, tym więcej szarości kumulowało się na zewnątrz, grożąc rychłym oberwaniem chmury - grzmoty krzątały się wokół, przeciągłymi pomrukami zwiastując prawdziwy spektakl. Jeszcze nie teraz, choć był już blisko. Może miał okazać się na tyle zjawiskowy, by przyćmić ich własny, rozgrywający się w bibliotecznym zaciszu, jakby same żywioły stanęły na straży godności młodej lady? Odciągały uwagę ciekawskich oczu od karygodnych poczynań - zagłuszały zdradliwe echo z coraz wyższych szczebli drabinki, nie pozwoliwszy nieść się odgłosom po rezydencji, zapobiegały przez to krzywdzącym plotkom, a gdyby były to zbyt liche osiągnięcia - przepędziły z gór lorda Ollivandera, tuż pod stópkami - dosyć dosłownie - materializując ratunek zaklęty w postaci męskich ramion. Co prawda bez białego rumaka, na nieszczęście Ulysses nie uskuteczniał spacerów z wierzchowcami po korytarzach i bibliotekach, aczkolwiek sama obecność szatyna mogła zaoszczędzić pannie Greengrass wielu nieprzyjemności związanych z twardym lądowaniem - to zaś czyhało o krok od bliżej niż sama burza. Przestrach uparcie pchnął adrenalinę w żyły szlachcica, wraz z nim trzymając drewno w gotowości, gdy tylko drobna dłoń ześlizgnęła się niebezpiecznie ze względnie bezpiecznego oparcia. Nie byłby sobą, gdyby rozwiązał sprawę bez uprzedniego rozciągnięcia tematu i podjęcia się niewinnych intryg, zwłaszcza, gdy dama była chętna do prowadzenia konwersacji - jej mina wyraźnie na to wskazywała, ot co. W odwecie do rozeźlenia posłał uprzejmie prowokujący uśmiech, igrając sobie w najlepsze, skoro obydwoje wiedzieli, że miał kontrolę nad całym zamieszaniem - a tak przynajmniej mu się wydawało, nie mógł mieć pojęcia o przemyśleniach Eunice. Nie rezygnował z uważnego śledzenia sytuacji, ponad wszystko nie chcąc, by cokolwiek stało się kobiecie - wypominałby to sobie latami - a ta sama uwaga pozwoliła również spostrzec zarumienione policzki i iskrzącą w oczach dumę, stąd już niedaleko było do wniosków, że kobieta nie zamierzała lamentować ani panikować (cóż - na pewno nie jawnie). Nie spodziewał się po niej niczego innego, rzecz jasna - jej poza była tak wojownicza, jak tylko mogła być w obecnych okolicznościach. Może gdyby trafił na jej bliską kuzynkę (a może starszą siostrę? Gubił się w tych powiązaniach), drobną i strachliwą lady Augustę, nie zwlekałby ze ściągnięciem jej na ziemię, lecz jaka była szansa, że lady Augusta wlezie na cholerny regał, na szarym końcu opustoszałej do bólu biblioteki, pozostawiwszy różdżkę na sosnowym stoliku? Żadna. Pojawiały się też istotniejsze różnice - lady Augusta wzbudzała w Ollivanderze nieporównywalnie mniejsze zaciekawienie, nie miała drygu do abstrakcji, spontanicznych zasad i gier, niespecjalnie pamiętał jej debiut na salonach. Właściwie pamiętał ich wyjątkowo niewiele.
- Ktoś ten szczegół karygodnie pominął, milady - odpowiedź spłynęła gładko, a czujne spojrzenie sięgało prosto do błyszczących oczu, po części rzucając im wyzwanie, któremu nie mogła sprostać. Ile zamierzała wytrzymać? - Czymże są nauki, skoro tak niefrasobliwie można działać wbrew nim? - czyżby pił do wyczynowych wspinaczek w eleganckich sukniach i idealnie dopasowanych bucikach na obcasie? Skądże, nie miałby czelności, był przecież dobrze wychowanym lordem. Nie nasycał zdania sugestywną nutą, tłumaczyło się samo przez się, lecz nieznaczne rozbawienie zatańczyła gdzieś pomiędzy słowami. Ze spokojem wodził wzrokiem za wszelkimi manewrami, po jakie sięgała - doskonale świadom, że żaden z nich nie utrzyma jej w górze zbyt długo. Ona również musiała to wiedzieć. - Zresztą, sama mnie tu przyciągnęłaś - dodał, grając w złudne oczywistości, skoro oddawali się tak luźnym interpretacjom. Po części była to prawda - gdyby nie zdradzieckie echo, zawitałby do innego działu. Brew drgnęła na te wszystkie propozycje stosów. - Nieistotne - byle płonął. Na każdym skończy w męczarniach za swój karygodny czyn. Jako władczyni ognia powinnaś znać naturę stosów lepiej niż ja - odpowiedział, pełen podziwu dla wytrzymałości damy. Nie dość, że dzielnie trzymała się ostatniej deski ratunku, była w stanie wylewać z siebie istne potoki słów, prawdopodobnie maskując zdenerwowanie. Zaśmiał się ponownie - szczerze, acz krótko, dosyć ostro, nie próbując zrozumieć absurdalnej teorii. - Widzę - odpowiedział krótko, powstrzymując się przed przygryzieniem wargi, która zdradziłaby większe rozweselenie. Nie zrobił tego, utrzymał typowy, bezwzględny spokój. Budziła w nim naprawdę szereg emocji - po chwili uderzyła też w czyste zaskoczenie - brzmiała naprawdę wiarygodnie, jakby faktycznie wierzyła, że pozwoli jej spaść na posadzkę u swych stóp albo chociażby weźmie taką opcję pod uwagę. Zmarszczone brwi na chwilę dały upust niezadowoleniu i możliwe, że nawet nie zdołała tego drobnego przejawu zauważyć, pochłonięta nowym, genialnym pomysłem, podczas gdy Ulysses kręcił głową ze zrezygnowaniem. No proszę - słyszał, że grywa na harfie, a miał przed sobą prawdziwą akrobatkę. Bezczelnie zrobił pół kroku w przód, gdy zasugerowała odwrotny kierunek - nie brnął już w temat - całkowicie pewien, że ramiona dawały się kobiecie we znaki i lada moment mięśnie zwyczajnie odmówią jej posłuszeństwa. Wciąż widział dumną twarz i to na niej koncentrował spojrzenie, mimo wszystko nie chcąc, by odczuła dyskomfort. Większy, niż do tej pory.
- Eunice - wypowiedział poważniej, wręcz ostrzegawczo, po chwili bardzo sugestywnego milczenia, po którym także pozwolił ciszy zagrać. Lady Greengrass dopuściła się małej niegodziwości, nie wierząc w ratunek, ale może - być może - mógł jej to wybaczyć. Grzmot doskonale wyczuł moment, tym razem zakradając się tuż nad ich głowy i zatrząsnął otoczeniem w towarzystwie zalewającego błysku, nie pozwalając mężczyźnie na dodanie czegokolwiek więcej. Żywiołowy duet musiał wpłynąć na sytuację - Arresto Momentum - był zapobiegawczy. Wymamrotał pod nosem inkantację, na wszelki wypadek. Nie miał pojęcia, czy zawinił hałas, czy kobieta sama postanowiła puścić, czy zdecydowały za nią przeciążone mięśnie albo zdrętwiałe palce - faktycznie opadała w zwolnionym tempie, Ollivander zaś miał czas na swobodne wymanewrowanie. Uchwycił szczupłe ciało dosyć wygodnie, dbając o to, by Eunice mogła podeprzeć się o jego lewe ramię, prawym zaś podciął jej nogi, nie pozwalając stopom dotknąć ziemi. Starał się nie naruszać zbytnio jej przestrzeni osobistej, ale nie dało się zaprzeczyć, że była bardzo blisko. - No patrz, po co komu magia - zakpił cicho, na krótko przed donośnym szumem deszczu, zalewającego ogród.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees

Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime24.03.20 19:56

Szarość coraz intensywniej obejmowała swym całunem obszerne pomieszczenie - rozchodząc się trochę jak mgła, oleiście, lekko, chmurnie. Idealne tło do rozgrywającego się we wnętrzach dramatu i gdyby wiedziała o podobnych emocjach czających się w czeluściach trzewi lorda Ollivandera, westchnęłaby rozmarzona. Jak romantycznie wyszeptałaby pod wpływem chwili, dalekiej od zwyczajnej. Sama była sobie winna tej sytuacji i jeśli wcześniej żałowała swego występku, tak teraz poczuła raczej spokój. Może nawet natchnienie? Tak, to idealny materiał na wzniosłą balladę wygrywaną na strunach harfy - powstałaby z tego wspaniała linia melodyjna, żywiołowa, choć w pewien sposób również intymna oraz zachowawcza. Głównie przez mężczyznę stojącego u stóp regałów, który powinien stać zdecydowanie dalej. Początkowe zawstydzenie Eunice powoli mijało, ponieważ nakarmiony melodramatycznymi wizjami umysł zaczął błądzić w rejonach szeroko pojętej sztuki, nie zaś konsekwencji dziecinnego zachowania. Wolała przymknąć na to oko, nie przyznając się nie tylko przed niespodziewanym towarzyszem, acz także przed samą sobą do popełnionych błędów. Tak, wdrapanie się na tę półę bez asysty różdżki to posunięcie dalece lekkomyślne, ale jednocześnie tak mocno pasujące do młodziutkiej, nieco niepokornej lady. Zresztą, czyż Ulysses nie miał teraz doskonałej dogodności, żeby stać się prawdziwym rycerzem ratującym damy z opresji? Starsze siostry zawsze plotkowały między sobą o kruchym, męskim ego wymagającym nieustannego podsycania; może tkwiło w tym jakieś ziarno szeroko pojętej prawdy. Z chęcią spróbowałaby podobnej metodyki, gdyby nie istotny szczegół - Nice należała do osób upartych. Przyznać się do słabości przed kimkolwiek? Zgroza! Dlatego wolała brnąć w coraz bardziej absurdalne teorie, wnioski oraz wytłumaczenia, choć doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że dosłownie nikt nie zdołałby się nabrać na podobne wymysły. Zwłaszcza on, człowiek, którego zdążyła poznać jako wyjątkowo spostrzegawczego. Jednak co innego zobaczyć a co innego dostrzec, czyli wyciągnąć wnioski z widocznego fragmentu. To również potrafił. Prawdopodobnie z tego powodu stanowił niebezpiecznego przeciwnika, nawet jeżeli nie chciał nim być. Z łatwością zdołałby obnażyć wszystkie kobiece niedoskonałości, czego lady Greengrass obawiała się najmocniej. Ich spotkanie w tak fatalnych dla jej wizerunku okolicznościach jedynie podsycał tę obawę; znacznie obszerniejszą niż możliwość bolesnego upadku na twardą podłogę. Nie dało się już go oszukać, nie pomyśli o niej jako o mądrej, wartościowej czarownicy, nie. W jego oczach już zawsze pozostanie nierozważną trzpiotką, której nie warto poświęcić więcej niż chwilę cennego czasu. Może nawet tyle nie. W związku z tym chyba nie miała już nic do stracenia.
Oprócz zdrowia bądź nawet życia, które teraz wisiało na włosku - czy bardziej dosłownie, na dziesięciu drobnych palcach kurczowo zaciskających się na drewnianej powierzchni. Eunice oddychało się coraz ciężej, ponieważ mięśnie zmuszone do nadzwyczajnego wysiłku powoli traciły na sprawności. Rumieńce nieco zapomnianego zawstydzenia pogłębiały się z powodu energii, jaką arystokratka wkładała w próby utrzymania się na swoim miejscu - i co więcej, konwersacji. Zamierzała udawać, że nic takiego się nie działo, natomiast akrobacje w bibliotece miały być chlebem powszednim. Niemalże czerstwym.
- Widzę - odparła krótko, łapiąc oddech oraz zbierając chaos myśli. - Nic straconego mój panie, na pewno można jeszcze zapisać się na taki kurs - kontynuowała absurdalność wcześniejszych tłumaczeń. Oczywiście, że lord Ollivander nie zabarwił swego głosu sugestią, aczkolwiek nie musiał. Nice zrozumiała dokładnie do czego w tamtej chwili pił. Uniosłaby brew, ale niestety magazynowała siły na coś istotniejszego niż ekspresja twarzy. - Czymże jest nauka, jeśli nie próbowaniem nowych rzeczy oraz eksperymentowaniem? - Odbiła piłeczkę, pełna podziwu dla samej siebie, że potrafiła jednocześnie walczyć ze swoim ciałem jak i ciętym słowem oponenta w tej niemającej sensu dyskusji. Niestety, było coraz trudniej. Przymknęła na moment oczy wierząc, że ten zabieg pozwoli jej zebrać resztki ukrytych pokładów siły. - Czyżbym przegapiła nawoływanie twego imienia? - spytała trochę butnie, może za butnie jak na sytuację, w jakiej się znalazła. Powinna raczej prosić o pomoc, jednak znów, ta uparta Greengrass była zbyt uparta. I zbyt dumna. I znów musiałaby przyznawać się do swych słabości oraz polegać na innych, co mierziło kobietę mocniej niż dotąd przypuszczała. Może to chodziło o tego jednego konkretnego człowieka stojącego nieopodal? Było w nim coś, co sprawiało, że biedna Nice nie potrafiła zachować się zbyt rozsądnie w jego towarzystwie; przy czym odmawiała sobie stwierdzenia, że zwykle nie kierowała się rozumem, przecież była dumnym krukonem!
- Och, nie, stosy nie leżą w mojej specjalizacji, to chyba domena Selwynów. Nie śmiałabym wchodzić im w kompetencje. Znam się tylko na ogniu - paplała nadal, choć między słowami zostawiała dłuższe pauzy niż do tej pory. Musiała coś wreszcie zrobić, szybko - kończył się czas, natomiast ten uparciuch na dole zamiast się odsunąć, zbliżył się jeszcze bardziej. Na wszystkich Alesgoodów, cóż on wyczyniał? - Nie w tę… - Nie zdążyła dokończyć nim rozległ się donośny grzmot uderzającego nieopodal pioruna. Na tyle głośny, że wystraszył zajętą czymś innym czarownicę. Machinalnie poluźniła uchwyt na półce. Grawitacja okazała się bezlitosna, ciągnąć szlachciankę w dół; zamknęła więc oczy przygotowując się na bolesny upadek, acz… ten nie nastąpił. Zamiast tego nozdrza otulił przyjemny zapach, zmęczone mięśnie poczuły przyjemne ciepło należące do innego ciała… poczuła się jakże przytulnie w nieznanych dotąd ramionach. Ostrożnie otworzyła zaciśnięte mocno powieki, spoglądając na twarz wybawcy jakby widziała go po raz pierwszy. Uratował ją, tak prawdziwie! Serce zrobiło kilka niespokojnych salt w klatce piersiowej, z kolei umysł nagle stał się całkowicie pusty. Po raz pierwszy dzisiejszego dnia nie wiedziała co powiedzieć, głos ugrzązł w gardle pozwalając melodii deszczu mówić za Nice. Nie spodziewała się tego, choć przecież powinna. Nie sądziła w końcu, że Ulysses mógłby zachować się niegentlemańsko czy okrutnie, ale jednak… jednak nie była przyzwyczajona do altruizmu. - Dziękuję - wyszeptała wreszcie, brzmiąc jak wiatr szalejący za oknem.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
złap mnie, jeśli potrafisz 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime18.04.20 20:47

Męskie ego było mu, owszem, dobrze znane, lecz pozostawał człowiekiem nader spostrzegawczym i dociekliwym, który nie potrzebował wiele do wyczucia spisku dokładnie tam, gdzie był knuty. Satysfakcja z pomyślnego ratunku wcale nie byłaby godna uwagi, gdyby mężczyzna dostrzegł w sytuacji choćby cień fałszu i zaaranżowanego zbiegu okoliczności. W przeciwieństwie do Eunice, nie zastanawiał się wiele nad tym, jak kobieta go postrzega - może przez trochę przerośnięte ego, choć raczej z powodu koncentracji na wykorzystaniu obiecującego położenia, dzięki któremu mógł przecież zyskać w jej oczach, dokładnie do takiego stanu rzeczy zamierzał doprowadzić. Nie dostrzegał w niej żadnych niedoskonałości - albo wplatały się w ogólny wizerunek tak zgrabnie, że daleko było im do nieestetycznej zadry. Jej chaos pozostawał tak samo hipnotyzujący, jak błyszczące oczy i podekscytowany głos, dobrze pamiętany z pierwszego spotkania. Ach, przecież nie był tu, by niepotrzebnie się zamyślać!  
- Znakomicie. Śmiało możesz mnie dopisać, skoro akurat masz wolną rękę - zaproponował beztrosko, wykonując dłonią lekki gest w powietrzu i akcentując różnicę między zaangażowaniem dłoni w ratowanie zagrożonego życia. Potrzebowała to na papierze, czy powinni jednak zostawić to w gestii wzajemnego zaufania? Powątpiewał w to, czy w ogóle mu ufa, skoro tak uparcie uczepiła się półki parę metrów wyżej - ten eksperyment trwał już dobrą chwilę. - Tu mnie masz, nie mógłbym zaprzeczyć - odparł, łapiąc piłeczkę w locie, aby nie wywijała już między nimi dzikich pląsów. Ach, więc tego chciała - eksperymentów? Bardzo dobrze się składało, w takim wypadku nie zamierzał od nich stronić. Próbujmy więc, udzielił odpowiedzi jedynie w myślach, by nie pozostawiać oczywistego ostrzeżenia. Kapitulował? Skądże. Nie mógłby tak zwyczajnie przestać drążyć, nauka wymagała przecież dociekliwości. - Wygląda więc na to, że prowadzisz ten kurs i właśnie go rozpoczęliśmy, rozumiem - dodał, jakby powoli łączył oczywiste fakty. Podejrzewał, że materiału było zbyt wiele na przerobienie go w jeden wieczór, a on mógł okazać się bardzo niesfornym kursantem - co wtedy? Na pewno należałoby całość przedłużyć i dopilnować należytych efektów edukacji. Nie mogłaby sobie pozwolić na zniszczenie reputacji miernymi wynikami, nieprawdaż? Zaśmiał się znów, polegając na wyobrażeniu panny Greengrass wołającej o pomoc - ta wizja wydała się zupełnie nieatrakcyjna w porównaniu z tym, co zastał na miejscu. Może lubili robić sobie na złość, a może pomaganie na złość zbyt pasowało do wymienianych zdań. Jednego był pewien. Jej dumne nuty różniły się zupełnie od tych, które płynęły z ust zadufanych szlachcianek. - Możliwe. I bez tego byłaś wystarczająco głośno - stwierdził bezczelnie, oczywiście mając na myśli nic innego niż stąpanie po metalowych stopniach, bardzo cichym echem roznoszące się po paru najbliższych alejkach - nie dalej. Wręcz przeciwnie, była bardzo dyskretna, lecz wcale nie musiał tego przyznawać. Uśmiech nadal tańczył w kąciku ust, chyba było mu tam nieprzyzwoicie dobrze. - Możesz zostawić to na inną okazję - dodał, może zbyt bezpośrednio, jednak sama postanowiła wyciągnąć z rękawa ten ton, więc teraz musiała się z nim mierzyć. Przemilczał kwestię stosów - zaczynało robić się zbyt ryzykowanie na dłuższe przeciąganie tej bzdurnej gry, wolał skoncentrować się na zapewnieniu damie bezpieczeństwa niż na odpowiedzi. Zresztą, przecież nie przyznałby, że Selwynówny były całkiem w jego typie, nic nie mógł poradzić na słabość do nieokrzesanych charakterów. Może powinien uderzyć w tę kwestię później, może akurat wzbudziłby w tej dumnej głowie trochę zdrowej zazdrości...? Na litość - tylko po co? Greengrass wyraźnie wyprowadzała go na manowce, nawet wisząc nad przepaścią i wymagając natychmiastowego ratunku.
Nie mącił ciszy, o wiele subtelniejszej i lżejszej od przekomarzanek, wypełnionej ogromną ulgą; widok kurczowo zaciśniętych wachlarzy rzęs na chwilę ocieplił uśmiech Ollivandera i wymalował nieznaczne zmarszczki przy jego oczach, lecz gdy Eunice otworzyła oczy, po tych drobnych znakach nie pozostał nawet ślad - może tylko tęczówkom było bliżej ciepłemu błękitowi niż typowej lodowatej połaci, to zaś łatwo dało się zrzucić na karb szarej pogody. Mężczyzna pozostawał spokojny nieadekwatnie do tłukącego w piersi serca, na chwilę wbity w ziemię rozbrajającym spojrzeniem, od którego wcale nie miał ochoty odrywać własnego. Zamarł, kompletnie zaskoczony milczeniem szatynki, podobnie ociągając się z odstawieniem jej na bezpieczny grunt, w bezpieczny i odpowiedni dystans, dyktowany sztywnymi zasadami szlacheckich znajomości. Ot, jakoś wyleciały mu z głowy, może nawet przyciągnął do siebie ten przyjemny ciężar, mimowolnie. Instynkt nieczęsto brał górę w przypadku Ulyssesa, lecz teraz nie chciał (nie potrafił?) go powstrzymać. Półuśmiech zatańczył szarmancko na ustach, wywiedziony ze swej kryjówki niepozornym szeptem. Adrenalina buzowała przyjemnie w żyłach, a stare księgi wznosiły się wokół, były jak mury prywatnej fortecy. - Do usług - odpowiedział cicho, nisko, powoli wracając do siebie po osobliwym doznaniu. Z łatwością mógł podrażnić ustami łabędzią szyję, tak blisko była; trochę wątpliwości skotłowało się pod kopułą, umysł uparcie wypominał granice przyzwoitości, stawał na drodze wargom, które ostatecznie tylko musnęły nieduże ucho. - Kompletuję długi wdzięczności - mruknął, znów uderzając w sprytniejszy ton. Nie mógł się tak roztkliwiać w nieskończoność. Delikatnie opuścił zgrabne nogi na ziemię, pozwalając Eunice stanąć o własnych siłach i odsunął się trochę, lecz nie za wiele. Chciała eksperymentów, dobrze pamiętał?
- Jak się czujesz? - zapytał miękko, sięgając wolną dłonią do jej palców. Uniósł je wyżej, oglądając spokojnie między własnymi. Zaczerwienione ślady odznaczały się na bladej skórze, nadwyrężonej wysiłkiem.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees

Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime26.04.20 2:22

Sekundy mijały nieubłaganie, powoli zamieniając się w złowieszcze minuty, które coraz niebezpieczniej zbliżały się do wartości godzinowej. Czy raczej tak zdawało się biednej Eunice dyndającej sobie z najwyższej póki strzelistego regału. Pomyśleć, że to wszystko przez złośliwą drabinę! Na pewno śmiała się z arystokratki gdzieś w ciemnym kącie, chichocząc przy tym tryumfalnie pod nosem! Ktoś przecież winny być musiał - na pewno jednak nie Greengrassówna, która w końcu zapragnęła jedynie spokojnego spaceru po wymarzony tom. Nigdzie nie było napisane, że w tym celu powinna używać wyłącznie magii, choć matula miałaby na ten temat całkowicie odmienne zdanie. W podręczniku nadobnej lady na pewno nie ma żadnej wzmianki o zabawie w małpę błąkającą się samotnie na wysokościach. Właściwie to Nice zaczęła już sobie wyobrażać awanturę jaką starsza czarownica uczyniłaby swej córce, gdyby tylko dostrzegła zdarzenie dziejące się w bibliotece. Ta niezbyt optymistyczna wizja chwilowo pozwoliła na zakorkowanie zdecydowanie zbyt pochlebnych myśli na temat stojącego na dole mężczyzny; myśli te zaczęły sunąć po drogach umysłu arystokratki zdecydowanie w nadprogramowej ilości, co mogło z łatwością doprowadzić do nieprzyjemnego ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie zamierzała być niepotrzebnie zauroczoną trzpiotką, która wzdychałaby tęsknie za swym ukochanym setki razy na dzień - ten natomiast nie pamiętałby w ogóle o jej istnieniu. Czarownicy zdarzało się widywać podobne okazy zarówno w Hogwarcie jak i na salonach, gdzie większość czasu przeciętnego dziewczęcia zajmowało rozmyślanie nad urokliwym chłopcem. Tak, nauka była spychana na boczny tor. Tak czy inaczej pamiętała głupi wyraz twarzy swych koleżanek bądź znajomych i szatynka zdecydowanie nie planowała stać się jedną z nich. Co za pech, że przyszły wybawca robił Eunice na złość - wzbudzając wnioski, od jakich zamierzała stronić. Dopiero po dłuższym czasie zauważyła, gdzie uczuciowa natura zaczęła ją spychać - na manowce! Widocznie nadwyrężanie mięśni pobudziło zamrożone dotąd szare komórki.
Zmarszczyła gniewnie nos, gdy Ulysses zaczął sobie z nią pogrywać, ewidentnie wykorzystując swą uprzywilejowaną pozycję. Nie walczył o życie ani nie musiał koncentrować całej uwagi na utrzymaniu się na regale, dlatego posiadał werbalną przewagę nad zmagającą się ze swoim ciałem Greengrass. Nie podobało jej się to. Bardzo. - Oj nie martw się, jak tylko stąd zeskoczę, to wpiszę cię na listę - fuknęła gniewnie, rzucając zakamuflowaną groźbą. Najprawdopodobniej nie chodziło wcale o spis uczestników lekcji Nie Zakradania Się do Walczących O Życie Niewiast, tylko o coś mniej przyjemnego. Zaraz jednak westchnęła, karcąc samą siebie w myślach - dała się sprowokować. Bardzo nieładnie. Powinna być ponad beztroski ton i naigrywanie się z patowej sytuacji czarownicy w niebezpieczeństwie! Niestety, Pan Jestem Lepszy W Przekomarzanki dalej ciągnął temat, co gorsza w podobnym tonie. Zupełnie, jakby opowiadał jakiś jowialny dowcip. Nice zmrużyła oczy, próbując przy tym patrzeć gdzieś pod ramieniem na świetnie bawiącego się szlachcica. Może jeśli będzie bardzo tego pragnąć to zamieni go w kamień? Niestety, minęły kolejne sekundy - i nic. Nadal mówił, oddychał i poruszał się. Los jej nie sprzyjał. - Skoro tak, to właśnie go skończyliśmy. Oblałeś. Wystawiam Trolla bez możliwości poprawki - odparła sztucznie słodkim tonem, co kosztowało ją masę energii. Mogła ją raczej zużyć na coś pożyteczniejszego niż słowne potyczki, aczkolwiek było już za późno. W dodatku przekonana, że ta wypowiedź dotknie mężczyznę do żywego (w końcu zła ocena to koszmar z podręcznika krukona!), poprawiła sobie tym humor. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, nie mając pojęcia jak daleko znajdowała się od prawdy. To znaczy, podejrzewała, ale wolała uciszyć głupi rozsądek. Co za paradoks.
- Głośno? - powtórzyła z naciskiem. - Zdecydowanie nie masz pojęcia co to znaczy głośno - stwierdziła nie mniej bezczelnie, trochę chyba sugerując rzeczy, które powinny urazić delikatne niczym rzadki kwiat męskie ego. - Dobrze, zostawię. Na bardzo konkretną okazję - rzuciła, nagle zmieniając front. Z zaprzeczeń oraz oburzeń przeszła płynnie do mało eleganckich aluzji, uznając, że skoro nie była w stanie pokonać przeciwnika defensywą, musiała więc przejść do ofensywy. Czy raczej ciągnąć to, co sama zaczęła. Czy była w stanie go zawstydzić? Należało poeksperymentować i sprawdzić.
Niestety, doświadczenia nie mogły trwać wiecznie - chcąc nie chcąc, a zdecydowanie bardziej nie chcąc, Eunice znalazła się w niedogodnej ku temu sytuacji. Ta eskalowała naprawdę szybko; w jednej chwili zwisała sobie beztrosko z regału, żeby w drugiej już z niego spadać. To kłamstwo - tuż przed śmiercią przed oczami nie pojawia się całe dotychczasowe życie, nie ma na to czasu. Kolejna, cenna informacja tego dnia. Zanotowała ją sobie, acz ta zaraz i tak rozmyła się w zaskoczeniu jakie zawładnęło kruchym ciałem szatynki. Próbowała zmusić się do jakiejkolwiek naturalnej reakcji, ale głowa odmawiała posłuszeństwa. Żadna bystra uwaga ani cięta riposta nie pojawiła się na lekko rozchylonych w szoku ustach; nastąpił jakby całkowity reset przeprowadzonych dotąd konwersacji. Greengrass nie pamiętała już nawet o czym wcześniej rozmawiali, czy powinna być zła. Nie pojawił się nawet instynkt, który powinien zaprowadzić czarownicę do konkretnej konkluzji: wyswobodzić się z męskich ramion oraz stanąć możliwie jak najdalej od swego wybawcy. Tak na pewno postąpiłaby dama z podręcznika, choć Nice posiadała poważne obawy co do tego, czy wspomniany tom zawierał opis podobnego zdarzenia. Wątpliwe - tak jak już wcześniej zdążyła stwierdzić, prawdziwa lady nie dopuściłaby do takiej sytuacji. Nie była jedną z nich. Co gorsza, nie czuła goryczy z tym związanej.
Serce nie przestawało obijać się o konstrukcję z żeber, wręcz jeszcze boleśniej przyspieszając, gdy usta Ulyssesa znalazły się tak blisko niej. Zbyt blisko. Nieprzyzwoicie blisko. Czerwona lampka zapaliła się w skołatanym umyśle, choć ciało nie drgnęło. Zareagowało jedynie szybkim dreszczem przemykającym wzdłuż kręgosłupa oraz mocno zaczerwienionymi policzkami. Och, oczywiście - ze wszystkich scenariuszy świata musiało okazać się, że lord Ollivander zliczał się w poczet beztroskich flirciarzy. Casanova, pomyślała z irytacją kobieta, zamiast dać się ponieść romantycznemu nastrojowi. Że też musiała trafić właśnie na niego! Nie odezwała się jeszcze, zbyt onieśmielona i zdenerwowana jednocześnie. Na samą siebie, naturalnie - bywała zbyt naiwna; w dodatku oceniła szlachcica lepiej niż powinna. A jeśli sądziła, że poczucie gruntu pod stopami przyniesie upragnione ukojenie, myliła się. Delikatny dotyk dłoni powodował pogłębienie rumieńca, natomiast sama Eunice zaczęła obawiać się, że serce wyskoczy jej przez gardło. Roweno, dlaczego tak reagowała? To głupie, skończenie idiotyczne! Powinna wziąć się w garść! Jak na zawołanie nabrała powietrza w płuca i ściągnęła usta w wąską linię. - Dobrze, dziękuję - odpowiedziała uprzejmie, choć ton głosu wybrzmiewał zbyt oficjalnie. Wolną dłonią przejechała wzdłuż sukni, nerwowym ruchem doprowadzając ją do porządku. - Jak mogę spłacić zaciągnięty dług? - spytała bezpardonowo, wzrok utkwiwszy na męskiej twarzy. Zebrała ku temu całą pozostałą odwagę, ignorując zażenowanie, zawstydzenie, gniew. Dała się podejść, jak małe dziecko! Nie potrafiła sobie tego wybaczyć. Mogła spodziewać się, że przegra, dlaczego sądziła, że tym razem będzie inaczej? Obiecała sobie, że jeśli zdarzy się następny raz - będzie przygotowana.
Tylko dlaczego to było takie trudne?




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
złap mnie, jeśli potrafisz 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime05.05.20 23:03

Z perspektywy Ollivandera czas płynął wartkim nurtem, przynajmniej w porównaniu do tych niezbyt ciekawych i powolnych potoków codzienności. Bawił się przednio - jeśli wymazać całe zmartwienie, bo i to rosło z upływem chwil, wpędzając szlachcica w stan wyrzucający sumieniu godny nagany bezruch. Mógł przecież ściągnąć ją za jednym ruchem różdżki, skłonić się płytko i wyrazić nadzieję, że nie ucierpiała w tym karygodnym incydencie, dla dobra nieskazitelnego imienia arystokratki wyraziłby jeszcze szczere rozczarowanie nieprzystojnym zachowaniem szalonej drabiny. Może nawet pomściłby ten podły czyn, pojedynkując się z... wystarczy, nie miał przy sobie godnego miecza, umiejętności szermiercze też chyba gdzieś zgubił - mógłby co najwyżej wygrać pojedynek na umysły i zdawało się, że ten Ulyssesa był jednak nieco tęższy niż drabiny. Sęk w tym, że nie przechodził obok małej tragedii obojętnie, lecz dziwne impulsy kierowały nim w inne rejony niż zwykle - trudno! Może chciał sprawdzić, czy wygadanej damie da się utrzeć nosa, ale broniła się przed tym procesem niesłychanie dzielnie, rzucając prędkimi odpowiedziami, mimo trudniejszego położenia. Zauważał to i doceniał, zaś rosnący gniew kobiety tylko prowokował dreszczyk emocji, rozciągający się leniwie po ciele. Wyjątkowo przyjemnie, mogła mu tak grozić, nie miał nic przeciwko, wolał jednak nie dzielić się spostrzeżeniem z rzeczoną damą, by przez przypadek nie zaczęła powściągać nerwów. Usta mężczyzny rozciągnęły się w nonszalanckim wyrazie, w odpowiedzi na otwarty ogień - wcale nie wątpił, że byłaby w stanie wprowadzić groźby w życie. Skonfrontował spojrzenie, nie uginając się pod ciężarem tych gwałtownych emocji. Trolla?! Cios poniżej pasa! Zmarszczone brwi malowniczo oddały lordowskie oburzenie. Dał się porwać tej grze, jak nigdy wchodząc w rolę. Cóż wyprawiał? Nie poznawał siebie, od kiedy chciało mu się brnąć w absurdy? Miał przecież ważniejsze rzeczy na głowie niż marne teatrzyki w bibliotece pachnącej sosnami. Też musiała nimi pachni... Powstrzymał myśl zanim zaczęła żyć własnym życiem, miał tu konwersację do prowadzenia.
- Tak szybko? Nawet mnie nie sprawdziłaś, domagam się drugiej szansy nim zacznę wątpić w twoje kompetencje - uniósł brwi, niezadowolony z tak prędkiego ucięcia ich wspólnej kariery naukowej. Taki potencjał szkoda było zmarnować. Stawał się bardzo pewny siebie i już czuł pod opuszkami palców, jak łatwo może go to zgubić, ale nie reagował, mając zbyt wiele uciechy z tych niewinnych igraszek.
- Wspaniale - odpowiedział na solenne zapewnienia. Pojedyncze słowo wybrzmiało tak dokładnie i precyzyjnie, jakby nie było zwykłym komentarzem, a inkantacją zaklęcia, wypowiedzianą z najwyższą uwagą - gdyż tę właśnie całkowicie poświęcał kobiecie. Daleko mu było do zawstydzenia, zaklinał jej słowa w obietnicę - był ukontentowany bezczelnymi odpowiedziami, dzięki nim zdołał wyczuć, jak daleko mogła się posunąć (daleko!), więc spasował elegancko, powracając do nieco subtelniejszych sposobów. Postawił granicę. Miała marne szanse na onieśmielenie Ollivandera, lecz ten wiedział już, że bez trudu mogła go zgubić i zmierzała ku temu energiczniej niż oboje myśleli. Już samo wyciągnięcie bezwstydnych i nieobyczajnych odzywek zakrawało o wyczyn stulecia, Eunice naprawdę należał się medal z najwyższej jakości złota - chyba nikt przed nią nie sprowadził Ulyssesa do takiego poziomu. Miał ten pułap za niski, ale nie mógł się powstrzymać przed eksperymentami, których sama przecież chciała.
Nawet przez moment nie pomyślał o pannie Greengrass źle, nie ustawił jej w żadnym krzywdzącym szeregu szlachcianek wyklętych albo niewychowanych. Wspinanie się po interesującą księgę było może ciut lekkomyślne, lecz i on miał za sobą parę nie do końca przemyślanych, aczkolwiek dziwnie satysfakcjonujących wybryków. Był daleki od ocen albo pozwolił sobie na ciche usprawiedliwienia, wiedziony za nos niezaprzeczalnym urokiem młodej damy, jeszcze wypierając to ze świadomości, choć nie mógł już zaprzeczyć niczemu, co miało miejsce w bibliotece.
Opadła lekko, miękko; śmiało mógł bić się w pierś, wszak nie odwrócił wzroku w dżentelmeńskim odruchu, jak nakazywałyby nauki; zwiewny materiał sukni oplótł się wokół ciała tak zgrabnie i malowniczo - nie mógł sobie podarować tej zniewagi. Jak wybitna rzeźba z zamierzchłych czasów, perfekcyjnie ujęta subtelność draperii i idealna krzywizna talii, lecz ruchoma, żywa do granic pobudzonych zmysłów. W ramionach nie trzymał bladego, zimnego marmuru, a lekko drżące ciało, odzywające się do niego w oszałamiająco silnym zapachu i spłyconym oddechu, o inteligentnych, choć zaskoczonych oczach, o pięknych dłoniach i gładkiej szyi. Gdzieś w tym miejscu mężczyznę zgubiły odruchy, napięcie przeważyło, prowadząc usta po odsłoniętej skórze, jakby miał do niej choćby cień prawa. Nie był już pewien, czy przegrywa sam ze sobą, czy pozwala na kontrolowane pogwałcenie granic - wydawało się, że już dawno spod kontroli się wymknęły, lecz czy duma pozwoliłaby na przyznanie tego? Kto wysuwał się za te domniemane linie? Eunice była winna, wzburzyła w nim krew adrenaliną, ciętymi uwagami i iskrą, drażniącą opuszki palców, rozgraniczone od ciała materiałem sukni. I chwała wszelkim Merlinom, że w tej frywolności pozostało jakiekolwiek ograniczenie. Powinien powstrzymać się wcześniej, skończyć z bezczelnością - o tak, teraz zaczynał się martwić, co kobieta o nim sądzi, jak zmieniła się jej percepcja przez te parę marnych minut, ale nie pozostawiała Ulyssesowi żadnego wyboru; nie mógł żałować ani wstydzić się swoich czynów, skoro zaczął, to zakończy. Tylko - kto zaczął? Nie był pewien. Zaginął w labiryncie, który mu usnuła. Trudno było tak po prostu oddać ciało, wcale nie chciał się od niego oddalać, jednak odpuścił, dając zdrowemu rozsądkowi dojść do głosu i wnioskując po reakcji szatynki - zrobił dobrze.
Był spostrzegawczy i ponad odważnym pytaniem potrafił dostrzec zawstydzenie, tlące się gdzieś na tle zaróżowionych policzków i oficjalnego tonu. Mięśnie spięły się z niespokojności, niewygodnego przeczucia, że wybrnął z eksperymentami w las, za daleko. Odsunął się zgrabnie, pozwalając szczupłym palcom na ucieczkę z pułapki - ujmującej dłoń dłoni - zanim wyprostował się, przywołując do porządku spojrzenie, zerkające na rozmówczynię ze stoickim spokojem - jakby wcale nie kotłowała się w nim wyobraźnia, poruszona kobiecym czarem. Bardzo żywa wyobraźnia. Trzymał ją na wodzy dzielnie, na szczęście. - Upewnij się, że wszystko w porządku. Nie chciałbym twojej krzywdy - odpowiedział lekko, ale zupełnie poważnie, nie kręciły go długi wymuszone siłą. Wypowiedziane zdania wybrzmiały niezwykle miękko przy zadanym pytaniu, ale nie miał serca dłużej ciągnąć przekomarzanek, gdy tak wyraźnie dała się spłoszyć. Nie winił jej. Byłoby prościej, gdyby przeprosiny same cisnęły się na usta, nie działo się jednak nic podobnego, za to specyficzny moment między dwójką szlachciców postanowiło przerwać coś zgoła innego. Mężczyzna poczuł przedziwny zryw, jakieś drżenie w kieszeni marynarki. Zapomniał, zupełnie zapomniał, rzadko zdarzało mu się o czymś zapominać.
- Uhm, chyba coś za tobą tęskni, nieważne jak mocno się tego wypierasz - skomentował, lekkim ruchem wydobywając z kieszeni wiśniowe drewno. Dreszcz znów przeszedł po całym ciele, ale tym razem był przygotowany. Eleganckim gestem, z czysto zawodowego przyzwyczajenia, podał różdżkę właścicielce.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees

Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime07.05.20 0:21

Rozumiała coraz mniej, pozwalając chaosowi myśli wykwitnąć w zdezorientowanym umyśle - wszelkie wnioski, wspomnienia, scenariusze, plany oraz marzenia zaczęły przecinać swoje drogi, plącząc się i nie wyplątując już nigdy. Wzbudziły w Eunice popłoch, zamieszanie, jakiego dotąd nie odczuwała. Nigdy wcześniej nie poznała nikogo tak ujmującego jak i denerwującego zarazem, kogoś, kto tak bezczelnie pociągał za sznurki dokładnie wiedząc, gdzie najlepiej uderzyć. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, nie było to takie niewykonalne, Greengrassówna zapalała się z niezwykłą łatwością. Do wszystkiego - zabawa bądź kłótnia, to nie miało znaczenia. Z tempem przepływu magii zmieniała uczucia, żeby równie szybko zanurzyć się w wodzie teraźniejszości. Improwizowała, grając dokładnie tym, czym rzucił w nią przewrotny los. Oczywiście, że nie zawsze wygrywała, czasem popełniała błędy czy gubiła się w połowie drogi, ale zawsze angażowała się we wszystko ze znaną sobie pasją. Nie lubiła półśrodków, robienia czegoś na pół gwizdka, bez odpowiedniego zaangażowania. Może dlatego mierziły ją służące podtykające wszystko pod nos, może dlatego nie rozumiała osób bazujących wyłącznie na tym, co ich otaczało, nie na samych sobie. Niektórzy woleli przecież wieść lekkie, przyjemne życie opierając się na bogactwie zamiast talentach oraz ciężkiej pracy. Jeszcze gubiła się w ocenie stojącego nieopodal Ollivandera, choć niewidzialne, niezdefiniowane coś przyciągało ją do niego. Z łatwością wpadała w zastawione pułapki, grzęzła w trzęsawiskach gier, które obracał wedle swojego upodobania. Nie działały groźby ani wszelkie inne zaczepki. Zupełnie, jakby był odporny na wszystko. Skrywał pod szatą zbroję? Nie widziała. Kąt zwisania z regału nie sprzyjał dogłębnym analizom otoczenia. Mocniej koncentrowała swą uwagę na półkach, książkach, które chciała strącić - i co finalnie zrobiłaby, gdyby nie krnąbrny uparciuch zamierzający być dziś prawdziwym rycerzem, choćby i bez rzeczonej, lśniącej zbroi. Nie umiała powstrzymać marszczenia noska, zwężonych oczu, drżących z niezadowolenia ust; w przeciwieństwie do swego rozmówcy przypominała otwartą księgę, z której łatwo przeczytać każdy wers. Jeśli ktoś nie potrafił zrozumieć Nice, to wyłącznie przez dywersję w postaci nagłych zmian w szalejących burzach emocji. Tak zwykła bronić się przed nadmierną eksploracją swojej własnej osoby - mimo wszystko pozostawała arystokratką, nie powinna ujawniać każdej słabości bądź myśli. Uczono ją, że życie to pole bitwy, z kolei te najistotniejsze zawsze rozgrywały się pomiędzy szlachcicami. Mieli najwięcej do zyskania - i najwięcej do stracenia.
Ona natomiast traciła cierpliwość i gdyby nie nagła potrzeba zmiany frontu, podjęcia prób eksperymentowania, zezłościłaby się na dobre. Oddając tym samym zwycięstwo przeciwnikowi, choć ten nawet nie wysilał się przesadnie w tej niepisanej konkurencji. Rzucał celnymi uwagami jakby robił to zawodowo – nie był przecież żadnym dyplomatą, jak to się stało? Och, była bliska próbie niezbyt eleganckiego ciśnięcia butem w majaczącą w pobliżu sylwetkę, acz Eunice przeanalizowała swoją sytuację. Tym razem zaufała rozumowi, który podpowiadał jej, że pod tym kątem i tak nie trafiłaby celu; z kolei intensywne wierzganie przybliżyłoby moment upadku z wysokości. Nie, musiała wykazać się sprytem. Żałowała, że ten ją zawiódł, mężczyzna okazał się trudnym oponentem. - Tak? Proszę złożyć pisemne odwołanie, mamy dziesięć tysięcy osiemset pięćdziesiąt trzy dni roboczych na rozpatrzenie wniosku - ciągnęła temat, nie wiedzieć po co. Może dlatego, że zawsze walczyła do końca. Niestety, brak rumieńca, milczenia czy zawahania w głosie sugerowało, że Ulysses był bezwstydnikiem, który nie wstydził się niczego. Tak po prostu. Powinien przeprosić, wycofać się z niejednoznacznych aluzji w jakie wkręcił również ją, niewinną, bezbronną kobietę! Jak tak mógł? Nie zżerało go sumienie? Obrażona Greengrass wydęła policzki, planując w głowie krwawą zemstę za tę zniewagę; przydałby się ktoś, kto zna się na eliksirach bądź klątwach, można byłoby wpleść w to publiczne przeprosiny mające być zadośćuczynieniem, a potem… smoczy ogień strawi resztę. Niezbyt to kreatywne, ale w tym stanie szukała skuteczności, nie piękna ani kunsztu. Plotła więc absurdalne knowania, plany godne podziwu… pozwalało jej to uniknąć myśli na temat samego Ollivandera. Nikt nigdy wcześniej nie odważył się tak przekroczyć granice, zwieść na manowce obyczajności oraz elegancji i… nikt wcześniej tak nie ciekawił. Nie sprawiał, że chciało się go rozłożyć na czynniki pierwsze sprawdzając co miał w środku - choć zdecydowanie mniej dosłownie. W jaki sposób działał? Co go napędzało? Co kierowało jego motywacjami? W głowie stłoczyła się cała masa znaków zapytania i gwałtowne opuszczenie podniebnych akrobacji przysporzyło ich jeszcze więcej. Dużo więcej.
Z góry założyła, że czarodziej manipulował nią dla własnych korzyści - był tak pewny siebie, nonszalancki, co budziło jednoznaczne skojarzenia. Musiał się gdzieś tego nauczyć, nikt nie wyskakiwał z takim obyciem z łona matki, nabieranie wprawy było dla Nice jedynym wytłumaczeniem. Więc miała być dla niego eksperymentem (nie, żeby zaczęła pierwsza, skąd), kolejnym trofeum, do jakiego mógłby tryumfalnie powracać myślami. Albo i nie, cisnąć w zapomnienie, zdeptać i wyrwać z kart istnienia. W ten sposób było prościej się zbroić - przeciwko hipnotyzującym oczom, ujmującemu uśmiechowi, nęcącemu zapachowi pobudzającymi zmysły. Wytworzyć mur obronny, takie miała zadanie. Nie tylko jako szanowana lady, ale też przede wszystkim dla własnego dobra. W takich chwilach podobno łatwo przepaść, a przynajmniej tak twierdziły te wszystkie romansidła zalegające na rodowych półkach. W związku z tym przedłożyła roztropność nad potrzebę romantycznych doznań, które i tak powinny zostać skierowane do kogoś, kto będzie zainteresowany nią jako człowiekiem, nie kolejnym podbojem! Tak, Eunice zamierzała trzymać się tej wersji, przynajmniej na razie.
Nie wiedziała, czy wyswobodzenie zarówno z ramion jak i dłoni przyjęła z ulgą czy niezadowoleniem, co samo w sobie było alarmujące. Ze zmarszczonymi brwiami postanowiła ulec prośbie. Obejrzała palce. Zaczerwienione od wysiłku, pulsujące bólem; nic nowego. W pracy bywało gorzej. - Na szczęście nic mi nie jest, nie mniej dziękuję za troskę - odpowiedziała równie lekko, subtelnie przechylając głowę na bok. Zadarłszy ją nieco wyżej wpatrywała się w twarz stojącego naprzeciwko Ulyssesa - intensywnie, hardo, wyzywająco? Analizowała go, jego zachowanie, praktyczny brak mimiki, neutralne spojrzenie. Nie mrugała, nie poruszała się, po prostu wpatrując się w niego - o tym, co chciała osiągnąć, mogła sugerować podłużna zmarszczka na czole. Zastanawiała się, ważyła opcje, przekładała wnioski z kąta w kąt i przede wszystkim usiłowała wyciągnąć z niego jakieś informacje. Łudząc się, że wreszcie dotrze do środka, usłyszy, jak trzeszczą barykady, skręcą się pułapki, obnażą sekrety. Nadal nic. Jak to robił? Nie miała pojęcia ile czasu minęło nim oprzytomniała. Mówił coś. Wkrótce prezentował dobrze znaną różdżkę. - Zapomniałam o niej! - wykrzyknęła zdumiona i zawstydzona jednocześnie. Nim jednak pokusiła się na impulsywną decyzję, zatrzymała odruch sięgnięcia ręką po swoją własność. Co jeśliby… spróbowała tego co on? Z premedytacją ułożyła dłoń na kawałku magicznego drewna, całkowicie nieprzypadkowo zahaczając opuszkami palców o ciepłą skórę należącą do rozmówcy. Uśmiechnęła się przy tym promiennie, może nawet odrobinę nieśmiało, nim w końcu przygarnęła zgubę do własnej piersi, niemalże matczynym gestem. Po uprzednim schowaniu jej w kieszeń sukni zbliżyła się śmiało do mężczyzny. Stukot obcasów rozniósł się echem w tej części biblioteki, zadarta głowa wydawała się być niebezpiecznie blisko. - Twa troska jest nieoceniona - zaczęła z wolna, cicho. Palec wskazujący przejechał wzdłuż ramienia, z dołu do góry, zatrzymując się na barku, na którym ułożyła dłoń. Za nic mając to, że poważnie narażała przestrzeń osobistą gościa Greengrassów. - Jednak w tym momencie mój dług urósł. Co z tym zrobimy? - spytała. Nie przerywała kontaktu wzrokowego, ręce pozwalając przesunąć się z powrotem, tym razem w dół. Zatrzymała się na tej należącej do niego, którą też uniosła, oglądając w bliźniaczym geście co on jeszcze te kilka minut temu. - Co konkretnie rzeźbisz? Różdżki tylko? - Nie miała pojęcia jak wyglądał ten proces, czy w ogóle mogła tak powiedzieć i czy miało to sens, ale nieistotne. Uniosła pytające spojrzenie niebieskich tęczówek zastanawiając się przy tym jak wiele granic przekroczyła i jak wysokie stężenie bezczelności właśnie zaprezentowała.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
złap mnie, jeśli potrafisz 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime11.05.20 2:32

Był zbyt dobry w liczby na wstrzymywanie się przed ekspresową kalkulacją. Jeśli odliczyć weekendy, wychodziło im dwieście sześćdziesiąt dni w roku, gdyby tak podzielić czas oczekiwania na owe dni, dawało to razem... - Ponad czterdzieści lat, skandaliczny okres - teraz nie wątpię, że toniecie w zażaleniach - stwierdził z niezadowoleniem, nawet nie próbując sobie wyobrażać, jakich zaległości nabawi się przez ten czas. Karygodne, przecież nie mógł sobie pozwolić na podobne upokorzenie, tyle faux pas na drodze!  - Powinienem poszukać nauk gdzie indziej, lady Greengrass? - zapytał, realistycznie odwzorowując smutek i rozczarowanie. Poszukiwania perfekcyjnej nauczycielki byłyby z pewnością wymagające, w dodatku nie sądził, by gdzieś trafił mu się taki temperament, ten zaś stanowił idealne dopełnienie kursu. Nawet jeśli nie był z nim bezpośrednio związany, Ollivander na pewno znalazłby na jego przydatność jakieś uzasadnienie. Igrał z ogniem, wytrwale ciągnąc wątek, lecz w absolutnie czystej i dobrej wierze - wierzył bowiem, że dama wreszcie puści tę przeklętą półkę i pozwoli bezpiecznie sprowadzić się na ziemię zamiast zgrywać wytrzymałą bohaterkę.
Sumienie, ach, osobny temat - zżerało go niesamowicie, nie mógł jednak nic poradzić na bezczelne odzywki rozmówczyni, ona sama stanowiła o własnej godności, może więc byli sobie równi? Ta myśl wydała się jakby przyjemniejsza na tle poczucia winy, dlatego przyjmował ją z łatwością, niekoniecznie próbując walczyć z ową tezą, kiedy była najwygodniejszą. To najpewniej efekty szlacheckiego wychowania, ot co, wcale nie umysł pragnący rozpracować tę burzę emocji, gniewny ton i momentalne zmiany. Była jak światło po przepuszczeniu przez pryzmat, niepozorne z początku, pełne barw i odsłon na finał. Nie miał bladego pojęcia, że to on jest w tym wszystkim pryzmatem. Próbowali rozszyfrować się wzajemnie, nie wiedząc, że odpowiedź na ich pytania stoi gdzieś po środku i scala dwa życia, kładzie się cieniem na przyszłości. Tak nieświadomi, że wspomnienie nie odpuści, choć Ulysses powoli zaczynał orientować się, jakimi konsekwencjami może zostać wymalowane przypadkowe spotkanie w bibliotece. I nie chodziło nawet o nieprzyzwoitości, nie zamierzał przecież doprowadzić do niczego złego, nie miałby czelności kobiety skrzywdzić - zastanawiał się raczej nad rozbudzoną fascynacją, która nigdy tak żywo nie igrała sobie z wyobraźnią. Rzadko bywał tak podekscytowany, nie wydawało mu się, że przejście nad pogawędką do porządku dziennego będzie prostym zadaniem. Nie, miało ciągnąć się za nim i stawiać zmarszczkę zastanowienia na czole, stale przypominać o szczupłej szatynce z zapędami do akrobacji.
Eunice wcale nie radziła sobie gorzej w niedorzecznej, wręcz skandalicznej (z punktu widzenia przyzwoitości) wymianie zdań - może dlatego postrzegał ją w tożsamy sposób, przypisując więcej doświadczeń romantycznych niż rzeczywiście miała - do czasu, bowiem wraz z kobiecym zawstydzeniem przeczucie rozsypało się w proch, by powrócić do poprzedniego stanu parę chwil później. Póki co, nie mógł wiedzieć, na co lady Greengrass postanowi się zdecydować, więc uprzejmie kiwnął głową, przyjmując do wiadomości prostą odpowiedź. Nie zamierzał narzucać się z przesadnym zmartwieniem, nawet jeśli był bardziej niż pewien, że powinna po tym incydencie odpocząć i ochłonąć, może nawet zażyć jakiś eliksir, by przeforsowane mięśnie nie dokuczały zanadto. Nad tym także nie pozwoliła zastanawiać się długo, skutecznie odciągając uwagę ciszą i wnikliwym spojrzeniem. Znieruchomiał, w końcu unosząc lewą brew w wyrazie zastanowienia, kiedy nie doczekał się żadnej reakcji, lecz zainterweniowała różdżka, może wyczuwając wzmożoną ciekawość mężczyzny, nie do końca rozumiejącego, cóż ta urokliwa dama wyczynia w swoich myślach. Nie zaskoczyła mężczyzny zapomnieniem. - Zdarza się najlepszym. Częściej niż się wydaje - stwierdził, mając mglisty obraz znalezionych różdżek, które czekały na właścicieli w ich sklepie na Pokątnej. Nie było czasu się na tym skupiać, kiedy opuszki przyjemnie muskały skórę, a uśmiech powodował gwałtowne roztopy lodowatego serca. Nie zdążyło zatrzymać się na dobre i znów postanowiła tchnąć w nie zapasy energii, zmuszała do galopu? Stukot obcasów był jakiś głuchy przy tym zbliżeniu, sosnowy zapach wdzierał się w zmysły z szaleńczą intensywnością, subtelny dotyk z łatwością przebijał się przez materiał, zostając na skórze w przyjemnym szlaku, a przyciągające spojrzenie nie pozwoliło zareagować, utrzymując mężczyznę w miejscu. Doszukiwał się w nim intensywnie wyjaśnienia, odpowiedzi; zaskoczyła go, spuściła wyobraźnię ze smyczy, barwiąc ją prawdziwą nieprzyzwoitością. Trafił na diablicę, rzeczywiście znała się na ogniu, był świadkiem - paliła żywcem. Była nieokrzesana? Nie mogła improwizować, nie uwierzyłby... Zęby zacisnęły się na wardze, gdy powstrzymywał się przed sięgnięciem kobiecych ust - na moment, bowiem usiłował doprowadzić się do porządku, mimo napięcia. Miał dziesiątki sposobów na rozładowanie go, żaden nie stał przez moment obok przyzwoitości. - Poczekamy. Niespieszno mi z regulacją długów - odparł chrypliwie, gdy usta znów drgnęły, jakby chciały ułożyć się w uśmiech. Nie wyrywał dłoni, pozwalając palcom błądzić między własnymi. Powinien przerwać tę grę właśnie teraz. Nie - zanim się zaczęła. - Różdżki - zaczął w cichym potwierdzeniu, pochylając się nieznacznie - drzewa - kontynuował, unosząc dłoń, w której przemycił jej własną - ciała - uzupełnił z leniwym zastanowieniem, jakby od niechcenia przesuwając splecione palce po linii szczęki, by móc unieść podbródek kobiety i zbliżyć się jeszcze, spod zmrużonych powiek zerkając w te dociekliwe oczęta. Opanował się, ale w zmarszczonych brwiach mogła dostrzec, ile siły musiał na to poświęcić. Nie robił tego dla siebie, z chęcią spełniłby swoje fantazje w otoczeniu starych woluminów - zarysowywał granicę, której nie powinna przekraczać dla własnego bezpieczeństwa. Był mężczyzną, a świat układano w ten sposób, że to oni mieli więcej praw. Nie każdy by się wzbraniał, powinna to wiedzieć - wiedziała? Wiedziała, kim mógł być, do jakiej bezczelności mogłaby go sprowadzić? - Już wiem po co wam przyzwoitka, Greengrass - stwierdził kąśliwie, z najwyższym trudem opierając się wielu pokusom. Kusiła go, o tak, szumiała w uszach bardziej niż ulewa za oknem. - Więc o tym ogniu mówiłaś, w takim się specjalizujesz? - zapytał, przechylając głowę, gdy pozwolił nosom musnąć się nieznacznie, jakby szykował się do pocałunku. Serce waliło gwałtownie, ale zdołał ograniczyć się do krótkiego - dość - wprost w usta damy wybawionej z opresji, zanim odsunął się całkiem gwałtownie, przybierając chmurne spojrzenie. - Żadnych długów, nie jesteś mi nic winna.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees

Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime12.05.20 16:49

Mogła przewidzieć, że za moment nastąpi gruntowna analiza padających słów. Rzuciła je niedbale na wiatr, czy raczej w powietrze krążące po bibliotece, bez większego pomyślunku. Nie była w stanie walczyć o życie, rozmawiać i jeszcze kalkulować liczbami w głowie. Och, nie zapominajmy jeszcze o odpychaniu cisnących się na pierwszy plan emocji oraz pojawiających się myśli o Ollivanderze. Za dużo - desperacko ścisnęła półkę jeszcze mocniej, zaskoczona, że podana liczba równała się okresowi powyżej czterdziestu lat. Właściwie wolałaby dwieście, tak dla pewności, że nie dożyje tego odwołania, aczkolwiek musiała zadowolić się tym, co już między nimi padło. - Nie toniemy w zażaleniach, kursy przeprowadzane są bez zarzutu - odparła, subtelnie pomijając niewygodny fakt, że niniejsze szkolenia nawet nie istniały. Przecież grali w nie do końca zrozumiałą grę, Eunice wcieliła się w rolę, jaką notabene sama sobie narzuciła. Powinna ciągnąć ją do końca, choć głupio byłoby w ten sposób umrzeć. Jeśli istniało życie po śmierci, co opowiedziałaby jako historię ostatnich chwil na ziemskim padole? Udawałam nauczycielkę zwisając z półki kilka metrów nad ziemią. Szybko stałaby się pośmiewiskiem, co tylko podsycałoby trzeszczącą w klatce piersiowej złość. W dodatku nie mogłaby umrzeć z zawstydzenia ani zapaść się pod ziemię. Fatalna sytuacja. Moment, dlaczego w ogóle o tym rozmyślała?
Może dlatego, że urocza pogawędka ciągnęła się dość długo, natomiast sił w dłoniach brakowało. Powinna krzyknąć, żeby mężczyzna wreszcie odsunął się od regału, ale zamiast tego zmarszczyła gniewnie brwi. - I tak będziesz ich szukał gdzie indziej, sir - rzuciła wymownie. Dlaczego miałby zostać przy niej? Dlaczego miałby ograniczać się tylko do niej? Wreszcie, dlaczego miałby sądzić, że to ona uczy najlepiej? Choć cała ta sytuacja pozostawała jedynie przedstawieniem, grą słów, nieprawdą, to pierwsze wnioski spłynęły dość gładko. Zbyt dobrze znał się na flircie oraz czarowaniu charyzmą, żeby uznać to za przypadek. Śmiałe, wręcz bezczelne odpowiedzi tylko potwierdzały opracowaną już tezę. Nice przy tym pozostawała niewinna - ona tylko starała się dotrzymać mu kroku! Prościej było wybielać własne wyrzuty sumienia niż dać się im pożreć żywcem. Oczywiście, że posunęła się za daleko oraz przekroczyła nieprzekraczalne granice; tak jak zwykle sprawiało jej to niebywałą przyjemność, tak tym razem… odczuwała niezdrową ciekawość, podekscytowanie, to wszystko zaś podszyte obawami i poczuciem winy. Dziwna mieszanka, powinna przewidzieć, że tak się stanie - Ulysses nie przypominał jej innych arystokratów. Będących wiernymi kopiami samych siebie, jakby ktoś wyjął ich z fabryki. Ziejącymi nudą oraz przewidywalnością. Przy nim zmieniała się całkowicie, z większą intensywnością i częstotliwością, finalnie nie rozpoznając samej siebie. Dlaczego? Wystarczyła krótka wymiana zdań i niespodziewana bliskość, żeby poczuła się w jak jakimś śnie, odrealnionej rzeczywistości. A jednak był tu, tuż obok - czuła ciepło jego ciała, pobudzający zmysły zapach. Chciała odejść i zostać jednocześnie, być zła i kokietująca zarazem, choć nie miała w tym doświadczenia. Zdawała się na instynkt bacznie obserwując to, co sam robił; wszystkie gesty, mimikę, słowa. Nigdy wcześniej nie czuła tak przedziwnej potrzeby przyciągnięcia kogoś bliżej, tak jakby rzeczywiście była ogniem, który parzył. Podniosła wyzwanie zastanawiając się jak wiele mężczyzna wytrzyma w językach płomieni, kiedy wreszcie podda się dobrowolnie. Dotyk działał cuda, jak przekonała się po przelotnym muśnięciu swego ucha, gdy nachylał się do szeptania kolejnych gładkich słówek. Podążyła więc wyznaczonym szlakiem, za cel obierając ramię oraz dłoń. Nie wiedziała co o niej myślał, ponieważ nawet intensywne wpatrywanie się w błękit oczu nie przyniosło żadnych odpowiedzi. Chaos w głowie wzmagał się, pędząc niczym tornado przez wszystkie szare komórki i skutecznie odciął dopływ rozumu, który już dawno powinien dojść do głosu. W meandrach wyobrażeń zgubiła uwagę o różdżce, właściwie zapominając już o niej całkowicie, gdy pławiła się w nieznanych dotąd emocjach. Nie mogła wiedzieć o co chodzi, nie potrafiła też sięgnąć dalej w przyszłość - zadziwiająco pewna, że tej nie będzie. Wciąż miała z tyłu głowy wielki, czerwony wykrzyknik mówiący o tym, że tylko się nią bawił. Z nudów? Z potrzeby? Ambicji? Nie umiała odczytać jego zamiarów, naiwnie sądząc, że posługując się jednaką bronią wydrze dla siebie skrawek informacji; nic z tego. Z każdą chwilą wiedziała jeszcze mniej niż poprzednio. Wydawał się jednak autentyczny w tych aktorskich umiejętnościach, musiała trafić na kogoś prawdziwie utalentowanego. Na tyle, że przyjemne dreszcze raz po raz atakowały wrażliwą skórę wzbudzając pragnienia, o jakich istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Nie wiedziała jak zareagować, co z tym zrobić, dlatego po prostu chłonęła kolejne magnetyczne zgłoski wydobywające się spomiędzy ollivanderowych ust, poddawała się delikatnemu dotykowi. Całkowicie nie przeczuwając zagrożenia - wygłuszył w niej to poczucie. Choć to, co mówił, powinno wzbudzić niepokój. Tak jak widok powściągliwości odmalowujący się na jego twarzy. Serce tłukło w piesi jak piorun uderzający w drzewo, z niespodziewaną, niszczycielską siłą; oddech przyspieszył, motyle w brzuchu odtańczyły kankana, gardło stało się nagle pustynią. Skąd to nietypowe uczucie? Rzucił na nią jakąś klątwę, niewerbalne zaklęcie, spryskał się amortencją? Nie, w gamie zapachów brakowało szarlotki oraz dymu, to nie mogło być to. - To tobie przydałaby się przyzwoitka bałamutniku - mruknęła, choć w głosie Greengrass nie pobrzmiewała pretensja ani oburzenie. - Nie, próbuję jedynie dotrzymać ci kroku - odpowiedziała zgodnie z prawdą, niemalże na wydechu. Co zamierzał? Trwała sparaliżowana w oczekiwaniu, bojąc się zareagować - i po chwili już nie musiała, zrobił to za nią. Zamrugała szybko jak ktoś, kto rzeczywiście wybudził się spod jakiegoś uroku. Oczami sięgnęła do tych należących do Ulyssesa; tylko po to, żeby odnaleźć w nich burzę. Rozchyliła usta w zdziwieniu nie spodziewając się tak gwałtownej reakcji. Dobrze, że odsunął się, nim doszło do prawdziwej katastrofy, ale… skąd te słowa? Dotąd naiwnie wierzyła, że jednak, gdzieś może na dnie, zakopana tam głęboko w sercu, leżała odrobina prawdziwości w tych wszystkich słowach oraz gestach - zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalniejsze niż początkowo sądziła. Zmarszczyła czoło, emocje z tych przyjemnych płynnie przeszły do zawodu, rozczarowania samą sobą. Walczyła dzielnie, acz ostatecznie przegrała z kretesem. Skąd wniosek, że w ogóle miała jakiekolwiek szanse jako żółtodziób? Liczyła na szczęście początkującego? Źle, źle. Od początku ten dzień zapowiadał się na beznadziejny, dlaczego pozwoliła sobie pomyśleć, że nagle pech postanowi się od niej odwrócić? Głupiutka. - Och, a miałam nadzieję na kolejne spotkanie. Wielka szkoda. - stwierdziła możliwie neutralnie, choć Eunice przychodziło z trudem maskowanie emocji, szczególnie tak silnych. Przecież to była idealna wymówka do tego, żeby zobaczyć się ponownie, może w innych okolicznościach; nie mogła przestać żałować, że do tego nie dojdzie. Musiała przemówić sobie samej do rozsądku, nauczyć się zachowawczości, ale to już nie tutaj i nie teraz. - W takim razie raz jeszcze dziękuję za ratunek - dodała prostując się, przyjmując sobie znaną postawę chłodnej uprzejmości jaka świetnie spełniała swą rolę na salonach. Gdzie była płotką pośród rekinów. Wyciągnęła na moment różdżkę, żeby sprawnym ruchem przywołać do siebie książkę o pewnym gatunku smoka na ziemiach Wiltshire, który wyginął dawno temu. W końcu po to tu przyszła. - Życzę przyjemnej lektury, najlepiej pozbawionej lekkomyślnych niewiast wymagających pomocy. I mam nadzieję, że wybaczy mi lord marnotrawstwo jego cennego czasu. - Uśmiechnęła się kurtuazyjnie, dość nerwowo przyciskając wolumin do klatki piersiowej. Musiała stąd uciec, najlepiej natychmiast. Jednak nie chciała też biec ani poruszać się w popłochu, dlatego zwyczajnie ominęła mężczyznę kierując się tym samym do wyjścia. Merlinie, to zajmie całe wieki.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
złap mnie, jeśli potrafisz 49ef0cf60175f20be70ba8f5ceb218e8

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime28.05.20 17:02

Przewidzenie wszystkiego nie było możliwe, ale wykonywanie prędkich kalkulacji przez Ollivandera - jak najbardziej. Pokrętna logika pozornie nadawała sens absurdalnym argumentom, przenosząc rozmówców w nierzeczywisty świat; przecież prowadzili te dywagacje z największą skrupulatnością, tworząc sobie własną krainę w sosnowej bibliotece, pachnącej ciężkim deszczem. Wyglądało na to, że otworzyli przedziwny portal, którego zamknięcie wymagało nadludzkiego wysiłku - tego mieli dowiedzieć się po latach, czyż nie? Teraz było jeszcze lekko, niezobowiązująco, letnio.
- Doprawdy? - pytał retorycznie, nie kryjąc nuty rozbawienia i nie spodziewając się odpowiedzi. Kiedyś musieli zabrnąć na koniec wątku... a może nie? Może na zawsze mieli pozostawić je wszystkie otwarte, gotowe do dopisania różnorodnych zakończeń, na wieki bez konkretów, poza okową trudnych decyzji i siecią deklaracji. Niewinna gra, w której stawką były jedynie serca. Jego własne zaczynało już twardnieć, tyle lat nie zaznało szczerego porywu wolności - a jednak drżało niecierpliwie, rwąc się w jakiś ślepy zaułek. Nie, to on był ślepy - na rozsądek, gdy przedłużał niepotrzebne przekomarzanki zamiast natychmiast ściągnąć Eunice na ziemię - może powinien sam na ową ziemię zejść? Próbował wykorzystać sytuację na swoją korzyść, ale po co, dlaczego? Właśnie tu, teraz, nabierał podejrzliwości do siebie. Niedobrze, niepewnie, nieznajomo. Niestabilnie - choć tu lady Greengrass miała większe prawo do narzekania, niestabilnie musiało być właśnie tam, na górze. - To twoje słowa, lady - odpowiedział spokojnie, z miękką łagodnością wysuwając ten fakt na światło dzienne, ponownie uciekając się do prawa kontrastu. Nie był pewien, czy zdanie miało wybrzmieć jako groźba, że nie przyjmie go w poczet swoich kursantów, czy zwykłe stwierdzenie, zakładające, że sam odpuści. Nie zamierzał, nie, jakoś mu się nie widziało. Ollivander w zasadzie nie wiedział, czy był dobry we flircie - oczywiście lubił myśleć, że tak, przecież nie brakowało mu inteligencji i (zazwyczaj...) wyczucia, lecz pozostawał daleki od regularnych praktyk, z prostego powodu, wyjaśnienia bardzo odległego, jeśli zestawić je z przemyśleniami Eunice - niewiele dam przyciągało uwagę Ulyssesa na tyle, by zadał sobie trud. Przepadał za kobietami, z którymi mógł rozmawiać bez ograniczenia do sztywnych i mało znaczących tematów, nad niesamowitą urodę zawsze stawiał rezolutność - nie żeby brakowało jej arystokratkom, lecz te przejawiały skłonności do rozkapryszenia i przerośniętej dumy, co prędko zniechęcało mężczyznę. Często nie były sobą, a jedynie reprezentacją nazwiska - zdążył już zauważyć, że o wiele częściej zainteresowanie skupiał na damach spoza salonów, a tym, co urzekało w nich najbardziej była najprostsza, najzwyczajniejsza szczerość. Szlachetna krew cierpiała na znaczne jej niedobory, zaś lady Greengrass prezentowała się jako wyjątek, zgrabne i eleganckie połączenie dwóch światów. Pozostawała autentyczna nawet w tej ciężkiej otoczce - pewnie stąd brała się wiara w metody dydaktyczne, a przynajmniej chęć do ich sprawdzenia. Oboje nie odpuszczali łatwo.
Jak prędko mężczyzna zorientował się, że sprawy zmierzają zbyt szybko i zbyt daleko? Za późno, gdyż nie było odwrotu, postawili już pierwsze kroki na pokręconej ścieżce, ale i za wcześnie, kiedy ani trochę nie miał na odwrót ochoty. Ani od aksamitnej skóry, ani pieszczotliwego dotyku, od rozżarzonego spojrzenia, rozchylonych kusząco ust - milimetry dzieliły go od poznania ich rozochoconym zmysłem, ciekawość spalała do cna, do głębi, rosła uporczywie, im bliżej był, rozchodziła się po ciele z każdym uderzeniem serca. Dopiero rezygnując z pokusy mógł pokazać prawdziwy upór, lecz odkładał ten moment w czasie, napawając się niewidzialnymi, choć doskonale odczuwalnymi iskrami. Elektryzujące doświadczenie umacniało się za sprawą słów, były jak cholerny łańcuch, trudny do zerwania. Język sam prześlizgnął się po wargach, Ollivander zaśmiał się nawet cicho na rzucone uwagi. Skoro próbowała dotrzymać mu kroku, narzucił naprawdę niezłe tempo - i może to ostatecznie zdołało go otrzeźwić, wyciągnąć z potrzasku. Rzeczywistość wbiła się kołkiem w wyobrażenia, roztrzaskując je nieznacznie, lecz wystarczająco, choć najpierw miał ostatnie słowo, pochwałę, bez której nie mógłby się obejść. - Świetnie ci idzie, zapewniam - zauważył cicho. - Może jesteśmy siebie warci - impuls zwyciężył; potrzebował wyrzucić z siebie trochę napięcia, skotłowanych wyrzutów sumienia i pragnień, nic nie nadawało się do tego lepiej niż słowa, albo po prostu były ostatnim, co pozostało. Nagła przepaść i dla niego wydała się nieswoja, mimo iż sam był jej twórcą, pokonując trudne kroki do tyłu. Wyglądał pewnie, nie dając po sobie poznać, jak gęsto mgła otula umysł, strzelając jeszcze bodźcami. Twarz pokryła się subtelnym zaskoczeniem na nagły obrót spraw, w walce z natłokiem emocji musiał walczyć z sobą, by nie roześmiać się na te wszystkie pożegnalne słowa, jak w transie obserwował zmierzający z wysoka tom - nadal bardziej interesujące były kobiece dłonie, w których książka wylądowała gładko. Wciąż zaczerwienione i podrażnione. Uspakajał się szybko, po chwili wracając do wyrachowanego opanowania - najwięcej, na co mógł sobie teraz pozwolić. Nie zamierzał dać Eunice uciec po tak nieobiecujących strzępach pożegnania; krótko po stukocie własnych obcasów mogła usłyszeć cięższe kroki - cięższe, a czuł się przecież tak lekko... Zastąpienie drogi nie było trudne.
- Umilania cennego czasu nie trzeba wybaczać - odpowiedział z nieznaczną korektą kobiecych słów, skoro już wywalczył sobie ku temu szansę. - Jeśli tak silnie potrzebuje lady wymówek do kolejnego spotkania... - skłonił się nieznacznie, pozwalając rozbawieniu wymalować co najwyżej kąciki oczu. Poza tym zostawał w całkowitej powadze. - Wciąż potrzebuję odpowiedniego szkolenia. Goszczę w Derby jeszcze parę dni, dyktujesz warunki - przyznał, rozkładając niewinnie ręce, jakby kapitulował - zadziwiająco, czuł się bliżej zwycięstwa niż przegranej. Nie wybierał się na żadne inne kursy - ten konkretny sam wpadł mu w ręce. - Znasz okolice, nie wątpię, że wybierzesz odpowiednie miejsce i zdecydujesz, czy towarzystwo innej damy będzie niezbędne - droczył się? Ollivander? Przywidzenia, pomówienia. - Nie zapomnij mnie poinformować. Nie spóźniam się. Nigdy - przyznał, ponownie skłaniając głowę, dopiero teraz czując, że mogą zakończyć niespodziewane spotkanie.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees

Powrót do góry Go down
Eunice Greengrass
Eunice Greengrass

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

złap mnie, jeśli potrafisz Empty
PisanieTemat: Re: złap mnie, jeśli potrafisz   złap mnie, jeśli potrafisz I_icon_minitime07.06.20 19:24

To było bezcelowe. Podtrzymywanie wątku, kiedy nie potrafiła podtrzymać samej siebie na odpowiedniej, wygodnej wysokości. Powinna zakończyć abstrakcyjną wymianę zdań, tkane zabarwione nieprawdopodobieństwem scenariusze, ale wszystkie słowa sypały się z ust nadzwyczaj lekko. Płynnie i naturalnie, jak pył podczas kwitnienia sosen. Nie poznawała siebie, choć może to lepiej - udawała przecież kogoś, kim nie była w rzeczywistości. Nigdy nie spełniała się jako guwernantka ani nauczycielka, właściwie wzór do naśladowania był z niej żaden; dlaczego mężczyzna nie wytknął jej braku wychowania, gdy ona sama pouczała go przy każdej okazji? Coraz więcej pytań roiło się w zagraconej myślami głowie, tematy w niej poruszane przypominały prawdziwą rewolucję: jeden przekrzykiwał drugiego. Z ledwością nadążała za skomplikowanym torem rozumowania naiwnej szlachcianki, którą niestety była. Z rozdrażnieniem zmarszczyła nos, kierując ten gest zarówno do siebie, jak i do przednio bawiącego się czarodzieja. Co za okrucieństwo! Pewnie opowie o tym zdarzeniu wszystkim dookoła, naśmiewając się przy tym z niezbyt mądrej kobiety - zostanie namalowana przez niego jako głupiutka owieczka, kiedy on zajmie miejsce bohaterskiego rycerza. To nic, że sama go tak niedawno nazwała w myślach. Ona mogła, nikt inny! Albowiem oznaczałoby to, że inni, postronni ludzie mieliby wgląd w tą niezbyt chlubną sytuację, czego wolałaby uniknąć. Może niekoniecznie z powodu swojej dumy, a prędzej z niezadowolenia Greengrassów, gdy dowiedzą się co zaszło dzisiejszego wieczora w rodowej bibliotece. Ojcowskie tyrady przedłużyłyby się na tygodnie, matka wyrażałaby swoje niezadowolenie przez kolejne miesiące. Na samą myśl Eunice drgnęła niespokojnie - szczęśliwie nie na tyle, żeby wypuścić zbawienną półkę z dłoni. Mocno już nadwyrężonych, bolących, ale dzielnie zaciskała palce wokół drewnianej krawędzi. Podoła, musi. Nie wiedziała jeszcze jak długo, może powinna pospieszyć szlachcica z opuszczeniem swego miejsca, gdzie niemal przytulał się do regału, całkowicie ignorując proste instrukcje. - Tak, w rzeczy samej, to ja je wypowiedziałam - odparła zgryźliwie, niemal rujnując niezachwianą logikę dziecinnym wytknięciem języka. Powstrzymała się w ostatniej chwili, trochę bojąc się, że podobny gest zaburzyłby równowagę ciała jaką dotąd skrupulatnie utrzymywała. W końcu nie miało to nic wspólnego z chęcią godnej prezencji, skądże - w tej sytuacji nie istniało już nic godnego, włącznie z wyglądem. Może z tego powodu nie powstrzymywała się przed odważnymi uwagami oraz bezczelnymi wypowiedziami; nie mając już nic do stracenia. Poza życiem, aczkolwiek ten fakt pozostawał niewygodną oczywistością, o której nie wspominała na głos. Może powinna. Może wtedy rozbawiony arystokrata pojąłby wreszcie powagę sytuacji! Jakże szybko zrzuciła na niego winę za swoje położenie - jeśliby od razu spełnił kobiecą prośbę, stałaby teraz na pewnym gruncie rodowej podłogi. Zamiast tego dyndała jak ostatnia oferma kilka metrów nad ziemią. Wciąż. O tym z dobroci serca również postanowiła nie wspominać. Nawet kosztem upadku. - Cieszę się jednak, że w czymś się zgadzamy - dodała butnie, nie omieszkując przekształcić sensu wypowiedzi Ulyssesa według własnych widzimisię ignorując przy tym jego zamiary. Wolała myśleć, że to nie był jej wymysł, że on sam potwierdził jej słowa i tym samym dając jej pretekst do wysnuwania być może krzywdzących wniosków. W końcu nie miała pojęcia jak mężczyzna chciałby zostać postrzegany, czy wymyślona naprędce opinia Greengrass schlebiłaby mu czy wręcz przeciwnie. Trudno coś orzec nie mogąc dokopać się do pilnie strzeżonego wnętrza. Nawet będąc już na ziemi, w każdym możliwym znaczeniu tego wyrażenia, nie zdołała przebić się dalej. - Może - odparła równie cicho. - A może to również jest jedynie wymysłem naszych znudzonych umysłów - westchnęła, nie wiedząc nawet czym owe to miało być. I dlaczego poczuła się źle z myślą, że zostało ono jedynie wyreżyserowane na potrzeby rozpoczętego przed minutami scenariusza. Poczuła dziwny sprzeciw, ucisk w klatce piersiowej, napływający do świadomości smutek. Nie zgadzała się na podobny stan, na bycie w tym tą przegraną: wygodnie więc zrzucić winę za niepowodzenie na wyśmienite umiejętności aktorskie rzeczonego bałamutnika, łatwiej uznać go za wroga, gdy umysł oraz ciało zajęła tajemnicza przypadłość. Niepozwalająca na trzeźwy osąd, na zachowanie należytej kontroli nad samą sobą. Przyciągał ją i odpychał naprzemiennie, tworząc w Nice coś, czego dotąd nie doświadczyła - nie w takim natężeniu. Nie chciała tego. Walczyła z tymi emocjami zażarcie, nie zamierzając zostać w tej grze ofiarą. Najpierw usiłowała go zniechęcić, później pokonać w zasadach jakie sam wyznaczył; dla zwycięstwa przekroczyła wyznaczone granice. Podjęła się czegoś, czego nie pojmowała, zaufała zgubnemu instynktowi wyłączając rozsądek. Sparzenie się na podobnym działaniu wydawało się odległe, wręcz nieistniejące - nie w obliczu ciepła jakie dawał ogień pokusy. Ekscytacji zmieszanej z przerażeniem, ciekawości złączonej z poczuciem winy. Nic nie smakowało tak żywo jak przeciwieństwa, jak adrenalina podsycana chęcią poznana. Czegoś nowego, nieuchwytnego, wręcz zakazanego. To ją zgubiło. Poddanie się pragnieniom zamiast logice. Jak tego dokonał? Jak sprawił, że sama podeszła nad krawędź klifu gotowa w niego skoczyć bez większego pomyślunku? Był niebezpieczny. Powinna dziękować Merlinowi za to, że Ulysses przerwał ten niezrozumiały ciąg emocji oraz marzeń jakie pojawiły się krótko po otrzeźwieniu. Obudził prawdę, wrócili do rzeczywistości - ciężkiej, wymagającej przełknięcia urażonej dumy, przyznania się do porażki zarządzenia odwrotu. Smutnej, pozbawionej barw chwilowej ułudy jaką oboje przed sobą zagrali. Ledwie odsunęli się od siebie, a ona już tęskniła za opuszczoną krainą. Pozostawioną brutalnym, niedelikatnym pociągnięciem za serce. Prawdopodobnie z tego powodu zniesienie odrzucenia bolało tak mocno. Na tyle, że wycofała się, gotowa nie tylko do prób wyrządzenia krzywdy, ale także do zupełnego zamknięcia ledwie otwartego rozdziału. Odseparowania się od osoby wybawcy, całkowitego zapomnienia o jego egzystencji - choćby miało to zająć całą wieczność.
Wbrew przypuszczeniom nie zamierzał odpuszczać, być może jeszcze nienasycony tryumfem zwycięstwa. Zatrzymała się zbyt gwałtownie, żeby uznać to za przypadek, żeby zignorować targające nią uczucia. Zacisnęła szczękę, tylko w jednym momencie nie powstrzymując języka. - Nie potrzebuję - sprostowała ostro, chmurnie. Dopiero wtedy pozwalając wybrzmieć dalszym słowom rozmówcy. Powinien mieć świadomość, że nie potrzebowała jego litości ani łaski, nie zamierzała błagać o skrawek uwagi. - No proszę, nie spodziewałam się, że tak szybko zapragnie lord towarzystwa innej kobiety - zacmokała z odrobinę udawanym niezadowoleniem, już lżej. Oczywiście, że zrozumiała o co mu chodziło. Oczywiście, że odwróciła kota ogonem zmieniając sens tamtej wypowiedzi. Oczywiście, że zinterpretowała ją po swojemu. - Skoro czujesz się znużony, sir, umówię cię z moją kuzynką. Jest cudowną przewodniczką po Derby, zna jeszcze więcej jego zakamarków niż ja - powiedziała z powagą. - Co więcej, ona także nigdy się nie spóźnia, natomiast głowa pełna pomysłów pozwoli wam na interesujące spędzenie popołudnia - uzupełniła jakże dobrodusznie. - Ja, no cóż, czasem nieświadomie zdarza mi się zatracić w pisaniu, graniu bądź podziwianiu piękna tego świata. Byłoby szkoda zmarnować jeszcze więcej twego cennego czasu - dodała z kolejnym tego dnia westchnięciem. Akurat mówiła prawdę, Eunice zdarzało się nieświadomie spóźniać na umówione spotkania z takich właśnie powodów; później walczyła z gryzącymi wyrzutami sumienia, że kazała komuś czekać. - Całe szczęście, że znalazłam wyjście z tej sytuacji - rzuciła, tym razem z uśmiechem. Nie mogąc zrozumieć dlaczego cały ten pomysł ze swatami zamiast przynieść radość i satysfakcję sprawiał, że czuła niezadowolenie na myśl o tym, że Ollivander miał spędzać czas z kimkolwiek innym. Co za absurd - musiała pozbyć się tego poczucia jak najprędzej, najlepiej do końca ciągnąć tę farsę. - Skontaktuję was listownie - wyrzekła więc wbrew sobie, po czym ostatni raz kiwnęła głową w ramach pożegnania. Z zamiarem faktycznego wyjścia z biblioteki, żeby we własnych komnatach płakać nad swą głupotą. Oraz nad tym, że uznał ją za nieinteresującą - i to nic, że podobny wniosek wymyśliła tylko i wyłącznie ona sama. Jak już dramatyzować to nie ma się co rozdrabniać.




don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Powrót do góry Go down
 

złap mnie, jeśli potrafisz

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20