Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Dotyk łap, melodia wielu głosów

Go down 
AutorWiadomość
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Dotyk łap, melodia wielu głosów Empty
PisanieTemat: Dotyk łap, melodia wielu głosów   Dotyk łap, melodia wielu głosów I_icon_minitime24.03.20 18:54

Dotyk łap, melodia wielu głosów

Wkrótce.

Tutaj łóżko a tam szafa,
tutaj dzieje się zabawa
Kilka słów i zdanek kilka
i opisu jest linijka
nie bądź gałgan dodaj opis,
Daj nam wyobraźni popis


Powrót do góry Go down
Penelope Moore
Penelope Moore

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Dotyk łap, melodia wielu głosów Empty
PisanieTemat: Re: Dotyk łap, melodia wielu głosów   Dotyk łap, melodia wielu głosów I_icon_minitime12.06.20 23:53

5 maja

W ostatnim miesiąc czas zdecydowanie przyśpieszył. Odzwyczajona od natłoku obowiązków, nieudolnie poszukująca od roku czegoś, co miało wypełnić długie, wolne godziny, z każdym dniem nabierała pewności, że po prostu nie potrafiła odpoczywać. Nie dla niej było spokojne siedzenie w fotelu z robótkami ręcznymi, ani czytanie interesującej książki z towarzystwie kubka herbaty w altanie w ogrodzie. Nie dla niej były stałe godziny pracy, które wyznaczyła, z czasem jednak je znosząc i przyjmując ludzi o różnych porach dnia, w ten sposób zachowując chociaż cząstkę wypracowanej w szpitalu normalności. Poza tym, że teraz posiadała pod dachem przyjemne towarzystwo – które dziwnym trafem mijała w korytarzu stosunkowo rzadko – w jej życiu nie zmieniło się właściwie nic.
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się szczególnie frapująco. Kiedy wstała wczesnym rankiem, o naturalnej dla siebie porze, po raz kolejny posprzątała dom i przygotowała obiad dla pomieszkujących u niej bliskich, doszła do wniosku, że już dawno nie opuszczała Doliny Godryka. Nosiła się zresztą od pewnego czasu z zamiarem odwiedzenia ukochanej kuzynki, chociaż wiedząc, że w ostatnich dniach Cora była niezwykle zajęta, uznawała swój plan z lekka za szalony. Nie chciała przeszkodzić w pracy, czy narzucić swojej obecności, niezależnie od tego, że podejrzewała, że niewiele starsza Howellówna zapominała co to jedzenie całą uwagę poświęcając zwierzęcym pacjentom. Po zapakowaniu pokaźnej wyprawki, wyruszyła w swoją podróż. Po ostatnim wypadku, po którym pozostały jej jedynie lekkie zadrapania, darowała sobie użycie roweru na rzecz prostszych, szybszych środków.
Po zjawieniu się w Kłębku, niemal natychmiastowo skierowała się na tył domu, w jedno z miejsc, gdzie mogła odnaleźć kuzynkę i nie pomyliła się w swoim domyśle. Dostrzegając już z oddali poprzez otwarte na oścież drzwi filigranową sylwetkę poruszającą się jednak dość nerwowo, nabierała jedynie pewności, że wybrała nieodpowiedni moment; znała bowiem tę nerwowość, prędkość i skupienie z doświadczenia, a w gruncie rzeczy leczenie ludzi od leczenia zwierząt nie różniło się drastycznie. Zachowując stosowną odległość, przystanęła w wejściu i odszukała wzrokiem psiego pacjenta leżącego na prowizorycznym stole.
Co mu się stało? – spytała krótko, spokojnie, nie chcąc przestraszyć kuzynki swoją niezapowiedzianą wizytą. Wprawdzie nie znała się na zwierzętach, ale niewielkich rozmiarów psidwak nie wyglądał najlepiej.




awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Powrót do góry Go down
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Dotyk łap, melodia wielu głosów Empty
PisanieTemat: Re: Dotyk łap, melodia wielu głosów   Dotyk łap, melodia wielu głosów I_icon_minitime01.07.20 11:46

Corze czas upływał zupełnie inaczej, wolno, smętnie, w skupionej rutynie. Kłębek był jak domek w szklanej kuli – wieczny, święty, niezmienny. W nim ona, jasnowłosa pogromczyni zwierzęcych nieprzyjaciół. Tak można by ją nazwać, ale sama przenigdy nie określiłaby się tym przydomkiem. Otaczała je miłością, opiekowała się tymi, którzy istnieli często gdzieś bardzo daleko od ludzkich spraw, istnieli na dokładkę lub stawali się łatwym celem dla bardziej rozumnych stworzeń. Brednie, okrutne brednie, które łamały serce. Wierzyła w inteligencję i wieź. Odczuwały i zdawały się wiedzieć, co takiego działo się wokół nich. Wołały o pomoc i błąkały się po świecie, by ostatecznie dotrzeć tutaj. Szczególnie w ostatnich miesiącach, przykrym trafem, o wiele częściej znajdowała potrzebujących, niż docierali oni do niej na ramieniu człowieka. Troska nie pozwalała jej na obojętność, ale tak naprawdę gdzieś tam wygasała. Więdła, choć wiosenne kolory rozkwitały wokół domku nad rzeką. Własne emocje zagłuszała widokiem potrzebujących zwierzęcych oczu. Żyła tym, chowała się w zapomnianym przez pęd życia azylu, o którym wiedziało tak niewiele osób, do którego nie zaglądał już prawie nikt…
Kiedy to się stało, Kłak szczekał okrutnie, przeraźliwie wołał ją na pomoc, bo gdzieś niedaleko miał miejsce prawdziwy psi dramat. Nie zdążyła zrobić nic. Nic prócz pochwycenia różdżki i odstawienia herbaty. Pobiegła za swoim czworonożnym towarzyszem, wiedząc dobrze, że liczyć się mogła każda sekunda. Wtedy okazywało się, że nie jest całkowicie pozbawiona energii – chowała jej w sobie aż nazbyt wiele! Tylko że na pozór, w dość uporządkowanej codzienności stawała się zbyt spokojna, przyjemnie ciepła i niegroźna. Taka też była, ale w tamtej chwili czas nie był łaskawy, nie zatrzymałby się po to, by mogła dotrzeć do biednego psiaka.
Tego samego psidwaka, który leżał teraz wciąż trochę słaby i okrutnie przestraszony na stole w lecznicy. Była ostrożna, choć nie ustawała w walce o przywrócenie zdrowia malca. Bystre oko Kłaka zdawało się śledzić każdy jej ruch. Maleństwo otoczone było ciepłem i troską, jakiej być może nigdy jeszcze nie otrzymało. Pogłaskała kudłaty łepek i posłuchała nerwowo bijącego serduszka, ręcznikiem delikatnie wycierała mokrą sierść. A wtedy dziewczęce oblicze wkroczyło do pomieszczenia, jakby było tutaj setki razy. Uniosła głowę i popatrzyła na Penelopę. To nie była żadna przyjemna historia. – Ktoś próbował go zatopić. Wrzucił do worka razem z kamieniami, a potem rzeka… – urwała, bo samo wypowiedzenie tego na głos wcale nie było łatwe. Kłak zachwycony obecnością gościa postanowił się przywitać, ale łypał też co jakiś czas na psiego pacjenta, jakby już widział w nim swojego druha, przyjaciela, podopiecznego. – Wydostaliśmy go z wody, ale jest słaby i zziębnięty. Bardzo się boi – kontynuowała, owijając szczeniaka kocykiem. Pogłaskała go delikatnie po główce. Nie mogła uwierzyć w to, że ludzie potrafili być tak podli. Ale może właśnie mogła? Przez ostatnie dziesięć lat widziała aż za często, co takiego potrafili zrobić ze zwierzętami, jak dochodzili do mistrzowskiej finezji w krzywdzeniu słabszych. Ohyda.
Wzięła zawiniątko w dłonie i przytuliła do piersi. – Dojdzie do siebie, jest młody i na pewno szybko odzyska energię – Podeszła do Penny i chociaż spróbowała się uśmiechnąć. – Witaj w domu.
Bo ten dom był azylem dla wszystkich przyjacielskich dusz. Dla niej również.


Powrót do góry Go down
 

Dotyk łap, melodia wielu głosów

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Gloucestershire, okolice Little Witcombe, Kłębek-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20