Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia III
AutorWiadomość
Kuchnia III [odnośnik]04.04.20 20:54

Kuchnia

Niewielki kącik kuchenny. Mimo innych kolorów i braku funduszy na remont, Frances starała się aby kuchnia jako-tako pasowała do reszty mieszkanka. I tu jest pełno roślin, a centrum kuchni jest spory, drewniany stół który blondynka okleiła kolorową okleiną, aby ukryć porysowany blat. Wszystko zdaje się mieć swoje miejsce, nawet kilka książek walających się po jednej z półek. Kuchnia to jedno z ulubionych miejsc Frances w mieszkanku. Blondynka uwielbia siedzieć z herbatą przy stole bądź na blacie, opierając się o okienną ramę.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]05.04.20 1:56
6 maja 1957 roku


Do trzech razy sztuka.
Do tej pory, to powiedzenie zdawało się idealnie sprawdzać w najróżniejszych dziedzinach życia panny Burroughs. Od nauki nowych eliksirów, przez sprawdzanie swoich obliczeń i pomiarów, aż po ilość podejść do zadań, które wywoływały w niej strach bądź czyste przerażenie...
Rozmowa z jednym z kupców na Camden Market z pewnością się do nich zaliczała. Mężczyzna ten przypominał jej węża. Obślizgłe, parszywe i podłe zwierzę o nieprzyjemnie przeszywających oczach, próbujących rozczytać wszystkie tajemnice duszy. Za pierwszym razem, gdy przechodziła koło jego stoiska uciekła wzrokiem gdzieś w bok, przyspieszając kroku. Za drugim, niemal potknęła się o swoje nogi gdy mężczyzna wstał z krzesła, prezentując swoje, prawdopodobnie olbrzymie geny, tym samym płosząc dziewczynę. Dopiero za trzecim podejściem nieśmiało zapytała o książki, jakie znajdowały się na jego niewielkim stoisku by odkryć, że przeraźliwy mężczyzna był wielkim pasjonatem literatury. Dziewczę miało więc okazję, po kilku dłuższych słowach, zakupić kilka wyjątkowych egzemplarzy.
To właśnie wtedy, gdy trzymała w dłoni jedną z książek stojąc przy niewielkim, chybotliwym stoisku podjęła decyzję o kolejnej próbie. Posiadała już trochę danych, ale czy informacji mogło być kiedyś za dużo? Nie, z pewnością nie. A osoba, której twarz ukazała się w jej myślach, zdawała się być idealna. Ktoś, kogo znała na tyle dobrze by wiedzieć, że jeśli dowie się o jej małym eksperymencie nie bęzie o nim rozpowiadał na prawo i lewo... Jednocześnie ktoś, z kim nie znała się na tyle dobrze, aby mógł darzyć ją silnym zaufaniem.
Tak, ten wybór z pewnością był odpowiedni.
Pozostawało jej jedynie, wszystko odpowiednio zaaranżować.
Książki czekały przygotowane na kuchennym stole. Dziewczyna podzieliła je na dwa, niewielkie stosiki liczące po kilka egzemplarzy. W pierwszym stosiku leżały książki czysto naukowe oraz kilka powieści przygodowych, jakie ulubiła sobie młoda alchemiczka. Drugi stosik składał się z samych powieści kryminalnych, przeznaczonych dla jej gościa. Wszystkie egzemplarze należały do gatunku tych, ciężkich do zdobycia.
A gdy pretekst spotkania był gotowy (wszak potrzebowała czegoś, czym mogłaby zwabić mężczyznę do swojego mieszkania) panna Burroughs rozpoczęła resztę przygotowań. Przy niewielkim lustrze, oprawionym w słoneczną ramę, ukryła makijażem zmęczenie, jakie od kilkunastu dni, niezmiennie widniało na jej delikatnej twarzyczce. W ostatnim czasie zbyt wiele obowiązków wzięła na swoje wątłe barki. Podkreśliła również delikatnie swoją urodę, ot, na wszelki wypadek gdyby Michael przejrzał jej niewielki plan, a ona musiałaby w jakiś sposób wybrnąć z tej całej sytuacji. Lepiej mieć wtedy chociaż jednego, nawet niewielkiego asa w rękawie.
Frances sprawnie ubrała się, stawiając na prostą, dopasowaną do jej figury szatę w odcieniach błękitu. Według swej zasady, trzykrotnie upewniła się w innym, większym lustrze, że sukienka układa się tak, jak powinna.
Dopiero gdy upewniła się, że prezentuje się należycie do okazji bądź może i odrobinę na przerost, wyszła z łazienki. W drodze do kuchni, dziewczyna zahaczyła o pracownię, z której zabrała szklaną fiolkę pełną eliksiru, jaki wcześniej przygotowała. I jak przy innym teście, ostrożnie wlała zawartość, tym razem do filiżanki. Wiedziała już, jak eliksir działa wypity bezpośrednio, wiedziała również jakie jest jego działanie w połączeniu z alkoholem. Tym razem więc postanowiła sprawdzić, jak będzie działał w połączeniu ze zwykłym napojem. Odsunęła filiżanki tak, aby nie rzucały się w oczy po czym nastawiła swój magiczny zestaw do herbaty w oczekiwaniu na gościa.
Długo nie musiała czekać, gdyż dźwięk dzwonka rozległ się ledwie kilka chwil po tym, gdy zamknęła pokrywkę czajnika. Uśmiech rozpromienił jej twarz, gdy tylko otworzyła drzwi. Nieśmiało wspięła się na palce, by musnąć ustami policzek mężczyzny.
- Dzień dobry! - Przywitała się i już po króciutkiej chwili zrobiła dwa kroczki w tył, by móc wpuścić Michaela do środka. A gdy ten przekroczył próg, przezornie przekręciła drzwi, by przypadkiem nie otworzyły się, jak to już kilka razy miały okazję robić.
- Jak już Ci pisałam... - Zaczęła, prowadząc mężczyznę do kuchni. - Byłam ostatnio na Camden, był tam taki mężczyzna, który wyglądał naprawdę strasznie. - W końcu był to istotny szczegół opowieści, podkreślający poświecenie, na jakie się zdobyła w celu zdobycia książek. - Trochę bałam się do niego podejść, ale miał ciekawe zbiory. Z resztą, sam zobacz. - Pokrótce wyjaśniła, czemu ściągnęła go do swojego niewielkiego mieszkanka, przepełnionego roślinami, wskazując mu dwa stosiki. Niektóre z tytułów, w obecnych czasach z pewnością możnaby uznać, za swego rodzaju białe kruki. Frances podeszła do czajniczka, by nalać herbaty do wcześniej przygotowanych filiżanek. Aby ich nie pomylić wybrała dwie, o różnych zdobieniach. Jej filiżankę zdobiły niewielkie, niebieskie róże, zaś filiżanka, która była przeznaczona dla Scaletty zdobiona była w czerwone, polne maki. Tym sposobem, nie miała możliwości aby pomylić zawartości.
Ostrożnie postawiła filiżanki na stole, by samej zająć przy nim miejsce. Dziewczę upiło łyk gorącej herbaty, szaroniebieskim spojrzeniem, miękko przyglądając się towarzyszowi.
- Co u Ciebie? - Zapytała, gdy mężczyzna upił herbaty ze swojej filiżanki.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]05.04.20 23:35
Snuł się posępnie po ulicach, z wyjątkową oszczędnością sięgając po papierosy. Bynajmniej nie miał w zamiarze porzucać nałogu, musiał jedynie ukrócić nieco swe dotychczasowe tendencje, bo już mu się nie przelewało. Właściwie to nigdy nie zaznawał żadnych luksusów - żył skromnie, choć nie do przesady; teraz natomiast sytuacja była wyjątkowa, acz wciąż daleka od absolutnego kryzysu. Zresztą nie bez powodu - ograniczył swe doliniarskie ekscesy ze względu na ten niefortunny układ. Umowę z rządem, na którą wcale nie chciał przystawać, choć nie widział dla siebie innego wyjścia. Obserwacji i wnikliwych analiz, podbudowanych przez nasuwające się na myśl wnioski nikt nie mógł mu zakazać. Nie robił tego z powodu jakiegoś niezrozumiałego poczucia angażu w zadanej mu misji; raporty były rzeczowe i konkretne, choć ostatni nie zawierał przecież żadnych istotnych informacji. Patrzył dokładnie, szukał w miejscach dobrze mu znanych, wyczekując okazji; swoje kradzieże ograniczył do minimum, z zachowaniem koniecznej rozwagi, coby to nie narobić sobie przy tym większych problemów. Dlatego właśnie zmuszony był do sensownego rozporządzania tymi zaplutymi galeonami; dlatego właśnie stał się zdawkowy w czynach i oszczędny w wydatkach. Ograniczenia go wkurzały, bo zwyczajnie lubił tę pozorną wolność; bezwstydny bunt przeciwko moralności był spełnieniem cynicznych i nonkonformistycznych wizji. Niegdyś zabieranie go bawiło, stanowiąc przy tym raczej niewyszukaną formę rozrywki; teraz było już tylko kwestią przetrwania, o ile nie zdecydowałby się w końcu na legalne jestestwo w całej tej popieprzonej społeczności. A bliski podjęcia się pracy jeszcze nie był - dopóki ubogi, acz godny żywot był możliwością, nie poszukiwał żadnej alternatywy. Tym bardziej takiej, która zaburzałaby jego pokraczny system wartości. I tak już nie był sobą; kim zatem stałby się w innej, tej etycznie prawidłowej części świata? Szara, pełna granic rzeczywistość, a może naturalne wahania ciśnień - coś ewidentnie wpływało na jego zakłopotany umysł, uczyniwszy z niego jeszcze większego indywidualistę. Tym razem odrębność nie dotyczyła już radykalnych czynów, a raczej intensywnie izolacyjnej postawy; maksymalnie zdystansowany gadał jeszcze mniej, a z ludźmi przebywał coraz to rzadziej. Najczęściej po to, by wyczaić hipotetyczne zagrożenie, a później okraść jakiegoś roztrzepanego chłystka. Stąd też enigmatyczny list od Frances okazał się być ambiwalentnym zjawiskiem, którego jednocześnie chyba chciał, a z drugiej strony nieco się obawiał. Niemniej jednak wyrósł przed drzwiami jej mieszkania tego konkretnego, majowego dnia. Sam nie wiedział, czego winien się po niej spodziewać; pamiętał natomiast jej przyjacielską przysługę, wciąż też czuł ciążące brzemię długu wdzięczności. Być może właśnie po to go dziś zaprosiła - by tym razem to on mógł pomóc jej. Nie mógł tego wiedzieć, ale w istocie chodziło dokładnie o to, nawet jeśli przeprowadzone badanie miało mieć również znamiona czysto towarzyskie.
- Cześć - zaczął, zobaczywszy ją w progu; z niecodzienną nieśmiałością wszedł do środka, zrzucił prędko buty, potem już tylko milczał. Wizyta na Camden, przerażający facet, ciekawe zbiory, ładna Burroughs; spojrzenie przeniósł na rzeczone stosy książek, skupiwszy się na dłużej na tym, który składał się z samych kryminałów. Je czytał najczęściej, niejako z powodu zwykłej sympatii do tego gatunku; głównie jednak chodziło o poznawanie cudzych błędów, coby to nie popełniać ich przypadkiem samemu. Ona zaczęła krzątać się po kuchni, przygotowując dla niego zgubny napar; on oglądał te nieznane mu okładki, nawet kiedy podstawiła mu pod łapska filiżankę z herbatą o kwiecistym wzorze. Zwykle czytał to, co znalazł w bibliotece; takich perełek nie miał jeszcze w swoich rękach, wszakże chwilowy zachwyt literaturą był w jego przypadku zupełnie zrozumiałym. Zapewne gdyby podejrzewał ją o tak niecne zagranie chociaż na chwilę oderwałby wzrok od zbiorów; Frances jednak jawiła się mu jako znajoma, wobec której nie miał wątpliwości. Pomimo tego i tak jej nie ufał, ani nie mówił zbyt wiele o sobie; tymczasem teraz upił łyk eliksiru skrytego w gorącym napoju, który miał ten stan rzeczy mimowolnie oraz bez jego wiedzy zmienić. Tak też się stało, kiedy to usłyszał zadane pytanie. Zwykle udzieliłby odpowiedzi wymijająco, prawdopodobnie też niezgodnie z prawdą; teraz nie czuł tych niewidzialnych przedziałów, nie miał też wrażenia, że powinien ograniczać się w swych słowach czy myślach.
- Chciałbym powiedzieć, że po staremu, ale wcale tak nie jest - stwierdził pewnie, wzrok przenosząc na niebieskoszare oczy kobiety. Nie było w tym nawet krzty kłamstwa, a beznamiętna mina winna to tylko potwierdzać. - A co u ciebie? - dodał po chwili, odstawiwszy naczynie z powrotem na stół. Jeszcze nie wiedział jak cholerna w skutkach może być ta herbatka. Bo przecież ufał jej już bezgranicznie.


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Kuchnia III [odnośnik]06.04.20 2:36
Z zaciekawieniem co raz zerkała w kierunku swojego gościa, gdy ten przeglądał książki, jakie udało jej się zdobyć. I nawet jeśli nie potrzebowała teraz odwracania jego uwagi (wszak miała wszystko przygotowane, dzięki długim okresie podłej praktyki podtruwania klientów Parszywego), była ciekawa jego reakcji, na odnalezione okazy. Nie często miało się okazję odnaleźć tak rzadkie egzemplarze zwłaszcza za tak niską cenę, jaką przyszło jej zapłacić. Dla panny Burroughs było to nie lada osiągnięcie, plasujące się gdzieś, w górnej dziesiątce życiowych osiągnięć. Ta lista, przynajmniej na razie, nie była jeszcze okazała. Wszystko jednak mogło się niedługo zmienić.
- Te kryminały… - Zaczęła, lawirując wzrokiem między czajniczkiem z herbatą, a postacią Michaela, ot jakby był to zwykły odruch.  -... Są dla Ciebie. Możesz je uznać za urodzinowy prezent, chociaż nie wiem, kiedy faktycznie masz urodziny. - Rozbawienie pojawiło się w jej głosie, gdy przechodziła od blatu do kuchennego stołu. Mimo iż nie znali się od wczoraj, Frances nie wiedziała o panu Scaletta za wiele. Ich rozmowy zwykle ograniczały się do dyskusji, dotyczących literatury ostatnio poszerzone o pewną, alchemiczną przysługę z jej strony. To jednak, mogło się dziś zmienić, o ile jej eliksir przyniesie takie działanie, jakie dokładnie zaplanowała. - I proszę, nie odmawiaj. Takie okazy znajduje się rzadko i wręcz nie mogłam sobie odpuścić ich nabycia, zwłaszcza po tak niskiej cenie, jaką chciał za nie tamten straszny facet. - Dodała jeszcze, posyłając mężczyźnie ciepły uśmiech. Och, naprawdę grzechem byłoby przepuścić takie tytuły! Przy okazji, miała nadzieję, że książki - choć odrobinę - zrekompensują mężczyźnie jej mały eksperymencik… Oczywiście, jeśli kiedykolwiek się o nim dowie.
Szaroniebieskie spojrzenie skupiło się na twarzy mężczyzny, w oczekiwaniu aż ten napije się herbatki doprawionej bezwonnym, bezbarwnym oraz bezsmakowym eliksirem. I jedynie gdy zadawała pytanie, jej spojrzenie na chwilę ześlizgnęło się na jej własną filiżankę. Miała nadzieję, że jak w poprzednich przypadkach eliksir rozpocznie swoje działanie dokładnie w momencie, gdy pierwszy łyk doprawionej herbaty spłynie w dół męskiego gardła. Pozostawał jeden, jedyny problem jaki miała za każdym razem, gdy przyszło jej testować ów eliksir - nigdy nie była pewna, jak rozpoznać pierwsze oznaki jego działania. O ile z Jennifer - jedyną świadomą testerką eliksiru - nie było z tym problemów tak teraz, musiała zaufać swojej kobiecej intuicji. Na Merlina, wolała metody oparte na bardziej naukowych pomiarach, niż słuchanie przeczucia.
Zaskoczenie pojawiło się na twarzy dziewczyny, gdy usłyszała jasną odpowiedź, na swoje pytanie. Czyżby i tym razem, alchemiczne zdolności ją nie zawiodły? Ostrożnie dziewczyna przesunęła się delikatnie na krześle w kierunku Michaela, pod pozorem założenia nogi na nogę. Sam eliksir wywoływał zaufanie, by jednak sprawdzić czy faktycznie zadziałał, nie mogła być obojętna na słowa, jakie padały z jego ust. Panna Burroughs poprawiła palcami materiał sukienki na jej udzie, by finalnie ułożyć dłoń na dłoni mężczyzny.
- Coś się stało? - Zapytała, z wyczuwalną nutą zmartwienia w subtelnym głosie. Nawet przez chwilę nie musiała udawać, że słowa, jakie padły z jego ust, zaniepokoiły eteryczną blondynkę. W coś Ty się wpakował?
W pierwszej chwili, Frances przeszło na myśl, że być może ściągnął na siebie problemy sprawą, związaną z jej eliksirami… Ale może jednak chodziło o coś, zupełnie innego? Do tej pory, chociaż w jej odczuciu przyjazny, mężczyzna był dla niej zagadką. Ani na chwilę nie odwróciła spojrzenia szaroniebieskich tęczówek, pozwalając wyczytać z nich mężczyźnie to, co mogło być potrzebne do ośmielenia go. Ciepłą troskę, zainteresowanie oraz chęć wysłuchania gościa, jeśli cokolwiek go trapiło.
Dłoń zabrała dopiero po dłuższej chwili, gdy jej towarzysz postanowił skierować pytanie w jej stronę. Na ustach dziewczyny zarysował się delikatny uśmiech, gdy ta machnęła dłonią, jakby jej bolączki były sprawą mniej istotną, wręcz trywialną. - Och, no wiesz… Mam ostatnio bardzo dużo pracy, powoli zapominam, co to sen. Nadal nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć, ale po za tym, wszystko w porządku. - Odpowiedziała, na chwilę spuszczając spojrzenie na swoją filiżankę, która już po chwili powędrowała do ust dziewczyny. To nie jej słowa, były w tym momencie najważniejsze i panna Burroughs miała nadzieję, że eliksir faktycznie zadziałał na Michaela, by mogła zaobserwować jego działanie.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]07.04.20 20:18
Odebrała dystans, wypełniwszy go zaufaniem - nie do końca autentycznym, wszak wywołanym za sprawą nienaturalnych bodźców; niemniej jednak dokonała swego, a fakt ten pozostawał poza skrytą dotychczas świadomością i duszą Scaletty. Bynajmniej nie była w stanie wszczepić w niego lekkości konwersacji, zwyczajnej społecznej inteligencji, czy choćby ludzkiej potrzeby wyrzucenia własnych żalów. Niezdolny do rozmów na własny temat, przyzwyczajony do osobistego przeżywania i rozwiązywania problemów zdawał się nie być jeszcze gotowym na zdradzenie wszelkich sekretów; natomiast to nieznajoma fala zaufania była dzisiejszym przedmiotem jej badań, wcale nie enigmatyczna postać poznanego w bibliotece znajomego. Przypływ bezwzględnego bezkrytycyzmu był nagły, chociaż żadna bystrość umysłu nie była w stanie tego zarejestrować; wystarczył przecież jeden łyk, by stał się zdolnym do różnorakich, obcych mu postaw czy stwierdzeń. Była sprytniejsza, niżby mógł się tego spodziewać. Zapewne ze względu na daleką mu prostolinijność machinalnie założył, że nie ma w sobie tej fałszywej zręczności. Nierozsądnie jej nie docenił, bo przecież biła od niej ta szczera skromność i kobieca łagodność. Bo przecież nie mógł wiedzieć, że nauczona pracą w tawernie czy niewiadomymi wydarzeniami z przeszłości uparcie dąży do celu, nawet gdy wymaga on obiektywnie niepoprawnych działań. Wszakże gdyby przyszło dumać mu nad takową sytuacją, na pewno uznałby ją za niemoralną; pominąwszy już jego gorzki cynizm i niejaką hipokryzję, nigdy przecież nie wyraziłby zgody na taki eksperyment. Bynajmniej nie na taki test, nie na ten eliksir; nauczony był czujności, kontroli i dominacji. Taki układ na to nie zezwalał. Frances jednak zdołała wszystko skrupulatnie zaplanować - nie był nawet bliski odkrycia prawdy, balansując pomiędzy atypową wiernością a znamienną niedostępnością. Znalazłszy przynętę złapała go w sidła, wcisnęła herbatę i zadawała odpowiednie pytania. A on, choć wewnętrznie zapewne modlił się o i tak nieistotną nieszczerość, uległ dziwacznemu poczuciu, które skłaniało go do bezpośredniości. Usłyszawszy o spóźnionym prezencie urodzinowym, rzucił okiem na towarzyszkę, nie kryjąc zdziwienia. Jakoś nie potrafił przypuszczać teraz, że to tak naprawdę nie jest żaden przyjacielski gest; nie był to też, co prawda, wyraz jej pamięci, bowiem urodziny obchodził już dwa miesiące temu. Pomimo tego poczuł się jakoś pokracznie wyróżniony; zapomniał chwilowo o izolacyjnej tendencji, zapomniał również o swoim deficycie empatii. To wszystko było po prostu miłe; choć czy myślałby o tym tak samo bez wpływu zdradzieckiej mikstury, ze świadomością tego, że wyjątkowy stosik jest zasadzką?
- Madonna mia*, ja... dziękuję - wydusił, posyłając jej spojrzenie, którego nie miała okazji jeszcze widzieć - w oczach były iskierki, nijak podobne agresji czy radykalności, a raczej spokojnemu ciepłu, które zwykle znikało za zasłoną obojętnej beznamiętności.
Właściwe wyznanie było niekontrolowanym - brzmiało niepokojąco z jego ust, głównie z powodu jego skłonności do kłamstwa, które wykluczały tak niestandardowe porywy prawdziwości. Równie niespodziewanym okazał się jej mały gest czułości; nie chodziło o dotyk, a o osobliwą intencję, formę spoufalenia. Nie wiedział co winien powiedzieć, jak zareagować; podświadomość podpowiadała mu tylko jedno, proste słowo - zaufanie.
- Po prostu podjąłem parę głupich decyzji i teraz muszę ponosić tego konsekwencje - odpowiedział, i tak dość wymijająco. Bowiem mógł nazwać to wszystko innym imieniem, rozwinąwszy trochę rozpoczętą myśl; przynajmniej charakter i usposobienie mogły jakkolwiek powstrzymać mimowolną wylewność. Ona i jej eliksiry nie dotyczyły poruszanego wątku, acz w jego przypadku przyczyną mogło być cokolwiek. W codzienności ukrywał lęk i zagubienie, a radzić musiał sobie z nimi sam. Wzrok opuścił na filiżankę, jak gdyby nie potrafił odnaleźć się w tej chwilowej, intymnej zadumie; upił łyk herbaty, powstrzymywał drżące dłonie, aż w końcu Burroughs oswobodziła ich z ograniczających murów empatii i wierności. Wysłuchał jej lekceważącego wyjaśnienia; odczuł instynktowną potrzebę skomentowania tegoż ustalenia.
- Powinnaś jednak czasami odpocząć. - W rzeczy samej. Niezwykle błyskotliwa, acz w ostateczności wcale nie głupawa uwaga. Być może nie dawał najlepszych rad, ale przecież zwykle tego nie robił. Nie jakość, a sam fakt powinien się dla niej liczyć, nawet jeśli wykrzesał z siebie maksimum możliwości.

*moja Madonna (rodzaj wykrzyknienia)


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Kuchnia III [odnośnik]08.04.20 20:17
Ponoć im mniej się wie, tym lepiej się śpi. Przynajmniej panna Burroughs uważała, że jest najlepszym potwierdzeniem tej teorii - im więcej wiedzy przyswajała, im bardziej rozwijała swoje umiejętności, tym mniej czasu pozostawało jej na sen. Jednocześnie na przestrzeni lat zauważyła, że im mniej przykrych wiadomości do niej dociera, tym mniej zmartwień męczyło ją po zmroku. Każdy dobrze wie, że to właśnie nocą zmartwienia najbardziej lubią przypominać sobie o ludziach, niczym dusiołki ze starych opowieści, sadowić się na piersi i utrudniać swobodne oddychanie, dodatkowo zabarwiając myśli na ciemne, nieprzyjazne kolory.
Miała nadzieję, że jej malutki, niewinny podstęp pozostanie niezauważony. Bo czymże jest niewielka ilość eliksiru podług profitów, jakie oboje mogli z niego uzyskać. Ona, w wielu sytuacjach, które zapewne nie będą mieć miejsca, on zyskując dostęp do zaufania nawet tych, którzy nigdy by go nim nie obdarzyli. Wszystko brzmiało pięknie, więc panna Burroughs nie zaprzątała sobie teraz tym głowy. W końcu miała ważniejsze sprawy na głowie w tej obecnej chwili. Samo obserwowanie przystojnej twarzy mężczyzny, nieświadomie będącego pod wpływem eliksiru było przyjemniejsze, oraz z pewnością bardziej fascynujące, niż teorie i rozmyślania utrzymane w negatywnych, nieprzyjemnych dźwiękach.
- Mam nadzieję, że przypadną do Twojego gustu. - Stwierdziła na temat książek, machając dłonią, jakby nie było to nic wielkiego. Za wielkie jednak uznała spojrzenie, jakim mężczyzna ją obdarzył, jakże inne od tego które widywała do tej pory. Ciche ooch wyrwało się z jej ust, ciężko jednak było powiedzieć, czy to za sprawą brązowych, ciepłych oczu czy kolejnych słów, jakie padły z jego ust.
Przez chwilę zastanawiała się, co powinna odpowiedzieć. We wszystkich odpowiedziach, jakie pojawiły się w jej głowie było coś nieodpowiedniego i jakże nie pasującego albo do jego osoby, albo do okoliczności, albo do niej. Nie chciała zbyt wnikać w sprawy Scaletty, sam jednak zaszczepił w niej odrobinę ciekawości. Przez chwilę, jedynie obserwowała twarz towarzysza, jak się okazywało, i ona nie odznaczała się większą ilością społecznej inteligencji.
- Wiesz… - Zaczęła, kierując szaroniebieskie spojrzenie wprost w czekoladowe tęczówki. - Jeśli potrzebujesz jakiejś pomocy, mów śmiało… Nawet jeśli chcesz kogoś się pozbyć. - Najniewinniejszy z jej uśmiechów zagościł na malinowych ustach kobiety. Już kiedyś nadmieniała mu o swoich zdolnościach w dziedzinie przyrządzania szkodliwych specyfików. Nie złożyła oferty wprost, przekaz jednak zdawał się być jasny. Zabawne, mimo iż sama nie wypiła eliksiru, również zdawała się mówić odrobinę szczerzej, niż zawsze.
Uśmiechnęła się szerzej, słysząc słowa, jakie padły z jego ust. Doceniała prostą mądrość uwagi i sam fakt, że padła ona w rozmowie. Gdzieś na serduszku zrobiło jej się nawet odrobinę cieplej, gdyż nie była przyzwyczajona do żadnej formy jakiegokolwiek interesowania się jej osobą oraz jej stanem zdrowia. Każda, chociaż najmniejsza oznaka zainteresowania zdawała się być dla niej czymś nadzwyczajnym, uprzejmym i przyjaznym.
- Odpocznę, jak wywalczę w końcu awans. Niestety, w większości pracuję z szowinistycznymi zwierzętami gospodarczymi… Chociaż to określenie mogłoby niektóre zwierzęta obrazić zaniżaniem ich poziomu. Przez to jednak muszę włożyć więcej starań o lepsze stanowisko. Nawet, jeśli przerastam ich umiejętnościami. - Wzruszenie ramionami oraz ciężkie westchnienie wskazywały, że nie zawsze było to prostym zadaniem, zwłaszcza gdy było się tak delikatną, zwykle wystraszoną osóbką, jaką była panna Burroughs.
- No, ale nie będę Cię tym zanudzać. Korzystałeś z eliksirów, jakie Ci ostatnio dałam? - Dziewczę uniosło brew w zaciekawieniu oraz upiła niewielki łyk ciepłej herbaty.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]10.04.20 23:25
Zapewne właśnie z tego egoistycznego powodu podjął decyzję o własnej ignorancji - wobec ludzi, wobec świata, wobec zasad; nie chciał, by problemy cudzej, obcej rzeczywistości spędzały mu sen z powiek. W tym względzie byli do siebie podobni, choć jej spokój rozpraszała najprędzej nauka; on z kolei sypiał krótko i płytko, bo tak uparcie dążył do cynicznego indywidualizmu. Słusznym było zadać w tej sytuacji pytanie - ku czemu?, wszakże ewidentnej idei w tym nie było. Ona poszukiwała odpowiedzi na nurtujące ją zagadnienia z dziedziny alchemii; on jedynie dawał upust swemu lenistwu i niemoralności, bo nie chodziło przecież o nic wzniosłego. Obraz zmartwień i chęć ich unikania jednolicie przeplatały się, tworząc wizję niejako spójną; bynajmniej jednak nie miało to znamion żadnej regularności czy odpowiedniości, bowiem ambicja stykała się w tym względzie z grzesznością. Co prawda także część z jej czynów - tak jak ten dzisiejszy, służący jego przekupieniu i wykorzystaniu - wykluczały niewinność, nieznacznie poprawiając przy tym jego pozycję; ponieważ nie mógł nadrobić jej za sprawą znajomej Frances aspiracji, należało wytykać cudze niepoprawności. Na szczęście nie mógł tego zrobić - plan był na tyle precyzyjny, że mimowolnie wykluczał porażkę, a w konsekwencji jego trzeźwość umysłu, która byłaby w stanie choćby przypuszczać. Tym bardziej niezdolny był do oskarżeń - wszakże co taka poczciwa Burroughs miałaby na celu, odurzając go którymś ze swoich eliksirów? Myśl ta była zupełnie abstrakcyjną, niemożliwą do zaistnienia w jego zakłopotanym ostatnio umyśle. Nic nie miało prawa się wydać, a on nie mógł nawet domniemywać, że stos wyjątkowych kryminałów to przynęta dla pozornie niegroźnej herbatki. Gest uznał ostatecznie za nieoceniony, a na barkach czuł coraz to cięższe brzemię - winnej przysługi, własnego marazmu, wobec niej i tak w ogóle. Czyżby cała ta jej statura szczerości, odziana w łagodną czystość wzbudzała w nim refleksje? Jeszcze nie, wciąż daleki był krytycznemu dystansowi względem samego siebie, chociaż zdobyte zaufanie już było jednym z odstępstw od zwyczajowości. Nieważne, że za sprawą wywaru; ważnym był fakt jego niecodziennej otwartości i prostolinijności. Ten zdołał zaskoczyć, i to nie tylko jego towarzyszkę; on sam zdziwiony był swoim zachowaniem, zwykle przecież nie udawało mu się wykrztusić słów podzięki ani zdobyć się na gesty, które jakkolwiek świadczyłyby o tym, że nadal ma serce. W jego spojrzeniu obojętność została zdominowana przez nietutejszą wrażliwość; dotychczas kamienna mimika nabrała rozczulającego wyrazu. W swojej odmienności i dziwności Scaletta był śmieszny, ale też na swój sposób uroczy. Przynajmniej teraz, kiedy chwilowo opuścił swą tendencję do beznamiętności, walcząc przy tym z własną nieporadnością w tych naturalnie ludzkich momentach. Bo ten właśnie taki był - pokracznie zahaczający o emocjonalne wzruszenie, bo przecież nie wiedział nic o celowości tych powieści czy sztucznym zaufaniu. Łzy przy tym nie uronił, ale coś się w nim wewnętrznie ruszyło. Osobliwe, zarazem też satysfakcjonujące mgnienie, zakończone przez jej propozycję. Usłyszawszy o posiadanych możliwościach przez kobietę możliwościach, szczerze się uśmiechnął.
- Lista ofiar byłaby zbyt długa. Chyba sam muszę się z nimi wszystkimi uporać - stwierdził, wcale nie doprecyzowując tegoż wyliczenia w myślach. Refleksja nie przywołała żadnych nazwisk; zatem być może nawiązywał do problemów, nie do jednostek. Po chwili skupiał się już na niej, na jej słowach, twarzy, przepracowaniu i scjentycznym pościgu. Wzbudzała w nim ambiwalentną orientację: z jednej strony podziwiał jej siłę w dążeniu do celu, z drugiej nie rozumiał mocy tegoż zaangażowania. Ale czy taki człowiek jak Michael - o podważonych wartościach, słomianym zapale i silnie pragmatycznym podejściu - w ogóle był w stanie to pojąć?
- Ważne, że pomimo tego się nie poddajesz - skomentował, upijając kolejny łyk naparu. Być może nic nieznaczącą była ta oczywista uwaga, ale nie bardzo wiedział, co innego mógłby powiedzieć. Że szanuje jej spełnienie pragnień, choć nie wykazuje względem tego zrozumienia? Liczył tylko, że tamto banalne spostrzeżenie zaspokoi konieczną konwenansom empatię. Nawet jeśli w jej przypadku nie chodziło o wzorcową manierę, a machinalne poczucie zainteresowania jej kłopotem czy instynktowną potrzebę obiektywnie miłych słów, którymi nie potrafił się posługiwać.
- Jeszcze nie. I nie wiem, kiedy pojawi się na to okazja - oznajmił, dając jej tym samym pole do wprawnego sprawdzenia wątpliwej wierności. Musiała polegać na intuicji, lecz czy ewentualne, niepożądane wyznanie swej złodziejskiej obyczajowości nie rozwiewało już hipotetycznych wątpliwości?


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Kuchnia III [odnośnik]12.04.20 2:15
Panna Burroughs przez długą chwilę wpatrywała się w Scalettę niczym w pięknie malowany obrazek. Ach, jakże to było fascynujące! Dziewczyna nie potrafiła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek jego oczy bądź twarz przybrały podobny wyraz. A to, mogło oznaczać tylko jedno - jej eliksir zaczął działać i ponownie, działał poprawnie w sferach, na których jej zależało. Nie widziała również, aby występowały jakiekolwiek skutki uboczne, powiązane ze spożyciem eliksiru. Jego cera nie zmieniła się, na jego twarzy nie pojawił się chociażby cień bólu i wszystko wyglądało na to, że eliksir działa poprawnie. W stu procentach. Dobrze, bardzo dobrze...
Głowę jasnowłosej dziewczyny nawiedziła myśl, iż przyjemnie było zobaczyć inną, zapewne ukrytą twarz mężczyzny, nawet jeśli było to sprawką eliksiru, a nie jej osoby. Ciepłe spojrzenie oraz rysy twarzy rozluźnione czymś, czego nie była w stanie dokładnie nazwać sprawiały, że wszelkie zarodki wyrzutów sumienia umierały, nim w ogóle miały okazję się rozwinąć. Bo czy w tych czasach, takie chwile rozluźnienia nie były w cenie? W momencie gdy następny nawet dzień wydawał się niepewny, odrobina odpoczynku, przystopowania, oderwania się od rzeczywistości nabierały - przynajmniej dla panny Burroughs - wyjątkowego znaczenia. Tak samo jak wszelkie, nawet niewielkie przyjemności, pomagające jej odnaleźć się w tej dziwnej, bardzo abstrakcyjnej dla niej rzeczywistości. Ach, chyba przyszła na świat w czasach, w których nie powinna kroczyć po ziemi, pewna, że nie było tu wiele miejsca dla takich, jak ona.
I mimo dziwnych rozmyślań, jakie nawiedziły jej głowę dziewczyna nadal wpatrywała się w Michaela niczym zaczarowana. Dopiero słowa, jakie padły z jego ust sprawiły, że do jej świadomości dotarł impuls, jakoby odrobinę za długo przyglądała się jego twarzy. Szaroniebieskie spojrzenie zjechało więc na malowaną filiżankę, a blada cera dziewczyny pokryła się delikatnym rumieńcem. Ostrożnie upiła łyk nadal ciepłej herbaty, by uśmiech mógł zagościć również na jej twarzy.
- Jakbyś potrzebował jakiejś specjalnej fiolki to wiesz, gdzie mnie szukać. - I nie chodziło jej jedynie o trucizny a cały szereg swoich, alchemicznych zdolności które, jak miała nadzieję, dalej będą się rozwijać, a kolejne eliksiry będą wychodzić spod jej rąk. Kto wie, może jednego dnia dorówna swoimi umiejętnościami nawet samemu Flammelowi? Ach, to byłoby z pewnością piękne!
Dopiero po dłuższej chwili spojrzenie dziewczyny wróciło do twarzy Scaletty i jego brązowych oczu. Praca w szpitalu nie spełniania wszelkich pragnień, jakie posiadało serce dziewczyny, zapewniała jednak stały dopływ galeonów który był niezbędny, aby mogła żyć swoim życiem oraz wspomóc tych, którzy na niej polegali. - Za mało mi teraz płacą, żebym się poddała. - Skwitowała jedynie pół-żartem, mimo iż faktycznie była przekonana, że jej pensja jest za niska w stosunku do jej umiejętności. Nie sądziła jednak, aby rozmowa dotycząca jej pracy była tematem odpowiednim na moment testowania eliksiru, nie ciągnęła więc go jednak, mimo iż doszła do kilku, dość ciekawych spostrzeżeń i wniosków. Jednym z nich było upewnienie się, że eliksir mimo identycznego działania, uruchamia nieco inne zachowania u poszczególnych osób. Fascynujące, doprawdy fascynujące...
Frances na chwilę przeniosła spojrzenie na swoje nogi, gdy jej spódnica zmarszczyła się po tym, jak dziewczyna założyła nogę na nogę. Ostrożnie, wyprostowała palcami zwiewny materiał, jakby najmniejsze jego fałdki miały zakłócić spokój tego spotkania.
- Kiedyś czytałam... - Zaczęła, nadal poprawiając błękitny materiał i nieznacznie przesuwając się na krześle. -... że mężczyzn - między innymi - można podzielić na tych, którzy tworzą okazję oraz tych, którzy na te okazje czekają, aby móc z nich skorzystać. - Dziewczyna ponownie przeniosła spojrzenie na swojego towarzysza, przez chwilę jedynie miękko przyglądając się jego buzi. - To takim typem jesteś? Tym, czekającym na okazję? - Zapytała, unosząc z zaciekawieniem brew. W zasadzie sama nie była pewna, czemu to pytanie opuściło jej usta. I nie chodziło tu o żadną wścibskość a raczej... chęć poznania. Zwykłą, czystą ciekawość co do pozornie nieistotnych preferencji w podziale, który mógł nawet nie być prawdziwy. Dodatkowo ciekawiło ją zdanie mężczyzny na podział, wyczytany w czysto kobiecej prozie. Kto wie, może pan Scaletta nieświadomie i przypadkiem rozjaśni jej jakąś, niewielką kwestię relacji damsko-męśkich, w których dziewczyna nadal raczkowała?


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]13.04.20 1:44
Z nieświadomością swej duchowej nagości siedział przed nią; poddany metamorfozie, pozbawiony przybranej zwykle maski dystansu oraz nieufności, pierwszy raz od dawna odkrył część własnego oblicza, o którym sam niejako zdołał już zapomnieć. Nauczony aktorskiej gry, oddzielony wyraźną linią od konformistycznych członków tego niezrozumiałego społeczeństwa, zdawał się być indywidualną jednostką. Radził sobie w kwestii samodzielności, z niemoralną odrębnością realizując swoje złodziejskie tendencje; nie radził sobie natomiast pod względem międzyludzkich relacji, z których zrezygnował w imię konkretyzacji własnych dziwactw. Stąd też cała ta konwersacja obiektywnie była zjawiskiem niespotykanym, dla niego także niechcianym; bynajmniej jednak nie miał w sobie koniecznej trzeźwości umysłu, która wyłapałaby te nieprawidłowości słów. A były przecież innymi - rzeczone wyrazy, pełne o absolutną szczerość i daleką mu empatię, jak i również niewielkie gesty, które wprawny wzrok Frances zdołał dostrzec oraz wyróżnić spośród nic nieznaczących obojętności. Czy to obcość przyciągała jej skupienie, koncentrując je na pełniejszej o emocje twarzy Michaela? Być może właśnie ta nienaturalność jego postawy zadecydowała o pełnym fascynacji spojrzeniu; nie mógł bowiem wziąć pod uwagę żadnej innej możliwości, zwłaszcza tej, która sugerowałaby pozytywny, choć niejednoznaczny wynik jej badań. Czuł na sobie ten zamyślony wzrok, sam też nie powstrzymywał się przed bezwstydnym wzrokowym kontaktem; bynajmniej jednak niezdolny był do odkrycia faktycznej przyczyny tych refleksyjnych spojrzeń. Niemoc zauważenia nieznajomego przypływu zaufania, które znacząco zmniejszyło znamienną dla niego rezerwę pobudziła umysł do różnorakich refleksji, nawet tych zgoła abstrakcyjnych. Najprawdopodobniej przez egotyczny sposób postrzegania rzeczywistości, dodatkowo podrasowany zręcznie skrytą miksturą, na myśl przyszło mu parę bezpodstawnych stwierdzeń, które próbował przypisać jakoś do łączącej go z Frances więzi. Bo przecież nie bez powodu poświęcała jego osobie tyle uwagi; z wyjątkową intymnością okazywała zainteresowanie, bacznie obserwując przy tym jego niemalże niezmienną, stężałą staturę. Dopiwszy herbatkę do końca, przesunął się na krześle do tyłu, oparł o sztywny stelaż mebla; spięte mięśnie uległy podporze, a nienaganna postawa uległa machinalnej zmianie. Czy na mowie ciała znała się równie dobrze?; czy mogła wywnioskować, że jego rozluźnienie tożsame było z działaniem eliksiru? A może w istocie nijak miało się to do jej czujnego testu; być może był to tylko naturalny gest, powstały za sprawą enigmatycznych domniemań Scaletty, które kołatały się wówczas w jego głowie. Tak samo normalny odruch w jego dzisiejszej nienormalności; tak samo logiczny, jak sugestywne koncepcje, które wysnuwał w miarę ujrzenia rumieńca na bladych dotąd policzkach. Na propozycję ewentualnej pomocy przytaknął jedynie skinieniem głowy; znając jej alchemiczne możliwości, nie wątpił w tę jakże prawdopodobną wizję prośby o truciznę, nawet jeśli wcale nie potrafił czynić fizycznej krzywdy. To znaczy może i potrafił, masywne ręce skrywały dość koniecznej do tego siły; sens odnosi się jednak do wewnętrznych niemożności, bezpośrednio związanych z nieetycznością. Z kolei na komentarz dotyczący pracy zareagował uśmiechem; doskonale wiedział coś o minimalnych standardach, skromnej egzystencji pośród konsumpcjonistycznego środowiska bogatej arystokracji czy zwykłej żądzy pieniądza. Doliniarska kariera uczyniła go gorzkim materialistą, ślepym na wartości inne niż te, które można finansowo określić. Ignorował sentymentalizm, zapomniawszy o nostalgii - traktował je jako ckliwe, a co ważniejsze - zupełnie niewartościowe w kwestii fizycznej wyceny. Oboje walczyli o zwiększenie dochodów, acz w skrajnie odmiennych kategoriach. Jakim cudem wciąż nie dostrzegła w nim tych banalnych zaburzeń światopoglądowych? Być może tak dobry był w swej roli pozorów - na tyle rzeczywisty i namacalny, że aż pozbawiony słusznych podejrzeń. Albo być może po prostu nie chciała w ten sposób o nim myśleć.
- Wręcz przeciwnie - odpowiedział od razu, spoglądając w stronę rozmówczyni. Rozpoczęty wątek potraktował niejednolicie, pod uwagę biorąc również materie niepowiązane ściśle z inicjatywą, której widmo wyrosło mu przed twarzą. - Wcześniej po prostu źle się wyraziłem. Brak mi cierpliwości do tępego oczekiwania na jakąś okazję - doprecyzował, nie czując się jednak silnie paralelny z rzuconymi przez Burroughs określeniami. Był po prostu sobą, w zależności od sytuacji reagował różnie; w kwestii kieszonkostwa raczej się nie ograniczał - a właściwie dopóty zmuszony nie był do współpracy z rządem. W innych aspektach większą rolę odgrywał raczej jego zmienny humor; podobnie bywało z kobietami, przy których nie brakowało mu pewności siebie, i wobec których też bywał niekiedy zbyt cierpki oraz lekceważący. Umiejętnie rozróżniał oczywistości; czym innym było kochanie, czym innym było ukochanie. Tego drugiego nie znał. - Twoim zdaniem co jest lepsze? - podpytał po chwili, z ciekawością próbując rozszyfrować sztucznie bliską, naturalnie daleką mu alchemiczkę. Bierność czy radykalność - co przyjdzie wybrać tej ładnej, zagadkowej osobowości?


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Kuchnia III [odnośnik]13.04.20 22:26
Spojrzenie na świat panny Burroughs było wybiórcze. Zgrabnie omijała to, co mogłoby naruszyć delikatną strukturę skorupy, jaką się otoczyła. Skorupy, która miała chronić wrażliwe wnętrze dziewczyny przed rozpadem, gdyby ktoś uderzył w punkt, który był dla niej czuły. I bez tego było jej ciężko w życiu, zawsze zarzucaną problemami bliskich, bez nikogo, kto byłby dla niej jakimkolwiek oparciem w jakże nie pasującym do jej rodziny pragnieniem wiedzy oraz dążeniem do osiągnięć większych, niż poznanie z imienia wszystkich oprychów, jacy poruszali się portowymi ulicami. Przez długie lata wyrobiła w sobie nawyk ignorowania tego, co nie pasowało do stworzonej przez nią rzeczywistości. Przybierała skrupulatnie usnutą maskę perfekcji, mając nadzieję, że to uchroni ją przed zgubą. Jak i on grała w grę pozorów, zapewne w innym celu, z trochę innymi graczami, kierując się innymi motywacjami.
W tym wszystkim nauczyła się również patrzeć na ludzi przez swoje pryzmaty, inne niż te, jakie utarło społeczeństwo bądź i otoczenie. Zapewne to było powodem, dla którego wszelkie możliwe sugestie dotyczące moralności jej towarzysza, pozostawały przez nią skrupulatnie ignorowane. W bibliotece spoglądała na niego przez pryzmat długich rozmów dotyczących literatury oraz książek, jakie przyszło im wspólnie lubić bądź za nimi nie przepadać. Teraz spoglądała na niego przez pryzmat dziwnej fascynacji, która nie była spowodowana jedynie obserwacją działania przyrządzonego wcześniej eliksiru, o którym pan Scaletta nie miał możliwości, aby się czegokolwiek dowiedzieć. Zaciekawił ją tym, do tej pory nieznanym wyrazem twarzy; emocjami i ciepłem, których nie pamiętała z jego twarzy. Nie chciała być w swoich badaniach wścibska, z pewnością nie miała zamiaru zdradzać komukolwiek tego, co wydarzyło się bądź mogło się wydarzyć w czterech ścianach jej kawalerki, nie potrafiła jednak ugasić ciekawości, gdy ten tajemniczy, poznany przypadkiem czarodziej zaczynał się otwierać, nawet jeśli nie było to spowodowane jej osobą a specyfikiem, jaki przyrządziła kilka dni temu. Ponoć z okazji należy korzystać, czyż nie? A taka okazja jak teraz, mogła się więcej nie powtórzyć.
Szaroniebieskie oczy przymrużyły się na jedną chwilę, gdy Michael udzielał jej odpowiedzi, tak jakby próbowała dostrzec to, o czym przyszło mu mówić. Uważnie lecz nienachalnie sunęła wzrokiem po jego buzi, by w końcu przenieść spojrzenie na filiżankę, w której ostrożnie umoczyła usta.
- Interesujące... - A raczej interesujący, Frances jednak uznała taką odmianę tego słowa za zbyt nachalną, woląc pozostać przy ogólniku, by przypadkiem nie spłoszyć swojego towarzysza, nawet jeśli ten sprawiał wrażenie dalekiego od spłoszenia. A może i w tej kwestii przyszło się jej mylić? Panna Burroughs nigdy nie była specem, jeśli chodzi o ludzkie zachowania oraz odruchy, zwłaszcza jeśli chodziło płeć przeciwną. Zarówno kochanie, jak i ukochanie pozostawały dla niej rzeczami niedoświadczonymi, znanymi jedynie z opowieści koleżanek, plotek zasłyszanych w szpitalnej stołówce bądź poblakłych kart ksiąg. W zasadzie, nie powinno być dla niej dziwnym, że jej przypuszczenia mogły okazać się błędne, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej brak większego doświadczenia w jakichkolwiek życiowych dziedzinach. Nie licząc alchemii oraz astronomii, oczywiście. - Byłabym skłonna uwierzyć, że posiadasz cierpliwość. - Dodała jeszcze, chcąc wyjaśnić czemu uważała jego odpowiedź za interesującą, nawet jeśli nie posiadała stuprocentowej pewności, że to jedyny powód jej zainteresowania.
- Hm... - Szaroniebieskie spojrzenie, ponownie utkwione w buzi Michaela, ponownie przymrużyło się odrobinę, gdy panna Burroughs zbierała myśli. Nieświadomie, dziewczyna przesunęła się na krzesełku. Subtelnie, ledwie o odrobinę zmiejszając dystans, jaki pojawił się między nimi gdy mężczyzna oparł się wygodniej o krzesło. Jakby czuła, że jej słowa mogą zagubić się gdzieś w drodze między jej wargami, a jego uszami. - Darzę podziwem osoby, które są w stanie tworzyć okazje, gdyż dla wielu jest to sztuką trudną do opanowania. - Zaczęła, a na jej ustach wyrysował się delikatny uśmiech. Takie działania z pewnością zasługiwały na uznanie, nawet jeśli pozornie mogły zdawać się nielogiczne oraz karkołomne. - Jeszcze większym podziwem darzę jednak osoby, które nie dość, że potrafią stworzyć okazje, to nie boją się wprowadzać ich w życie... Ludzi którzy mają odwagę aby działać oraz sięgać po to, czego chcą. - Kąciki jej ust lekko opadły, a spojrzenie ponownie uciekło gdzieś w bok, pozostawiając na jej policzkach delikatny rumieniec. Frances nie posiadała tej odwagi by sięgać po to, czego chciała, nawet jeśli tworzenie okazji nie było dla niej większym problemem, czego z resztą najlepszym przykładem było dzisiejsze spotkanie. Przez brak odwagi przegapiała zapewne również wiele okazji, które same stawały na jej drodze, zawsze obawiając się tego samego: odrzucenia, braku zrozumienia, porażki... To przez strach nie sięgała po to, czego chciała.
Tylko czego tak naprawdę chciała teraz, w tej chwili?
Odpowiedź szybko pojawiła się w jej głowie, tak samo jak i plan, który mógł przynieść oczekiwany skutek. Brakowało jej jedynie odpowiedniej dawki odwagi, by przejść do niego wprost.
- Czy Twoje serce skrycie za czymś tęskni? - Pytanie samo opuściło jej usta, a szaroniebieskim spojrzeniu pojawił się nieznany mu do tej pory błysk.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]15.04.20 0:59
Poświęcanie uwagi wybranym cząstkom zastąpił brakiem wrażliwości. Był to zabieg celowy, równie zaplanowany, co każda wymierzona przez niego forma dystansu czy nieufności. Samotność zdołał oswoić, przyzwyczaiwszy się do koniecznej, choć raczej niepożądanej izolacji; w letargu natomiast tkwił w sposób absolutny, nie pozwalając sobie na żaden akt gwałtownej radykalności własnych emocji. Zbyt topornie przyjął postawę ignoranta, zapomniawszy przy tym o swej właściwej stronie osobowości. W obojętności akceptował jedynie złość czy zadowolenie; nie było w tym miejsca na wzruszenia czy spoufalenia, acz niekiedy wyswobadzał ludzką namiętność. Bynajmniej nie brakowało mu tej rzeczonej uczuciowości - po prostu potrzeba jej zniwelowania okazała się być na tyle dominującą, że również ostateczną. Emocjonalność zniknęła pod płaszczem transparentności pozorów. Nie wiedział, że nie on jedyny z tej dwójki uczestniczy w tej mylnej grze; wykreowany przez niego obraz, pozbawiony jednak osądów, przedstawiał mu ją jako kobietę niedaleką perfekcji. Wcale nie tyczyło się to jej wiecznie nienagannej fryzury czy wyprostowanej postawy. Podejrzewał, że z natury jest uporządkowana, wiedział również o ambicji i pracowitości; czy te składowe już nie czyniły z niej spójnej, skonkretyzowanej wizji stosowności? Zapewne świadomość grzeszności tego spotkania rozmyłaby powstałą staturę, nawet jeśli herbatka zaufania podyktowana była wzniosłą ideą nauki; on przecież i tak tego nie rozumiał. Równie nieprawdopodobnym było własnoręczne wydostanie się z sideł wierności i zainteresowania jej osobą; nieczuły na swoją atypową prostolinijność coraz to bardziej się otwierał. Niezwyczajny do wylewności przynajmniej nie zdradził jej jeszcze przyczyn swych trosk, zarzuciwszy ją przy tym faktami świadczącymi przeciwko niemu. Bowiem chyba nie podejrzewała go o aktywność w półświatku, w którym to przecież sama, pomimo własnej woli, istniała; jak natomiast zmieniłby się jej stosunek na wieść o złodziejskich kłopotach? Scaletta wolał nie gdybać, pozostawiwszy to pytanie jako retoryczne. Tamten majowy dzień nie miał niczego w tym względzie zmieniać, choć niemalże bezgraniczna ufność poddawała to w wątpliwość. Finalnie Frances zrezygnowała jednak z przesadnych osobistości, rozpoczynając przy tym nowy wątek - ten też miał znamiona intymności, lecz innego rodzaju. Zdobyła się również na pewne stwierdzenie odnoszące się do jego (nie)cierpliwości, którą sam zaczął kwestionować. Wszakże czy faktycznie był tak porywczym we własnych pragnieniach? Stanowczość nie determinowała przecież skrupulatności działań; w tymże aspekcie, jak i w wielu innych, pozostawał jednostką paradoksalnie ambiwalentną, która dostosowywała się do konkretnych sytuacji. Niezłomność rabunkowych obserwacji oraz przygotowań potwierdzała jej przypuszczenia; z kolei dominujący charakter machinalnej determinacji i bezwarunkowego spełnienia dowodził jego słowom. Przejrzała go na wylot, będąc w stanie jednoznacznie określić go jako interesującego; co więcej on sam, wbrew egotycznym tendencjom, w życiu nie pomyślałby, że może uchodzić za fascynującego. Bowiem był tak prosty, niekiedy aż do przesady, może też trochę nieokrzesany, pozbawiony szczerości, spontaniczności, cholernie nudny i nijaki; obiektywnie był w stanie tylko wypunktować przejętą w genach urodę oraz posiadane umiejętności, również te nabyte w ramach niemoralnego postępowania. Był tego zwyczajnie świadom, choć skromność nie zezwalała jego podświadomości na głośne prezentowanie swoich zalet; mówienie o wadach powstrzymywał deficyt samokrytycyzmu. Z uwagą wysłuchiwał jej dokładnej odpowiedzi, w myślach analizując sens tych słów, w tym też to, czy mógł się z nimi utożsamiać. Nie mógł odnieść się do niej, w końcu nie wiedział nawet, że dzisiejsze zaproszenie było stworzeniem okazji; intuicja mogła podpowiedzieć mu tylko, że najpewniej nie wykorzystywała wszystkich danych jej możliwości. Na taką mu po prostu wyglądała - czasami zbytnio pozbawioną odwagi, by sięgać po to, co dostępne i osiągalne. On z pewnością nie miał w sobie tych obaw - mimowolna postawa buntownika realizowała się w jego niedbaniu: o implikacje, cudze opinie czy własną stabilność. Ze swoją samowolnością i nieustępliwością w realizacji upragnionych celów niejako wpisywał się w omawiany przez nią model. Tylko częściowo, bo zdarzały się demotywująco wkurzające rezygnacje i porażki.
Zaskoczyła go. Tym zapytaniem, jego charakterem i tym, że właściwie nie znał tegoż ustalenia. Chwila zastanowienia przyniosła mu na język tylko ironiczny komentarz:
- Czasem mam wątpliwości czy jeszcze w ogóle mam serce - zaczął lekko, nie ukrywając subtelnego uśmiechu. Po sekundzie jednak jego twarz z powrotem nabrała doniosłego wyrazu, a dotychczas rozluźniona sylwetka stężała. Bo przecież pytała zupełnie poważnie. Nie chciał okazać jej zlekceważenia czy arogancji, po prostu sam nie znał odpowiedzi. - Ja... sam nie wiem. Chyba za spokojem, chwilami też za ludźmi, za jakimiś bardziej konkretnymi relacjami. Za ojcem - dodał, wzrok przenosząc na dłonie skrępowane we wzajemnym uścisku; długie palce wyginał pod stołem pod nienaturalnym kątem. Odurzony specyfikiem nie czuł tej dziwności w zwierzaniu, acz postępował w sposób dla siebie typowy - rozciąganie kości u rąk było naturalnym działaniem na stres i osobliwość. Reakcja obronna, ale też czysta ciekawość przykazała mu spytać o to samo.
- A ty, Frances? Za czym skrycie tęsknisz?


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Kuchnia III [odnośnik]15.04.20 23:28
Brew panny Burroughs uniosła się nieznacznie, gdy kolejne słowa opuściły usta mężczyzny. Jej naukowa część postrzegania świata chciała niemal od razu zaprzeczyć; wyjaśnić, czemu nie istnieje choćby najmniejsza możliwość, aby faktycznie nie posiadał serca. Wszak był to narząd, pompujący krew do żył, bez którego nie dało się żyć. W drugiej jednak chwili pojęła o jakie serce chodziło i w tej samej chwili, poczuła ukłucie żalu. Ach, jakże smutnym wydawało się poczucie braku własnego serca. Panna Burroughs znała jedynie uczucie nieprzyjemnego rozdarcia w sercu, jakie miało miejsce gdy musiała wybierać między własnymi pragnieniami a narzuconymi przez rodzinę powinnościami oraz obowiązkami. Podejrzewała, że brak serca może być uczuciem jeszcze bardziej niebieskim.
Kolejne słowa jakie wypowiedział, a raczej ich końcówka sprawiły, że w szaroniebieskim spojrzeniu pojawiła się iskierka bólu. W tym momencie banalne wiem jak się czujesz straciłoby swój banał, przedstawiając jedynie szczerą prawdę. Wiedziała. Doskonale znała uczucia, jakimi podszyte były słowa mężczyzny.
- Przykro mi, z powodu Twojego ojca. - Słowa, jakie wypowiedziała były szczere. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłaby utraty rodzica, gdyż w jej pamięci w której zatarła się już twarz pana Burroughs śmierć ojca była wydarzeniem tragicznym, wywracającym życie do góry nogami… W jej wypadku zmiany były tragiczne, ciągnące się przez długie lata. I już chciała dodać coś o relacjach oraz tym, że to od niego zależy jakie one będą, szybko jednak została wybita przez pytanie, jakie padło z jego ust.
Wahała się.
Przez chwilę zastanawiała się, czy w ogóle powinna mu odpowiedzieć, a jej spojrzenie powiodło po materiale sukienki jaką miała na sobie. Zaufanie, jak się okazywało, było rzeczą której nie dało się zyskać, nawet eliksirem, nie dając nic od siebie w zamian. W kolejnej chwili, z jej ust wyrwało się ciche westchnienie, a spojrzenie powróciło na buzię Michaela.
-W zasadzie, moja odpowiedź nie będzie się wiele różnić od Twojej. - Zaczęła, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze. - Za ojcem… - Sądziła, że wszelkie tłumaczenia są zbędne, wszak ta sama forma informowała, że był w tym samym miejscu, co ojciec jej towarzysza. -... Bardziej konkretnymi relacjami, spokojem, czasami, kiedy mama nie chorowała… I czymś jeszcze, co mogę Ci pokazać… - Zakończyła swoją wypowiedź z błyskiem w oku. W końcu skoro już temat zszedł na tęsknoty serc, mogła pokazać swojemu towarzyszami, za czym najbardziej przyszło jej tęsknić, czyż nie?
Ostrożnie wstała ze swojego miejsca, by nieśmiało ująć Michaela za rękę i bardzo delikatnie pociągnąć go, by i on wstał od stołu. - Chodź. - Zajęcze serce dziewczyny przyspieszyło pod wpływem odrobiny strachu, jaka się w nim pojawiła. Bo co, jeśli Scaletta ją wyśmieje? Albo jeśli przekroczy jakąś niepisaną granicę, doprowadzając do urazy jego osoby? Na Merlina, czemu nawet najprostsze rzeczy, potrafiły być tak skomplikowane? Nie, nie powinna teraz wchodzić w takie rozmyślania. Nie po tym, gdy zrobiła już pierwszy krok.
Ciepły uśmiech pojawił się na jej ustach, gdy Michael podniósł się od stołu. Frances sięgnęła po różdżkę, by prostym zaklęciem uruchomić stojący na jednej z półek gramofon. Chwilę później popłynęła z niego spokojna melodia. Frances delikatnie ułożyła jedną z dłoni mężczyzny na swojej talii, swoją dłoń układając na jego ramieniu, tym samym niwelując dzielący ich dystans. Wszak nie dało się tańczyć na odległość, czyż nie? Palce drugiej dłoni delikatnie splotła z jego dłonią, tą która nie spoczywała na jej ciele, by nieznacznie unieść ich ręce, tym samym ustawiając ich w odpowiedniej pozie. A teraz… Teraz wszystko zdawało się już dziecinnie proste. Powoli, przyjmując na siebie rolę osoby prowadzącej gdyż nie była pewna, że Scaletta kiedykolwiek miał okazję tańczyć, panna Burroughs zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Delikatnie, subtelnie, można by nawet rzec, że trochę leniwie w czasie gdy zwyczajnie czerpała radość z tej prostej, pozbawionej większych zmartwień chwili. Jednocześnie uchylając rąbka swojego świata, by Michael mógł się z tym kawałkiem zapoznać.
- To tego mi brakuje… - Zaczęła eterycznym pół szeptem, a szaroniebieskie spojrzenie zerknęło w górę, na buzię Michaela. Nie była jednak pewna, czy dokładnie rozumie, o co jej chodziło. Taniec był dla niej jedynie alegorią czegoś większego; czegoś za czym jej serce wyjątkowo tęskniło, zwłaszcza w czasach takich, jak teraz. - Takiej… Beztroski, wymieszanej z odrobiną zapomnienia oraz egoizmu. Chwil w których można oderwać się od rzeczywistości, oczekiwań oraz powinności… - Dodała nadal ściszonym głosem, uważając za nieodpowiednie, by w takiej scenerii wyrażać swoje myśli głośno, psując delikatność oraz ulotność tej chwili. Ciepły uśmiech ponownie rozjaśnił jej twarz, jej dłoń delikatnie przesunęła się na jego ramieniu, by dziewczę mogło nieśmiało oprzeć o nie swoją głowę.
Tańczyli, tak po prostu.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]18.04.20 0:29
W całym stwierdzeniu - tym dotyczącym braku serca - nie było ani krzty dramatyzmu. Ironiczna myśl była niedosłownym wyrazem jego cynicznej samolubności; otwarcie drwił sobie ze wszystkich krytycznych sugestii, które usłyszał pod swoim adresem. Kpiący stosunek względem własnej niemoralności winien być ewidentnym dowodem jego zagubienia, błędnego przewartościowania autorytetów, zwykłego zepsucia; brak dystansu w kwestii samooceny wątpliwych postaw zaburzył cały jego światopogląd. W tym aspekcie nawet jego prawdziwa, na co dzień skryta, wrażliwość nie była wystarczającą, nie w tym niepoprawnym kole absolutnego egoizmu. Nie umiał przyjąć słów gorzkiej prawdy, tak samo nie potrafił zainteresować się cudzym losem; z jakiegoś jednak powodu wciąż pytał, nie pozostawiwszy naturalnej ciekawości niezaspokojoną. Była to forma automatycznej obrony, powstała w ramach nieznajomych mu zwierzeń, czy raczej równie instynktowna, choć zdeterminowana dziwnym poczuciem dbania potrzeba? Nie dostrzegał wykształconego sztucznie zaufania; widział natomiast jej prostolinijne przygnębienie, którego nie doświadczył przy niej aż do teraz. Zapewne z powodu lekkości bibliotecznych konwersacji traktować ją mógł ze znamienną mu ignorancją. Postrzegał ją w barwach zupełnie neutralnych, jak gdyby pozbawiona była uczuć i związanego z nimi człowieczeństwa. Szczerość przytłoczyła jego prosty umysł, spowodowała ukryty szok, zezwoliwszy na utworzenie koneksji - już nie obojętnych, wszakże nakreślonych konkretnymi barwami. Tożsame poczucie pustki po stracie rodzica otworzyło go chyba jeszcze bardziej, nawet jeśli to eliksir wykonał w tym względzie najistotniejszą część. Wiara najprawdopodobniej wyparować miała wraz z miksturą; niemniej jednak chwilowo jego dusza, zwykle pozbawiona empatii i troski, z wyjątkową wyrozumiałością wysłuchiwała tych intymnych rozgoryczeń. Nie był najlepszy w dawaniu rad, z pocieszaniem też radził sobie raczej kiepsko; liczyło się jednak to, że tam teraz był i faktycznie trwał z nią w tej pełnej powagi chwili, kiedy to odkrywała przed nim kolejne karty wzajemnych analogii. Oboje nieotwarcie wołali o te nieskomplikowane tęsknoty, wcale przecież nie prosząc o wiele. Oboje pozostali też z pustymi rękoma, nie doprowadziwszy do konkretyzacji tych niewzniosłych miraży. Wynikało to z pechowego losu czy indywidualnych wyborów? W jego przypadku dotyczyło raczej tego drugiego; to własne decyzje dręczyły go najbardziej, a on z nieuległą stanowczością dalej się w nich kisił. Być może był to rezultat niejednoznacznego mankamentu odróżniania tego co poprawne, od tego co pozornie konieczne; być może wiązało się tylko z jego zatwardziałością wobec jakichkolwiek zmian. Cokolwiek było przyczyną, bynajmniej nie zakładało wyczekiwanego powrotu spokoju ani stabilizacji w kwestii współistnienia z ludźmi; co do ojca iluzji nie miał, stąd też myślał tylko o hipotetycznym spotkaniu z nim w innej już rzeczywistości.
Na jej słowa podniósł się z krzesła ze statycznie spiętym ciałem; niemalże apatyczny w swej posturze sprawiał wrażenie emocjonalnie zdezorientowanego. Niby nic, niby wypruty z podatności na bodźce, teraz, nie do końca tego świadom, chciał odpoczynku. Od autentycznego przeżywania, przejęcia, do którego nie był przyzwyczajony. Ujął jej dłoń, nie wiedząc, czego winien się spodziewać; gotów na wszystko po prostu dał sobą sterować. Zresztą nienajlepszy był z niego tancerz, pewnie dlatego też milczał już od dłuższej chwili, coby to nie spieprzyć tej sentymentalnej zadumy. Bo to o czym mówiła było niechlubną definicją jego osoby, postępowań i myśli. Ta beztroska, zapomnienie, egoizm połączony z oderwaniem od rzeczywistości, cudzych marzeń, niefortunnych mrzonek to Scaletta w czystej postaci; ostatecznie jednak skalany brakiem przyzwoitości. Obraz Frances miał w sobie obyczajność, na której deficyt cierpiał. Trwał w tej ciszy dalej, dla niej, obejmując ją w ramach melancholijnego, cielesnego pozytonium. Tak po prostu, bo nie wiedział, jak inaczej winien celebrować ten czas.


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Kuchnia III [odnośnik]21.04.20 1:36
To, jak dwie niemal zupełnie obce osoby mogły być do siebie podobne pod względem życiowych przeżyć oraz podobnych tęsknot serca zdawało się pannie Burroughs zaskakujące, bowiem nigdy nie poznała osoby z którą łączyłoby ją... Nie, raczej do tej pory nie miała okazji odbyć tak szczerej rozmowy. Nawet ze swojej strony, mimo iż nie przyszło jej wypić eliksiru, który wpłynąłby w jej umysł. Było jednak w zaufaniu coś, co zachęcało do jego odwzajemnienia, zwłaszcza gdy oczekiwało się od drugiej strony szczerych odpowiedzi. Nigdy nie sądziła, że przyjdzie jej z kimś zgodzić się w tak delikatnych, zdawałoby się nawet, że osobistych sprawach. Siedząc tak i wypowiadając te wszystkie słowa, poczuła nikłą nić porozumienia oraz dziwnej więzi, jaka pojawiła się między nią a Michaelem. A może jedynie się jej tak zdawało? Nie była pewna, miała jednak wrażenie, że on, jako jeden z niewielu, jest w stanie zrozumieć choć w niewielkim stopniu to, co działo się w jej sercu.
I mimo wielu wspólnych cząsteczek, powody braków były zupełnie inne. Panna Burroughs tkwiła w paskudnej klatce powinności, strachu oraz braku dostatecznej pewności pewności siebie, nie pozwalającej jej wyjść i zacząć żyć tak, jakby chciała. Nie miała wpływu na choroby matki, mogąc jedynie pomagać złagodzić jej skutki, nie mogła również pozostawić młodszego rodzeństwa samemu sobie, bez jakiejkolwiek opieki, nawet jeśli czasem jej ramiona zdawały się boleśnie załamywać pod ciężarem obowiązków. Próbując połączyć męczące powinności z powolnym, podszytym strachem przesuwaniem swojego życia na tor, jakim chciałaby aby szedł, nie miała czasu na spełnienie tych najskrytszych tęsknot, jakie objawiało jej serce. Jej życie, w obecnej formie nie pasowało poukładanej pannie Burroughs, tak dramatycznie nie pasującej do okolicy, w której przyszło jej mieszkać oraz rodziny, z której pochodziła. Nie miała jednak pewności, że przyjdzie jej spełnić swoje marzenia.
Spięcie jego mięśni zdawało się nie przeszkadzać pannie Burroughs w uchyleniu rąbka swojego świata przed Michaelem, przez chwilę zachowując się tak, jakby i ona spożyła przyrządzony przez nią eliksir. Powoli poruszała się w rytm muzyki, zaciskając palce na jego ramieniu, wyznając mu chyba najskrytszą tęsknotę, jaką żywiło jej serce. Brakowało jej nieznanego poczucia wolności, braku okrutnych zobowiązań codziennie coraz mocniej wbijających cienki nożyk prosto w jej serce. Wiele by dała za więcej chwil, takich jak ta - gdy zwyczajnie mogła zapomnieć o otaczającym ją świecie gdyż nawet jeśli starała się tworzyć ich odpowiednią ilość, część planów spalała na panewce sprawiając, że pozostała część zdawała jej się niewystarczająca.
Frances przymknęła oczy, dalej poruszając się w rytm muzyki. Tak, jakby świat wokół na ten krótki wycinek czasu przestał istnieć. Nie przerywała ciszy w obawie przed tym że kolejne słowa, bądź pytania jakie przechodziły jej przez głowę zaburzą tę słodką chwilę, z powrotem przyciągając do nich nieprzyjazną rzeczywistość. Jednak każda, słodka chwila ma to do siebie, że się kończy, czyż nie? I tak było tym razem, melodia powoli dobiegła końca, tak samo jak dobiegało końca działanie jej eliksiru. Była pewna, że za chwilę Scaletta utraci zaufanie, jakim obdarzył ją dzisiejszego dnia, po spożyciu zaprawionej nowym eliksirem herbatki. Pozostało jej mieć nadzieję, że mężczyzna nie domyśli się, iż nieświadomie został poddany badaniom. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust, gdy powoli odsunęła głowę od jego ramienia. Ostrożnie, w zmechanizowanym odruchu palcami poprawiła kołnierzyk jego koszuli.
- Dziękuję. - Rzekła ściszonym głosem, sama jednak nie była pewna, za co mu dziękowała. Czy było to podziękowanie za nieświadomą pomoc? A może podziękowanie za tę jedną, krótką chwilę oderwania od rzeczywistości w rytm jednej z ulubionych melodii? Zapewne dziękowała za obie rzeczy, nawet jeśli jednej nie był świadom. Frances ostrożnie wspięła się na palce, by delikatnie musnąć ustami policzek Michaela. Była niemal pewna, że koniec melodii oraz koniec działania eliksiru zwiastował rychły koniec ich spotkania. Myśli tej towarzyszyło ukłucie żalu.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia III [odnośnik]27.04.20 1:09
Uderzające podobieństwo tęsknot, analogia doświadczeń czy paralelizm (nad)zwyczajnej szczerości chwilowo poszerzyły horyzonty tejże relacji. Więzi, która jak każda inna znajomość, była niezobowiązującą, pozbawioną zażyłości; opierała się na tym skrajnym dystansie, nie zakładała też żadnej formy rozwoju, bynajmniej nie w kwestii względnego pojęcia zaufania. Aspołeczny introwertyk, bezduszny ignorant, narcystyczny cynik; jakkolwiek go nie określić, zawsze pozostawał nieodgadnionym dziwakiem. Niekiedy niezręcznym lub absolutnie niestosownym, wręcz prozaicznie pretensjonalnym w swych nieporadnych opiniach; daleki wylewnościom czy ogólnej gadatliwości, enigmatycznie bezpośredni, zbuntowany w imię nieznanej odrębności. Dla większości niezrozumiały, choć przecież tak bezpretensjonalny, niemalże nijaki w swej prostocie. Nie chciał dać się poznać, tym bardziej nie zezwalał na cudze domysły. Niewielki łyk gorącej herbatki drwiąco wykluczył wszystkie te wzniosłe praktyki; z tą wiedzą zapewne przestałby wierzyć w niepozorność łagodnej urody, wyrzuciwszy z siebie wymowne uległości osobistemu urokowi. Jednym sprytnym ruchem doprowadziła do klęski szczytne pragnienia, jednocześnie wskazując na główną dolegliwość męczącego go zagubienia. Potrzebował odpoczynku - od echa cudzych, rozproszonych ust, od wykształconej, w imię złodziejskiej tradycji, maski, nienaturalnej obyczajowości i ludzkiego, acz jednostkowego przeżywania. Chciał być tam, gdzie wszystko było czyste, rozsądne, odpowiednie, przy tym być może pozbawione niemoralnego głosu obowiązku i związanych z nim ekscesów. Mogło być nudno, bez serca i instynktownych uniesień, ale przy tym bezwstydnie szczęśliwie, tak po prostu. Wszakże tej dziecięcej beztroski brakowało mu najbardziej. Dzisiejsza konwersacja niejako pozwoliła mu to zrozumieć, nawet jeśli nie uzmysłowił sobie tego w pełni; ta sentymentalna melancholia, zaskakująco nietypowa szczerość i nieznajoma empatia przynajmniej na chwilę otworzyły mu oczy. Tak jakby zauważył w swojej beznamiętności ewidentną wadę, a ją połączył z całym tym nonkonformistycznym snem. Albo raczej koszmarem, zważywszy na to, że się w tej rzeczywistości nie odnajdywał. Sam chyba przestał panować nad tym, co jest prawdą, a co kłamstwem; co jest fikcyjną fantasmagorią, a co namacalną autentycznością. Podświadomie mógł jej za to wszystko dziękować, w istocie jednak czuł się z tym nieco nieswojo, bynajmniej jednak nie podejrzliwie. Powolny taniec miał być zwieńczeniem całej tej, pokracznie prostolinijnej, rozmowy; nie mogła tego wiedzieć, ale w tych swoich, wcale nie tak wielu, słowach był możliwie uczciwy i rzeczowy. To nie ostatnia przysługa lub którakolwiek z rozmów o książkach określała go w ramach prawdziwości - to dzisiejsza postawa była tą nieudawaną, lecz zwykle nieprzyjmowaną. Czy dostrzegła te zależności? I tak nie miało to teraz znaczenia, kiedy to w statycznym napięciu podlegał jej inicjatywie. Bo nic więcej właściwie nie mógł jej ofiarować; znając jego nieudolność w doborze słów, brak talentu do tańca czy w ogóle tendencję do niepowodzeń, tak było lepiej. Trwał z nią w muzycznej zadumie i chyba to doceniała, wszak koniec melodyjki przyniósł ciche podziękowanie, poprawiony kołnierzyk, dyskretnego buziaka. Nie czuł faktycznej powinności w jej uznaniu - przecież był tak nieporadny, w swoim wsparciu, tym chwilowym objęciu, w ogóle we wszystkim; ostatecznie powstrzymał się jednak przed mimowolnym komentarzem, nie obawiając się tylko bezwstydnego kontaktu wzrokowego. Wzrok nie był dla niego równie mocnym aktem emocjonalności, co słowa, stąd też milczał już od dłuższego momentu, po prostu na nią patrząc. To on winien w tej sytuacji wypowiedzieć frazę podzięki; niezdolny do tego oznajmienia, na to również się nie zdecydował. Nastąpiła też jedna, niefizyczna zmiana, pozostająca poza jego świadomością - stopniowo pozbawiany był tej bezgranicznej ufności, którą wywołał eliksir. Zapewne pobył z nią jeszcze chwilę, zanim zmuszony był do powrotu do rzeczywistości - tym razem już z kontrastowo większym wyrachowaniem i obojętnością, zakończywszy tym samym jej ukryte badania naukowe. Nieśmiało przyjął prezent, przy pożegnaniu wydusił w końcu te cholerne dziękuję, nawet przez chwilę nie rozważając, jak bardzo niestandardowa była ta rozmowa. Tym razem to on pomógł, niemniej jednak to ona znów wyświadczyła mu przysługę. Całym tym niebezpośrednim uświadamianiem pomogła mu zrozumieć.

zt


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kuchnia III
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach