Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon III
AutorWiadomość
Salon III [odnośnik]04.04.20 22:53

Salon

Serce niewielkiej kawalerki, wynajmowanej przez Frances. Pomieszczenie jest pełne doniczek z roślinami - od tych, używanych do eliksirów przez zioła aż po najróżniejsze kwiaty we wszystkich odcieniach niebieskiego. Pomarańczowa kanapa jest rozkładana i służy właścicielce za łóżko. Obok niej stoi stary fotel w renesansowym stylu w kolorze zgniłej zieleni. Naprzeciwko kanapy znajduje się stary, wielki regał, pełen najróżniejszego rodzaju ksiąg... Które można znaleźć też w innych miejscach kawalerki. Stoi tu również całkiem spora szafa, mieszcząca stroje panienki Burroughs. W całym mieszkaniu unosi się zapach ziół i kwiatów.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon III [odnośnik]12.05.20 1:57
9 maja 1957 roku


Udane przyrządzenie eliksiru z przyrządzonej przez siebie mikstury sprawiło, że panna Burroughs była w iście wyśmienitym nastroju. Stworzyła już drugi eliksir, co sprawiało, że zwyczajnie w świecie czuła się dumna z osiągnięć, jakie przyszło jej dokonać. Coraz lepiej czuła się w butach naukowca tworzącego kolejne nowe mikstury i nie chciała rezygnować z tej, jakże sprzyjającej rozwijaniu umiejętności, pasji. Kto wie, może pewnego dnia pomoże jej to w osiągnięciu awansu bądź przybliży ją do spełnienia najskrytszych marzeń? Nie wiedziała, co czeka ją w przyszłości. I nie miała również czasu, aby pogrążyć się w tych rozważaniach.
Umówione spotkanie potęgowało szampański nastrój dziewczyny, jednocześnie sprawiając, że odczuwała presję czasu. Wszak jeśli chciała prezentować się odpowiednio do okazji, powinna rozpocząć przygotowania. Zależało jej, aby wyczekiwany gość miał o niej jak najlepsze zdanie, jednocześnie miała nadzieję, że odpowiednia prezencja sprawi, że Sheridan nie odmówi jej niewielkiej przysługi. Zmieniła sukienkę, na której widniała niewielka plamka po przyrządzanych dzisiejszego dnia eliksirach, zamiast niej zakładając śnieżnobiałą koszulę oraz granatową spódnicę, spiętą w talii cienkim paseczkiem, by przypadkiem nie zsunęła się z jej drobnego ciała. Dziewczę upewniło się, że na jasnych pończoszkach nie pojawiła się żadna, nawet najmniejsza dziurka, jakby nawet tak niewielki detal był w stanie znacznie zaburzyć jej prezencję. A tego z pewnością nie chciała. Finalnie poprawiła fryzurę oraz delikatny makijaż by palcami rozprostować niewielki kołnierzyk koszuli, którą poprawiła tak, by nie wychodziła spod spódnicy. Ostatnia kontrola w lustrze i Frances była przekonana, że jest gotowa by ciepło powitać pracownika Ministerstwa.
- Wiesz, że ostatnio moja dobra znajoma pokazała mi, na czym polegają pojedynki? - Zaczęła, upijając łyk gorącej, świeżo przygotowanej herbaty gdy jej gość zasiadł już na miękkiej, pomarańczowej kanapie. - Tyle o nich mówiłeś, że chciałam spróbować... Chęci mi przeszły, gdy moje własne zaklęcie prawie mnie udusiło. Naprawdę podziwiam, że się nie boisz. - Dodała z delikatnym uśmiechem, równie delikatnie wzruszając ramionami. Skoro on spróbował dla niej sztuki warzenia mikstur, ona chciała dowiedzieć się, jak wygląda to, co pasjonuje Sheridana, niestety z marnym skutkiem. Miała jednak nadzieję, że jej zainteresowanie chociaż odrobinę skomplementuje chłopaka. Pozytywne uczucia z pewnością przydadzą się przy kolejnej kwestii, jaką chciała poruszyć.
Panna Burroughs przesunęła się na krześle tak, aby znaleźć się bliżej swojego gościa, posyłając mu ciepły uśmiech. Ostrożnie wyciągnęła rękę, aby nieśmiało spleść swoje palce z jego palcami.
-Pamiętasz jak wspominałam, że chcę rozpocząć własne badania? - Zaczęła, przechodząc do sedna. Miała wrażenie, że im szybciej się z tym upora, tym lepiej. - Udało mi się stworzyć eliksir, który wzbudza zaufanie. Udało mi się również przetestować go na kilku osobach i och, zachwyciłyby Cię wyniki! - Entuzjazm oraz podekscytowanie błysnęły w oczach panny Burroughs. - Obecnie pracuję nad mikstura, która miałaby sprawiać, że wspomnienia nie zapiszą się w pamięci spożywającego, oczywiście przez krótki czas po jego spożyciu... - Dziewczyna delikatnie przejechała kciukiem po wierzchu jego dłoni, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy. Czy był w stanie już zgadnąć, w czym potrzebowała pomocy? - Sporządziłam recepturę, udało mi się również go przyrządzić, potrzebuję jednak pomocy przy przetestowaniu go. Nie chciałbyś może mi pomóc? Eliksir nie powinien wywoływać żadnych skutków ubocznych, na wszelki wypadek mam jednak eliksiry lecznicze, mogę Ci również obiecać, że po teście wszystko Ci opowiem. - Napięcie pojawiło się w jej mięśniach. Miała nadzieję, że jej nie zawiedzie i zgodzi się być testerem jej eliksiru. W końcu to nie miało być nic złego! Jedynie kilka, maksymalnie kilkanaście minut których nie będzie później pamiętał. Miała nadzieję, że mężczyzna jest w stanie zaufać jej na tyle, by poddać się temu, niewielkiemu testowi.
- Proszę... - Dodała, palcami przejeżdżając po jego policzku i prezentując spojrzenie godne zbitego szczenięcia. Zależało jej na prowadzeniu swojej kariery naukowej, a brak testerów znacznie utrudniał tworzenie eliksirów.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon III [odnośnik]14.05.20 11:59
Frances niby niczego nie chciała i nie potrzebowała, jednak Dudley głupio czułby się, gdyby przyszedł w jej progi z pustymi rękami. Mając więc chwilę czasu, wszedł do jednego z wciąż działających sklepów na Pokątnej, kupując ciasteczka w kształcie kwiatów. Ot, taka lepsza wersja bukietu! Nie powinna narzekać, prawda? Po głowie krążył mu też inny pomysł na nietypowy bukiet, jednak to postanowił zostawić na później. Będzie miał jeszcze wiele okazji do zaskakiwania panny Burroughs.
Ubrany w strój prosty, acz całkiem elegancki ruszył więc do mieszkania blondwłosej alchemiczki. Im bardziej zbliżał się jednak do portowej kamienicy, tym – po raz kolejny – bardziej pragnął, aby dziewczyna się z niej wyniosła. To naprawdę nie było miejsce dla młodej nauczywczyni, która miała lada dzień podbić serca wszystkich specjalistów w Mungu! Naprawdę, mogłaby chociaż przeprowadzić się do niego… gdyby to jednak było odpowiednie. Najpierw musiałaby jednak przyjąć jego oświadczyny, a potem za niego wyjść, a to nie było takie proste i oczywiste. Zbyt krótko się znali, aby podejmował tak radykalne kroki, zwłaszcza, że przecież wielokrotnie zapewniany był o tym, że dziewczyna w porcie czuje się całkiem bezpiecznie. Miała przecież wujka, który dbał, aby Frances nic takiego się nie stało. No i miała brata, który też trzymał na nią oko.
Dlatego gdy przekroczył próg mieszkania i powitał się ciepło z dziewczyną, czując przy tym przyjemne drganie serca, starał się o tym po prostu nie myśleć. Usiadł przy wskazanym przez Frances stoliku, również popijając herbatę, którą przygotowała. Była przepyszna, zaiste! Gdy jednak alchemiczka zaczęła opowiadać mu o swoich pojedynkowych przygodach, zmarszczył zaniepokojony brwi.
Frances, jak chciałaś spróbować to trzeba było mnie poprosić! – powiedział, czując ukłucie żalu. Czemu poprosiła jakąś dziewczynę, zamiast niego?! – To naprawdę mogło się źle skończyć i… i… jakaś tam koleżanka na pewno się na tym nie zna, tak jak ja! To zresztą zadanie dla mężczyzn, nie powinnaś się w takie rzeczy mieszać. Źle rzucone zaklęcia naprawdę mogą być niebezpieczne – rzekł, naprawdę szczerze się martwiąc, choć nie tylko o zdrowie dziewczyny. To on miał (ewentualnie!) pokazać jej i wyjaśnić zasady pojedynku! A nie… nie wiadomo kto!
Wystarczyło przecież, aby go poprosiła! Naprawdę, czy to było takie trudne? Nie mógł jednak Frances tego wytykać, obawiając się, że dziewczyna uzna jego słowa za narzucanie się. A wolał, aby mimo wszystko tak o nim nie myślała. Niemniej, jak już będą małżeństwem… Kiedyś. Jeśli. Chociaż to jeśli wydawało mu się coraz bardziej prawdopodobne.
Pokiwał głową. Oczywiście, że pamiętał!
Ooo! To brzmi naprawdę użytecznie! Ministerstwo mogłoby łatwiej wykrywać przestępców! Udostępnisz im przepis? – spytał.
Gdy mówiła dalej, zaświeciły mu się jednak oczy. Och, a jednak mimo tego pojedynku chyba mu ufała! Tak, tak! Nie może jej zawieść, był przecież na wszystkie jej rozkazy, prawda? Sam jej to obiecał, a to z resztą nie brzmiało jakoś szczególnie niebezpiecznie. Był młody, nie sądził, by jakiś tam eliksir mógł mu zrobić krzywdę. A nawet jeśli to przecież Frances znała uzdrowicieli z Munga i miała te całe lecznicze specyfiki. Nie było się czego bać.
Nie odpowiedział jednak od razu, tracąc na chwilę głos, gdy paluszki dziewczyny dotknęły jego policzka. Uchylił usta, spoglądając w jej oczy pustym, zauroczonym spojrzeniem. Jego dłoń uniosła się, obejmując rączkę Frances.
T… tak, oczywiście, że ci pomogę! – zdołał tylko wydukać.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon III EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Salon III [odnośnik]14.05.20 16:03
Usta panny Burroughs ułożyły się w przepraszający uśmiech, nawet jeśli była niemal pewna, że nie miała za co przepraszać.
- Och, nie bocz się, mój drogi. - Zaczęła, robiąc nie wielką przerwę na upicie łyka gorącego naparu. - Z pewnością nie zna się no tym lepiej niż Ty, lecz był to dość… spontaniczny pomysł, moja znajoma jest na poziomie podobnym do mnie a ja, nie chciałam skończyć jak tamto drzewo w parku. To naprawdę nic takiego. - Dziewczę wzruszyło ramionami. O pewnych szczegółach, które odrobinę rozmijały się z prawdą nie musiał wiedzieć, gdyż panna Burroughs uznawała je za nieistotne. Liczyła jednak, że Sheridan chociaż odrobinę doceni fakt, że chciała poznać coś, co zdawało się być mu bliskie.
Nie to jednak było teraz ważne. Istotniejszym dla niej było, czy zgodzi się na propozycję, jaką miała mu złożyć. Eliksiry wpływające na umysł człowieka musiały zostać odpowiednio przetestowane, aby panna Burroughs miała pewność, że działają dokładnie tak, jak sobie zaplanowała… Jednocześnie mogąc zebrać dane, do kolejnych, zaplanowanych przez nią tworów.
-Szczerze mówiąc, nie jestem co do tego pewna. - Zaczęła, przenosząc spojrzenie na swoją filiżankę. - Trochę obawiam się publikować swoje badania. Owszem, w rękach Ministerstwa z pewnością byłyby przydatne, nie chciałabym jednak ściągać na siebie uwagi tych, nieodpowiednich osób. - Z takim obrotem spraw również musiała się liczyć. Konflikt jaki rozgrywał się w czarodziejskim świecie sprawiał, że nie tylko Ministerstwo mogło chcieć wykorzystać jej umiejętności, a plątywanie się w problemy z pewnością nie należało do jej zainteresowań. Chciała prowadzić swoje badania w bezpiecznym otoczeniu, nie ściągając na siebie większej uwagi.
Uśmiech pojawił się na ustach Frances, gdy Sheridan zgodził się pomóc jej przy badaniach, tym samym pomagając jej wykonać kolejne kroki w kierunku ukończenia mikstury. Tym samym upewniając ją, że darzył ją chociaż niewielką porcją zaufania. Wszak nie każdy zgodziłby się wypić eliksir, który ma igrać z jego wspomnieniami, jednocześnie będący dopiero w fazie testowania.
- Wspaniale! - Odpowiedziała wyraźnie zachwycona. Dziewczyna wstała ze swojego miejsca, by złączyć ich usta w krótkim, równie nieśmiałym co ten w parku, pocałunku i ruszyć w kierunku swojej niewielkiej pracowni.
Znalazła odpowiedni notes, kałamarz oraz pióro, by jako ostatni odnaleźć odpowiednią, dokładnie opisaną fiolkę przygotowanego dzień wcześniej eliksiru. Dopiero po kilku minutach wróciła do swojego towarzysza, obdarzajać go ciepłym uśmiechem.
- Dobrze, jeśli poczułbyś się źle, bądź miałbyś jakieś dziwne dolegliwości musisz od razu mi o tym powiedzieć. - Zaczęła, ponownie zasiadając przy stole i zakładając nogę na nogę. Frances otworzyła notes na odpowiedniej stronie, by eleganckim, zgrabnym pismem zapisać w nim kilka zdań. Dopiero wtedy szaroniebieskie spojrzenie powróciło do Dudleya, by mogła wręczyć mu niewielką, szklanką fiolkę pełną burgundowego płynu.
- Do dna, jak już wypijesz, opisz mi proszę jego smak. -  Poprosiła, nie odrywając od niego uważnego, badawczego spojrzenia, a gdy tylko chłopak wypił zawartość fiolki, rozpoczęła odliczanie.
Raz.
Panna Burroughs, przez chwilę zastanawiała się, jak dokładnie powinna sprawdzić działanie eliksiru. Czy powinna podzielić się z nimi tajemnicami i sprawdzić, czy będzie je pamiętał?
Dwa.
A może powinna zadać mu kilka, niewygodnych pytań? Ze słów Zacharego jasno wynikało, że emocje również mają spory wpływ na to, jak zapamiętuje się wydarzenia.
Trzy.
Eliksir powinien rozpocząć swoje działanie.
- Jak się czujesz? I… Czemu nie lubisz mówić o swojej mamie? - Palnęła pytaniami, mając nadzieję, że nie pozostaną one zapamiętane. Temat matki poruszyła specjalnie, mając wrażenie, że Sheridan go unika - a to mogło wywołać emocje, które miały pomóc w teście eliksiru.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon III [odnośnik]19.06.20 23:16
Jakaż ona była urocza! Powstrzymał się jednak przed nagłym odruchem przytulenia dziewczyny. To przecież mogłoby przez nią zostać źle odebrane, a nie o to mu chodziło.
Ależ Frances, głupia gąsko! – powiedział ciepłym, nieco rozbawionym tonem. – Przecież nie próbowałbym cię atakować! Toż to nie jest potrzebne przy nauce pojedynków, nie na początku – wyjaśnił. Po chwili zastanowienia, dodał: – Dobrze, że nie zrobiłyście sobie krzywdy. Dla amatorek to naprawdę niebezpieczne.
Och, chyba musiał się o nią bardziej troszczyć i bardziej jej pilnować. Przecież wystarczyła chwila nieuwagi, aby zrobiły sobie krzywdę. Obydwie! Nie miał pojęcia, kim jest koleżanka Frances, z resztą, nie interesowało go to szczególnie, ale jeśli zrobiłaby choćby rysę na ślicznej buzi tej pięknej alchemiczki to jej płeć przestałaby mieć znaczenie. Nikt nie będzie krzywdził dam! Nawet przypadkiem.
Ja… ja mogę spróbować znaleźć kogoś odpowiedniego. Kogoś, kto na pewno wykorzysta go dobrze – obiecał. – Jak tylko mi powiesz, że jesteś na to gotowa – zastrzegł, nie chcąc, aby dziewczyna czuła, że do czegokolwiek ją przymusza. Chciał jej przecież jedynie pomóc.
Pokiwał głową. Rozumiał, że naukowe badania wymagają czasem poświęceń i na pewno nie byłby zły na Frances, jeśli poczułby się źle. Na pewno jednak nie miał zamiaru tego ukrywać. Obserwował przecież matkę przy pracy i doskonale wiedział, że prawda w nauce była najważniejszą ze świętości. Do to niej należało dotrzeć. Za wszelką cenę.
Wypił fiolkę, krzywiąc się delikatnie.
Trochę to… kwaśne – powiedział, jeszcze niczego szczególnego nie czując. Zmarszczył brwi: – Może dałoby się trochę dosłodzić? – spytał, oglądając fiolkę w dłoni. Alchemiczne szkło zawsze mu się podobało. Niewielkie fiołeczki, wyglądające tak krucho, nosiły w sobie często potężną zawartość. Nie wątpił, że były jakoś wzmocnione czarami. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym dłużej.
Dopiero po chwili poczuł coś. Nie żadne mrowienie, czy gęsią skórkę, a raczej – emocje. Jakieś takie… dziwne i niespodziewane. Raczej ufał Frances i coraz chętniej mówił jej o sobie, o swoich pasjach, historiach z przeszłości… ale wciąż ich znajomość była dość świeża. Nic dziwnego, że Sheridan czuł w stosunku do dziewczyny pewną barierę. Tym razem jednak miał wrażenie, że… może opowiedzieć jej wszystko. Może nie zupełnie bez skrępowania, ale zaufanie, którym zawsze obdarzał blondynkę, zdawało się wzrosnąć kilkukrotnie.
Właściwie… to dobrze, Frances. Cieszę się, że jestem tu z tobą – powiedział ciepłym tonem. – Ja… wiesz… Frances… moja mama… zmarła… w grudniu… i trudno… trochę się o tym mówi – powiedział, zupełnie szczerze. Frances mogła zauważyć, że chłopak zrobił się nieco bardziej nerwowy. Jego wzrok uciekał, a on sam nie wiedział, co ma zrobić. Czuł, że był gotowy opowiedzieć dziewczynie o wszystkim, jeśli dalej by się go wypytywała, ale jednocześnie chyba jeszcze po prostu sam nie poradził sobie z emocjami związanymi ze strata. Jeszcze by się przy niej rozpłakał!


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon III EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Salon III [odnośnik]21.06.20 13:34
Ciepły uśmiech zagościł na buzi panny Burroughs. Do tej pory była pewna, że nie ma innego sposobu na poznanie uroków niż aranżowany pojedynek, więc opcja zwykłego ślęczenia nad książkami zdawała się jej nad wyraz interesująca - w końcu to właśnie to robiła przez większość swojego życia.
- To brzmi całkiem logicznie. - Skwitowała wypowiedź towarzysza, nie chcąc już dalej roztrząsać  tego tematu. Wszak mieli ważniejsze sprawy na głowie niż dyskutowanie o przeszłości, której i tak nie dało się już zmienić.
Szaroniebieskie tęczówki spojrzały na niego z wyraźnym zainteresowaniem oraz błyskiem ekscytacji. Nie wątpiła, że Dudley mógł znać odpowiednie osoby, skoro sam pracował w Ministerstwie Magii. Kto wie, może taka pomoc faktycznie była jej potrzebna? Tak samo jak dobre relacje z Ministerstwem Magii, które w obecnym momencie rozdawało karty.
- Naprawdę mógłbyś to zrobić? - Pytanie zdawało się być retoryczne, gdyż nie wątpiła w możliwości oraz umysł Sheridana. - Och, to byłoby wspaniałe! Jeśli znalazłbyś odpowiednią osobę, mogłabym sprzedać recepturę bez narażania się na nieodpowiednie zainteresowanie. Jakbyś miał chwilę, aby się tym zająć, naprawdę chętnie skorzystam z propozycji. - Z entuzjazmem przystała na propozycję Dudley’a, będąc niemal pewną, że ten wybierze odpowiednio, nie dopuszczając, aby jego wybór w jakikolwiek sposób jej zagrażał. Czasem i ona potrzebowała odrobinę pomocy, zwłaszcza w tak abstrakcyjnych czasach, jakie nastały.
Dziewczę w rozbawieniu wywróciło oczami słysząc uwagę, dotyczącą smaku mikstury.
- Zobaczę, co da się z tym zrobić. - Zgrabnym ruchem zapisała uwagę mężczyzny, traktując ją jako jedną z możliwości. Bo o ile walory smakowe nie były najważniejsze, tak również musiała je mieć na uwadze. Eliksiry miały to do siebie, że trzeba było je wypić, aby zadziałały.
Bariery były czymś naturalnym, chociaż w ostatnim czasie Frances lubiła z nimi eksperymentować - wpierw manipulując barierą zaufania teraz próbując wpłynąć na barierę pamięci. Oczywiście w przypadku ich relacji mogłaby nafaszerować Sheridana najróżniejszymi miksturami, jeśli jednak mieli kiedyś razem podbić świat, nie było to odpowiednim wyjściem. Frances wolała pozostawić to naturalnemu biegowi czasu, nie czując presji, by ten proces przyspieszać.
- Też mnie to cieszy. - Uśmiech wywołany pierwszą częścią jego wypowiedzi zbladł, gdy kolejne słowa dotarły do uszu młodej alchemiczki. Nie oczekiwała takiej odpowiedzi, zakładając, że mogło chodzić o coś innego. Nie chciała, poruszać tak delikatnych strun, nawet jeśli chłopak nie będzie pamiętał, że przyszło mu o tym mówić… A przynajmniej taką miała nadzieję, gdyż przez chwilę miała wrażenie, że mikstura działa wdziwny sposób. A może słowa, jakie padły z jego ust nie były skutkiem mikstury lecz ciepłych odczuć, jakimi mógł ją darzyć? Nie wiedziała, zanotowała jednak swoje uwagi zgrabnym, eleganckim pismem by móc później to sprawdzić. Przez chwilę, ze spojrzeniem wbitym w kartkę papieru błądziła myślami nad innym sposobem, by sprawdzić działanie swojego eliksiru. Potrzebowała emocji oraz wydarzeń, które zwykle zapewne odcisnęłyby piętno na pamięci - takie rzeczy łatwiej było później sprawdzić.
Panna Burroughs wstała od stołu by podejść do Dudley’a i ostrożnie wsunąć się na jego kolana. Dziewczę delikatnie oparło głowę o jego ramię, smukłe palce zatapiając w ciemnych włosach.
- Przepraszam. Przykro mi z powodu Twojej mamy. - Eterycznym pół-szeptem wypowiedziała słowa, które powinny paść w takiej sytuacji w końcu… Śmierć rodzica bolała w znacznej większości przypadków. Po raz kolejny przekroczyła barierę tego, co wypada mając jednak wrażenie, że chwila bliskości może być tym, czego jej towarzysz potrzebuje.
- A tak w ogóle… - Zaczęła, po dłuższej chwili, unosząc delikatnie głowę. - Chyba muszę Ci coś wyjaśnić. - Skoro testowali eliksir sprawiający, że wydarzenia nie zapiszą się w pamięci, równie dobrze mogła sprawdzić, jak Dudley zareagowałby na wyznanie prawdy. - Bo widzisz, Drew to nie jest mój prawdziwy brat. Mój prawdziwy brat nie interesuje się nami. Śmiem stwierdzić, że nawet by nie zauważył, gdyby mnie zabrakło… Drew znam od lat, współpracujemy i jest mi bliższy od brata… Wtedy doszło do małego nieporozumienia, wolałam jednak, abyś sądził, że to on jest moim bratem. Nie chciałam, aby dużo gorsza prawda sprawiła, że przestaniesz mnie lubić… - Uważnie obserwowała buzię swojego towarzysza, próbując wyszukać w niej każdej, chociaż najmniejszej zmiany w mimice jego twarzy, z przepraszającym spojrzeniem przyznając się do małego przeinaczenia rzeczywistości. Ten plan zdawał się być idealny - jeśli Sheridan zareaguje źle na te wieści, Frances nigdy nie wyjawi mu prawdy, zaś jeśli zareaguje pomyślnie… Kto wie, może kiedyś wypowie podobne słowa, bez eliksiru sprawiającego, że Dudley ich nie zapamięta.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon III [odnośnik]23.06.20 0:32
Dudley wprawdzie nie miał na myśli wcale ślęczenia nad książkami (wszak jednak pojedynki były praktyczną sztuką), ale też nie planował tematu dłużej ciągnąć. Mimo wszystko, naprawdę lepiej byłoby, gdyby Frances od bójek trzymała się jak najdalej, chociaż musiał przy tym przyznać, że sztuka obrony mogłaby się jej czasem przydać. Nie zawsze przecież może przy niej być, a czasy były ciężkie. Jeszcze jakiś rebeliant chciałby ją skrzywdzić tylko dlatego, że nie jest mugolem! Do czego to doszło, do czego…
Postaram się, Frances! – obiecał, zastanawiając się naprędce, komu mogłyby się przydać umiejętności panny Burroughs. Na pewno kogoś uda mu się znaleźć, chociaż cały czas miał wrażenie, że jego znajomości w Ministerstwie nie są tak ugruntowane, jak być powinny. Pewnie to przez zmianę stanowiska w ostatnim czasie.
Był pewny, że France zajmie się nieprzyjemnym smakiem eliksiru. Nie wiedział, na ile może ingerować w składniki, wszak to w żadnym razie nie była jego branża, ale mimo wszystko… cóż, odrobina cukru chyba nie powinna zaszkodzić?
Nie dane było im jednak dłużej dyskutować na temat spraw prostych i przyziemnych, jako że tematyka śmierci bliskich dla nikogo nie była łatwa. Nie chciał narażać dziewczyny na zmartwienia, ale przecież sama spytała… prawda? Nagle poczuł, że dziwny przypływ zaufania do dziewczyny jakby wyparował. Sheridan poczerwieniał na twarzy, czując się trochę głupio z faktem, że pozwolił sobie na takie zwierzenie. Mężczyzna nie powinien nigdy zamartwiać uroczych i zdolnych dziewcząt! Nigdy!
Nie przejmuj się, to… to było, minęło – powiedział, machając nerwowo ręką, naprawdę nie chcąc wracać do tego tematu.
Mimo wszystko eliksir chyba wciąż działał, bo Dudley czuł się jakoś tak… dziwniej, niż zwykle. A może po prostu sobie to wmawiał? W końcu wiedział, że COŚ wypił. Samo to mogło zmienić jego podejście do eksperymentów.
Na kolejną rewelację ze strony Frances absolutnie nie był przygotowany. Otwarł szeroko oczy i uchylił usta w zdziwieniu.
Ależ… ależ Frances! Jak…? Ale… och… rozumiem… ale przecież mówiłaś, że brat cię odprowadzał! Nie interesuje się? I… i… twój bra… pan Drew jest przecież dość… starszy od nas! Przecież mógłby… coś zrobić i… i w ogóle, ty sama, z… ja rozumiem, że mu ufasz, ale… – dukał, próbując poukładać sobie te rewelacje w głowie. Jednocześnie jego twarz zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Śliczna alchemiczka znów postawiła go w niekoniecznie oczywistej sytuacji, która wprowadziła chłopaka w zakłopotanie.


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon III EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Salon III [odnośnik]23.06.20 17:59
Akurat o to Dudley mógł być spokojny - Frances nie spieszno było do zgłębiania tajników magii defensywnej. Ten jeden raz chciała jedynie poznać to, co jest jego pasją, mając nadzieję, że ten uzna to za miły gest z jej trony, najwidoczniej jednak jej myślenie było błędne.
Ciepły uśmiech zagościł na twarzy młodej alchemiczki, gdy mężczyzna wyraził chęci do ewentualnej pomocy w znalezieniu odpowiedniej osoby, by puścić jej eliksiry w obieg, nawet jeśli panna Burroughs była niemal przekonana, że raczej nikt nie zainteresuje się jej miksturami. W końcu dopiero stawiała pierwsze kroki w dziedzinie tworzenia nowych mikstur, nie sądząc, aby były one przełomowym odkryciem.
Uważnie sporządzanie przez nią notatki w następnych dniach miały stanowić podstawę w dopracowywaniu receptury eliksiru - etapie koniecznym, aby przyrządzona mikstura za każdym razem zachowywała się tak samo oraz eliminującym niepożądane jej wybryki. Mimo zapału do badań, jej uwaga spoczywała głównie na towarzyszącym czarodzieju, co jakiś czas jedynie powracając do pergaminu.
Smukłe ramiona trochę mocniej owinęły się wokół ciała mężczyzny, tym gestem chcąc okazać mu swoje wsparcie bez marnowania kolejnych słów, z godnie z jego życzeniem nie powracając więcej do tematu. Ona sama niechętnie rozmawiała o śmierci swego ojca, mimo iż od tamtego czasu minęło piętnaście długich lat.
Wypowiedzenie tego, czego normalnie obawiała się wypowiedzieć z początku wydawało się dobrym pomysłem. Teraz jednak zaczynała mieć wrażenie, że może nie była to do końca dobra decyzja. Ostrożnie zsunęła się z jego kolan by podejść do jednej z szafek i oprzeć się o nią biodrami, uważnie przyglądając się jego reakcji.
- Odprowadził tylko raz, musiałam na niego czekać półtorej godziny… Za drugim razem zapomniał, a mnie napadnięto w drodze z pracy… - Frances skrzywiła się nieznacznie na wspomnienie przykrego, marcowego wieczoru. Ciche westchnienie wyrwało się z jej piersi czując, że wyjaśnienie całej sytuacji bez eliksiru byłoby jeszcze bardziej kłopotliwe, jednocześnie ciesząc się, że ta kwestia pozostawała tajemnicą dla jego świadomości.
- Ale? - Spytała, chcąc wiedzieć dokąd zmierzają jego myśli. Kto wie, może widział coś więcej niż ona? W tym wszystkim jednak nie sądziła, aby Drew był dla niej zagrożeniem, zwłaszcza gdy przyrządzała dla niego eliksiry… Do których mogła zawsze coś dodać.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon III [odnośnik]23.06.20 20:18
Oczy Sheridana otworzyły się szeroko.
Napadnięta?! Frances, czemu mi o niczym nie powiedziałaś! Kto cię napadł? Kiedy? Gdzie? – zaczął się dopytywać, szczerze zmartwiony. Jak ona mogła mu o czymś takim nie mówić! – Nic ci się nie stało? Czy ten typ… typ został ukarany? Frances, przecież ty… ty się nie znasz na obronie!  To pewnie był jakiś z tych portowych typów, albo… albo rebeliantów! – mówił cały w emocjach, niekoniecznie przejmując się już tym, kim dla dziewczyny był bądź nie był Drew. – A jeśli twój brat pozwala ci samej chodzić po mieście… Powiedz mi, gdzie go znajdę, porozmawiam sobie z nim poważnie! – stwierdził chłopak, wypinając pierś. Niech tylko Frances mu powie, to on się już z tym człowiekiem rozmówi. Tak traktować siostrę! Gdyby on miał jakąś pod swoją opieką na pewno nie dopuściłby się takich zbrodni! Trwała wojna: Londyn był wprawdzie patrolowany, ale tak wielkie miasto zawsze było niebezpieczne dla pięknych i niewinnych kobiet.
Wziął głęboki oddech. No, trochę był po prostu o Drew chyba zazdrosny. To on miał być przecież jedynym mężczyzną w jej życiu. Poza bratem Frances rzecz jasna. A tu nagle dowiaduje się, że nijaki Drew jest dla niej jak brat, mimo braku pokrewieństwa. I to jeszcze przychodzi do niej do domu, przebywa z nią sam na sam i…
Oczywiście, Sheridan nie miał zamiaru tego przyznać ani przed sobą, ani przed Frances. Odsuwał więc myśl o tym, że może być o pannę Burroughs w jakikolwiek sposób zazdrosny, starając się skupić na bardziej racjonalnych argumentach.
Frances… ale ty mieszkasz sama, to starszy, dojrzały mężczyzna. Czemu mnie okłamałaś? Jeszcze coś by ci zrobił, tak jak ten cały napad był… i nikt by się nie dowiedział! Ja bym myślał, że to brat, a inni, że jakiś… przyjaciel rodziny i… i… to niebezpieczne! Skąd wiesz, że on na pewno nie chce ci nic zrobić? – dopytywał, naprawdę szczerze zmartwiony. Co, jeśli piękna panna Burroughs była bardziej lekkomyślna i mniej inteligentna, niż myślał? Wydawało mu się, że tak inteligentna kobieta będzie mu mówić o takich postawach!


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon III EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Re: Salon III [odnośnik]24.06.20 1:44
Kolejne westchnienie opuściło usta jasnowłosego dziewczęcia. W zasadzie nie była pewna, czemu nie podzieliła się z Sheridanem tą wiadomością, zapewne chcąc odsunąć tamten wieczór od siebie, mimo iż zakończył się całkiem przyjemnie, niespodziewanie interesującą znajomością.
- Jeden z klientów baru wuja, tego naprzeciwko, pod koniec marca, dwie ulice przed domem. - Zaczęła, przenosząc spojrzenie na okno, z którego widać było paskudny szyld, jeszcze paskudniejszego Parszywego Pasażera. -Po za złamanym obcasem nic się nie stało, mój… znajomy akurat szedł tą samą ulicą i mi pomógł. I tak, został ukarany. - Starała się panować nad głosem, odsunąć od siebie przeszły strach oraz niechęć do dzielnicy, w której przyszło jej mieszkać. - Nic nie mówiłam, bo chciałabym o tym zapomnieć. - Dodała, zakładając ręce na piersi i powracając spojrzeniem do swojego towarzysza, by unieść delikatnie kąciki ust ku górze.
- A mój brat pewnie szlaja się gdzieś po porcie szukając guza bądź latając za kolegami, raczej nie prędko się znajdzie. - Wzruszyła ramionami, prawie pogodzona z faktem, że znajomi dla jej brata liczyli się o wiele bardziej od niej. Nie miała jednak zamiaru drążyć tego tematu oraz rozwijać pokomplikowanych relacji, jakie łączyły ją z rodziną zwłaszcza, że Dudley i tak nie powinien tego zapamiętać. Na co szczerze liczyła, odkrywając kilka kart, których normalnie raczej nie byłaby chętna odkrywać.
Przez chwilę wodziła spojrzeniem po niewielkiej kawalerce, uważnie wsłuchując się w jego słowa. Nie widziała w postaci Drew jakiegokolwiek zagrożenia, w swej niewinności zapewne pomijając kilka możliwości. Ponownie podeszła do Sheridana, by owinąć szczupłe ramiona wokół jego szyi, opierając swój policzek o jego policzek.
- Bo nie chciałam, żebyś przestał mnie lubić. - Odpowiedziała eterycznym pół-szeptem, wzruszając ramionami. W zasadzie nie mijała się z prawdą. Jej rodzina nie należała do tych, którymi można by się chwalić przed młodymi, inteligentnymi czarodziejami. Ostrożnie musnęła ustami jego policzek, by po chwili wrócić do poprzedniej pozycji. - Gdyby chciał to zrobić, zrobiłby to już dawno temu, zamiast czekać kilka lat. - Ciepły uśmiech zagościł na jej buzi, a szaroniebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku zegara, zdobiącego jedną ze ścian. Frances zerknęła do swoich notatek, by po szybkim rachunku zauważyć, że eliksir powinien przestać już działać.
-Dudley? Pamiętasz coś z ostatnich minut? Jeśli nie, co jest ostatnim, co zapamiętałeś? - Unosząc z zaciekawieniem brew zadała kilka, najważniejszych pytań, na które odpowiedzi były jej potrzebne, do zakończenia testu.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon III [odnośnik]24.06.20 13:18
Powinien się oburzać, przejmować i dyskutować – i tak by pewnie robił, gdyby nie eliksir. Specyfik, powoli przestający działać, sprawił, że Dudley na chwilę zamarł. Miał wrażenie, że gdy Frances mówiła, świat wokół niego zamarł. Poczuł delikatny zawrót głowy, po czym zamrugał kilkukrotnie i spojrzał na pannę Burroughs nieco zagubionym spojrzeniem. Zmarszczył brwi.
Gdzie… gdzie ta fiolka? – spytał, rozglądając się wokół. No nie, chyba nigdzie jej nie było. Spojrzał zdziwionym spojrzeniem na jasnowłosą kobietę.
Jej słowa dotarły do niego dopiero po chwili, gdy stopniowo zaczynał znów orientować się w czasie i przestrzeni.
Ja… Frances, to już po wszystkim? Pamiętam, że podałaś mi fiolkę, wypiłem eliksir i… potem chyba ją odłożyłem? – bardziej zapytał, niż stwierdził, szukając potwierdzenia u dziewczyny. Skrzywił się delikatnie, nie do końca wiedząc, co powinien uczynić. – Moja głowa… brzęczy, jakby ktoś tam wpuścił stado os – stwierdził, krzywiąc się. To nie było zbyt przyjemne.
Po chwili jednak dziwne uczucie zaczęło przechodzić i Sheridan zaczął czuć się na tyle pewnie, że nie obawiał się kolejnych ruchów. W dalszym ciągu nie czuł się jednak sobą.
Przepraszam, ale chyba powinienem pójść do domu. To… chyba ustaje, ale ten eliksir…  on tak ma działać? Ale mówiłaś, że nie ma żadnych większych skutków ubocznych, tak?  To ja… ja bym poszedł się przespać… czy coś. Błędny zabierze mnie do domu – dodał. Spacer pieszo na Pokątną był zbyt odległy, a teleportacja i tak nie wchodziłaby w grę, gdyby nawet była możliwa.
Po chwili pożegnał się więc z dziewczyną i wziąć skonfundowany ruszył ku wyjściu. Nie był w stanie ocenić obiektywnie eksperymentu dziewczyny, więc powstrzymał się przed tym. Bo nawet, jeśli eliksir naprawdę mógł być użyteczny to Sheridan w tej chwili nie czuł się po nim najlepiej. A może to tylko jego organizm był zbyt wrażliwy? W końcu rzadko spożywał jakiekolwiek eliksiry – mógł być po prostu nieszczególnie odporny. Ale z drugiej strony, specyfik Frances był w fazie testów i Dydley rozumiał, że nie wszystko z nim związane jest w pełni dopracowane.

| zt


.. kiedy idę popływać, nie lubię się torturować, wchodząc do zimnej wody stopniowo. Nurkuję od razu i jest to paskudny skok, ale po nim cała reszta to pestka.

Dudley Sheridan
Zawód : Młodszy archiwista i genealog ds. rejestracji w MM
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Nie masz obowiązków wobec nikogo z wyjątkiem siebie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon III EdI3Em4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7817-dudley-sheridan-w-budowie https://www.morsmordre.net/t7936-barberus#226451 https://www.morsmordre.net/t7939-ja-tu-tylko-sprzatam#226459 https://www.morsmordre.net/f103-pokatna-87-4 https://www.morsmordre.net/t7938-skrytka-nr-1880#226453 https://www.morsmordre.net/t7937-dudley-sheridan#226452
Salon III
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach