Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sintas Carter
AutorWiadomość
Sintas Carter [odnośnik]06.04.20 22:04

Sintas Carter z domu Vanity

Data urodzenia: 13 grudnia 1930
Nazwisko matki: Vanity
Nazwisko ojca: Macnair
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: łowca nagród
Wzrost: 160 cm
Waga: 60 kg
Kolor włosów: blond
Kolor oczu: zielony
Znaki szczególne: ochrypły głos, pełne usta, kształtna sylwetka skrywana pod typowo męskimi krojami, często farbuje włosy na ciemniejsze kolory


You say you're not gonna fight
'Cause no one will fight for you
And you think there's not enough love
And no one to give it to

Byłam szczęśliwa. Powinnam być szczęśliwa, bo właśnie tego ode mnie oczekiwano. A ja znałam tylko jeden sposób, by naprawdę osiągnąć ów poziom. Gdy wypatrywałam ojcowskiej sylwetki po zmroku, wiedziałam, że nic mnie nie uszczęśliwi bardziej od jego pełnej aprobaty twarzy. Pragnęłam tego i łapczywie łapałam się na najmniejszy stukot butów w rodzinnym domu w Dolinie Godryka. Najczęściej czekało mnie rozczarowanie, gdy okazywało się, że to nie ukochany rodzic pojawiał się w drzwiach a kolejny klient mamy. Jako wybitna alchemiczka miała wiele zleceń, jednak nigdy mnie nie ciągnęło, by chować się wraz z nią w piwnicy i szukać odpowiedniego składnika. To nie było dla mnie. Nie, gdy na zewnątrz czekało tyle zapierających dech w piersiach przygód — czy tych we własnym ogrodzie, czy poza nim. Mogłam wtedy oderwać swoje myśli od faktu, że tata nie wracał. Czasami nie było go tylko parę dni, innym razem znikał na całe miesiące, a ja słyszałam jedynie płacz mamy za ścianą. Też chciałam płakać, ale wiedziałam, że muszę być silna. Jeśli ona zalewała się łzami, ja musiałam być tą, która będzie wytrwała i nie pozwoli sobie na słabość. Bo właśnie tego oczekiwał tata, prawda? Kłamałam więc. Kłamałam, że czuję się dobrze, patrząc matce w oczy. Że jestem szczęśliwa z tego, jak to wygląda. Kłamałam jak z nut. Prawda jednak była taka, że nie znałam go. A przynajmniej nie tak dobrze jak mi się wydawało. W końcu dzieci posiadają wspaniale rozbudowaną wyobraźnię i idealizowanie sobie łotra wychodzi im perfekcyjnie. Jak mi sprzed lat. Robiłam to, wierząc, że wspinając się po drzewach, zawiązując sukienkę jak spodnie, biegając z chłopcami z miasteczka, będę wartościowsza. Lepsza i godna, by nazywać się córką swojego ojca. I chociaż od zawsze byłam od swoich towarzyszy mniejsza, drobniejsza, bardziej delikatnie, nie chciałam odpuszczać nawet najgroźniejszym zabawom. Bo byłam uparta i nieustępliwa. Moimi nagrodami zwykle były sińce i guzy, ale nie przeszkadzało mi to w żadnym wypadku. Nawet wtedy gdy zimą weszłam na zamarznięte jezioro, chcąc pokazać chłopcom, że nie bałam się trzaskającego pod stopami lodu. To był mój błąd, bo nie odeszłam daleko, gdy wpadłam do lodowatej wody, starając się wydostać. Przejmujący chłód wraz ze strachem były mieszanką, która po raz pierwszy obudziła w moim ciele magię i nawet nie zauważyłam, gdy zamiast zamarzać i tonąć, po moim ciele rozlało się niesamowite ciepło, a lód zaczął topnieć. Taplając się w przyjemnej wodzie dotarłam do brzegu, nie nabawiając się nawet lekkiego przeziębienia. Tamtej nocy w domu pojawił się tata, a gdy opowiedziałam mu o swojej przygodzie i poczuciu po raz pierwszy magii, która przebiegała przez moje ciało, nie dostałam pochwały ani czułego spojrzenia. Nie dostałam niczego, prócz słów, że wolałby mieć syna. Nie miałam brata. Nie umiałam się zmienić w chłopca, chociaż bardzo chciałam. Miałam tylko cztery lata, ale już nie byłam wystarczająca. Po raz pierwszy to ja płakałam zamiast mamy, ale przyrzekłam sobie, że jeszcze mu udowodnię. Udowodnię mu, że potrafię być chłopcem. Dlatego stawałam w obronie słabszych lub właściwie próbowałam. Nie chciałam, żeby ktokolwiek jeszcze musiał czuć to, co ja. Nie potrafiłam się bić, ale byłam zwinna. Mama mówiła, że powinnam zostać tancerką. To mi jednak wystarczało, by móc uciekać przed łobuzami i odciągać ich od kolejnych ofiar. Najczęściej schronienie znajdowałam w domu naszej sąsiadki, która nauczyła mnie paru słów po rosyjsku i robiła pyszne placki z jagodami. Lubiłam to miejsce. Chyba bardziej niż dom.


And you're sure you've hurt for so long
You've got nothing left to lose
So you say you're not gonna fight
'Cause no one will fight for you

Urodziłam się pod koniec roku, dlatego nie musiałam poczekać z rozpoczęciem nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Mama mówiła mi, że list przyjdzie, ale ja byłam niespokojna. Niecierpliwa. Podobnie jak kiedyś czekałam na pojawienie się ojca, tak od początku roku wypatrywałam jego końca i dnia, w którym obchodziłam urodziny. Jak zawsze padał wtedy śnieg, ale wielki puchacz nie zgubił swojej drogi ku moim oknom. Dolina Godryka powitała go sennymi przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, a ja wepchnęłam w niego w podziękowaniu pełno ciasteczek. Tak się objadł, że nie mógł odlecieć, ale nie przeszkadzało mi to. W końcu był zwiastunem mojego sukcesu i świadkiem, że byłam jednak coś warta. Dla kogoś. Kogoś nieznanego, ale ten ktoś docenił magię, która płynęła w moich żyłach. Nie to, co ojciec, o którym myślałam coraz mniej. A przynajmniej tak się oszukiwałam, bo po nocach męczyłam się kolejnymi pytaniami, na które mógł odpowiedzieć tylko on. Nie kochał mnie? Dlaczego? Zrobiłam coś złego? Czy to wszystko dlatego, że nie urodziłam się chłopcem? Tylko dlatego? Czy może zawiodłam go już w momencie, gdy przyszłam pochwalić się swoją magią? Katowałam się tym również i w drodze do szkoły, gdzie inne dzieci zajmowały się o wiele bardziej dziecinnymi sprawami. Wiedziałam, że nie mogę zniżać się do ich poziomu, bo byli słabi. Rozmawiający o słodyczach i podekscytowani nauką. Ich to podniecało, a ja chciałam osiągnąć coś więcej. Chciałam przyłożyć się do skrywania tajników, by zostać potężną czarownicą i pokazać ojcu, że mylił się. Nie potrzebował mieć syna, by być dumnym ze swojego dziecka. Zamierzałam mu to udowodnić, gdziekolwiek był na tym świecie. Czy to moje ambicje zapędziły mnie w progi Slytherinu, czy chodziło o coś innego? O kłamstwo, które potrafiłam rozwinąć do perfekcji? Nigdy się tego nie dowiedziałam, bo wolałam nie marnować czasu. Od samego początku kierowałam się ku zdobywaniu, ku pogłębianiu swojej wiedzy w typowo męskich dziedzinach. Chyba dlatego też tak bardzo zapragnęłam zostać jedną z pilnujących porządku - nie planowałam należeć do grona aurorów, bo nimi chciał być każdy. Nie, wybrałam sobie Patrol Egzekucyjny, który zajmował się o wiele szerszym aspektem w pokazywaniu swojej przydatności i niezależności. Zamierzałam pokazać wszystkim, że policjanci nie byli tłem dla łowców czarnoksiężników. Zaczytując się w książce poświęconej właśnie ów zawodom, już na drugim roku zdawałam sobie doskonale sprawę z tego, czego chciałam. Dlatego też przykładałam się do uroków i obrony przed czarną magią, nie bojąc się również przynależeć do Klubu Pojedynków, gdzie nie raz i dwa dostałam łomot, ale nie poddawałam się. Moja drobna postura i szybka reakcja pozwoliły wywijać mi się części rzucanym zaklęciom. Znów wszystkim objawił się mój upór i dążenie do celu po trupach. Byłam wtedy jak ojciec? Czy byłby dumny, widząc, że nie odpuszczam? Nie interesowały mnie za to sprawy związane z eliksirami, astronomią czy wróżbami. Liznęłam wiedzy o ziołach oraz zwierzętach, wiedząc, że nawet podstawa będzie przydatna. Nie poświęcałam tym przedmiotom więcej czasu niż potrzebne mi było do zaliczenia. Zaliczałam i zapominałam, chłonąc za to dodatkową wiedzę z kolejnych podręczników o defensywie i ofensywie. Bo wiedziałam, że tylko moja wiedza i umiejętności miały mi zapewnić sukces.


You say the weight of the world
Has kept you from letting go
And you think compassion's a fault
And you'll never let it show

I tak właśnie było. Końcowe egzaminy okazały się trudniejsze niż sądziłam, ale dałam radę. Kolejny raz osiągając mały sukces. Z puchaczem siedzącym u mego boku zamiast dumnego ojca. Opuszczałam Hogwart spełniona i chociaż nie nawiązałam przesadnie wielu znajomości, nie obchodziło mnie to za bardzo. Kilka osób wydawało mi się godnych uwagi, lecz nie dawałam się omamiać czułym słówkom płynącym z ust dorastających chłopców. Bo byli to chłopcy i nie mogli mi zaimponować, skoro sama pragnęłam zaimponować ojcu. Nie zdawali sobie sprawy, że konkurując o moją uwagę, konkurowali tak naprawdę ze mną i moją ambicją zabłyśnięcia w oczach nieobecnego rodzica. Nie mieli szans. Nie pozwoliłam im na to. I podczas gdy moje rówieśniczki ekscytowały się każdym najmniejszym spojrzeniem, ja parłam naprzód, aż osiągnęłam to, co chciałam. Dostałam się na kurs do Patrolu Egzekucyjnego, zaskakując wszystkich obecnych, bo przecież byłam drobna i do tego miałam między nogami waginę. Nie doceniali mnie, ale już na rocznym kursie zrozumiałam, że mogło to być niesamowicie przydatne — w końcu kto mógł podejrzewać, że w tak delikatnym ciele czaiło się tyle uporu? Dzięki temu wykorzystywałam brak doceniania i doceniałam to nieco na przekór logice. Ale nie potrzebowałam logiki w moim działaniu, skoro się to sprawdzało. Wykorzystywałam pozory, by osiągnąć własne cele. I chociaż treningi okazywały się niesamowicie mordercze i nie raz i nie dwa wyklinałam swoje ambicje, robiłam to dla siebie. Robiłam to, bo nie chciałam być słaba. Nie chciałam być swoją płaczącą po nocach matką ani zagubioną dziewczynką czekającą na ojca. Okłamywałam wciąż samą siebie i innych, twierdząc, że nie potrzebuję odpoczynku ani wytchnienia. Moje posiniaczone ciało było jednak szokująco wytrzymałe, gdy podczas walk potrafiłam balansować ciałem, unikając ciosów. Nie byłam tak silna jak mężczyźni i wiedziałam, że nigdy nie byłabym w stanie wygrać z nimi opierając się jedynie na sile. Czułam się jak wtedy, gdy miałam kilka lat i stawałam przed większymi od siebie, prowokując ich do ataku. Od dziecka bijatyki, lub właściwie spektakularne ucieczki, były częścią mnie, a na kursie udowodniłam, że upór potrafił bić się za mnie. Nauczyciele mówili, że mam do tego talent i gibkość, której brakowało innym. Dlatego trenowałam więcej od innych, by nie odstawać. By wykrzesać z siebie ów zdolności i predyspozycje. Wiedziałam, że mam o wiele silniejszą motywację od innych, ale czy wciąż nie miała ona źródła w tej znienawidzonej już sylwetce? Sama nie wiem, kiedy kukła na sali treningowej zaczęła objawiać mi się jako rodzic? Wielki nieobecny... Początek mojej dziecięcej miłości, rozwój moich kobiecych ambicji. W co miał się zmienić później? Spokój ducha odnajdywałam tylko podczas mozolnych treningów, które trwały nieprzerwanie dwanaście długich miesięcy. Mało spałam, dużo się uczyłam i jeszcze silniej uderzałam, wykorzystując swoje naturalne aspekty. Opłaciło się. Zakończyłam kurs policyjny, licząc na to, że wkrótce rozpocznę pracę. Tak się jednak nie stało, gdy idąc za radą jednego z przełożonych, zaczęłam starać się o miejsce w grupie aspirującej do przynależenia do Wiedźmiej Straży. Oznaczało to dla mnie kolejne długie miesiące, lata nauki, ale po wgłębnym przeanalizowaniu wszystkich opcji, musiałam to zrobić. Chciałam to zrobić, szczególnie że mogłam w ten sposób się rozwinąć i zdobyć szerszy wachlarz doświadczeń. Złożyłam papiery i po raz kolejny stałam się częścią zaczynającą szkolenie. Czteroletnie tym razem. Przekazano nam, że trenujemy oddzielnie od kadetów, którzy zgłosili się od razu do Wiedźmiej Straży, lecz byliśmy z nimi porównywani podczas egzaminów i testów. Otoczona przez brygadzistów, aurorów i doświadczonych policjantów czułam się zagubiona, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać. Pamiętam, co mówiono mi na poprzednim szkoleniu - że efekt zaskoczenia liczy się najbardziej i tego też chciałam się trzymać. Nauki fizyczne nie zostały przerwane, ale doszły mi zajęcia wyrównawcze z historii magii, zielarstwa, jak i retoryki. Ta ostatnia nie wydawała się początkowo znacząca, jednak były to tylko pozory. Musiałam wyuczyć się odpowiedniej dykcji, akcentu, co powodowało we mnie znużenie jeszcze większe od długich godzin katuszy na sali gimnastycznej. Odpowiednie wysławianie się, tworzenie wyszukanych zdań, meandrowanie między słowami zupełnie jakbym posługiwała się bronią. Nigdy nie podejrzewałam, że w mowie czaiło się aż tyle siły. Już na drugim semestrze powiedziano mi, że powinnam nauczyć się obcego języka. Nie ma tu miejsca dla przeciętniaków. Tak właśnie mi powiedzieli, a ja poczułam jak zalewa mnie złość. Nie uważałam się za szaraka, ale wśród policjantów bycie dobrym to jedno. Wśród tej elity naprawdę ciężko było osiągnąć ów status. Dlatego zabrałam się za naukę rosyjskiego, wracając wspomnieniami do nauk kochanej sąsiadki. Chciałam... Nie, musiałam go opanować do końca kursu, bo wiedziałam, że miało mi to zapewnić przyszłość i status, o którym marzyłam. W międzyczasie poddawano mnie testom z wiedzy ogólnej, ze spostrzegawczości, odporności na stres oraz wyuczonego kłamstwa. Musiałam oszukać egzaminatorów, wmawiając im mój fałszywy rodowód, orientować się w okolicznych plotkach, umieć wcielić się w każdą ze wskazanych ról. Miałam po prostu opanować świat infiltracji, gdzie granie kogoś innego było naturalne jak powietrze. Nie raz i nie dwa łapano mnie na złym akcencie, nieprawidłowej odmianie słowa po rosyjsku czy braku rozeznania. Oblewałam, ale nie poddawałam się. Wiedziałam, że będę w stanie osiągnąć to, czego pragnęłam. Bo potrafiłam kłamać. Od dziecka to robiłam, wchodząc w rolę silnej, niezależnej czarownicy, kiedy tak naprawdę prawda leżała gdzie indziej. Opanowałam to do perfekcji, wszak zespajałam się z kłamstwem od dwudziestu lat. Oczywiście, że miałam swoje słabości, bo okazywało się, że nie uderzałam tak silnie jak mężczyźni, nie poruszałam się z gracją jak inne kursantki, nauka języka szła mi wolniej od innych, a moi nauczyciele jedynie fukali na moje kolejne próby poprawy. Ale nie przestawałam. Znalazłam rodowitego Rosjanina, który siedział ze mną nad gramatyką oraz fonetyką i chociaż był wymagający, potrafił uczyć. Nie wiem, kiedy zauważyłam, że na sali pojawiał się nieznajomy. James miał w sobie coś co zarówno mnie irytowało, jak i powodowało, że niechciany uśmiech wyginał mi usta. Nieważne jak bardzo się starałam i ile starań wkładałam w to, żeby się ode mnie odczepił, nie dawał za wygraną. Był jednym z tych aurorów - cudownych chłopców, których wszyscy podziwiali, a ja wzgardzałam. Miał w sobie arogancję, złośliwość, ale również ukryte ciepło, którym umiał mnie zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Jednak tak naprawdę zrozumiałam co to oznaczało, gdy przydzielono mnie właśnie jemu na jedną sprawę. Jego zespół potrzebował kogoś takiego jak ja, drobnego dziewczątka do infiltracji i wydawałam się przełożonym idealnym wyborem. Chociaż byłam dopiero na trzecim roku kursu, zdecydowano się mnie wysłać. Wiedziałam, że to było coś więcej nad zwykłą sprawę - miała ona zdecydować czy miałam zostać na kursie, czy wylecieć. Nie poległam jednak. Odegrałam swoją rolę śpiewająco, jednak nie zauważyłam, że opuściłam gardę. To wtedy pozwoliłam Jamesowi na to, żeby nie tylko się do mnie zbliżył, ale też, żebym i ja pozwoliła się komuś mną zaopiekować. Pozwoliłam na dotarcie do mnie męskiej jednostce. Nie potrafiłam mu kłamać, a może nie chciałam?


And you're sure you've hurt in a way
That no one will ever know
But someday the weight of the world
Will give you the strength to go

Moja matka nigdy nie interesowała się aktualnymi zdarzeniami, woląc skupiać się na swoim cudownym życiu w Dolinie Godryka i chyba okazało się, że i ja byłam taka sama. Mając u swojego boku kogoś, kto potrafił dotrzymać mi kroku, kto okazywał mi miłość i uczucie, w czyich ramionach chciałam się chronić, nie obchodziło mnie nic więcej. Uwielbiałam go i wiedziałam, że i on uwielbiał mnie. Byliśmy dobraną parą i gdybym zobaczyła nas kilka lat wcześniej, zapewne stwierdziłabym, że od tej słodyczy można było tylko wymiotować. Ale wcale tak nie było. Nie, gdy James był obok i sprawiał, że każdy dzień był wyjątkowy. Dlatego też nie było we mnie cienia wątpliwości, gdy poprosił mnie o rękę i jeszcze tego samego roku, wczesnym latem zostałam panią Carter. Lubiłam to powtarzać. Lubiłam śmiać się z tego w zaciszu naszego przytulnego mieszkania w Londynie i dostrzegać dumę na twarzy małżonka. Jak zafascynowana patrzyłam, gdy uczył mnie nowych rzeczy w walce bezpośredniej, których na kursie nie mieliśmy, a dla aurorów był to standard. Wspólne treningi zawsze wyzwalały we mnie chęć współzawodnictwa - jak wtedy podczas dzieciństwa i później w Hogwarcie oraz kursie. Przesiadywał ze mną czasami całymi nocami, rozmawiając ze mną po rosyjsku czy odpytując z zadanych materiałów. Wiedziałam, że mogę mu ufać. To były szczęśliwe lata, w których rozbijało się echo czułych słów oraz ciężkiej pracy. Zamknięci niczym w bańce, nie dostrzegaliśmy złego, które czaiło się dokoła nas. W końcu zakończyłam po czterech męczących latach kurs, spodziewałam się dziecka po długich staraniach, a po dziewięciu miesiącach urodził się zdrowy chłopiec — co mogło więc nas zniszczyć? W swojej naiwności nie wiedziałam, że wkrótce wszystko miało się rozpaść. Wystarczyła jedna noc, w której nieco odurzona alkoholem wracałam od przyjaciółki. Nawet nie wiedziałam, co się wtedy dokładnie stało. Później dowiedziałam się, że była to noc rozpoczęcia anomalii i podobne wydarzenia były powszechne. Moje ciało zostało porwane niechcianą deportacją, pozbawione wzroku i mocno poturbowane. Nie wiem, gdzie wylądowałam, ale gdy próbowałam dojść do siebie po omacku badając błoto pod palcami, wyczułam niedaleko siebie trzech mężczyzn. Byłam zbyt słaba, żeby się obronić, a magia różdżki nie chciała się mnie słuchać. Po rozmowach zrozumiałam, że miałam do czynienia z mugolami... To było niedorzeczne, niemożliwe. Twarda czarownica zgwałcona przez mugoli... Mugoli, którzy nie umieli posługiwać się magią, podczas gdy ona umiała! Pamiętam z tego tyle, że w końcu odzyskałam wzrok, leżąc na chłodnej ziemi i starając się podnieść. Przy mnie nie było nikogo, ale nie umiałam wstać. A przynajmniej do czasu. Znalazł mnie jakiś człowiek i pomógł dostać do domu, gdzie w tajemnicy doszłam do siebie, nie rozumiejąc jak mogło do tego dojść. Siedząc w wannie, zarzucałam się kolejnymi pytaniami. Dlaczego magia się mnie wtedy nie posłuchała? Czy jednak nie byłam tak silna jak sądziłam? Skoro nie potrafiłam nawet siebie obronić, jak miałam chrobić innych? Jak miałam opiekować się synem? Myślałam, że dam radę iść do przodu. Że wystarczyło udawać, bo przecież kłamstwo osiągnęłam do perfekcji. Długo trzymałam prawdę w sekrecie, ale minęło sześć miesięcy, a strach nie odchodził. Wręcz przeciwnie - budziłam się w nocy zlana potem, a zmierzch i noc kojarzyły mi się z brakiem bezpieczeństwa. Ciągle czułam się brudna i nie byłam w stanie zmyć z siebie smrodu tamtej trójki; mimo że wcześniej uwielbiałam silne ciało męża, nie byłam w stanie pozwolić mu na zbliżenia. Czy dlatego zdecydowałam się więc na decydujący krok? Na krok, by zlikwidować źródło zagrożenia oraz lęku? Myślałam, że wraz z pozbyciem się moich koszmarów, ustanie to wariactwo huczące w mojej głowie. Dlatego właśnie się zdecydowałam - dla dobra Jamesa, dla dobra naszej rodziny. Dla dobra samej siebie. Wiedziałam, że kłamstwa, dzięki którym żyłam, niszczyły Carterów. Znalazłam tylko jednego sprawcę, ale to mi wystarczyło, by poczuć satysfakcję. By zrozumieć, jak dobrze było samemu mieć władzę nad czyimś życiem i obserwować jak żywy zły stawał się martwy. Wystarczyło mocniejsze popchnięcie, by pijany mężczyzna wpadł do wody, a jego głowa już nie wypłynęła, by złapać oddech. Wiedziałam, że zbrodnia, którą popełniłam, miała mnie prześladować już do końca życia i miała wpływać na moje małżeństwo. Właśnie dlatego w końcu otworzyłam usta. Opowiedziałam mężowi, co się wydarzyło od początku do końca. Tylko on znał prawdę, wszystko mu w końcu opowiedziałam, ale to nie miało tak wyglądać. Nie, gdy kilka tygodni później doszły mnie słuchy o śmierci pozostałej dwójki przypadkowych mugoli. Patrząc w oczy ukochanemu człowiekowi, stało się jasne. Nie ukrywał się z tym nawet, ale to, co zrobił, zniszczyło całkowicie resztki człowieka, którym był. Gdy koledzy z policji w końcu pojawili się pod naszymi drzwiami, wiedziałam, że to koniec. James wziął na siebie całą winę za trzy zniknięcia, wprost przyznał się do tego, co zrobił, ale nigdy nie powiedział innym dlaczego. Na nic zdawały się moje zaprzeczenia oraz krzyki — zamknął mi usta pocałunkiem i kazał opiekować się naszym chłopcem. Wiedziałam, dlaczego to zrobił. Jedno z nas musiało być odpowiedzialne, żeby naszym synem miał się kto zajmować. A ja mogłam tylko obiecać. Obiecać, że będę go chronić. Ja... Ta, która nie umiała ochronić nawet samej siebie. James, to ty miałeś się nim opiekować, nie ja... Miałam kłamać. Znów idealnie odgrywać niewinną żonę. To wtedy widziałam męża po raz ostatni. Gdy zapadł wyrok, w niecałe dwa miesiące później doszły mnie wieści o jego śmierci. Jako auror miał w więzieniu zbyt wielu wrogów i nikt nie miał mu już pomóc. A ja? Zakopałam się w żalu i rozpaczy, na wzór matki płacząc za zamkniętymi drzwiami sypialni, modląc się, by mój syn tego nie słyszał. W końcu jednak wyszłam poza granice mieszkania, dostrzegając, że świat się zmienił. Kolejny Minister, kolejna władza, kolejny konflikt, kolejne ofiary, ale mnie nie obchodziło już nic. Wiedziałam, że mam na utrzymaniu syna i to jemu chciałam się poświęcić. Nie chciałam wracać do policji, bo wiązało się z tą pracą zbyt wiele wspomnień. Powróciłam do treningów, chcąc przywrócić swoje zastygnięte ciało do formy i wiedziałam, że mięśnie pamiętają odpowiednie ruchy, a dłoń mocno zaciska się na drwie różdżki. Musiałam mieć plan na dalszy ciąg. Musiałam wybrać stronę i wybrałam. To było oczywiste, że nie solidaryzowałam się z tymi, którzy chcieli równości. Miłości. Dostrzegając wiszące wszędzie listy gończe kochających mugoli zdrajców, zdecydowałam się na coś nowego. Na coś świeżego. Na coś, co miało być nowym rozdziałem. Pozbyłam się więc rozpaczy, typowych dla kobiet szat i obiecałam sobie, że już nigdy nie będę słaba. Po raz kolejny. Dość kłamstw.



Patronus: Sintas nie potrafi wyczarować patronusa.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 12 1 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 12 4 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 5 1 (waga)
Zwinność: 11 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język ojczysty: rosyjski II2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia magiiI2
KłamstwoIII25
Opieka nad magicznymi stworzeniamiI2
PerswazjaII10
SpostrzegawczośćII10
Ukrywanie sięI2
ZastraszanieI2
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość fizycznaII5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
PływanieI0.5
Walka wręczII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 0,5

Wyposażenie

WYPISZ po przecinku rzeczy (zwierzęta, inne) zakupione w sklepiku MG


[bylobrzydkobedzieladnie]


† her eyes would go dead and she’d start walking forward real slow, hands at her sides like she wasn’t afraid of anything.


Ostatnio zmieniony przez Sintas Carter dnia 09.04.20 12:39, w całości zmieniany 8 razy
Sintas Carter
Zawód : bounty hunter, ex-spy, the one who died for the past
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Before I die alone
Before my time has gone
There's just one thing I have to do
Before the fire and stone
Before your world is gone
Have you some patience
'Cuz I will have my vengeance
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8379-sintas-carter#243401 https://www.morsmordre.net/t8386-bruno#243673 https://www.morsmordre.net/t8392-woman-of-steel#243701 https://www.morsmordre.net/f168-wisniowa-dolina-4 https://www.morsmordre.net/t8388-skrytka-bankowa-nr-2004#243685 https://www.morsmordre.net/t8399-sintas-carter#243763
Re: Sintas Carter [odnośnik]27.05.20 1:50

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Zespół stresu pourazowego.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzała: Deirdre Mericourt
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sintas Carter Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sintas Carter [odnośnik]27.05.20 1:50


KOMPONENTYlista komponentów

INGREDIENCJEposiadane: jagody z jemioły, kora drzewa Wiggen;
jaja widłowęża; kryształ

[22.05.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[16.08.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)

BIEGŁOŚCI[06.07.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +0,5 PB

HISTORIA ROZWOJU[07.04.20] Karta postaci, -50 PD
[16.05.20] Rejestracja różdżki
[21.05.20] Zmiana wizerunku
[06.07.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +30 PD
[13.08.20] Wykonywanie zawodu (kwiecień-czerwiec): +50 PD
[13.08.20] Wykonywanie zawodu (lipiec-wrzesień): +50 PD
[16.08.20] Limit zmiany wizerunku: -100 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sintas Carter Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Sintas Carter
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach