Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Miło było panią poznać [SEN]
AutorWiadomość
Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]09.04.20 15:12

Ziemia pod moimi stopami kołysze się nierównomiernie, drży, jakbym z dużą prędkością poruszał się po jakichś wykrotach. Dookoła mnie - szum. Pęd powietrza, szczęk jakichś żelaznych części, dzwonienie metalu o metal. Ktoś mlaszcze. Ktoś przewraca strony gazety. Ktoś zatrzaskuje książkę. Parę osób rozmawia przytłumionym głosem w języku, którego nie rozpoznaję. Natężenie dźwięków irytuje, patrzę więc ze złością na tych wszystkich ludzi stłoczonych w dziwnie małej, wąskiej przestrzeni i wpycham lewą rękę do kieszeni. W środku znajduję słuchawki, małe, białe, wkładam je do uszu i jak na komendę odcinam się od tego irytującego wycinka. Nie słyszę już soundtracku towarzyszącego przypadkowej podróży, żadnej melodii konsumowanego lunchu ani taniego chit-chatu dziewczynek, które wyglądają na dziewiętnaście lat, a pewnie nawet nie skończyły szesnastu.
Zamiast tego zanurzam się w muzyce, niby znajomej, lecz dziwnie nowoczesnej. Noga mi chodzi, tupię sobie w rytm elektronicznego bitu, pamiętam, jak moje ciało faluje do tej nuty w zeszły piątek wieczorem. Drzwi metra otwierają się i wysiadam razem z resztą Londyńczyków, niesiony przez własne nogi i tłum, który dosłownie pcha mnie w poprawnym kierunku. Tamtych czeka jeszcze co najmniej jedna przesiadka, studenciaki jadą w ogóle aż do czwartej albo piątej strefy - wiadomo, dużo tańsze mieszkania - a ja wychodzę z podziemnego przejścia, przechodzę przez pasy i zaraz jestem w domu.
Średnio radzę sobie z domofonem, ze trzy razy muszę wklepać kod, zanim wchodzi, a drzwi łaskawie raczą się otworzyć, czuję się dziwnie, jakby technologia nagle zaczęła mnie przerastać. Dylemat winda-schody ma już zatem zwycięzcę i tarabanię się na nogach na piąte piętro, łapiąc po drodze zadyszkę. Wciąż jestem w formie, ale te schody mają jakieś duże stopnie...
Zerkam na zegarek opięty na prawym nadgarstku, dochodzi szósta. Więc prysznic, a potem serial. Później przychodzi ta panna, żarcie zamówię, jak już tu będzie. Nie gotuję, nie lubię, nie umiem, nie potrzebuję. Może zapraszając ją na randkę powinienem się zabawić w master chefa, ale moje zdolności ograniczają się do otworzenia wina i zalania płatków mlekiem, więc wolę nie ryzykować porażką i spaleniem - kuchni i sobie, wieczoru. Wyjmuję z tylnej kieszeni spodni portfel, klucze i telefon, odkładam wszystko na blat i lecę do łazienki. Słuchawka prysznica fascynuje mnie szczególnie, deszczownicę - kurwa, jak to w ogóle działa? - oglądam, jakbym pierwszy raz na oczy widział taki wynalazek. Szampon 3w1 też zaskakuje, pachnie zajebiście sztucznym zielonym jabłkiem. No nic, innego nie mam, skoro wcześniej mi nie przeszkadza, to teraz przeżyję. Wycieram się ręcznikiem i wskakuję w świeżą bieliznę, ciemne dżinsy i zwykłą białą koszulkę. Jeszcze umyć zęby i będzie git - z lustra patrzy się na mnie blady typ z trzydniowym zarostem i znudzonym spojrzeniem.
Rozwalam się na kanapie i odpalam netflixa, nie starając się nawet poczynić przygotowań i wspomóc nastrojowość. Puszczam friendsów, wybierając odcinek na chybił-trafił, The One with Unagi, no proszę, jeden z moich ulubionych. Zaczyna się czołówka a ja autentycznie się wciągam i za cholerę nie potrafię sobie przypomnieć, jak to się skończy, chociaż oglądałem to przynajmniej kilka razy. Żałosne, stary, podsumowuję się w myślach, sięgając po telefon. Odpalam tindera i swapuję przez chwilę palcem, częściej jednak w lewo niż w prawo. Za chwilę ma tu być Shannon - raz jeszcze sprawdzam naszą konwersację, by nie palnąć głupoty i nie pomylić jej imienia - ale to nie przeszkadza w szukaniu sobie ewentualnych planów na weekend. Gdy rozlega się domofon, zwlekam się z sofy, żeby ją wpuścić. Wyłączam telewizor i puszczam muzykę, z głośników leci muzyka, której nie rozpoznaję. She just said, "Is it true? Is it true? Tell me now" podśpiewuję, słowa znam dobrze, lecz dźwięki są jakieś rozproszone nienaturalne. Powinienem się nad tym zastanowić, ale akurat dzwoni dzwonek. Przez judasza sprawdzam, czy panna wygląda tak, jak na zdjęciach i dopiero, gdy okazuje się, że wszystko ma na swoim miejscu, otwieram drzwi.
-Zapraszam - mówię, kiwając jej nonszalancko dłonią - jestem Franc - przedstawiam się oficjalnie i schylam się, żeby pocałować jej dłoń. Zamieram z ustami o milimetr od ręki Shannon - co? Co ja odpierdalam? Jak to w dłoń? Co się dzieje z buziakami w policzek? Ciężko mi jednak zrezygnować z tego, co sobie ubzdurałem i uroiłem w głowie, więc szarmancko muskam jej dłoń.
-Jesteś głodna? Pomyślałem, że możemy zamówić sobie jakąś Azję - mimo wszystko, brzmi to lepiej od zamawiania chińczyka - siadaj, otworzę wino - mówię, wskazując jej kanapę, a sam biorę się za chłodzoną w lodówce chardonnę. Słabo radzę sobie z otwieraczem, a potem, jak już uporałem się z tą butelką, nie mogę znaleźć kieliszków. Co się ze mną dzieje?
-Sorry - rzucam w jej kierunku przepraszająco - jestem dziś trochę roztargniony - tłumaczę się, podając jej kieliszek. Sam przycupnąłem na szerokim podłokietniku, by móc do woli napatrzyć się na profil dziewczyny. Jest ładna, znacznie bardziej atrakcyjna niż na zdjęciach - jak ci się mieszka w Londynie? - zagaduję luźno, wcześniej wspominała, że przeprowadziła się niedawno.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Miło było panią poznać [SEN] 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]13.04.20 23:05
Kilka godzin przygotowań do umówionego spotkania to nic w porównaniu z zadowoleniem, jakie można było osiągnąć. Prysznic, pielęgnacja włosów, aby światło idealnie odbijało się w czarnych kosmykach, dziś lekko pofalowanych, podkręconych lokówka w specyficzny sposób. Dodawały uroku, podkreślały urodę i przede wszystkim dodawały pewności siebie. Podobnie jak makijaż. Długo zastanawiała się nad doborem odpowiedniego, rozważała kocie oko i nieco mocniejszą wersję. Pod wachlarzem rzęs gubiły się jej czekoladowe oczy, a nieskazitelna cera przykryta lekkim różem, na dodanie kolorów. Przez czerń fal wokół twarzy wydawała się nienaturalnie blada, a przecież nie chciała na rance wypaść niczym wampir. Próby spełzły na niczym, miała bardzo specyficzny rodzaj urody, stąd zapewne takie zainteresowanie mężczyzn na stronach. Każdy chciał się z nią spotkać, ale to nie takie proste. Zawsze szukała odpowiedniego, który miałby do zaoferowania coś więcej niż sprzęt ukryty w spodenkach czy szortach. Nie liczyła na cuda, a odrobinę inteligentnej rozmowy na poziomie.
Do samego końca nie wiedziała co założy. Klasyczna czarna mini wydawała jej sie odpowiednim wyborem. Dekolt podkreślający pełne piersi, odkrywający kości obojczyków. Ponętna i kusząca. Nie chciała wyglądać zbyt odważnie, co prawda uwielbiała prezentować swoje walory, ale to nie zawsze było najlepsze rozwiązanie. Przynajmniej nie wstydziła się swojego ciała. Do małej torebki zapakowała najpotrzebniejsze rzeczy, poznawanie ludzi w Londynie miało swoje dobre strony, miała szeroki wybór i za każdym razem mogła podejmować nowe decyzje. Niebotyczne szpilki wsunęła na stopy na samym końcu. Nie miała czym się pochwalić w kwestii wzrostu, musiała więc nadrabiać w inny sposób. Zamknęła drzwi na klucz i ruszyła w umówione miejsce.
Dzielnica wyglądała całkiem nieźle, trochę ryzykowała takimi spotkaniami, ale jak to mawiali, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Dotarła na miejsce o czasie, nie chcąc zawieść mężczyzny poznanego przypadkiem, z którym do tej pory porozumiewała się jedynie przez komunikator. Na samym wstępie obdarzyła go pięknym uśmiechem, kiedy on zaprezentował się z niesamowicie szarmanckiej strony. Urocze. Mało było mężczyzn, którzy zachowywali się w ten sposób.
- Shannon. - odpowiada melodyjnym głosem, wchodząc do jego mieszkania. Rozejrzała się uważnie, starając się zanotować jak najwięcej szczegółów. Miejsce wygląda bardzo przyjemnie, mężczyzna najwyraźniej jest tu całkiem zadomowiony. W jej aktualnym miejscu zamieszkania nadal panuje mały chaos, przeprowadzka miała miejsce kilka tygodni temu, nikt nie powinien oczekiwać od niej cudów.
- Roztargnienie ma jakiś powód? - spytała z uroczym uśmiechem, siadając na kanapie, zakładając przy tym nogę na nogę. Przyjrzała mu się uważnie, był przystojny, choć wyglądał na zestresowanego sytuacją. - Mieszka się wspaniale, poznaję niesamowitych ludzi... Nie żałuję przeprowadzki. - odpowiedziała niemal od razu, miło, że pytał.


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]14.04.20 16:43
W głowie mi się nie kręci, poprzednią noc spędziłem we własnym łóżku, a w szafce pod zlewem nie znajduję żadnej skitranej butelki po mocniejszym alkoholu. Oblizuję językiem wargi, bez wyraźnej potrzeby: i tutaj, pudło. Fizycznie brak powodów, a co ważniejsze, poszlak prowadzących ku mojemu rozkojarzeniu. Wysypiam się przecież dobrze, jadam regularnie i raczej zdrowo (maczek w ramach zachcianki zdarza się na tyle rzadko, że nie warto o nim wspominać), imprezuję z głową; a dziś jak na złość czuję się tak, jakbym w nią dostał solidny cios od jakiegoś barowego rębajły. Nie zgadzają mi się drobne, stawiają mi się najprostsze sprzęty kuchenne, nie wspominając już o wyższej technologii, która budzi we mnie delikatne zmieszanie. Korzystam z niej instynktownie, lecz nieufnie, jakbym się bał, że smartphone wybuchnie mi w ręce. Teraz, gdy obawa nabiera kształtu, faktycznie zezuję na telefon z niepokojem. Dżizys. Pewnie po prostu znów się naczytałem bzdur, jeszcze trochę i zacznę sobie diagnozować chorobę z nieodzowną pomocą wujka Google. Który po moich objawach zapewne stwierdzi, że czas pakować manatki i zbierać się do przeprowadzki na tamten świat. A do wariatkowa co najmniej. Tam przyjęliby mnie z otwartymi ramionami, kartoteka mej rodziny bogata jest w takie przypadki. Ale na pierwszej randce raczej się o tym nie rozmawia, prawda? Nie planuję dzieci, a numerek, nawet niekoniecznie szybki. Panna odstawia się zresztą tak, że pięć szóstych moich bolączek wyparowuje na amen. Spokojnie moglibyśmy z miejsca skoczyć do klubu z zasadniczym dress codem albo na wypasioną kolację na dwudziestym siódmym piętrze. Tylko ja znowu się nie staram i daję ciała, na razie w przenośni. Kurwa. Krótka ta sukienka. Zastanawiam się, czy jak usiądzie, zobaczę koronkę pończochy, ale i to trafia szlag, a ja odwalam jakąś manianę, jakbyśmy cofnęli się w czasie o kilka dekad. O dziwo, wychodzę na tym względnie zwycięsko, bo gdy powoli się prostuję, Shannon spogląda na mnie z miłym uśmiechem. Score.
Czyli dżentelmen, choć sam postawiłbym bez wahania na freaka. Urodziłem się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, bliżej mi do millenialsów, a tu proszę, maniery jak wyciągnięte z filmów kostiumowych. To nadal robi wrażenie? Jeśli tak, zacznę się nosić jak Tommy Shelby, którego nazwisko dosłownie wytryska z mych myśli, ale za nic do twarzy dopasować go nie potrafię. To jakiś znajomy? Kuzyn z drugiej linii? Syn koleżanki mamy? Postać historyczna? Zawsze ssałem z historii, więc nic dziwnego, że nie mogę skojarzyć.
-Co powiesz na pad thaia? Chyba, że wolisz coś innego - proponuję, otwierając laptopa i wklepując odpowiednie komendy otwieram menu mojej ulubionej knajpki. Nie zamierzam jej niczego narzucać, acz mi już ślinka cieknie na samą myśl o nudlach - nienawidzę zamawiać przez telefon. Wielkie dzięki temu, kto wymyślił uber eats - uzewnętrzniam się nagle, scrollując apkę, by po jej aprobacie od razu powciskać co trzeba i odliczać minuty do przybycia dostawcy. Wcześniej nawet wyjąłem z szafki talerze. Gdy jestem sam, nie trudzę się, by przełożyć żarcie z jednorazowych tacek na zastawę, ale nie będę robić wiochy.
-Sam nie wiem - odpowiadam, lekko wzruszając ramionami i koncentrując spojrzenie na twarzy Shannon, choć ta usilnie robi wszystko, bym zapatrzył się na jej nogi. Ma na sobie szpilki, chuj, że poniszczy mi parkiet, bo wygląda bardzo dobrze. Ja przy niej robię za łachmytę, ale za to stawiam alko i jedzenie. Mógłbym jej otworzyć w szlafroku - chyba ciężki dzień w pracy. Nawet nie pamiętam, co takiego robiłem - wyznaję, przeczesując sobie włosy palcami. Dziury w pamięci wracają jak bumerang i to już znak wystarczający, by wybrać się z tym do specjalisty. Może to i dobrze, bo psychoterapia od paru ładnych miesięcy czeka sobie w kolejce rzeczy do załatwienia.
-Londyn jest świetny, chociaż dojazdy to koszmar. Na początku spóźniałem się dosłownie wszędzie - akcentuję to z dużym żalem, dodatkowa godzina trzymana w kieszeni naprawdę ratuje tutaj dupsko. A weekendy i przebudowy metra? Zamykanie losowych odcinków trasy? Dramat. Zwinnie obchodzę kanapę i siadam obok Shannon, żeby stuknąć się z nią kieliszkiem.
-Za odkrywców - wznoszę toast, niech dopowie sobie do niego odpowiednią historyjkę. Intelektem nie błyszczę, ale nadrabiam czułym słówkiem. Coś za coś, wcale nie uważam się za poszkodowanego - tutaj ich pełno - dodaję, bo nie ma drugiego miasta tak przepełnionego pomysłami, które tak szybko się rodzą, jak i umierają - zaliczyłaś już wszystkie standardowe atrakcje? Ja przez pierwszy miesiąc co tydzień chodziłem na West End - kontynuuję pogawędkę, choć mam ochotę po prostu położyć jej dłoń wysoko na udzie i zatkać usta. Do drzwi dzwoni dzwonek, przyjechało jedzenie. Wiedziałem, żeby się nie rozpędzać. Jeszcze by nam wystygło.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Miło było panią poznać [SEN] 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]26.04.20 14:51
Spotkania z siebie były niezwykle emocjonujące. Ludzie często zatajali prawdę, nie mówiąc wszystkiego, wprawnie ukrywając swoje mankamenty za osłoną zapory sieciowej. W realu okazywało się, że jednak nie jest tak kolorowo. Każdy miał wady, a ludzie obawiali się, że te mogłyby zwyczajnie okazać się zbyt wielką przeszkodą na drodze nowej znajomości. Nie zmieniało to faktu, że zawsze towarzyszył temu dreszcz emocji, niepohamowany, niepewny, zaskakujący. Szczerze mówiąc... podobało jej się to. Lubiła niepewność, lubiła czuć emocje i czuć narastające napięcie, tak samo jak adrenalinę produkowaną z każdą chwilę. Gościła u mężczyzny, którego kompletnie nie znała, była w mieści, w którym znało ją naprawdę niewielu... I co dalej? Nikt nie wiedział gdzie poszła i z kim poszła. Mało istniało morderców poszukujących ofiar w sieci? Mógł przecież chcieć ją zachować dla siebie, trofeum, pamiątka, jak zwał tak zwał, w bardzo dosłownym znaczeniu. Nawet te zachowanie gentlemana mogło być mylące, mogło być jedynie maską, którą zamierzał zdjąć chwilę później, pokazując swe prawdziwe oblicze. Pytanie tylko, jak to wszystko potoczy się dalej.
Wyglądał na uprzejmego, kiedy zaoferował jej pad thai. Nie miała wybranego rodzaju jedzenia, nie preferowała konkretnej kuchni, chociaż nie bardzo przepadała za rybami. Zaoferowane przez niego danie było neutralne, niespecjalnie wymyślne i odpowiednie. Chyba tak powinny wyglądać randki, jedzenie niespecjalnie kosztowne, po co iść w wydatki, skoro można nieco zaoszczędzić. Z drugiej strony, w naprawdę dobrych restauracjach ceny też były wygórowane. - Odpowiada mi w pełni. - mruknęła z subtelnym uśmiechem, oblizując nieco spierzchnięte usta. Nawet nie pomagała nadmierna ilość szminki, nadal stres musiał znaleźć ujście. Tik nerwowy, a może zwyczajnie naturalne zachowanie każdego człowieka, tym bardziej, że Francis znalazł się tak blisko niej, chwilę później.
- Po ciężkim dniu należy się solidny relaks. - stwierdziła z uśmiechem. Każdy rozumiał to inaczej. Dla jednych odpoczynkiem było leżenie i patrzenie w sufit, dla innych przyjemność czerpana z życia. Nie wiedziała jeszcze o nim nic, ale sądziła, że kilka najbliższych godzin pokaże prawdę o tym mężczyźnie. Co więcej miał do zaoferowania, poza całkiem przystojną buźką? Oby nie pomyliła się w wyborze! - Za odkrywców. - odparła na jego toast zanurzając usta w wyśmienitym alkoholu. - Chyba zaliczyłam, ale przydałby mi się towarzysz, który pokazałby mi te... ciekawsze zakamarki Londynu. - stwierdziła z uśmieszkiem na ustach.
Jedzenie przyjechało dość szybko, chwilę później było na talerzach, parowało w przyjemny sposób dając o sobie znać. Czysta przyjemność. Od razu zabrała się za jedzenie. - Musisz mi podać ich adres, świetne jedzenie. Rewelacja. - skwitowała gdzieś pomiędzy zajadaniem się kolejną porcją.


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]28.04.20 13:06
Nie ją pierwszą i pewnie nie ostatnią goszczę w swoim mieszkaniu, które zdecydowanie wygląda na jaskinię samotnego faceta. Meble mam z katalogu, szafki w kuchni nie posiadają uchwytów, na regale znajduje się ledwie kilka książek, teoretycznie mógłby je tam ustawić nawet i architekt wnętrz, by nadać przestrzeni tego konkretnego smaku. Bardzo minimalistycznego, szczerze mówiąc, to bywam tu, a nie mieszkam. Weekendy spędzam ganiając po imprezach, w tygodniu do późna siedzę w pracy, jem raczej na mieście. Gdyby nie przemiła pani Henia, która wpada posprzątać, moim kwiatkom nie wróżyłbym długiego i szczęśliwego życia. Nie mam zielonego pojęcia jak obsługiwać większość tych diabelskich sprzętów, żelazka nawet nie próbuję tykać, a zmywarkę obchodzę szerokim łukiem, odkąd na mnie zasyczała. Może to dziecinada, ale nie ufam nowoczesnym rozwiązaniom. Z trudem zaakceptowałem smartphony i choć dziś z telefonem się nie rozstaję, nasze początki nie należały do najłatwiejszych. Randki online - ha, z nimi też same przeboje. Na pierwszej głęboko się zdziwiłem, że dziewczyna przyszła sama, sama, rozumiecie? Bez żadnej towarzyszki, koleżanki, przyjaciółki, starszej siostry czy ciotki. Im dalej w las, tym więcej zaskoczeń dla mnie, a zarazem popełnionych gaf. Na takich spotkaniach nie pyta się o rodziców i zazwyczaj zwraca się do siebie per ty. Totalne wariactwo. No ale przywykłem i całkiem wkręciłem się w ten wirtualny flirt. Szybki, łatwy, bezbolesny, zazwyczaj owocny w doświadczenie. To lepsze niż epizody na techno, bo tam niestety brak miejsca na ekscesy. Niby są dark roomy, ale często kible są już od nich czystsze, a wracać do mieszkania dla samego seksu nigdy mi się nie chce. Zanim Shannon przyszła, jeszcze chwilę sobie klikałem, walcząc z pokusą aktualizacji profilu. Nigdy tego nie robię, kiedy spotykam się z panną, chyba, że wspólnie zgodzimy się, że nie chodzi nam o wyłączność. Mam kilka idealnych fotek na odświeżenie; są z Wixapolu albo innej imprezy w tym guście, dość by ustawić main theme i przyciągnąć ludzi o podobnych zainteresowaniach, lubiących raz na czas wybrać się na spacerek białą ścieżką. Opis też do zmiany, bo, uwaga, w głowie mam pustkę i zwyczajnie nie kumam tych lapidarnych skrótów. 188 to chyba mój wzrost, ale reszta? Głucho, nic nie dzwoni, kościół piękny, a w środku Boga brak. Googluję, to zawsze jest rada i oto, wyniki jak na dłoni. I okazuje się, że zostawię sobie te literki, bo ONS wskazuje na prawo jednej nocy, a FWB to definicja mojego najdłuższego w życiu - i zresztą jedynego - związku z Giovanną. Dzięki niech będą wymianom i gorącym Włoszkom, które przyjeżdżają tu na łowy. Studia studiami, ekonomia wychodziła jej bokiem, a anatomia uszami. Brzydko tak jednak wspominać byłą, gdy inna siedzi tuż obok i oblizuje usta. Może to przypadek, ale ten gest mi nie umyka, traktuję go jako obietnicę. Satysfakcjonujące jest przetrzymywanie tego napięcia, sprawdzanie, kto pierwszy pęknie, dyskretne przełykanie śliny. Nie jestem najlepszy w tą grę, popędliwość zazwyczaj mnie załatwia i kładzie na łopatki, lecz ta rywalizacja nigdy oficjalnie nie wybrzmiewa, może to nawet tylko moje urojenie. Anyway, zamawiam dwa pad thai'e, skoro nie zgłasza wyraźnego sprzeciwu. Ja mogę jeść to tonami i codziennie, ale wolę się upewnić. Moja mama na przykład w życiu by tego nie tknęła - jej strata. Shannon na szczęście aprobuje mą propozycję.
-Totalnie - wzdycham, zwiększając głośność muzyki o kilka tonów. Wreszcie przypominam sobie, co to za zespół, Tame Impala, jak mogłem zapomnieć? - wylogowałem się z służbowego e-maila, nie mam zamiaru odbierać telefonów cały weekend. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz porządnie się wyspałem - narzekam trochę i wcale nie kłamię. Inna sprawa, że noce zarywam przez gry albo tonę w being-watchingu. O tym wiedzieć nie musi, a ja zrobię tym lepsze wrażenie.
-Och, polecam szwendanie się na własną rękę. Odpuść mapy, po prostu spaceruj. Gdy się ściemni wejdź do przypadkowego klubu, masz sporą szansę trafić na jakiś mały koncert. Wiadomo, że na Camden jest super, ale dla mnie najwięcej uroku mają te wszystkie uliczki, o których się nie mówi. Nie ma tam niczego szczególnego, po prostu są ładne i takie... bo ja wiem, przytulne - opowiadam, unikając jak ognia jej sugestii, bo z zasady nie plączę się w żadne zobowiązania, zanim ogarnę, czy znajomość ma szansę na kontynuację.
-Pewnie - odpowiadam niedbale, nabierając pałeczkami makaron i wpychając sobie do buzi. Gasz, uwielbiam. Co tam owoce morza, kiedy mogę opychać się tym?
Kończę szybciej niż ona - :') - ale czekam, popijąc wino. Gdy ona pasuje, sprzątam naczynia, to znaczy, odnoszę je do kuchni i wkładam do zlewu. Sięgam po drugą butelkę alkoholu i tym razem otwieram ją dużo zgrabniej niż pierwszą. Praktyka czyni mistrza?
Podaję Shannon wino, a dłoń lokuję na jej udzie, nieprzerwanie patrząc jej w oczy. Uśmiecham się lekko i sugestywnie przesuwam rękę, po czym nachylam się, by ją pocałować. My tu pitu-pitu, a ja nie mam całego dnia.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Miło było panią poznać [SEN] 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]03.05.20 12:17
Pakowanie się w nowe znajomości przez sieć... Tinder nie był najlepszym rozwiązaniem, chyba, że w grę wchodziła rozwiązłość i bezeceństwa, wtedy owszem. Można było poznać wiele ciekawych osobowości, zagłębić się w ich sekrety, poznać mroczne zakamarki ludzkiej duszy. Każdy opis czytała, zanim przesunęła. Nie liczył się tylko ładny wygląd, bo przystojna twarz nie odgrywała wielkiej roli, kiedy pod stertą żelu na włosach kryła się jedynie pustka, błagająca o litość i szybką śmierć. On ją intrygował. Jasno stawiał warunki, prezentował się tajemniczo i ciekawie. Nie był typowym dresiarzem, którzy szukał podpałki, niektórym konar nie płonął, choć wyglądali jakby poziom testosteronu był przekroczony o co najmniej kilkadziesiąt procent. Nie lubiła napakowanych gości, z jednej strony zdawało im się, że wzbudzają przerażenie, ale pod kupą mięśni nie kryło się zupełnie nic. To nie tak, że uznała Francisa za chuderlawego. Miał dobrą budowę, szerokie barki, wąskie biodra. Na pewno miał więcej do zaoferowania niż niejeden mięśniak. Niemniej jednak, zachowywali wszelkie pozory i grzeczności, bo przecież tak wypadało. Shannon nie miała nic do ukrycia, wolała prezentować się nienagannie w każdym względzie, a zbyt wcześnie rozpakowany prezent był zwyczajnie nudny. On też na pewno tak uważał, nigdzie im się nie spieszyło.
- Będę mieć to na uwadze. - dodała z subtelnym uśmiechem. Ta powściągliwość była męcząca. Mogli rozmawiać o gwiazdach na niebie, o średnio zadbanych kwiatach na jego parapecie, czy o kilka kępkach kurzu ukrytych skrzętnie pod komodą, ale po co... Nuda nie mogła wkraść się do rozkwitającej relacji, a przecież wszystko wyglądało tak niezwykle obiecująco, kiedy nie chcieli od razu pokazać prawdziwych siebie.
Posiłek zjedzony, a gospodarz od razu zabrał się za sprzątanie. Miała okazję rozejrzeć się po tym surowym wnętrzu. Żadnych zdjęć, żadnych obrazów, pamiątek. Zupełnie tak jakby była w studiu, albo innym bardzo dokładnie zaplanowanym miejscu, gdzie nic nie można było dotknąć, bo to jedynie sceneria do kolejnego odcinka. Zapewne powinna nabrać podejrzeń, czy za kilka godzin nie stanie się gwiazdą amatorskiego filmu dla dorosłych, ale nie... jeśli ktoś zaplanował taką scenerię i zadbał o szczegóły, nie byłaby to amatorszczyzna. Zakładała, że oboje wiedzą czego chcą, a raczej do czego dąży dzisiejsze spotkanie. Szczególnie kiedy Francis nie wytrzymał i ułożył dłoń na jej udzie, pnąc w górę bez żadnego hamulca. Uśmiechnęła się cwanie pod nosem, a kiedy już zbliżył się na tyle, na ile było to potrzebne, sama pocałowała go. Dłonią jednocześnie sięgała do jego ubrania, wsuwając chłodną dłoń pod jego górną część, chciała zbadać jego skórę i zobaczyć co kryje się pod koszulą, jeszcze oczyma wyobraźni, zanim całkowicie się jej pozbędą.


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]04.05.20 20:10
Jakaś drętwota spina nagle moje ciało, a ja mam wrażenie, że tracę kontrolę. Czuję dziwne niedopasowanie z kanapą, na której siedzę, z moją koszulką, a nawet z oknami, wychodzącymi na ruchliwą ulicę. Dźwięki przejeżdżającego metra sprawiają, że powietrze wibruje, a ja zamieram z nagłego przerażenia, jakbym spodziewał się co najmniej trzęsienia ziemi. Podłoga jednak zostaje na swoim miejscu, więc sięgam po pilota i dla niepoznaki i zatuszowania mego poruszenia, o kilka stopni podnoszę poziom dźwięku. Wolę dudnienie na życzenie, niż jazgot dochodzący z zewnątrz, który przypomina mi o naturalnych katastrofach. Mieszkam tu już kilka lat, a nadal się nie ogarnąłem, nie ma na to innego słowa niż żałosne. Muszę to zostawić, odejść, nie przejmować się. Skupić się na sobie i zaplanowanej przyjemności, Shannon przychodząc tutaj zgodziła się na pewne warunki, w mniej niż sterylnych nie przywykłem się zabawiać.
Ciekawe, czy będzie chciała nocować, zastanawiam się, spoglądając jak je. Dobrze sobie radzi z pałeczkami, ja nadal jestem pod tym względem ostatnią sierotą, choć przynajmniej trzy razy w tygodniu jem chińszczyznę. Palce mam zręczne, nie moja wina, że akurat w tym przypadku współpracy odmawiają; znajomi zawsze się ze mnie nabijają, gdy wychodzimy na miasto, bo zjedzenie sushi w knajpie tak, żeby się nie ufajdać to już dla mnie spore wyzwanie. Na którym zwykle polegam.
Trudno, taki lajf, jak mawia Bruno, udaje mi się nie ujebać koszulki sosem, więc drugim winem świętuję sukces. Ona nie pije, trudno, bo ja nie zamierzam się ograniczać. O erekcję się nie obawiam, bo jedna butelka to wciąż nie tak dużo, by mogło ściąć mnie z nóg. Zdarzało się to na imprezach, ale i tak trafiałem na spoko laski, a nie żadne pindy, które by robiły z tego aferę. Zresztą, bozia nie tylko penisa mi dała, umiem robić ze swego ciała użytek, więc ahoj i płyńmy razem w piękny rejs.
Liczę, że nerwowość pryśnie wraz z pierwszym dotykiem, lecz prąd przeskakujący pod palcami wcale mnie nie uspokaja. Kładę dłoń na jej udzie, dotykam sukienki, wsuwam ją dalej, pod spód, muskając cienkie rajstopy, ale kurwa, dalej nic. Stres uderza we mnie jak hipis grający na gongu i nawet ciepłe wargi na moich ustach nie działają terapeutycznie. Całuję ją, chociaż nie czuję absolutnie nic, ani fali gorąca, ani podniecenia. Nie ma we mnie nawet niechęci, więc nie idzie tu o złą chemię, o to, że mnie nie pociąga. Prawdę mówiąc, gdy zobaczyłem ją w drzwiach w tej krótkiej kiecce, mój kutas już podskoczył wesoło, gdy w ciągu trzech sekund wyobraziłem sobie to, co będziemy robić później. A teraz co?
Nie rozumiem zupełnie, co się dzieje, więc ignoruję własne rozdrażnienie, zamykam oczy i skupiam się na pocałunku. Jej wargi są ciepłe, wilgotne, miękkie, w ostrej kontrze do moich, spierzchniętych od wypitego wina. Język pewnie mam czarny, lecz nie sprawdzam tego, obejmując ją ściślej. Jedną rękę wplatam w jej włosy i ciągnę lekko, chcąc, by obnażyła przede mną szyję, którą znaczę śliskim śladem ostrożnych pieszczot, okropnie wybijających z rytmu. Mógłbym już ją zerżnąć, zerwać z niej bieliznę i pójść na całość, lecz kołacze mi się gdzieś z tyłu głowy myśl, jak naganne jest to zachowanie. Oddycham ciężko, jakbym właśnie przebiegł maraton i chwytam za jej dłoń, którą oparła na mojej klatce piersiowej.
-Sorry, ale nie mogę - mówię cicho, odrywając się od jej ciała i odsuwając odrobinę na kanapie - to nie tak powinno wyglądać - stwierdzam, zwieszając głowę, żeby nie patrzeć jej w oczy. Jest mi wstyd za moje zachowanie, a zaraz potem robi mi się głupio i już nie wierzę w to, co powiedziałem. Dychotomia rozkręca mnie do śrubek, nie rozumiem absolutnie nic; z jednej strony mam na nią ochotę i chcę, by była naga, z drugiej opieram się przed dotknięciem jej choćby przez ubranie. Najpierw ślub, dziwne echo grzmi mi w głowie - przesada?


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Miło było panią poznać [SEN] 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]08.05.20 23:53
Całe spotkanie klarowało się w jasnych barwach, pełnych odcieni zadowolenia i spełnienia ukrytych pragnień. Oboje wiedzieli jaki miało cel i nawet najpiękniejsza oprawa nie była w stanie zatrzeć tego, do czego zmierzali. Grzeczność mężczyzny, z którym dziś przyszło jej się spotkać, jego przyjemne zachowanie, odrobina szarmanckiego obycia... to coś, z czym nieczęsto dane było jej się spotkać. Intrygujący mężczyzna, który miał wiele do zaoferowania i choć stawiał jasne i przejrzyste warunki, różnił się zasadniczo od innych. Oboje byli poszukiwaczami, odkrywcami, badaczami... usilnie poszukiwali spełnienia pragnień i zadowolenia. Czasy były trudne, a idiotów nie brakowało, więc spotkanie kogoś tak wyjątkowego... było naprawdę imponujące.
Nie dziwiła się, że przystojniak chciał szybko przejść do rzeczy i od razu zacząć działać. Nie bez powodu wystroiła się w tą obcisłą sukienkę uwydatniającą jej walory. Pełne piersi wciśnięte pod materiał, długie nogi odkryte całkowicie, niebotycznie wysokie szpilki. Gdyby to miało być spotkanie nerdów, na pewno włożyłaby kanciaste okulary i zwykłą koszulę, żeby nie wyróżniać się w tłumie. On był ubrany niczego sobie, z klasą i smakiem, w dobrym guście. Tak jak to pomieszczenie, całe wykonane "pod wymiar", a każdy element pasował do siebie. Dokładnie tak, jak Francis pasował do tego miejsce. Czysta harmonia, perfekcyjne dopasowanie. Śpieszno jej było poznać jego drugą naturę, tą, którą ukrywał pod osłoną dobrego zachowania, odpowiedniej formy spotkania. Zupełnie tak, jakby wszystko działo się wedle ustalonego scenariusza, a oni odgrywali jedynie swoje role.
Pocałunki były przyjemne, a jego dotyk palił skórę wzmagając pożądanie, narastające z każdą chwilę. Chciała go więcej, chciała go badać i sprawdzać na co było go stać. Kiedy właśnie zaczynała się rozkręcać, szanowny Francis przerwał, stwierdzając, że nie może... Nie ukrywajmy, Shannon otworzyła usta ze zdziwienia. Impotent? Tak pięknie opisał swoje wymagania co do prawa jednej nocy i braku zobowiązań, najwyżej interesowały go innego rodzaju relacje, a kiedy atmosfera zaczynała się podgrzewać... stwierdzał, że nie może i nie tak to powinno wyglądać.
- A jak powinno? - zaśmiała się lekko i nieco nerwowo poprawiła włosy. Oblizała usta kiwając lekko głową, zdziwiona całą sytuacją. Dłonie wylądowały grzecznie na kolanach, gdzie chwilę wcześniej poprawił sukienkę. Skoro nie może i miało to wyglądać inaczej... - Chociaż w zasadzie nie wiem czy chcę słuchać wyjaśnienia. - dodała jeszcze, podnosząc się powoli z kanapy. Zabawne, tak obiecująco przedstawiała się dzisiejsza noc, a najwyraźniej skończy się na przemiłym wspomnieniu pysznego jedzenia i wyskoku młodego mężczyzny, który okazał się impotentem. Zabawne, jak ludzie ukrywali swoje wady za pomocą słów wypisywanym w sieci. Gotowa była wyjść, zebrać się i opuścić jego dom. Sama nie do końca była pewna czego od niej mógłby teraz oczekiwać, bo chyba nie tego, że pozmywa naczynia!


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]19.05.20 14:42
Żyję dla przyjemności, nie inaczej. Zdarza mi się nie płacić czynszu w terminie (zapominalstwo wychodzi uszami), zarzynać się w pracy zostając po godzinach i irytować się wyskokami młodszej siostry i jej mężulka-kryminalisty. Na trzeźwo znosić się tego nie da, więc moje dni opierają się na dążeniu do prostego zadowolenia. Osiąganego na rozmaite sposoby, od gnicia w łóżku do południa i czytaniu niezłej książki, aż po seksualne ekscesy w miejscach publicznych, co czyni je jeszcze bardziej satysfakcjonującymi. Tak powinno się to odbywać, ludzie nie lubią doznawać przykrości, nie lubią cierpieć. Ja nie jestem wyjątkiem, mam takie marzenie, żeby poczuć się szczęśliwym na dłużej niż kilka sekund po orgazmie, lecz póki co, bujam się po prostu po mieście jak audiofil, który nie może pozwolić sobie na sprzęt odpowiadający jego wymaganiom. Niby robię sobie dobrze, paski potrzeb notorycznie na zielono, ale coś w tym obrazku mnie mierzi. Nie wiem dokładnie, w czym rzecz: czy to tło się zjebało, a może drugoplanowe postacie są nie takie. Kwestia stylu? Może, nagle i moje mieszkanie zdaje mi się okropnie brzydkie, chłodne, nieznajome. Podgrzewana podłoga, szafki bez uchwytów, energooszczędne żarówki dające chłodne światło; wzdrygam się gwałtownie, a po plecach przebiega mi dreszcz, który nie ma absolutnie nic wspólnego z coraz cięższą atmosferą. Oboje oddychamy płytko, w moich ustach zbiera się ślina, przełykam ją dyskretnie, ot, pierwszy i bardzo wyraźny sygnał, że pragnę zakończyć rozmowę, wymienić z nią płyny ustrojowe, zderzyć się zębami i przesunąć językiem po zębach. Napięcie rośnie, basy wibrują, szczęk butelki stawianej na szklanym stoliku dudni w moich uszach zdecydowanie za głośno, a moje dłonie oparte na jej udzie sztywnieją. Czuję, jakbym w ustach miał pełno kurzu i zatkane drogi oddechowe, a jej ciało zamiast leczyć te dziwaczne bolączki, jedynie potęgowało postępujący dyskomfort. Wbijam paznokcie w jej biodro i zadzieram nogę do góry, żeby fizyczność zakłóciła niepokój, pozwoliła mi odetchnąć lżej powietrzem prosto spomiędzy warg Shannon. Tak robiliśmy w Eton, pierwsze pocałunki przeplatając papierosowym dymem i myśląc, że jesteśmy tacy dorośli. A teraz, gdy mogę pozwolić sobie na wszystko i dużo, dużo dalej, straszliwie blokuje mnie niepoprawność. Ręce powinniśmy zaplatać ze swymi palcami, usta winny spadać najdalej na wargi, nieśmiało i ostrożnie, a tymczasem zaciskam je na szyi Shannon, dążąc do zaczerwienionego ucha i maltretując zajadle jego płatek. W głowie zamiast fajerwerków obijają mi się konsekwencje, spojrzenia, jakie padną na kobietę, gdy wyjdzie z mieszkania z rozwichrzonymi włosami, rozmytym makijażem i dziwnie czerwonymi kolanami. Zlinczują ją, obrzucą gnojem, rodzina się jej wyrzeknie, nigdy nie znajdzie męża: udzielają mi się dziewiętnastowieczne reguły, ale naprawdę się martwię. I właśnie dlatego, po prostu nie mogę.
Co z tego, że pocałunki są coraz bardziej namiętne, a jej nogi oplatają moje biodra na wąskiej kanapie, co z tego, że błądzi rękami po moim torsie, gładząc chłodną skórę, co z tego, że mój kutas wyraźnie się niecierpliwi; przyzwoitość bierze górę, muszę to przerwać, zanim... właściwie, co by się stało? Jestem zdezorientowany, właściwie mógłbym rzucić się na nią ponownie, unieruchomić dłonie za głową albo przygnieść do ściany, ale to już po zawodach, mimo że z głośnika właśnie lecą Wczasy.
-Zamówię ci ubera - mamroczę, wstając z kanapy i odwracając się tyłem do Shannon. Koszulkę mam pogniecioną, włosy w nieładzie, a dalej szczypie mnie to niezidentyfikowane, nieprzyjemne uczucie zawalenia sprawy. Coś jak swędzenie nosa w równoległym wymiarze; pytam o adres i wklepuję dane, modląc się, by kierowca przyjechał jak najszybciej i po prostu zabrał ją stąd zabrał. Nie mam weny, nie mam ochoty, po prawdzie - jest mi wstyd. Za nią, ze siebie. Ale z innych powodów, niż te, o które mnie podejrzewa.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Duch
Miło było panią poznać [SEN] 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Miło było panią poznać [SEN] [odnośnik]06.06.20 0:00
Świat kręcący się wokół pieniądza i zaspokajania potrzeb. Każdy szukał szczęścia, lecz nie każdy mógł je odnaleźć. Dla jednych płytkie zaspokajanie podstawowych potrzeb było wystarczającym komfortem, dla innych pragnienie odnalezienia głębszego sensu w działaniach było podstawową sprawą. Wystarczyło mieć świadomość, że świat, w którym kasa grała główną rolę nie mógł być ani dobry, ani idealny. Przejmowanie się błahostkami i poprawnością polityczną nie było najlepszym pomysłem, każdy w końcu sfiksowałby od ciągłego zastanawiania się, w jaki sposób zostanie odebrany jego kolejny krok. Świat zmienił się nie do poznania, pragnienie wolności i niezależności odepchnęło sztywne reguły postępowania na dalszy plan i mało kto przejmował się jakąkolwiek poprawnością. Ona również nie przejmowała się opiniami innych ludzi. Przychodząc do mieszkania Francisa wiedziała na co się pisze i w jaki sposób potoczy się całe spotkanie. Niespodziewanym za to była blokada, która nagle wstąpiła w niego i dała piękny, zaskakujący obraz. Nie to, że go nie pociągała. Widziała jego pożądliwy wzrok od samego początku, nastawiała się nawet na noc pełną wrażeń, a tymczasem otrzymała zaskakujące odrzucenie. Czyżby gryzły go wyrzuty sumienia? Może gdzieś w delegacji była jego żona, którą właśnie zdradzał. A może miał kogoś, kogo zdążył pokochać i próbował o niej zapomnieć pchając się w ramiona innej. Czasem było to jak lekarstwo, ale najwyraźniej Francis był zbyt chory, żeby Shannon mogła go uleczyć. Poprawność to coś, co właśnie go pokonało, najwyraźniej ostatecznie, skoro odszedł od niej i zamówił Ubera.
Zmarnowany wieczór, nie wystawiłaby mu pięciu gwiazdek w opinii, bo mogła go spędzić w bardziej szalony sposób. Napiła się dobrego alkoholu, zjadła świetne jedzenie, ale nadal brakowało jej czegoś, żeby móc uznać to spotkanie za całkiem udane. Właśnie spieprzył, kolejny raz Shannon nie da się nadziać na taką akcję. Patrząc na jego aparycję i opis była pewna, że to mężczyzna, który wie czego oczekuje. Okazało się to jedynie pustymi słowami. Najwyraźniej to całkowita i szczera prawda, w internecie można napisać dosłownie wszystko, bez żadnych konsekwencji.
- Zmień sobie opis w aplikacji, skarbie, bo chyba za dużo obiecujesz. - dodała na odchodne, stając w samych drzwiach. - Dzięki za kolację, choć to było dobre. Poradzę sobie. - mruknęła jeszcze puszczając mu oczko, a później po prostu wyszła, kierując się w swoją stronę.


[Koniec]


Shannon Lyon

Shannon Lyon
Zawód : Szukam szczęścia
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And hand in hand, on the edge of the sand,
They danced by the light of the moon.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8050-shannon-lyon https://www.morsmordre.net/t8179-figa#235301 https://www.morsmordre.net/t8178-shannon#235300 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8180-skrytka-bankowa-nr-1959#235302
Miło było panią poznać [SEN]
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach