Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia IV
AutorWiadomość
Kuchnia IV [odnośnik]19.04.20 2:05

Kuchnia

Niewielki kącik kuchenny. Mimo innych kolorów i braku funduszy na remont, Frances starała się aby kuchnia jako-tako pasowała do reszty mieszkanka. I tu jest pełno roślin, a centrum kuchni jest spory, drewniany stół który blondynka okleiła kolorową okleiną, aby ukryć porysowany blat. Wszystko zdaje się mieć swoje miejsce, nawet kilka książek walających się po jednej z półek. Kuchnia to jedno z ulubionych miejsc Frances w mieszkanku. Blondynka uwielbia siedzieć z herbatą przy stole bądź na blacie, opierając się o okienną ramę.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia IV [odnośnik]19.04.20 4:17
27 maja 1957 roku


Nie zwykła do otrzymywania nieznanych sów.
W zasadzie jakiekolwiek sowy otrzymywała coraz rzadziej, zapewne za sprawą rygorów, jakie Ministerstwo wprowadziło do życia londyńczyków. Treść listu zdawała się być bardziej niezwykła od widoku obcej sowy na jej parapecie. Rzadko przyjmowała prywatne zlecenia bez jakichkolwiek pośredników. Dbając o swoje bezpieczeństwo wolała nie być powiązania z truciznami bądź eliksirami bojowymi, jakie nie raz przyszło jej przyrządzać dla tych, którzy wiedzieli kogo zapytać o te specyfiki, cała sytuacja wydawała jej się więc dość abstrakcyjna oraz nie budząca zaufania. I gdyby nie imię oraz nazwisko stojące w treści listu, zapewne by się na nie nie zgodziła.
Drew znała... W zasadzie nie była w stanie stwierdzić, w którym momencie swojego życia zawarła specyficzną znajomość. Był jej stałym klientem, kimś kogo darzyła zaufaniem a ostatnio, mężczyzna wszedł nawet w buty jej starszego brata. I jedyne, czego w tej sytuacji była pewna to fakt, że nie wystawiłby jej na niebezpieczeństwo, tym samym odcinając się od jej umiejętności.
Dzień pracy zdawał się jej niemiłosiernie dłużyć, zwłaszcza w spokojnej, pogrążonej w półmroku pracowni alchemicznej. W końcu jednak wybiła godzina szesnasta, a jasnowłosa alchemiczka mogła udać się do domu, po drodze odwiedzając jedną z cukierni, aby kupić kawałek ciasta. W końcu mama zawsze mówiła, że gości - niezależnie o celu ich wizyty - należy przyjąć w odpowiedni sposób. I tak też miało być i tym razem, nawet jeśli gość do tej pory nie był jej znany i zapewne przychodził w sprawie, którą z pewnością nie powinna parać się panna, taka jak Frances.
Pukanie do drzwi sprawiło, że szaroniebieskie spojrzenie upewniło się, że wszystko jest tak, jak powinno, by w kolejnej sekundzie przenieść wzrok na gładką taflę lustra upewniając się, że i ona prezentuje się w odpowiedni sposób. A gdy była pewna, że wszystko jest tak, jak powinno otworzyła drzwi.
Nie wyglądała na kogoś, kto potrafił przygotować szkodliwe, nie raz i śmiercionośne mikstury. Wyglądała raczej... dość niewinnie. W niebieskiej sukience sięgającej połowy łydki, bardzo grzecznej w swej formie; perłowym naszyjnikiem zdobiącym łabędzią szyję oraz delikatną urodą, z pewnością nie przywodziła na myśl jakiegokolwiek skojarzenia z czymś złym w swej naturze. Uroki niepozorności.
- Dzień dobry! Zapraszam do środka. - Delikatny, przyjazny uśmiech ozdobił jej twarz, gdy wpuściła kobietę do środka, zamykając za nią drzwi na oba zamki - objaw przezorności, która zdążyła wejść jej w krew.
Mieszkanie było niemal pedantyczne - nijak było doszukiwać się w nim jakiegokolwiek znamiona bałaganu, nawet wśród doniczek z kwiatami, których z pewnością było o wiele więcej niż pasowało do tak niewielkiej przestrzeni, panował specyficzny ład. Dziewczę poprowadziło panią Rockwood do kuchni, gdzie czekały już na nie dwa talerzyki, pokrojone ciasto, dwie filiżanki oraz dzbanek z gorącą herbatą.
- Proszę się częstować, herbaty? - Brew panny Burroughs powędrowała do góry, by - jeśli kobieta wyraziła chęć na gorący napar - napełnić filiżanki. - Przyznam, że zwykle nie przyjmuję zleceń bez pośrednika. Drew jest wyjątkiem... Dobrze się znacie? - Szaroniebieskie spojrzenie utkwiło w twarzy kobiety, gdy zadawała bardzo istotne pytanie. Wszak jeśli Drew darzył ją zaufaniem - chociażby biznesowym - i ona mogła zdobyć się na podobny gest. - I co panią do mnie sprowadza? - Kolejne pytanie, zadane ledwie chwilę później bez zbędnych konwenansów, gdyż jej gość nie wyglądał na kogoś, kto otaczałby konkrety pięknymi woalami słów.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia IV [odnośnik]21.04.20 19:10
Sowy, należące do Sigrun na przestrzeni lat, zazwyczaj nieco się nudziły. Nie miały zazwyczaj zbyt wiele do roboty poza polowaniami i drzemką na swojej żerdzi. Ich właścicielka nie należała do osób zbyt wylewnych, nie czuła potrzeby, by dzielić się z przyjaciółmi swoimi myślami, wątpliwościami czy pomysłami zbyt często. Większość z nich nie nadawała się nawet, by przelać je na papier. Oni zaś z trudem wpisywali się w książkową definicję przyjaźni, do tego nie było ich wielu. Rookwood wyznawała zasadę, że jest znacznie bezpieczniejsza, jeśli nikogo nie obdarzy zaufaniem w sytuacji, gdy nie jest to absolutnie konieczne. Nieczęsto zdarzało się, by wysyłała Astrid do zupełnie obcej osoby - w ostatnich dniach młoda sowa miała nieco więcej roboty przy dostarczaniu listów, miała szczęście, że wracała cała i nieotruta - sytuacja zmuszała Sigrun jednak do rozejrzenia się za wyspecjalizowanym alchemikiem. Dotychczas w pełni wystarczał im Dolohov - utalentowany Rosjanin służył wiernie Czarnemu Panu, do tego siedzenie w swojej piwnicy przy kociołku było dla niego największą pasją i znajdywał nawet czas, aby zaopatrzyć jej grupę łowców wilkołaków w potrzebne eliksiry. Wszystko co dobre nierzadko szybko się kończy, musieli znaleźć kogoś na jego miejsce. Wątpiła, aby ktoś miał podobnie pewną rękę, tęgi łeb na karku i talent do warzenia mikstur, jednakże Macnair pannę Burroughs zachwalał i zapewniał, że nie współpracuje z nią od tygodnia, czy dwóch. Podobno można było na niej polegać - także przy mniej legalnych zleceniach, choć w obecnej chwili, kiedy Czarny Pan przejął w Londynie władzę, Rookwood nie widziała powodu, by specjalnie się krygować i ukrywać z zamiarami. To oni stanowili tu prawo - Rycerze Walpurgii.
Astrid przyniosła zadowalającą odpowiedź, tak więc Sigrun przybyła do Londynu w jedno z majowych popołudni, by zapukać do drzwi mieszkania numer cztery w jednej z kamienic na Flat Street w portowej dzielnicy. Zabawne, bywała tu ostatnio tak często, a o żadnej Burroughs jeszcze nie słyszała. Rzeczywiście nie spodziewała się także ujrzeć podobnie eleganckiej i urokliwej młodej damy, która otworzyła jej drzwi. Dziewczyna wyglądała jak z obrazka, brakowało jej jedynie wiklinowego koszyka w dłoniach i ukrytym weń puchatym króliczkiem. Nie należało jednak oceniać książki po okładce, czyż nie?
W przeciwieństwie do Frances okładka Sigrun była łatwiejsza do odczytania. Zdecydowała się pojawić tu we własnej postaci - wysokiej, smukłej czarownicy, której kobiece kształty opinała ciemnozielona szata sięgająca połowy uda, ze skórzanymi spodniami pod nią. Ostro zarysowane kości policzkowe i ciężkie powieki nadawały jej twarzy takiego wyrazu, jakby się złościła - a póki co była całkiem spokojna.
- Dzień dobry, panno Burroughs - odpowiedziała, śmiało przekraczając próg i rozglądając się wokół po pedantycznym wnętrzu. Niezwykle do pasowało do właścicielki. Tak na pierwszy rzut oka. Usłyszała za sobą szczęk zamka, ale nawet się za sobą nie obejrzała. Nie obawiała się delikatnych jak kwiat alchemiczek. Podążyła za nią i spojrzała na dzbanek z herbatą. Odsłoniła wyraźną przerwę między jedynkami, kiedy zaśmiała się perliście. - A jaką mam pewność, że nie ma w niej trucizny? Jeśli jest panna tak dobra jak zapewnia Drew, nawet nie zauważyłabym, że to nie cukrem herbata została posłodzona - wyrzekła rozbawiona. Chyba nie warto truć potencjalnej klientki, która miała pełną sakiewkę, czyż nie? Sigrun zajęła miejsce na wskazanym krześle i nonszalancko założyła nogę na nogę. - Ma pani coś przeciwko? - spytała blondynka, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i podsuwając je Frances, by poczęstowała się jeśli tylko miała ochotę. - Dobrze się znamy z Drew. Łączy nas coś... Wyjątkowego i nierozerwalnego - wyjaśniła z uśmiechem, zdając sobie sprawę, że dla osoby postronnej mogło zabrzmieć to niemal dwuznacznie - wbrew pozorom jednak nigdy nie wylądowała z Macnairem w łóżku. Miała na myśli jedynie służbę Czarnemu Panu. - Jeśli ufa więc pani Drew, może pani zaufać i mnie - dodała. - Proszę mi opowiedzieć w jakich miksturach się panienka specjalizuje?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia IV [odnośnik]24.04.20 2:05
Frances nigdy nie lubiła się wychylać. Ceniła sobie przyjazną, ciepłą bańkę swojego świata z której wychodziła niechętnie i nieczęsto. Tym bardziej unikała wszelkich powiązań z tymi paskudnymi, portowymi uliczkami z których tak mocno pragnęła się uwolnić, przed laty zmuszona do przeprowadzki do nieprzyjaznej dzielnicy dla takich, jak ona. Nie pasowała tutaj. Wystarczył jeden rzut oka na jej osobę, aby utwierdzić się w tym przekonaniu. Zaś jej gość sprawiał wrażenie takiego, który mógłby pasować wszędzie nawet ze specyficznym wyrazem jasnej twarzy. Gdzieś w środku, mimo niezamienionych jeszcze słów panna Burroughs poczuła podziw do kobiety, która na myśl przywodziła jej jeden przymiotnik - silna. Frances miała wrażenie, że blondynka odznaczała się również odwagą oraz pewnością siebie - cechami, których jej z pewnością brakowało. I to właśnie ten powód wywoływał cichy podziw do gościa.
Powstrzymała się przed wywróceniem oczami na słowa, jakie padły z ust pani Rockwood. Nie lubiła oceniania pozorami, niezależnie jakie by one nie były. Ostatecznie wydała ze swoich ust ciche westchnienie, samej upijając łyk naparu.
- Otrucie pani w tym konkretnym momencie byłoby posunięciem głupim, a ja z pewnością głupia nie jestem. Byłyśmy umówione, a to oznacza, że ktoś może wiedzieć, że jest pani u mnie. Jeśli nie, jestem niemal pewna, że w pani mieszkaniu dałoby się znaleźć mój list… A to wykreśla wszelkie trucizny mogące odebrać życie, gdyż byłoby to zbyt proste do powiązania. - Wzruszyła ramionami, jakby mówiła o pogodzie, a nie rozkładała na czynniki pierwsze teorię, dotyczącą zaprawionej herbatki. - Po za tym, pozbycie się ciała zawsze jest problemem, a z tego materiału usunięcie plam jest nader ciężkie. Co prawda są mikstury psujące zdrowie, bądź te z opóźnionym działaniem, jestem jednak pewna, że gdyby za parę dni źle się pani poczuła połączyłaby pani kropki. Istnieje również możliwość, że nawiążemy współpracę. Reasumując, otrucie pani jest co najmniej nie intratne. - Po raz kolejny upiła łyk herbaty, mając nadzieję, że uświadomiła kobietę w fakcie, iż nie zagraża jej w jakikolwiek sposób. Wszak nie była wojownikiem lecz czarownicą poświęconą nauce, stawiającą wiedzę, fakty oraz logikę ponad wszystko inne. A by móc w pełni poświęcać się nauce, potrzebowała pieniędzy, jakie przynosiły jej zlecenia.
Jasnowłosa alchemiczka pokręciła jedynie głową, gdy kobieta spytała o papierosy. Sama po żadnego nie sięgnęła. Nikotyna była jej równie nieznana co uniesienia serca. I słowa, dotyczące znajomości z Macnairem pozostawiła bez komentarza, nie chcąc aż tak bardzo wnikać w jego relacje, by pytać o szczegóły… Których, wnioskując po dwuznaczności wypowiedzi, nie chciała znać.
- Czemu miałabym zaufać komuś, kto tego zaufania nie ma do mnie? - Spytała, unosząc z zaciekawieniem brew. Jakakolwiek współpraca wymagała zaufania z obu stron, chociażby minimalnego - Frances nie łudziła się, że ktokolwiek od razu zapała do niej wielkim zaufaniem. No chyba, że wleje mu do napoju odpowiedniego specyfiku, tym jednak razem, nie widziała sensu w pojeniu gościa eliksirem.
- W zasadzie, nie posiadam jednej, konkretnej specjalizacji. - Zaczęła, poprawiając palcami materiał sukienki na jej udzie. - Potrafię przyrządzić większość eliksirów, jakie są nam znane. Najczęściej są to środki lecznicze z racji miejsca pracy, równie często przychodzi mi przyrządzać trucizny bądź eliksiry bojowe. Od niedawna również tworzę własne receptury. - Spokojnie wyjawiła gościowi zakres swoich sporych umiejętności. Nie pytała jednak ponownie o to, czego potrzebowała kobieta pewna, że ta w końcu wyjawi jej, czemu też potrzebuje pomocy zdolnego alchemika, by mogły omówić wszelkie szczegóły.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia IV [odnośnik]03.05.20 19:20
Wysłuchała wywodu Frances z uwagą, lekko przechylając przy tym głowę, nie ukrywając przy tym swojego zainteresowania. Wszystkie wypowiadane przez nią słowa utwierdzały Sigrun w przekonaniu, że znalazła się w odpowiednim miejscu, że niewinna, urocza aparycja i elegancka sukienka to jedynie okładka, za którą ukrywa swoje prawdziwe ja.
- Bardzo podoba mi się pani tok rozumowania. To, że myśli pani o wszystkim i przyszłościowo - podsumowała Rookwood. Zdążyła już nabrać przekonania, że ma do czynienia z czarownicą nie tylko mądrą i - jak zapewniał Drew - utalentowaną, ale inteligentną i bystrą. Przebiegłą. To nie podlegało wątpliwościom. Mieszkała przecież w nieciekawej okolicy, a ona sama prezentowała się tak, jakby mieszkała w zdecydowanie bogatszej dzielnicy Londynu. Otaczał ją smród portowego rynsztoku, pijani marynarze i przemytnicy, a Frances zdawała sobie dobrze radzić. - Współpraca ze mną będzie dla pani o wiele korzystniejsza i bezpieczniejsza - dodała. Panna Burrougs nie miała żadnych powodów, by spróbować ją otruć, choć może tylko jej się tak wydawało? Rookwood zdążyła narobić sobie przecież wrogów. Nie tylko wśród pożałowania godnych członków Zakonu Feniksa, ale jeszcze za starych czasów, w zeszłym życiu, którym określała te lata, kiedy nie służyła Czarnemu Panu, zdążyła narobić sobie wrogów. Także w dzielnicy portowej.
Uzyskawszy pozwolenie Sigrun z paczki wyciągnęła jednego papierosa i potarła koniec, by zajął się ogniem, po czym wetknęła go sobie do ust, zaciągając się przy tym mocno. Zapewne zapaliłaby nawet, jeśli Frances nie wyraziłaby zgody, bo choć - mimo wszystko - nie wychowano jej w oborze, to nikotynowy nałóg był zbyt silny. Nieustannie czuła potrzebę, by palić.
- Ma pani zupełną słuszność. Zaufanie to delikatna rzecz, ale myślę, że mogę je powierzyć w pani ręce - odpowiedziała z uśmiechem, wypuściwszy nieśpiesznie spomiędzy warg obłok dymu, po czym uniosła filiżankę wspomnianej herbaty i upiła z niej sporo naparu, choć był tak gorący, że niemal poparzył ją w język. Macnair ufał pannie Burrougs, gdyby tak nie było, to ona sama by się tu nie zjawiła, by nawiązać z nią współpracę - tak samo na poziomie zawodowym, jak i spraw Rycerzy Walpurgii. - Doskonale. Jest pani zatem wszechstronna i ma pani odpowiednią przykrywkę. Kogoś takiego właśnie potrzebuję. Oficjalnie chciałabym, aby zaopatrywała pani mnie i moich podwładnych w eliksiry lecznicze i bojowe. Jestem łowcą wilkołaków. Często musimy sami choć powierzchownie zaleczyć swoje rany, ale to nie mogą być zbyt zaawansowane eliksiry, których nie moglibyśmy zażyć sami. Rozumie pani? - podjęła, przechodząc do rzeczy konkretniejszych. Znów napiła się herbaty i zaciągnęła papierosem. - Trucizny także będą potrzebne. Dla mnie i moich przyjaciół. Zapewne widziała pani listy gończe za zbrodniarzami. Chciałabym wypełnić swój obywatelski obowiązek. Pani umiejętności bardzo by mi w tym pomogły. - Ostre oblicze Sigrun rozjaśnił promienny uśmiech, za którym kryło się coś fałszywego - bo przecież to nie o spełnienie obywatelskiego obowiązku tak naprawdę jej chodziło.
- Nad czym pani pracuje, jeśli mogę spytać? - spytała z ciekawością, nawiązując do wspomnienia o własnych recepturach. Valerij stworzył kilka interesujących mikstur - czyżby trafiła na podobnego geniusza?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia IV [odnośnik]04.05.20 21:37
Frances uniosła delikatnie kąciki ust, gdy usłyszała swego rodzaju pochwałę od swojego gościa. Analizowanie wszystkich czynników wpisywało się w jej naturę. Nigdy nie podejmowała decyzji, bez dokładnego przemyślenia sytuacji, rozliczenia wszelkiego za oraz przeciw i chociażby próby przewidzenia wszelkich konsekwencji. Daleko jej było do spontanicznego podejmowania decyzji, będąc pewną, że nie posiadała na tyle odwagi by być spontaniczną.
- W tych czasach bezpieczeństwo to cenna rzecz. - Stwierdziła, uważniej przyglądając się swojemu gościowi. Panna Burroughs nigdy w swoim życiu nie czuła się w pełni bezpiecznie. Portowe uliczki groziły nie pasującej do nich dziewczynie od długich piętnastu lat, odbierając wszelkie złudzenia bezpieczeństwa, nawet gdy zdawać by się mogło, że przywykła do nieprzyjaznego jej otoczenia.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc słowa dotyczące zaufania i samej postanawiając znaleźć go odrobinę, głównie przez wzgląd na Drew - była pewna, że nie przysłał by do niej nikogo, kogo nie był w stu procentach pewien.
Uważnie słuchała słów kobiety, co jakiś czas popijając gorącą herbatę. Szpitalna pensja nie wystarczała na wiele, a ostatnie wydarzenia znacznie uszczupliły ilość zamówień, jakie zbierał dla niej wuj. Potrzebowała pieniędzy by w końcu móc wynieść się z tego przeklętego portu do jakiejś bezpieczniejszej dla niej części miasta. Potrzebowała również funduszy na prowadzenie swoich badań naukowych czy oszczędności, by w razie wypadku móc służyć matce pomocą. Potrzebowała stałych, dużych prywatnych zleceń na których mogłaby porządnie zarobić.
- Doskonale rozumiem, o co chodzi. - Odpowiedziała na pytanie, będąc pewną, że przygotowanie prostych eliksirów leczniczych czy bardziej zaawansowanych eliksirów bojowych nie będzie stanowiło dla niej większego problemu. Iskierki podziwu błysnęły w oczach panny Burroughs na kolejne słowa, jakie padły z ust Sigrun. Podziwiała kobiety odważne, nie bojące się ryzyka a siedząca przed nią blondynka własnie na taką wyglądała.
-Widziałam, byłam nawet w tej sprawie w Ministerstwie, przyjmują jednak jedynie wiadomości, dotyczące konkretnego miejsca pobytu. - Nadal nie była pewna, czy dobrze postąpiła donosząc na dawnego przyjaciela, nie rozumiała jednak, czemu Ministerstwo nie wszczęło dokładniejszego śledztwa. - Pani i pani przyjaciele… Jakie macie zamiary? Istotnym jest aby odpowiednio dobrać środek. Są trucizny które zabijają, ale są również takie, które jedynie unieszkodliwiają spożywającego na jakiś okres czasu. - Wbrew pozorom nie była amatorką w tej kwestii, doskonale wiedziała, że nie zawsze celem otrucia jest doprowadzenie do zgonu delikwenta. O wiele częściej miały być głosem mściwej sprawiedliwości.
Uśmiech pojawił się ponownie na jej twarzy, gdy temat zszedł na prowadzone przez nią badania. Była dumna ze swoich osiągnięć, nawet jeśli nie zdecydowała się jeszcze ich upublicznić.
- Na razie nie upubliczniam moich badań, nie chcę aby dostały się w niepowołane ręce. Udało mi się jednak stworzyć eliksir wzbudzający zaufanie. Czas jego działania jest ograniczony, lecz osoba spożywająca uważa osobę podającą za bardzo bliskiego przyjaciela. - Frances upiła łyk herbaty. - Stworzyłam również eliksir po którego spożyciu wydarzenia nie zapisują się w pamięci, jeśli teraz bym go pani podała, nie pamiętałaby pani kolejnych kilkunastu minut naszej rozmowy. Tak, jakby się nie odbyła. - Oczy panny Burroughs błyszczały ekscytacją, gdy opowiadała o swoich dokonaniach. - Obecnie pracuję nad środkiem leczniczym dla szpitala, chciałabym jednak stworzyć jeszcze kilka innych mikstur, w tym kilka zaawansowanych trucizn. Niestety miewam problemy ze znalezieniem… obiektów badawczych na których mogłabym przetestować ich działanie, a i badania są niestety dość kosztowne. -  Mimo iż pracę badawczą rozpoczęła w kwietniu nie miała zamiaru spocząć na laurach. Marzyły się jej wielkie odkrycia na miarę czynów jakich dokonał jej idol Nicolas Flammel, odkrycie czegoś, co zostanie owiane legendą a jej nazwisko na zawsze pozostanie zapamiętane. Do tego jednak potrzebowała pieniędzy na te wszystkie ingrediencje oraz środki, mające ułatwić jej przyrządzanie nowych mikstur. A tego, chwilowo nie była w stanie przeskoczyć.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia IV [odnośnik]13.05.20 18:25
- Zawierając odpowiednie znajomości można zapewnić sobie bezpieczeństwo - wyrzekła Rookwood znacząco.
Frances była w takim razie przeciwieństwem Sigrun, która często postępowała po prostu lekkomyślnie. Zbyt rzadko kierowała się rozsądkiem, a zbyt często pozwalała, by przejmował nad nią kontrolę gniew i furia. Nie myślała wtedy nad tym co robi - po prostu parła do przodu, niszcząc wszystko na swojej drodze, niczym huragan, niekiedy nie dbając o własne bezpieczeństwo i zdrowie. Tańczyła na granicy ryzyka tak jak na linie, ale jak widać - wciąż wychodziła z tego żywa.
- Rozumiem zatem, że podobną współpracą byłaby pani zainteresowana, czyż nie? Regularna dostawa eliksirów równa się regularnym zapłatom, o to może się pani nie martwić - podsumowała z uśmiechem, ciekawa, co też wyniknie z tej współpracy. - Umówmy się na kilka mikstur, które wykorzystamy podczas następnej pełni. Zdąży pani? - dopytała; wolała usłyszeć odpowiedź twierdzącą, nie stawiała przed panną Burroughs ogromu pracy zaledwie dwa dni przed terminem, do następnej pełni księżyca pozostawało wciąż kilka tygodni. To dużo czasu. Przynajmniej tak się Sigrun wydawało. Od rozmyślań o łowcach, którzy jej podlegali wyrwało czarownicę jednak wspomnienie, że Frances odwiedziła Ministerstwo Magii w sprawie poszukiwanych zbrodniarzy. W brązowych tęczówkach coś rozbłysło.
- Ma pani podobne informacje? - spytała zaintrygowana. - Jeżeli zdecydowałaby się nimi ze mną pani podzielić, mogę obiecać, że zrobię z nich dobry użytek. Tak jak z pani wywarów - obiecała, mówiła spokojnie, wciąż z nadzieją, że panna Burrougs zdecyduje się współpracować z nią po dobroci. Cóż, nie zamierzała stąd w tej chwili wyjść, dopóki nie dowie się tego, czego pragnęła - a takie informacje były teraz Śmierciożerczyni potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. - Pragniemy przysłużyć się czarodziejskiemu społeczeństwu, oczywiście, panno Burroughs - skłamała gładko Sigrun, uśmiechając się przy tym promiennie, jakby nie rozmawiały o próbie pojmania ludzi - żywych lub martwych. - Oczywiście spróbujemy doprowadzić ich żywych przed oblicze sprawiedliwości, by ponieśli zasłużoną karę, lecz zapewne będą się opierać... Są niebezpieczni, dlatego obawiam się, że będziemy zmuszeni użyć wszelkich możliwych środków - odpowiedziała na jej pytanie z udawanym żalem, wzruszając przy tym ramionami, jakby wizja konieczności sięgnięcia po brutalną przemocą była dla niej problemem. - Co może mi pani zaproponować?
Rzeczywistość była zupełnie odmienna. Z rozkoszą zada im ból i będzie czerpać z ich cierpienia prawdziwą rozkosz. Chciała ujrzeć ich wijących się pod wpływem okrutnych tortur u swoich stóp.
- Obiecuję dochować tajemnicy - wtrąciła z szelmowskim uśmiechem, szczerze zaintrygowana tym, nad czym pracowała Frances - przychodząc tu nie miała wielkich oczekiwań, potrzebowała jedynie poprawnie uwarzonych mikstur, alchemiczka zaś wydawała się odnalezioną wśród portowego szlamu perłą. Wywary, o których opowiadała brzmiały... Cóż, naprawdę interesująco. To ciekawe, że podobne idee zrodziły się w tak młodej głowie - do tego sprostała wyzwaniu ich zrealizowania, a wyglądała na sporo młodszą od Dolohova. - Nie mogę zaprzeczyć temu, że jestem pod wrażeniem. Czy mikstury te przeszły już fazę testów i jest pani skłonna sprzedać po fiolce tych wywarów? - spytała Sigrun. Eliksir wzbudzający zaufanie przydałby się zarówno podczas śledztw, jak i bardziej wrażliwych działań Rycerzy Walpurgii. Podobnie wywar, który blokował w pewien sposób pamięć. To musiało mieć swoją cenę - Frances zasugerowała sama, że zależy jej na pieniądzach, potrzebowała ich do dalszych badań. Sigrun zaś mogła jej zapłacić, nie tak dużo, ale trochę złota miała.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia IV [odnośnik]14.05.20 0:45
Panna Burroughs kiwnęła głową, niemal pewna, że Sigrun należy do grona tych, odpowiednich osób. Nie często miała okazję poznać kogoś do niej podobnego, do tej pory pewna, że ze wszystkich osób które zna, bezpieczeństwo mógł zapewnić jej Drew oraz młody Sheridan. Jednak jedynie tego pierwszego była w stanie bez wyrzutów sumienia nazwać osobą odpowiednią.
- Oczywiście, jestem zainteresowana współpracą. - Niestabilne czasy sprawiały, że i dodatkowe zlecenia rzadko odznaczały się stabilnością, a szpitalna pensja… Cóż, Frances uważała ją za śmieszną, zwłaszcza gdy brała pod uwagę te wszystkie nadgodziny, jakie musiała wyrobić z powodu braków personalnych. Stabilne zlecenie było tym, czego potrzebowała aby móc spróbować wynieść się z tych przeklętych doków. W myślach przeliczyła wszystkie dni, jakie pozostały do pełni. Powinna zdążyć z większością eliksirów, jakie mogły przydać się łowcom wilkołaków. - Jeśli, jak pani pisała, przekaże mi pani trochę ingrediencji z pewnością zdążę. Obecna sytuacja, niestety opóźnia mojego dostawcę. Jestem jednak pewna, że uda mi się przyrządzić coś, co się przyda. - Odpowiedziała z pewnością w głosie. Brak stałych dostaw składników, zwłaszcza tych pochodzenia zwierzęcego, był problemem, Frances była jednak pewna, że uda się jej przyrządzić mikstury, które przydadzą się  pani Rockwood. W jej głowie zrodziło się kilka pomysłów, które z pewnością wykorzysta.
Panna Burroughs zawahała się, nie pewna czy powinna wyjawić kobiecie informacje, jakie posiadała. W większości były to mało znaczące powiązania bądź sugestie, gdzie szukać dalszych tropów… Świat jednak zdawał się zmieniać, a dziewczę miało przeczucie, że dobre kontakty z Sigrun mogą się jej jeszcze przydać. Do tej pory uparcie ignorowała politykę. I ignorowałaby ją i teraz, gdyby nie fakt, jej chociaż szczątkowa znajomość była w stanie zapewnić jej bezpieczeństwo. Coś, czego nigdy nie zaznała w tej podłej dzielnicy. Kiwnęła w końcu głową, podnosząc się z miejsca, w poszukiwaniu gazety, którą matka zostawiła u niej któregoś dnia. - Znam konkretne informacje tylko o jednym z poszukiwanych, co do kilku… To jedynie domniemania, które musiałaby pani sprawdzić. - Zaczęła, zgarniając gazetę z jednej z szafek, by wrócić do stolika, przy którym siedziały, by otworzyć ją na stronie, która zawierała portrety poszukiwanych osób. Zapewne pani Rockwood nie potrzebowała tego, lecz Frances miała zamiar się nią posiłkować. -Ten tu… - Dłonią wskazała na portret Bertiego. - Jego miejsce pobytu zgłaszałam Ministerstwu. Chodziliśmy razem do szkoły, był rok wyżej i w innym domu, ale mieliśmy całkiem dobry kontakt… - Westchnęła, nie chcąc wdawać się w jakiekolwiek szczegóły. - Prowadzi Cukiernię Wszystkich Smaków na Pokątnej, mieszka w Dolinie Godryka, jeśli ma pani jakąś mapę, mogę pokazać gdzie mniej więcej. - Dziewczę zamyśliło się na chwilę, przesuwając spojrzeniem po kolejnych twarzach oraz nazwiskach. - Jak już wspominałam, reszta to jedynie domniemania. Ona i on… - Tu Frances wskazała na zdjęcie Charlene Leighton oraz Archibalda Prewetta. - Pracowali ze mną w szpitalu Świętego Munga, nigdy jednak nie mieliśmy jakichś większych kontaktów. Ona jest alchemiczką, on był chyba ordynatorem od zatruć. Wydaje mi się, że jeśli popyta pani w szpitalu, ktoś powinien coś wiedzieć… Może nawet sam dyrektor ma jakieś dokumenty? Nazywa się Nicholas Lowe, popiera Ministerstwo nie jest jednak najmilszy. Ale kto wie, może by coś pani powiedział? - Nie miała pewności, czy te informacje cokolwiek dadzą jej gościowi, warto było jednak spróbować. Panna Burroughs nigdy nie była idealistką, zależało jej jedynie na spokoju oraz możliwości dalszego prowadzenia swoich badań. - To nazwisko… - Tu, wskazała na stronę z portretem niejakiej Marcelli. - Jest mi znane. Nie znam Marcelli, w szkole jednak przyjaźniłam się z dziewczyną, o tym samym nazwisku. Miała na imię Audrey, obecnie pracuje u Madame Malkin, mam na nią namiary pocztowe, nie mam jednak pojęcia, czy jest to pokrewieństwo czy zwyczajny zbieg okoliczności. - Sigrun wyglądała jej na profesjonalistkę, zapewne dlatego postanowiła podzielić się takimi informacjami. W końcu, skoro ktoś nie jest poszukiwany, z pewnością nie ucierpi, czyż nie? - I to nazwisko… - Tu wskazała na portret Pomony Vane.- Jest mi znane. Ponownie, nie mam pojęcia czy to pokrewieństwo czy zwykły zbieg okoliczności, takie nazwisko nosi jednak nauczyciel astronomii z Hogwartu. Przez chwilę mnie uczył, ostatnio nawet go spotkałam ale… Ech, to nie ta sama osoba. - Kolejne westchnienie wyrwało się z jej ust, by panna Burroughs mogła później upić łyk swojej herbaty. Dawno nie przyszło jej wypowiadać tylu słów, zapowiadało się jednak, że to nie jest koniec. - Wiem, że to nie wiele, ale może uda się pani podłapać trop. - Dodała wzruszając ramionami. Nie sądziła, aby jej wiadomości były w jakikolwiek sposób cenne, przynajmniej dopóki nie przeszły do tematu eliksirów. Uśmiech pojawił się na ustach panny Burroughs, gdy przyszło jej błysnąć alchemiczną wiedzą której, zawsze było jej mało.
- Eliksir senności może się przydać, jeśli będzie pani pamiętać o zasłonięciu swojego nosa oraz ust. Wpuszczony do pokoju po cichu, zapewni pani przewagę gdyż przeciwnik po prostu zaśnie. Z typowych trucizn proponuję Memento, wpływa on na psychikę spożywającego skażając wszelkie pozytywne wspomnienia cierpieniem. Eliksir Trutka również może być przydatny, objawy początkowo przypominają zatrucie, może jednak zabić. Co ważniejsze, jeśli będzie zależało pani na żywym delikwencie, wystarczy podać podstawowe antidotum. Zaproponowałabym jeszcze Eliksir Garota, nie posiadam jednak już kolców smoka… - Panna Burroughs zamyśliła się rozważając kolejną propozycję. Te eliksiry mogły zapewnić przewagę, jeśli byłyby odpowiednio podane co wymagało umiejętności oraz odpowiedniego podstępu. Znała jednak jeszcze coś, co byłoby  w stanie pomóc w możliwym starciu. - Jest jeszcze jeden eliksir, który mógłby przydać się w walce. Po jego rozbiciu powoduje dwudziestometrowy pożar który pali znajdujących się w nim czarodziejów, którzy mają wrażenie, jakby się spalali. Co ciekawe, jeśli chciałaby pani podarować mi trochę swojej krwi, jestem w stanie przyrządzić go tak, że będzie pani odporna na jego efekt. - Filiżanka po raz kolejny powędrowała do jej ust. Tak, z pewnością dawno nie przyszło jej tak wiele mówić, chciała jednak aby Sigrun miała pełny pogląd oraz odpowiednie informacje. Pozostawało mieć Frances nadzieję, że jej dostawca nie nawali. Dziewczę poprawiło się na swoim krześle, prze kolejną odpowiedzią.
- To nic takiego, interesują mnie wpływy na mózg oraz układy nerwowe. Tworzenie wpływających na nie eliksirów porównałabym do… układanki. Skomplikowanej, lecz możliwej. - W końcu to nie był jeszcze kamień filozoficzny, a swoje mikstury uważała za dość proste. - Tak, przeszły testy. Zaufanie testowałam na trzech osobach i wszystkie wyniki były conajmniej zadowalające, nie wywołuje żadnych skutków ubocznych. Jeśli chodzi o zaniki pamięci, w najwyższej dawce powoduje brak czucia w nogach oraz halucynacje. - Nad kolejną kwestią musiała się zastanowić. Doskonale zdawała sobie sprawę, że stworzone przez nią eliksiry mogą być przydatne. Kto wie, może nawet niebezpieczne? Nie była pewna, czy była w stanie zaufać swojemu gościowi na tyle, aby podzielić się eliksirami, z drugiej jednak strony… Potrzebowała pieniędzy. Na ingrediencje, wyprowadzkę oraz dalsze badania…
- Byłabym skłonna sprzedać pani po fiolce moich eliksirów, pod jednym jednak warunkiem: po użyciu, opisze mi pani ich działanie. W przyszłości chciałabym je wzmocnić, a do tego będę potrzebowała danych. Czy pasuje pani taki układ? - Uniosła z zaciekawieniem brew, licząc na to, że kobieta przystanie na jej warunek. W końcu, jeśli uda się jej zdobyć odpowiednie dane, będzie mogła usprawnić ich działanie, bądź stworzyć coś nowego, z pewnością większego. I gdzieś w środku, panna Burroughs miała nadzieję, że ta współpraca potrwa dłużej. Potrzebowała stałych, pewnych klientów, którzy byliby w stanie docenić jej umiejętności oraz sprawny umysł.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia IV [odnośnik]26.05.20 15:45
Sigrun wygięły się w jeszcze szerszym uśmiechu.
- Doskonale. Mam je przy sobie, bo po cóż miałabym zwlekać. Z pewnością wykorzysta je pani lepiej ode mnie - powiedziała Rookwood, mówiąc trochę niewyraźnie, bo w ustach miała papierosa, a dłońmi sięgnęła do torby, którą ze sobą przyniosła. Wyciągnęła z niej dwie kryształowe fiolki, coś podłużnego owiniętego w materiał i dwie drewniane szkatułki. Z jedną obchodziła się wyjątkowo ostrożnie. - Krew jednorożca, róg garboroga, ogniste nasiona i... róg buchorożca. Chyba nie musze ostrzegać, by była pani naprawdę delikatna - wyjaśniła. - Jeżeli ma pani problem z dostawcą... Jestem łowcą. Zawodowo wilkołaków, ale polowania to moja pasja. Nierzadko udaje mi się zdobyć zwierzęce części... Rogi, krew, narządy. Mam też kontakty wśród innych łowców. Proszę pisać, jeżeli będzie pani czegoś potrzebować, zobaczę, czy uda mi się zdobyć to szybciej - zaproponowała. Mogła zaoferować Frances nie tylko złoto, ale i materiały, których będzie mogła użyć. Także do swoich badań. Krew jednorożca była wyjątkowo rzadka, a podarowała jej dwie fiolki.
Patrzyła na jasnowłosą alchemiczkę badawczo, kiedy zastanawiała się nad udzieleniem jej odpowiedzi na pytanie o poszukiwanych. Nie naciskała, jeszcze, nie wyrywała się z groźbami, mimo wszystko liczyła, że ta rozmowa przebiegnie w przyjemnej atmosferze - jak dotychczas. Lepiej, aby Frances naprawdę chciała jej pomóc. Mogły obie przecież zaoferować sobie wiele.
- Nie szkodzi. Każda, nawet pozornie nieistotna informacja, może naprowadzić na właściwy trop - zachęciła ją, zerkając w stronę gazety, na której widniały portrety członków Zakonu Feniksa. Sam widok tych parszywych mord wzbudzał w Rookwood wstręt i skrzywiła się lekko. O Bertiem Bott wiedziała, że ma Cukiernię Wszystkich Smaków, lecz jego miejsce zamieszkania to była całkiem nowa, cenna informacja. Warto będzie się tam wybrać. Podobnie z Archibaldem Prewettem, o którym Rycerze Walpurgii wiedzieli od dawna. Jego rodzina to od dawien dawna zdrajcy własnej krwi. Charlene Leighton natomiast była dotychczas osobą jej obcą. Dobrze wiedzieć, że pracowała w szpitalu świętego Munga. Trzeba tam będzie powęszyć. Rozmowy z Lowem pozostawiała lordowi Shafiq, zgodnie z ustaleniami z ostatnich obrad, lecz na sugestię Frances pokiwała głową z uprzejmym uśmiechem. - Na pewno spróbuję, panno Burroughs. - Nazwisko Figg nie było chyba specjalnie popularne wśród czarodziejów. Informacja, że niejaka Audrey Figg pracuje na Pokątnej mogła okazać się przydatna. Należało sprawdzić, czy nie są w jakiś sposób spokrewnione. - Ważne, że podzieliła się panna ze mną tą wiedzą, w dobrej wierze, mam nadzieję, że uda mi się je wykorzystać i wkrótce ci zbrodniarze nie będą stanowić dla naszego społeczeństwa zagrożenia - podsumowała Sigrun, dopalając papierosa i wyczarowując popielniczkę różdżką, której brakowało na stoliku. Nieuprzejmie byłoby rzucać niedopałek na tak czysty stół.
Z ciekawością przysłuchiwała się kolejnym rzucanym przez alchemiczkę propozycjom. Eliksir Garota był jej już znany, otrzymała niegdyś fiolkę od Dolohova, o eliksirze senności słyszała po raz pierwszy, równało się to jednak konieczności rzucenia na siebie zaklęcia Bąblogłowy w pierwszej kolejności. Zainteresowanie wzbudzała też mikstura wywołująca pożar, jednakże znały się zbyt krótko, by była na tę chwilę skłonna rozważać podarowanie Frances własnej krwi. Zbyt dobrze znała się z Drew, by nie wiedzieć jak można cudzą posokę wykorzystać. Nie posądzała o to Frances, na ten moment, ustaliły wszak, że muszą sobie zaufać - ale jeszcze nie w pełni.
- Przemyślę to i odezwę się do pani w liście. Na tę chwilę potrzebne byłyby mi eliksiry uspokajające i maść z wodnej gwiazdy, jeżeli to możliwe - odparła po krótkim zastanowieniu. One przydawały się zawsze. - Wilkołak potrafi mocno przyłożyć - zaśmiała się lekko, choć wspomnienia o tym jak bestia ciska nią jak szmacianą lalką o drzewo bynajmniej nie było przyjemne.
Przechyliła lekko głowę, przyglądając się Frances z coraz większą ciekawością. Wyglądała tak niewinnie, a kryła się w środku intrygująca dusza.
- Nie myślała pani o miksturze, która pomogłaby przejąć nad cudzymi poczynaniami pewną kontrolę? Czy do tego wystarczy jedynie Amortencja? - zasugerowała z rozbawieniem. Jej samej do tego wystarczyło jedynie zaklęcie Imperius.
Zanik czucia w nogach i halucynacje nie były najmniejszym problemem. Wazne, że wywary działały. Pokiwała głowa, zgadzając się na propozycję Frances.
- Oczywiście, panno Burroughs, tego może być pani pewna. Napiszę pani jak zadziałały. Mocniejsze działanie także i mnie będzie na rękę - wyrzekła Rookwood. Pasował jej w pełni taki układ. Warunek był możliwy do spełnienia i absolutnie rozsądny.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Kuchnia IV [odnośnik]26.05.20 23:32
Frances uważnie przyjrzała się zawartości każdej fiolki, każdej szkatułki oraz tej, skrytej pod materiałem by finalnie, niemal z namaszczeniem odłożyć je na jedną z szafek, z zamiarem późniejszego przeniesienia ich do swojej niewielkiej pracowni oraz zabezpieczenia tak, aby nic się z nimi nie stało.
- Dziękuję, z pewnością się przydadzą. - Ciepły uśmiech pojawił się na ustach jasnowłosej alchemiczki. Składniki rzeczywiście były cenne, sama krew jednorożca była niespotykanie rzadka, a panna Burroughs mogłaby przygotować z niej płynne szczęście… Albo chociaż spróbować, gdyż nie miała jeszcze okazji przyrządzić tego, jakże zaawansowanego eliksiru. - Dziękuję, z pewnością będę pisać, gdy będę czegoś potrzebować. - Kiwnęła głową w zapewnieniu swoich słów. W najbliższych dniach z pewnością będzie musiała sprawdzić swoją listę dostawców która, z powodu panującego w mieście zamieszania, nieprzyjemnie się kurczyła.
Panna Burroughs nie była dziewczęciem głupim, to było pewne. Widziała wszystkie plusy, jakie niosła ze sobą pozytywna znajomość z panną Rockwood i nie miała zamiaru z nich rezygnować. Same zlecenia dla jej grupy łowców mogły przynieść jej spory zysk, a pieniądze były czymś, czego w tym momencie z pewnością potrzebowała. Najwyższa pora, by Frances wyrwała się z tego paskudnego portu i rozpoczęła takie życie, o którym zawsze marzyła. Mówiła więc wszystko, co było jej wiadome na temat poszukiwanych osób, nawet jeśli nie było to wiele. Wszak jedynie o Bertim wiedziała coś więcej, nadal walcząc z pewnymi wyrzutami sumienia, jakie wzbudziło w niej zgłoszenie dawnego przyjaciela do Ministerstwa. Z drugiej jednak strony zapomniał o niej, jak wielu innych, którzy chcieli by nazywała ich przyjaciółmi.
- Również mam taką nadzieję, chciałabym aby ta cała sytuacja jak najszybciej dobiegła końca. - Przytaknęła blondynce kiwając głową. Nie kłamała, szczerze mając nadzieję, że zamieszki związane z działaniami Ministerstwa niedługo ulegną końcowi. Niedługo miała opuszczać port i naprawdę liczyła chociaż na odrobinę poczucia bezpieczeństwa po tylu długich latach strachu o własne życie. Kocioł jaki miał miejsce w Londynie z pewnością temu nie sprzyjał, tak samo jak nie sprzyjał karierze naukowej. Publikowanie jej badań bądź chociażby napisanie artykułu do pisma naukowego mogło skończyć się zwróceniem na nią uwagi kogoś nieodpowiedniego, a tego panna Burroughs z pewnością nie chciała.
- Wydaje mi się, że w ciągu tygodnia powinna pani otrzymać ode mnie sowę z odpowiednimi eliksirami, czas oczekiwania może się trochę wydłużyć jeśli nie będę mieć wszystkich składników. - Poinformowała, nie chcąc powtarzać się w kwestii dostępności składników. Ostatnie badania naukowe mocno nadwyrężyły jej niewielkie zapasy. Panna Burroughs nie chciała zajmować Sigrun kilku godzin, jakich zapewne potrzebowałaby na przekopanie całego, wielkiego regału aby sprawdzić czy na pewno posiada wszelkie składniki - sprawniej było, gdy zwyczajnie na wszelki wypadek uprzedziła kobietę o możliwym opóźnieniu. Duże zamówienie wiązało się z dużą odpowiedzialnością, a tej jasnowłosej alchemiczce z pewnością nie brakowało.
- Szczerze podziwiam pani odwagę, ja boję się wracać po zmierzchu do domu, a co dopiero, jeśli miałabym spotkać wilkołaka… - Frances machnęła dłonią, dając tym samym znać, że zapewne skończyłaby martwa - jeśli nie z powodu wilkołaka, tak z pewnością z powodu zawału serca. Nie, takie rozrywki z pewnością nie były dla niej, nic więc dziwnego, że podziw błysnął w szaroniebieskich tęczówkach.
Kolejne pytanie sprawiło, że inny błysk pojawił się w dziewczęcych oczach. Ten pełen pasji oraz zainteresowania. - Och, Amortencja nie da takiego działania. Oczywiście, jeśli chce mieć pani bezmózgie… coś, szukające jedynie sposobu aby położyć na pani dłonie ten eliksir z pewnością się nada, nie liczyłabym jednak, że osoba pod jego wpływem byłaby w stanie wypełnić coś konkretniejszego. - Wzruszyła ramionami. Sama raz miała nieprzyjemność być pod wpływem tego eliksiru. Nadal miała ochotę otruć tego, który spłatał jej psikusa, co ważniejsze jednak wiedziała, jak myśli osoba pod jej wpływem. Eteryczna blondynka przysunęła się trochę do swojego gościa, jakby słowa, które miała wypowiedzieć, miały być przeznaczone tylko i wyłącznie do jej uszu.
- Kontrola nad ludzkim umysłem jest sprawą skomplikowaną, chętnie jednak spróbowałabym kiedyś stworzyć podobną miksturę. Widzi pani, udało mi się wpłynąć na zapisywanie wspomnień, będę chciała jeszcze stworzyć miksturę działającą na układ nerwowy oraz manipulującą wspomnieniami… Jeśli to mi się uda, być może, będę mogła podejść do pełnej kontroli nad mózgiem. - Półszeptem wyjawiła niektóre ze swoich planów. Nie widziała przeszkód, aby hobbystycznie (chociaż ostatnio było to jej zajęciem stałym) próbować wywierać coraz większe wpływy na umysły osób, którym przyjdzie spożyć jej eliksiry. Kto wie, może w tej kwestii uda się jej stworzyć coś, co zapisze jej nazwisko na kartach historii? Do tego dążyła. Wielkie odkrycie nie tylko uwieczniłoby jej osobę ale i udowodniło, że jest warta więcej, niż większość mogłaby sądzić.
- Wspaniale! Sporządzę odpowiednią instrukcję i w najbliższym czasie podeślę pani kilka fiolek. - Odpowiedziała. W najbliższych dniach czekało ją wiele pracy, miała jednak wrażenie, że ta współpraca może okazać się wyjątkowo owocna.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia IV [odnośnik]27.05.20 23:24
Nie czuła żadnego żalu rozstając się z drogocennymi ingrediencjami. Alchemiczka zrobi z nich z pewnością dużo lepszy użytek. Nawet jeśli nie podczas warzenia mikstur dla Sigrun i innych łowców, to mogła zatrzymać je w zamian za inne. Poza zapłatą, naturalnie, jej pracę także zamierzała wynagrodzić. Jedynie na fiolce ze srebrzystą krwią jednorożca zatrzymała spojrzenie dłużej, wracając wspomnieniami do chwili, gdy odebrała życie temu niewinnemu spojrzeniu, skazując tym samym własną duszę na wieczne potępienie. Nie żałowała.
Skinęła głową z uśmiechem, zadowolona, że rozmowa podąża w dobrym kierunku i panna Burrougs, jako kobieta bystra i inteligentna, potrafiła spojrzeć w przyszłość i dostrzec miejsce dla siebie obok niej. Mogła jej zaoferować nie tylko zysk, ale i coś więcej - rozwój, większą moc, tajemną wiedzę. Gdyby tylko Frances się sprawdziła, jeśli jej myśli i poglądy mają odpowiedni kierunek, mogłaby pociągnąć ją za sobą głębiej - uczynić sojuszniką Rycerzy Walpurgii. Nie chciała jednak wybiegać zbyt myślami w przyszłość. Jedna rozmowa jeszcze nic nie znaczyła. Rookwood nie była tak prędka w osądach. Musiała nabrać do blondynki większego zaufania.
- Proszę nie martwić się na zapas, Londyn jest pod opieką Ministra Magii, odpowiedniej osoby na właściwym stanowisku. Niebawem wszystko się uspokoi - rzekła Sigrun z niezachwianą wiarą we własne słowa. Czarny Pan rósł w siłę, a wraz z nim jego sojusznicy i słudzy. To jedynie kwestia czasu, aby Londyn stał się całkowicie czysty od szlam i rebeliantów - a później cały kraj. Na samej stolicy nie zamierzali poprzestać.
Zaśmiała się na słowa o podziwie.
- Każdy z nas jest stworzony do innych rzeczy, panno Burroughs. Mi pozostaje jedynie podziwiać z boku mistrzów eliksirów jak pani. Mnie brakowałoby cierpliwości i subtelności - odpowiedziała komplementem na komplement, lecz całkiem szczerym; mimo że wielu czarodziejów odnosiło się do alchemii z pewną dozą politowania, to Rookwood zdążyła się już przekonać na własnej skórze, że wsparcie alchemiczne bywało niezbędne. Nie znała zresztą takiego czaru, który dawałby tyle szczęścia co Felix Felicis - ciekawe, czy Frances potrafiła uwarzyć go tak jak Dolohov.
- Nie. Na tym mi nie zależy. Wystarczająco wielu bezmózgów mamy wokół siebie - Sigrun potrząsnęła w zaprzeczeniu głową, wykrzywiając przy tym usta; naprawdę szkoda, że tylu czarodziejów czystej krwi decydowało się ją zdradzać dla szlamu. W istocie brak mózgu, rozsądku, czy szaleństwo? W takim razie Amortencja nigdy się jej nie przyda. Nie potrzebowała w nikim wzbudzać miłości, dostawała ciarek na samo wspomnienie tych chwil, gdy skrzat o imieniu Kupidynek zaaplikował jej tego eliksiru miłosnego do krwioobiegu za pomocą maleńkiej strzałki i niemal popełniła największy błąd życia poślubiając kogoś o nazwisku Bojczuk.
Kiedy Frances pochyliła się ku Sigrun, ściszając głos, ona uczyniła to samo, słuchając jej uważnie. Nie przestawała się uśmiechać - fascynacja przejęcia kontroli nad innym umysłem zwiastowało wiele dobrego. Wątpiła, aby panna Burroughs kiedykolwiek sięgała po zaklęcie Imperius, lecz może pewnego dnia odnajdzie sposób, by władzę zdobyć w mniej bezpośredni sposób, bardziej podstępem.
- Jeżeli będzie pani potrzebowała pomocy, służę pomocą - stwierdziła enigmatycznie, nie rozwijając tematu bardziej; ona potrafiła zdobyć władzę nad drugim człowiekiem, rzucając zaklęcie Imperio tak trudne do złamania, że dla przeciętnego czarodzieja było to wręcz niemożliwe. Dopiła napar, podany jej przez Frances i ukradła z talerzyka ciasteczko, jeszcze chwilę zostając w miejscu. - Doskonale. Jesteśmy zatem w kontakcie. Do pełni jeszcze trochę czasu, mam nadzieję, że pani zdąży. Będę wyczekiwać pani sowy - wyrzekła wstając z miejsca.
To, co chciała, to dostała. Znalazła dla siebie i swoich łowców alchemika, z którym mogli nawiązać stałą współpracę. A nawet więcej - cenne informacje o członkach Zakonu Feniksa i kogoś, w kim tkwiło wiele potencjału. Należało go odpowiednio wykorzystać.
- Do zobaczenia - pożegnała się wciąż z tym niewiele mówiącym uśmieszkiem, pozwalając, by Frances odprowadziła ją do drzwi - i dopiero opuściwszy kamienicę zdematerializowała się, by ruszyć dalej.

| ztx2


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Kuchnia IV
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach