Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kontuar
AutorWiadomość
Kontuar [odnośnik]20.04.20 10:40

Kontuar

★★
W głównej części karczmy znajduje się podniszczony, wyżłobiony kontuar, oświetlony upiornym blaskiem zielonych płomieni świec, za którym zwykle kręci się barman, czasem także roznoszące alkohol dziewczyny. Nie został on ulokowany tuż przy drzwiach przeznaczonych dla klienteli, tych wychodzących na główną ulicę Nokturnu, lecz jego umiejscowienie pozwala na swobodne kontrolowanie tego, kto wchodzi i kto wychodzi – o ile, oczywiście, ktoś zada sobie trud, by spoglądać w tamtym kierunku.
Przy nadszarpniętej zębem czasu ladzie stoi kilka rozklekotanych stołków, zwykle pustych, wszak większość stałych gości woli zajmować miejsca na uboczu, nie pod samym nosem barmana. Za nią zaś, od podłogi aż po sklepienie, ciągną się kolejne półki pozastawiane butelkami najróżniejszych kształtów i rodzajów, kieliszkami, szklaneczkami, mniejszymi beczułkami z trunkami nieznanego pochodzenia i najdziwniejszymi bibelotami, które wyglądają, jakby leżały tam od wielu długich lat; wśród nich wypatrzeć można zakurzone kości, potłuczone lusterko dwukierunkowe czy niedokończony amulet rzeźbiony w groźnie wyglądające runy.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:50, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kontuar Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kontuar [odnośnik]21.06.20 9:02
7 maja

Interesy, interesy, interesy. Wroński spędził dobre pół godziny w ciemnym kącie Mantykory, negocjując z kupcem cenę za znalezione ostatnio bibeloty. W ramach swojej pracy, często dostawał zapłatę w naturze, mogąc wziąć co zechciał z mieszkań zastraszanych dłużników. Niestety, czasem trudno było opchnąć komukolwiek te śmieci, ale z biegiem lat Daniel nauczył się rozróżniać te o jakiejkolwiek wartości i wypracował własną siatkę kontaktów, u których mógł spieniężać łupy. Niestety, dzisiejszy pośrednik uwielbiał się targować i choć Wroński znał go od lat i wiedział na co się nastawić, to i tak skończył spotkanie wyczerpany i z pustym kuflem. Wolał działać niż strzępić język, ale przynajmniej jego sakiewka wreszcie stała się cięższa.
Powinien pewnie teraz wyjść i odetchnąć świeżym powietrzem, ale niezwłocznie udał się do baru. Zajął miejsce za kontuarem i położył na ladę kilka świeżo zarobionych monet.
-Wódki. - wychrypiał, bo choć był spragniony i korciło go kolejne piwo, to pilniejsza była potrzeba natychmiastowej poprawy nastroju. Kątem oka dostrzegł siedzącą dwa krzesła dalej jasnowłosą dziewczynę - może poprawa nastroju jest bliżej, niż się spodziewał? Zerknął w stronę blondynki, ot aby dla zabawy oszacować jej atrakcyjność i spróbować dopasować ją do tego miejsca, bo na kelnerkę nie wyglądała. Zaraz jednak zawiesił na kobiecie spojrzenie o wiele dłużej niż wypadało, uważniej studiując wzrokiem jej zadarty nosek, wydatne kości policzkowe i pełne wargi.
Merlinie. Cała też stała się... tu i ówdzie pełniejsza, ale chyba nie pomyliłby z nikim tamtej nastolatki. Wtedy była ledwo podlotkiem, ale nie zapominało się twarzy dziewczyny, która miała realną szansę zostać jego narzeczoną.
Barman nalał mu wódkę, a Daniel odruchowo wychylił kieliszek, nie będąc pewnym co właściwie czuje, ale będąc w miarę pewnym jak szybko się stąd ewakuować. Wahał się jednak za długo, blondynka zdawała się dostrzec jego spojrzenie, a on nie zamierzał robić z siebie jeszcze większego idioty. Wypadało coś powiedzieć.
-Calanthe? - wychrypiał. Tak dawno nie wymawiał jej imienia. -Calanthe Goyle? - upewnił się, choć przy tym akurat robił z siebie idiotę. Wiedział przecież, że jej brat przejął to miejsce. Nie wiedział tylko, że pozwalał tu bywać młodej damie.


Self-made man




Ostatnio zmieniony przez Daniel Wroński dnia 11.07.20 20:23, w całości zmieniany 1 raz
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Kontuar [odnośnik]09.07.20 16:31
Dźwięk szurającego o podłogę krzesła zwiastował koniec spotkania. Calanthe jednak nie podniosła się, obserwując oddalającego się klienta. W jego dłoni przez chwilę błysnęła fiolka z płynem, która po chwili zniknęła jednak w kieszeni długiego, ciemnego płaszcza, na co ona przewróciła oczami. Zastanawiała się jak szybko ten zwróci się do niej ponownie po kolejną porcję, bo przez przypadek wcześniej przygotowana mikstura wylała się przez nieuwagę na bruk bądź wypadła mu w drodze do domu. Nie narzekała jednak, choć tak nieodpowiedzialne podejście działało jej na nerwy. W końcu nie był to już jej problem, a wręcz mógł być kolejny zysk, zwłaszcza że przygotowanie specyfiku nie kosztowało jej zbyt wiele pracy czy nerwów.
Przeniosła wzrok na okno, chcąc mniej więcej określić porę dnia. Pierwotnie miała czekać na kolejnego klienta, lecz ten w ostatniej chwili odwołał spotkanie tłumacząc się nagłym wypadkiem. I choć Goyle nie należała do osób naiwnych, to temu akurat uwierzyła. Mężczyzna był jej stałym klientem, który był wręcz marzeniem każdego alchemika - zawsze skrupulatny, konkretny i punktualny. Nigdy nie sprawiał jej żadnych problemów, co przy pierwszej transakcji było dla niej zaskoczeniem, bowiem jego wygląd nie wskazywał na tak obowiązkowy charakter. Miała jedynie nadzieję, iż szybko uda im się spotkać w celu przekazania eliksiru, nie lubiła długo przechowywać zamówień u siebie w mieszkaniu.
Przeniosła wzrok na drzwi gabinetu, w którym zazwyczaj spotykała się z klientami. Dzisiaj wyjątkowo musiała zadowolić się jednym ze stołów na sali, jako że pomieszczenie służbowe brata było mu pilnie potrzebne. Nie czuła się jednak niekomfortowo, bowiem to głównie za sprawą Caelana przesiadywała w gabinecie. Dawało mu to pewien komfort i spokój ducha, a więc i ona czuła się lepiej.
Siedziała tak zamyślona, gdy nagle doznała znajomego wrażenia że jest obserwowana. W pierwszej chwili zignorowała uczucie, bowiem nawet skryta pomiędzy połami czarnej szaty, rzucała się w oczy. Nie pasowała do karczmy, wyróżniając się na tle pijących marynarzy i mężczyzn skrytych w ciemniejszych kątach karczmy. Podobne zainteresowanie nigdy jej jednak nie przeszkadzało. Czasami jednak lubiła przyłapywać innych na patrzeniu, niejednokrotnie czując satysfakcję z tego powodu. I tym razem postanowiła odszukać wpatrujących się w nią oczu, lecz nie spodziewała się odnaleźć w tłumie znajomą twarz z przeszłości.
Skłamałaby mówiąc, że od samego początku nie miała wątpliwości na kogo patrzy. Wahała się, bo choć mężczyzna wyglądał znajomo, to przecież mogła go pomylić. Minęło sporo czasu i obydwoje zmienili się znacząco, dorośli. Nigdy jednak nie żałowała, że zniknął zanim doszło do poważniejszych obietnic. Pamiętała jednak gniew ojca i rozczarowanie w jego głosie, gdy rozmawiał z panem Wrońskim. Może to wspomnienie skłaniało ją do wniosku, że ten spróbuje się wymknąć z karczmy bądź po prostu ją zignoruje, bo przecież nic już ich nie łączyło. Zaskoczył ją jednak i postanowił podejść.
- Czyżby istniała jeszcze inna Calanthe, którą zostawiłeś gdzieś daleko w swojej przeszłości, Danielu? - odpowiedziała, unosząc delikatnie lewą brew. Zaśmiała się po chwili, a spojrzenie utkwiła w jego oczach. - Ale muszę przyznać, że to zniknięcie ci posłużyło.
Jedynie oczy wydawały się nie zmienić pod wpływem czasu. Największym zaskoczeniem wydawał się być wąs dumnie zdobiący jego twarz oraz o wiele mężniejsza sylwetka.
- Jeśli postanowiłeś przeprosić, to nie musisz. Nie mam do Ciebie pretensji, a wręcz dochodzę do wniosku że twoje zniknięcie wyszło nam na dobre - powiedziała po chwili, starając się jednak nie brzmieć zbyt chłodno. Przez chwilę obudziła się w niej szczera ciekawość dotycząca jego ostatnich lat. Gdzie uciekł? Dokąd go życie zaprowadziło? Zdusiła jednak wrodzoną dociekliwość, nie chciała go zatrzymywać ani drążyć tematu. Należał do przeszłości i może tak powinno zostać?


I’m not afraid of my truth anymore, and I will not omit pieces of myself to make you more comfortable.
Calanthe Goyle
Zawód : alchemiczka (trucicielka)
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Sometimes the best thing a flower can do for us is die
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8474-calanthe-goyle https://www.morsmordre.net/t8487-parapet-panny-goyle https://www.morsmordre.net/t8486-plamy-na-plotnie https://www.morsmordre.net/f218-pokatna-29-7 https://www.morsmordre.net/t8496-skrytka-bankowa-nr-2014 https://www.morsmordre.net/t8488-calanthe-goyle
Re: Kontuar [odnośnik]11.07.20 21:59
Sam nie wiedział, czego się spodziewał. Powinien spodziewać się przytyku, ale i tak na jego twarzy odbiło się zaskoczenie, gdy Calanthe śmiało popatrzyła mu prosto w oczy i wytknęła... cóż, prawdę. Tyle, że prawda kłuła w oczy... zwłaszcza, że Daniel nie miał pojęcia jak Goyle'owie przyjęli wtedy jego zniknięcie. Sądząc po obecnym zachowaniu Caelana, wszystko między nim i Danem było już w porządku, przynajmniej jeśli chodzi o interesy. Wroński zdawał sobie jednak sprawę, że tak naprawdę obraził przecież wtedy samą Calanthe i jej ojca, nie jej brata. Co, jeśli miała z tego powodu jakieś...nieprzyjemności? Sam Daniel zbytnio się bał czuł zbyt wielki żal do własnego ojca, by roztrząsać wtedy, jak jego zniknięcie wpłynie na innych. Zostawił przecież za sobą nawet ukochaną matkę. Dopiero z biegiem lat nabrał jakże potrzebnego dystansu, zrozumiał, że nie on jeden mógł mieć piekło w domu i zaczął odczuwać mgliste wyrzuty sumienia. Poczucie winy odmalowało się nawet na jego twarzy przez mgnienie oka, ale potem Calanthe znów go zaskoczyła, śmiejąc się i żartując.
Od razu się nieco rozluźnił. Chyba nie byłaby w stanie sobie żartować, gdyby naprawdę zepsuł wtedy jej perspektywy. Była przecież zaledwie nastolatką (zaręczyny nie były mu zresztą w smak, bo nie potrafił patrzeć na nią wtedy jak na kobietę - dopiero teraz różnica wieku stała się nieistotna, dopiero teraz nie sposób było ignorować, na jaką piękność wyrosła), była urodziwa i pochodziła z dobrej rodziny, rodzina musiała jej ułożyć życie. Wyświadczył jej zresztą przysługę, na pewno trafi(ł) jej się sympatyczniejszy teść niż stary Wroński.
Odwzajemnił uśmiech, przypatrując się Calanthe z zaciekawieniem. Wydawała się mieć bardziej cięty język niż zapamiętał, ale nawet uwaga o tym, że jego zniknięcie wyszło im na dobre, nie była teraz w stanie zepsuć mu humoru. Owszem, poczuł lekkie ukłucie na swojej męskiej dumie (byłby przecież wspaniałym mężem... gdyby zechciał!), ale przecież podzielał jej zdanie.
-Jesteś jedyna. - w swoim rodzaju - zapewnił, przypatrując się śmiałej dziewczynie.
-Tobie też. - na komplement wyprostował się odruchowo, choć jego odpowiedź była mało elokwentna. Na usta cisnęło mu się zapewnienie, że sama wygląda pięknie, po latach zasługiwała w końcu na szczery komplement. Wolał jednak nie wstępować na ryzykowny grunt, lepiej nie wygłaszać potencjalnie dwuznacznych uwag do niedoszłej narzeczonej, zwłaszcza w karczmie jej brata. Nigdy naprawdę nie poznał Calanthe, a przepaść minionych lat tylko utrudniała swobodną komunikację.
Zdziwiło go nieco, że domyśliła się jego potrzeby przeprosin, zanim jeszcze sam zdążył przyznać przed sobą, że faktycznie ma taką potrzebę. Powinien się przyzwyczaić do tego, że siła kobiecej intuicji bywa niezrozumiała. Uśmiechnął się z ulgą, woląc nie zdobywać się bez potrzeby na jakże trudne słowa przeprosin. Nie umiałby zresztą wyartykułować wdzięczności za to, że Calanthe nie chowa urazy. Od słów wolał gesty.
-W takim razie... mogę postawić ci coś do picia? - zaproponował, spoglądając na nią śmielej. Chęć wymknięcia się z karczmy i zażenowanie powoli go opuszczały, zastąpione przez ciekawość. Na kogo wyrosła jego niedoszła narzeczona, jak się miała?
-Za moje zniknięcie, jeśli faktycznie wyszło Ci na dobre. - zażartował, uśmiechając się pod wąsem.
Utkwił wzrok w butelkach na barze, poważniejąc na moment. Może i domyśliła się już prawie wszystkiego, ale została jeszcze jedna rzecz do powiedzenia - oby zbędna, bo miał nadzieję, że nie zostawił Calanthe z milionem pytań ani poczuciem winy.
-To nie miało nic wspólnego z tobą. - mruknął cicho, odnosząc się do swojego wyparowania z życia Wrońskich i Goyle'ów. Calanthe mogła być jedną z kropel, która przelała w końcu jego czarę goryczy - gadanie ich rodziców o zaręczynach sprawiało, że czuł się coraz bardziej osaczony, że miał wrażenie, że
życie wymyka mu się z rąk. Ale nie była powodem jego decyzji. Była wtedy przecież wtedy tylko pionkiem, podobnie jak on.


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Kontuar [odnośnik]18.11.20 14:52
20 sierpnia '57


Trucizna wpuszczona w zawiłe korytarzy żył; rozbryzgująca się o ścianki, mieszająca z krwią, doprowadzająca do błogiego odrętwienia, odcięcia myśli; wyłączająca, a tym samym dająca czucie. Czegoś, czegokolwiek; uczucie lawirowania w rzeczywistości, balansowania na krawędzi jawy i snu, dostatecznie uprzykrzane pijackim nawoływaniem zza drewnianego filaru, bełkotliwymi okrzykami odrażającej zgrai, smrodem unoszącym się wśród zatęchłych zakamarków, trwogi czającej się w wyblakłych cieniach. Ludzkie przewinienia, smutki, strach, żal, miłość; mieszanina odpychających zbiorowości topiona desperacko w wysokoprocentowych napitkach. Obrzydza i nęci. Kusi i podnosi żołądek do gardła. Zaciska wątłe palce na szyi, niby w przestrodze, niby groźbie; w rzeczywistości jest w stanie wywołać tylko parszywy, kpiący uśmieszek na zabarwionych karmazynem barwach.
Kąciki ust uniosły się ku górze, splamione gorzkim posmakiem czystej wódki szukały swojego miejsca; w uśmiechu, grymasie, cichym przekleństwach wypuszczanych bezsensownie w eter; gdzieś na skraju świadomości i całkowitej jej utraty Dolohov zdarzało się mamrotać coś do samej siebie, lub do barmana, prowadząc z nim zapewne szalenie interesującą, zażyłą dyskusję na tematy dalekie od jakkolwiek istotnych. Słowa płynęły, zaraz potem ustępując ciszy, rwący nurt i wzniosła tama; pozbawione pomyślunku i sensu, pozbawione także pamięci; Tatiana nie zważała zbytnio na to, o czym tak naprawdę rozmawiają. Plątanina nic niewartych zgłosek, a mimo to tak wiele słów niewypowiedzianych; zostawionych na pastwę losu na dnie świadomości, skazanych na niełaskę, zapomnienie, powolną, bolesną śmierć.
Chrapliwe, ruskie przekleństwo opuściło kobiece wargi po raz kolejny, gdy niski kieliszek zatańczył na śliskim blacie, zaraz potem, tracąc równowagę runął procentową rzeką na płaską powierzchnię, ustępując miejsca uniesieniu dwóch palców ku górze, a niedługo potem kolejnemu. I kolejnemu, i jeszcze następnemu. Każdy tak samo nijaki, każdy tak samo bezużyteczny.
Desperackie próby, prośby, działania; niech coś zapali, zaleje, zwali z nóg, roztrzaska w drobny mak resztki uporczywej, bolesnej świadomości. Niech zrobi coś.
Chora, destrukcyjna pokusa; wyzwania rzucane bezmyślnej świadomości; samobójcza trasa otępiałego jelenia rzucającego się pod koła powozu przemierzającego bezkres leśnych dróg; Dolohov grała we własną, dziwaczną grę, znieczulając się i włączając jestestwo na przemian; wybuchając i milcząc; prowokując i udając niewinną. Rozsypany na blacie tytoń, częściowo potraktowany bezlitosnym potokiem wódki, częściowo skręcony w bladej bibułce papierosa; istny rozgardiasz wpasowujący się niemalże idealnie w obskurne tony Mantykory, w ciężkie od alkoholu i dymu powietrze, w smród ludzkich przewinień i oczekiwań, w tym tych należących do Rosjanki.
Napęczniałe od alkoholu słowa; warkliwe spierdalaj rzucane w stronę przypadkowych, niezidentyfikowany person, rozemocjonowane chichoty i butne żądania w akompaniamencie brzękliwych uderzeń obładowanej pierścieniami dłoni o blat i szkło. Pociemniałe spojrzenie skrywało upojone szaleństwo; natomiast te należące do barmana dostatecznie prześwietlało migoczących na horyzoncie jegomości. Zapewne gdyby Tatiana choć odrobinę mniej skupiona była na własnej tragedii marnego żywota w rynsztoku Anglii, zaśmiałaby się w głos na widok iście bohaterskiej postawy zarządzającego barem; prawie jak osobisty strażnik moskiewskiej księżniczki. Wybornie, postarałeś się, Otets.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Kontuar [odnośnik]03.12.20 12:47
Zieleń płomieni paliła się łuną gorzkiego dymu, do którego po mnogości wizyt w tym miejscu zdążył wprawdzie przywyknąć, lecz wciąż jeszcze nie miał pojęcia, z czego zrobione są te świece. Niezmiennie jednak zapach ów irytował go niemiłosiernie.
Nie ściągnął z głowy kaptura, gdy wślizgnął się do środka pomieszczenia, rozglądając się w poszukiwaniu klienta, któremu miał tylko przekazać drobny pakunek. Szybka transakcja. Skrupulatnie odliczone monety trafiają do borginowej kieszeni, a płacący zagarnia swoją własność. Z jakiegoś powodu Thorne nie chciał być widywany w sklepie Borgina&Burke'a, choć pojawianie się w takich spelunach jak ta już nieszczególnie mu przeszkadzało. Cóż, nasz klient, nasz pan. Za fatygę i konieczność znoszenia duszącego smrodu alkoholu, potu tudzież papierosów Calder policzył sobie odpowiedni naddatek.
Przy kontuarze jak zawsze świeciło pustkami - bywalcy Mantykory tłoczyli się przy stolikach, stąd też nietrudno było dostrzec jedyną sylwetkę przy ladzie. Kobietą sylwetkę, co nie uszło nawet stłumionej procentami uwadze dominującej męskiej części zgromadzonych.
W innym przypadku odwróciłby po prostu wzrok, nieszczególnie zainteresowany alkoholowym popisem, który uskuteczniała jakaś kobieta, lecz zdał sobie sprawę z tego, iż na Nokturnie jest tylko jedna osoba klnąca po rosyjsku w taki sposób. I choć Dolohov wciąż pozostawała odwrócona do niego tyłem, wiedział, że nie mógł się pomylić.
Priorytetem był bez wątpienia klient, z którym wszelkie formalności załatwił w ledwie kilka minut, darując sobie zbędne umizgiwanie i grzecznościowe formułki. Z kieszenią cięższą o zapłatę odszedł od Thorne'a, pożegnawszy się uprzednio lakonicznie. Miał wprawdzie po prostu wyjść z Mantykory, jednak spojrzenie raz jeszcze rzucone w stronę kontuaru upewniło w przekonaniu, iż w radzieckim słowniku nie było takiego hasła, jak umiar. O wstrzemięźliwości nie wspominając.
Cokolwiek znajdowało się w kolejnych wychylanych kieliszkach, piła to jak wodę.
Naprawdę nie miał najmniejszego pojęcia, co podkusiło go, żeby zasiąść w pobliżu wyjścia i skinąć na chłopaczynę, który zawzięcie pucował stolik obok. - To dla ciebie - moneta błysnęła w jego dłoni, zmieniając właściciela - a to dla tego za ladą, o ile przestanie nalewać alkohol pannie siedzącej przy kontuarze - byli już tacy magowie, co wodę w wino zamieniali, więc wódkę w wodę może też da radę; czegokolwiek jej nie podadzą, niech nie będzie to nic z procentami. Zresztą, czy w tym stanie Dolohov w ogóle zauważy jakąkolwiek różnicę?
Obstawiałby, że nie. Ale ta Rosjanka potrafiła zaskakiwać.
Odprowadził wzrokiem pracownika Mantykory, upewniając się, że podejdzie do barmana, by przekazać mu wiadomość - tę słowną i tę pieniężną. Właściwie na tym rola Borgina mogłaby się skończyć, ale nie odszedł jeszcze od swojego stolika. Skrzyżował nogi, po czym odchylił się nieco, przywierając plecami do oparcia krzesła. Miał stąd dobry widok. Teraz to widowisko interesowało go bardziej. To nie był już jej spektakl.
Zaczął należeć do niego.



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Kontuar [odnośnik]03.12.20 13:48
Kilka brzydkich słów odpowiadających brzydkim myślom popłynęło w eter; w stronę barmana, kręcącego się nieopodal kelnera, samej siebie, czy może całego świata; te po angielsku i te po rosyjsku; obrażały, wyśmiewały, przeklinały – panna Dolohov rzucała je wszystkie bez pomyślunku, z rozbawieniem lub wyraźnym zirytowaniem, balansując między żartem a śmiertelną obrazą; nie wiedząc już, co tak kurewsko wadzi jej w dzisiejszym dniu.
Co wadzi, a może co cieszy; co stanowi powód, dla którego wlała w siebie morze alkoholu, a on wciąż wydawał się być niewystarczający. W stanie takim, jaki przyjęła na barki z całą odpowiedzialnością, z ilością wysokoprocentowych trucizn, powinna policzkiem tulić się z zimną podłogą; a jednak – zasiadała przy kontuarze dalej, bynajmniej niewyprostowana, ale dość reprezentatywna sylwetka pochylała się nad oblepionym blatem, dłonie gestykulowały żywo, a podniosły ton głosu; zachrypnięty, hardy, wplatający obce zgłoski, brzmiące co najmniej tak złowieszczo, jak rozkaz rozstrzelania – płynęły pomiędzy pijackimi okrzykami, bełkotem nietrzeźwych rozmów, przyśpiewek i angielskich przekleństw, których dopuszczała się obskurna klientela Mantykory.
Nie zwracała uwagi; ni na ludzi, ni na ich słowa, tkwiąc w swoim pozornie bezpiecznym miejscu, przeznaczonym tylko dla niej, jej roszczeń, krzyków, i barmana, którego tegoż wieczora – jak każdego poprzedniego i następnego – dopadło skaranie merlinowskie w postaci cudzych trudów życia.
Paplała dalej – tym razem do samej siebie, w międzyczasie prostym gestem uniesionej w górę dłoni dopraszając się o kolejny kieliszek. Wzrok błądzący po ciemnych zakątkach, sunący wszędzie i nigdzie, nie skupiający się na niczym konkretnym a mimo to, dostrzegający wszystko, nie zarejestrował jednak przemykającego chłystka, który niedługo później wpychał w pulchną dłoń barmana lśniącą monetę, a towarzyszący temu szept nieopodal ucha gospodarza dzisiejszego wieczoru miał zakończyć sielankę Rosjanki.
Zaczęła nucić jakąś rosyjską przyśpiewkę, może jedną z tych bolszewickich, do porzygu propagandowych, zasłyszaną gdzieś w mugolskim radiu, wśród śniegu i oburzeń ojca; kołysała głową, podśpiewując i bezlitośnie myląc słowa; finalnie sięgając po utęskniony kieliszek – tym razem napełniony nie tym, co chciała. Wychyliła go, od razu prosząc – wymagając – kolejnego.
Dopiero trzeci (a może czwarty?) zapalił ostrzegawczą lampkę; nic nie łaskotało zdartego alkoholem, dymem i okrzykami gardła; nic nie ocierało się gorzkim potokiem o krtań; ciemne brwi wpierw zmarszczyły się wyraźnie, nim podejrzliwy wzrok nie spoczął na barmanie. Później znów wrócił do na wpół opróżnionego kieliszka – jednego z rzędu tych zdobiących brudny blat baru – Dolohov nachyliła się do szkła, konspiracyjnie wąchając zawartość. A ta nie przyniosła nozdrzom drapiącej woni.
– Popierdoliło cię, Ricky? a może Tricky, albo Tom, czy inny Jerry? Jasne spojrzenie z wyraźną urazą uwiesiło się barmana, a widok jego nieugiętej miny jedynie dolał oliwy do ognia – No co ty, w chuja lecisz? Ze mną? Czy ty, kurwa, wiesz, kim ja jestem?! – zabawowy ton głosu zniknął; warkliwe słowa prędko przeobraziły się w coś na kształt zachrypniętego krzyku, który zagłuszył część dźwięków Mantykory.
Kiedy te nieco ucichły; część z nich zniknęła w oczekiwaniu i zaciekawieniu; wtedy szkło trzasnęło donośnie, przedzierając się przez rozmowy, muzykę i śmiechy; dłoń Dolohov, celująca w blat kontuaru w iście oburzonym geście, finalnie natrafiła na wysoki kieliszek, a ten roztrzaskał się z głośnym łoskotem pod naporem kobiecej ręki. Odłamki rozprysnęły wokół, część z nich ochoczo przyjęła gładką skórę, wbijając się w nią momentalnie; rozlana wódka zmieszała się z rubinem ściekającej krwi, a kolejny zryw zrzucił zawartość blatu na posadzkę, pod nogi (nie)honorowego barmana.
– Kurwa mać.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Kontuar [odnośnik]17.12.20 13:42
Trzeba jej to przyznać, doskonale wiedziała, jak zwrócić na siebie uwagę. Każdego. Niezależnie od tego, ilu kufli dany osobnik pozbawił zawartości i w ilu kieliszkach dostrzegł mało klarowne dno. Mgliste spojrzenia popłynęły za kobiecym głosem, iskry spojrzeń rozbłyskały pod ciemnymi kapturami, jakieś emocje, trudne do zidentyfikowania przez Borgina, pojawiły się także na twarzach tych, którzy nie uznali za koniecznie, by zarzucić na siebie cień anonimowości. To właśnie na nich, a nie na główną atrakcję wieczoru, patrzył przez chwilę, kiedy kobieca wściekłość sięgnęła punktu kulminacyjnego.
Więc jednak. Objawiło się niechybnie dziedzictwo jej przodków, specjalna umiejętność - detektor procentów skrytych w spożywanych trunkach? Prawdę mówiąc, nie spodziewał się, by w stanie, na jaki wskazywało jej zachowanie, mogła jeszcze zorientować się, że usłużnie podsuwane kieliszki kryły w sobie zgoła inną zawartość, niż powinna przypuszczać.
- Chyba nawet byłaś blisko - o chwilę za długo wahał się, czy dźwignąć się z całkiem wygodnego siedziska, i rzucić się prosto w paszczę... rosyjskiego niedźwiedzia, w tym przypadku; o ileż wygodniej byłoby po prostu wyjść, nie mieszać się w to widowisko, nie stawać częścią przypominającego wydmuszkę dramatu, konfliktu rozdmuchanego przez Dolohov do rozmiaru carskiego ego; z jakiegoś jednak powodu, bez wątpienia żadnego racjonalnego, pojawił się tuż obok niej. Nie usiadł na żadnym z krzeseł, nie oparł się także o bar, w gruncie rzeczy wciąż zamierzał jak najszybciej się stąd ulotnić. Tyle że z nią. - Risteárd? - skoślawił wymowę imienia skandynawskim akcentem, używanym z premedytacją, nie z konieczności, jakby na każdym kroku chciał podkreślić swą odrębność, to, że nie jest stąd. Choć do tamtąd przecież także nigdy nie należał. Ale tego postronni nie musieli wiedzieć.
Coś na kształt ostrzeżenia pojawiło się w jego spojrzeniu, gdy spojrzał się przelotnie na barmana; zapłacił mu także za milczenie; acz, jakże łaskawie, nieprzewidzianymi konsekwencjami zajmie się osobiście.
- Opowiesz tylko jemu? Czy zadbasz o to, żeby usłyszeli cię wszyscy? - wyzuty z emocji ton zabarwił dwa rzucone lekko pytania; dopiero teraz Calder skoncentrował się wyłącznie na zaczerwienionej od alkoholu twarzy, taksując kobietę mało przyjaznym spojrzeniem.
No powiedz, Dolohov, kim tutaj jesteś. Poza tym, że dwoma nogami, pomiędzy którymi kryje się męskie zaspokojenie. O ile ktokolwiek z tych oblepiających Tatianę spojrzeniem pozostał trzeźwy na tyle, by je osiągnąć. Ale samotną kobietę można było skrzywdzić na wiele sposobów. Kreatywnych, jak na Nokturn przystało. A droga do jej mieszkania była pewnie wystarczająco długa, by przetestować choć jeden z nich.
Na co ona liczyła? Na to, że użyje zamiast protego, którego pewnie nawet nie dałaby teraz rady wyczarować, swojego nazwiska? A niedoszły oprawca wystosuje przeprosiny (pisemne, o ile pisać w ogóle potrafi) i rozłoży przed nią prowadzący do jej mieszkania czerwony dywan, który nie jest tylko mało wyszukaną metaforą przelanej krwi?
Ta rozlała się zresztą już teraz, rubinem barwiąc jej dłonie. Przez cienką skórę przebiły się odłamki szkła; choć wbiły się nie aż tak głęboko - oszacował to szybko, nieprzesadnie zaaferowanym spojrzeniem.
Może szczypta bólu dobrze jej zrobi. I nieco ją otrzeźwi.
- Macie jakiś bandaż na zapleczu? - to dobry pretekst, żeby zabrać stąd Tatianę, wyjść również mogli przez zaplecze, kiedy pozbędą się już drobinek szklanego bólu. Risteárd niemrawo skinął głową, wskazując odpowiednie drzwi; jemu też chyba coraz bardziej zależało na tym, żeby pozbyć się problemu.



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Kontuar [odnośnik]30.12.20 21:43
Myśli spłynęły ciemnym rynsztokiem w dół, wyparte przez alkohol, wyparte przez wybujałe żądania i niezbadane potrzeby; nie wiedziała, czego tak naprawdę chce. Nie wiedziała, po co spędzała wieczór w tym miejscu, i o chuj jej chodzi, w momencie, w którym jedyne na co ma ochotę, to rozstrzelać klientelę Mantykory jakimś bardzo brzydkim crucio.
Nie interesowały jej też spojrzenia; jedne wygłodniałe, inne zaintrygowane, jeszcze inne zdenerwowane; wkurwione tak samo jak ona, kiedy szkło ochoczo przyjęło miękkość dłoni i wypuściło z ust siarczyste przekleństwo.
Soczysty, ostry ból potoczył się wraz z ciemnoczerwoną strużką krwi wzdłuż nadgarstka i pomiędzy smukłe palce, jasne spojrzenie wzniosło się na oblicze barmana; nie interesowały ją jego powody, ani nieustępliwa mina, która zdradzała jedynie wyraźne znużenie ów teatrzykiem; a on równie ochoczo, pewnie miał ją głęboko w poważaniu – ją i jej szczeniackie, nieodpowiedzialne powody, krzyki i zażalenia.
– Pierdolony zdrajca z ciebie, cyka blyat – wymamrotała nie do końca rejestrując moment, w którym ktoś – obcy, daleki, bo takim dla niej wtedy był – coś mruknął, wstał, a nawet podszedł do kontuaru; zbytnio przejęta osobistą tragedią w postaci oszustwa na skalę światową, przejęta brakiem wódki we własnym gardle, i sam Merlin tylko wiedział, czymże jestem.
Ciche pomruki – niewątpliwie układające się w szpetne, rosyjskie przekleństwa – skapywały jeszcze przez chwilę z ust dziewczyny, która raz po raz strząśnięciem dłonią w powietrzu pozbywała się nadmiaru lepkiej juchy i odłamków szkła – wystarczająco znieczulona hektolitrami czystej wódki, niewystarczająco, by wciąż odczuwać nieprzyjemny ból, przy okazji niezbyt rozumiejąc, cóż należało zrobić ze skaleczoną dłonią.
W plątaninie kolejnych słów, kolejnych gestów, kolejnych wymachów rękoma w emocjonalnych zrywach w końcu go dostrzegła; wargi wciąż poruszały się w obraźliwy sposób, przez gęste brwi przemknęła wyraźna złość, dopiero po chwili oczy otworzyły się nieco szerzej, bluźniercze usta zamilkły.
Na moment. Pozorny, ułudny, fałszywy i kpiący.
Potem przyszedł śmiech; uchodziłby nawet za rozkoszny, gdyby nie ochrypłe od alkoholu i krzyku gardło, zagubione spojrzenie, chybotliwa sylwetka, stargane dramatyzmem sytuacji ciemne kosmyki włosów, i oblepiona świeżą krwią i kryształowym szkłem dłoń.
– Borgin, książę na białym koniu – stwierdziła, na szczęście Caldera nie łącząc faktów on – koniec picia, w jedno – Moy dorogoy, skaranie boskie, tu alkoholu nawet nie mają, dasz wiarę? – chichot przemknął przez wyraźną nutę rozdrażnienia; lawirowała między emocjami bez zbędnego opamiętania, zapominając o własnym akcie, o zranionej ręce i przeklętym, zdradzieckim barmanie.
Chuj z nimi wszystkimi, skoro miała kompana do picia.
To było ważniejsze i pierwszoplanowe; przysłoniło umysł na tyle, by nie dosłyszała czegoś o jakimś zapleczu w tej pierdolonej spelunie.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Kontuar [odnośnik]22.01.21 17:33
Gdyby z podobną zawziętością tropiła zdrajców krwi, co tych, których jakże sromotną przewiną było rozcieńczenie jej trunku, bądź miast czystej postawienie przed nią jedynie klarownej wody, to Czarny Pan niechybnie osobiście zaprosiłby ją do rycerskich szeregów, ścieląc przed nią dywan z trupów.
Za książęcy tytuł podziękuje, do konia ni aetonana nie zbliżyłby się na odległość kilku metrów; darował sobie jednak komentowanie tego powitania. Cynizm zdawał mu się zawsze konstruktem społecznym wykształconym właściwie niepotrzebnie; on sam milczał, gdy nie miał do powiedzenia nic, co powiedzieć należało.
- Rozpaskudziłaś te rany, Dolohov - z mało empatyczną surowością podsumował to pobojowisko krwi i ostałych się w kobiecej skórze szklanych odłamków, gdy tylko znalazł się bliżej niej, i mógł już zerknąć kontrolnie na to, co wciąż jeszcze tkwiło w jej dłoni. - Przy lumos najciemniej - z ociąganiem rzekł jeszcze, kiedy ewidentnie zaczęła oczekiwać jakiejkolwiek odpowiedzi; zepchnął za granicę ciszy temat rzekomego braku alkoholu, nie należał do najlepszych kłamców. - Skorzystamy z uprzejmości obsługi - dodał, spoglądając na Risteárda; choć o uprzejmości mówił, słowa te wypowiedział mało uprzejmym tonem, właściwie tylko oznajmiając pracownikowi, że wykorzystać zamierza dobrodziejstwa zaplecza. - Bandaże trzymacie tam, gdzie zawsze? - po pyrrusowym zwycięstwie w antykwariacie, gdy Mulciber niemalże umarł, to właśnie w Mantykorze przyszło Blythe walczyć o jego życie; Borgin mógł wtedy tylko przynieść nieco wody i bandaży, zwilżając je chłodem cieczy, by namoczyć posiniałe usta Śmierciożercy. To chyba Goyle wskazał mu, gdzie znajdują się bandaże. - Nic tu więc po nas - skoro nawet alkoholu już tu dla niej nie mają, czego miałaby szukać w miejscu takim, jak to. - Chodź, trzeba to oczyścić - nie był pewien, w jakim stanie znajduje się Tatiana, i czy w ogóle samodzielnie da radę przemieścić się te kilka metrów, na zaplecze. Ale nauczył się już chyba, że cokolwiek mógłby przypuszczać i wnioskować na podstawie zachowań dotychczas spotkanych pijanych osób, ją należało traktować jak wyjątek. Większa w tym zasługa niewątpliwie regularnego treningu wątroby niż pochodzenia.
Był obok; na tyle blisko, by w razie czego wesprzeć ją, gdyby okazało się to niezbędne. Przytrzymał drzwi prowadzące na zaplecze, po raz ostatni spoglądając na barmana. Ten wiedział doskonale, kim jest Borgin, a ich pobyt w pomieszczeniu dla pracowników miał zająć tylko chwilę, nim nie pozbędzie się resztek szklanego gniewu. Zaraz potem znikną, już ich tu (dzisiaj) nie zobaczy.



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Kontuar [odnośnik]22.01.21 19:55
Drobne przewinienia ubrane w niebotyczne zbrodnie, krótkie odmowy przeobrażone w zatrważająco nieodpowiednie obrazy majestatu; Dolohov rozdmuchiwała całą absurdalną sytuację do granic możliwości, o dziwo nic nie robiąc sobie z pokiereszowanej szkłem dłoni. Zabawne, że równie prędko co przyszła nieokiełznana agresja, tak samo szybko uleciała gdzieś w eter, być może schowała się za sam kontuar ze strachu nad chybotliwą emocjonalnością Rosjanki.
Teraz Tatiania uśmiechała się szeroko, choć uśmiech wydawał się dobywać gdzieś z głębi, jak gdyby szczypiący ból oblepionej świeżą juchą dłoni nadawał cierpkości uniesionym kącikom ust i próbował zmącić myśli, teraz skupione na jednym – widoku Borgina, i tym, że w głowie majaczył jej tylko jeden, główny plan; napić się z nim.
Gdzieś między kolejnym wymachem dłonią a dźwięcznym śmiechem, i najprawdopodobniej między siódmym a ósmym nieodpowiednio zaciekawionym spojrzeniem klienteli Mantykory, zmarszczyła brwi, odczuwając zwyczajną trudność z zarejestrowaniu faktów; o jakiej ranie w ogóle mówił?
Oświęciło ją dopiero po chwili, kiedy skaleczona dłoń otarła się o krawędź blatu, a odłamki szkła wsunęły głębiej w miękkość skóry; cichy syk wydostał się spomiędzy warg kobiety, ukradkiem układając w kolejne, brzydkie przekleństwo.
– Ciągniesz mnie na zaplecze? Już? Na dzień dobry? – wydusiła z siebie, kiedy ból zdążył przysłonić jego słowa skierowane do barmana i cały świat wokół; jedynie wspomnienie o jakimś zapleczu wybiło ją z rytmu, sprawiając, że znów zaśmiała się wyraźnie rozbawiona, nieco chrapliwie.
– Aleś ty niepoprawny – ciężki pomruk potoczył się nieopodal calderowego ucha, wraz ze śmiechem i krótkim sapnięciem; zmęczenia bądź życiowych trudności, których widocznie miała sporo, potrafiąc zrobić taki raban o wodę w kieliszku.
O dziwo – nie protestowała w związku z jego propozycją. W innych okolicznościach zapewne byłoby jej przykro – byłaby wkurwiona – słysząc pomysł opuszczenia baru; teraz, kiedy za nim jedyne co jej oferowano, to jakaś pieprzona kranówa, zaplecze wydawało się najciekawszym z możliwych pomysłów.
Kolejną niecodzienną reakcją był fakt, że w momencie w którym zsunęła się z barowego stołka, a obcasy trzewików z łoskotem obiły się o posadzkę, nie runęła jak długa na ziemię – ba, nie zachwiała się nawet przez moment; cała długość sylwetki nie zdradzała chociażby grama alkoholu krążącego w żyłach, jedynie zamglone spojrzenie, zniszczona fryzura i ta przeklęta, zakrwawiona dłoń, wskazywała na ciężką kondycję.
– No, prowadź, kochanieńki – rzuciła, by zaraz potem obrać drogę u jego boku; poruszała się niemal tak jak czyniła to każdego wieczoru po nokturnowych uliczkach – odrobinę mniej kocio i mniej kokieteryjnie, zamiast to z jakimiś niewytłumaczalnymi pokładami siły. Dopiero docierając do drzwi ów pomieszczenia, wsparła się dłonią – tą zdrową – o framugę, sycząc kolejne przekleństwo.
– Ale wyobrażasz to sobie? Lać zwykłą wodę? Mi? MI?!



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Kontuar [odnośnik]24.01.21 12:04
To jedno się w niej nie zmieniło; wybuchała emocjami, silną gwałtownością, która jednak nie mogła trwać w nieskończoność. Dolohov ostygała, równie szybko, jak szybko doprowadzała się do wrzenia. Gdzieś uszło z niej to wszystko, co kumulowało się w środku jeszcze przed chwilą, a on mógł po prostu pozostać obserwatorem tych zmian. Przypadkowym i nie tak biernym jak być powinien - w gruncie rzeczy popchnął przecież sam jedno domino, gdy zatrzymało się, opierając się tylko o nierozsypany jeszcze ciąg wydarzeń.
Gdy wspomniał o ranie, zdawała się nawet nie wiedzieć, o czym tak właściwie mówił; była aż tak znieczulona spożytym alkoholem? Czy zobojętniała na ból?
- Na dobry wieczór - skorygował tylko, darując sobie dalszą zabawę w podteksty; coś w jego spojrzeniu wybrzmiało ostrzeżeniem. Może i miał spore pokłady cierpliwości, lecz w jej towarzystwie i te niemalże nieskończone zasoby zdawały się szybko wyczerpywać. Ktoś na sali zakrzyknął jeszcze, czy może się przyłączyć, a Borgin miał ochotę po prostu stąd zniknąć - odgrodzić się od niechcianych interakcji i obcych spojrzeń, które skierowały się i w jego stronę; zostawić je za zamkniętymi drzwiami.
I ten jej śmiech - niemalże obłąkańczy, nie miał w sobie nic z wesołości - dźwięczał nieprzyjemnie w uszach. Wszystkie szorstkie bodźce - blask świec wciąż kłujących go w oczy, pulsujący w głowie natrętny gwar rozmów, warstwy irytujących odgłosów - nałożyły się na siebie, on, natomiast, poczuł się jak wtedy, gdy znajduje się pośród błysków zaklęć, na polu walki. Przytłoczony i otumaniony.
Jej szept, tuż przy twarzy, rozlewający się gryzącą wonią alkoholu, sprawił, iż usta zacisnęły się w wąską kreskę, wstrzymał oddech, rozdrażniony kolejną prowokacją ze strony Tatiany; nienawidził tego zapachu, po alkohol sięgał jedynie w celach dezynfekcji.
Nie wypowiedział ani słowa więcej, nim nie znaleźli się już tam, w ciasnym pomieszczeniu, w którym gniotły się rzeczy poupychane na każdej wolnej przestrzeni; jedno machnięcie różdżką wystarczyło, by oświetlić wnętrze, struga światła przecięła półcień. Sięgnął do półki, na której leżało kilka medykamentów, w tym zwinięte niechlujnie bandaże i cebr.
- Wodę czy rozcieńczony alkohol? - poddał w wątpliwość pewność, z jaką rzuciła - słuszne - oskarżenie. - Ile kieliszków dałabyś radę jeszcze wypić, zanim stoczyłabyś się pod ladę? - kolejne pytanie, równie neutralny ton; tylko w oczach czaił się jakiś wyrzut. Szczyciła się swoim nazwiskiem, swoim pochodzeniem, czystością swej krwi, a zachowywała się jak odpadek z rynsztoku. Jak zwykły nikt. - Usiądź i połóż zranioną rękę tak, żeby dłoń była nad cedrem - ten znajdował się już na stole, obok krzesła, które odsunięte zajmowało niemal całą przestrzeń pomiędzy skrzynkami o półką - zajmę się tymi zranieniami - to była zwykła bzdura, nic, czym powinni niepokoić Cassandrę. Właściwie lepiej dla Dolohov, żeby obudziła się jutro, czując piekący ból w każdym z rozciętych miejsc na skórze. I może doszła do jakichś wniosków. O ile był dzisiaj świadkiem pijaństwa, a nie zanurzania się na dno nałogu. Potrzebowała pomocy doraźnej - czy długotrwałej?



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Kontuar [odnośnik]25.01.21 19:32
Raz miła, raz paskudna; raz racjonalna, raz głupia jak nastoletnia dziewucha nieznająca swojego miejsca ani nie posiadająca grama instynkty samozachowawczego; taka właśnie była, a podjudzona alkoholem stawała się niemal nie do wytrzymania, targana skrajnościami, święcie przekonana o swojej pieprzonej nieśmiertelności i racji własnych żądań – tak naprawdę nic tutaj nie mogła; poza plecami ojca, kilkoma obfitującymi w korzyści znajomościami, była nikim.
Ale za to jak idealnie udawała, że jest co najmniej carską królową wpuszczoną w rynsztok, by zaprowadzić w nim porządek.
Lub rozpieprzyć jeszcze bardziej; interpretacja dowolna.
Wciąż chichocząc, lub oddychając z wyraźną trudnością, zdarzało jej się wypuszczać pojedyncze słowa spomiędzy warg; raz układały się w przekleństwo, raz w jakieś pełne żalu wyznanie, jak chociażby "na Merlina, moje papierosy...", kiedy tęsknie zerknęła w stronę rozsypanego na blacie, zalanego tytoniu.
Trzymała się w pionie; zaskakująco prostym, zaskakująco dobrym jak na sam wygląd; zachwianie nadeszło dopiero w momencie, w którym przekroczyli próg pomieszczenia pełniącego rolę składowiska; wraz z ciężkim westchnięciem podtrzymała się pierwszej lepszej rzeczy – tym razem spróchniałej szafy – kiedy nogi okazały się odrobinę zbyt miękkie.
– Ale pieprzysz, Borgin – mruknęła, gdzieś na granicy faktycznej nagany a kolejnego rozbawienia; najpierw był kompanem do picia, później wybawcą i rycerzem na białym koniu, obecnie jakoś dziwacznie ją bawił, kiedy krzątał się po zapleczu, szukając – Merlin sam wie czego – kiedy ona zajęła jakieś miejsce, bliżej nieokreślone, przeczesując wolną od szkła, krwi i bólu dłonią ciemne włosy.
– O kurwa, chyba się uderzyłam – wypowiedziała w końcu, kiedy jasne spojrzenie przeniosło się na idealnie ozdobioną kryształem w skórze kreację; brzydki obrazek wywołał w Tatianie pierw wyraźny grymas, wyraźne zmartwienie ocierające się o faktyczny smutek; zaraz potem Dolohov westchnęła donośnie, tak jak wzdychają zwykli, szarzy ludzie po całym dniu parszywej roboty, by mieć za co wyżyć.
Spoglądała na swoją dłoń jeszcze przez chwilę, nim spojrzenie nie podniosło się na Caldera; z lekkim opóźnieniem, tak samo jak późno dotarł do niej sens jego słów; wpierw zmarszczyła brwi, kilka uderzeń serca minęło, dopiero później ułożyła pokiereszowaną rękę w miejscu, które wskazał.
– A to ty jesteś lekarzem? Ale akcja... – wymamrotane słowa skierowane albo do niego, albo do samej siebie.
Kiedy przysunął się bliżej zostało już tylko zmęczenie; odechciało jej się nawet krzyczeć, wygrażać i zapewniać barmana, że zrówna ten jego zapyziały burdel z ziemią; teraz patrzyła gdzieś w przestrzeń, spokojnie, grzecznie, pozwalając mu zająć się paskudnym stanem, do którego doprowadziła ją własna impulsywność.
Raz zabolało, raz zapiekło, raz kurewsko zaszczypało – każdy odgłos jaki z siebie wydawała mieszał się ze śpiewaną cichym, niemal dziewczęcym głosem piosenką; rosyjskim hymnem, który w pewnym momencie zaczął płynąć z ust Dolohov.
Płynął, płynął i płynął, a potem odpłynęła sama, porażona snem uderzając nieświadomie czołem o borginowe ramię.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Kontuar [odnośnik]26.01.21 0:28
Uparcie ignorował każdą jej zaczepkę; nie przeszkadzało jej to wcale i wciąż bełkotała coś ni to do niego, ni to do siebie. W międzyczasie zgarnął wszystko, co tylko było mu potrzebne, żeby usunąć szkło i zabandażować zranioną dłoń. Balneo, wyszeptał, kierując strumień wody na plamę karmazynu; krople zabarwiły się czerwienią, a pokrywająca skórę Tatiany krew zmyła się w niektórych miejscach, odsłaniając przecięcia.
- Słyszałaś, że szkło z rany może dostać się do serca? - bo on słyszał wielokrotnie ten mit powtarzany bez namysłu, a teraz sięgnął po niego jedynie po to, żeby choć na chwilę potraktowała to, co robił, poważnie. Wtedy upora się z wyciąganiem tych upierdliwych drobinek szybciej. - Chcesz Cassandrze zawracać głowę czymś takim? - skontrował, chwytając jej przedramię, by się nie poruszyła, również wtedy, gdy zaboli ją mocniej. A potem ręką z różdżką przesunął nad skórą, za pomocą zaklęcia wyciągając pozostałości po szklance i kapryśnym wzburzeniu. Oczyścił nacięcia, ponownie wyczarowując wodę; chyba powinien był to balneo skierować na królową wieczoru, bo uszła z niej cała energia. Dolohov najzwyczajniej w świecie zasnęła.
I zamilkła.
Co chwilowo przyjął z ulgą. I choć oparte na nim ciało utrudniało mu nieco bandażowanie, jakoś sobie poradził. Do momentu odłożenia - ponownie, zaklęciem - wykorzystanych przedmiotów na miejsce i posprzątania śladów krwawej bytności właściwie nawet mu to nie przeszkadzało. Problem pojawił się później. Bo coś trzeba było z Tatianą zrobić, choć subtelne próby ocucenia jej nie przynosiły efektów. W półśnie poderwała się z krzesła, prowadzona przez niego do wyjścia znajdującego się na zapleczu. Nawet wieczorny chłód nic nie wskórał. Odpłynęła gdzieś daleko, zbyt daleko.
- Dolohov, na Merlina, skoncentruj się na chwilę, choć na minutę - rzadko kiedy przekleństwa cisnęły mu się na usta, lecz w tym momencie miał ochotę zakląć siarczyście, dając upust irytacji. Co mu do głowy wpadło, żeby zagrać rolę w tym carskim teatrzyku o wyjątkowo kiepskim scenariuszu - tego wciąż nie wiedział i najpewniej odpowiedzi na to pytanie nie znajdzie. - Jakie masz zabezpieczenia w mieszkaniu? - spróbował mimo wszystko wyciągnąć z niej choć jedną przydatną informację, lecz miał wrażenie, że rozmawia z kimś, kogo właśnie pocałował dementor; odpowiedziała mu pustka w jej spojrzeniu, nic więcej. - A niech cię - o pułapkach, i sposobach ich rozpoznawania, nie wspominając już o zdejmowaniu, nie wiedział niemal nic. Nie zamierzał ryzykować.
W chmurnym korowodzie dotarł jakoś do Bogina i Burke'a, z nią u boku. Miał ochotę położyć ją na stole, na którym rozkrawał ciała, ale finalnie zasnęła w jego łóżku, podczas gdy on gniótł się w graciarni, na krześle tak niewygodnym, że sen zmógł go dopiero nad ranem.

| ztx2



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t8060-rattle-his-bones https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin
Re: Kontuar [odnośnik]13.09.21 21:08
13 I '58

Nie sądziła, że kiedyś dotrze do takiego momentu w życiu, gdy rozwiązania swych problemów będzie szukała na Nokturnie. Przed rokiem, ulica kojarzyła jej się tylko z jedną osobą, dobrą duszą, której zawdzięczała wiele. Teraz zmieniła swe znaczenie, oferując więcej, nawet dla osoby jej pokroju. Lekkie kroki rozbrzmiały na korytarzu, gdy zbiegła po schodach, jak zawsze spiesząc się, aby zniknąć z okolicy. Echo zatrzaśniętych chwilę wcześniej drzwi mieszkania dźwięczało jeszcze przez moment w uszach, niosło się w pustej, ponurej przestrzeni. Czuła się nieco zawiedziona, gdy nie spotkała Go w jego własnym mieszkaniu, ale może to i lepiej. Była pewna, że znów nie opuściłaby bezpiecznych ścian zbyt szybko. Na przestrzeni miesięcy zauważyła tą zależność, pośpiech umykał obojgu, kiedy stawali sobie na drodze przypadkiem, bądź celowo. Odruchowo rozejrzała się po okolicy, zanim przeszła pierwsze kilka kroków ku przejściu na Pokątną, aby zostawić za sobą tą parszywą ulicę. Gruby, ciepły płaszcz otulał sylwetkę, odcinając od zimna, które doskwierało coraz mocniej. Styczeń nie rozpieszczał, ujemne temperatury coraz mocniej dawały o sobie znać, a zwłaszcza jej. Była zdecydowanie ciepłolubna, kręcąc nosem na większe spadki i mimo że osiadający na ziemi śnieg robił przyjemny klimat, to nadal nie przemawiało do niej. Zwłaszcza tutaj nie było tego widać. Zwolniła kroku, kiedy po prawej stronie zamajaczył szyld Mantykory. Nie planowała zachodzić do środka, lecz tknięta impulsem zmieniła swe plany, nie widząc nic złego w tym, aby zajrzeć. W końcu istniała jakaś szansa, że skoro nie zastała Drew w mieszkaniu, znajdzie go tutaj. Wolała uprzedzić go, że podprowadziła mu coś z mieszkania, nawet jeśli planowała oddać w późniejszym terminie. Zatrzymała się na moment z dłonią na klamce, by spojrzeć krótko na mężczyznę wychodzącego z zaułka. Wyglądał na włóczęgę, ale patrząc na okolicę, równie dobrze mógł być przeciętnym mieszkańcem, którejś z sypiących się kamienic. Uniosła lekko brew, kiedy zagwizdał na nią, by zaraz zmrużyć delikatnie oczy, gdy zakuło ją rozdrażnienie. Mimo to nie pozwoliła sobie na większą reakcję, przekraczając próg karczmy i wpuszczając na chwilę do środka zimno z zewnątrz. Ciemne spojrzenie prześlizgnęło się po wnętrzu, zahaczając o parę sylwetek i zatrzymując się na jednej konkretnej, wspartej o kontuar. Zajęty rozmową z barmanem, nie zwrócił uwagi na nią, ale nie skupiła się na tym nawet. Bez pośpiechu podeszła bliżej, opierając dłoń na plecach Macnaira, kiedy tylko stanęła obok.
- Cześć.- rzuciła miękko, łapiąc jego spojrzenie, by zaraz przenieść wzrok na stojącego za barem mężczyznę i skinąć mu delikatnie głową, chociaż mogła równie dobrze zignorować obecność barmana. Kąciki jej ust uniosły się zauważalnie, kiedy powróciła brązowymi tęczówkami do Drew.- Ciężko Cię złapać ostatnio, już zaczynałam się zastanawiać, czy może wyzionąłeś gdzieś ducha i nawet o tym nie wiem.- odezwała się ponownie, odrobinę zadziornie.- Chyba byłoby mi przykro.- dodała z lekkim zastanowieniem. Dopiero po tym przechyliła się w stronę Macnaira, by musnąć ustami męski policzek na powitanie, chociaż zdążyła to zrobić mniej miło, a werbalnie.- Zajęty? – spytała zaraz, nie wiedząc, ile czasu może mu wykraść tym razem i poświęcić samej.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kontuar
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach