Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Drewniany Salon
AutorWiadomość

Salon


Przytulny salon z kominkiem i dwoma wygodnymi fotelami. Meble zostały przeniesione z poprzedniego domu Michaela, nadając pomieszczeniu myśliwsko-kawalerski wystrój, ale odkąd Tonksowie mieszkają razem, pojawiły się tutaj pledy, dywany, oraz dziwne żółte firanki.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Drewniany Salon 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

| 11 czerwca

Warząc regularnie eliksiry dla Zakonu, Gwen musiała być świadoma trwających aktualnie faz księżyca. Przed domem Tonksów pojawiła się więc w dwa dni przed pełnią, o czym dziwnym trafem nie była w stanie zapomnieć. A powinna, bo przecież w żadnym razie nie pojawiła się w tych progach przez najstarszego z rodzeństwa! To Kerstin zaprosiła ją po tym, jak ostatnio wpadły na siebie w lecznicy Alexandra. Nie mogła jej odmówić. Panna Tonks była niezwykle urokliwą i odważną młodą kobietą, której jasne włosy i piękny uśmiech na pewno zwracały uwagę wielu mężczyzn.
A miło przecież spędzić chwilę w otoczeniu swoich. Gwen ostatnio czuła się zmęczona całą tą magią. Na dworze Macmillanów wszystko poruszało się samoistnie, skrzaty pojawiały się i znikały, przynosząc napoje oraz przekąski, a Heath regularnie wpadał na nią, próbując (nielegalnie) latać po korytarzach swoją nową miotłą, którą dostał na urodziny. Jakby tego było mało, byli przecież w samym środku wojny, która za nic nie chciała dać o sobie zapomnieć, wkradając się do koszmarów i myśli Gwen niemal w każdej chwili dnia.
Wizja spędzenia sielankowego czasu w domu, w którym (prawdopodobnie) nie wszystko latało i brzęczało, z dziewczyną, którą lubiła i która wydawała się znacznie lepiej rozumieć jej sytuację wydawała się więc spełnieniem wszelkich aktualnych marzeń Gwen. Bo choć Justine, Gabriel czy Michael również wychowali się w niemagicznym domu to jednak malarka miała wrażenie, że od mugolskiej części rzeczywistości odcięli się znacznie bardziej od niej samej. Ponadto Gabriel i Michael byli starszymi mężczyznami, co oznaczało brak pełnej swobody w ich towarzystwie, a Justrine jako gwardzistka Zakonu wzbudzała w malarce pewien dystans. Kerstin więc, z całej tej jasnowłosej rodziny, wydawał się dziewczynie najbardziej zbliżona do niej samej. Bo co z tego, że nie uczęszczała do Hogwartu, skoro o istnieniu magii wiedziała i skoro tak czy siak przypisywała się raczej do niemagicznej rzeczywistości?
Gdy tylko wojna się skończy, odłoży różdżkę przynajmniej na rok i będzie żyła z dala od tych magicznych hałasów – obiecała sama sobie, zmierzając w stronę domku.
Odziana w prostą koszulkę i spódnicę, poprawiła naprędce ułożone włosy i zapukała do drzwi, czekając, aż gospodyni je otworzy.
Kerstin! Cześć! – przywitała się z entuzjazmem.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Powrót do góry Go down

Każdy czasem potrzebował przerwy, a Kerstin jako wieloletnia pielęgniarka doskonale o tym wiedziała. Sama co prawda nie pracowała zbyt ciężko - przynajmniej nie aż tak ciężko, jak przywykła na mugolskich oddziałach, bo jej zakres obowiązków w czarodziejskiej lecznicy nadal pozostawał ograniczony, wiele rzeczy, które normalnie musiałaby zrobić ręcznie uzdrowiciele załatwiali magią, a takie banały jak pielęgnacja, podawanie prostych eliksirów, czy kontrola życiowych parametrów na dobrą sprawę ledwo co się w oczach Kerstin łapały pod wysiłek. Nie narzekała, skądże, nie miała wątpliwości, że też jest potrzebna, zwłaszcza, że nie raz i nie dwa otrzymała pochwałę za determinację. Miała też okazję uczyć się wielu nowych rzeczy, świetna sprawa po tylu tygodniach względnej bezczynności.
A jednak bez odpoczynku nie dało się funkcjonować, więc czasami trzeba się było zatrzymać w biegu, nawet na zwykłej herbatce i ciastkach. Kiedy podczas pracy w lecznicy natknęła się na Gwen, niesamowicie sympatyczną dziewczynę, którą poznała najpierw rzutem teleportacyjnego przypadku, a później - już bliżej - na weselu, wystarczyło parę minut rozmowy, by dostrzegła, że jest ona w takiej samej potrzebie emocjonalnej przerwy jak Kerstin. Nie wahała się długo przed zaproszeniem jej do nowego domu, w końcu wiedziała dobrze, że panna Grey jest znajomą i godną zaufania dla ich rodziny.
Liczyła na zupełnie spokojny i przy dobrych wiatrach niemagiczny wieczór spędzony na rozmowach o sprawach mało istotnych (a zatem przyjemnych), słowem, zwykły babski podwieczorek. W tym celu upiekła pierniczki i faworki, pilnując przy okazji, by żaden z braci nie dorwał się do nich wcześniej. Nie była może najlepszą piekarką na świecie, ale coś tam potrafiła, zwłaszcza, gdy miała pod ręką odręcznie zapisane przepisy mamy, które woziła ze sobą do Kornwalii i z powrotem. Pozamiatała salon i pomyła okna, nawet nie próbując prosić o magiczną pomoc - proste domowe obowiązki doskonale ją odstresowywały i przywracały poczucie stabilizacji.
Kiedy nadeszła godzina spotkania wszystko było już gotowe, wypieki stały na stoliku, na kanapie leżała porzucona robótka ręczna, którą się dotąd zajmowała (a wychodziło jej to już coraz lepiej!), sama Kerstin ubrała się też nieco bardziej elegancko, choć nadal skromnie i wygodnie, bo przecież nigdzie nie wychodziły.
- Witaj, Gwen! - Powitała koleżankę w progu, bez zażenowania przyciągając ją do uścisku. - Wyglądasz wspaniale. Zapraszam, zapraszam, nie ściągaj butów, nie zamiatałam - Skłamała po grzeczności, a potem zaprowadziła ją do salonu. - Masz ochotę na kawę, czy na herbatę? Już zaparzyłam wodę.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all


Ostatnio zmieniony przez Kerstin Tonks dnia 09.07.20 15:07, w całości zmieniany 1 raz
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Nie miała zamiaru wyciągać różdżki w trakcie pobytu u Kerstin. Wprawdzie czasem jedno machnięcie pozwalało zaoszczędzić wiele czasu, ale tego dnia nie musiały się przecież z niczym śpieszyć. Z resztą, panna Tonks na pewno i tak miała po dziurki w nosie rodzeństwa, które załatwiało rzeczy za nią. Gwen nie miała zamiaru wtrącać swoich trzech groszy do jej irytacji. Zwłaszcza, że sama w ostatnim czasie chwilami miała naprawdę dosyć magii.
Przytuliła Kerstin na powitanie bez zawahania. W końcu były prawie jak rodzina! No, nie do końca, właściwie nawet nie znały się szczególnie dobrze, ale Gwen miała wrażenie, że łączyło je tak wiele. Jedyna różnica polegała na tym, że Kerstin nie uczyła się w Hogwarcie, nie dziedzicząc magicznych mocy. Obydwie jednak większą część życia spędziły po tej mugolskiej stronie, wielokrotnie musząc unikać mówienia prawdy o sobie czy swojej rodzinie. Chociaż Gwen mimo wszystko w tym względzie było chyba nieco trudniej. W końcu Kerstin nie musiała okłamywać koleżanek z podwórka odnośnie tego, gdzie znika w ciągu roku szkolnego.
Och, ja może lepiej ściągnę – odpowiedziała odruchowo, faktycznie ściągając trzewiki i podążając za Kerstin. – Może lepiej herbatę. Pomóc ci w czymś? – spytała, gdy już znalazły się w salonie.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Ściany wyłożone drewnem, duża ilość koców i kominek sprawiały, że Gwen poczuła się niczym w jakiejś starej, górskiej chatce. Niezwykle przytulnie, swojsko i zwyczajnie – niemal jak u siebie. Och, jakże to była miła odmiana po tych wysokich sklepieniach i korytarzach pełnych zbroi u Macmillanów! Albo po biedzie, która widoczna była w Oazie na każdym kroku. Starali się wprawdzie, by przybywający do nich mugole i mugolacy mieli jak najlepsze warunki, jednak było ich po prostu zbyt dużo, a sama wyspa była zbyt mała, aby każdy z nich mógł dostać przytulny domek.
Michael was tu zabrał? – dopytała, przyglądając się pojedynczym ozdóbkom nad kominkiem. Wilkołak był najstarszym z nich, na pewno miał najwięcej do powiedzenia w tej kwestii. Z resztą, w trakcie wesela chyba nawet coś o tym wspominał. – Wcześniej mieszkałaś w Londynie, tak?
Spotkały się przecież w szpitalu przed dwoma, czy trzema laty, a sam Gabriel mówił jej przecież, że dom na obrzeżach jest ich rodzinnym miejscem. Może jednak Kerstin wyprowadziła się gdzieś poza miasto i tylko dojeżdżała do pracy? Dla niemagicznej osoby to było nieco trudniejsze, ale przecież nie niemożliwe.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Powrót do góry Go down

Choć w rzeczywistości nie znały się z Gwen na tyle, by móc bez zawahania nazwać przyjaciółkami, Kerstin nie miała najmniejszego problemu z okazywaniem dziewczynie sympatii i rozpoczynaniem rozmowy. Bywały chwile, gdy czuła się słabo w czyimś towarzystwie i profilaktycznie chowała za innymi, ale miała także swego rodzaju wewnętrzną miarkę, która po kilku spotkaniach wskazywała na to, czy warto z tym człowiekiem nawiązać znajomość. Pod tym względem Gwen zasłużyła co najmniej na 90 procent jej pełnego zainteresowania i nic dziwnego, bo poza tym, że była bez wątpienia uprzejmą i odważną dziewczyną, to łączyło je wspólne pochodzenie oraz dzika, magiczna przygoda, której doświadczyły na weselnej zabawie. Po czymś takim ciężko byłoby mieć jeszcze jakiekolwiek opory, a Kerstin miała prawdziwą, szczerą chęć, by poznać Gwen tak bardziej od kuchni, w spokojnych warunkach, by mogły porozmawiać więcej o swoich zainteresowaniach, może przeszłości.
Chociaż tego drugiego nie była tak pewna. Przeszłość w ostatnich miesiącach bywała bolesnym tematem.
Mimo że prosiła Gwen o zostanie w butach, ta i tak je zdjęła - Kerstin machnęła na to pogodnie ręką, bo właściwie się tego spodziewała. Potem popędziła przodem do ich nowego, pięknego i przytulnego salonu. Była z niego dumna, przede wszystkim dlatego, że przyłożyła rękę do wystroju wnętrza, już kilka razy przestawiała meble i dbała o to, by nigdy nie było w nim zbyt pusto (dlatego własnoręcznie sadziła kwiaty w doniczkach, podlewała je i rozkładała pierdółki na szafkach). Starała się jak mogła utworzyć tu rodzinną przystań, w której każdy z Tonksów mógłby się na moment zatrzymać i odpocząć od wojny, która jak burza szalała za oknami.
- Możesz mi pomóc w wybraniu dla siebie najlepszej herbaty - Przyznała, znikając na moment w kuchni. Wróciła z kilkoma metalowymi pudełeczkami, w których trzymała liście i torebki. - Wolisz ekspresową? Czarną? Zieloną? Porzeczkową? A może hibiskus?
Na pytania była przygotowana, w końcu ostatnim razem spotkały się jeszcze w Mickleham i nic dziwnego, że każdy, kto otrzymał tu wstęp, był zainteresowany. Nieco więcej obiekcji - niekoniecznie logicznych, bardziej emocjonalnych - miała wobec swojej londyńskiej przeszłości.
- Tak, w tamtym domu nie było już bezpiecznie. Na dobre wyszło. Tutaj jest spokojniej, blisko do morza - Uśmiechnęła się z trudem - Staram się cieszyć tym, co mamy, a nie myśleć o tym, że z tamtego musieliśmy uciekać - Westchnęła i zabrała się za przygotowywanie kubków. Dla siebie wsypała swoją ulubioną, zieloną herbatę. - Mieszkałam w Londynie na studiach i potem przez rok czy dwa podczas pracy. Wynajmowałam mieszkanie ze współlokatorką. Nie wiem, co się z nią dzieje teraz. Chciałabym tam kiedyś wrócić - Choć ręce jej drżały, starała się pozostać dzielna.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Niewątpliwie, takie wydarzenia jak zabawa na weselu zbliżały ludzi. Zwłaszcza, gdy okazywało się, że organizatorzy nie do końca przemyśleli wydarzenie i zamiast przyjemnych rozrywek, przyszło im stawać oko w oko z boginem czy wściekłym hipogryfem. Jak dobrze, że nikomu nie stała się krzywda… W wielu chwilach niewiele przecież brakowało.
Przytaknęła, gdy Kerstin zaproponowała jej wspólny wybór i już po chwili wskazała dziewczynie, na co miałaby ochotę. Wskazała pudełeczko z zieloną, nie myśląc nad tym szczególnie. To przecież nie było w końcu nadmiernie istotne. Chociaż musiała przyznać, że znajdujące się na stoliku słodkości wyglądały kusząco i pachniały niemal tak dobrze, jak wypieki młodego Botta.
Och, tak, bliskość morza to wielka zaleta – powiedziała, kiwając głową. – Nie uświadamiałam sobie tego, dopóki nie przeniosłam się do Macmillanów. Dobrze jest móc po prostu wyjść i już po chwili być na plaży.
Wcześniej zwykle powiedziałaby, że od morza woli góry, teraz jednak chyba nie zgodziłaby się z tym twierdzeniem. Było coś magicznego w szumie fal o poranku, które niemal hipnotyzowały swoimi ruchami. Swoją droga, jako czarownica nawet mieszkając w Londynie mogła przecież w ciągu kilku chwil znaleźć się na plaży, ale w miesiącach poprzedzających kwiecień jakoś nie wpadła na pomysł, by na przykład poczytać książkę nad wzburzonym brzegiem. Jeśli wróci do stolicy będzie musiała spróbować takiej praktyki.
Kolejne słowa Kerstin sprawiły jednak, że Gwen nieco posmutniała.
Tak… chyba nie ma do czego wracać… przynajmniej dopóki to wszystko się nie uspokoi – powiedziała, wzdychając i na ułamek sekundy kierując spojrzenie na okno. – Ale przynajmniej możesz spokojnie pracować u Alexandra. Jakim jest pracodawcą? – Uniosła brew.
Przygryzła wargę, myśląc nad słowami panny Tonks.
A jak się nazywała? Masz jakieś jej zdjęcie? – dopytała. Kto wie, może dziewczyna znajduje się obecnie w Oazie? Albo uda się ją namierzyć w jakiś inny sposób: – Być może przy jakimś… puklu jej włosów udałoby się ją szybko odnaleźć, ale może ją spotkałam – wyjaśniła.
Zamilkła na chwilę, przypominając sobie całą tą szaloną ucieczkę z Londynu. Gdyby nie pomoc Wrońskiego… i Macmillanów… nic z tego by nie wyszło. Pewnie tkwiłaby w Tower, albo gorzej, byłaby martwa. Że też rodzinne miasto musiało potraktować ją w ten sposób.
Londyn to piękne miasto – powiedziała zamyślonym głosem. – Ale nie teraz. Nie dla nas.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Powrót do góry Go down

Michael wrócił do domu nieco zmęczony i z nadzieją na pyszny obiad, po długim dniu spędzonym w tartaku. Dorabiał tam dorywczo dzięki rekomendacji Kierana Rinehearta, więc był ubrany we flanelową koszulę, a z włosów nie otrzepał nawet kilku zagubionych włókien z obrabianego drewna. Po drodze z tartaku zdążył zebrać bukiecik ślicznie kwitnących w Kornwalii wrzosów, a także kupić kobiałkę truskawek. Liczył na to, że ta łapówka zachęci Kerstin do ugotowania czegoś dobrego, a może nawet do przyrządzenia jakiegoś deseru? Wiedział, że siostra jest zabiegana i nie brał obiadu za pewnik, ale... dzisiaj chyba miała siedzieć w domu, a nie w lecznicy Alexa, a on był głodny jak wilk.
-Kerstin, wróciłem! - rzucił od progu, strząsnął z nóg buty i z dumnym uśmiechem ruszył do salonu z kwiatkami i owocami. Miał nadzieję, że jego prezenty wywołają i uśmiech na twarzy siostry!
Nie spodziewał się jedynie, że miała gościa. Samozadowolenie Michaela ustąpiło zdziwieniu na widok rudej burzy włosów - rozpoznałby tą dziewczynę nawet bez rzutu okiem na jej twarz.
-Gwen? Ty... tu...? - bąknął zaskoczony, choć nie miał chyba powodów do zdziwienia. To teraz dom Kerstin, powinien liczyć się z tym, że czasem będzie miała godnych zaufania gości. Prawdę mówiąc, nie spodziewał się jednak, że kogokolwiek tu zaprosi - starzy mugolscy znajomi nie wchodzili w grę i kategorycznie zabronił jej ufać komukolwiek nieznajomemu. Nie przewidział jedynie, że jego otwarta na ludzi siostra tak szybko zjedna sobie nowych znajomych z Zakonu, a z Gwen polubiły się przecież na weselu.
Wesele... Odchrząknął szybko i położył kobiałkę na stoliczku. Nie wiedział, co zrobić z bukietem. Nie wiedział też - o zgrozo! - co konkretnie działo się na weselu. Czasami wracały do niego strzępy zaskakujących i żenujących wspomnień, jak moment, w którym tańczył z Gwen na stole i chyba pytał jakiegoś lorda o kroki do kankana. Merlinie... czy panna Grey też to pamięta?
-To ja... nie będę wam przeszkadzał! Smacznego! - zapowiedział, gestykulując na truskawki. Pewnie Gwen i Kerstin mają jakieś damskie tematy do rozmowy, czy coś.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Drewniany Salon 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Wychodziło na to, że sympatia do zielonej herbaty była ich kolejną cechą wspólną - uśmiechnęła się lekko, gdy Gwen wskazała na jej ulubioną puszkę, a potem szybko zalała kubki wodą z czajnika. Dla Gwen wybrała kubek w żółte grochy, który dawniej zabierała ze sobą do szpitala. Później wróciły do salonu i zajęły miejsca wokół stoliczka. Kerstin wykorzystała spokojniejszy moment, by zachęcająco podsunąć dziewczynie talerz z pierniczkami. Była gościem i nie mogła przecież pozwolić, żeby rozmawiały na głodniaka.
- Tak, morze jest piękne - przytaknęła prędko, zadowolona z tematu, który był równocześnie ciekawy i znacznie mniej ponury - Nie mam za dużo czasu na wylegiwanie się na plaży, chyba nawet by mi się to nie spodobało - Podrapała się z zażenowaniem po jasnym ramieniu; Kerstin i słońce nie darzyli się sympatią, po godzinie lub dwóch zawsze kończyła spalona na skwarek - Ale lubię poranne i wieczorne spacery, kiedy jest już nieco chłodniej. Zdarza mi się też zbierać muszelki, żeby potem robić z nich ozdoby. Na przykład takie, o. Super, prawda? - Sięgnęła dłonią po stojący na parapecie przeźroczysty dzbanek. Właściwie jakoś bardzo się przy nim nie napracowała, po prostu wsypała trochę białego piasku, na górze poukładała żółte i niebieskie muszle, a potem wbiła w to wszystko sklejone wykałaczki z czapeczkami z zielonej bibuły. Może nie aspirowało to do tytułu najbardziej finezyjnej ozdoby roku, ale to nie tak, że mieli teraz dużo pieniędzy, które mogliby wyrzucać na drobiazgi, więc korzystała z tego, co znalazła.
Upiła łyk gorącej herbaty, a potem na powrót skupiła się w pełni na Gwen i jej pytaniach. Nie mogła wiecznie uciekać od takich tematów, udawać, że wszystko jest w porządku, to prawda. Mimo wszystko potrzebowała chwili, by zaczerpnąć oddech i odgonić łzy.
- Pan Farley jest naprawdę w porządku. Nie rozmawiamy dużo, każdy jest zajęty swoimi obowiązkami, ale jeżeli już, nigdy nie powiedział niczego, co byłoby choć trochę przykre. Ja też, rozumiesz, nie mam w lecznicy tylu obowiązków, ile miałam jako pielęgniarka szpitalna. Uzdrowicielstwo jest bardziej skomplikowane od konwencjonalnej medycyny. Skupiam się raczej na sprawach pielęgnacyjnych, zachowuję czujność, czasami podaję słabe eliksiry.
Przetarła powieki pięścią i pokręciła głową. Nie miała pewności, czy jest gotowa rozmawiać o swoich dawnych przyjaciołach, którzy prawdopodobnie byli zmuszeni opuścić Londyn. Jeżeli przeżyli, oczywiście. Na samą myśl, że mogło być inaczej, ściskało ją w żołądku.
- Odnaleźć po puklu włosów? Nie rozumiem... - Podejrzewała, że ma to coś wspólnego z czarami i nie była pewna, czy chce tego próbować. Gdzieś głęboko w sobie odczuwała lęk przed poznaniem prawdy na temat losów współlokatorki. - Nazywała się Helena Greenwich, ale nie wiem, czy chciałabym teraz... - urwała i zagryzła wargę. - Muszę jeszcze o tym pomyśleć, dobrze? - Od dłuższej chwili mówiła tylko o sobie i nie czuła się z tym zupełnie w porządku. - A co u ciebie? Słyszałam, że opiekujesz się tym uroczym chłopczykiem. To pewnie trudne, co? - Kerstin kochała dzieci, ale nie pamiętała, kiedy ostatnio miała z jakimś do czynienia.
Niedługo później poderwała się i odstawiła kubek, słysząc trzaśnięcie drzwi. Z początku odczuła przyspieszone bicie serca i pot pokrywający dłonie, ale wkrótce uspokoiła się i odetchnęła. Brat zawsze zapowiadał się przy wejściu, żeby jej nie straszyć.
- Jestem w salonie! - Odpowiedziała pogodnie i uśmiechnęła się zachęcająco do Gwen. - Nie spodziewałam się, że Mike wróci tak szybko, ale to chyba nic, prawda? - Zmrużyła powieki i zamyśliła się, uważnie obserwując twarz koleżanki. - Może zaprosimy go na podwieczorek? Pewnie jest głodny.
Nie czekając na odpowiedź, podeszła do drzwi salonu, żeby na wejściu objąć brata na powitanie. Był trochę spłoszony, tak jak się spodziewała - mimo bycia najstarszym w rodzinie i całej tej otoczki groźnego wojownika, Kerstin wiedziała dobrze, że postawiony przed koniecznością rozmowy z piękną kobietą natychmiast wpadał w panikę.
- O, truskawki! Dziękuję! - Ucieszyła się wpierw, przejmując kobiałkę i bukiecik do lewej ręki, podczas gdy prawą kontynuowała wciąganie brata do pokoju. - Może upiekę ciasto z kruszonką? Albo zrobię zimny jogurt do picia? Jest coraz cieplej - Położyła mu dłoń na plecach i pchnęła lekko w stronę kanapy, choć była to bardziej prośba niż nakaz; oboje wiedzieli dobrze, że w życiu nie dałaby rady zebrać w sobie tyle siły, by naprawdę być w stanie go do czegokolwiek zmusić. - Oj, daj spokój, w niczym nie przeszkadzasz. Jestem pewna, że Gwen nie ma nic przeciwko, żebyś z nami usiadł?
Mimo wszystko spojrzała na dziewczynę i uniosła pytająco jedną brew. Chociaż miała głębokie Siostrzane Przeczucie, że ani Gwen ani Mike'owi nie będzie nic przeszkadzać, nie chciałaby wprawiać dziewczyny w dyskomfort. Jeżeli naprawdę czułaby się źle, zaraz znalazłaby dla Mike'a jakieś zajęcie albo po prostu zabrała ją na spacer po plaży.
- Słuchajcie, poczekajcie tu na mnie momencik, zaparzę jeszcze wodę dla Mike'a. Chcesz herbatę, czy kawę? - Korzystając z okazji, zaczęła wygrzebywać mu z włosów wióry. Rany, dopiero co tu zamiatałam - Upiekłam pierniczki i faworki - powiedziała dumnie, przykładając piękne wrzosy do nosa, a potem wtykając je do dzbanuszka razem z konwaliami. - Zaraz wracam - Okręciła się z uśmiechem na pięcie i uciekła do kuchni, zabierając ze sobą truskawki do umycia.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Westchnęła, nieco rozmarzona.
Wylegiwanie się na plaży bywa nudne – powiedziała, po chwili jednak dodając: – Ale czytanie romantycznej powieści na plaży! Albo malowanie! Lubię tworzyć pejzaże, wiesz? To takie… pełne pokoju. – Spojrzenie panny Grey na chwilę przygasło. Może i czasem, nawet teraz, zdarzały się te krótkie chwile, w trakcie których czuła wewnętrzny spokój i harmonię. Nie było to jednak zmyć w stanie widma wojny, prawda? Zorientowała się jednak, że to chyba nie był najlepszy temat na pogawędkę przy herbacie: – Och, mój pies ostatnio bardzo polubił spacery na plaży, wiesz? Musimy się kiedyś razem wybrać!Jak tylko przestanie być tak niebezpiecznie. Odgoniła prędko następną, wojenną myśl.
Obejrzała dzbanek, uśmiechając się zupełnie szczerze.
Tak! Super! – Dłonie panny Gwen dotknęły ozdoby, oglądając ją z każdej strony. – Szycie, ozdabianie… Kerstin, nie myślałaś, by zacząć robić bardziej artystycznego? Choćby hobbystycznie? – spytała ciepło. – Wiesz, zawszę mogę ci pomóc w rysunku! – zaproponowała.
Wysłuchała słów Kerstin na temat uzdrowiciela, kiwając głową. Jej relacja z Alexandrem była dość… trudna, przynajmniej dla niej samej. Ale ten młody mężczyzna był miłym człowiekiem i Gwen nie zakładała, że mógłby źle traktować swoich pracowników.
Tak, jest trudne… Sama nigdy się tego nawet nie próbowałam uczyć – przyznała. – Wiesz… nie znam się na tym… jakoś szczególnie… ale jeśli masz coś bardzo osobistego to czasem da się kogoś odnaleźć. Chyba. Tak mi się wydaje. – Gwen zrobiła się nieco nerwowa. Nie chciała dawać Kerstin fałszywej nadziei. Zmarszczyła brwi, spoglądając na pielęgniarkę nieco przepraszająco.
Na szczęście temat Heatha był znacznie bardziej przyjemny.
Hmm… właściwie nie aż tak. Heath jest żywiołowy, ale to dobre dziecko. Bardzo ciekawskie. I wszędobylskie. I nie przejmuje się aż tak tym wszystkim, wiesz? Bycie z nim jest jak przyjemna drzemka, w której rzeczywistość przestaje mieć znaczenie.
Oczywiście, bała się tego, co w obliczu wojny mogłoby stać się temu urwisowi. Ziemie Macmillanów były jednak dobrze chronione i przynajmniej dopóki malec siedział w domu nie powinna grozić mu żadna krzywda.
I wtedy do pomieszczenia wszedł Michael.
To był jego dom, rzecz jasna miał pełne prawo tu być. Nie powstrzymało to jednak Gwen przed gwałtownym wciągnięciem powietrza w płuca. Jej źrenice rozszerzyły się, a policzki zarumieniły się na czerwono. Nie pamiętała zbyt dokładnie tamtego wieczoru, ale… czy ona naprawę była na Michaela wściekła, bo ten powiedział coś do tej ciemnowłosej zakonniczki? Ile z tamtego dnia pamiętał Tonks?
Eeeemmm… tak, cześć – powiedziała, nerwowo sięgając dłonią w stronę karku. Słysząc pytanie Kerstin odpowiedziała odruchowo: – Jasne, że nie, przecież to wasz dom. – Nie była jednak w stanie powstrzymać nieco nerwowego spojrzenia i drobnego drgania głosu.
A nim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej, trzebiocząca i urocza Kerstin opuściła salon, na chwilę zostawiając ich samych.
To miło… że przynosisz siostrze truskawki – wypowiedziała pierwsze słowa, które przyszły jej na myśl, byleby tylko nie pozwolić na zapadnięcie niezręcznej ciszy.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Powrót do góry Go down

-Ja... - ślinka zakręciła mu się w ustach na wspomnienie pierniczków i faworków, ale... czuł się trochę niezręcznie, w środku towarzyskiego spotkania swojej młodszej siostry. I to z Gwen, która... no właśnie do końca nie pamiętał, ale mgliście przypominał sobie, że tańczyli razem na weselu, a potem płakała...
W sumie powinien z nią pewnie porozmawiać - ale na osobności, nie przy strzygącej uszami Kerstin. A i dziewczynom pewnie będzie wygodniej porozmawiać w dwójkę - był starszym bratem na tyle długo by wiedzieć, że koleżanki sióstr czasem peszą się jego (lub w ogóle czyjąkolwiek) obecnością.
-...Dzięki, Kerrie, ale najpierw muszę odpocząć! - zawołał za odchodzącą siostrą. Przeniósł wzrok na Gwen i uśmiechnął się przepraszająco. Właśnie, może Kerstin też powinien przeprosić? Wydawała się dziwnie podekscytowana tym podwieczorkiem, ale... nie był pewien, czy ma ochotę odpoczywać w towarzystwie dwóch koleżanek. Chętniej zwaliłby się do łóżka.
-Cały dzień byłem w tartaku. - wyjaśnił, czując, że powinien wskoczyć pod prysznic. Asekuracyjnie cofnął się o krok.
Uśmiechnął się skromnie na pytanie o truskawki.
-Proszę, poczęstuj się. Niedługo skończy się sezon, a Kerstin je lubi i może zrobi przetwory albo ciasto. Naprawdę pysznie gotuje i piecze, zresztą sama się przekonasz... - pochwalił siostrę z nieskrywaną dumą. Miło było mieć kobietę w domu. Ledwo skończył, zapadła niezręczna cisza, więc dodał jeszcze pośpiesznie:
-To bardzo miło, że się spotykacie. Kerrie musiała zerwać kontakt z dawnymi koleżankami i czasem boję się, że siedzi tutaj całkiem sama... Dziękuję, Gwen. - spojrzał ciepło na pannę Grey, z wyraźną wdzięcznością. Głos oczywiście zniżył, żeby Kerstin nie słyszała - nie chciał jej przypominać o nieco przymusowym zamknięciu, w którym się znalazła gdy tylko przeprowadziła się do ich chatki.
-To... pójdę już. Miłego popołudnia, dziewczyny. Do zobaczenia w Oazie? Powtórzmy kiedyś nasz trening! - zaproponował wesoło Gwen, tym razem nie przejmując się już tym, że Kerrie go słyszy. Jeśli żadna z pań go nie zatrzymała, po chwili wyszedł już z salonu. Czas na drzemkę!

/zt


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Drewniany Salon 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Spodziewała się, że Michael pewnie nie będzie miał czasu posiedzieć z nimi na podwieczorku - to oczywiste, że człowiek pracujący zasługiwał na solidny odpoczynek - nie spodziewała się jednak, że brat ewakuuje się tak szybko. Właściwie dopiero co poklepała go po ramieniu, pchnęła lekko w stronę salonu i zapowiedziała herbatę. Słyszała jednym uchem (tym odsłoniętym, które nadstawiała, żeby to i owo wyłapać), że cicho rozmawiają, ale kiedy wróciła z kuchni to Gwen siedziała na kanapie sama. Różowiutka jak świnka. Jeszcze tylko usłyszała jakąś zapowiedź wspólnego treningu, ale na to jedynie uniosła brwi i nieporadnie wzruszyła ramionami. Odrobinkę ciężko było Kerry wyobrazić sobie, że taka drobna dziewczyna jak Gwendolyn siłuje się popołudniami z rosłym facetem, biega, robi pompki, podnosi ciężary, czy jakie tam inne rzeczy jeszcze można robić na treningu, ale no nie wątpiła, że Michael nie robił jej krzywdy. A trochę ruchu przyda się każdemu.
- No i masz ci los - wymamrotała niechętnie, trzymając w dłoniach trzy kubki parującej herbaty ze startym imbirem. No i co miała teraz zrobić z tym trzecim? Normalnie pewnie zaniosłaby Mike'owi do sypialni, żeby miał do snu, ale głupio byłoby jej zostawić koleżankę samą. - O czym my to... no właśnie, rysunki! - Klasnęła w dłonie i opadła na fotel, aż jej sukienka zafalowała. - Możemy coś kiedyś spróbować namalować razem, nawet na plaży! I koniecznie weź pieska, muszę go poznać! Tylko obawiam się, że do twojego poziomu to mi jeszcze hen daleko... jakoś nigdy nie miałam do tego talentu. Ale tak, szycie bardzo lubię. Uczyłyśmy się szyć już na studiach, po godzinach wieczorami robiłyśmy chusty i bandaże, bo brakowało. Poza tym potrafię ściągać szwy, a to też taka praca z dłubaniem. - Postawiła trzeci kubek herbaty równiutko pomiędzy nimi i spojrzała na niego ponuro. - Cieszę się, że Heath ci nie sprawia kłopotów i że tak się przy nim czujesz. To oznacza... tak myślę przynajmniej... że może będziesz kiedyś bardzo dobrą mamą! - Kerstin zarumieniła się, pochylając wstydliwie głowę. Przebierała przy tym niezdarnie kciukami, jakby zawiązywała niewidzialną nitkę. W głowie plątały jej się myśli, że sama marzyła o macierzyństwie nie raz i nie dwa, tylko jakoś tak nie było okazji o tym z nikim porozmawiać. A w czasie wojny nie było warto zaczynać tematu; każdy by ją skarcił, że to nie jest czas na dzieci.
No i najpierw musiałaby znaleźć porządnego, troskliwego męża, też nie najłatwiejsze zadanie, gdy się było przywiązanym do domu i jednej wioski. Nie żałowała powrotu, skądże! Po prostu będąc otoczoną tylko czarownicami, łatwo było Kerstin zasiać w sercu wątpliwość, czy nie jest od tych wszystkich uzdolnionych kobiet mniej atrakcyjna. Dużo czasu minęło odkąd ostatnio przebywała z kimś, kto potrafiłby choćby wyobrazić sobie życie bez magii. No ale może zamiast myśleć o sobie, warto byłoby zadusić niepokój troską o drugą osobę.
- Michael był dla ciebie miły? Co ci powiedział? - zniżyła głos, podkładając dłoń pod brodę, ewidentnie ciekawa. - Trenujecie razem sztuki walki? Chyba nie jest dla ciebie za surowy, co?
[bylobrzydkobedzieladnie]




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Eee… n… n… nie ma problemu – wymamrotała, speszona, nie do końca mogąc oderwać wzrok od Michaela. Zmęczony po pracy fizycznej, pachnący potem wyczuwalnym chyba na kilometr i tak zachowywał swój ciepły wyraz twarzy i ten przyjemny tembr głosu i… i panna Grey uświadomiła sobie, że właściwie nie chciałaby go wcale przestać słuchać, tylko… – T… tak, jasne, po… powtórzymy – powiedziała, nerwowo poprawiając włosy i wodząc spojrzeniem za postawną sylwetką aurora, która właśnie wymaszerowała z salonu.
Gwen, opanuj się – powtarzała w kółko, czując, że serce nieco dziwnie jej przyśpieszyło, mimo że wciąż siedziała na całkiem wygodnej sofie. I mimo że była przecież całkiem sama i… och, czemu to się działo? Przed wyjściem nie jadła niczego podejrzanego, niczego pachnącego w jakiś dziwny sposób i…
Podskoczyła, słysząc słowa Kerstin, która ponownie weszła do salonu.
Eeee… co? Tak, tak, los – powiedziała, nie do końca jeszcze rozumiejąc, o co chodziło jasnowłosej pielęgniarce. Wzrok dziewczyny był rozbiegany bardziej niż zazwyczaj i choć przyszła tu spotkać się z Kerry, która była przecież w pomieszczeniu, nie mogła się powstrzymać i co kilka chwil mimowolnie zerkała w stronę drzwi.
Zajrzy tu potem? Jak… jak weźmie prysznic? Och, zamknij się, Gwen, uspokój, to bez sensu. – próbowała opanować swój wewnętrzny monolog.
Nie martw się. – Machnęła ręką, starając się wrócić do rozmowy, ale nieco rozchwiany ton głosu sugerował, że chyba nie w pełni była w stanie skupić się na rozmowie. Wzięła głęboki oddech, ale to pomogło tylko odrobinkę: – To… to ma być zabawa… przede wszystkim. I no… tak, dzieci są eee… fajne.
Zwłaszcza, gdyby miały tak piękne oczy jak Michaela osoby ze zdjęć z magazynów i gdyby ich ojciec był wilkołakiem odważnym człowiekiem. Bo bez tego to przecież ani rusz… czy coś. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej, sama wstydząc się tego, co właśnie przychodziło jej na myśl, w pełni zdając sobie sprawę z irracjonalności takich myśli. Zwłaszcza w obliczu trwającej sytuacji.
T… tak, był… był miły, Michael jest miły. – Pokiwała głową potwierdzając swoje słowa. Michael zawsze był miły, nawet, jeśli wtedy… kiedyś miała wrażenie, że jednak jest trochę straszny. Ale w sumie to wcale nie był. Chyba, że jako wilkołak, to tak trochę, ale przecież lubiła psy wyzwania. – Eeee… pomógł mi raz w czarach – powiedziała. – A w sumie to ja mu przeszkodziłam, a potem… nie ważne. A, i mówił że lubisz truskawki i że tego, no, dobrze gotujesz – zaczęła mówić, trochę próbując wyrzucić z siebie nerwy, a trochę czując ulgę, gdy mogła wypowiedzieć kilka nawet krępujących słów o najstarszym z Tonksów. Jakoś tak… miło się o nim mówiło, choć chyba Gwen jednak wolałaby, aby Kerstin nie była jego siostrą. Bo to było właściwie trochę takie… głupie. Tak, głupie. Było jej głupio.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Powrót do góry Go down

Co też się tej Gwen stało? Kerstin skrzyżowała ramiona na piersi z widoczną podejrzliwością, przyglądając się rumianej twarzy dziewczyny i jej rozbieganemu spojrzeniu, drżącym dłoniom, które zdawały się niemal rwać do tego, by zacząć wachlować rozpaloną buzię. Dla osoby obserwującej to wszystko z boku nie było trudno domyśleć się przyczyny - Kerstin mogła bywać czasami odrobinę zbyt nieśmiała i niedomyślna, ale nie wtedy, gdy w powietrzu zawisł ten konkretny rodzaj napięcia. Już prostowała się jak struna, już przykładała palce do ust i uśmiechała z niemożliwym do ukrycia rozbawieniem.
Sama nie za bardzo potrafiła sobie wyobrazić, jak można by się było aż tak zachwycać Michaelem, zwłaszcza, kiedy wrócił z pracy taki śmierdzący i wszędzie zostawiał syf, ale rozpierała ją siostrzana duma. No bo to był dobry chłopak, naprawdę i bardzo dobra partia i... och, miała nadzieję, że nie zachowa się jak pospolity zbir i nie będzie próbował wykorzystywać tego, że dziewczyny tak się za nim oglądają! Zwłaszcza jej dobra koleżanka!
- Gweeeen - powiedziała przeciągle, niemalże chichocząc. - Spokojnie; wdech i wydech, okej? Tylko nie zemdlej mi tutaj, bo będę musiała poprosić Michaela, żeby mi cię pomógł ocucić... - No dobra, była może ociupińkę złośliwa, ale to naprawdę z dobrej woli! - A tak serio, to cieszę się, że mój brat jest dla ciebie miły. On potrafi być naprawdę świetny, kiedy się postara. Tylko wiesz, jak to facet, czasami palnie jakąś głupotę, że aż ręce opadają - Uniosła kubeczek i upiła łyk gorącej herbaty, na moment zaciągając się ziołową parą i milknąc. - Och, czyli wy trenujecie czary? Rany, ale ja jestem... - Przygryzła usta i zarumieniła się, nagle czując się strasznie głupio z powodu swojego wcześniejszego pomysłu. Wyobraźnia chyba wyprzedziła logiczne myślenie. - Ale to bardzo miłe, że lubi jak gotuję. Wiesz, ja dopiero zaczynam, wcześniej nie miałam potrzeby tyle robić, kiedy mieszkałam w Londynie. - Uśmiechnęła się szczerze i łagodnie wzruszyła ramionami. To, że rodzina doceniała jej wkład w gospodarowanie domem, sprawiało jej dużo radości, bo nie tylko mogła im pomóc, ale też poprzypominać sobie to i owo o byciu dobrą gosposią. Dawniej wpajała jej to mama, ale zdążyła trochę pozapominać na studiach. Nauka nauką, ale wiadomo, jakie były priorytety. - Powiem ci coś miłego, okej? - zaproponowała, chcąc jakoś rozwiać ten panieński stres, który nadszarpnął dobrym nastrojem Gwen. - Mike pozuje cały czas na takiego bardzo dojrzałego, ale jak mi się od czasu do czasu uda dopchać do masła orzechowego w Dolinie Godryka albo do orzechów, żeby je zrobić, to cieszy się jak mały chłopiec i chce, żebym mu je dodawała do wszystkiego... do chleba, do naleśników, czasem nawet podgrzewam w rondelku i robię kluski na parze z masłem orzechowym w środku. - Uśmiechnęła się szeroko.
Masło orzechowe było drogie i rzadkie, nie mieli go w domu za często, ale to może nawet lepiej, bo póki Mike'owi nie spowszedniało, to mogła mu nim z zaskoczenia poprawiać humor.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Wcale nie podobało jej się, że Kerry tak chichotała. Gwen oblała się jeszcze mocniejszym rumieńcem. Kto to widział, tak się zachowywać na widok starszego, dojrzałego mężczyzny, który na pewno miał wiele własnych spraw, tak samo jak pewnie miał wiele… no tego… mięśni.
Zaraz, stop. Jakich mięśni, wcale nie o to przecież chodziło! Ale z drugiej strony wtedy przecież widziała go zupełnie na… GWEN ZATRZYMAJ SIĘ. Postanowiła skorzystać z rady panny Tonks, biorąc głęboki oddech. Jeden, drugi. Och, to coraz bardziej przypominało jakiś komedio-dramat, a nie prawdziwe życie. Co jak co, ale nie powinna się tak zachowywać względem brata Kerstin, zwłaszcza, gdy przyszłą przecież do niej!
Ale… ale… może jednak Michael jeszcze tu zajrzy? Chociaż tak na no… chwilę? Nadzieja w końcu podobno umiera ostatnia.
Na razie jednak Gwen przyszło skupić się na Kerstin. To przynajmniej powinno pomóc jej w odzyskaniu spokoju ducha. Tak chociaż trochę. Gdy panna Tonks mówiła, spojrzenie malarki robiło się coraz mniej rozbiegane, a oddech powolutku wracał do granic normy. Naprawdę powolutku.
Och. Tak… on… potrafi – opowiedziała, nerwowo dotykając dłonią karku: – Wiesz… wiesz jak go spotkałam pierwszy raz? Dojrzał mnie gdzieś i tak… ni z tego, ni z owego, poprawiał mnie co do użycia różdżki. A… a potem… byłam w katedrze… i on też. I… i wyszedł za mną i właściwie to wystraszył mnie tak, że mu skłamałam co do tego, gdzie mieszkam. – Zachichotała cicho, nieco nerwowo. Z jednej strony naprawdę dziwnie było o tym mówić, z drugiej… to właściwie były całkiem mile wspomnienia. Przynajmniej z perspektywy czasu. – A potem… – zawiesiła głos, wzdychając i niech pochmurniejąc. Machnęła ręką. – No… potem… nie ważne.
Chyba lepiej było nie opowiadać Kerstin o tym, jak w trakcie pełni natrafiła na jej brata w wilczej formie. Jego siostra na pewno wiedziała o tym problemie, ale to była przecież nie była historia, o której należało rozpowiadać na prawo i lewo.
Przytknęła. Tak, czary, bo właściwie co innego? Chyba nie wypadałoby, aby razem pływali czy… czy coś. A na lepszego nauczyciela od wieloletniego aurora Gwen nawet nie mogła liczyć. Zwłaszcza, że Michael przez swoje pochodzenie mógł lepiej ją zrozumieć, niż zwykły czarodziej.
Ja nauczyłam się gotować dopiero, jak zamieszkałam sama w zeszłym roku – zdradziła. – No a przynajmniej gotować samodzielnie, wcześniej nie musiałam – wyjaśniła.
Wydala z siebie ciche mhm, pochylając się delikatnie w stronę panny Tonks, tak jakby miały właśnie zacząć konspirować, a gdy Kerry zdradziła jej tajemnice Michaela, zachichotała cicho.
Moja… moja mama zawsze powtarza, że mężczyźni nigdy nie przestają być dziećmi – powiedziała, już bardziej rozluźniona. Nie wątpiła w słowa Kerstin, chociaż na ile znała Michaela na tyle mogła stwierdzić, że ten człowiek właściwie chyba po prostu lubił jedzenie. Jakiekolwiek jedzenie. Nawet tę jej całkiem ubogą jajecznicę.
Temat, na szczęście i nieszczęście dla Gwen zarazem, wkrótce jednak zboczył z tematu najstarszego Tonksa i obydwie panny z tematyki jasnowłosego wilkołaka przeszły na sprawy mniej sercowe, za to znacznie bardziej codzienne i użyteczne, skutecznie wymieniając się poglądami i ciekawymi spostrzeżeniami.


| zt x2


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987

Powrót do góry Go down

21. sierpnia 1957 r.
Alexander nie miał pewności, co zastanie na miejscu. Sam jeszcze nie był pewien, czy tak właściwie do końca przetworzył to, o czym mówili dziś chyba wszyscy w Zakonie. Wieść o schwytaniu Justine rozniosła się po wszystkich w mgnieniu oka, niczym pożar, który uczepił się suchej trawy. Odkąd gruchnęła wiadomość Farley działał jak w amoku. Prędkie zaraportowanie wszystkiego Longbottomowi, po drodze jeszcze atak halucynacji, odpisanie na listy, które zaczęły przychodzić z kilku źródeł jednocześnie, zakopanie się w planowaniu. Nienawidził tego robić, lecz musiał dziś zrzucić właściwie wszystkie obowiązki na barki Idy, Roselyn i wprawiającej się w pracę w lecznicy Isabelli. Kiedy Zakon wzywał nie było ważniejszych rzeczy.
Kiedy w końcu ochłonęli z pierwszego szoku Alexander zajrzał do lecznicy i przejął od dziewczyn jedno zawiadomienie o nieszczęśliwym wypadku pod Glastonbury. Mógł polecieć nieco naokoło i zahaczyć o to miejsce lecąc do Michaela, więc nie potrzeba było wyciągnąć którejś z nich z lecznicy. Zwłaszcza, że już i tak byli w okrojonym składzie z jego powodu. Alexander wsiadł więc na miotłę i udał się do Somerset, najpierw odwiedzając mężczyznę, który ześlizgnął się z dachu w czasie przeczyszczania komina, nieszczęśliwie upuszczając przy tym różdżkę. Musiał oczywiście odwiedzić nieszczęśnika w swoim metamorfomagicznym alter ego, co wiązało się z przystankiem gdzieś w lesie żeby dokonać przemiany. Poszło mu dość prędko, mimo tego że nastawienia i zrośnięcia wymagało aż pięć kości. Alexander zostawił pacjenta z zaleceniem nie ruszania się za wiele,pieczę nad nim powierzając jego małżonce, która w ramach podziękowania wepchnęła mu w dłonie kilka pomarańczy. Alexander podziękował kobiecie, zastanawiając się, skąd zdobyła owoce. Nie zapytał się jednak, ponieważ naprawdę miał jeszcze bardzo ważną rzecz do zrobienia. Wsiadł ponownie na miotłę aż nie doleciał do domostwa zamieszkiwanego przez Tonksów. Opadł na ziemię i od razu przemienił się na powrót do swojej postaci. Powoli podszedł do drzwi, oparł miotłę o ścianę i zapukał, czekając na odpowiedź, a kiedy ta przez chwilę nie nadchodziła to zabębnił ponownie.
Mike? –zawołał, po czym zdecydował się otworzyć drzwi i wejść do środka, dla pewności trzymając różdżkę w pogotowiu.

| Rzut na halucynacje


Alexander Farley
Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 52
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 37
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Drewniany Salon 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Drewniany Salon

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach