Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Drewniany Salon
AutorWiadomość
Drewniany Salon [odnośnik]21.04.20 1:48
First topic message reminder :

Salon


Przytulny salon z kominkiem i dwoma wygodnymi fotelami. Meble zostały przeniesione z poprzedniego domu Michaela, nadając pomieszczeniu myśliwsko-kawalerski wystrój, ale odkąd Tonksowie mieszkają razem, pojawiły się tutaj pledy, dywany, oraz dziwne żółte firanki.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Drewniany Salon - Page 5 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Re: Drewniany Salon [odnośnik]06.08.22 19:39
Nie mogła jej winić. Tego, że zdawała się tęsknić za czasami, które były wcześniej. Czasem sama chciałaby do nich wrócić. Były łatwiejsze, bardziej beztroskie. Nie obarczone ciężarem wojny, który osiadł na ich ramionach. Cyklonem w oku którego znalazła się cała ich rodzina. Mroku przez który próbowała przeprowadzić innych ku światłu. Ku przyszłości - choć już od dawna wiedziała, że walczy o nią dla innych. Niekoniecznie dla siebie. Czasem, nawet się w niej nie dostrzegała. Wolała nie myśleć o niej i do niej się nie przywiązywać, żeby nie czuć goryczy. Żeby być w stanie wykonać swoje zadanie, nawet za największą cenę jaką zapłacić jej przyjdzie. Nie mówiła wiele, jedynie słuchając słów, które wypadały z ust jej siostry. Miała jeden cel, chciała ją zranić. Mówiła spokojnie i rzeczowo, choć ogniki irytacji zabłysły w jej oczach. Nie otworzyła ust, kiedy Kerstin próbowała ją sprowokować - czy wyzwać - jedynie siedziała, patrząc na nią niebieskim nieprzeniknionym spojrzeniem. Nie wiedziała o wielu sprawach, nie wiedziała o tym, co Justine przeszła, czego doświadczyła i co widziała. Nie wiedziała o tym, co poświęciła i co przysięgała. Ale choć w jej głosie brzmiała desperacja, może nawet ledwie uchwytna prośba, Justine nie mogła jej spełnić. Powodów było kilka. Jej brew drgnęła znów się unosząc. A potem westchnęła z zawodem, który zatańczył na jej ustach. Ale Kerstin nie skończyła. Właściwie właśnie się rozkręcała. Ton jej głosu wzrastał. Wiedziała, że płakała i w jakiś sposób odnajdywała pocieszenie w tym, że to ona przeprowadza z nią to rozmowę a nie Michael. Miał słabość do jej łez, zawsze jej pobłażał. Pewnie taki widok krajał mu serce i wlewał niepewność co do decyzji. Ale Justine wątpliwości nie miała. Teraz rzeczywiście może była jak potwór, który z precyzją chirurga przeprowadzał cięcia, które były jej zdaniem konieczne i niezbędne. Ale kolejne słowa sprawiły, że dłoń ją zaświerzbiła. Uniosła obie ręce, jedną masując drugą. Wykrzywiając usta. Pozwalając by irytacja zagościła na jej twarzy. Zaczęła się podnosić. Kerstin przekroczyła granicę i powstrzymywała się ostatkiem sił, żeby nie zdzielić siostry przez twarz. Miała szczęście, że odwróciła się na pięcie uciekając, bo Justine już prawie podnosiła się z fotela. Wyprostowana, odprowadziła ją wzrokiem układając łokcie na kolanach i splatając przed sobą ręce. Z siłą, wbijając paznokcie mające pozostawić czerwone ślady. Musiała coś poczuć, ból działa otrzeźwiająco. Zaciskała zęby przymykając na chwilę usta. Mięsień zadrżał na jej policzku. Wzięła wdech przez nos. Gówniara.
Nie poszła za nią. Nie miała siły. Nie chciała. Zbyt długo pocieszali ją gładząc po głowie. A Kerstin właśnie dosadnie jej pokazała jak pod kopułą niewinności skrywa groźnego drapieżnika. W pewnym sensie były takie same. Tylko Justine swojemu pozwoliła wyjść na wolność. Nie pąsowiała na komplement i już dawno porzuciła maskę niewinności. Skromna i tak nigdy nie była.
Wróciła. Justine znów rozsiadła się wygodniej w fotelu spoglądając przez okno, jedna z jej dłoni znalazła się na brzuchu. Ale kiedy tęczówki przesunęły się dostrzegając siostrę podciągnęła się siadając prosto. Nakazała jej mówić, więc mówiła. Rzeczowo, spokojnie, może bezwzględnie. W końcu zamilkła, nie uciekając spojrzeniem od twarzy siostry. Ale gdy zaczęła mówić z początku zmarszczyła brwi w niezrozumieniu. A kolejne słowa sprawiły, że na jej twarzy pojawił się prawdziwy szok. Dopiero kiedy doszła do tego, że ona by tak zrobiła z niezadowoleniem wykrzywiła usta. Przechyliła się opierając znów łokcie na nogach i splatając dłonie. Opuściła głowę, by odetchnąć, kiedy obiecała zostać.
- Głupia. - burknęła, po raz pierwszy ze zdenerwowaną emocją w głosie. Zła na ten genialny plan przedstawiony jej przez Kerstin. A najbardziej bolesne były słowa, których nie zamierzała jej powiedzieć. Wtedy znienawidziłaby ją jeszcze bardziej. Dzisiaj, już nie umarłaby tylko dla niej. Choć i dla niej walczyła. Ale tylko dla niej - nie mogła. Było coś więcej. - Możesz się wściekać, wyzwać mnie od najwymyślniejszego cholerstwa, ale wszystko czego nie wiesz, jest po to byś właśnie, głupia, byś nie musiała umierać. I tak by ci nie dali, gdyby uznali, że możesz im pomóc. Właśnie to jest w nich najgorsze i najokrutniejsze. Próbowałam Kerstin, zabrać wszystko co wiem ze sobą. Ale nie dali mi. A mój błąd, kosztował życie wiele istot. Moje ręce splamione są krwią, krwią wszystkich tych, których nie zdołałam uratować i tych którzy zapłacili za mój błąd. Od Ciebie potrzebuję po prostu rozsądku. Nie masz luksusu, żeby pozwolić sobie na to, by to uczucie ci go przysłoniło. Jesteś dla nas najłatwiejszą drogą, możesz stać się zmyślną pułapką. Wiedzieliśmy to wszyscy od początku. Ale jesteśmy dostatecznie silni, by ponieść konsekwencje tego wyboru. Ty też musisz w końcu to do siebie dopuścić, że jakieś mogą kiedyś nadejść. - wzięła wdech w płuca. Byli silni, każde z nich. Dostatecznie, by nie dać się tak łatwo zabić. Nie mogła jednak dłużej ignorować nierozważnych działań siostry. - Żadne z nas nie będzie winiło cię, jeśli stanie się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. Ale nie proś się o to niepotrzebnie. - podniosła się z fotela, spoglądając na siostrę z góry. Jej twarz nie złagodniała. Ostre rysy nadal były poważne. Jedynie spojrzenie świeciło się trochę cieplej. Naprawdę ją kochała i chciała dla niej jak najlepiej. Mogła być jej złoczyńcą, jeśli tego potrzebowała. Gorsze zło chodziło po ulicach w tych dniach. - Jesteś zbyt emocjonalna żeby nosić ze sobą truciznę. - orzekła marszcząc brwi trochę. Mogła być niesprawiedliwe w jej oczach w swojej ocenie. Ona też kiedyś taka była. Teraz potrafiła nad nimi lepiej panować. - To miejsce to tylko dom. Chroni go potężne zaklęcie, ale nawet jeśli kiedyś się tu zjawią, mamy opracowaną drogę ucieczki. - postawiła kilka kroków ku wyjściu z salonu. Zatrzymała się jeszcze na chwilę. Odwracając tylko głowę do siostry. Kerstin w jej odczuciu zdawała się nie rozumieć wszystkiego. Ale nie mogła jej winić - bo prawdą było, że nie wiedziała wiele. Choć było to brutalne, jej złapanie, czy śmierć nie przyniosłyby wielkich strat. Strat po stronie Zakonu. W ich sercach na pewno zaległaby pustka. - Zrób jak chcesz z tą trucizną. Ale znając Mike’a to na pewno po ciebie ruszy, jesteś jego oczkiem w głowie. - ona nie mogła jej teraz tego obiecać. Nie planowała tak daleko w przyszłość. Ale znała swojego brata. Tak jak teraz pognał za nią. Był jej protektorem, obrońcą, najstarszym bratem. - Jeśli chcesz ją przy sobie mieć, sięgnij po nią tylko wtedy kiedy stracisz wiarę. Kiedy nie będziesz mogła więcej znieść. Nie posiadasz informacji, które byłby warte twojego życia. - musiała to dobitnie zaznaczyć. To dlatego tak niewiele wiedziała. A ten dom, to były tylko ściany. Ściany chronione zaklęciem, choć pewnie nie odporne na bombardy, jeśli ktoś wycelowałby nie wiedząc nawet dokładnie gdzie. Gdyby kazał jej wskazać dokładnie gdzie stał niewidoczny dla innych azyl. Nie wiedziała, czy zaklęcia były w stanie przebić się przez kopułę zaklęcia - miała nadzieję, że nigdy nie przyjdzie im się dowiedzieć. - Dziękuję. - powiedziała do niej na koniec. - I przepraszam. - kocham cię, Kerrie. Chciałabym, by świat mógł być dla ciebie przyjemniejszy. Jeszcze krótką chwilę mierzyła ją wzrokiem, kiedy uniosła w pożegnaniu rękę i ruszyła do schodów po których wspięła się i rzuciła na łóżko tak jak była. Była zmęczona, potrzebowała trochę snu zanim znów wyruszy.

zt :pwease:



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Drewniany Salon - Page 5 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Drewniany Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach