Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże
AutorWiadomość
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]20.04.20 23:50
First topic message reminder :

Przed domem


Do domu dochodzi się dróżką biegnącą wzdłuż wybrzeża. Latem kwitną tutaj wrzosy i polne kwiaty, a o każdej porze roku czuć morską bryzą.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]09.10.20 8:52
Bieganie nie szło jej najlepiej i nie mogła zrzucić winy na karb niewygodnego stroju, czy butów, a nawet podłoża, które było dość twarde. Nie była zbyt szybka i zapewne byłaby tym rozczarowana; byłby też każdy kto choć trochę przyłożył się do jej treningów w młodości, dzięki którym zrzuciła zbędne kilogramy i dostała się do szkolnej drużyny quidditcha, od jej przyjaciela po kapitana drużyny włącznie. Minęło od tej pory wiele lat, prawdopodobnie zbyt wiele, by zachowała cień dawnego refleksu. I gdyby miała choć trochę czasu na narzekanie, zapewne żałowałaby, że ostatnie lata spędziła głównie w pracowni sklepu, zaszyta w wiórach, trocinach i wysmarowana pastą Fleetwooda. I przyrzekłaby sobie, że to się zmieni. Może jazda konna, na klaczy Lydii na pewno dobiegłaby wszędzie w odpowiednim czasie. A ten uciekał i choć zerwała się biegiem w stronę domu, wilk był szybszy. Nie mogło być inaczej. Dystans jaki Mike zdążył nadrobić zaklęciem i jej taktyczny, choć niekoniecznie szybki odwrót pozwoliły jej nie tracić wiary w szczęśliwe dotarcie do domu. Była bliżej, nawet jeśli biegła wolniej; jeśli teoretycznie nie miała szans z bestią. Budynek zbliżał się, nie odwracała się za siebie, nie czuła bólu stopy, nie była świadoma, że łzy, które przed chwilą napłynęły jej do oczu zdążyły już zniknąć, zostawiając po sobie tylko wilgotne smugi na policzkach. Oddech spłycił jej się, musiała dać z siebie wszystko.
— Mike! Nie!— krzyknęła, pokonując ostatnie kroki, ostatkiem sił. Wiedziała, że da radę, zdąży.
Wpadła do środka, czując, jakby miała wypluć sobie zaraz płuca, zatrzasnęła za sobą drzwi, a przynajmniej się starała, opierając o nie plecami. — Mike, zostań tam!— krzyknęła, nie wiedząc, czy posłucha, nie wiedząc, czy w ogóle słyszał. Nie czekając ani trochę, od razu ruszyła biegiem na schody. Przeskakując do drugi i nie potykając się o własne nogi dotarła do sypialni. Jej różdżka leżała na łóżku, doskoczyła do niej, chwytając mocno cyprysowe drewno. Tuż za łóżkiem, na podłodze leżało lusterko dwukierunkowe. Sięgnęła po nie bez trudu i ścisnęła za rączkę. Wiedziała, że Kerstin w domu nie ma, miała dziś dyżur. Byli tylko oni dwoje, sami.
— Mike! Jesteś tam?!— krzyknęła, licząc na to, że jej odpowie, odwarknie, cokolwiek. Da jakoś znać, gdzie jest, czy wilkołak czai się pod drzwiami, czy zmierza w jej stronę. Serce waliło jej w piersi, jak szalone, gdy zsuwała się z łóżka, z różdżką wyciągniętą przed siebie, w stronę drzwi. Zbrudzona ziemią stopa przestawała już krwawić, roztarta na obu nogach jucha stopniowo zaczynała zasychać. Jęknęła, unosząc głowę do góry i przymykając na moment oczy, by zebrać w sobie siły.— Zamierzam cię spacyfikować. — Chciała przy tym brzmieć groźnie, ale głos jej się załamał. Z trzęsącą różdżką przed sobą podeszła do drzwi. Bała się. Naprawdę się bała, choć nie wiedziała, czy bardziej wilkołaka, który sprawił, że Mike zniknął, czy tego, że go skrzywdzi. Nie chciała go ranić, ale nie miała pojęcia, co zrobić, by przestał. By się odmienił, by wrócił do siebie znów. Nie chciała mu pozwolić, by był sam, by uciekł stąd o lasu, ale też nie zamierzała dać się pożreć przez bestię, która w niczym nie przypominała wrażliwego aurora. Łzy znów napłynęły jej do oczu, ale zacisnęła wargi mocno. Spojrzała na lusterko przez moment, które trzymała w lewej ręce. Może to jednak nie był najlepszy pomysł. Mogli wcale nie chcąc zrobić sobie krzywdę. Poradzi sobie, powtarzała w myślach, odkładając lusterko na komódkę i sięgnęła powoli do klamki. — Zrobię to szybko i delikatnie — obiecała mu, krzycząc ile miała powietrza w płucach, by ją usłyszał.

| dobiegam do domu; rzucam na zatrzaśnięcie pierwszych drzwi (czy zdążę przed wilczkiem Sad )



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]09.10.20 8:52
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 61
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]09.10.20 13:35
Polowanie zapewniło mu klarowny i błogi cel, faktycznie pozwalając zniknąć wszelkim myślom o Just i spychając samego Michaela na drugi plan. Liczyły się tylko zapach krwi i smukła łania, którą trzeba dogonić. Właśnie - na razie tylko dogonić, co nie dopuściło do wybuchu irytującego niepokoju nudnego-Michaela. Wilczy instynkt kazał mu rozbijać cel na czynniki pierwsze - nie wiedział chyba jeszcze co zrobi, gdy jej dopadnie, chciał tylko znaleźć się blisko, jak najbliżej jej krwi.
Szczeknął radośnie, gdy przyśpieszyła - to tylko dało mu motywację do wykrzesania z siebie większego wysiłku.
Mike, nie.
Hm? Kim był Mike?
Nieważne ale och, to on, on był Michaelem, a to przecież była Hania.
Zostań.
Wyhamował z impetem, skup się na jej krwi, nie słowach, zawadzając łapami o próg. Mięśnie paliły, nawet w wilczej postaci, ciało zdawało się nie słuchać ich obu - wyczerpane albo wcześniejszymi przemianami, albo skołowane sprzecznymi sygnałami. Muszę stąd uciec  Musisz iść za nią. Głos Hani na chwilę umilkł, zostawiając Michaela samego w wilczym ciele, drażnionego kroplą krwi na progu. Gardłowy warkot był już teraz realny, a nie tylko w jego głowie i skutecznie zagłuszał echo myśli dawnego Michaela.
Zostawiła nas, jak one wszystkie. Nie, ona tylko... ZA NIĄ!
Zawył wściekle, co Hannah mogła usłyszeć nawet z góry, a potem z całej siły naparł na drzwi domu. Nie były zabezpieczone magicznie, drewno i zawiasy zgrzytnęły głucho pod ciężarem jego ciała. Walnął w nie zatem jeszcze mocniej, chcąc sforsować je do końca. Do jego nozdrzy dobiegł zapach domu, przytłaczając nieco pojedyncze krople krwi. Świeże drewno, ziarna kawy z kuchni, wyprana niedawno pościel, te dziwne firanki pachnące Kerstin...
Przecież to DOM - uświadomił sobie nagle, zwalniając. Nie potrafił się zmusić, żeby stąd odejść, ale chętnie zwinąłby się w kłębek przy kominku w salonie. Tylko najpierw musi pokonać te drzwi i dojść do tego salonu i przekonać się, że nie w tym kształcie nie zdoła przepchnąć się obok kanapy.
Znowu dobiegł do niego głos Hani.
-NIE, co tu robisz?! Uciekaj! - zawył smutno, korzystając z przebłysku trzeźwości ładnie pachnie krew krew krew, co to znaczy spacyfikować? Delikatnie zabrzmiało dla wilka dość zachęcająco, mógłby się dać pogłaskać za uchem, ale szybko już mu się nie spodobało. Warknął ze złością, przecież powinni się bawić długo! W tym czasie Michael usiłował się skupić na zapachu domu, na tonie jej głosu, zawalczyć o kontrolę nad samym sobą.

1. próbuję rozwalić drzwi, sprawność, st 45 bo Hania nie zatrzasnęła magicznie
2. odporność magiczna, st 55 (-5, zapach domu, -5 osłabienie, słowa Hani na remis)


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]09.10.20 13:35
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 53

--------------------------------

#2 'k100' : 72
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]13.10.20 15:17
Dotarcie do domu uznała za połowę sukcesu. Tu, zamknięta w czterech ścianach, labiryncie korytarzy, pomieszczeń i mebli mogła być trudniejsza do schwytania, miała szansę się ukryć. Na otwartej przestrzeni skazana była na porażkę. Mając w dłoni różdżkę i w pobliżu, w zasięgu lusterko, którym mogła poinformować Williama o potrzebie pomocy, czuła się pewniej. A mimo to jej różdżka drżała, ona cała dygotała — nie z zimna, a ze strachu. Adrenalina krążyła w jej żyłach, trzymając ją twardo na nogach, zmuszając do szybkiego myślenia. Nie pozwoliła sobie jednak na odstawienie emocji na bok; to właśnie one przypominały jej o tym, że w ciele tej bestii, która ją goniła, tkwił mężczyzna, czarodziej. Auror. Michael. Robiąc krzywdę bestii, raniła też jego — choć jednocześnie nie liczyła na to, że zdoła go powalić. Nadzieję na pokonanie wilkołaka pokładała w jego słabości. Był przecież po pełni, musiał być nie tylko głodny, ale i wycieńczony. I choć nie mniej niebezpieczny, wierzyła, że dzięki temu ma szansę osiągnąć sukces.
Po drugiej stronie drzwi dobiegał ją tylko stłumiony gdzieś z oddali warkot, ale nie była pewna, czy nie dostawał się tez przez otwarte okno. Trudno jej było przez to ocenić, czy znajduje się na zewnątrz, czy już w środku. Smutne wycie rozniosło się gdzieś po dworze. Jęknęła, coś ścisnęło jej żołądek. Czy to był sygnał ostrzegawczy, czy może błaganie o pomoc? Wycie zbitego psa osłabiało jej instynkt samozachowawczy. Miała ochotę wyjść i otworzyć mu drzwi, a później spróbować przemówić do rozsądku. Dopiero po chwili docierały do niej inne myśli — to była misja samobójcza. Wystawiłaby mu się na tacy. Nie Michaelowi, a potworowi, który przejął nad nim kontrolę. Milczała, wsłuchując się w odgłosy docierające zza drzwi, powoli chwytając za klamkę. Słyszała bicie własnego serca, świszczący oddech. Powoli i ostrożnie wyszła ze swojego pokoju, korytarzem krocząc w stronę schodów prowadzących na dół. Za sobą miała tylko pokoje i ścianę, okna, przez które mogła spróbować wyskoczyć. Nie chciała go to zwabiać, starała się zachować ciszę.
Ale wtedy usłyszała warkot, który znów wywołał na jej skórze ciarki. Wycelowała różdżką w drzwi. Kiedy w nie uderzył, podskoczyła i wrzasnęła. Drewno wyrwane z  zawiasów runęło na ziemię z potężnym trzaskiem.
— Amicus!— krzyknęła, celując w niego i nie patrząc na efekt własnego działania rzuciła się biegiem w stronę kuchni, chcąc zwiększyć między nimi odległość. Zatrzymała się dopiero przy niej, szybko odwracając do niego przodem. Wilkołaki były silne, znacznie odporniejsze na magię, ale mogła próbować do skutku.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]13.10.20 15:17
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 30
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]13.10.20 16:00
Powalił drzwi bez większego wysiłku. Deski nie miały szans w zderzeniu z jego impetem i siłą, nawet gdy był osłabiony. Michael zdziwił się w duchu, po raz pierwszy świadomie doświadczając własnej nadnaturalnej sprawności, ale nie zdążył zapanować nad własnym instynktem. Ten kazał mu rzucić się w pogoń za uciekającą dziewczyną.
Dostrzegł błysk różdżki, podświadomość aurora podpowiedziała mu usłużnie: to Amicus, ona nie chce cię skrzywdzić, ale to wszystko zeszło na drugi plan w porównaniu z jej zapachem i z biciem jej serca.
Niemal słyszał krew, krążącą teraz szybko w jej tętnicach, a przecież adrenalina działała na niego jak magnes. Nawet gdy był człowiekiem.
Był głodny.
Biegnie w stronę kuchni - uświadomił sobie, przecież znał ten dom. Ze wszystkich sił próbował skupić się na ludzkich wspomnieniach, a wilczy warkot w jego głowie stopniowo cichł.
W kuchni jest jedzenie.
Ona to jedzenie!...? - przypomniał mu wilczy instynkt, ale z nutą zawahania.
Pognał za nią ile sił w nogach - a chociaż z każdą chwilą był coraz bardziej osłabiony, to jeszcze nie uświadomił sobie własnego zmęczenia. Miał długie kończyny, szybko skrócił dystans między sobą a Hannah, podchwycił jej spojrzenie.
To Hannah, nie rób jej krzywdy, ona nie chciała zrobić nam krzywdy - z każdą chwilą mógł coraz skuteczniej skupiać się na ludzkich myślach, powtarzając je w kółko, być może do skutku, chcąc aby dotarły i do jego wilczej połówki. Ta wciąż kontrolowała jego ciało, pomimo rosnącej desperacji i przerażenia Michaela - który po raz pierwszy w życiu był w tej postaci całkowicie świadomy, nie dając zepchnąć się do podświadomości.
Ładnie pachnie - nie tylko Hannah, to kuchnia, tu jest spiżarnia, suszone mięso - zapachy zmieszały się w jego nozdrzach, ale najintensywniej pachniała przecież ona. Ciepła, żywa  - poderwał łapy do skoku, aby uderzyć ją w ramiona i powalić na ziemię i piękna, NIE BĘDZIE TAKA CIEPŁA JAK POTNIESZ JĄ PAZURAMI - ku własnemu zdziwieniu, stracił w locie nieco impetu, zdołał nagle szarpnąć głową w tył, aby trzymać kły jak najdalej.
Wtem przypomniał sobie, co ostatnio przekonało jego wilczy instynkt do zaprzestania ataku i desperacko uczepił się tej myśli: ohydnej, prymitywnej, ale skutecznej.
Nie pobawisz się z nią w tej postaci, lepiej będzie w moim ciele - całą siłą woli skupił się na wspomnieniu pocałunku, a szczególnie na fantazjach, które wyobrażał sobie już po tym pocałunku, licząc na to, że jeden przedwieczny instynkt zdoła przemóc żądzą krwi. Był wtedy w ludzkim ciele, potrzebował swojego ciała, musimy wrócić do tamtego ciała.



1. sprawność (wyważony cios w kończyny górne, st 60?)
o kontrolę już skutecznie zawalczyłem (teraz prowadzę negocjacje).


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]13.10.20 16:00
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 71
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]13.10.20 17:02
Słyszała, że biegł za nią, że wiązka zaklęcia uderzyła gdzieś w ścianę. Spudłowała. Chciała się wycofać do kuchni, ale gdy się odwróciła był już przed nią. Dotarł w trzech susach. Co ona sobie w ogóle myślała, kiedy schodziła na dół? Że zdąży przed wilkołakiem? Że pokona go w zapasach? Był silniejszy niż sądziła; większy niż jej się zdawało. Jego ramiona zdawały się dwukrotnie szersze niż normalnie, a zęby... Górna szczęka sięgała sufitu, a druga ziemi. Rząd kłów pokrytych śliną błysnął w promieniach wschodzącego słońca, nieśmiało wnikających w głąb domu. Serce zabiło jej szybciej, a później spłycony oddech zatrzymał się, jakby zapomniała jak się oddycha. Przez chwilę naprawdę myślała, że umrze. Ale wcale nie było, jak w powieściach. Życie nie przemknęło jej przed oczami. Nie cofnęła się w przeszłość. Nie widziała też utraconej przyszłości. Dopadł ją ciężar podjętych decyzji — co zdążyła zrobić, czego nie. Dlaczego? Dlaczego zwlekała? Dlaczego nie zrobiła więcej? Ślepia bestii wpatrywały się prosto na nią. Był głodny. I zły.
Chciała odskoczyć w bok, zginając ciało w bok, by minął ją i padł na ziemię, ale była zbyt wolna. Jego silne łapska naparły na jej ramiona i pchnęły ją w dół, na ziemię, przygniatając do zimnej podłogi. Miała wrażenie, że coś pękło jej w kręgosłupie; od tego uderzenia nie mogła złapać oddechu. Przygniatał ją swoim ciałem, zamroczyło ją na moment. Instynktownie podciągnęła kolano, chcąc go kopnąć, ale uświadomiła sobie, że nie mogła go tak skrzywdzić.
— Puszczaj mnie! — krzyknęła na niego z wściekłością, zmieszaną z rozpaczą. Prawie unieruchomiona, przygnieciona i obtłuczona. Łzy spłynęły jej po skroniach we włosy. Widziała oczami wyobraźni, jak otwiera szczękę, a potem zaciska ją na szyi. Szarpnęła się, chcąc przynajmniej choć trochę pozbawić go równowagi, by te łapy zsunęły się z ramion na ziemię.— Złaź ze mnie!— jęknęła, próbując się wyswobodzić. Różdżkę miała w dłoni, potrzebowała tylko więcej miejsca. — Mike! Ocknij się! Mike, proszę! To ja! — szarpnęła się znów rozpaczliwie, prawą rękę kierując wraz z różdżką w bok wilkołaka. Jej krańcem dźgnęła go w żebra, czuła opór.
— Conjunctivitis!

| odskok nieudany



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]13.10.20 17:02
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 31
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]14.10.20 14:16
Wiercąca się Hannah nie miała szans zepchnąć z siebie wilkołaka. Mogło się wręcz zdawać, że łapy i ciężar coraz mocniej przygniatają ją do ziemi, powiększając siniaki na ramionach i odbierając oddech. Jej zaklęcie również nie odniosło skutku, ale przez moment mogło się tak zdawać - bestia nagle zesztywniała (mogłoby się zdawać, że na dźwięk własnego imienia), a jedna łapa ześlizgnęła się z ramienia dziewczyny. Wilkołak kłapnął zębami tuż przed jej twarzą - gwałtownie odsuwając szczękę do tyłu, gdy paroksyzm bólu przebiegł mu po kręgosłupie.
Tak tak tak znał to uczucie, choć nigdy nie pamiętał przemiany z powrotem.
No nie wiem czy to dobry pomysł wilczy instynkt wzdrygnął się przed bólem, nagle nabierając podejrzeń, ale było już za późno.

Zawył głucho, gdy wszystkie mięśnie ściągnęły się boleśnie, a kości chrupnęły, kurcząc się i przeskakując na inne miejsce. Tracąc równowagę, przygniótł ciężko Hanię, ale ciężar stopniowo zaczął się zmniejszać - po kilkunastu sekundach (a może kilku minutach? Przemiana była makabrycznym spektaklem, a komuś kto jej doświadczał trudno było określić jak długim) szarpnął się znowu w paroksyzmie bólu (a może to Hannah zdołała go odepchnąć?) i w rezultacie stoczył się na posadzkę obok dziewczyny.
Hannah mogła już wtedy widzieć, że pazury znikają, a sierść opada i wiruje dookoła - miała też chwilę na odejście lub odczołganie się jeszcze dalej od Michaela, jeśli wolała trzymać się na dystans.

W końcu wilkołak zniknął, a na posadzce dyszał już ciężko tylko nagi mężczyzna (rozszarpane strzępy ubrań zostały na dróżce przed domem), usiłując złapać oddech po ciężkim wysiłku i na powrót przyzwyczaić się do mniejszych płuc. Gdy wreszcie zaczerpnął oddech, jego pierwszą przytomną myślą było wrażenie, że nie wie kim czym jest. Nigdy w życiu nie przemienił się jeszcze bez blasku księżyca ani nie odmienił spontanicznie, skąd miał wiedzieć czy jego myśli i ciało są naprawdę jego? Panicznie podniósł rękę i zerknął na własną dłoń, słabą, gładką, o pięciu palcach...
...Udało się - pomyślał z niedowierzaniem. Krew wciąż pulsowała mu w skroniach, wściekły warkot w głowie przypominał obiecałeś...
-Hania! - poderwał głowę do pionu (od razu mu się w niej zakręciło), odruchowo używając zdrobniałej formy imienia dziewczyny i próbując odszukać ją wzrokiem (ale przed oczami cały czas latały mu mroczki i wszystko się rozmazywało). Na moment zapomniał o bólu i zmęczeniu, przyćmiło je narastające przerażenie, jakiego nie czuł jeszcze nigdy w życiu - nawet nie wtedy, gdy wilkołak rzucił się niegdyś na niego i Astrid (wtedy nie zdążył nawet nic pomyśleć).
Teraz zaś czuł się jak w jednej wizji, zesłanych w marcu przez zaklęcie (chyba) Śmierciożercy, ale tym razem wszystko wydawało się prawdziwe.
Stracił kontrolę.
Przy Hannah.
A Justine aresztowano.
Wszystko to dotarło do niego nagle, brutalnie, a chwile spędzone w zwierzęcym ciele faktycznie wydały się przy tym swego rodzaju ulgą.
-Czy...? - głos uwiązł mu w gardle, nawet nie był świadomy, że cały drży i że wszystko rozmazuje się tak dlatego, że z oczu płyną mu łzy. Pamiętał krew, ale chyba niedużo krwi, co on jej zrobił? -Czy ty...? Nic ci...? - nie zrobiłem?
Musiał zobaczyć, musiał wiedzieć, musiał jej pomóc (ale jak?), albo nie, musiał od niej uciec, jak najdalej, pamiętał przecież co i jak przed chwilą o niej myślał żeby zmusić się do powrotu do ludzkiego ciała...
Spróbował wstać, ale osłabione ciało, znowu, uparcie odmawiało mu posłuszeństwa.



152/202 -10 (2 x 25PŻ psychicznych za przemianę
wytrzymałość fizyczna:
przedział 2-70 - na razie mogę tylko leżeć i płakać
71-90 - może sobie wstanę i oprę się o blat
90-100 - jestem w stanie gdzieś chwiejnie pójść, np. do spiżarni


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]14.10.20 14:16
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]16.10.20 13:32
Zaczynała tracić oddech. Zaczynało brakować jej tchu. Zaczynała zdawać sobie sprawę, że jeśli naprze na nią mocniej, połamie jej wszystkie kości. Kręgosłup wbijał się już w podłogę. Bała się, że pękną jej łopatki, pękną żebra, na których oparł swoje porośnięte futrem łapy zakończone ostrymi pazurami; że nie zdąży uciec. Wiedziała, że po wszystkim będzie miał wyrzuty sumienia, że nie poradzi sobie z tym wszystkim, że jakkolwiek się to skończy na jego barkach spocznie ciężar odpowiedzialności i konsekwencji. Nie tego dla niego chciała. Kiedy opowiadał jej o Astrid, kiedy opowiadał o tym, jak stał się wilkołakiem — nie chciała, by to piętno go pokonało, rozbiło. Lekkomyślnie wtedy podchodziła do tej znajomości, niewiele o wilkołakach wiedziała. To był Michael, co mógłby jej zrobić. Uważał zawsze. Nie bywał w domu podczas pełni. Nigdy, przenigdy nie widziała w nim zagrożenia, nie czuła się w niebezpieczeństwie. Aż do dziś, aż do teraz. I choć miała świadomość, że nie był sobą i to nie on dyszał przed nią, kłapał paszczą wypełnioną ostrymi kłami, nie mogła przestać się bać. Dawno się tak nie bała. Dawno nie miała poczucia, że coś się kończy. Czuła na gołej skórze, jak pazury wbijają się w ciało. Gdyby pozwolił jej się wyszarpać, rozorałyby jej całą pierś. Ale trzymał ją mocno przyciśniętą do ziemi. Nie dała rady poprawnie rzucić zaklęcia, miała na to zbyt mało miejsca. Dźgnęła go różdżką, ale wtedy ta wypadła jej z dłoni i poturlała się po podłodze. I nie mogła zrobić już nic, zaczęła więc płakać z bezsilności.
Wzdrygnęła się, gdy zawył, zamknęła oczy, spięła się cała, jakby to był sygnał dla nadchodzącego kresu. Kości chrupnęły, myślała, że to jej, ale nie czuła bólu, dopóki nie upadł na nią, przygniatając ją i odbierając oddech. Krzyknęła wtedy, choć dźwięki wyrwały się z jej gardła same. Otworzyła oczy, patrząc ze strachem w wilcze ślepia, które zaczęły powracać do zwykłych, ludzkich. A później scena, która się na niej rozgrywała, jak prawdziwa makabra, odebrała jej kolejny oddech. Szarpnął się w bólu, ale nie umiała nie wykorzystać danej jej szansy. Odepchnęła go od siebie ile tylko zostało jej sił i zgięła się, podrywając do góry, przeczołgując pod ścianę, bliżej różdżki. Chwyciła ją, ale została na ziemi, opierając się o chłodny mur plecami, nogi przesunęła po podłodze do siebie i wycelowała w niego gotowa do obrony. Ale to nie było juz konieczne. Wyrwana z chwilowego amoku, paniki, widziała, jak sierść znika z jego ciała i staje przed nią, całkiem nagi. W pierwszej chwili nie dotarło to do niej. Widziała go, jako część całości, otaczającej go rzeczywistości. Widziała w nim człowieka, nie zwracając uwagi na detale. Dopiero po chwili, gdy zrozumiała, że to był już koniec.
Odwróciła wzrok, dysząc ciężko, a łzy same spłynęły jej po policzkach. Pozwoliła im skapnąć na nocną koszulę, której naderwane ramiączko naciągnęła z powrotem na swoje miejsce. Oddychała głęboko, coraz wolniej, wbijając wzrok w jakiś punkt przed nią.
—N-nic mi nie jest — zająknęła się, zbierając w głowie wszystkie myśli. Opuściła różdżkę, wcisnęła się głębiej w ścianę, chcąc by ta choć na chwilę pożarła ją. By mogła zniknąć. — Wszystko jest w p-porządku.
Było?
Nie spoglądała na niego, ale przez dłuższą chwilę nie ruszała się z miejsca. I nic nie mówiła. Aż w końcu przytrzymując się ściany podniosła z ziemi.
— Zostań tu, dobrze?— poprosiła go cicho, puszczając te słowa gdzieś w eter, choć były skierowane prosto do niego. Musiała wziąć się w garść. Już teraz. Natychmiast. — Zostań.
Ruszyła przed siebie, przez chwilę szurając bosymi stopami po podłodze. Schodami weszła szybko na piętro, weszła do jego sypialni i oparła się plecami o ścianę. Płakała chwilę. Cicho, tak by nie słyszał. Zaciskając otwartą dłoń na ustach, by nie wydobyć z siebie dźwięku; łzy spływały jej rzewnie, a klatka piersiowa unosiła się i opadała w spazmach. Ale zebrała się w sobie i kiedy już poczuła się lepiej, przetarła policzki i chwyciła jego ubrania. Nie szukała bielizny, nie zamierzała mu grzebać w szufladach. Wzięła tylko jakieś spodnie i koszulę, które leżały na wierzchu. W lustrze zobaczyła zaczerwienienia na dekolcie i plecach. Były jeszcze świeże, ale może znikną, może nie przybiorą barwy potwornych sińców. Ze swojego pokoju zabrała sweter, którym się okryła, nagie ramiona i brudną z ziemi koszulę nocną. I ruszyła na dół.
— Proszę — położyła ubrania na stole, wciąż na niego nie patrząc i odsunęła się kilka kroków. — Przepraszam — szepnęła spuszczając głowę. — Nie chciałam cię zdenerwować.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]16.10.20 20:14
Wpatrywał się w nią z napięciem, próbując walczyć z zawrotami głowy i mroczkami przed oczyma. Widział łzy, napięte mięśnie, odwróconą głowę i okropne zaczerwienienia na ramieniu, które zaraz zakryła nocną koszulą. Faktycznie jest taka piękna jak obiecywałeś, dlaczego siedzisz bezczynnie? - w nowym ciele wilk zaczął chyba trochę rozumieć ludzkie gusta, ale Mike tylko wzdrygnął się lekko, podciągając nogi pod brodę i nadal nie spuszczając wzroku z Hani. Próbował wypatrzyć rany, krew, ugryzienia, ale ich nie widział.
Czy to znaczy, że... wszystko w porządku, tak jak mówiła?
Nie, nic nie jest -Nic nie jest w porządku, mogłaś przecież zginąć. - wtrącił trochę nieswoim głosem, który załamał się gdzieś w połowie zdania. Słyszał przecież jej ciężki oddech, czuł zapach strachu. Musiała wiedzieć, w jak niebezpiecznej sytuacji przed chwilą się znalazła. Znaleźli.
-W..wszystko pamiętam. - uświadomił sobie nagle, zdziwienie na moment wysunęło się przed wstyd i przerażenie. Przecież się na nią rzucił, ale jej nie ugryzł, pamiętał. -Pamiętam, ale nie mogłem.. tego kontrolować, się kontrolować - szepnął, wreszcie spuszczając głowę. -Pamiętam krew, jesteś ranna? - upewnił się cicho, nie do końca dowierzając w jej zapewnienia. Słusznie - po chwili zniknęła za drzwiami, zostawiając za sobą nikłą woń krwi i zapach łez.
Jak one wszystkie.
Wilk w jego wnętrzu chętnie zareagowałby na komendę, ale człowiek ambitnie zacisnął szczęki i spróbował wstać, chwytając się stołu. Nogi do razu się pod nim ugięły i ciężko usiadł na posadzce, ale przynajmniej porwał do ręki obrus (wszystko inne, co mógłby strącić ze stołu roztrzaskało się już wcześniej, gdy przeczytał list od Vincenta) i narzucił go na siebie. Wcześniej nawet nie pomyślał o tym, że zgubił wszystkie ubrania - przy potencjalnie rannej Hani wszystko zeszło na drugi plan.
Myśl. - spróbował się zmusić. Żołądek miał ściśnięty tak mocno, że aż bolał (podobno w spiżarni coś jest), ale był zbyt zestresowany żeby myśleć o jedzeniu. Musiał stąd zniknąć, zaraz, już, o ile Hannah nie zrobi tego pierwsza. I jeszcze naprawić drzwi i rzucić Chłoszczyść na te stłuczone talerze i znaleźć Justine, gdzie była jego różdżka?
Rozejrzał się po kuchni (może ją tu zostawiłem gdy dostałem list) i drgnął nerwowo, widząc Astrid przy oknie. Stała w kałuży krwi, uśmiechając się smutno jednym kącikiem ust - drugą połowę twarzy miała rozoraną pazurami. Nigdy nie widział jej ciała, pamiętał tylko krew, ale tak mu mówili. Może gdyby kiedykolwiek potrafił ją kochać, nie dopuściłby do tego żeby próbowała odciągnąć od niego wilkołaka.
No nie wiem, Hannah przecież kochasz, ale to jakoś niewiele dało. - zadźwięczało coś drwiąco w jego głowie. Zamrugał gwałtownie, Astrid zniknęła. Ukrył twarz w dłoniach, uświadamiając sobie... nie wiedział, co właściwie sobie uświadomił, czyja to myśl i co już właściwie jest prawdą.
Nieważne, bo już i tak jest za późno. - powtórzył sobie w myślach, ale serce i tak biło mu nienaturalnie szybko.
Nie wiedział ile tak właściwie siedział, pozwalając płynąć cichym łzom i zbierając siły, których przecież nie mógł z siebie wykrzesać. Nie wsłuchiwał się w kroki na piętrze, spodziewał się raczej rychłego trzasku drzwiami... a nie, przecież przez niego nie było już drzwi.
Nie spodziewał się, że Hannah wróci.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem, nie rozumiejąc, dopiero pod koniec skupiając wzrok na ubraniach.
-Dziękuję - chciał powiedzieć, ale coś ścisnęło mu gardło. Dopiero świadomość, że to ona kaja się przed nim na przywróciła mu oddech. Nie mógł jej na to pozwolić.
-Nie przepraszaj. To ja przepraszam. - przerwał jej szybko, może nawet ostro. Naprawdę tak myślała? Że to ona go zdenerwowała? Spróbował podchwycić jej spojrzenie, bezskutecznie. Nic dziwnego, boi się.
-To nie ty... - nie przemienił się przecież tylko dlatego, że do niego podeszła. Chyba nie? Już wtedy wiedział, co się dzieje. -Zobaczyłem ten list... o Justine... zaraz po pełni i chciałem... - zabić ich wszystkich, wyszarpać im wnętrzności i pić krew szlachty. Zamrugał gwałtownie, wzdrygnął się. Nie mógł o tym myśleć, musiał zachować spokój. -Powinnaś była tylko trzymać się z daleka. - dokończył bezsilnie, wbijając wzrok w podłogę. Tylko dzięki szczęściu (tak to nazywasz?) uniknęli tragedii. Złamał daną sobie po ugryzieniu obietnicę, że nigdy nie stanie się potworem. Powinien być zauważyć sygnały ostrzegawcze już miesiąc temu, wyprowadzić się z domu, albo zniknąć z tego świata na zawsze, a teraz...
...teraz przecież nie mógł zniknąć. Musiał znaleźć Justine. Podniósł głowę i wziął głęboki wdech.
-Porozmawiam z Longbottomem i Rineheartem. Kieranem. - obwieścił nagle, tonem podejrzanie zdeterminowanym jak na kogoś, kto miał zbyt miękkie kolana by wstać z podłogi. -Znajd... - znajdę, choćbym miał skąpać we krwi cały Londyn -...dziemy ją. Dom jest pod Fideliusem, pozostanie bezpieczny dla Ciebie i Kerstin, a ja... ja zatrzymam się gdzieś indziej. - nie mógł przecież tu zostać. Nie powinna się bać we własnym domu.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]19.10.20 21:01
Mogła. Zginąć, tak w jednej chwili, w ułamku sekundy. Przez co, tak naprawdę? Własną lekkomyślność? Czy to może była jego wina? Nie kontrolował się, nie był sobą, kiedy się zmieniał. Może powinna to przewidzieć. Zapomniała o pełni, list dotyczący schwytania Just całkowicie wytrącił ją z równowagi, przysłonił jej wszystko inne, zabarwił rzeczywistość szkarłatem. Zapewne nawet gdyby wiedziała, nie zapomniała — podeszłaby do niego i tak, nie mogłaby go zostawić w takiej chwili. Ale zachowałaby się trzeźwiej, bardziej odpowiedzialnie. Może nie doszłoby do tego, co się stało. Może nie musiałaby się bać, nie bałaby się. I może on by się nie bał, że ją zabije. Wzdrygnęła się, kiedy się odezwał. A potem zaczął tłumaczyć. Twarz jej złagodniała, ale nie spoglądała w jego kierunku, nie ośmieliła się, tkwiąc w bezruchu na swoim miejscu. Słuchała go uważnie i czujnie. Różdżkę miała ukrytą w rękawie swetra. Jednocześnie było jej przykro, że musiał przez to przejść — od przemiany, po te chwile grozy.
— Nie... ja... skaleczyłam się, biegnąc — wyjaśniła, spoglądając na swoją stopę, na której krew już jakiś czas była zaschnięta. Była drobna, cienka. Za kilka tygodni nie będzie po tym nawet śladu. Stając na jednej nodze potarła o łydkę tą, na której pozostały ciemne smugi. — Nie panowałeś nad sobą — usprawiedliwiła go, przed nim samym i przed sobą. Potrzebowała tego też. Wytłumaczenia sobie samej, że oboje stracili kontrolę nad sytuacją; że w normalnych okolicznościach nigdy by do tego nie doszło - to była nadzwyczajna sytuacja, coś wyjątkowego, prawda? I pewnie nigdy więcej się już nie powtórzy. Oddychała powoli, ale myśli szalały w jej głowie, była zamotana, nie mogła się na niczym skupić, prócz niego. Siedzącego tam przy stole, nagiego, bezradnego. — Zapomniałam... — mruknęła powoli, zbierając rozbiegane myśli. — O pełni... że cię nie ma...  Myślałam, że... — Nie była już pewna, co. Że ruszył by się rozładować, coś zniszczyć, zaszyć się może gdzieś w samotności, póki czegoś nie wymyśli, czegoś nie zrobi. Tak naprawdę nie wiedziała, co zamierzał. Nie miała pojęcia, że uciekał, czując, że to nadchodzi. — Ja nigdy...— nie widziała wilkołaka. Nie wiedziała jak zareagować, co zrobić. Wpadła w kompletną panikę. Podniosła wzrok do góry, odganiając z sukcesem łzy, patrzyła jednak gdzieś przed siebie, na okna kuchni, na tańczące w porannym słońcu wrzosowiska.
Skinęła głową, gdy zaproponował, że pomówi z gwardią i panem Haroldem. Wtedy dopiero też po raz pierwszy uniosła na niego wzrok. Wciąż siedział na podłodze. Wyglądał żałośnie. Poczuła jak coś ściska jej gardło, jak kłuje ją w pierś. Poczuła się winna, i poczuła się zła. Powinna mu pomóc, zaopiekować się nim. Wesprzeć go teraz, gdy tego potrzebował. A zamiast tego stała skurczona, napinając się tylko, jak mała dziewczyna, która sterczała przed obliczem surowego ojca, który miał ją skarcić za to, co zrobiła. Bojąc się patrzeć, bojąc się odezwać. Nie wiedząc, co powiedzieć, by było dobrze. I tylko patrzyła na niego dalej, milcząc, gdy zaproponował, że się wyniesie. Nie zareagowała od razu, chociaż dobrze słyszała jego słowa. Bynajmniej, nie chodziło jednak o to, że zgadzała się z nim i na tym jej zależało.
— Nie... — powiedziała w końcu, pocierając dłonią rękę, podwijając rękaw swetra. — Nie, Mike.— To był jego dom, a ona była tu tylko gościem. Mile widzianym, ale wciąż gościem. — Musisz tu zostać. I... powiedzieć Kerstin... — A tą dwójkę łączyła wyjątkowa relacja. Wiedziała, że jej nie skrzywdzi, że zadba o nią najlepiej. Będą się potrzebować teraz, kiedy Just została zatrzymana. Kiedy mogła być torturowała w więzieniu przez zbrodniarzy, okrutników. — A ja... muszę... Odwiedzę mamę, ostatnio gorzej się czuła— kłamała, ale nie przeszło jej przez gardło to, co chciała powiedzieć. Mike potrzebował spokoju, a nie wyrzutów sumienia, które będą mu przypominać o utraconej kontroli. A ona oddechu, odpoczynku i świeżego spojrzenia. Po to, by nie bała się go nigdy więcej; by nie musiała uciekać. — Odetchnę trochę — zapewniła go i uśmiechnęła się lekko, chwytając dłonią nadgarstek. Chciała powiedzieć, że wróci za kilka dni; wierzyła, że tak będzie, ale nie mogła przewidzieć, ile czasu zajmie jej przeanalizowanie tego wszystkiego. Drgnęła lekko i spojrzała na cały ten bałagan. Poczuła jakiś bezwład. Nie sięgnęła po różdżkę, by posprzątać cały ten bałagan. — Mike? — spytała cicho i niepewnie. Brakowało w jej tonie głosu czegoś. Czegoś znajomego. — Potrzebujesz czegoś?— Nie o to chciała spytać, ale spytała. A potem spojrzała na niego na chwilę.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 2 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach