Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże
AutorWiadomość
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]21.04.20 1:50
First topic message reminder :

Przed domem


Do domu dochodzi się dróżką biegnącą wzdłuż wybrzeża. Latem kwitną tutaj wrzosy i polne kwiaty, a o każdej porze roku czuć morską bryzą.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże - Page 6 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]18.07.22 13:27
| 6 kwietnia?

Nadmorski wiatr targał połami długiej spódnicy i lekkiego, wiosennego płaszczyka, kiedy – zaciskając w dłoniach wyrywający się materiał – wspinała się w górę biegnącej wzdłuż wybrzeża dróżki, na końcu której znajdował się dom Tonksów. Serce biło jej mocno w klatce piersiowej, czy to ze względu na targające nią emocje – czy z wysiłku, odbijającego się na policzkach i szyi w postaci ciemnoczerwonych rumieńców; wędrówka nie należała do najprzyjemniejszych, powinna była ubrać się cieplej, nie pomyślała jednak, że tuż nad morzem pogoda bywała bardziej kapryśna niż w mieście. Gdy kolejny podmuch wiatru szarpnął jasnym warkoczem, ściągając z niego błękitną wstążkę, zatrzymała się nagle, wyciągając po nią ręce – ale nie była wystarczająco szybka; skrawek gładkiej tkaniny poszybował w górę, tańcząc na tle szarego, zasnutego chmurami nieba. Westchnęła z rezygnacją, znów podciągając wyżej spódnicę, żeby nie ubrudziła się od piaskowego pyłu, i ruszyła w stronę ostatniego z zakrętów – dalej dróżka biegła już prosto, do prowadzącej do ogrodu furtki.
Pochylającą się nad roślinami postać Kerstin zauważyła już z daleka, przyspieszyła więc kroku, wypuszczając spódnicę spomiędzy palców i podnosząc rękę, żeby do niej zamachać. – Kerrie! – zawołała, świadoma, że musiała już znaleźć się za niewidzialną barierą utkaną z ochronnych zaklęć. Uśmiechnęła się, nie będąc w stanie ukryć jednak odbijającej się na twarzy troski; najnowszy numer Walczącego Maga nie trafił w jej ręce od razu, nie miała w zwyczaju do niego zaglądać, ale nie mogła nie usłyszeć krążących po Londynie wieści o oficjalnej uroczystości, podczas której sam minister magii uhonorował wojennych bohaterów – ani nie zauważyć czerwonych napisów na ruchomych plakatach, które stopniowo zaczęły znikać ze ścian kamienic. Wreszcie: nie ominęły jej plotki przekazywane pomiędzy innymi kursantkami, podekscytowane głosy niosące się na korytarzach; dopiero wtedy wygrzebała spod sterty gazet przeklęty numer propagandowego pisma, wśród nazwisk poległych członków Zakonu Feniksa odnajdując to należące do Michaela.
Kerrie, cześć – odezwała się ciszej, popychając furtkę i przechodząc do ogrodu, pokonując parę ostatnich metrów oddzielających ją od kuzynki, a później jak gdyby nigdy nic zarzucając jej ramiona na szyję. Nie wyobrażała sobie nawet, jak musiała się czuć; utrata brata dla niej samej stanowiła osobisty koszmar, przedłużający się brak wieści wystarczał, żeby spędzać jej sen z powiek i wprawiać w drżenie dłonie przeglądające długie listy poległych w boju drukowane w Proroku Codziennym. Nie chciała myśleć o tym, jakim ciosem byłoby odnalezienie go tam – znajomego imienia i nazwiska, całego jego istnienia sprowadzonego do dwóch prostych wyrazów; paru czarnych znaków na pergaminie. – Tak strasznie mi przykro, dopiero co się dowiedziałam. To znaczy – wczoraj, ale było już za późno na wizytę, miałam napisać list, ale to teraz chyba niebezpieczne, tata mówi, że ciągle giną mu jakieś przesyłki – paplała bez sensu, odsuwając się o krok. Właściwie, to gdy wieści do niej dotarły, było późne popołudnie, ale od czasu niespodziewanej wizyty ludzi, którym ojciec był winny pieniądze, nie lubiła oddalać się od miasta, jeśli nie była pewna, czy zdąży wrócić do niego przed zmrokiem. – Potrzebujecie jakiejś pomocy? Z… – zawahała się – pogrzebem, albo czymkolwiek? Tata kazał przekazać, że w razie czego też ze wszystkim pomoże – mówiła dalej, dopiero teraz poświęcając sekundę na rozejrzenie się dookoła. Podniosła dłoń do twarzy, odgarniając z niej kilka potarganych kosmyków, które uciekły z warkocza. – Nie przeszkadzam ci? Co robisz? – zapytała, orientując się, że prawdopodobnie od tego powinna była zacząć.




i nie wiem o czym myśleć mam
żeby mi się przyśnił taki świat
w którym się nie boję spać
Leonie Wilde
Zawód : kursantka uzdrowicielstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
tańcz ze mną
sekundy pędzą
no tańcz
potem powróci mój
szary świat
OPCM : 2 +1
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 11
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11260-leonie-wilde https://www.morsmordre.net/t11278-bard#346707 https://www.morsmordre.net/t11268-nie-pytaj-mnie-co-bedzie-jutro#346372 https://www.morsmordre.net/f427-pokatna-12-mieszkanie-nad-esami-i-floresami https://www.morsmordre.net/t11270-skrytka-bankowa-nr-2462 https://www.morsmordre.net/t11269-leonie-wilde
Re: Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże [odnośnik]31.07.22 17:25
6 kwietnia!

I wanna sing a song, that'd be just ours
But I sang 'em all to another heart


Praca była największym wrogiem żalu - tylko pracą dało się go jakoś przytłumić. Kiedy więc tylko mogła - i dopóty starczało jej sił, ostatnio coraz wątlejszych - znajdowała sobie rzeczy do roboty, czy to w samej Dolinie, w lecznicy, w której ciągle czegoś brakowało, czy koło domu, w ogródku i kurniku. Dodatkowym plusem takiego trybu dnia był fakt, że dzięki temu unikała rozmów z rodzeństwem. Justine się w ostatnim czasie w ogóle do żadnej rozmowy nie nadawała, a jedynym zadaniem Kerstin było pilnowanie, by siostra regularnie jadała, pielęgnowanie jej do snu i okazjonalne czytanie na głos; nic bowiem nie zdołałoby zasklepić tej rany w sercu i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nawet jeśli siostra dziecka nie chciała, przeżyła traumę. Chciałaby jej lepiej pomóc, ale nie miała takiej mocy.
Gabriel odszedł, a Michael był bardziej nieobecny niż zwykle, a Kerstin też jakoś wstydziła się przed nim swojego smutku, tęsknoty do chłopca, którego znała tak krótko. Chyba tylko z Castorem i Vincentem rozmawiała jeszcze w miarę pogodnie - ironicznie, ale z nimi łączyło Kerry najmniej, toteż najłatwiej było jej przed nimi udawać.
Akurat klęczała w ziemi, wciąż twardej i nieprzyjaznej po surowej zimie, w grubych rękawicach walcząc z korzeniami chwastów. Rok temu udało jej się co nieco wyhodować na tym skrawku ogrodu, liczyła, że i w tym roku się uda, choć na razie się na to nie zapowiadało - wszystko poumierało przez mrozy, ostało się tylko to, co niepotrzebne. Naprawdę ciężko było o warzywny ogródek na wybrzeżu. Ze smętnym westchnieniem otarła czoło, zostawiając na nim smugę ziemi. No cóż, może chociaż da radę z jakimiś ziarnami dla kurek.
Krzyk niosący się przez wzgórze był niespodziewany, toteż Kerstin momentalnie zerwała się i złapała za grabki, bo taki teraz już miała instynkt, nawet jeśli wiedziała, że w domu jest bezpieczna.
Gdy jednak zobaczyła, kto tak odważnie wspina się do nich, z rozwianym włosem i zarumienioną buzią, momentalnie wypuściła grabki i wyszarpnęła rękawice na ziemię, żeby podbiec tę parę metrów, które jeszcze je dzieliło.
- Leonie! Och, Leosiu, tak dawno cię nie widziałam! Chodź tu do mnie! - Kuzynka weszła do ogrodu i od razu zarzuciła Kerstin ramiona na szyję, a Kerry, rzecz oczywista, odpowiedziała równie ciepłym uściskiem. Wtuliła twarz w rozwichrzone włosy Leonie, wdychając je znajomy zapach i dłońmi dyskretnie sprawdzając łopatki. Czy jak się ostatnio spotkały to też była z niej taka chudzina? Czy jadła do syta i zdrowo? Trzeba się będzie przekonać. - Co u... - ciebie, chciała spytać, ale dziewczyna już mówiła, trochę roztrzęsiona, a na pewno smutna.
Kerstin słuchała w milczeniu, nie puszczając jej ciepłej ręki, zupełnie niezażenowana swoją umorusaną buzią i przekrzywioną chustą w kratę, która chroniła uszy przed wiatrem.
- Przykro ci? Och nie, co się stało? - spytała, bo zmęczone, niezaleczone serce już podeszło jej do gardła na samą myśl o kolejnej tragedii. Czy chodziło o kuzyna? O wujostwo? Leonie się odsuwała, ale Kerstin nie pozwalała jej uciec za daleko, splatając razem ich palce tak jak to robiła, kiedy obie były znacznie młodsze i pogodne. - Pogrzebem? Ale nikt przecież nie umarł, prawda? - Zmarszczyła brwi, próbując nadgonić tor myślenia Leonie. Zajęło to długą, zbyt długą chwilę, zanim z parsknięciem uderzyła się drugą dłonią w czoło. Chyba wiedziała o co chodzi i od razu poczuła ten sam przypływ gniewu co za pierwszym razem, gdy Michael wrócił do domu cały i zdrowy po tym jak zdążyła spędzić kilka dobrych godzin rycząc w poduszkę. - Chodzi ci o gazetę? To stek bzdur, Leonie, nie czytaj tego! Michaelowi nic się nie stało. - Podsunęła kuzynce obrócone do góry dnem wiadro, które używała jako taboretu podczas prac ogrodowych i wreszcie sięgnęła po płócienną chustkę do nosa, żeby przetrzeć spoconą twarz. - Strasznie mi przykro, że musieliście się tak martwić. Ale może to i lepiej, że mało kto wie... chociaż wy oczywiście powinniście. Cieszę się, że przyszłaś, naprawdę. - Schyliła się po grabki. - Ja dzisiaj mam wolne w lecznicy i robię w ogrodzie; możesz mi pomóc albo możesz najpierw wejść się ogrzać i zjeść kanapki. Jesteś chuda jak szkapa, wiesz?
[bylobrzydkobedzieladnie]




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
and sometimes,
against all odds,
against all logic,
we still hope
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Dróżka przed domem - Wrzosy i Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach