Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Hella Borgin
AutorWiadomość
Hella Borgin [odnośnik]29.04.20 23:33

Hella Borgin

Data urodzenia: 03 VII 1934
Nazwisko matki: Wilkes
Miejsce zamieszkania: Londyn, dzielnica portowa
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: łamacz i darczyńca klątw
Wzrost: 160 cm
Waga: 57 kg
Kolor włosów: ciemnobrązowe
Kolor oczu: niebieskie, z żółtą plamką wokół źrenicy.
Znaki szczególne: wyraziste, proste i wysoko osadzone brwi. Podłużna blizna na lewym przedramieniu. Blizna wzdłuż pleców - począwszy od dolnego kąta łopatki do linii pośladków.




Hella Borgin IpU2ofYi_o
Letnia osobliwość


Darlene Wilkes była wysoką czarownicą, która z urodą specjalnie po drodze nie miała, ale nadrabiała ciętym żartem i wulgarnym językiem. Taka "ja" się jej podobała, a kształtowała swoją osobowość w towarzystwie dwóch braci. Przemierzali świat na wskroś, dorabiając się różnych ksywek. Najpierw tułali się od karczmy do karczmy, a później, pośród kwitnących alei, od dworu do dworu. Latem przychodził czas na ciężkie próby, a jesienią znów wracali uosobieniem do ciem barowych, by skuty lodem alkohol wynosić poza karczmy. I tak koło się toczyło. Do czasu.
Te wyprawy były trudne i wymagające, a ambitne plany specjalnie ich nie zawodziły. Trudnili się łamaniem klątw, choć nie kierowała nimi żadna misja "w imię wyższego dobra". Przepełniała ich tylko ciekawość i chęć dobrej zabawy. U niej ciekawość była największa, najlepiej też zdawała sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Unikała przesadnego spicia się czy pogrążenia w odmętach piwnic; rozwiązywała zagadki i dostrzegała każdy szczegół. Rozważna w swoich poczynaniach, zawsze wychodziła bez szwanku, ale bracia nie mieli tyle szczęścia.  
Pewnego letniego dnia siedzieli w barze i planowali kolejną wyprawę. Darlene, rozkoszując się w alkoholowych trunkach, pozwoliła sobie na trochę czułości pośród innej grupy magów i tak doszło do spotkania z Markusem Borginem. Był starszy, przepełniony charyzmą i lubił nieoczywiste dialogi. Ona to chwyciła, bo lubiła zaczepki wymierzane w słowach, a nie czynach. On był drapieżnikiem, pałał się nakładaniem klątw i uwiódł ją jej własną bronią, po czym wręczył miłość. Brzemienna Darlene zakończyła sezon jesienią, w objęciach Markusa została żoną i zamieszkali w portowej dzielnicy Londynu. Połączyła ich fascynacja, szaleństwo i zderzenie się dwóch magii.

A w magii zawsze czai się osobliwość.
Oto i ona, Hella.

Świat stał się moim w czerwcu trzydziestego czwartego roku.


Hella Borgin NRIhNyUd_o
Wiosenne struktury i kolory

Moim narodzinom towarzyszył ciepły, południowo-zachodni wiatr, będący nie tylko zwiastunem ciepła w domowym ognisku, ale przede wszystkim burzowych chmur, które nadeszły późnym wieczorem. Dla ojca była to pocieszna myśl, bo choć nie byłam jego pierworodnym synem, przyszłam na świat w obliczu piorunów, jak gdyby sam Thor mnie pobłogosławił. O brzasku deszcz ustał, więc ceremonia narodzin dobiegła końca, a Sunna, bogini słońca, przyglądała mi się przez cały kolejny dzień.
Ja zaś przyglądałam się światu, poznawałam jego strukturę, liczyłam kolory, prowokowałam magię i wprowadzałam entropię. Pierwszy przejaw błogosławieństwa nadszedł z trzecią wiosną. Przyglądałam się pogrążonemu w deszczu Londynowi, siedząc na parapecie przy oknie i przyglądając się sunącym po podwórzu strumieniom wody. Były zbyt uporządkowane, brnęły w jednym kierunku i wpadały po drugiej stronie ulicy do rynsztoka. Nie podobały mi się, powinny płynąc uliczką, tam, między budynkami. Wydarłam je spod działania grawitacji, zmieniłam ich bieg, a woda wtargnęła z impetem do piwnicy i to pomimo progów mających przed nią chronić. Moja to była zasługa, tak jak moja była woda.
Mówili, że wraz z nadejściem równonocy, magia się we mnie przerodziła. Nie wiem, nie znałam się wtedy za bardzo na słowach, ale pewna jestem, że odtąd w ich oczach nie znajdowałam już uporczywego oczekiwania, by ten dzień nastał. Dla mnie ten dzień był jak każdy inny, no może trochę dłuższy od poprzednich i krótszy od następnego. Wiosna przychodziła do Londynu, rozkwitały kwiaty, a ja byłam znana z tego, że lubiłam bazgrolić po papierze i czasem też po ścianach.
Bajki opowiadane mi na dobranoc uczyły mnie o nordyckiej mitologii i magii. Z czasem dowiedziałam się o innych, którzy nie potrafią czarować i o tym, że najważniejsze są rodziny czarodziejów, a nasza jest zwierzchnikiem nordyckich tradycji i obowiązkiem jest przekazywać je dalej, z dnia na dzień, z pokolenia na pokolenie. Uczyli mnie norweskiego języka, który niedługo potem stał się naszym domowym.

Markus miał silną rękę i nieustępliwą naturę. Nie miał też w sobie gniewu, a agresję uznawał za przejaw braku kontroli. Jego wyrafinowany spokój był dla mnie ciepłem. Darlene z kolei dostrzegała skazy we świecie i wykorzystywała ich obecność. Nieodpowiednie barwy, zdradliwe niedoskonałości. Kładła cień wątpliwości na otoczenie i docierała do ukrytej prawdy. I kiedy tak w ciszy obserwowała, to tylko po to, by plugawe karty wyrzucić w końcu na stół. Dzięki niej poszerzałam swoje horyzonty.
Jeśli ojciec dał mi kształt, to matka nadała mu koloryt.
I tak dorastałam ja i mój talent do malowania.
Moi rodzice zajmowali się wyszukiwaniem niezwykłych przedmiotów i wstawiali je do gablot rodzinnego przedsiębiorstwa, sklepu Borgin & Burkes. Matka potrafiła rozpoznawać przedmioty, a ojciec był urodzonym dyplomatą. Czasem przepłacili, a często transakcja nie dochodziła skutku, jednak zazwyczaj obie strony mogli wynieść coś pożytecznego - albo dzięki charyzmie Markusa, albo przez upojny sposób nawiązywania kontaktów, którym władała Darlene.
Byłam córką handlarzy, mieszkaliśmy w dzielnicy portowej w małym jednorodzinnym domu i było super.

Pewnego dnia usiadłam do stołu i przeglądałam księgi z rodzimej biblioteki, w których jedynymi rysunkami były starożytne runy. Nie rozumiałam ich, ale ryciny zapadały w moją pamięć, choć dziecięcia wyobraźnia upraszczała ich kształt. To były moje puzzle, których nie rozumiałam, a stary papier, niemal rozlatujący się w dłoniach, sprawiał, że potrafiłam utonąć w dziecięcej wyobraźni.
Utonęłam - w dziecięcej magii. Księga pokryła się wodą, zamokła, a z papieru pozostały strzępy. Wody było więcej niż zmieściłoby się w pobliskim wazonie. Ciekawostką był fakt, że większość rycin ostała się na dużych skrawkach papieru, który prawie nie zamókł, a jedynie nasycił się wilgocią. Magia kolejny raz znalazła ze mnie ujście. Później pilnowano, bym nie sięgała po cenne księgi, bo ja nie pilnowałam swojej magicznej natury. Nie potrafiłam - działa się sama, w przypływie emocji. Tak jak sam dział się deszcz, choć wierzyłam inaczej.
Gdy runy łączyły się z magią w opowieściach, którymi to nasycali mnie rodzice, stawały się dla mnie czymś niezwykłym i miałam o nich bogate, choć niezrozumiałe wyobrażenia. Pragnęłam więcej wiedzy, choć często napotykałem barierę w pojmowaniu ich natury. A wtedy Darlene potrafiła znaleźć proste wytłumaczenie, zazwyczaj przez praktykę. Bo runy nie różniły się wiele od otaczającego mnie świata i do zaprezentowania analogi nie trzeba było wiele. Dowiedziałam się o ich wykorzystywaniu w klątwach, choć jako niespełna dziesięcioletnia dziewczynka poznawałam tylko te słabe, ukazujące niewinne efekty. Malowałam je, uczyłam ich na pamięć i udawałam, że z nich czaruję.
Najbardziej lubiłam przesiadywać na parapecie i malować bądź rysować. Albo po prostu siedzieć i patrzeć na padający deszcz. Czasem przysypiałam i śniłam o wodzie, która jest mi posłuszna, a gdy się budziłam, moje kartki papieru były mokre i strzępiły się od samego patrzenia. Miałam okno na świat i okno dla swoich marzeń. Jedno ze szkła, a drugie z papieru.
Teraz nadszedł czas, by poznać siebie.


Hella Borgin 314357c9
Zmrożona doskonałość

Posłano mnie do szkoły w Dumstrangu, abym tam poznała się na czarodziejskim rzemiośle i wiedzy o magii. Nie miałam rodzeństwa od którego czułabym wsparcie, a z dalszą rodziną nie miałam na tyle dobrych kontaktów, aby nie zaczynać od zera. Nie należałam też do osób, które czyniły pierwszy krok i nie mogłam pochwalić się szlacheckimi manierami lub osiągnięciami rodziców.
Próbowałam wkupić się w łaski rówieśników, ale niewiele mogłam im zaproponować. Czasem robiłam to w sposób żałosny, a czasem zbyt odważnie, byle tylko nie być zwykłą panienką Borgin. Po fakcie zrozumiałam na przykład, że pomalowanie farbami przedsionka w komnacie mieszkalnej nie było wcale dobrym pomysłem, a niszczeniem spójnej architektury budynku (tak, mi też te cztery ostatnie słowa brzmiały obco i markotnie). Pochłonięta przez wyobraźnie, malowałam bez przerwy, dbając o najmniejsze detale. Rysunek był świetny, lecz posłuch chujowy. Zdecydowanie też nie nabyłam daru mowy po ojcu, lecz po mamie. Z żałosnych prób nadmienić muszę próbę nauczenia się jazdy konno bez siodła, choć nawet w siodle czułam się ledwo bezpiecznie. Upadki z konia są bolesne, zwłaszcza, kiedy idą w parze z plamą na honorze.
Spróbowałam udoskonalić swoje umiejętności pływackie. Poza lekcjami, zwykle samotnie i przy brzegu wyspy, wyciskałam z siebie ostatnie kwanty energii. Radziłam sobie, pojawiały się nawet pochwały i zdobyłam w końcu coś bardziej uroczystego niż naganę - pierwsze miejsce w zawodach pływackich, a te nie były zwyczajne, bo trasa wiodła przez zaczarowane wody podziemne i wymagały nie tylko szybkości, ale też zwinności i sprytu.
Kilka miesięcy ciężkiej pracy wystarczyło, bym nadrobiła sportowe zaległości i w ogólnym rozrachunku była zadowolona z końcowych ocen. Byłam na ustach nauczycieli i uczniów. Zawsze czułam się wyjątkowa, choć nie nazywałam tego w ten sposób i może właśnie dlatego mogłam stać się kimś więcej?
To nadal nie wystarczyło.
Potrzebowałam nie tylko typowo ludzkich umiejętności, ale także czarodziejskich. Nie chciałam zawieść rodziców - musieli być dumni ze mnie. I z tej zachłanności wynikały nie tylko dobre rzeczy. Moją fortecą była ochrona przed czarną magią, a że potrafiłam zauroczyć się w jednym czy dwóch zaklęciach ochronnych, to wszystko wydawało mi się już znacznie prostsze lub zupełnie bezpieczne. Bo mogłam się bronić.
Myliłam się, a jakże, epizody o niemądrych myślach i nieprzemyślanych wyborach wypełniały cały mój pobyt w szkole, ale tylko dzięki nim mogłam wynieść ze szkoły więcej niż... przeciętność.
Byłam zadumana w swoich początkowych postępach i nie zauważałam, jak daleko mogę się rozwijać. To był problem każdego ucznia, a skala rosła wraz z ambicjami. Moje sięgały wysoko, dlatego były nietrwałe, a myśli o nich zuchwałe.

Swego czasu pochłonęło mnie malowanie ludzkich twarzy, a potem przeskoczyłam na zapoznawanie się z funkcjonowaniem ludzkiego organizmu i jego szczegółową budową. Wiedziałam, że nakładanie klątw wymaga pewnych składników, a w czasach szkolnych miło było czasem komuś sprawić niewinny żart. Ważne było być wtedy nieuchwytnym, więc nie raz skradałam się tu czy tam, czasem też coś zasłyszałam, a raz coś o sobie i wkroczyłam z różdżką wymierzoną w starszych uczniów. Choć atmosfera zgęstniałą, to potem było zabawnie - ledwie kilka minut później śmialiśmy się już razem i w ukryciu opróżnialiśmy butelkę z alkoholem.
W późniejszych latach nauki zrozumiałam siłę czarnej magii, a przynajmniej umieściłam ją na swojej skali, jaką w tym czasie byłam sobie w stanie wyobrazić. Co więcej, ojciec wspomagał mnie w nauce, czasem pod sprzeciwem matki, która bała się, że zbyt prędkie poznanie wielu zakazanych czarów może mnie źle ukształtować. Oboje unikali bezpośredniej eskalacji siły, woleli przejść questa sposobem, z realną szansą na szczęśliwy rzut kostką. Próbowali stłamsić moje rozbiegane myśli, abym patrzyła głębiej, dalej, a nie tylko szerzej. Ja jednak chciałam rozwijać postać i unikałam ukrytych wskazówek Mistrza Gry. Mój pionek sunął po planszy krętymi ścieżkami i bez harmonii. W szkole nabywałam rozpędu, a w domu spacerowałam. W wyobraźni i snach zaś pływałam, bo tutaj nic mnie nie ograniczało. To była moja postać i ja wiem najlepiej, co jest w jej zasięgu.

Mogłam oszukiwać siebie, liczyć na pobłażliwość rodziców albo przekupywać nauczyciela dobrą myślą. Różdżka była jednak nieugięta a ja chciałam ją, na darmo, prześcignąć. Siła magii wykracza daleko poza ludzkie pojmowanie, jest to moc, którą można tylko próbować okiełznać, dlatego też każdy postęp traktowałam zbyt optymistycznie, a każda porażka podrażniała moje oczekiwania. W tej sinusoidzie zwanej doświadczeniem zdobywałam wiedzę, więcej wiedzy i jeszcze trochę wiedzy. I wiedziałam, co chcę w życiu robić.
Łamać klątwy. Najgorsze, najczarniejsze, najstraszniejsze.
Wszystkie.
Jak Matka, której nauki poznawały mi lepiej poznać się na tym fachu. A dzięki ojcu wiedziałam, jak się przed nimi chronić. Musiałam nie tylko szukać nieoczywistych rozwiązań i słabych punktów, ale też dbać o swoją ochronę. Nie tylko podczas łamania, ale przede wszystkim w otaczającym ten moment czasie, bym nigdy pochopnie nie wierzyła zleceniodawcy, a w razie porażki wiedziała, jak się uchronić przed katastrofą.
To była sztuka wojny w moim małym, kameralnym wydaniu.
Straciłam na szaleństwie, zrozumiałam kolej rzeczy i byłam gotowa na wyzwania. Wypracowałam swoją doskonałość, odebrałam końcowy dyplom i po raz ostatni opuściłam wyspę.


Hella Borgin BBFIOsl3_o
Jesienne pobojowisko

Mama opowiadała mi nie raz o wyprawach na podstawie relacji zasłyszanych w karczmie lub na ulicy Nokturnu. Wyprawy pracowników banku Gringotta, które budziły do życia pradawne zło, zaklęte w miejscach dawno nie widzących światła dziennego. Poszukiwacze klątw zagłębiali się w odmęty studni, jaskiń, tuneli i piwnic, nie raz trafiając na fałszywe tropy, ale jeśli wyprawa się poszczęściła, na uważnego poszukiwacza czekał skarb. Przedmiotem mogła być księga, zapiski, artefakt albo wskazówka do kolejnych, ukrytych komnat. I tak koło się toczyło, a poszukiwacze nie zawsze wracali cało. O niektórych słuch ginął, inni zaś mieli więcej z bajkopisarzy niż łamacza klątw.
Ja chciałam być dziennikarką. Zobaczyć, podziwiać, zbadać i opisać.
A potem chciałam być tą, która przełamie tajemną aurę i całość zostanie zminimalizowana do starych, nieszkodliwych miejsc lub przedmiotów. Obrona przed strasznymi zaklęciami była moim konikiem, a jeśli mogłam łamać różne klątwy, o których wielu czarodziejów niewiele wiedziało, to stałam pierwsza w kolejce po bilet.
Marzyłam o pracy w banku Gringotta, pragnęłam tych wyjazdów do wielu tajemniczych miejsc, w których przebudzone pradawne siły rozwijały moją wyobraźnię. Rodzice zgodnie jednak twierdzili, że jeszcze za mało wiem o klątwach i postanowili najpierw pokazać mi to, co sami potrafili. Skupiali się na zaklinaniu miejsc i przedmiotów, przynosili różne artefakty ze sklepu, a ja, w odwecie, wymyślałam jak je złamać, a że efektów było brak, w przeciwieństwie do eskalacji mojego uporu, to i w tej kwestii przekazali mi trochę wiedzy. Czytałam też różne księgi, a czasem, tak z pasji i wyobrażeń, i może też z nudów, zapuszczałam się do lokalnych grot lub ruin.

Dostałam się na kurs do Ministerstwa Magii, gdzie przez blisko dwa lata uczyłam się pod okiem licencjonowanego klątwołamacza. Początki były trudne, musiałam zmierzyć swój wyidealizowany pogląd z rzeczywistością, tym samym urządzając w sobie małe pobojowisko.
Mój nauczyciel miał pod sobą kilku uczniów i początkowo zajęcia odbywaliśmy razem. Codziennie czekał nas wysiłek fizyczny, a wieczorami uczyliśmy się o anatomii i pierwszej pomocy. Czasem czarowaliśmy, choć przed nabyciem praktyki wymagano od nas zdobycia szerokiej wiedzy. Bywało różnie, niektórzy tracili zapał, a nawet rezygnowali. Ja byłam uparta, dążyłam do celu, a mama dawała mi bardzo wiele nadziei. Czekała wraz ze mną aż przebrnę przez wszystko co mi nauczyciel zaplanował i co parszywy los mógł nam sporządzić. Nastąpił mały odsiew, a ja byłam tą szczęściarą, której przyszło dalej kontynuować naukę, teraz już indywidualną.
Jednego razu doznałam poważnych obrażeń. Spadłam ze skalnej ściany do wąwozu i złamałam nogę, a na dole przyszło mi walczyć z magicznymi istotkami, strażnikami zaklętego miejsca. Gdybym była tylko poobijana i pokąsana, to nie byłoby problemu, ale czar, który zaklinał miejsce, zaatakował mnie i sparaliżował na długie dni. Byłam załamana, z trudem się poruszałam i oczekiwałam odratowania mnie, wyjęcia ze szponów czarnej magii. Musiałam jednak czekać aż sama opuści moje ciało. Walczyłam, nie odpuszczałam, aż pewnej nocy zdrowie powróciło, a ja powróciłam do nauki.
Kurs przedłużyłam o kilka miesięcy, a po jego zakończeniu przystąpiłam do egzaminu. Miałam trzy zadania i jeden cel - sięgnięcie po dyplom. Złamałam klątwę miejsca, złamałam klątwę przedmiotu i złamałam klątwę na czarodzieju. Udało się!

Następnie zostałam przyjęta przez bank Gringotta i moje marzenie zostało spełnione. Najpierw musieli mnie sprawdzić, czytałam zatem raporty, byłam na różnych rozmowach i powoli przygotowywałam się do pierwszego wyjazdu. Gdy nadszedł ten dzień, byłam podekscytowana jakbym dopiero po raz pierwszy wybierała się do magicznej szkoły. Znikłam na długie tygodnie, a przygoda, teraz z perspektywy czasu, wydaje mi się mierna. Wtedy jednak byłam zbyt zafascynowana tym wszystkim, by przejmować się tym, że właściwie żadnej klątwy na oczy nie widziałam.
Kolejne wyjazdy były różne, krótsze i dłuższe, wnoszące wiele doświadczenia lub będące czasem spędzonym na pomaganiu w obozie i jego codziennych potrzebach. Zawsze jednak chciałam czerpać z wypraw jak najwięcej. Uczyłam się i coraz śmielej dopuszczano mnie do tajemniczych i niebezpiecznych miejsc. Fizycznie byłam silna, potrafiłam się wspinać po skałach, posługiwać liną i poznałam się już na jaskiniach i tunelach. Psychicznie też było dobrze - ciemne korytarze nie karmiły mnie strachem, znałam swoje granice i spodziewałam się różnych nieoczekiwanych zdarzeń. Na wyjazdach często podróżowaliśmy konno, toteż nauka jazdy ze szkoły nie poszła na marne. Pojawiały się czasem luźniejsze wieczory przy ognisku, gdzie alkohol decydował o wypowiadanych przez nas słowach, a drążenie tematu klątw i ich łamania wydobyło ze mnie ciemną naturę Borginów. Temat był też o tyle przystępny i szeroki, że świat ogarniały liczne anomalię, a o Czarnym Panu coraz częściej mówiono. I tak jakoś, ostatnim razem, zaczęłam z fascynacją mówić o klątwach, które to przecież były ze mną zawsze, od dziecka, choć przez długi czas w tej niewinnej, żartobliwej lub dokuczliwej formie. Ujrzałam bowiem już trochę tych parszywych klątw, dostrzegłam ich spryt i podziwiałam okrucieństwo. Widziałam jak zabijają. Do końca nie brano mnie na poważnie, ale w kolejnych dniach stało się dla mnie jasne, że dla większości zebranych klątwy były złem. Musiałam skorygować swoje wyobrażenia o tym, co chcę robić, bo zrozumiałam, że prześcignęłam się z rzeczywistością. Rzeczywistość zaś była coraz bardziej niewiadoma i dostarczała nowych, ciekawych i tajemniczych zdarzeń. Czułam, że to czas, kiedy mogę wykorzystać swoją wiedzę i pragnęłam wiedzieć więcej o tym, co Czarny Pan zamierza. Szukałam odpowiednich ludzi i zadawałam im odpowiednie pytania, a przekazywaną mi wiedzę otaczałam tą swoją bezgraniczną ciekawością i wyobraźnią.
Nim skończyłam 22 lata, zapragnęłam uczyć się czarnej magii, znaleźć nauczyciela, który zaspokoi mój głód i moje pragnienia. Czułam, że jestem gotowa na wielkie rzeczy. Zebrałam spory bagaż doświadczeń, ale nadal wiele się mogę nauczyć. Moją główna zaletą jest to, że potrafię się skradać, pokonywać trudno dostępny teren, unikać pozostawiania śladów i nie mieć oporów przed działaniem na niekorzyść innych osób. Zdarza mi się też kłamać, choć nie wtedy, gdy popadam w swoją fascynację i wyprzedzam swoje możliwości.
I może dlatego, podświadomie, pragnę tego kogoś - by złagodził moje zapędy, spowolnił zbyt prędkie i oderwane od kontekstu myśli.

Przez ostatni rok, na skutek wystąpienia Wielkiej Brytanii z Konfederacji Czarodziejów, nasze wyprawy były mniej liczne i trudniejsze w realizacji. Bank poszukiwał miejsc wartych odwiedzenia na terenie kraju i kontaktował się z różnymi rodzinami dysponującymi statkami, aby pomogli nam niepostrzeżenie przedostać się na kontynent. W niektórych wyprawach nie brałam udziału, gdyż nadal uznawano mnie za początkującą klątwołamaczkę. Ja byłam ambitna, dlatego gdy już mnie powoływano, starałam się być ostatnią osobą, przez którą cały plan mógł się nie powieść. Byłam zręczna, mogłam się ukryć w razie potrzeby i tym sposobem, pewnego razu, niepostrzeżenie przekradliśmy się przez jeden z francuskich portów.
Do Londynu zawitała wojna i swój udział w wyprawach wstrzymałam. Zwlekałam z rejestracją różdżki, a na wszelki wypadek Bank mógł za mnie poświadczyć, bo i nie narażałam się dotychczas prawu. Byłam wzorową czarodziejką, która choć myśli ma nieczyste, to jednak papier - czyli jakikolwiek list czy dokument - tego nie wykazywał.
Przez stolicę przetaczały się walki, które czasem budziły mnie w nocy. Nie lubiłam hałasu, wolałam ciszę i przyzwyczajona byłam do spokoju. Zbudzona jestem marudna i skora do głupich pomysłów. Czemu by więc nie wyjść na miasto w środku nocy w szlafroku i rozejrzeć się po wąskich uliczkach w poszukiwaniu tych, co zakłócają ciszę nocną? Tak, głupi pomysł, zwłaszcza, gdy spotkanemu promogulskiemu czarodziejowi, będącemu świeżo po walce, powiedziałam parę słów za wiele i w odwecie poczuł się urażony i sprowokowany.
Teraz, kiedy wszystko było w większości opanowane przez Rycerzy, a u władzy był sprzyjający Czarnemu Panu czarodziej, czułam się mimo wszystko bezpieczna. Zainteresowałam się polityką, zadawałam pytania, szukałam odpowiedzi. Moja rodzina nie stała na przeszkodzie, nie byłam podejrzana o nic i skupiałam się na zbieraniu informacji, a w konsekwencji zwróciłam na siebie uwagę paru osób. Częściej pojawiałam się w karczmach, a tam moja kochana mamusia nie raz przewodniczyła pijackiej zgrai. To dziwne, ale przez wojnę na powrót mogłam skupić się na tym, co dzieje się w mieście i częściej spotykać się z rodziną. Dawno nie przejmowało mnie tak życie codzienne stolicy i nie sądziłam, że jeden większy konflikt może mnie tak zaangażować.


A tymczasem...

Małe dzieci dawno śpią,
Już dawno, dawno śpią
A ja siedzę i bawię się
W magię złą.

Ty nie przerywaj mi,
Nie pukaj mi do drzwi
Gdy siedzę i różdżką
Wpraszam tu mrok.



Patronus: nie potrafi wyczarować

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 153 (rożdżka)
Zaklęcia i uroki:50
Czarna magia:102 (rożdżka)
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:50
Sprawność:6Brak
Zwinność:9Brak
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
NorweskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaII10
Historia MagiiI2
KłamstwoI2
PerswazjaI2
Starożytne RunyIII25
SpostrzegawczośćII10
SkradanieI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość FizycznaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze Walpurgii-2
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Malarstwo (tworzenie)I0.5
Malarstwo (wiedza)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
PływanieII7
Taniec współczesnyI0.5
Jazda konnoI0.5
GrotołaztwoI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 0.5
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Hella Borgin dnia 07.06.20 12:49, w całości zmieniany 3 razy
Hella Borgin
Zawód : klątwołamaczka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Dziś jestem jak ten, którego imienia nie wolno wymawiać
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8464-hella-borgin#246366 https://www.morsmordre.net/t8678-hella#256443 https://www.morsmordre.net/t8660-hellisa-borgin#255569 https://www.morsmordre.net/t8677-skrytka-bankowa-nr-1941#256441 https://www.morsmordre.net/t8676-hella-borgin#256438
Re: Hella Borgin [odnośnik]28.07.20 5:09

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzała: Deirdre Mericourt
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hella Borgin Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Hella Borgin [odnośnik]28.07.20 5:09


KOMPONENTYpiołun, pnącze diabelskiego sidła, żądło mantykory
szpik kostny x3, gałka oczna x2, krew x2, włókno z ludzkiego serca x2

26.07.20 Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)

BIEGŁOŚCI-

HISTORIA ROZWOJU[20.07.20] Karta postaci, -60 PD
[26.12.20] Wszyscy jesteśmy szaleni: +150 PD
[28.01.21] Aktualizacja postaci
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hella Borgin Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Hella Borgin
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach