Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 [SEN] Liar, liar, dress on fire

Go down 
AutorWiadomość
Frances Burroughs
Frances Burroughs

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka w Św. Mungu, przyjmuje prywatne zlecenia
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I want to be with those who know secret things or else, alone.
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

[SEN] Liar, liar, dress on fire Empty
PisanieTemat: [SEN] Liar, liar, dress on fire   [SEN] Liar, liar, dress on fire I_icon_minitime05.05.20 1:49

Rozgwieżdżone niebo zasnuły ciemne chmury sprawiając, że z ust młodej alchemiczki wyrwało się ciche westchnienie. Jakże mieli dokonać planów, gdy gwiazdy nad nimi nie czuwały, tym samym nie mogąc wspomóc ich swoją mądrością, której tak rozpaczliwe teraz potrzebowali. Musieli podjąć ważne decyzje dotyczące następnych kilku godzin; godzin które mogły zmienić ich życie bądź pogrążyć je jeszcze bardziej…
Nie byłby to pierwszy raz, gdy zostali pozostawieni sami sobie.’Postronny obserwator z pewnością stwierdziłby, że od początku stali na przegranej pozycji. Poniżani, lekceważeni, prześladowani… Oni wszyscy w końcu postanowili postawić się oprawcom. Odmienić podły los w zanadrzu trzymając coś, czego nie posiadała druga strona - gniew. Palące uczucie niesprawiedliwości oraz chęci zemsty rozpalające ich trzewia do czerwoności; okrywające kolorowe tęczówki krwistą zasłoną nie mogącą doczekać się zaspokojenia; sprawiające, że adrenalina zaczynała szybciej przepływać przez ich żyły gdy nozdrza rozszerzały się wdychając metaliczny zapach świeżej juchy.
I ona znała to uczucie. Palącą chęć zemsty za wszystkie przykrości oraz niedogodności, jakie zrzucono na nią, nie zastanawiając się nawet czy będzie w stanie unieść to brzemię. Niepozorny wygląd sprawiał, że nie raz ją lekceważono, wkrótce jednak miało się to skończyć.
- Jak wygląda sytuacja, kapitanie? - Panna Burroughs uniosła kielich cienkiego wina do swych ust, w oczekiwaniu na raport.
- Wiemy, jak przedrzeć się przez ich linię obrony, o pani. Nasi zwiadowcy odnaleźli kilka tajemnych przejść… - Donośny głos rozbrzmiał po leśnej polanie, za pomocą magii zaaranżowanej na dziwną hybrydę jadalni oraz sali narad. Właściciel głosu, potężny minotaur łypał po zebranych czujnym, ciemnym spojrzeniem byczych oczu osadzonych w ludzkiej twarzy.
- Fantastycznie, w takim razie musimy skorygować plany i… - Nie zdążyła dokończyć, gdyż do jej uszu dotarł dźwięk kroków. Szaroniebieskie spojrzenie, wraz ze spojrzeniem zebranych przy stole co ważniejszych jednostek powiodło w kierunku chałasu.
Czy to aby nie…?
Uśmiech rozpromienił jasną lecz zmęczoną twarz panny Burroughs, kłamstwem byłoby gdyby stwierdziła, że nie czekała na ten dzień gdy w końcu stanie przed nią ciemnowłosa dziewczyna, o której tyle przyszło jej słyszeć.
-Usiądź proszę. Napijesz się czegoś? - Zaczęła, z ekscytacją przyglądając się twarzy kobiety, zdawać by się mogło równie niepozornej co jej twarz. Dobrze, bardzo dobrze. - Jak zapewne wiesz, jutro planujemy ostateczne starcie. Kapitan doniósł mi jednak, że morale naszych ludzi są ostatnio niskie... - W oczach jasnowłosej dziewczyny pojawiła się mieszanka smutku oraz zawziętości. - Ostatnio wiele słyszałam o Twoich umiejętnościach. W związku z tym miałabym dla Ciebie specjalne zadanie... Co Ty na to, moja droga? - Nie wiedziała, jak to się stało, że stała się mózgiem działań tej dziwnej rebelii będącej mieszaniną najróżniejszych ras. Nadal nie czuła się dobrze wydawając rozkazy, w swoim zwyczaju pozostając przy składaniu propozycji.
A te nie raz należały do kategorii tych, nie do odrzucenia. I tak też z pewnością było i tym razem. Uważnym, bystrym spojrzeniem szaroniebieskich tęczówek przyglądała się buzi kobiety w oczekiwaniu na odpowiedź, jednocześnie czując ekscytację na możliwe zbliżenie się słodkiej zemsty.




She is water.
Powerful enough to drown you.
Soft enough to cleanse you. Deep enough to save you.

Powrót do góry Go down
Veronica Findlay
Veronica Findlay

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

[SEN] Liar, liar, dress on fire Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Liar, liar, dress on fire   [SEN] Liar, liar, dress on fire I_icon_minitime10.05.20 13:45

Sen już dawno przestał sprzyjać ukojeniu. A noc, niosła ze sobą działanie, które dzienne światło widzieć nie powinno było. I nie widziało. A ona, wracała do naznaczonej jej roli, chroniąc wspomnienie skarbu, który jako jedyny ocalał. I jako ostatni przypominał, że straciła wszystko, czym można było ją zranić. Czym oni mogli ją zranić.
Nie widziała rozgwieżdżonego nieba, chociaż to jaśniało wskazując jej dalszą drogę. Nie patrzyła w górę, jak większość marzycieli, którzy - tam szukali swego przeznaczenia. Na swój los zapracowywała osobistą grą, a rozdanie, które otrzymała - nadało ścieżce zupełnie nowego wymiaru. Bardziej złowrogiego. I naznaczone nieznaną do tej pory emocją. Zemsta. Och, jak bardzo brzmiała słodko na języku bez znamion goryczy o jakich kiedyś słyszała. Nie, nie doprowadzała jej do szaleństwa. Nie sprowadzała w mylnie pojętą ciemność. Jedyne co oferowała, to kierunek, jak wskazówka magicznej busoli. I za tym pragnieniem podążyła chętnie, z metodyczną skrupulatnością profesji, którą wykonywała. Kłamstwo, miało być tylko jednym z narzędzi, które dzisiejszej nocy mogła postawić na szali zwycięstwa. Albo porażki, z którą w końcu zniknie. Nie miała już nic do stracenia
Nie miała wątpliwości do kogo zwrócić się po zwieńczenie swej drogi. Ktoś, kto mógł zrozumieć wypalającą od wewnątrz emocję lepiej niż ktokolwiek inny. I jedyna posiadała moc zdolną doprowadzić do celu, moc, która kryła się w drobnym, wręcz niepozornym ciele. Moc, na którą czekała już zbyt długo. Moc, której chciała oddać swoją służbę.
Urokliwa w swej postaci polana była rozległa, zroszona intensywna zielenią, szpalerem drzew i chroniona tak magią i żywą, zbrojną tarczą rozmaitych stworzeń. I gdyby mogła, pozwoliłaby sobie na lekki uśmiech, ten jednak nie był możliwy w niepozornej postaci, którą przyjęła. Drobne ślepia przemknęły po okolicy badawczo i już w kolejnej chwili, znalazła się w powietrzu. Szum wiatru mieszał się z tłumionymi w dole głosami i zgrzytem ostrzonej broni. Skupiła się jednak na drobnej przestrzeni, luka, która pozwalała jej przeniknąć do środka. Minęła splecione ciasno brzegi gałęzi i potężnie zbudowane sylwetki pierwszych wojowników, by w kolejnej chwili mieć przed oczami rozległą salę narad. Wylądowała z cichym szelestem drobnych skrzydeł, ale nim sięgnęła ziemi, otulona cienką mgłą srebrzystej magii, wróciła do ludzkiej postaci.
Ruszyła do przodu nie przejmując się nagłym alarmem, który wzbudziła wśród stojących na straży minotarurów. Była sama, niewielkiej postaci, z odrzuconym już kapturem brunatnego płaszcza, dając tym samym poznać, kim była. Zieleń tęczówek skierowała w stronę ciemnowłosej ignorując próby jej zatrzymania. Głos, który przeciął powietrze, ukrócił jednak wszelkie działania zebranych, a Veronica stanęła przed Panią. Drgnęła lekko, opuszczając głowę w powitaniu, ale wzrok wciąż tkwił na bladym profilu kobiety - Nie, dziękuję Pani - odpowiedziała jednocześnie na zaproszenie i poczęstunek, raz jeszcze skinając głową gestem w szacunku. I chociaż ceniła sobie niezmierzone umiejętności zebranych, to liczyła się tylko Ona i tylko przed nią była w stanie ugiąć kolana.
Pozostała skupiona, wsłuchując się w padające precyzyjnie słowa. Potwierdziła kolejnym skinieniem swoją wiedzę, na temat starcia. Wiedziała, bo widziała przygotowania ich wrogów - Spodziewają się tego - dodała i tylko o panna Burroughs była w stanie dostrzec niebezpieczny błysk w spojrzeniu - Nie tylko dla mnie, to czas podjęcia decyzji - albo ruszyć do przodu, albo się wycofać - w końcu rozejrzała się po sali z wyzwaniem w oczach - Ale dla mnie jest tylko jedna odpowiedź. Jestem tu nie bez powodu i przyjmuję Twoje zadanie, Pani. Niezależnie od tego, czym będzie - nie miało znaczenia, w jaki sposób zostanie wykorzystana do osiągnięcia celu. Przyjęła na siebie reguły gry i z własnej woli decydowała się na każde warunki. Tylko po to, by poczuć smak spełnionej zemsty.




As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Powrót do góry Go down
Frances Burroughs
Frances Burroughs

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka w Św. Mungu, przyjmuje prywatne zlecenia
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I want to be with those who know secret things or else, alone.
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

[SEN] Liar, liar, dress on fire Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Liar, liar, dress on fire   [SEN] Liar, liar, dress on fire I_icon_minitime13.05.20 17:08

Szmer cichych słów rozległ się po sali narad gdy ciemnowłosa odezwała się. Frances zdawała sobie sprawę z tego, że ciężka batalia jaka miała miejsce w ostatnich miesiącach mocno obniżyła morale jej wojsk. Ona sama, nie raz zastanawiała się czy to, do czego dążą ma sens; czy przypadkiem nie pospieszyli się z działaniami… Zawsze w takim momencie umysł podsuwał jej bolesne wspomnienia wszystkich krzywd, jakich doświadczyła z rąk tych, którzy powinni być jej najbliżsi… Tych, którzy powinni zapewnić jej bezpieczeństwo, zamiast tego wbijając jej kolejne noże w plecy. Nie, nie mogli się teraz cofnąć. Byli ledwie kilka kroków od osiągnięcia celu; od wyzwolenia się z podłych jarzm oprawców i sięgnięcia po nowe, lepsze jutro.
Szaroniebieskie spojrzenie uważnie powiodło po zebranych kapitanach,  w których najwidoczniej również zasiano ziarnko niepewności. Usta kobiety zacisnęły się w wąską linię, gdy wstała do stołu przy którym obradowali.
Moje wojska nie będą się cofać. - Zaczęła, przechadzając się wokół stołu. - Jesteśmy zbyt blisko, aby się poddać. Ci, którzy nas skrzywdzili muszą ponieść za to odpowiednią karę. Mogłabym teraz przypomnieć każdemu z Was, o wyrządzonych Wam krzywdach, jestem jednak pewna, że doskonale je pamiętacie. Prawda, kapitanie? - Na chwilę przystanęła przy jednym minotaurów, posiadającym jedynie jeden róg, w miejscu drugiego widniał jedynie kawałek poszarpanej tkanki kostnej. - Z pewnością pamięta pan brutalny sposób, w jaki pozbyto się pańskiego rogu, ślady po łańcuchach już się zagoiły? - Z zaciekawieniem uniosła brew, a wywołany do tablicy żołnierz jedynie spuścił spojrzenie, kiwając nieznacznie głową. Odpowiedź zdawała się usatysfakcjonować kobietę, która podeszła do jednej z komód, by z niewielkiej szkatułki wyjąć kilka kartek. Tak przygotowana usiadła na krześle obok niej, zakładając nogę na nogę i palcami wyprostowując materiał prostej sukni na jej udzie.
- Słyszałam, że się tego spodziewają, dlatego musimy zrobić coś, co ich zaskoczy. Zbije z tropu i podkopie morale wojsk, jednocześnie dodając otuchy naszym. - Spojrzenie kobiety powiodło po buzi ciemnowłosej, uważnie się jej przyglądając. Miała nadzieję, że ta zrozumie wagę powierzanego jej zadania. Frances była pewna, że nie zawiedzie i z pewnością wypełni powierzone jej zadanie. - Z tego powodu przygotowałam coś… nadzwyczajnego. Do naszego… przedstawienia, wykorzystamy pozyskanych w ostatnim czasie jeńców. - Była pewna, że posiadali wystarczającą ich ilość, aby zaplanowana sztuka zrobiła wrażenie na przeciwniku odpowiednie wrażenie. - Brakuje mi jednak wisienki na torcie jaki upieczemy, kilku specjalnych osób, bez których jutrzejsze… przyjęcie, nie będzie miało sensu. - Wiedziała, że jej słowa mogą brzmieć abstrakcyjnie, przed nikim jednak nie zdradzała swojego planu w obawie, przed ewentualnym niepowodzeniem przydzielanych wcześniej zadań. Nie, ten plan nie mógł wyciec, dlatego znany był jedynie jej. Ostrożnie wręczyła dziewczynie fotografie oraz spis najważniejszych informacji, jakie posiadała na temat… gwiazd jej sztuki. - Keaton jest sprawny, ma jednak zdolności  do pakowania się w kłopoty, a Philippa… Nie powinna stanowić większego problemu. -Krótko, gdyż wszystko zapisane było w dokumentach. Frances wstała, by powoli podejść do kolejnej szkatułki. - Pragnę, abyś przyprowadziła mi ich jutro, na dwie godziny przed bitwą. Żywych. Będą gwiazdami jutrzejszego przedstawienia, bez których nie będzie ono tak widowiskowe. Od ich obecności zależy wiele, mam więc nadzieję, że nie zawiedziesz.  - Była pewna, że nie zawiedzie, uważała jednak, że podkreślenie wagi sprawy nigdy nie zaszkodzi. Zwłaszcza, gdy od jej powodzenia zależał cały, większy plan jutrzejszego zwycięstwa. Jasnowłosa alchemiczka wyjęła ze szkatułki kilka fiolek, aby wręczyć je dziewczynie.
- Ten różowy to środek nasenny, wystarczy, że rozpylisz go w pomieszczeniu a zasną mocnym snem. Kolejne mikstury pewnie znasz, daję Ci je gdybyś potrzebowała wsparcia. Jeśli potrzebujesz do tej misji jeszcze kogoś, oddeleguję któregoś z oficerów. - Kolejne proste słowa, padły z jej ust. Nie chciała zabierać dziewczynie cennego czasu, wszak musiała działać szybko, aby zdążyli ze wszystkimi planami. - Nie zawiedź mnie, moja droga. - Proste pożegnanie, będące kolejnym podkreśleniem powierzanego jej zaufania. Wraz z tymi słowami, uwaga przywódczyni rebelii ponownie zwróciła się w kierunku jednorogiego minotaura. Wszak mieli wiele do zaplanowania, a jutrzejszy dzień zbliżał się wielkimi krokami. Pozostawało mieć nadzieję, że jej plan przyniesie odpowiednie skutki.




She is water.
Powerful enough to drown you.
Soft enough to cleanse you. Deep enough to save you.

Powrót do góry Go down
Veronica Findlay
Veronica Findlay

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

[SEN] Liar, liar, dress on fire Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Liar, liar, dress on fire   [SEN] Liar, liar, dress on fire I_icon_minitime11.06.20 1:18

Niewiele rzeczy miało jeszcze dla niej sens. Miała cel. Jeden konkretny i środki jego osiągnięcia nie grały większej roli. Jeśli miała być tą złą - świetnie. Byleby w końcu ugasić skłębiony kosmos pustki, w jaki przeistoczyło się jej serce. Melodramatycznie brzmiało? Nieważne. To również prowadziło ją obraną ścieżka, na której pojawiło się światło. Nie, nie było zwyczajne. Bardziej pewne, że ona spłonie w num jak ćma. Ale - wciąż było warto.
Kiedyś, manipulowała słowem niby bronią, korzystając z dobrodziejstw nabytych umiejętności. Dziś, częściej i bardziej świadomie sięgało po złowróżbne moce strażnicze, których przez moment się wyrzekła. Wróciła w ich posiadanie z chwilą, w której odebrano jej powody, by działać inaczej. Dziś - granice nie istniały. Te przekraczała bez oporów, napinając nawet te, należące do zebranych. Miała prawo, wyszarpywać uśpione umysły? prowokować do działania tych, którzy wciąż się bali?
Kiedyś czułaby satysfakcję, słysząc słowa Pani, ale teraz, beznamiętnie obserwowała, jak wywołuje kolejne sylwetki, jak w kilku zdaniach zmusza ich do reakcji. Findlay podążała tylko wzrokiem ścieżkę, którą wędrowała sławetna dowódczyni. Wciąż nieruchomo stojąc w miejscu, z zaplecionymi za plecami dłońmi ze spojrzeniem jadeitów, w której niezmiennie błąkał się cień. Z uwagą słuchała padających słów i tylko nieznacznie dłużej przytrzymała na sobie ślepia kolejnego z wywołanych żołnierzy - być może nieświadomy, kto własnie wpisywał swoją obecność w wyznaczaną misję. Wciąż - nieważne.
W skupieniu tez poddała się obserwacji jasnowłosej. Skinęła głową, rozsypując wokół twarzy ciemne pukle - Słucham, jestem gotowa - powinna zadrgać na samo słowo jeńców, zacisnąć wargi i przymknąć powieki, odsłaniając cierpienie i stratę. Jej syn był jeńcem. I jeśli kiedyś wierzyła jeszcze w moralne powinności, te spłonęły wraz z jej dzieckiem. Niech świat wrogów zapłonie razem z zemstą na nowo. Tym razem, to im karze patrzeć na koniec - Poznałam oboje - odpowiedziała lakonicznie, łącząc fakty. Nie miała większych sentymentów, by obrać rodzeństwo za cel. Tak samo winni, jak zgraja oprawców. Krótki opis i skrawki informacji, które otrzymała - były cenne i tylko głupiec myślałby inaczej. To o czym słyszała, stanowiło o słabościach, w które uderzyć powinna - Tak się stanie - jeszcze jedna, zdawałoby się, zdawkowa odpowiedź. Potwierdzała jednak tak pewność oraz prawdziwość podjętych działań, jak i świadomość konsekwencji. Nigdy nie rzucała słów na wiatr. Dwójka, którą miała przyprowadzić, chociaż pełna zdolności, nie mogła jej - im przeszkodzić. Przeważała ich doświadczeniem i przede wszystkim - uporem i zapalczywością. Ona - nie miała do stracenia już nic. Oni - wszystko.
Kolejnym skinieniem przyjęła niepozorne fiolki. Zawartość miała niezwykłe właściwości i wiedziała, że Pani była jedną z niewielu, które potrafiły uwarzyć coś o takiej mocy. Zwinnie oplotła palcami eliksiry, wsuwając każą do szerokiego pasa. Senny, garota, łza i banshee - Dziękuję, znajdą idealne zastosowanie - drobna, równie niepozorna iskra błysnęła na jej wargach - Potrzebuję kogoś, albo czegoś - do odwrócenia uwagi. Niech skupią się na czymś głośnym i widocznym - Przechyliła głowę, odrywając źrenice od jasnej buzi alchemiczki, by zmierzyć stojące równo, wokół stołu sylwetki głównych żołnierzy. W zamieszaniu łatwiej będzie przemknąć niepostrzeżenie, łatwiej zadać zdradziecki cios i ukryć, to czego nikt nie miał prawa zobaczyć. Specjalnie na przygotowany finał. Wiedziała, że nie odmówi się jej prośby - Oczekuj nas jutro, Pani - skłoniła się lekko, przez moment wpatrując się w oblicze władczyni. Ostatecznie odwróciła na pięcie w akompaniamencie furkotu płaszcza, który zatańczył wokół stóp i w kolejnej chwili cienista mgła wchłonęła ją, odsłaniając niedużą, skrzydlatą postać, która z prędkością umknęła w ciemności korytarza, a potem gwieździstej nocy. Czekała ją walka, różniąca się diametralnie od tej, która rozegrać się miała następnego poranka. Bez chwały, bez honoru i bez skrupułów. nie bała się zanurzyć dłoni we krwi. Wrócić miała zgodnie z życzeniem dowódczyni, z dwójką nieprzytomnych, pojmanych zdrajców. Wprost przed oblicze Pani.




As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Powrót do góry Go down
Frances Burroughs
Frances Burroughs

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka w Św. Mungu, przyjmuje prywatne zlecenia
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I want to be with those who know secret things or else, alone.
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

[SEN] Liar, liar, dress on fire Empty
PisanieTemat: Re: [SEN] Liar, liar, dress on fire   [SEN] Liar, liar, dress on fire I_icon_minitime17.06.20 17:45

Określenie wskazanych… aktorów jej przedstawienia rodzeństwem, z pewnością wywołałoby niesmak na jasnej buzi Frances. To ona była jego siostrą, a nie byle przybłęda która śmiała ukraść jej nie tylko brata, ale i część rodziny, tym samym skazując ją na brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony najbliższych. Tym ruchem, jej przyszła ofiara nieświadomie wywołała lawinę, której nie dało się zatrzymać, gdyż to właśnie poczucie zdrady ze strony najbliższych doprowadziło ją do tego momentu - gdy stała na czele buntu, przewodząc tym, którzy również zaznali bolesnych zdrad, ciosów i nieuczciwości. Powoli, małymi krokami z ofiar zmieniali się w drapieżników polujących na swoje ofiary. Sama Frances nie była w stanie stwierdzić w którym momencie ze zgrai pokrzywdzonych, rannych istot stali się nowym ruchem. Pełnym złości, nienawiści oraz chęci zemsty wymiarem sprawiedliwości, karzącym tych, którzy na tę karę zasłużyli.
- Kapitanie Taurus? - Po raz kolejny wywołała rosłego minotaura, pozbawionego jednego z rogów. Z pewnością stanowił dzisiaj jej główny obiekt zainteresowania, nie była jednak w stanie jasno stwierdzić, co dokładnie przyciągnęło jej dzisiejszą uwagę. - W Twoim oddziale znajdują się jednostki dywersyjne, prawda? - Krótkie skinięcie głowy kapitana było odpowiedzią, jaka usatysfakcjonowała przywódczynię.  - Proszę więc wydać rozkaz, aby jednostki dywersyjne narobiły tej nocy zamieszania w mieście. Ma być głośno oraz widocznie, nie chcemy przecież, by nasze plany się nie powiodły. - Kolejny uprzejmy rozkaz opuścił usta jasnowłosego dziewczęcia. Zależało jej na powodzeniu misji, która miała przeważyć o jutrzejszym zwycięstwie bądź klęsce a stawka, o którą grali była cholernie wysoka.
- Będę czekać. - Odpowiedziała, na chwilę odnajdując spojrzeniem szmaragdowe tęczówki mając nadzieję, że dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z wagi powierzonego zadania. Krótkie skinięcie głowy było sygnałem, aby zarówno kobieta jak i kapitan oddalili się do przydzielonych im zadań, to jednak nie był koniec spotkania - do ustalenia, pozostało wiele szczegółów o większym, bądź nieco mniejszym znaczeniu, cały czas jednak istotnych w jej oczach.
Bezsenność towarzyszyła jej przez większą część nocy. Ich obóz, mimo iż doskonale ukryty czarami, nie znajdował się w dużej odległości od miasta. Byli na tyle daleko, by schronienie można było uznać za bezpieczne, lecz na tyle blisko, że stojąc przed swoim namiotem panna Burroughs mogła dostrzec kolorowe wybuchy malujące się nad miejskimi murami, nie raz słysząc echa potężnych wybuchów bądź efektów dźwiękowych, podłożonych przez jednostkę dywersyjną. Zdawać by się mogło, że wszystko szło dokładnie tak, jak zaplanowała, w sercu dziewczęcia nadal jednak tkwiła niepewność, oraz napędzane nią wątpliwości. Kilka razy upewniała się, że nie popełniła żadnego, chociażby najmniejszego błędu w zaplanowanych działaniach. Sen nadszedł dopiero nad ranem, wraz z szarością poranka.
Nie spała jednak długo, ledwie dwie, może trzy godziny pozwalające zregenerować siły przed jakże wielkim dniem. Początek dnia oznaczał początek przygotowań, rozpoczynając od przygotowania jej, szybka toaleta, dobranie odpowiedniej, granatowej sukni z głębokim wycięciem oraz ułożenie włosów, by prezentowała się należycie do okazji. Była twarzą rebelii, głosem pokrzywdzonych oraz ich nadzieją, na lepsze jutro. To wymagało odpowiedniej prezencji. Następne godziny minęły szybko, mimo wypełnienia pracą nad przygotowaniami do bitwy oraz jej teatrzyku. Zaopatrzenie wojowników oraz lazaretu w eliksiry, dopilnowanie każdego, najmniejszego detalu oraz kolejna narada z dowodzącymi poszczególnych oddziałów.
Napięcie wzrastało z każdą godziną oczekiwania na wieści, dotyczące powodzenia zleconej przez nią misji. Równo dwie i pół godziny przez bitwą, Frances w towarzystwie kilku kapitanów udała się na wzgórze wznoszące się nad planowanym polem bitwy, by sprawdzić, czy wszystko zostało przygotowane tak, jak zaplanowała.
Pierwszym, co rzucało się w oczy były… stosy. Zgrabnie ułożone kłody drewna otaczające wysokie pale, rozstawione w odległości ledwie kilku metrów od siebie, po jednym dla każdego z jeńców.
- Wyśmienicie. Musimy powitać wroga czymś, co zrobi na nim wrażenie. - Pochwała opuściła usta dziewczęcia, obserwującego jak żołnierze skrupulatnie zapełniają stosy kolejnymi jeńcami, przywiązując ich do wysokich pali. - Dwa stosy w połowie wzgórza mają zostać puste, do czasu powrotu żołnierzy z nocnej misji. Mają stawić się u mnie niezwłocznie po powrocie. - Jednorogi minotaur ponownie usłyszał rozkazy, gdy Frances obserwowała przygotowania do swojej sztuki, jednocześnie niecierpliwiąc się w oczekiwaniu na wieści, dotyczące powodzenia zleconej misji.




She is water.
Powerful enough to drown you.
Soft enough to cleanse you. Deep enough to save you.

Powrót do góry Go down
 

[SEN] Liar, liar, dress on fire

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20