Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Turn your heads to the sky, 1953

Go down 
AutorWiadomość
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

Counting bodies like sheep
To the rhythm of the war drums

OPCM : 15
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Metamorfomag

Turn your heads to the sky, 1953 Empty
PisanieTemat: Turn your heads to the sky, 1953   Turn your heads to the sky, 1953 I_icon_minitime08.05.20 21:28

28 marca 1953

Nie była pewna, ile czasu minęło, odkąd ostatnim razem pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku. Jeśli nie przebywała akurat w Ministerstwie, to zamykała się w domowym zaciszu, wertując kolejne wydania Proroka Codziennego czy Walczącego Maga, skrobiąc niezliczone notatki i raporty, niekiedy tylko wybierając się na jakże relaksujące spacery do biblioteki. Coraz dotkliwiej odczuwała, że potrzebuje czegoś innego, czegoś, co choćby na kilka godzin miałoby skutecznie odciągnąć myśli od prowadzonych śledztw, od flegmatycznej i jakże irytującej Mathildy, z którą dzieliła gabinet czy od tych współpracowników, którzy wciąż próbowali traktować ją jak żółtodzioba, choć przecież szkolenie wstępne ukończyła już jakiś czas temu. Długo wahała się nad napisaniem do Caleba – starszy brat na pewno nie odmówiłby spotkania, nie widzieli się przecież od kilku długich tygodni – mimo to koniec końców zdecydowała się na zgoła odmienny pomysł, dając sobie przyzwolenie na ucieczkę w samotność i ciszę.
Do skrywanego przez ciekawskim wzrokiem mugoli jeziora Magicznej Sasanki mogła dojść na piechotę i tak też uczyniła, delektując się chłodnymi powiewami wiatru czy bladymi promieniami marcowego słońca powoli wspinającego się po nieboskłonie. Nie mijała wielu przechodniów, godzina była jeszcze wczesna, co wcale jej nie zniechęcało, wprost przeciwnie; łudziła się, że dzięki temu tereny otaczające sadzawkę będą opustoszałe, że nikt nie będzie przeszkadzać w kontemplowaniu budzącej się do życia przyrody i kreśleniu niezobowiązujących szkiców. Po niespełna godzinie dotarła na miejsce, leniwie rozglądając się dookoła, wodząc wzrokiem od spokojnej tafli wody do pobliskich pagórków, i choć nigdzie nie ujrzała nikogo innego, to nie zatrzymała się na otwartym terenie, gdzie podczas cieplejszych dni lewitowały idealnie nadające się do pikników dywany, zamiast tego ruszając dalej, ku majaczącym w oddali brzozom. Chwilę zajęło jej odszukanie właściwej ścieżki, lecz kiedy już znalazła się na skrytej przed wzrokiem innych, ginącej między białawymi pniami gęsto rosnących drzew polanie, mimowolnie wygięła usta w bladym uśmiechu. Dopiero teraz mogła odetchnąć pełną piersią, spróbować zapomnieć o troskach dnia codziennego, poszukać ratunku wśród cichego trelu ptaków.
Niewiele robiąc sobie z faktu, że nadal mieli marzec, a trawa była wilgotna od niedawnego deszczu, zajęła miejsce przy jednym z większych drzew, wspierając się o nie plecami. Usadziła się tak, by móc spoglądać w kierunku jeziora, którego brzeg znajdował się ledwie kilka metrów dalej – również dlatego, że zamierzała naszkicować fontannę, od której wzięło ono swą nazwę, jako pierwszą. Była przy tym święcie przekonana, że żaden inny czarodziej nie zboczy z upstrzonej lampionami alejki, a jeśli nawet – to nie odnajdzie akurat tego, wybranego przez nią, zakątka lasu. Dlatego też bezzwłocznie sięgnęła do torebki po swój nieodłączony notes, by niewiele później zgarbić się nad jego żółtawymi, gruboziarnistymi stronicami i zacząć kreślić pierwsze kształty, wpierw – by przypomnieć sobie odpowiednie ruchy, później – by odwzorować obraną za pierwszy cel Sasankę. Nie była pewna, ile minęło czasu, gdy postanowiła zmienić nieco pozycję, wyprostować nogi i spojrzeć na sporządzony szkic z nieco większej odległości, wszak zmiana perspektywy zwykle pomagała w dostrzeżeniu w pracy niedoskonałości. Odgarnęła wierzchem dłoni – wiedziała przecież, że palce pobrudzone ma grafitem, oduczyła się już powtarzania tych samych błędów – opadające na twarz włosy, westchnęła cicho i po krótkich oględzinach rysunku przeniosła wzrok na skąpaną w promieniach słońca taflę jeziora. W samą porę, by kątem oka zauważyć wyłaniającego się spomiędzy brzóz mężczyznę. Co on, na słodką Rowenę, tutaj robił? Skąd wiedział o tym miejscu…? Momentalnie zmarszczyła brwi, niezbyt zadowolona z takiego obrotu spraw, nie powiedziała jednak nawet słowa, obserwując nieznajomego w milczeniu. Wyglądało na to, że jej nie zauważył – i dobrze. Nie miała zamiaru zwracać na siebie jego uwagi. Z początku łudziła się, że po kilku minutach ruszy w dalszą drogę, jak gdyby jego cicha i nienachalna obecność miała uniemożliwić jej kontynuowanie dotychczasowego zajęcia, nic jednak na to nie wskazywało. Szybko poddała się, godząc z niechcianym towarzystwem, co więcej – planując wykorzystać to nieoczekiwane spotkanie do swych celów. Czarodziej był tak zamyślony, zapatrzony w rozciągający się przed nimi krajobraz, że nadal nie zdawał sobie sprawy z jej obecności. Maeve zaś postanowiła zrobić z tego użytek i stworzyć nowy szkic, wszak wiedziała, że powinna poćwiczyć wierne odwzorowywanie rysów twarzy, a na nikim nie ćwiczyło się lepiej niż na nieznajomych. Dlatego też bez większych oporów porzuciła studium fontanny i wzięła się za kolejną pracę, co jakiś czas spoglądając w kierunku profilu mężczyzny, mrużąc przy tym oczy, próbując przeanalizować, jakie proporcje miał jego nos czy linię żuchwy… Poczuła silniejszy podmuch wiatru przynoszący ze sobą charakterystyczny zapach mokrych liści, ściółki, a także coś jeszcze, coś całkowicie niespodziewanego. Wyraźnie drgnęła, gdy to coś nagle zakłóciło jej spokój, tym samym przyśpieszając bieg serca, prawie przyprawiając o zawał – dopiero po chwili zrozumiała, że na kolanach ma kapelusz, a w jej kierunku zmierza jego właściciel.




summertime sadness
Powrót do góry Go down
 

Turn your heads to the sky, 1953

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20