Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Część kuchenna
AutorWiadomość
Część kuchenna [odnośnik]10.05.20 20:19
First topic message reminder :

Część kuchenna

zaopatrzenie

Główne pomieszczenie w chatce zajmuje kuchnia, której część wydzielono i przeznaczono na spiżarnię. Szafki i kufry, w większości wykonane własnoręcznie przez Billy'ego, oprócz standardowych sprzętów kuchennych, kryją w sobie też wszystko to, co nie zmieściło się nigdzie indziej. Można tu więc znaleźć zarówno garnki, sztućce i talerze, jak i ubrania na zimę, buty i nieużywane już szaty do Quidditcha; na ograniczonej drastycznie przestrzeni nie panuje jednak bałagan, a w pozornym szaleństwie jest metoda - każdy przedmiot ma tutaj swoje starannie wyznaczone miejsce, a cały dobytek Billy'ego jest schowany przed spojrzeniami ewentualnych gości. W kuchni są tylko dwie pary drzwi: jedne prowadzą do wspomnianej już spiżarni, drugie - do wąskiego korytarzyka, z którego można następnie przejść do maleńkiej łazienki. Dwie drabinki o drewnianych stopniach prowadzą na półpiętra, na których upchnięto sypialnię i salonik.

[bylobrzydkobedzieladnie]


I've polished this anger and now it's a knife


Ostatnio zmieniony przez William Moore dnia 26.02.21 19:35, w całości zmieniany 2 razy
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore

Re: Część kuchenna [odnośnik]07.02.21 17:01
| 2 października (Płazy z Oazy, etap I)

Przejście od trwających tygodniami rozważań nad pomysłem do jego faktycznej realizacji nigdy nie było proste – choć wbrew pozorom problemem nie był wcale brak motywacji ani chęci do pracy; do rozpoczęcia budowy boiska palił się już od dłuższego czasu, właściwie – odkąd dowiedział się, że nestor Macmillanów zaoferował jego sfinansowanie, ale najpierw na pierwszy plan wysunęła się konieczność przygotowania Oazy do nadchodzącej zimy, a później sierpniowo-wrześniowe wydarzenia sprawiły, że przez kilka tygodni nie był w stanie skupić się na niczym. Teraz również nie było to łatwe, czuł się rozproszony, niespokojny; nie spał najlepiej – budząc się z przerażająco realistycznych koszmarów tylko po to, żeby po chwili wpaść w kolejny, tym razem mający miejsce na jawie. Nie chcąc budzić Amelii, kilka dni po powrocie z Azkabanu przeniósł się na kanapę w saloniku, to jednak nie sprawiło, że nękająca go bezsenność minęła; wprost przeciwnie – sam czuł się jeszcze gorzej, słyszał zdające się dobiegając z ciemnych kątów szepty, a kształty oświetlonych słabo przedmiotów przekształcały się na jego oczach w pozbawione twarzy sylwetki, pochylające się nad nim, wyciągające dłonie o szponiastych palcach.
Musiał się od tego oderwać.
Projekt boiska, który od paru dni starał się doprowadzić do końca, zajmował już niemal całą maleńką kuchnię: pergaminy i szkice, poprzyciskane do płaskich blatów kubkami i talerzykami, zakrywały częściowo rozpisane starannie listy materiałów i arkusze z prostymi obliczeniami. Teren, na którym miała stanąć główna konstrukcja – trybuny i zabudowania z magazynami, słupki i barierki – był mocno podmokły, co z jednej strony czyniło go idealnym (bo nienadającym się do posadowienia mieszkalnych chat ani schronień), z drugiej przysparzając dodatkowej pracy już na etapie projektowania. Musiał upewnić się, że wszystko będzie na tyle stabilne, by nie zapaść się w miękkim, odkształcającym się pod obciążeniem gruncie, sporo czasu poświęcił więc fundamentom – te musiały sięgnąć głęboko, najlepiej do tworzących Oazę skał; myśląc o nich, podszedł do największego z arkuszy, na którym pokrótce rozpisał wszystkie etapy budowy, i który miał później zawisnąć w starej chacie, dostępny dla wszystkich, którzy chcieliby mu pomóc. Pochylił się nad pergaminem, naostrzonym ołówkiem dopisując do ogólnych uwag tę dotyczącą dbałości o posadowienie; proces miał zamiar nadzorować osobiście, ale zdawał sobie sprawę, że nie mógł być wszędzie – chciał więc jak najwięcej informacji zawrzeć na projekcie.
Kiedy skończył, przesunął nieco rysunek w bok, przy okazji prawie strącając łokciem jedną z ostatnich niewyszczerbionych szklanek; złapał ją w ostatniej chwili, odstawił ostrożnie na blat, i zajął się opisywaniem poszczególnych elementów konstrukcji: ławek i schodów, otaczającej boisko barierki, trzech kropek po każdej stronie oznaczających pętle, przez które przerzucało się kafla. Delikatne kreski pomiędzy oznaczeniami opisywały wymiary i kąty, które trzeba było później zmierzyć i wyznaczyć w terenie; budynki co prawda nie musiały być ulokowane z dokładnością do centymetrów, ale samo boisko już powinno mieć właściwy kształt i wielkość – wiedział, że jego młodzi zawodnicy z pewnością zwrócą na to uwagę. Miał wrażenie, że kilku z nich słyszał – odległe okrzyki wpadały przez otwarte na oścież drzwi do kuchni razem z chłodnym, jesiennym powietrzem. To był jego nowy nawyk: praca przy otwartych drzwiach i uchylonych oknach, zawsze wtedy, gdy Amelii akurat nie było w domu; uciążliwy, zmuszający go do noszenia w chacie kilku dodatkowych warstw ubrań, ale jednocześnie chroniący go przed budzącą niepokój ciszą. Tej ostatniej znieść nie był w stanie, nie w ostatnim czasie; robił więc wszystko, byle tylko ją zakłócić: nuceniem, rozmowami z córką, nasłuchiwaniem odgłosów toczącego się w Oazie życia. To były drobnostki, przypominały mu jednak skutecznie o tym, gdzie był – a przede wszystkim, gdzie nie był.
Oderwał ołówek od szorstkiej powierzchni pergaminu, robiąc krok do tyłu i przyglądając mu się z dystansu. Wydawało się, że nie zapomniał o niczym, sięgnął więc do arkusza, żeby zwinąć go w rulon i zabezpieczyć magicznie przed przypadkowym rozwinięciem; później zebrał ostrożnie resztę bardziej szczegółowych szkiców, segregując je uważnie i chowając do prostej, papierowej teczki. Uśmiechnął się, pozostawało zabrać się do pracy – i kiedy myślał o tym, że za jakiś czas te linie i łuki nabiorą realnych kształtów, miał ochotę zacząć natychmiast.

| zt (quidditch II, +60 do rzutu) [bylobrzydkobedzieladnie]


I've polished this anger and now it's a knife


Ostatnio zmieniony przez William Moore dnia 07.02.21 17:02, w całości zmieniany 1 raz
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Część kuchenna [odnośnik]07.02.21 17:01
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 37
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Część kuchenna [odnośnik]01.04.21 12:45
| 02.10

Drobne dłonie alchemiczki wsunęły do torby parę fiolek wypełnionych miksturą antydepresyjną. Sama też powinna ją zażywać, jednak często to zaniedbywała, odstępując fiolki z lekarstwem innym, którzy w jej mniemaniu mogli go potrzebować bardziej. Postępem był jednak fakt, że wróciła do regularnego warzenia – a przynajmniej na tyle regularnego, na ile pozwalała jej dostępność ingrediencji. W Oazie była całkowicie zależna od dostaw z zewnątrz, co tyczyło się zarówno składników alchemicznych, jak i nawet jedzenia.
Płaszcz zwisał na niej coraz luźniej, musiała mocno ścisnąć go paskiem, by nie wisiał wokół wątłej talii niczym worek. Głód tylko pogłębił to, co przed miesiącami rozpoczęła depresja i Charlie zauważalnie zmarniała, coraz mniej przypominając siebie sprzed ledwie roku. Jeszcze rok temu jej życie wyglądało zupełnie inaczej, miała wciąż żywą siostrę, pracę którą kochała i normalną codzienność zwyczajnej czarownicy. Była pełna pasji i marzeń, zdrowa, uśmiechnięta i rumiana, dziś zaś była wychudzona, blada i z podkrążonymi oczami, w których nie przestawał czaić się lęk i niepokój o przyszłość.
Przerzucając pszeniczny warkocz przez ramię opuściła swoją chatkę, kierując się ścieżkami pomiędzy oazową zabudową ku chatce Billy’ego Moore. To jemu miała zanieść eliksiry, których potrzebował po swojej niebezpiecznej wrześniowej wyprawie do Azkabanu. A Charlie może nie nosiła już miana Zakonniczki, jednak Zakonnicy wciąż mogli liczyć na jej mikstury. Przynajmniej teraz, bo wiosną i latem, kiedy jej depresja była najgłębsza, różnie z tym bywało, przez swoje pierwsze tygodnie w Oazie w ogóle nie opuszczała chatki, nie dbała o siebie ani o nic, bo nie potrafiła się pogodzić z niesprawiedliwością która ją spotkała. Dopiero w okolicach sierpnia zaczęła bardziej odżywać i angażować się mocniej w życie Oazy i jej społeczności. Powrót do warzenia eliksirów oraz rozpoczęcie dawania korepetycji dzieciakom z okolicznych chat sprawiło, że znów zyskała więcej motywacji do codziennego wstawania z łóżka. Jej dawne życie dobiegło końca, rozsypało się niczym domek z kart zdmuchnięty wiatrem, ale tu, w Oazie, musiała spróbować poskładać na nowo chociaż jego namiastkę i czekać w nadziei na koniec wojny, tak jak czekali inni mieszkańcy Oazy, którzy jak ona utracili wcześniejsze życie i byli zmuszeni do ucieczki.
Dotarła w końcu do odpowiedniej chatki. Nie była pewna, czy Billy jest w środku, czy może opuścił domek rzucając się w wir obowiązków wobec mieszkańców Oazy. Tak czy inaczej zamierzała zostawić dla niego eliksiry. Nieco nieśmiało zapukała do drzwi, cierpliwie czekając na ich otwarcie, ale pojawiła się w nich inna sylwetka, choć niewątpliwie podobna do Billy’ego. Rozpoznała, że to jej brat, który także niedawno zamieszkał w Oazie, ale jeszcze nie miała okazji zamienić z nim więcej słów niż powitalne formułki.
- Eee… cześć – odezwała się nieco niepewnie. – Czy zastałam Billy’ego? Mam dla niego eliksiry, o które prosił.
Uśmiechnęła się blado, a jej zielone jak u kota oczy przesunęły się po sylwetce mężczyzny, który podobnie jak i ona musiał porzucić swoje życie i zamieszkać tu, w Oazie.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Część kuchenna [odnośnik]02.04.21 21:28
Kiedy Charlene pukała do drzwi, Cillian odkładał uniesioną wcześniej różdżkę na swoje miejsce, do tylnej kieszeni spodni. Dostrzegł sylwetkę dziewczyny rysującą się w oddali już dawno i dopiero kiedy rozpoznał w niej mieszkającą blisko alchemiczkę, uspokoił się i zrezygnował z pozycji obronnej, którą przyjął mimowolnie. Jeszcze się nie przyzwyczaił do tego, że nie musi wypatrywać w oczach każdego, kto puka do drzwi, czy nie zechce go dźgnąć nożem pod żebra - co za nowość, względne bezpieczeństwo, spanie w miarę spokojnie. Może nie tak spokojnie jak kiedyś, tak dobrze nie było i jeszcze długo nie będzie (oby kiedyś!), ale to jakiś krok, że nie wadzi poduszka pod głową, że się nie śpi z boku na bok, przynajmniej nie co noc.
Drzwi otworzył z uśmiechem, na który silić się nie musiał - mimo trudów, z jakimi się spotkał, przychodził mu on z lekkością. Włosy pisarza były nieułożone. Opadały mu niesfornie na oczy i czoło, dodając jego aparycji sporo roztrzepania - przeczesał je jedynie palcami nim chwycił za klamkę i na tym poprzestał. Niebieskie, rozpalone troską oczy wpatrywały się w wychudzoną postać dziewczęcia, które przywitało się z nim niepewnie. Nie należał do osób, którym umykały detale - nie mógł nie spostrzec tego jak mizernie się prezentowała, a widok ten wzniecał mu w sercu jakąś nieznaną przed tym całym konfliktem iskrę.
- Panna Leighton, miło panią widzieć - powitał ją, podając jej przy tym dłoń. Uczynił to w sposób przyjacielski, jak gdyby znali się od dawna. Zapewne był zdaniem wielu wyprany z resztek ogłady, jednakże nie w jego guście byli ludzie, którzy w takich momentach marszczyli brwi - niechaj inni będą niewolnikami konwenansów. - Minęliście się z Billym, ale gdzież go wywiało? Nie wiem. Jeżeli to nie jest coś, co chcesz mu przekazać osobiście, możesz zostawić to w środku, ewentualnie... jeżeli nie spieszy ci się nigdzie, możesz poczekać. Nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać, a ja akurat zaplątałem się w słowach tak poważnie, że chyba tylko miła rozmowa jest w stanie mnie z tego uratować. Nie nalegam oczywiście. Szczerze mówiąc, to chciałem cię niedawno odwiedzić, żeby zadać kilka pytań.
Analizował jej twarz, czekał na zgodę lub skinienie głową, a kiedy się tego doczekał, odsunął się z wejścia na tyle, aby mogła bez skrępowania przekroczyć próg pomieszczenia. Miał nadzieję, że jej nie odrzuci lekki bałagan - papiery rozrzucone na kuchennym blacie, który służył mu od jakiegoś czasu za prowizoryczne biurko. Część kartek ułożona już była jedna na drugiej, część jeszcze schła w cieple paleniska. Kilka, tych nieudanych, wylądowało w ustawionym obok drewnianego stołka koszu. Głową skinął w stronę tej uporządkowanej, nienaruszonej jego egzystencją części, w której znajdowały się siedziska.
Ależ się cisnęło na usta: dobrze się panna czuje? Po szybkim namyśle nie śmiał tych słów wypowiedzieć na głos. Utkwiły mu w gardle. Odpowiedź mogła go przytłoczyć bardziej niż kolejny pożar. Każdy, kto go znał, wiedział jednak, że to prędzej czy później bez opamiętania chlapnie, a następnie ugryzie się w język.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Część kuchenna [odnośnik]07.04.21 12:48
Charlie nie zdążyła w sobie wykształcić tego typu odruchów. Nigdy nie potrafiła walczyć, więc w jej przypadku sięgnięcie po różdżkę i tak niewiele by dało, mogłaby co najwyżej spróbować wsadzić ją komuś w oko lub wystrzelić kilka iskier. W sytuacji zagrożenia raczej zadziałałby u niej instynkt ucieczki, chęć jak najszybszego zmienienia się w kota i ewakuowania się możliwie jak najdalej od potencjalnego niebezpieczeństwa. Nigdy nie należała do szczególnie odważnych ludzi, cały przydział odwagi i umiejętności obronnych przeznaczony dla sióstr Leighton zgarnęła zmarła przed rokiem Vera.
Poza tym mieszkała w Oazie już od miesięcy, przywykła do rytmu życia w tym miejscu, do tego, że może jest tu skromnie, biednie i ciasno, ale przynajmniej nie musi się bać, że zostanie wywleczona z domu przez ministerialne służby lub kogoś jeszcze gorszego. Jednak mimo to Oaza czasem kojarzyła się z więzieniem, skoro nie mogła tak po prostu wychodzić kiedy chciała, ale takie już były konsekwencje listu gończego, który obiecywał wielką nagrodę za jej głowę. Musiała się ukrywać dla bezpieczeństwa nie tylko swojego, ale i innych. Była teraz całkowicie zależna od Zakonu Feniksa tak jak inni mieszkańcy Oazy. Jak i oni otrzymywała wydzielone skromne racje żywnościowe, z których musiała korzystać rozważnie, bo nie wiadomo, kiedy nadejdzie kolejna dostawa zaopatrzenia. Dlatego jej posiłki były skromne i wciąż dopiero przyzwyczajała się do uczucia głodu, którego nie mogła zaspokoić w pełni, bo zapasów musiało wystarczyć na kolejne dni. Jej dieta była też bardzo mało zróżnicowana, co także miało wpływ na mizerny wygląd. Dawniej, kiedy żyła na wolności i mogła normalnie się odżywiać była zdrowa i rumiana, dziś blada i wychudzona, a ubrania wisiały na niej jak na wieszaku, choć starała się przynajmniej próbować ukrywać swą mizerność, żeby nie martwić innych. Choć z drugiej strony, kto z mieszkańców Oazy nie był teraz mizerny?
Zapukała, nie zastając jednak Billy’ego, a jego brata, który zamieszkał tutaj niedawno, a alchemiczka nie zdążyła go lepiej poznać. Dotychczas wiedziała głównie tyle, że ktoś taki po prostu istnieje, w Hogwarcie z racji różnicy paru lat nie mieli okazji bliżej się poznać, każde z nich miało swoje grono znajomych. Może już prędzej Vera, jako Puchonka, mogłaby mieć z nim wtedy do czynienia więcej? Niestety już siostry nie spyta o to, czy znała Cilliana.
Odwzajemniła jego uśmiech, nieco nieśmiało, ale szczerze. Wiedziała, że tu w Oazie nie musi się bać, że skoro on tu był, to znaczyło, że również nie był bezpieczny na zewnątrz. Był mugolakiem i bratem poszukiwanego Zakonnika, nie mógł czuć się bezpieczny. Podała mu drobną dłoń, a mężczyzna mógł bez problemu wyczuć, jak chuda była. I lodowata; z powodu niedożywienia jej dłonie często były zimne, nawet gdy znajdowała się w pomieszczeniu.
- Mi też – odezwała się. – Pewnie ma sporo spraw, dużo pomaga mieszkańcom Oazy. Mogę eliksiry zostawić, ale mogę i poczekać. Nie spieszy mi się nigdzie, u siebie i tak siedziałabym teraz sama – zgodziła się, bo i tak dzisiaj nie była z nikim umówiona na korepetycje, a poza tym i jej rozmowa dobrze zrobi. Nie powinna tyle siedzieć samotnie za jedyne towarzystwo mając koty, bo wtedy była zbyt podatna na nawroty depresyjnych myśli. Zwłaszcza że zbliżała się rocznica śmierci Very. Dlatego zgodziła się dotrzymać mężczyźnie towarzystwa. Nie znała go dobrze, ale tu w Oazie wszyscy byli towarzyszami niedoli. Nieważne kim byli we wcześniejszym życiu, tu wszyscy jechali na jednym wózku. – Naprawdę chciałeś mnie odwiedzić? – wyraziła swoje zdziwienie, wsuwając się głębiej do pomieszczenia i rozglądając się z ciekawością po chatce. Panował tam rozgardiasz, ale jej własna chatka w czasie najgłębszej fazy depresji wyglądała dużo gorzej, dlatego daleka była od oceniania. – Też potrzebujesz jakichś eliksirów, czy może powód był inny? – Czy to przez listy gończe? A może przez Verę? Może się kiedyś znali? – Chyba mieszkasz tu dość krótko, prawda? – zastanowiła się. Niewiele o nim wiedziała, ale też chciała się czegoś dowiedzieć. Ot, naturalna chęć poznania kogoś.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Część kuchenna [odnośnik]07.04.21 23:08
Na wieść, iż ona również podchodziła do spotkania z entuzjazmem, Moore zatrzepotał rzęsami w iście teatralny sposób. Tak też się poruszał - jakby mała chatka, w której przyszło mu zamieszkać z rodziną w najcięższych czasach, jakie ich do tej pory dotknęły, była w rzeczywistości sceną. Każda podłoga była dla niego w jakimś stopniu deskami teatru. Do tego przecież przywykł, taką rzeczywistość kochał całym sercem, bo przesiąkł tym wszystkim przed laty i się z tego jarzma uwolnić nie mógł. Nie zachowywał się jednak w sposób karykaturalny, czy nienaturalny - po prostu wyolbrzymiał pewne gesty, jakby chciał uczynić każdą sekundę swojego towarzystwa na swój sposób wyjątkową.
Ucieszyło go zrozumienie, którym obdarowała jego brata. O ile krytykę swoich działań i dystans, jakim go obdarzano, znosił dobrze, to kiedy ktoś czepiał się czegokolwiek, co robił Billy, Cillian czuł jakiś dziwny ucisk w żołądku. Może to pozostałości z tego, jak w czasach szkolnych próbował gnębić jego prześladowców, może zwyczajna nadopiekuńczość. Z jego twarzy nie zniknęły ani ciepły uśmiech, ani troska. Roztaczał wokół siebie ciepłą i przyjazną aurę.  
- W takim razie cieszę się, że możemy dotrzymać sobie towarzystwa - powiedział, po czym zamknął za nią drzwi. Silly rzadko o tym mówił, ale kiedy zbyt długo przebywał samotnie, usychał. I oczywiście, żaden człowiek nie chciał być sam, ale u niego okres czasu, po jakim zaczynał więdnąć, był piekielnie krótki. Chociaż potrafił docenić ciszę i spokój, wolałby do końca życia wsłuchiwać się w nocy w czyjeś chrapanie, niż nie mieć go obok. Sposób, w jaki egzystowała w tych czasach Charlene określiłby pewnie mianem wegetacji.
- Naprawdę - przyznał, nie do końca rozumiejąc zdziwienie, którego Charlene nie zdołała ukryć.
- Nie, eliksiry nie są mi potrzebne i tak - mieszkam z bratem od niedawna. Powodów… tłumaczyć chyba nie muszę. Świat zwariował, panno Leighton, to chyba nie ulega niczyjej wątpliwości.
A może zawsze był szalony, tylko Silly próbował tego nie dostrzegać? Odczuwał przecież te  napięcia i konflikty już od dawna, od czasów młodości. Ciągnęły się latami, istniały jeszcze zanim przyszło mu się urodzić. Dla niektórych lepiej było być bestią, potworem w ciele człowieka, szaleńcem, byleby nie być szlamą. Mimo tego, że kąciki ust Cilliana wciąż unosiły się do góry, jego wyraz twarzy nieco posmutniał, jakby coś mu w oczach zgasło. Trwało to krótki moment, ale było łatwe do wyłapania - chwilowe pęknięcie na masce, którą przywdział wraz z jej wejściem do środka. Pokręcił głową, porzucił temat. Wskazał jej miejsce, w którym mogła zostawić rzeczy, a następnie jedno z siedzisk.
- Poza oczywistym poznaniem lepiej mieszkańców Oazy, chciałem poruszyć z tobą temat, który łamie moje serce od czasu, kiedy mojemu bratu przyszło nie ukończyć ostatniego roku Hogwartu. Edukacji. Oazę zamieszkuje sporo młodych osób, którym niedane jest i możliwe, że nigdy nie zaznają edukacji na miarę tej, jakiej zaznaliśmy my.
To powiedziawszy, usiadł naprzeciw niej.
- Popraw mnie jeżeli się mylę, bo przyszło mi ostatnio przyswoić wiele informacji - czy nie ty zorganizowałaś w ostatnim czasie, lub planowałaś zorganizować, jakieś zajęcia dla zamieszkujących tę wyspę dzieci?
Chociaż Moore własnego potomka nie doczekał się nigdy, bo najwyraźniej mimo pisania o miłości nie po drodze mu z nią było, to miał naprawdę miękkie pod tym względem serce jeżeli o dzieci chodziło. Obserwowanie cierpienia, strachu i zaniedbania kiełkujących wśród tych najbardziej bezbronnych i podatnych na negatywne tego skutki wywierało na nim silą presję. Nie potrafił przejść obok obojętnie.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Część kuchenna [odnośnik]08.04.21 14:48
Bywały chwile, kiedy Charlie naprawdę doskwierała samotność i potrzebowała towarzystwa. W Oazie teoretycznie nietrudno było je znaleźć, bo wioska była przeludniona i na każdym kroku można było kogoś napotkać, ale nie zawsze na każde towarzystwo miało się ochotę. Czasem było i tak, że Charlie z jednej strony chciała towarzystwa, ale z drugiej ciągnęło ją do tego, by zamknąć się samotnie w chatce z kotami i odciąć się od wszystkich. Szczególnie często doskwierało jej to w pierwszych miesiącach w Oazie, wtedy dość mocno izolowała się od ludzi i dopiero od sierpnia zaczęła angażować się w społeczność Oazy, dochodząc do wniosku, że nie może wiecznie tylko wegetować i babrać się w rozpaczy po utraconym życiu.
Uśmiechnęła się ciepło, bo brat Billy’ego wydawał się towarzystwem dość ciekawym, tym bardziej że nie był od niej wiele starszy, dzielące ich trzy lata to było prawie nic. W Oazie większość mieszkańców stanowili ludzie starsi od niej o kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat albo dzieci, takich w zbliżonym wieku było relatywnie niewielu, bo wielu młodych pewnie walczyło.
Rozumiała że Billy był zajęty i właściwie to bardziej by się zdziwiła, gdyby go zastała. Naprawdę podziwiała go za to, że miał tyle chęci i zapału do pomocy mieszkańcom w różnych sprawach.
Kiedy wspomniał o chęci rozmowy w pierwszej kolejności pomyślała o eliksirach, bo wielu mieszkańców przychodziło do niej właśnie po eliksiry, i to od mikstur zaczynały się jej kontakty i relacje z nimi. Wieści o jej umiejętnościach rozchodziły się po Oazie szybko, a Charlie nie była jakąś tam byle jaką alchemiczką-amatorką, a profesjonalistką, mistrzynią w swoim fachu i jej eliksirom leczniczym można było ufać.
- Gdybyś kiedyś jakiegoś potrzebował to daj znać, coś się pomyśli – rzekła. – I niestety to prawda, świat zwariował i trudno uwierzyć, że kiedyś każde z nas wiodło zupełnie zwyczajne życie i problemy, które wtedy były problemami, dziś tracą na znaczeniu. – Kiedyś martwiła się tym, co i inne młode czarownice. Żyła przede wszystkim pracą którą uwielbiała, ale i marzyła o ułożeniu sobie życia, o tym żeby kogoś poznać i stworzyć szczęśliwą rodzinę. Dziś była uciekinierką, poszukiwaną listem gończym zbrodniarką (choć tak naprawdę nic nie zrobiła, ale ministerstwo i tak ją napiętnowało), która zmuszona była żyć w Oazie, głodować i znosić stałą niepewność przyszłości. – W każdym razie przykro mi, że i ciebie życie zmusiło do ukrycia się tutaj. Ja tu tkwię już od maja, ale gdyby wszystko wyglądało tak jak powinno, to nikt z mieszkańców Oazy nie musiałby tu być.
W normalnej rzeczywistości każde z nich kontynuowałoby swoje zwykłe życie. Charlie wciąż miałaby rodzinę, dom i pracę, inni też. Czasem chciała, żeby to wszystko okazało się złym snem, ale ten koszmar ciągnął się od miesięcy i przebudzenie wciąż nie nadeszło.
Dostrzegła że i on przez moment posmutniał i jakby przygasł. Mugolakom zawsze było trudno, bo musieli zmagać się z dyskryminacją także w czasach pokoju, ale teraz, w czasie wojny, obelgi i wytykanie palcami było najmniejszym z ich problemów, bo groziło im realne niebezpieczeństwo; fanatycy czystości już nie ograniczali się do nazywania ich „szlamami”, a posuwali się o wiele dalej. Charlie była czarownicą krwi mieszanej, zrodzoną ze związku mieszańca i czarownicy czystej krwi, więc pod tym względem teoretycznie byłaby bezpieczna, ale niestety ktoś jakimś cudem dowiedział się o jej dawnej przynależności do Zakonu i z tego powodu groziło jej niebezpieczeństwo, więc też musiała się ukryć.
Usiadła we wskazanym miejscu, dłońmi przygładzając materiał sukienki. Wcześniej wyjęła z torby pakunek z eliksirami dla Billy’ego, które odłożyła na jedną z szafek. Spojrzała uważnie na Cilliana, słuchając jego słów. Czuła potrzebę, że musi je sprostować.
- Owszem, staram się pomagać jak mogę, ale na ten moment udzielałam korepetycji dzieciom kilku rodzin z sąsiedztwa, nie miałam okazji robić tego na szerszą skalę ani dotrzeć do wszystkich dzieci, których jest w Oazie wiele, zbyt wiele bym była w stanie sama zająć się wszystkimi. – Zwyczajnie brakowało jej siły przebicia by zorganizować coś w większym zakresie, była tylko skromną i nieśmiałą alchemiczką zmagającą się z własnymi demonami, w dodatku nie była nawet prawdziwą nauczycielką, a po prostu osobą, która uznała, że skoro dużo wie o alchemii i dziedzinach pokrewnych, to może się tym podzielić. A zaczęło się niewinnie od zabawiania dzieci pokazami animagii, później rodzice poprosili ją o pokazanie dzieciom i innych rzeczy. Tu w Oazie, gdzie nie było dostępu do prawdziwej edukacji, należało korzystać z zasobów jakim byli mieszkańcy uzdolnieni w różnych dziedzinach. W takim miejscu jak Oaza ludzie musieli dzielić się ze sobą owocami swojej pracy oraz talentami. Tak jak Billy reperował domy, tak Charlie warzyła eliksiry i dawała korepetycje, bo na tym akurat się znała, ktoś inny mógł znowu uczyć jak gotować, szyć czy robić jeszcze inne rzeczy. – Także jest mi bardzo smutno z tym, że tyle dzieci nie mogło pójść do Hogwartu i może już nigdy do niego nie pójdzie, że jedyne co im pozostaje to Oaza i to, co mogą zaoferować im rodzice lub opiekunowie, oraz inni mieszkańcy tacy jak ja. Ich życie nie powinno tak wyglądać – pokręciła smutno głową, przejęta tym, że tyle dzieci straciło prawdziwe dzieciństwo i młodość, bo Oaza nie mogła dać im tego, co normalne dorastanie w poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji. Oni wszyscy powinni mieć swoje domy i rodziny, dzieci w odpowiednim wieku powinny być w Hogwarcie i przeżywać ten piękny i magiczny czas, który Charlie wspominała z tak wielkim sentymentem. – Udzielam korepetycji głównie z eliksirów, astronomii, zielarstwa i transmutacji, czasem opowiem i coś o magicznych stworzeniach. Na urokach nie znam się kompletnie, w obronie też jestem kiepska, więc wiedzę z tego zakresu pozostawiam innym. W Zakonie jest wielu uzdolnionych w tej materii. Oczywiście dorosłym też mogę pewne kwestie przybliżyć. – Charlie zawsze lubiła dzielić się wiedzą. Już w Hogwarcie często pomagała mniej uzdolnionym kolegom; co najmniej kilka osób z jej roku zdało sumy i owutemy z eliksirów i transmutacji dzięki niej. Ona znowu musiała polegać na pomocy kolegów kiedy trzeba było jakoś przebrnąć przez egzamin z uroków. Nikt nie był idealny i nawet prymuska z Ravenclawu taka jak ona miała swoją przysłowiową piętę achillesową. W jej przypadku były to wszelkie sprawy związane z pojedynkami. Charlie była nie tylko lękliwa i niepewna, ale na dodatek naprawdę nie miała pojęcia o walce i ledwie potrafiła rzucić najprostszą wersję Protego, nie mówiąc o czarach mogących zrobić komuś krzywdę.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Część kuchenna [odnośnik]11.04.21 13:03
Silly uśmiechnął się szerzej, wypuszczając przy tym z nosa powietrze. Miał nadzieję, że nie poczuła się tym urażona, po prostu...
- Przemyśl to dwa razy, mam naprawdę duży talent do wpadania w kłopoty - zażartował, ewidentnie sugerując, że potrzebuje pomocy tak często, że Charlene zapracowałaby się na śmierć. Smutek, jaki opętał ich rozmowę, nie był czymś przez mężczyznę pożądanym. Owszem - stało się, sufit mu runął na łeb i nie zapowiadało się na to, że wygrzebanie ciała spod gruzu będzie należało do rzeczy łatwych, ale nigdy nie stracił nadziei. Rzeczywistość była dla niego pułapką, nie potrafił się w niej odnaleźć i błądził jak dziecko we mgle - wszystko zdawało się go ograniczać, strach zaciskał pętlę na szyi, mimo tego nadal wierzył w sens posiadania pozornie trywialnych problemów.
- Dla mnie wszystkie problemy są nadzwyczajne. Kiedy sprowadza się je do czegoś małego, pokonanie naszych największych lęków wcale nie staje się łatwiejsze. Odejmujemy sobie tylko jakąś cząstkę normalności, a codzienność... jest taka... - zaciął się na moment, przygryzając wargę - szara?
Pokręcił głową.
- Przepraszam, zawsze muszę się rozgadać o takich rzeczach, a dopiero co zadałem ci inne pytanie. Widzisz, zastanawiałem się, czy nie mógłbym ci w tym przedsięwzięciu pomóc? Szczerze wierzę, że rutyna jest w stanie wyleczyć ludzką duszę. Nie opuszcza mnie wrażenie, że dla wielu mieszkańców wyspy, utracenie jej było gigantycznym ciosem. Zarówno dorośli, jak i dzieci potrzebują jakiegoś powodu, żeby codziennie wstać z łóżka. Bez tego... wariujemy. I nie, nie jestem nauczycielem z zawodu, mam w tym tylko trochę doświadczenia, po prostu w pełni zgadzam się z twoimi słowami - ich życie nie powinno tak wyglądać. Coś w mojej głowie zawsze każe mi działać, a to, co robisz, wydało mi się być inspirujące.
Nazwisko Leighton nie było mu obce i chociaż nie miał nigdy sposobności, aby zamienić z Charlene choćby słowo, znał zarówno jej siostrę, jak i kojarzył ją samą - przedstawili ich sobie w oficjalny sposób niedawno, ale przecież zawsze była jakoś... obok? Teraz wydawała mu się być mizerniejsza niż wtedy, kiedy widział ją ostatni raz w Hogwarcie. Nic więc dziwnego, że obraz dziewczyny opętał jego myśli. Wzrok Cilliana, który mogła na sobie poczuć, mógł zdawać się nieco przytłaczający - mężczyzna przywykł do analizowania każdego detalu aparycji innych, czego nie odpuścił sobie i tym razem.
- Mam nadzieję, że cię tym nie przytłaczam? Nie jestem pewien, czy chciałabyś się w to zaangażować.
A poza tym martwię się o ciebie. Ostatniego zdania nie wypowiedział na głos, mimo tego dało się dojrzeć w nim wiele obaw, jakby na uboczu ich rozmowy, gdzieś tam w środku własnej głowy toczył ze sobą dialog, który gasił w nim jakąś cząstkę radości.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Część kuchenna [odnośnik]13.04.21 13:30
- Chyba wielu moich znajomych taki ma – rzekła, uśmiechając się lekko, jakby na moment się ożywiając po rzuconej przez niego uwadze. Taka była prawda, jej znajomi z Zakonu często pakowali się w tarapaty, zawsze tak było. Teraz jako osoba spoza organizacji nie znała już żadnych drażliwych szczegółów ani sekretów, ale domyślała się, że nikomu z nich nie jest lekko i że wrogowie też nie próżnują w swoich dążeniach do wyeliminowania tych, którzy się z nimi nie zgadzali. Ją samą też dawne bycie w Zakonie wpakowało w kłopoty; mogła nie robić niczego szczególnego, ale i tak stała się osobą poszukiwaną i zmuszoną do ukrywania się. Przez kogo i dlaczego, tego nie wiedziała. Jakimś cudem dowiedzieli się o niej mimo że nigdy się nie wychylała.
- Chciałabym tej normalności. Żeby już nie musieć żyć w lęku o to, co przyniesie przyszłość i kogo z bliskich lub znajomych przyjdzie mi pożegnać w następnej kolejności – pokiwała głową. Każdy zawsze miał jakieś problemy, ale w czasach takich jak obecne zmieniała się ich skala i ważność. Kilka lat temu nie martwiła się na każdym kroku o to, że jej albo komuś jej bliskiemu może się stać coś złego, skupiała się na trywialnych codziennych sprawach takich jak praca, a wcześniej nauka. Wojna wydawała się wtedy czymś całkowicie nierealnym, naiwnie wierzyła w rozsądek społeczeństwa i w to, że przecież nikt nie chce utraty spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Teraz było się czego bać, zwłaszcza że wiedziała, że jej znajomi Zakonnicy się narażają, z kolei jej rodzice uciekli za granicę i rzadko miała jakiekolwiek wieści od nich, więc nie wiedziała, gdzie są i co się z nimi dzieje, czy na pewno byli bezpieczni.
Potem rozmowa zeszła na kwestię korepetycji. Charlie wysłuchała go z ciekawością, im więcej takich osób tym lepiej dla społeczności Oazy. Sama Charlie nie dość, że nie znała się na wszystkim, to nie mogła dotrzeć do wszystkich dzieci Oazy.
- Na pewno jest coś, na czym się dobrze znasz i czym mógłbyś podzielić się z innymi – odezwała się. Nie wiedziała jakie skrywał talenty, ale była tego ciekawa i chętnie dowiedziałaby się więcej. – Jeśli zechcesz, mogę skontaktować cię z rodzinami, których pomagam, możesz też sam rozejrzeć się, czy w twoim sąsiedztwie ktoś nie potrzebuje takiej pomocy. Tutaj, w Oazie, wszyscy musimy się jakoś dzielić owocami swojej pracy oraz umiejętnościami, dzięki temu łatwiej będzie przetrwać i im, i nam. – Bo Charlie to też pomagało, miała dzięki temu jakiś cel, czuła że to, czego się w swoim życiu nauczyła, może przysłużyć się jakiemuś wyższemu dobru. Tak naprawdę każdy mieszkaniec Oazy mógł w jakiś sposób pomagać swojemu otoczeniu, nie tylko dzieląc się wiedzą czy owocami pracy, ale i swoją magią, zwłaszcza że nie wszyscy mieszkańcy Oazy potrafili sobie nią pomóc, byli tu też charłacy i mugole. – Nie mogę sama dotrzeć do wszystkich, ale jeśli chcesz pomóc, dotrzeć do kolejnych potrzebujących dzieci i ich rodzin, to będę ci bardzo wdzięczna i oni na pewno też.
Nie musieli robić wielkich rzeczy. Nie musieli walczyć z różdżką w dłoni ani ginąć za szumne idee, ktoś musiał też działać w tle, wykonywać te wszystkie mniejsze i większe prace u podstaw, żeby ta społeczność w Oazie jako tako funkcjonowała. Przecież kiedyś, po wojnie, musieli wszyscy powrócić do społeczeństwa. Billy z pewnością doskonale to wszystko rozumiał, skoro podejmował tyle działań korzystając ze swoich zdolności majsterkowania, ale Charlie była pewna, że jego brat również mógł wnieść do Oazy wiele dobrego. Ona też chciała, by wynagrodzić te trzy miesiące głębokiej depresji i bycia całkowicie bezużyteczną. Oaza była dobrem wspólnym wszystkich mieszkańców, i każdy mógł dołożyć swoją cegiełkę do zadbania o nią. Tęskniła za wolnością i normalnym życiem, ale póki co jej światem musiała być Oaza. I żeby nie zwariować, musiała robić cokolwiek.
- Nie, ja po prostu… Cóż, mi samej czasem jest trudno. Zwłaszcza na początku było. To, co robię teraz, wyszło przez zwykły przypadek a potem uznałam, że nawet mi się to podoba. Że mam większą motywację do tego, by wstawać rano z łóżka i wychodzić ze swojej chaty. Że to, co wiem i umiem, nie idzie całkowicie na marne, nie siedzi tylko w mojej głowie, a może przydać się też innym. Kiedyś byłam alchemiczką w Mungu, ale wojna odebrała mi nawet to. – Na szczęście nie odebrała wiedzy i umiejętności, więc jak tu w Oazie docierały jakieś dostawy składników, to nadal mogła warzyć różne medykamenty, bo to one były najbardziej potrzebne. Gdyby nie uzdrowiciele i alchemicy, to z pewnością w przepełnionej Oazie byłoby dużo gorzej, zwłaszcza że już była jesień, a za parę miesięcy nadejdzie zima. Jak wtedy sobie poradzą? Już teraz było coraz trudniej o zaopatrzenie, Charlie zdawała sobie sprawę, że czekają ją tygodnie, a może i miesiące zaciskania pasa i oszczędnego gospodarowania żywnością.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Część kuchenna [odnośnik]28.04.21 0:55
- Ale czy miałaś już do czynienia ze specjalistą? - Zapytał, unosząc brwi w zaczepnym geście. Był nim. Był uosobieniem głupich pomysłów i wpadania w tarapaty, nawet jeżeli przykrywał to pięknymi słowami. Nie zechciał jednak zalewać jej teraz zbędnymi opowieściami - jeszcze będą mieli na to czas (oby!). Wierzył, że poznają się lepiej w najbliższych miesiącach, a teraz chciał skupić się na temacie, który znów umknął pomiędzy wierszami. Nie było mu to dane. Wzmianka o tym, jak bardzo pragnęła spokoju, poruszyła jego serce niemożebnie, bo rozumiał to. Nie w takim samym stopniu jak ona, nie w pełni, ale rozumiał to, bo też wielu strat doświadczył i przyszło mu martwić się o przyszłość.
- Śmierć to coś... - (Po co w ogóle o tym mówił?) - trudnego. Niezależnie od okoliczności, każdemu z nas i tak przyjdzie zmierzyć się z nią w jakimś momencie. Rozdziera mnie to, że ktoś tak delikatny musi stawić temu czoła tu i teraz, bo człowiek nigdy nie jest na to gotowy, a na pewno nie tak nagle.
Urwał, pokręcił głową.
- Znowu zbaczam z toru i smęcę, dopowiadam sobie jakieś rzeczy, ale po prostu - zawahał się - ciężko to ukryć, więc powiem wprost, że nie umiem nie martwić się o ludzi i przez to zadaję dużo niewygodnych pytań, wypowiadam wiele zbędnych słów. Gdybym kiedyś wprowadził cię w dyskomfort, przepraszam z góry, daj znać, ale też... gdybyś chciała o czymś porozmawiać... - przygryzł wargę - póki tu będę, będę też dla ciebie. Żeby cię wysłuchać, chociażby, ale też by ci pomóc, gdybyś tylko tej pomocy potrzebowała. Nie znam się na ziołach, ale herbatę zaparzyć potrafię. Poślij mnie, to tam pójdę. I Charlene, będę wdzięczny za pomoc i ja również pomogę tej wieści się ponieść - śmiem twierdzić, że mam całkiem sporą siłę przebicia, o ile mi na czymś zależy, chociaż nie wiem, czy zdołam dorównać dobremu duchowi tego miejsca. - Mówił oczywiście o niej, bo o kim innym? Spotkał tu wielu ludzi, którym zależało na bezpieczeństwie Oazy (mieszkał przecież z Billym - daleko szukać nie musiał), ale jej persona zdawała się przywrzeć do tego miejsca permanentnie, przynajmniej w jego głowie. Bo tak pięknie o tym mówiła - o potrzebie wspólnego działania, o niesieniu pomocy w takim zakresie, na jaki każdego było stać. Dla Moore'a było w tej myśli coś magicznego i czerpał z tego garściami, ale dostrzegał też te pełne żalu i rozpaczy zdania wplecione gdzieś pomiędzy te pełne nadziei i uniesienia. Traktował je jak znak ostrzegawczy, prośbę o pomoc, dłoń wyciągniętą w jego kierunku. I był człowiekiem, który takiej dłoni nie chciał za żadne skarby odtrącić.
- Chylę czoła twoim umiejętnościom, nigdy nie było mi dane sprostać wymaganiom nauczycieli eliksirów - urodziłem się skrajnym beztalenciem w tej dziedzinie. Aż dziw mnie bierze, że mogłaś w nie kiedyś zwątpić.
Jak wiele rzeczy musiało ją złamać? Jak wiele musiało zadziać się w jej życiu, że znalazła się w tym miejscu? Mógł się jedynie domyślać, a te domysły snute w głowie przybierały coraz więcej kolorów. Wśród nich, w tym kalejdoskopie barw znalazła się pewna nić porozumienia - była cienka, bo oparł to wszystko na myśli, że też się w tym wszystkim czuła jak w pułapce, ale kto wie dokąd prowadziła? On też poszukiwał sobie zajęcia, żeby nie zwariować, bo nawet gdyby zechciał, to nie umiałby wysiedzieć na miejscu. Nie dlatego, że nie był do tego zdolny, po prostu... Uciekał już zbyt długo. I niesamowicie się tego wstydził.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Część kuchenna [odnośnik]01.05.21 13:01
Charlie uśmiechnęła się lekko. Cóż, to było chyba wspólne dla większości Zakonników, że wpadali w kłopoty. Wystarczyło wspomnieć choćby Anthony’ego, który zdawał się mieć wręcz niebywały talent do pakowania się w tarapaty. Czy Cillian miał podobnie? Pewnie się okaże, choć oczywiście Charlie życzyła mu tego, żeby unikał problemów. Sama unikała ich jak ognia. Dlatego też, gdy tylko zobaczyła list gończy ze swoją podobizną, postanowiła ukryć się w Oazie, by jak najbardziej zminimalizować prawdopodobieństwo spotkania z wrogiem. Wiedziała przecież, że ze swoimi zerowymi umiejętnościami walki była bez szans. Poza tym nie należała do najodważniejszych ludzi i ucieczka była naturalnym odruchem. Choć wierzyła w Zakon Feniksa nie chciała ginąć za idee, nie była na to gotowa.
- Czasem czuję się po prostu… samotna. W Oazie jest wielu ludzi, ale brakuje mi obok siebie tych najważniejszych – westchnęła cicho. Bardzo tęskniła za rodzicami, którzy musieli wyjechać z kraju, a najbardziej tęskniła za Verą, która umarła przedwcześnie. Żal po utracie Helen przez lata zdążył zostać zaleczony przez czas, ale utrata Very wciąż była świeżą, niezabliźnioną raną. I obok nie było nikogo, z kim mogłaby dzielić ból, bo była w Oazie sama jak palec. Otoczona tylko obcymi. Cillian miał łatwiej, bo miał obok siebie rodzeństwo, nie był zupełnie sam. Tymczasem siostry Charlie nie żyły, a jej brat również przebywał za granicą, i pozostawało jej tylko liczyć na to, że rodzice szczęśliwie do niego dotarli i gdziekolwiek byli, byli tam razem. Kolejnych strat w bliskiej rodzinie chyba by już nie zniosła, wystarczyło, że i tak często słyszała o różnych tragediach innych ludzi. Wśród Zakonników także się one zdarzały.
- W porządku, rozumiem – odparła na jego słowa. Momentami czuła się nieco niezręcznie, ale też w jakiś sposób już do tego przywykła, wiedziała zresztą że omijanie pewnych tematów nie sprawi, że problemy magicznie znikną. A tu, w Oazie, ich wszystkich łączyło to, że coś stracili. Jedni więcej, drudzy mniej, ale nikt tutaj nie mógłby o sobie powiedzieć, że wojna na niego nie wpłynęła. – I naprawdę dziękuję, to… miłe. Czasem sama rozmowa może dużo pomóc. Nie tylko mnie, myślę, że innym też. Niektórym wiele da już samo to, że będą mogli porozmawiać z kimś kto ich zrozumie.
Może to właśnie było coś, co Cillian mógł zrobić dla innych w Oazie? Po prostu być z nimi i rozmawiać? Charlie brakowało siły przebicia, nie była ani śmiała, ani pewna siebie, zawsze wolała trzymać się na uboczu i nie wychylać się przed szereg. Ale od rozmów zaczęło się to, że w ogóle zaczęła wychodzić z chaty i się angażować, i jej samej to rozmawianie z mieszkańcami pobliskich chatek pomogło. Wiele ją kosztowało to, żeby zacząć działać dla społeczności Oazy choćby w formie korepetytorki, ale nie czuła się na siłach, żeby działać w ten sposób bardziej otwarcie i dla wszystkich, bo choć bardzo by chciała dotrzeć ze swoją wiedzą do wszystkich dzieci Oazy, czuła, że psychicznie nie podołałaby takiemu wyzwaniu. Jeszcze nie teraz. Musiała zastosować metodę małych kroków i zacząć od tego, co łatwiejsze do zrealizowania, czyli pomocy kilku rodzinom. To też było ważne. Zakon w przeszłości wymagał od niej zbyt wiele, oczekiwał walki o wspólną sprawę, a Charlie na to nie była gotowa, zwłaszcza po tym, jak przeraził ją list gończy, który uświadomił jej dobitnie, że to wszystko zaszło za daleko, o wiele dalej, niż myślała. Bo przecież dołączając do Zakonu nie robiła tego po to, by walczyć, a chciała jedynie pomagać przyjaciołom wiedzą i eliksirami. Wrogowie jednak omyłkowo uznali ją za członka tego walczącego Zakonu, więc musiała porzucić swoje życie i się ukryć. Bo postawiono ją w jednym szeregu z tymi, którzy faktycznie się buntowali władzy, więc groziły jej takie same konsekwencje jak i im.
- Ale ja nie zwątpiłam w swoje umiejętności w zakresie eliksirów – powiedziała. Bo to nie było tak, że nie wierzyła w swoje umiejętności eliksiralne. Ich akurat była pewna, wiedziała, że nawet w Mungu wyprzedzała zdolnościami większość współpracowników. Ale po Nocy Bezksiężycowej z żalem musiała pracę porzucić. – Wiem jednak, że ani trochę nie nadaję się do walki. Choć szczerze podziwiam ideę Zakonu to nie potrafię, nie chcę i nie zamierzam walczyć z różdżką w ręku, dlatego odeszłam i wybrałam żywot zwyczajnej mieszkanki Oazy. Nasi wrogowie prawdopodobnie nawet nie wiedzą, że poszukują mnie niesłusznie i niepotrzebnie, bo nie stanowię żadnego zagrożenia i pokonałoby mnie nawet dziecko z Hogwartu. Nie wiem, ile o mnie wiedzą, ale dla bezpieczeństwa swojego i innych musiałam porzucić dotychczasowe życie, pracę i wszystko, co było mi drogie. I tylko Oaza mi teraz pozostała.
Bardzo ją to wszystko bolało i ten ból malował się w jej oczach, gdy mówiła. Bo choć starała się odnaleźć powołanie w pomaganiu mieszkańcom Oazy, to nade wszystko pragnęła odzyskania swojego starego życia. Chciała znowu mieszkać w Kornwalii, pracować w Mungu i przede wszystkim mieć obok siebie rodzinę. Chciała czuć się bezpiecznie i nie musieć się ukrywać. Być zwyczajną młodą kobietą tak jak jeszcze rok temu, i mogła jedynie być zła na siebie, że kiedy zaproponowano jej Zakon Feniksa nie odmówiła i nie poprosiła o wymazanie pamięci tamtej rozmowy. Gdyby wtedy wiedziała, jakie będą konsekwencje deklaracji, podjęłaby inną decyzję i nigdy nie zostałaby Zakonniczką. Ale czy mogłaby wciąż wieść dawne życie? Nie wiadomo. Wielu mieszkańców Oazy nigdy nie było w Zakonie, a i tak musieli uciekać i się ukrywać.
- A ty? Ty byłbyś gotowy walczyć za sprawę i narażać się? – zapytała nagle. I tak już rozmawiali szczerze pomimo faktu, że tak słabo się znali. Billy walczył, a Charlie nie była pewna, co myślał o tym wszystkim jego brat. Czy był gotów złapać za różdżkę, czy podobnie jak ona wolał zająć się pracą u podstaw tu, w biednej, ale bezpiecznej Oazie? Niektórzy zapewne mieli do niej żal, że opuściła Zakon i zajmowała miejsce w Oazie, ale w swoim mniemaniu była równie potrzebująca ochrony co inni mieszkańcy. Też była słaba i niezdolna do obronienia się samodzielnie, a przecież wielu chciało ją dopaść przez fakt, że obiecywano nagrodę za jej głowę.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Część kuchenna [odnośnik]14.05.21 17:36
Jej uśmiech go ucieszył, bo ile można kąpać się w zmartwieniach? Chciałby mocno, aby trwał na jej twarzy już zawsze, by przylgnął do niej permanentnie - dokładnie tak, jak powinien. Ale Cillian wiedział też i czuł, że to przy Charlene niemożliwe. Bo przecież słyszał wyraźnie to, co mówiła i docierał do niego ból, który musiała nosić w sercu. Czuł od niej strach, chyba trochę podobny do tego, który jeszcze niedawno dociskał go do ziemi i dusił. Musiała to w sobie przepracować, tak samo jak i on.
- Very? - Zapytał, odrobinę nierozważnie. Nie było mu jednak dane dowiedzieć się historii o tym, jak starsza siostra Charlene dopełniła swojego żywota. Przez ostatni rok był nieobecny w życiu i nieżyciu ludzi, miał wiele do nadrobienia. Chwil zarówno pięknych, jak i dobijających, bo przecież... - Faktycznie, nie widziałem jej tutaj... - W głośny sposób przełknął ślinę, kiedy coś do niego dotarło. Powiązanie tej nieobecności ze smutnym wyrazem twarzy, z samotnością, o której mówiła z tym cichym westchnieniem i pustką w oczach. - Oh... - Czy... czy to ten moment, kiedy przepraszasz? Tylko za co?  Na kondolencje też było chyba za wcześnie, bo nie potwierdziła tego skinieniem głowy ani żadnym słowem - cóż jednak miało powstrzymywać pannę Leighton przed byciem obok obumierającej z żalu siostry?
- Niektórym - powtórzył po niej - a tobie? - Co innego mógł dla niej zrobić, niż wysłuchać gorzkich opowieści ściskając jej dłoń? Może i nie znali się do tej pory zbyt dobrze, ale to nie przeszkadzało mu w tym, aby czuć do blondynki sympatię, a ta sympatia nie pomagała w pozbyciu się tego uczucia bezgranicznej troski. Jeśliby go poprosiła o cokolwiek, Cillian zgodziłby się pewnie bez zawahania, dopiero później zastanawiałby się nad ewentualnymi konsekwencjami. Ta lekka bezmyślność i ślepa wiara w drugiego człowieka były pewnie przez innych postrzegane jako wady, on jednak widział w tym siłę oraz to, że nie utracił nadziei, nawet jeżeli przez moment było z nim krucho. Ale czym był ten rok w obliczu reszty minionych lat? Dla Moore'a zaczynał stanowić tylko potwierdzenie tego, że wiara we własne opowieści potrafiła pomóc mu wstać nawet po tym, kiedy myślał, że nic dobrego go już w życiu nie spotka.
- Tak - odpowiedział, jakby bez większego zastanowienia. - Nie zrozum tego źle, bo chociaż wprawiony jestem w zaklęciach, to wiele brakuje mi do poziomu pozwalającego na czucie się bezpiecznie z moimi umiejętnościami, po prostu... - uśmiechnął się smutno - to chyba nie jest żadna tajemnica, że nie za bardzo mam wybór. Fakt, że Billy jest poszukiwany, nie pomaga, ale prawda jest taka, że udało mi się zdenerwować niewłaściwe osoby już wcześniej i może dlatego możemy dziś rozmawiać? Bo przegonili mnie z Londynu jeszcze przed Bezksiężycową Nocą? Uciekałem naprawdę długo, zanim zorientowałem się, że nie uwolnię się z tej plątaniny poczucia winy i strachu, o ile pomogę innym stawić oporu. - Pokręcił głową. - Zaryzykuję stwierdzenie, że widzę w tobie odbicie siebie sprzed roku - przyznał - chociaż może to być mylne wrażenie. Przyszli do mojego mieszkania i pobili mnie za sam fakt, że śmiałem napisać coś, co nie wpisywało się w ich narrację. Niby to przetrwałem, jakoś. Jeszcze dzień później czułem ekstazę, że oddycham, że jeszcze nie wszystko jest stracone, ale później... później to minęło i czułem się coraz gorzej. Nie jadłem, nie spałem, starałem się nie myśleć, bałem się żyć. - Spróbował wyłapać w jej oczach znak, że te słowa sięgnęły serca. - Obawiam się, że gniew tych ludzi - bo nie nawykł do nazywania nikogo wrogiem, ani swoim, ani naszym - sięgnąłby cię nawet wtedy, gdybyś nie stanęła im naprzeciw. Czasami... wystarczy dobry gest wykonany dla kogoś, kogo nie powinno się wspierać. Dobro i współczucie nie są już chyba w cenie, przynajmniej w stolicy. - Mówił, wpatrując się w jej oczy. - Nie wiem, co dokładnie sprawiło, że wiatr skierował cię tutaj, ale czy to na pewno tylko Oaza? - Bo może mogła stać się aż Oazą? - W całym tym szaleństwie, ten mały skrawek ziemi wciąż pełen jest ludzi życzliwych, o których potrafisz i chcesz się troszczyć. To daje mi takie poczucie, że... świat może i się zawalił, ale jeszcze nie skończył.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Część kuchenna [odnośnik]16.05.21 12:15
Kiedyś była naprawdę pogodną, pozytywnie nastawioną do świata osóbką. Często obdarzała ludzi uśmiechem i nosiła serce na dłoni, mając dla innych wiele empatii, zrozumienia i dobroci. Niestety wojenny świat wobec ludzi takich jak ona był szczególnie okrutny. Była zbyt dobra i delikatna jak na czasy, w których przyszło jej żyć, stąd niespecjalnie radziła sobie z trudnymi doświadczeniami, zwłaszcza że była zupełnie sama, pozbawiona bliskości rodziny. A rodzina od zawsze stanowiła dla niej wartość największą, i zawsze była gdzieś obok. Nawet gdy po dostaniu się na kurs alchemiczny zamieszkała w Londynie, to miała obok siebie Verę i przynajmniej raz w tygodniu odwiedzała rodziców. Teraz była sama i mogła liczyć tylko na obcych ludzi.
- Vera nie żyje – powiedziała cicho, a oczy jej lekko zwilgotniały. – Zaginęła piętnastego października zeszłego roku, ale znaleziono ją dopiero w marcu. Była klątwołamaczką, ale to przez anomalie ona… - urwała, kręcąc głową; wciąż trudno jej było przywoływać tamte wspomnienia. Cillian jednak mógł rzeczywiście nie wiedzieć o jej śmierci, bo po szkole zapewne ich kontakt był niewielki, a mężczyzna nie pracował w ministerstwie, gdzie wieści mogłyby jakoś do niego dotrzeć. – A rodzice wyjechali za granicę. Sama kazałam im uciekać, gdy tylko zobaczyłam listy gończe. – Jej matka w depresji głębszej niż ta Charlie sama by się do tego nie zmobilizowała, ale tata miał głowę na karku i zadbał o to, by zapewnić bezpieczeństwo sobie i żonie. Co jak co, ale w ucieczkach i uchylaniu się od walki Leightonowie od zawsze byli dobrzy. Kornwalijskie dzieje jej rodziny też przecież zaczęły się od ucieczki z wrogich ziem i poszukiwaniu bezpiecznej przystani, w której mogliby być sobą.
Zamyśliła się i przygryzła lekko wargę.
- Myślę że też – przyznała w końcu. Pomagało jej to, że mogła z kimś porozmawiać i być szczera. A z bratem Billy’ego rozmawiało jej się całkiem dobrze. Cieszyła się, że miała okazję go poznać, choć wolałaby, żeby żadne z nich nie musiało tkwić zamknięte w Oazie. Szkoda, że nie mogli poznać się w normalnych, bezpiecznych czasach.
- I tak na pewno znasz się na nich dużo lepiej niż ja – uśmiechnęła się nieznacznie. – Nigdy nie ciągnęło mnie do pojedynków. Kiedyś za namową Very próbowałam się czegoś w tej materii nauczyć, ale wyszło to żałośnie. Nie można być dobrym we wszystkim. – Charlie była wspaniałą alchemiczką, ale w zakresie uroków była wybitnym beztalenciem. Równowaga musiała zostać zachowana, nikt nie mógł być perfekcyjny we wszystkim. – Ale rozumiem, że niewielu może się teraz czuć bezpiecznie, może tylko ci, którzy naprawdę są pewni tego co potrafią. Ja poza Oazą nie czułabym się ani trochę bezpiecznie, w końcu jestem poszukiwana, a moje pojęcie o obronie jest bardzo niewielkie. Dlatego dla dobra swojego i innych nie opuszczam Oazy. Wolę się ukrywać i czekać na koniec wojny, bo i tak się w jej przebiegu nie przydam w inny sposób niż warząc eliksiry.
Znowu przygryzła wargę, nieco zaskoczona kolejnymi szczerymi wyznaniami, ale zarazem cieszyła się, że chciał z nią rozmawiać i być szczery. Doceniała to. Ileż mogła tylko siedzieć w chatce z kotami?
- Cóż, może w takim razie to dobrze, że zdenerwowałeś tamte osoby i uciekłeś z miasta zanim tak naprawdę wszystko się zaczęło? – Może po prostu tak miało być. Czasem nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. – Ja też miałam szczęście, opuściłam Londyn na dzień przed Bezksiężycową Nocą. Nie wiedziałam, co się wydarzy, po prostu… Po wieściach o śmierci Very nie potrafiłam już mieszkać w naszym wspólnym domu i chciałam wrócić do rodzinnej Kornwalii. Rzucenia pracy jeszcze wtedy nie planowałam, ale gdy usłyszałam o wydarzeniach z tamtej nocy… już nigdy więcej nie stawiłam się w Mungu. – W tym przypadku tamta tragedia koniec końców też wyszła jej na dobre, bo być może to uratowało jej życie. Gdyby została w Londynie, wciąż czekając na Verę (a czekałaby, gdyby nie znaleziono jej ciała i gdyby wciąż oficjalnie była zaginiona), to mogłaby wtedy zginąć. – Ale to straszne, co mówisz. To, że potraktowano cię w taki sposób tylko dlatego, że nie pasujesz do czyjejś wizji świata. – Bo dla niektórych mugolacy byli czymś gorszym nawet od zwierząt, niegodnym tego, by żyć, a przecież byli takimi samymi ludźmi jak wszyscy. Niestety czarodzieje pełni uprzedzeń musieli znaleźć sobie kogoś, kogo mogliby nienawidzić i zwalczać. A ona może nie była mugolaczką, ale pomagała mugolakom i przeciwnikom chorego systemu. Wykonując pracę alchemika nigdy nie pytała o krew, zawsze chciała pomagać wszystkim potrzebującym. Nie musiała walczyć, samo warzenie eliksirów dla przeciwników nowego porządku mogło wystarczyć, żeby też chcieli ją zabić. – A trafiłam tutaj przez listy gończe. To było jedyne bezpieczne miejsce, w którym taka osoba jak ja mogła się schronić. – Inni poszukiwani tego nie zrobili, ale oni byli cholernymi bohaterami, natomiast ona była równie słaba i bezbronna jak ci, których Zakonnicy tu sprowadzali. Nie była bohaterką, nie potrafiła walczyć, nie poradziłaby sobie samotnie w Kornwalii, która teraz teoretycznie była chroniona przymierzem promugolskich rodów, ale nie była tak odcięta jak Oaza, i wrogowie mogli tam przeniknąć.
Znowu zamyśliła się nad jego słowami, dostrzegając w nich mądrość.
- Masz rację, jeszcze się nie skończył. Dopóki żyjemy wciąż jest nadzieja, że kiedyś będzie lepiej. Mój tata mawiał czasem, że po każdej burzy zawsze prędzej czy później wyjdzie słońce. – I chciała wierzyć, że tym razem też tak będzie. Że pewnego dnia wojna się skończy, a oni wszyscy wyjdą z Oazy i będą mogli zacząć budować nowy, lepszy świat bez nienawiści. A póki co musieli to wszystko przeczekać i próbować stworzyć namiastkę tego lepszego, wolnego od uprzedzeń świata tutaj, na tym maleńkim skrawku ziemi pośrodku bezkresu morza.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Część kuchenna [odnośnik]05.06.21 15:07
A więc Vera naprawdę nie żyła. Te słowa były jedynie potwierdzeniem tego, czego Cillian już się domyślił. Połączenie tych wszystkich faktów nie było przecież jakieś wybitnie trudne. Mimo tego zabrzmiały jakoś złowieszczo, aż poczuł suchość w ustach, bo wreszcie pojął w pełni jak bardzo samotna musiała być siedząca przed nim Charlene Leighton.
- Współczuję, nie wiedziałem o tym, ja... - po co właściciel się tak pokracznie tłumaczył? Wątpił, aby dziewczyna miała spojrzeć na niego krzywo lub skrytykować za zwyczajną niewiedzę. - Przyjmij moje najszczersze kondolencje. - Tyle mógł zrobić. Nie był w stanie tego bólu w pełni pojąć. Będzie to musiał przemyśleć, przespać się z tym, przetrawić każde słowo, które padło dzisiaj w Skamielinie. Pewnie dopiero wtedy pojawi się w nim coś poza szczerym, choć nieco lichym (przynajmniej jak na niego) współczuciem.
Vera była dla Cilliana kimś o wiele bliższym niż jej młodsza siostra. Zamyślił się przez to na moment, ale wyjątkowo krótki - nie chciał wywoływać u swojej rozmówczyni poczucia dyskomfortu. Nie uznał też za potrzebne podzielenie się myślami, które nawiedziły go na wspomnienie jej imienia. Co prawda mogły ją, to znaczy Charlene, zaciekawić, ale ten moment nie wydawał się być ani trochę odpowiedni. Nie mógł jednak powstrzymać pytania.
- Dlaczego nie wyjechałaś z nimi? - Ewidentnie nie była tu szczęśliwa. Mogli też wyjechać gdzieś daleko, gdzieś gdzie nie sięgną ich szpony brytyjskiego Ministerstwa. Moore zastanawiał się nad tym wielokrotnie przez ostatni rok, ale ostatecznie na wyjazd się nie zdecydował. Rozpoczęcie nowego życia za granicą wydawało się rozwiązaniem prostszym i kusiło go wielce, ale został tutaj z poczucia obowiązku. W tym kraju się urodził i wychował. Porzucenie go, rodziny i bliskich zdawało się mieć taką moc, że rozpadłby się na kawałki i tyle by go widzieli. Bo to przecież ludzie sprawiali, że odnajdował w sobie siłę, aby się podnieść.
Fakt, iż również w niej nie zgasła ta iskra nadziei trochę go podbudowała. Mówiła, że miała szczęście, że świat się jeszcze nie skończył - to była prawda, niby prosta do dostrzeżenia, niby naturalna, ale jak nikt inny widział, że bywały w życiu momenty totalnego zaślepienia, w których ciężko było dostrzec w rzeczywistości choćby cząstkę dobra.
Tocząca się rozmowa chyliła się już jednak ku końcowi - nie zapowiadało się na to, aby Billy miał wrócić w najbliższym czasie, a Charlene nie mogła zostać tutaj dłużej - musiała wrócić do swojej chaty, w której pozostawiła rzeczy, przy których aktualnie pracowała. Cillian zaoferował się więc, że ją odprowadzi, aby zamienić jeszcze kilka słów dotyczących nauczania i (jak się później okazało) chęci Charlene do opuszczenia Oazy, w której czuła się jak ptak w klatce. Niepocieszony wrażeniem, że zdawała się wręcz dusić na wyspie, zaoferował jej wspólną podróż.
Rozstali się w progu jej domostwa. Oboje uśmiechnięci na zewnątrz, chociaż piekielnie smutni w środku. Zdawało się jednak, że z obojgu chęć parcia do przodu jeszcze nie wygasła, a nowa znajomość miała przynieść im jeszcze wiele spotkań i dyskusji. Należały one jednak do przyszłości, a ta część historii zakończyła się tu i teraz.

| Z tematu (x2)


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Część kuchenna - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Część kuchenna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach