Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Michael Scaletta
AutorWiadomość
Michael Scaletta [odnośnik]25.05.20 18:56



Michael Scaletta

Karty Tarota
0


[bylobrzydkobedzieladnie]


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules



Ostatnio zmieniony przez Michael Scaletta dnia 04.04.22 20:04, w całości zmieniany 5 razy
Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Re: Michael Scaletta [odnośnik]27.05.20 0:22
Głupiec
Londynlipiec 1951 roku
Koszula przesiąkła zapachem absolutnej degradacji, dłonie naznaczyła wilgoć mętnej wody, a oblicze trwało w nieustającym marazmie. Gnaty odznaczały się kruchym dźwiękiem, podkrążone oczy chciały same się zamykać, nawet jeśli chwilowo mrużyły się na widok wątłego promienia wschodzącego słońca. Ten bowiem uderzył stanowczo, zza białej firany, wspólnie z hałasem dobiegającym z mieszkania. Dopił do końca zimną herbatę, niedopałek fajki wwiercił w pustą filiżankę, przymknął okno zdradzające cudze jestestwo. Z kieszeni wyjął marną sakiewkę, zuchwale wyrzucił na stół jej biedną zawartość; długie palce błądziły po przybrudzonych monetach, suwając je w jednolitą grupę. Liczył długo, choć zaplutych miedziaków nie było wiele. W myślach zaklął po włosku tę robotę, zaklął swoje fatalne wynagrodzenie, zaklął matkę stojącą w progu jasnej kuchni.
— Znajdź sobie coś lepszego. Albo chociaż uszanuj to, że nie mieszkasz tu sam — zaczęła chłodno, ciasno owinąwszy się ciepłym szlafrokiem. — Mówiłam ci, żebyś nie palił w domu. Mówiłam ci, żebyś nie włączał tego cholernego czajnika o czwartej nad ranem — kontynuowała, szukając dogodnego punktu w zatłoczonym pomieszczeniu. Nie chciała na niego patrzeć, nie chciała znów kłócić się o tę spelunę, o jego niewyrozumiałe złośliwości i własne, nieprzespane poranki. Oparła się o blat, widziała zaledwie profil statury; nie wołała wcale o wzrokowy kontakt czy uwagę. Pewnie i tak nie słuchał, pewnie i tak zrobi po swojemu. — Gdyby tylko ojciec zobaczył, jak mnie traktujesz... — A przecież był do niego taki podobny. Przynajmniej z wyglądu. — Gdyby żył, nie pozwoliłby mi tak cię rozpieścić. — Raptownie podniósł się z krzesła, rzucił jej lekceważące spojrzenie, aż w końcu wydusił jedynie:
Ale ojca już n i e ma. — Dobitna prawda uderzyła ją niczym powiew rześkiego wiatru, choć on zamknął już dawno okno. Dawno już też mentalnie odseparował się od rodziny, nigdy namacalnie nie cierpiał, bo nie tego od niego wymagano. Zapewne myślała, że ma to wszystko gdzieś, że traktuje rzeczywistą przeszłość jako chłodną, wręcz wiekową już historię. Myliła się, w swoich nieadekwatnych mrzonkach i pozornych sugestiach. Nawet jeśli mówił o wszystkim z dystansem, wciąż wielu kwestii zwyczajnie nie pojmował. Winą obarczał tą nieporadną matkę, bo tak było teoretycznie najprościej i najwygodniej. Nie chciał zastanawiać się nad słusznością własnych oskarżeń. Nie obchodziło go to, czy pozostawał w swej ocenie sprawiedliwym. Widział natomiast, jak załamanie w niej narasta, jak psychiczny kryzys straty dobiera się do jej delikatnej duszy. Czuł, że jak zwykle nie spełnia jej pragnień, że nie jest oddaną kopią taty, na którą pragnęła go wychować. Czy wiedziała, że przejmie po ojcu te niechciane, niemoralne tendencje? Czy podejrzewała, że wygłodniałe ego nie zniesie dłużej tych niegodnych wypłat?; że bezwstydnie będzie sięgać po to, co nieznane i obiektywnie nieetyczne, byleby wyrwać się spod ciążącego brzemienia pretensji i uwag? Nie, tego zapewne nie przekalkulowała, acz jednocześnie chciała tej samej ambicji, wymagała podobnej pracowitości, odpowiedzialności, pokorności. Bo przecież wyglądał jak on, nosił jego imiona i nazwisko.
Drżała niespokojnie, policzki tonęły w szczerych łzach cierpienia, a on stał obok i patrzył. Na to jej nieskończone przeżywanie, którego nie ograniczyła mimo minionych lat. Ewidentnie potrzebowała wsparcia, nawet od niego, tego nieczułego i roszczeniowego, lecz wciąż jedynego oraz własnego syna. Nie złamał jednak gorzkiej granicy żalu, nie objął troskliwie, nie przeprosił za parę krzywdzących słów. Zimny i beznamiętny nie zdobył się na gest czułego pojednania, bodaj tego chwilowego; wrócił do stołu, pochwycił ponownie zapełnioną groszami sakiewkę, aż w końcu wyszedł i zamknął się w drugim pokoju. Ze zmęczenia bolała go głowa, a emocjonalne starcie sprzed chwili przyniosło stanowczą burzę myśli, z której wyciągnął jedną, nieco pogmatwaną i wzniosłą zarazem. Idea zmiany rozbrzmiewała pragmatycznie, nawet jeśli rozsądek odurzyła już wizja niezależności. Miał dość przesypianych dni, miał dość rozhisteryzowanego nadzoru i chorobliwej symbiozy, miał dość pijackich awantur, brudnych szklanek, parszywej pensyjki. Miał świadomość nieczystości swych zamiarów, znał pojęcie dobra i zła, umiał je od siebie sprawnie odróżnić; jednocześnie nie chciał wierzyć w sąd inny niż ten ziemski, w sprawiedliwość inną, niż ta prawna. Być może zawładnęła nim żądza wolności i zgubnego pieniądza, to niepoprawne rozumowanie, w jakim postrzegał teraz świat. Był trzeźwy, nie dręczyła go również żadna gorączka, a i tak poddał się cały tym nieracjonalnym pomysłom. Zrezygnowany położył się na skrzypiącym łóżku, materac boleśnie wżynał się w nadwyrężone mięśnie, a on i tak momentalnie zasnął; potem już tylko niespokojnie śnił o jawie, płytko oddychał, leżał w ciągłym bezruchu, jakby sparaliżowany. Obudziło go parne popołudnie, przyćpana melodyjka i złożoność perspektyw. W lustrze rozliczył się z własnym odbiciem, po cichu analizował swoje położenie, tworzył schemat przestępstwa, podobny nikczemnym zbrodniarzom z kryminałów, które tak chętnie czytał. Zmywał z siebie grzeszki poprzednich godzin, walcząc ze zmienną baterią prysznica; strumień, początkowo lodowaty, błagał o trochę ciepła, a następczy wrzątek o zbawienny chłód. W końcu znalazł stabilny balans - wody i absurdalnych refleksji, które w istocie mu się podobały. Podekscytowane ciało w napięciu szukało świeżych fatałaszków. Nijaka koszulka, zwyczajne spodnie, ciasny pasek, transparentna twarz. Na szyi skryty woreczek ze wsiąkiewki, na ramionach ciężar dylematu. Serce kłóciło się z rozumem, dotychczasowe autorytety przeczyły porannemu postanowieniu. Niemoralność a realizacja własnych celów; niematerialne wartości a fizycznie istniejąca wolność. Rozterka męczyła umysł, choć wydawało się, że decyzję podjął już dawno. Motywował sam siebie i jednocześnie karcił w obliczu tych ambiwalentnych wahań. Dawno już zatracił obiektywną umiejętność wizjonerstwa; ignorancja zawładnęła już całym nim, nie pozwoliwszy na rychłą ucieczkę od założeń. Nie po to przecież tracił zmysły dla jakichś przewartościowań, nie po to szacował kurczowo możliwości. Wniosek nasunął się prędko, tuż po bystrym goleniu; płomień łazienkowej świecy drżał przy każdym pociągnięciu ostrza, niemalże w rytm niewiadomych myśli. Pewne siebie mniemanie podpowiadało mu, że to nie może być aż tak trudne. To tylko kwestia nastawienia, poszerzenia horyzontów własnego postrzegania. Co za nonsens. Od kiedy moralność była elastyczna? Był jeszcze niewinny, a już głupawo próbował się usprawiedliwiać. Mokrą twarz osuszył ręcznikiem, unikając przy tym wyrokującego zwierciadła. Prędko zarzucił buty, rozejrzał się po opustoszałym mieszkaniu; drzwi zatrzasnął z impetem, rozjuszony misją opuścił chłodne mury kamienicy. Parne powietrze momentalnie osiadło na włosach, duszne, letnie słońce - na skórze; sam tryskał też porywczą energią, inną od znamiennego znudzenia. Przezroczysty snuł się po londyńskich ulicach, zmierzając do wyznaczonego niedosłownie miejsca. Znał tamtejsze tłumy, nasłuchał się też przechwałek nierozsądnych kieszonkowców. Właściwie to niejeden chłystek w szczytnym tonie wymownie przyznawał się winy. Czasami na trzeźwo, częściej jednak po niewielkiej już dawce szczyn, które wciskał za drobną opłatą. Skoro tym łebkom się udawało, dlaczego jemu miałoby nie? Żaden z nich nie stał grzecznie w kolejce, żaden nie myślał o uczciwej pracy; podobało im się to nielegalne pierwszeństwo, ten indywidualizm w spełnianiu własnych widzimisię, więc tkwili w tym złodziejskim letargu już od dawna. Niewiele mogli stracić, no może poza tą iluzoryczną wolnością; bilans zysków i start stawiał te ekscesy na wygranej pozycji. Nieczęsto przejmowali się losem swych ofiar, nieczęsto dumali nad własnym postępowaniem, stawiając kradzieże na pozycji aktu co najmniej koniecznego, choć spotkał też takich, dla których przetrzepywanie cudzych kieszeni stanowiło za ewidentną rozrywkę. Znacznie lepszą i bardziej jakościową od obrzydliwych żartów rzucanych do kolegów przy piwie w rozgrywce kościanego pokera. Scaletta nigdy nie oceniał, co najwyżej bezceremonialnie stwarzał podział głupich i głupszych. Przynajmniej nie dopuści teraz do fatalnej hipokryzji, przynajmniej nie przyzna im niedosłownie racji.
Baczny wzrok spoczął na grupie potencjalnego ryzyka. Wypadało zbadać uprzednio teren, coby to nie wpaść prosto w skazujące sidła. Potem tylko wybrać roztrzepaną lady lub gdzieś już spóźnionego mugolaka, byleby tylko znaleźć pełny obraz cudzego portfela. Przeciętność zgubiła go w chaotycznym zbiegowisku, wyostrzając przy tym uśpioną dotychczas spostrzegawczość. Facet ściśnięty między ludźmi parę stóp od niego wydawał się być trafnym celem; finalnie jednak nie usłyszał z tamtej strony wyczekiwanego brzęczenia monet, nawet nie dojrzał skrawka materiałowej sakiewki. Inny w beznamiętnym oczekiwaniu niemalże przysypiał na ławce, kurczowo ściskając przy tym własne manatki. Czyżby wszyscy rozpoznali już w jego obliczu te frywolne zamiary? Bynajmniej nie zdradził wciąż niczego, nawet nie dopuścił się jeszcze rzeczonego czynu; sterczał na bruku w statycznej postawie, z obojętną mimiką i łagodnymi rysami. Zwykły, niegroźny młodzieniec, ot co.
Aż do chwili, kiedy ujrzana w oddali portmonetka zaświeciła blaskiem połowicznego zwycięstwa. Leżała swobodnie na wierzchu niezapiętej torby; zajęta czytaniem Czarownicy panienka stała samotnie w ceglanej wnęce, kryjąc się w zbawiennym cieniu. Zbliżył się do niej jakby od niechcenia, rozumowo kalkulując każdy ruch. Zapewne winien być szybki, acz nie radykalny; prosty, przy tym także opanowany i dość naturalny. Torebka miała krótkie ramiączka, należało zatem unieść dłoń dość wysoko, potem zabrać prędko, kryjąc w kieszonce spodni nieduży portfelik. Bezpieczna odległość, aktorska poza znudzenia, uważna orientacja w terenie. W końcu wyrwał ciało ze stagnacji mięśni, swobodnie rozciągnął się, wystawiwszy rękę po bonusowe miedziaki. Chwila zwątpienia wydłużyła o parę sekund niezdecydowane łapska, chwila przestoju prawie skusiła go do cofnięcia, zupełnego zawrócenia do domu bez łupu. Niemniej jednak finalnie pochwycił odważnie fant; zdobycz schował w dłoni, później wcisnął go do wyznaczonego uprzednio schowka. Nie pozwolił emocjom przedwcześnie zawładnąć nad sukcesem, uprzednio ewakuując się ze strefy hipotetycznego zagrożenia. Portmonetkę otworzył dopiero w czterech ścianach upalnego pokoiku. Trofeum nie było imponujące, pomimo wywołania w nim dreszczu ekscytacji i poczucia winy. Te drugie spłynęło po nim dość szybko, razem z wakacyjnym potem złodziejskiego stresu. Nie wiedział jeszcze, jak czuje się z popełnioną kradzieżą; nie podjął również żadnej decyzji absolutnej. Wkroczył natomiast w inny etap życia, później zdając sobie sprawę z nieoczekiwanej fali satysfakcji, która nastąpiła po pierwotnym kryzysie wartości. Niechlubne było to doświadczenie, pozwoliło mu na stopniową autodestrukcję, ale też przyszły, przede wszystkim własny kąt i pozorną niezależność. Czy nie o to właśnie chodziło?


they've tortured and scared you for twenty-odd years
they hate you if you're clever and they despise a fool
till you're so fucking crazy you can't followtheir rules

Michael Scaletta
Zawód : kradnie, co popadnie
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
surely goodness and mercy will follow me all the days of my life
and I will dwell on this earth forevermore
said I walk beside the still waters and they restore my soul
but I can't walk on the path of the right because I'm wrong
OPCM : 4 +2
UROKI : 7 +3
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7515-michael-anthony-scaletta#207763 https://www.morsmordre.net/t7521-volare#208020 https://www.morsmordre.net/t7520-michael-the-thief#208017 https://www.morsmordre.net/f293-crimson-street-11-2 https://www.morsmordre.net/t7660-skrytka-bankowa-nr-1828#211185 https://www.morsmordre.net/t7522-m-a-scaletta#208023
Michael Scaletta
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach