Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wren Chang
AutorWiadomość
Żywotność
Wartość żywotności postaci: 185
żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5149 - 166
71-80%brak-10131 - 148
61-70%brak-15112 - 130
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-2094 - 111
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3075 - 93
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4057 - 74
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5038 - 56
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 37
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności

Ekwipunek



Posiadane

Różdżka
Bardzo smukła różdzka z kasztanowego drewna. W jednej trzeciej złożona z czworokątnej podstawy o ciemniejszym, brązowym kolorze i płytkim żłobieniu przypominającym ptasie skrzydło, wypełnionym czarnym pigmentem. Od dwóch trzecich długości łagodnie przechodzi w gładki owal o czysto kasztanowej barwie, zakończony dość ostrym szpicem.

Yue
Ta młoda płomykówka zwyczajna zastąpiła swojego sędziwego poprzednika, który towarzyszył Wren od czasów szkolnych. Z ciężkim sercem przed dwoma laty zakupiła Yue, sowę dużo mniej charakterną i raczej łagodną, niezainteresowaną niczym innym poza czyszczeniem własnych piór i nocnymi polowaniami, na jakie często wypuszcza ją czarownica. Z listem niechętnie wyrusza w podróż.

Yuan
Doberman zakupiony jako podrostek z hodowli psów Sigrun Rookwood. Agresywny i nieufny, choć wierny komendom swojej pani, u której boku przeżył już kilka lat. Jest jej oddanym obrońcą. Reaguje w momentach zagrożenia, ale jest w stanie powstrzymać się od ataku jeśli Wren zahamuje instynktowny zapęd stosownym słowem. W domu - leniwy, chętnie wyleguje się w salonie i pilnuje mieszkania. Nie przepada za towarzystwem niuchacza, który niedawno do nich dołączył.

Niuchacz
Maleństwo znalezione na Nokturnie pod kupką kamieni. Polowały na niego bezdomne koty, zanim Wren odgoniła je i zdecydowała się niemowlę zabrać ze sobą; najpewniej porzucone przez matkę jako najsłabsze z miotu, lub w ramach obrony pozostałych dzieci jako odwrócenie uwagi drapieżnika. Jego futerko jest w dwóch kolorach: białym i czarnym, obie z barw dzielą ciałko idealnie na połowę, wzdłuż jego długości. Ma bystre, duże oczy i chętnie pije mleko. Ciekawski, ale póki co wciąż nieufny i bojaźliwy.

Naszyjnik z zaczarowaną czaplą
Długi wisior wykonany ze srebra, którego medalion kształtem przypominał czaplę złożoną z niebieskich i czerwonych kamieni. Nałożono na niego zaklęcie ochronne nierusz, a błyskotka rozgrzeje się na wypadek gdyby do mieszkania Wren dostał się ktoś niepowołany. Zwykle noszony pod ubraniem, niewidoczny.

Oko Ślepego
Zastygłe oko węża oprawione złotem w pierścieniu, pozwala w ciemnościach widzieć plamy ciepła. Nabyty po wydarzeniach w katedrze pierwszego lipca, by ułatwić sobie egzystencję w otoczeniu jednostek, które mogą zechcieć wykorzystać ciemność jako swojego sojusznika do ucieczki czy ukrycia.


Odnośniki
Talia kart tarota
Album czekoladowych żab
Złote myśli

Biały kryształ (+10 do wszystkich rzutów)
Biały kryształ (ratunek w krytycznej sytuacji)
Biały kryształ (ochrona przed rozszczepieniem)

Zaopatrzenie


[bylobrzydkobedzieladnie]



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.


Ostatnio zmieniony przez Wren Chang dnia 25.10.21 3:56, w całości zmieniany 23 razy
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

RozgrywkaWspomnienia
1945 | Artur | Hogsmeade
- Patrz jak chodzisz, gumochłonie! - wymamrotała złowieszczo, podnosząc głowę z białego puchu i jednocześnie wypluwając z ust odrobinę jego zawartości. Dobrze, że śnieg nie był twardszy, inaczej na pewno stłukłaby sobie nos. Odziana w zimową kurtkę i szmaragdowe nauszniki czarownica uniosła się na łokciach i obróciła, by przyjrzeć się winowajcy. Minę miała pochmurną, tak piorunującą jak niebo w Wielkiej Sali w posępny dzień.

1957 | Friedrich | Anglia
Z uniesioną przed siebie różdżką skierowała kroki w tamtym kierunku, wiedziona przeczuciem tak złym, tak tragicznym, że uronić łzę mógłby sam Salazar. Nie powinna była jej dziś tracić; Laura miała w swych żyłach niewinną krew, która przyniosła spełnienie niejednej klientce, pytały o nią, prosiły o towar tego samego pochodzenia. Gdzie jesteś, Lauro? Czarownica słyszała w czaszce echo bijącego serca kiedy pchnęła następne drzwi, tym razem te prowadzące do sypialni, i dojrzała cóż za makabra miała tam miejsce. Och, Merlinie. Sprowadziłeś do niej samego Kubę Rozpruwacza.


Sny
Sen Gwendolyn | If I die young
zakończone
- Zebraliśmy się tu dzisiaj, by cię pożegnać, jak żegna się dziecko pozbawione rodzica. Odejdź stąd zaznawszy ostatniego dotyku ciepła. Ukorz się przed nim i zamilknij na wieki, spokojna - rytuał dobiegał końca, dłoń sięgnęła zaś w dół, pozwalając pierwszym suchym liściom zająć się płomieniem od tańczących na pochodni języków ognia.

- Zawróć - odezwała się cicho, ledwie słyszalnie, ta pokonana dziesięciolatka, czując obecność za swoimi plecami. - Stad nikt nie wraca. Nikomu nie udało się jej stamtąd wyciągnąć, nie wydostanie się - liście zawyły ponownie, błagały, lecz niesiony przez nie głos prędko tłumił wiatr. Nagle przybierał na sile, pędził prędko, jakby zmuszony do tego, by stłamsić jej żałosną prośbę w zarodku. Nie odwróciła się, nie musiała go widzieć - nie chciała dopuścić do siebie żenującej, pozbawionej sensu iskry nadziei, że tej nocy będzie inaczej.

Gdzie była? Czym były te wielkie krzewy pęczniejące od kolorowych pąków? Wokół nich latały pszczoły, ale zdawały się jej nie zauważać, zbyt zajęte zbiorem nektaru; opierała się o bluszcz, o jego ścianę, która stała samotnie na wzgórzu, chyba najwyższym szczycie samotnej, kamiennej góry, gdzieniegdzie pokrytej zielenią, spoglądającej w dół na połacie lasów i małych miast. Przypominały modele dziecięcych zabawek ułożonych z klocków, nie przyglądała im się jednak zbyt długo, nagle świadoma, gdzie znajdowała się jej dłoń.

Olbrzymie raki musiały dziś drzemać na dnie rzeki. Daleko pod nasłonecznioną taflą wody ich królestwo było senne, wielkimi jak budynek szczypcami - wyjątkowo - nie wzburzały fal, dzięki czemu łódka z czerwonego drewna mogła dryfować swobodnie w dół rozszerzającego się potoku. Od jednej ściany kwiatów do drugiej dzielił je co prawda dystans dość szczodry, a mimo to Wren z zadowoleniem zauważyła, że koryto akwenu staje się przestronniejsze, głębsze - to znaczyło, że znajdowały się już niedaleko celu.

Sen Wren? | Wilcza zamieć
A ona była ich strażniczką. Samotną podróżniczką od oazy do oazy, pobierającą skromną opłatę za zaoferowane bezpieczeństwo. Czaplim skrzydłem ochraniała je od ognia wojny, dbała o to, by zachowały czystość - nie dla niej, lecz dla duchów, które ukarać mogły każdą niegodnie prowadzącą się niewiastę. Były surowymi bożkami; za dnia uśpionymi w wysuszonej słońcem glebie, by rozbudzić się wraz z ostatnim promieniem zmierzchu, gdy to wyłaniały się z ziemi, z każdego źdźbła trawy i przemierzały lasy w poszukiwaniu pożywienia mogącego zaspokoić stuletni głód.


- Mogłaś zrobić mi krzywdę - wytknęła cicho i zmarszczyła ciemne brwi; oddychała ciężko, a serce biło jej w piersi jak dzwon, którego echo czasem dochodziło do nich z przylegającej do miasteczka wioski. - Nie chcę tego sprzątać, mamo, znowu pewnie się pokaleczę. Nie mamy więcej bandaży. Nie kupiłaś - dodała półszeptem, naiwnie licząc na to, że dziś kobieta pozwoli jej po prostu czmychnąć, zapomni, że Wren pałętała się gdzieś po zakurzonym domu. Rzadko kiedy opatrywała jej rany magią leczniczą, której z niezrozumiałego powodu nie chciała nawet córce pokazać; ranki natomiast często infekowały się przez zabawy w brudzie i ubóstwie, skazując azjatycką dziewczynkę na przedłużoną, bolesną rekonwalescencję.

Na tę okazję nawet powietrze przesiąknięte było przyjemną wonią kadzideł, która prowadziła rosyjskich dostojników wprost do komnat cesarzowej; towarzyszył im najwyższy rangą eunuch, ten, który miał możliwość wygrzewać się w cieple bijącym od Nieba i Ziemi, od daru sięgającej zalążku historii dynastii, jej najpiękniejszej, najpotężniejszej córy posiadającej w swym władaniu spokojne, zrównoważone królestwo.


Wykonywanie zawodu
18 maja | Pracownia
Madeline Cook prywatnie nie była jej ulubioną dawczynią. Nie była zbyt mądra ani zbyt ciekawa, swoją rześką młodością i urodą przyciągała jednak uwagę równającą się galeonom. Niewinność jej krwi oraz oddanie, z jakim została przekazana, ponoć pozwalała czarownicom osiągać jeszcze bardziej spektakularne efekty - tak często Wren odwiedzała ją tylko i wyłącznie z tego powodu.

Tego dnia Wren próbowała na niej nowej metody. Bez użycia amicusa czy innych uspokajających, obniżających ciśnienie zaklęć - zamiast tego zdecydowała się przedstawić się po prostu w rzeczywistym, akceptowalnym świetle. Z torby wyjęła szkatułkę, w której znajdowała się strzykawka i igły jednorazowego użytku, a także puste fiolki mające niebawem wypełnić się szkarłatną substancją.


Pojedynki
KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS




[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Wren Chang dnia 15.01.21 3:15, w całości zmieniany 8 razy
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

RozgrywkaKwiecień '57
5 kwietnia | Ministerstwo Magii | Zegar
zakończone
Rejestracja różdżki.

20 kwietnia | Cora | Leśny park niespodzianek
zakończone
- Ma wyobraźnię, to na pewno - skwitowała czarownica, powoli podchodząc do serca całego zamieszania, ostrożnie, nie chciała bardziej płoszyć wystarczająco zaagitowanego gagatka. - Czy potrzebuje pani pomocy? Odciągnąć jego głowę, uciszyć? - zaoferowała, widziała przecież, że ząbki wozaka przedziurawiały materiał i znaczyły jego skrawki czerwienią. Musiał przerwać skórę i wgryźć się do krwi.

23 kwietnia | Vernon? | Stara kuźnia
zakończone, rozliczone
- Dość, Yuan, nie mamy na to czasu - zganiła zwierzęcego towarzysza głosem wyraźnie zdecydowanym, ostrożnie przyciszonym; cokolwiek znajdowało się w środku budynku, stworzone z ektoplazmy lub krwi i kości, nie powinno dowiedzieć się o jej obecności w miejscu tak ponurym i tak niebezpiecznym jak samo serce doków.

25 kwietnia | Vernon? | Malinowy las
zakończone, rozliczone
- Myślałam, że stchórzyłeś - powtórzyła jego słowa beznamiętnie. Ach, ile siły woli wypełniało spokojny ton głosu; nie musiał wiedzieć o jej prywatnych odczuciach względem tego spotkania. Było to nawet niewskazane. Życie nauczyło ją, że emocje manifestują słabość, coś, czego nie miała zamiaru ukazywać mężczyźnie.

27 kwietnia | Clementine | Cukiernia Czekoladowa Rzeka
zakończone
- Mogłabym prosić o pomoc? - zaczęła spokojnie, skinąwszy jej głową na powitanie. - Szukam czegoś, co szczególnie zasmakowałoby młodym dziewczętom. Czy mogłaby pani wskazać mi to, co cieszy się największą popularnością, jest kupowane najchętniej? - Wren liczyła na doświadczenie czarodziejskiej społeczności i jej wyborów, a także fachową ocenę sprzedawczyni. O większości ze smaków, jakimi opisane były wyroby, nawet nie słyszała, a to jeszcze dogłębniej utrudniało sprawę samodzielnego wyboru.

29 kwietnia | Asbjorn | Korytarz
zakończone
Już otwierała usta, by wytknąć mu absolutny brak profesjonalizmu, gdy pamięć przywołała echo zasłyszanego na korytarzu nazwiska, jeszcze zanim doszło do czołowego zderzenia; czarownica zmrużyła oczy, wertując pamięć, nim znów skupiła na nim uwagę, nagle ożywiona, podekscytowana, na bok odrzucając oburzenie incydentem. - Czy dobrze słyszałam, Ingisson? Niepopularne nazwisko jak na angielskie standardy. Proszę mi powiedzieć na kogo mam złożyć skargę do dyrektora szpitala, dokładnie - zażądała, blefując. Muszę się upewnić. Muszę.


Maj '57
1 maja | Jayden | Wieża Astronomiczna
zakończone, rozliczone
- Mam nadzieję, że nie zabiorę profesorowi za dużo czasu. Do tej pory oceną moich ingrediencji astronomicznych zajmował się Leopold Skeeter, może pan kojarzy? - W liście nie wspominała go polecił jej spotkać się właśnie z Jaydenem, toteż postanowiła uchylić rąbka tajemnicy - która wcale takową nie była.

2 maja | Vernon Haverlock | Komnata z akwarium
zakończone, rozliczone
- Lordzie Travers - odezwała się spokojnie na widok siedzącego za stołem mężczyzny, nieświadoma oszustwa, jakiego ofiarą padła z rąk właśnie tego jegomościa. W oczach czarownicy był nikim innym jak potencjalnym klientem zainteresowanym jej usługami, nie podejrzewała nic więcej.

12 maja | Alphard | Salon na III piętrze
zakończone
Do tej pory osobiste dostarczenie dóbr było pewnego rodzaju fenomenem, zwykle szlachcice zadowalali się sowią pocztą lub posłańcami wynajętymi na ich usługi, lecz w czasach wojny bezpieczeństwo takiej formy nie było już tak pewne jak wcześniej, gdy świat pozostawał względnie normalny i nudny.

14 maja | Vernon? | Kuchnia
zakończone
- Vernon - wycedziła bez cienia entuzjazmu, zimno, ale jeszcze niepogardliwie. Skoro był w jej mieszkaniu, jakimś cudem zdobył jej adres i Merlin raczy wiedzieć ile jeszcze prywatnych informacji, to znaczyło, że musiał już wiedzieć o jej małej zdradzie. Niech go piekło pochłonie. - Nie zrobiłeś mi herbaty? Szkoda. Skoro już tu jesteś, mogłeś coś przygotować. - Wrzątek wylany na jego twarz urozmaiciłby skórę nową blizną. Nie miał w końcu zbyt wiele do stracenia; w czarodziejskiej społeczności sama facjata wskazywała na to, że jego miejsce znajdowało się w dokach, wśród szlamu, zgnilizny, szczurów i swądu ryb.

15 maja | Charles? | Salon
zakończone, rozliczone
- Prawdę mówiąc pokładam dużą nadzieję w pańskiej kreatywności - odparła szczerze, uważnie, ciekawa ekspertyzy maga. Chwalono go jako doświadczonego profesjonalistę - z pewnością wiedział więcej i wiedział lepiej. - Moja praca jest delikatna, panie Skeeter, można by nazwać ją niecodzienną, a w domu przechowuję większą część cennych ingrediencji. Ich utrata przekreśliłaby wysiłek wielu miesięcy.

20 maja | Claude | Patio za kamienicą
- Zrobi ci się cieplej kiedy rozłożę cię na łopatki - zapowiedziała dumnie, tonem nie tyle żartobliwym, co wyzywającym, gdy za pomocą leciwej drabinki dostali się na patio. Zgodnie z jego wskazówkami postanowiła ubrać się w spodnie, jedną z niewielu posiadanych par, z przylegającego acz elastycznego materiału, górę okraszając koszulą z czarnej tkaniny. Ubranie nie krępowało ruchów, natomiast tworzywo wykonania nie miało możliwości rozwiać się na tyle, by zaplątało się miedzy bronią.

23 maja | Frances | Droga między magazynami
zakończone, rozliczone
- Nie mogłam odmówić, nie zostawiłabym cię na pastwę tutejszych niespodzianek - odparła szczerze, póki co jeszcze swobodnie. - Lumos. - Spojrzenie ciemnych oczu skanowało rozświetloną zaklęciem okolicę w poszukiwaniu potencjalnego niebezpieczeństwa, gdy zaprzyjaźniona czarownica poprowadziła je dalej wgłąb paszczy ponurego, przyjemnie chłodnego, chociaż zatęchłego korytarza.


Czerwiec '57
2 czerwca | Shannon | Bar w części restauracyjnej
- Poleć mi coś, Shannon. Zdaję się na ciebie - zmęczony uśmiech poszerzył się nieznacznie na potwierdzenie tych słów, w końcu ufała kuzynce w kwestii alkoholi znacznie bardziej niż własnemu osądowi. Gdyby to Wren miała dokonać wyboru, pewnie polegałaby jedynie na barwie drinka i skończyła wymiotując gdzieś w gorszącej części doków.

3 czerwca | Frances | Alejka, malinowy chruśniak
zakończone, rozliczone
- Dostałam wezwanie na przesłuchanie. Ostatnio ktoś zwędził na straganie na Pokątnej kilka pudełek czekoladowych żab i traf chciał, że akurat musiałam to widzieć. - Mogło być gorzej. W chwili otrzymania pisma z Ministerstwa myślała, że podjęli śledztwo w sprawie jej działalności. Jeżeli chodziło zaś tylko o kilka magicznych przysmaków, mogła powiedzieć co zarejestrowała na ulicy tamtego dnia.

14 czerwca | Rain | Stolik na uboczu
zakończone
- Opowiedz mi co u ciebie, Rain. Nie wątpiłam, że zobaczę cię w jednym kawałku pomimo obecnych nastrojów. - Londyńskich konfliktów i polowania na mugoli, zaostrzonych patrolów w mieście, inwigilacji w celu zapewnienia bezpieczeństwa czarodziejskiej społeczności i wszelkich innych absurdów ogarniające znajome okolice.

18 czerwca | Frances | Ogród Frances
zakończone
- Mam dla ciebie galeony na sadzonki - zapowiedziała po chwili i odwróciła się w kierunku Frances. Wizyta nie była przecież czysto towarzyska; obliczone koszta wskazały, że mogła pozwolić sobie na zakup kilku sztuk magicznie zmodyfikowanych roślin, należało zatem przedyskutować wszystkie szczegóły, uiścić płatność, a przy okazji wspomnieć kilka słów o postępie w pozyskiwaniu zaufania mugoli. Wren nie zapomniała - i miała nadzieję, że Frances również.

24 czerwca | Isabelle | Błękitny salon
zakończone, rozliczone
- To dla mnie przyjemność, móc dostarczyć lady pierwszą próbkę własnoręcznie niż za pomocą sowy. Dzięki temu łatwiej też będzie mi odpowiedzieć na wszystkie pytania. - Gdy skrzat bezdźwięcznie wypełnił herbatą prześliczne, porcelanowe filiżanki, Wren pozwoliła sobie na uprzejmy uśmiech i sięgnęła do torby. Z jej wnętrza wyciągnęła czarne, drewniane puzderko zdobione żłobionym ornamentem.

25 czerwca | Jayden | Pałac Lodowy
zakończone, rozliczone
- Profesorze Vane - odezwała się, mając nadzieję pochwycić uwagę mężczyzny znad papierów, które przeglądał w oczekiwaniu. - Mam nadzieję, że nie czekał profesor zbyt długo? - Wyraz twarzy pozostawał neutralny, głos z kolei niósł melodię gładką, przyjemną dla ucha, gdy zajmowała miejsce naprzeciwko. Wybrane miejsce znajdowało się z daleka od innych żywych dusz w pobliżu, mogli zatem swobodnie porozmawiać na temat jego odkryć.

29 czerwca | Dudley | Jezioro
zakończone
Z ręcznikiem spoczywającym w dużej, płóciennej torbie czarownica opuściła zagajnik, którym przechadzała się do tej pory, ruszyła brzegiem jeziora szukając dogodnego doń wejścia - i ze zdziwieniem natrafiła na ślady kogoś, kto takowe znalazł wcześniej od niej. Ubrania, wszelkiego rodzaju przedmioty osobiste, wszystko to spoczywało elegancko na ziemi; Wren zmarszczyła brwi i rozejrzała się w poszukiwaniu ich właściciela, jednak nie dojrzała go nigdzie na lądzie - czyżby wzburzona tafla świadczyła o czyimś nurkowaniu?




[bylobrzydkobedzieladnie]



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.


Ostatnio zmieniony przez Wren Chang dnia 13.12.20 23:57, w całości zmieniany 10 razy
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Rozgrywka
Lipiec '57
1 Lipca | Frances | Zniszczona katedra
zakończone, rozliczone
- Witaj, Frances - odezwała się Wren z przyjaznym uśmiechem, świadoma, że każda z młódek spoglądała w jej kierunku pragnąc pokierowania; bijąca od niej przyjaźń sprawiała, że i one automatycznie poczuły się pewniej, utwierdzone w przekonaniu, że wątła blondyna była właśnie tym, kogo miały tu spotkać. - Mary, Susan, Frances jest lekarzem, o którym wam opowiadałam, bardzo biegłym naukowcem. To ona nadzoruje badania nad lekiem, dla którego rozwoju zgodziłyście się tu ze mną przyjść - wyjaśniła owcom, zwracając się w ich kierunku. - To ważne, żebyście słuchały jej tak jak mnie. Frances wie co robi.

4 Lipca | Michael | Wioska Tinworth
zakończone
- Może wyjaśnisz tym dżentelmenom, że mieszkamy tu od lat, a z mugolami nie mamy nic wspólnego? Wydają się zagubieni, pomylili mnie z sąsiadką - mówiła słodko, niewinnie, wzrok wyrażał jednak znacznie więcej. Oczy błyszczały desperacją - nie chciała zostać z nimi sam na sam. Potrzebowała sojusznika. I zaryzykowała - tytułując go czarodziejem, na to mogła przecież mieć jedynie nadzieję. Póki co.

6 Lipca | Mei Ling | Kamienice mieszkalne
zakończone
- Co za punktualność, madame - powitała czarnowłosą kobietę uchyliwszy przed nią drzwi i przepuszczając ją w nich. - Fūrén - poprawiła się prędko, skorzystała ze słówka zapamiętanego z dziaduniowych instrukcji podstaw języka, z dezaprobatą dla własnego zagubienia, zakłopotania kręcąc głową o głęboko zmarszczonych brwiach. Rzadko, właściwie prawie nigdy ktoś onieśmielał ją w podobnym stopniu. Odczuwany respekt kojarzył się jej z dawno zmarłą babką.

7 Lipca | Kai | Wyspa Coquet
zakończone
Obawa przed przypadkowym zdeptaniem cennej ingrediencji nakazywała stawiać kroki jeszcze ostrożniej, wolniej, spojrzenie kruczych tęczówek taksowało okolicę spod zmarszczonych brwi i kurtyny wilgotnych rzęs - aż nieopodal zamajaczyły liście znajomego kształtu. Krzaczek był niewielki, otaczały go inne, mniej ważne gatunki, ale był, a to wystarczyło, by Wren wydała z siebie pełny satysfakcji pomruk, wolną ręką sięgnęła więc do torby, wyszukując w jej przepastnej otchłani szklanej buteleczki i niewielkiego nożyka o zakrzywionym ostrzu.

9 Lipca | Lyanna | Pokój Lyanny
zakończone, rozliczone
Perspektywa poznania nowego kosmetyku zwykle wygrywała z kulturą, niektóre klientki przepadały za rozmową na jego tematy podczas pojenia się ciepłymi wywarami niejako dodającymi rezonu, odganiającymi nerwy, niepewności. - Nie stosowałaś żadnego innego kosmetyku na twarz po kąpieli? - zapytała jeszcze, chcąc mieć pewność. Potencja działania krwi często zależała od przestrzegania kilku reguł, o pierwszej z nich poinformowała Lyannę za pomocą sowy; skóra powinna być czysta, potraktowana wyłącznie wodą, niczym bardziej fantazyjnym.

13 Lipca | Forsythia | Holland Park
zakończone
- Matka nie nauczyła cię co oznacza słowo nie? - głosem lodowatym oznajmiła swą obecność, lecz nie dała mu możliwości odpowiednio nań zareagować. Dyskusje były niepotrzebne. Nic, co mógłby mieć do powiedzenia, nie usprawiedliwiłoby dziś próby gwałtu na ewidentnie nietrzeźwej partnerce. - Drętwota - zaintonowała z brutalną wręcz pewnością, a magia usłuchała. Zaklęcie ugodziło nieznajomego w kark, sprawiło, że opadł na nieznajomą jej damę jak kłoda bezwolnego drewna, zastygając w jednej, posągowej pozycji.

13 Lipca | Frances | Kuchnia Frances
zakończone, rozliczone
- Zgodnie z umową mam dla ciebie kwiat paproci. - Dłonie jęły plądrować wnętrzności torby w poszukiwaniu ingrediencji, lecz zanim dobyła tę odpowiednią, w jej dłoni pojawiła się zapieczętowana fiolka z widocznym przez szklaną powłokę innym składnikiem. - Przy okazji znalazłam w swoich zasobach włosie mantykory, zupełnie o nim zapomniałam aż do dzisiaj. Myślisz, że mogłabyś zrobić z niego coś użytecznego? -

15 Lipca | Haverlock | Biuro zarządcy portu
zakończone, rozliczone
- Lordzie Travers - podjęła, umiejętną, wyuczoną melodią kamuflując pobudzoną niepewność gruntu, po jakim należało jej teraz stąpać. Nie zaoferowała mu też dygnięcia na miarę newralgicznej szlachcianki, nie skłoniła się przed pozbawionym korony majestatem; jedynie lekko skinęła głową w powitalnym geście, choć wszelkie instynkty podpowiadały, że nawet jego brakiem mężczyzna nie przejąłby się zanadto.

17 Lipca | Friedrich | Brukowana uliczka
zakończone
- Ja! Betty Smith to ja - wydusiła z siebie starsza z kobiet. Kłamała. Chciała ochronić złotowłosą gąskę, głupia. - Kim pan jest? Czego pan od nas chce? Będziemy... będziemy krzyczeć, ktoś usłyszy - zapewniła wojowniczo, choć jej wzrok niepewnie wędrował od jego twarzy do warczącego nieopodal psa, podczas gdy dłoń zaciskała się wokół nadgarstka prawdziwej Betty. Hamowała ją, zduszała wszelkie pragnienie bohaterskiego przyznania się do swej tożsamości. Głupia.

17 Lipca, wieczór | Effie | Rozbrykany Hipogryf
4/5 - Nisko upadłaś, Effie - zagadnęła miękko, krnąbrnie, a spojrzenie czarnych oczu osiadło na półmisku ciasta przylegającego do opróżnionego kufla po miodowym piwie. Czyżby? Azjatka zamruczała w zamyśleniu, przyłożyła palec wskazujący do podbródka i zadudniła nim kilka razy o gładką skórę, trochę teatralnie, a trochę w czystej kontemplacji. - Ach, no tak. Dziś siedemnasty - zacmokała z niezadowoleniem na swe chwilowe zaćmienie.

18 Lipca | Wendelina | Pracownia alchemiczna
zakończone
- Lady Wendelino, proszę mi wybaczyć - odezwała się prędko, miękko, odpowiednio modelując głos. W obecności szlachty zawsze przybierała melodię łagodną i kulturalną, wyważoną, spokojną. Nie zamierzała godnie urodzonych urazić choćby jedną błędnie wybraną nutą. - Zapewniano mnie, że będzie tu wyłącznie osoba odpowiedzialna za odebranie zamówienia dla lady doyenne Morgany. Najwyraźniej - nastąpiła pomyłka - czerwień rozdrażnienia rozbłysła w czarnych oczach, gdy spojrzeniem spiorunowała towarzyszącą sobie młódkę.

18 Lipca, wieczór | Forsythia | Łaźnia
zakończone
- Możesz teraz zacząć przepraszać - stwierdziła z rozbawieniem iskrzącym w czarnych oczach, odwróciła się również do Forsythii, zajmując miejsce na umieszczonej pod taflą ławie, ręce natomiast rozkładając na boki. Oparła je o chłodną wciąż podłogę. - Co powiedział uzdrowiciel? - głowa przechyliła się lekko do boku, gołębio, a wzrok utkwił na dobre w znajomej już twarzy księżniczki, poszukując w niej szczegółowej, zdolnej zaspokoić ciekawość odpowiedzi.

19 Lipca | Francesca | Promenada nad Tamizą
zakończone
- Stać cię na więcej - westchnęła teatralnie gdy do uszu dotarło powitanie Fran, jej melodyjny, przyjemny dla ucha głos. Przez moment fałszywie krytycznym wzrokiem Azjatka przyglądała się ich wybranemu otoczeniu, po czym porzuciła krótkotrwałą fasadę i odwzajemniła dość kapryśny uśmiech. - Ale jak na Londyn, cóż, nie jest źle. Magiczne drzewa, które mijałam, sprawiają, że możemy dziś być gdzie chcemy - stwierdziła i zajęła miejsce obok kobiety.

19 Lipca, po północy | Cedric | Flambourough
zakończone
Wren nie miała jednak czasu na przyglądanie jej się zbyt długo: ciemność w pełnej okazałości spowijała skromne przedmieścia, a przed nimi wciąż długa droga do wyselekcjonowanej kryjówki w dalszej części Yorkshire. Musiała doprowadzić tam Lucy w jednym kawałku; wspomnienia zaklęć usunie jej następną dawką magii, a i z żałosnym płaczem i chwiejnym krokiem jakoś sobie poradzi. Dziewczyna nie była ciężka - mogła zatem służyć jej ramieniem, przynajmniej teraz. Potem, cóż, niewykluczone, że do celu poniesie je miotła.

20 Lipca | Lyanna | Horseshoe Green
zakończone, rozliczone
Słońce poza linię horyzontu wydawało właśnie ostatnie promienie skąpane w szkarłacie. Jakże odpowiednią było to scenerią - nawet aura zdawała się zapowiadać to, na co przy ostatnim spotkaniu nalegała Zabini.

21 Lipca | Lyanna | Sypialnia Lyanny
zakończone
- Ale teraz jestem już do twojej dyspozycji - zapewniła miękko. Kroki wiodły je do łazienki, podążała za Lyanną uważnie, jednocześnie raz po raz skradając spojrzeniem widoki nowego miejsca zamieszkania kobiety. Pasowało do niej niepomiernie bardziej niż stary, ponury dom pozbawiony charakteru. - Gotowa? - spytała, a kącik ust uniósł się w lekkim, zaintrygowanym uśmiechu.

21 Lipca, później | Friedrich | Sypialnia Friedricha
zakończone
- Ale teraz jestem już do twojej dyspozycji - zapewniła miękko. Kroki wiodły je do łazienki, podążała za Lyanną uważnie, jednocześnie raz po raz skradając spojrzeniem widoki nowego miejsca zamieszkania kobiety. Pasowało do niej niepomiernie bardziej niż stary, ponury dom pozbawiony charakteru. - Gotowa? - spytała, a kącik ust uniósł się w lekkim, zaintrygowanym uśmiechu.

26 Lipca | Haverlock | Na pełnym morzu
zakończone, rozliczone
- Czy pańska załoga nie odbierze mojej obecności jako symbol nadchodzącego nieszczęścia? Sztormu, wirów, być może... ataku bestii z głębin? - Musiała się upewnić. Pytaniem sprawdzała, czy przewidywał zderzenie z morskim potworem, czy mógł poświęcić ją jako ofiarę konieczną w przypadku ucieczki przed mackami lub szczękami; a przy tym pierwszy raz spojrzała na niego dłużej, uważniej, próbując skupić się na interesach.

28 Lipca | Frances | Wyspa Achill
zakończone
Miały czas by pozwiedzać, nim zajdzie słońce - miały też czas by wymienić się nowinkami i podzielić ostatnimi przeżyciami, jeśli i na to najdzie je ochota. Burroughs zapewniała, że miała dla niej ważne, interesujące informacje i czarownica z zainteresowaniem czekała, by poznać ich treść. Ostatnie miesiące uczyły, że alchemiczka nie rozczarowywała - nie naukowo i nie sobą samą, a jeśli w jej oczach coś było wartym uwagi, najpewniej takim właśnie było.

29 Lipca | Friedrich | Sala numer trzy
zakończone
Została sama. Tego chciała - tak musiało być. Rozrost albioni nie minie, nie odejdzie od niej nigdy, z jej ramion żaden czar nie zdejmie już owej klątwy, a ona nie skończy jak Euclid Chang - znerwicowana, pod czujną opieką fałszywie kochającego męża, któremu stanie się kulą u nogi. Najpierw Clearwater. Później młodzieniec z pogranicza jej dorosłości. A potem Schmidt.

30 lipca | Cillian | Wypatroszony Zając
zakończone
- Macnair - odezwała się miękko, spokojnie, po czym w teatralnym geście rozejrzała się dookoła, klikając językiem o podniebienie. - Mam nadzieję, że tym razem nie przeszkadzam ci w polowaniu. Nie żeby zwierzyna była zbyt wymagająca. - Większość z towarzyszących im miłośników Zająca była już zdrowo podchmielona, pozostała część nie zauważyłaby różdżki wkładanej do ucha poprzez zaangażowanie w rytualne rozgrywki, a i przy wyjściu sami zapewne wpadliby w rozłożone przez niewidomego sidła.

31 Lipca | Isabella | Plumpkowa studnia
zakończone
Z ust płynęła cicha, płomienna wiązanka, dłoń drżała wściekłością, gdy w bardziej odosobnionym miejscu Doliny sięgała do kieszeni po niewielkich rozmiarów błyskotkę z zamiarem wsunięcia jej na palec przed dalszą podróżą - ale rozedrgane zdenerwowanie dopięło swego i złoty pierścionek wyślizgnął się z jej dłoni, upadł na kamienną obręcz i ze zduszonym pluskiem wpadł wprost do wody.


Sierpień '57
1 sierpnia | Tom | Miasteczko Reculver
zakończone
- Nie spieszyło ci się - zauważyła z przekąsem w ramach powitania. Wyglądał dobrze. Nawet jak na kogoś pracującego w zawodzie poniżej swych klasyfikacji, przesadnie empatycznego, zbyt dobrego. Wyglądał na zdrowego. To najważniejsze.

3 sierpnia | Regi Jeremy | Uliczka w pobliżu portu
zakończone
- Remy - odezwała się na widok metamorfomaga odziana na czarno czarownica, marszcząc lekko brwi. Poobijana twarz sugerowała, że nie tak dawno wdał się w bójkę; powinna być zdziwiona? - Zmykaj przepłukać gardło chmielem. Czekam tu na kogoś, nie przeszkadzaj - poleciła swobodnym tonem, miękkim, melodyjnym, by zaraz potem obrócić głowę i spojrzeć przez ramię na źródło piskliwych dźwięków dochodzących zza pleców.

5 sierpnia | Angelique | Ogródek pani Turner
zakończone
- Panna Blythe, jak mniemam? - odezwała się będąc już nieopodal złotowłosej - a gdy ta odwróciła się w jej stronę, momentalnie zwątpiła w trafność wyboru. Twarz kobiety była zjawiskowa. Posągowa, pozbawiona jednej rysy, świeża i piękna, jawiła się raczej jako stworzenie o wiele doskonalsze od przeciętnego człowieka - czy ktoś taki mógł potrzebować jej usług?

6 sierpnia | Rubeus | Zwierzyniec pani Pickle
zakończone
Wren westchnęła głośno, pochyliła się, pozwalając czarnym włosom przysłonić spoconą twarz, a pod ręką poczuła nagle coś twardego. Dziwnie twardego. Spojrzała w bok - i odskoczyła jak oparzona, uderzając biodrem o dziuplę smoczogników. On nie był szafą, był gigantem, zaś to, czego dotykała dłonią... Słodki Merlinie, czy to mógł być jego pośladek? - Ja... Bardzo pana przepraszam - wydukała zdumiona. Oczy wznosiły się ku górze, wprost ku jego twarzy, niepewne, czy za zniewagę ten nie rozbije jej czaszki samą pięścią.

7 sierpnia | Frances, Elvira | Zamknięta część portu
zakończone
- Oferuję swoją różdżkę do uleczenia go tak długo, jak nie będzie potrzebny wam martwy. I będę wdzięczna, jeśli przyjrzysz się, jak to robię - bo nauka anatomii często sięgała głębiej, niż wytrzymać mógłby to człowiek. Szczególnie przerażony, zapewne zmęczony wcześniejszą walką z dwoma osiłkami - śmieć, nie człowiek.

10 sierpnia | Bojczuk | Ognisko artystyczne
zakończone
- Opowiedz mi o tym obrazie - poprosiła - poleciła - miękko, głowę przechylając do boku i pozwalając, by kurtyna czarnych włosów ułożyła się swobodną kaskadą na ramieniu. - Jak go widzisz? Co mam dla ciebie zagrać? - Skądś dobiegała cicha muzyka, a lekkie dźwięki melodii wprawiały ją w jeszcze lepszy nastrój. Może świat sztuki nie był, mimo wszystko, taki zły.

14 sierpnia | Frances | Sadzawka żaberta Alberta
zakończone
- Ochłonęłaś? Nie dostałam więcej wyjców, domyślam się więc, że nie jest już tak źle - zagadnęła beztroską melodią, podczas gdy dróżka kierowała je do sadzawki magicznego żaberta. Rozochocony najwyraźniej przyjemną pogodą Albert wyłonił głowę nad powierzchnię czystej wody i kumkał prześlicznie, choć jego oczy zdawały się tępić obecność jakiejkolwiek publiki; niezrażone przystanęły na mostku tuż nad jego akwenowym królestwem i czarownica oparła się łokciem o drewnianą barierkę, spoglądając w dół. Nie naciskała na Frances.

15 sierpnia | Deirdre | piórko feniksa
zakończone, rozliczone
- Czy i w tej materii, w tej sztuce, mistrz kształci ucznia? - spytała zatem spokojnie, miękko, ze szczerą, błyszczącą w głosie i oczach ciekawością. Nie musiała udawać; już przy pierwszym spotkaniu obnażyła przed Deirdre fascynację, a ta prowadziła ciemną, ciernistą drogą do owianego cierniem królestwa nieludzkiej natury, bestialskiej i zwierzęcej, dziwnie prymitywnej - a jednocześnie urzekającej w swojej prastarej prostocie.

17 sierpnia | Daniel, Friedrich | Salon z sypialnią
zakończone
- Zagramy w otwarte karty - zdecydowała, przerwała im, chcąc brzmieć pewnie. Zimno. Na tyle, by na moment zatrzymać Schmidta w jego nieporadnym pakowaniu się w czyste odzienie, choć nie skończyła opatrywać wszystkich jego ran. Na tyle, by i Daniel zwrócił na nią uwagę. To do niego w pierwszej kolejności pomknęło spojrzenie skośnych oczu, zatrzymało się na jego rysach, niepewne, czy nie widzi go po raz ostatni.

18 sierpnia | Friedrich | Kuchnia
zakończone
- Zabiję cię, jeśli pewnego dnia zdecydujesz, że nie chcesz być już mój. Tylko mój - bo to działało w dwie strony; mogła, chciała oddać mu się cała, ale Friedrich musiał uczynić to samo. Wcześniej pozwalała mu wycofać się z grząskiego gruntu, teraz jednak odebrała mu tę możliwość; gorącym półszeptem dodała zaraz, - Jestem - jestem twoja, jestem twoją narzeczoną, o Merlinie.

20 sierpnia | Connaught Square
zakończone
W końcu zatrzymała się w połowie drogi do podestu, do sceny, na której aktorami swojego ostatniego tchnienia mieli być oczyszczeni z grzechu buntownicy. W tym miejscu czuła się bezpiecznie - a jednocześnie nic, oprócz wysokiej tiary na czubku głowy czarodzieja, którego prędko wyminęła, nie zasłaniało jej widoku. I czekała. Cierpliwie, zaintrygowana, nieco nawet podekscytowana.

21 sierpnia | Friedrich | Londyńskie zoo
zakończone
- Czyś ty do reszty zdurniał, znowu? Nosisz przy sobie nielegalne narkotyki? - warknęła, mimowolnie przypominając sobie doświadczenia ze spotkania z Bojczukiem, który napoił ją zieloną wróżką. O Merlinie. Pewnego dnia mężczyźni wyginą przez swoją głupotę i umiejętność pakowania się tam, gdzie pakować się nie powinni. - Znalazłeś w barze na Nokturnie i postanowiłeś zatrzymać. Nosić w kieszeni, po co? Na specjalną okazję? - wolna dłoń pomknęła do czoła, przyciskając się do odnalezionej tam skóry.

25 sierpnia | Belvina, Philippa, Rain | Salon
zakończone
- To dobry pomysł, żeby się napić - Wren westchnęła zgodnie i usiadła na kanapie obok tej zajmowanej przez tyłek barmanki z Parszywego Pasażera, przeciągając się na niej niczym leniwy kot. - Mam dziś jakiś grobowy humor - przyznała; lepiej było już na wstępie zagrać w otwarte karty i liczyć, że starania koleżanek odegnają każdą nieprzychylną tego wieczora myśl, niż siedzieć po cichu i skwaszoną miną psuć panującą dokoła atmosferę.

27 sierpnia | Friedrich | Dawny most
zakończone
- Dziś zamierzam cię nienawidzić, Schmidt. Będziesz dla mnie tym, tylko tym, kim byłeś pierwszego wspólnego dnia, wrogiem - Wren obiecała solennie, szczerze, gotowa na wszystko. Uniesione w rytualnym powitaniu różdżki opadły, a oni mogli oddalić się od siebie o kilkanaście kroków. Już zaraz będziesz moim przeciwnikiem. Tym razem to ja cię złamię.

29 sierpnia | Deirdre | Cierniowy zakątek
zakończone
- Przysięgam - wyszeptała gorąco, głodną melodią, którą z jej gardła kobieta dosłyszeć mogła już wcześniej. Nie kłamała - wiedziała bowiem, że nie miało to już jakiegokolwiek sensu. - Zrobię to albo zginę - i powtórzyła za nią. Na moment zakręciło się jej w głowie, tylko na chwilkę, na chwileczkę, w przytłoczeniu ciężarem podjętej decyzji, z której namiętnych ramion nie było już odwrotu; spojrzała potem na wijącego się na ziemi Henry'ego.


Wrzesień '57
1 września | Rigel | Namiot tańczącej żmii
2/5 - Która z nich to Naehri? Też dziś tu tańczy? - spytała cicho; spóźnienie spowodowało, że nie wysłuchała cyrkowej zapowiedzi tutejszych ochmistrzy, niepewna, czy legendarną kobietę już przedstawiono, czy może zaszczyt ten czekał publiczność dopiero pod koniec widowiska.
Jedna z balerin szczególnie przykuła jej uwagę: pląsała wśród gadów, sprawiając, że te splatały się ze sobą jak wstęgi, unosząc głowy wysoko nad ziemię - jakby za moment miały scalić się w jedność w akompaniamencie pogłębiających się tonów melodii.

2 września | Veronica | Stolik na uboczu
4/5 - Chodź - zachęciła gorąco i pociągnęła ją za sobą; to samo słowo stało się komendą dla dobermana, który poluzował uścisk szczęk i odskoczył od zwijającego się z bólu mężczyzny, biegnąc za nimi - gdzie?; za drzwiami frontowymi baru mogłyby być bezpieczne, rozpłynąć się w ciemności nocy, ale Azjatka instynktownie poprowadziła nieznajomą czarownicę do damskich toalet strzeżonych czujnym spojrzeniem surowego barmana, który oceniał salę spod czarnych, krzaczastych brwi.

3 września | Primrose | Ptasie trele
zakończone
Pozwoli lady, że przedstawię się oficjalnie, nie tylko listownie. Wren Chang. Handlarz ingrediencjami z ulicy Pokątnej - lub krwawa matrona na usługach znamienitej części arystokracji, o czym Primrose wiedzieć mogła, lecz nie musiała. Choć persona jawiła się faktem, jej nazwisko wciąż krążyło gdzieś w szeptanych kuluarach. Przedstawiało ją bezpośrednie polecenie lub szczwane podpytanie co bardziej zorientowanych sprzedawców na handlowej dzielnicy w sercu brytyjskiego, magicznego świata - nie działała otwarcie, nie chwaliła się naturą swojej przedsiębiorczości, jeśli nie była pewna, komu ten sekret powierza.

5 września | Francis | Galeria nowości
zakończone
Prąd bólu był pomocny. Odwracał uwagę. Od niego, od niechcianych wspomnień, od tego, że oszukał ją, że zostawił, że stchórzył, że nie był obok, gdy w bólach i łzach krwawiła do wody wypełniającej wannę, że zniszczył ją prawie tak bardzo, jak zniszczyła ją matka.

6 września | Elvira | Las
zakończone
- Everte stati - wypowiedziała pewnie, zimno, pragnąć posłać Multon w tył. Mogła uderzyć o pobliskie drzewo, a mogła po prostu upaść na usłaną liśćmi ziemię, zagłębić się w fali przeszywającego ciało bólu, przeprosić, ukorzyć się. Tego właśnie oczekiwała. Jakiegokolwiek jęknięcia, sapnięcia, dźwięku cierpienia ulatującego ze ślicznego gardła.

7 września | Friedrich | Salon z sypialnią
zakończone
- Co tu robisz, Fried? - spytała chrapliwie, nieprzyzwyczajona tego dnia do dźwięku swojego zmęczonego głosu. Z korytarza łypała ciemność, zdradzała obecność świec w salonie nieopodal, ale nic więcej. - Chyba nie byliśmy na dziś umówieni. Czy o czymś zapomniałam? - spytała, marszcząc delikatnie brwi, i jakby niepewnie odsunęła się w wejściu, pozwalając mu wkroczyć do środka.

9 września | Deirdre | Tytan
zakończone
Była nikim - dla świata i dla Wren, a tym bardziej już dla Deirdre. Azjatka oparła się ramieniem o bok ułożonej wśród zieleni głowy, wpatrując się w ten specyficzny taniec oferowany jej uciesze przez dziewczynę; wiła się, próbując zarówno zerwać ze swej twarzy przysłaniającą oczy ciemność, jak i wznieść stopy ponad przytwierdzające ją do podłoża piaski. Głupia.

10 września | Friedrich, Tatiana | Zaniedbany dziedziniec
zakończone
- Zobacz. Znalazłam ten nokturnowski brud i element, o którym mi mówiłeś - zwróciła się miękko, niemal zbyt słodko, do szmalcownika, który musiał kręcić się gdzieś w ciemności za jej plecami. Kwaśny grymas wykrzywił pojedynczy kącik ust, unosząc go w zadziornym, butnym uśmiechu. - Dolohov - gdyby Tatiana posmakowała dźwięku swego nazwiska na języku Wren, smakowałoby ono ociekającym aromatem karmelem. Fałszywym jednak, przesadzonym, groteskowym.

10 września, później | Philippa | Salon z sypialnią
zakończone
- Żyje, ale ty zaraz przestaniesz, jeśli się nie uspokoisz, Moss. Spał zanim zaalarmowałaś całą Pokątną - wyłożyła jej z nie do końca prawdziwym przekąsem, zakładając ręce na piersi. Krytycyzm spojrzenia dosięgał jej bezbłędnie, miał za zadanie paraliżować przed kolejnym dziwactwem próby ratunku, ale czarownica doskonale zdawała sobie sprawę, że nie powstrzyma już tego huraganu. Westchnęła zatem raz jeszcze i rozluźniła ręce, jedną z nich wskazując kobiecie drogą do salonu. - Chodź - zaprosiła surowo, poprowadziła ją do pomieszczenia, w którym zwykle urzędował Yuan.

11 września | Aquila | Sypialnia Aquili
zakończone
- To bardzo prosty proces. Wystarczy, że krwią wypełnimy wannę, a lady odpocznie w niej przez około dwadzieścia minut. Efekt powinien być widoczny od razu - na młodym ciele zawsze prezentował się mniej spektakularnie niż na tym nadgryzionym zębem czasu, ale Blackówna niechybnie dostrzeże metamorfozę w miękkości, sprężystości skóry, mocniej niż wcześniej Lyanna Zabini. Tym razem Wren operowała wyłącznie sprawdzoną, dziewiczą krwią - w przypadku Lyanny tej pewności nie miały, lecz rezultat wciąż okazał się zadowalający.

12 września | Elvira | Oranżeria
zakończone
- Co ty tu robisz? - zapytała nagle, przerwała ciszę ostro, surowo, głosem zimnym i żądającym. Była skora uwierzyć, że Multon - w akcie braku szacunku - włamała się tu oknem po sforsowaniu wysokich murów ogrodu, niż została faktycznie do środka zaproszona, tylko po co? Wren w pełni otworzyła przed sobą drzwi i weszła do środka, lecz lepiej dostrzegalny, podkreślony coraz mniejszym dystansem widok sprawił, że znów zatrzymała się w zdumieniu, wzrokiem czarnych tęczówek przesuwając od czubka jej głowy aż po krańce stóp skrytych w pantoflach zwieńczonych białą kokardą.

12 września, później | Friedrich | Patio za kamienicą
zakończone
- Jeśli myślisz, że to - uniosła dłoń w górę, pierścionek miała jednak chwycony między palce zamiast wsunięty na jeden z nich, - daje ci prawo do pomiatania mną jak ścierwem, mylisz się. Nie będę kosztować więcej smaku twoich pięści. Nie pozwolę ci się szarpać. Nie tak powinieneś mnie traktować - warknęła w końcu, spod lodowatej, obojętnej fasady ujawniając gorącą emocję. Czy miał okazać się draniem podobnym temu, który zostawił ją lata temu, zniszczył, zdeptał, wyziębił?

13 września | Frances | Pracownia alchemiczna
zakończone
- Jeden Zakonnik... Nie, cholera, nie będę cię oszukiwać. Magia nagle odmówiła mi posłuszeństwa. Przeszyła prawie na wskroś, odcięła ucho; ktoś musiał rzucić na mnie paskudną klątwę - przyznała, dzieląc się tym samym swoim najmocniejszym, wypielęgnowanym przeświadczeniem, a zaraz potem w jej dłoni zalśniła buteleczka wypełniona popiołem. Ostrożnie podała ją gospodyni, zaś w jej oczach wciąż lśniło coś enigmatycznego, coś niewypowiedzianego i właściwie niesprecyzowanego. - Jeszcze krew. Ile? - Z włosami nie będzie problemu. Miała ich dość, przysłaniały teraz zresztą dokładnie lewą stronę jej głowy, zaczesane właśnie na to ramię.

13 września, wieczór | Forsythia | Poddasze
zakończone
- Nie wiem kiedy dokładnie to diabelstwo osiedliło się wśród moich rzeczy, ale każdej nocy wyje do księżyca jak wilkołak. Próbowałam wykurzyć go sama - opowiadała po drodze i dobyła z kieszeni purpurowej podomki różdżkę, by następnie otworzyć nią kłódkę strzegącą drzwi prowadzących do czegoś, co obecnie stało się imperium jej natchnionego śpiewaka, - ale raczej za mną nie przepada. Rzuca wszystkim i psuje, gdy tylko pojawiam się na horyzoncie - skwitowała.

14 września | Primrose | Słodka Eea
zakończone
Teraz pozostało tylko czekać: Azjatka odchyliła się mocno w fotelu, o jego ciepło i miękkość opierając plecy, po czym westchnęła pod nosem, wyraźnie usatysfakcjonowana. Właściwie mogłaby pracować w tym wielkim, ślicznym budynku, gdyby tylko wydzierżawiono jej stosowne pomieszczenie do oferowania własnoręcznie przygotowanych, krwawych praktyk; samodzielnie dbałaby o przebieg upiększającego procesu, w miejscu, które mogło potęgować poczucie faktycznego profesjonalizmu. Tylko czy szlachcianki chętnie schodziłyby się do Zacisza Kirke, opuszczając wystawne pałace i rodowe posiadłości?

15 września | Mei Ling | Kamienice mieszkalne
zakończone
- Rozumiem - odparła, choć początek jej wypowiedzi miał brzmieć inaczej; rozciągałam się, pragnęła powiedzieć, w ostatniej chwili zmieniając zaoferowaną ripostę. Dyskusje z surowym osądem Mei były bezpodstawne, mogły jedynie urazić starą mistrzynię, niż ocalić dumę młodej uczennicy. A gdy kobieta sięgnęła po swój wachlarz i podniosła się z fotela, to samo poczyniła Wren, powoli wznosząc się na równe nogi. - To pewnie dlatego, że wciąż bliżej mi do wojownika - przyznała bez wstydu.

15 września, wieczór | Cornelius | Canonteign Falls
4/5 - Obliviate stosowałam na niej dwa razy. Nie wygląda na zepsutą, mówi i zachowuje się bez zarzutu, ale sam to ocenisz - ciągnęła miękko, zanim wpływające do płuc powietrze wydało ostrzejszy dźwięk, a ona obróciła lekko głowę, by spojrzeć na Sallowa kątem oka. - Podekscytowany? - głos tym razem zabrzmiał wyzywająco. Musiał domyślać się, że podejrzewała

16 września | Calder | Stary cmentarz
2/5 - Alexandra wybrała dla pana najładniejszą sukienkę - zapewniła potem melodyjnie, lekkim ruchem głowy wskazawszy na pozbawioną magii owieczkę idącą razem z nimi na rzeź. Była taka słodka, taka śliczna i czysta, fizycznie nietknięta, niesplamiona grzechem - idealna, by posłużyć do praktyk ciemnych mocy. A do tego było już blisko: niebawem skręcili za posągiem mistycznej postaci i Wren przeprowadziła ich oboje przez ścianę długich gałęzi sięgających ziemi, za którymi znajdowało się kilka wyjątkowo zaniedbanych grobów. Ich posągi były zadrapane, a imiona na zawsze zagubione w dziejach historii.

17 września | Frances | Sypialnia Frances
zakończone
- Kto jest tym szczęśliwcem? - spytała lakonicznie, po krótkim parsknięciu i salwie cichego śmiechu. Nie zamierzała urazić nim Frances, lecz to, w jaki sposób młoda niewiasta opowiadała o zaręczynach i perspektywie nadchodzącego zamążpójścia wydało jej się dość komiczne. Ona - stoicko podchodziła do tematu Friedricha, niepewna, czy następnego dnia nie kopnie go w cztery litery gdy ten znów przesadzi, tymczasem alchemiczka zdawała się przejmować samym faktem, że ona i jej wybranek w ogóle istnieją.

18 września | Elvira | Nawiedzona ławka
zakończone
- Specyficzna aura, bardzo. Ale podoba mi się - przyznała beznamiętnie. Ciemnobrązowa, cienka sukienka zdawała się idealnie zlewać ze szlachetnym kolorem ławy, włosy natomiast skrupulatnie przykrywały lewą stronę głowy, przykrywały ją przed całym światem, nawet przed Multon. - Mam nadzieję, że nie kazałaś mi tu przyjść tylko po to, by wyłożyć profilaktykę opieki nad blizną - podjęła zaraz z przekąsem, pijąc do wymienianych wcześniej treści.

19-22 września | Friedrich | Ben Nevis
zakończone
I zabrał ją stamtąd, z Pokątnej, świstoklikiem, inny niż zwykle, swobodniejszy, łagodniejszy, jakby w całym swym podekscytowaniu po prostu piękniejszy; sprowadził ich do zielonej doliny wylegującej się pod baldachimem szarych chmur przysłaniających poranne słońce. Przed nimi rozpościerał się spokojny akwen pozbawiony choćby jednej fali; Wren rozejrzała się dookoła, łaknąco, czuła, jak okoliczna zieleń już przenika do jej płuc, rozsiewa się w nich ziarnem oddalonej od nędznej cywilizacji harmonii. W kącikach ust zamajaczył senny, zadowolony uśmiech.

23 września | Evelyn | Tereny hodowli
4/5 - Dzień dobry - zawołała zatem do kobiety, głośno, na tyle, by przedrzeć się przez prychnięcia aetonanów; część z nich dumnie przemierzała padoki, a część pozostawała w stajniach, zapewne niechętnie mierząc się z resztkami wrześniowego, popołudniowego słońca. - Szukam Evelyn Despenser. Dobrze trafiłam? - zapytała spokojnie, mając nadzieję, że niewiasta - nawet jeśli nie okaże się upragnioną jednostką - przynajmniej wskaże jej odpowiednią drogę. Mały niuchacz majtnął w tym czasie wisiorem trochę mocniej, sprawiając, że profilaktycznie osłoniła go dłonią, by nie spadł.

24 września | Tatiana | Somerset House
zakończone
Dostrzegła ją od razu, gdy kobieta wychyliła się zza kolebki abstrakcyjnej dla niej przyjemności, dziwnie przytłoczona, stłamszona, nie taka, jaką zapamiętała ją spośród nokturnowskiej stęchlizny, mgły i zawiści. Mogła ją zignorować - udać, że nie zarejestrowała melancholijnych rysów, bezszelestnie przejść do następnego filaru, by i jego podeprzeć szczupłymi plecami: ale nie zrobiła tego, obwieszczając natomiast swoją obecność z niezrozumiałego dla siebie powodu. Niechybnie ostatnią, z którą Dolohov miała ochotę się mierzyć.

25 września | Scaletta | Jarzębinowy gaik
zakończone
- Zabaw mnie - wyszeptała głosem gorącym, ledwie prawdziwym, po czym ruszyła - lecz nie na wprost, nie w dół wydeptanej ścieżki, a weszła pośród jarzębinowe drzewa, zwinnie unikając co szerszych, rozleglejszych gałęzi. Czerwone owoce spoglądały na nich w ciszy. Niemi świadkowie tragedii, która naznaczy ten gaj grzechem wyobraźni. Kim okaże się Michael Scaletta? Bierną ofiarą czy godnym przeciwnikiem? - Rozbaw. Wij się i cierp ku naszej wspólnej, intelektualnej uciesze. Co ty na to?



[bylobrzydkobedzieladnie]



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.


Ostatnio zmieniony przez Wren Chang dnia 22.08.21 6:22, w całości zmieniany 2 razy
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down


Październik '57
1 | Francis | Korytarz
zakończone, rozliczone
- Dlaczego? - odezwała się cicho, nijak, bez wyrazu, z pustym wzrokiem wlepionym w ścianę naprzeciwko. Dlaczego tu jesteś, dlaczego znów mnie nękasz, dlaczego pojawiasz się w najmniej oczekiwanym momencie, dlaczego cierpisz, kto ci to zrobił. Chciała wiedzieć, poznać tę historię, dowiedzieć się czy przynajmniej nie umierał, choć gdyby tak było zapewne przeniesiono by go na oddział intensywnej terapii. Lub jakkolwiek nazywano miejsce dla ledwo dychającego truchła.

4 | Aquila | Sypialnia Aquili
- Lady Black - powitała kobietę miękko, jednocześnie skłaniając się przed nią, choć nie tak głęboko, jak winna była czynić to zwyczajna służba. Podkreślone czerwienią usta ułożyły się w kulturalnym uśmiechu - nie radosnym, a usłużnym, empatycznym, wręcz ciepłym. - Proszę przyjąć moje zapewnienie, że dołożę dziś wszelkich starań, by kąpiel pozwoliła lady odnaleźć spokój. To dla mnie zaszczyt, że mogę lady towarzyszyć - i prywatny przywilej, choć smutny, że mogę robić to właśnie dziś - mówiła cicho, gładko, bez zająknięcia czy teatralnej wstydliwości.

7 | Elvira | Salon z sypialnią
zakończone, rozliczone
- Mogłabym kazać cię aresztować za włamanie - stwierdziła spokojnie, w akcie swobodnej hipokryzji zapominając o własnych winach z ostatniej wizyty w mieszkaniu Elviry. Faktycznie nie usłyszała żadnej bombardy ani wyłamywanego zamka. - Jak weszłaś? - spytała Azjatka i złożyła wachlarz, po czym odłożyła go na odsunięty pod samą ścianę stół.

15 | Elvira, Cassandra | Lazaret
zakończone, rozliczone
- Dziękuję za tak szybkie przyjęcie. Elvira wspominała, że może pani coś z tym zrobić - dopiero po tych słowach odsłoniła kaskadę czarnych włosów przykrywających lewą stronę głowy i ukazała Cassandrze wyrwę, bliznę, wolną ręką jednocześnie sięgając do torby, z której ostrożnie wydobyła płaską, okrągłą, szklaną menażkę z nowym uchem. - Przygotowane z mojej krwi - oznajmiła, podobno miało to znaczenie. I z dżdżownic.

16 | Deirdre | Dom na klifie
zakończone, rozliczone
Nie potrzebowały powitań. Nie potrzebowały ckliwości. Azjatka ze świstem nabrała do płuc powietrza i odczekała moment, uspokajając podniecone adrenaliną myśli. To już dziś. Jeśli Deirdre pozwoli, już dziś rzuci swoją pierwszą czarnomagiczną inkantację.
- Nie będzie martwym to, co utonie w wieczności. A kiedy miną dziwne eony, nawet śmierć będzie w stanie umrzeć - wyrecytowała miękko, skupiona, przywołując do pamięci widok zapisanej kursywą strony Necronomiconu.

20 | Rita | Ławka w ogrodzie
zakończone, rozliczone
- Chcesz od razu przejść do ogrodu? - spytała, nie przechodząc jeszcze przez próg. Teoretycznie miały się przecież pojedynkować, a Wren szczerze wątpiła w to, że Rita ugości ją dwudaniową kolacją i deserem przy pysznie pachnącej herbatce.


Listopad '57
1 | Craig | Oranżeria
- Lordzie Burke - odezwała się miękko i skinęła mu głową z wyraźnie zarysowanym szacunkiem. Nie musiał na niego pracować, właściwie żaden przedstawiciel konserwatywnej szlachty nie musiał tego robić... choć przykrym okazywał się fakt, że godne urodzenie czasem rozmijało się z płytkim, nijakim charakterem. Częstszym zaskoczeniem okazywały się kobiety. Błyszczały jak diamenty w rodzinnych koronach, obdarzone ponadprzeciętną inteligencją i świadomością własnych potrzeb.

8 | Konstantyn | Las Bernwood
zakończone
- Lancea - rzuciła prędko na widok coraz większej ilości chudych nóg i męskiego torsu. Celowała w niego włócznią zrodzoną z połyskujących błyskawic, wiązek elektryczności głodnych sięgnięcia celu. Mugol czy czarodziej, to nieistotne: stanowił zagrożenie, którego nie przewidziała w przebiegu swojego wieczoru. A może był kochankiem nadciągającym na spotkanie z naiwną Louise?

13 | Eris | Stoliki na uboczu
zakończone, rozliczone
- Roar! - Eris, na Salazara, jak dobrze cię widzieć, zaraz zwariuję. - Roar! - Bądź na tyle pojętna i zrozum co mi się stało, zanim kompletnie odejdę od zmysłów. Powiedziałaby to wszystko, gdyby tylko mogła - ale zamiast tego brwi ściągnęły się pochmurnie, a ona wydęła usta, coraz mocniej wyprowadzona z równowagi.


Grudzień '57
2 | Deirdre | Promenada nad Tamizą
zakończone, rozliczone
jeden, dwa, trzy, cztery, pięć
- Deirdre - Wren odezwała się miękko, powitalnie, a jednocześnie łagodnie i ostrzegawczo, by uprzedzić ją o swoim nieoczekiwanym nadejściu. - Jeśli naruszam twoją prywatność, powiedz, odejdę natychmiast - zapewniła bez wahania, nie chcąc wybiegać przed szereg własną nachalnością, jeśli tak Mericourt miałaby odebrać ich niespodziewane spotkanie.

15 | Forsythia | Droga między magazynami
zakończone
- Gdybyś od początku wiedziała, że to ja, zapewne nie dostałabym przeprosin. Muszę korzystać póki mogę - skontrowała kwaśnym, acz dziwnie przyjaznym tonem, krzywo uśmiechnięta na widok znajomej. Nawet nie przyszło jej na myśl, że ten za specyficzny śpiew niosący się echem wśród kamienia i soli odpowiadał zagraniczny ptak zagubiony w brytyjskiej szarudze. - Kto nie lubi miejsc, gdzie raz na jakiś czas możesz bez powodu zarobić w zęby?

zakończone
jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć
- To zwykle małe karaluchy wzbudzają zamieszanie - odpowiedziała szeptem ledwo dosłyszalnym nawet dla Blacka i powoli wyciągnęła ku niemu dłoń, by niepozornie odebrać od niego brzękotkę. Ciepło ciała nie zachęcało jej do odlotu, a skoro los chciał je połączyć, Wren równie dobrze mogła zabrać ją do domu i pozwolić Yuanowi zeżreć to głupie stworzenie. - Wszystko w porządku? - zapytała później Perseusa i Rigela, zwracając się do nich obu, zanim jeszcze na Connaught Square rozległ się rytm melodii, znajomej, lecz niewiele jej mówiącej.




it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down


Styczeń '58
31.12 | Elvira | Pokój Elviry
opis

opis

5 | Deirdre, Zachary | Lavedale
zakończone
opis

5 | Elvira | Blithfield
zakończone
opis

10 | Deirdre | Salon
zakończone
opis

17 | Aquila | Bernwood
opis


Luty '58
5 | Rycerze Walpurgii | Większa sala boczna
zakończone
opis


Marzec '58
X | X | Gdzieś
opis




it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Wren Chang

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach