Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Patio za kamienicą
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Patio za kamienicą

Niewielkich rozmiarów wybrukowany teren znajdujący się z tyłu kamieniczki, w której mieszka Wren. Dostać tu można się dwojako - przez tyły niezbyt popularnego sklepu zielarskiego - prowadzonego przez sennego staruszka -, nad którym znajduje się jej mieszkanie, lub bezpośrednio przez czarną, miejscami zardzewiałą drabinę spuszczoną z jej balkonu wprost na kamienną posadzkę. Jest to swego rodzaju droga awaryjna na wszelki wypadek, w świecie targanym przez niepewne czasy nigdy nie wiadomo, kiedy dodatkowe wyjście z mieszkania może okazać się przydatne. Patio nie ma jednak bezpośredniego połączenia z główną ulicą. Od reszty budynków oddziela je drewniany płot.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down


Im więcej mówiła, im głośniej, im wyraźniej, wokół Austriaka zaciskała się klatka. Otaczały go żelazne, zimne pręty niezrozumienia, pętały go w wymuszonym poczuciu winy, którego Wren wcale nie pragnęła dziś wzniecić; ona sama, natomiast, nie miała pojęcia, jak powstrzymać już tę karuzelę cierpliwego tłumaczenia i ściany, o którą słowa miały się otrzeć. Nie docierały dalej. Nie odnajdywały wnęki w murze uwitym wokół siebie przez Friedricha, nie penetrowały ubytków w cegłach, nie były zdolne odnaleźć choćby jednego wydrążonego przez czas tunelu. Nie rozumiał. Odpychał, dziczał, oddalał się od niej, jak wtedy, gdy w szpitalu rozkazała mu odejść. Coś szarpnęło boleśnie żołądkiem czarownicy; przeraziła się nagle, że to spotkanie zakończy się w ten sam sposób. Że nie przetrwają tego, że trzymany między palcami pierścionek spłonie w ogniu wzburzonego pożegnania; przełknęła głośniej, próbowała odzyskać kontrolę nad ciałem, odchrząknęła też, zanim odpowiedziała mu znowu.
- Na kogoś innego nie traciłabym czasu - zauważyła. Siedzisko krzesła stało się niewygodne, raptem nie mogła odnaleźć pozycji, w której nie paliłyby jej mięśnie, nie dokuczały kości; wynikało to tylko i wyłącznie z kłębiących się w niej nerwów, których nie mogła strząsnąć w nicość. - Nie myśl, Fried, że ja wiem jak powiedzieć ci to, co chciałabym powiedzieć. Też nie umiem znaleźć dobrych słów, nie jestem pewna niektórych myśli. Ale chciałabym, żebyśmy się rozumieli. I żebym mogła czuć się z tobą bezpiecznie - mruknęła beznamiętnie, bo beznamiętność była jej jedyną obroną przed rozbuchanym w środku ogniem. Szalał pożogą, trawił ją doszczętnie, tańczył na popiołach przekonania, że owa rozmowa przyniesie im obojgu pewne ukojenie. Tak nie było. On miotał się w klatce, którą rzekomo roztaczała wokół jego dumy, jego wolności, a ona lawirowała wokół dzikiego zwierzęcia, którego nie potrafiła żadnym sposobem oswoić. Potrzebowała cudu.
Ciężkie westchnienie uleciało z piersi na dźwięk jego zarzutu. Miał rację - wiedziała, że ją miał, niejednokrotnie świadoma własnego współudziału w wykrzesaniu z niego tej furii, tylko po to, by coś między nimi zniszczyć. Poddać próbie. Zasmakować okrutnej adrenaliny ciągnącej ich w przepaść.
- Wiem. Wiem i obiecuję tego nie robić. Przynajmniej nie świadomie - postaram się - zapowiedziała pewnie, twardo, nie pozostawiając możliwości poddania jej przysięgi polemice. By pokazać mu nową drogę, wytoczyć ścieżkę przez nieznane tereny, musiała najwyraźniej zaświecić przykładem - trudno, przemoże się, udowodni, że potrafi być cywilizowana, przynajmniej wtedy, gdy razem pojawiali się między ludźmi. - Ja przestanę cię prowokować, a ty przestaniesz... Nie wiem już jak to nazwać; zaczniesz bardziej się kontrolować - zachęciła go, choć jej staranie znów spełzło na niczym. Im bliżej niego była, tym szybciej uciekał - aż w końcu minął ją, rzuciwszy niemieckim przekleństwem, czymś, co niechybnie wyrazić miało jego niechęć, przypieczętować pożegnanie. I pozwoliła mu na to. Pozwoliła by minął ją w ponurej na powrót ciszy, chwycił pręty zardzewiałej drabiny i począł powoli wspinać się w górę. Szczeble piszczały pod jego ciężarem, zgrzytały, gdy stawiał na nich stopy, nieprzyzwyczajone do podobnej wagi - a ona stała tam, nagle sama, znów sama, znów skazana na to, że odszedł, bo coś zrobiła nie tak. Czarne oczy rozwarły się szeroko w zdumieniu, błysnęły przerażeniem, wspomnieniem, które kojarzyła tępą czerwienią i bólem rozsadzającym czaszkę; pozwoliła mu na to wtedy, pozwalała mu na to teraz, a żelazo zalewało płuca, odbierając jej oddech. Chyba że...
- O nie, nie tym razem. Nigdzie nie idziesz - zapowiedziała gorąco i odwróciła się na pięcie, z niespotykaną dla regenerującego się organizmu werwą dopadając drabiny. Jedną stopą wspięła się na pierwszy szczebel, drugą natomiast mocno odbiła od ziemi - i doskoczyła do niego, przywarła do pleców szmalcownika, rękoma oplatając jego szyję, by podtrzymać się przed upadkiem. Zamierzała sprowadzić go na dół - a jeśli nie słowem, jego przykładem: zrobi to siłą. - Zostajesz, będziemy rozmawiać - wydusiła, szarpiąc się z nim, zmuszając całą sobą, by wycofał się z powrotem na ziemię albo spadł razem z nią, nieważne. - Nie rozumiesz, durniu, ty tępy brodawkolepie, że to wszystko przez to, że mi zależy? - z głową przyciśniętą do jego pleców, między łopatkami, słowa te wypowiedziała wprost w materiał jego ciężkiego ubrania; mógł ich nie dosłyszeć, mógł dokładnie pojąć ich znaczenie. Nie miała pojęcia - po prostu swym ciężarem ciągnęła go w dół; pamiętała tylko to, jak w chwili ulotnego uniesienia wyznawał jej miłość. Gdyby tego nie zrobił, pozwoliłaby mu odejść. Ale teraz - nie ma mowy.

rzucam na sprawność żeby ściągnąć cię w dół
+ sprawność x2 (czyli zawrotne 2 punkty)



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

The member 'Wren Chang' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Patio za kamienicą - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Schmidt utrzymywał doskonale sobie znany, pokerowy wyraz twarzy. Nie zdradzał emocji ani myśli, jakie mogły pojawiać się w jego umyśle, to też dziwną hybrydę wyznania oraz stwierdzenia skomentował beznamiętnym chłodem. Nie okazał jej zaskoczenia ani niczego, co mogłoby naprowadzić ją na o, co obecnie przewijało się przez jego myśli. Bądź w którą stronę przyszło im wędrować.
Pomruk zamyślenia uciekł z jego ust. Nie wiedział, czy byli w stanie się zrozumieć w momencie, gdy żadne nie wiedziało, jakie powinno dobrać słowa bądź czy mogą mieć pewność dotyczącą swoich myśli. To zdawało się prowadzić donikąd.
- Jeśli żadne nie wie, jak wypowiedzieć myśli nigdy się nie zrozumiemy. - Mruknął w końcu, uważając swoje spostrzeżenie za całkiem słuszne. Nie byli legilementami, nie potrafili przenikać do umysłów innych. A co za tym idzie, po za werbalizacją myśli nie istniało innej możliwości, aby zrozumieć o co chodzi drugiej osobie.
Przekonania Wren nie starczyły, aby utwierdzić Schmidta w przekonaniu, iż nie będzie go już więcej prowokować. Wiedział, że będzie miała problem aby się powstrzymać; że pewne słowa działające na niego niczym płachta na byka z pewnością prędzej czy później ulecą z jej ust. I był pewien, że nie będzie w stanie wtedy się kontrolować; że nie powstrzyma dłoni wędrujących w jej kierunku; że nie zapanuje nad czerwonym gniewem przysłaniającym wizję. I zapewne również przez to nie widział najmniejszego sensu, by kontynuować tę rozmowę. Nie dogadają się, to było dla niego pewne. I w tym wszystkim, chyba nie chciał przekroczyć cienkiej granicy, podczas której pozbawiłby ją życia.
Ruszył więc w kierunku wyjścia, nim zapędzi go dalej w róg. Nim poczuje, że jedyną odpowiedzią będzie atak. Bolesny i zapewne niszczący dla wszystkiego, co udało im się utkać. I jej również, gdyż zapewne skończyłoby się to rozlewem szkarłatnej krwi.
Był pewien, że pozwoli mu odejść. Zniknąć w mrocznych ulicach Londynu, zapewne już więcej nie przecinając swoich dróg z drogami, jakimi chadzała ona. Skrzywił się pod nosem, gdy dziewczyna gorąco zaprotestowała jego poczynaniom. Nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, tak samo jak nie spodziewał, się, że rzuci się na niego, próbując ściągnąć z chyboczącej się drabiny. Podrdzewiałe stopnie zaskrzypiały niebezpiecznie pod jego stopami, gdyż z towarzyszącą mu na plecach Wren z pewnością warzył więcej, niż stara konstrukcja była w stanie udźwignąć.
- Złaź, Wren. - Mruknął, odruchowo mocniej zaciskając dłonie na barierce, by w razie czego uchronić ich przed bolesnym upadkiem. Nie miała na tyle siły, aby być w stanie ściągnąć go z drabiny; pokonać silne, wyrobione ciężką pracą oraz treningami mięśnie. Nie podobały mu się jej słowa, takich rozmów nigdy nie uznając za wygodne, bądź takie, które mógłby tolerować. I już napiął się, aby zrzucić dziewczynę z pleców, poprawił nawet postawę, aby móc jedną dłonią rozpleść jej ramiona… Gdy powiedziała coś, co wydało mu się dziwne oraz w pewien sposób abstrakcyjne.
Pomruk niezadowolenia wyrwał się z jego ust, gdy zacisnął mocniej dłoń na barierce, by drugą rękę zacisnąć na pośladku Azjatki. Nie po to jednak, aby podziwiać, lecz choć odrobinę zaasekurować ją przed upadkiem… O który zapewne obwiniłaby właśnie jego.
Stopy Austriaka stanęły na pewnym gruncie, a ten rozplątał dłonie zawiązane na jego szyi. Odwrócił się, aby móc przyjrzeć się twarzy Chang. Zielone ślepia uważnie lustrowały jej twarz, próbując dostrzec w niej coś, co mogłoby podsunąć mu jakąkolwiek odpowiedź na pytania, pojawiające się w jego głowie.
- Zależy Ci… Czemu? - Spytał, nie odrywając od niej uważnego spojrzenia. - Nie raz Twoje zachowanie temu przeczyło. Walczyłaś ze mną, zachowywałaś się, jakbyś nie przywiązywała do tego większej wagi... Czemu? - Mruknął odrobinę chłodno, oczekując odpowiedzi. Nie odsunął się jednak, a to mogło być pierwszym dobrym znakiem dzisiejszego dnia, jaki pojawił się w jego zachowaniu.

| rzut na sprawność


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Powrót do góry Go down

Wszystko zostawiła za sobą w momencie, w którym zawisła całym ciężarem na jego barkach. Przylgnęła do pleców, uczepiła się go niczym chwast przyrastający do łodygi wznoszącego się ku słońcu kwiatu, oplatając go wszystkim - całą swą siłą, całą determinacją, próbą odmówienia mu naturalnego prawa do wyjścia. Do zostawienia jej samej. Nie mógł tego zrobić, ona nie mogła do tego doprowadzić, nie znów, na Merlina, nie znów; w jej gestach Friedrich mógł wyczuć desperację. Przesycała wątłe, szczupłe ciało naruszające granicę jego własnego, wylewała się z każdego otworu, przekrzywiała obraz rzeczywistości niczym odbicie w połamanym zwierciadle. Trudno, może była w tym momencie komiczna, może wręcz upierdliwa, ale jeśli to miało odwrócić bieg wydarzeń i zmusić przeznaczenie do tego, by usłuchało jej woli, niech tak będzie.
- Nie zejdę - sapnęła butnie, prawie już na bezdechu, zmęczona brakiem kondycji. By utrzymać się na jego ramionach wykorzystywała chyba wszystkie mięśnie, nawet te, o których istnienia nie miała pojęcia, nigdy wcześniej nie wisząc nad przepaścią, tą metaforyczną i tą prawdziwą, która pożreć mogłaby każdego skaczącego w czerń śmiałka. Na szczęście Schmidt nie zadrżał na drabinie zbyt mocno, nie puścił pokrytych rdzą prętów, korygując za to ich niewygodną, absurdalną pozycję; Wren poruszyła się, poprawiła, dostosowała do dłoni ślepo oferującej jej stabilizację. - A ty nigdzie nie pójdziesz. Nauczymy się rozmawiać, choćbym miała te słowa wydrapywać z twojego gardła paznokciami - wykrztusiła z siebie, mocniej przylgnęła do mężczyzny, gdy ten jął zniżać się na drabinie, powoli, ostrożnie, by nie wylądowali na ziemi; wówczas z pewnością zmiażdżyłby ją swoim ciężarem, połamał nos czy żebra. Ale tak się nie stało - osiadli bezpiecznie, stanęli na pewnym gruncie i dopiero wtedy Azjatka niechętnie opuściła nogi, zsuwając się z Friedricha, dla którego jej wyznanie nie pozostało obojętne. Nie pozostało bez znaczenia. Jak miała mu to wytłumaczyć, jak ubrać w zgłoski to, co czaiło się gdzieś na dnie, dotąd nieznane - a jeśli znane, to tłumione w żarze dawnego bólu, rozczarowania? Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk; milczała przez chwilę, dłuższą chwilę, uciekając spojrzeniem w bok, niezdolna znieść brzemienia spojrzenia zielonych oczu wwiercających się pod powierzchnię jej skóry. Poczuć - to było ciężarem. Bzdurnym obowiązkiem kolidującym z egoizmem, z egocentryzmem, z hipokryzją. Ale przyznać się do narodzin tych emocji - było obnażeniem sfery tak boleśnie prywatnej, że na moment Wren zakręciło się w głowie.
- Nie wiem - przyznała szczerze, mimo suchości pętającej gardło. I tak też brzmiała - na zagubioną, pozbawioną gruntu pod nogami. Pozbawioną kontroli. - Nie umiem tego nazwać, wytłumaczyć logicznie. To po prostu... Jest. Odkąd pierwszy raz Otto odmówił ci posłuszeństwa, zatrzymał się przed rozdarciem mnie na strzępy - wspomnienie powiodło za sobą cień nostalgicznego uśmiechu. Po burzliwym pojedynku pierwszego spotkania Schmidt pragnął rzucić ją psu na pożarcie - ten jednak wstrzymał się, zamiast tego obwąchując ją uważnie, uspokojony obecnością nieznanej dotychczas wiedźmy, która bezpowrotnie miała zmienić życie i ogara, i pana. Dopiero po tym wyznaniu pozwoliła sobie spojrzeć na niego, spłoszona szczerością, którą mu oferowała. Niepewna tego, co czaiło się za lodowatą, wyważoną fasadą zagranicznych rysów. - Chcę cię mieć blisko. Nawet kiedy się kłócimy, krzyczymy, pojedynkujemy, milczymy w cichej wojnie, to niczego we mnie nie zmienia; dalej cię chcę - zamiast się zarumienić, jej twarz pobladła. Ciężki oddech niechętnie opuszczał płuca, czasem zdawała się o nim zapominać, coraz bardziej zbita z naturalnego, oczywistego dla siebie tropu. Zrozum co chcę ci powiedzieć, krzyczał jej umysł, zrozpaczony, pozbawiony bardziej przejrzystych argumentów.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Pomruk przepełniony niezadowoleniem wyrwał się z jego ust.
Nie podobały mu się próby wymuszenia na nim rozmowy, a za takie właśnie brał działania Chang. Uwieszanie się na nim, próby ściągnięcia z drabiny oraz słowa, jakie opuściły jej usta sprawiały wrażenie kolejnej chęci zamknięcia go w klatce; zmuszenia do wypowiedzenia tego, czego nie potrafił ubrać w słowa bądź choćby dopuścić do wiadomości.
- Próbuj. - Mruknął jedynie wywracając zielonymi ślepiami. Był większy i z pewnością silniejszy od niej, a to zapewniało mu przewagę, gdyby faktycznie postanowiła rzucić się na niego z pazurami. Wtedy jednak, zapewne nigdy więcej nie doszliby chociaż w okolice jakiegokolwiek zrozumienia. I Schmidt nie do końca czuł się dobrze ze świadomością, że coś, co zwykle rozwiązywało jego problemy w tym wypadku jedynie je mnożyło. O wiele prościej byłoby, gdyby mógł rozwiązać problem tak, jak do tego przywykł.
Obserwował. Uważnie, każdy nawet najmniejszy szczegół jej osoby. Przyglądał się jak Wren otwiera usta, jak ucieka ciemnym spojrzeniem gdzieś w bok, w napięciu oczekując słów, jakie mogły wydobyć się z jej gardła. Czuł, że zapewne to jej odpowiedź będzie przysłowiowym gwoździem do trumny, przypieczętowującym to, w jaki sposób zakończy się ta rozmowa. On chciał wyjść. Oddzielić się grubą linią od jej słów, tej całej sytuacji oraz dziwnych wymagań, jakie przed nim stawiała. Rozmowa zdawała się być czymś nie do przeskoczenia, abstrakcyjnie trudnym w swojej prostocie.
A gdy w końcu postanowiła wypowiedzieć pełne zagubienia słowa, założył ręce na piersi z uwagą się im przysłuchując. I u niego wspomnienie pierwszego spotkania sprawiło, że kąciki skrytych pod wąsem ust uniosły się delikatnie ku górze. To była dobra walka. Satysfakcjonująca i zaskakująca jednocześnie. I nawet wtedy gdy Otto pierwszy raz nie wykonał jego rozkazu nie sądził, że ta żmija nabierze takiego znaczenia.
Ciężkie westchnienie wyrwało się z jego ust. Nie wiedział, co powinien odpowiedzieć na jej słowa. Nigdy nie był dobrym mówcą, a wypowiadanie kwiecistych zapewnień uczuć zdawało się być czymś, niemożliwym dla niego do osiągnięcia. Zrobił więc to, co wydawało mu się najstosowniejszym - zwyczajnie przyciągnął dziewczynę do siebie, by wpić się w jej usta. Scałowywał dziewczęce wargi spokojnie, niemal leniwie, pozwalając aby to, czego nie wypowiadał znalazło ujście w pieszczocie, jaką ją obdarowywał. Nie często pozwalał sobie, aby podobne emocje przemawiały przez jego gesty, zwykle nawet nie dopuszczając podobnych uczuć do swojego umysłu. Zaserwowała mu szczerość, a on odwdzięczał się tym samym, lecz w odrobinę innej formie.
Szorstkie palce przejechały po jej policzku, a zielone ślepia utkwiły w czarnych tęczówkach, próbując dostrzec to, co mogło się w nich ukrywać. - Mogłem Cię zamordować. - Mruknął lekko z rozbawieniem w głosie, wykrzywiając przy tym wargi w dziwnej hybrydzie uśmiechu. Mógł, ale tego nie zrobił. I jeszcze pięć minut temu niezmiernie tego żałował.
- Jeśli chcesz rozmawiać… - Skrzywił się odrobinę, nadal nie przekonany do tej całej idei rozmowy. Na Merlina, czy naprawdę nie było innej możliwości? - Muszę się napić. Schnappsa pewnie nie masz… Ale Ognistą? Cokolwiek, co kopie. - Dodał, nie odrywając od niej swojego spojrzenia. W ten sposób z pewnością będzie łatwiej wypowiedzieć to, co chciało pozostać zapomnianym oraz niezauważonym. Pozostawało mieć nadzieję, że Chang przystanie na jego propozycję a temat rozwiąże się raz na zawsze.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Powrót do góry Go down

Drżała. Lekko, ledwo dostrzegalnie, drżała w jego ramionach, przyciągnięta do szerokiego torsu, zamknięta w na powrót bezpiecznym uścisku umięśnionych rąk; powinny być jej tarczą, przed wszystkim, przed wszelkim paskudztwem pragnącym wślizgnąć się między nich, namącić bardziej, niż byliby w stanie zrobić to sami. Tego od niego chciała - nieważne jak okropnym, jak pozbawionym moralnego kodeksu czy skrupułów był dla świata, nieważne ile grzechów czerniło jego wspomnienia, plugawiło duszę; niech wraca do niej cały i zdrów, do niej - stęsknionej, nawet dzikiej i rozpuszczonej w jakości przedziwnego uczucia, które do niego żywiła. Czy była to miłość? Chyba nie, nie tak opisywały ją baśnie, nie o tym piały księżniczki z dobranocek dawno, dawno temu opowiadanych przez matkę, nie to zachwalały melancholijne pieśni wypełniające bary spowite duszą, wieczorną atmosferą. Ale w całej swej nienawiści i niechęci - do Londynu, do wszechobecnej głupoty, do ludzi, jego nienawidziła odrobinę mniej.
Odwzajemniła więc ten pocałunek, tuż po pierwszym och uciekającym z jej ust w wyrazie zdumienia; przylgnęła do niego całą sobą, emanowała ciepłem ulgi, bo nie uciekł, został z nią, chyba w końcu zrozumiał. Wren wspięła się na palce i oplotła rękoma jego talię, całowała go tak długo, jak tego chciał, tak spokojnie, jak tego chciał, w osobliwym przeświadczeniu, że w ten właśnie sposób przyszło jej go oswajać. Uciszać, poskramiać, wydobywać człowieczeństwo spod warstwy wieloletniego lodu skuwającego tak umysł, jak i metaforyczne serce; dopiero kiedy odsunął od niej twarz lubieżnie oblizała usta i uśmiechnęła się butnie, posłyszawszy jego słowa.
- Mogłeś. Ale po co? Sam umarłbyś z nudów - złośliwie wzruszyła ramionami i podniosła własną dłoń do twarzy Friedricha, palcem wskazującym przesuwając od czoła, wzdłuż nosa, do warg - by potem powrócić nim do prawego policzka, gdzie w akcie przypieczętowania swych słów pozostawiła lekkie drapnięcie; tym razem jej paznokcie nie były ostre, nie znaczyły skóry głębokimi, szkarłatnymi pręgami, nie zamierzały dostać się do mięsa. Jedynie zaczepiały, przypominały, że pewne ruchy i gesty wciąż były dozwolone, mimo jej pierwotnej prośby i meritum rozmowy.
- Myślisz, że nie mam? Przecież wiem, że pałętasz się tu od czasu do czasu, zrobiłam zaopatrzenie. Znaj moją dobroć, Schmidt - odparła słodko, przesłodko, po czym wspięła się po drabinie i na moment zniknęła w mieszkaniu, by odkopać butelkę egzotycznego dla siebie alkoholu. W lewitacji towarzyszyła jej para kieliszków wybranych właściwie na ślepo - nie miała bowiem ani grama pojęcia, w jaki sposób oryginalnie pijano to ciężkie ścierwo. Z naręczem urzeczywistnienia jego pragnienia znów zeszła na dół, na patio, w jednej ręce trzymając teraz różdżkę, która drewnianą tacę posłała wprost na ogrodowy stół ustawiony nieopodal płotu oddzielającego jej spokojną kolebkę od reszty ulicy. - Rozlej - poleciła, samej znów zajmując miejsce na jednym z siedzisk. W identyczny sposób oparła też bose, brudnawe od podłoża stopy na krawędzi blatu. - Fried, nie chodzi mi o to, żebyś teraz obchodził się ze mną jak z jajkiem popiełka, tylko żebyś... chociaż ograniczał się przy ludziach. Wszędzie, może poza sypialnią - mruknęła w zamyśleniu, powróciwszy do tematu dopiero gdy alkohol wypełnił kielichy; ten przeznaczony sobie ujęła w dłonie i uniosła do ust, niechętnie biorąc zeń łyk. Smak nie należał do jej ulubionych. W gruncie rzeczy wcale jej to nie smakowało, ale poświęcała się dla tego osła, jak zawsze, niczym cierpiętnicza matrona. - Skąd się to wzięło? Gdzie to w tobie siedzi, ta myśl, że musisz uczyć posłuszeństwa, karcić, teraz, natychmiast, mocno? - zapytała ostrożnie, nieprzekonana, czy zechce tym razem jej odpowiedzieć, poruszyć mury, które w przyszłości pragnęła skruszyć. Podejrzewała - że korzeniem był Hugo, ale chciała usłyszeć to od niego. Może wówczas byliby w stanie poradzić coś na to wspólnie.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Nie był pewien, czy zrozumiał pełnię jej przekazu. Zapewne aby pojąć pełnię obrazu i dopuścić do siebie pewne wiadomości oraz emocje będzie potrzebował kilku długich dni, spędzonych na przewertowaniu wszelkich za, przeciw, oraz tego, co kryło się w zapomnianych częściach jego umysłu. Proces ciężki, który zapewne będzie musiał wspomóc procentami.
Pomruk zadowolenia opuścił jego gardło gdy zauważył uśmiech rysujący się na ustach dziewczyny. Silne dłonie umiejscowił na jej plecach, przymykając na chwilę ślepia gdy ta wodziła palcami po jego twarzy. Wszystko zdawało się być tak dziwnie normalne, że aż nie mieściło się to w jego głowie. Abstrakcja tej relacji zaskakiwała, nawet jeśli był pewny, iż już do niego przywykł.
- Zaplusowałaś. - Mruknął, a usta skryte pod brodą ułożyły się w uśmiech podszyty zadowoleniem. Nie spodziewał się takiego gestu. Zwłaszcza iż wiedział, że ten trunek nie należał do jej ulubionych. Gdy dziewczyna poszła po butelkę oraz kieliszki Friedrich udał się w kierunku mebli ogrodowych. Ściągnął z grzbietu ciężką kurtkę odrzucając ją na bok, po czym zajął miejsce na jednym z krzeseł. Oczekiwał jej powrotu, a gdy ponownie zjawiła się na patio, uważnie omiótł jej sylwetkę zielonym spojrzeniem. Nie musiała go zachęcać - niemal od razu sięgnął po butelkę austriackiego trunku aby rozlać go po szklankach. Od razu uniósł jeden z kieliszków do ust, by na raz wychylić połowę jego zawartości. Procenty rozluźniały, a rozmowa jaką mieli odbyć nie jawiła się jako łatwa bądź przyjemna. I chętnie by ją pominął.
- Delikatność nie jest moją cechą. - Mruknął jedynie, wbijając zielone spojrzenie w kieliszek. Czasem posiadał przebłyski, jeśli jednak Chang uważała, że magicznie nagle zacznie obchodzić się z nią jak z jajkiem, z pewnością była w błędzie. Potrzeba było czasu, aby Schmidt nauczył się traktować ją w inny sposób, według niej bardziej odpowiedni.
- Tajemnica za tajemnicę, informacja za informację. Wtedy ma to sens. - Odpowiedział, będąc niemal pewnym, że dziewczyna przystanie na jego propozycję. Inaczej nie dało się rozwiązać sytuacji, w której się znaleźli… A on również uważał, że powinien wiedzieć o pewnych sprawach. Skrywana choroba doprowadziła do rozłamu oraz złamania zaufania - a takich sytuacji, przynajmniej w jego mniemaniu, powinni unikać. Ponownie uniósł kieliszek by dopić jego zawartość. Dopiero kiedy uzupełnił w nim alkohol postanowił odpowiedzieć na pytanie.
- To odruch. Podobny do oddychania. - Zaczął, a zielone ślepia stały się dziwnie odległe, jakby Schmidt znalazł się w innym miejscu. - Jak byłem mały, w Austrii szalała mugolska wojna. Mugolski rząd wcielił Austrię w Wielkie Niemcy, walczyli o czystość krwi. Przenieśliśmy się pod Wiedeń, rezydencja skryta zaklęciami. Niedaleko mugolscy żołnierze pozbywali się tych, którzy stali mu na drodze. Śmierć i przemoc były wszędzie. - Mruczał pod nosem, niepewien czy dziewczyna w ogóle cokolwiek z tego zrozumie. - Daj rękę. - Rzucił, po czym przysunął się do niej, by ułożyć jej dłoń na swoim gardle, skrytym pod przystrzyżoną brodą. Ostrożnie pokierował jej palcami by, te natknęły się na niewielkie wybrzuszenie na jego skórze, będące źle zaleczoną blizną po rozcięciu. - Ojciec był surowy, to pamiątka po pierwszej lekcji. Czarował słowem, ale i wychodził z założenia, że jedynie strach jest w stanie zapewnić odpowiednie poparcie. Był dyplomatą. Der Zweck heiligt die Mittel. Cel uświęca środki. Obserwuj i gryź, nim ktoś ugryzie ciebie. - Stare prawdy wypowiadane przez ojca mocno utkwiły mu w głowie. I to właśnie robił - obserwował, zbierał informacje a gdy ktoś mu zagrażał atakował, nim druga strona przypuściła atak.
- Teraz Ty. Jedna informacja i jedna tajemnica. - Zawyrokował, nie widząc sensu aby przytaczać wszystkie sytuacje powiązane z jego ojcem. Teraz jej kolej, aby się otworzyć, tym samym zachęcając mężczyznę aby i on wyjawił później więcej.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Powrót do góry Go down

Wbrew pozorom potrafili utkać normalność. W oczach wielu - dysfunkcyjną, pewnie też pokraczną, ale własną. Na moment zastygało wokół nich wszystko, cała ta złość, niewypowiedziane jeszcze zarzuty, wzburzona obrona cisnąca się na język; topili to w okrutnie ciężkim, niesmacznym alkoholu rozgrzewającym przełyk i żołądek, rozwiązującym język. Wren powinna była właściwie od tego zacząć. Pozwolić Friedrichowi zwilżyć gardło, poluzować zamki scalające jego misternie skrywaną przeszłość, zanim rozmowa zeszła na wybrukowany powagą temat. Ale teraz znów byli na dobrej drodze, usadzeni naprzeciwko siebie, przechylający szkło; Schmidt robił to szybciej, zaprawiony w boju, podczas gdy ona krzywiła się i grymasiła, zbyt rozpieszczona smakowo przez angielskie trunki.
- Tajemnica za tajemnicę, informacja za informację - powtórzyła za nim, przystała na ten warunek, niepewna jeszcze czym winna mu się za szczerość odwdzięczyć. Co miałoby wagę równą austriackiemu powrotowi do przeszłości, odkopaniu prawdy spod sterty kurzu i gruzów. Zielone tęczówki obserwowały szklankę ujętą przez duże dłonie, czarne natomiast, te należące do niej, nie oderwały się ani na moment od jego twarzy. Obserwowała go, pragnęła widzieć w jaki sposób układały się mięśnie mimiki, gdy odkrywał przed nią zakazane dotychczas karty, pragnęła to zapamiętać.
A jego karty przedstawiały śmierć. Przemoc, gwałt, polityczne morderstwo - już od najwcześniejszych lat; Hugo Schmidt trzymał syna blisko wojny, chwalił ją, musiał gloryfikować, skoro zrodzone wtedy nawyki przetrwały tak długi czas. Zaczynała rozumieć. Brak matczynej ręki, która mogłaby zasłonić szmaragdowe oczęta małego chłopca, sprawił, że wszystko to musiał chłonąć bez końca, aż z dziecięcej niewinności nie zostało już nic: na własne życzenie ojciec stworzył mężczyznę silnego, dominującego, zdolnego rzucić na kolana cały świat ciężarem pięści. Coś w jej wnętrzu odezwało się gromkim buntem, coś żądało, by schowała go w ramionach i pozwoliła od tego odpocząć, lecz zanim z ust wydobył się jakikolwiek dźwięk, zaoferowała dłoń Friedrichowi; pokazał jej szramę młodości, pierwszą, pierwszą i tak potężną, by odrzeć młodzieńca z fałszywego przeświadczenia, że świat był piękny. Że był dobry. Wren poczuła, jak nagle zaschło jej w gardle, jak wyschły jej usta - i pochyliła się do przodu, na wskazanym miejscu składając długi, ciepły pocałunek. Akceptowała to, jego przeszłość, jego teraźniejszość, pieczętowała to właśnie tym gestem; chciała, by to wiedział.
- Powinieneś go zabić - odezwała się cicho, odsunąwszy się z powrotem i oparłszy o swoje siedzenie. Na dnie jej szklanki wciąż pozostawała odrobina alkoholu, uniosła ją więc do warg i dopiła resztkę. - Wiem, że nie żyje, ale wciąż jest w twoich myślach. Jego wspomnienie, każda lekcja, którą wwiercił ci w głowę. Niech w końcu odejdzie na dno piekła. Niech tam gnije - jej spojrzenie było łagodne. Pozbawione współczucia, wiedziała przecież, że nie tego od niej oczekiwał: przepełniało je jedynie ciepło, które sama chciała mu zaoferować. Wsparcie.
Zamruczała w zamyśleniu, gdy nadeszła jej kolej. Dopiero teraz jęła odszukiwać w swej głowie wspomnienia zdolnego dorównać prawdzie ujawnionej przez Friedricha, na moment milcząc, spojrzeniem odbiegając gdzieś w bok. W gruncie rzeczy jej życie nie było tak pozbawione koloru, tak brutalne. O wielu kwestiach wspomniała mu już wcześniej, jednym czy kilkoma słowami; wobec tego mogła jeden z naczelnych tematów po prostu rozwinąć.
- Teraz wszystko wydaje mi się zbyt miałkie - przyznała i przesunęła się nieznacznie na krześle, odnajdując wygodniejszą pozycję. - Kojarzy mi się tylko jedna sytuacja. Wakacje po pierwszym roku szkoły, o ile dobrze pamiętam: byliśmy całą rodziną nad jeziorem, ojciec dopiero nauczył mnie pływać - nie odwróciła na niego wzroku, nie powróciła myślami do rzeczywistości, spętana nagle przez ten okropny, słoneczny dzień na kameralnej, rzadko uczęszczanej plaży. Pan Chang przez większość czasu kąpał się z nią, zanim zmorzył go sen, ona zaś została sama, pluskając się beztrosko w niebieskim akwenie, szczęśliwa, ciepła i ufna, jak ufnym potrafiło być tylko dziecko. - Matce nie spodobało się, że zbyt daleko odpłynęłam. Powtarzała mi, że coś jest w wodzie, jakiś potwór, zaraz mnie zje. Ale nie słuchałam - dlaczego miałaby posłuchać? Była młoda, głupiutka, zbyt zafascynowana wciąż świeżym wspomnieniem Hogwartu, wielkiego jeziora przecinającego błonia. Wyobrażała sobie, że to stworzenie, przed jakim ostrzegała rodzicielka, było wielką kałamarnicą; słyszała o niej od dwóch starszych uczennic w Pokoju Wspólnym. - W pewnym momencie przyciągnęła mnie na brzeg zaklęciem. Zachłysnęłam się wodą, więc powiedziała, że to machnięcie ogona bestii mnie tak odrzuciło - cień jakiejkolwiek dobroci znikł z jej twarzy; rysy wyostrzyły się, głos stał się chłodny, nieobecny. - Przytrzymała mi głowę pod wodą, żebym nauczyła się, że to niebezpieczne. Nie możesz tak ryzykować, Wren, nie wiesz, jak bardzo się martwiłam? Trzymała tak długo, tak głęboko, aż nie zrozumiałam jej troski - dłoń trzymającą pustą już szklankę przysunęła bliżej Friedricha, domagając się nowej porcji alkoholu. Dopiero wtedy jej usta ułożyły się w kwaśny uśmiech, a spojrzenie powróciło do jego twarzy. Przechyliła głowę lekko do boku. - A potem rodzice dziwią się, że dojrzejemy jebnięci - parsknęła ponuro. Dziś Euclid Chang oczekiwała od niej zrozumienia, ulżenia w chorobie i częstych odwiedzin, na które nie zasługiwała, przekonana jednak, że powinnością córki było starej, zmęczonej matce służyć ramieniem.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.


Ostatnio zmieniony przez Wren Chang dnia 21.11.20 16:30, w całości zmieniany 1 raz
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Dreszcz wzdrygnął ciałem szmalcownika gdy usta Wren znalazły się na jego bliźnie w geście, dla niego, co najmniej dziwnym. Nie przywykł do ciepła bądź czułości. Nie przywykł do akceptacji, nawet tej, okazywanej tak niewielkimi gestami jak teraz. Nie był jednak pewien, czy ten gest odebrał pozytywnie bądź negatywnie. Z jednej strony, coś głęboko w jego środku zdawało się cieszyć z tego gestu; ze znalezionej akceptacji oraz dziwnej relacji, jaką tworzyli. Z drugiej jednak strony doskonale wiedział, że każda osoba znajdująca się blisko niego, mogła okazać się celem ataku. Ze strony wroga, ze strony rodzin tych, którym odebrał życia… Tych, których nie udało mu się jeszcze dorwać. I nie był pewien, czy jakiekolwiek środki bezpieczeństwa będą w stanie sprawić, iż nikt niepowołany jej nie tknie. Wykrzywił usta w dziwnym grymasie, nie przerywając jednak opowieści. Lakonicznej, wypowiedzianej tak, jak zwykł się wysławiać, bez większych emocji wypisanych w basowym głosie bądź w ostrych rysach jego twarzy. Nie przywykł do wyrażania emocji.
Męska brew powędrowała ku górze, gdy wypowiedziała kolejne słowa. I mimo iż nie raz miał na to ochotę, wizja zabicia ojca zdawała się być w pewien sposób oburzająca.
- Dlaczego? - Spytał, nie rozumiejąc, co miała na myśli. Wbrew wszystkim wydarzeniom, figura ojca była niezwykle ważna w jego życiu. To on pokazał mu jak grać, aby wygrywać. Nauczył tego, co powinien umieć mężczyzna, przekazał wartości austriackich przodków. - Lekcje które mi wwiercił w głowę sprawiły, że nadal żyję. Był surowy, ale do pewnego momentu, nawet go lubiłem. - Mruknął, zapewne wyjawiając odrobinę więcej, niż powinien. W tym momencie figura ojca pozostawała przysłonięta złością, wywołaną kłamstwami. Do momentu odnalezienia dziennika czuł, że  z ojcem zawiązał dziwny pakt porozumienia, jaki mógł funkcjonować między ojcem a synem, działającymi w dwóch innych acz podobnych do siebie polach. Ciepło w ciemnym spojrzeniu było dla niego zaskoczeniem; czymś do czego z pewnością nie nawykł.
Wsłuchiwał się w jej opowieść, tym razem spojrzenie lokując w jej twarzy. W zamyśleniu uzupełnił swój kieliszek, ważąc to, co miał jej odpowiedzieć. O ile działania Hugo był w stanie zrozumieć, tak poczynania jej matki zdawały się być dziwnie abstrakcyjne… Chociaż trzeba było przyznać, iż Friedrich Schmidt  nie miał najmniejszego pojęcia, jak to jest posiadać matkę. Nie miał również pojęcia o tym, jak matki powinny zachowywać się względem swoich dzieci. Ostrożnie uzupełnił kieliszek narzeczonej, próbując pojąc całokształt sytuacji.
- Wnioskuję, że nie wszystkie matki się tak zachowują. - Mruknął, wyciągając szorstką dłoń w jej kierunku, aby ułożyć ją na jej kolanie, w dziwnej hybrydzie gestu, jakim powinno obdarzać się osoby po podobnych wyznaniach. Ostrym, szorstkim w pewien sposób pokracznym i z pewnością nowym dla Schmidta. - Martwi bywają jeszcze gorsi. - Wzruszył ramieniem na wspomnienie o rodzicach. Bywali dziwni, to z pewnością. I mimo iż nie był sentymentalny chciałby choć raz spotkać swoją matkę.
Mężczyzna uniósł kieliszek do swoich ust, by upić z niego długi łyk.
- Pierwszy raz zabiłem, jak miałem pięć lat. Ojciec był zapalonym myśliwym. Kiedy pojawiał się w domu zabierał mnie do lasu. Rozkładaliśmy namiot. Złapałem wtedy lisa, ojciec kazał go zabić. Stoi wypchany w domu, w Austrii… - Wyjawił kolejną tajemnicę, tylko i wyłącznie po to, aby później móc zadać pytania, na które miał otrzymać szczerą odpowiedź. Chyba pierwszy raz od dawna. - To było pierwsze zwierzę. Pierwszy mugol gdy miałem piętnaście, czarodziej gdy miałem siedemnaście. Zaraz po szkole. - Dodał beznamiętnie, rzucając kolejnym faktem, którego nikt na jego temat z pewnością nie znał. Zielone spojrzenie utkwiło w Chang, przez chwilę się jej przyglądając
- Dlaczego Twoja matka tak się zachowuje? - Spytał, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. - To będzie informacja, tajemnicę wybierz sama. - Dodał, ponownie unosząc kieliszek do swoich ust. Przyjemny, morelowy alkohol spłynął wzdłuż jego gardła, pozostawiając rozkoszne pieczenie przełyku. Ta rozmowa chyba nawet zaczynała mu się podobać.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Powrót do góry Go down

Dlatego, że przez niego możesz kiedyś mnie stracić. Te słowa nie przeszły jej przez gardło; zamilkła, zamruczała krótko, jakby poszukując na jego wątpliwość stosownej odpowiedzi, nie przyznając, że znalazła ją już wcześniej. Palce zadudniły głucho o krawędź kieliszka, wygrywały nieznaną, przypadkową melodię zmieszaną z wolnym tempem oddechu ulatującego z płuc. Im obojgu ta rozmowa nie przychodziła łatwo: na co dzień niczym lwy bronili swojej prywatności, przeszłości zakopanej na dnie pamięci, wszczepionej w każdy mięsień, w każdy litr krwi płynącej przez żyły - teraz natomiast odsłaniali tę kurtynę. Obnażali czułe punkty. Stawali się zagrożeniem dla siebie nawzajem, najpotężniejszym, nawet jeśli ta myśl nie nawiedziła jeszcze żadnej z głów.
- Chociażby po to, żeby stworzyć własne zasady - odezwała się w końcu, przeniosła na niego spojrzenie, profilaktycznie sprawdzając, jak Friedrich będzie reagować na jej słowa. Alkohol sprawiał, że rozluźnił się bardziej, lecz wciąż mógł wybuchnąć w każdym momencie, zadeklarować, że ma dość, wspiąć się w górę po starej, wysłużonej drabinie, a tym razem mogłaby już go nie zatrzymać. Ale tego nie robił. Słuchał jej, chyba autentycznie ciekaw; to z kolei zachęciło Wren do rozwinięcia myśli. - Jesteś już dużym chłopcem, powinieneś mieć więcej własnych przekonań, niż tych, które zaszczepił w tobie ojciec. Nie uważasz? Nie wszystkie z nich są dobre. Niektóre wcale ci nie służą, nawet jeśli tego nie widzisz - ostatnie słowa wypowiedziała już ciszej, niechętnie nawiązując do oskarżeń, które podniosły wokół niego klatkę. Nie zamierzała wracać do nich tak szybko, właściwie była pewna, że argumentów podnosić na nowo nie było już sensu, Schmidt usłyszał przecież wystarczająco dużo - jeszcze na trzeźwo, by zapamiętać dokładnie to, o co go prosiła. Przemyśli to potem. W zaciszu swojego nokturnowskiego królestwa, w ciemności, mgle i ulicznej stęchliźnie.
Napełnioną ponownie szklankę uniosła do ust i wychyliła z niej kilka haustów; piekły, piekły okropnie, ale wypalały z niej dziecięce niezrozumienie, melancholię, smutek. Nie chciała ich czuć. Nie teraz, nigdy więcej, choć sylwetka matki nieustannie przywoływała każde z duchów niesprawiedliwej przeszłości. Wciąż posiadała tę moc - i kontrolowała nią latorośl, nawet gdy były od siebie daleko. Jej szpony sięgały przez cały Londyn, ba, na pewno przez całą Brytanię, chwytały ją pod żebra ostrym szpicem, zmuszały do konwulsji, wzbudzały złość. Złość, którą dopiero uczyła się przekuwać w moc.
- Może, nie wiem. Nie znam wielu matek - odparła beznamiętnie i sięgnęła swoją dłonią do tej ułożonej na swym kolanie. Tajemnica za tajemnicę, informacja za informację, czułość za czułość. Czarne oczy zaskrzyły się czymś na wzór wdzięczności, gdy spojrzała na niego przelotnie, zaraz potem wsłuchując się w kolejne basowe wyznanie; dudniące o magiczną opokę nad ich głowami krople deszczu podkreślały ciężar wspomnienia głęboką nutą posępności, szarzyły świat wokół nich, chmury na niebie przysłoniły zaś blade słońce i rzuciły cień na patio. Natura wydawała się z nimi współgrać.
- Żałujesz? Którejkolwiek z ofiar? - spytała spokojnie, niepewna, czy ciekawością nie naginała reguł ich gry, ich wymian. Odpowiedź mógł zachować na później, jeśli właśnie to robiła - w podobnej manierze Friedrich nawiązał ponownie do Euclid, rozpalał w niej ogień innego niż zwykle pokroju. Na bladą, porcelanową mimikę wydobywał kwaśny grymas nienawiści. Znów - dlaczego? Sięgnęła po jeszcze jeden łyk alkoholu, tym razem nawet nie krzywiąc się, gdy spływał do żołądka. Smakiem nie mógł równać się ze słonym wspomnieniem dziecięcych łez i niespełnionych próśb o miłość.
- Zawsze taka była. Zarzekała się, że chce mieć dzieci, a jak już je miała, coś poprzestawiało w jej głowie wszystkie klepki - wzruszyła ramionami; melodia jej głosu stawała się ostra, nieprzyjemna, niewymierzona jednak w Friedricha. Próbowała dosięgnąć widma Euclid, uświadomić jej wszechrzecz win, naiwnie licząc, że tym razem zrozumie - nawróci się, przyjmie ją pod matczyne skrzydło i otoczy ciepłem, którego nigdy dotąd nie potrafiła z siebie wykrzesać. - Wolała kuguchary ode mnie. Mieliśmy ich multum, potem wszystkie zdechły, bo nimi też przestała się zajmować - Azjatka machnęła niedbale wolną od alkoholu ręką, rozganiając gromadzące się wokół niej myśli. Zwieńczyła tym informację, teraz odszukując w pamięci tajemnicy, która Schmidta mogłaby zadowolić. Było coś takiego - coś ujawnionego jedynie Deirdre, nie tak dawno temu. Wren oblizała usta, uspokoiła na nowo oddech; najwyraźniej alkohol rozwiązywał język również jej samej. - Ja pierwszy raz zabiłam za pomocą rue - wyznała powoli, ostrożnie, wpatrzona w niewidzialny baldachim oddzielający ich od kaskady deszczu. - Ledwo po szkole. Byłam taka głupia i naiwna, sama z czymś, czego nie potrafiłabym utrzymać - czego nie chciałam. Wszystkie pieniądze, jakie zarobiłam, poświęciłam na eliksir poronny - mówiła, obracając kieliszek w dłoniach. Pozornie bierna, obojętna, pozbawiona emocjonalnego połączenia z ujawnianym misterium, ale Friedrich z pewnością rozumiał, że było to wyłącznie grą pozorów: na nowo skuwał ją ten sam lód, który wżarł się w jej ciało podczas samotnego krwawienia do ciepłej wody wypełniającej wannę. Ojciec pasożyta zostawił ją, gdy tylko domyślił się jego istnienia. Uciekł, i dobrze, do niczego go nie potrzebowała. Poradziła sobie sama - i od tamtego dnia radziła sobie już zawsze. - I tak byłabym w tym beznadziejna. Ciebie ojciec nauczył wszystkiego, co wiesz - mnie moja matka też - parsknęła cicho, śmiechem ponurym, markotnym; instruowana w fatalnych, rodzicielskich zachowa,ń nie potrafiłaby odnaleźć innej drogi pośród nieznanych wód, nie umiałaby zaoferować dziecku miłości, której sama nie otrzymała. Tego była pewna. - Chyba nie mam już w sobie gorszej tajemnicy - dodała po chwili, ogniskując na nim spojrzenie.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Pomruk niezadowolenia wyrwał się z jego piersi, gdy odpowiedź na jego pytanie uleciała z jej ust.
- Nie rozumiesz. - Mruknął, z dziwną hybrydą wyrzutu oraz rozczarowania. Nie był jednak pewien, czy emocje w jego głosie skierowane są w jej kierunku czy też jego. Nie wiedział, jak przekazać jej to, co zaległo w jego umyśle. Nie uważał, aby nie posiadał własnych przekonań. Jego życie było długą, przepełnioną brutalnością drogą wypełnioną również jego własnymi przekonaniami. Wykrzywił usta w wyrazie zadowolenia. - Ojciec wychował mnie tak, jak powinien. Nie wiem, o co Ci chodzi. To nie kwestia przekonań. Nie znam pewnych rzeczy. - Rzucił, uciekając spojrzeniem w bok. Mięśnie Austriaka napięły się w przypływie chwilowej irytacji. Nie wiedział. Nie potrafił tego ominąć, ani tym bardziej zrozumieć. Nie wiedział, jak powinno traktować się narzeczoną, nigdy nie posiadał jakiegokolwiek wzorca związku, wychowując się bez matki, z ciężkim podejściem ojca, będąc w większości czasu pod opieką guwernantek.
Nieodgadnione były zielone ślepia Austriaka, gdy przez chwilę skrzyżowały się ze spojrzeniem Chang. Nie przywykł do czułości, która w jego wykonaniu nie raz wychodziła odrobinę koślawo, dziwnie, zdradzając brak przyzwyczajenia do podobnych odruchów. Bliskie relacje nigdy nie były jego silną stroną. Zwykle kończyły się na kilku wieczorach, kilku upojnych nocach oraz rozczarowaniu drugiej strony. I jedynie z Gretą zdawało się być inaczej… Przynajmniej do czasu, tamta relacja upewniła go w przekonaniu, iż wcześniejszy model pracował jak najlepiej. Po latach, dopiero Chang coś w nim poruszyła. I nie wiedział, czy powinien ją za to przeklnąć, zamordować, czy docenić na swój dziwny, patologiczny sposób.
- Nie. Ponoć nie mam sumienia… - Mruknął, z dziwnym rozbawieniem w głosie. Nie przyznał, kto wysnuł podobne rozważania, był jednak pewien, że w jakiś sposób są one prawdą. Mordował mężczyzn. Mordował kobiety i dzieci, po czym zasypiał mocnym snem, nie dręczony rozważaniami bądź głosem sumienia. Byli zwierzyną. Oni wszyscy, niezależnie od pochodzenia.
Pomruk niezadowolenia wyrwał się z jego ust. Nie rozumiał zachowania matki Wren w najmniejszym stopniu, w pewien sposób nie rozumiał również jej nienawiści względem matki. Sam nie posiadał jej chociażby namiastki, co zapewne zaburzało jego ocenę.
- Twoja matka też choruje? Pielęgniarka mówiła, że to genetyczne. - Spytał, unosząc brew ku górze. To, w pewien sposób tłumaczyłoby mu jej pokraczne zachowanie. - To już wiem, od kogo nauczyłaś się drapać. - Mruknął, unosząc kąciki ust w złośliwym uśmieszku. W jego oczach miała wiele z kuguchara, zwłaszcza gdy paznokcie zatapiały się w jego ciele. Pozostawało mu mieć nadzieję, że Wren nie zwariuje tak, jak jej matka; nie poprzestawiają jej się klepki z powodu choroby… Chociaż już raz przez swoją dolegliwość rozwaliła ich relację na niewielkie, nadal nie poskładane cząsteczki.
W kolejne słowa słuchiwał się odrobinę uważniej, gdyż poruszały temat, który dla niego wydawał się być niezwykle istotny. Chciał kiedyś posiadać własne dzieci; wychować je według zasad, jakie w rodzinie Schmidtów panowały od dawna; nauczyć ojczystego języka i przyglądać się, jak dorastają w świecie pozbawionym szlamu. Jak wytyczają nowe ścieżki w nowym, lepszym świecie.
Mężczyzna opróżnił swoją szklankę czując, że ta kwestia może wywołać kolejny spór. Nie potrafił jednak jej zignorować, czując gdzieś w środku nieprzyjemny uścisk.
- A ojciec dziecka? Wiedział? - Spytał, mocniej zaciskając dłoń na jej kolanie. Pozorna bierność go nie przekonywała. Była zbyt nienaturalna, inna i nie pasująca. Nie wiedział jak inaczej pokazać jej wsparcie niż zaciskając dłoń na jej nodze, wodząc kciukiem po jasnej skórze.
Pomruk zamyślenia wyrwał się z jego ust, gdy wypowiedziała kolejne słowa. Przez chwilę wbijał spojrzenie w swój kieliszek rozważając słowa cisnące się na jego usta. Nie umiał tego zignorować.
- Gdyby coś podobnego stało się teraz… Również użyłabyś eliksiru? - Spytał, a napięcie jakie pojawiło się w jego mięśniach, mogło podpowiedzieć, że była to dla niego kwestia istotna. Zapewne taka, którą winni przedyskutować wcześniej. - W takim razie, więcej moich tajemnic nie będzie. - Dodał wzruszając ramieniem. Posiadał ich o wiele więcej, niż Wren mogłaby przypuszczać. Miał jednak wrażenie, że na dziś tajemnic było dość… A ona zawsze mogła pytać.



Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Powrót do góry Go down

- Nauczysz się. Z czasem - zapewniła łagodniej. Nie chciała go drażnić, nie to było jej intencją, choć widmo sylwetki Hugo Schmidta przeklęłaby po grób, gdyby tylko był zdolny jej klątwę usłyszeć. Ale nie istniał już, pozostawił po sobie co najwyżej gorejące piętno w umyśle swojego syna, którego, w jej oczach, traktował zbyt drakońsko. Zbyt zimno, jak winno traktować się ogara, lecz nie dziecko spragnione ojcowskiej miłości i akceptacji, zdesperowane, by otrzymać je w jakikolwiek sposób. Mały Friedrich musiał sięgać po wszystko. Po każdą metodę nawiedzającą myśli, aż w końcu dotarł do brutalności i surowości, jakiej oczekiwał od niego Hugo. Dziś nie było to potrzebne. Nie zdawało egzaminu w prywatności, w zaciszu ich dysfunkcyjnego związku; być może sprawdzało się w pracy, ale tą również z pewnością Schmidt wybrał wyłącznie ze względu na wspomnienie nauk ojca. Wren nie poruszyła jednak tej kwestii. Oboje mieli dość. Nie odkopią wszystkich kart historii w jedno popołudnie, nie zrozumieją się magicznie. Mogło to poczekać. Pooddychać odkryciem - wrócą do tego, gdy będą gotowi.
- I dobrze. Mnie ostatnio nękały zmory, ale już odeszły - wyznała nadprogramowo, powracając na moment wspomnieniem do Susan i Mary, które często nawiedzały ją w snach od pamiętnego lipcowego dnia w opustoszałej, wymęczonej latami katedrze. Bywało, iż to ich twarze widziała w lustrzanym odbiciu, zamiast swojej własnej - na szczęście wszystko to minęło wraz z upływem czasu, resztki wyrzutów sumienia przykryła pierzyna kurzu obojętności, którą czarownica w sobie wypracowała; to otworzyło ją na nowe możliwości. Na nową brutalność, którą serwowała za niemałą cenę choćby takiej Lyannie Zabini. A dziś była gotowa wszystkie swoje gąski zamknąć w ciemnej klatce, zabrać je z miłych, przytulnych miejsc, wykorzystać, jak wykorzystać należało towar. Dojrzała, być może. W pewien okropny sposób.
- Mhm - mruknęła niechętnie, czuła na sobie ciężar tego wyznania. Każdego powrotu do matczynej kolebki, do tematu oscylującego wokół jej przedziwnej osoby. - Miała nadzieję, że mnie to nie dopadnie, że choroba ominie następne pokolenie, ale na nadziei się skończyło. Nie powiedziała mi o tym. Dowiedziałam się dopiero podczas pierwszego ataku - wyjawiła. Około dwudziestych urodzin klątwa uderzyła mocno, wręcz bestialsko, paraliżując ją nie tyle w okropnym bólu, co przede wszystkim strachu i niezrozumieniu. Nie pojmowała co się z nią działo, dlaczego, aż do momentu, w którym lekarz zdiagnozował chorobę, a ojciec wytłumaczył, że tak musiało być. Euclid nie odwiedziła jej w szpitalu. Ponoć załamała się wówczas na tyle, że ją samą musiano hospitalizować - ale Wren niewiele to obchodziło. Liczyło się tylko kłamstwo. Brak informacji, tak ważnej, tak fundamentalnej.
Mocniej zaciskająca się dłoń na jej kolanie była ciepła, pozwoliła jej odetchnąć głębiej, gdy Friedrich nie odrzucił jej z uwagi na to, jak zużyta już była; splotła razem ich palce, korzystała z jego dobroci, z jego obecności i wsparcia, pewna, że bez tego nigdy nie ujawniłaby mu jakichkolwiek szczegółów.
- Wiedział - i zostawił mnie z tym samą - odparła, wzruszywszy delikatnie ramionami. Ostatnio też powrócił. Na nowo pojawił się w jej życiu, przepraszał, zaklinał się, że był ostatnią szują, ale naprawić tym mógł niedużo. Zapłaci jej za to. Pewnego dnia, pewnego słodkiego dnia, poczuje to, co ona. Na dźwięk pytania padającego z ust Friedricha znieruchomiała na chwilę, owinięta całunem ciszy, rozmyślań; ważyła słowa, zanim je wypowiedziała, pragnęła być ich pewna. - To zależy. Chciałbyś, żebym użyła? - skontrowała niepewnie. Wciąż pamiętała jak, podczas wizyty u panien Smith, odebrał jej szlamiego trzylatka, ukatrupił go w piwnicy będącej kryjówką dla brudnych zbiegów, zabronił zabrać do domu, pobawić się przez chwilę w kochającą rodzinę. Pozwoliła mu na to. - Moje dziecko byłoby chore - powiedziała cicho i uniosła kieliszek do ust, łyk alkoholu traktując jako możliwość pauzy, skupienia myśli, zrozumienia, co rozgrywało się teraz w jej mózgu. A nie było to łatwe. - Nie wiem czy potrafiłabym je kochać. Może nie tylko rozrost jest genetyczny, ale to paskudne matkowanie również? Co jeśli urządziłabym mu podobne piekło? - nie rozmawiali już o tajemnicach, a o czymś o wiele ważniejszym. Wren pokręciła głową a czarne pukle zakołysały się delikatnie; próbowała odgonić od siebie te przekonania, wyzbyć się ich, na nowo odetchnąć pustką. A potem powtórzyła to, co niszczyło ją najbardziej, - Byłoby chore.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Wszelkie informacje wymagały odpowiedniego czasu na przyswojenie. Czasu pozwalającego przeanalizować nowe wiadomości, oswoić się z nimi oraz podjąć odpowiednie decyzje, jakie zapewne były potrzebne, by w jakikolwiek sposób unormować ich relację. Sam Schmidt powoli zaczynał czuć się przytłoczonym nowymi informacjami. Nie przywykł do częstych zwierzeń; nie przywykł do wymiany podobnych informacji. I z pewnością potrzebował czasu, aby je wszystkie przetrawić.
Słowom, dotyczącym choroby przysłuchiwał się uważnie. Próbował wyłapać coś, czego mogły nie powiedzieć mu pielęgniarki. Liczył się z tym, że Wren w każdym momencie może mieć kolejny atak; że znów będzie musiał biec z nią przez pół miasta, aby magimedycy mogli udzielić jej odpowiedniej pomocy. I tej kwestii nie można było pominąć bądź w jakikolwiek sposób przeskoczyć. Słowa Chang nie przyniosły jednak żadnych, nowych informacji. Przynajmniej w kwestii jej choroby.
Pomruk wyrwał się z jego ust, a palce ponownie przesunęły się po kobiecym udzie.
- Kiedy ją poznam? - Spytał, nawiązując do tematu matki. Planowali powiązać ze sobą swoje życie, a co za tym idzie wypadało, by chociaż raz miał okazję poznać jej rodziców. Wymagały tak dziwne konwenanse, a jego ciekawość żądała odpowiedniego zaspokojenia.
Usta Friedricha zacisnęły się w wąską linię, gdy wspomniała o ojcu jej wcześniejszego dziecka. Fakt, że zbezcześcił ciało jego obecnej narzeczonej wydawał mu się nieprzyjemnie irytujący. Tak samo jak fakt, że pozostawił kobietę noszącą jego dziecko. - Skurwiel. - Mruknął o dziwo po angielsku, pomijając wszelkie, niemieckie przekleństwa jakie cisnęły mu się na usta. Podobne postępowanie jawiło mu się jako najgorsze z możliwych; Hugo Schmidt wpoił mu, iż mężczyzna powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny. I tej zasady, Friedrich miał zamiar się trzymać, zwłaszcza w kwestii potomstwa.
- Nie. - Odpowiedział z mocą w głosie, pewny swojego zdania. Zapewne nie potrafiłby wybaczyć narzeczonej podobnego zachowania, zbyt mocno w sercu trzymając chęć posiadania swoich dzieci. Własnych, czystokrwistych, wychowanych według austriackich zasad. Nie wiedział problemu, aby mordować obce dzieciaki, na własne jednak, zapewne nigdy nie podniósłby dłoni. Nie w taki sposób.
- Chore ale nasze. - Mruknął, uważnie się jej przyglądając, ciekaw jak kobieta zareaguje na podobne słowa. - Robisz to samo, co przed chwilą zarzucałaś mi. Trzymasz się ideałów matki, mimo iż mogą ci nie służyć. Możesz mieć zupełnie inne podejście. - Mruknął w zamyśleniu. I w najistotniejszym dla niego temacie zdawali się posiadać różnice, co nie do końca przypadło mu do gustu. Czy i o to będą musieli wojować w przyszłości? Nie wiedział. Wiele myśli kręciło się po umyśle Austriaka, jeszcze więcej myśli wymagało odpowiedniego ułożenia oraz kontemplacji.
- Muszę pomyśleć. - Rzucił, po czym podniósł się ze swojego miejsca. Ostrożnie podszedł do Chang, by przycisnąć usta do czubka ciemnej głowy. - Odezwę się. Jak wszystko przemyślę. - Rzucił w formie specyficznego pożegnania, po czym wyszedł z mieszkania.

| zt. Fried charming


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : 16
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289

Powrót do góry Go down

W głębi duszy liczyła, że Friedrich Euclid nie zdąży już poznać. Że matka w końcu doprowadzi się do ruiny, zniszczy, wyniszczy resztkę człowieczeństwa zakorzenioną w jej komórkach i odejdzie, pozostawiając w spokoju swojego męża i dziecko. Choć, znając jej upartość, na pewno nie opuściłaby ziemskiego padołu. Przeistoczyłaby się w kapryśnego ducha pokroju Irytka, wiecznie niezadowolona i zgorzkniała, śledząca każdy ruch wybranych ofiar bez fizycznych, ziemskich ram, które przed podglądaniem mogłyby ją powstrzymać. Ach, z dwojga złego - Wren nie miała pojęcia, co byłoby dla niej lepsze.
- Może w przyszłym miesiącu - burknęła melodią wyzutą z entuzjazmu, ze szczęścia, które winno towarzyszyć młodej kobiecie zamierzającej przedstawić rodzicom narzeczonego. Dla niej nosiło to znamiona nadciągającej nieuchronnie katastrofy. Kataklizmu rozpętanego przy stole, nad okropnymi w smaku potrawami przygotowanymi przez Euclid, jeśli kobieta w ogóle zadałaby sobie podobny trud. Równie dobrze mogłaby zmusić wznieconym poczuciem winy swą bliską znajomą, zatrudnić ją niczym skrzata domowego do przygotowania kolacji, a potem podziękować pomrukiem, zamknąć jej drzwi przed nosem. Zwykle tak właśnie bywało. Skąd matka wciąż brała chętne do pomocy koleżanki - to nie mieściło się Azjatce w głowie, jednak miała ich naręcze, armię gotową działać na najmniejsze jej skinienie; były chyba zbyt przestraszone rozhukanym, toksycznie niepewnym towarzystwem, by odmówić.
Coś zalśniło w jej oczach, gdy Friedrich twardo, niemal brutalnie wyraził swoje stanowisko względem rue. Powinna się cieszyć, powinna docenić, że wziąłby na swoje barki tę odpowiedzialność, ale jej wnętrze drżało przestrachem; rozbudził w niej macierzyńskie myśli, a ona załamywała ręce nad perspektywą wydania na świat dziecka na wieczność spętanego chorobą. Zapewniłaby mu taki sam los, jaki zapewniono jej. Urodziłaby je, na dodatek, w oparach wojny i terrorystycznych zamieszek, w czasach niepewnych, niebezpiecznych; uciekła wzrokiem, czując, jak niemoc zaciska ciasno jej gardło, blokując słowa. Może wydawało mu się, że żałuje - że wolałaby opić się eliksirem i na zawsze pozbyć problemu, lecz w istocie Wren po prostu się bała. Robiła to nieczęsto, zwykle rzucając się w objęcia tajfunu tak szybko, jak tylko pojawiał się na horyzoncie, by udowodnić wszechświatu swoją odwagę i zachłysnąć się przy tym adrenaliną, ale teraz... Nie potrafiła mu tego wyjaśnić.
Chore ale nasze. Zadrżała, zadygotała, lecz tylko wewnętrznie. Nie usłyszała tych słów od Francisa, nie usłyszała niczego, gdy odchodził w zimnym zobojętnieniu, zostawiając ją samą. Nie usłyszała ich od nikogo - wyłącznie od Friedricha. Tkwił z nią mimo nieporozumień i patologicznych trudności, gotów założyć rodzinę, ożenić się z nią, Merlin jeden wie dlaczego. Nie odpowiedziała mu. Patrzyła jak odchodzi, przymknąwszy na moment oczy, gdy składał na czubku jej głowy krótki pocałunek; przyglądała się ciężkim krokom ponownie wspinającym w górę drabiny, a potem wsłuchała w cichy dźwięk zamykanych drzwi frontowych. Odszedł. Ale wróci. Chore ale nasze.
By uwolnić się od lęku, Wren dopiła resztkę alkoholu ze swego szkła i odłożyła pustą już szklanicę na stół, sięgnąwszy za to po czarnomagiczny wolumin, który wcześniej uważnie studiowała. Schnapps nie zamieszał jej w głowie na tyle, by nic z lektury nie zrozumiała - a potrzebowała jej do oczyszczenia myśli. Do ponownego skupienia się na tym, co wzmacniało. Chore ale nasze. Przeklęty Friedrich.

zt :pwease:



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Patio za kamienicą

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach