Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]10.07.20 23:56

Kuchnia

Na parterze, po lewo od niewielkiej klatki schodowej można wejść do kuchni. Średniej wielkości pomieszczenie pełni funkcję zarówno kuchni jak i jadalni, szczególnie podczas chłodniejszych bądź pochmurnych dni, gdy niemożliwym jest jedzenie pod chmurką. Znaleźć tu można białe szafki z jasnymi blatami, na których Frances stara się nie układać zbyt wielu rzeczy. Wiszące na ścianach szafki oraz półki mieszczą zastawę oraz potrzebne jej szpargały a jasny, drewniany stół z kilkoma krzesłami wędruje między tarasem a kuchnią. Co jakiś czas da się zauważyć inne rozmieszczenie ozdób bądź rzeczy, gdyż pani domu jeszcze nie zadecydowała, które ustawienie jest dla niej najbardziej korzystne.

Nałożone zabezpieczenia: Cave Inicum, Zawierucha, Oczobłysk, Muffliatio, Tenuistis (aportacja), Szklane Domy

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Frances Wroński dnia 05.04.21 22:46, w całości zmieniany 2 razy
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]13.08.20 21:46
13 lipca

Od wydarzeń w katedrze minęły prawie dwa tygodnie. Dwa tygodnie, podczas których kontakt dwóch czarownic ograniczał się do wymienianych raz na kilka dni listów. Gdy Wren nabrała dostatecznie dużo dystansu do niefortunnego obrotu spotkania i uspokoiła nadwyrężone przesadną emocją myśli, zdecydowała się skorzystać z zaproszenia znajomej i ponownie odwiedzić jej nową posiadłość, spotkać się z nią tym razem w zdecydowanie mniej wywrotowym i niepewnym celu. Żadnych mugolek. Żadnych eksperymentów na niezbadanym przez naukę polu, namów, przemów i przekonywań, żadnych sztyletów przecinających powietrze za sprawą wprawnie rzuconego lamino; obie musiały odpocząć od ostatnich wrażeń, jak zgodnie doszły do wniosku w korespondencji, toteż wyznaczonego popołudnia Chang znalazła się na progu domu alchemiczki. Lekki, letni płaszcz w kolorze ciemnego brązu osiadał na smukłych ramionach, ramię przepasane było pasem od wysłużonej, skórzanej torby, w której w bezpiecznym letargu spoczywała niewielka selekcja ingrediencji przyniesionych nie tyle w prezencie, co w charakterze wymiany - dobro za dobro, przysługa za przysługę. Nie istniała przecież zasada mówiąca o zakazie dodatkowych czynności przy popołudniowej herbacie, nawet jeśli niektórzy rytuał ten uważali za świętość, nakazywali skupiać się wyłącznie na uwarzonym aromacie; ona też powinna, wzorem wpojonym swego czasu przez dziadka.
- Stłuczenie już więcej ci nie dokuczało? - spytała pro forma, z uprzejmym zainteresowaniem gdy gospodyni prowadziła ją w kierunku kuchni; Wren była w jej domu tylko raz, ale wydawało jej się, że do pomieszczenia trafiłaby nawet bez przewodnika. Układ pokojów był logiczny, typowy, a zatem bezproblemowy; jako przykładny gość szła jednak za Frances, by potem zająć miejsce by kuchennym stole, torbę w odrobinę nieeleganckim geście kładąc na blacie. - Zgodnie z umową mam dla ciebie kwiat paproci. - Dłonie jęły plądrować wnętrzności torby w poszukiwaniu ingrediencji, lecz zanim dobyła tę odpowiednią, w jej dłoni pojawiła się zapieczętowana fiolka z widocznym przez szklaną powłokę innym składnikiem. - Przy okazji znalazłam w swoich zasobach włosie mantykory, zupełnie o nim zapomniałam aż do dzisiaj. Myślisz, że mogłabyś zrobić z niego coś użytecznego? - Pytanie sprawiało wrażenie retorycznego, skoro panna Burroughs była w stanie poczynić cuda z tak delikatnego i skomplikowanego w użytku ingredientu jak kwiat paproci. Liczyła też, że Frances nie każe jej czekać na rezultat działania zbyt długo: jeśli trzymał się jej przychylny los, będzie jej dane zrelaksować się podczas wpatrywania się w alchemiczną sztukę młodej kobiety, która zajmie się miksturą na miejscu, tu i teraz. Czasem Wren łapała się na tym, że brakowało jej podobnie spędzonych godzin - na niemym przyglądaniu się dokładnemu siekaniu składników, mieszaniu ich w kociołku do uzyskania pożądanej barwy, oraz wszelkim innym czynnościom, na których sama nie skupiała się od czasu szkoły. Wolała podziwiać Frances, łaknąć jej dokładność i precyzję, zamiast próbować wykonać miksturę własnoręcznie i narazić się na nieprzyjemne konsekwencje w postaci eksplodującego naczynia.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kuchnia [odnośnik]14.08.20 14:55
Nabieranie dystansu do pewnych wydarzeń, głównie przez uparte wypieranie ich z pamięci, było specjalnością panny Burroughs. Długich piętnaście lat dorastania w paskudnym porcie sprawiło, iż tę czynność opanowaną miała do perfekcji. Dokowe ulice nie raz próbowały wywrzeć na niej swój wpływ, pożreć dokładnie tak, jak pożarły jej brata, ona jednak uparcie opierała się nim, pielęgnując swój własny charakter, nawet jeśli wielu wytykało jej nadmiar delikatności. Nic więc też dziwnego, że szaroniebieskie spojrzenie nauczyło się omijać to, co mogło jej nie pasować a bystry umysł sprawnie odsuwał te najgorsze tematy w dalekie zakamarki pamięci, z których rzadko korzystała.
Nie nalegała na spotkanie, zwłaszcza po ich ostatniej wymianie zdań po wycieczce do katedry. Spojrzenie wściekłych, ciemnych oczu przypomniało jej o innych, nawet bardziej wściekłych na nią oczach, wprowadzając odrobinę niepewności do, do tej pory kwitnącej, znajomości. Nie odmówiła jednak, gdy panna Chang zdecydowała się ją odwiedzić, witając ją ciepłym uśmiechem.
- Nie, nie dokuczało mi, dziękuję. - Odpowiedziała równie uprzejmie, co szczerze. Z początku sądziła, że może będzie musiała odwiedzić Belvinę, gdy przyjdzie jej pracować na jej oddziale, szybko jednak zauważyła, że stłuczenie ładnie się zgoiło, nie pozostawiając po sobie chociażby cienia jakiegokolwiek wspomnienia na materii jej skóry.
Słuchała uważnie słów, jakie padały z ust dziewczyny, samej wpierw zajmując się przygotowaniem herbaty. Dwie, malowane w roślinne wzory filiżanki stanęły na blacie nowego, jasnego stołu, po chwili mając do towarzystwa również zaczarowany imbryk z jej ulubionego zestawu, który zwykła ze sobą nosić.
- Dla Ciebie? - Spytała, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Myśli jasnowłosego dziewczęcia sprawnie przewertowały wszystkie, możliwe mikstury jakie tylko przyszło jej znać. - Mogę zrobić z niego eliksir kociej zwinności, po jego wypiciu możesz poruszać się niczym kot. Jest jeszcze jeden eliksir, jego serce nie jest dokładnie określone więc można użyć włosia, nazywa się eliksirem kociego wzroku, po którym możesz widzieć w ciemnościach. Wydaje mi się, że mogłyby Ci się przydać. - Mówiła spokojnie, pewnym siebie głosem ostrożnie rozlewając gorącą herbatę do filiżanek. Gdy skończyła mówić, uniosła swoją aby upić z niej niewielki łyk. - Jeśli uważasz inaczej, można z niego przyrządzić kilka prostych eliksirów leczniczych. - Dodała, wlepiając szaroniebieskie tęczówki w buzię jej towarzyszki. Oba eliksiry o których wspomniała były miksturami, które często przyszło jej przyrządzać, zwłaszcza na zamówienie wuja Boyle. Była niemal pewna, że Wren obie mikstury mogą się przydać, nawet jeśli nie planowały w najbliższym czasie żadnych, chociażby najmniejszych testów.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]14.08.20 21:42
Okoliczności rozstania się w katedrze rzeczywiście pozostawiały wiele do życzenia - jednak Wren nie była świadoma nieodpowiedniej reakcji, jaką mogła obrazić czy przestraszyć towarzyszkę. Targały nią wówczas emocje tak silne i przejmujące, dotąd nieznane, że wszystko inne bledło w porównaniu; jej myśli skupiały się wokół martwych ciał naznaczonych sztyletami ciśniętymi magią z jej różdżki, otaczających je kałuż krwi i świadomości, że podjęła konkretną decyzję doprowadzającą do tego finału. Sama, zmuszona koniecznością, ale czy na pewno? Mogła przecież spróbować spetryfikować je zaklęciem, użyć wzniecającej kajdany inkantacji użytej kilkakrotnie przez Burroughs, czy nawet spróbować ponownie zagrać na ich emocjach, uspokoić... Lecz to odpychało w czasie nieuniknione. Choć żadna z czarownic nie powiedziała tego wprost, chyba obie wiedziały, że mugolki nie mogły wyjść żywe z tego eksperymentu. Z tego czy następnego spotkania - nieważne, nie miało znaczenia to, czy zdecydowałyby się umieścić je w jednej z kryjówek znanych Wren. Ich koniec był przesądzony. Szybka śmierć była zatem aktem łaski, jak tłumaczyła to sobie Chang, oszczędziła im kolejnych dawek eliksirów siejących zniszczenie w organizmie, a pozwoliła spocząć w adekwatnym miejscu, pod postacią zwęglonych zwłok, które najpewniej zyskały już uwagę zwierząt z okolicznego lasu.
- Kocia zwinność brzmi dość użytecznie, w wielu z ostatnich zdarzeń oszczędziłaby mi kłopotów gdybym miała do niej dostęp, szczególnie z patrolami na ulicach. Kwiecień znacznie uszczuplił moje zasoby - stwierdziła po krótkim namyśle i położyła fiolkę z włosiem mantykory na stole, następnie powracając dłońmi do wnętrza torby i w końcu wydobywając z niej wspomniany kwiat paproci. Ingrediencja należała do rzadkich i cennych, dlatego też spoczywała w ostrożnym zabezpieczeniu. Atmosfera w kuchni wydawała się napięta; żadna z nich nie powróciła od razu pamięcią do niefortunnego popołudnia spędzonego w katedrze, nie zdecydowały się jeszcze na przedyskutowanie jego przebiegu, choć Wren miała szczerą nadzieję, że to Frances pierwsza podzieli się swoimi przemyśleniami. Sytuacja była wszakże dla niej pewną nowością - nie tyle naukową, co i zwyczajnie międzyludzką. Gdy jednak rozmowa wydawała się ucichnąć na dobre, czarownica sięgnęła po herbatę i upiła z niej kilka małych łyków, odchrząkując na koniec. - Jeśli masz ochotę i czas, możesz uwarzyć ten eliksir przy mnie - zaproponowała spokojnie Wren, opierając się wygodnie na krześle i przyglądając się pannie Burroughs. Czy ciągle towarzyszył jej nieśmiałek? Nie widziała go jeszcze od czasu przekroczenia progu domostwa, może nie miał ochoty spotkać jej po raz kolejny, zniechęcony wystarczająco po zapoznawczej interakcji w ogrodzie jakiś czas temu. - Brakowało mi twojej alchemii. Jest w niej coś odprężającego - przynajmniej dla niej, niezwiązanej z procesem, będącej jedynie biernym, ciekawym obserwatorem.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kuchnia [odnośnik]15.08.20 18:03
Nauka czasem wymagała poświęceń, tak samo jak nadmierna ciekawość, która była chyba głównym czynnikiem, dla którego postanowiły podjąć się tego eksperymentu. Nie sądziła, że mugolki przeżyją spotkanie z eliksirami, będąc niemal pewną, że nadmiar czynnika magicznego wykończy wątłe, podatne na choroby ciała. Nie sądziła, że przyprowadzone na rzeź owieczki będą stawiać jakikolwiek opór, pchając je do tak drastycznych działań. Śmierć Susan była pierwszą, jaką przyszło jej zobaczyć na własne oczy, co uświadomiła sobie dopiero kilka dni po zdarzeniu. Nie miała jednak jeszcze odwagi by sprawdzić, czy faktycznie będzie widziała testrale, mimo iż znana była jej droga do ich rezerwatu.
Frances kiwnęła jedynie głową, przyjmując do siebie wiadomość o zamówionym eliksirze.
- Ostatnie miesiące chyba wszystkim dały w kość. - Stwierdziła, samej przeżywając podczas nich naprawdę sporo. Od rozpoczęcia pracy nad tworzeniem własnych eliksirów, przez włamanie, natknięcie się na straszliwego wilka, odzyskiwanie skradzionych dóbr, odkrywanie tajemnic aż po przeprowadzkę oraz problemy w pracy. Miała wrażenie, że większość czarodziejów którzy zamieszkiwali Londyn odczuwali zwykłe, proste zmęczenie tą całą sytuacją, która mogła potrwać… W zasadzie nie wiadomo, ile dokładnie.

- Mam ochotę i czas również. Muszę tylko przynieść kilka rzeczy z pracowni. Mogłybyśmy tam pójść, lecz pracuję nad nowym eliksirem i obecnie pokryta jest mapami nieba. - Odpowiedziała, posyłając towarzyszącej jej kobiecie delikatny uśmiech, chcąc odrobinę rozluźnić napiętą atmosferę, jaka zapanowała w jej kuchni.
Uśmiech goszczący na jej buzi odrobinę się poszerzył, gdy usłyszała słowa, będące dla niej komplementem.
- Miło mi to słyszeć, mam wrażenie, że to najprzyjemniejsza i najbardziej relaksująca ze wszystkich dziedzin. - A raczej była tego pewna. Spowite w półmroku pracownie alchemiczne wypełnione zapachem ingrediencji oraz cichym bulgotaniem mikstur wydawały jej się przytulne, ciche oraz bezpieczne. A tych aspektów brakowało podczas rzucania najróżniejszych zaklęć bądź łamania potężnych klątw. - Daj mi chwilę. - Poprosiła, zabierając ze stołu kwiat paproci. Swoje kroki skierowała do pracowni, gdzie schowała cenny składnik w bezpieczne miejsce, by później zgarnąć potrzebne jej przedmioty.
Do kuchni powróciła po kilku minutach, ze złotym kociołkiem przewieszonym przez ramię oraz wypełnionym najróżniejszymi skrzyneczkami. Kociołek wylądował na dalszej części blatu, a panna Burroughs rozpoczęła wypakowywanie przedmiotów. Hałas w kuchni zainteresował nieśmiałka, spędzającego czas w ogrodzie. Na parapecie można było zauważyć zielone rączki zwierzątka, które po chwili znalazło się w kuchni, wspinając się po spódnicy właścicielki na blat stołu.
- Odkąd się zaprzyjaźniliśmy, nie mogę warzyć elksirów bez niego. - Wyjaśniła towarzyszce nagłe pojawienie się zwierzątka. Wiedząc, że Nicolas wcześniej wzbudził zainteresowanie Wren, wyjęła z jednego z pudełek odrobinę elfich jajeczek, będących przysmakiem zwierzątka, by położyć je na blacie między nimi. Nieśmiałek ostrożnie, co chwila zerkając czarnymi oczkami na Wren, podszedł do przygotowanego jedzenia.
- Wren, w zasadzie… - Zaczęła, nie będąc pewną, czy powinna zadać to pytanie. Miała jednak wrażenie, że wisiało między nimi jakieś dziwne napięcie. A napięcia nigdy nie prowadziły do niczego dobrego. - Chcesz porozmawiać o tym, co się wydarzyło? - Pytanie uleciało z jej ust w momencie, gdy alchemiczka postawiła wypełniony czystą wodą kociołek nad ogniem.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]15.08.20 20:14
Mapami nieba, powiedziała, na dźwięk tych słów czarownica uniosła w zaciekawieniu jedną brew ku górze, niepewna, czy było to niezrozumiałą dla niej metaforą czy rzeczywiście astronomiczna sfera warzenia eliksirów zdominowała pomieszczenie wymyślnymi wzorami. Nie pamiętała, by cokolwiek takiego działo się w pracowni eliksirów w Hogwarcie, ale poczynione przez uczniów mikstury nie były z pewnością tak skomplikowane i nowatorskie, jak te wychodzące spod pióra i naukowej zwinności panny Burroughs; w końcu tworzyła one nowe wywary, autorskie, a to, w podejrzeniach Wren, wymagało kalkulacji i metodyki o wiele bardziej skomplikowanej. Skinęła zatem głową ze zrozumieniem, notując mentalnie by przy bardziej dogodnej okazji podpytać kobietę o szczegóły zadania, jakiekolwiek, które byłaby skłonna zdradzić - powinna znać i ufać Chang na tyle, by wiedzieć, że nie wyniosłaby zawodowych sekretów poza mury nowego domu alchemiczki, nie próbowała sprzedać inwencji czy szczątkowej receptury innym wynalazcom.
- Dla ciebie również? Myślałam, że ciągłe widmo wybuchu kociołka przez nieprawidłowy ruch chochlą, zbyt rozbuchany ogień czy przegniły składnik pozbawia twórców tego odprężającego elementu. Mnie na pewno, jeszcze w Hogwarcie - przyznała i wzruszyła gładko jednym ramieniem, a gdy Frances opuściła kuchnię by przynieść potrzebne przedmioty ze swojej pracowni skupiła się na herbacie. Była tak samo smaczna jak ostatnio, choć aromat nie umywał się bogactwem do napojów serwowanych w szlacheckich dworkach; arystokraci cieszyli się najlepszym, najbardziej intensywnym smakiem nawet tak błahego elementu życia jak herbata, pławili się w luksusie niezależnie od kategorii. Czyż to nie niesprawiedliwe? Przez zachciankę przeznaczenia musiała obejść się smakiem ich dostatniego życia i lawirować zręcznie pomiędzy codziennością, by choć przez chwilę przebywać w ich znamienitym towarzystwie, wśród eleganckich domostw przepełnionych służbą gotową skoczyć w ogień na najmniejsze skinienie.
Spojrzenie taksowało z ciekawością przyrządy przyniesione przez Frances i rozłożone na blacie, do których niebawem dołączył również nieśmiałek o wdzięcznym imieniu Nicolas, wciąż wbijający w nią nieufny wzrok okrągłych, czarnych ocząt. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wyglądał o wiele lepiej niż tych kilka miesięcy temu - nabrał odrobinę masy i poruszał się swobodniej, niechybnie pielęgnowany w prawidłowy i godny uznania sposób przez pozyskaną w ogrodzie przyjaciółkę.
- Oby tylko nie wpadł do kociołka - mruknęła z rozbawieniem igrającym pośród kruczych tęczówek. Niewybredny komentarz z pewnością nie zaskarbi jej sympatii zwierzęcia, Wren doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale być może kompromis osiągną za pomocą przysmaku ułożonego między nimi przez pannę Burroughs. Czarownica przyglądała się pałaszującemu nieśmiałkowi jeszcze przez dłuższą chwilę, nim pytanie alchemiczki skupiło na niej raz jeszcze dość nieodgadnione spojrzenie. Czy chciała? Nie. Czy powinny porozmawiać? Zapewne, czuła przecież w kościach, że było to okolicznością nieuniknioną a oddalanie jej w czasie jedynie zagęszczało unoszącą się w powietrzu krępację.
- Nie powinnam była ufać, że jedna nie nakręci drugiej - przyznała z ciężkim, chłodnym westchnieniem, wpatrzona w kociołek, który powoli zaczynał bulgotać nad płomieniem. Odgłos rzeczywiście był relaksujący, zachęcał do rozwinięcia myśli pomimo pierwotnej niechęci, - Obcowanie z tymi dziewczynami jest zdradliwe, sprawia, że zapominam, że są zdolne do nieprzewidzianych przeze mnie zachowań, do podejrzliwości, łączenia kropek. Nie doceniłam ich. - Wren wyprostowała się na krześle i w końcu przeniosła wzrok na Frances, uważna, poszukująca wymalowanej nań reakcji. - I tak by umarły. Gdyby nie z mojej różdżki, to choćby przez działanie eliksiru. Widziałaś, co działo się z Susan. - Nie miały okazji zaobserwować konsekwencji wypicia wywaru przez Mary, która stłukła fiolkę nim zdążyła wypić łyk. Szkoda. Nie przepadała za marnotrawstwem - czyjejś pracy i życia, które mogłoby zostać spieniężone. - Zaobserwowałaś cokolwiek użytecznego dla zaspokojenia swojej ciekawości? - zapytała, miała nadzieję, że katastrofalna w skutkach podróż do katedry nie okazała się kompletnie bezowocna. W innym wypadku niesmak stałby się jeszcze większy.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kuchnia [odnośnik]18.08.20 1:09
Zapewne nadejdzie dzień, gdy Frances będzie miała okazję pokazać Wren, na czym polega jej praca z mapami. Z chęcią zrobiłaby to i dziś, lecz napięta atmosfera jaka przez krótką chwilę unosiła się w jej kuchni podszyła jasnowłosą alchemiczkę niepewnością oraz ostrożnością. Mimo iż rozmowa przebiegała na dość neutralnym gruncie, w jej głowie nadal widniała złość ciemnych oczu, podpowiadająca ostrożność. Przynajmniej, dopóki nie wyjaśnią całej sytuacji.
- Doświadczenie pozwala zredukować takie sytuacje do minimum, nawet wtedy jednak, można się czegoś z nich nauczyć. - Odpowiedziała ciepło. Eliksiry oraz wszystko, co z nimi powiązane były największymi pasjami panny Burroughs. Nawet porażki zdawały się jej być interesujące, każdy eliksir jaki przygotowała w swoim życiu dokładnie opisywała, aby móc wyciągnąć z nich wnioski oraz dodatkową wiedzę.
Małe zwierzątko, mimo swej, jakże niepozornej postawy było nadzwyczaj bystre - nic z resztą dziwnego, skoro panna Burroughs uznała, że będzie on odpowiednim towarzyszem. Nicolas, słysząc tylko słowa, jakie padły z ust Wren, odłożył jajeczko elfa którym się zajadał, by z ostrożnością podejść do jej filiżanki i zaczepić ją patyczkowatym palcem, aby zwrócić na siebie jej uwagę. A gdy tylko jej spojrzenie zwróciło się w jego kierunku założył ręce i pokazał jej zielony język na znak swojego niezadowolenia z jej słów, by szybko powrócić do jedzenia.
- Nicolasie, tak nie wolno! Wren jest naszym gościem. - Panna Burroughs skarciła zwierzątko, szaroniebieskie spojrzenie jednak nie okazywało choćby odrobiny gniewu, gdy tylko skupiło się na zielonym stworku. Nieśmiałek szybko znalazł miejsce w sercu dziewczęcia, które nie umiało się na niego gniewać.
Panna Burroughs uważnie słuchała słów, jakie padały z ust Wren. Nie wiedziała, jakie będą skutki tej rozmowy, miała jednak nadzieję, że oczyści ona atmosferę oraz zdejmie z ich barków ciężar, z jakim wiązały się wspomnienia tamtych wydarzeń.
Widząc, że woda zaczyna się gotować przeniosła spojrzenie na przygotowane przez nią składniki, sprawnie wybierając te, które jawiły jej się jako idealne do przygotowywanej miksury. Jako pierwsze wrzuciła kilka odłamków gargulca, aby te miały czas odpowiednio się rozgotować.
- Obie w tej kwestii popełniłyśmy błąd, moja droga. - Zaczęła. Nieśmiałek ostrożnie wspiął się po rękawie właścicielki, by z tego poziomu przyglądać się pracy nad eliksirem. - Każdemu się to czasem zdarza, najważniejsze, że dałaś radę zapanować nad sytuacją. - Dałaś nie dałyśmy. Frances posiadała świadomość, że nie na wiele się zdała. Jej znajomość uroków pozostawiała wiele do życzenia, co dało się zauważyć w katedrze i sama z pewnością by sobie nie poradziła. Twarz dziewczęcia pogrążona była w zamyśleniu, a szaroniebieskie spojrzenie wędrowało między buzią rozmówczyni a zawartością kociołka.
- Tak, prawdopodobnie tak. Na pewno nie byłaby to lekka śmierć, jeśli Mary wypiłaby swoją fiolkę mogłaby wić się w agonii przez długie dni… Lamino było bardziej humanitarne, zaoszczędziło im sporego cierpienia. - Odpowiedziała, kiwając głową w potwierdzeniu swoich słów. Scenariuszy, jakie mogły się wydarzyć w dalszych godzinach po wypiciu specyfiku było naprawdę wiele, ten zaś wydawał jej się najbardziej prawdopodobny oraz kojący, dla możliwych nerwów jej towarzyszki.
Odłamki gargulca zabarwiły wodę na ciemnoszary kolor, pozostając niewielkimi kuleczkami, które rozgotują się w przeciągu kilku minut. Jasnowłosa alchemiczka ostrożnie przelała do kociołka szkarłatną krew byka. Następnie wyjęła różdżkę, by wykonać nad miksturą niewielki gest, oraz zamieszać zawartość. Dwa okrążenia zgodnie ze wskazówkami ruchu zegara.
- Nie mam pewności. - Odparła zgodnie z prawdą, a wyznaniu towarzyszyło delikatne westchnienie. - Zauważyłam kilka rzeczy, abym jednak była w stanie przygotować coś, co mogłoby Ci pomóc, musiałybyśmy przeprowadzić podobne testy na setkach, jeśli nie tysiącach mugoli… - W głosie panny Burroughs dało się wyczuć zawód. Miała nadzieję, że jej umiejętności okażą się pomocne dla Wren, wobec której nadal posiadała dług wdzięczności, nie wiedząc jak dokładnie mogłaby go spłacić.
Frances ponownie skupiła się na przyrządzanym eliksirze. Tym razem do zawartości kociołka dołączyła sierść kuguchara, po której dziewczyna ponownie wykonała gest różdżką nad kociołkiem, by w końcu móc dodać do niego serce - włosie mantykory. Trzy obroty w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara i spojrzenie panny Burroughs powróciło do Wren.
- Jak się po tym czujesz? I… czy masz wyrzuty sumienia? - Spytała, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Sama nie mówiła o swoich odczuciach, chcąc wpierw poznać stanowisko towarzyszącej jej czarownicy. W oczekiwaniu na odpowiedź, Frances dodała do eliksiru ostatni składnik - żółte płatki słonecznika. Następne minuty miały pokazać, czy eliksir będzie udany.


|Eliksir kociej zwinności, ST 50
Składniki roślinne: płatki słonecznika
Składniki zwierzęce: włosie mantykory (serce), sierść kuguchara, krew byka, odłamki gargulca


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]18.08.20 1:09
The member 'Frances Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]19.08.20 2:58
Wyjawiała się z tego pewna analogia. Porażka w warzeniu eliksirów wieńczyła się często eksplodującym kociołkiem i gorącym wywarem pokrywającym meble ustawione dookoła, skórę alchemika, naznaczała ją czerwonymi poparzeniami, a mimo wszystko w bólu człowiek uczył się najprędzej. Odpowiednio wyważona porażką lekcja uczyła pokory, w wyraźny sposób podkreślała braki i wskazywała co należy jeszcze dopielęgnować, by kolejna próba odniosła już bardziej zadowalający rezultat. To samo działo się ostatnio z dziewczętami Wren. Wojenne miesiące podkreślały błędne osądy, to, jak pozwoliła umysłowi przestać starannie analizować każdy szczegół, doszukiwać się podstępu i furtki otwierającej drogę do ucieczki spod jej opiekuńczych skrzydeł: punktem kulminacyjnym okazała się ich wyprawa do opuszczonej katedry. Przypominała właśnie przegrzany, rozsadzony od środka kociołek obracający się w pokryte sadzą odłamki wbijające się w ciało, jeszcze boleśniej w mózg. W pewien sposób była wdzięczna za tę lekcję. Oczy otwarły się na nowo, zmusiły Chang do ponownego wyostrzenia zmysłów i dopracowania pajęczyny witych przez siebie historii kłamstw i pozorów, liczyła więc, że i efekty odnowionych starań okażą się owocne. Raz na jakiś czas nawet najbystrzejsze umysły potrzebowały kubła zimnej wody.
- Mimo wszystko mam nadzieję, że nie będę dziś patrzeć na to, jak się uczysz. Może innego dnia, w innej kuchni. Mniej uroczej - westchnęła spokojnie, pewna, że wyczerpały pulę niepowodzenia przynajmniej na ten miesiąc. - Gdybym sama zabrała się za uwarzenie tego eliksiru, nie miałybyśmy co zbierać z twoich nowych mebli. Jedynie pył i resztki popalonego drewna. - Było to swoistym, osobliwym sposobem na wyrażenie podziękowania za pomoc oferowaną przez Frances. Z jednej strony była to swoista transakcja wymienna, kwiat paproci nie był w końcu tak łatwo dostępną ingrediencją, a już przynajmniej nie tanią, lecz Wren nieustannie doceniała gotowość towarzyszki do suplementacji jej w potrzebne mikstury. Tym bardziej jeśli ten proces mogła oglądać na własne oczy. Oczy, które po chwili zwróciły się w stronę nieśmiałka domagającego się atencji; zielony patyczak odpowiedział jej gestem na tyle absurdalnie uroczym, że czarownica nie potrafiła powstrzymać rozbawionego uśmiechu wypływającego na pobladłą twarz. Nawet skarcony przez właścicielkę nie wydawał się żałować - i dobrze, nie miał przecież czego, zamiast obrazić zdawał się po prostu rozczulać ją swoim charakterem.
- Broni swojej godności, to dobrze. Może i kiedyś obroni twoją - mruknęła na uwagę Frances, odrobinę lekceważąco machając przy tym wolną od filiżanki dłonią. Zaraz potem pochyliła się nad stołem i oparła brodę o ową piąstkę, przyglądała się uważnie temu, jak panna Burroughs dostosowuje temperaturę wody, jak dorzuca kolejne składniki, miesza zawartość, która reagowała na jej starania odpowiednim kolorem, konsystencją i zapachem. W czasach szkolnej nauki nigdy nie interesowały jej eliksiry. Dopiero niedawno, mając częściej do czynienia z alchemiczką, uznała, że obserwowanie jej działań było dlań prawdziwie relaksujące. Niestety tym razem nie mogła cieszyć się tym uczuciem zbyt długo; czarne tęczówki z powrotem przesunęły się na twarz kobiety gdy ta podjęła trudny temat, przysłuchiwała się z uwagą słowom opuszczającym jej gardło. Ze zdziwieniem odkryła jednak, że mięśnie nie twardnieją, nie spinają się skurczem, a umysł pozostawał jasny, niemalże obojętny; gdzie podziało się wcześniejsze skrępowanie? Wren wydała z siebie cichy pomruk, zgodziwszy się z podsumowaniem swojego zapanowania nad sytuacją. Rzeczywiście niewielki był pożytek z magicznych umiejętności Frances, ale nie dla nich przyszło im tam się spotkać.
- Nie tyle humanitarne, co po prostu konieczne. Nie mogły uciec stamtąd żywe, widziały i czuły za dużo, mogły nas zdemaskować - stwierdziła z dziwnym spokojem, pewna towarzyszącej jej myśli. Doniesienie magicznym patrolom nie było martwiące, Wren nie chciała jedynie mieć do czynienia z rozsierdzoną zgrają oszalałych mugoli pragnących wymierzyć sprawiedliwość. - Zresztą - za swoją niesubordynację powinny były jeszcze chwilę pocierpieć. Pokładałam w nich duże nadzieje, po co? Nie udomowisz dzikiego bydła, nawet jeśli przez chwilę będzie spokojne, spróbuje uciec z zagrody gdy tylko na moment zostawisz uchyloną furtkę. - Głos pełen dezaprobaty niósł ze sobą odrobinę zradykalizowane ostatnio poglądy, których nie zwykła wygłaszać tak otwarcie, jak teraz; lecz z Frances łączyło ją już coś innego niż jedynie interesy, postanowiła zatem zaryzykować. Odsłonić kawałek własnych przemyśleń i sprawdzić, jak zareaguje na na nie alchemiczka. Czy bliżej było jej jednak do szlamolubnych rebeliantów? Mimo wszystkiego, czego dopuściły się razem w katedrze? Może nie użyła wymierzającej rychłą śmierć inkantacji, ale była tak samo za nią odpowiedzialna, jako prowodyr wcielania planu w życie. - Nie żałuję tego, że domknęłam przed nimi tę furtkę - sprecyzowała zaraz na zadane przez kobietę pytanie. Czasem śniła o tym nocą, budziła się spocona i niepewna, ale zaraz po tym tłumaczyła sobie konieczność, jaką musiała ponieść, by doprowadzić sprawę do końca. Była odpowiedzialna - w tamtym momencie za siebie, za Frances, za niepokorne mugolki, którym odpowiedziała stosowną reakcją. - Zmusiły mnie do tego, Frances. Najpierw Mary, nie chciała słuchać, wolała uciekać i podniosła na ciebie rękę, jakbyś była nikim. Workiem do szlifowania siły pięści. Nie jesteś - mówiła trochę nieobecnie, zamyślona, wpatrzona na powrót w eliksir znajdujący się chyba w ostatniej fazie przygotowań. - A potem Susan. Dałam jej możliwość opamiętania się, prosiłam by współpracowała, ale odrzuciła moją dobrą wolę. Nie żałuję - podkreśliła raz jeszcze. Gdyby zaszła taka potrzeba, gdyby cofnąć czas, najpewniej zachowałaby się w ten sam sposób. - A ty? - Ton zdradzał ciekawość. Szczerą, nieprzymuszoną. Nawet jeśli rezultaty okazały się rozczarowujące, domagały się większej liczby ofiar, czy żałowała?



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kuchnia [odnośnik]20.08.20 15:35
Panna Burroughs skwitowała komplement dotyczący domu. Starała się, aby wnętrze było przytulne, ciepłe, wręcz zachęcające do spędzania w nim czasu. Zawieruch na Londyńskich ulicach jedynie zachęcała ją do spędzania większej ilości czasu w domu, będącym jej ostoją. Potrzebowała spokoju, aby móc tworzyć nowe receptury oraz dalej zagłębiać się w arkana ukochanej alchemii.
Nieśmiałek, słysząc słowa jakie padły z ust Wren wypiął dumnie wątłą, zieloną pierś, jakby chcąc ją zapewnić, że byłby gotów obronić swoją wybawczynię, co skutkowało rozbawieniem również na jasnej twarzy alchemiczki. Nie wątpiła, że w razie kłopotów mógłby okazać się pomocną istotą. W końcu, nieśmiałki niemal słynęły z wydłubywania oczu swoimi szpiczastymi palcami w sytuacjach zagrożenia.
I miała wielką nadzieję, że Nicolas nigdy nie będzie musiał tego robić.
Przyrządzanie eliksiru, zatapianie w wywarze kolejnych składników oraz obserwowanie bulgoczącej tafli wody było zajęciem odprężającym. Panna Burroughs nie wyobrażała sobie siebie w innej specjalizacji uznając ścieżkę alchemii za tą, najbliższą sercu oraz najbardziej pasującą do jej delikatnej osobowości. Obrona miksturami zdawała się jej odrobinę subtelniejsza od ciskania zaklęć, których często się bała.
Uważnie wsłuchiwała się w słowa, jakie padały z ust jej towarzyszki, a wyraz zamyślenia coraz mocniej pojawiał się na jej twarzy. Obecna sytuacja, ten cały konflikt jaki wykwitł w magicznym świecie pozostawał dla niej zagadką, pełna nieskładających się w jedno strzępków informacji.
- Nie wiem, Wren. - Wyznała, na chwilę przenosząc szaroniebieskie spojrzenie znad kociołka, a głos dziewczęcia zdradzał niepewność. - Nie mam doświadczenia ani z bydłem, ani z mugolami. Ja… zawsze uważałam, że ignorowanie polityki jest wyjściem bezpiecznym. Teraz jednak… Nie rozumiem, tego całego konfliktu. Brakuje mi dokładnych, naukowych danych popierających postępowania któreś ze stron. Jednocześnie ciągle mając wrażenie, że to wszystko jest jednym, nieprzemyślanym działaniem najbardziej odbijającym się na zwykłych czarodziejach. Ani jedna, ani druga strona zdaje się tym nie przejmować. Brutalnie zabrano nam spokój, a tak z pewnością nie powinno być. - Wyznała, wodząc spojrzeniem między kociołkiem a twarzą towarzyszki. Czuła, że z nią mogła podzielić się swoimi obawami oraz opiniami, dotyczącymi tego co się działo. Nie mogła tego powiedzieć Sheridanowi, zdającemu się być ślepo wpatrzonym w działania Ministerstwa, nie mogła tego powiedzieć Macnairom czy Gwen wiedząc, że nie zrozumieją o co jej chodzi. W swej wypowiedzi negowała działania obu stron, mimo iż nie do końca zdawała sobie sprawę z tego czym, bądź kim są te osoby.
Smutny uśmiech zamajaczył na ustach alchemiczki, pomimo przyjemnego ciepła, jakie poczuła gdzieś przy sercu na słowa, jakie padły z ust Wren.  
- Nawet nie wiesz, jak wiele osób myśli podobnie do Mary, jeśli chodzi o moją osobę. - Dodała odrobinę melancholijnie. Czuła się niedoceniana przez rodzinę, współpracowników oraz niektórych ze znajomych, którzy ciągle bagatelizowali jej wiedzę oraz umiejętności. A przecież nie była głupia, astronomia nie miała przed nią większych tajemnic, odkrywała coraz więcej zakamarków alchemii i potrafiła tworzyć własne receptury, nawet jeśli potrzebowała na to długich miesięcy dokładnych obliczeń oraz skrupulatnej pracy. Mało kto jednak doceniał jej umiejętności oraz ją, jako czarownicę.
Słysząc pytanie, dotyczące wyrzutów sumienia panna Burroughs milczała przez chwilę, skupiając się na pracy swoich rąk. Uważnie przelewała zawartość kociołka do trzech, szklanych fiolek, robiąc to w taki sposób, że nie uroniła choćby kropli cennego wywaru. Szczelnie zamknęła fiolki, by wręczyć je pannie Chang.
Dopiero wtedy była pewna, że będzie w stanie odpowiedzieć na pytanie, które sama sobie zadawała już od dawna. O dziwo dopiero teraz, odpowiedź zdawała się być wyjątkowo prosta oraz oczywista.
- W pewnej części. - Nie była w stanie odpowiedzieć jednoznacznie, zwłaszcza po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich czynników z tym związanych. - Nie żałuję, że podjęłyśmy się takiego działania, zwłaszcza, że miałam okazję lepiej cię poznać. Nie żałuję również tego, co stało się z dziewczętami, zwłaszcza po tym, jak zniszczyły moją sukienkę. - Tego, z pewnością nigdy nie będzie umiała wybaczyć martwej Susan. - Żałuję, że nie udało mi się zebrać danych, które mogłyby Ci pomóc. I, że prowadzenie kolejnych eksperymentów w tym kierunku chwilowo jawi mi się jako niemożliwe. - Zakończyła swoją wypowiedź odkładając kociołek na bok, oraz wyciągając do Wren dłoń z fiolkami przygotowanego dla niej eliksiru. Panna Burroughs nigdy nie zaliczała się do grona idealistów, będących w stanie zginąć za ulotną ideę. Liczył się dla niej spokój, bezpieczeństwo oraz dążenie do wielkich, alchemicznych odkryć które byłyby w stanie zapisać jej nazwisko w historii czarodziejskiego świata. A nauka czasem wymagała różnych poświęceń.
- Muszę, przyznać, że od tamtych wydarzeń zastanawiam się, jak możnaby użyć ich krew w eliksirach. - Napomknęła, korzystając z okazji. Kto wie, może dowiedzą się czegoś, wartego sprawdzenia?


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]21.08.20 15:26
Wbrew rzeczywistości Chang wciąż kierowała się przekonaniem, że jej poglądy również pozostawały niezarysowane. Niczym biała kartka skora do pomieszczenia odpowiednio nakierowanego atramentu, kreślenia zaostrzonego przekonującym argumentem pióra; tak też prezentowała się światu, na co dzień pragmatycznie ostrożna w głoszonych tezach, niezaangażowana otwarcie w postulaty żadnej z walecznych stron. Ani tej słusznej, ani rebelianckiej - lecz sama ichnia klasyfikacja w głowie pozostawiała sporo do życzenia względem nieporadnie utrzymywanej neutralności. Świadoma związku jaki łączył Frances z Sheridanem, Wren była też trochę zdziwiona faktem, że Dudley nie służył alchemiczce pomocą w rozwianiu wątpliwości, nie wytłumaczył na czym dokładnie polega trwający obecnie konflikt, dlaczego był sprawą ważną, mającą zaważyć na całym czarodziejskim świecie w niedługim czasie. Czyżby zbyt bardzo zajmowała go kwestia wyboru pierścionka zaręczynowego? Dziwne, najpierw powinien zatroszczyć się o spokój jej ducha zanim zaprosi dziewczynę przed ołtarz.
- Tu nie chodzi o wojnę, Frances. Wbrew pozorom percepcja mugoli nie każe natychmiast opowiedzieć się po żadnej ze stron, jedynie to ułatwia - stwierdziła spokojnie, starała się zebrać myśli w konkretną całość, tak, by zreferować alchemiczce dokładnie to, co zarysowywało się w ostatnim czasie w jej głowie. Nie wszystkiego była pewna, nie wszystko było jasne, ale mistrzyni eliksirów musiała oczekiwać odpowiedzi, którą czarownica winna jej teraz zaoferować. - Sama oceniam wartość dziewcząt, również Mary i Susan, przez pryzmat ich przydatności, posłuszeństwa. Zawiodły mnie. A to rzutuje na resztę im podobnych mugoli, tracę do nich zaufanie, którego nie miałam dotychczas na pęczki, a teraz mam go jeszcze mniej - mruczała niezbyt głośno, bez przejęcia czy ekscytacji, bez cienia głębszych emocji barwiących tembr głosu, nieprzyzwyczajona do tak otwartego omawiania się za pewnymi przekonaniami. Gdyby przyszło jej szukać za to winnego, obarczyłaby odpowiedzialnością Lyannę i ich ostatnią rozmowę; od tego czasu jej język wyostrzył się, a roszczeniowa postawa względem mugolskich społeczności zdawała się rosnąć w siłę przy uważniejszej analizie każdego z ich wybryków. - Nie obchodzi mnie ta wojna - dodała i zmarszczyła brwi, dziwnie niepewna, czy i tym razem mówiła szczerze. - Ani to, czyja racja jest lepsza. Jest tyle poglądów, ile zamieszanych w nią czarodziejów, można jedynie obserwować ich działania i siebie samą, jak na nie reagujesz. Czy boli cię eradykacja mugoli, czy fakt, że w Londynie nie trzeba już kryć magicznych zdolności jest ci na rękę. Jak myślisz? - Żaden był z niej mentor, Wren w końcu raczkowała w krystalizacji należnych sobie idei, póki co dostosowując je do swych egoistycznych potrzeb i wygód. Zniewolone mugolskie społeczeństwo byłoby jej na rękę - ale nie całkowicie wytępione. W takich okolicznościach musiałaby od nowa modyfikować działanie swojego interesu, inaczej dobierać ofiary, skupiać się na czarodziejach niepewnego, mugolskiego pochodzenia, których krew nie była tak ważna jak ta szlachetna czy czysta.
Nuta melancholii plamiąca głos Burroughs nie uleciała w niepamięć niedostrzeżona; spojrzenie przesunęło się z bulgoczącego kociołka na twarz alchemiczki, rejestrowało momentalną ponurość rysów, błyszczący w oczach smutek. Nie wiedziała na temat przeszłości kobiety zbyt wiele, ale rozumiała, że droga przez egzystencję nie była dotychczas usłana różami - żadna nie była, każdy z dzieciństwa i adolescencji wynosił rany ważące na przyszłości, uwikłany w zaszczepione przez najbliższych emocje o często destrukcyjnej naturze.
- Ja tak nie myślę - zapewniła ostrożnie choć szczerze, nie siląc się na fałszerstwo w dodaniu jej otuchy. - Dudley też nie. - I Nicolas, choć nieśmiałek przegrywał w przedbiegach z wagą osoby pokroju Sheridana, z którym Burroughs łączyła więź zupełnie innego pokroju. Była pewna, że stworzonko zapewni - i zapewniało - alchemiczkę o swoim oddaniu we własnym zakresie, nie potrzebowało do tego zatem adwokata, nawet jeśli chwilowe docenienie mogłoby znacznie ocieplić ich stosunki. Może innym razem. Tym bardziej, że to następne słowa wybiły ją z rytmu; niemożliwe? Brwi zmarszczyły się ponownie, mocniej. - A więc poddajesz się? Bo raz nam nie wyszło? - spytała, domagając się pewności. W jej mniemaniu nic nie stało na przeszkodzie, by raz na jakiś czas powtarzały eksperymenty w bardziej przekonujących już okolicznościach i warunkach, z lepiej dobranymi dziewczętami szczególnie pod charakterologicznym względem. - To niezbyt krukońskie podejście. Wręcz marnotrawiące. Wydawało mi się, że jedna porażka nie jest w stanie zniechęcić was od poszukiwania naukowych rozwiązań, ale najwyraźniej i na tym polu Slytherin ma przewagę - rzuciła z westchnieniem, ciekawa, czy byłaby w stanie wystawić ambicje Frances na próbę. Kogo jak kogo, ale prymuski Ravenclawu nie podejrzewałaby o dezercję tego typu, nawet jeśli proces wydawał się żmudny i trudny; może i zakończą go na stare lata, przebadawszy w końcu odpowiednią liczbę mugoli wystawionych na działanie magicznych substancji - jeśli ci wciąż pozostaną częścią świata -, ale zakończą go. Nie przewidywała póki co innej opcji, porzucenie badań smakowało tchórzostwem, którego czarownica nie mogła się dopuścić.
- Nie sprawdzisz tego jeśli nie spróbujemy jeszcze raz - orzekła całkiem sensownie i odebrała od towarzyszki fiolki z miksturą, przyglądając się ich zawartości z pewnym namaszczeniem, z uwagą. Być może kiedyś wybawią ją z poważnych tarapatów.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kuchnia [odnośnik]21.08.20 19:39
Panna Burroughs wzruszyła delikatnie ramionami.
- Mi ona niczego nie ułatwia, Wren. Przywykłam do logicznych, naukowych analiz popartych odpowiednimi źródłami oraz badaniami. Ich brak sprawia, że sprawa wydaje mi się, co najmniej nie logiczna. - Odpowiedziała szczerze, nie mając jednak pewności, że towarzysząca jej czarownica będzie w stanie ją zrozumieć. Frances nigdy nie była czarownicą ludu, woląc klasyfikować się do kategorii czarownic nauki. Skupionych na rozwoju, księgach oraz wypełnianiu umysłu wiedzą. Sytuacje jak ten cały konflikt oceniała pod dziwnym kątem, cały czas czując, że brakuje jej odpowiedniej ilości danych, by jasno osądzić co jest białe, a co czarne.
Uważnie wsłuchiwała się w słowa, jakie wypowiadała Wren, a wyraz zamyślenia na jasnej twarzy pogłębiał się z każdym, kolejnym zdaniem jakie słyszała. Panna Burroughs przypominała górę, niewrażliwą na wianie wiatru niezależnie od strony, z której zawiewało. Port przez piętnaście długich lat wymuszał na niej zmianę myślenia, aspiracji bądź specyficznego w tamtych rejonach zachowania. A ona opierała się, nie chcąc stracić poczucia własnej świadomości oraz zwykłego, trywialnego bycia sobą..
- To bardziej skomplikowane, Wren. - Zaczęła, przez chwilę zwyczajnie wahając się nad tym, co powinna powiedzieć. Czy mogła zaufać jej na tyle, aby odrobinę się otworzyć? Cóż, do tej pory działania panny Chang sprawiały, że niczego nie mogła jej zarzucić. - Obojętne jest mi istnienie mugoli, nie do końca jednak podobają mi się działania Ministerstwa. Nie stwierdziłabym również, że brak konieczności ukrywania się, jest mi na rękę. To wszystko… Jawi mi się jako szare spektrum. - Delikatne westchnienie wyrwało się z piersi panny Burroughs. - Idąc Twoim wcześniejszym porównaniem do bydła, nie wydaje mi się rozsądnym wybijanie go, jeśli możemy coś od niego zyskać, chociażby odpowiedni materiał do badań. Ignorowanie nauki nigdy nie jest dobrą stroną. Jednocześnie to, co działo się w Londynie było niezmiernie uciążliwe. I… - Kolejne wahanie zabrzmiało w głosie panny Burroughs, połączone z chwilową ucieczką szaroniebieskiego spojrzenia. - Moja mama jest czystej krwi, lecz mój ojciec był mugolem. Zginął w mugolskiej wojnie gdy miałam pięć, może sześć lat… Poszedł na rzeź, zostawił nas samych sobie, a ja nie pamiętam chociażby jednej, powiązanej z nim rzeczy. Ich świat jest mi obcy, całe życie wychowywałam się przy czystokrwistej rodzinie, lecz to zdaje się nie mieć znaczenia. Co jeśli Ministerstwo uzna, że i takich powinno się pozbyć? Karanie kogoś za błędy ich rodziców byłoby czynem podłym i wyjątkowo niegodziwym. - Frances poczuła, jak ogromny ciężar spada jej z barków. Do tej pory nie odważyła się, ani nie miała okazji, aby podzielić się z kimś swoimi obawami. Kolejne westchnienie opuściło jej usta. - Obojętny mi jest los mugoli. Nie darzę ich ani nienawiścią, ani sympatią. Chciałabym jednak czuć się bezpiecznie, móc spokojnie rozwijać się w swojej dziedzinie i prowadzić badania, bez żadnych przytyków dotyczących błędów mojej matki. - Dodała ciszej, głosem dziwnie wypranym z emocji. Nigdy nie była idealistką, ani kimś, kto byłby w stanie umrzeć za jakąś wielką, ulotną ideę, jak miliony innych idei.
- Jesteś pewna, że tak sądzi? Bo ja tej pewności nie mam, śmiem nawet twierdzić, że chyba przestał mnie lubić. - Pożaliła się Wren, nie przekonana tym zapewnieniem. Gdyby tak było, ten z pewnością nie nakrzyczałby na nią na tym podłym trzęsawisku, ignorując targający nią strach oraz panikę. Tak przynajmniej uważała panna Burroughs.
Brew dziewczęcia powędrowała ku górze, gdy usłyszała o poddaniu się. Takie słowa z pewnością nie padły z jej ust, zdziwił ją więc odbiór towarzyszącej jej czarownicy.
- Bez urazy Wren, lecz za moich czasów Ślizgoni mogli mi co najwyżej nosić książki. Żaden z nich nie miał lepszych wyników. - Odpowiedziała, odrobinę unosząc się krukońską dumą. Fakt był jednak faktem - cały czas w Hogwarcie spędziła na nauce oraz obowiązkach prefekta oraz prefekta naczelnego. A to już coś oznaczało.
- Nie powiedziałam, że się poddaję Wren, jedynie, że chwilowo jest to niemożliwe. - Zaczęła, uważnie obserwując twarz czarownicy. - Sama widziałaś, że tym razem całe przedsięwzięcie poszło co najmniej źle. Jeśli chcemy kontynuować te eksperymenty, musimy się do nich odpowiednio przygotować. Stworzyć odpowiedni plan, miejsce, wybrać eliksiry i przede wszystkim, ja muszę zgłębić trochę więcej anatomicznej wiedzy. A tak się składa, że chwilowo nie mam kogo poprosić o lekcje. - Wzruszyła ramionami, nie wiedząc kogo mogłaby poprosić o pomoc. Belvina i tak była już zajęta pomaganiem jej z pracą nad kolejnym eliksirem. - Jeśli mamy to kontynuować, musimy poświęcić więcej czasu na odpowiednie przygotowania. I chyba powinnyśmy zrezygnować z pokojowej drogi… - Miała pomysł, nie była jednak pewna, czy i Wren chciałaby kontynuować te, niewielkie eksperymenty.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]21.08.20 23:07
Metodyka myśli Burroughs pozostawała dla niej tajemnicą - czarownica nie zdecydowała się zatem przekonywać jej do podzielenia swoich poglądów. Nie miała w tym zresztą żadnych intencji, żadnego interesu, co najwyżej obiecującą perspektywą było wprowadzenie pewnego spokoju do poddenerwowanego niepewnością i niewiedzą analitycznego umysłu kobiety. Ale do tego potrzeba było mędrca, kogoś, kto wyjaśniłby jej tajniki obecnej sytuacji w sposób na tyle zrozumiały, naukowy i przekonujący, by raz na zawsze wyzbyła się powodów do niekończących się rozmyślań nad dobrem wszechrzeczy. Wren z uwagą ważyła teraz własne myśli, skupiona na poszukiwaniu odpowiedzi, która ubrałaby w słowa wciąż nie do końca określone emocje jakie towarzyszyły jej w związku z konfliktem; nie skupiała się na działaniach Ministerstwa, z konieczności akceptowała wprowadzany przez zwycięzcę stan rzeczy i nie rozmyślała, czy był uzasadniony lub konieczny, tak długo, jak nie okazywał się niekorzystny. Jedynym niezadowoleniem kwitowała fakt brutalnych działań wysłanników Ministerstwa, tych otwarcie nagonionych i ochotników, którzy odnajdywali miejsca schronienia jej dziewcząt i wymazywali je ze społeczeństwa w imię czystości okolicy. Reszta była jej obojętna.
- Też uważam, że całkowite pozbycie się ich z naszego świata nie jest dopracowanym planem. Podobnie jak ma się to do magicznych stworzeń czy usłużnych skrzatów, może po prostu należałoby prowadzić ich hodowlę - zastanowiła się głośno, mówiła już bardziej do siebie niż do towarzyszącej jej gospodyni, ważyła smak słów na języku, ciężar myśli wśród ścian umysłu. Sprowadzenie niemagicznej społeczności do roli niższej klasy stworzenia było niehumanitarne, oczywiście, że tak, ale egoistyczne pobudki skutecznie ignorowały płynącą z argumentu odrazę. Na szczęście nie od niej zależało wicie ludzkiej historii, nie na jej barkach spoczywało kształtowanie przyszłości; czarownica mogła co najwyżej teoretyzować i zadbać, by w stworzonych przez rządzących okolicznościach żyło jej się wygodnie. A do tego potrzebowała młodych, czystych mugolek, nawet kilku, kilkunastu, bez ryzyka czyhającego na ich żywot plutonu egzekucyjnego. Ten komfort zapewniał jej ostatnio dobity targ z lordem Black; niektóre z owieczek, zbliżone do siebie historią i charakterem, umieściła w należącej do szlachcica okolicy, testując nową możliwość.
- Nie wiedziałam - przyznała odrobinę ponurym tonem na wyznanie Frances; do tej pory była przekonana, że znajoma szczyciła się nienaganną czystością krwi, nie miała pojęcia o mugolskim ojcu, który spłodził tak mądrą i utalentowaną istotę. No proszę. Wieść o przeszłości jej rodziców sprawiła, że Wren sięgnęła po herbatę, przysłuchując się genealogicznym wspomnieniom Burroughs z zainteresowaniem. Upiła łyk z filiżanki, z niezadowoleniem zauważając, że gorąc napoju zdążył zmaleć, a bez wysokiej temperatury cieczy przepływającej przez gardło pozostał jedynie jej smak. - I nikomu nie powiem, jeśli tego się obawiasz - dodała po chwili, mimowolnie skora do odpowiedzenia na wyznanie wyznaniem. - Zresztą. Gdyby nie mugolskie wojny, pewnie nie byłoby mnie dziś na świecie. - Palec wskazujący zastukał głucho o ponownie ustawioną na stole porcelanę a spojrzenie stało się nieobecne, skierowane na przypadkowo obrany punkt na kuchennej ścianie. - Ich podwodna machina zatopiła łódź, na której płynął brat mojego dziadka z rodziną. Wiem z opowieści, że była to okropna eksplozja, zginęło w niej nie tyle wielu mugoli, co niezamieszanych w te niemagiczne bzdury czarodziejów. I to złamało dziadkowi serce. Złamało przywiązanie do kraju, który go wychował - ciągnęła bez wyrazu, zdystansowana, pogrążona we własnych myślach. - Porzucił Chiny i osiedlił się tutaj. W połowie jestem Brytyjką - niestety. Dopiero po tych słowach powróciła do rzeczywistości, raz jeszcze spojrzała na Frances, mierząc ją ostrożnym wzrokiem czarnych oczu. - Pozbycie się czarodziejów półkrwi wiązałoby się z likwidacją ponad połowy naszej ludności. Myślę, że nie masz się czego bać, przynajmniej nie teraz. Spojrzenie władzy leży gdzie indziej. A gdy skończy się wojna, muszą mieć kim rządzić - czy nie po to prowadzi się wojny? - Wren uniosła jedną brew ku górze, niepewna, czy cokolwiek, co dziś padnie z jej ust będzie w stanie ukoić niepokoje towarzyszki. Jej nie dotyczyły podobne problemy. Na szczęście ojciec związał się z czystokrwistą czarownicą, a fakt pochodzenia był w oczach córki jej jedyną zaletą. Mimo wszystko chciała pomóc alchemiczce, jakimś sposobem wesprzeć, owładnięta dziwnym przywiązaniem; po chwili potrząsnęła lekko głową. - Nie przestał - zapewniła, ale nie rozwinęła myśli wbrew pierwotnemu pragnieniu. Zapowiedź zaręczyn nie świadczyła o tym, by Dudley darzył Frances uczuciem nieważnym, ulotnym, zdolnym do zmiany formy na przestrzeni połowy miesiąca. Oby niedługo jej to udowodnił.
- I przygotujemy się lepiej - rzuciła niemal beztrosko, rozbawiona komentarzem na temat rywalizacji ich domów - a przy tym jednocześnie dumnie urażona. Miały czas, nad ich głową nie unosiło się widmo koniecznego do dotrzymania terminu, wszelkie ruchy czyniły przecież wiedzione własną ciekawością, nie czyjąś. Grały zatem na własnych zasadach i Chang spodziewała się, że ku uciesze samego Ministerstwa; nie dość, że najwyraźniej pozbywały się mugolek, to jeszcze wykorzystywały je do czegoś znaczącego. - A zatem jak dotąd byłyśmy na pokojowej drodze? Nie wiedziałam. Trzeba było mnie uprzedzić zanim sięgnęłam po lamino - dodała półżartem, na swój własny sposób pragnąc oswoić się w końcu z popełnionym morderstwem. Dwukrotnym.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Kuchnia [odnośnik]23.08.20 4:25
Frances pokręciła głową, jakoby nie zgadzała się ze słowami panny Chang.
- Nie każde magiczne stworzenie znajduje się poniżej czarodzieja, Wren. Jednorożce czy centaury one wszystkie posiadają zdolności które winno się szanować. - Nie sądziła, by mugoli można było przypisać do tej samej kategorii, nawet jeśli była niemal pewna, że posiadają w zanadrzu coś, co nie było znane czarodziejskiemu społeczeństwu. - Jednocześnie uważam, że hodowla to nieodpowiednie słowo. Widzisz, niesie ono ze sobą pewne negatywne zabarwienie które również mogłoby podjudzić kolejne bunty. Oaza, obóz, osobne osiedle… Te określenia są bezpieczniejsze, a mogą oznaczać dokładnie to samo. - Frances zadziwiło to, z jaką lekkością dzieliła się z Wren swoimi przemyśleniami oraz opiniami, które zwykła trzymać dla siebie. Kiedyś, jeden jedyny raz podzieliła się ze swoją rodziną podobnymi, słownymi skojarzeniami a ich reakcja sprawiła, że nie miała ochoty tego powtarzać.
Ciężkie westchnienie opuściło pierś panny Burroughs na kolejne słowa, jakie padły z ust towarzyszącej jej czarownicy. - Będę wdzięczna za dyskrecję. - Odpowiedziała jedynie, unosząc kąciki ust w delikatnym, acz smutnym uśmiechu. Od kwietnia nie raz żałowała, że nie mogła pochwalić się czystą krwią, zapominając o niepewności, jaka wiązała się z przyszłością gdyż zwyczajnie nie wiedziała, czego mogłaby się spodziewać.
-Przykro mi, z powodu rodziny twego dziadka. To prawdziwa tragedia, cieszę się jednak, że tak się stało. Inaczej zapewne nie miałabym okazji cię poznać. - Odrobina nieśmiałości wdarła się w głos dziewczęcia. Relacja, z początku jedynie zawodowa, rozwijała się, przez co Frances zdążyła polubić ciemnowłosą czarownicę, nawet jeśli nie zawsze zgadzały się w niektórych kwestiach.
- Wiesz, ja po prostu nie chcę się więcej bać. Przez piętnaście lat przechodziłam przez portowe piekło, za każdym razem bojąc się, że jeśli wyjdę z domu mogę już do niego nie wrócić. - Kolejne wyznanie opuściło jej usta. Nie sądziła, że tak odważna wiedźma była w stanie zrozumieć, co tak delikatna istota jak ona przechodziła w dokach. Nie pasowała tam; wyróżniała się ściągając na siebie uwagę, którą parę razy prawie przypłaciła życiem, jednocześnie nie potrafiąc wpasować się w tamtejsze otoczenie.
Brew dziewczęcia uniosła się z zainteresowaniem, gdy kolejne słowa dotarły do jej uszu… Niezbyt ją przekonując. - Nie wiem, co Ci mówił, lecz nie uważam, żeby darzyło się sympatią kogoś, na kogo ciągle się krzyczy. - Wyraz twarzy eterycznej alchemiczki mówił, że nie były to przyjemne doświadczenia, a szaroniebieskie spojrzenie błysnęło odrobiną zawodu. Nie uważała swoich słów za wyolbrzymianie, zwłaszcza wtedy, gdy wspomnienia nadal podsuwały paskudne rzeczy, jakie mówił jej na tym, przeklętym przez Merlina trzęsawisku.
Kiwnęła głową, przyjmując do wiadomości chęci Wren do kontynuacji ich małych eksperymentów. Frances doskonale wiedziała, że czeka je naprawdę wiele pracy, aby testy przechodziły dokładnie tak, jak to sobie zaplanowały. Czuła jednak, że w tej kwestii mogą sobie pozwolić na długie tygodnie dokładnego planowania - stawka zdawała się być odpowiednio wysoka. Kto wie, może faktycznie mogłyby do czegoś dojść?
- Lamino nie ma z tym nic wspólnego, chociaż nadal nie mogę przeboleć zniszczenia ulubionej sukienki. - Zaczęła, a cień rozbawienia pojawił się na jej twarzy. - Dałyśmy im wybór oraz swobodę, Wren. Ani Mary ani Susan nie zasłużyły na nie, jestem więc niemal pewna, że inni również na nie nie zasłużyli. - Śmiałe słowa wydobyły się z malinowych ust alchemiczki. - Następnym razem powinnyśmy zadbać, aby byli odpowiednio unieruchomieni. Związać, skuć kajdanami… Cokolwiek. W ten sposób unikniemy rozbijania fiolek, rzucania się na nas z rękoma oraz wszelkich prób ucieczek. To obiekty testowe i tak też powinnyśmy ich traktować. Uważam również, że powinnyśmy otworzyć się na mniej przydatnych mugoli, by nie narazić Cię na straty finansowe. - Szaroniebieskie spojrzenie utkwiło w twarzy towarzyszki, będąc ciekawej jej zdania dotyczącego dalszego prowadzenia eksperymentów - tkwiły w tym obie, z taką samą odpowiedzialnością za czyny oraz ich skutki przez co Frances uważała, że wszelkie decyzje winny być podjęte wspólnie.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]23.08.20 17:55
Domeną mugoli było wykorzystywanie przedziwnych naukowych odkryć do tworzenia śmiercionośnych machin wysadzających w powietrze całe miasta. Czy te umiejętności również warte były podziwu i szacunku? Zaszczepione w świeżej genealogii doświadczenia nakazywały inaczej, Wren nie dostrzegała w nich więcej walorów niż te, które mogła wykorzystać na własną rękę, do własnych celów, jęła za to ostatnio sądzić, że brak magicznych zdolności był w nich swego rodzaju anomalią. Wybrykiem natury. Dlatego też zdziwiły ją słowa opuszczające usta Frances, choć stawało się ono odrobinę bardziej zrozumiałe znając tło jej rodzinnych koligacji; mugolski ojciec był skazą mogącą zaszkodzić jej w magicznym świecie, wystawić na niebezpieczeństwo, niemniej - wciąż pozostawał ojcem. Czy tego chciała, czy nie. Tak samo jak Yolanda pozostawała jej własną matką, okrutną, znerwicowaną i niezrozumianą, ale matką. Żadna z nich nie miała w temacie choćby cienia wyboru.
- Źle się wyraziłam - przyznała beznamiętnie, kiwając głową. - Ale niezależnie od określenia, sens rzeczywiście pozostaje ten sam. Kontrolowana społeczność mogąca żyć w humanitarnych warunkach, akceptująca zwierzchnictwo magii nad jej brakiem. To rozwiązałoby wiele problemów - tych nękających brytyjską nację, później całą Europę, na końcu burząc stary system całego świata i zastępując go nowym, lepszym. Mugole powinni być wdzięczni za tę szansę - za okazaną łaskę, odpowiednio dobrane zaklęcia mogłyby wszakże położyć kres całokształtowi ich istnienia i dokonań, pogrzebać ich pod gruzem historii, wykreślić z kart przeszłości zamaszystą wstęgą atramentu zwycięzcy. Ale coś podpowiadało jej, że nie przyjęliby pokojowego rozwiązania bez próby walki. Bez ofiar, niepotrzebnych poświęceń, heroicznych aktów przeciwstawienia się rzekomemu oprawcy, który de facto pragnął jedynie harmonii na dogodnych warunkach. Ile to już lat czarodzieje musieli kryć się ze swoim istnieniem, z umiejętnościami, sprzyjającym okiem Merlina? W zamian za co? Mugolskie konflikty zachłannie odciskały piętno również na ich egzystencji, a kamuflaż nie zapewniał wcale spokoju separacji między jedną a drugą grupą. Dostrzegała w tym dzisiaj sporo sensu - czyż nie mieli wystarczająco dużo czasu by nacieszyć się zbiorową dominacją? Szachownicę należało w pewnym momencie odwrócić, gracze powinni zamienić się w końcu pionkami, możliwością wykonania pierwszego ruchu na czarno-białych polach.
- To prawda - skwitowała z lekkim uśmiechem, równie zadowolona możliwością spędzania czasu w towarzystwie alchemiczki. Łączyły je nie tyle owocne interesy, co ostatnio także rodząca się powoli więź zrozumienia, pewnego przywiązania, wzajemnego szacunku. - Oby po ustaniu walk już nikt z nas nie musiał ze strachem oglądać się przez ramię - zgodziła się. Dla niej ostatnie miesiące również nie były przecież tak łatwe - co widać było po smuklejszej niż zwykle sylwetce, wychudzonej nadmierną aktywnością i nieregularnymi posiłkami. O braku spokojnego snu nie wspominając. - Teraz przynajmniej możesz cieszyć się komfortem normalnej dzielnicy, to dobry początek. Poznałaś już sąsiadów? - Wren przyjrzała się jej z zainteresowaniem, ciekawa, jak Frances oceniała okolicę. Owszem, dom sam w sobie był niebywałym krokiem naprzód w meldunkowej historii, lecz z doświadczenia wiedziała, że jeden naprzykrzający się mieszkaniec drzwi obok mógł zaburzyć wszelką idyllę. Zanim zmarła, jedna z jej sąsiadek szczyciła się donośnym głosem i mnogością koleżanek odwiedzających ją na popołudniowe ploteczki. Zbyt duża ilość wina sprawiała, że kobiety zaczynały rozprawiać z coraz to większą pasją, aż dochodziło do wymiany krzyków i gromkich salw śmiechów. Okropna niedyskrecja.
Dyplomatycznie postanowiła uciąć temat Dudleya. Nie znała go tak dobrze, ani by stanąć w jego obronie, ani usprawiedliwić krzyki, o jakich mówiła kobieta; skinęła zatem głową i wydała z siebie cichy pomruk, zadowolona, że alchemiczka prędko przeszła do następnej kwestii - w której aż miło było jej słuchać. Zmiana obiektów eksperymentów byłaby dość przyjemną odmianą; Wren zbyt często miała do czynienia z młodymi dziewczętami, to rodziło w niej chęć spróbowania swych sił w interakcji z kimś starszym, bardziej przezornym i uważnym, kogo doprowadzenie do naukowego ołtarza byłoby satysfakcjonującym wyzwaniem. Mężczyźni nie znajdowali się w tej grupie - zbyt łatwo można było zamącić im w głowie, uśpić czujność słodkim uśmiechem czy grą głupiutkiej niewiasty podsycającej płomień ich przepełnionej testosteronem pewności siebie.
- No proszę. Ten kuguchar ma pazury - zauważyła rozbawiona, miło zaskoczona postawą Burroughs. Najwyraźniej obudzenie w niej krukońskich ambicji poskutkowało lepiej, niż czarownica mogła się spodziewać. - Masz rację, tak zrobimy. Powinnam być też lepiej przygotowana na sięgnięcie po bardziej... drastyczne metody, prędzej, jeśli zajdzie taka potrzeba. - Każdy dzień przybliżał ją do pogodzenia się z wydarzeniami z katedry, z inkantacją dwukrotnie opuszczającą kraniec różdżki, z posoką upływającą z otwartych magicznie przywołanymi sztyletami ran. Nie mogła, nie chciała w tym temacie liczyć na Frances; jej domeną były eliksiry, nauka, niemal odruchowo Wren stawiała się zatem w roli złego magipolicjanta dysponującego arsenałem zaklęć mogących wymierzyć konieczną sprawiedliwość. - O kim myślisz? Kobietach w dowolnym wieku? - dopytała zaraz, zaintrygowana, opcji płci przeciwnej dziwnym przekonaniem nie biorąc nawet pod uwagę.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Strona 1 z 8 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach