Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]10.07.20 23:56
First topic message reminder :

Kuchnia

Na parterze, po lewo od niewielkiej klatki schodowej można wejść do kuchni. Średniej wielkości pomieszczenie pełni funkcję zarówno kuchni jak i jadalni, szczególnie podczas chłodniejszych bądź pochmurnych dni, gdy niemożliwym jest jedzenie pod chmurką. Znaleźć tu można białe szafki z jasnymi blatami, na których Frances stara się nie układać zbyt wielu rzeczy. Wiszące na ścianach szafki oraz półki mieszczą zastawę oraz potrzebne jej szpargały a jasny, drewniany stół z kilkoma krzesłami wędruje między tarasem a kuchnią. Co jakiś czas da się zauważyć inne rozmieszczenie ozdób bądź rzeczy, gdyż pani domu jeszcze nie zadecydowała, które ustawienie jest dla niej najbardziej korzystne.

Nałożone zabezpieczenia: Cave Inicum, Zawierucha, Oczobłysk, Muffliatio, Tenuistis (aportacja), Szklane Domy

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Frances Wroński dnia 05.04.21 22:46, w całości zmieniany 2 razy
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Re: Kuchnia [odnośnik]02.03.21 18:41
Teoretycznie niezapowiedziani goście sprawiali, iż eteryczna alchemiczka czuła się dwojako. Z jednej strony obawiała się tego, co mogli na nich zrzucić oraz tego, że nie przypadną sobie do gustu z rodziną Daniela, z drugiej jednak strony była ich niezwykle ciekawa. Pamiętała wszystkie opowieści jakimi uraczył ją cudowny małżonek o i ile on miał okazję poznać jej rodzinę, tak jej przyszło poznać jedynie mrukliwego przyrodniego brata, który napawał delikatną kobietę odrobiną strachu. Pewna, że Daniel nie zaprosił by w ich skromne progi kogokolwiek, kto mógłby stanowić dla niej jakiekolwiek zagrożenie, nie pomyślała nawet o tym, niewielkim aspekcie.
Specyficzne poddenerwowanie widoczne w ruchach małżonka zaniepokoiło Frances. W ciągu tych kilku miesięcy gdy przyszło im się znać niezwykle rzadko widywała go w podobnym stanie, a to z pewnością nie było dobrym znakiem. Im więcej oznak nerwów zdawał się przejawiać Daniel, tym bardziej pani Wroński zdawała się być ostoją spokoju, nie szczędzącą słodkich, czułych gestów kierowanych do męża w towarzystwie coraz to kolejnych próśb, mających zająć jego myśli podczas czasu oczekiwania na gości. Sama rozgościła się w kuchni, zajmując się przygotowaniem obiadu przy którym to miały roztoczyć się opowieści. Ziemniaczki z grzybowym sosem, zrobionym z własnoręcznie odnalezionych grzybów; pieczony na chrupko indyk doprawiony korzennymi przyprawami oraz potrawa przyrządzana z kapusty z dodatkiem grzybów, wątróbki oraz odrobiny wołowiny. Nie byłą w stanie spamiętać nazwy tej potrawy, miała jednak pewność, iż pochodzi ze stron Wrońskich i kiedyś Daniel jej o niej wspomniał. Tym niewielkim akcentem chciała odrobinę poprawić mu humor, by choć na chwilę przywołać na męskie usta, tak lubiany przez nią uśmiech. Dania proste, skromne acz tworzące dość wystawny obiad, jak na panujące warunki. Z pełnym brzuchem znikają pewne troski, a tych zapowiadało się podczas dzisiejszego popołudnia aż nazbyt wiele.
Uśmiechnęła się pięknie słysząc komplement dotyczący obiadu, wraz z mężem nakryła do stołu by ostrożnie wyłożyć wszystkie potrawy na duże talerze upewniając się, że wszystko jest tak jak powinno, a stół prezentuje się co najmniej dobrze. W ostatnim ruchu poprawiała smukłymi dłońmi materię granatowej, eleganckiej sukni z dekoltem ciętym w serce subtelnie odsłaniającym kobiecy obojczyk; w swym kroju niezwykle podkreślającej figurę właścicielki. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust, smukłe palce przesunęły po perłach zdobiących jej szyję, a eteryczna alchemiczka ruszyła w kierunku niewielkiego przedpokoju. Stanęła obok męża, dłoń bezwiednie układając na jego łopatce, jakby podświadomie chciała dodać mu wszelkiej otuchy w nadchodzących chwilach.
Na widok pierwszego gościa malinowe usta ułożyły się w przyjaznym uśmiechu, a szaroniebieskie spojrzenie błysnęło zaciekawieniem.
- Zapraszamy, obiad już czeka. - Rzuciła eterycznym głosem, gdy pierwszy z gości przekroczył próg ich domu. Nie przedstawiła się jednak, pozwalając to zrobić swojemu cudownemu małżonkowi.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]02.03.21 21:20
Proszony obiad. Dlaczego nie można było się tak po prostu spotkać - tak przy wódeczce i kawałku chleba razowego? Klasycznie. Jak to zwykle u nas się robiło. Po co tak to wszystko utrudniać? Ostatecznie wzdycham, zwlekam się z kanapy. Chuj tam, nie ma co narzekać. Może flaszeczka też będzie.
Stoję przed swoją tak zwaną szafą i zastanawiam, się, co powinno się ubierać w takiej sytuacji. Na pewno coś w miarę porządnego. I oczywiście nic podobnego nie mam... w końcu nie mam powodów się stroić. Wzdycham, wbijam się w szarą marynarkę i spódnicę, które muszę nosić w pracy i jestem gotowa. Kurwa, kiedyś pogadam z przełożonymi, żeby pozwolili się nosić, jak mi wygodniej. W końcu to nasz świat. Nie ludzi. My mamy swoje zasady.
Kiedy przeszukuję swoją pseudo-spiżarnie w poszukiwaniu czegokolwiek, co można by wziąć na prezent - w końcu nie przychodzi się w gościnę z pustymi rękami - zastanawiam się, jak kuzyn Danielek ułożył sobie życie. Żona? Może nawet gromadka dzieci? Wszyscy weseli, czyści najedzeni. Może szczęśliwi. Piękny dom? Dom żony? Chyba dobrze zrozumiałam. Ha, ciekawe, co się musiało stać, że nie zrobił tradycyjnie - nie zbudował własnego, sprowadzając tam swoją wybrankę. Może zainspirował się moimi staruszkami? O właśnie, ciekawe, co tam u nich… Chwilę waham się, czy przed wyjściem nie wysłać sowy, jednak szybko hamuję te idiotyczne porywy nostalgii. Jest niebezpiecznie. Cholernie niebezpiecznie. Nie mogę sprowadzić na nich kłopotów. Nie mogę pozwolić, żeby i im coś się stało... Nie, już dość problemów narobiłam…
Droga do Surrey zajmuje mi jakiś czas. Lece na miotle, piździ niemiłosiernie. Jebany wiatr. Jebany wieczny deszcz. Jebana Anglia. Więc kiedy w końcu staje na progu ich pięknego domu, mam wrażenie, jakby ktoś mnie wrzucił do Tamizy. Ciężkie krople wpadają do oczu. Szczypią niemiłosiernie, jakby ktoś próbował oślepić mnie garścią piasku.
Pukam do drzwi i wchodzę. Pełna kulturka - wycieram buty przed wejściem do środka.
-Dobry. - Witam się krótko i z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągam prezent, który przekazuje kuzynowi - nieduży brązowy woreczek. - Sól przyniosłam.
-Ładny dom. Solidny. - Rzucam szybkie spojrzenie po ścianach i meblach. Czysto. Schludnie. Wycieram rękawem oczy. Nie ściągam rękawiczki z lewej ręki - nie chcę żadnych pytań o protezę. Jestem za trzeźwa, żeby o tym opowiadać.
Ostatecznie wyciągam prawą rękę do ładnej blondyneczki, stojącej obok Daniela -Zlata Raskolnikova. Ładnie pachnie ten obiad.
No i w końcu zaczynam się przyglądać Panu Wrońskiemu.
-A ty Danielku wydoroślałeś! Wąsa zapuściłeś! No popatrzcie. Chłop jak dąb. Jak się wam tu żyje?

|100gr soli




Ostatnio zmieniony przez Zlata Raskolnikova dnia 08.08.21 19:50, w całości zmieniany 1 raz
Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Kuchnia - Page 7 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Kuchnia [odnośnik]02.03.21 22:03
Pół godziny po przyjściu Zlaty, dzwonek u drzwi dzwoni po raz drugi. Czy jestem spóźniona? Tak. Czy to niegrzeczne? Tak i nie. Jeżeli rozpatrywałoby się mnie jako singielkę, która nie wie, czy chce tego dnia zwlec się z łóżka, a kiedy w końcu to robi, to zwleka się, by zrobić najbardziej kunsztowny mejkap - to tak, jest to niegrzeczne. Ale rozpatrujmy mnie jako młodą mamę. Która ma problem z dwulatkiem. Peter od rana wariował, płakał i na zmianę się śmiał, a kiedy dowiedział się, że ma poznać rodzinę, kilka razy pytał czy tata będzie? Zapinałam guziki na jego bluzeczce i to łamało mi serce, kiedy musiałam kręcić przecząco głową. Peter bardzo dużo rozumiał jak na tak małe dziecko, a może tylko tak mi się wydawało? Przez to, że nie miałam nikogo innego do kogo mogłabym otworzyć buzi, może zaczęłam go traktować jak mojego małego przyjaciela a moja głowa zniżała sie do jego poziomu IQ. Od wczoraj, kiedy już przestał być chory, ma tyle energii, jakby chciał mi zadośćuczynić za te kilka dni grozy. Nie spałam, czuwałam przy jego łóżeczku, przewidujac już najbardziej mroczne scenariusze. Wspomagała mnie niezastąpiona sąsiadka, która też przynosiła jemu eliksiry, a mi kawałek bułki i herbatę. Plułam sobie w brodę, że nie uważałam na zajęciach z magii leczniczej i obiecywałam w myślach, że jeżeli z tego wyjdzie, to przeczytam podręcznik o zaklęciach leczniczych od deski do deski. A w najgorszej godzinie skreśliłam list do Daniela, wiedząc, że jest w tym momencie chyba moją ostatnią deską ratunku. Sówka zdążyła opuścić nasze poddasze, minęło kilka godzin i wszystko się odmieniło. Na szczęście gorączka spadła. Peter jeszcze trochę płakał, ale za kasze manną i kilka piosenek uspokoił się i przespał całą noc. Później ja też spałam dwa dni, więc kiedy w końcu zdołałam odpisać na list Daniela, on pewnie zdążył kilka razy odejść od zmysłów.
Po kolejnych listach dowiedziałam się, że wziął ślub. I że mam przyjść na obiad. Na pierwszą wieść poczułam mocne ukłucie w sercu, na drugą wieść wielką niechęć. Nie, nie, nie ma szans, żebym wystawiała nos z domu, nie kiedy Peter dopiero co wyzdrowiał. Teraz, kiedy nie miałam zapewnionej protekcji Corneliusa, wszystko w Londynie tak bardzo mnie przerażało. Bałam się nawet, że Bojczuk mnie odnajdzie i będzie chciał podrzeć moje płótna. Ale dzisiejszego ranka zobaczyłam na słupie zdjęcie Samuela Skamandra i zrozumiałam, że muszę uciekać z Londynu.
Właśnie dlatego jednak stoję właśnie przed drzwiami domu na Szafirowym Wzgórzu. Dzwonię, odliczam ekspresowe pięć sekund, odwracam się i chcę już odejść, bo przecież zmieniłam zdanie... ale wtedy Peter mówi "mama, jakaś pani otworzyła". On widział, bo ułożony jak zawsze na moim ręku, spoglądał za plecy, kiedy ja patrzyłam w przód. Zmroziło mnie i odwracam się sztywno, pamiętając, żeby przykleić na twarz sztuczny uśmiech. Panna, która mi otworzyła wyglądała jak malowana lalka. w otoczeniu tego bajkowego miejsca, sprawiała wrażenie idealnie pasującej. Nie to co ja. W czarnej jak śmierć sukni do ziemi, z szalem na ramionach, dzieckiem na ramieniu i walizką przy boku przypominałam raczej zagubioną z cygańskiego wozu, a niźli krewną jej małżonka.
Daniela nie widziałam tak dawno. Drżało moje serce w obawie, że kiedy go zobaczę, to nie będę widzieć jego ukochanej twarzy, ale zobaczę twarz pana Wrońskiego. Tego widoku nie chciałam powtarzać. Dlatego wstrzymuję powietrze, przekraczając próg.
A potem kilka rzeczy wydarzyło się nagle. Pani żona Daniela przywitała mnie w domu, ja się przedstawiłam, powiedziałam, że bardzo mi się tutaj podoba, ale że jestem zmęczona podróżą i wtedy wyszli z za rogu korytarza Daniel i kuzynka Zlata? Po pierwsze: Daniel nie wyglądał jak pan Wroński, ale jak on sam. Mogłam odetchnąć z ulgą, co też zrobiłam, a uśmiech na mojej buzi rozświetlił się do prawdziwości. Przeniosłam wzrok na ciocię Zlatę, która nie postarzała się nawet o minutę i zajęta była tłumaczeniem czegoś Danielowi.
Zaraz wszystkie troski odeszły, zrozumiałam, że ten ból w klatce piersiowej ustał, kiedy mogłam bez problemu oddychać. Odstawiam walizkę na wejściu i wręczam Petera żonie mojego brata. Wygląda na taką, która wie co się robi z dziećmi. Chyba najbardziej z całego towarzystwa. A potem idę wprost do Wrońskich i dopiero zatrzymuję się przed nimi o jeden krok.
- Co tu się dzieje, wszyscy sobie tutaj żyjecie jak w jakiejś bajce?! - bo tego jakoś nie rozumiem! Daniel zostawił mnie w piekle, a sam sobie stworzył pałac i jak królewicz sobie tutaj spędza życie ze swoją wyfiokowaną żoną, a ciocia Zlata im pewnie opowiada całymi dniami historie ze swojego życia. I on się dziwi, że ja do niego nie pisałam!


If there is a past, i have
forgotten it
Mathilda Wroński
Zawód : malarka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9242-mathilda-wronski#281180 https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/f354-szkocja-timbermoore-marefield-grove-13 https://www.morsmordre.net/t9271-skrytka-bankowa-450#282368 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.21 5:17
Żona zdołała trochę uśpić jego niepokój - lubił, gdy uczucie okazywano mu dotykiem, więc nieustanne czułe gesty znacząco poprawiały mu humor. Uwielbiał też dobre jedzenie, a w całym domu pachniało wyjątkowo apetycznie.
-Zapamiętałaś przepis na bee-ghos...? - zorientował się z angielskim akcentem (żeby Frances było łatwiej zapamiętać nazwę potrawy), a wzruszenie ścisnęło mu gardło. Z przykrością przypomniał sobie, że nie ma żadnych przepisów swojej mamy - zostały z ojcem, jeśli ich nie spalił... Chyba, że Mathilda je ma? Musi ją spytać! Za to kilka miesięcy temu dorwał w porcie książkę z polskimi przepisami, którą przehandlowali z nim polscy marynarze. Przetłumaczył kilka dla Frances, ale nie sądził, że opanuje je tak szybko i że zaskoczy całą jego rodzinę.
Wyglądała cudownie, a on był z niej dumny. Jak wzorowa, elegancka pani domu. Kto by pomyślał, że tak mu się życie ułoży...

Zlata przybyła pierwsza i wyglądała jakoś inaczej niż Wroński zapamiętał. Minęło trochę lat, ale nie, na twarzy nadal była młoda (gobliny chyba jakoś inaczej się starzeją)... co to mogło być?
A, chyba zmieniła fryzurę?!
-Złotko! - wypalił czule, po polsku, bo Rosjanin z niego żaden. -Dobrze się trzymasz! dodał i przytulił Zlatę w niedźwiedzim uścisku. Podniósł ją nawet nad ziemię, tak jak za dawnych czasów, gdy miał piętnaście lat i zrównał się wzrostem z ojcem ("ojcem") w przeciągu jednych wakacji. O ile się nie opierała, oczywiście.*
-Sól? Gdzie to zdobyłaś? - pytanie brzmiało wesoło i niewinnie, ale Daniel zawiesił na Zlacie przenikliwe spojrzenie. -Ostatnio jest nie do dostania. - mruknął pod nosem.
Uśmiechnął się pod wąsem, gdy Raskolnikowa skomplementowała dom (wybór Frani) i obiad (dzieło Frani, wybór menu też).
-Frances zrobiła bigos. I opowie o domu, ja mieszkam tu dopiero od niecałych dwóch tygodni. - objął żonę w talii, wyraźnie pęczniejąc z dumy. -Wezmę twój płaszcz. - zaproponował Zlacie i skierował się w głąb korytarza. Gdy dzwonek znów zadzwonił do drzwi, a Frances otworzyła, Daniel i Zlata zostali sami na kilka sekund. To wystarczy.
-Czym się teraz zajmujesz? Mogę ci opchnąć kilka moich zleceń. Na początku miesiąca ściągam zwykle długi, a po podróży poślubnej nie nadążam. - rzucił cicho, nachylając się do kuzynki. Nadążał, oczywiście, ale chciał jej pomóc - tylko nie mógł pozwolić, by zabrzmiało to jak łaska. Zlata była dumną kobietą. Wrońską, w końcu. Czasem, gdy mama czytała mu baśnie o bezwzględnej Wandzie Wrońskiej, Daniel wyobrażał sobie w jej miejscu kuzynkę. Tyle, że dawna matriarchini rodu wierzyła w czystą krew równie gorąco jak jacyś Blackowie w Anglii i pewnie nie dopuściłaby do samego istnienia kochanej Zlaty.
-Jeszcze pogadamy. - mruknął do kuzynki-półgoblinki i ruszył do drzwi.

A tam stała już Mathilda, imienniczka jego kochanej mamy. Choć wyglądały zupełnie inaczej, blondynka i brunetka, to zawsze miały równie smutne spojrzenia. Mama odeszła, a kuzynka-siostra na szczęście żyła - choć zdążyła porządnie go wystraszyć!
Daniel spojrzał najpierw na nią, potem na dziecko i wybałuszył oczy.
Ono było ogromne.
I miało jakoś dużo włosów jak na noworodka.
Zaraz, zaraz...
-Od kiedy ty jesteś mamą? - wypalił zamiast powitania, bo choć nie umiał oceniać wieku dzieci, to coś mu tutaj ewidentnie nie grało.
Spojrzał na Frances z maluchem na ramieniu i zrobiło mu się jakoś ciepło na sercu, ale zaraz potem przeniósł spojrzenie na Mathildę. Chciał ją przytulić, okazać ulgę, czułość, zareagować z taką samą serdecznością jak na Zlatę, ale...
Merlinie, była taka blada.
Jak wtedy, gdy opatrywała jego rany po razach ojca, jak wtedy, gdy dochodziła do siebie po wizjach.
Co się z nią działo, co się jej stało?
-Wiedziałabyś, gdybyś się odzywała! - wypalił w odpowiedzi na jej pytanie, nieco zbyt ostrym głosem.
No pięknie.



*przytulam & podnoszę Zlatę, test sporny na zwinność (+2xzwinność czyli +10) jakby chciała nie dać się złapać lub sprawność (+30) jakby chciała nie dać się podnieść


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.21 5:17
The member 'Daniel Wroński' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 40
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]03.03.21 18:13
Frances uśmiechnęła się delikatnie, słysząc słowa męża mile zaskoczona tym, iż zauważył przygotowane dla niego danie.
- Zapamiętałam… - tylko dlatego, że opisałam go wzorem alchemicznym - Chciałoby się dodać, pominęła jednak ten jeden, niewielki szczegół uznając go za niezwykle nieistotny w tej właśnie chwili. - Pomyślałam, że poprawi Ci humor, kochanie. - Dodała wzruszając delikatnie ramionami, mając nadzieję, że choć w niewielkiej części osiągnęła zamierzony cel. Wiedziała, że Daniel martwił się o swoją rodzinę, była jednak święcie przekonana, że sprawy nie mają się tak źle, jak zakładał. A nawet jeśli była w błędzie, z pewnością znajdą rozwiązanie z danej sytuacji.
Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy zauważyła pierwszego gościa. Miała okazję już poznać półolbrzyma, nigdy nie miała jednak do czynienia z kimś, w kim płynęła goblińska krew… I resztkami sił powstrzymała cisnące się na usta pytania, dotyczące wpływu alchemii na organizm kuzynki jej męża. Nie teraz, nie podczas pierwszego ich spotkania, gdy jeszcze nie była w pełni pewna, z kim ma do czynienia.
- Dziękujemy, z pewnością się przyda. - Odpowiedziała na wzmiankę o soli, posyłając Zlacie ciepły uśmiech, chwilę później wyciągając smukłą dłoń, by móc się przywitać. Uścisk jej dłoni był delikatny oraz subtelny, pasujący do jej prezencji.  - Frances Wroński, niezmiernie miło mi Cię poznać. - Przedstawiła się tak, jak wypadało się przedstawić, z uśmiechem nadal wymalowanym na malinowych ustach. - Mam nadzieję, że będzie Wam smakować. - Dodała jeszcze na komplement tyczący się zapachów, jakie docierały do ich nosów z kuchni.
Czując wokół talii rękę męża, eteryczna alchemiczka przylgnęła bokiem do jego boku, spojrzenie na chwilę ogniskując na jego buzi.
- Och, nie ma zbytnio o czym opowiadać. Zwyczajnie oczarowała mnie ta okolica i nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie w innym otoczeniu, chociaż z początku dom przyprawił mi kilku problemów. Widzisz, poprzedni właściciel pozostawił kilka rzeczy, w tym niezwykle nieuprzejmą, zaczarowaną szablę… Na szczęście Daniel poradził sobie z nią bez najmniejszego problemu. - Opowiedziała pobieżnie, nie wdając się we wszelkie szczegóły, które dla nowo poznanej czarownicy mogłyby wydać się niezwykle nudne bądź nie interesujące. A gdy napomniała o wyczynie męża, czysty zachwyt pojawił się w jej głosie.
Czas upływał, a gdy kolejny raz usłyszeli dźwięk dzwonka, Frances ruszyła do drzwi aby je otworzyć. Z zaciekawieniem w szaroniebieskim spojrzeniu powiodła po sylwetce kobiety z dzieckiem oraz… walizką? Brew Frances powędrowała ku górze, nie wypowiedziała jednak nic, po za ciepłym powitaniem w progach ich domu oraz przedstawieniem się. Chwilę później trzymała już w ramionach malca, z ciepłym uśmiechem na ustach. Zawsze lubiła towarzystwo dzieci, zapewne za sprawą dwójki młodszego rodzeństwa, którego wychowanie spadło po części i na jej barki. - Cześć, jak się nazywasz? - Spytała ciepło, uważnie obserwując malca. Noworodkiem z pewnością nie był, nie zdziwiła się jednak tym, iż zapewne Daniel z góry założył wiek chłopca,dziecko wyglądało jednak na zdrowe, co mogło oznaczać iż Matyldzie udało się pozbyć gorączki. A gdy ten się jej przedstawił ( o ile to zrobił) ostrożnie postawiła go na podłogę, by przykucnąć przy nim i pomóc mu zdjąć kurteczkę. - Głodny? - Spytała, po czym ostrożnie złapała malca za rączkę, gotowa ruszyć w kierunku kuchni… Lecz do jej uszu dotarła wymiana zdań między Danielem a jego kuzynką. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust. - Ciocia Zlata zaprowadzi Cię do kuchni. - Wypowiedziała miękko, rączkę chłopca przekazała Zlacie i posyłając jej krótkie, niemal porozumiewawcze spojrzenie. Sama podeszła do męża, by owinąć ramię wokół jego pasa. Smukłe palce powędrowały do jego policzka, delikatnie zmuszając go, by przeniósł spojrzenie na nią.
- Kochanie… - Zaczęła miękko, z czułością w głosie. - Pozwól jej najpierw chwilę odpocząć i coś zjeść, dobrze? Obiad zaraz wystygnie. - Poprosiła wlepiając w niego szczenięce spojrzenie, by wspiąć się na palce i musnąć ustami jego policzek. Miała nadzieję, że ten zrozumie jej intencje. Doskonale wiedziała, że ostry ton jego głosu był oznaką zmartwienia, nie chciała jednak, aby dzisiejsze spotkanie osiągnęło skutek przeciwny od zamierzonego. Delikatnie odkleiła się od męża, by podejść do kobiety, delikatnie układając dłoń na jej ramieniu, by zachęcić ją do przejścia dalej.
- Chodź do środka, Matyldo. Zjedzcie, a później na spokojnie porozmawiamy. - Rzuciła ciepło, niezwykle przyjaznym tonem głosu, mając nadzieję, że udało jej się odrobinę złagodzić sytuację. - Zaparzyć ci kawy? - Spytała, widząc zmęczenie wymalowane na bladej buzi.
I jeśli jej posłuchali ruszyła w ich towarzystwie do kuchni. Zaklęciem nauczonym przez matkę przygotowała krzesło dla małego Petera, pomagając mu zająć miejsce przy stole, kolejnym machnięciem różdżki przywołując dla niego talerzyk oraz mniejszy widelczyk. Frances zajęła miejsce po prawicy swojego męża.
- Częstujcie się, proszę. - Rzuciła zachęcając gości do poczęstunku, jednocześnie dyskretnie układając dłoń na udzie Daniela by przesunąć po niej palcami w kojącym geście.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]07.03.21 2:04
-Блядь*, Daniel, serio?. Jak nie Clearwater, to ty... - przymykam oczy ze zmęczenia. Czego się tak uwzięli, żeby znęcać się nad moim imieniem w różnych językach. Ale cyrku ciąg dalszy i mimo moich usilnych prób wybronienia się, zostaje perfidnie złapana i nawet podniesiona - jak lalka. Nie zdążyłam nawet zareagować. Zupełnie odzwyczaiłam się, do tego, że ktokolwiek mógłby próbować w taki się sposób ze mną witać. Kurwa. Daniel na pewno wyczuł, że mam coś nie tak z ręką… Ale oby miał na tyle ogłady, żeby nie zadawać zbędnych pytań.
-Ta, powiedzmy. - “że się trzymam” kończę w myślach. - Pracuję w Gringottcie. Wiem gdzie się zakręcić, żeby zdobyć coś więcej.
No nie powiem przecież chłopu, że robię też... inne rzeczy i czasem każe sobie płacić w walucie żywnościowej.
-No popatrz. - powoli kiwam głową na wspomnienie tej polskiej potrawy. Matka też to czasem robiła, o ile nie rozkrajała wykopane na cmentarzu zwłoki na bliżej nieokreślone składniki. Cóż, przynajmniej nie robiła tego w kuchni.
Coś czułam, że z tym płaszczem to była jakaś ściema. Oczywiście.
-O, widzę, że plotki szybko się rozchodzą. - uśmiecham się lekko. Kuzyneczek nadąża z nowinkami. Proszę, proszę… - Dogadamy się. Później.
Odpowiadam cicho. Nie rozmawia swobodnie przy żonie o swoich biznesach, więc dziś wielkodusznie powspieram go w tym kłamstwie. Niech chłopak ma.
Temat domu jednak bardziej mnie zainteresował niż lewe biznesy. W końcu dziś dzień wolny… a pracy nie powinno się przynosić do domu, bo to zabija. Ta myśl sprawia, że czuję ukłucie bólu w okolicy serca.
-Lepsze to niż jakaś klątwa, wadliwa elewacja albo dziurawy dach. - ostrożnie gładzę ręką ścianę. Kiedyś też będę mieć taki dom. Albo i lepszy. - A co się stało z poprzednimi mieszkańcami? Umarli, czy wylecieli za długi?
Różne przypadki się zdarzają. Czasami trzeba zostawić dobytek i uciekać, ratując skórę. Dobrze wiem, jak to jest.
-A ta szabla to co? Taka co się uspokaja, jak się napije krwi, czy co?
Moje rozważania i pytania na temat domu oraz inwentarza przerywa wejście kogoś, kogo na pierwszy rzut oka bym nie poznała. Mathilda we własnej osobie i do tego z dzieckiem. Chłopiec wygląda na trochę zagubionego, tak niepewnie rozglądając się dookoła. Mimowolnie się uśmiecham. Śliczny jest.
-Nie marudź. Chłoń chwilę. - rzucam do kuzynki. - Bigos będzie.
Ale to tyle z mojego zaangażowania w rodzinne konflikty, wycofuje się, dając pole do popisu Danielowi, a sama zajmuje się maluchem, który został mi przekazany przez Frances.
Dzieci zawsze tak dobrze pachną. Jakby ten cały brud i syf tego świata spływał po nich jak woda po kaczce. Chwytam malca za rękę i prowadzę w stronę stołu.
-Chodź. Smakołyków dostaniesz.
Kiedy mój siostrzeniec Peter zajmuje miejsce przy stole, staram się go jakoś rozweselić, żeby poczuł się pewniej. Zaczynam od prostego triku - szepczę Capillus i przeczesuje palcami swoje krótkie włosy, które natychmiast wydłużają się i zmieniają kolor na wściekle różowe. Nie potrzebuje różdżki, żeby robić takie triki.

*Kurwa




Ostatnio zmieniony przez Zlata Raskolnikova dnia 20.03.21 17:40, w całości zmieniany 2 razy
Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Kuchnia - Page 7 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Kuchnia [odnośnik]07.03.21 18:55
- Od połowy grudnia - odpowiadam cicho, zerkając na malca, który w moich ramionach wykręca się, żeby obejrzeć nowych ludzi. Dziś miał poznać wujka i ciocię, ale oprócz nich widzi również drugą ciocię. Ja sama Zlaty się tutaj nie spodziewałam, ale to, że jest to tylko sprawia, że się jeszcze bardziej tutaj dziwnie czuję. Daniel odświeżony, uśmiechnięty, w tym domu dla lalek  z całą rodzinką... czy to Daniel? Zaczynam mieć wątpliwość, czy to dobrze, że tu przyszłam. - Od czternastego grudnia - poprawiam, żeby wiedział, ze już niedługo mały chłopiec będzie miał znów urodziny. I chociaż trudno w to uwierzyć, będzie miał już dwa lata. Zdziwienie wymalowane na twarzy Daniela mnie zastanawia. Czy chce potwierdzenia, jak długo mnie nie widział? Że odkąd wyjechał z domu, poza kilkoma listami nie dostałam od niego nic. Na prawdę chce do tego teraz wracać? Odrywam od niego spojrzenie, bo maluje się w nim zdenerwowanie, patrzę na chłopca, którego mam na ramieniu: - Powiedz wujkowi ile masz lat - poprosiłam chłopca dając mu całusa w pulchny policzek zaróżowiony od uśmiechania się. Chłopiec zaś nagle stał się bardzo wstydliwy i chowa buzie w moją szyję, kiedy jednak go uspokoiłam,
odwrócił się do Daniela i pokazuje dwa palce. - Już prawie dwa lata - a skoro to ustaliliśm, to właśnie oddałam dziecko stojącej przy drzwiach pani domu, którą zmierzyłam spojrzeniem. Była zdecydowanie za ładna jak na mojego brata. Czy pod tą anielską buzią kryje się tajemnica? Następnie poszłam zrobić dramę Danielowi za ten domek dla lalek, ale on odpowiada, że mam się odzywać. Uniosłam brwi, gotowa mu odpowiedzieć coś w gniewie, ale wtedy ciocia Raskolnikova się odezwała, a akurat na jej słowa zważałam. Była jedną z niewielu osób w rodzinie, która sprawiała, że czułam przed nią nie strach, ale respekt. Może dlatego, że była twardą babką , właśnie taką jak ja sama chciałabym być. - Bigos? powtarzam za nią ze zdziwieniem, tym razem znów unosząc spojrzenie na Frances, która całkiem zgrabnie trzymała małego Petera. - Pani jest z Polski? - spytałam jej w ojczystym języku, uznając, że na pewno to ona miała zająć się sprawami kuchennymi. Mimo całej mojej artystycznej natury, dobrze orientowałam się, gdzie w obecnym czasie jest miejsce kobiety. W kuchni i przy dzieciach. A skoro żona Daniela wyglądała jak wyjęta z czasopisma o wzorowej pani domu, założyłam, że to ona właśnie zajęła się przygotowaniem dzisiejszej kolacji. Chwilę później jestem już prowadzona przez panią domu do jadalni, gdzie stół aż ugina się pod przysmakami. Peter zadowolony gramoli się na krzesło, Zlata mu pomaga, a ja dziękuję Frances, że chce zagotować dla mnie kawę. Bystrym spojrzeniem oceniam, że ta wykwintna kolacja musiała być dla nich wydarzeniem. Siadam z drugiej strony chłopca, na przeciwko Daniela, który siedzi z drugiej strony stołu. Mierzymy się z bratem spojrzeniami, jednak kiedy pani domu zaleca jeść, przestaję się nim interesować. Spoglądam na ciocię Zlatę, która rozśmiesza Petera zmieniając kolor włosów. I na mnie ten widok robi wrażenie, chociaż widziałam nie raz, jak tak robiła. Uśmiechają się moje oczy, widząc jak Peter łapie się za policzki i chichra patrząc na krewną. Jakiś smutek pojawia się jednocześnie w sercu, bo wiem, że chociaż to przyjemne na co patrze, to nie może niestety trwać wiecznie, a drugiego takiego popołudnia mieć nie będziemy. Przyszłam to z prośbą, którą jeżeli wypełnią, to pewnie się już nie zobaczymy, w każdym razie bardzo długo. Przesuwam spojrzenie ze Zlaty na Daniela i Franię. Gdzieś ponad bigosem a kompotem owocowym, widzę jak czule na siebie patrzą, to też powinno rozlać jakieś ciepło po moim sercu. Oni nie widzą mojego spojrzenia, zbyt zajęci sobą. Może czytają sobie w myślach, jak na zakochanych przystało? Jeszcze głębszy smutek połączony z ukłuciem zazdrości mnie dopada. Wiem, ze to niemożliwe, ale marzy mi się, że i ja kiedyś znów będę miała szansę na takie życie. Trudno jest jednak marzyć o domu, kiedy jest się matką samotnie wychowującą osierocone przez ojca dziecko. Poprawiam się w krześle i moczę usta w zbawiennej kawie. Dopiero po kilku łykach odważam się odezwać:
- Dziękujemy za zaproszenie na obiad. Chociaż, przyznam że czułam się zobligowana po liście Daniela. - rzucam mu spojrzenie, niech wie, że ta groźba, że wywlecze mnie za fraki wcale mi się nie spodobała.


If there is a past, i have
forgotten it
Mathilda Wroński
Zawód : malarka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9242-mathilda-wronski#281180 https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/f354-szkocja-timbermoore-marefield-grove-13 https://www.morsmordre.net/t9271-skrytka-bankowa-450#282368 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Re: Kuchnia [odnośnik]16.03.21 22:33
Czy bigos poprawił mu humor? Jasne, że tak - co Frances mogła wyczytać z jego ciepłego uśmiechu. On zaś od razu zauważył, że żona spogląda na Zlatę z ciekawością. Często podziwiał jej dociekliwość i energię, samemu nie podchodząc do świata z równie niewinnym zainteresowaniem. Mimo, że przed chwilą się stresował, to od razu się rozpromienił gdy Frances zaczęła opowiadać Zlacie o jego pojedynku z zaklętą szablą. Niby była to drobnostka, ale pani Wrońska potrafiła podłechtać męską dumę. Samemu obserwował żonę z wyraźnym zachwytem i dumą, podziwiając jaką była idealną gospodynią.
(Nigdy nie pomyślałby źle o własnej matce, ale pełna energii Frances sprawiała, że dom, obiad i wszystko wyglądało lepiej niż pod ręką chorowitej Matyldy-nie-Mathildy).
Samemu trochę stresował się przy dzieciach - a co dopiero takich, które wyglądały na nienaturalnie duże jak na swój wiek - więc zarejestrował ciepłe podejście Frances z mimowolnym podziwem. Wszystko przychodziło jej tak naturalnie...
Zakochany, nie wiedział nawet, że w oczach siostrokuzynki Mathildy, jego żona i dom i maślane spojrzenie mogą wydawać się aż nazbyt idealne.
Zarejestrował też, że po pierwsze faktycznie zmężniał przez ostatnie piętnaście lat (no szokujące) i Zlata nie ma szans się mu wyrwać (hehe!), a poza tym ma jakąś dziwną rękę.* Już miał się triumfalnie roześmiać, ale tylko zmarszczył lekko brwi. Miał na razie na tyle ogłady, by nie pytać, a poza tym...
-Jaki Clearwater? - syknął Zlacie do ucha, mając nadzieję, że to jakaś zbieżność nazwisk. Nie podejrzewałby kuzynkę o taką złośliwość, by wyciągać mu żale na Kaia Clearwatera, które słał jej w listach tyle lat temu... i to jeszcze prawie przy jego żonie... i w ogóle skąd oni by się znali?!
No dobrze, podejrzewałby Zlatę o złośliwość, ale nie o znajomość z tym palantem.
Odstawił Raskolnikową na ziemię i uniósł lekko brwi. Ona, w banku? To chyba najnudniejsze i ostatnie miejsce, w którym sobie ją wyobrażał, ale może ojciec miał rację z tymi dowcipami o goblinach, półgoblinach, i ćwierćgoblinach. Choć wolałby, żeby ojciec nigdy nie miał racji. Na szczęście, Zlata szybko potwierdziła mu nokturnowe plotki, a on skinął lekko głową, uspokojony.
-Dogadamy się. - potwierdził, bo o ile lubił pracować samemu, to rodzina to rodzina.
-Co? Nikt tutaj nie umarł. - przerwał szybko Zlacie i rzucił jej znaczące spojrzenie. Słowiańskie poczucie humoru go bawiło, ale niekoniecznie jego żonę. Ten dom był przecież jej marzeniem. -Tak sobie żartujemy w Polsce. W Rosji. No, tam. - zwrócił się szybko do Frances, która i tak była spokojniejsza od niego samego.
No miał tremę, co poradzić.
Potem kilka rzeczy wydarzyło się równocześnie: Frances spróbowała go uspokoić, mały Peter powiedział, że ma dwa (!!!) lata, a Mathilda mówiła coś irytująco cicho i z irytująco smutną miną. Jeśli się zastanowić, zawsze taka była - zahukana, podobnie zresztą jak sam Daniel. Tyle, że zdążył się odzwyczaić. A teraz w uszach aż szumiała mu krew.
Wziął głęboki wdech, uspokojony tylko dotykiem Frances, która przelotnie dotknęła jego policzka. Daniel nie pomyślał nawet, jak dziwaczne musiały wydawać się siostrokuzynce te spontaniczne przejawy czułości. W ich domu nigdy się tak nie robiło. Właściwie, to w ogóle teraz nie myślał, tylko spoglądał na Mathildę szeroko otwartymi oczyma.
-Dwa lata... - powtórzył nieobecnie za chłopcem, którego na szczęście Zlata szybko wzięła na stronę i zajęła zabawą. Kojarząc, że mały już chyba ich nie słyszy, Daniel ściszył głos i wycedził do Mathildy prędko, nerwowo.
-Dwa lata i nawet mi nie napisałaś? Urodził się w Stanach? - proszę, powiedz, że tak. Że nie mogłaś wysłać sowy. -Dlaczego nie dałaś znać od razu, gdy wróciłaś do Anglii? Przegapiłaś nasz ślub. - szepnął i szeptałby dalej, gdyby Frances dyplomatycznie nie skierowała wszystkich do kuchni.
Zajął miejsce za stołem, wyraźnie poruszony. Najchętniej by teraz milczał.
-Frances nie mówi po polsku. - wtrącił, gdy Mathilda odezwała się w prawie-ojczystym języku. Nawet dla niego brzmiał już dziwnie obco, po tylu latach. W końcu na co dzień używał głównie przekleństw.
-Za spotkanie. - wzniósł pierwszy toast, jak na gospodarza przystało. -Za naszych gości i za moją Frances. - uśmiechnął się lekko do żony, spojrzał cieplej na Zlatę, strategicznie ominął wzrokiem Mathildę. Był w końcu na nią wściekły, bo choćby gniew był lepszy niż przerażające wyrzuty sumienia, które już zaczynał czuć. Dlaczego o niczym nie dałaś mi znać?
W głowie kotłowało mu się mnóstwo pytań - w co Zlata się wkopała, w co Mathilda się wkopała, gdzie był ojciec jej dziecka, dlaczego nikt mu o niczym nie mówił. Większość z nich musiałby jednak zadać kuzynkom na osobności, a w dodatku nie przy dziecku. Zerknął kontrolnie na Frances, jakby zdając się na jej dyplomację.
-Smacznego. - obiad czas zacząć.


rzucam sobie na spostrzegawczość, +30
1-50 - Zlata może mi potem próbować ściemniać, że to czarodziejski gips czy coś
51-100 - no jasne, że czuję, że to proteza


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Kuchnia [odnośnik]16.03.21 22:33
The member 'Daniel Wroński' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]19.03.21 1:07
Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy Zlata wspomniała nazwisko będące doskonale znanym eterycznej alchemiczce, nie pewna jednak, czy wspomniana przez nią osoba może być jakkolwiek powiązana z zaprzyjaźnionym dostawcą ingrediencji.
- W Gringottcie? Och, w takim razie proszę przyjąć moje gratulacje. Słyszałam, iż niezwykle ciężko tam o posadę. - Rzuciła ciepło, spojrzeniem wodząc między buzią męża a twarzą jego kuzynki. Steffen opowiadał jej o rozmowie o pracę, sama Frances miała do czynienia z goblinami podczas zaciągania kredytu… I gdzieś w środku pojawiło się w niej podejrzenie, iż Raskolnikova może być jakoś z nimi powiązana. O to jednak nie wypadało pytać wprost - dowie się od Daniela po skończonym obiedzie.
- Och, osobiście chyba wolałabym wadliwą elewację bądź dziurawy dach… Broń lecąca w moim kierunku niezwykle mnie przeraża. Na szczęście miałam wtedy przy sobie Daniela. - Odpowiedziała z odrobiną rozbawienia w głosie. Trudno było oczekiwać od niej zamiłowania do walki bądź wszelakiej broni - już sama jej prezencja winna przynosić na myśl bardziej damę, niż wojownika. Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało wprost ku zielonym tęczówkom męża, by posłać mu pełne miłości, uspokajające spojrzenie, jakoby chciała przekazać mu odrobinę swojego spokoju. Poznanie rodziny męża napawało obawami, gdy jednak on przyjmował postawę pełną stresu, ona starała się być ostoją spokoju, by móc ukoić nerwy męża.
- Poprzedni właściciel postanowił się wyprowadzić. A szabla… Ponoć zmiana energii w domu sprawiła, że zaczarowana szabla postanowiła się zbuntować. Słyszałam, że poprzedni właściciel nie należał do najmilszych osób. - Odpowiedziała lekko, na chwilę mocniej przylegając bokiem do boku męża. Zaciekawione spojrzenie wodziło między uczestnikami rozmowy, przynajmniej do momentu, gdy nie musiała odstawić chłopca, by zareagować na napięcie rosnące jeszcze w korytarzu. Rozumiała obie strony. I ona zapewne nie powiedziałaby swojemu bratu, co się u niej dzieje będąc w przekonaniu, iż nie interesują go jej losy jednocześnie w zasadzie rzadko kiedy komukolwiek mówiąc o swoich strapieniach, przynajmniej dopóty nie przyszło jej poznać Daniela. Rozumiała również zmartwienie oraz szok męża, który do tej pory był przekonany, iż Mathilda została matką niedawno, a mały Peter będzie noworodkiem, nie dwulatkiem. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust gdy szepty męża dotarły do jej uszu, a drobne ramiona instynktownie owinęły się mocniej wokół sylwetki męża.
- Danny… Na wszystko przyjdzie czas. - Upomniała go słodko, ciepłym tonem głosu mając nadzieję, iż mąż jej usłucha. Szaroniebieskie, zakochane spojrzenie jeszcze przez chwilę tkwiło w jego twarzy, gdy eteryczna alchemiczka podjęła decyzję, by skierować wszystkich do kuchni. Nie po to w końcu spędziła kilka godzin w kuchni, by teraz cały obiad wystygł i poszedł na marne. Nim jeszcze zasiadła przy stole nastawiła wodę, by przygotować Mathildzie gorącą kawę, która choć odrobinę mogła odgonić od niej zmęczenie, widoczne na jej twarzy. Nie proponowała jej eliksiru pewna, iż wtedy dziewczyna nie zaśnie do późnych godzin wieczornych.
Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskich oczach, gdy jasne pukle włosów Zlaty przybrały barwę wściekłego różu. - Jesteś metamorfomagiem? - Spytała wyraźnie zainteresowana. Zlata nie używała różdżki do zmiany koloru włosów, więc ta opcja wydawała jej się najbardziej logiczna, w końcu gdyby istniał eliksir o podobnych możliwościach Frances z pewnością by o tym wiedziała już od dawna.
Szaroniebieskie spojrzenie z zaciekawieniem powędrowało w kierunku Daniela, gdy słowa w obcym języku padły w jej stronę, jego odpowiedź jednak zdawała się sugerować, by nie drążyła tematu. Trwała przez chwilę z dłonią ułożoną na udzie ukochanego męża, wyczuwając jego poruszenie. Może nie znali się długo, wszak od ich pierwszego spotkania nie minął nawet rok, Frances jednak nauczyła się rozpoznawać subtelne znaki, powiązane z emocjami Daniela, w ostatnim czasie przywiązując do nich odrobinę większą uwagę niż wcześniej.
A gdy Daniel wypowiedział słowa toastu, przeniosła drobną dłoń z jego uda, by zacisnąć smukłe palce na jego dłoni, kciukiem przejeżdżając po jej wierzchu. Podświadomie nadal chciała go uspokoić, zapewnić, że nie jest w tym wszystkim sam i jakoś wspólnie ogarną tę całą sytuację oraz problemy, powiązane z jego kuzynkami. Daniel pokazał jej odpowiednie listy. - I za mojego cudownego męża. - Frances dodała słodko z uśmiechem wymalowanym na malinowych ustach, spojrzenie na chwilę lokując w zielonych tęczówkach Dana. A później uniosła kieliszek do ust, by upić niewielki łyk całkiem smacznego, słodkiego trunku. Niewielki, gdyż nigdy nie posiadała mocnej głowy do zdradzieckich procentów.
Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku Mathildy, by posłać jej delikatny uśmiech.
- Daniel niezwykle zmartwił się gdy usłyszał o chorobie Petera, nie powinnaś żywić do niego żalu za gwałtowność jego słów, Mathildo. - Odpowiedziała miękko, ciepłym tonem głosu. Frances chciała odrobinę wytłumaczyć porywczość męża, odrobinę zaskoczona słowami jego kuzynki. Nie było tajemnicą, iż Daniel reagował spontanicznie. Miała nadzieję, iż uda jej się odrobinę załagodzić napiętą sytuację między Wrońskimi. Szaroniebieskie spojrzenie na ułamek chwili powędrowało w kierunku Zlaty, by wrócić do twarzy Mathildy. - I nie musicie dziękować, naprawdę. Daniel sporo mi o Was opowiadał, przyjemnością dla mnie jest móc w końcu was poznać. - Dodała, nakładając po trochu z każdej przygotowanej potrawy na swój talerzyk. - Zlato, od dawna jesteś w Anglii? Słyszałam, iż ostatnio niezwykle ciężko tam o przyzwoite lokum, udało znaleźć Ci się coś znaleźć? - Spytała z wyraźnym zaciekawieniem, spojrzenie przenosząc na jasnowłosą czarownicę. - A Ty, Mathildo? Również mieszkasz w Londynie? I czy to prawda, że jesteś artystką? - Wyrzuciła z siebie kolejne pytania, by szaroniebieskie tęczówki na chwilę powędrowały w kierunku Daniela, posyłając mu króciutkie, porozumiewawcze spojrzenie. Nie zadawała w końcu pytań bez powodu, doskonale wiedząc, iż i jego interesowały pewne informacje. - Och, wybaczcie mi potoki pytań! Odkąd się poznaliśmy nie miałam okazji poznać nikogo z rodziny Daniela i zwyczajnie przemawia przeze mnie ciekawość. - Dodała zaraz delikatnie się rumieniąc zaś spojrzeniem powracając w kierunku ich gości, posyłając im przepraszający uśmiech. Nie chciała wyjść na wścibską, lecz postaci kuzynek Daniela niezwykle ją interesowały.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]19.03.21 21:57
-Nie twój interes. - odpowiadam Danielowi równie cicho przez zaciśnięte zęby, dając tym samym jednoznaczną twierdzącą odpowiedź. - Ja tobie do łóżka nie zaglądam.
Na prawdę? Serio? Minęło już tyle lat! A Wroński nadal się piekli jak gówniarz. Kurwa, no zaraz mu chyba jebnę.
Na szczęście nasze pseudo-uściski dobiegają końca i mogę skupić się na czymś ciekawszym, niż rozmowy o tym, co i z kim robię w czasie wolnym od pracy. Obu z moich prac.
-Czy ja wiem, czy trudno. - wzruszam ramionami w odpowiedzi na pytanie blondynki. Kontynuuje gierkę niedopowiedzeń, nie mówiąc, że dostałam się tam w osiemdziesięciu procentach dzięki skutecznemu łamaniu rąk na zlecenie gobliniej rodziny. -Jak się ma odpowiednie predyspozycje, to żaden problem. No i akurat brakowało im kogoś na posadę komornika.
Daniel w panice wbija nam się w rozmowę. Ja pierdole, no chyba twoja żona nie zemdleje od samego mówienia o tym, że ktoś tu umarł. W końcu co miesiąc każda kobieta pływa we własnej krwi. Ale wiadomo, faceci. Co oni mają w łbach?
-Nie przesadzaj Dan. Nawet jeśli umarł, to co? Kto umarł - ten nie żyje. - ironiczny uśmiech zagościł na mojej twarzy. - No, chyba że się boisz duchów. Jak wtedy, co ci powiedziałam, że mamy wściekłe duchy wisielców na strychu i później bałeś się tam chodzić, a jak deski trzeszczały, to aż podskakiwałeś.
Wysłuchałam historii, jaka opowiedziała Frances i znowu pokiwałam głową. No. Czyli nie tylko wygląda porządnie tak i zachowuje się odpowiednio do posiadanego wąsa. Albo oboje zmyślają. Z drugiej strony, to faktycznie mogła być groźna rzecz, jako że z przeklętymi czy zaklętymi przedmiotami to nigdy nic nie wiadomo.
-Szabla przetrwała to starcie? - unoszę lekko brew. - Zobaczyłabym ją kiedyś. Brzmi interesująco.
Może to zboczenie zawodowe, ale byłam ciekawa, czym jest ta szabla. No i najważniejsze - kto ją wykonał. Jak pokazuje historia, ludzie mają ekstremalnie lepkie ręce, jeśli chodzi o przywłaszczanie sobie naszych - goblinich - dzieł.
-Tym bardziej, jeśli właściciel był podejrzany. - patrzę odruchowo na sufit i framugi, jakbym miała zauważyć coś niepokojącego. Odruch. Przeklęty odruch.
Zabawianie małego Petera ostatecznie skupiło całą moją uwagę. To było… takie inne. Zupełnie jakbym trafiła do innego świata - gdzie nie było ani wojny, ani głodu, ani śmierci. Tylko ten wesoły, dźwięczny, jak srebrzysty dzwonek śmiech.
-Hm? - unoszę głowę, patrząc na Frances, kiedy właśnie zaczarowywałam cukiernice, aby zaczęła śpiewać. Melodyjna piosenka o walonkach i szczenięcej miłości wybrzmiewała w kuchni. - Oczywiście, że nie.
Uważnie wpatruję się w twarz pani Wrońskiej. To ona nie wie? Czyli Danielek nie wszystko jej o mnie opowiedział. Śmiesznie.
-Mam inną specyfikę organizmu. - odpowiadam i chwytam za kieliszek, unosząc go bez słowa, kiedy reszta rodziny wzniosła toast. Wychylam jednym haustem całą zawartość. Chłodno-gorący, słodki smak, lekko szczypiąc, rozpływa się w moich ustach. No w końcu. Nareszcie.
Alkohol smakował o wiele lepiej, niż sobie wyobrażałam, więc przymykam lekko oczy, żeby nacieszyć się tą chwilą. Poczuć, jak ciepło podróżuję po ciele, rozgrzewa je, wygłusza to, co musi być wygłuszone. Za chwilę, już za chwile, moje dłonie przestaną lekko drżeć, świat nabierze barw.
Leniwie otwieram oczy, bo tak bardzo jeszcze nie chcę mi się jeszcze wracać do “tu i teraz”.
-Niecały miesiąc. I nie jest źle. Londyn ma wiele wolnych mieszkań, jak się okazało. Przy Pokątnej jest taka całkiem spokojna dzielnica… Nokturn? Dobrze mówię? - rzucam spojrzenie na kuzyna, sprawdzając, czy o tym przynajmniej jego żona wie. - No, to tam.
Uciszam cukiernicę. Piosenka mnie zmęczyła. Małego chyba już też.
-A pytaj. - macham ręką i delikatnie się uśmiecham. - My się też odwdzięczymy tym samym, prawda Mathildo?


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Kuchnia - Page 7 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Kuchnia [odnośnik]21.03.21 11:53
Atmosfera obiadu nie wpływała dobrze na mój stan psychiczny. Ze wszystkich sił starałam się wytrzymać , a Wrońscy niech będą mi świadkami, że potrafię długo wytrzymywać. Dlatego chociaż Daniel naciskał i przez zęby syczał w moją stronę, ja patrzyłam gdzieś w bok, układając sobie w głowie co mogę, a czego nie mogę mu powiedzieć. O ojcu Petera nie mogłam mu powiedzieć. Natomiast skoro ten chciał mieć winnego, to dlaczego by mu jednak nie podać jakiegoś winnego? Już pewien plan zaczął się kształtować w mojej głowie, kiedy żona Daniela przeprowadziła nas do kuchni, byśmy mogli zjeść.
A więc nie wyjaśniłam nic Danielowi, mimo że jego gorące pytania zdążyły już mnie zdenerwować. I po co powtarza mi o tym swoim ślubie? Czy na prawdę sądzi, że nie mam nic lepszego do roboty, jak chodzić podczas wojny po ślubach rodziny, która mnie zostawiła samej sobie?
Siedzę przy bigosie, prawie nic nie zjadłam, chociaż ściska mnie z głodu w brzuchu. Patrzę to na Frances i kiwam jej głową, kiedy tłumaczy porywczość mego brato-kyzyna, to znów na Dana, który nie raczy nawet na mnie spojrzeć, zachowując się, jakbym nie istniała. Może to już wrodzony gen Wrońskich, że im bardziej czuje się do nich przywiązanym, tym znaczniej potrafią okazać niechęć. W bok spoglądam na Zlatę, która wydaje się być zorietowana w zajmowaniu się dziećmi. Ja sama nie byłam, a wszystko co robię z Peterem robię w pewien sposób po omacku. Czasami trafiła mi się dobra koleżanka, która pokazywała co i jak, ale przecież nie mogłam wykorzystywać ich dobroci. Może Zlatej powinnam dopytać się jak zająć się dwulatkiem? Spoglądając na nich, słuchając uwaznie co ma do powiedzenia każe z nich, wyobraziłam sobie, że jestem obrazem na ścianie i oglądam  moją rodzinkę z perspektywy dalszej, niż ta w której siedzimy przy jednym stole. I wyboraziłam sobie, ze Peter to nie jest mój Peter, ale ich dziecko. I widzę tu obrazek jak z reklamy, idealna rodzinka, radosna rodzinka. Jakim to trzeba być okrutnikiem, żeby kazać mi patrzeć na to wszystko. Przenoszę spojrzenie na Petera, który dopiero jak je złapał to wyciąga do mnie łapki. Biorę go na ręce, jakbym chciała wstać i zabrać go stąd. Jego ciepło uspokaja moje serce,  potrzebuję chwilę żeby zebrać myśli, ale odkładam już łyżkę od zupy.
I dopiero, kiedy Raskolnikova przywołuje mnie do porządku, postanawiam się odezwać.
- W Londynie nie jest już bezpiecznie.  A na Twoim miejscu, Zlata, nie szukałabym na Nokturnie schronienia. Wciąż kręci się tam za dużo podejrzanych ludzi, chociaż na pewno mniej niż na samych ulicach, gdzie trzeba rejestrować różdżkę. Z oczywistych powodów tego nie zrobię. Podjęłam decyzję, żeby z niego wyjechać. I po to też dziś tu przyszłam.   - omijałam spojrzeniem Daniela dotychczas, ale teraz jednak się na nim skupiłam. - Jeżeli wiesz jak, to pomóż nam stąd wyjechać - i znów przesuwam wzrok po reszcie osób. - Przez ostatni czas cieszyłam się protekcją redaktora naczelnego Sallowa, ale ten czas już minął. Pan Sallow zerwał nasze zaręczyny i od tamtego czasu nie czuję się bezpiecznie w Londynie.
A więc masz i winnego, panie Wroński.


If there is a past, i have
forgotten it
Mathilda Wroński
Zawód : malarka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9242-mathilda-wronski#281180 https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/f354-szkocja-timbermoore-marefield-grove-13 https://www.morsmordre.net/t9271-skrytka-bankowa-450#282368 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Re: Kuchnia [odnośnik]25.05.21 16:22
Atmosfera się zagęszczała, a wysoki łóżkowe Zlaty i być-może-Clearwatera zupełnie niespodziewanie stały się najmniejszym problemem wieczoru. Daniel wychwycił smutny wzrok Mathildy, trochę łamiący mu serce, jak zawsze. I - jak zawsze - nie wiedział, co z tym zrobić. Jedynym, na co wpadł w młodości była ucieczka. Jedynym pocieszeniem dla rodziny - listy, piękne choć zakłamane, słane często do Mathildy, nieco rzadziej do Zlaty, zapewne nigdy nieodbierane przez matkę i brata.
Zacisnął zęby, z przymusem uśmiechając się pod wąsem i zabierając za jedzenie. Spróbował zignorować złośliwe uwagi Zlaty (Nigdy nie bałem się duchów, odpowiedział jej tylko pod nosem, choć bez przekonania) i dziwną minę Mathildy, chwilowo wdzięczny żonie, że ta przejęła inicjatywę w rozmowie.
Czarująca jak zawsze, Frances dokończyła toast (wtedy mina Daniela na moment złagodniała), skomplementowała pracę Zlaty, wytłumaczyła jego gburowatość przed Mathildą (chyba skutecznie? Ciężko powiedzieć) i zaczęła uprzejmie, acz nienachalnie dopytywać o życie obu kuzynek.
-Dlaczego Londyn? - zagaił Zlaty, na pozór neutralnie. Chciał dodać coś na pozór zabawnego, w stylu "nigdy nie lubiłaś angielskiej pogody", ale jakoś nie miał humoru. Przed oczyma nadal miał jej list, zwiastujący jakieś kłopoty - kłopoty, do których nadal się nie przyznała. Tańczyli wokół tematu niczym słoń w składzie porcelany, choć minimalnie zgrabniej.
-Zlata jest na Nokturnie równie bezpieczna jak ja. - wtrącił trochę chłodno na słowa Mathildy. Wstydzisz się, że tam pracuję, czy już zapomniałaś - tak jak zapomniałaś powiedzieć mi o dziecku? -O ile - przeniósł lodowaty wzrok na Zlatę -nie narobiła sobie wrogów gdzie indziej.
No i tyle z udawania, że są normalną rodziną.
Przynajmniej i Mathilda przestała owijać w bawełnę, a Daniel o mało nie zakrztusił się napitkiem.
-Zaręczyny? Jaki pan Sallow? To on jest...? - zerknął znacząco na małego Petera, ale miał na tyle taktu, by nie dopytywać o ojca przy dziecku. -O czymś jeszcze zapomniałaś mi powiedzieć? - westchnął, starając, naprawdę się starając, nie zdradzać irytacji. Bez powodzenia.
-Jasne, że pomogę. Gdzie chcesz wyjechać? - wymamrotał w końcu pod nosem, trochę łagodniej, ale trochę gorzko, dając za wygraną. Po to tutaj przyszła? Poinformować go, że nie chciała - i nadal nie chce - mieć z nim nic do czynienia? Rozwiać iluzję, że bezpiecznie siedzi w Ameryce, a stamtąd ciężko wysłać sowę?
Jej obecność w Anglii bolała jakoś bardziej.


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Kuchnia [odnośnik]25.05.21 19:49
Atmosfera podczas obiadu zdawała się dziwnie zmieniać, skutkując niewielkim rozbiciem eterycznej alchemiczki. Nie znała dwóch czarownic z którymi przyszło jej siedzieć przy stole, jednocześnie nie wiedząc, czego mogła się po nich spodziewać. Przynajmniej na razie to półgoblinka była tą, która zrobiła na niej odrobinę lepsze wrażenie. - Och, to interesujące. Nie sądziłam, że ktoś taki jak komornik jest potrzebny w tym banku. - Odpowiedziała z delikatnym uśmiechem wyrysowanym na malinowych wargach. Ciepłe spojrzenie powędrowało wprost w kierunku Daniela, gdy na jaw wyszła, przynajmniej dla niej odrobinę zabawna, anegdotka dotycząca duchów.
Eteryczna alchemiczka kiwnęła delikatnie głową w odpowiedzi na pytanie, jakie powędrowało w jej kierunku.
- W dwóch kawałkach, mogę pokazać Ci ją po obiedzie. - Odpowiedziała uprzejmie, nie widząc większego problemu, by pokazać zainteresowanej tematem czarownicy pozostałości po szabli. Analiza jaką zleciła panu Genthon nie przyniosła większych rezultatów, a Frances sama była ciekawa, co też sprawiło iż przedmiot nagle postanowił ją zaatakować.
Uważnie wsłuchiwała się w słowa, jakie padały, a zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy jej podejrzenia powoli zaczynały się potwierdzać, przynajmniej w pewnym stopniu.
- Wybacz mi proszę to pytanie, lecz to niezwykle fascynujące, czy eliksiry działają na Ciebie w taki sam sposób? Widzisz zajmuję się bardziej naukowym aspektem alchemii, stworzyłam nawet kilka autorskich receptur i nie potrafię nie spytać o taką kwestię. - Spytała z entuzjazmem w głosie, kończąc zdanie z odrobiną rozbawienia w delikatnych nutach. Alchemia była jej największą pasją i zwyczajnie nie potrafiła zignorować szansy na poznanie takiej informacji, kto wie, może okaże się pewnego dnia niezwykle przydatna? Nie wiedziała.
- Musisz być odważna, skoro uważasz Nokturn za spokojną dzielnicę. - Odpowiedziała na słowa Zlaty ze spokojem, choć sama zapewne bałaby się postawić stopy przyozdobione eleganckimi pantofelkami w takim miejscu. Nigdy nie należała do odważnych i w pewien sposób podziwiała odwagę czarownicy, nie bojącej się samotnie kroczyć takimi uliczkami. Delikatna dłoń dziewczęcia powędrowała ku dłoni Daniela, by zacisnąć na niej smukłe palce, gdy tylko Frances wyczuła chłód w jego głosie. - Jak to jest, droga Zlato? Czy Daniel ma rację i faktycznie ściągnęłaś na siebie czyjś gniew? Mogłabym mieć pewien... pomysł. - Spytała lekko, ze spokojem w delikatnym głosie, gdzieś w środku uważając podobną kwestię za prawdopodobną. Widziała list, jaki Raskolnikova posłała Danielowi i również odniosła wrażenie, że coś musi być na rzeczy. Gdy jednak Mathilda postanowiła rozpocząć rzucanie żądaniami przy stole, spojrzenie szaroniebieskich tęczówek stało się niezwykle zimne oraz w pewien sposób ganiące. Nie trudno było się domyślić, iż Frances nie była zadowolona z jej słów.
- Nie tak prędko, kochanie. - Poprosiła męża słodko, przenosząc spojrzenie na jego buzię, a szaroniebieskie spojrzenie w chwilę wyzbyło się zimna, przepełniając się miłością. Eteryczna alchemiczka, nadal zaciskając palce na dłoni męża, uniosła ją ku górze, by z czułością musnąć jej wierzch swoimi ustami. Chciała, aby Daniel wiedział, iż to nie on naruszył jej cierpliwość. - Niezwykle niegrzecznym jest rzucanie roszczeniowych żądań podczas obiadu, Mathildo. Uważam Twoje zachowanie za niezwykle nieodpowiednie od momentu, gdy przekroczyłaś próg naszego domu. Zwłaszcza w momencie, gdy kilka razy zwracałam ci uwagę na to, iż chcę te kwestie poruszyć w późniejszym czasie. - Wypowiedziała chłodno, niezadowolone spojrzenie kierując wprost na buzię kuzynki jej męża, a malinowe usta na chwilę zacisnęły się w wąską linię. Rozumiała obawy, jakie mogła posiadać dziewczyna, to jednak nie zmieniało faktu, iż poczuła się zwyczajnie urażona jej zachowaniem. Mathilda w końcu nie była u siebie, a dobre maniery wymagały, by szanować zdanie państwa domu w ich domostwie, nie wspominając, już o szacunku dla gospodyni, która spędziła pół dnia pracując nad smacznym obiadem. - Chciałam Was choć odrobinę poznać, nim przyjdzie nam poruszyć podobne tematy, dowiedzieć się czegoś więcej niż tylko Wasze imiona. Jestem żoną Daniela, lecz mimo to widzę Was po raz pierwszy na oczy i to wszystko wydaje mi się odrobinę... niecodziennym. Skoro jednak nie potrafisz okazać choć odrobiny cierpliwości, miast tego obrażając mnie w moim własnym domu, proszę bardzo... - Nagana oraz uraza wybrzmiewały w głosie delikatnej alchemiczki, nie mającej zamiaru ukrywać tego, iż bardzo uraziło ją zachowanie Wrońskiej. Nie sądziła, iż otrzyma stosowne przeprosiny, nie potrafiła jednak tolerować podobnego zachowania w jej własnym domu. - Fakt, iż nie chcesz zarejestrować różdżki nie jest oczywistym. Przynajmniej dla mnie wydaje się to być odrobinę niecodziennym, gdyż nie słyszałam, aby ktokolwiek z czystym sumieniem posiadał jakiekolwiek problemy z tego tytułu... A więc? Co takiego sprawia, iż uważasz rejestrację różdżki za złe rozwiązanie? Czy ukrywasz coś, co mogłoby zostać uznanym za nieodpowiednie bądź podejrzane? - Spytała odrobinę chłodno, uważne spojrzenie kierując wprost na buzię ciemnowłosej. Skoro nie potrafiła uszanować jej zdania, niech przynajmniej powie coś, co mogło okazać się w całej sprawie istotnym. Zapewne gdyby poczekała jeszcze chwilę z żądaniami, podejście Frances byłoby inne, teraz jednak nadal czuła się urażoną jej zachowaniem. - Ciekawi mnie również, co było powodem zerwania zaręczyn? Nie zrozum mnie źle, lecz takich decyzji nie cofa się ot tak... - Dodała, z zaciekawieniem unosząc brew ku górze, oraz mocniej zaciskając smukłe palce na dłoni męża. Frances nie miała zamiaru pozwolić Danielowi narażać się w momencie, gdy tyle istotnych kwestii powiązanych z tą sytuacją wydawało jej się niepełnymi bądź pozbawionymi logiki. Pani Wroński nie posiadała na tym świecie nikogo po za ukochanym mężem, nic więc dziwnego, iż to jego bezpieczeństwo było dla niej najważniejsze. - Jeśli zależy ci na naszej pomocy, radziłabym udzielenie mi szczerych odpowiedzi. - Dodała jeszcze poważnie, nadal przyglądając jej się lodowatym spojrzeniem szaroniebieskich tęczówek, które chwilę później powędrowały na chwilę ku twarzy Daniela, mając nadzieję, iż ten był w stanie zrozumieć jej punkt widzenia.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach