Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tom Genthon
AutorWiadomość
Tom Genthon [odnośnik]15.08.20 23:09

Thomas Leon Tyberius Genthon

Data urodzenia: 02.02.1924
Nazwisko matki: Moore
Miejsce zamieszkania: Reculver
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Ubogi
Zawód: Złota rączka/czyściciel. Jako złota rączka naprawia zepsute magiczne przedmioty. Jako czyściciel dorabia po godzinach, pomagając na zlecenie w oczyszczaniu statków, ładunków, przedmiotów i mieszkań z mniej skomplikowanych zaklęć, pułapek i magicznych stworzeń.
Wzrost: 174
Waga: 75
Kolor włosów: szatyn
Kolor oczu: jasnoniebieskie
Znaki szczególne: brak





Jest lato 1930 roku.

Sierpniowe słońce wynurza się zza chmur, prześlizgując po Reculver i oświetlając bawiących się w dolinie mugoli. Siedmioletni Tom przykleja nos do okna i wlepia wzrok w małe zielone boisko, po którym biegają jeszcze mniejsze, czarne punkciki. Do tej pory był w dolinie tylko raz, razem z ojcem i starszym bratem, Teo. Jednak domek na klifie, w którym mieszkają Genthonowie, jest dla niego coraz mniejszy. Schowek pod schodami, strych z którego widać latarnię morską i przypływające do Anglii statki, szopa, ogródek, zabawki, czarodziejska miotła, szachy czarodziejów, muszelki, pies… Wszystko to zna na pamięć. Nudzi się.
— Tato, mogę z nimi zagrać? — pyta, gdy jego ojciec wchodzi do kuchni, lewitując przed sobą stos dokumentów.
Frank Genthon zatrzymuje się przy kuchennym stole i przez dłuższy moment patrzy za okno, na bawiących się w dolinie mugoli. Nic nie mówi, ale ma surową minę. Tom widzi u niego taką minę zawsze, gdy ojciec przelicza domowy budżet lub pracuje nad czymś w swoim czarodziejskim warsztacie. Na przykład nad latającym dywanem, który uparł się, aby latać do tyłu. Albo brzękadłem, które zaczęło gadać. W dodatku po mandaryńsku!
— Znam zasady, żadnej magii. I najlepiej się nie odzywać — dodaje chłopiec błagalnym tonem. — Wiem, że to mugole, ale to wygląda naprawdę fajnie. Teo może…
Od najmłodszych lat ojciec wpajał im różnice między czarodziejami a mugolami. Magia to wielkie możliwości, mówił, ale nie powinniśmy wykorzystywać tego, że możemy czarować, a oni nie. Powinniśmy się nimi opiekować, tak jak silny opiekuje się słabszym. Albo jak ja opiekowałem się waszą mamą. I przestrzegał: Pamiętajcie, że magia to nie tylko atrybut, ale też niebezpieczeństwo. Mugole nie wiedzą o tym, co potrafimy. Jeśli się dowiedzą, to mogą się przestraszyć. A niektórzy, gdy się boją, robią różne dziwne rzeczy. W takich momentach Tom przypominał sobie zawsze ciotkę Ritę, która z przeraźliwym piskiem rozdeptywała każdego pająka, który tylko przypałętał jej się do domu.
Maleńkie punkciki biegają po boisku, goniąc za piłką. To prawie jak Quidditch, myśli Tom. Bez magii, mioteł i obręczy. I bez znicza. Ale z kolegami.
— Żadnej magii, pamiętaj — mówi w końcu ojciec, a kuchnię domu Genthon przeszywa radosny krzyk Toma. Frank przez chwilę celuje w syna palcem, starając się wyglądać surowo. — Wróć za godzinę i przyjdź do warsztatu, pomożesz mi.




Jest jesień 1935 roku.

— Genthon, Thomas!
Tom próbuje przełknąć ślinę w wyschniętym na wiór gardle i siada na stołku w Wielkiej Sali. Ostatnią rzeczą, jaką widzi, nim tiara opada mu na oczy,  jest twarz Teo siedzącego przy stole Ravenclawu.
— Co my tu mamy… — słyszy w uchu cichy głosik Tiary Przydziału. — Ciekawy świata. Bystry, uparty. Wrażliwy na sprawy innych. Gdzie by cię przydzielić? Do Gryffindoru, gdzie króluje odwaga i męstwo? Tam przydzieliłam twojego ojca. A może do Ravenclawu, gdzie sami mądrzy mieszkają, którzy spryt i roztropność bardzo sobie chwalą? Tam trafił twój brat. Dobrze, wiem już wszystko. RAVENCLAW!
Po lewej stronie Wielkiej Sali wybuchają oklaski. Tom zdejmuje tiarę i biegnie do stołu Krukonów. Teo uśmiecha się szeroko i odsuwa, aby zrobić mu miejsce.




Jest wrzesień 1940 roku.

— Genthon, jeszcze raz zobaczę cię nocą poza dormitorium, to Merlin mi świadkiem, że przykleję cię do łóżka Zaklęciem Trwałego Przylepca! — załamuje ręce profesor Dane, ciągnąc go za ucho i goniąc do zachodniej wieży zamku. Zawieszone na ścianach czarodziejskie portrety pochrapują cicho w swoich ramach, a zaczarowane pochodnie rzucają na nie roztańczone cienie. Rozpoczął się szósty rok nauki Toma w Hogwarcie.
„Naderwane ucho”, nazywają go żartobliwie Krukoni, w większości przymykając oko na odejmowane od czasu do czasu Ravenclawowi punkty. Nie mają mu tego za złe, póki nadrabia je punktami za wyniki z zaklęć i transmutacji - pomoc ojcu w czarodziejskim warsztacie nie idzie na marne. Poza tym lubią go. Zwłaszcza w takich momentach jak ten, gdy odkrył przejście do szkolnej kuchni za obrazem przedstawiającego miskę z owocami, a potem przyniósł słodycze na balangę z okazji zakończonych SUMów.
— Co jest tak kruche i delikatne, że nawet wypowiedzenie jego nazwy to przerywa? — pyta łagodnym tonem Kołatka w kształcie orła, gdy Tom i profesor Dane pokonują ostatnie, spiralne schody i docierają pod drzwi Pokoju Wspólnego Krukonów.
— Cisza — odpowiada chłopak  i uśmiecha się przepraszająco do nauczycielki na pożegnanie.
W środku nie ma nikogo. Wszyscy mieszkańcy Ravenclawu śpią w dormitoriach. Zaczarowane książki unoszą się w powietrzu, lewitując między stolikami, krzesłami i regałami Pokoju Wspólnego. Za oknem świeci księżyc, oświetlając korony drzew Zakazanego Lasu. Na parapecie jednego z okien siedzi sowa Genthonów, Drusilla.


Thomasie,
mam nadzieję, że czytasz to w Hogwarcie bezpieczny.
Dzisiaj nad Reculver pojawiły się mugolskie bombowce. Wojna dotarła także do nas. Nasz dom i przejście do warsztatu są bezpieczne. Razem z Teo rzuciliśmy na nie zaklęcia ochronne.
Pomagam mugolom z doliny. Wiele domów spłonęło. To nie nasz konflikt, ale jeśli mogę, chcę zapewnić im bezpieczeństwo.
Nic mi nie grozi. Odezwę się za kilka dni.
Uważaj na siebie,
Tata



Jest czerwiec 1942 roku.

— Kremowe piwo i będzie żywo! —  krzyczy na cały Pub pod Trzema Miotłami Edris Pokeby, przyciskając się między stolikami do Toma i Lidie. Lidie chichocze, grzebiąc jednocześnie w ogromnej torbie wypełnionej po brzegi książkami.
— No nie, Fogler, chyba nie będziesz nam tu czytać „Tysiąc magicznych ziół i grzybów”? — Tom unosi brwi i uśmiecha nie szeroko. — Rozumiem, że Owutemy, ale hej, mamy sobotę!
— Dobrze, dobrze, niech się uczy, jeśli chce zostać uzdrowicielką —  mówi Edris, stawiając na stoliku trzy kufle pełne złotego i zajmując miejsce obok Toma. Upija łyk piwa i wypina dumnie pierś: — Ja mam magiczne zioła i grzyby w małym palcu!
— Chyba pod paznokciem — Lidie pokazuje Edrisowi język, a Tom parska śmiechem. — Gdzieś tu miałam list od rodziców… — dodaje po chwili, wyciągając na stolik stos podręczników.
Pub pod Trzema Miotłami jest tego dnia wyjątkowo tłoczny i głośny. Nieopodal nich, przy okrągłym stoliku pod oknem siedzą profesorowie numerologii, eliksirów i transmutacji, dyskutując o czymś zawzięcie - od czasu do czasu Tom słyszy nazwisko „Spencer-Moon”. Dwa stoliki obok grupka czwartoroczniaków z Gryffindoru gra w Eksplodującego Durnia, zaśmiewając się i obrzucając kartami. Tom wie, że czekają już tylko na upragnione wakacje. Większość osób siedzi zaś wokół wielkiego stołu, na którym barman postawił radio, z którego rozlega się transmisja meczu Quidditcha. Tom uśmiecha się, widząc podskakującą profesor mugoloznastwa, gdy Armaty z Chudley zdobywają punkty. Dalej, dalej, Tajfuny z Tutshill!, myśli, starając się nie zastanawiać nad tym, co dzieje się teraz w Anglii, i o domku w Reculver. Wciąż pamięta te dźwięki bombardowań i huki rozstrzelań niesione echem po klifach.
— Mam pomysł! — odzywa się nagle Edris, przekrzykując radio. — Powinniśmy spotykać się w Hogsmeade co roku, w rocznicę Owutemów! Zrobić taką tradycję.
— Jeszcze nawet ich nie zdaliśmy, Pokeby... — Lidie przewraca oczami, ale widać, że pomysł jej się podoba. — A ty się nie uśmiechaj, Genthon — dodaje szybko, celując w Toma palcem. — Po roku lub dwóch nauczania w Hogwarcie będziesz miał serdecznie dość Hogsmeade, zobaczysz.
Edris wzrusza ramionami i szczerzy się do Toma:
— Na pewno do tego czasu zdąży znaleźć tu jakieś tajemne przejście do kuchni.
Każdy piątoklasista w Hogwarcie miał obowiązek stawić się na krótkie spotkanie z opiekunem swojego domu, aby omówić swoją przyszłą karierę i zadecydować, które przedmioty powinien ciągnąć w szóstej i siódmej klasie. Jesteś zdolny, powtarzał mu opiekun Ravenclawu, mógłbyś być dobrym nauczycielem. Oczywiście jeszcze nie teraz, jeszcze dużo nauki przed tobą. Ale myślę, że Szkoła Magii i Czarodziejstwa to dobre miejsce dla ciebie. Dla Toma odpowiedź na pytanie, co chciałby robić po zakończeniu Hogwartu, wydawała się zawsze naturalna: pomagać ojcu w czarodziejskim warsztacie, naprawiając magiczne przedmioty. Robił to od małego, w każde wakacje. Odkąd jednak Frank Genthon zaangażował się w wojnę mugoli, a potem rozchorował, interes nie działał już tak jak kiedyś. Bywały dni, gdy warsztat nie działał w ogóle. I choć Tom i Teo robili wszystko, aby mu pomóc, klientów i galeonów wciąż było za mało.
Tymczasem Lidie w końcu udaje się wygrzebać z torby list od rodziców. Rozrywa z rozmachem kopertę i momentalnie blednie.
— Och nie… — szepcze. — Dostałam wyjca.
Upiorny wrzask pani Fogler rozlewa się po pomieszczeniu, zagłuszając radio i wszystko wokół.

LIDIE ARABELLO FOGLER,
MYŚLAŁAŚ, ŻE JESTEŚ TAKA SPRYTNA I NIE DOWIEMY SIĘ O WSZYSTKIM? JAK ŚMIESZ PROWADZAĆ SIĘ Z TYM PRZEKLĘTYM CHARŁAKIEM Z YORHSHIRE!
UMIERAMY ZE WSTYDU, TWOJA BABKA OD DWÓCH TYGODNI MA DUCHOTY… HERPERT DALLIUS WICK I JEGO RODZICE OCZEKUJĄ OD NAS WYJAŚNIEŃ…
PO TYLU LATACH, GDY RAZEM Z TWOIM BIEDNYM OJCEM STARALIŚMY SIĘ COŚ OSIĄGNĄĆ, TO WSTRĘTNE I OBURZAJĄCE. POCZEKAJ, AŻ WRÓCISZ DO DOMU…


— Confringo! — krzyczy Tom, celując w wyjca różdżką. Kolorowy snop zaklęcia uderza w kopertę, która momentalnie milknie, wybuchając na dziesiątki małych kawałeczków - kawałki papierów rozsypują na stoliku i wokół nich.
Przez chwilę w pubie panuje cisza.
— Genthon, minus pięć punktów dla Ravenclawu za używanie zaklęć ofensywnych w Pubie pod Trzema Miotłami! — Profesor mugoloznastwa wyrasta nad nimi niespodziewanie, mierząc Toma surowym wzrokiem. — I plus dziesięć punktów za koleżeńską postawę — dodaje po chwili już łagodniejszym tonem.
— SZUKAJĄCY ARMAT ŁAPIE ZNICZA! — W tym samym momencie rozlega się krzyk radia, a Pub pod Trzema Miotłami przeszywa radosny krzyk połowy kibiców. — ARMATY Z CHUDLEY WYGRYWAJĄ!
— No więc tak… — mamrocze po chwili Lidie, gdy zostają sami. Cała czerwona na twarzy wygrzebuje z kremowego piwa kawałki papieru. — Na feriach zaręczyłam się z Archiem.
— Twoje zdrowie! — Edris uśmiecha się szeroko, unosząc w górę kufel. — I za Tajfuny z Tutshill.




Jest grudzień 1946 roku.

— To była jego decyzja, Teo — mówi Tom, lewitując części z zepsutych fałszoskopów do szuflady, tuż obok stosu części z rozbitych magicznych kompasów. — Dobrze wiedział, z czym to się wiąże.
W Czarodziejskim Warsztacie Genthona panuje półmrok. Wychodzące na ulicę Pokątną okna są przysłonięte kurzem i śniegiem. W witrynie Twilfitta i Tattinga, po drugiej stronie ulicy, świecą się świąteczne dekoracje. Tom przez chwilę obserwuje szyld warsztatu, który odbija się w wiszącym na ścianie lustrze - czarodziejskim przejściu prowadzącym do stojącej za domem na klifie szopy. Choć od śmierci ojca minęło kilka miesięcy, myśl, że Frank Genthon już nigdy się tutaj nie pojawi, wciąż wydaje się obca i abstrakcyjna.
— Zawsze był typem obrońcy — dodaje. — Pamiętasz, co nam mówił o mugolach…
Do Gryffindoru, gdzie króluje odwaga i męstwo, przypomina sobie słowa Tiary Przedziału i przez chwilę czuje, jak ciężka kula przewraca mu się w żołądku.
Teo prycha.
— „Zawsze powinniśmy ich chronić”. Chronić przed wojną, którą sami sobie wywołali! — Theodore obraca wiszącą na drzwiach tabliczkę z napisem „Zamknięte” i odwraca się w kierunku Toma. Jego oczy lśnią żalem i złością, jak u dzikiego, zranionego zwierzęcia. — Biedni mugole. Ściągnęli na nas swoją idiotyczną wojnę, o którą się nie prosiliśmy.
— A teraz wojna mugoli skończyła się, a na jej miejsce jest wojna czarodziejów.
— I znów czarodzieje robią wszystko, aby chronić mugoli!
Tom unosi brwi.
— Tak, aby chronić ich przed innymi czarodziejami.
Teo krzywi się, lecz nie mówi nic więcej. Jednym zwinnym ruchem różdżki porządkuje stare księgi rachunkowe ojca i posyła je do szuflady magazynu.




Jest maj 1953 roku.

Miasteczko Barfleur, w którym Tom mieszka od sześciu lat, niewiele różni się od Reculver. Północ Francji w ogóle przypomina mu dom - gdzie okiem sięgnąć tam morze, statki, klifowe urwiska, pola zieleni… I pozostałości po tym, co przed wojną mugole nazywali swoimi domami.
Pierwsze promyki wschodzącego słońca wylewają się poza horyzont, oświetlając pogrążone we śnie miasteczko i cumujące w porcie statki. Stado mew przelatuje nad wieżą kościoła, zakłócając panującą dookoła ciszę. Tom jeszcze przez chwilę obserwuje granatowo-różowe niebo, aż wreszcie wyciąga różdżkę i zeskakuje na pokład „Rubinowego Trolla”.
— Bonjour, monsieur Genthon! — wita go Bartholomé, opierając się o drewnianą skrzynię, która skrywa w środku zaczarowane schody prowadzące do ukrytej części statku. — Jesteś dziś wcześniej. Je vous invite dans ma cabine. Zapraszam.
Załoga „Rubinowego Trolla” składa się głównie z najemników, którzy parają się poszukiwaniem i sprzedawaniem skarbów. Zdobywając zlecenia od Europy i Afryki po Biegun Południowy podróżują po świecie i polują na czarodziejskie stworzenia lub szukają zatopionych statków, opuszczonych jaskiń i wysp pełnych kosztowności. Zadanie Toma jest proste: jako czyściciel i złota rączka naprawia to co zepsute, lub pomaga w oczyszczaniu statków, ładunków i przedmiotów z ukrytych zaklęć i pułapek.
Tom zamyka za sobą wieko skrzyni i schodzi na dół. Sekretna kajuta pełna jest, jak zwykle, skrzyń ze złotymi monetami, starodawnych ksiąg, latających dywanów, zabytkowych obrazów, rzeźb, butelek z magicznymi substancjami i klatek z czarodziejskimi stworzeniami.
— To wszystko z Peru, znasz już ich zaklęcia — mówi Bartholomé. — Amusez-vous bien! Udanej zabawy — salutuje i aportuje się z cichym pyknięciem.



Jest lato 1955 roku.

Citroen Traction mknie po serpentynie dróg, mijając wiejskie chatki i niekończące się pałacie zieleni. Słońce praży w twarz i świeci w oczy, oślepiając Toma i Clair; chwilami wszystko wokół wydaje się białe, jak gdyby Francję spowiła gruba warstwa śniegu. Wiatr wpada przez otwarte okna samochodu do środka, a długie blond włosy Claire tańczą w powietrzu. Tom zdejmuje nogę z gazu i zwalnia, gdy na horyzoncie pojawiają się pierwsze budynki Veules-les-Roses.
— Coraz lepiej sobie radzisz! — krzyczy z dumą Claire, przekrzykując dźwięk samochodu. — Choć nadal nie rozumiem, jak mogłeś nie umieć jeździć samochodem!
Prawa noga do gazu i hamulca, recytuje w myślach Tom. Lewa do sprzęgła. Sprzęgło jest dźwignią, która pozwala zmieniać biegi i wprowadzać samochód w ruch. Aby ruszyć samochodem, trzeba odpuścić sprzęgło i nacisnąć pedał gazu. I są jeszcze biegi. Merlinie, Mugole są szaleni…
— Tam, skąd pochodzę, wolimy latać na miotle — mówi chwilę później, gdy zatrzymują samochód na parkingu i wychodzą na zewnątrz. Claire chichocze. — To nie jest śmieszne — obrusza się Tom, choć i jemu błyszczą wesoło oczy. — Miotła mniej hałasuje, jest bardziej zwinna… — zamyśla się na chwilę, szukając kolejnych zalet. — Można na niej podróżować głową w dół.
Clair wybucha śmiechem.
— To pewnie dlatego macie w Anglii takich zdolnych pilotów — podsumowuje.
Kierują się wąską wiejską drogą w kierunku Veules. Gęste pnącza róż porastają płoty i budynki, a w powietrzu unosi się zapach rzeki i kwiatów.
Tom zastanawia się, jak długo jeszcze uda mu się grać w tę przedziwną czarodziejsko-mugolską grę pozorów, lawirując na granicy między prawdą a żartami.




Jest jesień 1955 roku.

Tom,
nie potrafię tak. Pochodzimy z dwóch różnych światów. Nie szukaj mnie.
Clair



Jest lipiec 1956 roku.

Szanowny Panie Genthon,
z żalem informujemy o śmierci pańskiego brata, Theodore’a Genthona, który zginął 25 czerwca, około godziny 19:30, w pożarze w Ministerstwie Magii. Theodore Genthon był dobrze zapowiadającym się członkiem Policji Antymugolskiej i jego śmierć jest dla nas nieodżałowaną stratą.
Wstępne ustalenia zespołu najlepszych specjalistów wskazują na Szatańską Pożogę. Powód ataku nie jest obecnie znany. Trwa dochodzenie w tej sprawie.
Ciało i wszystkie przedmioty osobiste pańskiego brata spłonęły.
Łącząc wyrazy szacunku,
Selma Bridges,
Oddział Kontroli Magicznej Ministerstwa Magii


Świat po powrocie do Anglii wygląda inaczej. Londyn otoczono zaklęciami ochronnymi, a na ulicach panuje wojna. Reculver wydaje się wyludnione; ulice są puste, a w żadnym z okien małych, kwadratowych mugolskich domów nie pali się światło. Po domku na klifie nie pozostało śladu - nawałnica, która rozpętała się w Noc Duchów, zniszczyła go doszczętnie. Szopa, skrywająca w środku zaczarowane przejście do warsztatu na ulicy Pokątnej nie istnieje.
Tom odkłada na ziemię kufer, w którym ma cały swój dobytek, i siada na przewróconym drzewie, obserwując pogrążoną w wiecznym śnie dolinę. Siedzi nieruchomo, rolując w dłoniach różdżkę i wsłuchując się w szum morza. Uświadamia sobie, że gdy do Reculver dotarła nawałnica, Teo nie było już na świecie. Magia ochronna, którą Frank Genthon nałożył na dom, zapewne przestała działać z chwilą śmierci jego ostatniego mieszkańca.
Błękit nieba powoli zamienia się w czerń. Nagle, po kilkunastu minutach siedzenia w samotności, w oddali rozlega się ogłuszający huk. Gęsty snop światła uderza Toma w twarz, oślepiając go na moment, a sekundę później na szczycie klifu zatrzymuje się czerwony trzypiętrowy autobus. Na przedniej szybie, nad płonącymi reflektorami, widnieje napis: BŁĘDNY RYCERZ. Tom uśmiecha się, gdy ze środka wyskakuje Edris Pokeby.
— Na Merlina! Genthon, jesteś już starym dziadem! — I dodaje: — Wybacz za spóźnienie. Słyszałem, że jest jakiś dom do odbudowania.
Edris wygląda dokładnie tak, jak Tom go zapamiętał: wysoki, wiecznie rozczochrany czarodziej o wesołym spojrzeniu. Jedynie długa, zbliźniona szrama na twarzy i sieć zmarszczek wokół oczy zdradzają, że od ostatniego spotkania minęło wiele lat.
Kufer Edrisa zostaje wyrzucony na zewnątrz i Błędny Rycerz odjeżdża ze świstem, rozpływając się po chwili w powietrzu.
— No więc tak… — Tom zeskakuje z przewróconego drzewa na ziemię, nie bardzo wiedząc, od czego zacząć. — Tu, gdzie stoję, mieliśmy ogródek. Nie potrzebuję go już. Po prawej stronie stała szopa z przejściem na ulicę Pokątną. Może uda się je jakoś przywrócić... A tu… — wskazuje na zionący pustką plac. — Tu była reszta.
— Damy radę. Dorzucę ci dwie kolumienki przy ganku i portret Edgara Stroulgera, jeśli tylko przywiozłeś mi z Francji jakieś croissanty.

Patronus: Rottweiler. Dawniej rottweiler pomagał w ochronie stad, dzisiaj jest towarzyszem i obrońcą rodziny. To wierne i oddane zwierzę, inteligentne i wytrzymałe.
Patronusa przywołują wspomnienia z dzieciństwa: spacery na klify razem z ojcem i bratem, zapach szarlotki, zabawy w ganianego w lesie, przy domu - jeszcze przed II Wojną Światową i Wielką Wojną Czarodziejów. Wtedy wszystko było tak, jak trzeba.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 110
Uroki:14 +5 (różdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:80
Eliksiry:10
Sprawność:5Brak
Zwinność:4Brak
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
francuskiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
NumerologiaII10
ONMSI2
PerswazjaI2
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
Zręczne ręceII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaI2
Odporność magicznaI5
MugoloznawstwoII20
Wytrzymałość FizycznaI2
SzczęścieI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Rzeźba (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
PływanieI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 4


Jakieś tęsknoty się we mnie szamocą,

Za świa­tłem, ży­ciem, spo­ko­jem i mocą.
I próż­no, próż­no sen du­szy mej zło­ty
ści­gam bez­gwiezd­ną oto­czo­ny nocą.




Ostatnio zmieniony przez Tom Genthon dnia 02.09.20 12:41, w całości zmieniany 6 razy
Tom Genthon
Zawód : Złota rączka, właściciel "Czarodziejskiego Warsztatu Genthona"
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Kto pod kim zaklęcie rzuca, ten sam w siebie celuje.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8696-tom-genthon https://www.morsmordre.net/t8745-drusilla#260227 https://www.morsmordre.net/t8746-tesla-za-2-knuty#260261 https://www.morsmordre.net/f290-kent-reculver-domek-na-klifie https://www.morsmordre.net/t8743-skrytka-bankowa-numer-1211#260222 https://www.morsmordre.net/t8753-tom-genthon
Re: Tom Genthon [odnośnik]02.09.20 18:56

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Billy Moore
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tom Genthon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tom Genthon [odnośnik]02.09.20 18:58


KOMPONENTY -

[11.09.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)

BIEGŁOŚCI
[12.01.21] Wsiąkiewka (lipiec/wrzesień): + 1 PB

HISTORIA ROZWOJU[02.09.20] Karta postaci; -50 PD
[23.09.20] Lusterko; +3 PD
[20.11.20] Osiągnięcia: Złoty myśliciel, +30 PD
[04.12.20] Wykonywanie zawodu (lipiec-wrzesień): +20 PD
[12.01.21] Wsiąkiewka (lipiec/wrzesień): +60 PD
[12.01.21] Osiągnięcie (Do wyboru, do koloru): +30 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tom Genthon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Tom Genthon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach