Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 La grande bellezza – Włochy, 1948

Go down 
AutorWiadomość
Francesca Borgia
Francesca Borgia

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Zawód : donna d'affari
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

La grande bellezza – Włochy, 1948 Empty
PisanieTemat: La grande bellezza – Włochy, 1948   La grande bellezza – Włochy, 1948 I_icon_minitime18.08.20 16:21

Gdy od dłuższej chwili wysłuchiwała opowieści panny młodej, skądinąd swojej kuzynki, że każda kobieta czeka od najmłodszych lat, aby w końcu przyszła jej kolej na zostanie księżniczką prowadzoną do ślubnego kobierca, z zaskoczeniem zauważała jak bardzo jej marzenia różniły się od reszty dziewcząt w rodzinie. Absurdalne przekonanie, że jeśli kiedykolwiek któraś powie, że jest inaczej, kłamie, i przytakujący przy tym dziewczęcy chórek pogłębiał w ciemnowłosej czarownicy przekonanie, że była po prostu inna, dziwna, najwyraźniej wybrakowana skoro swoją przyszłość wiązała z ambicjami, niż nabytym człowiekiem i jego wielką, włoską rodziną w pakiecie.
Z uśmiechem przypominającym coś pomiędzy cynizmem a rozgoryczeniem Francesca przypatrywała się z ukosa każdej kuzynce – a tych miała naprawdę wiele – słuchając po raz kolejny całej historii przygotowań i poznania się tej dwójki. Ponoć marzenia zaczynały się od wymarzonej sukni, dopiero potem świadomości, by ziścić to marzanie, potrzebny jest wymarzony partner, książę z bajki, bo w innym razie żmudnie budowane szczęście jest niczym więcej niż złudzeniem. Ale czy każdy potrafił odnaleźć miłość swojego życia? Tego jedynego w gąszczu pełnym bezwartościowych mężczyzn i po pocałowaniu niezliczonej ilości żab?
Skąd wiedziałaś, że to ten jedyny? – padło pytanie, a w odpowiedzi enigmatyczne "dzięki niemu mój świat wydaje się kompletny". Kiedy jednak wsłuchała się w opowieść bardziej, ze zgrozą zauważyła, że coś podobnego odczuwa wobec człowieka, który bez mrugnięcia okiem odrzucił jej zaproszenie na wielkie wesele jako partnera – o zgrozo – druhny. Opowieść mijała, a ona wreszcie skończyła pleść kwiecisty wianek dla zajęcia rąk i myśli. Tylko odrobinę użyła magii, naprawdę niewiele, łącząc zaklęciem wielobarwny oleander, który teraz połączył się mocno, tworząc do tego ładny bukiet, nieco nazbyt idealny jak na początkowy zamysł. Czas paradoksalnie wlókł się, podobnie jak wlókł się on pannie młodej od wielu miesięcy; im bliższa była data tym bardziej czas spowalniał, a teraz, w tym wielkim dniu, gdy od zmiany stanu cywilnego dzieliły młodziutką kobietkę zaledwie trzy godziny, minuta zdawała się trwać wieczność. Dziwiła się kuzynce, nie wierzyła w jej zapewnienia o zerowym stresie i ogromnej cierpliwości tłumaczonej tym, że skoro miała spędzić całe życie u boku ukochanego, to czym było te kilka chwil?
Przygotowania dobiegały końca i wszystko wskazywało na to, że ceremonia odbędzie się bez niespodzianek, a więc w słowniku Borgii, będzie nudna. Kiedy jednak przebierała się w czerwonawą sukienkę, jej uwagę zwróciło zamieszanie na schodach. W pierwszym momencie uznała, że to pan młody postanowił złamać świętą zasadę nieoglądania żony przed ślubem, kiedy jednak została wywołana przez ciotkę z pokoju, nie kryła swojego zdziwienia. To tylko pogłębiło się, kiedy ujrzała przed sobą, kilka stopni niżej, Cilliana.
Co tu robisz? – spytała z pozoru obrażona, lecz czuła to śmieszne łaskotanie w brzuchu, o którym jeszcze nie tak dawno rozprawiała jej kuzynka. W zwiewnej sukience poruszanej leniwie lekkimi podmuchami wiatru prezentowała się wyśmienicie. Nie miała na sobie co prawda wymyślnej kreacji, za co chyliła czoło przed panną młodą; zdobiło ją zwykłe odzienie obcisłe u góry, od talii do dołu rozkloszowane, bez większych zdobień i rewelacji. Usta Włoszki pozostawały naturalne, podobnie jak policzki, które nieukrywanie zarumieniły się teraz z podekscytowania. Włosy puściła luźno, jak zwykle miała w zwyczaju, lecz pleciony wcześniej wianek dodawał całokształtowi powabu, zdecydowanie dziewczęcych cech, które znikały podczas godzin spędzanych w porcie.




My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me



Powrót do góry Go down
Cillian Macnair
Cillian Macnair

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, behawiorysta, szmugler
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

La grande bellezza – Włochy, 1948 Empty
PisanieTemat: Re: La grande bellezza – Włochy, 1948   La grande bellezza – Włochy, 1948 I_icon_minitime22.08.20 20:19

Zaproszenie na włoskie wesele, nie było czymś, czego spodziewał się, będąc znów w terenie i pracując nad kolejnym zleceniem. Nie miał do tego głowy ani tym bardziej czasu, gdy terminy goniły nieznośnie, dlatego bez zastanowienia odmówił dziewczynie. Wiedział, że później przyjdzie mu mierzyć się z obrażoną Włoszką, ale był gotów to znieść i potrafił przekonać ją dość szybko, aby mu zapomniała pewne rzeczy. Nie odparty urok osobisty zdecydowanie pomagał.
Niestety im bliżej było dnia, kiedy miało odbyć się wesele, tym bardziej uciekał myślami w tamtym kierunku. Wolał być z nią, lecz nie chciał zostawić tutaj ludzi, z którymi pracował, a tym bardziej swojego bliźniaka. Zawsze trzymali się razem, gdy pracowali, ufając swoim umiejętnością i wiedząc, że jeden drugiego nie zostawi w krytycznej sytuacji. Jednak jego rozproszenie stawało się coraz bardziej niebezpieczne i zaczął to zauważać, popełniając głupie błędy, które finalnie doprowadziły do tego, że został wręcz siłą przegoniony przez brata. Krótka kłótnia skończyła się kapitulacją starszego jak zawsze zresztą. Nie potrafił przegadać drugiego Macnaira, gdy ten sięgał po setki argumentów. Czasami zastanawiał się, skąd on to wszystko brał, jakim cudem na każde jego słowo miał kilkanaście swoich.
Znalezienie świstokliku, który przeniósłby go do Włoch, nie stanowiło większego kłopotu. Znał ludzi z pobliskiego miasteczka, więc wiedział kto czym handluje, gdzie szukać poszczególnych rzeczy, a więc i szybki transport nie okazał się problematyczny. Będąc na miejscu ogarnął w ekspresowym tempie wszystko, czego potrzebował, zaczynając od ubrania, a kończąc na kilku mniej znaczących rzeczach. Czuł się jak zakochany idiota, niemogący doczekać się, aż ją zobaczy. Nadal nie potrafił do tego przywyknąć, nawet jeśli z każdym tygodniem, miesiącem i rokiem łatwiej było mu zaakceptować ten stan rzeczy. Zwykle wyciszał wszelkie emocje i uczucia, żeby maksymalnie skupić swoją uwagę na danym zadaniu, a o wiele łatwiej było to zrobić, gdy podchodziło się do wszystkiego na chłodno.
Pamiętał adres, który podała mu Francesca, lecz patrząc na godzinę, coraz bardziej wątpił, czy zdążył, a szukać musiał trochę po omacku nie znając miasta. Docierając na miejsce, odetchnął i momentalnie spoważniał, gdy naprzeciw wyszła mu ciotka dziewczyny. Panią Borgia znał dość dobrze, była jedną z niewielu osób z rodziny Fran, którą miał okazję poznać i co bardziej zaskakujące, nie patrzyła na niego z wrogością, co naturalnie wpływało również na jego zachowanie. Uśmiechnął się nikle, gdy został zrugany za wcześniejszą odmowę. Nie dziwiło go, że kobieta o tym wiedziała, miał wrażenie, że w tej rodzinie nic się nie ukryje i zawsze budziło to specyficzny niepokój.
Wszedł po schodach, a raczej dotarł mniej więcej do połowy, kiedy zobaczył Ją. Bezczelnie zmierzył dziewczynę wzrokiem, posyłając zaraz uśmiech, który był tylko dla niej. Tak zwyczajny, przepełniony zadowoleniem z tego, co właśnie zobaczył.
- Przyszedłem potowarzyszyć pewnej pięknej druhnie – odparł, wchodząc jeszcze dwa schodki do góry i zmniejszając dystans między nimi.- Mam sobie pójść? – spytał z zadziornością. Byłby naprawdę zdziwiony, gdyby kazała mu zniknąć stąd.
Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki nieduże, podłużne pudełeczko i podał dziewczynie.
- Na przeprosiny – szepnął. Miał dać jej to wcześniej, lecz nie było dotąd okazji, a patrząc obecnie na sukienkę dziewczyny, naszyjnik był idealnym dodatkiem.




W głębokich dolinach zbiera się cień
Ma barwę nocy lecz pachnie jak krew

Powrót do góry Go down
 

La grande bellezza – Włochy, 1948

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20