Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Sypialnia Michaela
AutorWiadomość

Sypialnia Michaela


Męska, czyli skromnie urządzona sypialnia - z półką uginającą się od książek, wygodnym łóżkiem i widokiem na wrzosowiska Kornwalii.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

13.07

Trzynaście dni mogło minąć od jej ostatniego urlopu, a jednak - dzień wolny od pracy Kerstin spędzała pracowicie. Nie potrafiła przyjąć do serca myśli, że mogłaby zamknąć się w sypialni i nie robić nic, bo tak po prostu nie wypadało, nie tego nauczyła ją mama. Zegar biologiczny miała zresztą wystarczająco rozregulowany by nie być w stanie spać dłużej niż do godziny szóstej. Choćby nawet chciała, nie umiała usnąć z samego ranka i nie miała zamiaru kręcić się w łóżku bez celu. Zamiast tego zabrała się więc za przyrządzanie śniadania. Na ogromnej patelni usmażyła kilka porcji jajecznicy z czterech jajek, potem podgrzała tosty i na gorąco posmarowała je masłem, żeby się rozpuściło. Na koniec pokroiła pomidora. Nie mogła zapomnieć o pomidorze, bez pomidora byłoby niezdrowo.
Po niedługim czasie miała przyszykowane pięć talerzy, dla siebie, Gabriela, Mike'a, Hani i Just. Umyła widelce, odstawiła patelnię i podparła się na kuchennym blacie ze sfrustrowaną miną matki-gospodyni, wyglądając przez okno na ścieżkę prowadzącą w stronę morza. Jak na złość, wszyscy jeszcze spali, a ona nie miała serca wyrywać ich z łóżek - co oznaczało, że będzie musiała wytrwać cierpliwie, nie mając do roboty nic, czym mogłaby zająć myśli.
Ostatnie kilka dni Kerstin spędziła bowiem w stanie bezustannego napięcia. Myślałby kto, że nic w tym dziwnego, trwała przecież krwawa wojna, a praca w lecznicy emocjonalnie wyczerpywała. A jednak jakoś tak wychodziło, że i z wojną i z wysiłkiem radziła sobie instynktownie lepiej niż z cierpką, paskudną myślą, że jest oszukiwana przez własną rodzinę.
Właściwie trudno byłoby Kerstin przyznać, że naprawdę oczekuje od reszty Tonksów pełnej szczerości - była przekonana, że ukrywają przed nią masę rzeczy związanych z czarodziejskim światem, bo dzięki temu mieli te bohaterskie poczucie, że chronią młodszą siostrę przed złem. Chociaż ją to frustrowało, potrafiła też ich zrozumieć. Czasy były ekstremalne. Co jednak ze zwyczajną, rodzinną szczerością? Z zaufaniem w codziennych sprawach?
Najwięcej dobrych wspomnień z dzieciństwa Kerstin miała z Gabrielem i Justine. Zwłaszcza z Justine. Taka była kolej rzeczy, Michael był przecież jedenaście lat starszy, przez co przez zdecydowaną większość życia nie potrafiła spojrzeć na niego jak na równorzędnego brata, a raczej... mitycznego opiekuna, który przyjeżdżał w wakacje i czasem mama kazała mu pilnować młodszej siostry, na co nie raz i nie dwa narzekał. Stawiała go na jednej półce z mamą i tatą, był nawet taki okres, że bardziej swobodnie czuła się w towarzystwie kuzynów niż jego.
Były to wspomnienia przewrotne, jeśli spojrzeć na to, że dziś nie potrafiła już odnaleźć wspólnego języka z Justine, z Gabrielem rozmawiała sporadycznie i to właśnie Michael wydawał jej się najbliższy, najbardziej pewny - przede wszystkim, najbardziej zadowolony z tego, że wróciła. Jakby naprawdę jej potrzebował, a nie postrzegał jako dodatkowe obciążenie i obowiązek, który trzeba wypełnić.
Mała Kerstin, na którą trzeba uważać. Mała Kerstin, której nikt nigdy nie bierze na poważnie.
Pewnie sobie nawet nie zdawał sprawy z tego, jak wiele radości przynosi jej rozmawianie z nim, wspólne wychodzenie na spacery, czy słowa uznania za to, że jest i że dba o ten dom. Czuła się tak, jakby darzył ją zaufaniem. A przynajmniej do któregoś momentu.
Ostatnio nie była już tego taka pewna, tak samo jak nie była pewna, czy Michael jest naprawdę taki porządny i odpowiedzialny, za jakiego uważała go do tej pory.
Zaczęło się od małych rzeczy, na które Kerstin ze swoim kobiecym instynktem była niezwykle wyczulona. Słodkie słówka do Gwen - jej kochanej koleżanki - i naciąganie jej szarmanckimi gestami bez pokrycia. Zaraz następnego dnia stosowanie podobnej taktyki wobec Hani, onieśmielanie jej pod ich wspólnym dachem po to, żeby potem wyjść... no właśnie gdzie? Michael potrafił znikać na całe wieczory, także po pracy, a potem zbywał jej grzeczne pytania, tak jakby znowu była tylko irytującą młodszą siostrą, która niczego nie rozumie.
No ale to wszystko by jeszcze zrozumiała. Michael miał prawo być uczuciowo niezdecydowanym w obliczu dwóch tak wspaniałych kobiet (choć myślałby kto, że jako stary kawaler powinien wiedzieć, że nie wypadało kokietować kilku dam na raz). Na dłuższą metę to nie była sprawa Kerstin. Nawet jeżeli było jej przykro, że nie ufa jej na tyle, by powiedzieć o co chodzi, to nie mogła na niego naciskać w czymś tak delikatnym, jak deklaracje uczuć. Był w końcu dorosłym facetem.
Ale no właśnie dorośli faceci odznaczali się odpowiedzialnością, a Kerstin od kilku dni już nosiła się z poczuciem, że Mike'owi odpowiedzialności brakuje. Kiedy ostatnio prała jego koszule, znalazła w jednej liścik od kobiety - innej niż Hania i Gwen! - i jakby tego było mało liścik był od góry do dołu zapisany pytaniami o likantropię. Kerstin wielu rzeczy się po Michaelu spodziewała, ale nie tego, że będzie podrywał kobiety na wilkołactwo. Przecież cały ten czas mówił, że swojej choroby nienawidzi i się jej wstydzi. Czyżby kłamał?
Może i było to nieco wścibskie z jej strony, ale odważyła się go nawet ostatnio obwąchać po tym jak wrócił późno w nocy i miała wrażenie, że czuje od niego damskie perfumy. Ale zrobiła to tylko dlatego, że całkiem niedawno podsłuchała w lecznicy o jakiejś Corze i jej związkach z Michaelem. Mówili tak, jakby to była jego dziewczyna. Ale skoro miał dziewczynę, to dlaczego podrywał inne?
A to wciąż nie był koniec...
- Och, ja tak nie mogę! - wydusiła wreszcie ze złością, szarpiąc się za włosy w pustej kuchni.
Musiała z nim o tym porozmawiać, bo inaczej wybuchnie. Była bardzo cierpliwa i miła i troskliwa, ale są rzeczy, których nawet ona nie mogłaby znieść. A jedną z nich był właśnie brat kłamca. I kobieciarz!
Podwinęła rękawy roboczej koszuli i pognała szybko do sypialni brata, na moment nawet nie zatrzymując się i nie próbując tego jeszcze raz przemyśleć. Inaczej mogłaby się rozmyślić, a potem znowu spędziłaby całe godziny i dnie na milczącej złości. I to odbiłoby się na nich wszystkich - już od paru dni źle się czuła patrząc Mike'owi w oczy, a ostatnio nawet nie przyjęła od niego kwiatków. Nie mogli żyć w ten sposób, potrzebna była konfrontacja.
- Michaelu Tonks. Wstawaj, ale już. Musimy porozmawiać - zapowiedziała groźnie wkrótce po wejściu do środka, stając w drzwiach z dłońmi podpartymi na biodrach.
Dochodziła siódma rano. To nic. Kto rano wstaje, ten ma więcej czasu na wytłumaczenie się siostrze.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all


Ostatnio zmieniony przez Kerstin Tonks dnia 27.08.20 11:08, w całości zmieniany 1 raz
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

13.07

Trzynaście jajek mógłby pochłonąć na śniadanie Michael, gdyby nie fakt, że kupowało się je w tuzinach i że dzielił dom i spiżarnię z piątką lokatorów. Jajecznicę Kerstin jadłby jednak bez opamiętania - była prze-pysz-na. Przywodziła na myśl wspomnienia z kuchni mamy, choć młodsza siostrzyczka miała trochę własnego stylu, czy tam smaku. Na przykład, pod czujnym okiem Kerstin, Mike bez mrugnięcia wcinał pomidory, choć wcześniej osobiście uważał, że na śniadanie powinno się jeść jajka, mięso i chleb, a nie jakieś... warzywa.
Na razie spał smacznie, słodko śniąc o jajkach i tostach i bekonie (który będzie mógł zdobyć, gdy znowu dorobi trochę w tartaku). Koszmary, które męczyły go przez cały kwiecień, zdążyły trochę ustąpić odkąd w maju przeprowadził się do spokojnego Somerset. Zapewne uspokajała go też świadomość, że wszystkie najdroższe mu osoby są teraz pod jednym dachem. Znaczy, zazwyczaj. Justine chodziła swoimi drogami, Gabriela często wzywały aurorskie obowiązki, o plany poszukiwanej listem gończym Hannah nie miał czasem odwagi pytać (wystarczająco uspokojny tym, że porzuciła uparte plany codziennego doglądania sklepu na Pokątnej i wyprowadziła się wreszcie z Londynu) i w sumie tylko regularny rozkład dnia Kerstin zdążył poznać na pamięć. Zresztą dlatego, że (nad)opiekuńczo przedstawił jej listę wszystkich niebezpiecznych miejsc, a młoda dama stosowała się do jego wytycznych zaskakująco starannie (może dlatego, że na początku bała się odesłania do mugolskiego domu taty). Bywała w Lecznicy Alexa, gdzie zresztą chętnie ją odprowadzał jeśli akurat miał dzień wolny, w Dolinie Godryka, gdzie - jak na rozsądną pannę przystało - nie spędzała na szczęście zbyt wiele czasu, no i w domu. Domu, który głównie dzięki niej stał się prawdziwym domem. Najpierw dziwiły go trochę te ozdobne firanki, peszyły codzienne domowe posiłki, kłopotało to, że po tradycyjnym sprzątaniu Kerstin dom wygląda lepiej niż po jego Chłoszczyściach. Z biegiem tygodni przyzwyczaił się do tej kobiecej ręki i nowe, domowe porządki przestały onieśmielać starego kawalera. W końcu dyktowała je jego młodsza siostrzyczka, która potrafiła się rządzić z uśmiechem tak subtelnie, że Mike niczego nie zauważał. Bez ociągania stawiał się na wspólne posiłki, wabiony zapachem coraz to smaczniejszych potraw. Nauczył się mieć oko na ingrediencje (nawet warzywa!), których najczęściej używała Kerstin i robić przydatne zakupy. Zdobył nawet trochę materiałów nowych krawieckich do tego jej dziergania i haftowania. A przede wszystkim, nauczył się relaksować i wychodzić na spacery, podczas których nie układał już w głowie strategii przejmowania Londynu ani czarnych scenariuszy na wypadek aresztowania. Przy Kerstin nie poruszał wojennych tematów. Świadom, jak niewiele czasu mogło mu zostać i jak wiele zdążył już zmarnować, starał się na nowo i jak najlepiej poznać malutką siostrę, która tak nagle dorosła. Nigdy by się do tego nie przyznał (znając skłonność Kerstin do pewnego... dramatyzowania), ale w głębi ducha spisał samego siebie na straty w walce o bezpieczniejszą przyszłość. I to Kerstin, jedynej z rodziny, która nie porwała się na zagrażające życiu walki, chciał pozostawić tą przyszłość.
Wiedział, że dzisiaj Kerstin ma dzień wolny i że koło ósmej zjedzą pewnie dobre śniadanie. Nie musiał zresztą świadomie o tym pamiętać - po prostu nastawił się na długi i spokojny sen, spał więc twardo. Ostatnio siostra była jakaś nieswoja, ale zwalił to na karb stresu w Lecznicy albo... kobiecych spraw. Niechęć do przyjęcia kwiatków była co prawda trochę nielogiczna, ale kobiety bywały nieprzewidywalne, zwłaszcza młodsze siostry. Just wróciła przecież kiedyś do domu bez nogi, więc póki Kerstin miała cztery kończyny, nie zamierzał się niepokoić.
Zbudzony nagle i przedwcześnie, rozkopał niechętnie kołdrę, wpatrując się w siostrę sennie, bez najmniejszych podejrzeń odnośnie tematu ich rozmowy.
-Jeszcze chwil... - poprosił, ale w połowie zdania urwał, bo wraz z Kerstin do sypialni wpadł aromat tostów z kuchni. -...a co, śniadanie już gotowe? - odgadł, podrywając się chętnie. Czyżby zaspał?
-Porozmawiajmy przy śniadaniu. - zaproponował naiwnie, bo w ogóle nie dostrzegał grozy całej sytuacji i był głodny jak wilk.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Kerstin miała zdecydowanie zbyt miękkie serce. Wystarczyło, że popatrzyła na brata - tak zmęczonego i nierozgarniętego z samego rana, z sianem na głowie i szklistymi od snu oczami, a przez moment przyszło jej na myśl, by dać mu spokój. Tak po prostu przeprosić, podkulić ogonek i z zarumienioną twarzą uciec, póki jeszcze miała okazję. Był przecież starszy, nie powinna robić mu wyrzutów. Nawet jeżeli ją to wszystko bardzo bolało, nawet jeżeli czuła się potraktowana pretensjonalnie i zwyczajnie po siostrzanemu martwiła się o niego i jego przyszłość. Jeżeli by to miało nadal iść w tym kierunku, to kto wie, czy któregoś dnia nie obudziłby się porzucony przez kochankę, zapity w jakimś... ach, sama myśl była okropna. No ale pomogłaby mu także wtedy, zaoferowałaby wsparcie, którego ewidentnie nie spodziewał się od niej otrzymać.
Już chwytała dłonią za klamkę, już miała się wymknąć, ale kolejny komentarz Michaela zdołał uderzyć w strunę, którą nawet nie spodziewała się, że posiada. Przecież kochała pomagać rodzinie, przydawać się do czegoś i w miarę możliwości sprawiać im radość prostymi rzeczami. Tak zazwyczaj było.
Ale nie dzisiaj.
- Och, a więc od tego jestem, tak? - skrzeknęła z oburzeniem, zamykając za sobą z trzaskiem drzwi i wchodząc głębiej do sypialni. - Kerstin zrobi śnadanie, Kerstin pozamiata, Kerstin wypierze firanki! - wymieniała na palcach wszystkie te rzeczy, które robiła z własnej woli i do której nikt jej nigdy nie zmuszał. - Ale zaufać Kerstin to już szkoda, tak? Porozmawiać z Kerstin szczerze? Albo chociaż nie okłamywać! - Zatrzymała się nad łóżkiem i chociaż Mike był od niej wyższy, miała okazję górować nad nim, dopóki jeszcze siedział. - Ja nie jestem skrzatem, Mike, żeby chodzić za tobą i zamiatać twoje brudy pod dywan! - Nieznacznie opuściła głos, bo odnosiła wrażenie, że jej krzyki przez chwilę było słychać w całym domu. - Martwię się o ciebie! - Machnęła bezradnie rękami w powietrzu. - Martwię! A ty co? Nic! Nic mi nie chcesz powiedzieć! Ile jeszcze listów od kochanek znajdę w twoich ubraniach? Ile razy się będę zastanawiać, czy... czy nie wracasz w nocy do domu, bo leżysz pijany gdzieś pod stołem? - Uspokoiła się, jej ton z oskarżającego stał się płaczliwy. Usiadła na skraju łóżka i złapała skołowanego brata za dłoń. - Mike, wiesz dobrze, że możesz ze mną porozmawiać o wszystkim. Jeżeli masz jakiś problem, jakoś sobie z nim razem poradzimy, ale nie traktuj mnie jakbym była... jakbym była jakimś dzieciakiem - dodała, akcentując ostatnie słowo z widoczną obrazą.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Przez moment, choć wciąż był zaspany, zdołał dostrzec urocze zakłopotanie i wahanie na twarzy Kerstin. Czemu wydawała się tak przestraszona, czyżby obudziła go przypadkowo? A może potrzebowała jego pomocy w... choćby magicznym wysprzątaniu kuchni (zdawała się nigdy nie potrzebować z tym pomocy, ale Mike nie tracił nadziei na to, że siostra zrozumie kiedyś iż Chłoszczyść jest lepszy od mugolskich metod sprzątania)? Podniósł się na łokciach i zmusił do bladego, sennego uśmiechu, chcąc ją zapewnić, że wszystko w porządku. Owszem, był zaspany, ale chętnie jej pomoże! Nie musiała się przecież martwić, że go obudziła. Był jej starszym bratem, czuł się odpowiedzialny i za Kerstin i za ten dom. Tylko po pełni potrzebował absolutnego spokoju i nieprzerwanych godzin snu, dzisiaj był zwarty i gotowy do pomocy! I do pracy - czekał go popołudniowy patrol w Londynie, więc jeśli Kerstin go potrzebuje, to powinien wstać jak najwcześniej. Doba miała ostatnio zbyt małą ilość godzin, a on niejednokrotnie zostawał w Oazie lub w stolicy do późnej nocy. Myślał, że bezrobocie da mu trochę czasu na remont nowego domu, ale się mylił. Biuro Aurorów działało w końcu tak samo prężnie, tylko niestety raczej pro bono.
Drzwi trzasnęły nagle, brutalnie wyrywając go z zamyślenia nad planem dzisiejszego dnia i zmywając uśmiech Michaela. Spojrzał na Kerstin szerokimi oczyma, a na jego twarzy odmalowało się poczucie winy.
-Słuchaj, jeśli chodzi o te nowe szafki, które miałem zamontować w kuchni... - przerwał jej ze skruchą, gdy zaczęła krzyczeć o firankach... No tak, szafki od tygodnia stały na wpół skręcone. Czy to dlatego była na niego zła? W kuchni było już trochę szafek, łudził się, że zamontowanie dodatkowych nie jest aż tak pilne. Już miał obiecać, że dokończy robotę jeszcze dzisiaj, ale Kerstin zdawała się go nie słuchać i paplała dalej, a jej słowotok rozwijał się w zaskakującym kierunku.
Okłamywać? Zbladł, nie rozumiejąc. Przecież ustalili, że w niektórych kwestiach będą ją trzymać z dala od wojny czarodziejów, dla jej własnego bezpieczeństwa. Przemilczał więc wiele rzeczy, ale chyba nigdy jej nie okłamał. Dlaczego odniosła takie wrażenie?
Krzyczała dalej, a biedny Mike zgubił się zupełnie w przedziwnym deja vu - z jednej strony Kerstin była teraz niepokojąco podobna do Mamy Tonks, z drugiej strony Michael szybko kalkulował w głowie ile lat ma młodsza siostrzyczka i czy na pewno wyrosła już z wieku nastoletniego. Takie burze nastroju pasowały w końcu tylko do młodziutkich dziewcząt i statecznych mam, a nie do... jego kochanej, spokojnej (na ogół) Kerstin!
Milczał przez dłuższy moment, bezradnie usiłując nadążyć za słowami wzburzonej siostry. Wybałuszył oczy na wzmiankę o kochankach, bo prawdę mówiąc przez ostatnie lata zapomniał zupełnie, że mógłby... hipotetycznie... kiedykolwiek... jakąkolwiek... mieć. Nie wiedział, czy takie oskarżenie z ust Kerstin powinno go niepokoić czy schlebiać (naprawdę wierzyła, że stary-kawaler-wilkołak-wyrzucony-z-pracy-i-prawdopodobnie-poszukiwany jest zdolny przygruchać sobie kochankę, a nawet kochanki?), ale na szczęście nie zdążył tego nawet przemyśleć, bo siostra płynnie przeszła do oskarżeń o pijaństwo. Momentalnie się zarumienił na wspomnienie własnej słabości, ale przecież wesele Macmillanów to był tylko raz...
Kerstin usiadła i wreszcie umilkła, a skołowany Mike cofnął odruchowo dłoń. Nie był pewien, czy powinien być zakłopotany czy zirytowany - chwilowo czuł jedynie osłupienie.
-Jakich listów? - uczepił się najmniej logicznego i najbardziej pamiętnego elementu całej wypowiedzi, a potem coś do niego dotarło i zmarszczył nagle brwi. -Chyba nie czytasz moich listów? - uświadomił sobie ze zgrozą. Chociaż... gdyby czytała, to wiedziałaby, że to nie są listy od żadnych kochanek!
-Kerstin, jest wojna. - przypomniał jej, niezamierzenie brzmiąc dziwnie surowo. -Nocami znikam na patrole, nie na... imprezy. - dodał z lekkim wyrzutem.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Przychodził taki moment, gdy nawet najcierpliwsi z najcierpliwszych osiągali swój limit - dla Kerstin okazała się nim rozmowa, podczas której starszy brat wciąż i wciąż próbował sprowadzać jej problemy do poziomu śniadań, bałaganu i nieskręconych szafek. Z oburzenia aż ją zatkało, zaczerwieniła się po czubki uszu i zacisnęła kościste pięści tak mocno, że uwidoczniły się na nich niebieskie żyłki. Czy on naprawdę myślał, że zrobiłaby mu awanturę o coś tak prostego? Owszem, była trochę zirytowana, że musiała się dopraszać, a i tak co rano zastawała kuchnię w rozsypce, ale bez przesady, nie była czterdziestoletnią starą panną z histerią! Jakoś by sobie z nimi poradziła, jakby Mike dalej się ociągał to może i nawet spróbowałaby skręcić je sama. Nie była damą w opałach ani Kopciuszkiem, żeby narzekać na domowe obowiązki. Sama się ich podejmowała, bo uważała je za lekką robotę na odstresowanie.
Nieprzyjemnie jednak zaczęło się robić, gdy okazywało się, że była w tym domu Kerstin-kucharką, Kerstin-sprzątaczką i nikomu nawet do głowy nie przyszło, by mogła martwić się ważniejszymi rzeczami. Michael tyle kiedyś narzekał na złych czarodziejów, którzy twierdzili, że mugole są głupsi i mniej domyślni, ale ostatnimi czasy zupełnie nie poruszał już tego tematu. Może dlatego, że sam przyznał im rację?
Tak, tak musiało być. Bronił ich dalej, walczył dzielnie w wojnie, w to nie wątpiła. Michael był dobrym człowiekiem i nigdy by nie pozwolił na przemoc i niesprawiedliwość, ale w głębi ducha musiał wierzyć w to, że czarodzieje są jednak trochę lepsi. Z jakiego innego powodu by tyle przed nią ukrywał?
Uczepiła się tej myśli, choć zadawała jej ból, od którego zesztywniały jej kości i nabiegły łzy.
Próbowała się jeszcze jakoś trzymać, ale gdy Michael zabrał od niej rękę - zabrał! - zupełnie się rozkleiła i zaczęła milcząco drżeć.
- Nie czytam twoich listów! - powiedziała rozdygotanym głosem, opuszczając wzrok w zawstydzeniu. Wstyd trwał jednak zaledwie parę sekund, zalany potokiem żalu i złości. - To znaczy czytam, ale nie chcę ich czytać, tylko ty je wszędzie zostawiasz! Kto w ogóle tak robi? Nie wyciągasz listów z ubrań, rzucasz je byle gdzie, a tam są ważne rzeczy napisane! - Uwaga o wojnie jedynie wszystko zaogniła. - Tak, Michael, właśnie! Jest wojna! A ty zamiast myśleć poważnie, bałamucisz dziewczynom w głowach! Rozglądasz się za Hanką, czarujesz Gwen, listy dostajesz od Marcelli, w lecznicy słyszałam, że sypiasz u Cory... - Urwała, szarpiąc się za włosy. - I wracasz z tych swoich patroli i... i pachniesz damskimi perfumami! Jak ja ci mam wierzyć w cokolwiek! Myślisz, że jak jestem mugolem, to można mi wcisnąć każdą banialukę?!
Chociaż klarownie i poważnie wyłożyła bratu swoje wątpliwości, wciąż widziała na jego twarzy szok, niepewność, może nawet złość, przez co sama zaczęła się czuć jakby zaczynała wariować. Nie zdołała już zatrzymać przypływu emocji i schowała twarz w dłoniach, płacząc tak rzewnie, że zaraz dostała czkawki.






The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Choć siostra wysnuwała wyolbrzymione wnioski, to - niestety! - znała go jak nikt inny. Gdyby Michael dowiedziałby się, że podejrzewa go o poczucie wyższości wobec mugoli, momentalnie poczułby się smutny i winny. Głównie dlatego, że właściwie miała rację... Mike łudził się, że Kerstin nie pamięta podstaw do swoich obecnych obaw, zachowań i słów zaobserwowanych w dzieciństwie. Dzieliła ich spora różnica wieku, przez którą siostra nie pamiętała właściwie całkowicie mugolskiego życia. W przeciwieństwie do niej, Michael był wychowywany w zupełnym oderwaniu od magii - jak normalne, mugolskie dziecko. Choć sprzątanie i gotowanie zawsze szły jego mamie jakoś szybciej niż innym mamo, to ukrywała swój dar przed innymi, gotowa żyć w niemagicznym świecie z niemagicznym mężem i niemagicznymi dziećmi. Zdolności objawiły się w nim dość późno, pierwszy raz rodzina zaobserwowała je u młodszego rodzeństwa. Pamiętał zupełnie zwyczajne życie, które stanęło na głowie, gdy dostał list z Hogwartu. Kerstin miała wtedy zaledwie kilka miesięcy, a on chyba bardziej cieszył się z tajemniczej Szkoły Magii niż z kolejnej młodszej siostrzyczki.
Malutka Kerstin dorastała z bratem czarodziejem, który w każde wakacje wracał do domu z rosnącą ekscytacją. Rodzice i Hogwart zabronili mu czarować przed mugolami, ale swobodnie opowiadał o nowym, wspaniałym świecie Just i Gabrielowi. Wiedział w końcu, że i oni do niego dołączą. A Kerstin słuchała, z roku na rok rozumiejąc coraz więcej. Myślał, że i ona do nich dołączy i z ciekawością przyglądał się czasem malutkiej siostrzyczce, zastanawiając się jak objawią się jej zdolności.
Wszystko, co magiczne, jawiło mu się jako lepsze - głównie dlatego, że było dla niego nowe. Zachwycony i zachłyśnięty magicznym światem, robił wszystko, aby w nim pozostać i nie wracać do mugolskiej szarości. Jako szesnastolatek zrezygnował nawet z marzeń o niestabilnej karierze gwiazdy Quidditcha, orientując się, że równie trudna i ekscytująca profesja aurora pozwoli mu na dobre zakorzenić się w magicznym świecie. W miejscu bogina widział biurko w mugolskim urzędzie i jak ognia obawiał się powrotu do niemagicznej nudy. Choć kochał i szanował swojego tatę to w głębi duszy nie zgadzał się z decyzją mamy o porzuceniu czarodziejskiego świata. Poza tatą byli w końcu czarodziejami, wszyscy.
Aż okazało się, że Kerstin nie jest.
Czy mógł zasiać w niej fałszywą nadzieję, swoimi ciekawskimi spojrzeniami i fascynującymi opowieściami? Czy - gdy pojął, że dziewięcioletnia dziewczynka raczej nie ma już szans na objawienie swoich zdolności magicznych - patrzył na nią z podświadomym rozczarowaniem? Czy nazbyt wyraźnie gryzł się w język, gdy chciał podzielić się z Gabrielem wrażeniami z magicznego świata, a najmłodsza siostrzyczka wchodziła do pokoju?
Nie chciał jej przecież zranić. Nigdy nie powiedział niczego, co mogłoby ją zranić. Z biegiem lat zaczął też dostrzegać brzydotę czarodziejskiego świata, przestał go idealizować, nie uważał już mugoli za słabych i nudnych, a teraz zdecydował się poświęcić życie w ich obronie. Zbliżył się z siostrą bardziej niż wcześniej, wreszcie dojrzawszy na tyle, by móc swobodnie rozmawiać z nią o czarodziejskich sprawach, opowiadać o pułapkach wkoło domu, przestrzegać przed groźnymi zaklęciami i namawiać do uznania wyższości Chłoszczyścia nad mopem.
Czy to wystarczyło...? I jak wiele chował przed nią nadal, nieświadomie? Nie wiedział, nigdy się nad tym nie zastanawiał. Aż do dzisiaj, widząc rozedrganą Kerstin na swoim łóżku.
Ku swojemu bezbrzeżnemu przerażeniu, zobaczył w jej oczach łzy.
Zamarł, sparaliżowany poczuciem niemocy i zagubienia. Kerstin nie płakała przy nim od... od lat, Just nie płakała prawie nigdy. Nie wiedział, co robić.
-Nie... nie płacz! - poprosił, zupełnie spanikowany. Powinien ją przytulić, złapać za rękę? Albo może położyć jej dłoń na ramieniu, w męskim geście wsparcia? Nie wiedział, a decyzja okazała się zbyt skomplikowana - siedział więc jak słup soli, słuchając jej żali z rosnącym niedowierzaniem. Czuł się, jakby słuchał pouczeń własnej mamy o sprzątaniu po sobie, ale jego mama nie wyglądała przy tym tak rozpaczliwie i bezbronnie.
Jego błagania nie odniosły rezultatu - Kerstin rozpłakała się rzewnie, Michaela zupełnie zatkało, a usłyszane słowa nie układały się w żadną logiczną całość.
-Kto plotkuje o mnie i Corze? I jak to... rozglądam się za Hanią? To nasza współlokatorka, zachowuję się normalnie. - stwierdził uparcie, czepiając się w słów, które zaalarmowały go najmocniej. Kto śmiał opowiadać Kerstin takie rzeczy?! I... jak to, zachowywał się przy Hani jakoś... inaczej? Powiedziała jego siostrze o tamtym pocałunku sprzed kilku miesięcy? Chyba nie, prawda?
-Marcella pisała do mnie w sprawach wojennych - mógł wyjaśnić przynajmniej tą jedną rzecz, tylko w tej kwestii nie czując się winnym. Ale Gwen... -...a na weselu... wypiłem dużo, Gwen zresztą też, ale do niczego nie doszło i... czemu wypominasz mi to po kilku miesiącach? - pożalił się, rumieniąc się jak uczniak. To niesprawiedliwe.
Nie wiedział, czemu w ogóle się jej tłumaczy. Chyba tylko po to, żeby przestała płakać! Z zaaferowania zapomniał nawet, że uczepił się detali i nie doszedł do najważniejszych wyjaśnień - do uświadomienia Kerstin, że naprawdę chodzi na patrole i skupia się na wojnie, a nie na dziewczynach. Od czasu Astrid i Norwegii pogodził się z życiem starego kawalera i wcale nie skupiał się na dziewczynach... prawda? Hannah to... przyjaciółka, tak sobie to tłumaczył. Dziwną sytuację z Gwen spisał całkowicie na karb alkoholu i wesela. A Cora... o Corze lepiej zapomnieć.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Kerstin nie nosiła w sobie zadry związanej z brakiem magicznych mocy. Dzisiaj już nie, choć, co nietrudne do zrozumienia, nie było tak zawsze. Miała spokojne dzieciństwo, bezpieczne dzieciństwo, przez większość czasu szczęśliwe. Była jednak najmłodsza, dość miała czasu napatrzeć się na braci i siostrę, którzy może i nie mogli czarować w domu, ale z długich miesięcy pobytu w Hogwarcie wracali zawsze zaróżowieni z emocji, a w sierpniu praktycznie od pierwszego na ich ścianach wisiały kalendarze, na których kropkami i krzyżykami zaznaczali dni do wyjazdu. Kerstin tylko mamie zwierzała się z tego, że jest jej przykro, bo nie chciała, by ktokolwiek z nich myślał, że to z zawiści lub zazdrości. Cieszyła się ich radością, podobało jej się posiadanie tak wyjątkowej paczki rodzeństwa, po prostu jako nastolatka potrzebowała sporo czasu na pogodzenie się z faktem, że sama wyjątkowa nie jest. Głównym problemem pozostawała zresztą nie różnica między światem mugolskim a czarodziejskim, tylko to, że przez większość życia Kerstin nie czuła, by w ogóle miała rodzeństwo.
Nie miała przecież starszych braci w czasie roku szkolnego, gdy niektóre wredne dzieciaki sobie z niej drwiły (trójka rodzeństwa w szkole z internatem, to ty jesteś pewnie ta najgłupsza, co?), nie miała siostry, z którą mogłaby rozmawiać o kompletnie nieudanej pierwszej randce. Nie było ich, gdy dostała wyniki egzaminów ani gdy przyjęli ją na wymarzone studia. Nie odwiedzali jej w Londynie - jeżeli już się spotykali, to zawsze razem w rodzinnym domu.
Kerstin nietrudno było przekonać samą siebie, że nie ma do nich żalu, bo przez swoją cholerną empatię nie mogłaby nie zrozumieć, że ani Just ani Gabriel nie urodzili się po to, by niańczyć młodszą siostrę - mieli swoje własne plany, marzenia, swoje własne życie. Przyzwyczaiła się do ich nieobecności, do tego, że gdy wracali na wakacje to nie chcieli rozmawiać przy niej, że gdy później zaczęli swoje kariery w obcym dla niej świecie ich drogi niemal zupełnie się rozeszły. Bardzo późno dowiedziała się o tym, że Just interesowała się kiedyś medycyną albo o chorobie Mike'a.
Tak po prostu ułożyło się życie i nie miała problemu znosić tej małej, mdlącej wyrwy gdzieś na tle świadomości, dopóki nie straciła chyba najważniejszej i najukochańszej czarownicy w swoim życiu, czyli matki. Chociaż pani Tonks nie stosowała magii na co dzień, to późniejsze odesłanie przez rodzeństwo do Kornwalii - nawet i może z troskliwych pobudek - było dla niej jak symbol zupełnego zerwania więzi. Żyć z nieobecnym rodzeństwem, gdy miało się świadomość, że zawsze można do nich napisać - i że zapewne by odpowiedzieli - to było coś zupełnie innego niż rodzeństwo, które mogła stracić w każdej chwili tak, jakby nigdy nie istniało.
Łączyły ich więzy krwi, to musiało mieć znaczenie!
Czas, gdy pomagała Michaelowi w chorobie i te ostatnie tygodnie, gdy miała ich wszystkich każdego dnia na wyciągnięcie ręki, dały jej szansę poznać rodzinę od początku. Dopiero tutaj, w tym wyklętym przez wojnę domu, zrozumiała jak bardzo kocha każdego z nich, jacy są dla niej ważni.
Mdliło ją na myśl, że być może nie czuli tego samego - nie cieszyli się z jej obecności, ale cały czas uważali za jakąś... niedogodność, ciężar, dodatkowy obowiązek, który trzeba było wykonać dla zasady, ale bez żadnego uczucia. Nie, to po prostu nie mogło wyglądać w ten sposób! To niemożliwe, by z powodu magii przestali w niej widzieć siostrę! Gdyby to okazało się prawdą, Kerstin znienawidziłaby magię, a mając z nią coraz więcej styczności w domu i w pracy, wiedziała, że i to nie byłoby sprawiedliwe.
- Nie płaczę, bo chcę! - warknęła trochę bardziej ze złością niż smutkiem, chociaż łzy wciąż spływały potokiem po jej różowych policzkach. Przez szloch oddychała urywanie, co i rusz pociągała nosem, cała musiała wyglądać jak jedna wielka kupka nieszczęścia.
Słuchając tłumaczeń brata milczała, od czasu do czasu tylko zanosząc się czkawką. Z kieszeni kuchennego fartucha wyszarpnęła chusteczkę i ukryła w niej twarz, bo zaczynała wstydzić się łez, które nie chciały przestać lecieć. To, co mówił, brzmiało rozsądnie, a przynajmniej częściowo rozsądnie. Trochę śmiesznie, trochę dziwacznie, trochę żałośnie, no po prostu typowy brat. - Och, czyli jest jakaś Cora, tak? - zaatakowała najpierw, uczepiając się słówek. - Ty się nie interesuj, kto plotkuje. Nie plotkowaliby, jakby nie mieli o czym! I nie kręć mi tutaj oczami, bo widzę jak się odzywasz do Hani! Skoro jest jakaś Cora, to zostaw Hanię w spokoju, co ona ci biedna zrobiła? - Ścisnęła chusteczkę w pięści, a potem odetchnęła głęboko, żeby przestać się trząść.
Druga część wyjaśnień zdołała uderzyć w łagodniejsze struny jej charakteru. Tłumacząc się z pijackiego wyskoku Michael naprawdę brzmiał jak nastoletni chłopiec wywołany na środek klasy i Kerstin nie mogła się powstrzymać - również się zarumieniła. Racja, jakie miała prawo strofować go za picie alkoholu? Był od niej ponad dziesięć lat starszy, a to, że zachowywał się jakby było na odwrót... Powinna mu to wytłumaczyć spokojniej. Wyłożyć jasno i surowo, dlaczego nie podoba jej się, gdy pogrywa sobie z kobietami, nie tylko dlatego, że Kerstin personalnie je lubiła, ale przez fakt, że tak po prostu nie można. Taki miała od początku zamiar. Dlaczego właściwie zaczęła płakać? Popatrzyła na swoje małe dłonie, na których zebrało się kilka słonych kropelek.
A, no tak.
- Jak mam ci zaufać, skoro ty nie ufasz mi? - skrzywiła się, w piersi ją zapiekło. Może z tego wszystkiego dorobiła się dusznicy? - Miałam wrażenie, że jestem dla ciebie ważna. Że liczysz się ze mną. Ale ty w ogóle o niczym ze mną nie chcesz rozmawiać! Jak już się o coś pytasz, to tylko o jedzenie i sprzątanie. Wiem, że nie chcecie mnie wciągać w wojnę, ale Mike, ja mam dwadzieścia cztery lata! Jestem w stanie zauważyć, kiedy dzieje się z tobą coś złego! A przecież dzieje! - Znowu zaczęła szlochać, ale ciszej, spokojniej; to już nie był wodospad łez, co najwyżej górski strumyk. - Nie miałam wcześniej na myśli wesela, ale skoro już mi o tym przypomniałeś... Michael, picie to nie jest sposób na zwalczanie stresu. Wiem, że jest ci ciężko ale... - Pomachała ramionami w powietrzu, a potem nagle zerwała się z łóżka i podeszła do okna, przykładając sobie dłoń do szyi - Nie mogę oddychać. - powiedziała znacznie ciszej, wyglądając z boleścią na zewnątrz.
Dramatyczne uniesienie powoli z niej uchodziło. Teraz najchętniej zwinęłaby się w kłębek w kącie i siedziała tak do wieczora.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Zupełnie bezradnie spoglądał na zapłakaną i nieszczęśliwą siostrę, nieświadom, że jej żal jest tylko zaogniany wczorajszo-dzisiejszym kacem i latami rozczarowań. Bywał nieobecnym bratem, synem, przyjacielem. Od kwietnia próbował to naprawić, trochę nieudolnie, ale nie zdawał sobie nawet sprawy jak głęboko raniła Kerstin jego, ich nieobecność. Jak bardzo nadal ją rani szczera chęć ochrony, jak bardzo siostrzyczka może nie rozumieć, że zaradność i mądrość (bo tych nigdy jej nie odmawiał!) nie wystarczą w starciu z potęgą magii, a zwłaszcza czarnej magii. Jeśli miała z nimi pozostać, to czuł się zobligowany ją chronić, niczym alfa tego stada w stosunku do bezbronnych szczeniaczków. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że zarazem podświadomie odsuwał ją na bok - nie chcąc jej straszyć informacjami o wojnie, chowając przed nią (zresztą, w tej sypialni) numery Walczącego Maga, rozmawiając na tematy inne niż magia.
I, co zrozumiałe, inne niż kobiety! Wbrew pozorom, nie myślał o pięknych damach cały czas, a zwłaszcza nie podczas wojennych akcji ani nie w obecności swoich sióstr! Może obecność Hani w domu mocno to wszystko utrudniała, ale naiwnie zakładał, że radzi sobie w jej towarzystwie lepiej niż zimą, gdy jeszcze wierzył że wojny nie będzie i będą mogli żyć beztrosko i niż w kwietniu, gdy nieustannie martwił się o pannę Wright i podświadomie kwestionował jej decyzję pozostania w Londynie.
A patrzenie na ładną dziewczynę to chyba nie grzech!
Już chciał uspokajać Kerstin dalej, ale ona - zaskakująco, ciosem poniżej pasa! - wytknęła mu zarówno Corę, jak i Hanię i to w jednym zdaniu!
Może to naiwne, ale dotychczas nie myślał o nich... no, w jednym zdaniu. W sensie, wysyłał do Hani patronusa z domu Cory, ale tylko dawał jej znać że żyje i że jest u starej znajomej, chyba nie było w tym nic złego? A może było? Jeszcze tego mu brakowało, żeby przez siostrę zaczął kwestionować wszystkie swoje znajomości i podważać decyzje sprzed kilku miesięcy!
-Aaale... - wybąkał, zapędzony w kozi róg. -...tak to ludzie odbierają? Nie mogę nie pytać kto plotkuje, bo to...wstrętne pomówienia! Cora uratowała mi życie w maju, tak, zostałem u niej kilka dni, bo byłem ranny, dałem zresztą Wam znać co się dzieje, a teraz jacyś... ludzie wątpią w jej... honor i przyzwoitość? - wstyd zaczął ustępować złości na tych plotkarzy, na te świnie, które plotły takie podłości o porządnej i cudownej kobiecie, w dodatku przy jego najmłodszej siostrze!
-Niby jak się odzywam do Hani? - burknął, zaplatając ręce na klacie, teraz już obrażony na cały świat i w dodatku głodny i niewyspany. Najwyraźniej wszystko robił nie tak! -Hania coś ci mówiła? - zapytał trochę nerwowo, nie mogąc znieść myśli, że może wyszedł przy pannie Wright na idiotę. Jeśli tak, to Kerstin musiała mu powiedzieć, była jego młodszą siostrą! Więzy krwi i w ogóle. On też by jej wszystko powiedział, gdyby spytała o jego kolegów czy coś, ale na szczęście nie znała jego kolegów i nie był pewien, czy chciałby żeby poznała.
Chociaż jakby poślubiła jakiegoś zdolnego, bogatego, dobrego i miłego czarodzieja to byłaby szczęśliwa i bezpieczna - przemknęło mu przez myśl razem z niepokojącą wizją Kerstin w ślubnej sukni i z gromadką małych Tonksią...a nie, to już nie byłyby Tonksięta.
Brrr, szybko odgonił te dziwne myśli, przecież jego siostra była za młoda na mężczyzn i na takie rzeczy!!! Był nieobecny w jej życiu na tyle długo, że wygodnie przegapił fakt, że dorosła i interesowała się już mężczyznami. Właściwie to miał szczerą nadzieję, że w relacjach damsko-męskich okaże się mądrzejsza od niego - i najwyraźniej już była, skoro widziała i wypominała mu takie rzeczy.
I płakała, nadal tak strasznie płakała i nie mogła się uspokoić. Jej płaczliwe słowa uspokoiły za to jego, nagle uświadamiając mu, że problem wcale nie tkwi w Corze i Hani i w złośliwych plotkarzach.
Uświadamiając mu, że Kerstin faktycznie miała dwadzieścia cztery lata (bo trochę o tym zapomniał, albo to do niego nie docierało). W jej wieku aresztował już czarnoksiężników.
Nagle zrobiło mu się bardzo wstyd. Zagryzł lekko wargę, a potem wyciągnął ramiona i mocno przytulił młodszą siostrzyczkę.
-Przepraszam. - szepnął ze szczerą skruchą. -Chciałem cię chronić, ale nie powinienem cię... odpychać. - przyznał, smutny i zaniepokojony. Jak to nie mogła oddychać? -Jak to nie możesz oddychać? To coś groźnego? - na moment odsunął się od Kerstin, trzymając dłonie na jej ramionach i lustrując ją uważnym spojrzeniem. Powinien załować Just, czy można udusić się od łez?! Ale przed chwilą wytknęła mu nadmierną konsumpcję alkoholu, chyba nie byłaby taka złośliwa, gdyby coś się jej działo?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Zapędziła się, zaczynała pomału zdawać sobie z tego sprawę. Nawet jeżeli jej obawy były uzasadnione - bo były, pamiętała trochę, że wczoraj też o podbojach miłosnych Michaela rozmawiały! - to powinna podejść do sprawy spokojniej. Dać się bratu rozbudzić, z samego rana mało kto miał przecież siły, żeby się wdawać w tak uczuciowe dyskusje. Poniosły ją nerwy i żal i smutek i ból głowy, który odbierał chęci na cierpliwość i... och, zaczynała się wstydzić, a przecież to nie ona miała powody do wstydu! Chyba. Tak w każdym razie myślała, póki Michael nie zebrał się w końcu na tyle, by zacząć tłumaczyć.
- Uratowała ci życie? - wykrztusiła Kerstin przez łzy, czując zaciskającą się na gardle niewidzialną pięść. Jak to uratowała mu życie? Dlaczego ona o tym nie wiedziała? Dlaczego jej o tym nie powiedział? Gdyby wiedziała, to podeszłaby do tego inaczej i... - Mi tylko powiedziałeś, że się u niej zatrzymałeś po pełni. Nie mówiłeś, że byłeś tak okropnie ranny! - Schowała twarz w dłoniach. - Mike, uważaj na siebie! Ja tego nie przeżyję, jak ci się coś stanieeee - Znowu zaczęła wyć, więc żeby się uspokoić otworzyła okno i wychyliła się w nim, licząc na to, że czyste powietrze nieco ją otrzeźwi. Nie mogła na niego patrzeć, bo kiedy wyobrażała go sobie na skraju śmierci to od razu robiło jej się słabo.
- Tak, wyobraź sobie - powiedziała znacznie cieńszym głosem, jak zdeptana myszka. - Mówiła, że ją pocałowałeś.
Nie miała już zbytnio ochoty rozmawiać o kobietach, choć sama zaczęła ten temat. Teraz Kerstin była smutna i wystraszona, a pulsujący ból w skroniach wzmógł jej się do niewyobrażalnych rozmiarów. Obserwowała wybrzeże spuchniętymi od płaczu oczami, krzyżując ramiona jak obrażona siostra, gdy w rzeczywistości chciała po prostu złożyć się w sobie i zniknąć. Wróciła do rzeczywistości dopiero, kiedy Michael przyciągnął ją do uścisku. Nie protestowała, po prawdzie to bardzo na niego liczyła - chętnie owinęła wokół niego ręce, chowając twarz w twardej piersi i mocząc mu przód piżamy.
- Ja też przepraszam - wymamrotała, pociągając nosem, a potem bez namysłu wykorzystując rękaw brata do otarcia sobie twarzy. - Nie powinnam tak na ciebie naskakiwać, ale... nie rób tak więcej! Nie chowaj się przede mną! - Skrzywiła się, jeszcze kilka mniejszych łez spłynęło jej po policzkach. - Ja się cały czas boję, że wy mnie... mnie nie bierzecie na serio. Że któregoś dnia stwierdzicie, że jednak tu nie jestem potrzebna i będziecie mnie chcieli posłać w diabły. Gdzieś na drugi koniec świata, a-albo... - przytuliła brata mocniej. - albo w ogóle mnie wyrzucicie! A ja bym tak nie mogła, nie wiedzieć, co się z wami dzieje. Już bym wolała chyba siedzieć w Londynie w kanałach, jak na poprzedniej wojnie - Miała na myśli tę mugolską, której może i nie pamiętała, była wtedy dzieckiem, ale pracując w szpitalach stolicy to i owo słyszała.
Michael był od niej sporo wyższy, więc ciężko było mu dorównać, ale postarała się i stanęła na jego wielkich stopach, żeby wspiąć się do góry i pocałować go w czoło.
- Kocham cię bardzo - powiedziała, ocierając łzy, teraz już własnym fartuchem. - To jeszcze nie jest koniec tej rozmowy, ale już nie będę krzyczeć. Chodź, zjesz śniadanie. A potem mi opowiesz, o co chodzi z Corą, z Hanią... i z Gwen - Pokiwała głową sama do siebie. - Nie możesz jednej całować, drugą ciągle odwiedzać, a z trzecią tańczyć na stole. Dajesz im fałszywą nadzieję, to nie jest w porządku!
Odwróciła się, żeby dać bratu chwilę na ogarnięcie się, ale zanim zdążyłaby dojść do drzwi, zauważyła pod łóżkiem kawałek wystającego papieru. Korciło ją, żeby się schylić i zobaczyć, ale już raz czytała cudze listy i... no ale to nie wyglądało jak list, tylko jak gazeta. Czemu Mike chował gazety pod łóżkiem? Dziwaczne. Błyskawicznie, zanim mógłby ją powstrzymać, czy w ogóle zauważyć jej zainteresowanie, złapała jeden z numerów i zaczęła go kartkować.
Momentalnie zrobiło jej się gorąco - coś podobnego pokazała im wczoraj Justine, ale wtedy nie zdążyła się przyjrzeć. Wiedziała, że jej siostra jest ścigana przez złych czarodziejów, ale nie miała jeszcze okazji zobaczyć wszystkich tych listów ani wypisanego wyżej uzasadnienia.
- Skrajnie niebezpieczni? - przeczytała piskliwie. - Hania też tu jest? I Charlie? I pan Alexander? - Uśmiechnęła się z trudem i rzuciła gazetę na łóżko. - Trochę mało za nich liczą, ja bym dała dużo więcej. - Zmarszczyła brwi. - Ale co to dokładnie znaczy "szlama"? Już któryś raz to słyszę. Wiem, że to jest obelga, ale skąd ona się wzięła? Brzmi idiotycznie - Nie odrywała wzroku od gazety, zaciskając pięści i ledwo się powstrzymując przed tym, by ją rozszarpać na strzępy.
[bylobrzydkobedzieladnie]




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

O nie. Przytknął na moment palce do nasady nosa, przypominając sobie dlaczego nie powiedział Kerstin, że był ciężko ranny. Właśnie dlatego! Płakała rozpaczliwie i nie wiedział, jak sobie z tym poradzić! Wiedział, że martwiła się o nich, gdy mieszkała z tatą w Kornwalii - ale obawiał się, że widząc jak się narażają, będzie się tylko martwić coraz bardziej i bardziej.
-Kerstin, masz brata wilkołaka, zbiega, aurora. To nie do końca wybór, móc na siebie uważać. - odezwał się nieco ostro. Przed chwilą się kajał, więc nagłe zdecydowanie w jego głosie mogło przestraszyć siostrę, z czego od razu zdał sobie sprawę. Westchnął i podszedł za Kerstin do okna żeby położyć dłonie na jej ramionach.
-Byłem trochę ranny, może nie uratowała mi życia a... zdrowie. - lekkie kłamstwa nie są moralnie złe, prawda? -I uważam. Ale ty musisz być silna. Dla mnie, hm? Świadomość, że płaczesz i myślisz o tym co dawno temu mi się stało, w niczym nie pomoże. - poprosił łagodniej, przypominając jej o obietnicy, którą sama im zaoferowała. Że da radę z nimi mieszkać.
Na szczęście dla Kerstin, zaraz wypadł z rytmu autorytarnego starszego brata. Na słowa o Hani rozdziawił usta i bezradnie opuścił ręce, spoglądając na siostrę szeroko otwartymi oczami.
-Ja... ehm... tak mówiła? - wybąkał, nie potwierdzając ani nie zaprzeczając. -A... co jeszcze mówiła?! Kerstin, musisz mi powiedzieć, to ważne! - wypalił. Na szczęście siostra już się do niego przytulała, więc nie widziała (chyba) purpurowego rumieńca na jego twarzy. Jak to, Hannah powiedziała Kerstin o ich... o tamtym... ? -Kiedy ci to powiedziała? - Czyli o tym nie zapomniała, ale... to chyba niedobrze, że o tym mówiła? Z nikłego doświadczenia wiedział, że jeśli kobietom się podobało, to raczej o tym nie plotkowały.
Dawno się nie całował, może wyszło jakoś niezdarnie? Pewnie tak, szczególnie wtedy, gdy oblała go herbatą. Ugh.
Przynajmniej Kerstin skutecznie odciągnęła jego myśli od zażenowania, jakie obecnie czuł. Nie sposób było myśleć o własnym zaurocze...(co to właściwie było?) o sobie, gdy Kerrie tak rozpaczliwie płakała i mówiła takie rzeczy.
-Hej, hej, co? Nigdzie cię nie odeślemy ani nie wyrzucimy! - rozdziawił usta, odsuwając siostrę leciutko od siebie, ale tylko po to, by móc patrzeć jej w oczy. Musiała wiedzieć, że mówił szczerze, z głębi serca. -Jesteś naszą siostrą i martwimy się o ciebie. O siebie nawzajem. I... przepraszam, jeśli poczułaś, że coś przed tobą... chowam. Też cię kocham, Kerrie i dlatego czasem... myślę, że robię coś bo tak będzie lepiej, żebyś się nie zamartwiała... no, jak przed chwilą, ale może to bardziej moje tchórzostwo. - westchnął, dopiero wtedy uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Nagle uświadomił sobie, że płacz Kerrie nie był końcem świata i że być może milczał na wiele tematów, bo tak było mu wygodnie. Co najwyraźniej bardzo ją raniło.
Czas to zmienić. Nie miał co prawda zamiaru spowiadać się Kerstin, że swoich spraw miłosnych (bo, w Tonksowym uporze, uznał, że nie ma żadnych spraw miłosnych), ale mógł zacząć być z nią szczerym jeśli chodziło o wojnę. Dlatego całą siłą woli powstrzymał się przed wyrwaniem Kerrie "Walczącego Maga" i nerwowo pozwolił jej rzucić okiem na gazetę (w duchu dziękując za to, że nie trafiła na "Czarownicę" o krwi dziewic i Morganie Selwyn).
-Chyba od szlamu, brudu. - wzruszył ramionami, starając się zachować spokój. -Niektórzy czarodzieje uznają, że osoby bez czarodziejskiego rodowodu, bez czystej krwi, takie jak ja i Gabriel i Just... nie mają prawa do magii, że to niewybaczalna pomyłka losu. Dlatego nazywają nas szlamami, a takie talenty jak Just wywołują w nich płacz i zgrzytanie zębów. - nagle uśmiechnął się łobuzersko, usiłując pocieszyć Kerstin w tym wszystkim. Zresztą, nawet jego samego pocieszał talent Justine do metamorfomagii. -Dar naszej siostry do zmieniania swojego wyglądu jest bardzo rzadki i ponoć przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wielu czarodziejów jej go zazdrości, a to, że objawił się u kogoś z mugolskiej rodziny nie mieściłoby się im w głowie. No, ale niech jej sekret pozostanie jej sekretem, bardzo jej pomaga. Ja muszę zapuszczać brodę, żeby mnie nie poznali. - wzruszył ramionami, a potem nerwowo zerknął w swoje odbicie w okiennej szybie. -Kerstin, mogę cię o coś spytać? Jak... uhm, jak wygląda ta broda? Doradzisz mi przy śniadaniu um... w sprawie fryzury? - zagaił, przeczesując dłonią włosy. Bo chyba kryzys zażegnany i czas już jeść?

/zt x 2 :pwease:


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

26.07 trochę przypał, że w sypialni grasz tylko z młodszą siostrą rolling

Ostatnie dni nie były dla Kerstin dobre. Tak to w życiu bywało, że raz człowiek wspinał się na szczyty, a innym razem tkwił zagrzebany po pas w mule przez długie tygodnie. Po krótkim, ale wyjątkowo ciepłym początku lata, młoda Tonks miała takie właśnie wrażenie, że zsuwa się po równi pochyłej w kierunku czegoś naprawdę potwornego. Po wspólnej zabawie nie zostały nawet okruchy na tarasie, o to akurat solennie zadbała, ale od tamtej pory dostrzegała, że Michael, Justine, nawet Hannah z każdym dniem marnieją w oczach. W przypadku brata to nawet nie była przenośnia - chociaż dokładała mu podwójne porcje ziemniaków i mięsa, a do wyprawki na patrole dodawała słodkie ciastka z najprostszego, ale smacznego ciasta, co się rano nie witali to był jakiś bledszy, bardziej przygarbiony, z ciemniejszymi dołkami na przystojnej twarzy. Podejrzewała, że może to mieć związek z jego chorobą, ale nie chciała dopytywać, bo już kiedyś usłyszała, że nie, Kerstin, żadne twoje leki i zabiegi nie będą w stanie tego wyleczyć.
Co więc mogła? Wysilała się, żeby nikt nie musiał niczego robić w domu, nawet z pomocą tych ich zaklęć - szorowała blaty i plotła nowe firanki do salonu nawet po północy, a w kuchni dwoiła się i troiła, żeby wszyscy jedli solidnie. Tyle, że nie zawsze było z czego zrobić ten pełnowartościowy obiad, więc w którymś momencie jedzenie dla siebie zaczęła robić osobno i jeść je szybko, żeby nikt nie widział, że sobie zostawia zawsze najmniej.
Ja już jadłam, o to się nie martw. Musiałam zjeść wcześniej, mam trochę roboty na ogródku.
Michael nie musiał wiedzieć, że Kerstin od ponad tygodnia nie jadła żadnego mięsa, bo wszystko oddawała jemu. Przeczuwała, że mógłby się z tym czuć źle, a naprawdę nie miał powodu - dla niej to nie była żadna strata, a oni wszyscy każdego dnia musieli mierzyć się z wojną. Chociaż tyle mogła dla nich zrobić, że nie zabierali się za to głodni.
Pod koniec lipca wstała wcześnie, żeby upewnić się, że zanim wyjdzie do pracy, na każdego będzie czekać torebka ze śniadaniem, że podłoga w kuchni będzie czysta, a przy kominku stać drewno. Rozpalać nie zamierzała, okropnie bała się ognia i za każdym razem miała z tyłu głowy straszne przeczucie, że podpali dom i ich wszystkich zabije. To więc zostawiała bratu, ale zanim spakuje torbę do lecznicy, przejdzie się jeszcze po pokojach, poodsłania zasłony i otworzy okna, żeby naleciało świeżego powietrza.
Zwykle nie schodziło jej na to wiele czasu, ale dziś na schodach natknęła się jeszcze na Toma.
- Och, Tom, czemu wstałeś tak wcześnie? - zapytała troskliwie, łapiąc go delikatnie pod brzuszkiem i przytulając do piersi. Nieszczególnie to lubił, ale skoro go karmiła, to musiał ją czasami znosić. - Masz już umytą miseczkę. Jesteś głodny? No chodź tu do mnie, chodź - gaworzyła słodkim głosem, drapiąc go za spiczastymi uszkami. - Śniło ci się coś dobrego?
Patrzyła w jego wielkie ślepka, nie spodziewając się usłyszeć odpowiedzi. Ta jednak nadbiegła, choć nie od strony kota, tylko...
- Nie, czekaj! - Przeciągły krzyk, prawie wycie, dobiegające z piętra tak przeraziło Toma, że rozłożył łapki i rzucił jej się na twarz, zostawiając na policzku krwawiącą szramę. - No wiesz ty co... - wymamrotała z załzawionymi oczami, ale pozwoliła mu wdrapać się na jej bark i tam ochronnie objęła. Zawahała się na krótki moment, niepewna, czy może z samego rana tak wchodzić komuś do...
Ale krzyki się nie urwały, a ona nigdy nie miała cierpliwości do słuchania bólu swojej rodziny, więc bez myślenia pomknęła po schodach i odważnie weszła do pokoju brata.
Zatrzasnęła drzwi kopniakiem i ostrożnie odstawiła Toma na podłogę, na co ten zaczął biegać szaleńczo z kąta w kąt, by ostatecznie ukryć się pod szafą. Kerstin na to nie patrzyła, po sekundzie już ściskała brata za ramiona, chociaż próbował się wyrywać i był znacznie silniejszy.
- Mike! Mike! Michael, proszę, musisz się obudzić! To był tylko sen! Zły sen! - mówiła kojąco, choć głos załamał jej się na widok stanu, do jakiego doprowadził Michaela zwykły koszmar. Nie, to nie mogło być nic zwykłego. - Ciii, jestem tutaj. Już jest dobrze. Jesteś bezpieczny.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

26.07

Wciąż w pełni nie dobudził się z koszmarnego snu, a pod zaciśniętymi powiekami widział krew. I szeroko otwarte, puste oczy - na twarzy kobiety, którą właśnie przemienił, a która - na jawie - torturowała go czarną magią i przebudziła w nim wilka. Od tamtego dnia minął już ponad tydzień, od pełni kilka dni, Michael był już na chodzie, zdążył już nawet wybrać się na misję w Londynie z Marcellą. Większość nocy spędził zabezpieczając tory kolejowe, wrócił do domu po północy i od razu zapadł w głęboki sen. Głęboki, ale nie spokojny.
Choć usiłował zapomnieć o ostatnich, potwornych wydarzeniach, to podświadomość mu nie dawała. Tym razem sen przypomniał mu o jego największych lękach - o wyniszczeniu Anglii wojną, o utracie Just i Hani i jeszcze gorszym losie, który spotkąłby Kerstin, o całkowitej przemianie w bestię. Tyle, że w swoim śnie, wcale nie czuł się źle w skórze wilka. Czuł się silny, czuł się wspaniały, zjednoczony ze swoim dzikim ja.
A przecież akceptacja tego stanu była jeszcze bardziej przerażająca, niż walka z samym sobą.
Zdawał sobie sprawę z grozy sytuacji, ale wciąż nie był w pełni świadomy, że to tylko sen - wciąż widział krew i czarne oczy, i czarne włosy, takie jak Hani, a w uszach dźwięczało mu imię Cory, którym przedstawiła się nieznajoma. Nie rozumiał... Zawył z bezsilności, chcąc cofnąć swoje kły, cofnąć swoje czyny, nie widzieć krwi, ale nie wiedział jak. Tym bardziej, że zabita przez niego kobieta  nagle wstała, chwyciła go za ramiona, zaczęła przemieniać się w wilczycę...
-Nie! - jęknął żałośnie, nie chciał jej tego zrobić, ani nie chciał skazać tego świata na kolejnego potwora... Spróbował się wyrwać, a ona mówiła, że są bezpieczni, że to tylko sen...
Jaki sen...?
Otworzył oczy, łapczywie zaczerpując powietrza, brakowało mu tchu. I zobaczył Kerstin. Jasne włosy, nie kruczoczarne. Zatroskaną twarz własnej siostry, a nie tamtej demonicy.
Kerstin żyła, nic się jej nie stało.
-Kerrie... - opuścił ramiona, spoglądając na nią z niedowierzaniem, bezradnie. Wziął głęboki wdech, zobaczył pościel.
-To był tylko sen? - upewnił się, rumieniec wstydu wpełzł mu na policzki. Ale serce nadal biło z przerażeniem, chaotyczne myśli nadal nie mogły się uspokoić. Dlaczego w swoim śnie był potworem...?
Co, jeśli na jawie też był potworem...? A pragnienie ujrzenia wilczycy u swojego boku wcale nie było tylko losowym elementem tamtego koszmaru?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Przez krótką chwilę obawiała się, że nie będzie w stanie uspokoić Mike'a - nawet świeżo po przebudzeniu, na wpół zawinięty w kołdrę i oszołomiony, był od niej dużo silniejszy. Za każdym razem kiedy próbowała schwycić go za barki, nawet za przedramiona, i tak się wyrywał, a bała się włożyć w uścisk więcej werwy, żeby nie zostawić mu śladów po paznokciach, czy - co gorsza - sprowokować do tego, by zawalczył silniej i ją przypadkiem uderzył. Nie obawiała się jakoś nadzwyczaj dostać po łapach, ale od razu dostrzegła, że brat nie jest w tym momencie sobą. Na pewno miałby wyrzuty sumienia, gdyby coś przypadkiem zrobił, nie chciała dodawać mu zmartwień, zwłaszcza, że to by była jej wina, że nie odpuściła.
Kerstin zdecydowała się więc zachować rozsądniej i na krótki moment rozluźniła palce, odsuwając się nieco i dając mu czas odzyskać świadomość otoczenia. Warga drżała jej przy tym ze smutkiem, bo najbardziej to by go chciała przytulić. Ostatnim razem widziała swojego brata jęczącego i na skraju łez wtedy, gdy szukał u niej pomocy po złapaniu choroby. Wtedy podobnie jak teraz nie miała pewności, co może zrobić, by ulżyć mu w bólu. Ale na pewno spróbuję. Wszystkiego, co w mojej mocy.
Wymamrotane imię - swoje własne - uznała za znak tego, że Michael się już trochę uspokoił, a przynajmniej nie będzie się dłużej wyrywał. Nie zwlekała więc, tylko wdrapała mu się do łóżka, przyklęknęła obok i przygarnęła go mocno do siebie, oplatając chudymi rękoma za szyję i całując w czubek głowy.
- Tak, to był tylko koszmar, nic więcej. Jesteś bezpieczny - powtórzyła po raz drugi, akcentując mocno sylaby i gmerając w kieszonce fartuszka. Zazwyczaj miała przy sobie chociaż jedną haftowaną chusteczkę i tym razem nie było inaczej. Podetknęła ją Mike'owi pod nos, żółtą i wyszywaną w małe, czerwone motyle. - Już jest dobrze. Obiecuję, że jest.
Drgnęła, gdy spod komody dobiegło ich przeciągłe, wrogie prychnięcie. No tak, Tom. Zazwyczaj był jej oczkiem w głowie, ale gdy usłyszała Michaela krzyczącego, zupełnie zapomniała, że przyszła tutaj z nim. Pokręciła głową z niezadowoleniem. Czy ta dwójka się nigdy nie polubi? Wiedziała, że będzie musiała potem porządnie wygłaskać Toma za to, że go tak zdenerwowała, ale to później. W tym momencie Michael potrzebował jej zdecydowanie bardziej. Dalej drżał wyczuwalnie, więc żeby go jakoś uspokoić, zaczęła z czułością przesuwać palcami po jego włosach, zupełnie ignorując ten uroczy rumieniec.
Nie było się czego wstydzić. Nawet wilk się czasem bał.
- Masz ochotę o tym porozmawiać? - zapytała cicho, bez nacisku, choć po prawdzie to była ciekawa, co mogło doprowadzić silnego brata do takiego roztrzęsienia.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Uśmiechnął się jakoś smutno. Może po ostatniej rozmowie przestał świadomie bagatelizować Kerstin, ale... co jego młodsza siostrzyczka mogła wiedzieć o bezpieczeństwie, co mogła mu obiecać? Nie ochroni go przecież przed potworem w jego wnętrzu, nie chciał nawet, aby o nim wiedziała.
Słusznie, chyba nie chciałaby słuchać o naszych snach erotycznych.
Nie, to był przecież koszmar, a nie...ugh, jakich naszych?!
To jego głowa, nikogo... niczego innego.
Zacisnął palce mocniej na kołdrze, próbując skupić się na słowach Kerrie, a nie na szumie w swojej głowie. Może i same słowa nie były pomocne, ale jej ciepły i uspokajający ton już tak.
-Która godzina? Obudziłem cię? - spróbował jakoś usytuować się w rzeczywistości, zapomnieć o tamtym, wyśnionym świecie.
Zerknął w stronę komody, zaalarmowany prychnięciem. No tak, Tom zawsze go nie lubił i chyba nie miało się to zmienić.
-Może go stąd wypuścmy? - zaproponował przezornie, widząc zamknięte drzwi.
Niech zostanie, pachnie apetycznie.
Wypuścił powietrze nosem i postanowił oddychać ustami. Nieobecnie wziął od Kerrie chusteczkę, ale czemu mu ją dawała? Chyba... się nie rozkleił, ani nic? Ugh.
Może i nie naciskała, ale i tak poczuł się zobligowany wyjaśnić. Nie powinna się martwić.
-To tylko skutki uboczne... takiego zaklęcia, którym ostatnio dostałem. - wyjaśnił Kerstin i sobie. Te sny to efekt Cruciatusa, nic więcej. Na pewno.
-Przejdzie mi. - pokrzepił Kerstin i siebie. Uśmiechnął się blado. -Nie ma się czym przejmować... i nie mów Just, nie chcę jej martwić. - poprosił naiwnie, był tak niewyspany, że zapomniał, że niektóre prośby lepiej przemilczeć.
Zamilkł na moment, wciąż czując niewidzialny ciężar na swoich barkach. Wyznanie, nieco nieszczere, wcale nie pomogło.
Westchnął ciężko, podciągając kolana pod brodę.
-Kerrie, co... jeśli... - umknął wzrokiem gdzieś w stronę szafy, spod której znów dobiegło ciche prychnięcie. Tom chyba poczuł się zagrożone. -...jeśli, to, co męczy mnie w pełnie, cały czas tam jest, ale... uśpione? To miałoby w ogóle... medyczny sens? Na pewno nie, prawda? - tak, jak nie miało sensu pytanie charłaczki o sprawy wilkołaków, ale to nic. Chyba chciał pocieszyć sam siebie - a przed kimkolwiek innym wstydziłby się otworzyc.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Sypialnia Michaela

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach