Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Sypialnia Michaela
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Sypialnia Michaela


Męska, czyli skromnie urządzona sypialnia - z półką uginającą się od książek, wygodnym łóżkiem i widokiem na wrzosowiska Kornwalii.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down


Kerry czuła, że jeszcze nie jest w porządku. Choć starała się jak mogła czarować rzeczywistość słowami, to gdyby nawet nie nieomylne siostrzane przeczucie, widać było jak na dłoni, że Mike nadal jest roztrzęsiony, pobladły i... smutny. I ten smutek zdawał się Kerstin najgorszy. Zrezygnowanie, przychodzące z czasem, gdy opadły największe, najgorętsze emocje - a potem zostawało najdłużej i najtrudniej było się z niego wyplątać.
- Wcześnie - wymamrotała, przyciągając go bardziej na siebie, chociaż był spocony po śnie i właściwie to już prawie na niej leżał i gniótł jej wyprasowany fartuszek. To nic. Najwyżej pójdzie w pogniecionym. - Nie martw się, nie spałam już. Przygotowałam wam śniadanie na drogę. I przyniosłam drewno do kominka, żebyś nie musiał chodzić. - Tego, że powinna zaraz wychodzić do lecznicy nie dodała. Jeżeli się spóźni, to się spóźni, to nie tak, że była tam najważniejszym pracownikiem, a brat potrzebował jej dziś rano wyjątkowo. - Masz ochotę na herbatę? Albo...
Urwała, dostrzegając, że Tom wygrzebał się spod komody i teraz zbliżał się do łóżka groźnie, na przykurczonych nóżkach, powoli wywijając miękkim ogonem, jakby szykował się do ataku. Ale na kogo? Odpowiedź dostała praktycznie od razu, gdy jej mała czarna kuleczka, jej czarny pan, obnażył ostre ząbki i syknął na Mike'a przeciągle, przystając blisko łóżka.
- Hmmm, może będzie trzeba - wymamrotała w odpowiedzi, nieszczególnie mając ochotę się ruszać. Całkiem już rozwichrzyła Michaelowi włosy, ale miała nadzieję, że może go to choć trochę uspokaja. - Coś się stało? Ciężko ci się oddycha? - zapytała lekko spanikowana, gdy zauważyła, że brat przestał oddychać normalnie przez nos.
Zadrżała i przełknęła ślinę, gdy usłyszała o... zaklęciu. Czy powinna dopytywać? Czy w ogóle chciała znać pełną odpowiedź? A może brat musiał się komuś wygadać? Powinna być silna.
- Okej, nie powiem - odparła cienkim głosikiem, przejmując z rąk Mike'a chusteczkę i zaczynając samodzielnie przecierać mu spocone czoło. Ściskał ją w palcach, jakby nie był do końca pewny, co z nią należy zrobić.
Odsunęła się, dając mu przestrzeń, gdy podciągnął kolana pod brodę. Chociaż był najstarszy z nich wszystkich, wyglądał teraz bardzo chłopięco. Kerstin natomiast zaciskała drżące ręce na kolanach i robiła wszystko, by utrzymać ciepły uśmiech.
Zacisnęła na moment usta, słysząc trudne pytanie, a potem przez kilka chwil w milczeniu głaskała Toma, który ni z gruszki ni z pietruszki zdecydował się wskoczyć jej na kolana. Zaciskał teraz pazurki mocno na jej sukience i patrzył na Michaela uważnie, trochę nawet wrogo. Ech, te koty.
Nie wiedziała, jak ma odpowiedzieć. Chociaż znała się na wielu chorobach, nikt nigdy nie kazał jej się uczyć... ani mierzyć z czymś tak oderwanym od świata, w którym żyła. I chociaż nie byłaby w stanie wskazać w tym żadnego medycznego sensu, wniosek uformował się sam.
I gdy tylko słowa opuściły jej usta, od razu poczuła, że ma rację.
- Michael... - urwała, pokręciła głową. - Jestem pewna, że nie ma w tobie niczego uśpionego. Mówiłam ci to już kiedyś, mówię jeszcze raz. Nie jesteś potworem. Nie byłeś nigdy i nigdy nie będziesz. - Wyciągnęła dłoń i złapała brata za rękę, ściskając pokrzepiająco i ignorując wiercącego się Toma. - Jesteś po prostu chory. To jest... choroba przewlekła z okresami nawrotów indukowanymi pełnią księżyca - wyrecytowała, bo tak to sobie kiedyś w myślach nazwała. - Chyba nie myślisz... nie możesz myśleć, że jesteś przez to mniej człowiekiem. Zmieniasz się po prostu w wilka raz w miesiącu, nic więcej. Jesteś moim starszym bratem, nawet jako ten wilk. Zawsze się przy tobie czuję bezpiecznie - podkreśliła, a potem odstawiła Toma na skraj łóżka, bo zaczynał boleśnie przebijać się łapkami do skóry jej kolan. - Może zacznę ci suszyć zioła i parzyć na wieczór, co? Żeby ci się lepiej spało? Myślisz, że to pomoże? - zagryzła wargę. Było jej niesamowicie przykro, że tyle zaklęć i magicznych przypadłości w ogóle nie reagowało na znane przez nią i od lat stosowane remedia.

co tam z kitku
1. Tom, w przeciwieństwie do Kerry, nie czuje się bezpiecznie przy Mike'u, więc rzuca mu się na stopę (trochę jest za malutki, żeby próbować gdzie indziej)
2. Tom dostaje ataku paniki na łóżku wilka i zaczyna biegać wte i wewte, szarpiąc pazurami pościel
3. Tom siedzi spokojnie i dalej patrzy na wilka krytycznie; jego wzrok mówi "jeden niewłaściwy ruch, a pożałujesz"
4. Tom zeskakuje z łóżka i chowa się pod nim
5. Tom wraca na kolana Kerstin i nie daje się zrzucić; nie ma opcji, że ją zostawi samą w obliczu wilka
6. Tom podbija do wilka i zaczyna go dokładnie obwąchiwać po rękach, żeby się upewnić, że nie pachną sierścią

[bylobrzydkobedzieladnie]




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all


Ostatnio zmieniony przez Kerstin Tonks dnia 22.10.20 0:26, w całości zmieniany 2 razy
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Kerstin Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sypialnia Michaela - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

-Nie musisz przygotowywać drewna, jest ciężkie... - zaprotestował odruchowo, przecież to jego męski obowiązek, aby narąbać drwa (przynajmniej za to Kerrie się nie brała) i przynieść je do salonu. W głębi duszy zrobiło mu się jednak jakoś ciepło i miło, że odciążyła go dzisiaj w tym obowiązku. Poranek był chłodny, słońce jeszcze nie wzeszło, a on nadal miał dreszcze po tym okropnym śnie.
-Możemy się napić herbaty. - uśmiechnął się blado, zezując jednym okiem na Toma. Zrobiło mu się trochę przykro.
Głupi, podły kot, tak ci się odwdzięcza za dach nad głową, powinieneś go kopnąć.
Wzdrygnął się lekko, to przecież nie wina Toma, że czuje...
Nieważne.
Co, jaki oddech? Zmarszczył lekko brwi, speszenie kryjąc za nerwowym uśmiechem.
-Wszystko w porządku, pewnie źle mi się spało. - skłamał, czując na sobie oskarżycielski (nie no, koty nie rozumieją ludzkich słów ani myśli, na pewno mu się wydaje!) wzrok Toma, który usadowił się na kolanach Kerrie. Szkoda, było całkiem miło, gdy siostra pomogła mu z tą chusteczką, a teraz kot zbudował między nimi niewidzialny dystans. Michael zresztą też, odgradzając się mową ciała i stawiając siostrę w niezręcznej sytuacji. Just pewnie powinna wiedzieć, ale... nie chciał nikomu mówić. Przy Kerrie jakoś samo tak wyszło, ona nie miała pojęcia czym jest Cruciatus, jej nie zaniepokoi to tak, jak innego czarodzieja.
Spuścił wzrok, mocniej chwytając się dłoni Kerstin, jak kotwicy. Po prostu chory.
Chciałbyś w to wierzyć, prawda?
-To klątwa, nie choroba. Przynajmniej tak rozumieją to czarodzieje. - szepnął, a potem przygryzł wargę. Był czarodziejem, wierzył w to co oni. Ale był też mugolakiem, przez pierwsze jedenaście lat życia nawet mugolem, a dzisiaj... dzisiaj łatwiej było mu wierzyć w mugolską, racjonalną interpretację świata. Choroba.
W głębi duszy doskonale wiedział, że to nieprawda, ale słowa Kerstin i tak przyniosły mu jakąś ulgę.
Tak samo jak krew przeciwników, ona też przynosi ci ulgę.
Cofnął się wspomnieniami do wioski Tinworth, do zapachu ognia i krwi łowców szlam. To nie on rzucił wtedy Lamino, tylko tamta dziewczyna o azjatyckich rysach twarzy, ale satysfakcja była jego. A potem... potem w Surrey...
Nie, nie myśl o Surrey.
W Surrey chętnie oddałeś kontrolę mnie.
Zacisnął mocno powieki, ale potem otworzył je gwałtownie - w ciemności wciąż miał przed oczyma obraz tamtej kobiety z Surrey i z własnego koszmaru. Widok krwi osób, które zabiła. Zabili. Był tam, powinien temu zaradzić, powinien uratować chociaż tamtą ranną mugolkę...
-Co jeśli jestem...? - wyszeptał bezradnie, nie orientując się nawet, że wypowiedział te słowa na głos. Nie w pełni człowiekiem...?
Ze wstydem utkwił spojrzenie gdzieś w pościeli, omijając wzrokiem i Kerrie i Toma.
-Kiedyś też mówiłem sobie, że to tylko raz w miesiącu, że to nic takiego, zresztą eliksir tojadowy pomagał... a teraz, odkąd wybuchła wojna... mam wrażenie, że tylko się okłamuję. - wyjaśnił z trudem, obejmując kolana ramionami. Uparcie uciekał wzrokiem, ale Kerrie mogła rozpoznać na jego twarzy wyraz zagubienia podobnego temu, które widziała u leczonych przez siebie mugolskich weteranów. Za dużo krwi, za dużo przemocy, za dużo poczucia winy.
-Och. Racja. Pewnie zioła pomogą. - przyznał, w końcu Vincent proponował mu to już w kwietniu. Wtedy miał jeszcze zapas eliksirów nasennych z Munga, ale te dawno się skończyły. Może faktycznie nie powinien chodzić spać bez żadnej pomocy, nie ufał już swoim snom.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Z ust Kerstin wyrwał się zduszony dźwięk, brzmiący pośrednio między chichotem i westchnięciem niezadowolenia. Ten to zawsze do jednego wracał, nawet wtedy, kiedy sam potrzebował pomocy najbardziej, kiedy to jego dopadały koszmary. Nie dźwigaj, nie przemęczaj się, nie rób, nie wychodź, bądź bezpieczna. Pokręciła głową z rezygnacją, ostatni raz odgarniając mu troskliwie grzywkę z czoła. A co z twoim bezpieczeństwem, braciszku? Jak długo jeszcze będziesz udawał, że tobie go nie potrzeba?
- Nie jest wcale takie ciężkie - wyznała pozornie lekkim tonem, poprawiając wygnieciony fartuszek. - A herbatę zaraz pójdziemy zrobić. Taką dobrą, z miodem lipowym. I mogę ci na świeżym chlebie zrobić kanapki z powidłem, wczoraj rano piekłam.
Westchnęła, gdy zaczął się znowu wykręcać. To oczywiste, że się nie wyspał, skoro dręczyły go straszne wizje. Według Kerstin powinien się jeszcze później położyć, obawiała się jednak, że zrażony koszmarami może nie być w stanie zasnąć.
Przez jakiś czas siedzieli obok siebie w milczeniu, bo ani ona nie wiedziała, co ma dodać, ani Mike nie wydawał się chętny rozwijać, co widział. Może tak było lepiej, może czasami wystarczało być a nie wiedzieć. Sięgnęła dłonią po jego rękę i ścisnęła pocieszająco, nie puszczając, dopóki Tom nie wskoczył jej wojowniczo na kolana, wpijając się pazurami w skórę. Syknęła cicho i złapała go z dużą delikatnością, ale nie chciał dać się zrzucić, więc odpuściła i poklepała go pieszczotliwie po głowie, ignorując wrogi sposób, w jaki kociątko przyglądało się Mike'owi.
- Klątwa, nie-klątwa - wymamrotała, rumieniąc się. - Wiesz, że ja tak średnio rozumiem, czym jest klątwa. Tyle tylko, ile jest oczywiste. Ale jak na moje, to naprawdę się wcale nie różni od choroby. Nawet jeżeli mógłbyś mieć z tego powodu koszmary... albo wahania nastroju w ciągu dnia - Wzruszyła ramieniem. - To nie jest nic niepoznanego. Różne są choroby, nie wszystkie tylko w ciele. A jak to są choroby przewlekłe, to nigdy nie jest tak, że nie mają żadnego efektu na głowę.
Pokręciła głową i wychyliła się znów, chwytając Michaela mocniej za ramię i podnosząc się z łóżka. Tym razem Tom nie miał wyjścia, musiał zeskoczyć na ziemię, choć pewna była, że zostawił jej pod sukienką brzydkie szramy. To nic, miał małe pazurki, niewielka z tego krzywda. Gestem pokazała Mike'owi, że czas zbierać się z łóżka. Tu i teraz, natychmiast. Podeszła do okna i otworzyła je na oścież, wpuszczając do środka słońce i ciepłe, morskie powietrze.
- Nie jesteś. Nie i koniec. Zabraniam ci tak myśleć. Rozumiesz? Zabraniam. - Skrzyżowała ramiona na piersiach, ale wciąż więcej w tym było smutku niż stanowczości. - Michael, proszę cię. Zmagasz się z ciężką chorobą, wiele ostatnio przeżyłeś. Teraz jeszcze wojna, codziennie się stresujesz, czujesz się za to wszystko, za nas, odpowiedzialny. - Z drżeniem wciągnęła powietrze przez nos. - Masz prawo czuć, jakby cię to przytłaczało. Masz prawo się bać. Odpocząć, czasami. - Podeszła do niego znów i mocno złapała za policzki, żeby nie miał wyjścia, tylko spojrzał jej w oczy. - Ja już nie pracowałam za dużo z takimi ludźmi, ale moje mentorki mi opowiadały, że po pierwszej i drugiej wojnie światowej mieli masę ludzi, żołnierzy, którzy samych siebie uznawali za potworów. Nie mogli spać, nie mogli jeść, cały czas do nich wracały te wszystkie rzeczy, których doznali. To się nazywa stresem powojennym. Pourazowym. - Zamrugała, żeby powstrzymać łzy, które same napłynęły jej do oczu. Zabrała rękę i niezdarnie otarła je rękawem. - Teraz to nie jesteśmy po, tylko w trakcie wojny. Ale kiedyś będzie dobrze. Zobaczysz, że będzie. - Odsunęła się, podniosła kota i przytuliła go mocno do siebie.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Uśmiechnął się blado, gdy świeży chleb z powidłami zaczął dominować w jego wyobraźni nad ponurymi wizjami z sennego koszmaru.
-Dobrze, że tu jesteś, Kerrie. - wydusił, sięgając po dłoń siostry. Nie umiał jej okazać wdzięczności inaczej niż gestem, ale miał nadzieję, że zrozumie ile jej troska znaczy dla niego, dla nich wszystkich. Niczym promyczek słońca, wnosiła w ich życie trochę normalności i radości, zajmując się prozaicznymi sprawami, na które im brakowało czasu - i ani razu nie narzekając na wojnę, nie zdradzając strachu. Może i nigdy nie sięgnie po silną magię, ale czasem wydawała się silniejsza od wszystkich.
-Daj spokój, rozumiesz więcej, niż ci się wydaje. - odruchowo przewrócił oczyma, co dla Kerstin było w sumie dobrym sygnałem. Przynajmniej wracał do siebie i nie spoglądał już z lękiem za okno, jakby widział tam przerażające zjawy albo czarną mgłę.
-Klątwa to nie choroba, powstaje z czarnej magii. A ta... ta jest wyjątkowa, może zmutowana przez wieki, czy coś. Nie da się jej zdjąć i jest zaraźliwa. Musi współistnieć z magią, bo tylko ugryzieni czarodzieje stają się wilkołakami, każdy inny... - przełknął ślinę, odwrócił wzrok. Każdy ugryziony mugol umiera. Przygryzł policzek, niepewny, czy siostra zrozumie jego dramat i obecną odrazę do samego siebie. Z tego, co czytał o likantropii, wynikało, że wraz z ugryzieniem zagnieździła się w nim nie tylko wilcza natura, a jakaś ciemność. A przecież jako auror poświęcił całe życie na walkę z siłami ciemności!
-Jakie choroby mają efekt na... głowę? - zmienił temat w pół zdania, spoglądając na Kerstin z pewnym zaskoczeniem i podejrzliwością. Dlaczego mówiła mu coś... o głowie? Przecież nie przyznał się, że dwa tygodnie temu widział duchy, że słyszał w swojej głowie cudzy warkot, że zachował się jak nie on. To przez Cruciatusa, na pewno. To ustąpi. Musi. Nie znał się na chorobach ducha, jedynym, co uznał w sobie za nienormalne była reakcja na Klątwę Niewybaczalną. W swojej dumie i ślepocie nie zauważył nawet, że sama jego reakcja na ugryzienie była czymś więcej niż żalem i poczuciem winy.
Przez prawie rok, dopóki nie usłyszał o badaniach nad eliksirem tojadowym, z najwyższą trudnością wstawał z łóżka, nie miał apetytu (ale to pewnie przez osłabienie organizmu, typowe dla wilkołaków), nie miał ochoty widzieć się z rodziną, nie miał ochoty na nic. Nie mogąc wznieść się ponad własny smutek, nie widział w tym wtedy nic dziwnego - ale Kerstin mogła doskonale pamiętać tamte ponure miesiące, gdy Michael odtrącał od siebie wszystko i wszystkich i w ogóle nie zachowywał się jak jej brat.
-Nic mnie nie przytłacza! Jestem aurorem, byłem szkolony... właściwie do wojny. - przerwał Kerstin stanowczo, ale w jego oczach błysnęła niepewność. -Po prostu... - dodał spokojniej, wypuszczając powietrze z ust. -Kilkanaście dni temu trafiłem do jednego domu tuż po tym, gdy jakaś psychopatka wymordowała tam całą rodzinę. Gdybym był tam wcześniej... - głos mu się załamał, odchrząknął więc nerwowo. -A podczas Bezksiężycowej Nocy ocaliliśmy w Londynie niektórych, ale nie mogliśmy pomóc wszystkim. Skąd mam wiedzieć, czy robię dostatecznie wiele? - wina przygniatała go coraz mocniej, a wyrzuty sumienia były bardziej skomplikowane niż chęć pomocy i bezczynność. Przeżył atak wilkołaka, a zginęło wtedy dwoje dobrych ludzi. Żył dalej, choć Skamander i Carter polegli już w walce. Ile zostało mu czasu, jak powinien go wykorzystać? Dlaczego on nadal się trzymał, potwór w ludzkiej skórze, a ginęło tak wielu?
Na moment pochłonęły go własne demony, ale łzy siostry były dobrym sygnałem alarmowym. Czas się otrząsnąć.
-Nie smuć się, Kerrie. Poradzę sobie. - nie będę ci się zwierzał, jeśli będziesz płakać. -Opowiedz mi więcej o tych żołnierzach... - nie do końca wierzył w te jej dziwne opowieści o jakimś stresie pouracośtam, ale rozmowa o jej pracy wydawała się dobrą zmianą tematu.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Niby tylko parę słów, a jak olbrzymi miały wpływ na samopoczucie Kerstin. Naprawdę nie potrzebowała więcej niż tylko usłyszeć od czasu do czasu, że jest potrzebna, że ktoś docenia jej obecność, że jednak daje radę poprawiać rodzinie humor, nawet jeżeli w najmniejszym zakresie i na ulotne chwile. Uśmiechnęła się słabo, ściskając brata mocno za dłoń. Jedno jedyne zdanie zapewniło jej taki zastrzyk energii, że przez moment pewna była, że wszystko naprawdę zmierza ku dobremu, że dzisiaj poradzą sobie z każdym problemem. Musiała jednak pohamować ten entuzjazm, zatrzymać rozpędzone myśli - cieszyć się na zapas było w tych czasach złych pomysłem.
Najważniejsze, że Michael nie był już tak poszarzały i przerażony. Może za jakiś czas zapomni o koszmarach. A jeżeli nie, to chociaż w ciągu dnia nie będą podążać za nim jak cienie.
- A ja się cieszę, że wy tu jesteście. Że ty jesteś. Kocham cię - powiedziała z boleśnie niewinną szczerością i wzruszyła ramieniem, kiedy brat uparł się, że rozumie.
Wiedziała dobrze, gdzie znajduje się granica jej własnej wiedzy, więc to wywracanie oczami to już mógł sobie odpuścić. Nie skomentowała tego jednak, bo skoro dawał radę ją znowu frustrować małymi rzeczami, to najwyraźniej było coraz lepiej.
- Ja nie wiem, czy za tym nadążam, Mike - szepnęła, czując ciarki przebiegające po kręgosłupie, gdy tylko w powietrzu wybrzmiały słowa "czarna magia". Do czarodziejstwa Kerrie zdążyła się już przyzwyczaić, ale ten cały czający się w świecie mrok wciąż przyprawiał ją o mdłości. - To, że nie da się jej zdjąć i jest zaraźliwa jest podobne bardzo do chorób, ale... współistnienie z magią już nie. Żeby przeprowadzić jakieś badanie na ten temat, trzeba byłoby najpierw wiedzieć, czym tak naprawdę jest magia. A ja tego nie wiem, nie umiem... - sobie wyobrazić. Urwała i przygryzła wargę. Przez te wszystkie lata posiadania czarodziejskiego rodzeństwa zakodowała sobie w głowie, że magia po prostu była i nie dało się jej wytłumaczyć normalnie, no bo jest magiczna. Ale jak w takim razie  szukać lekarstwa na klątwy?
Przystanęła obok okna, wyglądając na wybrzeże, na stalowoszarą powierzchnię morza i z zamyśleniem przyciskając Toma do piersi. Kociątko wydawało się drżeć, może było mu zimno? Odeszła kawałek i odwróciła się, żeby nie krępować brata w gramoleniu się z łóżka.
- Każda choroba ma efekt na głowę, jedne tylko trwały, a inne przelotny - uznała, mrużąc oczy, jakby próbowała przypomnieć sobie jakieś bardzo dawne wspomnienia. - Jeżeli przez chorobę życie się gwałtownie wywraca do góry nogami, to zawsze się trzeba spodziewać wahań nastroju, niemocy, stanów lękowych, bezsenności.... Czasami paranoi. I to się też bierze pod uwagę przy leczeniu.
Otworzyła drzwi i ostrożnie ułożyła Toma na drewnianej podłodze; ten, wyczuwając wolność, natychmiast pomknął na schody, odwracał się jednak przy tym parę razy, sprawdzając, czy Kerstin na pewno idzie za nim. Lecz ona wróciła do sypialni, rozmowa się jeszcze przecież nie skończyła, a Mike'owi chyba niezbyt przypadła do gustu jej teoria. Znała go dobrze i była w stanie się domyślić, że będzie musiało minąć wiele ciężkich dni, zanim zaakceptuje, że nie jest niezniszczalny.
Z oczu Kerstin wydarło się kilka łez, gdy słuchała przerażających wspomnień, ale wzięła się w garść szybko, nie chcąc wyjść na panikarę. Wiele rzeczy cisnęło się jej na usta, od "Mike, popatrz na siebie!" do "Co się naprawdę wydarzyło tej Bezksiężycowej Nocy?", ale ostatecznie po prostu usiadła obok niego i tknęła go kolanem, by znów na nią popatrzył.
- A ja jestem pielęgniarką i też byłam szkolona do tej pracy... - Zauważyła, że nie docierają do niego puste hasła; może więc przykłady okażą się lepsze? - Uczyłam się leczyć ludzi, ale i tak wiele z nich umierało. Któregoś dnia zaczęło mnie to przerastać; przyprowadzili na interwencji małą dziewczynkę, której starszy brat przypadkiem wbił widły w głowę... - Odetchnęła powoli. Po latach nie bolało tak bardzo... ale wciąż trochę. - Umarła mi, kiedy ją przewoziłam w łóżku na salę. I to nie była w ogóle moja wina, ale tak się czułam: że może to ja działałam zbyt wolno, że o czymś zapomniałam, że mogłam coś zrobić, ale tego nie zrobiłam. I poszłam wtedy na dwa tygodnie urlopu, a czułam się przy tym jak najgorszy słabeusz, bo mi się cały czas zdawało, że skoro taką sobie wybrałam pracę, to nie mam prawa się załamywać... i że to nie ja najbardziej na tym ucierpiałam, tylko rodzina tego dziecka. Ale cholerka, gdybym tych przerw nie brała od czasu do czasu, to bym chyba... chyba nie dała rady. - Położyła dłoń na ramieniu brata. - Czasami naprawdę potrzeba... zatrzymać się i spojrzeć na to wszystko z dystansu. Na niektóre rzeczy nie ma się wpływu. Jesteś czarodziejem, a nie cudotwórcą. - Uśmiechnęła się blado. - Nie uratujesz wszystkich. Nie ważne, jak bardzo byś chciał.
Wstała i ruszyła w stronę drzwi, kiwając zachęcająco ręką. Herbata czeka - mogli ją wypić na tarasie. Może jak zobaczy niebo nad głową, przypomni sobie, że świat to nie tylko straszna klatka bez wyjścia.
- Opowiem ci przy śniadaniu. Ale to się wszystko do jednego będzie sprowadzać: nic traumatycznego nie pozostaje bez echa, Mike. I żadnego znacznie nie ma, jak silny jesteś ani jakie przeszedłeś wcześniej przeszkolenie.
Nie miała pojęcia, w którym momencie temat ich rozmowy stał się tak egzystencjalny i ciężki, ale jeżeli tego właśnie potrzebował Michael, to nie widziała problemu. Kto wie, może zapamięta to na dłużej i znajdzie w tym jakieś cząstkowe pocieszenie.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Odruchowo rozpromienił się w odpowiedzi na prostolinijne wyznanie Kerstin.
-Ja ciebie też. - odpowiedział nieco zduszonym głosem, bo - jak zawsze przy takich sentymentalnych sprawach - coś ściskało go za serce. Kerrie wiedziała zresztą (chyba?!) że ją kocha i nade wszystko pragnie jej bezpieczeństwa, ale może o takich sprawach należy też mówić...
Potem Kerrie speszyła się nagle, a on poczuł się w obowiązku odstawić własne demony na dalszy tor - zapomnieć na moment o likantropii i pocieszyć młodszą siostrzyczkę. Właściwie, wychodziło mu to na dobre - właśnie tego potrzebował po tamtym koszmarze. Powrotu do rzeczywistości, możliwości skupienia się na kimś innym.
-Hej, Kerrie, spokojnie. Nikt w pełni nie rozumie tej klątwy, nawet czarodzieje-badacze. Nie musisz brać jej sobie na barki. - poklepał łagodnie siostrę po ramieniu, zdziwiony, że mówiła zupełnie, jakby chciała zrozumieć i wyleczyć jego przypadłość.
A przecież - co rozumiał coraz boleśniej po przeczytaniu wszystkiego na ten temat - likantropii nie dało się wyleczyć.
Kerstin taktownie odwróciła się do okna, a on wstał z łóżka i szybko narzucił na siebie flanelową koszulę. Przeczesał palcami włosy - coraz dłuższe, dające złudną nadzieję kamuflażu. Zarośnięty i przemęczony, coraz mniej przypominał ogolonego aurora z Londynu.
-Paranoi? Mnie to nie dotyczy. - rzucił uparcie, choć kilka miesięcy temu paranoicznie rozglądał się po korytarzach Ministerstwa, zastanawiając się kto wie o jego likantropii i co o tym sądzą. To było wtedy, a teraz musiał być niezniszczalny i silny. Musiał. Nawet jeśli za oknem widział czasem czarną mgłę, nawet jeśli tamta psychopatka nawiedziała go w snach.
Nie mógł się też zatrzymać, nie było na to czasu. Ale mimo to, słowa siostry dały mu do myślenia. Spojrzał na nią uważnie, tak jakby po raz pierwszy dostrzegł jej siłę i odwagę. Nie znał się na medycynie, szczególnie mugolskiej.
-Muszę częściej pytać o twoją pracę. Opowiedz mi więcej. - poprosił i uświadomił sobie, kładąc dłoń na dłoni Kerrie. -Jesteś... bardzo dzielna, wiesz? Wszyscy Tonksowie to wojownicy. - uśmiechnął się pod nosem, choć w głębi serca nie był pewien, czy to dobrze być wojownikiem. Może prościej byłoby stać gdzieś na uboczu. Bezpiecznie.
-Przeszkolenie powinno mnie przygotować... - uparł się nieśmiało, choć nieco zmiękł. Może faktycznie... był trochę przemęczony. Czy coś. -Ale dobrze, opowiedz mi więcej o tym stresie. I jak sobie z nim radzić. I... słuchaj, pójdę po śniadaniu po zakupy do mugolskiego rzeźnika, ale... nie masz może trochę mugolskich drobnych? Mam tylko sykle i knuty... - poprosił, teraz już zupełnie onieśmielony. Prosić młodszą siostrę o jej pieniądze, żałosne. Musiał szybko złapać kolejną robotę w mugolskim tartaku.

/zt x2 i biorę 20PM od Kerrie Embarassed :pwease:


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

3.10

Trzynaście razy składał pomiętą koszulę, ale ta za nic nie dała się rozprostować i nie dało się z niej strząsnąć brokatowego pyłku. Mógłby użyć magii, ale praca go uspokajała. Musiał się czymś zająć.
Wrócił do domu z potężnym kacem i stertą mugolskich ubrań od jakiegoś pana z Kent. Przeczytał i zapamiętał kartkę z miejsce, do którego miał dostarczyć ładunek. Doskonale, mógł się tym zająć. Przebierze się, wróci do Kent, weźmie resztę ubrań, powiadomi jakiegoś innego aurora i razem spróbują eskortować mugoli na ziemie koalicji lorda Prewetta. Co oni w ogóle jeszcze robili w Kent?! I co odwaliło tamtemu kierowcy, jeździć po ziemiach Rosierów ciężarówką?
No tak, on pewnie nawet nie wie, kto to Rosierowie.
Złożył wreszcie koszulę i z satysfakcją spojrzał na poukładaną stertę. Zostały tylko swetry. Może znajdzie w nich jakiś golf? Przelotnie zerknął w lustro i od razu ze wstydem odwrócił wzrok. Na szyi miał kilka siniaków i chyba... malinkę? Musiał szybko się przebrać, ale na razie szukał odpowiedniego swetra. Dobrze, że październik był już chłodny, pochodzi trochę w szaliku.
Co jakiś czas popijał wodę, bo w ustach wciąż miał sucho. Głowa mu pękała, ale nie mógł zasnąć, nie mógł odpocząć, musiał... poskładać... te... ubrania. Zająć się mugolami. Swoją pracą. Swoim życiem. Życiem heteroseksualnego, poważnego aurora w celibacie.
Czyżby? Nie miałeś żadnych przystojnych kolegów w szatni?
Zacisnął mocno zęby, czując, że zaraz się rozpłacze. To wymykało się spod kontroli. Nie wiedział już kim jest, dlaczego wilk przejął wczoraj jego ciało, dlaczego całował się z jakimś facetem nawet odzyskawszy kontrolę nad własnym ciałem, ani co do cholery wczoraj ćpał.
To ognista i narkotyki, to na pewno to.
To tylko to.
Poradzę sobie, jak zawsze.
Faceci nie płaczą.

Wziął głęboki wdech i z satysfakcją znalazł wreszcie golf. Upaprany brokatem i pachnący...
...nim.
Mike wziął już prysznic, zmył z siebie wczorajszą noc, no ale golfu nie zdążył wyprać. Czyżby na nim leżeli?
Wzruszył ramionami, zdjął brązowy sweter i został w podkoszulce.
Zanim zdążył włożyć na siebie golf, ktoś wszedł do pokoju.



You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Kerstin z zasady nie była osobą wścibską. Wszystko, co robiła, a na co zdarzało się narzekać braciom, robiła nie ze złośliwej ciekawości, tylko by się upewnić, że nie grozi im żadne niebezpieczeństwo, nie ściągnęli na siebie kłopotów i nie mają problemów, z których głupio nie chcą się wygadać, bo wydaje im się, że to nie będzie, ten, męskie. Tonksy miały rodzinnie taki charakter, że im się zdawało, że ze wszystkim muszą radzić sobie sami - Kerstin wyłamała się z tradycji, tak samo zresztą jak wyłamała się z magii, i wkładała masę wysiłku w to, by się o resztę zatroszczyć. Początkiem października większość jej uwagi pochłaniała Justine, jej kochana siostrzyczka tak okropnie doświadczona wojną. Z uwagi na nowe obowiązki Kerry chodziła do pracy w lecznicy już tylko nocami, żeby cały dzień pilnować warty, gotować starszej Tonks kaloryczne posiłki i zmieniać pościel za każdym razem, gdy budziła się zlana potem po kolejnych koszmarach. Od czasu do czasu przynosiła jej książki i czytała do snu, robiła warkocze na słabych włosach, a nawet śpiewała, co nigdy nie wychodziło jej najlepiej.
Liczył się gest i troska. A to, że sama z tej przyczyny spała jedynie parę godzin w ciągu dnia, nie miało większego znaczenia.
Trzeciego wróciła z Doliny chwilę przed wschodem słońca i ułożyła się w salonie na krótką drzemkę z zamiarem zrobienia o siódmej śniadania, zanim pójdzie do pokoju Justine, by tam położyć się jeszcze do łóżka. Nie spodziewała się, że Michaela nie było tej nocy w domu, tak jak w życiu by nie pomyślała, że obudzi ją nad ranem tłuczeniem się po korytarzu. Wychyliła lekko głowę nad kanapą, żeby przyglądać mu się w tajemnicy jak chwiejnie próbuje wleźć na schody. Czym była sterta ubrań, którą ściskał w ramionach? I dlaczego do cholery zdawał się błyszczeć w ciemności?
Z początku Kerstin pomyślała nawet, że to wszystko jej się przyśniło, ale im dłużej leżała, obserwując jaśniejący wraz z porankiem sufit, tym wyraźniej słyszała coraz subtelniejsze odgłosy kroków na piętrze. Michael naprawdę dopiero co wrócił do domu, a ona nie dość, że nie miała pojęcia, gdzie był, to jeszcze zamartwiała się teraz tym dziwnym stanem. A jeżeli ktoś rzucił na niego zaklęcie? Jeżeli był z jakąś kobietą? To by tłumaczyło te ubrania, może odwiedzał Corę, u której sypiał parę miesięcy temu i teraz odebrał swoje rzeczy? Nie chciała - tym razem - od razu zakładać najgorszych scenariuszy, ale żeby nie kręcić się parę dni z nerwicą, jak ostatnio, musiała natychmiast wyjaśnić tę sprawę.
Zebrała się na nogi i poprawiła pożółkły fartuszek, a potem na paluszkach wspięła się do góry. Być może uprzejmiej byłoby zapukać, ale jeżeli Michael spał, zależało jej na tym, by najpierw dokładnie mu się przyjrzeć. Jeżeli miał jakieś rany albo hmmm malinki, to z pewnością się do nich otwarcie nie przyzna.
Z tym że, niestety, brat wcale nie leżał w łóżku, ale odświeżony i nieco wilgotny po prysznicu, ubierał właśnie sweter.
- Dzień dobry, Mike - palnęła nieco zbyt wysokim głosem, szukając w głowie powodu, dla którego mogłaby tak wejść jak do siebie. - Przyszłam sprawdzić, czy masz pościel do zmiany - mówiąc, podchodziła bliżej po kilka małych kroków, aby przyjrzeć się uważnie jego twarzy i ramionom. - Zauważyłam, że niedawno wróciłeś. Jestem ciekawa, czy... - Urwała i dramatycznie zaciągnęła powietrze. - Co ty masz na szyi?!
No ładnie. On był po prostu niemożliwy.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Naciągał właśnie sweter na głowę, gdy usłyszał słodki (i nieco... piskliwy? Ale to pewnie nie jej wina, tylko przez zbliżającą się pełnię był nadwrażliwy na dźwięki) głos Kerstin. Szybko obciągnął sweter, opuścił ręce i przybrał na twarz najniewinniejszy ze swoich uśmiechów.
-Pościel? - co? Potraktował pytanie ukochanej siostrzyczki z należytą uwagą i przez sekundę próbował sobie przypomnieć, kiedy ostatnio zmieniał pościel. Odruchowo zerknął na łóżko i od razu przypomniało mu się, niestety, co innego. Jak kilka godzin temu za pościel robiła mu sterta ubrań, tamtym brązowym sweterem nakrył na noc Rileya, a potem wtu...
CO? - własna próba powrotu do teraźniejszości i niewspominania tego już n i g d y  w i ę c e j zlała się w jego głowie z pytaniem Kerstin.
-Co? - bąknął, odruchowo kładąc dłoń na szyi. Niech to szlag. Jeszcze przed sekundą o tym pamiętał. Przeklęty, rozpraszający brązowy sweter na łóżku. Głupia pościel. Nerwowo poprawił golf, podciągnął kołnierz do góry, proszę bardzo, już niczego tam nie ma. Nic się nie stało.
-To... - nie wiem, pogryzły mnie pluskwy w lesie, uczulenie na maliny, po prostu uczulenie, poszedłem do burdelu... - szybko przejrzał w głowie listę wymówek i w końcu wybrał najwłaściwszą. -To nic! - palnął, o dziwo kontrolując własny głos.
Tyle, że na policzkach poczuł zdradliwe gorąco. Nie, nie, nie, nie mógł się teraz zarumienić. Wziął głęboki wdech, jakby to miało coś pomóc.
Szkoda, że nie jestem brunetem. - pomyślał z całą goryczą blondyna o jasnej karnacji, ale zaraz przypomniał sobie innego bruneta. I że bruneci potrafią się rumienić, przynajmniej w pewnych sytuacjach, o których Michaelowi się w życiu nie śniło. Zamrugał, usiłując odegnać Rileya spod powiek. Nigdy więcej nie będzie o tym wszystkim myślał. Nic się nie stało. Ta malinka to nic. I nikt tu chyba nie był winny, tylko te przeklęte narkotyki. Jakby zaczął to roztrząsać, to musiałby znienawidzić siebie albo tamtego, ale siebie już przecież nie cierpiał, a o Rileyu chyba nie był w stanie myśleć ze złością.
-Patrz ile ubrań znalazłem! - błyskawicznie zmienił temat, przyjmując strategię zagadania siostry. -Słuchaj, miałem szalony dzień - okropnie szalony -Najpierw musiałem przedrzeć się przez jakąś grotę z brokatowymi kwiatami, myślisz, że to się spierze? A potem znalazłem człowieka w zepsutej ciężarówce, szkoda, że nie znam się na samochodach, no i on wiózł te wszystkie ubrania, obiecałem je dla niego przechować w bezpiecznym miejscu. Po południu oddam je ludziom, dla których są przeznaczone, ale... hm, może widzisz tu coś, czego sama potrzebujesz? Mogę ich poprosić, czy mógłbym coś zachować i dorzucić pieniądze. - on na pewno zachowa golf. Może powinien też częściej chodzić w tym szaliku od Kerstin... właśnie, gdzie on jest?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Dopiero po wymyśleniu wymówki na wtargnięcie do sypialni brata bez pytania, Kerstin zdała sobie sprawę, jak bardzo była nieporadna w kłamaniu. Z jakiego niby powodu pytałaby się Michaela, czy ma pościel do zmiany? Doskonale przecież wiedział, że najmłodsza Tonks zmienia wszystkie pościele i prześcieradła regularnie co dwa tygodnie, a jeżeli trzeba, to częściej - oczywiście nie chwaliła się tym wszem i wobec, to były zwykłe domowe obowiązki, ale nie wyobrażała sobie, żeby brat miał nie zauważyć, że jakiś uczynny chochlik zapewnia mu cały czas świeże posłanie.
- Pościel - potwierdziła jednak z niepewnym uśmiechem, zerkając na nieposkładaną kołdrę; no kurczę, zmieniała tę poszwę chyba ze trzy dni temu.
Może by się jeszcze dłużej krępowała, gdyby jej uwagi nie przykuły bordowo-różowe ślady na szyi brata. Kolejna dziewczyna? Kolejna kochanka? Całą noc? I jeszcze się nikomu nie pochwalił? Brawo. Świadomość faktu, że Michael jest dorosłym, trzydziestopięcioletnim mężczyzną kłóciła się w głowie Kerstin z siostrzaną frustracją. Mógł by się już przyznać!
Nieporadne kłamanie mieli chyba we krwi, bo nie zrobiło na Kerry wrażenia ani plątanie się w słowach, ani prędko zaciągnięty golf, ani - co oczywiste - nic, które zawsze oznaczało jakąś soczystą tajemnicę.
- Kogo odwiedziłeś? - zapytała wprost, ledwo powstrzymując odruch podparcia dłoni na biodrach. Wtedy wyglądałaby już zupełnie jak surowa matka, a przecież nie chciała Michaela peszyć, tylko... no po prostu pytała, tak? - Widziałam, że wróciłeś nad ranem i wydawałeś się jakiś dziwny. - Głośny. - Byłeś u Hani? U Cory? - położyła nacisk na drugie imię, tak jakby była już pewna, że to prawda. - Czy poznałeś kogoś nowego? Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, Mikey. - Jej ton głosu złagodniał, wielkie błękitne oczy zmrużyły troskliwie. - Jeżeli kogoś spotykasz, nie musisz się wymykać nocą na schadzki. Zaproś ją na obiad. Przecież to nic złego, a... - Ugryzła się w język, zanim zdążyłaby dodać: a w twoim wieku to już nawet wypada.
Podeszła do okna, żeby wpuścić do środka trochę świeżego powietrza, cały czas jednak słuchała historii brata, na równi zaciekawiona i zrezygnowana. Brokatowa grota? Człowiek w ciężarówce? On naprawdę myślał, że takie szalone wytłumaczenie przejdzie?
- Nic się nie martw, wszystko się spierze - orzekła z wszechwiedzącym uśmieszkiem. - Ja nie chcę ubrań. Wiesz czego potrzebuję? - Skrzyżowała ramiona na piersi i uniosła się nieco na czubkach palców; jej dolna warga zadrżała ze smutku, choć bardziej niż prawdziwa zapowiedź płaczu, był to odruch, mający wzbudzić w Michaelu skruchę. - Prawdy.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Miał wrażenie, że dopiero co Kerstin zmieniała mu pościel i że jej dzisiejsza chęć odbiegała nieco od niepisanej normy, ustalonego rytmu. Byłby jednak okropnym bratem, gdyby podejrzewał Kerrie o wścibstwo czy kłamstewka. Ona pewnie tylko chciała pomóc, jak zawsze! A on, naprawdę będąc okropnym bratem, zapomniał zupełnie, na kiedy miał przygotować pościel do prania. Naiwnie skinął głową, a potem zrobiło się już tylko gorzej.
Kogo odwiedziłeś? Dlaczego ta rozmowa zaczęła przypominać przesłuchanie?
-Nikogo! - zaprotestował odrobinę za szybko, zbyt gwałtownie, ale zgodnie z prawdą. Nikogo przecież nie odwiedził.
-Jak to d..dziwny? - wypalił z kiepsko maskowanym przerażeniem, bo - jak to - dziwny? Spędził noc w męskim towarzystwie i od razu był jakiś dziwny? Malinka to przecież małe piwo. Co, jeśli coś innego się w nim... zmieniło? Wyobraził sobie, że pachnie Rileyem (ten golf faktycznie pachniał jak on, tak... elegancko i miło) albo że od tej pory będzie miał wypisane na czole "jestem nienormalny", albo że za karę oślepnie i spłonął jeszcze głębszym rumieńcem.
Wtem padły imiona Hannah i Cory, a Michael poczuł obezwładniającą ulgę. Myślała, że był u nich, to lepsze niż prawda o jego wyczynach. Ale zaraz, czemu właściwie tak myślała? Ulga była zresztą krótkotrwała, bo padło pytanie o kogoś nowego i serce podjechało Michaelowi do gardła. Czy Kerstin też słyszała, jak głośno bije? Zaraz Mike zupełnie spanikuje, jakby miał mało stresów w życiu.
-Skąd ten pomysł?! - zapytał ostro, z oburzeniem, mając na myśli wszystkie te oskarżenia. Cora, Hannah, ktoś nowy, czy Kerstin nie zauważyła, że jego tryb życia niespecjalnie sprzyja randkom? Przecież zastała go na tarasie tuż po tym, jak przypadkową przemianą spalił wszystkie mosty z Hannah. Przecież... no dobrze, nie mówił jej o tym, jak po ognistych pocałunkach udawał przed Corą, że niczego nie pamięta i złamał jej serce, ale to było tyle lat temu...
Co to właściwie znaczy, złamać serce? - zainteresował się nagle Fenrir, który znał pojęcie jedynie ze wspomnień dawnego kobieciarza Michaela.
Ja... co? Siedź cicho!
Dzisiaj też mu powiedziałeś, żebyście o wszystkim zapomnieli i patrzył na nas tak dziwnie...
To nie to samo, nie wtrącaj się...
W sumie zachowałeś się trochę tak samo.
Zamrugał i wziął głęboki oddech. Ostatnim, czego potrzebował w pękającej od kaca głowie był warkot Fenrira, który wjeżdżał z jakimiś egzystencjonalnymi... irracjonalnymi... głupimi... oburzającymi... pytaniami.
Obydwoje się na niego uwzięli! I jeszcze Kerstin powtarzała, że to nic złego. Wyobraził sobie Rileya na rodzinnym obiedzie, wyprostowanego jak struna, eleganckiego jak zawsze (nawet w prostych swetrach miał w sobie rys niewymuszonego wyrafinowania) i częstującego wszystkich suszoną wieprzowiną.
Nagle Mike roześmiał się histerycznie. To wszystko go przerastało. A wyobrażenie było takie zabawne i tragiczne zarazem. I jeszcze Kerstin mu chyba nie wierzyła, a dolna warga drżała jej tak złowieszczo. Jeśli znowu się rozpłacze, to on tego nie zniesie.
-Dobrze, skoro chcesz wiedzieć! - wybuchnął. A co mu tam, cholera jasna. Był dorosły. Miał trzydzieści pięć lat. Może czas przestać udawać przed Kerrie, że jest aniołem. Przypomniał sobie swoje barwne życie sprzed trzech lat, przygodne romanse, potańcówki, a słowa popłynęły same:
-To ktoś nowy i nie, nie zaproszę jej - tak, to ona, trzeba to podkreślić, pewnie ma na imię Rita czy coś. -na obiad, właściwie to nigdy się już z nią nie spotkam. Poznaliśmy się wczoraj, wypiliśmy za dużo ognistej, właściwie więcej nie pamiętam. Znasz jakieś sposoby na... to, czy mam tydzień chodzić w tym golfie? On nawet nie jest mój, tylko z ciężarówki. - wyrecytował twardo, a na końcu z frustracją wskazał na swoją szyję. Głupie pamiątki. Właściwie, co im z Rileyem strzeliło do głowy? Nie byli nastolatkami, to nie był ich pierwszy... znaczy trochę był, ale... nie powinni zostawiać śladów, no!


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Czasami kompletnie nie potrafiła Michaela zrozumieć - niby był odważnym mężczyzną, najstarszym z rodzeństwa, co to zawsze się o wszystkich troszczył, pierwszy rwał do boju, jeżeli istniała potrzeba... a z drugiej strony był tak cholernie nieodpowiedzialny, że Kerstin dziwiła się jakim cudem ktoś mu pozwolił pracować w policji. Bo aurorzy byli przecież taką czarodziejską policją, zanim paskudny rząd ich rozwiązał, prawda? Z jednej strony młoda Tonksówna czuła do niego respekt, z drugiej bałaby się mu zostawić Toma pod opieką. Cholera wiedziała, co mu znowu strzeli do głowy, a nie potrafił się nawet porządnie wytłumaczyć.
- Dziwny, Mike. Dziwny. Nieswój. Zmartwiony... podpity? - podeszła bliżej, żeby łagodnym siostrzanym gestem strzepać mu ze swetra niewidoczne kłaczki. Wydawał się poddenerwowany, spanikowany wręcz, a zależało jej, żeby nie obawiał się przychodzić do niej z każdą sprawą. Już wyciągała ramię, żeby go ciepło objąć, gdy nos, wrażliwy po latach pracy z ranami, wyłapał nieznaną woń. Pachniało... męsko. Ale nie jak Michael, Michael pachniał zwykle drewnem, lasem i potem. Ten zapach był o niebo bardziej wyrafinowany. - Powiedz mi, co się stało. Proszę - położyła na słowo łagodniejszy nacisk. Chyba wyszło jej to lepiej, niż gdy z nerwów zaczęła wymieniać imiona kolejnych kobiet. Musiała się opanować, żeby nie dopuścić do sytuacji podobnej do lipca.
Cofnęła się zresztą o krok, gdy brat podniósł głos; nie zwykł robić tego w jej towarzystwie, więc momentalnie poczuła się niepewnie i skrzyżowała ramiona na piersi. Przez krótki moment, zaraz bowiem odzyskała rezon.
- Michaelu Tonks, nie waż się do mnie krzyczeć - zażądała, a potem głośno wciągnęła powietrze. - Powtórz, proszę, od kogo masz te ubrania?
Chciała, żeby brat jej wreszcie zaufał i nie spodziewała się, że coś tak błahego jak poranna wpadka wzbudzi w nim równie wiele emocji; nie podobał jej się ani ten histeryczny śmiech ani wrzaski. Jeszcze obudzi Justine, a ona naprawdę potrzebowała snu! Dała mu jednak wykrzyczeć wszystko, co leży mu na sercu, usilnie starając się nie krzywić. Kobieta na jedną noc? Za dużo alkoholu? Ubrania z ciężarówek? Aż jej bezwiednie ręce opadły wzdłuż ciała. Na język cisnęło się pytanie; a co jeżeli ona zaszła w ciążę?
Boże, czemu Michel był ostatnio tak niepoważny?
Ale obiecała jemu (i sobie), że będzie mógł do niej przyjść ze wszystkim, więc dała sobie parę minut na ochłonięcie zanim podjęła temat na nowo.
- W porządku. Rozumiem. - powiedziała powoli, ostrzejszym niż zwykle tonem. Nie rozumiała. Och, jak kuresko nie rozumiała. - Zwróć te ubrania. Wszystkie. - Czy głos drżał jej tak ze złości, czy z rozczarowania? - Dam ci już dziś spokój z tą pościelą. - Powinna wyjść, prawda? - Powiedz mi tylko, gdzie masz ten szalik, co ci ostatnio dałam. Mówiłam, że jeszcze go będę musiała przeszyć i w końcu mam odpowiednią włóczkę. - Kolejne pytanie dało jej dodatkowe minuty, by piorunować go wzrokiem z milczącą dezaprobatą.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

W Biurze Aurorów (policja od 1 kwietnia 1957 to dla Michaela: zdrajcy, londyńskie scyzoryki, pupile Malfoya, psy, mordercy) Tonks przesłuchiwał innych i nie był sam przesłuchiwany. Zastraszanie przestępców szło mu całkiem nieźle, lubił być złym gliną. Czasem dobrym gliną. Nigdy gliną, który musi się tłumaczyć przed gniewną blondynką o roziskrzonym spojrzeniu.
-Jaki tam dziwny, mam kaca, po prostu. - zaprotestował pośpiesznie. Nie był dumny z tego, że się upił, ale to lepsze niż być nienormalnym, szalonym, zboczonym. Nie był dziwny. Był najnormalniejszym mężczyzną, który wypił zbyt dużo Ognistej Whiskey. Kerstin musi w to uwierzyć. Kerstin nie powinna w nic wnikać. Dlaczego Kerstin się od niego odsuwa...? -Nie jestem z tego dumny, ale nie spałem porządnie miesiąc - od aresztowania Just, to nawet więcej niż miesiąc -nie pamiętam kiedy ostatnio odpoczywałem, musiałem odreagować i ta whiskey tak się trafiła... - dodał pośpiesznie. Zresztą, to była wina Fenrira, ale do tego nie zamierzał się przyznawać. Jeszcze Kerrie by się zmartwiła. Lepiej być żałosnym bratem niż szalonym bratem.
Pewnie śmierdzę tą whiskey. - pomyślał z lekkim zażenowaniem, nie domyślając się nawet, że pielęgniarki mają czulszy węch niż wilkołaki. On zdążył już nawyknąć do zapachu morza, piasku, swetra, jego. I nie zdążył wziąć prysznica ani zjeść śniadania, zajęty układaniem planu na zwrot mugolskich ubrań i ewakuacji potrzebujących z Kent.
Zamarł, gdy spojrzała na niego tak... z wyrzutem. Czy on właśnie podniósł głos na Kerstin?
Merlinie, on właśnie podniósł głos na Kerrie. Co się z nim działo?
-Przepraszam. - przyznał cicho i usiadł ciężko na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach.
Powiedz mi co się stało.
Nie, nigdy.
Musiał zostać sam.
Nie mógł zostać sam.
Wzdrygnął się, słysząc coraz ostrzejsze wyrzuty w jej tonie. Złościła się zupełnie jak mama.
-Spotkałem na drodze starszego kierowcę, któremu popsuł się samochód. Wiózł te ubrania, nie chciał ich zostawić, więc zaoferowałem, że je wezmę żeby mógł przeczekać w bezpiecznym miejscu. Oddam mu je, mam adres jego kryjówki. Właśnie się tam zbieram. Wcześniej wpadłem w jakieś czarodziejskie krzaki, to dlatego się świecę i pobrudziłem te ubrania, myślisz, że da się to wyprać? - wyjaśnił spokojniej, powoli, cicho, nadal opierając czoło na dłoniach i patrząc gdzieś w podłogę. -A potem spotkałem Ri... - szlag, cholera -tę i się z nią upiłem. -koniec tematu, prawda? W porównaniu z krzakami i ubraniami, Rita nie była nawet najdziwniejszą częścią tej historii. Odzyskał rezon i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie...
Poderwał się na nogi, przypominając sobie, że szalik miał na sobie wczoraj.
-Powinien być gdzieś... tu. - bąknął i zaczął nerwowo przeszukiwać stertę ubrań. -Na pewno go wczoraj miałem... - wymamrotał do siebie i wziął głęboki oddech, bo nagle przypomniało mu się, jak okrywał Rileya swetrem i tam obok błyszczał się szalik, może wpadł pod sweter, a potem Mike teleportował się, już bez ich prowizorycznego posłania...
-Cholera, musiał zostać z ni.. - warknął do siebie i gwałtownie ugryzł się w język. -nią. Ritą.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
The moon was full and I was left unsupervised.
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Sypialnia Michaela - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Kerstin nie była już takim dzieckiem, z jakim Michael, Justine, czy nawet Gabriel zdawali się ją wciąż identyfikować. Popełniała własne błędy, choć może nie tak zgubne w skutkach, nie raz też zdarzało jej się przesadzić z alkoholem - zwykle z winem na babskich wieczorkach podczas studiów i później. Nawet tutaj, na krańcu świata w Exmoor, upiła się raz w towarzystwie siostry i przyjaciółek. Wiedziała jak to jest mieć kaca. Owszem, Michael wyglądał na takiego, co go od dłuższego czasu męczy wyczerpanie oraz bóle głowy, ale uparty pielęgniarski instynkt Kerstin nie odpuszczał - na rzeczy musiało być coś jeszcze, coś więcej.
- Whisky nie jest sposobem na odreagowanie - wymamrotała, choć nieszczególnie dowierzała w to, że brat jej uwierzy; alkohol czasami jednak pomagał. Nawet, jeżeli taka pomoc była krótkotrwała i bardzo niebezpieczna. Co jak Michael nie przestanie i będzie wracał na kacu codziennie? Złapie chorobę weneryczną albo w ogóle udusi się własnymi wymiocinami gdzieś w zapomnianym rynsztoku? Na samą myśl miała ochotę zaszlochać. - Połóż się spać, zrobię ci herbatę i coś do zjedzenia... albo może ci dam soku z ogórków kiszonych? Nie mamy już cytryny... - Nawet zdenerwowana, od razu zaczęła myśleć nad polepszeniem złego stanu Michaela.
Nie spodziewała się po nim takiej złości, podniesionego tonu - czuła jednak przekonanie, że to ona ma rację co do drugiego dna historii, i wkrótce przekonała się, że instynkt jej nie zawiódł.
- Czarodziejskie krzaki i mugolski kierowca? - zapytała sceptycznie. - Michael, gdzie ty byłeś wczoraj? - To wszystko zwyczajnie nie miało sensu. - Nie martw się, spróbuję to doprać, ale dlaczego musisz tam iść teraz? Nie powinieneś odpocząć? - Nie chciała już dzisiaj spuszczać go z oczu.
Historia o Ricie doszczętnie ją zawiodła i sprawiła, że wyprostowała się hardo, rezygnując z uśmiechu oraz gestów współczucia. Mimowolnie zaczęła myśleć o tej kobiecie; czy pamiętała, co wydarzyło się w nocy, czy żałowała, czy tęskniła? Chyba nie była prostytutką? Michael by się z takimi nie zadawał, prawda?
W rzeczywistości, z dnia na dzień i z godziny na godzinę nabierała przeświadczenia, że jej najstarszy brat jest kimś zupełnie innym niż to, co pokazywał im w domu. Czuła w kościach, że cierpliwość to utrzymuje już ostatkiem sił, więc zdecydowała się skończyć temat i poprosić o ten cholerny szalik, który od dawna zamierzała poprawić. Może jak skupi się na robótce, odzyska trochę wewnętrznego spokoju.
Ale, oczywiście, to jeszcze nie mógł być koniec.
- Nawet nie żartuj - powiedziała bardzo cicho, z niepokojącą cierpliwością. - Poszukaj dokładnie. - Obserwowała jak Michael przekłada ubrania, a z każdą kolejną uniesioną koszulą jej oddech przybierał na szybkości, a dłonie zwijały się w piąstki. - Michaelu. Tonks. - W oczy zapiekły ją łzy, ale nie żalu, tylko wściekłości; zdenerwował ją dość, by ani jej się myślało utonąć w smutku. - Zrobiłam ten szalik specjalnie dla ciebie! Specjalnie! Żeby kojarzył ci się z dzieciństwem! A ty...? - Aż się zapowietrzyła. - Mówiłam ci, że nie mam już żółtej włóczki! Nie zrobię nowego, nie mam z czego! Poza tym po co, skoro zaraz znowu pójdziesz się upić i wrócisz do domu nago! - Krzyczała tak głośno, że było chyba słychać na całym piętrze; z tej całej energii zaczęła też maszerować tam i z powrotem po pokoju. - Nic już nie dostaniesz ode mnie, słyszysz? Nic! Dopóki mi nie udowodnisz, że potrafisz być odpowiedzialny! - Urwała, żeby wydać z siebie przeciągłe warknięcie. - I na święta też dostaniesz... esz... daktyla z makiem! - Zawahała się, ale dodała na koniec, co dodać należało: - I pranie też zrobisz sobie sam!




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
For now
we are an unfinished story
waiting to be written
f o r n o w
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Sypialnia Michaela

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach